Wiosna leśnych ludzi. Dębowy spacer Intuicji

Podczas wędrówek z Drzewami Mocy, oddajemy się świadomemu byciu w Przyrodzie. Zanurzamy w istnieniu jakie nas otacza. Donikąd nie spieszymy. Przeglądamy siebie w maleńkim życiu. Tu w rowku płynie do swoich spraw jaszczurka żyworodna, a na polu gna na polowanie błyszczący sprinter – biegacz złocisty. Pochylamy z uśmiechem nad i nad nim. W mikroświecie wszystko ma swój odpowiednik. Chrząszcze biegacze, to takie jakby miniaturowe pantery, wilki, ścigające swoje ofiary. Znajdziemy tu i padlinożerców oraz roślinożerców, jak i ‘’na górze’’. Krzyczą gęsi. Las śpiewa już po wiosennemu – niedawno przybyły pokrzewki i piecuszki. Odkrywamy bogactwo jego mieszkańców. Kwiaty otwierają i uśmiechają do słońca. Tym nie mogę się oprzeć, każdemu robiąc fotograficzny portret. W domu z atlasem zapoznaję gatunki i dowiaduję czegoś o nich. Postrzegam, jak bardzo się zmieniłem. Dawniej dla mnie niemal niewidoczne, dziś nie potrafię przejść obojętnie obok żadnego kwiatu. Jakby wołały, zobacz jaki jestem śliczny! Spójrz do czego prowadzi Światło… Maleństwa chcą się pokazać i opowiedzieć światu o sobie. Ta wyprawa to takie moje Święto Duszy, bo wreszcie zawitali do mej przestrzeni mężczyzni na wędrówki. Pamiętam, jak długo opierałem się przed tym. Pewnego dnia, przyszło zrozumienie, że na poziomie duszy, nie ma to żadnej różnicy. I zgoda łagodna się pojawiła. Również oni potrzebują odetchnąć sobą, przypatrując się światu okiem kochającego las wędrowca. Mężni, srodzy, nieustępliwi wojownicy. Cudownie ich otwierać, i patrzeć jak zsuwają się sztywne zbroje lat. Jak kiełkuje zachwyt i wrażliwość.

20190413_121706

Las kipi już tętnem wiosny. Drzewa i krzewy okryły delikatnym puchem świeżej zieleni. Inne kwitną. Mroczne, gęste, czarne, tarniny dziś weselą się setkami śnieżnych kwiatuszków. Co za zmiana! Wszystko wokół dzwięczy odwieczną pieśnią życia. Na dębowym szlaku Krystyna zauważa brązową ptaszynę – samiczka kosa w gnieździe. Na wysokości ramion, choć idealnie zakamuflowana. Zastanawiam się, co kierowało ptakiem przy wyborze tego miejsca. Jeżdżą tu przecież rowerzyści, okrążają biegacze, ale fakt – bardzo trudno ją wypatrzyć. Pisklęta będą natomiast doskonale widoczne i głośne… Tak samo, każda kuna może bez problemu dostać się od spodu. Komu się powiedzie? Historie żywota…

Lekcja

 

20190413_143325

Ścieżka nasza wiedzie nad bagnem, choć po drodze mijamy różne przejawy tworzenia siedlisk Przyrody. Suchy młodnik sosnowy zachwyca swoją odmiennością. Spośród ledwie pokrytego mchami piasku wystają srebrne kępy ostrych traw – to szczotlicha siwa. Choć mniej się nimi interesuję, również nie mogę wyjść z podziwu wobec ich talentu przetrwania. Bo trawy opanowały wszelkie możliwe środowiska. Od arktycznej tundry, po zalane i ciągle podmokłe tereny, przez odległe szczyty górskie, mroczne głębiny leśne, a nawet zbocza wulkanów. Wszędzie można je odkryć. Nad nami z majestatem przelatują ogromne żurawie, specjalnie zbaczają nisko, jakby chciały się przyjrzeć dokładniej. W oddali, na zielonych polach gęsi wygrzewają pierzaste kupry, męcząc ciągłym skubaniem dopiero co wzrosłe zboża. Opowiadam o życiu i zwyczajach moich ulubieńców – dzików, ukrytych gdzieś tam w morzu trzcin. Mijane Brzozy uczą nas pracy z emocjami. Pokazuję moim gościom pewne pozycje ciała, jakie wesołe drzewa pokazały mi celem powrotu do harmonii. Lekko poprawiam, wskazuję, ustawiam – i teraz wszyscy troje tkwimy w odczuwaniu kojącego przepływu: Ziemia – Człowiek/Ciało – Drzewa. Na krótką chwilę dane jest stać nam się jednością.
Za chwilę lądujemy w objęciach sędziwej wierzby, Mistrzyni Życia. W podziwie, jak dziuplasta, zmurszała, próchniejąca istota pozostaje wciąż żywa, pełna otwartej gościnności dla najmniejszych, drążących ją istnień… Czasem, mam wrażenie, że wierzby nie umierają nigdy. Przecież i ona będzie wciąż wypuszczać nowe pędy… Ciężko ustalić kres takiej istoty. Pod nią odczytujemy wierzbowe przesłanie Mocy, jakie spisałem już jakiś czas temu. W hołdzie starej mądrości, jaką zgromadziły pokolenia jej sióstr, żyjące tu od wieków. Rozkręca się wtedy i targa podmuchami. Pani bagiennych żywiołów… odpowiada nam echem swej tajemnicy.

20190414_105416

Wypoczywamy na rozległych łąkach. Przysiadamy na polnych kamieniach. Stąd dobrze widać wszelkich innych zwierzęcych wędrowców, podróżujących do swoich spraw. Sarny migrujące między zagajnikami i kępami polnych zarośli przypatrują nam się ciekawsko. Zawsze mnie to dziwi – potrafią paść się kilkadziesiąt metrów od jeżdżącego ciągnika, ale wobec człowieka ‘’luzem’’ zachowują dystans i ostrożność. Choć w głębi siebie wiem, że i to uległoby zmianie, gdybyśmy tylko przestali je prześladować, traktować jak intruzów i ‘’szkodniki’’. Wielkopolska. Nazwa kojarzy mi się z Wielkie – Pola. Bo pola, to istota tutejszego krajobrazu. A zwierzęta, nawet te największe dostosowały się do życia tutaj i radzą nie gorzej niż w prastarych, dzikich puszczach. Krystyna nie może się nadziwić – jak to jest, że wszędzie wokół ślady, odciski, łapy, kopyta, racice, a ich właścicieli nawet w największych gąszczach nie widać? One wiedzą… Znają swoje pory. I nasze. W bliskości człowieka, wybierają na czas aktywności głównie noc. Choć zarośla mogą wydawać się gęste i nieprzebyte, zwierzyna również wie, gdzie trzeba się skryć – tam gdzie dotrze człowiek. W głębinach bagien są czasem takie suche wysepki, wyżej położone miejsca. Tam właśnie docierają ‘’moje’’ jelenie i dziki na swój spoczynek. Człowiek, bez specjalnych środków nie jest w stanie tam się przedrzeć. W pewnym momencie na rozwidleniu dróżek mówię ‘’A chodzmy tędy – jeszcze tutaj nie byłem, zobaczymy gdzie zaprowadzi’. I ten głos intuicji okazuje się być wołaniem potężnego dębu. Poznajemy go na jednej z polanek. Stróż tego zagubionego miejsca. Ależ jest rozłożysty. Ogromny i stary. Emanuje wielką dobrocią, co odczuwamy wszyscy troje. I jakoś nie sprawia mu problemu połączyć się z nami wszystkimi. Długo, długo, nie możemy się od niego oderwać… Każdy przeżywa. A ja słyszę, oprócz radości olbrzyma, jak powiada:

– Błogosławię Waszej wyprawie, Waszym krokom. Niech ten czas uświęci Ziemia…

Szlak przeciera się nieznacznie, znaczony tylko odciskami tropów wędrującego nocami zwierza. Błota, łęgi, olsy, bobrowe tamy, urwiste brzegi, piachy, plątaniny gałęzi, zapadliska, borsucze i lisie nory, zostawiamy w tyle. Podążamy wzdłuż rzeki. Mijamy ‘’dzicze doły’’, babrzyska i kąpieliska chrumkających stworzeń. Jenot czatujący pod wykrotem, umyka chyłkiem. Rozmyślam… Gdyby zmierzał tutaj jeleń lub dzik, zwierz na pewno pozostałby na miejscu. Oto, co żeśmy om zrobili… jak bardzo od nich odeszli. Człowiek = wróg, przed którym trzeba zmiatać. I czasu potrzeba, i ciszy, by przekonać konkretne zwierzęta do swej osoby na powrót. Coś o tym wiem. Natura rozśpiewała się tutaj potęgą całej swej dzikości. Wystarczy jej nie przeszkadzać… Nie jest łatwo tędy wędrować. Nie każdy potrafi. Dużo trzeba się schylać, ‘’kłaniać’’, zginać. Drogę przegradzają zawalone pnie ogromnych drzew, i równie wielkie gałęzie. Ja w takim terenie się nie męczę. Pomykam lekko, szybko, i cicho, balansując ciałem w skłonach, tam gdzie potrzeba. Takie już naturalne. Utkwiło w ciele – jak trzeba się tu poruszać. Takie gąszcza zwiedzamy po raz ostatni w tym sezonie. Już ruszyły pokrzywy. Wzrosną wysokie jak człowiek. I na parę miesięcy to roślinność zielna zapanuje tutaj z wszechistnieniem. Ukryje, da spokój… Siadamy z postojem nad rzeką, zasłuchując się w leczniczym pluskocie szumiącego nurtu. W dwóch miejscach, bobry nie dokończyły swych tam.Zostawiły mały przepływ. To celowy zabieg. Wykorzystują naturalną siłę nurtu do pogłębiania zakola, a on podmywa, i podmywa, wżerając się coraz bardziej w las… niejedno bobrowe pokolenie będzie kontynuować dzieło przodków. Strategia długofalowa. Strzyżk, sikory, pierwiosnek i pełzacz urządzają nam bajeczne słuchowisko. I tak mija nam do wieczora, pierwszy Dzień Wędrowny.

P90413-151010

P90413-164215

20190414_094722

Łęgi, łąki, i olszyny

Gdy wychodzę z domu jeszcze delikatnie pada, i trochę zastanawiam się po drodze, co też z naszą wyprawą. Mam jednak w sobie jakąś pewność, że przestanie…
I tak bardzo cieszę się z tego deszczu. Siąpił całą noc, choć nie zapowiadano. Dla drzew to o wiele za mało, ale skorzystają kwiaty. Obmyty nim ols, zatopiony w porannych śpiewach, jak baśń jest cudny. Wyglądają z niego zielone kępy młodych jaskrów. Obecnie to moje najpiękniejsze miejsce. Z niego wychodzimy na rajską łąkę, gdzie nadarza się okazja do postoju. Powodem jest lis myszkujący na krańcu łąki. Nie chcemy mu przeszkadzać. Moje wędrowne zasady pozostają zawsze wyrazem szacunku wobec naszych gospodarzy – tutaj my jesteśmy gośćmi. I gości proszę abyśmy usiedli. W uśmiechach obserwujemy mykitę, który w śmiesznych podskokach pomaga światu i człowiekowi w ‘’walce z gryzoniami’’. To jest właśnie to… czego nauczam. Na wędrówkach poznać można, jak to jest obcować ze zwierzętami, całkiem w bliskości, gdzie nikt nikomu nie przeszkadza. Jak się zachowywać, by odkrywać podobne rzeczy samemu. Czego przestrzegać. Spędzamy na łące jakieś pół godziny, bo i tyle urzędował lis. Przejaśnia się…

Znowu rzeka. Podążamy z jej biegiem, podziwiając spadziste przejścia, gdzie przeprawiają się zwierzęta. Jakie one pozostają… wolne…Człowiek omija pewne niedostępne tereny. Dla nich prawie takich nie ma. Mijamy wielkie, białe, martwe topole. Ciągną się długą linią… wszystkie pokonane. Znów dopadam do kwiatów z aparatem, kiedy wszyscy troje niemal jednocześnie wydajemy okrzyk zachwytu….

Na wzniesieniu fioletowo. Wielką połać opanowały wonne fiołki. Łan koloru i piękna.Widać, że leżały też tutaj sarny… Jak dobrze człowiek czuje się przy kwiatach. Fiołkowy raj. Podziwiam zwłaszcza te maleństwo, które wyrosło we wgłębieniu buchtowiska. Pyszni się cały. Jakby chciał zawołać, a oto i jestem! Nawet dziki nie dały mi rady! Siadamy nieopodal pod kępą polnego zadrzewienia, i dopiero zaczynają się ROZMOWY.

20190414_131320

Zawsze przychodzi ten moment podczas wypraw. Gdy wreszcie wypływa temat, który jest do przerobienia w przestrzeni. Czasem wiele tematów. Nie ma niewłaściwych. Nie ma też tabu. Nikt nikogo nie ocenia, nie potępia, nie nawraca. Wyrażasz pogląd, osąd, przedstawiasz swoją wiedzę… wymieniamy porady, wskazówki, argumenty… każdy wypływa bogatszy o nowe. Inny punkt widzenia. W naturze rozmawia się lekko. Zamilkniesz na pół godziny czy dłużej, a nie zauważysz nawet. Mijają nas sarny, bażanty, żurawie, szpaki, motyle… I wracasz do dialogu, jakby wcale się nie przerwał. Nie uciekam od rozmów. Po to tu jestem. Wszystko łączy się w jedną terapię – dla Duszy. I cieszę się, że dane jest mi doświadczać takiej głębi i szacunku podczas naszych wędrownych gawęd. Z nich powstałaby osobna książka. Szkoda, że nie da się ich powtórzyć. Każda jest unikatem, diamentem, który na te kilka godzin wybrzmiewa głosem własnej Prawdy. Nią się dzielimy.

Parę kilometrów marszu polem, podczas którego okrążamy wielkie bagno. Nas oblatują gęsi i kruki. Krystyna zbiera piórka, które gęsi właśnie pozostawiły po sobie żerując. Na pamiątkę dla wnuków. Z pól schodzimy do łęgu, w którym tworzą kręgi święte Wierzby Mocy. Nieustannie coś opowiadają. Piski, nawoływania… I gdy siedząc w jej objęciach zaczynam mówić o sprawach drzew, ta zrzuca na mnie przekwitniętego ‘’kotka’’. Ich zakątek, to kolejna ostoja dzikości. Tu dopiero jest mozaika! Powywracane olchy obok zdrowych kasztanowców, klony, jesiony i wiązy. Zdradliwe błota, i ‘’płowa woda’’, miejsce kąpieli jelenich. Ogrom tropów. Dzikość i świętość – tymi dwoma słowami najlepiej określić. Słońce grzeje już bardzo mocno. Zrobiło się gorąco. Dzień kończymy biegając boso w słońcu po zalanej łące, w rozbryzgach zdrowia, zapominamy się w przestrzeni wolności… A potem praca energetyczna w brzozowych kręgach. Nieplanowana przeze mnie. Za to przez Brzozy, już tak. Mijając szpaler, Krystyna woła, że one ją wzywają. Tutaj leczą. ‘’Jaka energia od nich bije, no muszę się przytulić!’’. A mi przypomina się migiem wszystko, co dwa dni wcześniej ćwiczyłem sam podczas pracy z brzozami. Ustawiamy się w pozycjach jakich uczą Drzewa, a przepływem energii ziemskiej uzdrawiamy przestrzenie duchowe. Co dokładnie? Brzozy już wiedzą. A Tobie objawi się później w życiu. Drugi dzień wędrowny z Drzewami Mocy, właśnie dobiega końca. A nam – tak trudno pożegnać się z tym światem, i z sobą…

🌍 Gościom moim, w podziękowaniu za świadome Dni Wędrowne.

20190414_115830

pppp.pg

P90414-133847

P90414-134143

20190414_115444

56472476_2000881270206786_5176235821396656128_n

Reklamy

Rajska łąka i zabawy królików.

Nos i oko wędrowca dojrzewają z wiekiem. Nabierają doświadczenia. Kiedy znajdę się w jakimś nowym miejscu, spojrzę i po prostu wiem – tu dziś będą zwierzęta. I że bytują na stałe. Nawet nie musi być żadnych widocznych śladów. Pod uwagę biorę ogólny spokój i ‘’odludność’’ okolicy. A łąki i polany zewsząd przyciągają jak magnes; swobodną przestrzenią i dostatkiem zieleni zwierzynę kopytną, ptasią, jak i tą najmniejszą futrzastą. Rajska łąka. Tak ją nazwałem od pierwszego momentu, kiedy dotarłem tu pewnego popołudnia. Skryta przed dostępem z zewnątrz, sam odkryłem ją dopiero po 2 latach. Niemal cała przemaglowana przez dziki, wielkości boiska piłkarskiego, otoczona podmokłym olsem, brzozami, leszczyną, a wyżej suchym borem sosnowym. Z jednej strony odgrodzona rowkiem opanowanym przez bobry, z drugiej, rzeką. Szuwary, kolejne łąki, ona sama nieco podmokła… O czym marzyć więcej. Ileż musi dziać się tu nocą przy księżycu! Boso chlupotam przez jej zalaną część, poddając stopy wodnej rozkoszy. Od razu robi się ciepło. W dół nurkują szare larwy komarów i wodzieni. Oj skończy się za parę dni spokój…

P90407-171824

Siadam w najwyższym jej punkcie, skąd mam widok na całość. I znów objawia się instynkt w poznawaniu. To chyba jedyne miejsce, gdzie zwierzęta często nie podchodzą. Stwierdziłem to ostatnio, gdy sarny kręciły się wokół, omijając właśnie to jedyne wzniesienie. Słonko przygrzewa. Do niego łaszą się pierwsze kwiaty – fiołki wonne i żółta złoć. Z trzcin spogląda na mnie nieśmiały bociek. Nie wiem czy dopiero co przyleciał, czy może był już tam i skrył zawczasu. Wychodzi, patrzy. ‘’Bada’’. Ale ja tylko siedzę. Ptak nabiera odwagi, i dziwacznym krokiem zaczyna chybotać przez trawę. Szczudłate nogi zginają się do tyłu w kolankach. Kroczy niczym dinozaur. Dla wielu maleńkich stworzeń, jest on przecież strasznym potworem. Ostatnim w życiu widokiem. A ja mówię mu: Witaj święty duchu Słowian! I rozumiem, skąd jego ostrożność. Na przelotach, w krajach bliskiego wschodu te ptaki są masowo strzelane. Bez litości. Tu jednak nie musisz nikogo się obawiać… Wokół mnie żyje i czaruje pani wiosna. Leżę na plecach w trawie i całym ciałem staram się chłonąć jej słoneczne dary. Monotonnie nawołuje pierwiosnek Clip – Calp, cliip! Ten odzywa się cały czas. Tokują grzywacze – dzikie gołębie. Przelatują grupy gęsi. Sikorzy ludek dopisuje równie, jazgocząc i uwijając się na gałęziach topól i olch rosnących za moimi plecami. Żółtym klejnotem pokazuje się bogatka, a i cieszy kiedy słyszę znacznie rzadszą, sikorę ubogą. Para pięknych rudzików krząta się niedaleko, co i raz przeszukując dzicze buchtowiska. Spoglądają ufnie i ciekawsko. Jeden śpiew zaskakuje – poznaję pokrzewkę gajówkę! Przybywają pierwsi letni goście. Szpacze gwizdacze próbują mnie oszukać wołając ‘’po wilgowemu’’ ale nie ze mną już te numery. Nabierałem się za młodu. Wystarczy pamiętać, że wilga przylatuje dopiero późnym majem. Terkoczą kwiczoły, mają gdzieś dalej małą kolonię. Drozd śpiewak nie cichnie. Cieszę się, że jednak trochę tych ptaków znam. Mam świadomość bogactwa życia wokół. I kolejne powody do zachwytu. Obok głowy kołysze mi się pocieszny owad – zawisa jak miniaturowy koliber, z zaciekawieniem badając ciało wędrowca. Przypomina małą pszczółkę. Jest ultra szybki i bardzo zwinny. To pewnie któryś z bzygów – niezwykłe stworzonka z rzędu muchówek. Co i raz mijają mnie z niskim pomrukiem grube trzmiele. Przeglądam się w tym Istnieniu. Refleksje. Choć jako człowiek mógłbym ich wszystkich zgnieść, pożreć, wytruć, zignorować… to mój byt pozostaje całkowicie zależny od malutkich śpiewających i brzeczących mieszkańców. Rozkwitły już dzikie grusze i tarniny. Spiczaste, ostre gałązki okryły się miękkim jedwabiem kwiecia. Aksamitny, doskonały, perfum. I wdycham pełną piersią ja, dawny ‘’od zawsze’’ alergik. Pamiętam. Dawno. Jak podczas którejś wędrówki zauważyłem, że już nie łzawię i nie kicham. Las uzdrowił swego – po swojemu. ‘’Teraz jużeś nasz’’ – zdają się tym darem szemrać drzewa. Delektuj się, rozkoszuj, tym co święte i piękne. Z pełnią zaufanej błogości.

P90407-171834

Słońce swój szlak kieruje do pierwszych promieni wieczoru. Bocian powoli, z rozmysłem okrąża łąkę metodycznie. Dotarł już na sam koniec. Z lewej dostrzegam bury cień sunący przy ziemi. Dziki królik! Można się ich było tu spodziewać. Choć wokół jedzenia już pod dostatkiem, na łące może znaleźć świeże listki i pędy młodych ziół oraz swoich ulubionych roślin. Nieświadome obserwacji zwierzęta, jakże zachowują się inaczej. Królik drapie się, to rusza uszami. Bardziej ciekawi mnie, co zrobi bociek. Wiem, że z niego potrafi być niezły zbój. Małego królika łyka na raz. Z dorosłym nie ma szans. A on obserwuje, patrzy. Zbliża się. Niby to ukosem, ale jednak wciąż do niego. Król przykucnął. Oboje przystanęli. I zdaję sobie w tym momencie sprawę, że nie wszystkie tajemnice przyrody można zbadać, podpatrzeć. Trwają minuty w nieporuszeniu – oboje. A ja żałuję, że nie mogę znaleźć się tam bliziutko, tuż obok, aby widzieć tą wymianę spojrzeń, niemy dialog, i wszelkie najdrobniejsze gesty, podczas tego cichego pojedynku zwierząt. Tymczasem z drugiego krańca łąki wychodzą dwa kolejne króliki. Te gonią się beztrosko, rozpraszając boćka w czatowaniu. Rozładowały napięcie. Między nimi biegnie jeszcze zdegustowany bażant, kogut jakby szukał sobie miejsca w tym całym chaosie. Zadzieram głowę wysoko, wywołany jękliwym, alarmującym głosem szybko lecącego, dziwnego ptaka. Długaśne nogi, i równie wielki dziób, powodują kaskady myśli. Czy to brodziec samotny? Nie, nie ten odgłos. Ptaszysko znika za sosnowym lasem, a ja wiem, że widziałem właśnie coś wyjątkowego. Czyżby to był Rycyk, rzadki już gość podmokłych łąk i wspaniałych rozlewisk? Z pewnością on. Cieszę się całą duszą. I wiem, że czeka tu na mnie w przyszłości jeszcze nie jedna niespodzianka. W Przyrodzie czasem jak w grze. Są ‘’pospolite stworki’’, a czasami trafia się ‘’unique monster’’ 

P90330-161638

A bocian. Gdzie on? Jest tam nadal. Jak stoi tak stał, ale pół godziny? Królik krząta się obok. A to ptaszysko… wygrzewa się w słońcu. Zupełnie jak ja. Wieczór daje o sobie znać pierwszym chłodem, a z gąszczy wychodzi jak duch, sarna. Zastanawiam się co robić. Bo wiem, że pokaże ich się tu więcej, a wtedy powrót będzie niemożliwy aż do ciemności. Lepiej ruszyć teraz i spłoszyć jedną niż potem wszystkie. Umysł rozważa. A w środku coś woła – zostań, zaufaj…

Po chwili saren krąży już pięć. Wychodzą, nie wiadomo kiedy. I trzy króliki. I bocian. A ja z nimi… Myślę sobie, Mój Bobrze, jak niewiele potrzeba aby żyć i być blisko obok nich. Cisza i skromny ubiór. Praktyczna wiedza na temat możliwości ich słuchu i wzroku. Przebieram się nakładając dodatkowe warstwy na chłód, wstaję i rozpinam suwaki – zwierzaki nie reagują. Króliki ganiają się niestrudzenie. Wesoło to wygląda, bo tak z połową szybkości na jaką je stać. Leniwie. Zabawa. Pytanie, jak stąd wrócę? Żal się ruszyć, aby towarzystwa nie wystraszyć. Nie wiadomo, kiedy minęły te trzy godziny. Dziękuję zwierzętom za dar ich bliskiej obecności i ‘’zaufanie’’ – choć pewnie nie wiedziały, że cały czas tu jestem. Proszę leśnego ducha o jedno – pozwól mi stąd odejść aby ich nie wystraszyć. Ostatni łyk herbaty. No dobrze… Ubrany jestem i spakowany. Bezgłośnie narzucam plecak. Dobywam z siebie największy kunszt i przywołuję całą wypróbowaną technikę. Nie dzika, nie będę dziś udawał. Jeszcze za jasno. Powolutku krok po kroku – rytmem tip – top. Bardzo z wyczuciem. I z pomocą przychodzą mi właśnie.. dziki… A dokładniej ich buchtowiska. Stawiam kroki właśnie w nich i na krecich kopcach. Miękka ziemia doskonale wygłusza. Patrzę na sarny – pasą się nadal. Baczę by nie nadepnąć na żadną gałązkę, których trochę tu leży. I nim się spostrzegam jestem już w połowie drogi. Ubrany na moro, muszę w cieniu wieczoru zlewać się z linią krzewów. Wyłaniają się króliki. Nie było ich widać. Ojej! Uciekną? Je nie tak łatwo oszukać. Mimo to, nie przerywam powolnego ostrożnego marszu. Moje zatrzymanie zaniepokoiłoby je tylko bardziej. Bo oto uszaki odbiegają chyłkiem w kierunku saren. Stamtąd obserwują moje przejście, sprawiając nieopisaną radość. Nie uciekły! A mi się udało… Leśny Duch wysłuchał. Przede mną świeci się w czerwieni lustrzana tafla zalanego olsu. Na szczycie pobliskich świerków układają się z trzepotem do snu gołębie grzywacze, a tajemnicze olszyny tętnią życiem zmierzchu… Muszę jeszcze tu przejść.

P90407-173804

Ilekroć tędy wracam, to miejsce czaruje, zatrzymuje mnie na dłużej. Choć słońce już zgasło, ptasi mieszkańcy Olsu wcale nie zamierzają układać się do snu. Najpierw trzeba trochę poplotkować. Opowiedzieć nowiny z dnia. Do ostatka wykorzystać światło. Tu nie dociera go już zbyt wiele. Wszędzie wokół czai się zmierzch. Mimo to śpiewają – tak długo aż przekorne gardziołka uciszy czarna bagienna noc. Głównym solistą chóru pozostaje strzyżyk. Ciarki dotykają mi pleców, kiedy na drogę wkracza szara zjawa, i kołysząc się, to pochylając zmierza ku mnie. Sylwetka i wielkość ludzka… Co u licha!

Czujny żuraw kroczy. Ulga! Kiedy siedziałem tu cicho, ptasie olbrzymy lądowały nieopodal na nocleg. Aż dziw, że żaden nie zahaczył o drzewo. Im też niespieszno spać. Chodzą widocznie jeszcze za żerem. Ale mnie nastraszył. Z pewnością, ols o zmierzchu, to nie miejsce dla bojazliwych. Głucho pohukują ropuchy. Zaczęły już gody. Spiczasta fala sunąca bezgłośnie przez rozlewisko wieszczy obecność bobra. Już mnie grubasek nie dostrzeże. Maleńki nietoperz lawiruje między olchami, już na dobre ogłaszając panowanie mroku. I jeszcze jedna czarna sylwetka bezgłośnie przekracza ścieżkę. Dostojna Dama. Łania jelenia. Dlaczego sama? Chociaż stopy gryzie ziąb, warto było podejść tu boso. Woda, strojna w atłas miękkiej czerwieni, też przemawia do Wędrowca… Grom, plusk, łomot tratowanych trzcin, i donośne ‘’rechanie’’. Dziki czasem się gryzą lub poprztykają. Hałasują jak diabli. Ale Ty człowieku, lepiej ich nie naśladuj. Siedz cichutko. Tutejsi mieszkańcy doskonale znają swoje odgłosy, a cichną kiedy pojawią się obce. Człowiek już od dawna zatracił więz z tym światem, toteż albo się dostosujesz, lub będziesz traktowany jak intruz. Magia lasu jest jak ten Ptak Szczęścia. Przysiada na dłoni tego, kto nie próbuje go pochwycić. Czasem zostaje z Tobą na długo.

P90330-183435

Na skraju lasu łąki i pola już czekają gotowe na nocną gościnę dzików, lisów, saren i jenotów. Czekam i ja. W głębi na ścieżce znalazłem odciśniętą w błocie wielką ‘’psią’’ łapę. Może jednak rzeczywiście gdzieś tutaj urzęduje wilk? Wieczór dogasa upojony ostatnimi kroplami czerwieni, a w zakątki nadchodzącego zmierzchu cicho spogląda srebrny sierp młodego księżyca. Mimo mroku, ols nie śpi. Gwiżdżą, śpiewają i muzykują, jakby dzień był ptaszętom za krótki. Chwila zachwytu, kiedy cień wielkiego Ptaka – Strażnika Bagiennego, przemyka nad głową niespodzianie. Zapóźniony lotnik, samotnik, długo szuka dziś miejsca na nocleg. Po chwili wraca… Gdy nieświadomy żuraw przelatuje tak blisko, czasem widać jak ptak się rozgląda i bada otoczenie. Czujna uwaga. Z daleka nie sposób tej subtelności dostrzec. Obudziły się już nietoperze. Znak, że lada dzień ruszą pierwsze komary. W tle dudnią spokojnie ropuchy, a ja czekam aż rozgwieżdżona noc sprowadzi czar szelestów, szmerów, stąpań i sowich zawołań. Szara smuga ledwie już widocznym susem wdrapuje się na drzewo z chrobotem, sunąc ku jego koronie. Śmiała, śmigła kuna. Z każdym dniem, zmierzchem, wieczorem, czuję się tutaj bardziej ‘’swój’’. Gdy w ciemni nieba, zapalają się srebrne ogniki pierwszych gwiazd, a trzciny zaczynają chrzęścić własnym życiem, wiem, że pora już wracać i pożegnać niezwykłych mieszkańców ostoi. Odwdzięczyć im się mogę najlepiej spokojem. Ostatni raz kłaniam się Olszynom podmokłym… a, za 20 minut jestem już w ‘’prawdziwym świecie’’, osiedli, lamp, szos, samochodów. I wcale nie czuję się jego żywotną częścią.

P90330-141552

P90330-142156

Przesłania Drzew Mocy. Echa dawnych Wieszczy.

Kiedy opowiadacie mi o swoich odczuciach po odbiorze przesłania Drzew Mocy, bywają one całą paletą, i w gruncie sedna cudownie pozytywną. A gdy robi się odczyt pod Drzewem, to już w ogóle, Moc, Wiatr, i Liście, magia. Ale jedno powtarza się u każdego i dostaję to zawsze w informacji zwrotnej. Płacz i wzruszenie. Choć z początku nie rozumiałem dlaczego, to przecież nic dziwnego, bo ja sam jak ten bóbr podczas każdego pisania. Rymowane wersy uruchamiają jakiś proces. A po nim następują zazwyczaj ‘’gruntowne reformy’’ zmiany w osobowości, postrzeganiu, działaniu, zdarzeniach…Miałem ostatnio mężczyznę w takim procesie i On też do mnie – , że nie wie co się z nim dzieje i płacze. Oh, serce się cieszy, jak pomyślę i dostaję wieści jak wielu z Was rozwinęło gałęzie i pączki po drzewnych wskazówkach, w drodze do Światła Duszy ❤  Przesłanie bywa aktualne długo, można do niego wracać i za jakiś czas, za każdym razem odkrywać coś nowego, rozumieć więcej. Moje towarzyszyło mi ponad rok, aby pojąć je, jak mi się wydaje, w pełni. I pamiętam, jak już dość dawno pytały mnie Drzewa:

– Czy mam wolę zostać ich Wędrownym Wieszczem?

Wtedy nie rozumiałem o co tu chodzi, i odpowiadam, że owszem, wędrowcem już jestem, a wieszcz, kto to taki? Jakiś nikt, co chodzi sobie i gada od rzeczy. Dla mnie wariat. Coś Wam się pomieszało na pewno. Jednakże ostatnio, już po kolejnym dla kogoś przesłaniu i ‘’wzruszeniu zwrotnym’’ w odpowiedzi, pojąłem więcej. A Drzewa zaszumiały wkrótce z wyjaśnieniem. Temat wypłynął.

55622747_820119385020473_7352995143307231232_n

– Jak zostało Ci powiedziane, czemu się tak dziwiłeś. Że dziś już mało Wędrownych Wieszczów. Wieszcz to ten, który niesie wieści. Ale nie tylko. To ten, który budzi słowo do życia. Inicjuje zmiany. Wchodzi w pole energii i ją odczytuje. Czasem przepowie przyszłość. Wieszcz. To ten, również, który stwarza i wprawia energię w ruch poprzez Słowo. Nadaje jej nową jakość i kierunek. Chodził dawniej wieszcz i budził. Nie tylko drzewa, ale też kamienie, inne rośliny, zwierzęta i ludzi. Pomagał słowem i radą. Wszystkiemu możesz wskazać cel, drogę, ukazać kierunek. Bo nawet kamień, skała , góra, i las cały mają oba. Czasem potrzebują jedynie sobie przypomnieć. I już następuje proces wielkich zmian. Dziwiłeś się, co działo się z ludzmi po przesłaniach. A skoro Słowo to wibracja z zapisem energetycznym, przekazane i wypowiedziane pracuje w Tobie czy każdym innym Istnieniu. To stąd wzruszenia. Rymy wzmacniają moc słowa wielokrotnie, aktywują całość takiego zapisu do pracy w Duszy. Zmienia się umysł, myślenie, czasem i ciało, duch inaczej czuje, postrzega. Otwierają się nowe przestrzenie. Wieszcz, to nie zawód w waszym rozumieniu. A działanie jego. Było się nim i jest ponownie – jeśli pozwalasz. Moc Słowa w powtórzeniu z rymem i wiara, że ono działa. I widzisz co się dzieje. Jak myślisz, w jakiej zasadzie działały dawne rytuały? Tu na Ziemi przypominacie sobie, czym jest Tworzenie. A wieszczenie, jest jednym z jego przejawów. Resztę już wiesz. Potrzebowałeś usłyszeć.

A to się porobiło. Wędrownego Wieszcza sobie ustroiły. No niech będzie. ‘’Strach’’ co jeszcze mogą wymyśleć  Choć nie lubię już niczego nazywać, nadawać pojęć. Jeśli się dzieje, działa i pomaga, to niech tak będzie. Właśnie tego dnia, kiedy to piszę, dostaję dwie wiadomości z pytaniem, czy warsztaty Przytulania Drzew w podróży do Źródła Istnienia mógłbym prowadzić wyjazdowo, w różnych miejscach Polski. I odtąd nazwa Wędrownego Wieszcza jasna się stała jak nigdy dotąd.

47579808_2212376992133670_8023950768170074112_n

Jak postrzegają nas Drzewa?

Choć nie mają uszu, słyszą. Choć trudno sobie to wyobrazić, czują zapachy, dzwieki, energie, oraz ‘’wiedzą’’ zdarzenia. A nawet, czytać potrafią z tego wszystkiego i wyciągać wnioski. Dla Drzew Ziemska szkoła też nie jest łatwa. Nauka ogromnej cierpliwości, pokory i wiary, zwłaszcza wobec tego co obecnie człowiek z nimi wyrabia. Wiedz, jednak, że one widzą. Kim na ten moment jesteś.

Kiedy było mi zle, nie rozumiałem siebie, udawałem się do Dębu. Zawsze wtedy Krzesimir mówił coś takiego;

– Hmmm, hummmm, no i co dziś z sobą przynosisz? Ale ciekawie. Taaaak? Pokaż no się tu….

Po czym następowało ‘’badanie’’. Różnie jest ono odbierane przez człowieka, ja najczęściej czułem dotyk ‘’korzeni’’ na aurze, dotyki na ciele, łaskocące, muskające. Bywa, że drzewo ‘’wpuszcza do siebie’’ i moi wędrowni goście opisywali zjawisko pochłaniania, pogrążania się w pniu – odczucie. To już świadczy o wielkim zaufaniu drzewa. Tylko one potrzebują aż tyle czasu, żeby się otworzyć, przekonać. A to dlatego, że widzą kim / czym na dany moment jesteśmy. Energetycznie i w emocjach. Z tego rysuje się im jakby ‘’mapa’’ naszego charakteru i osobowości. Z tych energii i zastoin emocjonalnych wyczytają wszystko, także to co działo się z nami przeszłości, jak i możliwe warianty przyszłości. Przychodząc do drzewa, można uprościć, że tak jesteś odebrany: jesteś dziś strachem, miłością, smutkiem, radością, spokojem, złością, nienawiścią, a może wybuchową mieszanką wszystkiego na raz? Uwielbiają to odczytywać, a potem biorą się do roboty. Czasem same, delikatnie, nieśmiało, bo i potrafią odczuć Twą zgodę lub intencję z jaką przybywasz. Zaczyna się proces leczenia.

32768351_581201605581326_883316267019141120_n

Przytulasz. I odbierasz, jak wiele się zmienia. Zaczynasz czuć się dobrze, błogo, szczęśliwie, lekko, radośnie. Co takiego się stało? Jako, że drzewa nas widzą w sposób wielowymiarowy. Nie tylko emocje, nastawienie i stany, ale też wszelkie wyrwy w aurze, ubytki, podpięcia, blokady. Zdejmując je i udrażniając przepływ energii, powodują, że wracamy do naturalnego nam stanu czucia i bycia. I tak byśmy się czuli cały czas, gdyby nie konstrukt tego świata – matriksa. Lecz aby poznać kim jesteś, trzeba Ci było doświadczyć czym nie jesteś, abyś miał wybór, czego chcesz doznawać. I potrafił to rozróżnić. Oprócz oczyszczania aury, udrażniania emocjonalnych blokad, często zdarzało się, że Krzesimir mówił mi ‘’To nie jest Twoje’’. Po czym następował proces zdejmowania.W sensie, że emocje, czy stan z którym przybyłem, nie były konsekwencją mojego jestestwa, a podłapane z czegoś, co nazwalibyśmy ‘’polem nieświadomości zbiorowej’’. Tam upchnięte są wszystkie myślokształty, strachy, wojny, porównywanie się, ‘’problemy świata’’ słowem wszystkie dziwactwa, mające odciągać naszą uwagę od siebie. To też drzewa dostrzegają od razu. Choć mają swoje cele, większość spraw świata mało je obchodzi, dopóki nie dotyczy bytu ich samych. Wchodząc w szczegóły, uważa się, że drzewo posiada 3 centra energetyczne, człowiek zaś podają różne źródła, że od 7 do 12. Człowiek Dawnej Ziemi też posiadał 3 – więcej nie potrzebował. Chodzą teorie, że czakry, które mamy obecnie, to pamiątka po różnych kosmicznych manipulacjach wędrownych istot, ale w to nie będę wnikał  Boscy Sprawcy żyjąc w harmonii z Wszechświatem, tworzyli i przejawiali posługując się jednością trzech pierwiastków; ciała, umysłu i duszy. Dlatego też po kontakcie z drzewem, jest ‘’właśnie tak’’. Często odchodzą tęsknoty fizyczne i pragnienia cielesne. Troski znikają. Człowiek może całkowicie wówczas podążyć w kierunkach duchowych. Jest jeden haczyk…

Energia Drzew bywa bardzo silna, zwłaszcza, jeśli pozwolisz im pracować w sobie. I choć zmieniają w nas dużo i trwale, pomagając stać się bardziej spełnioną wersją siebie, czasem proces leczniczy nie do końca spełnia swoje zadanie. Bywa tak, jakbyś nakleił plaster na otwartą krwawiącą ranę. Na chwilę pomoże. Bo gdy świadomie nie wnikasz w to, co się w Tobie dzieje, zdając absolutnie wszystko na Drzewo, możesz coś przeoczyć. Bo dla świadomych, dobrze zakorzenionych w swoim jestestwie i jedności z Ziemią, nasze ludzkie bolączki i smutki wydają się nieistotne. Wtedy po prostu jego energią ‘’przykrywasz problem’’ i będziesz czuć się dobrze, dopóty energia drzewa w Tobie działa. I stare wróci. Był moment, że wydawało mi się, aby dobrze się czuć, musiałbym cały czas przebywać w lesie. Nie tędy droga. Można wtedy przychodzić do nich w nieskończoność… Nic nie zastąpi świadomego przyjrzenia się swojej trosce, a drzewo jest po prostu tym pomostem, który wycisza, daje klarowny wgląd, a czasem podszepnie, pokaże coś olśniewającego. Energetyczna praca z Drzewem to proces obopólny, gdzie oboje sobie pomagacie, wspieracie, uczycie. Trzeba pamiętać, że dla wielu które poznajemy, to pierwszy świadomy kontakt z człowiekiem, i muszą sobie nieco przypomnieć, z tego co potrafią. Poznać nas, zaufać. Co nie znaczy, że mogą nam przypadkiem zaszkodzić, nie. Najwyżej efekt jest słabszy. Samo przebywanie w ich polu, działa wspierająco.

Bywają drzewni lekarze różni. Jedni rozkładają wizyty na ileś długich sesji, inni rwą się do gruntownego zabiegu, ciekawscy, zmotywowani. Jeszcze inne pytają o radę towarzyszy, i działają grupowo, tworząc uzdrawiające kręgi. Procesy bywają różne, zazwyczaj są przyjemne, łagodne, we wzruszeniu. Ale zależy, czego się pozbywasz, co integrujesz…

Kiedy znów, znajdziesz się pod drzewem, pamiętaj, że ono Cię widzi. Całego, kim jesteś, czym byłeś, co czyniłeś. Jak filmie Awatar. Nie wstydz się tego. Pokaż mu się cały, odsłoń. Z całym szczęściem, bólem, śmiechem, wszystkim co składa się na Twoją Istotę. Ono nie ocenia tego. Nie potępia. Cieszy się, że się odnaleźliście i po prostu Kocha zagubionego przyjaciela. W Pamięci Ziemi Stwórca zapisał wzajemną Miłość ludzi i Drzew. One od dawna znają to przesłanie, Ty zapomniałeś i odkrywasz na nowo. Po wsze czasy, spleceni w istnieniu żyć będą, pomagając sobie na ścieżce poznania. Nie przyszedłeś do niego przypadkiem. Z przyjaznym szumem wyciąga rozłożyste konary, zapraszając Cię do jedynej takiej podróży 

53740592_164128277796490_3742815328447496192_n

Brzozowe kręgi Mocy. Drzewa uczą czuć siebie na odległość.

Pilne, stanowcze wezwanie do lasu, ratuje dziś mój dzień przed katastrofą. Dużo się dzieje. A dawno z Krzesimirem nie rozmawialiśmy sami. Mimo zimna, ruszam… Uwielbiam to uczucie, kiedy jestem jeszcze w drodze, a dąb już wie, że się zbliżam. Cieszy, że udało mu się przebić przez rozgadany umysł i mnie wezwać. Z malejącą odległością radość obojga wzrasta, by mieć finał gdy podbiegam przywitać się w przytuleniu. Dłonie drętwieją w ‘’cierpnącym’’ powitaniu. To takie drzewnie uściśnięcie ręki, bardzo dębowe. A on cicho sobie mruczy – dudniącą pieśń Siły Ziemi. Ostatnio w ogóle dużo kontaktuję się z Ziemią przez Drzewa. Rozmawiamy o tym co się u mnie dzieje – o planach wyprowadzki i Księżycowej Przystani. Rozmyślam trochę, czy jemu to odpowiada? Czy nie będzie tęsknił? Obiecuję, że zawsze będę odwiedzał…

– Hmmmm, czyżbyś wreszcie dojrzał do samodzielnego bytu?

Trochę trzaska w buzię tym pytaniem. Ale drzewa już takie bywają, bezpośrednie. W końcu nas całkowicie ‘’widzą’’.

– Wiesz lepiej – odpowiadam.

-Nie, Ty wiesz. Ty to musisz wiedzieć. Czego chcesz. A możesz wszystko. Gotowość lub jej brak. Ty o niej stanowisz, a kierujesz się własnym poczuciem. Emocje jakie przeżywasz, wytyczają kierunek rozwoju. Czasem choć trudne, również potrzebne aby wskazać. Ruszyć do zmiany. Nie uciekasz przed nimi, a dajesz sobie przestrzeń do rozwoju i jak najlepszego przejawienia. O to chodzi. Nie wiń się więc. Przychodzi czas, że trzeba się rozstać, nawet na zawsze. Drzewo wzrasta ku światłu i widzi przejrzyjście. Prosta linia góra – dół. Wy lubicie komplikować. Okrężną ścieżką. A o tyle Wam lepiej, że dysponujecie niemal natychmiastową możliwością zmiany i czynienia – w odróżnieniu od Drzew. Zatem? Co postanawiasz. Stwórca z Tobą pójdzie wszędzie. On uwielbia, kiedy może na nowo przejawić się w innych doświadczeniach Istoty. A i inne Drzewa – potrzebują wybudzenia. Bo nie tylko ludziom w ten sposób pomagasz. Powiedziałbym, że Drzewom nawet więcej. Bądź dla nich wyrozumiały i czuły… Na tej drodze.

Słyszę wiosenną pieśń brzozy, dobiegającą ze skraju lasu. Widzę nawet która. Gasnący urywek. Cichnie. A ja uświadamiam sobie, że nie słyszałem drzewnych śpiewów, najpiękniejszej melodii dla duszy, już od jesieni ubiegłego roku. Tyle czasu! Wzruszam się…
Dąb nakazuje mi iść do tychże brzózek. Zielenią się delikatnie na tle sosen. Czuję, że wołają. No dobrze…

– Cześć dziewczyny…

Pierwsza lekka ‘’irytacja’’. Na każdym z trzech drzewek przysiadły leniwie snujące się mrówki – rudnice. Nie sposób tulić. Ale nie złoszczę się. Czuję, że dzieje się głębięj i tak właśnie ma być. Przypadkiem nie zawołały. Przychodzi mi taka myśl, że przecież mogę wyciągnąć dłonie i starać się czuć z odległości – może właśnie o to chodzi? A one już zaczynają się kołysać i witać. Ta synchroniczność – że zawsze odpowiadają ruchem we właściwym momencie.Nie sposób opisać mi uczuć, jakich doświadczam w tamtym momencie. Rękoma, z pół metra, czuję delikatny puls każdej z nich. Badam wokół. A one… zaczynają się do mnie ‘’dobierać!‘’

– Słyszmy co myślisz. Nie podniesiesz rąk, bo skraj lasu i obawiasz, że ktoś zobaczy? Zrobimy inaczej dzisiaj. Nauczysz nowego. Ułóż ręce i ciało, o tak…

I układają mnie w pozę. Ręce skierowane ku dołowi, na spokojnie, stojąco, palce i dłonie rozwarte. Głowa uniesiona lekko wyżej. Wyprostowany. Z daleka na pewno normalnie wygląda… Czuję jak natychmiastowo płynie – ale ode mnie do Ziemi. Dużo schodzi, jakby warstw. ‘’Czuję’’ – można nadużywać tego słowa, ale ciężko o inne. Jakbym robił tak już od zawsze. Takie naturalne. I mógłbym chyba stać tak godzinami. Błogo.

– Ziemia pochłania. Tak jej oddajesz. Bardzo proste, stare techniki uzdrawiania. W Brzozowych kręgach. Myśl o tym co ma spłynąć. Pożegnaj. Wyobraz. A potem strząśnij ręce. Dlaczego lekarka – brzoza kołysze przy każdym podmuchu? Widzisz. Też otrząsa się i oczyszcza. Ale teraz my zrobimy. Czuj!

I odbieram, jak podchodzi pod dłonie coś gęstego, puchatego, ale swą warstwą okala wokół. Od spodu. Trochę jakbym mógł ją formować, zatapiać ręce unosić.

– W brzozowym kręgu, których znajdziesz wiele. Tak, możesz to formować, kierować. Pole Ziemi, wzmocnione, podniesione przez nas i uświęcone naszą leczniczą energią. Skieruj na siebie, lub drugą osobę. Otul jak kołdrą, zanurz. I co chcesz z tym zrobić, na co ofiarować? Tam pomoże.

Przesuwam wyciągniętymi dłońmi – w zachwycie. Takie to namacalne! Ale najbardziej zaskakują mnie mrówki. Mnóstwo ich tutaj. Są nie tylko na drzewach, ale i kłebią pode mną, inne maszerują swoimi maleńkimi dróżkami. Mimo to żadna mnie nie atakuje, ani nie próbuje na mnie wspinać. Nie atakują. Ignorują. To jest dopiero fenomen, bo zwykle rudnice potrafiły już burzyć się na cień człowieka. Co tu się dzieje?

– Teraz idz do sosny obok…

To jeszcze brzozy. Ok, kilka kroków i jestem. Nie wiem już które z nich mówi, ale sosna prosi bym także stojąc naprzeciw wyciągnął dłonie i…

– ….i przesuwaj…do góry. Cały się rozprostuj. Na czubki palców stań. I w dół…Do samej ziemi…przykucnij. Dotknij jej.

Czuję jakbym dokonywał jakiegoś prasowania. Masował. Niezwykłe, jak czuć, gdy ta energia prześlizguje się i rozjeżdża. I gdy tak zjeżdżam po raz trzeci w dół, widzę, że pociągam jakby za sobą kilka mrówek. Spadają pojedynczo. Jakbym je ściągał… A przecież nie dotykam nawet tego drzewa! I powtarza się za każdym razem. Ilekroć ściągam dłonie w dół, owady spadają. I nadal nie są rozjuszone. A więc tego miałem się nauczyć. Jeszcze tak nie robiłem. Czy To może masaż dla drzewa, zabieg, a może jakiś inny głębszy sens, dowiem się później. Wiem, że na dziś to wszystko. Jedna z brzózek zaczyna cała trzeszczeć od środka, tak werbalnie wyrażając swoją obecność. Mnie nieustannie dziwi – ta synchronizacja komunikacji.

– Trudno Ci przyjąć, że drzewo rusza się wydaje dzwięki samo z siebie. Tyle razy już widziałeś, słyszałeś. A co w tym dziwnego? Co to miałby być za problem? Jestem również ciałem, które się czuje, jestem całkowicie świadoma każdej swojej części. Wstrząsam, pląsam, tańczę, śpiewam, kołysam, śmieję, nawet krzyczę! Albo jak dąb, co wibruje i mruczy.

Poucza jedna z sióstr kręgu. Teraz ja nie bacząc na nic, wyciągam ręce w górę i dziękuję. Rozbujało mnie. Machają mi gałązkami. Ta trzeszczy i aż drga cała. Cieszą się, że odebrałem i pojąłem. Ale to nie koniec brzóz na dziś. Stąd ruszam nad bagno, gdzie siedzą kolejne z nich, tak jakoś znów czuję, że tam powinienem ruszyć.

55450442_10205791434581815_4101174630687965184_n

Po drodze mijam korowód olbrzymich, pięknych świerków, jakie jeszcze się tutaj ostały. Ostały, bo resztę ich wycięto. Człowiek w swym zadufaniu uważa, że wie lepiej, jak co i gdzie ma rosnąć. Że on zaplanuje, dostosuje skład gatunkowy i tak będzie. Szkoda, że nie bierze pod uwagę zmian klimatu… I wielu innych, tak zmiennych. Rozmyślam o świerkach. Co musiały czuć, kiedy ich bracia padali ofiarnie. Jak cierpieć – nie ma dokąd uciec jak się ratować. Dla swych prześladowców są przecież tylko surowcem, coś jak marchewką do wyrwania. Nie lubię o tym wszystkim rozmyślać ani zgłębiać. A one już zaczynają groznie się kołysać i stroszyć. Nikt nie lubi być ignorowany. Większość drzew jest ciepła i wyrozumiała. Zgodna. Chcąca tworzyć. Świerki trochę buntownicy. I bardzo bezpośredni… Choć dobrze im życzę, tak niewiele mogę zrobić. Przyspieszam kroku, a za mną gonią świerkowe słowa…

Idzie brat nasz dawny w mroku, 
Jeszcze kilka zrobi kroków, 
Czemu znów wypierasz cienia, 
Upór Twój niewiele zmienia,

Złość, niezgoda, lament, żale, 
Nie chcesz w tym się znaleźć wcale,

Zgoda, 
Świerk Ci wtedy gałąz poda, 
Byś zrozumiał, 
Przyjąć umiał,

Wiedz, że przeżywamy wszystko, 
Dzięki wam, i tym pomysłom,

Ścinać, palić i mordować, 
Potem nowe wyhodować…

Opłotować, i zasadzić, 
Głuche, ślepe – mają radzić!

Nas prowadzić chcą w rozwoju
Licząc zysk ze ściętych słojów,

Oto katastrofa lasu, 
Choć nie widzą jej zawczasu

To poniosą konsekwencje, 
Wszystko naraz, jeszcze więcej,

Śmieci, susza, i spaliny, 
Bo to wasze są przyczyny

Drzewa patrzą, przyglądają, 
Bo po prostu, to przetrwają

Będzie tak jak zawsze było, 
Bez człowieka, lepiej żyło,

Próżny trud wasz, nie pokona, 
My przetrwamy, los w nasionach

Dobrze sobie poradzimy, 
I na nowo, świat stworzymy,

Bez Was…

Dość… I wiem, że mają rację. Swoją prawdę. A wrażliwość ma swoją cenę. Pewnych rzeczy nie chciałoby się widzieć, czuć, przeżywać. Wybierać tylko światło i dobre strony. Na tą chwilę nie czuję się w siłach, aby przyjąć ich ból, bunt i gniew. Nie dziś… Gdy mijam kawałek dalej klona, natychmiast odwracam głowę na nagły szelest. Po ściółce mknie ze szmerem zeschły jego liść. Myślę wtedy, że one mówią do nas w każdej chwili. Dialog, a raczej monolog w stronę ludzkości trwa…

Brzozy nad bagnem. Tu Wszystkich moich gości ogarnia radosny nastrój i odbywamy taniec w Uśmiechu Serca. Tutaj one uczyły mnie znów przekraczać siebie w odkrywaniu. Witają się wesoło i dziś. Chciałem je tylko odwiedzić. Mam zamiar przejrzeć sosnowy młodnik obok, którego nigdy dokładniej nie sprawdzałem. Słyszę ich wesołe śmiechy. Hej dziewczyny! Tak lubią gdy do nich się zwracać.

– Do młodnika sosnowego dziś nie idz…

Słyszę dziewczęcy, troskliwy uprzedzający głos. Umysł zaczyna bełkotać. Ale jak to? Przecież tam nic nie ma, żadnych zwierząt większych, niczego co mógłbym spłoszyć. Jest środek dnia, więc nawet jeśli… A chcę tam pomyszkować, kto wie co odkryję, a poza tym lubię naturalnie rozsiane młode sosenki, w ich towarzystwie pobyć. Zagadałem…
Kilka kroków w gąszcz i się okazuje. Z piasku zrywa się królik i odbiega kawałek. Brzozy wiedziały, uprzedzały…ufać, słuchać! Wracam pokornie i przepraszam… Kolejna lekcja.
Dziękuję za poradę, no i obiecuję poprawę…

– Na głos, na głos podziękuj!

Upominają. Okej. Wypowiadam najpiękniej, macham do nich i kłaniam. A tu dostrzegam zza krzaków na dróżce człowieka innego z piesem. Stoi zdumiony. Dociera do mnie, że on musiał wszystko widzieć i słyszeć. Mina mówi wiele…ale wtops! Mijamy się… trochę puchnę z purpury. Ciekawe to… Ale tak. Co innego samemu, a co innego gdy jesteśmy w kilka osób u drzew. Mam to jeszcze do przerobienia. Obawiałem się, że ktoś zobaczy – no i zobaczył.

– Co to, wstydzisz się nas, koleżanek wyrzekasz?

Wołają rozbawione brzózki. A do mnie dociera, że taki zrobiły mi kawał. Z tym ‘’na głos’’. Cierpliwości leśna, a święta! Któregoś dnia się przyzwyczaję… Z nimi tak już jest. A w pamięci i wdzięczności zostaje ze mną nowe – Brzozowe kręgi Mocy 💚

PS. A brzozowe kręgi praktykowaliśmy już podczas następnych warsztatów z Drzewami Mocy. W pewnym momencie mój gość przechodząc obok trzech brzózek… nie sposób było się powstrzymać 🙂

pppp.pg

P90414-145314

Świerki Serbski – Wehikuł Czasu. Dąb Czerwony – Strażnik Duszy.Przesłania Drzew Mocy.

Przesłanie dla Agnieszki. 

Dawny ród w potędze chwały,
Niezbyt liczny już, lecz trwały,

W świecie on spokoju szuka,
Mówi o tym pamięć Buka,

Gród warowny, błyski szabel
Stary w nim zamieszkał diabeł,

Rozproszeni w miedzach, polach
W noc ucieczki, pomoc woła

Napotkała wnet Anioła,
Co do lasu, ją zawołał

Bór świetlisty, i wspaniały,
Sosny jej schronienie dały

Słonko świetli, w swej potędze,
Ma dla Ciebie, jeszcze więcej..

Koral barwi się wspaniały,
Jarzębiny ukazały,

Nie są ważne, te wspomnienia,
Światła blask wygania cienia,

Wieczór z krzyżodziobem ćwierka,
Mości się w gałęziach świerka,

Szelest ciszy, niezmącony…
Duszy Strażnik,
Dąb Czerwony.

Buk – Wędrówka Rodu

Bardzo u Ciebie ciekawie… Buk to drzewo rodzinne, wspierające nasze relacje z bliskimi, wskazujące na Twoją opiekuńczość, otwartość i dobry kontakt z rodziną. On też pomaga dojść do siebie po ciężkich przejściach, a u Ciebie pokazuje się coś takiego, jak ‘’tułaczka rodu’’. I według wspomnień ukazanych w Pamięci Ziemi, odczytanych przez Drzewa, żyłaś na majątku szlacheckim. Coś tam się stało, związane z napaścią, ale też waśniami wewnątrz rodziny i przejęciem kontroli ‘’ stary w nim zamieszkał diabeł’’. To wieszczyło stopniowy zmierzch rodu i jego upadek w tamtych czasach. Coś się pokazuje z najazdem tatarskim. Starcie zostało przegrane,Ty zdołałaś przetrwać i uciec…Podobnie jak kilku innych. Już się nie odnaleźliście. Od tamtej pory, towarzyszy Ci coś, co można nazwać poczuciem braku swego miejsca na ziemi. Wędrujesz, próbując to znaleźć, lecz nie czujesz tego spełnienia, którego się spodziewasz. Choć nachodzi to Ciebie rzadko. Jesteś osobą świadomą wielu rzeczy, w tym otaczającej Cię przyrody, działalności człowieka i wszelkich konsekwencji. Dlatego właśnie towarzyszy Ci buk, patron i wsparcie osób po trudnych przejściach życiowych. W bukowym lesie znajdziesz tą harmonię. One opiekują się rodziną i nigdy nie porzucają swoich bliskich. Nawet śmiertelnie ranne drzewo własnego gatunku, które nie poradziłoby już sobie samo, potrafią wspierać korzeniami dziesiątki lat i utrzymywać je przy życiu. Potęga Miłości rodziny. Ale buki, podobnie jak lipy wiedzą, że najlepsze przetrwanie przynosi współpraca oraz wsparcie. Wydaje się, że jesteś takim trochę samotnym bukiem, rosnącym przypadkowo gdzieś daleko, pozbawionym zrozumienia osób Ci bliskich…
Buk otwiera jednak na zawarcie kompromisów i wspiera przy podejmowania trudnych decyzji. Jako Drzewo Mocy, buki wspierają transformację i uwolnienie lęków, otulają też zrozumieniem stany takie jak niska samoocena i ułatwiają puścić to w przestrzeń, jako nie nasze. Jego łagodna energia ukoi nerwice… To jako ciekawostki.

53212928_401306560446775_6132503267579527168_n

Sosna – Nowy Dom

Jak wynika z wiersza, w głębinach świetlistego boru, odnalazłaś wsparcie, opiekę i nową przestrzeń. Drzewa zadbały o Anioła, który przygarnął Cię i towarzyszył w tamtych czasach. Tam żyłaś w bliskości natury, nie niepokojona już więcej przez nikogo, choć wracała tęsknota za tym co utracone. Nocna ucieczka przez pola… Nawoływania. Więcej nie widać i nie słychać. Sosny to zwiastuny harmonii i pełni w energii żeńskiej. Prowadzi do wewnętrznego spokoju, w tej nieokiełznanej przecież energii bogiń. Sosny żyją w harmonii z żywiołami, nauczając rozsądnego gospodarowania swoimi zasobami. Kołyszą się miarowo… A potrafią też przecież sprowadzić dla siebie deszcz i regulować klimat w jakim żyją. Być może jesteś świadoma, o jakie miejsce mogło chodzić, w tej bukowej historii. Jeśli chodzi o ‘’grzebanie we wcieleniach’’ to zasadniczo tego nie lubię, bo przecież podobnych historii mogliśmy mieć tysiące. I rzadko ujawniają się one w przesłaniach. Lecz jeśli już się pokazują, nie dzieje się to bez powodu. Tobie potrzeba znaleźć wewnętrzne poczucie odnalezienia domu i swojego miejsca na ziemi. Sosna, jako pionier, wędrowiec, rozumie Cię doskonale. Jeśli się do niej zwrócisz, przyniesie Ci utęskniony stan, a może i wyjaśni, że wszędzie nasz Dom, gdzie Dusza wzrasta.

Jarzębina – Światło Spełnienia

Stwórca Ma Cię w swej opiece, dlatego zasiał obok Ciebie troskliwe jarzębiny. Uśmiechają im się miny  Ten rok jest rokiem jarzębin i brzóz głównie, ale jeśli koralowe panny pokazują się w przesłaniu, to zawsze powód do radości. Podobnie jak inne drzewa mają moc oczyszczania z tego co nie służy, ale najważniejsze, że chronią przed tymi negatywnymi, tak aby cały czas promieniście nawigować w życiu zgodnie ze światłem duszy. Jarzębina mówi o wrażliwych potrzebach ducha, które są czasem pomijane. A dusza lubi zachwycać się chwilami i prostotą. Rzadko jednak jej to ofiarujemy, jeszcze trudniej, aby w toku życia codziennego weszło to w nawyk. Jednak wędrówka z duszą i folgowanie jej czasem ‘’szalonym’’ zachciankom czyni życie wrażliwym i bogatym w najpiękniejsze chwile, jakie mogą nam się przytrafić. Jarzębina jest drzewem kojarzonym z tęsknotami…i Ty przyjrzyj się temu, za czym tęsknisz najbardziej. Może to wezwanie duszy, aby czas już ruszyć? Jarzębina, podobnie jak buk wspiera w podejmowaniu trudnych decyzji, i pomaga znaleźć środek do realizacji tęsknot.

Świerk Serbski – Wehikuł Czasu

Serbskiego świerka nie napotkasz w kraju dziko, lecz jest on sadzony jako drzewo ozdobne. Można powiedzieć, że to taki uwięziony podróżnik w czasie. Dawniej porastał rozległe obszary środkowej europy, ale po epoce lodowcowej przetrwało tylko jedno reliktowe stanowisko dzikich świerków, na terenie dawnej Jugosławii. Wspomnienie dawnej potęgi rodu… Świerk ten wyróżnia się spośród innych pewnymi dziwnymi właściwościami. Jako chyba jedyny, przyspiesza swój wzrost w wieku dorosłym, a kiedy jest maleńki przyrasta bardzo niewiele. Zwariowany wehikuł czasu, mówi o tym, że każdy czas jest dobry na rozwój, a im dalszy tym nawet lepszy, jako że istniejemy wtedy zazwyczaj w bardziej dojrzałej świadomości. I nie ma co żałować lat zastoju czy spowolnienia – one były jak widać potrzebne po to, abyśmy znalezli się w miejscu, jakim jesteśmy teraz. I należy mieć pewność, że to najlepsze miejsce z możliwych, na ten moment. Wieczorem, w koronie wzniosłego świerka przysiadł na nocleg Twój Ptak Duszy… Posłuchajmy, o czym ćwierka.

Krzyżodziób Świerkowy – Opieka Świata

Nie jest łatwo go dostrzec, ani spotkać. Życie prowadzi uwijając się w wierzchołkach sosen, modrzewi i świerków, próbując dobrać się do swego głównego pokarmu – nasion zawartych w szyszkach iglastych drzew. Czerwone samce i szaro żółtawe samiczki, z dzióbkami zakrzywionymi niczym szczypce, w kształt litery X, wspinają się po korze zręcznie jak papugi. Jestem pełen podziwu, wobec geniuszu natury. Przesłanie krzyżodzioba idealnie pokrywa się z przekazem serbskiego świerka. Bowiem te niezwykłe ptaszki jako jedyne z ptaków śpiewających nie kierują się żadną porą roku, jeśli chodzi o prowadzenie lęgów, wysiadywanie jaj, czy wychów piskląt. Nowe ptasie życie przychodzi na świat ufne, nawet w czasie mrozów, kiedy inne pisklęta po prostu zamarzłyby. Tajemnica tkwi w zaufaniu… ale też w pokarmie krzyżodzioba, który jako wysokoenergetyczny zapewnia pisklakom odpowiednią ilość energii, która rozgrzewa je i utrzymuje przy życiu. Krzyżodzioby to również wędrowcy, podróżujący wszędzie tam, gdzie woła je obfitość szyszek drzew szpilkowych. Wlatując do naszego życia jako Ptak Duszy, mówią o tym, że każdy czas jest dobry na wszystko, a ograniczenia istnieją tylko w umyśle. Twój świat troszczy się o Ciebie, i ma w zanadrzu wszystko co najlepsze. Jeśli tylko wyruszysz mu na spotkanie, rozwiniesz skrzydła i wzlecisz…gdzieś tam, czeka na Ciebie już przygotowana świerkowa nasienna obfitość  Jak krzyżodziób, na przekór wszystkiemu doglądający swych piskląt w największy śnieg i mróz. A przecież w górach, które są jego ulubionym środowiskiem, warunki pogodowe są znacznie trudniejsze.

DSC_0029

Dąb Czerwony – Strażnik Duszy

Dąb Czerwony pokazuje się tylko na chwilę, aby powiedzieć, że jest przy
Tobie i abyś pamiętała o wizytach u niego. W Polsce jest gatunkiem inwazyjnym, który radzi sobie lepiej od rodzimych gatunków dębów – tak bardzo jest odporny i trwały. Jego energetykę można określić jako ‘’niższą’’ choć nie w złym jakimś znaczeniu – po prostu on jest bardzo skupiony na sobie i stara się wyciągnąć ze świata wszystko co najlepsze dla siebie. Dzięki czemu prezentuje się często w lepszej kondycji, niż nawet rodzime gatunki drzew. Zwróć też uwagę, że czerwień towarzyszy ci w przesłaniu aż trzykrotnie w przesłaniu (krzyżodziób samiec, korale jarzębiny, czerwony dąb). A kolor ten odpowiada za przepływ w czakrze podstawy, związany z dobrobytem, pomyślnością, przetrwaniem, odwagą. Dąb Czerwony ukazuje się też jako opiekun wędrujących Dusz Anielskich, Ciebie po prostu prowadzi, bo przypadłaś mu do ‘’gustu’’  Ciągnie Was do siebie i zbliża, lecz wydaje się, że będzie Ci lepiej nawiązać kontakt z tym dębem i sprawniej, niż mi to się udawało. Zwróciłbym ku niemu większą uwagę. Jest on zwiastunem życiowej odporności i umiejętności radzenia sobie wszędzie. Twardziel, pomijając że radzi sobie ogólnie lepiej, to i po jego śmierci drewno bardzo długo ulega rozkładowi. Czerwone, ogniste, ostro ząbkowane liście, to jedne z najpiękniejszych jakie można zebrać w jesiennej kolekcji.

Floating Oak Leaf Watercolor

🌳 Drzewo Mocy: Buk Zwyczajny
🍁 Wspierające: Dąb Czerwony
🌲 Wskazujące: Świerk Serbski, Sosna Zwyczajna
💚 Opiekuńcze: Jarzębina

🐣 Ptak pieśni Duszy: Krzyżodziób Świerkowy

🌍 Dziękuję Agnieszce za ten rozwijający czas w procesie jej przesłania  A jeśli i Ty chcesz poznać swoje Drzewa Mocy i osobiste od nich wieści dla Ciebie, pisz, pytaj 

Ostatni odpoczynek jenota

Las szepta nieustannie swe najdziwniejsze opowieści, niemym świadkiem będąc najdzikszych zmagań. Nie ocenia, nie żałuje, i nikogo ze swoich mieszkańców nie potępia. Tylko pochłania wszystko w siebie, jedyną taką stając się mogiłą. Życie bez wytchnienia tańczy ze śmiercią, to w jedną, to w drugą stronę przechylając szalę odwiecznej równowagi. Bo i takie historie można wyczytać na szlaku leśnego pamiętnika…

Długo się zastanawiałem co z tym zdjęciem. Czy dodać, opowiedzieć…Bo natura taka piękna i dobra, w moich opowieściach zazwyczaj. A przecież wiem, że bywa różnie. Podczas wędrówek i czuwań widziało się niejedno. Był dzik zamarznięty wpół w lodzie, lis skuty mrozem strumienia, wydra, sarna utopiona, i pustułka zamrożona na gałęzi nad rzeką, na swym ostatnim posterunku. I wiele innych przypadków. Ten jenot śmiałkiem był nie lada, albo tumanem puchatym zgoła… Świadomie lub nie, wtargnął na lisie terytorium. Które oznaczone jest odchodami na kamieniach, co nawet ja zauważam maszerując. A on taki ma węch, o jakim mogę pomarzyć. W tym zagajniku znajduje się kompleks nor tak starych, liczących sobie niemal pół wieku. Ja nazywam to miejsce ‘’Lisim Pałacem’’ każdego roku podziwiając jak powstają nowe kopce żwiru, piętrzące się często na ponad metr. Ile tuneli, wlotów, wyjść awaryjnych, pułapek, labiryntów nie sposób policzyć ani odkryć wszystkich. Lisy mieszkają tu od bardzo dawna, o dziwo uczciwie dzieląc przestrzeń i z bażantami, zającami, sarnami. Czasem przyjmują borsuczego współlokatora, jeśli akurat jakaś z pieczar jest wolna, a borsuk potrafi przeforsować swoją rację. Ale nigdy jenota… Może dlatego, że to gatunek dość nowy w naszej faunie, i jeszcze nie zdążyły się zaprzyjaźnić. Konkurują ze sobą ostro. Jenot rzadko kopie własne nory, zamiast tego woli wprowadzić się do lisiej lub borsuczej. Co, oczywista nie podoba się właścicielom. Z daleka wyglądał jakby spał… Podchodziłem ostrożnie. Jest taki piękny. Zupełnie jak dziecięcy pluszak. Prawda uderzyła szybko. Przegrał. Uwalone ziemią łapki zdradzają, że próbował kopać, może nawet wszedł nieco do nory. Wtedy capnął rudy. Zmierzwiona, przygnieciona, stłamszona tu i tam sierść, świadczy o zacisku wrogiej paszczęki. Czuję się nieco jak Sherlock Holmes, ale więcej tu nie wybadam. Pozostaje zgadywać. Czy nie wyczuł zagrożenia? A może taki z niego był pewny swego bohater? Nie dowiemy się już nigdy. Lisy są bardziej sprawne w walce i zwinniejsze. Zaś puchaty jenotowy grubasek toczy się dość leniwie, kołysząc na boki, choć w potrzebie potrafi być równie szybki. Niejaki padlinożerca, sam stał się padliną… I tak tu właśnie jest. Ciągła zmiana. Jeden przepływ. Szczęście, uśmiech, jazgot, tragedie. I bocian wędrujący po łące, nie pogardzi małym zajączkiem lub pisklęciem. Nieustanna zamiana materii w energię.

P90301-152406

Nie było krwi. Nieco zdartej sierści. Prawdopodobnie, jeden właściwy chwyt i zbyt długa chwila w zwarciu, wystarczyła aby zadusić. Lis podziękuje za taki posiłek. Jest w świecie przyrody taka zasada, że jeden drapieżnik nie zjada drugiego, chyba, że w krytycznej potrzebie. Tak samo lisy nie zjadają swoich rywali, rzadko czasem pokonanych podczas zalotów, a potrafią odciągnąć daleko w krzaki, i nawet wyprawić pogrzeb – zakopać. Byle przy norze rudemu panu nie śmierdziało…

Jenotowy pech, to dobra wiadomość dla myszołowów, może nawet sikor bogatek, a na pewno każdego ptasiego obserwatora, który pierwszy wypatrzy z góry nietypową plamę. Już one wyprawią mu leśny pogrzeb… Krucze święto na przednówku. Za miesiąc zostanie parę kłębów sierści, rozgoni wiatr… Ucieszy się wielu. Co za bal, co za święto! Uśmiech losu, kiedy mrozy jeszcze trzymają.
Tym jaśniejsze staje się hasło ”nie oceniaj”.
Wysoko krąży kruk, kracząc niecierpliwie w oczekiwaniu swojej nagrody.

Patrzę po raz ostatni, jak spoczywa cicho. Żegnam się w hołdzie i pokorze, wobec odwiecznych praw władających tym światem. Nic tu po moim żalu i smutku. Wypada jednak życzyć smacznego nowym biesiadnikom. Oni dziś wygrali swój byt.

Pamięci puchatego wędrowca  🐹