2019 – ROK WSPANIAŁEJ TOPOLI

O ile pierwsza połowa 2018 roku mijała nam w energiach głównie dębowych, a potem od sierpnia, brzozowo – jarzębinowych, tak zamyśliłem się, które też z drzew patronuje i prowadzi leśnie w roku 2019? Natychmiast i zdecydowanie ukazały się Topole. A zatem – oj będzie się działo… proszę państwa zapinać pasy, i szykować się na magiczną wędrówkę po świecie cudów, zmian, manifestacji i osobistych transformacji 

32768351_581201605581326_883316267019141120_n

Drzewne podsumowanie roku 2018 można określić w paru zdaniach. Szlachetni Dębowie wzmocnili nasz osobisty hart i wolę do działania, wydobyli odwagę Duszy, wskazali jej cel. Ofiarowali wszelkie ukojenie, poklepali po plecach, ukazali nowe ścieżki i możliwości. Zasiali nadzieję, wiarę i moc, z pełną siłą dębowego wzrostu. Uzdrowili przestrzenie rodowe, ratowali po ‘’głupotach życiowych’, przepędzali wszelkie objawy obcych ingerencji w osobiste pole. Ale przede wszystkim pomogli wcieleniom osadzić się i odnaleźć w kwestiach męskich. A potem Ziemia zadudniła tak że… Dęby potrzebowały trochę czasu, aby dostosować się do nowej rzeczywistości wibracyjnej Matki Ziemi, nauczyć przyjmować i transformować zalewające nas fale słonecznych rozbłysków. Uśpiły się nieco. Wtedy przybiegły brzozy. Pierwsze do światła. Wnet przestrzeń wypełniła się śmiechem, wesołymi tańcami, psotami, dokazywaniem, wygłupami. A brzozy ważne miały wieści na tamten czas. Dużo śpiewały o radości, oraz jak to one określiły ‘’kreacji z poziomu uśmiechu serca’’. Kto wychwycił, przyswoił i skorzystał, temu radość i szczęście migota aż dotąd. Niemal jednocześnie z brzozami szumiały jarzębinowe krasawice. Brzozowe prysznice i ‘’chłosty’’ energetyczne wymiatały wszystko co nie służy, jeśli ktoś z ufnością poddawał się tym zabiegom. Największy drzewny dar Stwórcy dla ludzi, w którym zawarta jest informacja o tym jak żyć lekko, prosto, i przyjemnie. Oba gatunki dopełniły oczyszczenia osadzając siebie i nas mocno w Energiach Źródłowych. Ten przepływ dzieje się dotąd i silnie wychodzi podczas pracy z Drzewami Mocy – błyskają światłem aż ciepło i błogo. Jeszcze w końcówce roku na czoło wychylił się Buk, znowu działając w polu rodowym, gdy tymczasem z nowym rokiem przyszły Topole…

Siewcy Marzeń 

Zapomniane, pomijane, wyparte… przysiadły sobie cicho na skrajach polnych dróg, w łęgach i dolinach zalewanych okresowo łąk. W swoim świecie – poza czasem. Zupełnie jak nasze marzenia. Moc Topoli ujawnia się dopiero we współpracy z wiatrem. Wtedy to z cichego osadnika przeistacza się w gromko szumiącego Olbrzyma. Siewca marzeń, ogłasza nowy bieg zdarzeń. Czy wiesz, że jedna Topola potrafi wyprodukować nawet do 26 milionów nasion rocznie? Lekkie, ‘’watowane’’ białawe kłębki, żeglują wtedy w powietrzu na skrzydłach wichur z oddechem burzy. One przypominają nam o tym co sami zasiewamy w procesie kreacji. O każdym najmniejszym nasionku – przecież ma ono szansę wykiełkować. Aby to się stało, potrzebuje wylądować w dobrym miejscu – najlepiej nie zarośniętym, względnie wilgotnym i pustym. Marzenia potrzebują również takiej dobrej przestrzeni. I o ile drzewo zdaje się ufnie na ślepy los, my sami możemy wybrać i stworzyć warunki dla zaistnienia naszego marzenia. To duży plus. Żywot Topoli, jakże podobny jest do ludzkiego. Znają one dobrze wszystkie nasze bolączki i to z czym się na co dzień zmagamy. Same nie wzrastają w łatwym środowisku. Zadaniem drzewa pioniera jest przecierać szlaki i przekształcać ubogie siedliska, w coraz bardziej zasobne ostoje. Podobnie jak my doświadczają chorób, pasożytów, i nie żyją zbyt długo – jak na drzewa. Oczywiście nie jest tak, że wszystkie Topole, podobnie jak i nie ludzie. Jednak to właśnie na nich najczęściej dostrzeżemy jemioły – drzewne pasożyty rozsiewane przez ptaki. Można to przyjąć jako nawiązanie do naszych podczepów astralnych na aurze i obcych ingerencji. Topole przypominają o marzeniach, tych zapomnianych i nie zrealizowanych. Mówią o tym, że nawet to co wydaje się tak nierealne i odległe, ma szansę wykiełkować. Oraz o czasie, który ucieka aby je spełnić. Jednak im, w odróżnieniu od nas, zawsze starcza czasu na najważniejsze życiowe cele. Mówią nam o konkretnym działaniu, które uruchomi dla Ciebie nowe energie wspierające i przywieje sprzyjające okoliczności. Nie myśl tylko, nie afirmuj, ale też mów o swym Marzeniu! Użyj swego głosu, niech jego wibracja ogłosi wszechświatu Twój świadomy zamiar. Powiedz o tym drzewom z którymi się zaprzyjaźnisz. Mogą być anteną wzmacniającą Twą intencję – jeśli się na to zgodzą.

Równowaga – Integracja Cienia 

Topola Czarna – ‘’Sokora’’ i Osika to drzewa ‘’dwupienne’’ – dla mnie symbolizują jedność przeciwieństw i te dwa walczące w nas wilki. Ostatecznie i tak oba pochodzą od tego samego źródła – Ono jest Stwórcą wszystkiego co jest. Spokojna medytacja w towarzystwie topól również może zabrać nas wędrówkę po własnych nieodkrytych światach. Jej silne pole zabezpieczy naszą przestrzeń przed wykorzystaniem energetycznym. Topola, dając wgląd w echo własnego cienia pomaga uzdrowić najdawniejsze emocje i tym samym otwiera drogę do najprawdziwszego siebie. Zapomniany to, choć niezawodny przyjaciel. Aby spojrzeć na swój mrok, udaj się do Topoli Czarnej. Nie jest tak, że drzewa i ich właściwości ‘’zrobiły się przypadkiem’’, albo ktoś sobie wymyślił. One także są darem Boga, po to, abyśmy mogli wspólnie wzrastać i rozwijać się w podróży do Wszechmiłości. Rok wsparcia Topoli (Biała, Czarna) jest świetną okazją, aby przyjrzeć się obu stronom w sobie. I do tego oczyszczająca Osika…

topola

Topole mają potężną możliwość przesyłu Boskich Energii Źródłowych – zdecydowanie większą niż inne Drzewa. Dlatego też tak mocno wspierają nasze marzenia. Przecież wszystko, czego istota ludzka sobie zażyczy, jest przejawem jej samopoznania i rozwoju, dlaczego więc Bóg miałby tego nie wesprzeć? On w ten sposób także doświadcza rozwoju i poznaje siebie. Dla tych którzy są gotowi, czas będzie najlepszego się dział, ze zdumiewającą manifestacją wszystkich celów i pragnień. Praca z Topolami nie jest łatwa, a to z uwagi na różnorodność z jaką działają na organizm ludzki. To drzewa nieco krnąbrne, obdarzone dużą dozą indywidualizmu. Oczyszczają mocno i szybko. Czasem mam wrażenie, że nie za bardzo wiedzą co robią – po prostu robią. Brzoza ma znacznie lepsze wyczucie i jest bezpieczniejsza. Z Topoli korzystać powinno się ‘’w skrajnych przypadkach’’ kiedy chcemy uporać się z czymś trudnym, oczyścić dogłębnie po ciężkich energiach. One są z natury przyjazne, ale to wieloletnie zapomnienie i traktowanie ‘’po macoszemu’’ przez człowieka odbiło się na ich nastroju wobec nas. Niejednemu człowiekowi dobrze zrobi takie Topolowe oczyszczenie i będzie się czuł jak nowo narodzony, z szalejącym zapasem energii nawet na dwa tygodnie. Jakiś czas z nimi tak miałem. Inny – nie wytrzyma dziesięciu minut i zaśnie, bo Topola zassie zbyt dużo energii osobistej. Pracować z nimi więc trzeba bardzo ostrożnie, z bacznym zwracaniem uwagi na to, jak się czujemy. Właśnie z uwagi na ten ich indywidualizm, bo działanie jednej Topoli nie jest jednoznaczne z tym, jak zadziała na nas inna kawałek dalej. Bądź uważny na odczucia płynące z ciała i swój komfort. To najlepszy kompas. Topola odpowiada za uczucia wyższe – szlachetność ducha, oraz wspiera nawiązywanie szczerych przyjazni, oraz obdarowywanie miłością. W kraju napotkamy głównie trzy gatunki Topól – Białą, Czarną i Osikę (drżącą). Reszta to pośrednie mieszańce z innymi gatunkami. I to bardzo ciekawe połączenie… Na ten rok prym wiedzie Biała, reszta w kolejności jak powyżej. Oczywiście, wiodące energie drzew zawsze mogą się zmienić.

Białodrzew, piękny i harmonijny we wzroście uczy nas jak najlepszego wykorzystania dostępnej energii. Jako jedno z niewielu drzew posiada wyjątkową właściwość – potrafi absorbować światło również białą, spodnią stroną liścia. Topola zwana Osiką, niewiele jednak ma wspólnego z przysłowiowym strachem. Jej główną rolą jest zadbanie o oczyszczanie przestrzeni powietrza – dlatego listki nieustannie drgają, przy najmniejszym podmuchu. Te drgania rozpraszają wszystkie męty i zastoje energetyczne, także w organizmach innych istot. Warto stojąc przy osikowym zagajniku rozłożyć do nich ręce, i poddać się tym wibracjom. Zobaczycie różnicę  Jednak ważne, aby też nie za długo. Osika również potrafi zadziałać ‘’osłabiająco’’ (sennie) i podobnie jak Topola Biała, ma zdolność absorpcji światła drugą stroną liścia. Listki osiki nie drgają w rytm lęku, a cieszą się z nowych możliwości. To kolejne – Drzewo / Pionier zdobywające nowe tereny w służbie dla kolejnych drzewnych mieszkańców. A ryzyko terenów otwartych, to zgryzienie przez zwierzęta. Osika, jako jedyna gwiżdże sobie na to zagrożenie, rozrastając się pod ziemią tworzy skomplikowane sieci korzeniowe. Z nich następnie odrasta w sprzyjającej chwili, i tak wychodząc na swoje. Czyli pokrótce, inwestuj w to co dla Ciebie najbardziej istotne. Jest potężnym Drzewem, które choć żyje krótko, pokazuje jak przeżyć je w pełni, i najlepiej wykorzystać wszystko co nam życie daje, dla własnej radości i szczęścia. Osika idzie przez nie jak burza.. Drzewo to potrafi wykorzystać najmniejszy wiatr, i najdelikatniejszy promień słońca dla swojej korzyści, dzięki drganiom wystawia do blasku obie części czerpiących liści. Topole uczą nas, że wszystko czego poszukujemy na zewnątrz nosimy już w sobie, i mamy wszelkie środki oraz siły aby dopiąć swego. Doświadczanie jest tylko dodatkiem, nie głównym sensem życia. Przybywamy tutaj aby coś zrobić, w zgodzie z boskim planem stworzenia. Drzewo żyje, rośnie i wypełnia swym istnieniem różne zadania. Nie wie co je spotka, może opanują i osłabią jemioły, a może stanie się dziuplastym domem wielu ptaków. A może wzrośnie w potędze przez swój czas, rozpadając się ze starości. Wtedy jeszcze przez stulecia posłuży za schron owadom i nietoperzom. Topola ukochała tereny podmokłe, zalewowe, dolin rzecznych i łęgi. Nie przeszkadza jej, że stoi po kolana w wodzie. Przyjmuje się, że Topola jest drzewem idealnym dla osób samotnych, które pragną odnaleźć w życiu prawdziwą przyjaźń i miłość. Topola wzmaga uczucia wyższe, uczy szlachetności i otwiera nowe drogi na różnych płaszczyznach życiowych. Ucz się, dostrzegaj okazje, wykorzystuj sprzyjające wiatry, i czerp z najmniejszych okoliczności – oto jej wieści. Topoli możesz ofiarować swoje najskrytsze, najczulsze pragnienia otrzymując jej zrozumienie i wsparcie, jednak Drzewo poprosi mocno o jedno – Twoje DZIAŁANIE.

Jako Drzewa Mocy, Topole dotychczas pokazują się w takich znaczeniach:

🌳 Strażnik Czasu
🌳 Siewca Marzeń
🌳 Błogosławieństwo Wyobraźni
🌳 Światło Marzenia
🌳 Cud Kreacji
🌳 Obrońca Marzeń
🌳 Oddech Spełnienia
🌳 Boska Droga
👻 Święto Duszy

Główne Żywioły: Powietrze, Woda
Pomocnicze: Próżnia, Ziemia

I niech te znaczenia, dadzą do myślenia 

Wspomnienia…

 Jest rok 2000. Mam około 12 lat. Zapuszczając się coraz dalej i dalej od domu, kolejowym szlakiem, wreszcie odkrywam, na tamten czas dla mnie najpiękniejsze miejsce na ziemi. Łąka wielkości połowy boiska piłkarskiego, łagodnym spadem prowadząca wprost pod pień olbrzymiej Topoli. Ona jakby stróżowała temu miejscu. Otoczone olszynkami, polami, i osikowym zagajnikiem, wtedy jeszcze z dala od cywilizacji. U krańca łąki rowek, okresowo wysychający. Nawadnia sąsiednie olszyny, zbierając spływający nadmiar wody stąd. Mnóstwo zwierząt. Sarny wygrzewają się na zboczach nasypu, a dziki urzędują nocą. W rowku znalazłem traszki. Ogromne drzewo od razu przykuwa moją uwagę. Wyłania się zza wzniesień. I choć rośnie w największym obniżeniu terenu w okolicy, jej wierzchołki górują nad pozostałymi drzewami sporo. U pnia znajduje się szczelina, z której okresami na zmianę okazują się korzystać tchórz i …królik 🙂 Gościnna topola z lokum w pakiecie.

Już wtedy, zacząłem ją regularniej odwiedzać. Zupełnie nieświadomie. Teraz to pojmuję. Tęskniłem do niej. Wizyty powtarzały się różnie, zarówno częściej jak i z dłuższym okresem zapomnienia. Według wszelkich prawideł Sylwanoterapii, nie powinienem był się do niej tulić. Gdy nadeszła wiosna, ona okazała się być wpół martwa i porośnięta jemiołami. Mimo to, połowa drzewa zieleniła się co roku, z uporem wzrastając do życia. Ale mnie to fascynowało. Podziwiałem. Energetycznie działała bardzo mocno. ”Wypieki” i rumieńce na twarzy. Być może rosła na skrzyżowaniu cieków wodnych. Mimo to, po kontakcie z nią czułem się jakby na adrenalinie. Pełen zapał do działania i ochota na życie. Jej energetyczny dar potrafił we mnie szumieć tydzień i dwa Na tamten czas takie pobudzenie było ważne, z uwagi na szkołę. Jest ciepły, słoneczny początek kwietnia. Leżę pod nią godzinami obserwując wędrujące stada czajek i gęsi. Cień przesuwa się, dopuszczając do skóry pieszczotę słońca. Sarny pasą się niedaleko. Z korony spadają wielkie kokony jakichś motyli. A może już poczwarki. Zawsze kiedy wynurzałem się ze wzniesienia, mówiłem ”Witaj Topolo”. Choć rozmów jeszcze wtedy nie było. Z niedalekiego lasu przylatywał dzięcioł i przysiadały z gwarem podróżne szpaki.

Pewnego razu, nie było już widać z oddali podczas wędrówki. Na miejscu powitały mnie zdarte kawałki kory, resztki jemioł i gałęzie ułożone stosy. Zabili strażniczkę. Tą dzielną wojowniczkę życia, pamiętającą czasy jeszcze z przed osadnictwa w okolicy. Tutaj nie zagrażała nikomu i niczemu, nawet gdyby wywróciła się cała. Dlaczego? Dotąd nie rozumiem. Nie macie pojęcia, jak wtedy płakałem. To było 2,5 roku temu. Wraz z nią, odeszła część mnie, którą i może staram się odnalezć w innych drzewach? Dotąd nie znalazłem w okolicy drzewa równie potężnego co Ona. To był skarb – cud, niedostrzeżony. Zasługiwała na więcej. Szumiący świadek czasów odległych, dla którego zabrakło zrozumienia i opieki 🌳

A jeśli pragniesz dowiedzieć się o Drzewach Mocy jeszcze więcej, lub umówić na na indywidualną sesję, pisz, pytaj. Więcej szczegółów po kliknięciu w Sylwanoterapia dla Ciebie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Reklamy

Przytulanie Drzew – podróż do Źródła Istnienia

O czym szumią dęby? Jak śpiewają sosny? Z czego śmieją się brzozy? Las to nie tylko zwierzęta, ale przede wszystkim świat Drzew. Mają one swoje charaktery, osobowości, przesłania… Chcę Ci pokazać i dać odczuć wszystko, czego mogą i chcą nas nauczyć. Pracując z nimi niemal każdego dnia, dowiaduję się niespodziewanych rzeczy o sobie, o innych ludziach, pomagając im wydobyć i puścić wszystko to co drzemie zakopane w zakamarkach ducha. Czasem są to zepchnięte i nieuzdrowione emocje z dawnych lat, a czasami światło inspiracji i nowa droga dla Ciebie, które dotąd jeszcze nie miały jeszcze okazji się ujawnić. Ten spacer dedykujemy właśnie drzewom i nam samym. W uważności czytać będziemy znaki, jakimi obdarzy nas las. Może objawi przesłanie dla Ciebie? Pomogę Ci je odkryć. Przytulimy się do starych pni prosząc o ich pradawną leczniczą energię, wsparcie, oczyszczenie aury, albo posłuchamy o czym zechcą nam opowiedzieć.

31718700_573093669725453_5389686148295557120_n

Prawie każdy z nas ma opiekuna w postaci Drzewa, które wspiera, chroni, i może pomóc, jeśli tylko je o to poprosić. Będzie naszym przewodnikiem w rozwoju i chętnie oczyści aurę oraz ciała subtelne z wszelkich zawirowań i blokad. Zaczęło się od tego ”jednego kroku w las” za daleko. I choć od dzieciństwa przytulałem się do drzew, rozmowy przyszły dużo później. Najpierw od poznania Dębu – Krzesimira. Jego rady dla mnie okazały się nadzwyczaj trafne. I choć myślałem, że to jakiś drzewny wyjątek, tak okazało się, że znacznie więcej drzew jest gotowych do przekazania wieści i rady. Idea Drzew Mocy i wieści od nich mogą być dla Ciebie wskazówką w różnych życiowych wyborach. Sosnowe bory skąpane w promieniach prażącego słońca, tchną już balsamicznym aromatem żywicy aż w głowie kręci..

31886623_573093633058790_5730102717850845184_n

Dlatego zapraszam Cię serdecznie na intuicyjny spacer uważności leśnej. Zobaczysz jak wiele z tego co się w nim dzieje, mogło Ci dotąd umykać. Powędrujemy boso po mchu i piasku jak najciszej, aby nie przeszkadzać mieszkańcom tego świata. Posłuchamy o czym szumią drzewa i podszkolimy ze znajomości ptasich głosów. Zwrócimy uwagę na otaczające nas ślady zwierząt. Dowiesz się czy naszą ścieżkę przekroczyła sarna, dzik, łoś, lis, a może jeleń? Ziemia skrzętnie notuje w swym czasowym pamiętniku szlaki zwierzęcych wędrówek. Nauczę Cię jak z niego czytać. Popatrzymy też na znaki poczynań zwierząt w ich królestwie. Resztki piór objawią nam jadłodajnię krogulca lub jastrzębia, a potłuczone skorupki ślimaków na kamieniu osobliwą stołówkę drozda śpiewaka. Rudy, ubłocony pień starego jesionu opowie nam o dzikach, korzystających z jego chropawej kory, niczym ze szczotki…A to dopiero początek leśnych tajemnic i zagadek.

31956986_615618482121442_3419033807179743232_n

Sylwanoterapia z dawna znana jest jako naturalna metoda leczenia różnych dolegliwości. Z jej darów korzystały pokolenia natchnionych poetów i artystów, którzy wypoczywając w cieniu drzewnych mentorów, doznawali nagle olśnień, przypływów twórczości, przekazów. Natura w swej czułej opiece, zadbała o nasz gatunek już dawno temu, zanim ludzka stopa zaczęła wędrować po planecie, wyłaniając się z otchłani czasu. Przez wieki prości ludzie z wszystkich zakątków świata intuicyjnie udawali się do lasu i tam zawierzali przewodnictwu naszych drzewnych braci. Korzystając z energii drzew leczy się różne dolegliwości, nie tylko ciała, ale przede wszystkim umysłu i ducha. Nie bez powodu, nawet lekarze zalecają rekonwalescentom kontakt z przyrodą i przebywanie wśród drzew. Pewne ich właściwości są naukowo znane i udowodnione – jak choćby dobroczynny wpływ sosnowych lasów i olejków eterycznych na górne drogi oddechowe. Ale drzewa potrafią i ofiarują nam znacznie więcej. Oczyszczając przestrzeń naszej aury, przywracają pierwotną harmonię ludzkiej energetyki, prowadząc do radosnych stanów beztroskiego, błogiego istnienia. Wzmacniają wolę, hart ducha, napędzają wigorem do działania. Poszerzają intuicję, ubogacając życie o przebłyski jasnowidzeń, albo prorocze sny. Napawają życiową odwagą, uczą mądrego gospodarowania własnym czasem i zasobami. Energia drzew jest też doskonałym antidotum na różnorodne lęki, pozwala je świadomie przepracować i puścić wszelkie napięcia. Dodają też ogrom sił witalnych. W ich towarzystwie objawiają się genialne pomysły, a czasem, kiedy przyłożysz ucho do kory…mogą popłynąć od drzewa bardzo osobiste wieści dla Ciebie, np. odnośnie tego, jakie kroki podjąć w życiu, lub jak rozwiązać dany problem. Tą mityczną praktykę słuchania drzewnych wieści staram się szczególnie rozwijać, podczas swojej pracy wśród Drzew Mocy. Właściwości drzew jest zatem dużo, a każde z nich wspiera, leczy, i pomaga na co innego, choć ich główna rola w harmonizowaniu naszej energetyki pozostaje spójna. Dla mnie najważniejsze jest to, że one pozwalają dotrzeć nam do tej najprawdziwszej części siebie, oraz wspomóc proces rozwoju duszy na zawiłych ścieżkach ziemskiej drogi. Bywa, że otulają serce czystą, pierwotną, obejmującą czule najprawdziwszą Miłością, i to stan tak cudny, którego nie potrafię nawet opisać.  Podczas spotkania dowiesz się jak samemu pracować i rozmawiać z drzewami, oraz wieści o ich przesłaniach i właściwościach. Posłuchamy płynących z ich świata wskazówek dla Ciebie, oczyścimy przestrzeń aury i zajmiemy przywracaniem dobrego samopoczucia z harmonią energetyki. Energia drzew jest też doskonałym antidotum na różnorodne lęki, pozwala je świadomie przepracować i puścić wszelkie napięcia. Dodają też ogrom sił witalnych. W ich towarzystwie objawiają się genialne pomysły, a czasem, kiedy przyłożysz ucho do kory…mogą popłynąć od drzewa bardzo osobiste wieści dla Ciebie, np. odnośnie tego, jakie kroki podjąć w życiu, lub jak rozwiązać dany problem. Ofiaruję Ci swoje wieloletnie doświadczenie w pracy z ich energiami, inspirowane swoimi osobistymi przeżyciami w kontakcie z drzewami, podczas niezliczonych godzin medytacji, czuwań i rozmów z drzewnymi braćmi. Kierując się wskazaniami duszy, albo jak wolisz, intuicją oraz podpowiedziami samych drzew, wybiorę odpowiednie, przyjazne drzewo i czas leczniczej sesji we wszelkich Twoich sprawach. Razem przyjrzymy się temu co Cię blokuje, przysparza trosk, smutków i korzystając ze wsparcia Drzew Mocy, powrócimy do przestrzeni harmonijnego istnienia. Przekażę wszystko co wiem, i odpowiem na Twoje pytania.

Koszt całodniowej sesji w terenie, jako podziękowanie za mój czas, energię i pracę dla Ciebie to 200zł.

Zapisy i zgłoszenia można kierować przez szeptowy  FACEBOOK 
lub e-mail czeremcha27@wp.pl

Do zobaczenia w lesie!

32161733_576918666009620_8368945356251070464_n

Leśny Sylwester z Szeptami Kniei

Czasem czujesz, że to co robią wszyscy nie odpowiada do końca Tobie samemu. Wśród huku, hałasu, okrzyków, rozmów o niczym, i przy całym szaleństwie ‘’bo tak trzeba’’ – Ciebie ciągnie zupełnie gdzie indziej. Może ku większemu szaleństwu jeszcze? A może – do jedynej takiej podróży, która bywa udziałem nielicznych podczas przygody zwanej umownie życiem. Dwójka śmiałych wędrowców, postanowiła spędzić ten dzień inaczej. W chłodzie i ciszy czeremchowego lasu, na dębowym szlaku, wśród pól i bagien, i przelotnych olszynek rozsianych tu i ówdzie. Na własne oczy i uszy, mieli okazję się przekonać jak ludzkie święto przeżywają w trwodze dzikie zwierzęta. Nie zabrakło i chwil pięknych, wzniosłych, wzruszających, i co najważniejsze – na zawsze odciskających piętno gdzieś w zakamarkach ducha…

49117467_2282502978700690_3943349915593211904_n

Pierwsze wyjście robimy jeszcze za dnia. Podążamy trasą nieczynnej już linii kolejowej, dawniej łączącej Poznań z Międzychodem. Mimo upływu czasu, szlak nadal zachowuje swój urok, a miejscami nabiera go jeszcze więcej. Tam gdzie, nieokiełznane kępy ciemnych tarnin, zagarniają pod chaotyczne panowanie coraz to nowe połacie dostępnej przestrzeni. Pełnia kryjówki do noclegu, miejsca gniazd dla wielu ptasząt. Wiosną zaś doskonałe miejsce owadzich łowów dla pokrzewek i muchołówek. Dzikie róże zaczepiają kolcami, jakby chciały zwrócić Ci uwagę, byś przystanął i po prostu dostrzegł co wokół. Towarzyszą nam sikory bogatki i kosy, przelatujące coraz dalej i dalej, wraz z naszym przesuwaniem się. W krzakach przyczaiła się sroczka.Wygląda nieco smętnie. Taka zastraszona jakby. Pewnie pierwszy sylwester w życiu tego ptaka. Oswaja się z odgłosami eksplozji. Normalnie sroki nie dopuszczają do siebie tak blisko… Mijamy ją. Danuta przyjechała aż z Warszawy, aby tej wyjątkowej nocy, podziwiać uroki wielkopolskich pól. Poznajemy się w rozmowie, choć od początku panuje swoboda. Opowiadam o miejscach które mijamy…A pamiętam czasy, gdy na słonecznych nasypach wygrzewały się tutaj śpiące sarny, i można je było podejść , balansując cicho po szynach. Latem oczy zachwycają wcale nie tak pospolite, wyjątkowe motyle – kraśniki sześcioplamki. Rosną tu też dzikie poziomki. Nie brak i widoków przykrych. Tu oto szara plama w ziemi, pozostałość po niewielkim śródpolnym zadrzewieniu, opanowanym przez ogromne dziuplaste wierzby. Miejsce lęgowe słowików, kryjówka dla zbłąkanych saren, jeśli zdarzyło im się tu zapędzić. Hamulec dla wiatru, w dole gromadziła się woda. Mała ostoja bioróżnorodności. I jeszcze można by pojąć to spustoszenie, gdyby potrzebą ludzką w czyjejś biedzie, było się ogrzać. Tak się jednak nie stało. Pocięte na kloce drzewo, spalono na miejscu, męcząc się z tym przez parę dni. Do dziś pozostały ogromne kupy popiołu. Wierzbowe pniaki mimo to, wypuściły długie, sterczące pędy. Drzewo Czarownic nie poddaje się tak łatwo. Wierzby to tacy życiowi twardziele, o miękkim drewnie. I po co, dlaczego? … Tym razem odpowiedz nie kołacze gdzieś wśród drzew…

49717409_2179704755583032_5299077873246666752_n

Kiedy wynurzamy się z nasypów, dostrzegamy umykające polem sarny. O dziwo, w oddali po drugiej stronie stoi kolejna grupka płowych zwierzaków. Te są dużo spokojniejsze. Pochylają się na oziminie, co chwilę nasłuchując czujnie i obserwując ludzkich podróżników z psami, poruszających się na oddalonej drodze. My zmierzamy prosto nad bagno, do dziczego królestwa szelestów i szuwarów. Tu jest co zobaczyć. Błotniste ścieżki, babrzyska, buchtowiska, a nawet dawne barłogi. Zimujące łabędzie i gęsi. Udaje się zdążyć jeszcze przed zmrokiem. Wita nas martwa cisza – mimo, że ostoja normalnie tętni odgłosami ptasich mieszkańców, o każdej porze roku. Dziki i sarny, zawsze można napotkać, jeśli wiesz o jakich porach się pojawić. Nagle dostrzegam czarny zarys jakiegoś zwierzęcia, które wynurza się z trzcin na ścieżkę. Są dwa. Jednak dziki? Trwamy w szepczącym oczekiwaniu. Ja się cieszę – bo w życiu nie spodziewałbym się dzika w taki dzień tutaj. Czar pryska… kiedy zwierz ustawia się bokiem. Rozpoznajemy dwa psy. Co tu robią? Ruszam w ich kierunku. Jeden szczeka z przestrachem. Oddalają się. W ruchach znać niepewność. Tak…to pierwsze ofiary petardowego szaleństwa. Część psów w przerażeniu ucieka z posesji albo wyrywa się na spacerach, i tak trafiają w dzicz. Niektórym udaje się samodzielnie wrócić. Inne nie odnajdują się nigdy. Okazuje się, że dalej jest trzeci pies. Ten jest najostrożniejszy. Trzyma się z dala. Wszystkie wyglądają na rasowe. Zadbane. Zwłaszcza ten najmniejszy, w typie sznaucera, ma na sobie obrożę z medalionem. Podbiega najbliżej. Jednak przy każdej próbie przywabienia słowem, rzucają się do ucieczki w tył. Nie sposób ich zachęcić… Znikają nam z oczu, podążając swoją drogą… Ciekawe, czy właściciele w ogóle spostrzegli zgubę. Zapadamy się w miękkiej, zaoranej ziemi, kiedy dopada nas zmierzch. I pierwsze zdziwienie mojego gościa, że jednak coś widać. Tak… Spoglądając z okien oświetlonego domu, ma się wrażenie, że wszędzie panuje czerń. Jeśli jednak wędruje się razem z zachodem słońca, a wzrok ma szansę stopniowo się przyzwyczajać, okazuje się, że wcale tak straszno nie jest. Ludzkie oko rozróżnia odcienie szarości, czerni, burego, i widać całkiem niezle. Żyjąc wśród cywilizacji, łatwo zapomnieć o umiejętnościach jakimi obdarzyła nas natura. Kontakt z nią pozwala sobie przypomnieć… Wreszcie wydostajemy się na piaszczystą polną drogę, obsiadłą przez wielkie Topole, porośnięte jemiołami. Tędy odprowadzam mojego gościa do kwatery, po tym krótkim, rozpoznawczym wypadzie. Umawiamy się na później, aby ruszyć na ‘’prawdziwy las’’ i pozostać tam już przez noc sylwestrową. 2-3 godziny oddechu, odpoczynku, po rozmowach i wrażeniach. Akurat żebym przygotował rowery i jakiś podstawowy ekwipunek.

21:30

Wreszcie spotykamy się ponownie. Rowery potrzebne są tylko na chwilę – aby podjechać na pola, skąd będziemy mieć blisko do lasów. Dla roweru to niecałe 10 minut, dla pieszego, dużo więcej. A chcemy mieć trochę czasu, zanim rozpocznie się kanonada. Gdy mijamy ostatnie osiedle, pola witają się szarą pustką i ciszą. Rowery zostają. Droga nie nadaje się do jazdy, ani wędrówki pieszej. Potęga pierwotnego błota strzeże swojego szlaku. Za to polem idzie się zupełnie wygodnie. Pod butami szeleści wyrośnięta ozimina. Odlegle zawodzi z jękiem jakiś zwierz. Nie mam pojęcia co to… Zagadka nierozwikłana od lat. Ale tego odgłosu nie ma w żadnych nagraniach znanych gatunków, z jakimi się zapoznałem. Podejrzewam młodego kozła sarny – taki który jeszcze nie potrafi ‘’chrypić’’, ale nie jest już malutki. Albo jakiś ptak… Po drodze kombinujemy z ubraniami. Wziąłem w plecak dodatkowe. Realia jesienno – zimowych wędrówek pozostają niezmienne – albo ubierzesz się tak, że zanim dotrzesz do celu totalnie się spocisz, albo przemarzniesz dość szybko. Sztuką jest tak dobrać ubiór do potrzeb swego ciała, aby wiedzieć co sprawdzi się na marsz, a co na dłuższe siedzenie w miejscu lub rower. Ja już mam to ‘’obcykane’’, ale i tym razem przesadziłem zakładając polar na kurtkę. Nie należy dopuszczać do spocenia się. A każdy ma inny organizm i wewnętrzną ‘’termikę’’. Mógłbym ubrać kogoś w to samo co siebie, i byłoby mu za ciepło lub za zimno, podczas gdy ja czułbym się dobrze. Inaczej jeszcze odbiera się chłód podczas marszu polem, a jeszcze inaczej w samym lesie. Dlatego zawsze staram się poinformować moich gości o takich możliwych niespodziankach. Przed nami majaczy się czarna ściana lasu. Widać ją doskonale już z daleka, mimo pełnej nocy. Olszynka którą mijamy po prawej, również tkwi cicho. Tak jak się spodziewałem, ani śladu zwierząt. A przecież właśnie tutaj obserwowałem dokazujące jelenie i lisa. Roiło się od śladów. Ma się wrażenie, że całe istnienie pierzchło jak najdalej, tam gdzie już nikt nigdy nikogo nie przestraszy… A do mnie dociera, jakże nudny i ubogi byłby ten świat, bez tego zwierzęcego bogactwa przemierzającego w mroku swoje zakątki. Dziś napotykamy tylko dziury, wyryte dziczym ryjem. Można się niezle o nie potknąć, zwłaszcza, że nie tak łatwo je widać. Docieramy do burej ściany mrocznego boru. Tu tkwimy długo w ciszy, nasłuchując co się dzieje. Zanim wejdę do lasu, zawsze tak robię. Sprawdzam, czy kręcą się jakieś zwierzęta. Jeśli są, nie wstępuję w las. Droga upstrzona łatkami świecących kałuż. Biało – blade lustra, wyróżniają się dla wzroku mimo ciemności. Od razu wyłapujemy co się tu dzieje….

49205932_269819023684286_4581656796799696896_n

Panika. Zewsząd dobiegają alarmujące, przeraźliwe głosy żurawi. Mimo, że do godziny zero zostało jeszcze sporo, wybuchy wstrząsają co kilka minut. Żurawie krążą nad lasem po ciemku – są zbyt przerażone by wylądować. Powinny teraz w spokoju spać nad bagnem. Wtórują im gęsi, też kręcące się w powietrzu. Ptaki latają bezładnie, chaotycznie, ich odgłosy zbliżają się i oddalają. Wiem, że dla gęsi to dużo większy stres, ponieważ zostały przez człowieka mianowane ‘’gatunkiem łownym’’. Im palba i huki kojarzy się z tym co najgorsze. Mam wrażenie, że będą tak krążyć do wyczerpania… Ale to nie jedyny ptasi horror. Bo z perspektywy lecącego ptaka wygląda to dużo gorzej. Oprócz słyszalnego huku, widzi kolorowe rozbłyski na horyzoncie, gdziekolwiek się dziobem nie zwróci. Chciałby uciekać – nie ma dokąd. Wszędzie błyski, odbijane dodatkowo przez chmury. A przecież nie wiedzą, że to tylko człowiek, tak to radośnie ‘’wita nowy rok’’. Ptactwo krąży więc nad obszarem, gdzie jest względnie ciemno, zderzając się w chaosie i nawołując rozpaczliwie. Wiele z nich nie przetrwa tej nocy. Ale nie tylko gęsi i żurawie – z lasu dobiegają nas piski i ćwierknięcia mniejszych ptaków, będące trwożliwą odpowiedzią na kanonadę. I nie sposób odróżnić gatunku. Jak długo obserwuję i słucham ptactwa, tak tu się gubię. Muszą wydawać takie odgłosy tylko w największym przerażeniu… Drzewa wibrują coś potężnie. Ale to nie gniew. Danuta mówi, że starają się uspokoić przestraszone ptaszęta. Jak tylko mogą, otulają spokojem, starając się ukoić swoich ulubionych ptasich mieszkańców.

49203579_2045869062196615_3535009585007951872_n

Przepraszamy w myślach, za ten chaos spowodowany bezmyślnością człowieka. Gościnne drzewa dębowego szlaku wiedzą. Że jesteśmy inni. Sosny – Strażniczki kołyszą coraz mocniej szczotkami iglastych gałęzi, kiedy zbliżamy się powoli do wrót lasu. Zapraszają do wejścia. Witają się. Danutę woła jeden z jesionów, rosnący na samym skraju. Dotykamy go dłońmi. Jest taki cieplutki, mimo wszechobecnego chłodu. Nigdy z nim nie rozmawiałem. Ale dla mnie takie ciepło drzewa, oznacza, ze jest aktywny i przyjazny. Tak jak Krzesimir. Do niego pójdziemy potem.Tulimy się do Kosmicznego Podróżnika, a ja opowiadam o tym co mi jesiony objawiły, ze swej podróży przez Wszechświat. Kolejny jesion kawałek dalej, jest już chłodny i zimny, wręcz mokry nawet. Co za różnorodność! Las reaguje żywo na nasze wejście. Szum, ze zmienną intensywnością zdaje się być odpowiedzią na nasze ciche rozmowy. Mówię o emocjach drzew i ich uczuciach. Tu Dąb Radomir, ten rozpłatany wichurą i piorunem. Dziś jest dużo spokojniejszy, pogodzony już z losem. Mimo, że zostało mu tylko pół pnia, latem był nawet cały w zieleni. To jest dopiero Moc… Mijamy Akację, pod którą lis mnie podszedł. Wcześniej miejsce bliskiego spotkania z dzikiem. A kawałek dalej, Dąb Gromiec, ze szczeliną wąskiej dziupli. Ten sam, który przywołał mnie do siebie, i pokazał swój sikorzy skarb w postaci piskląt. Tyle wspomnień, opowieści…
Tutaj jest dużo cieplej. Wreszcie jesteśmy na miejscu – bagno w krainie torfowisk i trzcin, dolina odległej bobrowej rzeki. Stąd także docierają do nas odgłosy strachu, pojedynczych gęsi i żurawi, które pozostały w szuwarach nie wzbijając się do lotu. Normalnie można tutaj posłuchać budzących się na żer dzików, obserwować sarny na łące, zaczaić się na borsuka lub lisa. Teraz zapomnij… Mimo to, pozostajemy w ciszy, starając się wyłowić nieśmiałe szelesty. Nie sposób odróżnić czy to wiatr, a może skulone, wbite w gęstwinę zwierzę. Miejsce Mocy działa tak, że czujemy się dobrze. Siedzimy na plecakach. Jest owocowa herbata w termosie i domowe pierniki. Wtedy padają słowa, które zapisały się we mnie z tej wyprawy najbardziej…

– Sebastian, dziękuję Ci, że mogę tu być. To wszystko poznać, doświadczyć. Naprawdę…

Serce się uśmiecha. Bo przecież to dopiero początek… I tak mało widzieliśmy, jeszcze mniej słyszeliśmy. Ale i tak wystarcza, aby zachwycić inną Duszę. Wtedy jeszcze bardziej wiem, że to co robię jest tak ważne, potrzebne i z wszelkim sensem. Narastający hałas kanonady informuje nas o zbliżającej się godzinie zero. Stąd widok jest doskonały – wszędzie wokół ciemność, z panoramą na jedną wioskę. Stamtąd wzlatują w niebo kolorowe race. Obserwujemy z mieszanymi uczuciami, mając świadomość jaki jest tego efekt. Podnoszę ręcę w górę. Bo tak się cieszę za ten rok! Wszystko o czym marzyłem, czego pragnąłem, spełniło się i trwa. Czy to drogą lekkiego wewnętrznego uporu, pewnej determinacji, działania, odwagi, zaufania? Ja mam wrażenie, że stało się lekko i bez wielkiego wysiłku. Znów płyną słowa…

– Dziękujemy Ci Stwórco Najwyższy, za ten dobry rok, za wszystkie radosne chwile, za obfite dary, podróże, ludzi, lekcje, nauki, wiedzę, doświadczenia…W świadomości, że wszystko przyczyniło się do naszego wzrostu i coraz lepszego poznania samych siebie. Dziękujemy za rozwój, jaki dzięki temu wszystkiemu stał się naszym udziałem i Twoją codzienną opiekę…

Więcej nic nie mówię, a w sercu płyną osobne podziękowania dla wszystkich cudownych ludzi poznanych przez ten czas, z uhonorowaniem wartości i wiedzy jakie wnieśli. Dziękuję ciału które mi służyło, niosło, i Duszy, która prowadzi. Ale! Tu obracam się do lasu i kłaniam głęboko. Drzewa Mocy i całe leśne wsparcie. Moje ukochane zwierzęta i wszelkie nasze przygody. Za to bogactwo i mój duchowy pokarm dziękuję szczególnie.

Kiedy po 15 minutach salwy cichną, z wtórem alarmu dalekich syren, ruszamy w drogę powrotną. Chcemy jeszcze odwiedzić Krzesimira. Nauczony przezornością, pytam Dębu w myślach, czy możemy dziś tam podejść. Od dawna wie, że już tu jesteśmy. Duże TAK! Domyślam się dlaczego. Dziś staruszek jest sam. Nie ma jego zwierzęcych przyjaciół, którzy normalnie plączą się tam i ‘’medytują’’ nie gorzej niż ja. Śmiało możemy iść. Na piaszczystej dróżce, przez całą trasę napotykamy tylko dwa świeże tropy. Bardzo malutko. Gdy stajemy przed nim z pokłonem, odbieram wielką radość starego drzewa. Witaj Kochany! Tulimy się, a ja od razu odczuwam znajome ‘’prądy’’ – mrowienie w łapkach. Nasze energetyczne powitanie. I z każdym drzewem może być ono inne. Czasem będzie to uczucie miłości w piersiach, radości w sercu, albo kołysanie. Wszystko zależy od energii drzewa, naszej relacji z nim, jego osobistego nastroju i również naszej własnej formy. Dąb jest dziś wyjątkowo szczodry w darach. Widzę po Danucie, że równie jej błogo jak mnie. Nie rozmawiamy dużo z drzewem, choć czuję, że nazbierało się osobistych dla obojga tematów. Ale to nie na teraz. Jest mocno ożywiony. Kiedy szliśmy polem, szalał wiatr, a gdy połączyliśmy się Drzewem, nastała nagle długa cisza. Ani podmuchu. Dąb też chyba wie, co ma dokładnie robić, a ja, jak się temu poddać. Cieszy się z nami, z tego co się zadziało, naszego wyboru i pewnie tego co w obojgu wyczuwa. Dla niego to znak czasów. Doczekał się. Doczekaliśmy my wszyscy. Wzajemnego porozumienia i wspólnej zmiany świadomości. Wiem i wierzę, że gdy mnie już nie będzie, inni będą kontynuować drzewne przyjaznie szerzej. To niesamowite, ile one nam ofiarują. Poza tym czego sami nie potrafimy na wielką skalę stworzyć, tlenem i czystym powietrzem, płynie również uzdrowienie ciał i dusz. Dzieje się oczyszczenie aury i niekorzystnych energetycznych zawiesin. Objawiają się osobiste wieści, a drzewa są na tym etapie pomostem, umożliwiającym dostęp do wiedzy i wymiarów, z których pradawni szamani korzystali bez wysiłku. I tacy mędrcy jak Krzesimir, doskonale wiedzą jak nam pomagać. Czasem mam wrażenie, że jest swoistym ‘’rentgenem’’ widzącym moje ciało i ducha jak na dłoni. Pamiętam jak razu pewnego, przybyłem na jego wezwanie z gorączką 38. Jechałem parę kilometrów na mrozie, potem 40 minut czekania, aby ustąpić miejsca ‘’medytującym’’ pod nim sarnom, ale ostatecznie…Po ponad godzinie spędzonej u pnia przyjaciela, wróciłem do domu zdrów. Wszelkie objawy grypopodobne ustąpiły. Danuta nie chce mi od dębu się odkleić ani ruszyć. Mówi, że w życiu czegoś takiego nie przeżyła. Otulił nas leśną cudownością. Podzielił się szczodrze. Ja w tym momencie wiem, że to co przeżywa teraz mój gość, to dopiero początek drzewnej przygody. Nastąpiło pewne otwarcie. A on ofiarował swą energetyczną ‘’pieczęć’’ – swoistą ‘’przepustkę’’ do magicznego świata drzew. Siadamy jeszcze na chwilę pod nim, bo i taką prośbę odbieram. Horyzont odcina się szarą linią, a ja wspominam nasze wspólne obserwacje zwierząt, jakie były udziałem godzin czuwania u dębowego pnia.

644c88907a39decde36d44d27a6468ea

Zimno podnosi nas do powrotu. Żegnam się z dębem czule i wylewnie, obiecując niebawem wrócić na dłużej samemu. Dziękuję szczerze za szczodrość i obfitość z jaką nas powitał. Tulę i całuję korę. Gdy tak stoimy przed nim w pożegnalnym pokłonie, Danuta nagle wzdryga, dotykając się za głowę. Poczuła tam dotyk.

‘’Co to było’’ ? – pada pytanie.

Ja odbieram błogi ciepły dotyk rozchodzący się linią na sercu i miękkie energetyczne, stłumione ‘’puhhhhhhh!’’ , rozchodzące się w puls biało – szarej fali wokół pnia. Już dobrze to znam.

– Jego pożegnanie, – odpowiadam z uśmiechem. Wiem, że to była bardzo udana wizyta. A Krzesimir zaskoczył nieco swoją otwartością i bogactwem, po okresie pewnego ‘’zastoju’’.

Maszerujemy przez wieś, gdzie zdumiony znów jestem ciszą. Normalnie biega tu mnóstwo piesków, obszczekujących przechodnych o każdej porze. Teraz ani jednego. Sylwester… Pewnie nadal tkwią skulone w budach, albo pouciekały. Czasem się tak zastanawiam nad istotą zjawiska. Może im głośniej, huczniej, tym dalej od siebie? A pod przykrywką gromkiej zabawy kryje się po prostu tłumienie i wyparcie, tego co dla świadomości niewygodne. Nie mnie oceniać. Wokół unosi się swąd prochu, odczuwalny był nawet w lesie. Znowu wkraczamy do świata szarych pól, bezkresnych i pustych dzisiaj jak nigdy. Zrywa się wiatr i siąpi mżawka, zacina w twarz. Ale przyjemnie i miękko. Zwierciadła kałuż polśniewają jak ozdobne cekiny najpiękniejszej biżuterii. Kiedy obracam się w stronę lasu, tym razem go nie widać. Horyzont spowił się czarnym mrokiem. Jak to możliwe? Przecież startując z tego samego miejsca, jawił się przed nami wyraznie. A może tam pozostał nasz mrok własny… Danuta mówi, że przekroczyła wiele swoich granic i osobistej strefy komfortu. Że sama, nigdy by się nie odważyła. Oboje wiemy, że zdarzyło się coś wyjątkowego. Choć jeszcze nie potrafimy ubrać w słowa. Dlatego milczymy.

Drugi dzień wędrowny.

Żywioły rozpętały się do noworocznego tańca. Mam wrażenie, że próbują spłukać wszystko to, co człowiek wczoraj zbrukał, a szumem furii drzew, tą kojącą muzyką uspokoić ptasich i zwierzęcych mieszkańców. Chmury pędzą w amoku po niebie, chłosta zimy wiatr, a co kilka minut ziemię omywają potoki strug lodowatego deszczu, który zdaje się być razem z wichurą jednym biczem bożym. Chwilami pokazuje się słońce, po to tylko, by za moment schować się za groznym granatem pędzących cumulusów. Tego dnia pozostajemy w kwaterze.

Oficjalnie, tradycja leśnego, szeptowego sylwestra została zapoczątkowana  Dziękuje mojemu gościowi, za świadome, ubogacające towarzystwo  A jeśli i Ty masz ochotę na podobną przygodę, pisz, pytaj śmiało o każdej porze dnia i roku. Księżycowe Wędrówki to projekt, który powstał z myślą o Tobie, nieśmiały wędrowcze. Z nowym rokiem zapraszam tych, którzy odważą się odkrywać magiczne życie lasu, pól i łąk, z procesem osobistej transformacji, który i tak zawsze się zadziewa. Ale nie tylko podczas pełni. Aktualne każdego dnia i nocy, do dogadania się. Jestem i wędruję dla Ciebie, aby z radością podzielić się przyrodniczym bogactwem i tajemnym światem natury, aby to co przeżywam i opisuję mogło również stać się Twoją osobistą przygodą i udziałem Duszy  Wolne terminy są cały czas. Zapraszam do wspólnego odkrywania przyrody i siebie w jej doświadczeniu  🌳🐗  Z radością zawiadamiam też, że można już śmiało korzystać z oferty gospodarstwa gościnnego w Rokietnicy, jeśli ktoś przybywał będzie do mnie z daleka 🙂 Pokoiki są schludne i zadbane, w rozsądnej cenie. Stąd mamy blisko na bagna, pola i w lasy. Ale najważniejsze, że gospodarze są uczynni, uprzejmi i wyrozumiali z zainteresowaniem dopytujący choćby o preferencje żywieniowe gościa, zatem dla wegan to również przyjazne środowisko 🙂 Zawsze jest alternatywa regionalnej kuchni wielkopolskiej (pyry z gzikiem 😛 ) czy jakie tam mamy rarytasy 😀 Chodzi o to, żebyście się już naprawdę nie martwili o nocleg. Kwatera znajduje się 300-400m od mego miejsca zamieszkania, wiec równie szybciutko przybywam, witam i zapoznaję się. Link do kwatery podaję poniżej:
http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

36937371_621880931513393_4205162368814022656_n

Opowieści ze świata zwierząt. Wizyta w szkole.

Bywa, że mój dzień rozpoczyna się jeszcze nocą dnia poprzedniego. Nowe zaproszenie, do kolejnej szkoły 📗 😍 O godzinie 23 wyruszam ze swej miejscowości do Poznania, gdzie oczekuję prawie 3 godziny na nocny pociąg do Warszawy. Stamtąd mam już tylko kawałek do stacji w Sulejówku, skąd trafiam do maleńkiej szkoły podstawowej w miejscowości Chobot, przy nieocenionym wparciu pani Wika Węglińska – to ona wypatrzyła Szepty Kniei na facebooku i zorganizowała całe spotkanie. Jej dzieci uczą się właśnie tutaj. Jest po ósmej rano. Udało się zdążyć. Trwają jeszcze lekcje, więc mam trochę czasu aby zainstalować się na spokojnie ze sprzętem no i pogawędzić z Nauczycielami o tym, co w lesie piszczy. Przyjęty jestem tak radośnie i ciepło, co w głębi bardzo mnie wzrusza. Nie czuję zmęczenia ani trochę. Napój energetyzujący (fuj) okazuje się być niepotrzebny. Nie wiadomo skąd, aktywują się niezmierzone pokłady ożywienia i energii. Nie miałem pojęcia, że istnieją we mnie. Po dzwonku przybywają dzieci. Chwila zamieszania, ale i ciekawość, uśmiechy. Witamy się. Wreszcie mogę zaczynać…

48382013_2159980990921001_5417037629612883968_n

– Dzisiaj przeniesiemy się w tajemny świat lasów, łąk, pól, bagien i zagajników. Zapoznamy się z odgłosami zwierząt tam żyjących, nauczymy rozpoznawać niektóre ptasie głosy, dowiemy jak żyją, co je cieszy, bawi, a czego się boją, oraz jak je poznawać i obserwować tak, aby nie przeszkadzać im w codziennym życiu.

Zaczynamy od prezentacji – pokazu slajdów z głosami i obrazkami. Przy każdym z nich robię przerwę, wtrącając opowieści i ciekawostki z pamięci, których przychodzi do mnie wtedy mnóstwo. Bo i z każdym pokazanym zwierzęciem wiążą się osobiste historie, przeżyte podczas godzin wędrówek i czuwania w leśnym świecie. Najbardziej intryguje, kiedy opowiadam jak byłem blisko – sarny, lisa, łosia czy dzika. Jak to możliwe? Żebym sam to wiedział… Po prostu ufają i przyzwyczajają się. A przy odrobinie znajomości ich ścieżek i zwyczajów, można wtopić się tak, że podobne spotkania staną się ‘’zwyczajną’’ częścią każdego spaceru. Dzieci od początku mają mnóstwo pytań i swoich opowiastek, dostrzegam nieraz i po dwie łapki uniesione w napiętym oczekiwaniu, ze wzrokiem utkwionym we mnie. Chobot to mała miejscowość położona blisko lasu wśród pól. Plączą się tutaj zające, bażanty, sarny, lisy i dziki, które to dzieci znają i kojarzą już z własnych obserwacji. Staram się przedstawiać zwierzęta tak, jak sam je postrzegam. Jako istoty ciekawskie, wesołe, inteligentne, skore do zabaw i psot. I tutaj też jest co opowiadać. Bo mało kto wie, że sarny okazują sobie czułość i potrafią dokazywać na polach zupełnie jak małe psiaki. Mało tego, rozpoznają się osobiście, po cechach dla nas niewidocznych. Narastająca ciekawość, rodzi burzę mózgów, bo każde chce coś od siebie opowiedzieć lub zapytać. Na szczęście mam wsparcie nauczycieli, którzy wiedzą co robić w takich sytuacjach i umieją utrzymać ciszę  Wypływają kolejne informacje i ciekawostki.

Dlaczego dziki kąpią się bagnie i oblepiają błotem? W jakim celu ocierają o drzewa, używając ich jak szczotek? Jak naśladować pisk sarniej kozy? Kiedy najlepiej obserwować zimowe lisie gody, oraz dlaczego niesłusznie oskarża się rudzielca o wyjadanie zajęcy? Bo przecież w diecie lisa dominują małe gryzonie, a zając potrafi biegać z prędkością 70 km na godzinę, lis maksymalnie do 50 – nie ma więc szans w takim pościgu. Wracam też wtedy pamięcią do obserwowanych polowań lisich, kiedy zające dosłownie płatały figle, skradającym się lisim głodomorom. Gdzie najlepiej podglądać w Polsce żubry? Jak żyje chmara jeleni, oraz ‘’kim jest’’ licówka? Skąd się wzięły u nas daniele i bażanty? Które ptaki trąbią na powitanie słońca? Jak to jest, że sarny ‘’znają się’’ z żurawiami i żerują wspólnie o poranku na łące? Na co i jak poluje ryś? Ta mała, śliczna łasica – aż taki z niej ‘’rozbójnik’’, plądrujący tunele nornic? Jakie sztuczki stosują czajki dla ochrony gniazd i piskląt? Dlaczego słowiki śpiewają nocą? Gdzie możemy spotkać bąka? Nie mogło też zabraknąć kawałka o mych ukochanych bobrach. Tu dzieci oglądają na zdjęciach z moich okolic; tamy, rozlewiska i przepływy stworzone przez te pracowite zwierzątka. Tłumaczę jak działania bobrowych robotników pomagają nam oszczędzać i oczyszczać wodę, jak dzięki temu chronimy jej zasoby i oszczędza nam to bolesnych skutków zmian klimatycznych. Przy stróżkach i rozlewach uwieczniłem ogrom zwierzęcych tropów, jakie pojawiły się, kiedy tylko bobry osiedliły się zmieniając okolicę na dobre. ‘’Bobre’’  Dzieci więc widzą na własne oczy, w jaki sposób praca tych wodnych grubasków przyciąga do nowej ostoi zwierzęcych osadników, którzy korzystają z niedostępności podmokłego terenu i nowych kąpielisk, oraz zarastającej roślinności. A przecież nie tylko one – wraz z bobrowymi stawami do nowego świata zawitają kaczki i ptaki brodzące, ryby, oraz ogrom innych maleńkich stworzeń. Dowiadują się też, dlaczego krótkowzroczny, nieświadomy człowiek oskarża te pożyteczne zwierzęta o ‘’szkody’’ oraz jak prosto można im zaradzić, nie krzywdząc przy tym nikogo.

48273033_584148632039810_8238738934432006144_n

Teraz zaglądamy na chwilę do nocnego świata zwierząt, w czasie szelestów, chrobotów, księżyca i mgieł. Wtedy dzieci dowiadują się dlaczego nietoperze to takie pożyteczne zwierzęta, jak chronią nas przed komarami, i w jaki sposób można im pomóc. Sympatyczne pyszczki gacków budzą u większości uśmiech, choć przewinął się w obrazku też jakiś nocek i mroczek. Gacki wybrałem celowo – jako jedne z niewielu są znane i kojarzone z nazwy dość powszechnie. Są przy tym wielce urocze  🦇 Opowiadam o moich nocnych spotkaniach z dzikami, te budzą niejaki podziw i kolejne pytania. Krótka gawęda o ciekawskich sowach na ściernisku, które podlatują obejrzeć nieznanego wędrowca. Choć czasu mamy dziś bez limitu, ‘’wszystkiego’’ opowiedzieć nie jestem w stanie. Cieszę się, że zapamiętają choć pójdźkę, płomykówkę, i puszczyka. Te, które spotkać można najłatwiej.

Kuna akrobatka.

Wędrując pewnego razu skrajem lasu, dziwny szmer przykuł moją uwagę. Rozglądam się wszędzie – nic. Znowu. Dostrzegam, że z sosny osypują się rude fragmenty kory. Czyżby drzewo zapraszało do gawędy z sobą? Spoglądam wyżej i dostrzegam sprawcę całego zamieszania – z góry spogląda na mnie ciekawski łepek młodej kuny. Jest zaskoczona chyba równie jak ja – spotkać to przecież nocne zwierzę, tak odkryte w ciągu dnia? Przyglądamy się sobie długo, długo. Ja ani drgnę przez cały czas. Wiem, już, że zwierzęta taka postawa zarówno intryguje jak i uspokaja. Ona wygląda, to z tej, to z drugiej. Wreszcie zaczyna się wspinać. Ale jak lekko! Widać, że to dla niej nie pierwszyzna. Teraz mierzy wzrokiem do kolejnego drzewa, i jak z procy wykonuje śmiały, odległy skok na kolejną sosnę. Gałąz ugina się sprężynują delikatnie. Jak ona tak potrafi! Zupełnie swobodnie, bez strachu, trafia dokładnie tam gdzie zamierzy. I tak po kolejnych drzewach oddala się ode mnie ‘’drogą powietrzną’’ pozostawiając w radości i niejako osłupieniu. A jak to było, kiedy zając bronił się przed myszołowem, skacząc odważnie na natrętnego drapieżnika? Uff! Opowiadanie obserwacji z pamięci idzie mi coraz lepiej.

Teraz pora na pozostałe zdjęcia i kilka filmów, które budzą równie wiele entuzjazmu. Na nich dzieci mogą zobaczyć jak zwierzęta zachowują się w swoim środowisku naturalnie oraz niemal dotknąć, kiedy zwierzaki w ujęciach trącają pyskiem wypatrzoną kamerę. Widzą też, że nie zmyślałem niczego – na przechwyconych ujęciach dostrzec można jak zwierzęta bawią się z sobą, rozpoznać kolejne gatunki ptaków i dowiedzieć następnych ciekawostek. W jaki sposób sójka sadzi dęby? Jak strażniczka lasu ostrzega inne zwierzęta? Dlaczego daniele kopią dołki? Jak kukułka podrzuca jajka, i jak jej pisklę poczyna sobie w obcym gnieździe? Dlaczego małe ptaszki zwykle nie rozpoznają pomyłki – podrzutka? Czemu kozły saren szczekają tak ochryple? Jak odróżnić myszołowa od jastrzębia? Na co zwrócić uwagę, szukając w polu tropów zwierząt i czyj do kogo należy? Dlaczego żurawie tańczą? Całe to bogactwo, zebrane w pamięci, wspomnieniach i z przeczytanych książek – tak się cieszę, że mogę się tym podzielić. Czas wreszcie na pytania…

– Od kiedy pan tak obserwuje i podgląda, no i dlaczego?

I to pytanie szczególnie mnie porusza. Patrzę na roziskrzone buzie i przeglądam się w ich twarzach. Widzę dawnego siebie – tak samo zafascynowanego i urzeczonego tym światem. Choć już wtedy zaczytanego w książkach na ten temat. Najpierw była ‘’faza’’ na większe ssaki, potem ptaki i nietoperze. Jakiś czas na płazy i gady – zaczytywałem się w książkach o żabach, ropuchach, jaszczurkach i wężach. Motyle, ćmy, owady, nieco roślin i łąki. A teraz drzewa. Choć tyle jeszcze przede mną do odkrycia, i nie jestem w stanie zmagazynować wszystkiego w pamięci. Dlaczego? No bo kocham… Odkąd pamiętam, widok zwierząt w naturze, powodował we mnie postępującą ciekawość, radość i szczęście, nawet jeśli widziane były tylko na chwilę. Z czasem cotygodniowe spacery z rodzicami i wypady na grzyby nie wystarczyły już aby zaspokoić moją ciekawość. Zacząłem wędrować sam, coraz częściej, dalej, dłużej i odważniej. A pośród swoich zwierząt, uczestnicząc w ich świecie i życiu, czuję się szczęśliwy. Uwielbiam być blisko nich, niewidoczny, zaakceptowany, i co najważniejsze – obdarowany chwilami i obserwacjami, którymi mogę się z kimś podzielić. To wszystko sprawia mi nieopisaną uciechę.

48233970_384536975619823_6338408556710068224_n

Pytań jest ogrom, widzę mnóstwo łapek w górze machających do mnie, i teraz dopiero zaczyna się prawdziwa burza mózgów. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem. Dobrze, że panie wychowawczynie są w stanie zapanować  Czy nie boję się chodzić nocą? Jak blisko nagrywałem ryki jeleni na rykowisku? Dlaczego kuropatwy zakopują się w śniegu? Gdzie w Polsce żyją chomiki? Jakie zwierzęta możemy spotkać w niedalekim tutaj Kampinosie? Wspominam zdarzenie, kiedy sarna zasnęła mi pod czatownią i musiałem 2 godziny czekać, aż łaskawie przeniesie się gdzie indziej. Jest zdjęcie maleństwa. Przy okazji znów o nietoperzu mieszkającym w konstrukcji, który swoim cowieczornym chrobotem, przyzwyczaił żerujące zwierzęta do lekkiego hałasu, dzięki czemu mogłem poruszać się w środku swobodniej. Ktoś opowiada o jeleniu, który wpadł pod auto. Poruszamy temat przejść dla zwierząt przy autostradach, oraz pozostajemy w zgodzie i wyrozumiałości, że to człowiek zajmuje zwierzętom coraz to nowe i kolejne tereny do życia, a one po prostu szukają tylko spokojnego miejsca dla siebie… A to my jesteśmy w ich świecie gośćmi, żyjemy na jednej planecie wspólnie, a ze swą przewagą w rozumie, winni im jesteśmy zrozumienie, szacunek i opiekę.

Dudek, zimorodek, wilga, żołna, – jak wielkie bogactwo kolorowych, cudownych ptaków kryje nasza Polska? Ktoś pyta, czy widziałem w życiu zielonego dzięcioła. Oczywiście! Dzięcioł zielony i zielonosiwy, bardzo podobne do siebie ptaszki. I już rozmawiamy o ich zwyczajach. Czy miałem w życiu jakieś zwierzęta? Pewnie! Było tak, że towarzyszyły mi długo. Pięć papug, chomiki, myszki, pies, trzy akwaria, kanarek, miniaturowe żabki afrykańskie – karliki szponiaste… Nie wiadomo, kiedy mijają ponad dwie godziny, a tematów wypływa tyle, że nie sięgam do wszystkiego pamięcią. Pora nam kończyć Dzieciaki obstępują wokół mnie, krzycząc gromkie DZIĘKUJEEEEMYYY, którego dźwięk pozostanie w sercu na długo. Po wszystkim, kiedy większość opuściła już salę, podchodzi jeden z chłopców i pyta, gdzie może przeczytać moje wiersze i opowieści. Pamiętam go – dużo się wygłupiał i zadawał mnóstwo pytań. Teraz z radością mówię mu, gdzie można odnaleźć szeptowego bloga, pozostając w uśmiechu że coś się w młodej duszy zapisało 

48275142_1970042039697635_6505712681238921216_n

A osobne gawędy rozgadały się jeszcze wraz z nauczycielami i dyrekcją, którzy okazali się być równie wdzięcznymi rozmówcami i słuchaczami. I znów kolejne zaproszenia zostały ofiarowane, gdzie tym razem opowiem już o drzewach, ich energiach i przekazach, zabiorę do pobliskiego parku na zapoznanie i tulenie Drzewnych Przyjaciół  🌳 Szczególne podziękowania składam dla pani Wika Węglińska, która zarezonowała z Szeptowymi opowieściami, zainicjowała i zorganizowała całe spotkanie. Niech Wam wszystkim las w najlepszych chwilach darzy.

Po ponad dobie aktywności, nie czuję się zbytnio zmęczony i nawet nie od razu kładę spać. Dusza cieszy się tak, że pewnie pojechałaby w tej samej chwili i 500 km gdziekolwiek, aby dzielić się jeszcze i jeszcze. Nie zna ograniczeń ciała. Układam ją wraz z sobą, do urywanego snu. Jej reakcja szepcze po prostu; TO jest TO  

W podziękowaniu za ten czas, z życzeniami Wszystkiego Leśnego dla moich małych i dużych słuchaczy  💚 💙

48428268_2247195328937858_7439187994407337984_n

Leśne upominki. Lisie spotkanie i dzicze buchtowanie.

Dni nastały krótkie, pędzące na skrzydłach chłodu, ku zimowej ciemności mrocznej. Kiedy popołudniem zyskuję chwilę aby wybrać się w las, mam już niewiele czasu. Około dwóch godzin, zanim zupełnie się ściemni. Polna dróżka, którą zachciało mi się brnąć jako ‘’skrótem’’ przypomina raczej błotnisty tor przeszkód. Nic tu po rowerze. Zostawiam go pod opieką rozłożystej mirabelki, i dalej ruszam już polem, będącym łanem jednej zieleni. Ocean oziminy wita mnie gęstymi tropami przeróżnych zwierząt, zostawionymi po nocnych buszowaniach. Tu dziki, całkiem spora grupka z kimś większym na czele, tam jeleń, również musiał być spory sądząc po odciskach, kawałek dalej plątanina sarnich kopytek. Coś drapało zawzięcie w ziemi. Nie sposób odróżnić. Ukosem mijam polną oazę – cel wędrówek i miejsce postoju większości zwierząt przemieszczających się po swoim świecie. Tutaj kierują swoje kroki, dla bezpieczeństwa i chwili oddechu podczas podróży z żerowisk ku miejscom ukrycia i wypoczynku. Mimo, że olszynka jest gęsta, wypełniona trzcinami z wodą, z zasady nie zatrzymują się jesienią tutaj na dzienny wypoczynek. Powód jest prosty – mała powierzchnia, i otwarty dostęp z każdej strony. W razie nadejścia człowieka, trzeba by uciekać długo na widoku. Co innego latem, kiedy ostoję otacza gęsty łan kukurydzy lub rzepaku. Zwierzęta jakby były wtedy świadome, że mało komu chciałoby się tam przedzierać. Dlatego mijam zadrzewienie śmiało, bez obawy, że kogoś tam wypłoszę. Teraz tropy informują mnie, że eskapady mają miejsce głównie nocą i o świcie. A ta jest już wystarczająco długa. Dla zwierząt z jednej strony to nieco lepiej – mają więcej czasu do żerowania pod osłoną ciemności. Olszynka mieni się złotem, skąpana w promieniach odchodzącego słońca. Na chwilę przystaję zachwycając się tym widokiem. Z lewej na horyzoncie lądują kruki. Pewnie mają jakąś padlinę. Daleko, na granicy widzialności ruszają się jakieś ogromne zwierzęta, i rozsądek wyklucza sarny z tej odległości, a logika jelenie na otwartym terenie, przy takim świetle, niedaleko osad ludzkich. Chociaż, kto je tam wie?

47469022_1253100308166085_2870288689290805248_n

Od strony cienia, ziemia jest twarda i zmarznięta. Niesamowity przeskok, po kilometrze ciągłego zapadania się w rozmiękłości. Docieram do leśnej dróżki, na skraju Dębowego Szlaku. Choć rosną tu też jesiony, akacje, klony i świerki ta nazwa objawiła się najpełniej. Ale dawno mnie tu nie było. Droga ta prowadzi do zejścia nad bagno, gdzie w szuwarach kryją się torfowe ‘’oczka wodne’’, stawy i grząskie tereny bagienne. Dzicze kąpieliska i barłogi. Środek przecina rzeka, jakby arteria życia tutejszych ostoi. Przed wiekami z jej nurtem zawitały tu zimorodki, rybitwy, bobry.. Uwagę i wzrok przechwytuje mi kłębuszek czerwieni uwijający się na jesionie. Gil! Jeden z piękniejszych ptaszków. I wcale nie tak łatwo je spotkać. Na ogołoconym drzewie, wyglądają jak rumiane, puchate jabłka.

Akacjowa robinia rosnąca na skrzyżowaniu dróg leśnych, przykuwa od razu do siebie. Choć może i ‘’głupio’’ mówić, nigdy nie rozmawiałem z nimi dłużej. A ona, odkryta z nagim pniem, który odsłoniła uschnięta roślinność zielna, jakby zapraszała do kontaktu ze swoją energią. Wyrzucam sobie lekko, jak mogłem przez tyle czasu jej nie zauważyć? Jest niezwykła. Lekko zgięty pień, kończący się koroną w górze, przypomina mi szyję żyrafy. Co za zbieżne podobieństwo. Bo przecież w innych zakątkach świata, właśnie żyrafy żywią się akacjowymi liśćmi. Czuję się znużony. Mało spałem. Przykładam czoło i dłonie, do spękanego pnia. Potrzebuję chwilki skupienia i odprężenia, starając się ją poczuć. I jest co! Odbieram delikatne ciepełko, sunące w górę z rytem szczelin w korze. Zupełnie jak u dębu. To ciepło dotyka mnie bardziej i stara się przeniknąć, objąć. Wiem, że mnie bada. Nie bronię się. Zajrzyj, zobacz wszystko co chcesz. To najlepszy i najszybszy sposób poznania się z drzewem. Zamiast długich rozmów, które nie zawsze są łatwe i oczywiste – daj mu się poczuć. Słów wtedy nie trzeba. Ono wtedy wie z czym przychodzisz, co w sobie nosisz, albo – co zechcesz ukryć… Ogarnia mnie lekkie odprężenie. Czarny dzięcioł łupie brzozę obok, aż wióry lecą. Świata poza nią nie widzi. Przybywają sójki, leśni strażnicy z wrzaskiem, z daleka, alarmujący o czymś, czego stąd nie dostrzegam. Dzięcioli ”drwal” olewa ich alarm. A one, jak to sójki, na chybcika zlatują pojedynczo niżej, aby podpatrzeć nietypowy widok w ich świecie. Człowiek głową dotykający pnia drzewa. Kto to widział? Na drzewie można posiedzieć, zrobić gniazdo, spać, znaleźć w nim coś do jedzenia. Ale żeby tak? Ta konsternacja ptasia bawi mnie lekko. I choć wyczuwam akacjowe otwarcie i przyjazn, obiecuję jej wrócić za niedługo. Chcę posiedzieć chwilę nad bagnem. To takie moje Miejsce Mocy, któremu zawdzięczam wiele dobrych zmian w życiu. Po drodze mijam najbardziej gruby dąb na tym szlaku. Niższy, choć potężny i krępy. Gromiec. Wspominam chwilę, kiedy przywołał mnie, aby pokazać sekret swojej dziupli – gniazdo sikory modraszki, z gromadką młodych. Jakże mnie wtedy ucieszył, i zaskoczył. Kłaniam mu się z podziękowaniem dla tamtego momentu. Starzec odpowiada dygotami ostatków suchych liści, ja ruszam dalej.

47439825_2031833410226620_2703038226083348480_n

Z brzozowego zagajnika podnoszą się dwie sarny, i leniwie odchodzą dalej w gąszcz. Przystaję, aby ich dodatkowo nie straszyć. Latem zawsze o świcie napotykałem tu łanię jelenia. Ta też pierwsze dwa razy cofnęła się w trzciny, a potem już przyzwyczaiła do odwiedzin. Od tamtej pory mogliśmy kontemplować magię bagiennego świata razem. Choć ona, z szyją u dołu bardziej zainteresowana była ‘kontemplacją’’ soczystych traw i ziół. Ja podziwiałem mgły, i zasłuchiwałem się ptasich graniach. Nie przeszkadzaliśmy sobie, choć czasem podnosiła czujną głowę, aby zerknąć czy nadal siedzę. Teraz jest tu niemal cicho. Niemal, bo na olchach uwijają się czyżyki. Do lotu zrywa się niewidoczny dotąd, olbrzymi myszołów. Zapach mokrych traw, wzruszonej przez dziki ziemi i ten charakterystyczny aromat bagienno – torfowej wody, dopełnia pieszczoty zmysłów. Widok zrobił się inny, bo i drzewa pogubiły całe tabuny złotych liści. Ledwo myszołów znika mi z oczu, z okrzykiem startuje bażant, który w oddali przysiadł gdzieś pod kępą sitowia. Zawsze się zastanawiam, jak tak wielkie, hałaśliwe i powolne ptaki utrzymują się w środowisku naturalnym. Wróć. Środowisko może jest tu jeszcze naturalne, one nie. Bo pierwotnie nie występowały w Polsce. Większość jest wypuszczana celowo z hodowli. Mimo to, zawsze wydają mi się takie swojskie. Dzikie koguty polne. Lubię je obserwować. Grupka szczygłów przelatuje z wesołym szczebiotem, w poszukiwaniu albo noclegu, albo kolejnego łanu łopianów i ostów do ‘’opędzlowania’’. Za nimi w pogoń odrywa się z gąszczy bura strzała. Stadko nurkuje ku trzcinom. Kobuz chybia… Normalny dzień jak co dzień, w ptasiej rzeczywistości..

Tu nabieram pełnego spokoju, wewnętrznej ciszy i ukojenia. I choć nie mam ochoty się stąd ruszać, przypominam sobie o Akacji ze szlaku. Czuję, że już mnie woła. Za dużo czasu nie zostało do mroku. Jest około 15:40.

47433847_262296437795597_2487954325553283072_n

Siadam pod spękanym pniem, zasłuchując się w gwarze leśnego wieczoru. Ostro alarmują kosy. Słońce już zaszło, ale jeszcze jest widno. W niektórych miejscach budzą się do życia, nieruchome wręcz, grube słupy chłodnych mgieł. Te wyglądają jak prawdziwe duchy. Akacja rzeczywiście jest ciepła, i choć mocno wybrużdżony pień nie jest zbyt wygodny do oparcia, tętni w plecy jakimś swoim ciepłem. Zamykam oczy, starając się zasłuchać w otaczających mnie dzwiękach najbardziej jak tylko się da. Wtedy natychmiast się pokazują. Znowu. Świetliste konary i pnie rosnących widmowych drzew. Ale one są żywe. Powiększają się narastają, jakby w przyspieszonym filmie. Świetliste cuda. Zastanawiam się dlaczego się pokazują. To już trzeci lub czwarty raz. Co chcą przekazać? To jest takie niezwykłe. Dzisiaj jestem trochę w wątpliwościach, a od drzew płyną bardzo wspierające zdania. I osobiste. I jak się potem okazało, na drugi dzień, znów otrzymałem potwierdzenia działania magii lasu. Tylko wierzyć i ufać. Nie pozostaje nic innego. A Drzewa proszą, aby niczego nie pomijać w pisaniu. Ani tego co się pokazuje, tego co rzeczywiście się dzieje, i własnych odczuć i przemyśleń.

– Szepty Kniei. Powierzamy Ci swe sekrety, a Ty pomijasz. Chcesz poznawać, a się wstydzisz? Lękasz oceny innych. A to jest właśnie las, i nasz świat. Tak tu się wszystko dzieje. Nie ma przypadków.

Napełniają mnie takim zaufaniem, że postanawiam odtąd żadnego pomijania nie będzie w opowieściach. Świetliste gałęzie falują zbliżając się i rozrastając wokół, a umysł jakże chciałby wiedzieć… Może to po prostu kolejne potwierdzenie? Z zamysłu wyrywa mnie delikatnie zbliżający się szmer. Szurrr – szurrr – wędruje coraz głośniej. Cóż to być może? Przecież niedawno, chwilę temu tutaj szedłem. Zwierząt nie powinno być. Otwieram oczy w czujnym oczekiwaniu, a wzrok pada na wcale nie starego jesiona rosnącego przede mną. Tymczasem wraz z cichuteńkim szuraniem, z dróżki wyłania się tuptający lis. Jest jasnorudy i taki puchaty. Już w zimowym futerku. Idzie sobie tą drogą, jakby był u siebie. Przecież jest. Wnet spostrzega mnie i zerka ‘’spode łba’’ zdziwiony wielce. Rusza łebkiem w lewo, jakby chciał się bardziej przyjrzeć. Jest wyraznie niepocieszony. Ruda mina mówi ‘’ no i musisz tu siedzieć? O tej porze? ‘’ Mógłby mnie wyminąć na spokojnie, ale nie obdarza aż takim zaufaniem. Zamiast tego robi łagodną pętlę naprzeciw mnie, ogląda się z tym lisim wyrzutem, i drepta powoli z powrotem. Zero strachu i paniki. Dla mnie szczęście i ogromna radość. Cichy pogłos szurających niegłośnie łapek, niknie w głębi dębowego szlaku. Pojawienie się lisa odbieram jako fenomen, bo przecież posłuchałem akacjowego impulsu kiedy wezwała. Gdybym ruszył tylko 2 minuty później, nasze szlaki przecięłyby się podczas marszu, i spłoszyłbym go może mocniej. Wszystko wydarza się idealnie. Spoglądam na jesionowego młodzieńca i kojarzę coś jeszcze. Nie mam wątpliwości, że to jego czary! Najpierw pokazujące się świetliste odgałęzienia, tak samo było przecież kiedy wybrałem się na spotkanie z Orzechem. Jesiony, świetliste fantomy i spokojny lis – posłaniec ziemi. Tamten usiadł wtedy obok mnie, i towarzyszył chwilę. Coś chcą mi przekazać…

47450897_726157001089824_1775435404518883328_n

Natarczywe, powtarzające się Giiiik, giiiik!, obwieszcza mi obecność grubodzioba. Ptaszek kryje się jednak poza zasięgiem mojego wzroku, podobnie jak kosy. Nie sposób nie lubić tego gwaru, zimowego, leśnego wieczora. Choć nie do końca jest on taki, jakie pamiętam. Teraz z szumem przelatuje nade mną stado gęsi, albo w wędrówce, albo również szukają miejsca na nocleg. Trochę anomalia o tej porze roku. Tak samo jak żurawie krzyczące w czeluściach bagna na pożegnanie słońca. Hejnaliści otrąbili ostateczne nadejście wieczoru. Dla mnie to znak, że pora się ruszyć. Wobec łagodnych zim, ptaki jednak powoli odpuszczają regularne wędrówki i próbują zimować na miejscu. Często się to udaje, o ile tęgie mrozy nie dopiszą. Narastający chłód ponagla. Wrota Dębowego Szlaku mienią się pastelą różu i purpury, wskazując kierunek powrotu do ludzkiego świata pól. Tunel zachwytu… podążam nim.

Po kilkunastu krokach zmuszony jestem przystanąć. Coś odzywa się tak ‘’sążniście’’, że nie sposób ignorować dłużej. Wsłuchuję się w znajome już pufnięcia, ‘’kaszle’’ i straszne nieco bulgoty gromady dzików. Co one tu o tej porze? Zaskoczyły mnie. Jest jeszcze ciut jasno, a wiem, że ruszają za żerem zazwyczaj kiedy zupełnie się ściemni. No nic. Widocznie ostatnio spokój w lesie, skoro zrobiły się tak beztroskie. Pękają łamane gałązki, tratowane wagą czarnych cielsk. Nie widzę ich, choć muszą być zupełnie blisko. Stoję w bezruchu, wiem jak doskonały słuch posiadają. Mam nadzieję, że przejdą z którejś strony przez drogę.

– Fuuchhh, buchhhh! Jest coraz bliżej. Widzę! Ścieżką podąża młoda loszka. Idzie prosto do miejsca na którym stoję. Instynktownie rozglądam się… za jakimś drzewem. Pojawia się lekka adrenalina. Serce wali w rytm dzwon – młot. Zwykle moje spotkania z dzikami mają charakter nocny, a teraz jeszcze w blasku zorzy zachodu rozróżniam kunszt jej umaszczenia. Od spodu srebrno szara, z bardziej ciemno brązowym ku górze. Taka piękna  Reszty stadka nie widzę, ale wraz z jej pojawieniem się na widoku przestaję je słyszeć. Czyżby sama robiła tyle hałasu? Buchtuje łagodnie, prując mokre liście siłą ryja, przy którym widnieje jaśniejsza łatka. Oddycham płytko, szybko. Jest jakieś 2 metry ode mnie i zachowuje się jakbym nie istniał. Ale dziki takie właśnie są. Nieco gapciowate, pogrążone w swoim świecie zwłaszcza podczas jedzenia. Słyszę jak chrupią żołędzie w pyszczku. Wtem drga lekko i spogląda na mnie. Czujne uszy rozkładają się wachlarzem jak u słonia… Dostrzegam odcinające się pędzelki sierści jeszcze. Napięta, iście szczęśliwa chwila i decyzja ułamków sekund – spłoszy się czy nie? Wygrywa mój spokój i bezruch, bardzo już opanowany w takich momentach. Ubrany jestem na moro i szaro. W narastającym mroku nie różnię się od otoczenia. Ale zapach. Widać żołędzie i ziemia pachną jej mocniej. Wbija ryj w dół i wywraca z finezją opadłe liście. Mnie ogarnia spokój. Jeszcze krok… jest wielkości dorosłego owczarka niemieckiego. Może ciut mniejsza. Kawałek przede mną robi mały skręt i tupta ścieżką w kierunku starych dębów, do kolejnych ławic obfitości gorzkawych żołędzi. Taki prezent na koniec spaceru! Dawno dość nie widziałem dzika tak wyraznie i z takiego bliska. Uff! Dziękuję jej za pojawienie się na mym szlaku. Dębowym szlaku tajemnic, życia i szczodrych Drzew.

Aktywność dzików, to dla mnie znak, że nie ma tu już coś zostawać dłużej. I nie dlatego, że się ich boję. Swoje zobaczyłem, i z uśmiechem przeżyłem. Tyle mi wystarczy. W ciemności i tak za wiele bym nie zobaczył. Wzajemny szacunek. Ja swój wyrażam im poprzez pozostawienie ich pory aktywności w spokoju leśnego świata. Każdy ma tutaj swoją właściwą chwilę.

Kiedy staję po zachodzie słońca na polu pod lasem, horyzont oświetla mi różowo – żółta poświata. Zwrócony twarzą do leśnych braci, dziękuję im za wszystkie cuda, jakie podczas krótkiego przecież wypadu zaistniały między mną a nimi. I już się wzruszam. Czym sobie zasłużyłem na takie dary? Ten bliski lis to już bogactwo, a jeszcze to i tamto… Kłaniam się do ziemi, w podziękowaniu za przeżyte chwile i bogate widoki ofiarowane. Drzewa wiedzą i czują co we mnie. I za każdym razem, mam wrażenie, że dzieje się więcej i głębiej. Smukłe sosny odpowiadają widocznym jeszcze drżeniem zielonych wierzchołków. Jakby machały na pożegnanie. Ja pozostaję już po raz któryś w błogim zdumieniu, a w duszy zapisały się kolejne najpiękniejsze chwile z doświadczeń tego wcielenia 

Olchowa magia. Taniec czyżyków.

Księżyc nie dopisuje tej pełni, kryjąc się za piórami kłębiących się, szarych potoków zasłon. Lodowaty wiatr chłoszcze twarz, śmiejąc się z tańcem pierwszych przymrozków. Wysiedzieć nie sposób, a przynajmniej po tak długim czasie względnego ciepła, jest to dokuczliwe, nim organizm się przyzwyczai. Gdyby choć do tego był śnieg i mróz w pakiecie, nic nie zatrzymałoby mnie w domu. Dlatego ostatnio czekam tylko chwilę do szarego świtu, aby wraz ze słońcem rozejrzeć się po zwierzęcym świecie. Choć na dwie godzinki. Trzeba dobrze wybrać porę – za szybko = marznięciu w ciemnościach, za późno przegapisz cały urok poranka. Kiedy tylko niebo nieco szarzeje, chwytam za rower i jeszcze o ciemku ruszam nad bagno…

bird-on-tree-oil-painting

Tu witają mnie lekkie mgły. Brak wiatru. Z okrzykiem przelatuje jakiś wystraszony kogut bażanta. Jego świat… mają tu dobrze i mogą czuć jak najlepiej. Ptaki, które pierwotnie ukochały rozległe meandry dolin rzecznych, radzą sobie w krajobrazie rolniczych zadrzewień. Bagno z trzcinami, zastępuje im nieco wspomnienie nadrzecznych siedlisk, razem z kępami wierzbowych odrostów. Staram się iść jak najciszej, choć w tej ciszy, nie jest to łatwe. Nos atakuje świeży aromat rozkopanej ziemi. Jakby zaoranej. A przecież nie ma tu obok pól. Dostrzegam kępy wywróconych traw, stratowaną glebę i wszechobecny chaos. Wydeptane ścieżki, odciski racic, no i ten ziemisty zapach. Wszędzie, co kawałek buchtowiska. Dziki musiały być tu niecałą godzinę przede mną. W końcu dopiero niedawno się rozjaśniło. Obiektem ryjącego zainteresowania i tym samym uczty, stał się tutaj dziko rosnący topinambur. Wysoka, słoneczna roślina, pochodząca z dalekiej  ameryki, choć zadomowiona już u nas wymknęła się spod kontroli, dzikom na uciechę. Jej podziemne kłącza, bulwy zarówno z faktury i smaku przypominają ziemniaki, dla dzików absolutny rarytas i święty Graal pokarmów. Wiedzą, że rośnie tu od lat, i przychodzą od pokoleń. Przy okazji, z rozpędu ryją też obok, nie oszczędzając dróżki, po której nie da się już przejechać rowerem. Szkoda, że nie było księżyca. Posiedziałbym nocą w tej niskiej wierzbie i miałbym cudne widowisko połączone z wszelkimi odgłosami, jakie bulgające olbrzymy wydawać mogą. Kiedyś się tu nasiedziałem… Ile to razy, w tym miejscu właśnie. Jeszcze wtedy się bałem, bo wierzba jest rozkrzewiona i krępa, a olbrzymy przechodzą pod nią lub tuż obok. Wspomnienia na inną opowieść. Dziś ani trochę nie straszy fakt, że niecałą godzinę przede mną urzędowało tu sporo z nich, i z pewnością siedzą już w szuwarach po lewej, które mam na widoku.

Pheasant (Phasianus colchicus) male flying to roost at sunset with trees silhouetted

Za krzykiem bażanciego koguta, z trzcin wyłania się lis. Wprost na dróżkę. Zamieram w bezruchu, będąc przekonany, że mnie usłyszał. Wygląda, jakby był nieobecny w tu i teraz, chociaż wiem, że w swoim TuTeraz jest jak najbardziej. Rozgląda się czujnie, i wybiega po kawałku w trawy. Na mnie wcale nie patrzy. Jakby czegoś szukał. I teraz kojarzę, dlaczego bażant był tak podenerwowany. Lis kręcąc się tu i tam płoszy kuraka z trzcinowisk, i drzew na których kogut wypoczywa. On daje znać ‘’kogutowym’’ okrzykiem o swoim niepokoju. Przelatuje z tym wrzaskiem gdzie indziej, aby znaleźć spokój i bezpieczniejsze miejsce. Tylko, nie potrafi zrobić tego cicho. Taka już bażancia natura. Za tymi odgłosami biega lis, płosząc koguta z coraz to nowych miejsc. Dziwię się, że jest tu o tej porze. Zupełnie widno. Powinien już zmierzać do kryjówki, a on poluje w najlepsze. Widać dziś się nie poszczęściło nocą. ‘’Nie pojmuję’’ dlaczego nie zwraca na mnie uwagi, choć w zasadzie już powinienem się do tego przyzwyczaić. Zawsze tak samo wzrusza i cieszy. Postanawiam go ‘’sprawdzić’’. Cmokam słyszalnie, jak wiewiórka. Wtedy obraca się z niesmakiem, i znów mam wrażenie, że jestem dla niego powietrzem. Z kolejnym ‘’kokokok’’ bażanta, nastawia uszy i daje nura w chaszcze. Ale się uwziął. A sukces wcale nie jest oczywisty. Mogą się tak ganiać i pół dnia. Żeby taki łów lisowi się udał, musi być on bardzo dobry, a bażant wyjątkowo głupi, lub nie znający życia, wypuszczony z hodowli. Znam i takie miejsce, gdzie w piasku wygrzebanym przy lisich norach, bażanty przychodzą się kąpać. I to regularnie. Natura to swoisty poligon doświadczalny, pełen niespodzianek, zaskoczeń, i wcale nieoczywistych zjawisk.

Dziś jestem tu aby zebrać kilka potrzebnych mi elementów martwej natury, w celu urządzenia akwarium zbliżonego do prawdziwego środowiska. Szukam szyszek olchy czarnej, suchych gałązek i liści dębu. Nad jeziorem znalazłem wystający korzeń po drzewnym niedobitku, kiedy wody cofnęły się podczas suszy. Będzie główną ozdobą zbiornika. Gdy zbliżam się do niewielkich Olszyn, dostrzegam stadko wirujących czyżyków. Ptaszki okrążają polną kępę drzew, i co jakiś czas przysiadają na olszy. Po czym zrywają się do lotu, krążąc z gwarem niczym jesienne szpaki. Jeden krąg, drugi. Pierwszy raz coś takiego widzę. Boją się? Ale czego? Na ludzi nie zwracają zwykle większej uwagi, a po niebie przelatuje ogromny kruk. Też nie wróg. Bo ptaki przecież doskonale rozróżniają sylwetki tych drapieżnych. A może… po prostu się cieszą? Z zachwytem obserwuję jak polatują co i raz wokół zadrzewienia. Hałasują przy tym wesoło. Bogatka przysiada obok mnie na bzie, ze swoim zawołaniem ciiii, siiiii! I wtedy czyżyki zaprzestają swoich tańców, skupiając się na maltretowaniu szyszeczek. Zostałem zaakceptowany przez ptasie juri. Czy to w ogóle możliwe? Przybywam zresztą po to samo co czyżyki, choć nasion szyszek olchowych zjadał nie będę. Wywar z nich posłuży mi do zmiękczenia i zakwaszenia wody, oraz sprawi, że nabierze ona bursztynowego koloru, niczym prastara whiskey.

5D-Diamond-Embroidery-Female-Diy-Diamond-font-b-Painting-b-font-font-b-Pheasant-b-font

Po drodze kłaniam się znów tej samej Wierzbie. Rozpoznaje mnie z daleka, kołysząc resztkami wiszących tu i tam liści. Zawsze mówię jej kawałek wiersza ofiarowany mi w zaufaniu przez sabat Wierzbowych Wiedzm, i tak zauważam, że ich własne słowa, nie zapomniane, a wypowiedziane stają się kluczem do wiecznych drzewnych serc. Ostatnio bezmyślnie ułamałem gałązkę, co nie spodobało się Olszy. Pokłuła bólem głowy. Wrażliwość na drzewa ma swoje zalety, ale zobowiązuje do czułej uwagi wobec nich i delikatności. ‘’Tylko martwe tu zbieraj’’. Takie dostałem pozwolenie. I oczywiście ma rację, bo innych nie potrzebuję. Jeśli się rozejrzeć, mnóstwo szyszeczek wisi wokół na gałęziach wszystkich drzew, utrącone prze wiatr. Są wymrożone i owiane, świetnie czyste i ‘’zakonserwowane’’ żywiołami natury. Takie tylko zbieram. Nade mną harcuje czyżykowy gwar. One w górze, ja tutaj, i robimy w zasadzie to samo. Bardzo lubię takie zbiory, i zauważam, że zwierzęta szybko pozbywają się wtedy dystansu, widząc kiedy człowiek zajęty jest całkowicie tym co robi. Jakby rozumiały, albo myślały ‘’on też żeruje’’. Delikatnie narastający szelest informuje mnie o zaczynającym deszczu. Czekam długo na wilgoć pierwszej kropli… Nic nie nadchodzi…. Po chwili pojmuję. W ciszy spływa na mnie Olchowa Magia. Uwijające się w koronach czyżyki, osypują deszcz maleńkich nasionek, które ze szmerem lądują na gałęziach, powodując zbliżony do deszczowego pogłos. I znów zachwycam się danym mi cudem. Przytulam olchę, dziękując jej za to nowe zjawisko, zaufanie ptasich wędrowców i czar wspólnego doświadczenia.

46631779_715396312161854_4329161416134098944_n

Wracając tą samą drogą, napotykam odchodzące chyłkiem dwie sarny. Taktyczne odejście z wymuszonej chyba uprzejmości. Ich białe zadki kołyszą się powoli, machając mi na pożegnanie. Jak zdążyły tak szybko tu przyjść i skąd? Zapominam, że niemal cały świat przyrody jest w wiecznym ruchu. Młody dąbek nieopodal, pomalowany mrozami na brąz, przypomina mi o liściach, które miałem zebrać. Mówię mu, że potrzebuję nieco tych opadłych, a on cieszy się, że nie będę go szarpał. Jest młody… Przed nim stulecia. Przede mną, hm…Słuch przyciąga pogłos delikatnego trąbienia z miękkim szumem łopotu. Łabędzi wędrownicy zmierzają do stawu. Łącznie pięć. Śnieżne olbrzymy żeglują w majestacie, urągając bielą burym tabunom chmur. Zachwycam się nimi w chwili. Dziękuję dębowi za te listki, i życzę jak najlepszego życia, nazywam Cudem Wszechświata, i daję odczuć jak Kocham. On zaczyna drżeć jakby od środka, trzęsąc suchymi listkami. I sam czasem nie wiem, czy to po prostu potęga wibracji własnych słów, a może drzewne wzruszenie i radość zaskoczona takim traktowaniem. A może wszystko to razem… Bo przy odrobinie uważności, najzwyklejszy spacer stać się może wędrówką w krainie najpiękniejszej baśni.

190

Sylwester u dzikich zwierząt.

Zeszłorocznego Sylwestra spędziłem nietypowo, nawet jak na mnie. Bo zdarzało mi się w ten dzień kiedyś tam wyjść w naturę, ale tylko na pobliskie pola. Długo nie wiedziałem co z sobą zrobić, aż kiedy z chmur wyłonił się przybierający do pełni księżyc, postanowiłem zaszaleć. A może by tak sprawdzić rzeczywiście, jak to nasze ‘’witanie nowego roku’’ wygląda z perspektywy zwierząt? Co się wtedy dzieje w ich świecie? Znałem to dotychczas jedynie ze smutnych opisów i domniemań. Ten impuls wystarczył, abym zapragnął znaleźć się nad strumieniem w bobrowym królestwie, nieopodal dziczego bagna.

Już wkraczając na pola, znać było, że tu nie jest jak zawsze. Żadnych większych ani mniejszych zwierząt, nie napotkałem sarny, dzika, lisa, zająca. Wszystko gdzieś przywarowało – wyparowało, wyniosło się. Na rozlewisku siedział tylko jeden kaczor, choć normalnie nocuje ich tam kilkanaście. Siadam na kamienisku i słucham huków….jest 22:30.

Najgorzej chyba znoszą to ptaki…Z zamyślenia wyrywa mnie powtarzający się okrzyk bażanta. Nocujący na drzewie kogut odpowiada z przestrachem na każdą salwę. W końcu słyszę jak spłoszony odlatuje…ten charakterystyczny trzepot skrzydeł. W międzyczasie cały czas, z przerwami skrzeczą sroki. W ich głosach znać poirytowanie. Te przynajmniej nie odlatują. Czasem na huk odpowiadają kaczki, ale ich dziś mało. Bobrów nie słychać, choć normalnie majstrują stale przy swojej tamie. Chyba zaległy w norkach. Pluszcze woda. Słyszę jakieś nieznane, nieokreślone kwilenie. Też chyba jakiś ptak. Dobiega z grupy niskich krzewów. W pewnym momencie, mimo pojedynczych wystrzałów okrążą mnie ciekawski Puszczyk. Chyba on jeden tu nie zwariował. Zbliża się TA godzina. Kanonada przybiera na sile. Podziwiam fajerwerki rozbłyskujące tuż nad linią lasu, mam doskonały widok z każdej strony. Wyrażam wdzięczność wobec wszystkich bliskich osób, za ten udany rok. Wypowiadam życzenia na kolejny. Przepraszam zwierzęta…Huki przycichają nieco. Słyszę piskliwe nawoływanie gęsi. Leci jedna. Wiem co się stało. Za chwilę podlatują kolejne, po dwie, po trzy, ale nie więcej. Krążą nawołując rozpaczliwie, oddalają się i zbliżają. Gdzieś się rozproszyły, ale ich okrzyki nie cichną. Przecież teraz powinny latać kluczem…Ten nadlatuje za kilka chwil. Jest całkiem liczny. Wszystkie gęsi wrzeszczą i krążą, próbując zebrać rozproszonych członków stada. Obierają jakiś kierunek, a tu salwa…Ludzie nadal strzelają. Zawracają i znów… gdzie się nie zwrócą, tam rozpryskują iskry. Widzę, że każdy huk powoduje drgnięcie ptaków i zmianę kierunku. Klucz znów miesza się, kotluje. Krążą nie mając dokąd odlecieć. Skąd mają wiedzieć, że najbardziej powalony gatunek na ziemi robi COŚ?

maxresdefault (12)

Mimo, że jestem daleko od domów, czuję opary prochu. Skoro czuję ja, to co dopiero zwierzęta? A dla nich to tak nietypowy, i grozny, bo skojarzony z polowaniami zapach. Tym razem czuć go wszędzie. Nie ma gdzie się skryć.

Około 1 wszystko przycicha. Choć co chwilę powtarzają się pojedyncze strzały. Ruszam w drogę powrotną. Po drodze mijam zagajnik, zawsze kryje się w nim mnóstwo saren. Tak się zastanawiałem, bo przecież kozły saren reagują ochrypłym szczekaniem na wszystko co nietypowe. Tym razem się nie odzywały, ale po prostu ich nie było… Jednak, słyszę jak jeden chrypi. Ale to takie nietypowe. Głos mu się łamie, przerywa, a on nie przestaje. Jest w tym zawarta jakaś przerażająca rozpacz i bezsilność. Tak jakby, ‘’chcę uciec, nie chcę tego słyszeć, ale nie ma dokąd’’. Zdaję sobie sprawę, że musiał tak poszczekiwać od początku, ale z uwagi na odległość i hałas nie mogłem tego słyszeć. Jeden został. Głos mu się trzęsie, przerywa, gaśnie, a on dalej chrypi…w życiu czegoś takiego nie słyszałem. Napisałbym w tym miejscu coś wulgarnego, ale się powstrzymam.  Jedynie o co proszę, to o opuszczenie szeptowego bloga lubiących sobie postrzelać czytelników.

Zaskoczeniem to nie jest. Ale po prostu zobaczyć ten popłoch, usłyszeć te wrzaski, uczestniczyć w tym całym sobą, zmienia już na zawsze. Kiedy zaczniemy z pełną odpowiedzialnością, szacunkiem i uwagą traktować inne zamieszkujące z nami świat istoty, wtedy może zasłużmy na dumne miano ”człowieka rozumnego”.

106198