Dlaczego drzewa czasami nie chcą kontaktu z ludźmi ? Rozważania Wędrowca

Drzewa wciąż nie przestają mnie zadziwiać i zdumiewać. Choć wszystko co się dzieje, traktować już powinienem jak normalne. Zdarzyło się Wam kiedyś, że Wasze ulubione Drzewo nie chciało kontaktu, nie przejawiało woli do przytulenia, a nawet w pobliżu waszej obecności? Między mną, a Krzesimirem takie zdarzenia bywały, a z kolei mam takie drzewa, które zawsze są gotowe i radosne do wspólnej chwili. A było tak…

Zbliżaliśmy się do lasu podchodem, była to jedna z wędrówek pod kierunkiem dendroterapii, na jakie zabieram co weekend. Pamiętam, że goście bardzo chcieli poznać Krzesimira, bo przecież to niemal główny bohater mej książki, wspaniały Patron i Mędrzec. Przyjechali aż z innego kraju. I zwykle tak bywa – niemal każdą wyprawę zaczynamy od przystanku pod dębem. Ale teraz… Jest jakoś inaczej. Odbieram, że Dąb nie ma dziś ochoty ani na mnie, ani nikogo obcego. Wręcz stanowczo prosi i nie pozwala żebyśmy się zbliżali. Ok myślę, pójdziemy najpierw do Topól się oczyścić, one zawsze chętne do pomocy i ‘’głodne’’ energii ludzkiej. Goście pytają, czy odwiedzimy Krzesia. Jestem w rozterce – ‘’Zobaczymy dokąd zawędrujemy i co się wydarzy’’, odpowiadam nie chcąc zgłębiać tematu, no bo co miałbym powiedzieć? Że ‘’sorki, ale mój Dąb nie ma ochoty Was poznać?’’ Jak do tego podejść i jak zostałoby odebrane… Zamiast tego prowadzę pod lasem i opowiadam o innych drzewach. A tych wskazań dębu staram się słuchać. Raz tylko jeden nie posłuchałem, i natrafiłem nocą na młodego dzika i dwie sarny, które pod drzewem załatwiały też swe sprawy. Zwierzęta uciekły spłoszone, a dla mnie to była mocna lekcja, w otwieraniu się na podszepty leśne. Od tamtej pory zawsze pytam, czy mogę podejść.

Wędrówka płynie swoim rytmem. Rozmawiamy, podziwiamy, obserwujemy lornetkami dalekie sarny, uczymy się, zaglądamy do tajenek. Nad bagnem znajduję martwą sarnę, która ułożyła się tak, jakby zasnęła. Żadnych widocznych oznak uszkodzenia, dorodna, wypasiona… Tajemnice. Chwile stoimy w hołdzie nad śmiercią. Za tydzień zostały już tylko dwa ogryzione kopytka.



‘’ Wywłóczeni ‘’ podejmujemy powrót, gdy już się ściemnia. Wokół szarówka. Pytam ponownie. I teraz zmiana. Po ponad dwóch godzinach, dąb wysyła sygnał że możemy podejść ‘’ale’’ . Ale nie na długo, a każdy ma się przytulać osobno. To dość częsta jego prośba. Wiem, że niektóre drzewa mają problem, aby ‘’pracować’’ z energiami kilku osób jednocześnie. A może nie problem, a zależy od kompatybilności energii tychże ludzie. Bo innym razem to prosi abym ja się zbliżył i w czymś pomógł, czego nawet nie rozumiem. Uff…Kochany Drzewiec, nie dał plamy! Bo zaiste nie wiem jakbym się tutaj wytłumaczył. A może ten temat warto podjąć osobno. Napisać szerzej. A więc Krzesimir przyjmuje nas z lekkim zadowoleniem, żeśmy usłuchali jego prośby. Mówię, że możemy być krótko. Dąb chyba nie do końca przewidział ‘’co to będzie’’, gdy ludzie zaczną chcieć poznawać jego i innych bohaterów książki. Choć z początku wydawał się być tym zainteresowany i podekscytowany. Teraz ‘’wybiera’’ i daje mi znać z kim chce się spotkać, a czasem wskazuje ‘’zastępstwo’’ lub sugestię dokąd powinniśmy się udać. Ktoś odpala papierosa. Teraz ja tulę. Stanowczy zryw korony, gdy szare kłęby dymu docierają do kory. Wiem, wiem. On bardzo tego nie lubi. Przez korę drzewa słyszą, oraz czują zapachy. Mówię jak do wielkiego Misia: ‘’Spokojnie, spokojnie, to jeszcze tylko chwilka’’. On też wie. Rozumie. Że ludzie są różni, a każdemu może coś ofiarować. Zgrywa się ze mnie. Starzec z humorem.

Wyjaśnienie mam takie. Drzewa jako istoty czujące dużo więcej niż my, odbierające świat na głębokim poziomie energetycznym, mogą mieć problem lub dyskomfort, aby poradzić sobie z tym, co przynosimy im jako ludzie w naszym wnętrzu. Nieświadomie. Choć są potężne i potrafią transformować, muszą też jakoś ‘’się z tym czuć’’, czego dotykają. I nie zawsze mieć na to ochotę. Bywa, że potrzebują czasu aby się zregenerować. Wiele razy było tak, że drzewa po skończonym procesie prosiły abyśmy się szybko oddalili. Wiedziałem to ja, i czuł mój gość, który rzekł ‘’chyba powinniśmy już stąd iść’’. Chodzi o to, aby pole drzewa mogło w spokoju pochłonąć to co z nas wywlekło, przetrawić, rozproszyć. Przyjęło się uważać, że możemy przychodzić i biegać do nich z każdą rozterką, problemem, zmartwieniem. Nie na tym jednak polega dendroterapia. To wzajemny rozwój i uczenie się siebie w przyjazni Drzewo / Człowiek. Musimy pamiętać o tym, że one też czują, mają swoje nastroje, lepsze i gorsze dni. Szanować ich potrzeby. Drzewa to doceniają i lubią być traktowane po partnersku. Miłym dla nich gestem jest, kiedy też zapytamy ”co u nich”, a nawet podrążymy bardziej temat drzewnego nastroju. Mogą nam wtedy pokazać ciekawe obrazy, zaszumieć, zanucić, przenieść świadomość do innej przestrzeni… Za uhonorowanie ich potrzeb i okazanie troski, zwykle odwdzięczą się hojnie, podczas innej wizyty.

A bywa też tak, że skupiają się na własnych sprawach, toczą odległe dialogi z innymi drzewami, ostrzegają zwierzęta, kontemplują coś, wytężają nad procesami w ciele. Wtedy trochę przeszkadzamy. Pamiętam, że Krzesimir kiedy ja potrzebowałem jego pomocy, potrafił ‘’zrobić wyjątek’’ i to jakoś połączyć. Uruchamiał wtedy jakby dwa kanały komunikacji jeden do mnie, ale wiedziałem że dzieje się jeszcze coś innego. Gdy to się powtarzało jednej wiosny, przestałem do niego zachodzić. I parę miesięcy trwało, aż ukończył swoją duchową wędrówkę po drzewnych krainach.

PROCESY, EZOTERYKA, i ‘’nasze dziwactwa’’

Wielu rzeczy często nie opisuję, bo ‘’zbyt odjechane’’, ale opowiem Wam coś takiego. Swego czasu trapiły mnie ”podczepy astralne”, lęki, dziwne podszepty itd, wiedziałem że coś jest nie tak w mojej przestrzeni. Wizyta u przyjacielskiego dębu. Czuję jak on mocno pracuje, sztorm w odbiorze. I słyszę: ‘’Że mam więcej nie przychodzić, że to ostatnie nasze spotkanie, że go czymś wkurzyłem itd.’’ Cooooo??? I cisza… Cisza. Za ileś minut słyszę już znajomy głos dębu” Przepraszam, byli bardzo silni. To nie ja mówiłem do Ciebie’’ . I pokazał mi… Rozświetlone wnętrze swojego pnia, jak pulsuje żółto -jasnym światłem, a tam w nim… Dwie ciemne ludzkie sylwetki, które wściekle młóciły ramionami, próbowały wydostać, krzyczały złowrogo, ale z każdą chwilą zanurzały się coraz bardziej w dębowym świetle…Potem się to zasklepiło. To były podczepy astralne. A dąb powiedział, że teraz musi ich ‘’strawić’’ i też poprosił abym już poszedł i nie zachodził przez parę dni’’. Był natomiast zadowolony, a ja miałem wrażenie, że to wszystko dla niego jakiś taki powód do dumy był, oraz ‘’smaczny kąsek’’ ❤ Czy powinienem napisać o tym w książce nad którą pracuję? 😅

🌎 Choć drzewa niekiedy ‘’robią co chcą’’ 😃 to zapraszam już na tegoroczne warsztaty dendroterapii / pracy z osobistymi Drzewami Mocy. Zajęcia podzielone na blok teoretyczny i terenowy. W trakcie wędrówki dowiesz się nie tylko przyrodniczych ciekawostek i nauczysz czytania znaków pozostawianych przez zwierzęta, ale przede wszystkim pogłębisz swoją sztukę komunikacji z drzewami, otworzysz na wskazówki płynące z natury, aby stosować je w życiu osobistym. Spotkania odbywają się co weekend, a także w tygodniu, po uzgodnieniu. Szczegóły znajdziesz tutaj:

Przytulanie Drzew – Podróż do Siebie

A jeśli jesteś ciekaw jak szczegółowo to wygląda, możesz poczytać wspominki uczestników naszych wędrówek tutaj:

Dendroterapia – wędrowne warsztaty w przyrodzie

Dziękuję za Twoją wizytę na blogu. To miejsce jednoczące ludzi świadomych i otwartych na pełnię natury istnieje nie tylko dzięki mojej pracy, ale przede wszystkim z pomocą zaangażowanych czytelników. Mam wiele pomysłów i projektów, aby docierać z tymi przesłaniami dalej. Możesz podziękować mi za moją pracę, lub wspomóc realizację tych celów na kilka sposobów. Zerknij zwłaszcza na PATRONITE lub DAR WDZIĘCZNOŚCI, gdzie znajdziesz krótką listę projektów, które wesprze Twoja pomoc. Dla każdego darczyńcy czekają też ciekawe, leśne nagrody. Szczegóły poniżej:

Jednorazowo:
https://pomagam.pl/pomocdlawedrowca

Regularnie:
https://patronite.pl/szeptykniei


Bezpośrednio, tytułem ”darowizna na rozwój bloga dla Sebastian (odbiorca)”:

PKO Bank Polski 72 1020 4027 0000 1602 1428 4709

Zza granicy, przez paypall:

czeremcha27@wp.pl jest to też adres kontaktowy w sprawie zgłoszeń na wyprawy i warsztaty.

Z serca dziękuję za każdy dar, który pozwala mi robić więcej, tworzyć, pomagać i dzielić się leśnym słowem ❤


Diamentowa cisza mrozu

Ziemia przykryta czapami rozsnutych na polach zasp, drzemie skostniała w ciszy. Szemrzą tylko, krystalicznie – drobinki srebrzystego pyłu, poganiane przez wiatr. Słyszą je tylko lisy. Te oglądają się z niepokojem, czując na rudym futrze, srogi oddech Dziadka Mroza. Nadszedł niespodzianie, obejmując we władanie rozległe połacie zaśnieżonych pól. Dziad w darze niesie wieczny sen. Kto mu się podda, usłucha wołania i wstąpi do wspaniałej krainy lodu, ten przepadł na zawsze. Wiedzą o tym sarny, które połączyły się w gigantyczne grupy. Naliczam i po sto sztuk. Razem łatwiej. Prościej. Lepiej. Lżej dodrapać się do oziminy, rozkruszyć śniegową pokrywę. A i ogrzać się wzajemnie. Parę godzin wcześniej, szalała śnieżyca. Na polach wirowały w tańcu pyliste wiry zimowej furii. Zaskoczone zwierzęta położyły się na gołej ziemi, pozwoliły aby biały puch pokrył je całkowicie. Z daleka przypominały ledwie zaorane bruzdy. Sarna potrafi się zakamuflować.

Cyt, cyt…Trzeszczą kruszone lodem gałązki. Zawsze coś dzwięczy w takiej ciszy. Nagle huk! Wystrzał jak z armaty. Trzasnęło, załoskotało z mocą i głucho tąpnęło. Na dębowym szlaku znajduję olbrzymi konar jednego z jesionów. Zaskoczone drzewo, nie wytrzymało nagłej różnicy temperatur…

A teraz spokój. Słońce zaszło w czerwieni, a z ostatnim zgasłym promieniem zimno zgęstniało, nabrało sił. Cieniutki sierp księżyca srebrzy nieśmiało po nowiu, malując śnieżny świat iskierkami wiecznych błysków. Gwiazdy skrzą w migotach. Kryształki wspomnień z dalekich światów, co wspomnienia przeniosły przez czas. W diamentowej ciszy mrozu, jarzą się najmocniej, najpiękniej… Kto raz je ujrzał, ten wie. Ten pójdzie z wyzwaniem, na spotkanie Dziadka Mroza i stawi mu czoło. Jeśli zwycięży… Nagrodą będzie najczystsze lśnienie.



Zapraszam też do innych zimowych opowieści, gdzie po raz pierwszy użyłem właśnie określenia ”diamentowa cisza mrozu”. Zaczarowało mnie ono w swym brzmieniu i inspiruje po dziś dzień. Czytaj więcej o śniegu:

Zimowy pielgrzym. Starcie z żywiołem zamieci

Z pamiętnika zimowego podróżnika: Noc Wędrowna

Lodowa Oaza

Zimowa pieśń kniei. Lisie marzenia

Odpoczynek w lodowej oazie

Na szlaku dzików: Pułapki Żywiołów

Dziękuję za Twoją gościnę na blogu 🙂  To spokojne, malownicze i ciche miejsce istnieje nie tylko dzięki mojej pracy (wędrowaniu i pisaniu), ale przede wszystkim tworzy je dobrowolna pomoc Czytelników. Zajrzyj na moje PATRONITE, poczytaj co mam zamiar za te środki dokonać i co chcę zostawić po sobie światu. Dla wspierających czeka też przygotowana paleta różnorodnych nagród. Szczegóły znajdziesz w linkach poniżej. Pomoc możesz przekazać na kilka sposobów:

Jednorazowo:
https://pomagam.pl/pomocdlawedrowca

Regularnie, co miesiąc:

https://patronite.pl/szeptykniei

Bezpośrednio przelewem z tytułu: Darowizna na rozwój bloga

PKO Bank Polski 72 1020 4027 0000 1602 1428 4709

Zza granicy, paypall:
czremecha27@wp.pl

Z serca dziękuję za każdy dar, który pomaga mi tworzyć, działać i dzielić się z Tobą słowem 

Zimowy wędrowiec

Kiedy knieję spowija puchowy dywan pierwszego śniegu, nastaje cisza. Kożuch tłumi dalekie odgłosy z osad ludzkich. Milczenie to jednak pozorne. Gdy się wsłuchać, las choć stłamszony otuliną, wciąż żyje. Odpoczywa tylko. Chaotyczne stukania dzięciołów mówią o dziejącej się w puszczy pracy. Ostre, wysokie terkotania puchatych raniuszków i nawoływania biesiadne sikor. Co jakiś czas przez korony drzew przetacza się energiczny żywioł kolorowej drobnicy. Samotnie od reszty, przeszukują pogrążone w śniegu zakamarki na korze, pocieszne, skaczące pełzacze. Zwierzęta – niby są wokół, a jednak nie napotykam żadnego. Tylko ślady, tak liczne, opowiadają co działo się tu nocą. Plątaniny, pamiętniki, opowieści… Każdy trop zaprowadzi do gospodarza, który znak ów pozostawił. Wie o tym dobrze wędrowiec. Ale nie robi tego. Czyta księgę lasu. Tu oto racice wielkie, odcisnęły się głęboko. Jeleń musiał iść tędy w środku nocy. Pomiędzy drzewami ślad nie zdążył się zasypać, mimo opadów. Można oszacować porę. Kawał dalej dziki przecięły drogę, w kilka sztuk. Rozwleczone smugi i wyrazistość. Były tutaj o świcie. Zając ‘’plątał się’’ jak zagubiony pomiędzy kępami młodych sosen. One tak zawsze. Być może to jego pierwsza w życiu zima. Żywioł tropiciela wysuwa węszący nos, gdy świat zasypia pod kołdrą białej ponowy…



Zapraszam też do innych zimowych opowieści:

Zimowy pielgrzym. Starcie z żywiołem zamieci

Z pamiętnika zimowego podróżnika: Noc Wędrowna

Lodowa Oaza

Zimowa pieśń kniei. Lisie marzenia

Dziękuję za Twoją gościnę na blogu 🙂 To spokojne, malownicze i ciche miejsce istnieje nie tylko dzięki mojej pracy (wędrowaniu i pisaniu), ale przede wszystkim tworzy je dobrowolna pomoc Czytelników. Zajrzyj na moje PATRONITE, poczytaj co mam zamiar za te środki dokonać i co chcę zostawić po sobie światu. Dla wspierających czeka też przygotowana paleta różnorodnych nagród. Pomoc możesz przekazać na kilka sposobów:

Jednorazowo:
https://pomagam.pl/pomocdlawedrowca

Regularnie, co miesiąc:

https://patronite.pl/szeptykniei

Bezpośrednio przelewem z tytułu: Darowizna na rozwój bloga

PKO Bank Polski 72 1020 4027 0000 1602 1428 4709

Zza granicy, paypall:
czremecha27@wp.pl

Z serca dziękuję za każdy dar, który pomaga mi tworzyć, działać i dzielić się z Tobą słowem ❤

Czy można przytulać się do drzew zimą? Rozważania wędrowca.

Co jakiś czas zagadnienie przewija się w mediach społecznościowych, a do mnie wtedy często kierowane są od znajomych pytania. Ja odpowiadam co sądzę. Zrobi się trochę zimniej, i znowu ktoś ma wątpliwości 😛 I ja też się wtedy zastanawiam – np czy można takiego Człowieka przytulić zimą? 😁 Czy powinno się, a może nie wypada? 🙂

Zanim rozwinę się w treści, powiem, że nie odpowiadam wprost na to pytanie! Opowiadam jedynie o swoich doświadczeniach i przemyśleniach ❤

A zaczęło się od pytań właśnie. Dość powszechnie uważa się, że zimowy kontakt z drzewami ( z wyjątkiem iglastych) ma być dla nich grozny, może nawet ściągnąć na przytulającego nieprzyjemne konsekwencje. A samo drzewo miałoby ‘’pobudzone’’ w środku zimy zacząć krążyć sokami, puścić liście i umrzeć przy pierwszym przymrozku. Serio…? Ja w tych dyskusjach dotąd nie brałem udziału, tylko chodziłem do lasu jesienią i zimą, odwiedzać swoje kochane drzewa. Nigdy się w sumie nie zastanawiałem ‘’czy wolno zimą’’ ani do głowy nie wpadły mi takie dylematy. Odkąd pamiętam gdy rodzice już jako kilkulatka zabierali mnie do lasu, przytulaliśmy Olchy, Brzozy, Topole, Dęby i inne. Pamiętam też, że te drzewa reagowały na nas, i dało się odczuć ich energię oraz pozytywne wzmocnienie. To było takie normalne, czy wiosna, jesień, zima. Gdy zacząłem się potem nad tym wszystkim zastanawiać, musiałem sobie szczerze odpowiedzieć na parę pytań, które zasiały wątpliwości co do forsowanej powszechnie teorii. Przecież ja, swoje gawędy z Krzesimirem i innymi Drzewami, spisałem głównie przez jesień, zimę, i pierwiośnie. Moje Drzewa Mocy już któryś rok goszczą mnie o chłodnej porze roku, witają i wspierają, żadne z nich nie puściło z tego powodu w środku zimy liści itd. Myślę, że takie teorie wręcz uwłaczają mądrości drzew. Więc coś mi tutaj było nie halo. Nawet nie pytałem o to samych drzew, bo naturalne dla mnie było, że kontaktujemy się zimą. Zacząłem natomiast analizować.



Z moich doświadczeń:

Faktycznie bywa tak, że zimą niektóre drzewa są bardziej niemrawe i otępiałe, stoją cicho i głucho, a przy próbie kontaktu zirytują się lub odepchną. Nie chcą. Jednak to były nieliczne przypadki. Myślę, że wynika to bardziej z ich ‘’stanu świadomości’’, a inaczej sprawa się ma z tymi Drzewami, do których znamy i chodzimy wiele lat. To znów jak z nami – jedna dusza śpi przez cały ludzki żywot, inna szaleje, doświadcza i tworzy kiedy tylko może. Jest ciekawa i ‘’głodna’’. Będąc w lesie w listopadzie czy grudniu nocą, bywałem świadkiem ‘’ożywionych dyskusji’’ i pobudzenia drzew, energetycznie. Często zaczepiały i próbowały kontaktu. Opisałem to w historii ‘’Noc w listopadowym lesie – na Szlaku Drzew Mocy’’. Prawdziwe zdziwienie przyszło do mnie jednak pełną wiosną i latem, kiedy niektóre z drzew zaczęły kwitnąć. Choć byłem w dobrym nastroju, kontakt nam się bardzo mocno ograniczył lub wytłumił. Krzesimir kwitł, milczał, i pozostawał bardzo pochłonięty, zatopiony w swoim świecie. Potem śledziłem to kwitnienie u innych, i podobnie było z innymi gatunkami, z wyjątkiem ‘’Akacji’’ oraz lip. Wtedy to zrozumiałem o co może chodzić. Drzewo pochłonięte wewnętrznymi procesami, krążeniem soków, rozwijaniem liści, kwiatami, obsługą całego swojego organizmu, może rzeczywiście mieć mniej chęci czy sił, aby z człowiekiem się kontaktować. Każdy z Was jednak może mieć inaczej. To były moje odczucia na tamten moment.

Myślę, że energia nie zasypia. Paradoksalnie, drzewo zimą może mieć wolnej uwagi, czasu, itd. Nie jest zaprzątnięte ‘’sprawami ciała’’. Wiele razy świadkiem byłem, jak drzewa podczas jesiennych wichur czy zimowych sztormów, prowadziły ze sobą bogate dyskusje, łączyły się w kręgi, coś bardzo przeżywały, planowały, tworzyły, śpiewały. Tak jakby okres spoczynku wykorzystywały właśnie do zasiania swojej kreacji. Trochę jak my… Uważam, że te różne teorie które krążą wynikają bardziej z ‘’myślenia życzeniowego’’, które wynika z tego co można się ‘’na logikę’’ spodziewać, niż znajomości, co się faktycznie w lesie dzieje. Właściwie to jestem ciekaw czy te osoby próbowały kontaktu z drzewami zimą, czy nigdy tego nie robiły bo się boją, bo coś gdzieś przeczytały i opowiadają swoje strachy? Albo czy spędziły chociaż jedną księżycową noc w kniei na wędrówce?



Często powtarzam, że drzewa są jak ludzie, i najpiękniej reagują kiedy tak je postrzegamy, jako Istotę Świadomą, Czującą, Wyjątkową. Sami pomyślcie jak jest to jest z Wami – kiedy jecie, pijecie, robicie masę innych rzeczy, to łatwo byłoby wam się skupić jeszcze na rozmowie z kimś?

Ale czasy się zmieniły

Jest jeszcze jedna kwestia, ważny aspekt do wzięcia pod uwagę, jeśli chcemy rozważać prawdę zasypiania i aktywności drzew. ‘’Srogość Zimy’’. Wiecie jak dawniej wyglądały pory roku? Zwykle w październiku bywały już przymrozki, liście opadały szybko, nadchodziły śniegi, które trzymały pokrywą do marca, a nawet kwietnia. Cała przyroda sprawiała wrażenie martwej, śpiącej, okrytej. Wtedy mogły rozsądnie sprawdzać się różne teorie. Nie mam tutaj doświadczenia takich surowych warunków co do tego jak zachowałyby się drzewa, więc Wam nie odpowiem. Nie miałem okazji praktykować przytulania w takich okolicznościach. Obecne zimy natomiast przypominają porę wiosenną. Niektóre gatunki krzewów widziałem trzymają liście do początku grudnia. Inne trzymają w gotowości pączki. Drzewa czują w ziemi wilgoć, inne organizmy symbiotyczne też pozostają aktywne, nie ma wichur, śnieżnych zamieci, mrozów. Jest ciepło i są deszcze. Latem jest zwykle susza. W takich warunkach ciężko drzewu pogrążyć się w zimowym śnie, raczej są one w gotowości do wcześniejszej wiosny, a w czasie jesiennych i zimowych opadów uzupełniają letnie deficyty wody w korzennych magazynach. Musiały się dostosować. Drzewo, które zechce czynić według dawnych norm, po prostu uschnie. Tym samym fizycznie pozostają aktywne, choć my widzimy opadłe liście i nagie gałęzie. Może dlatego, zimowy kontakt z nimi w wielu przypadkach pozostaje łatwy?

To wszystko są oczywiście tylko moje własne obserwacje, odczucia, przeżycia, z którymi nie musicie się zgadzać. A Wy jak? Dajecie się przytulać zimą, czy całkowita hibernacja z zamrożeniem uczuć? 😅



Cały rok zapraszam też Was na indywidualne warsztaty dendroterapii, które prowadzę w swojej krainie co weekend. Na warsztatach pogłębisz swoją sztukę komunikacji z drzewami, otworzysz na wskazówki i przesłania płynące z natury, i będziesz mógł je stosować w życiu osobistym. Podczas kilkugodzinnej wędrówki, przekażę Ci swoją wiedzę i doświadczenia. Będzie też chwila na kojący koncert na drumie, w moim wykonaniu. Napisz na maila, to wybierzemy jakiś wolny termin:

czeremcha27@wp.pl


Dziękuję za Twoje odwiedziny na blogu. Istnieje on wolny od reklam, cichy i swobodny, nie tylko dzięki mojej pracy ale też przy wsparciu zaangażowanych czytelników. Możesz pomóc mi rozwijać to miejsce, zapoznać się prowadzonymi projektami i celami, no i dołożyć do wspólnego sukcesu. Pomoc można przekazać jednorazowo poprzez zbiórkę:

https://pomagam.pl/pomocdlawedrowca


Lub regularnie, comiesięcznie dzięki systemowi PATRONITE:

https://patronite.pl/szeptykniei

Lub bezpośrednio na konto bankowe, z dopiskiem ”darowizna na rozwój bloga” dla Sebastian – odbiorca. 

PKO Bank Polski 72 1020 4027 0000 1602 1428 4709

Z serca dziękuję za każdy dar, który pomaga mi tworzyć 
❤

Gawron uznany za gatunek zagrożony

Ostatnio przed moim domem zasiadł na drucie gawron. Zwykle jedna lornetka leży w pogotowiu na parapecie, mogłem wiec w 8 krotnym powiększeniu ptakowi doskonale się przyjrzeć. Gawron wcale nie jest taki czarny. Jego upierzenie emanuje fioletowym lub niebieskawym połyskiem, jest lśniące i kontrastowe. Ptak iście łobuzersko mrugał oczami i przyglądał się z takim inteligentnym zainteresowaniem, jakby chciał wszystkiego wokół spróbować i spsocić. To widać, że on o czymś myśli, po swojemu. Po czym zdałem sobie sprawę, jak dawno nie widziałem żadnego gawrona w okolicy. Nie było ich nawet na jesiennych przelotach…Czekałem. Na ich niestrudzone, wytrwałe spacery i marsze wśród zaoranych bruzd. To był taki powszechny zawsze widok. Czarni pielgrzymi pól, w swej dobroduszności, człowiekowi przypadkiem tylko, pomagający pozbyć się zimujących pędraków. Chmury kraczących chmar zrywających się do lotu. Ochrypła pieśń późnej jesieni. Tego samego dnia dowiedziałem się, że:

”Gawron został uznany za gatunek zagrożony, przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków. Opublikowało ono nową edycję Czerwonej listy ptaków Polski. Wypełnia ona ważną lukę w naszej wiedzy o aktualnym statusie zagrożenia krajowej awifauny i spełniać będzie w najbliższych latach istotną rolę w planowaniu działań związanych z ochroną przyrody. Wyniki aktualnej edycji Czerwonej listy ptaków Polski nie napawają optymizmem. W ciągu ostatnich 200 lat w Polsce wymarło 16 gatunków ptaków, a liczba ta niemal podwoiła się od czasu wydania poprzedniej czerwonej listy. Kolejnych 47 gatunków zagrożonych jest wymarciem – o 30% więcej niż dwie dekady temu. Aż 12 spośród nich zakwalifikowano jako krytycznie zagrożone – ich przetrwanie w naszym kraju wisi na przysłowiowym włosku. Wśród gatunków, które po raz pierwszy wskazywane są jako zagrożone w naszym kraju, są m.in. płaskonos, mewa siwa, zausznik czy błotniak łąkowy, ale także tak dobrze znane ptaki jak głowienka, gawron oraz słowik szary.’’

Czytamy na stronie
https://otop.org.pl/2020/12/czerwona-lista-ptakow-polski/

Ja do tego spisu dodałbym jeszcze dzierlatkę. Pamiętam jak dawniej były to ptaki pospolite na polach, przy osiedlach, zawsze o poranku i w południe, nawet podczas łagodnej zimy idąc do szkoły, słyszałem jej melodyjny śpiew. Od paru lat, dzierlatkę która była taką oczywistością w terenie podczas każdego spaceru, słyszałem i widziałem raz na rok… Mój pogląd na przyczynę tych zjawisk znacie i nie będę się powtarzał. Karmniki to za mało, jeśli na polach będzie coraz więcej obecnej chemii, a ‘’wrażliwi mieszkańcy’’ postulować będą wycinanie drzew, na których mieszkają kolonie gawronów. Trudne to wszystko. Takich wieści będzie pewnie przybywać co roku. Ornitolodzy alarmują, gatunki wymierają, a my dalej jeździmy samochodami, chodzimy na zakupy, zabieramy siedliska, pryskamy w ogrodach co popadnie na każdego możliwego ‘’szkodnika’’ i zdaje się nam że nic się nie zmieniło. Mnie widok ptaków zawsze cieszy. Podziwiam je, studiuję ich zwyczaje i przeżywam radość z obserwacji, jednocześnie będąc świadomym jak potrzebną cegiełką jest każdy z nich. Dlaczego człowiek zawsze musi skupiać się na negatywach? Typu ‘’obsrany parapet’’ lub ‘’hałas’’. Tak, w zeszłym roku jedna wspólnota mieszkaniowa postulowała ‘’wycięcie krzaków’’ , bo przeszkadzał im…Słowik śpiewający majową nocą. Tym samym ”wrażliwym na naturę”, ludziom nie przeszkadza już szum z autostrady, dzwonienie i łoskot tramwajów, klaksony aut, zgrzyty maszyn budowlanych…. Tylko krakanie!



Chciałbym żeby ludzie spoglądali na ptasie istoty i ich życie inaczej, choć nie wiem czy w niektórych przypadkach cały literacki kunszt z edukacją cokolwiek jeszcze pomoże… Co mogę zrobić, to zaprosić Was do siebie na Dni Wędrowne z lornetką, podczas których poznawać będziemy gatunki rodzimych ptaków, obserwować, cieszyć widokami, a ja w trakcie wędrówki gawędą przekażę wam ciekawostki na ich temat. Ptakami zajmuję się od dziecka i był to mój pierwszy ‘’konik’’ przyrodniczy ❤ Wyprawę taką można też zarezerwować u mnie, jako oryginalny prezent dla kogoś bliskiego. Warto wędrować, póki jest jeszcze co oglądać… Jeśli tracimy już takie ‘’pospolitości’’ to co z gatunkami, których liczebność szacuje się np. na kilkanaście par na cały kraj? Styczeń i luty to dobry czas do obserwacji, kiedy pola pozostają odkryte i łyse. I wcale nie są puste 🙂 Informacje o tych warsztatach znajdziesz tu:

https://szeptykniei.wordpress.com/2019/09/13/ptasie-wyprawy-obserwacyjne-dzien-wedrowny-z-lornetka/

Obraz poniżej, autorstwa: Rudi Huzlmeier. Gawroni Pielgrzym, w swej wędrówce po polach… Trzeba przyznać, że wizję oddania gawroniego ducha miał idealną. A może…Gawron buty założył, i idzie sobie od nas…

Dziękuję za Twoją obecność i wizytę na blogu. Istnieje on wolny od reklam, swobodny i cichy nie tylko dzięki mojej pracy, ale też przy wsparciu zaangażowanych czytelników. Możesz pomóc mi rozwijać to miejsce, zapoznać się prowadzonymi projektami i celami, no i dołożyć do wspólnego sukcesu. Pomoc można przekazać jednorazowo poprzez zbiórkę:

https://pomagam.pl/pomocdlawedrowca


Lub regularnie, comiesięcznie dzięki systemowi PATRONITE:

https://patronite.pl/szeptykniei

Z serca dziękuję za każdy dar, który pomaga mi tworzyć ❤




Czasem nie trzeba daleko od domu. Czatownik i sarna.

Kiedy zbliżałem się do czatowni, sarna już tam spała. Podskoczyła prędko, i czmychnęła aby ukryć się w zagajniku. Żal mi się jej zrobiło, bo płoszyć nie lubię, ale nie mogłem jej tam widzieć – zarośla większe ode mnie. Przeprosiłem zatem w myślach, i pobłogosławiłem na drogę. Jak się potem okazało, odwdzięczyć mi się miała, tym co najcenniejsze.. Na polu dzieje się, jak to z wieczora. Przechadzają się szare żurawie i myszkują lisy. Jeden z nich zbliża się do czatowni. Spokojnie sobie przygrywam na kalimbie. Zwierzak szuka czegoś na brzegu chaszczy, zjada jedną trawkę. Uważnie nasłuchuje w kierunku polnych dróg, skąd docierają odgłosy ludzkie. Ze wzrostem mieszkańców, spokojne ongiś polne ścieżynki, przypominają ruchliwe trasy. Lis jest we wspaniałej kondycji. Jego futro lśni, jest gęste, gładkie i bez wylinek. Widać mu się tu powodzi… Kilkanaście metrów w bok, dostrzegam dwa czające się ‘’kamienie’’. Szare wypustki ziemi. Szybkie przekierowanie lornetki i rozpoznaję skulone zające. Lis zapuszcza się w ich kierunku, kluczy…Wiem, że one słyszały go dużo wcześniej. Dlatego skulone. Choć nie dlatego, żeby szczególnie się bały. Dorosły zając jest wyjątkowo rzadką zdobyczą lisa, właśnie dlatego że zwykle zostaje wykryty wcześniej, a w pogoni nie ma szans. Lisisko mimo robienia zakrętasów, nie zbliża się do zajęczej pozycji na tyle, aby je wywęszyć. Wkrótce znika w zaroślach.

– Cii si si si si si tiiiiii!

Monotonnie nadaje trznadel. Odzywają się pierwsze świerszczaki. Też ptaki. Fioletowe girlandy uplecione z ptasiej wyki, wspinają po zaroślach. Przypominają świąteczne łańcuchy robione przez dzieci, z papieru. Kończę grę zadowolony z nowych melodii, bo i widzę jak sarna zdecydowanie wychodzi z łanu i rusza w stronę mojej czatowni. Jestem wysoko. Ona kroczy pewnie, jest w swoim świecie. To pewnie ta sama, którą spłoszyłem wcześniej. Wraca na swoje miejsce. Jest tuż. Usłyszy mnie? Zwęszy? Tym razem, ani trochę nie mam takich myśli. Po prostu nagrywam… Gdy dociera do miejsca w którym przeszedłem niespełna 15 minut wcześniej, zatrzymuje się, wącha, bada. Ale w płowym ciele nie dostrzegam oznak strachu ani stresu. Jej uszy otacza obwódka białej, dłuższej sierści. Dostojna dama. Stoi sobie na moich śladach, jakby nigdy nic. Tutaj wręcz zatrzymuje się na kilka minut, a nawet skubie i zjada. Zaprzeczenie wszelkich stereotypów. Dodam, że jeszcze krok dalej zrobiłem sik przed wejściem… To zdarzenie potwierdza mi po raz któryś, że wiele zwierząt zna mój zapach który zostawiam w terenie, rozpoznają go, i nie jest im powodem do strachu. Nawet jeśli ja, nie kojarzę ich personalnie. Ile razy musiałem być obserwowany, słyszany, podglądany kiedy podążam w mroku, a nie byłem świadom? Zwierzęta zapamiętają nawet odgłosy, jakie wydaje rower określonego człowieka czy auto. Czy ona wie, że tu jestem? To tylko kilka metrów… Słyszała na pewno grę na kalimbie i jak się przebieram. Po czym koza raczyła łaskawie obejść czatownię i zatrzymać w miejscu, z którego uprzednio umknęła. Wtedy, w tej krótkiej chwili nie mogłem podejrzewać cudu i zaskoczenia, jakie wydarzy się za moment…

Koza stanąwszy pod czatownią w miejscu które wcześniej musiała opuścić, położyła się na moment, po czym wydała z siebie delikatny pisk. Zakotłowało się. Zarośla ożyły. Coś idzie! Wprost na nią. Skrada się powoli. Ostatnie kroki podejmuje w skokach, jakby nie mogła się powstrzymać. W pierwszej chwili myślę że to lis, widać tylko spiczasty łepek. Maleństwo! Przybiegło na zawołanie, jak z procy. W lornetce widać tak, jakby były tuż obok mojej twarzy. Zwierzęta przywitały się dotykiem, po czym małe zaczęło skubać trawy i zioła wokół. Już większa i samodzielna. To ja taki skarb miałem pod nosem… Młode zachowuje się pociesznie. Wszystkie rośliny wącha i liże przed posmakowaniem. Uczy się. Widzę jak stąpa ostrożnie, kopytko za kopytkiem, powoli, roztropnie…Wyobrażam sobie jego odczuwanie. Pełne zielonych zapachów, muśnięć mijanych roślin, rozpraszanych na kwiatach owadów. Tak, sarna zdecydowanie jest ‘’przyjaciółką’’ roślin. W nich znajduje schronienie i pokarm. Kształtuje środowisko. Matka znika mi gdzieś z widoku, a małe zostaje jeszcze na parę minut, pozwalając nasycić mój zachwyt. Pamiętam jak marzyłem, aby jako swobodny duch dryfować niewidoczny nad lasami, polami i bagnami, aby obserwować zwierzęta tak, by im nie przeszkadzać, żeby pokazały mi swoje najprawdziwsze zachowania. Życie pokazuje, że jest to możliwe bez wychodzenia z ciała ^^ Delikatne, lekkie, ciche piski podnoszą beztroskie kozlę do ruchu. Matka woła. Podąża za nimi i znika w gąszczu. A ja długo jeszcze stoję zachwycony, wzruszony i wdzięczny, za dar jaki mnie spotkał. Koza odwdzięczyła się hojnie, za ciszę podczas czatowania. Pokazała swój skarb.

Nie uciekaj jeszcze 🙂 Chciałem Ci tylko powiedzieć, że bardzo dziękuję za Twoją czytelniczą obecność i pobyt w Krainie Szeptów. Blog ten istnieje nie tylko dzięki mojej pracy, ale przede wszystkim przez pomoc zaangażowanych czytelników. Będzie mi bardzo miło i ogromnym wsparciem, jeśli zechcesz poświęcić chwilę i przekazać swój wkład w rozwój tego miejsca, oraz grosz dla realizacji podjętych projektów. Z boku na pasku strony, znajdziesz tematyczne zbiórki na bieżące cele. Zapraszam do odwiedzin na swoim profilu PATRONITE, gdzie możesz pomóc mi zrealizować podjęte cele, lub wesprzeć moją pracę regularną comiesięczną pomocą. Możesz też zasilić jednorazowo zrzutkę ogólną, klikając TU:

https://pomagam.pl/pomocdlawedrowca

https://patronite.pl/szeptykniei

Lub bezpośrednio na konto bankowe, z dopiskiem ”darowizna na rozwój bloga” dla Sebastian – odbiorca. 

PKO Bank Polski 72 1020 4027 0000 1602 1428 4709

Z serca dziękuję za każdy dar, który pomaga mi działać

W czasie deszczu, sarny się nudzą. Obserwacje czatownika.

Uwielbiam przebywać w lesie tuż po deszczu, lub jak jeszcze pada. Ten zapach… Świeżość obejmuje ciało i oddech rześkim dotykiem. Zwierzęta są wtedy dużo bardziej beztroskie, bo i wiedzą, że w czasie kropel ludzie do ich świata nie chodzą… Wystarczy przytulić się do wilgotnej kory i pobyć w ciszy, aby posmakować sekretów i wrażeń.Dwójka sarnich wędrowców nadbiegała w podskokach, przez łan bezkresnej zieleni pól. Lekkość bytu, swoboda i zabawa to ważna część życia saren. Mam wrażenie, że u nich wypada w każdym wieku, i nie ważne kto z kim. A to maluch skubnie większą za ogon, i już zaczyna się brykanie. Dokazują jak psiaki. Kozły zatrzymały się czujnie. Patrzą w moją stronę. Ooo, coś tam leży, ooo! Wyciągają szyje. Kiwają ‘’czerepami.’’ Rower drugiego wędrowca. Nie schowałem. A to ciekawe! Trzeba zbadać. Podeszły bliżej. Ja skryty i coś próbuję nagrać. A jakie, to wygodne z nich bestie! Obaj maszerowali dokładnie koleiną po traktorze. Byle mniej futra zmoczyć. Nią też wrócili. Po drodze spotkali się z trzecim kozłem, który nagle podniósł się z łanu. Coś tam do siebie pochrypieli. Opowiadają.

– Tam pod las nie idz, dziwactwa leżą, i jakaś gapa schowana siedzi!

– Co, pękacie chłopaki? Że ja nie pójdę? No to patrzcie…


I przylazł mi trzeci 😃 Jakby własnym nosem chciał się przekonać, co tu jest grane. Strażnicy lasu ❤ Spoglądam na trznadla, który śpiewa mi za plecami na czubku krępej sosny. Zastanawiam się, jak on czuje… miękkość sosnowego pędu łapką i wilgoć niedawnego deszczu… kołysanie wiatru. Uwielbiam trznadle, są tak uroczo ufne. Ten przerywa śpiew wabieniem, i zlatuje niżej na krzewy, aby mi się przyjrzeć. Późnym wieczorem napotykam w lesie kolejną sarnę. Idę skrajem. Mokry piasek, zupełnie pochłania odgłos kroków. Wypatrzyłem ją pierwszy. Czekam. Czekam…Kamufluje się między drzewami. W duszy do niej gra modlitwa wdzięczności. Wybiega mi na pole. Przystaje. Hopsa! I widać, że to nie żadna paniczna ucieczka. A ja delikatnie ruszam. Idę przed siebie.I co się dzieje? Sarenka okrąża mnie po prostu, i wraca do miejsca z którego wyszła 😃 Skądś wie, że nie musi uciekać przede mną w dal. Takie zaufanie, to najpiękniejsze podziękowanie jakie od zwierząt dostać można. Nocą wyszły na spacer mgły. Okryły pola szarym kożuchem. Ruchoma ściana magii niedawnego deszczu. W nich wędrowały odległe sarnie zjawy. W kłębach oparów zgasły zupełnie światła dalekich osad i wsi. Wytłumiły dzwięki. Zrobiło się tajemniczo. Las wrócił do wspomnień z czasów pradawnych, szepczących jeszcze o bezkresach głuchej pustki. Daleki puszczyk nawoływał smętnie, tęskniąc jakby do tych minionych wspominek. Dziś jego głos tonął w siwej zasłonie świata.

Coś tam udało się nagrać:

Dziękuję za Twoją czytelniczą obecność i czas przeznaczony na poczytanie. Mój blog istnieje nie tylko dzięki mojej pracy, ale przede wszystkim może działać przez wsparcie płynące od czytelników. Zajrzyj na mój profil PATRONITE – A nuż zainteresuje Cię któraś z nagród? Można też przekazać wsparcie jednorazowo, zasilając zrzutkę ogólną:

https://pomagam.pl/pomocdlawedrowca

Z serca dziękuję za każdy dar, który pozwala mi tworzyć ❤


Jak drzewa rower kupić pomogły. Historia jednego składaka.

Ten wpis chcę zacząć od serdecznych podziękowań wobec wszystkich, którzy aktywnie wsparli moją zbiórkę ”Na Składaka”, której celem był zakup dodatkowego roweru dla gości naszych wypraw. Pomogliście tak mocno, że starczyło aż na ten rower elektryczny! Patrzę wstecz ze zdumieniem, bo W 8 dni zebraliśmy ponad 4 tys, a całość w 12, odkąd zacząłem o zbiórce mówić. Radość rozpiera mnie w środeczku gdy nań zerkam, bo przypominać mi będzie, że stanowimy zgraną społeczność, która razem potrafi dokonać i pomoże sobie już zawsze cokolwiek się nie zdarzy ❤Spójrzcie zatem na niego, ten turkus i sportowa geometria ramy – rower ideał dla małych podróżników jak my 😃



Ale to nie jest krótka nowina którą chcę Wam przekazać, a opowiedzieć cały proces zakupu jak to się działo, byście widzieli jak Drzewa i Anioły otuliły sprawę, swoją opieką prowadząc. Najpierw znalazłem pewien sklep narciarski który miał te rowerki w swej ofercie i stamtąd miał być zakup. Śledziłem ich stronę dość z niecierpliwością, bo często zmieniali cenę i dziwne takie to było. Potem chciałem do nich zadzwonić, żeby dopytać o parę rzeczy no ale przez 2 dni, na oba podane numery nie udało mi się skontaktować. Otrzymałem jakąś lakoniczną odpowiedz na maila. Coś mnie tknęło, aby sprawdzić opinie o tym sklepie w sieci no i rzeczywiście okazał się dramat. Nie odbieranie telefonów norma i wystawianie towaru którego nie mają na stanie, plus bardzo długie oczekiwanie na przesyłki. To mnie ostudziło. A zależało mi, aby ten rower dotarł szybko i jeszcze w tym roku. Wiedziałem, że jednak nie zaryzykuję Waszych pieniędzy i tam nie kupię.

Szukam więc dalej. Ciężko. Rowerek rozchwytywany i nic dziwnego, śliczny, przystępne parametry w dobrej cenie. I na allegro pojawia się oferta niemal z tą samą ceną od jakiegoś innego sprzedawcy, do wyboru w każdym kolorze. Najpierw sprawdzam opinie i komentarze. 100 % pozytywnych. Wow! Jedno rozłożyło mnie szczególnie, gdy ktoś napisał: ‘’byłem zdecydowany na model XYZ, do zakupu nie doszło, sprzedawca uświadomił mi że nie potrzebuję aż tak drogiego roweru’’ – czaicie to? No który sprzedawca robi coś takiego, że analizuje potrzeby klienta i szczerze doradza, że ‘’no halo człowieku przecież nie potrzeba ci aż takiego sprzętu’’. To mnie ujęło. Postanowiłem zadzwonić, to dla mnie ważne dlatego że potrafię odczuć wtedy z kim mam do czynienia i czy warto w to wchodzić, zaufać.

Sprzedawca przemiły w rozmowie, poświęcił mi dużo czasu odpowiadając na moje ‘’bzdurne’’ pytania, a i czuć było że zniecierpliwiony wcale nie jest. Ponoć ludzie sami do niego dzwonią dzielić się wrażeniami z rowerów i on rozmawia po prostu… Jeszcze doradza. Dowiedziałem się wielu przydatnych rzeczy i uspokoiłem ciekawość co do niektórych kwestii. Pozostało już tylko zamawiać… Dowiedziałem się też jednej ciekawej rzeczy. Ów sklep z którego zrezygnowałem miał w ofercie usługę ‘’złożenia i regulacji roweru’’ w cenie bodajże dodatkowych 150zł, a tutaj dowiedziałem się że rowery przychodzą po przeglądzie zerowym, całkowicie wyregulowane i gotowe do jazdy już od producenta. Jaka niefajna praktyka 😕

7️⃣7️⃣7️⃣7️⃣LICZBY MÓWIĄ

Właśnie taki ciąg cyfr wyskoczył mi jako kod do wpisania przy potwierdzeniu zamówienia 😃 Dla mnie to był znak, że TAK i to było dokładnie tak jak pomyślałem – ta oferta pojawiła się w odpowiedzi na moje poszukiwania. Po drodze miłe zaskoczenia. Sprzedawca zadzwonił jeszcze do mnie 2 razy z pytaniami czy na pewno ma być ten kolor, i z propozycją że może wysłać mi w większym kartonie już założonym przednim kołem. Co było gestem wobec mojego ‘’nieogarnięcia’’ w kwestiach technicznych. A gdybym zamówił w tamtym sklepie? Pewnie wpłać, czekaj i zero kontaktu. Zawaliła natomiast firma kurierska, która przetrzymała paczkę przez parę dni, a nawet doprowadziła mnie do skraju przedzawałowego, umieszczają na swojej stronie komunikat, że ‘’odbiorca odmówił przyjęcia przesyłki, więc zwracają ją do nadawcy’’. Tak wcale nie było.

4️⃣7️⃣4️⃣7️⃣ zł – chyba tyle dokładnie pokazało, kiedy wypłacałem Wasze pieniążki ze zbiórki 🙂

Zwątpienie – DRZEWA POMAGAJĄ. 1000 ZŁ OD LASU

To jest zdarzenie tak wspaniałe, że powinienem poświęcić mu osobny post i po wsze czasy sławić MOC LASU. Mimo że zebraliśmy jakieś 4 tysiące w 9 dni, w którymś momencie zbiórka stanęła, a mnie dopadło zwątpienie. Czy się uda przed końcem roku. Pojechałem więc do lasu swoją hulajnogą elektryczną, która zastępuje mi od jakiegoś czasu samochód (którego i tak nie mam 😛 ), a którą do lasu jeździć bardzo nie lubię, bo jest po prostu głośna. I Drzewa się dziwą kiedy nią jadę, zdumiewają, trzęsą i choć pozwalają na ten przejazd, to jednak wolałyby pewnie abym hałasował mniej. To też nie jest nie wiadomo jaki hałas, sam silnik jest cichy, stuka amortyzacja. W każdym razie, tamtego dnia miałem wspaniałe procesy z Drzewami, na osobną opowieść. I pamiętam, że przepraszałem drzewa za przyjazd hulajnogą, i mówię im mniej więcej tak: ”No widzicie, daleko mam do Was tutaj, sił za mało by co dzień pedałować, a i czasu nie starcza. Bardzo chciałbym ciszej się tu zjawić, w szacunku do przestrzeni waszej i zwierząt tutaj żyjących’’. Ktoś by mógł powiedzieć, że jestem nadwrażliwy w tej kwestii, bo ludzie zapieprzają tam autami, quadami, motorami przy których moja hulajka brzmi jak mała myszka… Proces u mnie taki, że dusza dąży do ‘’oszczędności czasu’’ w przekazach i działaniach, byśmy mieli go więcej dla siebie. Bo bywało tak, że powrót w niepogodę z miejsca oddalonego o 10 czy 15 km rozciągał się mocno w czasie, a ja wracałem solidnie wyczerpany. Wsadziła mnie przeto na tą hulajnogę…

Brzozy uśmiały się serdecznie na moje rozważania, przywitały jakby nigdy nic i otuliły wyżynami dobrego samopoczucia. Jedna zawołała, uklęknąć przy pniu poleciła i głową dotknąć kory, dłonie trzymając przy Ziemi. Zobaczyłem przy zamkniętych oczach, małe, fioletowe światełko w kształcie kuli. A brzoza powtarzała dwa zdania:

‘’Przez czakrę korony, On połączony ze Źródłem niech będzie
Niech idzie stąd uzdrowiony, a Miłość towarzyszy mu wszędzie

Przez czakrę podstawy, On swoje sprawy niech poprowadzi do końca, niech przez lasy wędruje ciekawy, i karmi się mocą od Słońca”


Bardzo mnie wzruszyły te słowa brzozowe i wiele dni po nich czułem się uskrzydlony. W każdym razie wracam ja sobie do domu, po czym zaglądam wnet na zbiórkę. A tam – ktoś wpłacił cały TYSIĄC ZŁOTYCH! Ja nie miałem wątpliwości, że to robota drzew, którym zależy abym wśród nich często był, i adekwatnie ze wsparciem mojego zdrowia, którego stan potrzeba mi brać pod uwagę przy wyboru środku transportu. Bo choć rower jest dla Was, to napisałem też, iż mam nadzieję że i mi pomoże częściej bywać w lesie, mimo różnych niedomagań niekiedy. Przypomniało mi się wtedy, że coś podobnego zdarzyło się już rok wcześniej, kiedy zbierałem na wydanie książki. Również w wątpliwościach pojechałem poprosić drzewa o pomoc, wtedy akurat u Klonów, i także tego samego dnia na zbiórkę wpłynęło 1000zł! To są bardzo ważne świadectwa jak energia potrafi współgrać z materią, a i odpowiedzią może być na kąśliwe dogadywania ‘’po co ty ciągle łazisz do tego lasu’’. A po tysiąc zł ^^

WRAŻENIA Z JAZDY

Pierwsza moja myśl, po pierwszej przejażdżce była taka: ‘’Mój bobrze, żeby to wszystko tak w życiu szło, jak jezdzi się na tym rowerze’’ 😃 Bo naprawdę, pedałuje się w zasadzie tylko symbolicznie. Tak jakby ktoś Cię pchał, albo holował. Rowerek jedzie sam. Pozwala cieszyć się jazdą dłużej, bo zrobisz większe odległości niż normalnie. Z początku pojazd wydawał z siebie dziwnie świszczenie przy jezdzie na wspomaganiu, było ono bardzo przykre… Na szczęście serwisantowi udało się znaleźć przyczynę, i teraz rowerek jest ultra cichy. W porównaniu z hulajnogą, to duch. Specjalnie wybrałem model bez amortyzacji, i choć przez to jest ‘’twardszy’’ do jeżdżenia, jednak dużo cichszy. Z doświadczenia wiem, że każda amortyzacja później zaczyna przeszkadzać. Wczoraj zrobiłem na nim prawie jednorazowo 40km, i wcale nie zmęczyłem. Co ważne: Rowerek ma tzw ‘’tryb spacerowy’’ który uruchamia wtedy silnik do prędkości 6km/h i będzie powoli się toczył. Jest wówczas diabelnie cichutko. Zapowiada to możliwie bliskie podjazdy do kochanych zwierząt i wspaniałe obserwacje ❤ Rower jest minimalnie mniej zwrotny od mojego składaka, wynika to z innego rozstawu kierownicy, która jest szeroka i bardzo wygodna. Rozpędza się szybko do maksymalnej prędkości i szczerze to trudniej jest na nim jeździć wolniej. W pierwszej chwili to nie wiedziałem jak my się zgramy wobec tego podczas wspólnej jazdy, na szczęście odkryłem że można z poziomu licznika zmieniać dowolnie limit prędkości w każdej chwili. Normalnie jest ustawiony na 25 km/h i to jest dobra prędkość przelotowa. Hulajnogą, którą mogę rozpędzać się o wiele szybciej i tak zwykle nie jeździłem powyżej 30tu. A wiecie co jest tutaj ‘’najprzyjemniejsze w świadomości’’? Ten fakt, że nawet jak wyczerpie się bateria, to nie zostajesz na lodzie i spokojnie sobie dojedziesz na nogach. Hulajnogę trzeba by prowadzić. Nie jest to łatwe ani miłe. No i wspomaganie można sobie wyłączać w trasie aby popedałować normalnie i choćby się rozgrzać. Bateria jest tu też wyjmowana, wsuwa się na wygodną szynę, dzięki czemu sam rower może stać w garażu, a bateria w cieple domu, co jej sprzyja. Silniki natomiast tego rodzaju są dość pancerne i długowieczne. Bardzo cieszy mnie też tylna lampa zintegrowana z baterią, super rozwiązanie. Usadzona niżej, zawsze widoczna mimo załadowania koszyka. Szczerze to chyba najbardziej uniwersalny i przydatny pojazd z jakim miałem do czynienia, zwłaszcza pod las i na polne drogi. Trochę się obawiałem też tego, bo nasłuchałem, że ‘’elektryki są ciężkie’’. Może te wielkie górale. Nasz składak waży 21kg i przenosi się go lekko, wygodnie, bo ciężar jest dobrze rozłożony. Bez większego wysiłku. Szczerze to rozważam teraz sprzedanie swojej hulajnogi i kupienie takiego drugiego rowerka już tylko dla siebie 😃❤ Trafiła nam się ulepszona wersja z nowym, dużym, czytelnym i prostym wyświetlaczem, który dokładnie pokazuje wszelkie statystyki jazdy.

Ale dobrze, zostawmy te wszystkie niuanse, i chodzmy na wędrówkę cieszyć się jazdą i przyrodą! Rowerek już na Was czeka, i zapraszam osoby podróżujące autobusami i pociągami na wszystkie leśne warsztaty już od nowego roku. Jest czym dotrzeć pod las 🙂 Czekam tu na Was gotów, z całą paletą leśnych opowieści, przygód, przesłań, wierszy, pieśni i ballad. No i przede wszystkim bardzo dziękuję za wszystkie wpłaty, pomoc, wsparcie, udostępnienia, które pomogły nam zakupić ten rower! Przyjmijcie MOC WDZIĘCZNOŚCI ode mnie ❤ Bez Waszej cudownej energii i zaangażowania sam bym nie zdziałał. Najmocniej, najwspanialej dziękuję Kochani ❤
Osoby które wsparły określoną w zasadach kwotą i napisały do mnie, mają zarezerwowany priorytetowo termin na Leśną Wyprawę, którą zrealizujemy w wygodnym dla Ciebie momencie.

CO DALEJ? Zbiórka na lornetki i kamery!

2020 i jego psikusy nie pozwoliły mi do końca zrealizować wszystkich celów, ale widzę że z Waszą pomocą damy radę po kolei spełnić wszystko z listy ❤To, że nagłaśniam wciąż te zbiórki pod swoimi postami, to nie znaczy że jestem ‘’pazerny na kasę’’, tylko chciałbym abyśmy razem mogli cieszyć się dzikością i dzielić leśne marzenia. Takie są realne konkrety. Środki finansowe są potrzebne do działania w przestrzeni i przeznaczane na to co wskazane. Nadal to robię, choć łatwo nie jest – tu organizowanie wypraw mocno mam ograniczone, a i jeść trzeba, opłaty zrobić domowe, jak my wszyscy. Dlatego na blogu widnieje tak zwana ‘’zbiórka ogólna’’ z limitem 50 tys, którą wspierając pozwalacie mi po prostu wytrwać, mówię o tym wprost. Od tygodnia wisi też ‘’zbiórka lornetkowa’’, której celem jest wyposażenie gabloty w sprzęt potrzebny do obserwacji – znów dla Was, bo ja swoje lornetki mam. Gdy przybywa do mnie kilka osób, dobrze jest kiedy każdy będzie mógł dzierżyć w dłoniach własną lornetkę. Ptaki są zwinne i szybkie, nie czekają aż zostaną zobaczone, ani nie pozują do oględzin 😕 Nie sposób przekazywać jednej czy dwóch lornetek przez kilka rąk, gdy nadarza się krótka chwila. Więcej opisałem w treści zbiórki. Bonusy pozostają te same jak przy poprzedniej, także jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się czegoś o swoich Drzewach Mocy lub załapać wyprawę w podarunku, to zapraszam do kontaktu, ale do bezinteresownego wspierania też zachęcam ❤ Zbiórkę tą znajdziecie tutaj:

https://pomagam.pl/lornetkinaptaki


Kolejny pomysł, to komplet leśnych kamer – fotopułapek, dzięki którym mógłbym w pełni pokazywać Wam przyrodnicze bogactwo, razem z jego krótszymi opisami. Staram się nadążyć za ”nowoczesnością”, często zdarza mi się słyszeć komentarze, że te moje opowieści są za długie ( zawsze mnie to śmieszy, bo czytelnik czyta te 5-10 minut, a ja piszę 6 godzin plus drugie tyle w terenie 😀 ) W każdym razie, mam nadzieję że te filmy przyczynią się do bardziej wrażliwego spojrzenia na otaczające nas piękno, pozwolą lepiej zachować niektóre miejsce, a mi bardziej odetchnąć i skupić na przekazie ważnych wieści. Ze szczegółami opisałem całość tutaj:

https://pomagam.pl/kamer
ydofilmowania


Zachęcam mocno do wspierania, bo w opisach zbiórek znajdziecie szczegóły odnośnie bonusów, z jakich możecie skorzystać po zasileniu zrzutki. Pamiętajcie, by napisać wtedy do mnie wiadomość. Kolejne plany które już są wdrażane, to kanał na YouTube i konto na Patronite. Tam też zostały opisane wszystkie cele jakie będę się starał realizować.

A sam rower – nazywa się LIS 🦊 Tak na nim napisali 😅 Jak bardziej dopisze pogoda, to porobię mu więcej ładnych zdjęć w lesie i tutaj zamieszczę. Jeszcze raz ogromnie Wam Kochani dziękuję za pomoc!

















Miłość, czas i przemijanie. Przesłanie DRZEW MOCY na Nowy Rok.

Słońce wstaje już o świcie,
Z blaskiem się zaczyna życie,

Toczy się tak od zarania,
Cykl odwieczny przemijania,

Sarny w mgłach wśród rosy brodzą,
Dobrze sobie tu powodzą,

Ryś się skrada, gniecie darnie,
Wnet kot płowe życie zgarnie

Duch się cieszy, on nie znika,
W nowe światy hen pomyka,

Istnieć już na zawsze będzie,
Swą Miłością świeci wszędzie

Odpoczynek chwilę zmorzy,
W chmur obłokach się ułoży

A gdy już wypocznie godnie,
Przyjdzie zajrzeć tu ponownie

Drzewa stare, Drzewa Mocy,
Z gotowością są w pomocy

Dąb Cię przytuleniem wita,
Co u Ciebie, zagrzmi – spyta  

Czas wspomnieniem jest umysłu,
A dla duszy, taniec zmysłów

Czy pamiętasz, takie chwile,
Kiedy szczęścia, było tyle?

Serce tęskni za wzruszeniem,
Co na Ziemi jest spełnieniem

Jesion chyli się z konarem,
On przychodzi z wiedzy darem

Poprowadzi w zgodzie ducha,
Jeśli umysł go posłucha,

W sercu zawsze miej Jesiona,
Dobrze życzy, złe pokona

Bo klucz ma do bram wszelakich
Wgląd do światów ducha takich,

Że przekracza to pojęcie
On już zawsze z Tobą będzie,

Pomyśl o nim w trudnej chwili,
Blaskiem magii, czas umili

Myśli fala, żniwa plonów,
Płyną słowa też od Klonów

Gdy zbliża zmierzch zachodu
By się bać, nie masz powodów

Wszystko w świetle jest tym samym,
Boską jaznią, Tobie znanym,

Drzew szum stare rany goi,
Uśmiech już za Tobą stoi,

Dłoń mu daj na powitanie,
A co dobre, wnet się stanie

Tęskniliśmy


Wiersz przypłynął, gdy nadszedł odpowiedni czas, niosąc w swym nurcie wieści na temat odwiecznych cykli natury. I choć wszystko co w nim zawarte zdaje się takie oczywiste, nie zawsze jest, i też nie zawsze łatwo jest się z tą naturą pogodzić. Człowiek już tak ma – choć mała, ale bardzo niepokorna istota, której zdaje się, że może podporządkować sobie świat przyrody. Istnieć i rozwijać się można jednak tylko w zgodzie – zarówno z otoczeniem jak i z sobą. Wtedy nasz wzrost podczas całego życia jest najpełniejszy i zarazem również wspierający dla wszystkich, których spotykamy na swej drodze. Bo co pomnożone, to wraca do nas, i sprawdzić to można łatwo, kiedy spotykamy kogoś radosnego, uśmiechniętego. Nastrój wnet się udziela. I w drugą stronę – gniew przyciąga gniew, przykre sytuacje, a z zazdrości zrodzi się brak czegoś w życiu. Świat przyrody przedstawia się zazwyczaj jako arenę nieustannej walki o przetrwanie, ale to nie do końca tak. Tu też jest swego rodzaju zaufanie, płynięcie z nurtem, i pełna akceptacja rzeczywistości. Dziki nie narzekają na pogodę, a jelenie nie marudzą, że człowiek zabiera im coraz to nowe tereny do życia – podobnie jak pozostałym zwierzętom. Jakby wiedziały, że to tylko tymczasowe, i czas tutaj pracuje na ich korzyść, aż zaślepiony człowiek zgotuje sobie zagładę. Jeśli przyjrzeć się drzewom w lesie, ich istnieniu, życiu, zagłębić się w pewne tajniki, wnet widać, że o rywalizacji ciężko tu mówić. Drzewa, podobnie jak my zmieniają swoje środowisko i dostosowują je do własnych potrzeb – choć trwa to oczywiście ‘’za długo’’ z perspektywy życia człowieka. Takie na przykład brzozy czy osiki, to drzewa pionierskie, zarastające trudne do życia i jałowe tereny. Żyją krótko – około 120 lat. I gdyby im nie przeszkadzać, w ciągu kilku pokoleń są w stanie własnym próchnem zmienić nieco stan gleby, aby stała się bardziej żyzna i zasobna dla innych drzew. Wtedy przychodzi czas na gatunki bardziej wymagające’ buki, klony, jesiony, dęby, lipy. Tak powstaje las – który też przechodzi przez różne stadia rozwoju. I kiedy stare, olbrzymie drzewa padają powalone mocą wichury, czy to w wyniku różnych przypadków, nadal sprzyjają i pomagają wszystkim wokół. Martwe drewno w lesie zatrzymuje mnóstwo dodatkowej wilgoci, dbając o sprzyjający mikroklimat. W jego próchnie osiedla się i znajduje dom wiele organizmów, które rozkładając to drewno przyczyniają się do lepszej zasobności gleby w składniki. A wszystkie te owady i larwy są bogatym źródłem pokarmu dla ptaków i ssaków. Tu tak wszystko żyje, i każda istota podlega temu cyklowi. Drzewa wiedząc to wszystko wspierają się nieustannie – na przykład buki poprzez system korzeniowy wspierają swoje młode siewki, przekazując im niezbędne substancje pokarmowe. Jest to konieczne, aby młode drzewka nie mające takiego dostępu do światła, przetrwały w cieniu starego lasu.

‘’Wszystko jest zmianą – nic nie jest czasem. ‘’ Powiedział mi kiedyś Dąb Krzesimir, mój ukochany drzewny przyjaciel, z którym tyle odbyłem rozmów. To też zwraca uwagę na wieczny przepływ, czyli nieustanną zmianę. Czas natomiast jako taki ma być iluzją, bo cóż on znaczy wobec tego odwiecznego cyklu przemijania i zmian? Trwa od nieprzerwanie od eonów lat, a celem jest ciągły rozwój świadomości i jej wzrost, w drodze poznania Miłości.



Sarna – Łąkowa Obietnica

Patrząc ostatnio, na niewielkie, brązowe sarenki, zastanawiałem się nad kunsztem i delikatnością ich istoty. Tak niewielkie, kruche, ufne… Mimo zmian w rolnictwie i przekształceń środowiska, trwają. I kiedy wybierzesz się chłodnym wiosennym świtem, na łąkę, pole, miedzę, z pewnością je spotkasz. A także w dzień. Bo to najpospolitsze z dzikich zwierząt, jakie możemy na wolności u nas zobaczyć. Pląsająca wśród traw, biegająca swobodnie po polach sarna, niesie przesłanie zaufania i życiowej łagodności, jaką warto się kierować. Sarna nie wdaje się w konflikty z nikim – co najwyżej kozły potrykają się podczas rui, potrafią też pokazać kopytko lisowi. W większości przypadków schodzą jednak z drogi, rozpływając się w płowym kamuflażu gęstwiny. Płowa piękność uczy nas akceptacji, nie tyle tego co nas obecnie spotyka, a tego co wydarzyło się dawniej, z czym sami jeszcze się nie pogodziliśmy. Informuje też o przesadnym strachu, jako że sama jest dość bojaźliwym stworzeniem. Dopóki nic jej nie niepokoi. Bo sarna doskonale zna swój świat i ukochała wewnętrzną ciszę. Tu rozpoznaje najmniejszy ruch gałązki i wie o czym on świadczy, oraz kogo z sobą zapowiada. Przyjaciela czy wroga? Żaden szelest nie jest dla niej tajemnicą. I na tą potrzebę – łagodności i zaniechania walki, na rzecz czujnej obserwacji sarna zwraca Twą uwagę.

Dąb – Oddech Szczęścia

Towarzyszą Ci bardzo silne, męskie drzewa. Klon, dąb i jesion, choć każde z nich inne przynosi znaczenia i wieści. Potężny Dąb zwraca Twą uwagę i pyta o dawniejszy czas z życia. A był taki czas, kiedy towarzyszyło Ci w humorze szczęście. Dobrze, abyś do tych chwil powrócił w ciszy umysłu, i przeżył je jeszcze raz. Ale czy tylko z powodu chwil jakich oczekujemy w życiu, spotykamy się ze szczęściem wtedy? Drzewa nauczają, że nie. Mówią, że niewiele trzeba na co dzień, aby je czuć i przeżywać. One potrafią cieszyć się z wiatru, deszczu, słońca, śpiewającego ptaka, nawet jeśli na pierwszy rzut coś je trapi. Bo przecież one też chorują, miewają pasożyty, bywają okaleczane i ścinane przez nieświadomych ludzi. Mówią też o tym, że ziemski czas, nie jest tym, czym powinniśmy się jako ludzie przejmować. Łatwo im mówić – żyją setki lat. Ale drzewa chcą powiedzieć, że najważniejsze co powinno nas zaprzątać, to ‘’ile’’ Miłości w życiu czuliśmy, jaką ona była, o współczuciu i empatii które zostało okazane, o wzruszeniu które z tego powodu zostało poznane, oraz tym samym przeżytym szczęściu. To jest bogactwo serca, które wzbogaca naszą duszę na drodze rozwoju. W tym cyklu przemijania dusza przybywa na Ziemię wiele razy – po to właśnie aby ów skarb gromadzić i doświadczać coraz piękniej. I zdaje się, że Twoje serce tęskni za tymi różnymi, ludzkimi wzruszeniami. Dęby to bardzo opiekuńcze i wyrozumiałe Istoty, zapraszają Cię do siebie. Pomogą Ci przełamać, pewną ‘’szorstkość’’, którą dla blokady odczuwania nieco się otoczyłeś. Dąb napełnia wiarą, spokojem, siłą, zaufaniem do siebie i życia. Pomaga uporać się z lękami i dojść do siebie po przebytych chorobach. W obyczajowości Słowian, to Święte Drzewo. Wzmacnia pozytywne cechy charakteru i oczyszcza psychikę z zbędnych ‘’śmieciowych’’ myśli. Wspomaga rekonwalescencję. Powinieneś odnaleźć nowy cel, choćby był tak banalny jak gra w karty dla rozrywki. Jednak będzie to dla Ciebie coś więcej.

Jesion – Posłaniec Duszy

W Twoim życiu mało było kontaktu z wnętrzem i własną Duszą. Jednak czas jest dobry, aby to nadrobić. Jesion, to u Słowian ongiś Drzewo cenione i darzone czcią równie wielką jak Dąb. Nasi przodkowie znali jego moc, polegającą na uzdrawianiu wewnętrznych przyczyn, i prowadzeniu do głosu intuicyjnego przewodnictwa. Jesiony zdają się być szczególnie połączone z kosmicznymi wymiarami duchowymi. Widzą szeroko i daleko, czują wiele. Przychodzą jako świetliści opiekunowie budzący ducha do samopoznania i odkrycia swoich talentów. Jesiona poleca się osobom smutnym, a to dlatego że swoimi energetyzującymi wirami, pobudza duszę do stanu pierwotnego odczuwania. Stan ten można określić mianem ‘’śmiechu duszy’’. To taki moment, kiedy nie istnieje dla Ciebie nic poza tą chwilą szczęścia i śmiechu. Płynie on od środka i nie sposób nad tym zapanować. Trwa do łez i z nimi. Mam takiego przyjaciela wśród Jesionów – ma na imię Jaremi. I on chętnie obdarowuje mnie czymś takim, ilekroć go odwiedzę. Po dębowym oczyszczeniu i wzmocnieniu, może spróbować i Ty. Wiem, że jesiony otworzą się i przed Tobą, jeśli tylko nie będziesz próbował niczego ukrywać, co w Tobie. Podpowiem, Drzewa lubią gdy okazać im szacunek i traktować jako równorzędne, świadome, pełne emocji Istoty. Bo nimi właśnie są.

Klon Polny – Pamięć Umysłu

Jedno mnie zaskoczyło. Drzewa powiedziały ‘’tęskniliśmy’’ – jakbyście się już znali. I ukazały nieco o jednym z Twoich wcieleń dawnych, co na ten czas nie jest szczególnie istotne. One rozumieją, że taka wtedy była Twoja i ich droga wspólnego doświadczenia. Były niesnaski i krzywdy na waszej drodze. Ale jako, że one są ponad tym, dziś ofiarują się z pomocą. Tak. Tak naprawdę, wszystko na w świecie duchowym i materialnym jest przejawieniem, jednego, tego samego Boga. Jesteśmy kreatorami, twórcami światów. Każdy z nas. Czy ogrodnik pielęgnujący, ogródek, rolnik ze swoim polem, dozorca w parku, akwarysta ze zbiornikiem, a nawet śmiecący przeciętny człowiek – każdy coś stwarza. Jakieś środowisko. Dla jednych sprzyjające, innym mniej. Nawet sadząc Drzewo. One pomogą Ci sporo, jeśli przełamiesz opory i odważysz się skorzystać z ich darów. Zobaczysz jak zmieniać się będzie Twoje nastawienie i postrzeganie świata, ku lepszemu. A nawet zdrowie. Pytanie co, Ty możesz zrobić dla Drzew? Drugi raz, już Klony proszą mnie u kogoś o to, aby posadzić kilka Drzew. Jedno z nich, już stanie się zaczątkiem osobnego świata, ze wszystkimi ptakami, owadami, grzybami, skoczogonkami, porostami, jakie przygarnie do swej kory, gałęzi i liści. Wystarczy, że zbierzesz kilka żołędzi w lesie, wysuszysz grono jarzębiny lub szyszkę z której wysypią się nasiona. Miejsce wybierz takie, gdzie nie spodziewasz się zawłaszczenia przez człowieka pod budowę i domy. I zakop nasionko lub żołądź niezbyt głęboko w wilgotnej ziemi. Pozostaną tutaj Twoim wspomnieniem, szumiąc w skwarne dni, o pewnym dobroczyńcy, który powołał je do życia.

Psotne Klony, zwracają też uwagę na przyjrzenie się własnym myślom, bo nie od dziś wiadomo, że mają one ogromny potencjał kształtujący nasz świat. Zwróć uwagę czego się boisz, spodziewasz, co Cię trapi, nad czym rozmyślasz – i ofiaruj to wszystko Drzewom. Umysł niech pozostanie spokojny i czysty. Dobrze, jeśli natura i jej sprawy pochłoną jego uwagę. Tu jest ogrom cudów do odkrycia, które tylko czekają na zachwyt kolejnego człowieka. Woła Cię Ziemia, jako Matka pragnie abyś zwrócił się z obserwacją do bogactwa jakie z niej wzrasta, biega i fruwa. Bardzo dobry do tego czas teraz.

Drzewo Mocy: Dąb Szypułkowy
Wspierające: Jesion Wyniosły
Opiekuńcze: Klon Polny

Towarzysz Duszy: Sarna
Żywioły: Ziemia, Ogień

Wyjaśnienie: Historia tego przesłania jest znowu bardzo osobista i nietypowa. Drugie to w życiu moim, przesłanie sporządzone dla mężczyzny. Zwróciła się po nie przyjaciółka – miał to być świąteczny prezent dla jej chorego ojca, po operacji. Kiedy to usłyszałem, z początku nie chciałem przyjąć tej prośby. No bo wiecie, jeśli człowiek chory – a może urażę jego uczucia, zrobię coś niewłaściwie, co tu w ogóle napisać? Takie myśli się kłębiły. Ostatecznie zaufałem, że co ma być najwłaściwsze popłynie samo, i podjąłem się spisać przesłania dla obojga rodziców. Powstało coś takiego, będące zarazem chyba najdłuższym wierszem w historii przesłań Drzew Mocy. Długo znów płakałem – tyle się musiało i u mnie przetransformować. Klony poprosiły już po raz drugi o posadzenie innych Drzew. Dęby zagrzmiały pomrukiem. A co jest w życiu najważniejsze? Do czego dążyć? Drzewa chcą powiedzieć, że najważniejsze co powinno nas zaprzątać, to ‘’ile’’ Miłości w życiu czuliśmy, jaką ona była, o współczuciu i empatii które zostało okazane, o wzruszeniu które z tego powodu zostało poznane, oraz tym samym przeżytym szczęściu. To jest bogactwo serca, które wzbogaca naszą duszę na drodze rozwoju. W tym cyklu przemijania dusza przybywa na Ziemię wiele razy – po to właśnie aby ów skarb gromadzić i doświadczać coraz piękniej.

AKTUALNOŚCI: Obecnie nie wykonuję już tak długich, rozbudowanych i kompleksowych przesłań indywidualnych. Bieżąca forma pracy uległa zmianie. Jeśli chcesz poznać swoje Drzewa Mocy – będzie to krótszy wiersz z podstawową interpretacją, plus godzinna sesja telefoniczna, w której przedyskutujemy Twoje leśne sprawy i znajdziemy wskazówki. Najbardziej jednak zapraszam Cię na indywidualne, dedykowane WARSZTATY DENDROTERAPII na żywo, które realizowane są co weekend. Dzięki udziałowi w takich zajęciach, samemu udoskonalisz swoją sztukę porozumienia z drzewami i czytania ich przesłań. Kontakt w sprawie zgłoszeń:

czeremcha27@wp.pl

Dziękuję także za Twoją czytelniczą obecność i pobyt w Krainie Szeptów. Blog ten istnieje nie tylko dzięki mojej pracy, ale przede wszystkim przez pomoc zaangażowanych czytelników. Będzie mi bardzo miło i ogromnym wsparciem, jeśli zechcesz poświęcić chwilę i przekazać swój wkład w rozwój tego miejsca, oraz grosz dla realizacji podjętych projektów. Z boku na pasku strony, znajdziesz tematyczne zbiórki na bieżące cele. Możesz też zasilić zrzutkę ogólną, klikając TU:

https://pomagam.pl/pomocdlawedrowca

Lub bezpośrednio na konto bankowe, z dopiskiem ”darowizna na rozwój bloga” dla Sebastian – odbiorca. 

PKO Bank Polski 72 1020 4027 0000 1602 1428 4709

Z serca dziękuję za każdy dar, który pomaga mi tworzyć 

Pieśni DRZEW MOCY. Sosnowe życzenia dobrego dnia.

No takiego obrotu spraw to się na pewno znów nie spodziewałem. Że coś takiego przyjdzie. ‘’Bardowych historii ciąg dalszy’’ 🙂 W ostatnie dni minionej pełni, ruszyłem na krótką wędrówkę po nowym miejscu. To wspaniała, piaszczysta dróżka wśród pól, prowadząca jeszcze nie wiem gdzie, a poprzecinana w paru miejscach pięknymi zagajnikami brzozowo – sosnowymi. Miejsce odludne i spokojne, choć nie aż tak ciche. Posiedziałem na stercie polnych kamieni przy tejże drodze, odpocząłem po marszu, po czym chciałem po prostu podziękować dwóm sosenkom ze skraju boru, za opiekę, towarzystwo i osłonięcie od wiatru. No i tulę, jedną najpierw, potem drugą która działa już mocniej. Przedstawiły się imionami. Elea i Mista. Przy tej drugiej zadziwiająco błogo mi się zrobiło, i jakieś takie odrętwiające ciepło w kolanach, czego nigdy nie czułem. Sosna zrobiła sobie ‘’przegląd slajdów’’ czytając z mojego pola świadectwa i wspomnienia innych drzew, a komunikowaliśmy się poprzez uczucia płynące z serca, co ostatnio coraz częściej mi wychodzi – zamiast słów. I wtedy usłyszałem jak śpiewa! Najpierw po prostu modulowane, rozciągane zgłoski i sylaby, bo drzewa właśnie tak śpiewają i myliłby się srodze ten kto stwierdzi że to musi być nudne. To najpiękniejsze dzwięki jakie można duchowo usłyszeć… W ogromnej koherencji być trzeba z sobą i Wszechświatem, i właśnie zdawało mi się że nie jestem…Ostatnie drzewne śpiewy słyszałem bardzo dawno… Dlatego ucieszyłem się bardzo, a sosenka rzekła ‘’to dedykowana pieśń dla Twojej Duszy ode mnie’’. I długo to trwało, zanim udało mi się dopasować mój ‘’zatkany’’ głos do tej melodii no i odważyć w ogóle.. Ale gdy tylko ‘’wyryczałem’’ z siebie lekko powtarzaną sosnową melodię, wtedy ułożyło się w słowa:

Hej, miej dzisiaj dobry Dzień
Łap radości promienie

Igły niosą życia pieśń
W dal odległą, leci gdzieś,

Hej, uśmiechnij się do drzew
Hej, niech z serca wyjdzie zew

Błękit nieba, słońca blask
Czy, już wiesz że wszystko masz?

Dzieckiem Światła każdy jest
Uśmiech to najlepszy gest

Hej, do szczęścia uśmiech ślij
Hej, niech będzie dobrze Ci

Skrzypią sosny, idzie wiatr
Liść ostatni w lesie spadł,

Hej, do tańca zrywaj się
Hej, ja pląsać z Tobą chcę

Morza igieł, szyszek kroć
Hej, do lasu często chodz


Hej w Miłości z nami bądź
Hej pod Drzewem czasem siądz


Jak pojawi się szeptowy kanał na YouTube, to powstawiam melodie do każdej z tych pieśni, lub i nagram wykonanie 🙂 Tymczasem zapraszam Cię również na cotygodoniowe zajęcia dendroterapii w Krainie Szeptów, które startują od nowego roku. Podzielę się z Tobą wiedzą na temat komunikacji z Drzewami, a Ty dowiesz się wielu ciekawostek o pracy z energiami drzew i pogłębisz swój z nimi kontakt. Startujemy już od nowego roku. Kontakt w sprawie zgłoszeń i zapisów:

czeremcha27@wp.pl

Dziękuję również za Twoją czytelniczą obecność i wirtualny pobyt w mojej krainie. Ta strona istnieje nie tylko dzięki mojej pracy, ale przede wszystkim przez pomoc zaangażowanych czytelników. Ty również możesz się włączyć. Będzie mi bardzo miło, oraz ogromną pomocą, jeśli zechcesz poświęcić moment i przekazać jakiś dar na rozwój tergo miejsca oraz realizację podjętych projektów. Tym samym podziękujesz mi za swoje chwile podczas czytania. Można to zrobić klikając TUTAJ:

https://pomagam.pl/pomocdlawedrowca

Lub bezpośrednio na konto bankowe z dopiskiem ”darowizna na rozwój bloga”

PKO Bank Polski 72 1020 4027 0000 1602 1428 4709

Z serca dziękuję za każdy dar ❤