Wyprawa na Wielką Chojnę. Przesłanie łagodnych Wiązów.

Kawałki poszarpane, a rozsiane… fragmenty ostatnie, wspomnienia tego co pozostało nam z puszcz. Przeglądając mamy googla swej okolicy natrafiłem na ciekawy dość fragment leśny, o malowniczej nazwie zaznaczonej jako Wielka Chojna. Nawet przyciąga. To właśnie tam poznałem Dęba Oriona i Wierzbę Darinę. Mimo, że jest bardzo blisko mnie, miejsca jednak unikałem, gdyż położona niedaleko ekspresowa trasa szybkiego ruchu powoduje słyszalny w całym lesie przykry szum, czego nie znoszę. Nie wypoczywam wtedy. Dziś jednak wieje mocno i pada na zmianę, może nie będzie tak zle? Żywioły zagłuszą. Ostatnie podejście zwiedzenia Chojny zrobiłem latem o świcie, wtedy jednak komary wyprawiły mi taki balet, że musiałem zrezygnować. Opyliłem się wtedy trzema różnymi środkami, a one siadały jakby nic i kłuły… Są tam pozostałości ogromnych bagien, nadal potężne i rozległe. Oceany trzcin i…

P90917-133315

Pierwsze wrażenie. Przeciętnie. Młode sosnowe drągowiny, widać, że sadzone. Wcześniej zręby i młodniki. Idę tak jak prowadzi dość zarośnięta dróżka. Sprawdzanie nowego rejonu, to przeczesanie najpierw dokąd wiodą główne szlaki. Potem chaszcze. Po prawej stronie mam widok na trzcinowiska, cały ten kompleks bagien, który zaciąga aromatem tataraku, sitowia, ‘’ciężkiej’’ wody. No taki charakterystyczny zapach, choć nie przykry. Na każdym kroku widać ślady aktywności dzików. Schodzę z drogi i wkraczam na jedną ze zwierzęcych ścieżek – takie szlaki potrafią zaprowadzić człowieka do najpiękniejszych uroczysk. Grunt po którym stąpam jest błotnisty, raz podmokły, ale da się przejść. Dzicze ścieżki wszędzie. Mijam ich kąpielisko. Ścieżynki takie mają swój urok, ledwo je widać, choć znaczne są, na tyle dyskretne, że postronnemu spacerowiczowi nie rzucą się w oczy. A mi w to graj. Wnet wychodzę na skraj śródleśnego rowku, dziś totalnie wyschniętego, lecz ma to swoje zalety. Właśnie odnalazłem jedną z najwygodniejszych i najbardziej magicznych leśnych dróżek. Puchu kłąb wisi na gałęziach. Śmiga wrażo. Wiewiórka! Nie cmoka nawet na mnie, przygląda się bystro. Żywy ogień w ruchu. Kulka puchu, w zwinności niedościgniona. Zdziwiona bardzo. Chyba rzadko tu ktoś zagląda. Zostawiam ją w tym zdumieniu, nie chcą zaprzątać jej uwagi na przednówku jesieni.

Dnem rowu maszeruje się wygodnie, choć trzeba się schylać i pokonywać przeszkody w postaci powalonych wzdłuż drzew. Z sosen przeniosło mnie do wiązów. Mnóstwo wiązów! Chyba po raz pierwszy widzę ich takie zgrupowanie w swej okolicy. Poruszenie w liściach. Zapraszają. Wiem, że dziś czeka mnie z nimi rozmowa. Jeszcze nie teraz, choć dzisiaj. Obiecuję, że niebawem wrócę. Chcę sprawdzić dokąd zaprowadzi mnie rowek. Z każdym krokiem ostoja coraz bardziej przygrywa na nutach dzikości. Wspaniałe drzewa, powykręcane, ‘’krzywe’’ inne bujne w zdrowiu, kolejne rozpadające się w kawałkach, murszejące, powalone mocą żywiołu. Takie miejsca lubię najbardziej. Bo właśnie tutaj podejrzeć można wspomnienia pamięci pradawnych puszcz, odwieczne chaszcze i plątaniny jakie porastały świat przez wieki. Maleńkie cuda wokół. Spoglądam na ni to drzewka jakby, a może rośliny, które od spodu przystroiły łodygę mchem. Jak w sukienkach zielonych. Takie piramidki. Musiały przebijać się przez jego poduchę od spodu. Zastanawiam się. Czy tak właśnie powstają omszałe drzewa, które podziwiamy? Mijam tamę za tamą. To już chyba siódma. To pokazuję też skalę suszy, że mimo tylu zapór woda nie utrzymała się. Poczciwe bobry zrobiły co mogły. Czasem czynniki globalne, przekraczają siły i możliwości tych pożytecznych stworzeń. Brzegi rowku są urwiste, widać korzenie podmywanych drzew. Pamięć potęgi strugi. Na dnie kamienie. Teraz osypują się tu złote liście. Przystaję w takich momentach i sycę magią, kiedy kolorowe tabuny omiatają mnie z szelestem. Na stromiźnie zbocza wysypały się jakieś mikro – grzybki. Są wielkości łebka szpilki, może ciut większe. Wzrastają setkami… Hordami zastępów. Jak paciorki gwiazd usianych na nieboskłonie. Tyle ich. Ziemia stroi się w kapelusiki. Po drodze znajduję jeszcze kozlarza i muchomora. Niechaj już dno ściółki zaścielą czerwienią muchomory krasne… Będzie widowisko!

P90917-133701

P90917-133204

P90917-161841

P90917-140750

Robi się coraz bardziej błotniście. I gęsto. Zwiększona wilgoć podłoża. Chyba docieram do końca…Tak. Przede mną wyrasta już średnia tama dzielnych bobrów – to ona trzyma ostatni tutaj zasób wody. Odgradza staw. Pomysł genialny, gdyby nie ona, cała woda stąd spłynęła by do bagna. Staw zaś gromadzi nadmiar opadów z pól. Suche drzewa skrzypią upiornie, i gdy wynurzam się na skraj podrywa się jasne objawienie…

Biały Myszołów. Jak on zachwyca! Jest dostojny, majestatyczny i jakoś tak grozny… w tamtym momencie mi się wydaje. Jeszcze takiego nie widziałem. Cudowny ptak drapieżny. Szybko podnoszę lornetkę i ‘’łapię’’ go w szkło. Tu widzę nieliczne brązowe plamki, rozmieszczone nieregularnie, żółtawą linię dzioba, bystre spojrzenie… Ptasi Splendor okrąża mnie raz, dzięki czemu mogę się dobrze przyjrzeć. I trzeba mi było schylać się, skakać, ślizgać, przedzierać przez wykroty, oblepić spodnie nasionami, aby ujrzeć Ciebie…

Odleciał. Ja wnikam z powrotem w las, podążając za prześwitem. Tam widnieje jego skraj. Z widokiem na łąki i osiedla. Luzno rozrzucone sosny. Jedna, gruba i strzelista przyciąga. Piszczy i wzywa. Pod nią robię wypoczynek, popijając wodę. Przy sośnie robi się dobrze. Aż ‘’za bardzo’’. Powstaję i przytulam. Prosi o to. Zrzuca mi suche igły na głowę. Proszę Sośni, by wypełniła mnie swoją mądrością i wiedzą życiową, obdarz mnie kochana informacją swego istnienia..bez słów. To pomaga ‘’ułożyć’’ się w życiu. Przecież drzewa posiadają taki zasób o istnieniu, z pierwszej gałęzi. Muszą poradzić sobie z nie zawsze sprzyjającą glebą, pogodą, zanieczyszczeniami, jak najlepiej rozwinąć i wykorzystać zasoby wokół… Sosny uczą nasze Dusze tej gospodarności i chwytania okazaji. Czuję się tak, jakbym tulił ukochaną kobietę. Tak błogo. Dotyka falą rześkości i wznosi, pobudza, do wzrostu…wydobywa co najlepsze. To pierwsza sosna, z którą mam taką harmonię. Z innymi mimo prób, nigdy nie było tak. Zawsze możesz odnaleźć najlepsze dla siebie drzewo. Robię się wesoły i skoczny. Śpiewam dla niej. Na dawną, słowiańską melodię. A na pożegnanie wykonuję pieszczotę masażem jej aury, jaką pokazały mi kiedyś, że lubią. Przeciągam dłońmi w odległości około 2-5 cm od kory, tak jak czuję otulinę jej energii. Muskam z góry do dołu, kucając do ziemi, to ‘’miziam’’ po bokach. Ona faluje w drżeniu. Popiskuje słyszalnie. Reaguje żywo i wcale nie mam ochoty stąd iść. One chyba mogłyby tak w nieskończoność – poddawać rozkoszy. Przecież w tym samym czasie może jednocześnie jeść, pić i rosnąć. Sosna prosi aby i ją odwiedzić z gośćmi. Chce obdarować więcej osób, pragnie być poznana, otoczona kręgiem splecionych dłoni i ukochana. Następną wędrówkę poprowadzę właśnie tutaj. Obiecuję jej to.

P90917-141447

P90917-142008

Kiedy zbliżam się do wiązów przechodzi fala deszczów i wyje wiatr. Las tańczy w energii. Pochylam się nad wydrążonym pniem martwego drzewa, tworzy swoisty tunel. Porośnięty jest czapką mchu, pyszni się urokiem. Taki jak z obrazka i tapet o lesie. Chcę jeszcze odejść kawałek, zobaczyć drugi kraniec rowku. Coś chwyta mnie za nogawki, przewracam się, potykam… Nie mam dalej iść. One wołają, że już. No dobrze. Wiązowe Zgromadzenie. Badam najpierw ogromną Topolę rosnącą obok. Taki unikat w środku lasu. Wyjątek i skarb. Mimo, że jest potężna, nie kwapi się do kontaktu. Odpycha. Odchodzę. Dostać ‘’kopa’’ od takiej to nic przyjemnego. Dłonią ‘’badam’’ kolejne wiązy. Buchają przyjaznym ciepłem. Od pierwszej chwili koją. To jest wiec. Bardzo zastanawia mnie ich nazwa. Rozmyślam nad nią. WIĄZ. Ale dlaczego? Spoglądam na żłobienia ich pni, tak ostro zarysowane jak kościec, dające wrażenie jakby drzewo wpajało, wpijało się całą siłą w ziemię, jakby rosło najpierw w dół…

‘’ZWIĄZANY Z ZIEMIĄ’’, przychodzi skojarzenie. Tylko przecież wszystkie drzewa są z nią połączone. Czyżby wiązy jakoś szczególnie? Wiec stroszy się.  Mnie rozpiera ciekawość. Powiedzcie, powiedzcie, dlaczego tak! Czuję się jak Anastazja, trochę przekorna, która chciała dowiedzieć się czegoś od Boga. Trzask łoskotu. Odwracam się i widzę olbrzyma. Najpotężniejszy z nich. Umknął mi wcześniej z widoku. Przyciąga…Potęga rosochatej korony.To on splątał mi kroki gałęzią, to on pragnie dziś kontaktu. Reszta mu tylko pomaga zwrócić moją uwagę. Bo mało brakowało, żebym sobie poszedł. Idę ku niemu. Starzec. Dostojnik. Jak kapłan ostoi. Grubizna pnia. Od razu się wzruszam. Jego korona wiruje jak wiatrak, i choć obraca się aż na boki w silnym wietrze, widać, że dla drzewa to fraszka. Pień ani drgnie. Cała energia wartko spływa do Ziemi. To jest właśnie to. Nieustanna wymiana, pływ żywiołów. Dzięki niej wszystko istnieje. Tak płyną informację. Powiedz mi proszę imię swoje, objaw ludziom wieści Twoje! Wołam do Niego, już przytulony. Tu już mnie nie ma. Tracę pamięć. Zaczyna rozmawiać z nim Dusza. Mam na tyle przytomności, że nagrywam wypowiadane kawałki, co pozwala mi później odtworzyć ich pieśń. A ta już grzmi, jak miękko i łagodnie;

Związani z Ziemią,
Od początku czasów

Niesiemy przesłanie,
Pradawnych lasów

Wiążemy mądrość,
Zadanie rozwoju

Wieścimy pieśni,
Wiecznego pokoju

Budować pragniemy, tworzyć, uzdrawiać,
Z tym zawsze będziemy, już do Was przemawiać

Byli stróżowie, Miłości, Łagody,
My rozsiewamy, uśmiechów pogody

Związani z Ziemią, przez stulecia, epoki,
My istnień ku szczęściu, wiedliśmy tam kroki

Słuchali ludzie i mądrość czerpali,
I oni w ukłonie, się z Ziemią Wiązali

Pytają Wiązy ludzi, o dzisiejsze sprawy
Czy to Was nie trudzi, żeśmy tak ciekawi

Żywot pełen pędu, spraw tak zagmatwanych
Dzień pełen zamętu, bardzo ‘’podziwiamy’’…

Wynalazków krocie, błędy, wykluczenia
Czy to Was powiodło, do sedna spełnienia?

Jedno po drugim naprawia, myli, chełpi dziełem
Czy to Was uzdrawia, ile jeszcze wcieleń?

Co pomoże światu, wyścig, konkurencja,
I kolejna jeszcze, w przyrodę ingerencja

Przestaliście słyszeć, zagłuszeni szumem,
Zgiełk wygania ciszę, ludzkość nie rozumie

Nie znają już oni wiatru, wody, słońca mowy
Giną niepamięcią, żywiołów, gwiazd przemowy

Słuchaj!

Woła Matka Twoja, pełna ziaren obfitości,
Pragnie Cię powitać, pocałunkiem radości

Ona wszystko Ci daje, zbiory pełne plonów,
Ty w zamian wylewasz, podłoża z betonu

Zostań tu na chwilę, albo i najdłużej,
Posłuchaj szmeru liści, pozbądź życia złudzeń
 
Pochyl się nad kwiatem, kolorów uchwyć łany
On też jest Ci bratem, tym od Boga danym

Pokłoń i bobrom pracowitym, podziwiaj wszelkie ptactwo
Tu życie w pełni jest sytym, to Twoje wielkie bogactwo

Historie toczą się w dziejach, istot tworzących przesłania
Gniją próchnem w swych kniejach, i mają do przekazania

Czy pamiętasz słońca pieszczotę, na zoranej twarzy,
Ono dotyka Cię złotem, wszystko może wydarzyć,

Deszczu strugi we włosach, chłodem, rześkością krzepiące
Mgły, szron, mżawkę i rosę, delikatnie wilgocią kojące

Ryk burzy w błyskach ślepoty, łoskot kłód padających
Bose gonitwy w kałuży, w promieniach ciepła grzejących

Zerknij, przykucnij i popatrz, w jakiej doskonałości
Działa i dzieje się wszystkim, prowadząc ku obfitości,

Od grzybów najmniejszych, istot nienazwanych,
Po drzewa przeogromne, przez świat podziwiane,

Ziemia mówić będzie, pokazywać znaki,
Widzieć będą wszędzie, kto uważny taki

Wiązy wiązać będą, mądrość z jej przesłaniem,
Staną się legendą, wiecznym podziwianiem,

I gdy Puszcze wyrosną, po wszystkim co się stanie,
Znowu ucieszą się wiosną, zaszumią na powitanie

Życiu

P90917-155258

Osuwam się na kolana pod pniem, spłakany. To jest i ostrzeżenie, przestroga, i nadzieja, i wyrzut trochę, i wezwanie do opieki, z ciągłym przyjaznym zaproszeniem. Że jeszcze można. Że jeszcze nie wszystko stracone. Nie spodziewałem się takich słów po Wiązach. Prędzej od świerków. One łagodnie godzą, harmonizują, zapraszają, wspierają, łączą, budują, tworzą Jednak przecież głupie nie są. Ilu ludzi ich słucha. Ilu jest w stanie usłyszeć, oszczędzić, dostrzec, powiedzieć STOP. Tu nie potrzebujemy urządzania, gospodarowania, rozwoju. Nie potrzebujemy nowej drogi, by pędzić dalej. To miejsce jest piękne – zostawmy je ciszy dla zamieszkujących je stworzeń, i każdemu kto będzie potrzebował tutaj przyjść się zregenerować. Choć nie wybrzmiało w słowach do końca, pojmuję co miały na myśli Wiązy. Wynalazki, ten postęp, choć tak czyniący w poprawie nasz byt, nie zawsze do końca właściwy. Coś nam się wydaje żeśmy geniuszem okiełznali, a po latach okazuje się jakie to było spustoszenie. Czytałem niedawno o pewnym środku ochrony roślin, który powodował, że ptaki nie przybierały na wadze, opóźniając ich migrację. Dla nich to był wyrok śmierci. Jest stosowany masowo do dziś, bo badania są nowe. Minie trochę czasu zanim go wycofają. Miał działać wybiórczo na owady, jednak… i hektolitrami tego przez lata opryskiwano pola. Jaki będzie skutek? Drzewa widzą dalej, więcej… w końcu, te wszystkie nasze zanieczyszczenia i błędy one chłoną i przetrawiają. Od zawsze. Pamiętają pieśni pychy, wzloty i upadki różnych cywilizacji. Dlaczego miałyby nie ostrzegać. Wołają: Zwolnijcie. Chodzcie do lasu. Tu jest całe bogactwo jakie narodziło życie. Człowiek niczego nowego nie wymyślił. Leki i rozwiązania konstrukcyjne czerpie z substancji roślinnych, podgląda i uczy się, a potem okrzykuje wynalazkiem, odkryciem. Które od zawsze było. Drzewa wzywają do prostoty bytu. On ułożyłby życie wielu z nas. Do weryfikacji, tego, co Ci naprawdę potrzeba. Przychodzi mi na myśl ta permakultura i samowystarczalność. Człowiek oderwany od Natury, próbuje wieścić, że ona biedna sobie z niczym nie poradzi. A ziemia pokazuje znaki. Gorączkuje się (ocieplenie) obmywa, (powodzie), zasypuje, wylewa, wybucha, drży… Jak symptomy choroby ludzkiej. Ale jeśli potrafimy ignorować i ‘’zaleczać’’ chemią takie objawy we własnym ciele, to czy umiemy je dostrzec w planecie?

Deszcz się wzmaga. Ja podążam za sarnią ścieżką. Opuszczam już Wiązy… I mam nadzieję, że nieprędko zawita tu człowiek z jakimś planem zagospodarowania / urządzania tego doskonałego lasu. Dukt prowadzi przez gęstwę młodych sosen, jest piaszczysty i lekki. Skryty horyzont wyłania się. Morze traw, pagórki, przestrzeń i pojedyncze sosny, strzeliste z widokiem na bagno. Czuję się jak na wybrzeżu morskim. Niełatwo tu trafić, jeśli z głównej drogi wszystko przesłonięte gęstwą. Deszcz przepływa pulsującymi, rzęsistymi falami, a mnie otacza fala wysokich świstów. Jesienna grupa plądrująca! Rozglądam się po sikorkach. Jest bogatka, modraszka, i uboga. Nic sobie nie robią z ulewy. Między nimi puchate kulki. To raniuszki! Moje ulubione ‘’kłębki waty’’. Podnoszę lornetkę i dopiero dopada mnie utrapienie obserwatora. Jakie to zwinne. Co chwila trzeba za nimi nadążyć i regulować ostrość. Dzięki temu jednak spostrzegam, że te raniuszki są trochę inne od tych, które zazwyczaj widywałem. Mają białe łebki. To raniuszek ‘’białobrewy’’ podgatunek Aegithalos caudatus caudatus. Bez lornety pewnie bym nie zauważył. Ilekroć spoglądam na ptaki przez lornetę, gębę mam ucieszoną. Tak blisko braci. To też te chwile, i te bogactwo, przystanek i szczęście o którym mówiły wiązy. Pierwsi ludzie doceniali. Ptaki przysiadały na nich, przylatywały na zawołanie, jak do drzew. Było to takie oczywiste. Dziś wędrowcy ‘’muszą’’ spisywać opowieści, aby przypomnieć.

Gdy niebo się uspokaja, wychodzę na skraje pól. Tu wita mnie para szarych żurawi, czyszcząca sobie przemoknięte pióra. Wydają się przy tym niezgrabne, karykaturą dowcipu. Chwilami kroczą jak dinozaury. Pustułka wisi w powietrzu wiosłując w bezruchu pozornym, tą poznaję z daleka po charakterystycznym sposobie polowania. Pikuje w dół. Powtarza widowisko. Lodowaty wiatr przenika dziś do kości, wyszarpując spomiędzy otuliny odzieży, resztki ciepła. W lesie było przytulniej. Po kilku godzinach czuję się nasycony. W głowie snuje się plan ‘’dogrywki’’ nocnej, przy tym lodowym wichrze. Za mało księżyca zasmakowałem w tą pełnię. Wielka Chojna. Opuszczam to miejsce totalnie zaskoczony, odwiedzone raz jeden po blisko 30 latach mieszkania w pobliżu. Enklawa, ciut większa niż las świerka Gabriela. A tu mnie dopadło. Echo pierwotnej Puszczy.

17.09.2019 Samotna Wędrówka

P90917-151955

P90917-134117

P90917-140226

Bezwład, rozkład, dzikość, przemiana, taniec życia i śmierci…tu ucztują owady i ptaki. Splot chaszczy, gałęzi i pni. Tutaj tworzy się Ziemia i zaczątek przyszłego piękna w bogactwie rozkwitu. Czy będzie im dane? 

Pierwszy cień Szarugi. Brzoza gromem trafiona. Błogosławieństwa dla Drzew

Jesień na dobre porywa w swoje objęcia wtedy, gdy w deszczowy, ponury i chmurny dzień ciemność zapada o godzinę szybciej, niż przewidzieli to w prognozie. Szara zasłona zasnuwa niebiosa gęstwą mrocznego panowania, a z tej burej kołdry sączy za kołnierz wilgoć. I taka pora dobra jest do wędrówki. Kto wie, czy nie najlepsza? Ludzi brak, a zwierzęta czują się pewniej, swobodniej i tak też zachowują. Chodzmy w strugi, w dzień deszczowy, hen na leśne ruszyć łowy…wrażeń.

Najwięcej kłopotu sprawia dobór ubioru. Gdy pada jest chłodno, ale wystarczy że przestanie na moment, już robi się parno i można się spocić. Dlatego do pełni szczęścia brakuje mi dziś damskiego towarzystwa, w osobie pani ZIMNICY. Z nią chociaż wiadomo jak się zachować, na co przygotować. Ufam, że niedługo już mnie odwiedzi. Dziś ruszam w ogóle w inny rejon leśny, tam gdzie jeszcze nie tną i mam nadzieję nie będą. Ze wszystkiego w lesie, tak samo jak zwierzętom i mi potrzeba spokoju. Może nawet nic się nie zdarzyć. Choć czy tam to w ogóle możliwe? Pierwsza ścieżkę przecina mi sarna, i wygląda na nieco zagubioną. Albo ona, lub druga gdzieś ukryta wydaje z siebie pocieszny pisk, jak dziecięca trąbka, za którą ta jedna podąża nasłuchując. Podąża prosto na mnie, choć to nie ja piszczę. Cześć malutka! Tak się cieszę, że ją widzę. Znowu to się dzieje. Każda sarna która ostatnio się pokaże, idzie prościutko do mnie. Miłość. Bezinteresowna wdzięczność zwierzęciu, z uciechą że przyszło, pokazało się, zaufało, obdarzyło swoim cudownym widokiem. Dawniej wstydliwe skrywana, dziś eksponowana i wyrażana w słowach, gestach, opiece, uśmiechu. To ona przyciąga jak magnes swoim promieniem zwierzęta do człowieka. Choć pewnie same do końca nie wiedzą co kieruje ich kopytkami, ale jakoś tak zawsze zbaczają do mnie. Niemal na każdej wyprawie. Wiem całym sobą, że to nie przypadek.

P90909-180732

Ten fragment lasu jest naprawdę magiczny. Niewielkie pagórki, drzewa porośnięte pnączami, chmielem i powojnikiem, strojne niczym w kożuchu. Drzewostan mocno zmieszany, różnorodny. Zabłąkały się nawet topole. Przechodzę przez porośniętą turzycą i tatarakiem dawniej zalewaną łąkę i staje nad rzeką. Rzucony niedbale, przewrócony, zdezelowany, zardzewiały mostek przypomina o tym co było tu kiedyś. Przeprawa nie jest łatwą. Śliski metal i cienki pasek ‘’przechodny’’ dla nóg, trzeba się cały czas trzymać aby nie spaść. Pada w sumie niewiele. Przerywa kropelkami. I wtedy go poznaję. Ogromny Dąb, rosochaty i strzelisty pyszni się na skraju polany. Mocarny jest. Choć podobnego wzrostu co Krzesimir, zupełnie inaczej zbudowany. Krześ ma równą rozłożystą koronę, harmonijnie kopułowo rozbudowaną, a ten jakby ramionami niebo podtrzymywał… podobne dębiszcza widziałem w Puszczy Białowieskiej, tam gdzie rozwój na wysokości w pierwszej kolejności stanowi o przetrwaniu. Okaz zdrowia i krzepy. Byłem u niego jeden jedyny raz z grupą Wędrowną i w ogóle nie wiem jak się zachować. Zapamiętałem go dobrze. To taki jegomość, co potrafi pracować z trzema osobami na raz, i to od pierwszego kontaktu. Rzadkie u Drzew. Może okazać przesadny szacunek? Pokłonić się, schlebiać? Bo dęby różne potrafią mieć osobowości. Bywają ciepli jak opiekuńczy ojcowie, srodzy dyrygujący dowódcy, lub równi bracia. Potrafią dominować. Od niego nie odbieram niczego ‘’ponad’’. Jest przytulnie i łagodnie. Jakby znał swoją siłę, słabości, nas. Świadoma Dojrzałość.

– Dzień Dobry, Kochany!

Lekki zryw korony. On mówi, że czekał. Aż przyjdę ponownie. Tyle czasu…Dlatego Krzesimir ciągle wygania do innych drzew. Tyleż osobowości. Jak określać, nazywać, te charaktery tak ulotne jak szum ich listowia na wietrze? Od razu chwyta mnie swoim ciepłem, a ja nie opieram, poddaję. Moje ciało wypełnia dudniący pomruk. Płynie od jego korzeni. Niby wibracja niższa zdaje się, ale to nie tak. Jest swojska, znana, luba…Tym razem jest ze mną zestrojony. Ciało nie drży, a rozświetla z Duszą. W pewnym momencie dzieje się… coś..

P90909-160440

P90909-175806

Tam w centrum splotu słonecznego drży poczucie. Siły i Mocy, które natychmiast gaśnie. Przytłumione… moim strachem. I czego się boję? Wiem. Tej siły, która wiąże się z odpowiedzialnością. Za swoje życie, wybory i jego kształt. Rozbłyska znów cudownie w sprawczości i gaśnie jak przy rozruchu starego samochodu. Dąb próbuje mnie ‘’odpalić’’. Rzeczywiście, pomimo wszystkiego co zrobił Krzesimir dla mnie, z tym tematem jeszcze nie pracowałem. Przenika… Mówi,

– Korzenie, Liście, Konary… Wszystko biorę co mi potrzeba. Postanowiłem. Wiem, że tu jest, bo tak być powinno od zawsze. Woda, pokarm… Jeśli nie ma, będzie. Tego jestem pewien. Planuję, działam, powoli a skutecznie. Zamysły w czyn wprowadzam głęboko wszystkimi sposobami, wtedy się dzieją. Sprawdzam, badam, lecz ufam, bo wiem. Nie ma żadnego zaskoczenia w mym życiu. Wszystko co może się wydarzyć już było i miało miejsce. Jeśli nie w moim istnieniu, to w innych. Stąd znam. Podziemne opowieści grzybów i korzeni. Nie muszę sam uschnąć, by wiedzieć jak to jest. Bo w moim życiu już było. Od żołędzia przez siewkę, i Drzewo, po rozpad, i tak wciąż od nowa. Czy nie brzmi Ci to znajomo? Tu zdecydowałem rosnąć. Tutaj mnie posiało. Nie mogę zmienić miejsca, ale mogę dać z siebie wszystko całą mądrością mych przodków, by zaistniał rozkwit. Ty możesz, dużo więcej. Możesz znaleźć się w dowolnym miejscu na Ziemi. Ponieść wiedzę szybciej. Wy ludzie fascynujecie nas, z wielu powodów. Dlatego Drzewa szukają kontaktu i dają o sobie znać. Chcą tworzyć razem przyjazny w doświadczaniu świat, dla wszystkich stworzeń. Drzewa dają podwaliny bytu, którego nie jesteście w stanie zastąpić niczym. A wy poruszacie się w sferze, i kreujecie cuda z marzeń. Popatrz, ile idei zaistniało. Stało się rzeczywistością. Tylko dlatego, że ktoś ufał, wiedział, bo widział jak bardzo jego marzenie jest prawdziwe. Poczuł je całą Duszą. Ty już znasz to uczucie. Tylko dlaczego…je gubisz? Dlaczego boisz się odpowiedzialności za siebie? Zapewniam Cię, to jedno z najpiękniejszych uczuć. Pełne Mocy i Szczęścia. Gdy decydujesz i stanowisz, i otrzymujesz coraz więcej, rozrastasz się… Tak jestem, jako Drzewo. Dostaję i biorę co mi potrzeba, a potem obdarzam innych. Ty bardzo się zmieniłeś. Zacząłeś tworzyć i teraz nas obdarowujesz. Najpierw przychodziłeś do nas po pomoc, wsparcie, radę. Zawsze je otrzymałeś. Dziwiłeś czemu Drzewa rozpękają się w środku, trzeszczą, piszczą, żywo reagują szumem i zrzucaniem różnych kawałków, kiedy je mijasz? Bo teraz też dajesz. Przychodzisz do nas, kochasz, błogosławisz, śpiewasz, wieszczysz rymy, przytulasz. Już nie pytasz, nie prosisz, nie oczekujesz, tylko jesteś. Każde z mych braci i sióstr wyłapuje Twą wibrację błyskawicznie. Przypominają sobie. Przecież w Ziemi pamięć jest. O dawnych ludziach i pierwszych, czystych relacjach człowieka z Naturą. Zanim przyszło zapomnienie. Chcą to poczuć, znaleźć się w tym! I choć zdaje Ci się, że już jesteś tak daleko, znów Ci powiem – to dopiero początek…

Dudniące Dęby Polski. Mruczące. Ogrzewa mnie i drga tym ciepłem jak wielki kocur. Ale przecież nawet nie znam Twego Imienia! A Ty tyle do mnie… Zaczyna mi się rymować. Teraz ja do niego mówię. Pamiętam jak bardzo opierałem się przed tym, zaprzeczałem że to niemożliwe, nie da się bez przygotowania. Dzieje się TO. Kim ja jestem?

I Kobieta, i Mężczyzna, 
W lesie Twoja jest tężyzna,

Przychodz bywaj coraz częściej, 
I zaglądaj tam gdzie gęściej

To słyszę w odpowiedzi. Już chociaż wiem jak to działa. W przestrzeni zaczynają krążyć słowa, a duszka układa je w sens. Chcę odwdzięczyć się Drzewu.

A Ty Dębie mój wspaniały 
Rośnij w miejscu swojej chwały,

Przyjmij co Żywioły dały…

Panie wielki, o Mocarzu, 
Lasu tutaj Ty Włodarzu,

Ukochuję Cię z czułością, 
Całą swoją namiętnością

Miłość ludzką Ci przelewam
I na wszystkie wokół Drzewa

Niechaj jak najdłużej płynie, 
Przestrzeń Wasza nie przeminie

To co mogę, ofiaruję, 
Niech najlepsze nam zwiastuje

Uśmiech jeden co posiadam
W Twe konary ufnie składam,

Niechaj świeci, promieniuje, 
Naszą przyszłość, byt buduje,

Ludzi rzesze wraz z Drzewami, 
Stają ponad podziałami

Ty – My – Oni, nie ma, jedność, 
Oto wzrasta nasze sedno

Tak się żegnamy. Ciepło drzewa bucha mi w policzek. Wyczuwalne z kilku kroków. Przypominam sobie, że za pierwszym razem naszego spotkania planowałem wrócić tutaj i spenetrować pobliskie krzaki. Wyglądało wszystko obiecująco. A co on mi dzisiaj mruczał? Aby lezc, tam gdzie gęściej. Kilka kroków i znów się rozświetlam. Jak tu pięknie! Jaka mozaika! Dzikość zagrała na skrzypcach chaosu. Urwisty brzeg rzeki z osypującym się piaskiem, który tutaj szczególnie pokazuje, co dla drzewa oznacza brak możliwości zmiany miejsca… Niektórym dosłownie grunt osunął się pod nogami. Część wywróciła się i zawaliła dno potoku, gdzie rozkłada i gnije do dziś. Inne, ‘’rozciapierzone’’ chwytają się resztek skarp i trwają na przekór fizyce. Tu życie rozmawia ze śmiercią, tu widzę miejsce przeprawy jeleni z głęboką ścieżką. Wreszcie tu, wśród zamarłych modrzewi, wywróconych dębów i pokiereszowanych klonów tętni ptasie życie. Jak to dobrze, że zabrałem lornetkę! Ale myliłby się ten, kto rzekł że z takim udogodnieniem obserwacje to fraszka. Ptaki są szybkie i zwinne. Kryją się w liściach, migiem zmieniają miejsce. Są w stałym przepływie. Dąb z oddali huczy mi, że one mają niezakłócony wewnętrzny kompas intuicji i zawsze przylatują do Drzew, które je wołają. W zamian za pokarm, rozsiewają w dal nasiona. Dlatego pokazywały się w przesłaniach. Tak są połączone.

Mysz skacze po korze. Hola, jaka mysz! W szkłach lornetki rozpoznaję – to pełzacz leśny. Wspinając się okrążą pień sosny, w międzyczasie szukając pod korą ukrytych smakołyków w postaci owadów. Dopiero przy 8 krotnym powiększeniu widać, jaki on skupiony na swej pracy, niepozorny, puchaty, a słodki. Mina ciekawego kombinatora, który zna tu wszystkie zakamarki. Nagle, kolor. Podążam za nim. Ojej! Widzę, że dopiero teraz będę prawdziwie poznawał swoje ukochane ptaki. Na drzewie obok psoci kowalik. Ptasi szmaragd, z pomarańczowym brzuszkiem, choć w kolorze nie tak intensywny jak zimorodek. Ten jakby był przystosowany do ‘’ślizgania się’’ po korze drzew, co też zwinnie czyni zjeżdżając głową w dół. Czyni go to ewenementem wśród ptaków. Dzięki lornetce uśmiecham się w lesie jeszcze częściej, widząc puchate maleństwa w takiej bliskości. Mały świerk pod nogami powoduje drugą turę czułego uśmiechu. Jest uroczy. W ogóle małe drzewa dla mnie, to jak dla innych pieski czy kotki. Takie wzbudzają mi uczucia. Kucam i głaszczę. Mówię…

A Ty świerczku, mały zuchu, 
Rośnij tutaj w leśnym puchu,

Chodz, podniosę Cię na Duchu,

Choć ześ mały i w półcieniu, 
Życie czeka Cię w spełnieniu

Wzniesiesz bujnie się w przestworza, 
Igieł mrok rozświetli zorza,

Przejdzie gdzieś Wędrowiec tędy, 
I zaprosisz, do gawędy…

P90909-173525

Wrycie. Za plecami leci łoskot. Odwracam się błyskawicznie i co widzę;

Gruby, suchy konar brzozowy spada zahaczając o gałęzie, i osypuje wianuszek złocistych liści, które strącił. Gruchnięcie o mech, pęknięcie. Listki lądują wirując wokół. Patrzę oczarowany. Ależ magia, ależ moc! Jak on mógł się złamać? Nie wieje przecież, a on solidny… Spoglądam na właścicielkę zguby. Smukła, z pozoru zwyczajna brzoza, i zdrowa, choć pewnie bywało lepiej. Ale… Coś z nią inaczej. Od nasady pnia po koronę biegnie ciemna pręga, aż po czubek. Ona chyba… Oberwała piorunem. Na to wygląda. Bo skąd taka smuga? Pierwsze widzę. Im wyżej tym bardziej czarna i przypalona. Ale żywa. Oż Ty! Przeżyłaś kuksaniec od żywiołu. Taka pobudka. Dziś sama rzucasz gromami. Wiem, że w ten sposób mnie wzywa. Jaśniej się nie da. Podbiegam do niej, a brzózka drga we wstrząsie, zrzucając mi kilka listków. Ogromna, przeogromna radość. Dlatego, że zareagowałem. Przytulam czołem omszoną korę. Jest miło, dobrze. Po kilku minutach tej euforii wszystko jakby we mnie osiada. Znika. Głowa zaczyna pobolewać lekko, choć wypieram, to już wiem…

Hej, hej… Ty sobie tylko bierzesz, prawda? Pompujesz ile wlezie. Uleciał gdzieś cały nastrój od dębu. Stop!

Zaskoczyła mnie, choć nie zdziwiła. Na moment osłabiła. Czasem Drzewa po tragediach życiowych chłoną jak leci bez pytania o pozwolenie, miałem tak raz z dębem. Taka ludzka energia, jest dla nich niczym zastrzyk morfiny dla cierpiącego. Ale tu lecznicza brzoza, dawczyni, pięlegniarka… Musiało ją mocno oszołomić. Przerywam proces taktownie, wrócę tu kiedyś wytłumaczyć jej co się stało i spróbować przywrócić ją do harmonii. Drzewny szok potrafi trwać latami. Tak samo po przycięciu. Z dębem mi się wtedy udało. Przestał ściągać, wibrować zawołaniem pomocy, a zaczął zielenić zdrową stroną i cieszyć dniami które mu pozostały. Też po piorunie pacjent. Tylko on się rozpękł. Ona miała szczęście. Musiało być bardzo mokro. Mozaikowy zakątek wabi wieloma obietnicami, tu świerki obdarte z kory porożem ćwiczone i zalane żywicą, tam świetliste miejsca na podsiadówki, no i chór sikorek z bębnami dzięciołów, do tego pełzacze, kowalik. Ptasie uroczysko. Gdzie śmierć, tam one… I jakby nie patrzeć, to ptaki są głównie tymi, które rozsiewają drzewa i przenoszą w swym ciele ich nasiona nieraz na wiele kilometrów.

Gzy i strzyżaki. Choćbyś zabezpieczył się przed każdym możliwym robactwem, wobec nich pozostają bezsilne wszelkie środki. Moja metoda, to WIEM i ZNAM miejsca w lesie z których następuje atak, i każdego zgniatam od razu w palcach. Jeśli tego nie zrobić, siada ponownie. Namolne są. To działa jeśli nie ma ich dużo i masz wrażliwą skórę, że wyczujesz. Trzeba uważać. Wchodzą do uszu, nosa, w oczy, we włosy, wszędzie… I choć rzadko ‘’gryzą’’ jeśli już się zdarzy, opuchlizna utrzymać się potrafi miesiące. Podobno coś tam przenoszą. Tu zawsze wszelkie teorie o jedności, miłości i współistnieniu stają mi pod znakiem zapytania. Ale przecież Drzewa też nasączają się toksynami w liściach, aby walczyć z tym co podgryza. Ustanawianie granic i obrona własnej przestrzeni J

Szaruga. Jedno z najpiękniejszych wcieleń jesieni. Wieczór długi, a ponury ze zmierzchem kroczącym powoli, rozwlekle, choć zdecydowanie. Spędzam go w uwielbieniu. Długo wyczekiwany, tęskniony. Ciemność wypełza znienacka, choć w zapowiedzi wcześniejszej. W takiej scenerii obserwuję kolejne zdziwienia. Zmierzchowa lornetka wskazuję porę, że na polach rozpoczyna się towarzyskie życie saren. Dociera do mnie ile bez niej musiało mnie dotąd omijać, kiedy przeczesując teren dostrzegam tu i tam rozrzucone zwierzęta. I one ufają szarudze. Z kukurydzy wynurza się dziwna para. Jest sarna – ruda, jeszcze w letniej szacie (podobnie jak wszystkie dziś widziane) ale druga nieco większa i brązowa, zupełnie jak sarna w futerku zimowym. Ale że już teraz? O co tu chodzi…Trzymają się razem, spoglądaja na siebie, widać że to duet. Wgapiam się w to brązowe. Wychodzi na to, że to jeleń. To przecież dwa różne gatunki. Wtem one zaczynają biec przez pole. Jakby coś je wypłoszyło. Może ktoś idzie? Niczego nie widać. Spoglądam dalej na horyzont a tam pod kukurydzą raz, dwa, trzy, cztery! Tu już wielkie łanie jelenia z jednym młodym szpiczakiem stąpają ostrożnie. Czyżby one spłoszyły sarny? Na to wygląda. Z przeciwnej strony pod lasem, luzno pasie się saren dziewięć. Gołym okiem w ogóle ich nie widać, tak się zlewają. Oh, ilu niepotrzebnych płoszeń teraz mogę unikać. Dawniej pewnie puściłbym się tamtędy na powrót i wypatrzył je za późno aby mnie nie spostrzegły. Teraz lustrując teren, mogę go opuścić nikomu nie przeszkadzając. Lornetka Kochani. Sprawcie sobie na wyprawy koniecznie.

Pole przypomina autostradę. To znaczy – z jednej strony sarny idą do kukurydzy, z drugiej inne wracają, w kolejnym krańcu jelenie zmierzają na wodopój. Musiały tam przesiedzieć cały dzień. Biegną truchtem, co jakiś czas zatrzymują. Sarny też. To takie śmieszne. Każde z tych zwierząt słyszy drugie z daleka i przystaje na chwilę aby posłuchać. Uspokojone mknie dalej w kierunku obranym. A ja pogrążam się w rozkoszy obserwacji. Dopiero po chwili zwracam uwagę na dwie sarenki, mniejszą i większą, które zatrzymały się równo z linią mojej czatowni. Niedaleko. Stoją i stoją. Jakby otępiałe. Dwadzieścia minut… Totalna ‘’zawiecha’’. Czyżby i tam doleciał je mój uśmiech? Odebrały? Bo przecież zapachu czuć nie mogą. Chłodny wiatr szarpie mnie od ich strony, tak… Dziś jestem w rozkoszy obserwacji. Wcielenie Czatownika ma swoje błogie używanie. Gdybyż było widać dokładnie, siedziałbym tu całą noc. To pewne. Na każde zimno można się ubrać, każde można przetrzymać. Sprawdzone w praktyce. I sam siebie pytam wtedy, czy ja jestem >Normalny< ? Myślę o ludziach siedzących teraz w ciepłych domach przed telewizorami, z tostem na kolację, czy co tam lubią. Stąd widzę światła w oknach. Nie oceniam, ale czasem sobie myślę. Po swojemu. Tu rzut kamieniem od osiedla kukurydzisko i takie widoki. Zaraz dziki wyjdą. Młodociane puszczyki gonią w pomyłce za liśćmi. Śmigła kuna na łów wyrusza.Świat, choć oddaje się w otulinę mroku, jeszcze tyle ma do opowiedzenia w gawędzie. Kilometr dalej huczy rykowisko. Deszczyk kropi pięknie.Wiatr w szuwarach melodie wygrywa. Myli mi się. Gdzie jest to ‘’prawdziwe życie.’’ Które przyjęliśmy za własne, choć nigdy nim nie było. A które było od zawsze, choć w wygodzie i natłoku wyparliśmy z pamięci. Czy tam, w sztucznym świetle, przed wyreżyserowanym pod oczekiwania publiki programem jest ono, czy tutaj, gdzie choć i ślad człowieka przekształceń widać jeszcze, pędzi skrycie swe tajemnice gros futrzastych i kopytnych istnień?

9.09.2019

1

Klon Kostur z Jesionowego Szlaku. Szarża zdziczałych psów.

Z drzewami niekiedy, jak z dziećmi. To znaczy wesoło bardzo i przyjaznie jest, chociaż czasem ciężko się połapać. Każde chce mieć swoją opowieść, być opowiedziane, zapamiętane. By przekazać koniecznie o czym wyszumiało. Poznać nowych ludzi – innych niż ja. Mało tego, jak sobie rozpoznały we mnie czym jest fotografia i jak łatwo mogą w ten sposób nawiązać łączność z ludzmi, którzy na nie patrzą przez ekran i o nich czytają, niektóre zaczęły nawet o zdjęcia tytułowe prosić  Żeby koniecznie ich prawdziwe oblicze, a nie jakaś magiczna grafika, które tak mi się podobają. Istoty chcą się pokazać, takie, jakimi są.

A było tak… Krzesimir znów zaczął ‘’wyganiać’’ na jesionową aleję właśnie, a Klon Kostur poprosił o wizytę. Przyznaję, że zbyt często pomijam to wspaniałe miejsce. Wędrowna dróżka, dzika, piaszczysta i bosa, pełna oryginalnych i świadomych drzewnych osobowości. Wzięły się chyba same z siebie, nie wygląda by ktoś je posadził. Spotkasz tu podróżniku dęby, wiązy, jesiony, wierzby, lipy, klony, jabłonie zapomniane i róże dzikie, wraz ze srogimi głogami. Tarniny pilnują co bardziej skrytych miejsc, a bzy czarne zapraszają ptaszęta do biesiady. Tych zresztą wcale nie brakuje. Zamieszkały tu trznadle słoneczne, skowronki poranne, monotonne ortolany, czupurne dzierlatki, jaskółki ‘’dymne’’, bażanty przecudne, kosy skrzekliwe, szczygły, mazurki gwarne i dzierzby drapieżne…

68736974_2256457681351420_1683059509909520384_n

Energia Drzew jest tu bardzo silna i ‘’mąci’’ w przestrzeni. Zakrzywia i zapętla czas. Pamiętam jak jechałem raz tutaj na podsiadówkę, trasa która rowerowo zajmuje 10 minut rozciągnęła się w odczuciu do dwóch godzin. Jadę i jadę, i jadę… A jakbym nie poruszał się do przodu. Aż niepokój mnie ogarnął i takie dziwne wyłączenie. Potrafią zaczarować. Ponad rok temu wyśpiewały mi moją przyszłość, która się wydarzyła.

Po drodze mijam dwa króliki, kręcące się wokół siebie na polu. Pociesznie. Oglądam je w lornetce, kiedy wnet ten drugi włazi na ‘’drugą’’ i w parę sekund wykonuje coś, co nazwalibyśmy intymnym pożyciem w bliskości. Ojej! Lornetka zbliża do przyrody, ale że aż tak? Muszę się przyzwyczaić. Wreszcie staję pod mym gospodarzem. Spod niego zmyka maleńki zaskroniec. Wygrzewał się w miejscu, na którym zwykle siedzę. Taka niespodzianka! Bo przecież jestem spod znaku węża… Pierwsze potwierdzenie, że wizyta jest poważna.

O Kosturze nie pisałem wiele dotąd, bo i jakoś nie napierał, rzadko mówił, jedynie gościł, przytulał i wspierał. On jest dla mnie przykładem Boskości. Dawno temu przycięty, odbił i rozbudował koronę w kształt serca, i zdaje się nie stracił przez to doświadczenie nic ze swej sympatii do ludzkości. Chociaż nie wiem, bo nie znałem go wcześniej. One też ewoluują w charakterze. Jego można określić jako ‘’Niosący Wiarę’’, bo zawsze potrafi coś z siebie zrzucić i robi to w odstępach kilkuminutowych. W ten sposób zaczepia, odpowiada, pokazuje że jest obecny i słucha. I tak zawsze… Każda moja wizyta to jakieś patyki, nasiona i dziwne okruchy, które spadają zewsząd. Jak on to potrafi? Nie spotkałem dotąd takiego drzewa. Wesoły jest, rubaszny, dowcipny. A jednocześnie kosmicznie mądry. Pamiętam, gdy nie potrafiłem poradzić sobie z bólem ludzkich spraw. Chciałem przestać tęsknić i pragnąć. Błagałem, by coś zrobił, odmówił.

‘’ Bo wtedy przestałbyś być człowiekiem. Tym którego znam. A takiego Cię kocham i przyjmuję. Taki też jesteś, dlaczego chcesz się wyrzec co w Tobie najpiękniejsze? ‘’

Powiedział wtedy dużo więcej, i choć już nie pamiętam, podziałało i zmieniło.
Dziś znów mi pomaga. On wzywa, kiedy trzeba otulić mrok. Odezwał się we mnie ostatnio, kiedy zaczęły się drastyczne cięcia w lesie. Obok Krzesimira składują porżnięte drewno..
Klon mnie słucha. Kręci konarami. Wiem, że umówili się z dębem aby mnie pocieszyć. Chcą koniecznie utrzymać mój nastrój, mimo tych trudnych chwil. ‘’Ty pisz, pisz, znajdziesz sposób by o tym wszystkim w sposób poruszający opowiedzieć, nie urażając nikogo. Właśnie Ty to zrobisz. Nie przychodz teraz tutaj, idzcie na szlak jesionowy. Za jakiś czas walec się przetoczy. My przetrwamy wszystko.’’ , rzekł mi Dąb na mój żal rozpaczy. Tak, one wszystko, my niekoniecznie. I to chyba największe pocieszenie. Głowę mam zajętą przeróżnymi myślami. Ciężko nam się złączyć. Wreszcie Kostur opowiada mi kawał o tych zmaltretowanych suszą burakach przy których rośnie, i atmosfera robi się sielska, swobodna. W ogóle z buraków to on się często śmieje. Tak pogodny, radosny. Mimo tej suszy wokół. Ruda smuga w polu przykuwa mój zawsze czujny wzrok, tak rozpoznaję w szkle lisa. Poluje na myszy. Ogon trzyma w górze podniesiony na sztorc, zupełnie jak kot. Pewnie żeby nie szeleścić dodatkowo. Jego pocieszne harce obserwuje blisko godzinę. Myślę sobie, jak niewiele potrzeba do szczęścia? Jeden lis… Jeden spacer. A przecież to nie żadna dzika knieja, tylko pola uprawne, poprzerywane miedzami, rowkami i zakrzaczeniami. I tu można spotkać wszelkie bogactwo. Z kępy bylicy wynurza się sarna, którą podziwiam równie blisko dzięki lornetce, widząc jak wręcz zwierzę próbuje językiem różnych ziół liżąc, zanim spróbuje. Takie odkrycia! Już jestem w innym nastroju. Dodatkowo ten spokój. Nikt tu nie przyjeżdża i jest zupełnie cicho. Z dala od warkotu pił, łoskotu padających drzew, a nocą huku wystrzałów…

– Wiedziałeś kochany, co poprawi mi humor? Ty wiedziałeś. Dlatego dzisiaj do Was wezwanie. Mam kontemplować tutejsze miejsce jak twierdzisz, ale jak?

Mówię, pytam. Sekundy i zrzuca… I weź tu gadaj, zrozum ich. Ale to mi wystarczy. Za wszelką odpowiedz. Wiem, że gdyby mógł, przewrócił by mi się na głowę, abym pojął wszystko, co z takim mozołem szelestu próbują mi wtłoczyć. Rozmawiamy o książce. Przychodzą pomysły na rozdziały. I obraz. Klon pokazuje mi jak ma wyglądać okładka. Dokładnie o takiej marzę! Jak Ty ze mnie czytasz…Wzruszam się, bo to co widzę spaja się z tym, czym jestem… A jakie bogate szczegóły tej wizji 

Prawa strona okładki. Pień drzewa, pnący się w górę z koroną. Pod nim chłopak siedzi, wędrowiec z lornetką na szyi. W dłoniach ma książkę, kulę magii leśnej, albo wzrok utkwiony w gwiazdach. Tak, są tam gwiazdy, obraz przestawia noc. W prawym górnym rogu błyszczy księżyc w pełni. Z serca wędrowca lub z kuli wypływają kolorowe promienie, łączą się z księżycem, chmurami, kosmosem, zwierzętami, drzewem… On połączony jest z tym wszystkim całym sobą. Na konarze sowa siedzi puchata. Albo słowik, z którego dziobka otwartego płyną nuty z liniami. Na niebie sylwetka nietoperza. Przed wędrowcem zwierzęta stoją, dzik, jeleń rogaty, lis. Przyszły ufnie jak zawsze, do krainy szeptów. A może tylko jedno zwierzę, zależy jak się zmieści. Dzik na pewno. Chłopak przypomina mi trochę Małego Księcia. Dużo szczegółów. Czy komuś uda się wykonać taki projekt?

Niewielki ptak drapieżny przenika nisko i szybko, to chyba kobuz. Zgadywanka. Zbieram się, bo robi już chłodniej. Taka to pogada. Wyjeżdżasz w krótkim rękawku, a nocą marzniesz w dwóch bluzach, czapce i szaliku. Biorę kolbę kukurydzy z łanu obok i trochę zjadam. Łagodna, mączasta, smaczna. Resztę rozrzucam wokół drzewa garściami, a on trzęsie się w geście zaskoczonej radości. Dla mnie to rodzaj rytuału, podziękowania, choć robię tak po raz pierwszy. Ponoć tak czynili nasi przodkowie. Kosturze… Dobranoc Ci. Podziękowań przyjmij krocie. Czas i chłód mnie gna, poszukać jakiegoś miejsca na noc.

Gdy wychodzę na szlakową dróżkę, miga mi lisia kita. Idzie przede mną, i ani myśli się obrócić. Gapcio. Pewnie ten sam z buraków, teraz obserwuję go z kilku metrów jeszcze w zbliżeniu szkła, zupełnie jakbym miał nos w jego futerku. Zielone ślepia spoglądają łapczywie choć przekornie na gęstwę kukurydzy. Tam zwierzak znika po paru chwilach wspólnego marszu.

Księżycowy rogalik wisi nad olszynami, kiedy wkraczam na pola. Roztacza aurę chłodnego złota. Jesionowy szlak szkarłaci się w czerwieni zachodu, stąd dopiero mam widok na jego cały kunszt. Niemal niczego dziś nie planuję, idę gdzie oczy poniosą. Często miejsca które mijamy tysiącami razy przejazdem roweru czy auta, po zejściu z trasy kryją kolejne tajemnice. Może szukam dziś zwierząt i chcę być blisko nich. A może spokoju najgłębszego. Dziwny, pogmatwany kształt w oddali przykuwa mój wzrok. Rozpoznaję jeszcze nieco w szarości. Po wielu krokach w sypkim pyle, bo już ziemią ciężko to nazywać, docieram do miedzy. Cudowna jest, taka jak z przeszłości. Daleko pojedyncze kępy krzewów, a na niej zioła, trawy i kwiaty. Pas życia. Miejsce prezentuje się idealnie do zasiadki. Łan buraczany połączony z kukurydzą, w trianglu z zaoranym po zbożu. Odludne, rozległe, z widokami na dalekie lasy. Tędy mogą wędrować dziki. Kształt okazuje się być starą, gnijącą i przewróconą zwyżką myśliwską. A zatem dotarli i tutaj. Próbuję ją podnieść, bezskutecznie. Mało się nie rozleci. A więc będę siedział na przewróconej.

66223959_479909626099685_4980183251667648512_n

Czarne sylwetki stoją. Widziałem już jak szedłem. Ucieszyłem, że dziki. Patrzę w lornetce i rozeznać nie mogę. Już zmierzcha. Kiedy sylwetki dają w ruch, rozpoznaję trzy psy. Co tu robią tak daleko? Milczkiem idą. Dobrze, że jest ta zwyżka… Nie no. Dawniej uważałem, że zdziczałe kłusujące psy, to często koloryzowany wymysł, ale jednak suma takich spotkań utwierdziła mnie, że coś jest na rzeczy. Być może uciekają właścicielom ze wsi i wracają. Może są wypuszczane. Ich zachowanie.. Tak łatwo można poznać, kiedy po prostu polują. Jest hierarchia. Jak w wilczym stadzie. Idzie przewodnik, ostatni ubezpiecza. A w burakach rudy kozioł sarny. Nie spodziewa się. Coś tam jeszcze szeleści. Obserwuję. Znany schemat działania. Jeden z psów kładzie się na polu, dwa nasłuchują napięte jak struny, w kierunku sarnich szurnięć. Podchodzą. Nie są duże, powyżej kolana kundelki. Wiem, że sarny raczej nie złapią. Ten który został to ‘’pogoń zastępcza’’. On obserwuje i reaguje, kiedy zwierz puści się w kierunku którego nie przewidziały. Jest elementem zaskoczenia i często przesądza o wyniku polowania. Jak niewiele potrzeba naszym pupilom, by wróciły na łono dzikości…

I start, jak z procy! Kilka szybkich ruchów, kotłowanina. Zero wrzasku. Mój boże, sarna! Coś uciekło. Po chwili biegną, one. Każdy w innym kierunku. Każdy niesie jakiś kawałek, czegoś… Co one tam dopadły? Nie wytrzymuję… Zbiegam ze zwyżki, i krzyczę do najbliższego psa,

– Zostawisz to ???

Puszcza łup i ucieka. Doświadczenie podobnych sytuacji uczy. ‘’Dzikując’’ unikają ludzi jak ognia, poza tym mają wrodzony respekt. Dawniej do takich bezlitośnie strzelano. Wahałbym się, gdyby było ich więcej, lub były bardzo duże. Podbiegam do kawałeczka – jakaś nóżka. Ni to lisia, ni zajęcza. Ale nie sarnia. Tak zmasakrowana, że rozpoznać nie mogę. Jak to się stało? Rozerwały błyskawicznie żywego, czy znalazły padlinę? Ehhh.. Nie dowiem się.

Z księżycem na ramieniu ruszam dalej miedzą, do krzaka który w tle się majaczy. Wołał… Okazuje się być pięknym bzem. A pod nim – raj. Mnóstwo ogromnych kamieni, w sam raz do siedzenia i czuwania. Mogłem przyjść tu od razu. Dotykam jednego z jego pni, a drzewko zaczyna się trząść, zupełnie jak człowiek w dużych dreszczach. Dobrze Ci tu kochany? Radzisz sobie? Ptaszęta dopisują? Dzieje się ciekawie, obserwujesz? Ależ Ci pięknie trafiło, rosnąć na takiej ładnej miedzy. Szybko się bratamy. Jest ucieszony, że przyszedł Człowiek. Ten, który może jego usłyszeć i może więcej… Rekacja drzewka już mnie nie dziwi, ani zwierząt, odkąd przeczytałem u ‘’Anastazji’’ , że każde stworzenie, istota, roślina odczuwa ciepło ludzkiej miłości i pragnie się w niej znaleźć, ogrzać. To dla nich jedno z najpiękniejszych doświadczeń. Dlatego przychodzą zwierzęta gdy czuwasz, dlatego drzewa tak reagują. Wyciągam dłonie do krzewu i chwytam jego pnie – gałęzie. Wibracja drzewka wzmaga się w drgającej ekscytacji. Chcę to dla niego wypowiedzieć… aby poczuł…Od jakiegoś czasu tak robię. Przytulam sercem, wypowiadam i Błogosławię… Niech zabiorą z Ziemi najlepsze o człowieku wspomnienie.

Bzie Ty dziki, zapomniany, 
Odtąd jesteś już poznany

Niech najlepiej Ci się wiedzie, 
Mój daleki Ty sąsiedzie

Deszcze obmywają chłodne, 
Przemijają dni pogodne,

Błogosławię Twym korzeniom, 
Liściom, korze i kamieniom

Niechaj wspiera Cię świat cały
Byś powitał wiek dojrzały

Żywot spędz tu swój sędziwy, 
Jak najdłużej zostań żywy

Wzrastaj wielki i wspaniały
By niebiosa podziwiały

Zaproszenie Twe przyjmuję, 
Bardzo za nie Ci dziękuję

Siądę z Tobą na czuwanie, 
A najlepsze niech się stanie

~ Wieczór 5.09.2019 rozterki Wędrowca.

48385347_2310602708967368_8031636363038162944_n

Pierwsze przesłania na żywo. Topolowe oczyszczanie i mirabelkowa gościna.

Drzewa, Moc Lasu, tajemnice, przesłania… czy kiedykolwiek przestaną mnie zaskakiwać? Każda wędrówka jest inną, mimo że zazwyczaj dzieje się w tej samej okolicy. Goście Szeptów Kniei – palety niezwykłych osobowości, a za nimi zazwyczaj kryje się historia pięknej drogi, zwykle niełatwej, pełnej barwnych i trudnych zdarzeń. Przybywają jedni po to, aby nauczyć się rozpoznawać tropy i ptasie głosy, dowiedzieć jak współistnieć ze zwierzętami bez płoszenia, a w bliskiej obserwacji. Kolejni pragną poczuć sedno jak rodzi się szeptowa opowieść. Inni skorzystać z pomocy i zasięgnąć wieści u zaprzyjaźnionych Drzew Mocy. Jestem za to tak wdzięczny, że mogę to wszystko chłonąć, poznawać, a innym dalej przekazywać. Iwona i Luśka przyjechały z pobliskiego Poznania, nie trzeba więc było wynajmować kwatery na nocleg. Las z początkiem sierpnia milczy jak zaklęty. Nie śpiewają już ptaki. Z rzadka słychać co najwyżej alarmujące zawołania dzięciołów, albo chwilowy harmider, kiedy ptasie rodziny z podlotami uczą się sztuki przetrwania w swoim świecie. Spacer z Drzewami Mocy, łączy w sobie naukowe przyrodnicze ciekawostki, bo przecież nie sposób uniknąć zwierząt. Spaja z duchową, intuicyjną wiedzą. Od Drzewa do Drzewa, z gawędą swobodną, jest podróżą przez dotarcie do osobistej prawdy, i uwolnieniem ducha do przeżywania codziennej magii leśnych zdarzeń. A dziś właśnie magia miała nas poprowadzić nas ścieżką tajemnic i czarów.

W drodze do oczyszczających aurę Topól, na posiłek zawołały nas dojrzałe Mirabelki. Migotały kulkami żółci i czerwieni już z daleka. Aż dziwne, że tutaj się uchowały. Większość drzewek w okolicy zrzuciła owoce z powodu suszy, a one tutaj oblepione. Mówią, że chciały przygotować posiłek dla wychodzących tędy od lat saren i dzików. Tak się wspierają. Rzeczywiście, pod nimi, wydeptane. Niektóre owoce aż bordowe. Częstujemy się soczystością i słodyczą. Aksamitny, łagodny aromat zapachu koi błogością. Zero kwasu. Jakie dobre! Słodsze, niż przejrzały banan. I pomyśleć, jak nie pielęgnowane, nie pryskane, nie wspomagane niczym, zdane na siebie drzewko może rodzić tak pyszne owoce? Leśna stołówka zdrowia. Po drodze skubiemy jeszcze nieco jeżyn i dzikich malin. Rozmawiamy o ziołach, ich zastosowaniu, zdrowotnych właściwościach. Po przekąsce, kłaniamy się polnym Mirabelom i dziękujemy za ich dojrzałe dary. Jakaż bogata to gościna. Odbieram, jak czują się wzruszone. Jesteśmy chyba pierwszymi ludzmi, którzy zachowali się tak uprzejmie. Cieszą, że nam smakowało. Widzimy jak Drzewa odmachują nam niewysokimi przecież koronami swych pełnych skarbów wierzchołków. W powietrzu roznosi się zapach obopólnej wdzięczności.

P90803-152510

P90803-152146

Idziemy powoli, często przystając co kilka kroków. Niby ‘’zwykła polna dróżka’’. A tak bogata w przyrodnicze odkrycia. Na poboczu mienią się w kunszcie rubinowych klejnotów srogie ostrożenie. Te pilnują uwijających się pszczół drapieżnym kolcem. Ogromne łopiany dowodzą tą strażą, lepkim rzepem klejąc przy dotyku. Maleńkie, kuliste nasiona sprytnej przytulii czepnej biorą podwózkę na naszych plecakach. Dokąd trafią? Co za fantastyczna kraina. Rośliny otaczają nas wokół i to one też prowadzą tą podróż mówiąc: tu wejdziecie, tam nie. Gęstwiny łąkowe. Soczystą żółcią wzglądają  spośród traw maleńkie ‘’pigułki’’ wrotyczu, ziela mocy o wielu zastosowaniach. Łany pokrzyw. Zaschnięte, wysuszone kocanki wiosennych kwiatów sterczą słomianym wiechciem, wspomnieniem będąc czasu rozkwitu. Te jakby zatrzymały się w innym wymiarze. W oddali po polu hasają sarny, uparte kozły wytrwale tropią na ściernisku zapachy swoich wybranek. Płowe święto Miłości zapisuje się milionami niestrudzonych kroków.

Topolowe Oczyszczanie

Wreszcie jesteśmy. Oto i one. Siostry Topolanki. Wiedziałem od razu, że dziś to nie ja mam się do nich tulić. Co innego moi Goście – przestrzeń miasta w której żyją na co dzień, łatwą nie jest. Dla wielu osób energie topolowe zdają się być zbyt silne, lub dają wrażenie zmęczenia, wypompowania, uśpienia. Często nie polecaną jest w przekazach topola jako ‘’Drzewo Wampiryczne’’ – biorca. Aby zrozumieć ten proces i nie bać się pracy z topolową energią, wiedzieć trzeba co ona robi. A zabiera wszystko – i dobre i złe. Resetuje w ten sposób naszą aurę do ‘’stanu zero’’ kompleksowo pochłaniając wszystko co nie służy, także podczepy, podpięcia i obce ingerencje w nasze pole. Aura ma wtedy możliwość odbudować się i uzupełnić, korzystając na bieżąco z czystych energii leśnych wokół. Odbudować i wykształcić już bez ‘’zabrudzeń’’. Na jakiś czas to starcza, jeśli nie zmieniamy nawyków myślowych i działań w codzienności. Niejakie zmęczenie jest więc jak najbardziej naturalnym objawem po kontakcie z topolą, zresztą wcale nie musi się objawić. Można i też poczuć się po takiej kuracji jak ‘’nakręcony skowronek’’. Gdy już Topola wyklaruje nam aurę, można z nią zacząć pracę na dużo głębszych poziomach nieświadomych blokad, traum, a nawet dolegliwości fizycznych, drzewo zyskuje tam swobodny dostęp. Ona nie bierze na siebie jak robią to lekkie brzozy, a wartko strugą odprowadza w kosmos co nie sprzyja. Jednocześnie głęboko uziemiając.

Udekorowane jemiołami trzymają się w górze ‘’za ręce’’. Gwałtowny poszum powitania. Tak mi się wydaje, że one uwielbiają to robić. Ustawiam Kobiety pod Drzewami, a sam siedzę pośrodku zaczynając proces słowami,

Żegnam wszystko co nie służy,

Życzę dobrej im Podróży,

Odprowadzam…

‘’Topolanki’’ pracują, choć nie mam dostępu do tego co się dzieje. Przepływ energii tak gęsty przy Ziemi, że aż zdumiony badam tą warstwę dłonią. Mija jakieś 20 minut błogości. I czuję, że jedna z nich mnie wzywa. Po co? Myślę. Mam podejść i ‘’dorzucić coś od siebie’’ słyszę w odpowiedzi. O nie! Pamiętam. Bo Drzewa ‘’umyśliły sobie’’ że mam na tych spotkaniach mówić rymowane przesłania, już ‘’na żywo’’, bez spisywania. Tego bardzo się domagały. Ja w opór. No bo jak to? Co innego pisać na spokojnie w domu, a inne wieszczyć tak ot. Opierałem się długo, choć wiedziałem że nastąpić to musi. A zatem podchodzę, jakoś spokojniej i z zaufaniem. Iwonie mówię o co tu chodzi.

Trzymam dłonie na Topoli. Kilka minut. W głowie chaos słów, choć w sercu spokój. Wreszcie słowa ‘’wskakują’’ na swoje miejsca, układając się w sens… Od Drzewa bucha ciepło. Klękam przy moim gościu i półgłosem wymawiam co mi przychodzi.

W słońcu się nagrzała kora,
Już na Ciebie przyszła pora,

Ta co światłem swym rozjaśni,
Woła do Twej Duszy właśnie,

Niech odejdą wszystkie cienie,
Wszelkie z Tobą jest spełnienie,

Promień daję sercu Twemu
Nie pozwolę dotknąć złemu

Uhh. To się rzeczywiście dzieje! Po prostu się dzieje. Wieszczenie ”online” i pomaganie słowem. Tak jak Drzewa przepowiedziały. Choć jestem wstrząśnięty i wzruszony, teraz płynnie przechodzę do Luśki, siedzącej przy drugiej ‘’Topolance’’. Chwila z dłońmi na korze, tym razem słowa przychodzą jeszcze szybciej. Kucam i wymawiam teraz do Lusi, przekładam chyba Topolowy dar na słowa, bo co innego?

Poczuj przestrzeń Duszy żywą,
Pętlę czasu, pustkę krzywą

Jest przy Tobie tak wspaniała,
Tyle Ci opieki dała,

Dłoń jej daj na powitanie,
A co dobre, wnet się stanie,

Puść już wszystko co Cię boli
Daj, ofiaruj swej Topoli

Chwilę potem nie pamiętam już nawet, co komu powiedziałem. Ponoć świadczy to o rzeczywistym przepływie informacji. Wspólnie, dochodzimy do tych słów przypominając je sobie z trudem. Zjadamy kanapki. Potem klękamy na Ziemi, przysiadając w kręgu. Chcemy odwdzięczyć się leczącym Topolom. Kobiety proszę by dotknęły ziemi, i odczytuję Pieśń Deszczu, jaką ofiarowały mi cierpiące brzozy. Po drodze widzieliśmy, że wiele z nich, zwłaszcza młodych nie przetrwało tego lata. Tego wieczoru na ściernisku miała nas zaskoczyć przelotna burza…

P90803-155334

P90803-155714

Sosnowy wypoczynek wśród suchych traw

Na wędrówce donikąd się nie spieszymy. Zupełnie inna kategoria podróżowania. Bez presji czasu. Pełna swoboda w słuchaniu ciała. Gdy czujesz, że chcesz zanurzyć się w morzu traw, wejść boso do rzeki, wytarzać w piasku, pobiegać po polu… Po to tu jesteśmy. Aby wypoczywać. Nieopodal dzięcioł pstry wystukuje zaklętą w dudnienie martwą melodię. Wokół zleciały się ciekawskie sikory. Plądrują z wesołymi szczebiotami sosnowy młodnik, w którym jak te sarny zalegliśmy i my na spoczynek. Cała paleta gatunków. Jest modraszka, bogatka i sosnówka. Jedna jest szczególnie ruchliwa, nieco wyobcowana, choć pełna wigoru. Nawołuje migotliwie. To czubatka – buńczuczna piękność z czubkiem, o brązowych oczach. Trafiliśmy akurat na sikorze żerowisko. Dziwne tylko, że już połączone są w jesienne grupy. Gdyby nie one, las zatopiony jest w ciszy. Wchodząc na Dębowy Szlak, daję znak stopu, gdy dostrzegam w oddali sarnią mamę z maleństwem, zanim moi goście jeszcze ją spostrzegają. Czekamy w milczeniu aż zwierzęta przejdą. Szacunek dla zwierząt i ich przestrzeni przede wszystkim.

P90803-181416

Ale nie dla wszystkich jest on oczywisty. Sielankę sjesty przerywa zbliżający się warkot. Krzyki, śmiechy, nawoływania, ryk gazującego motoru. Ludzie na quadach. Ależ jazgot i zgiełk. Przejeżdżają w pędzie z wyciem tam, gdzie jeszcze przed 10 minutami staliśmy w zachwyconej ciszy dając przejść sarnom. Jak tak można? Myślę sobie. To ja czasem zostawiam rower pod lasem, aby go nie targać, żeby nie stukał i idę boso. Opowiadam o gniewie dębowym na takie wybryki, o tym jak Drzewa pokazały rozrywanie białej aury leśnej ostrą wibracją silnika. Choć szybko się zasklepia, zdarzenie jest dla lasu nieprzyjemne. Drzew się srożą, szumią niezadowolone.

My ruszamy dalej powolutku, starając się niczego nie przeoczyć. Tu oto brzoza zmurszała piękność, skuta rytem dzięciołów, życie oddała by ubogacić sypiącym się próchnem glebę leśną. Jesion z jamą mrowiska i nornic, na którym przy wierzchołku gospodarują szerszenie. Ślady grzebania saren. Luśka zachwyca się olszami nad rzeką. Siadamy na dróżce w małym kręgu, gdzie z trudem wzruszenia odczytuję olchowe przesłanie ofiarowane przez Drzewa wiosną w podmokłym Olsie. Tam gdzie stary odyniec czuwał. Na moment zanurzamy się w codziennym Istnieniu Drzew, gdzie nie ma śmierci i straty, a Bóbr i Hurmak Olchowiec są wiecznymi w pomocy towarzyszami. A wszystko podlega pieśni dynamicznej równowagi, którą cieszą się olchy, sławiąc swych odchodzących bohaterów.

Witaj w wieczornej gościnie, 
Przybyszu z dalekiej drogi,

Szybko Ci czas z nami minie 
Tajemnic objawią się progi

Tu dzik niespiesznie kłusuje, 
Aż woda fontanną pryska

Bezpiecznie i dobrze się czuje, 
Wilk gdzieś ślepiami rozbłyska,

Olchy wzrastają i chłoną, 
Tajemną sztukę przetrwania,

Dla Ciebie będą osłoną, 
Powiodą do samopoznania

Spójrz elfy złociste w gałęziach,
Budzą i zaczynają snuć pieśni

Opowiedzą o dawnych więziach
O sprawach, jakich się nie śni

Olchy w czas wichur zawodzą,
Bujając wśród połamańców,

Najlepiej tu sobie powodzą
Kołysząc w rytm swoich tańców

Zginają się całe w pokłonie,
Gdy szarpie, targa i wieje,

Usiądz wygodnie, posłuchaj,
Dawne powiedzą Ci dzieje,

A u nas…

Kują dzięcioły zawzięcie, 
Pomagając drzewom w spełnieniu
Mają o swej pracy pojęcie, 
Drążą ku przeznaczeniu

I strzyżyk maleńki, a śpiewny
Plądruje skrzat na wykrotach, 
Swego wszystkiego jest pewny, 
O żadnych nie słyszał kłopotach

Czasem i bóbr pluśnie z hałasem, 
Zawoła: Hej, jak się macie! 
Pomaga być zdrowym lasem,
Nasz stary, dobry przyjaciel

Współistniejemy

Bywa, że zjawia się Hurmak, 
Chrząszcz – Olchowiec tak zwany, 
Cykl życia wypełnia się syty, 
Prowadzi do wielkiej przemiany

I wielu innych co lata, 
Osiada i zjada w topieli, 
Olcha zna już szept świata 
Choć wzbrania, szczodrze podzieli

Widzimy przyczyny tych zdarzeń, 
Rozumiemy dlaczego się dzieje
Zaglądamy czasem w świat marzeń,
Zwiedzając pradawne Knieje

Mijamy z gawędą w Istnieniu 
Kołysząc wśród braci zmurszałej 
Dla nas są oni legendą, 
Świadectwem przygody wspaniałej

Wspomnieniem wołamy ich ducha, 
Gdy w sen się ułożą ostatni 
Niechaj wędrowiec posłucha, 
Żywot tu wiodły dostatni,

Nie żałuj ich

Pamięć ta nigdy nie znika, 
Wśród jaskrów, plątanin chmielu, 
Sedno już serce przenika, 
Przesłaniem będzie dla wielu

Żyjemy Wiecznie 

Iwona zwraca uwagę na zabawną roślinkę, która ‘’wybucha’’ skręcając się, przy dotknięciu jej części. Mały, żółty kwiatek. To niecierpek drobnokwiatowy. Ziele strzela przy najmniejszym poruszeniu, bombardując kulkami czarnych nasion. Ile zabawy przy tym! Długo dokazujemy z niecierpkami, pośród śmiechów i zaskoczenia. Słońce przebija świetlistymi refleksami spod zielonego parasola liści, złotymi promieniami czarując przestrzeń rozlanej magii. Omijamy bobrowe doły. W oddali chrypi kozioł sarny. Planuję zrobić na zakończenie czuwanie pod lasem, aby podejrzeć wychodzące na ściernisko zwierzęta.

Na pola docieramy czerwonym wieczorem. Małe pokrzyżowanie planów. Jezdzi tu jeszcze ciągnik, który ‘’dokłada’’ do krajobrazu kolejne walce balotów. Na nich nie posiedzimy. A zwierzęta? Mimo to postanawiam zaufać, robimy kilka kroków przez ugór, aby zasiąść bezpośrednio pod lasem. I za chwilę okazuje się, że lepiej wybrać nie mogłem… Usadawiamy się pod jedynym w lesie Dębem Czerownym, który kondycją powierzchowną również zdaje się urągać kryzysowi klimatycznemu i tutejszej suszy. Liście ma lśniące, gładkie, bez skazy, pełne wigoru. Jakby nic się nie działo. Tymczasem rodzima roślinność na jego tle wypada blado. Na krzewach bzów żółcą się blade liście, pochodzące z dalekich sawann akacje sypią jak jesienią, a dęby ojczyste całe poskręcane, w dziurach i zaschnięte. Temu nic. Podziwiam kondycję, wytrzymałość, i z niejaką przykrością stwierdzam, że uznawanym dzisiaj za ‘’gatunki’’ inwazyjne może po prostu się udać, a nasze lasy na zawsze zmienią znany nam wygląd. Po drodze mijaliśmy ogrodzony młodnik, w którym wszystko co tam posadzone było już martwe. Najpierw wycięto zupełnie zdrowe i w kwiecie wieku dęby z sosnami. Na długo pozostawiono obraz klęski, który szybko zarosły różne drzewka. Jarzębiny, robinie i dąbki. Te zdążyły wspiać się na wysokość pasa. Były zielone i zdrowe. Mimo to wykarczowano je, i posadzono na tej odkrytej patelni maleństwa, które przetrwać takiej ekspozycji nie mogły. Co ‘’ciekawe’’, samosiejki różnych drzewek nadal pozostają żywe i zielone. Człowiekowi zdaje się, że wie lepiej, co powinno w lesie rosnąć… I będzie tak jak on chce. ‘’Skład gatunkowy dostosowany do siedliska’’. Poprawianie natury. Próba przyspieszania procesów, które trwają setki, tysiące lat. Dla drewna, dla zysku. Przecież tak się nie da. W nieskończoność. ‘’Gospodarka leśna’’, można czasem usłyszeć. Dobrze, że Natura ma to w poważaniu. Zawsze była bezlitosna wobec naszej arogancji. Szkoda, że tak mało się uczymy…

P90803-211337

Niebo. Teraz widzę, dlaczego miejsce jest idealne. Widać cały zachód na pustym horyzoncie. Niebiosa zasnuły się smugami…jakby deszczu? W oddali. Nie dowierzam. Ale tak to wygląda. Czerwień, granat, i mglista łuna pomarańczowej poświaty. Dawno nie było takiego widoku. Zaczarowany, a my nie możemy oderwać zeń wzroku. Mimo pracy traktora nieopodal, sarny wychodzą na ugór beztrosko, bez lęku. Dobrze znają maszyny rolnicze, prace polowe i wiedzą, że nie ma co się ich obawiać. Obserwując, wracają wspomnienia, z samotnych czuwań. Myślę sobie w tamtym momencie, ‘’ale było by pięknie, gdybyś przeszedł tu blisko, na widoku, żeby goście mogli mieć takie wrażenia jak ja miałem’’. Ulotna myśl. Mija 1,5 minuty i kozioł idzie. Prosto na nas. W energiach zrobił się ruch. Zaczęło wiać. Chmury przyspieszyły. Sarniak zatrzymuje się parę metrów przed nami, po czym obraca bokiem i daje popis. To kopytkiem się drapnie, to uszami trząśnie. Zastanawia co robić. Uciekać przed wichurą czy zostać? A my oniemiali. Nawet ja. Bo jak to możliwe? Czy on odebrał moją myśl? Przyciągnęło go pragnienie? Manifestacja natychmiastowa. Przybył, pokazał się. Coś skubie. Nas nie czuje, nie ten kierunek wiatru. On go zresztą ogłusza. Gdy zaczynają sypać gęste krople, wycofuje się w podskokach ku balotom. Jakby burza! A przecież wzywaliśmy dziś pod Topolami Deszcz i Chmury. Czy to wszystko się dzieje naprawdę? Udało się? W głębi wiem, że tak. Moc szczerej intencji. Chcieliśmy po prostu ulżyć Drzewom. W podziękowaniu za ich wsparcie. I choć nie jest przyrodzie łatwo wyczarować deszcz z tej suchoty, zauważam, że za każdym ‘’przywołaniem’’ jest go więcej i trwa dłużej.

Ścigani bluzgami urągających kroplel maszerujemy ugorem, zmierzając do ostatka naszego Dnia Wędrownego. Kończy się on dziś z nastaniem ciemności. Wnet uspokaja się. Tuż nad naszymi głowami zaczynają pląsające tańce zwrotne nietoperze. Horyzont dogasa w glorii czerwieni. Na tle tej poświaty majaczy się czarna już sylwetka sarny. Ta wraca ze ścierniska do lasu. Kroczy powoli, skupiona. Podziwiamy ją długo, odprowadzając szczęśliwym wzrokiem. Nieśmiałe, powolne kroki, i co rusz przystajemy, spoglądając jeszcze na zorzę zachodu w objęciach pieszczoty czarnego zmierzchu. Bo nikt nie chce tej krainy zachwytu opuszczać.

P90803-202514

P90803-174830

P90803-204037

A gdy słońce w pomarańczy poświacie kończy światłą podróż ku przeznaczeniu wieków. Tam gdzie pyłu słomianego unosi się smuga po żniwach dostatku. Na horyzoncie ściernisk dalekich, w żarze niebios tlących płomieniem. Przy skraju lasu, gdzie w gęstwinie już mrok czyha i sarnie cienie chwieją w podchodach szelestów. Kędy nietoperze w łopotach milczenia zaczynają swój chaotyczny balet. I kiedy lis o zmroku na łów sowity wyrusza bezgłośnie. Uśmiechnij się do gasnącej zorzy zachodu, i pobłogosław życie wokół. Wdzięcznością obejmij chwilę w błogości danej Ci teraz.

Ostatnie szczebioty ptactwa polnego, co w sen puchaty się przytulają, w pacierzu leśnym będą Ci odpowiedzią Boga.

_______________________________________________
_______________________________________________

A jeśli i Ty drogi Czytelniku czujesz w sobie chęć by podarować sobie spokojny Dzień Wędrowny ukojenia pośród Natury i Drzew Mocy, napisz do szeptów na podany adres mailowy : czeremcha27@wp.pl. Wybierzmy dogodny termin, i razem wymaszerujemy naszą wędrowną przygodę.

Pozostałe historie wędrowne i pamiątki z naszych spotkań możesz przeczytać klikając TUTAJ 

 

Lipa – Matka Świata. Grab – Podróżnik Chaosu.

Przesłanie dla Johna.  

Drzewnych braci czas radości,
Dawnych powitają gości,

Przyjaciela, z innych czasów,
Który zawsze blisko lasów,

Gwar podnoszą z głośnym szumem,
Aby się uścisnąć z kumem

Jesion, brzoza, wiązy, świerki!
Dosyć już tej poniewierki,

Wrócił druh nasz zapomniany,
Z tylu zdarzeń dobrze znany,

Lipa zwraca się do Ciebie,
Gdybyś w jakiejś był potrzebie,

Z nią odkryjesz znowu siebie
Bo, choć może o tym nie wiesz,

Właśnie tam prowadzą drogi
Wszystkich istot świata srogich

Z grabem przyjdzie zrozumienie,
Czym na Ziemi jest Istnienie,

Po co tyle zła i zniszczeń,
Gdzie ocena, bunt umysłu

Więc gdy w środku Cię zaboli,
Oddaj pokłon swej Topoli

Życie czasem daje pstryczka,
Rzecze biała śnieguliczka,

Ty masz z tego czerpać wnioski,
Aby żegnać, dawne troski,

O to Duszy chodzi przecież,
By doświadczać, na tym świecie,

Wiedzy nowej wieszczy połów,
Ptak Twój Mocy – Druh – Rybołów

Umysł uśpij, tam już znane,
Serce otwórz, będzie dane.

Witaj Bracie

Zdarza się to rzadko w przesłaniach, ale i z Tobą tak jest. Drzewa jakby Cię znały z dawna, odezwały się licznie i wiele. Chyba każde z nich chciało odezwać się w wierszu. I choć nie mają zbyt wielu osobistych wieści do przekazania, i tak jest bardzo ciekawie J Drzewny Naród wita odnalezionego przyjaciela. Co też Wasz łączyło? Wyczuwam istnienie dawnego wojownika Słowian, którym byłeś, żyjąc blisko prastarych Puszcz. Ale wcielenia to ciekawostka, choć niezwykła jest pamięć drzew, którą mieści się w głębinach Ziemi, a którą one dla nas odczytują. Jawi się przede mną piękny Mężczyzna, o bogatej, wrażliwej i niepokornej duszy, która pragnie dla Ciebie wszystkiego co najlepsze. Trzeba jednak zrozumieć, że pragnienia duszy, nie zawsze muszą być zgodne z zachciankami człowieka. My oceniamy, filtrujemy, krzyczy nasze ego, a dusza widzi w przestrzeni poza czasem konsekwencje naszych wyborów i działań. Wybierając dla nas doświadczenia, z pozoru czasem i umysłu niełatwe, okazują się one być po latach błogosławieństwem, które pchnęło nas na właściwą ścieżkę. To, że Twoja Dusza pragnie głębszego, duchowego wniknięcia do świata natury, to pewne. Drzewa świetnie w tym pomogą. One są takim pomostem, etapem, przygotowaniem. Bo kiedy zanurzyć się w ich energie głębiej, okazuje się, że również zwierzęta, rośliny, porosty i grzyby będą dla nas informacją oraz przekazem. Witaj Bracie. Drzewa z powrotem zapraszają Cię do odkrywania tego, czemu umysł jeszcze nie dowierza, a co serce pamięta od pokoleń. Wystarczy je tulić. Ale przyjrzyjmy się po kolei Twoim Drzewom Mocy i temu o czym chcą opowiedzieć.

Lipa – Matka Świata

Zawsze kiedy myślę o lipie, pokazuje się ona jako uosobienie Matki Natury. Łagodna, zgodna budująca, twórcza, wspierająca. Przyjaciółka, która wezwała dla Ciebie to przesłanie, także miała lipę u siebie. Niech odczyta Ci kawałek lub całość swojego przekazu. Będzie on dopełnieniem. Szczególnie, że towarzyszą Ci głównie żeńskie drzewa, i bynajmniej nie chodzi tu o poskromienie pierwiastka męskiego, a przejawienie duszy, która dobrze czuje się na takiej fali. Co jest u Ciebie… potrzeba wewnętrznego pogodzenia ze światem, takim jaki on jest. Wielu ludzi obecnie to przerabia, i chyba zawsze będzie. Tego naucza wybaczająca wszystko lipa. Trzeba zrozumieć, że na poziomie energetycznym wszystko jest jednością i tak zwane, nawet ‘’zło’’ wszystko z czym się nie zgadzamy, co nas drażni nawet, pochodzi od Stwórcy – Boga, który i w taki sposób doświadcza siebie. I zło wybierając biegun przeciwny od światła, także finalnie, zmierza… do niego. Choćby nie wiem jak to wypierało. Dziwna wieść jest taka, że nie wiadomo, czy kiedykolwiek to się skończy. Aby poznać kim jesteśmy, musimy czasem zaznać tego, czym nie jesteśmy. Ziemia to świat paradoksów. Czyli aby rozniecić w sobie Miłość do Natury, trzeba poznać czym jest jej zniszczenie i niedocenienie. Tu łatwo można popaść następnie w pułapkę konfliktu – walki, która wynika z niezgody na obecny stan rzeczy. Kłócimy się, spieramy, przekonujemy, walczymy – tracimy energię. I wtedy ‘’zło’’ jako takie zaciera ręce, wzrastając w siłę. Nie ważne kto się kłóci, czy ma rację i o co – ważne, że jest konflikt. Jest podaż energii, a kto z niej korzysta… Mając to na uwadze, trzeba skupić się nie na walce, a codziennym budowaniu świata takiego, w jakim chcielibyśmy żyć. Lipa mówi – wyluzuj. Jesteś kosmicznym podróżnikiem, tymczasowo na przystanku o umownej nazwie Planeta Ziemia. Czy warto marnować czas i nastrój, na walkę z tym co tutaj się dzieje? Napinać się w środku, i zmierzać do fizycznych dolegliwości w ten sposób? ‘’Za chwilę’’ powędrujesz dalej, bo przecież rozwój nie kończy się na jednym wcieleniu ziemskim. Celem jest przejawienie prawdy o sobie, ciągła jej zmiana, a na samym, dalekim końcu – dotarcie do Energii Źródła, czyli Boga J I to w zasadzie główny cel życia, obojętnie co umysł sobie wymyśli.

Lipowe dary to łagodne wzmocnienie sił witalnych, wyciszenie umysłu, wzniesienie ducha. Odczujesz w kontakcie. Wycisza. Darzy błogością. Dla dawnych Słowian pełniła rolę sprawiedliwego sędziego. Kiedy w osadzie wybuchały waśnie, korowód udawał się pod Sądną Lipę. Słuchający przekazywał wieści, a drzewo w zgodzie z prawami Wszechświata łagodziło spory.

Grab – Podróżnik Chaosu

Wiele można powiedzieć o Grabie, tak cennym i potrzebnym w lesie. Grab, wybraniec chaosu, wieszczy zmianę losu. Choć u Ciebie niedużą, acz Istotną dla rozwoju. Coś o zmianie miejsca pobytu, zamieszkania, podróżach. Grab jest przejawem siły charakteru i ją w człowieku wspiera. Uczy wytrwałości w realizacji swoich zadań. On stabilizuje nasze ciało w energiach ziemskich. Choć każde drzewo to potrafi, Grab jest tutaj pionierem. Drzewo chaosu i zmiany, najlepiej czuje się tam, gdzie coś się dzieje. W zmianie rozwija się najlepiej i rośnie najszybciej. Tak jak w lesie, bo Grab pojawia się licznie tam, gdzie wskutek naturalnych procesów doszło do nowego rozdania kart w życiu Puszczy. Grab to drzewo niechciane i nie lubiane przez wielu, nieświadomych jego ogromnej roli w naturze. Za to kochane przez innych, świadomych otaczającego życia i znaczenia najmniejszych dotykających nas przypadków. Ludzie mogą go czasem uważać za dziwaka. Jakże mylą się Ci, którzy nie doceniają Graba! On zachwyca nas fantazyjnymi kształtami i bujną formą, tak naprawdę nie wiadomo nigdy jaką drogę ostatecznie przybierze jego kreacja. Nie jest cenny dla człowieka z uwagi na swoje drewno, co jest zarówno jego przekleństwem, i darem. Doskonale odnajduje się w świecie przyrody, swymi poskręcanymi konarami tworzy szczeliny i zakamarki zamieszkałe przez różne zwierzęta. Nietoperze, owady, ptaki, małe ssaki – wszystkie one kochają Graba. Dlatego ma wielu przyjaciół i nigdy nie jest sam. Las jest wdzięczny za obecność grabu, dzięki któremu wiele stworzeń odnajduje swoją bezpieczną przystań na ziemi  W niezliczonych zakamarkach dziuplowych głębin grabu, odkryć możesz niejeden cud i tajemnicę. W podróży przez ziemski Chaos, warto zwrócić się do grabu po wsparcie.

Topola Szara – Świątynia Jedności

Choć z lipą nie ma u Ciebie wiodącego gatunku, tak Topola stanowczo prosiła aby ukazać się jako szarą. Topole wiele mają znaczeń, i bardzo wspierają ludzi w ostatnim czasie. Były momenty, że wręcz wołały osobnymi przesłaniami. Topole prowadzą nasze wcielenia do jedności, a ta przejawia się poprzez harmonię trzech elementów – ciała, umysłu i duszy. Nad nimi czuwa i przewodzi święta Przestrzeń Serca. U Ciebie… Ciało broni się przed wpływem umysłu, który nieco bez kontroli miesza i rozrabia. A Dusza przygląda się temu z westchnieniem i tupie już zniecierpliwiona. Przesłanie szarej topoli to odniesienie do podświadomości i świadomości. Integracja tych dwóch składowych. Podświadomość zawiaduje nieświadomymi reakcjami ciała, a świadomość to wszystko to z czego zdajemy sobie sprawę. Zwraca uwagę na emocje, te nieuświadomione, nieprzepracowane, zapiekłe, zepchnięte. Choć nie jest przyjemnie zagłębiać się w nie, bez tego nie pójdzie nikt do przodu. Ten rok zresztą, przebiega nam pod patronatem topoli. Fioletowe, wirujące serce – kula, energetyczne jądro drzewa przemieszcza się w górę i dół, będąc w nieustannej gotowości do wsparcia ludzkiego wnętrza, temu który poprosi. Mnie wyleczyły z kilku dolegliwości fizycznych. Szara topola pochodzi z połączenia topoli białej i osiki, dlatego jej właściwości są szczególnie odczuwalne. Drgające listki osiki mają moc rozpraszania blokad i zastoin energetycznych, a biała to przestrzeń ducha, dusza, powrót do Boga, Wszechistnienie, uzdrowienie duszy, wzrost duszy, odzyskanie jej utraconych aspektów, osobista moc ducha, przejawienie darów, jedność, Boskość Istoty, pełnia kreacji. Połączenie tych mocy ma silny wpływ na energetykę człowieka. Trzeba pamiętać, że topole uznawane są przez wielu za ‘’drzewa wampiryczne’’ czyli takie, które pobierają od nas dużo energii. To zależy. Mogą zadziałać bardzo różnie, i trzeba tu pozostać uważnym, na to jak się czujesz. Jeśli pojawi się senność czy bóle w kontakcie, lepiej poszukać innego drzewa. Kontakt z topolami uszlachetnia nasze pozytywne cechy i otwiera drogę do nawiązania prawdziwych przyjazni, miłości. Te relacje i marzenia towarzyskie topole wspierają szczególnie. Pomagają zmierzyć się z cieniami przeszłości.

53670362_2500297526655404_6377344376573526016_n

Rybołów – Cel Życia

Każdy do czegoś dąży. Nawet najmniej wymagająca egzystencja ludzka, kieruje się jakimiś pragnieniami. One albo pomagają nam przetrwać, albo prowadzą nas ku jak najlepszemu spełnieniu. Czasem pojawia się prztyczek, który weryfikuje nasze cele i założenia, skłania nas abyśmy przyjrzeli się im jeszcze raz z perspektywy przydatności. Zweryfikować cel. I warto wtedy zapytać siebie: Czy na pewno ten cel jest mój? Czy jest zgodny z pragnieniem duszy? Jak pomaga mi się rozwinąć? Co z tego mam, wynoszę? To przesłanie ptaka pieśni Twej Duszy – Rybołowa. Jest to wyjątkowy unikat wśród drapieżników. Żywi się głównie rybami, a więc żywioł powietrza łączy się w chwiejnym tańcu z żywiołem wody, pozostając w dopełnieniu. Nielicznie lęgowy, zagrożony w istnieniu. Zdarzało się odnaleźć na brzegach czy na dnie wysychających jezior szkielety rybołowów splecione z kośćcem ryb. One dążyły do swego celu za wszelką cenę – i oto jak skończyły. Z tym też warto abyś u siebie zwrócił uwagę, czy nie masz podobnych zapędów. Cel jest ważny, ale można go osiągnąć różnymi środkami. Cierpliwość, wytrwałość, lub po prostu jego modyfikacja. Powyżej u lipy zostało Ci wskazane, co jest naszym głównym celem, czego nie powinno tracić się z oczu. Rybołów to też wędrowiec, który nie bardzo potrafi stworzyć coś stałego. Gniazda zwykle przejmuje po innych ptakach i nadbudowuje. Zachwytem jest podziwiać, jak w pędzie pikuje, zderzając się z pluskiem z taflą czystego jeziora. Choć miewa miejsca, które szczególnie lubi i tam wypoczywa. Mimo to rybołów pozostaje zaradny, bo chwyta również zaskrońce, kaczki, małe ssaki, skorupiaki i ślimaki. Modyfikacja celu, o której mowa J Rybołów uniesie wiele, chwyta czasem ryby cięższe niż on sam. Bywa, że puszcza zbyt wielką zdobycz. Wymaga rybołów czystej, przejrzystej wody i poczucia bezpieczeństwa. Tak i Ty lubisz widzieć sprawy klarownie, i czuć się komfortowo, przewidując niektóre zdarzenia. Ale i sam w wielu kwestiach bywasz przewidywalny, z uporem trzymając się utartych schematów myśleniowych i w zachowaniu. A tymczasem, jak przekazuje Grab, życie jest zmianą. Warto powtarzać to sobie… I któregoś dnia, z zaufaniem, bez oporu, a radością witać to co niesie. Wtedy ból znika. To będzie nowy u Ciebie etap.

Drzewo Mocy: Lipa

Opiekuńcze: Topola Szara

Wspierające: Grab

Wskazujące: Śnieguliczka Biała

Ptak pieśni Duszy: Rybołów

* A jeśli i Ty czujesz, że na życiowej drodze potrzebne Ci osobiste przesłanie, odezwij się do mnie na mail czeremcha27@wp.pl 

Ile lat ma Drzewo? Dojrzewanie nasiennych dzieci.

Jedne z najczęstszych pytań, kiedy stajemy wspólnie pod Drzewami, jakie się pojawia. ‘’Ile może mieć lat’’? – pytają moi goście.Czasami ma to jakieś znaczenie… I choć są różne ku temu metody aby sprawdzić, zwykle mam z takim pytaniem jakiś problem. Bo przecież nie zetniemy go i nie policzymy nagle słojów. A i ten sposób nie jest do końca dokładny, bo przecież drzewo różnie może przyrastać i nakładać słoje, w zależności od wielu czynników. Ostatnio coraz częściej przekonuję się, że nie wiek i ‘’sędziwość’’ Drzewa mają aż takie znaczenie, jeśli chodzi o możliwy kontakt z nimi. Podczas niedawnego wyjazdu udało się mi bardzo łatwo porozumieć z młodymi brzózkami i dębem, odczuć ich nastroje i pragnienia nawet. Dąbek wibrował pociesznie przy zbliżaniu dłoni, jakby z ekscytacji na kontakt, a brzózki wygłupiały i reagowały na szeptane słowa. Z każdym udało zamienić się kilka rymów. I nawet aż tak mnie to nie zdziwiło. Siedziałem właśnie pod Krzesimirem pogrążony w tych rozmyślaniach o leciech, kiedy Dąb odezwał się nagle…

– Pytasz o wiek Drzew? A po co w ogóle go liczyć? Uważasz, że ludzie są w stanie poznać nasz dokładny wiek używając swoich sposobów?

No jak to po co? Ludzie są ciekawi. Uważa się, że im starsze Drzewo, tym bardziej doświadczone, świadome, pomocne. Choć już wiem, że nie zawsze tak jest. Poza tym
Wy wiecie ile mamy lat, więc co to za sekret?

Zamruczał. Zdziwił się. Poszumiał…

– Nie chodzi o tajemnicę, nie. Ale o życie Drzewa. Pomyślałeś, od kiedy właściwie je liczyć? Od momentu kiedy wykiełkuje i pokaże nad ziemią – tak uważacie. A co wcześniej? Czy nasionko jest martwe? Przecież drzemie i czeka. Czasem się wybudza – tu dojdzie je trochę wilgoci, z drugiej nieco ciepła. Już wtedy – żyje i bada otoczenie. Sprawdza, kiedy najlepiej zacząć się rozwijać. Zupełnie jak dorosłe Drzewo. A dorosłe pomaga mu w tym procesie. Z setek lat przekazało całą swoją dostępną wiedzę z pokoleń, do tego małego nasionka. O świecie jaki je otacza. O zagrożeniach, opadach, glebie, owadach, sprzymierzeńcach, wrogach. O szczęściu i pełni oraz o niedostatku, i jak sobie z nim poradzić. Cały czas to się dzieje. Choć usilnie nie dostrzegacie. Życie – pełne spraw, trosk, radości, zmagań. Zupełnie jak Wasze. Wróćmy do nasiona. Jeśli ono żyje i pracuje już będąc w Ziemi – od kiedy powinno się według Ciebie liczyć wiek Drzewa? A może jeszcze wcześniej – kiedy żołędzie wiszą na gałęzi w szypułkach, uczą się życia, zbierają informacje, pytają, niekiedy boją, i nie mogą doczekać kiedy wreszcie opadną ku Ziemi? Może odtąd powinniście rachować?

Ale jak to?

– Mówię Ci, że tak jest. Czemu Cię to dziwi? A dziecko ludzkie, w łonie matki? Też słyszy, przeżywa jej emocje, uczy się, czasem nabiera i traum. Tak ja i każde Drzewo rozmawiam ze swoimi dziećmi. I nie ważne, że ich dużo, że wiele zostanie tylko pokarmem dla zwierząt – wiedzą, że tak być musi. Nie umierają, nie odchodzą. JA ponownie je wskrzeszam. Wracają do mnie z Ziemią. A u Was, jeszcze przed poczęciem – Dusze umawiają się na jakieś doświadczenia, wzajemne poznanie. Dzięki temu wzrastacie, rozwijacie się, uczycie. U nas tak samo…Prawie tak samo. Ponieważ duchy Drzew są niemal od początku w stałej łączności ze swoim drzewnym ciałem – tak łatwo przychodzi im akceptacja. Wiedza. Z tylu rzeczy nie robią tragedii. Rośniemy, rozwijamy się, pracujemy dla Matki Planety, doświadczamy, uczymy, usychamy, cierpimy, śpiewamy pieśni, tańczymy, pijemy, przewracamy, rozkładamy, ale – nie umieramy. Wracamy wciąż. Coraz bardziej świadome, przystosowane, mądre, ufniejsze i bogatsze. Zawsze wracamy. Wy też wracaliście, i odchodziliście. Wiele już razy. A Drzewa zawsze były. Ostatni ‘’czas’’ był trudny dla nas. Zasady naszego wspólnego istnienia – zszargane i zdeptane. Braterstwo, opieka, pomoc, równość, rozwój, współczucie i szacunek należne wszystkim. Dla Drzew było naturalne aby się opiekować, wspierać. Robimy to dotąd. Wiemy, że różnorodność szczęśliwych jednostek zapewnia dobrobyt większości. To działanie silniejsze i starsze niż wszystko co dotąd poznałeś. Nie złość się teraz – na ludzi. Będzie stopniowo wszystko wracać. Zobacz, spójrz! Tyle się zmieniło. Przychodzicie już po kilka osób. Docieracie i poznajecie kolejne Drzewa. Jednoczycie się w ich energiach, a one dają siebie poznać. Chcą być poznane przez Was! Otwierają się ufnie, będąc przekonane o zmianie Waszej, jaką spowodują te odczucia. Podjęto decyzję w radzie Wiecu – działać na wszelkie sposoby. Inni – czytają i praktykują sami. A to tylko wierzchołek, bo takich ludzi jest i już zbiera się wielu…

65395413_341162893445501_4959807042052161536_n

…Czasem nawet ewoluujemy, kompletnie się zmieniamy. W coś innego. Skały tak zwane, przechowują opowieść o tych gatunkach, które odeszły. I gdybym pokazał Ci obrazy ze wspomnień Pamięci epok Ziemi, nie uwierzyłbyś. Coś Ci powiem Przyjacielu, choćbyś bardzo chciał, nie poznasz wieku Drzewa. Odkąd właściwie powinieneś liczyć? Bo istniejemy Wiecznie. Teraz.

Serce bije mi łagodnie szczęściem. Po policzkach płyną łzy. Dąb kołysze leciutko liśćmi w koronie, aż w głowie wiruje. Wiem, że to już wszystko. Znam Go dość dobrze, tak mi się wydaje. On zawsze tak z zaskoczenia. Nie musi już mówić. Choć w głowie kołacze jeszcze:
‘’ wiesz, że to co opowiadasz jest totalnie odjechane’’ ? I jednocześnie takie oczywiste. Wiem, że On nie dba o to. Ostatnie czym przejmowałoby się Drzewo to ‘’co ktoś sobie o Nim pomyśli’’. Ochoczo biorę przykład. Spisuję. A kto wie, co to słowo komu podaruje 

25. 06. 2019 – Krzesimir 🍁

54412571_10217475620469709_4584872047972188160_n

Owocowy Festiwal. Gawędy o Drzewach Mocy.

I stało się, jak Drzewa przepowiedziały. Pamiętam jak obiecaliśmy sobie, że wszędzie pójdę gdzie mnie zawołają, aby opowiadać o ich przesłaniach i głosić zielone światło dla wspólnego rozwoju. To niezwykły również dla mnie proces – wyjście z lasu, gęstwin i krzaków, na scenę, do ludzi. Czas spędzony w gronie Witarian i moja pierwsza w życiu prelekcja na długo zapiszą się w przedziale najpiękniejszych wspomnień, jakie mam. Dużo się zadziało. Ogrom nowych doświadczeń i wrażeń, nie do przekazania w jednej opowieści. Przerosło moje najśmielsze ‘’oczekiwania’’… Owocowy Festiwal to pierwsza tego typu impreza, spotkanie dla ludzi miłujących zdrowe odżywianie, ”zero waste”, ekologię, naturę, i kolorowe płody Ziemi. Atmosfera lekka, łagodna i kojąca. Każdy się uśmiecha, zagada, przytula..  Zbliża się godzina 13:30. Czas mojego występu. Mam tu opowiedzieć o przesłaniach Drzew Mocy, sposobach pracy z ich energiami, nauczyć podstaw duchowego kontaktu z tymi niezwykłymi Istotami. Parę osób przyszło najpierw zapytać co tu się będzie działo. Trochę chaosu z organizacją. Gdzieś brak głośników i kopie prąd, całkiem dosadnie. I choć o czasie siedzi przede mną jedna osoba, zaczynamy rozmawiać. Powoli, schodzą się ludzie. Coraz więcej. Pierwsze moje wystąpienie, przed dorosłą publiką. Jakoś ani przez chwilę, przedtem ani w trakcie, nie miałem tremy, czy stresu. Wiem dlaczego. Zawsze, kiedyś tam chciałem występować na scenie i zostać aktorem. Potem opowiadać o Drzewach i lesie większemu gronu. Dziś te marzenia właśnie się manifestują, a więc to powód tylko do uśmiechu. A i wszelkie obawy okazały się zbędne. Pamiętam jak kilka dni wcześniej poszedłem do Drzew, aby ich dopytać, czy coś może szczególnego powinienem przekazać? O czym mówić?

IMG_1415

– Opowiedz o wszystkim – tak jak to było. Niczego nie pomijaj. A zwłaszcza wierszy…

Powiedział wtedy Krzesimir. Wiersze. No z nimi miałem ‘’ogromny problem’’ w myślach i praktyce. Bowiem ich odczyt powoduje u mnie od razu silny wzrusz, łamanie głosu i płacz. Są to dla mnie bardzo osbiste treści. Więc najpierw stwierdziłem, że je sobie daruję, bo jak to będzie wyglądać podczas występu… Ale Drzewa się uparły… że mają być. I rzeczywiście, gdy przychodzi ten moment i płyną rymy, robię długie przerwy i głos mocno drga, z wielkim ‘’trudem’’ udaje mi się doczytać do końca. Uprzedziłem na początku, że może tak być. I widzę, że nikomu to jakoś nie przeszkadza. Pozamykali oczy i słuchają… Uff! Słowa płyną…

– Przytulasz. I odbierasz, jak wiele się zmienia. Zaczynasz czuć się dobrze, błogo, szczęśliwie, lekko, radośnie. Co takiego się stało? Jako, że drzewa nas widzą w sposób wielowymiarowy. Nie tylko emocje, nastawienie i stany, ale też wszelkie wyrwy w aurze, ubytki, podpięcia, blokady. Zdejmując je i udrażniając przepływ energii, powodują, że wracamy do naturalnego nam stanu czucia i bycia.

IMG_1403

Opowiadam o symbolice i ich znaczeniach. Ludowych wierzeniach związanych z poszczególnymi gatunkami. Które na co pomagają i w jaki sposób wspierają? Osobiste historie. Jak brzozy ostatnio zrobiły mi kawał? Czy Drzewa się gniewają? W jaki sposób nas postrzegają? Jak sam uzdrawiałem swoje emocje z ich pomocą, pozbywając się lęków i traum? Jak się z nami komunikują, na co zwracać uwagę, aby rozpoznać gdy do nas wołają? Dlaczego drzewo czasami nie chce się kontaktować, i jak daje o tym znać? Co możemy rozpoznać za pomocą dłoni? Widzę, że niektórzy mają notesy i zapisują  Czuję, jak ręce mi zdrętwiały i zaczynają mrowieć. Zupełnie jak przy dębach. Płynie energia drzew. I jakoś wtedy, zdarzył się ten moment. Zupełnie straciłem z oczu ludzi którzy byli przede mną, zamiast tego wokół ukazały się Wierzby, Klony, Lipy, Dęby, Topole, Sosny, te które rosły nad pobliską rzeką. Ale takie trzy razy większe niż normalnie. Pochylają się nad nami. Wizja. Kiedy widzenie mi wraca, wokół mnie tłum. Szybko zapełniły się wolne miejsca. Ludzie pojawili się nie wiadomo skąd. A ja wiem co się właśnie zdarzyło – otrzymałem leśne wsparcie. Drzewa zadbały, aby słowa dotarły, tam gdzie miały. I łatwo jest opowiadać, kiedy ma się co. A z każdym Drzewem, tyle więzi i wspomnień. Historia Dęba Radosława i jego słowiańskich wojowników. Lipowe przesłanie zgody i współpracy. Brzozowe tańce i uzdrawianie w świetle. Wierzbowa moc przodków i praktyki szamańskie, zapomniane gusła, zabobony, tajemnice, legendy. Wiązowe wybaczanie, współczucie, zrozumienie. Drzewa Umysłu, orzechy i kasztanowce. Drzewa Kobiece, seksualność, wyrażanie siebie i pragnień, odwaga, samoakceptacja, Moc Ziemi, płodność. Drzewa Ochronne i te od wspierania realizacji marzeń. Olchy przemawiają długo, szumiąc wierszem o sprawach swego codziennego istnienia. Informacji wypływa mnóstwo, a drzewne charaktery odczytuję w rymowanych wierszach, tych jakie podały mi one same…

Opowiada mi lipa o pewnej istocie, 
Co zrozumienia, przynosi krocie

I rzeczowe, przedstawiając dowody,
Podąża drogą, pradawnej zgody.

Gdzie się pojawi, tam spokój ścisły
I wnet kiełkują, 
Już nowe pomysły.

Objawiają się z takim darem, 
Realizowane, pod wspólnym sztandarem

I gdy jasności przypływa tchnienie, 
Pojawia się u niej, wszelkie zrozumienie

Dla innych

Odbieram, że chcą drzewa przekazać maximum co można. Każde woła, aby mówić o tym, o tamtym. A tymczasem zaczynają się pytania. Większości z nich nie pamiętam. Słuchacze pytają o swoje drzewa, jakie przy nich widzę, odczuwam? Choć spodziewałem się, że tak się zdarzy, była obawa. Ale rozpoznanie idzie mi płynnie. Od razu wiem. I odpowiadam, przy Tobie Modrzew i Brzoza, a obok pani sosna z akacją. Gdzie indziej dąb i wiąz. Każdy się dowiedział. A potem, kolejny szok. Ludzie podchodzą i pytają o wspólne warsztaty, wędrówki, o numer telefonu. Kalendarz spotkań niespodzianie się wypełnia po brzegi. Ktoś mnie ściska i mówi, że teraz dopiero wie, po co tu przyjechał. Inna osoba przedstawia się, i że jechała specjalnie aby mnie poznać. Kochani! Tak bardzo mnie zaskoczyliście i ucieszyliście. W gąszczu pytań, dociekań, i opowieści, zupełnie zapomnieliśmy o czasie. Za chwilę słyszę, że znacznie przekroczyliśmy ten nam dany, i od dawna już pora na kolejny wykład, a następny prelegent czeka. Widzieć niepocieszone miny słuchaczy na wieść o końcu spotkania – bezcenne… Ale to nie był jeszcze koniec. Po chwili wędrowaliśmy już sporą grupą przez plac i usiedliśmy w cieniu sosnowego kręgu, gdzie z radością kontynuowałem nasze spotkanie…

IMG_1424

IMG_1425

IMG_1431

IMG_1423

IMG_1422

A gdy już zegnali nas ze sceny 😅

Usiedliśmy z mniejszym gronem, w sosnowym kręgu nieopodal. Tu kolejne porcje pytań i opowieści. Odczytałem kilka przesłań, znowu z niemałym wzruszeniem. Każdy mógł podzielić się swoimi osobistymi doświadczeniami z dendroterapią. Inni opowiadali o swoich przeżyciach z Drzewami. Podzieliłem się wspomnieniami z wielu osobistych procesów, wracając do historii jak to Dąb Radosław robił mi terapię uwalniania lęków. Jeszcze więcej skupienia, intymności dla nas wszystkich. Takie kameralne, nieplanowane spotkania też mają urok. Inni pytali o swoje drzewa, które ‘’na żywioł’’ wskazywałem 🍁

Drzewnych braci czas radości, 
Dawnych powitają gości,

Swych przyjaciół, z innych czasów, 
Którzy zawsze blisko lasów,

Gwar podnoszą z głośnym szumem, 
Aby się uścisnąć z kumem

Jesion, brzoza, wiązy, świerki, 
Dosyć już tej poniewierki,

Wrócił druh nasz zapomniany, 
Z tylu zdarzeń dobrze znany,

Lipa zwraca się do Ciebie, 
Gdybyś w jakiejś był potrzebie,

Z nią odkryjesz znowu siebie 
Bo, choć może o tym nie wiesz,

Właśnie tam prowadzą drogi
Wszystkich istot świata srogich

Z grabem przyjdzie zrozumienie, 
Czym na Ziemi jest Istnienie,

Po co tyle zła i zniszczeń, 
Gdzie ocena, bunt umysłu

Więc gdy w środku Cię zaboli, 
Oddaj pokłon swej Topoli

Życie czasem daje pstryczka, 
Rzecze biała śnieguliczka,

Ty masz z tego czerpać wnioski, 
Aby żegnać, dawne troski,

O to Duszy chodzi przecież, 
By doświadczać, na tym świecie,

Wiedzy nowej wieszczy połów, 
Ptak Twój Mocy – Druh – Rybołów

Umysł uśpij, tam już znane, 
Serce otwórz, będzie dane.

IMG_1438

IMG_1443

IMG_1439

IMG_1433

IMG_1440

Owocowe spotkania i historie z życia

Pamiętam taką dziewczynę z którą jechaliśmy w obie strony. Z tego co zapamiętałem – podczas harców na trampolinie tak uszkodziła sobie nogę, że lekarze nie dawali nadziei. Miała mieć jakieś szanse po przejściu 6 skomplikowanych operacji, z których każda miała kosztować po 30 tysięcy. Ale ona się nie poddała… Kosmos chciał, że do jej rąk trafiła książka ” Potęga Terazniejszości” po której to lekturze postanowiła wyzdrowieć. Doszła do tego surowa dieta i witariańskie soki, no i udało się. Dziś chodzi. Fenomeny.. Na festiwal jechałem z intencją, aby dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co mogę zrobić dla swojego ciała, aby być jeszcze bardziej pełnym energii i harmonii.

Poznałem podczas pobytu wielu niezwykłych ludzi, których historie mogłyby stanowić treść osobnej motywacyjnej książki. A w podróży natrafiłem na niezwykłego człowieka, który zwie się Jacek Borysiewicz  Dlaczego Wam o nim piszę? Nasze żywoty to opowieści i sploty rozmaitych zdarzeń, przenikają się i inspirują. Jacek też wybrał żywot podróżnika – wędrowca, jakże jednak odmienny od mojego. On odwiedza po kolei wszystkie możliwe magiczne festiwale i zloty, gdzie obdarowuje ludzi ozdobnymi czarodziejskimi przedmiotami, sprowadzanymi wprost z Indii. W jego sklepiku znajdziecie torby, egzotyczną biżuterię, notesy, księgi, figurki, kadzidła, mandale, łapacze snów i inne cudactwa, których nawet nazwać nie umiem  Facet zorientowany chyba na wszystkie możliwe tematy, lekki gawędziarz i przemiły towarzysz. Zwykle miewa wolne miejsca w aucie, więc zawsze można się z nim zabrać na któryś z kolorowych zlotów. A jest tego w sezonie, bo i Harmonia Kosmosu, Festiwal Wibracje, Festiwal Kocham Cię, Jedności, itd… Tam go znajdziecie  Poniżej dwa magiczne przedmioty z jego sklepiku, jakie goszczą już w mojej przestrzeni.

P90605-174159

P90605-174348

Jackowi dziękuję za pełną wrażeń podróż, Twoją życiową mądrość, dystans, i wszelką wiedzę.

Na stronie India Silk znajdziecie owe kolorowe cuda 24h.

PS. A ”Wielka księga Drzew Mocy” powstanie  Bo szumią liście, że jednocześnie, swobodnie pracuję już nad drugą książką, w które zawarte zostaną spisane przeze mnie przesłania, oraz Wasze historie, będące świadectwem pomocy Drzew. A w tym oto notesie, będę spisywał w lesie nowe wiersze 

Warsztaty…

Tych było wiele. Nie sposób wymienić wszystkich. Od rodzajów diety i sposobach ich stosowania, po sport, duchowe uzdrawianie, permakulturę, jogę, medytacje, bębny, malarstwo, tantrę, ekologiczne rolnictwo, podróże, i co kto zapragnie. Istota zakochana w teatrze, lekkości i sztuce poprowadziła na Owocowym Festiwalu spotkanie na temat swobody ciała, pokazując nam gimnastyczne ‘’sztuczki’’ o jakich się nie śniło. Były to moje pierwsze warsztaty w życiu w jakich wziąłem udział… I cóż powiem  Nie wiedziałem, że ruch być tak swobodny, zaufany i płynący, naturalny! Oraz, że nasze ciała posiadają takie giętkie możliwości Było wzajemne malowanie, biegi, skoki, wspinaczki, podnoszenia, relaks, otwarcie, swoboda, nowe… I od tego momentu pamiętał będę, że dusza wyraża się w szczęściu również poprzez chwiejne upadki, odważne kroki, nieco wysiłku i zginanie pleców 

IMG_1447

Dziękuję Ci Maria, za tą niezwykłą lekcję. Jesteś świetna w tym co robisz. Udało Ci się wydobyć z nas wszystkich ogrom zaufania, kunszt beztroskiej finezji, oraz odwagę w wyrażaniu swojego piękna. Długo tego nie zapomnę. A profil Marii znajdziecie tutaj:  Maria Wendland

Podziękowania:

🌳 Dziękuję leśnie wszystkim uczestnikom, tego małego spotkania. Za Waszą wyrozumiałość, ciepło i otwartość Serc, wszystkie przytulenia, uśmiechy, wieści i wspomnienia. Wszystkim moim gościom za Waszą obecność, wszelkie niezwykłe pytania, wspólny czas i dar poznania Waszych Dusz – nie zapomnę tego do końca życia, składam serdeczne podziękowania. Gospodarzom i organizatorom. I mam nadzieję, do zobaczenia na kolejnym kolorowym festiwalu 

Specjalne podziękowania kieruję do Zuzi Jóźwik za przytomną i wspierającą mnie obecność, oraz wykonanie niniejszych zdjęć.
A to pamiątkowy plakat z przygotowań. 

https://owocowyfestiwal.pl/sebastian-czeremcha/