Jesienny oddech Leśnej Mocy. Wędrowne warsztaty w Naturze.

Jesień wcale nie musi być szara, ponura, i chłodna. Może natomiast być Wędrowna. Powoli milkną odgłosy mocarnych jeleni, płynące porykiwaniami w głębinach Kniei. Lecz w lesie nigdy nie mieszka na dobre cisza. Zanim zaszeleści pod stopami pachnący dywan kolorowych liści, nim nagie drzewa zasną odkryte w swych tajemnicach, wreszcie zanim świat odda się w panowanie wichur, deszczu i słot…

Ruszymy popołudniem, aby skorzystać z ciepłych jeszcze promieni pazdziernikowego słońca, pochwycić resztki dobroci babiego lata, poleniuchować w liściach, a na miejscu być przed zachodem. Za dnia powędrujemy boso po zaoranej miękkiej ziemi, chłonąc w siebie dostatek ciepła ostatnich takich momentów. Wezmiemy z sobą kanapki i coś gorącego do picia w termosach, oraz uważność i szacunek wobec świata natury jaki podziwiać będziemy podczas tej podróży. Przytulimy się do ogromnych klonów i dębów powierzając im swe troski, napięcia, radości, posłuchamy o czym szemrzą i prawią. Będzie to okazja aby skorzystać z kojącej i uzdrawiającej energii zaprzyjaźnionych Drzew Mocy oraz zasięgnąć od nich wieści dla Ciebie. Przekażę Ci w gawędzie swobodnej swoje wieści na temat Dendreoterapii i pracy z energiami lasu. Ciepła jesień to równie bajeczna pora do czuwań pod gwiazdami, jeśli szukasz szelestów…i ciszy. Towarzyszyć nam będą stukoty wszechobecnych żołędzi, kiedy mocarne dęby z ufnością powierzają Matce Ziemi zadanie pomnożenia swego plemienia. Jeśli Twój słuch jest wyostrzony, bez problemu wyłowisz też delikatne tąpnięcia i szmery lądujących listków. Strojni w kolory spadochroniarze, okrywają spracowaną ziemię przytulną kołderką szeptu. Tak właśnie nuci swą pieśń jesień i to jedna z łagodniejszych piosenek. Ma moc ukojenia duszy.. Czasem zaszeleści w nich jakiś gryzoń, albo spóźnialski jeż, także korzystający z ostatków przyjaznych temperatur. Aromat wirującego listowia, miesza się z zapachem rzadkich grzybów, krążąc paletą przy skraju boru… Piaszczysta granica światów na styku pól upraw ludzkich zapisana jest opowieściami w postaci tropów wędrujących saren, lisów, jeleni, dzików, zajęcy. Spróbujemy odczytać je po trochu, oraz inne ślady zwierzęcych zwyczajów. Zajrzymy w arkana ich sekretów, jakich ślady pozostawiają tu i tam na szlaku swego żywota. Dowiesz się ciekawostek o ptakach, ssakach, roślinach, a przy okazji podszkolimy się ze znajomości zasłyszanych ptasich głosów. To już nie czas bogatych śpiewów, ale ptactwo zawsze wydaje dzwięki alarmujące i wabiące. Przy leśnych babrzyskach smęcą i jęczą jak duchy mocarne łosie. Łagodne sarny, powoli zaczynają łączyć się w pierwsze zimowe grupy. Kolorowe bażanty, z donośnym okrzykiem dają znać o swej obecności. Momentami ciszę drą na strzępy ochrypłe wrzaski czupurnych sójek. Wiewiórki z uporem dopieszczają kunszt swych gniazd i czynią ostatnie zapasy przed zimowym lenistwem. Gospodarna Jesień darzy swój lud szczodrze, dbając by nikomu nie brakło na zdrowiu i obfitości. Zabierz torbę lnianą, nazbieramy krocie szkarłatu dzikiej róży, koraliki głogów i garście krasnych jarzębin. A i kobiałkę małą, do której nieco grzybów się zmieści. Gdy wiatr niespodziany odezwie się szumem w koronach, wtedy się zacznie…setki, tysiące iskier czerwieni i żółci pomkną w dół, na swój przedostatni taniec. My rozłożymy wtedy ramiona, wirując w balecie wraz z nimi, dając otoczyć i pochłonąć się magii. Nad bagnami panuje już chłód, a o szarej godzinie zmroku dziki przebudzają się w barłogach chrobocąc, i z trzaskiem ruszają ku sobie tylko znanym żerowiskom.Mgły budzą się wtedy ze snu, snując i przędąc nieprzeniknione woale powłóczystych zasłon. Siedząc wygodnie i bezpiecznie, będziemy mieli możliwość posłuchać gwaru wszelkiego zwierza, oraz zanurzyć się w szurających sekretach bagiennych ostoi. Kiedy ubywający księżyc osrebrzy przestrzeń swą magią, a mgły zatańczą z pląsami wyczuwalnego chłodu, wówczas poznasz w pełni świat z mojej baśni, którego doświadczam i spisuję na kartach mych opowieści. Zapraszam Cię serdecznie na wspólną wędrówkę połączoną z nocnym czuwaniem w świecie przyrody i celebracją jej bogactw, aby naładować akumulatory zachwytem cudów, pięknem, ciszą, najwspanialszą energią jaką wespół z moimi Drzewami postaram Ci się przekazać. Niech otuli Cię wsparciem przed zwiastunem ciemnej Zimy. Pytaj mój Drogi Gościu o swój termin i przybywaj na jedyną taką przygodę, połączoną z osobistą Transformacją Duszy.

Jaką praktyczną wiedzę wyniesiesz z tej wyprawy:

– Tropy zwierząt, i ich rozpoznanie w terenie: Sarna, dzik, jeleń, zając, lis, borsuk etc. Ciekawostki z życia zwierząt.

– Ślady aktywności zwierząt i ich zachowania: Buchtowiska, żerowiska, kąpieliska, gniazda wiewiórcze i ptasie, doskonalenie warsztatu tropiciela. Tu spektrum będzie szerokie.

– Energie lasu i Przesłania Drzew Mocy. Robić będziemy odczyty. Uczyć, przypominać sobie będziemy pracę z prastarymi Istotami Ziemi, kontaktu z ich świadomością, charakterów, sztuki porozumienia. Po prostu – Dendroterapia.

” Uśmiech Czatownika” Wieczorno – nocne czuwanie (możliwe do świtu) w klimatach i szelestach leśnych, mgłach, szmerach. Słuchanie budzących się dzików w szuwarach! Bezpiecznie, na stogu siana.

– Jesienna stołówka zdrowia – zbiory rajskich jabłoni, dzikiej róży, jarzębin, głogów, grzybów, z opowieścią o ich praktycznym zastosowaniu w przetworach, właściwościach i zdrowiu 🙂

– Ptasie Pieśni. Nauka rozpoznawania zawołań, odgłosów wabiących i śpiewów napotkanych gatunków ptaków.

Kiedy?

Wyprawy realizujemy od początku pazdziernika do końca listopada.

Gdzie?

Rokietnica, k Poznania, Wielkopolskie.
Gościnna kwatera noclegowa podejmuje wędrowców z daleka, razem z wyżywieniem.
Przy zamawianiu miejsc, proszę rzec hasło, że do ”Szepty Kniei na Wędrówki” . 

http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Czego możesz potrzebować?

Zabierz buty wędrowne na grunt suchy, kalosze, torby i koszyk. Garść zaufania i kieszenie pełne ciekawości. Szczyptę wytrwałości, ciepłe ubrania na noc i plecak który to wszystko zmieści  🙂 Termos i co lubisz do zjedzenia. Przydać się też może aparat foto lub lornetka.

Plany mogą ulec zmianie, w zależności od pogody.
W razie dodatkowych pytań zapraszam do kontaktu przez e-mail :

czeremcha27@wp.pl

Podziękowanie za wspólny Dzień Wędrowny, przewodnictwo i wieści: 200 zł / osoba.

Do zobaczenia w lesie!

432763_red-lovely-leaves-magic-beautiful-autumn-splendor-water_2560x1920_h

Reklamy

Dąb Radomir, co z piorunami się bratał. Emocje i uczucia Drzew.

Wędrując po lesie, czytam jego wskazówki. On chwali się w dumie, cieszy radością, syci w strojach, opowiada, pokazuje, czasem żali się, smuci lub i złości. Pragnie i dąży do swej pełni. To znów historia o tym, jak podobne są nam drzewa. Myszkowałem wtedy z otwartymi dłońmi – badając i starając się poczuć drzewne energie otaczające mnie wokół. Uczyłem się -siebie i świata obok. Jeden z tych niewielu spacerów typowo poznawczych. Ileż przypływa, ukazuje się w czuciu… Wzrok uzupełnia te opowieści o pojęcia. Energie zapraszają, wołają, ofiarują, otulają, gdy nagle coś przenika mnie hardym prądem. Brrrr! Ile w tym…lęku? Rozpaczy trochę. Któreś z drzew woła pomocy. Coś mu się stało. To jak sygnał SOS. Ale które, gdzie? Wprawdzie byłem dziś u skruszałej wierzby, co to gnije i się rozpada, lecz ona pogodną była, w akceptacji dla swego losu. Idę tak jak prowadzi, ten sygnał. Trudno go określić, jest solidny, tętni na cały las, ale drzewa wszędzie jakby go ignorowały, oswoiły już z nim. W uczuciu niepokoju, pulsujące i słabnące zawołanie, mówiące jedno: POMÓŻ MI! POTRZEBUJĘ. CO SIĘ STAŁO?

Po kilkunastu krokach, przechodząc pod ogromnym dębem zaciemnia mi w głowie. Plącze nogi i osłabia w parę chwil. Tak pobiera energię moją. To gdzieś tutaj! Ktoś Ty? Okrążam dębowego wojaka i oto ukazuje mi się…potworna wyrwa… Takiej rany drzewo już nie zaleczy. Ona skraca jego żywot o setki. A on…nie chciał chyba. Nie był jeszcze gotów. Dociera do mnie, że musiał oberwać piorunem. Dawno temu. I pozostał w szoku. A drzewny szok potrafi się utrzymywać latami, podobnie jak i ludzi zagnieżdżają się wspomnienia i brak akceptacji, wobec życiowych sytuacji. W takim momencie, srogi, Dębowy Chłop, dawny mocarz tutejszej ostoi, stał się nagle jak małe dziecko. Które lanie dostało, i nie wie za co. Wołał pomocy od innych drzew obok – dały mu co mogły. Ale i one skupione muszą być na sobie, jeśli chcą żyć. Badam dłonią – z wyrwy bije nieprzyjemny ziąb, od drugiej strony dąb jest żywy i cieplutki. Jeszcze się trzyma. Ale… płacze…? Od drzewa rozbrzmiewa mi żal za utraconą potęgą, niezrealizowanym planem na siebie, ból… Jestem w szoku. Nie tego się spodziewałem doświadczyć. Nie o tym czytałem.

Utarło się, że to drzewa są tymi, które obdarowują nas energią, pomocą i wsparciem. Tak przyjmujemy i zakładamy. On pokazał mi, że może być baaardzo inaczej. Przychodziłem do niego, wiele razy. Każda wizyta to był zawrót głowy, osłabienie i ciągnięcie mojej energii, ludzkiej, oh jakże innej i potrzebnej. Mówią, że od takich drzew powinno się uciekać. Wybierać tylko te zdrowe. A ja jestem.Otaczam go współczuciem. Przytulam zrozumieniem. Bo i jest mi jego szkoda. Był tutaj największym dębem, zanim utracił ten odrost. Godzinami rozmawiam i tłumaczę mu co się stało…

– Kochany, potężny, wieczny! Dla mnie jesteś nim nadal. Nic to co Cię spotkało, popatrz wokół! Minie kilkadziesiąt lat, zanim Twój koniec nastanie. Jesteś wspaniały. Jesteś silny. Poradzisz sobie. Ty wiesz, jak przepływa i dzieje się życie. Żyłeś szumnie, piąłeś w górę, może ze swadą, ale spójrz, czy nie pamiętasz podobnych historii ze swego lasu? Pamiętasz, tak działo się od zawsze. Jeszcze tyle przed Tobą. Nie bój się tych owadów, co teraz drążyć zaczynają, i one poniosą Twoją opowieść w próchno dla przyszłych pokoleń żołędzi. ( Nie lubił ich jak diabli ) 
Zaśpiewają Ci ptaki, zabrzęczą chrząszcze, zaszeleści sarna, ryć będzie pod Tobą dzik krzepki. Wszyscy przyjdą podziwiać Mocarza, który cios tragiczny przetrwał…

– RADOMIR… dziękuję.

Przedstawił się tylko, i nic już więcej nigdy nie powiedział. Chodziłem, opowiadałem tuliłem nadal, pokazywałem mu w myślach obrazy jakie życie przy nim teraz rozkwitnie, i jak tu będzie miał wesoło z istnieniem, jakie weń zakołacze. Bo za owadami kręcić się będą ptaki, Ty istniał będziesz jeszcze wiele lat, będąc świadkiem wspaniałego procesu jaki był udziałem Twych przodków, zanim wybrała Cię iskra. To ona zrobiła Cię potężniejszym niż mógłbyś się stać, rosnąć najwyżej. Możesz być nadal… świadectwem wiary, zaufania i odwagi dla innych. Teraz sam dasz życie milionom. Roztocza, pająki, grzyby, larwy wszelkie… A może i sowa z Tobą zamieszka. Z nimi poniesiesz swą opowieść dalej. Nie przepadniesz w cieniu.

lightning-tree-sebastien-del-grosso

Za którąś wizytą odczułem zmianę. Zawsze gdy przychodziłem zaczynało się tak: ‘’pochwycenie’’, a następnie ‘’dojenie’’ mnie z sił. Wtedy mu oczywiście przerywałem zachciankę i rozpoczynałem swoje monologi. Dziś wiedziałem od pierwszych chwil. Udało się  Wreszcie. Zaakceptował. Przyjął swój los, moją wersję, wszystkie wizje i obrazy jakimi go otaczałem. Zrozumiał, coś co wiedział od zawsze, a uciekło daleko dotknięte kalectwem. Poprzedniej wiosny się zazielenił. A miał z tym jakby przerwę, nie wiem jak długą, ani jak to przetrwał. Zazielenił się ocaloną połową i odtąd nigdy już nie próbował naruszyć mojej suwerenności energetycznej, ani niczyjej. Szemra z wiatrem, chłodzi się wilgocią z deszczu, woła ptaki do biesiady, przekomarza z sójkami, po prostu, żyje. Przed nim kilkadziesiąt lat nawet.

Raz ten jeden, to ja pełniłem rolę terapeuty, a drzewo pacjenta. Ileż mi to pokazało, jak wiele przemieniło, otworzyło… Każdemu na wędrówkach opowiadam jego historię, zawsze przystajemy pod nim, a On cieszy się z naszego zainteresowania. Przyjmuje dobre życzenia od ludzi, ukłony podziwu, choć ostatnio mam wrażenie, że chciałby o sprawie zapomnieć, aby nie mówiono już o tym. Odrodził się w nowym. Jest świadectwem potęgi Życia.

🌳 W hołdzie RADOMIROWI, Mocarzowi z Dębowego Szlaku.

IMG_20190921_121645

Pierwsze przesłania na żywo. Topolowe oczyszczanie i mirabelkowa gościna.

Drzewa, Moc Lasu, tajemnice, przesłania… czy kiedykolwiek przestaną mnie zaskakiwać? Każda wędrówka jest inną, mimo że zazwyczaj dzieje się w tej samej okolicy. Goście Szeptów Kniei – palety niezwykłych osobowości, a za nimi zazwyczaj kryje się historia pięknej drogi, zwykle niełatwej, pełnej barwnych i trudnych zdarzeń. Przybywają jedni po to, aby nauczyć się rozpoznawać tropy i ptasie głosy, dowiedzieć jak współistnieć ze zwierzętami bez płoszenia, a w bliskiej obserwacji. Kolejni pragną poczuć sedno jak rodzi się szeptowa opowieść. Inni skorzystać z pomocy i zasięgnąć wieści u zaprzyjaźnionych Drzew Mocy. Jestem za to tak wdzięczny, że mogę to wszystko chłonąć, poznawać, a innym dalej przekazywać. Iwona i Luśka przyjechały z pobliskiego Poznania, nie trzeba więc było wynajmować kwatery na nocleg. Las z początkiem sierpnia milczy jak zaklęty. Nie śpiewają już ptaki. Z rzadka słychać co najwyżej alarmujące zawołania dzięciołów, albo chwilowy harmider, kiedy ptasie rodziny z podlotami uczą się sztuki przetrwania w swoim świecie. Spacer z Drzewami Mocy, łączy w sobie naukowe przyrodnicze ciekawostki, bo przecież nie sposób uniknąć zwierząt. Spaja z duchową, intuicyjną wiedzą. Od Drzewa do Drzewa, z gawędą swobodną, jest podróżą przez dotarcie do osobistej prawdy, i uwolnieniem ducha do przeżywania codziennej magii leśnych zdarzeń. A dziś właśnie magia miała nas poprowadzić nas ścieżką tajemnic i czarów.

W drodze do oczyszczających aurę Topól, na posiłek zawołały nas dojrzałe Mirabelki. Migotały kulkami żółci i czerwieni już z daleka. Aż dziwne, że tutaj się uchowały. Większość drzewek w okolicy zrzuciła owoce z powodu suszy, a one tutaj oblepione. Mówią, że chciały przygotować posiłek dla wychodzących tędy od lat saren i dzików. Tak się wspierają. Rzeczywiście, pod nimi, wydeptane. Niektóre owoce aż bordowe. Częstujemy się soczystością i słodyczą. Aksamitny, łagodny aromat zapachu koi błogością. Zero kwasu. Jakie dobre! Słodsze, niż przejrzały banan. I pomyśleć, jak nie pielęgnowane, nie pryskane, nie wspomagane niczym, zdane na siebie drzewko może rodzić tak pyszne owoce? Leśna stołówka zdrowia. Po drodze skubiemy jeszcze nieco jeżyn i dzikich malin. Rozmawiamy o ziołach, ich zastosowaniu, zdrowotnych właściwościach. Po przekąsce, kłaniamy się polnym Mirabelom i dziękujemy za ich dojrzałe dary. Jakaż bogata to gościna. Odbieram, jak czują się wzruszone. Jesteśmy chyba pierwszymi ludzmi, którzy zachowali się tak uprzejmie. Cieszą, że nam smakowało. Widzimy jak Drzewa odmachują nam niewysokimi przecież koronami swych pełnych skarbów wierzchołków. W powietrzu roznosi się zapach obopólnej wdzięczności.

P90803-152510

P90803-152146

Idziemy powoli, często przystając co kilka kroków. Niby ‘’zwykła polna dróżka’’. A tak bogata w przyrodnicze odkrycia. Na poboczu mienią się w kunszcie rubinowych klejnotów srogie ostrożenie. Te pilnują uwijających się pszczół drapieżnym kolcem. Ogromne łopiany dowodzą tą strażą, lepkim rzepem klejąc przy dotyku. Maleńkie, kuliste nasiona sprytnej przytulii czepnej biorą podwózkę na naszych plecakach. Dokąd trafią? Co za fantastyczna kraina. Rośliny otaczają nas wokół i to one też prowadzą tą podróż mówiąc: tu wejdziecie, tam nie. Gęstwiny łąkowe. Soczystą żółcią wzglądają  spośród traw maleńkie ‘’pigułki’’ wrotyczu, ziela mocy o wielu zastosowaniach. Łany pokrzyw. Zaschnięte, wysuszone kocanki wiosennych kwiatów sterczą słomianym wiechciem, wspomnieniem będąc czasu rozkwitu. Te jakby zatrzymały się w innym wymiarze. W oddali po polu hasają sarny, uparte kozły wytrwale tropią na ściernisku zapachy swoich wybranek. Płowe święto Miłości zapisuje się milionami niestrudzonych kroków.

Topolowe Oczyszczanie

Wreszcie jesteśmy. Oto i one. Siostry Topolanki. Wiedziałem od razu, że dziś to nie ja mam się do nich tulić. Co innego moi Goście – przestrzeń miasta w której żyją na co dzień, łatwą nie jest. Dla wielu osób energie topolowe zdają się być zbyt silne, lub dają wrażenie zmęczenia, wypompowania, uśpienia. Często nie polecaną jest w przekazach topola jako ‘’Drzewo Wampiryczne’’ – biorca. Aby zrozumieć ten proces i nie bać się pracy z topolową energią, wiedzieć trzeba co ona robi. A zabiera wszystko – i dobre i złe. Resetuje w ten sposób naszą aurę do ‘’stanu zero’’ kompleksowo pochłaniając wszystko co nie służy, także podczepy, podpięcia i obce ingerencje w nasze pole. Aura ma wtedy możliwość odbudować się i uzupełnić, korzystając na bieżąco z czystych energii leśnych wokół. Odbudować i wykształcić już bez ‘’zabrudzeń’’. Na jakiś czas to starcza, jeśli nie zmieniamy nawyków myślowych i działań w codzienności. Niejakie zmęczenie jest więc jak najbardziej naturalnym objawem po kontakcie z topolą, zresztą wcale nie musi się objawić. Można i też poczuć się po takiej kuracji jak ‘’nakręcony skowronek’’. Gdy już Topola wyklaruje nam aurę, można z nią zacząć pracę na dużo głębszych poziomach nieświadomych blokad, traum, a nawet dolegliwości fizycznych, drzewo zyskuje tam swobodny dostęp. Ona nie bierze na siebie jak robią to lekkie brzozy, a wartko strugą odprowadza w kosmos co nie sprzyja. Jednocześnie głęboko uziemiając.

Udekorowane jemiołami trzymają się w górze ‘’za ręce’’. Gwałtowny poszum powitania. Tak mi się wydaje, że one uwielbiają to robić. Ustawiam Kobiety pod Drzewami, a sam siedzę pośrodku zaczynając proces słowami,

Żegnam wszystko co nie służy,

Życzę dobrej im Podróży,

Odprowadzam…

‘’Topolanki’’ pracują, choć nie mam dostępu do tego co się dzieje. Przepływ energii tak gęsty przy Ziemi, że aż zdumiony badam tą warstwę dłonią. Mija jakieś 20 minut błogości. I czuję, że jedna z nich mnie wzywa. Po co? Myślę. Mam podejść i ‘’dorzucić coś od siebie’’ słyszę w odpowiedzi. O nie! Pamiętam. Bo Drzewa ‘’umyśliły sobie’’ że mam na tych spotkaniach mówić rymowane przesłania, już ‘’na żywo’’, bez spisywania. Tego bardzo się domagały. Ja w opór. No bo jak to? Co innego pisać na spokojnie w domu, a inne wieszczyć tak ot. Opierałem się długo, choć wiedziałem że nastąpić to musi. A zatem podchodzę, jakoś spokojniej i z zaufaniem. Iwonie mówię o co tu chodzi.

Trzymam dłonie na Topoli. Kilka minut. W głowie chaos słów, choć w sercu spokój. Wreszcie słowa ‘’wskakują’’ na swoje miejsca, układając się w sens… Od Drzewa bucha ciepło. Klękam przy moim gościu i półgłosem wymawiam co mi przychodzi.

W słońcu się nagrzała kora,
Już na Ciebie przyszła pora,

Ta co światłem swym rozjaśni,
Woła do Twej Duszy właśnie,

Niech odejdą wszystkie cienie,
Wszelkie z Tobą jest spełnienie,

Promień daję sercu Twemu
Nie pozwolę dotknąć złemu

Uhh. To się rzeczywiście dzieje! Po prostu się dzieje. Wieszczenie ”online” i pomaganie słowem. Tak jak Drzewa przepowiedziały. Choć jestem wstrząśnięty i wzruszony, teraz płynnie przechodzę do Luśki, siedzącej przy drugiej ‘’Topolance’’. Chwila z dłońmi na korze, tym razem słowa przychodzą jeszcze szybciej. Kucam i wymawiam teraz do Lusi, przekładam chyba Topolowy dar na słowa, bo co innego?

Poczuj przestrzeń Duszy żywą,
Pętlę czasu, pustkę krzywą

Jest przy Tobie tak wspaniała,
Tyle Ci opieki dała,

Dłoń jej daj na powitanie,
A co dobre, wnet się stanie,

Puść już wszystko co Cię boli
Daj, ofiaruj swej Topoli

Chwilę potem nie pamiętam już nawet, co komu powiedziałem. Ponoć świadczy to o rzeczywistym przepływie informacji. Wspólnie, dochodzimy do tych słów przypominając je sobie z trudem. Zjadamy kanapki. Potem klękamy na Ziemi, przysiadając w kręgu. Chcemy odwdzięczyć się leczącym Topolom. Kobiety proszę by dotknęły ziemi, i odczytuję Pieśń Deszczu, jaką ofiarowały mi cierpiące brzozy. Po drodze widzieliśmy, że wiele z nich, zwłaszcza młodych nie przetrwało tego lata. Tego wieczoru na ściernisku miała nas zaskoczyć przelotna burza…

P90803-155334

P90803-155714

Sosnowy wypoczynek wśród suchych traw

Na wędrówce donikąd się nie spieszymy. Zupełnie inna kategoria podróżowania. Bez presji czasu. Pełna swoboda w słuchaniu ciała. Gdy czujesz, że chcesz zanurzyć się w morzu traw, wejść boso do rzeki, wytarzać w piasku, pobiegać po polu… Po to tu jesteśmy. Aby wypoczywać. Nieopodal dzięcioł pstry wystukuje zaklętą w dudnienie martwą melodię. Wokół zleciały się ciekawskie sikory. Plądrują z wesołymi szczebiotami sosnowy młodnik, w którym jak te sarny zalegliśmy i my na spoczynek. Cała paleta gatunków. Jest modraszka, bogatka i sosnówka. Jedna jest szczególnie ruchliwa, nieco wyobcowana, choć pełna wigoru. Nawołuje migotliwie. To czubatka – buńczuczna piękność z czubkiem, o brązowych oczach. Trafiliśmy akurat na sikorze żerowisko. Dziwne tylko, że już połączone są w jesienne grupy. Gdyby nie one, las zatopiony jest w ciszy. Wchodząc na Dębowy Szlak, daję znak stopu, gdy dostrzegam w oddali sarnią mamę z maleństwem, zanim moi goście jeszcze ją spostrzegają. Czekamy w milczeniu aż zwierzęta przejdą. Szacunek dla zwierząt i ich przestrzeni przede wszystkim.

P90803-181416

Ale nie dla wszystkich jest on oczywisty. Sielankę sjesty przerywa zbliżający się warkot. Krzyki, śmiechy, nawoływania, ryk gazującego motoru. Ludzie na quadach. Ależ jazgot i zgiełk. Przejeżdżają w pędzie z wyciem tam, gdzie jeszcze przed 10 minutami staliśmy w zachwyconej ciszy dając przejść sarnom. Jak tak można? Myślę sobie. To ja czasem zostawiam rower pod lasem, aby go nie targać, żeby nie stukał i idę boso. Opowiadam o gniewie dębowym na takie wybryki, o tym jak Drzewa pokazały rozrywanie białej aury leśnej ostrą wibracją silnika. Choć szybko się zasklepia, zdarzenie jest dla lasu nieprzyjemne. Drzew się srożą, szumią niezadowolone.

My ruszamy dalej powolutku, starając się niczego nie przeoczyć. Tu oto brzoza zmurszała piękność, skuta rytem dzięciołów, życie oddała by ubogacić sypiącym się próchnem glebę leśną. Jesion z jamą mrowiska i nornic, na którym przy wierzchołku gospodarują szerszenie. Ślady grzebania saren. Luśka zachwyca się olszami nad rzeką. Siadamy na dróżce w małym kręgu, gdzie z trudem wzruszenia odczytuję olchowe przesłanie ofiarowane przez Drzewa wiosną w podmokłym Olsie. Tam gdzie stary odyniec czuwał. Na moment zanurzamy się w codziennym Istnieniu Drzew, gdzie nie ma śmierci i straty, a Bóbr i Hurmak Olchowiec są wiecznymi w pomocy towarzyszami. A wszystko podlega pieśni dynamicznej równowagi, którą cieszą się olchy, sławiąc swych odchodzących bohaterów.

Witaj w wieczornej gościnie, 
Przybyszu z dalekiej drogi,

Szybko Ci czas z nami minie 
Tajemnic objawią się progi

Tu dzik niespiesznie kłusuje, 
Aż woda fontanną pryska

Bezpiecznie i dobrze się czuje, 
Wilk gdzieś ślepiami rozbłyska,

Olchy wzrastają i chłoną, 
Tajemną sztukę przetrwania,

Dla Ciebie będą osłoną, 
Powiodą do samopoznania

Spójrz elfy złociste w gałęziach,
Budzą i zaczynają snuć pieśni

Opowiedzą o dawnych więziach
O sprawach, jakich się nie śni

Olchy w czas wichur zawodzą,
Bujając wśród połamańców,

Najlepiej tu sobie powodzą
Kołysząc w rytm swoich tańców

Zginają się całe w pokłonie,
Gdy szarpie, targa i wieje,

Usiądz wygodnie, posłuchaj,
Dawne powiedzą Ci dzieje,

A u nas…

Kują dzięcioły zawzięcie, 
Pomagając drzewom w spełnieniu
Mają o swej pracy pojęcie, 
Drążą ku przeznaczeniu

I strzyżyk maleńki, a śpiewny
Plądruje skrzat na wykrotach, 
Swego wszystkiego jest pewny, 
O żadnych nie słyszał kłopotach

Czasem i bóbr pluśnie z hałasem, 
Zawoła: Hej, jak się macie! 
Pomaga być zdrowym lasem,
Nasz stary, dobry przyjaciel

Współistniejemy

Bywa, że zjawia się Hurmak, 
Chrząszcz – Olchowiec tak zwany, 
Cykl życia wypełnia się syty, 
Prowadzi do wielkiej przemiany

I wielu innych co lata, 
Osiada i zjada w topieli, 
Olcha zna już szept świata 
Choć wzbrania, szczodrze podzieli

Widzimy przyczyny tych zdarzeń, 
Rozumiemy dlaczego się dzieje
Zaglądamy czasem w świat marzeń,
Zwiedzając pradawne Knieje

Mijamy z gawędą w Istnieniu 
Kołysząc wśród braci zmurszałej 
Dla nas są oni legendą, 
Świadectwem przygody wspaniałej

Wspomnieniem wołamy ich ducha, 
Gdy w sen się ułożą ostatni 
Niechaj wędrowiec posłucha, 
Żywot tu wiodły dostatni,

Nie żałuj ich

Pamięć ta nigdy nie znika, 
Wśród jaskrów, plątanin chmielu, 
Sedno już serce przenika, 
Przesłaniem będzie dla wielu

Żyjemy Wiecznie 

Iwona zwraca uwagę na zabawną roślinkę, która ‘’wybucha’’ skręcając się, przy dotknięciu jej części. Mały, żółty kwiatek. To niecierpek drobnokwiatowy. Ziele strzela przy najmniejszym poruszeniu, bombardując kulkami czarnych nasion. Ile zabawy przy tym! Długo dokazujemy z niecierpkami, pośród śmiechów i zaskoczenia. Słońce przebija świetlistymi refleksami spod zielonego parasola liści, złotymi promieniami czarując przestrzeń rozlanej magii. Omijamy bobrowe doły. W oddali chrypi kozioł sarny. Planuję zrobić na zakończenie czuwanie pod lasem, aby podejrzeć wychodzące na ściernisko zwierzęta.

Na pola docieramy czerwonym wieczorem. Małe pokrzyżowanie planów. Jezdzi tu jeszcze ciągnik, który ‘’dokłada’’ do krajobrazu kolejne walce balotów. Na nich nie posiedzimy. A zwierzęta? Mimo to postanawiam zaufać, robimy kilka kroków przez ugór, aby zasiąść bezpośrednio pod lasem. I za chwilę okazuje się, że lepiej wybrać nie mogłem… Usadawiamy się pod jedynym w lesie Dębem Czerownym, który kondycją powierzchowną również zdaje się urągać kryzysowi klimatycznemu i tutejszej suszy. Liście ma lśniące, gładkie, bez skazy, pełne wigoru. Jakby nic się nie działo. Tymczasem rodzima roślinność na jego tle wypada blado. Na krzewach bzów żółcą się blade liście, pochodzące z dalekich sawann akacje sypią jak jesienią, a dęby ojczyste całe poskręcane, w dziurach i zaschnięte. Temu nic. Podziwiam kondycję, wytrzymałość, i z niejaką przykrością stwierdzam, że uznawanym dzisiaj za ‘’gatunki’’ inwazyjne może po prostu się udać, a nasze lasy na zawsze zmienią znany nam wygląd. Po drodze mijaliśmy ogrodzony młodnik, w którym wszystko co tam posadzone było już martwe. Najpierw wycięto zupełnie zdrowe i w kwiecie wieku dęby z sosnami. Na długo pozostawiono obraz klęski, który szybko zarosły różne drzewka. Jarzębiny, robinie i dąbki. Te zdążyły wspiać się na wysokość pasa. Były zielone i zdrowe. Mimo to wykarczowano je, i posadzono na tej odkrytej patelni maleństwa, które przetrwać takiej ekspozycji nie mogły. Co ‘’ciekawe’’, samosiejki różnych drzewek nadal pozostają żywe i zielone. Człowiekowi zdaje się, że wie lepiej, co powinno w lesie rosnąć… I będzie tak jak on chce. ‘’Skład gatunkowy dostosowany do siedliska’’. Poprawianie natury. Próba przyspieszania procesów, które trwają setki, tysiące lat. Dla drewna, dla zysku. Przecież tak się nie da. W nieskończoność. ‘’Gospodarka leśna’’, można czasem usłyszeć. Dobrze, że Natura ma to w poważaniu. Zawsze była bezlitosna wobec naszej arogancji. Szkoda, że tak mało się uczymy…

P90803-211337

Niebo. Teraz widzę, dlaczego miejsce jest idealne. Widać cały zachód na pustym horyzoncie. Niebiosa zasnuły się smugami…jakby deszczu? W oddali. Nie dowierzam. Ale tak to wygląda. Czerwień, granat, i mglista łuna pomarańczowej poświaty. Dawno nie było takiego widoku. Zaczarowany, a my nie możemy oderwać zeń wzroku. Mimo pracy traktora nieopodal, sarny wychodzą na ugór beztrosko, bez lęku. Dobrze znają maszyny rolnicze, prace polowe i wiedzą, że nie ma co się ich obawiać. Obserwując, wracają wspomnienia, z samotnych czuwań. Myślę sobie w tamtym momencie, ‘’ale było by pięknie, gdybyś przeszedł tu blisko, na widoku, żeby goście mogli mieć takie wrażenia jak ja miałem’’. Ulotna myśl. Mija 1,5 minuty i kozioł idzie. Prosto na nas. W energiach zrobił się ruch. Zaczęło wiać. Chmury przyspieszyły. Sarniak zatrzymuje się parę metrów przed nami, po czym obraca bokiem i daje popis. To kopytkiem się drapnie, to uszami trząśnie. Zastanawia co robić. Uciekać przed wichurą czy zostać? A my oniemiali. Nawet ja. Bo jak to możliwe? Czy on odebrał moją myśl? Przyciągnęło go pragnienie? Manifestacja natychmiastowa. Przybył, pokazał się. Coś skubie. Nas nie czuje, nie ten kierunek wiatru. On go zresztą ogłusza. Gdy zaczynają sypać gęste krople, wycofuje się w podskokach ku balotom. Jakby burza! A przecież wzywaliśmy dziś pod Topolami Deszcz i Chmury. Czy to wszystko się dzieje naprawdę? Udało się? W głębi wiem, że tak. Moc szczerej intencji. Chcieliśmy po prostu ulżyć Drzewom. W podziękowaniu za ich wsparcie. I choć nie jest przyrodzie łatwo wyczarować deszcz z tej suchoty, zauważam, że za każdym ‘’przywołaniem’’ jest go więcej i trwa dłużej.

Ścigani bluzgami urągających kroplel maszerujemy ugorem, zmierzając do ostatka naszego Dnia Wędrownego. Kończy się on dziś z nastaniem ciemności. Wnet uspokaja się. Tuż nad naszymi głowami zaczynają pląsające tańce zwrotne nietoperze. Horyzont dogasa w glorii czerwieni. Na tle tej poświaty majaczy się czarna już sylwetka sarny. Ta wraca ze ścierniska do lasu. Kroczy powoli, skupiona. Podziwiamy ją długo, odprowadzając szczęśliwym wzrokiem. Nieśmiałe, powolne kroki, i co rusz przystajemy, spoglądając jeszcze na zorzę zachodu w objęciach pieszczoty czarnego zmierzchu. Bo nikt nie chce tej krainy zachwytu opuszczać.

P90803-202514

P90803-174830

P90803-204037

A gdy słońce w pomarańczy poświacie kończy światłą podróż ku przeznaczeniu wieków. Tam gdzie pyłu słomianego unosi się smuga po żniwach dostatku. Na horyzoncie ściernisk dalekich, w żarze niebios tlących płomieniem. Przy skraju lasu, gdzie w gęstwinie już mrok czyha i sarnie cienie chwieją w podchodach szelestów. Kędy nietoperze w łopotach milczenia zaczynają swój chaotyczny balet. I kiedy lis o zmroku na łów sowity wyrusza bezgłośnie. Uśmiechnij się do gasnącej zorzy zachodu, i pobłogosław życie wokół. Wdzięcznością obejmij chwilę w błogości danej Ci teraz.

Ostatnie szczebioty ptactwa polnego, co w sen puchaty się przytulają, w pacierzu leśnym będą Ci odpowiedzią Boga.

_______________________________________________
_______________________________________________

A jeśli i Ty drogi Czytelniku czujesz w sobie chęć by podarować sobie spokojny Dzień Wędrowny ukojenia pośród Natury i Drzew Mocy, napisz do szeptów na podany adres mailowy : czeremcha27@wp.pl. Wybierzmy dogodny termin, i razem wymaszerujemy naszą wędrowną przygodę.

Pozostałe historie wędrowne i pamiątki z naszych spotkań możesz przeczytać klikając TUTAJ 

 

Owocowy Festiwal. Gawędy o Drzewach Mocy.

I stało się, jak Drzewa przepowiedziały. Pamiętam jak obiecaliśmy sobie, że wszędzie pójdę gdzie mnie zawołają, aby opowiadać o ich przesłaniach i głosić zielone światło dla wspólnego rozwoju. To niezwykły również dla mnie proces – wyjście z lasu, gęstwin i krzaków, na scenę, do ludzi. Czas spędzony w gronie Witarian i moja pierwsza w życiu prelekcja na długo zapiszą się w przedziale najpiękniejszych wspomnień, jakie mam. Dużo się zadziało. Ogrom nowych doświadczeń i wrażeń, nie do przekazania w jednej opowieści. Przerosło moje najśmielsze ‘’oczekiwania’’… Owocowy Festiwal to pierwsza tego typu impreza, spotkanie dla ludzi miłujących zdrowe odżywianie, ”zero waste”, ekologię, naturę, i kolorowe płody Ziemi. Atmosfera lekka, łagodna i kojąca. Każdy się uśmiecha, zagada, przytula..  Zbliża się godzina 13:30. Czas mojego występu. Mam tu opowiedzieć o przesłaniach Drzew Mocy, sposobach pracy z ich energiami, nauczyć podstaw duchowego kontaktu z tymi niezwykłymi Istotami. Parę osób przyszło najpierw zapytać co tu się będzie działo. Trochę chaosu z organizacją. Gdzieś brak głośników i kopie prąd, całkiem dosadnie. I choć o czasie siedzi przede mną jedna osoba, zaczynamy rozmawiać. Powoli, schodzą się ludzie. Coraz więcej. Pierwsze moje wystąpienie, przed dorosłą publiką. Jakoś ani przez chwilę, przedtem ani w trakcie, nie miałem tremy, czy stresu. Wiem dlaczego. Zawsze, kiedyś tam chciałem występować na scenie i zostać aktorem. Potem opowiadać o Drzewach i lesie większemu gronu. Dziś te marzenia właśnie się manifestują, a więc to powód tylko do uśmiechu. A i wszelkie obawy okazały się zbędne. Pamiętam jak kilka dni wcześniej poszedłem do Drzew, aby ich dopytać, czy coś może szczególnego powinienem przekazać? O czym mówić?

IMG_1415

– Opowiedz o wszystkim – tak jak to było. Niczego nie pomijaj. A zwłaszcza wierszy…

Powiedział wtedy Krzesimir. Wiersze. No z nimi miałem ‘’ogromny problem’’ w myślach i praktyce. Bowiem ich odczyt powoduje u mnie od razu silny wzrusz, łamanie głosu i płacz. Są to dla mnie bardzo osbiste treści. Więc najpierw stwierdziłem, że je sobie daruję, bo jak to będzie wyglądać podczas występu… Ale Drzewa się uparły… że mają być. I rzeczywiście, gdy przychodzi ten moment i płyną rymy, robię długie przerwy i głos mocno drga, z wielkim ‘’trudem’’ udaje mi się doczytać do końca. Uprzedziłem na początku, że może tak być. I widzę, że nikomu to jakoś nie przeszkadza. Pozamykali oczy i słuchają… Uff! Słowa płyną…

– Przytulasz. I odbierasz, jak wiele się zmienia. Zaczynasz czuć się dobrze, błogo, szczęśliwie, lekko, radośnie. Co takiego się stało? Jako, że drzewa nas widzą w sposób wielowymiarowy. Nie tylko emocje, nastawienie i stany, ale też wszelkie wyrwy w aurze, ubytki, podpięcia, blokady. Zdejmując je i udrażniając przepływ energii, powodują, że wracamy do naturalnego nam stanu czucia i bycia.

IMG_1403

Opowiadam o symbolice i ich znaczeniach. Ludowych wierzeniach związanych z poszczególnymi gatunkami. Które na co pomagają i w jaki sposób wspierają? Osobiste historie. Jak brzozy ostatnio zrobiły mi kawał? Czy Drzewa się gniewają? W jaki sposób nas postrzegają? Jak sam uzdrawiałem swoje emocje z ich pomocą, pozbywając się lęków i traum? Jak się z nami komunikują, na co zwracać uwagę, aby rozpoznać gdy do nas wołają? Dlaczego drzewo czasami nie chce się kontaktować, i jak daje o tym znać? Co możemy rozpoznać za pomocą dłoni? Widzę, że niektórzy mają notesy i zapisują  Czuję, jak ręce mi zdrętwiały i zaczynają mrowieć. Zupełnie jak przy dębach. Płynie energia drzew. I jakoś wtedy, zdarzył się ten moment. Zupełnie straciłem z oczu ludzi którzy byli przede mną, zamiast tego wokół ukazały się Wierzby, Klony, Lipy, Dęby, Topole, Sosny, te które rosły nad pobliską rzeką. Ale takie trzy razy większe niż normalnie. Pochylają się nad nami. Wizja. Kiedy widzenie mi wraca, wokół mnie tłum. Szybko zapełniły się wolne miejsca. Ludzie pojawili się nie wiadomo skąd. A ja wiem co się właśnie zdarzyło – otrzymałem leśne wsparcie. Drzewa zadbały, aby słowa dotarły, tam gdzie miały. I łatwo jest opowiadać, kiedy ma się co. A z każdym Drzewem, tyle więzi i wspomnień. Historia Dęba Radosława i jego słowiańskich wojowników. Lipowe przesłanie zgody i współpracy. Brzozowe tańce i uzdrawianie w świetle. Wierzbowa moc przodków i praktyki szamańskie, zapomniane gusła, zabobony, tajemnice, legendy. Wiązowe wybaczanie, współczucie, zrozumienie. Drzewa Umysłu, orzechy i kasztanowce. Drzewa Kobiece, seksualność, wyrażanie siebie i pragnień, odwaga, samoakceptacja, Moc Ziemi, płodność. Drzewa Ochronne i te od wspierania realizacji marzeń. Olchy przemawiają długo, szumiąc wierszem o sprawach swego codziennego istnienia. Informacji wypływa mnóstwo, a drzewne charaktery odczytuję w rymowanych wierszach, tych jakie podały mi one same…

Opowiada mi lipa o pewnej istocie, 
Co zrozumienia, przynosi krocie

I rzeczowe, przedstawiając dowody,
Podąża drogą, pradawnej zgody.

Gdzie się pojawi, tam spokój ścisły
I wnet kiełkują, 
Już nowe pomysły.

Objawiają się z takim darem, 
Realizowane, pod wspólnym sztandarem

I gdy jasności przypływa tchnienie, 
Pojawia się u niej, wszelkie zrozumienie

Dla innych

Odbieram, że chcą drzewa przekazać maximum co można. Każde woła, aby mówić o tym, o tamtym. A tymczasem zaczynają się pytania. Większości z nich nie pamiętam. Słuchacze pytają o swoje drzewa, jakie przy nich widzę, odczuwam? Choć spodziewałem się, że tak się zdarzy, była obawa. Ale rozpoznanie idzie mi płynnie. Od razu wiem. I odpowiadam, przy Tobie Modrzew i Brzoza, a obok pani sosna z akacją. Gdzie indziej dąb i wiąz. Każdy się dowiedział. A potem, kolejny szok. Ludzie podchodzą i pytają o wspólne warsztaty, wędrówki, o numer telefonu. Kalendarz spotkań niespodzianie się wypełnia po brzegi. Ktoś mnie ściska i mówi, że teraz dopiero wie, po co tu przyjechał. Inna osoba przedstawia się, i że jechała specjalnie aby mnie poznać. Kochani! Tak bardzo mnie zaskoczyliście i ucieszyliście. W gąszczu pytań, dociekań, i opowieści, zupełnie zapomnieliśmy o czasie. Za chwilę słyszę, że znacznie przekroczyliśmy ten nam dany, i od dawna już pora na kolejny wykład, a następny prelegent czeka. Widzieć niepocieszone miny słuchaczy na wieść o końcu spotkania – bezcenne… Ale to nie był jeszcze koniec. Po chwili wędrowaliśmy już sporą grupą przez plac i usiedliśmy w cieniu sosnowego kręgu, gdzie z radością kontynuowałem nasze spotkanie…

IMG_1424

IMG_1425

IMG_1431

IMG_1423

IMG_1422

A gdy już zegnali nas ze sceny 😅

Usiedliśmy z mniejszym gronem, w sosnowym kręgu nieopodal. Tu kolejne porcje pytań i opowieści. Odczytałem kilka przesłań, znowu z niemałym wzruszeniem. Każdy mógł podzielić się swoimi osobistymi doświadczeniami z dendroterapią. Inni opowiadali o swoich przeżyciach z Drzewami. Podzieliłem się wspomnieniami z wielu osobistych procesów, wracając do historii jak to Dąb Radosław robił mi terapię uwalniania lęków. Jeszcze więcej skupienia, intymności dla nas wszystkich. Takie kameralne, nieplanowane spotkania też mają urok. Inni pytali o swoje drzewa, które ‘’na żywioł’’ wskazywałem 🍁

Drzewnych braci czas radości, 
Dawnych powitają gości,

Swych przyjaciół, z innych czasów, 
Którzy zawsze blisko lasów,

Gwar podnoszą z głośnym szumem, 
Aby się uścisnąć z kumem

Jesion, brzoza, wiązy, świerki, 
Dosyć już tej poniewierki,

Wrócił druh nasz zapomniany, 
Z tylu zdarzeń dobrze znany,

Lipa zwraca się do Ciebie, 
Gdybyś w jakiejś był potrzebie,

Z nią odkryjesz znowu siebie 
Bo, choć może o tym nie wiesz,

Właśnie tam prowadzą drogi
Wszystkich istot świata srogich

Z grabem przyjdzie zrozumienie, 
Czym na Ziemi jest Istnienie,

Po co tyle zła i zniszczeń, 
Gdzie ocena, bunt umysłu

Więc gdy w środku Cię zaboli, 
Oddaj pokłon swej Topoli

Życie czasem daje pstryczka, 
Rzecze biała śnieguliczka,

Ty masz z tego czerpać wnioski, 
Aby żegnać, dawne troski,

O to Duszy chodzi przecież, 
By doświadczać, na tym świecie,

Wiedzy nowej wieszczy połów, 
Ptak Twój Mocy – Druh – Rybołów

Umysł uśpij, tam już znane, 
Serce otwórz, będzie dane.

IMG_1438

IMG_1443

IMG_1439

IMG_1433

IMG_1440

Owocowe spotkania i historie z życia

Pamiętam taką dziewczynę z którą jechaliśmy w obie strony. Z tego co zapamiętałem – podczas harców na trampolinie tak uszkodziła sobie nogę, że lekarze nie dawali nadziei. Miała mieć jakieś szanse po przejściu 6 skomplikowanych operacji, z których każda miała kosztować po 30 tysięcy. Ale ona się nie poddała… Kosmos chciał, że do jej rąk trafiła książka ” Potęga Terazniejszości” po której to lekturze postanowiła wyzdrowieć. Doszła do tego surowa dieta i witariańskie soki, no i udało się. Dziś chodzi. Fenomeny.. Na festiwal jechałem z intencją, aby dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co mogę zrobić dla swojego ciała, aby być jeszcze bardziej pełnym energii i harmonii.

Poznałem podczas pobytu wielu niezwykłych ludzi, których historie mogłyby stanowić treść osobnej motywacyjnej książki. A w podróży natrafiłem na niezwykłego człowieka, który zwie się Jacek Borysiewicz  Dlaczego Wam o nim piszę? Nasze żywoty to opowieści i sploty rozmaitych zdarzeń, przenikają się i inspirują. Jacek też wybrał żywot podróżnika – wędrowca, jakże jednak odmienny od mojego. On odwiedza po kolei wszystkie możliwe magiczne festiwale i zloty, gdzie obdarowuje ludzi ozdobnymi czarodziejskimi przedmiotami, sprowadzanymi wprost z Indii. W jego sklepiku znajdziecie torby, egzotyczną biżuterię, notesy, księgi, figurki, kadzidła, mandale, łapacze snów i inne cudactwa, których nawet nazwać nie umiem  Facet zorientowany chyba na wszystkie możliwe tematy, lekki gawędziarz i przemiły towarzysz. Zwykle miewa wolne miejsca w aucie, więc zawsze można się z nim zabrać na któryś z kolorowych zlotów. A jest tego w sezonie, bo i Harmonia Kosmosu, Festiwal Wibracje, Festiwal Kocham Cię, Jedności, itd… Tam go znajdziecie  Poniżej dwa magiczne przedmioty z jego sklepiku, jakie goszczą już w mojej przestrzeni.

P90605-174159

P90605-174348

Jackowi dziękuję za pełną wrażeń podróż, Twoją życiową mądrość, dystans, i wszelką wiedzę.

Na stronie India Silk znajdziecie owe kolorowe cuda 24h.

PS. A ”Wielka księga Drzew Mocy” powstanie  Bo szumią liście, że jednocześnie, swobodnie pracuję już nad drugą książką, w które zawarte zostaną spisane przeze mnie przesłania, oraz Wasze historie, będące świadectwem pomocy Drzew. A w tym oto notesie, będę spisywał w lesie nowe wiersze 

Warsztaty…

Tych było wiele. Nie sposób wymienić wszystkich. Od rodzajów diety i sposobach ich stosowania, po sport, duchowe uzdrawianie, permakulturę, jogę, medytacje, bębny, malarstwo, tantrę, ekologiczne rolnictwo, podróże, i co kto zapragnie. Istota zakochana w teatrze, lekkości i sztuce poprowadziła na Owocowym Festiwalu spotkanie na temat swobody ciała, pokazując nam gimnastyczne ‘’sztuczki’’ o jakich się nie śniło. Były to moje pierwsze warsztaty w życiu w jakich wziąłem udział… I cóż powiem  Nie wiedziałem, że ruch być tak swobodny, zaufany i płynący, naturalny! Oraz, że nasze ciała posiadają takie giętkie możliwości Było wzajemne malowanie, biegi, skoki, wspinaczki, podnoszenia, relaks, otwarcie, swoboda, nowe… I od tego momentu pamiętał będę, że dusza wyraża się w szczęściu również poprzez chwiejne upadki, odważne kroki, nieco wysiłku i zginanie pleców 

IMG_1447

Dziękuję Ci Maria, za tą niezwykłą lekcję. Jesteś świetna w tym co robisz. Udało Ci się wydobyć z nas wszystkich ogrom zaufania, kunszt beztroskiej finezji, oraz odwagę w wyrażaniu swojego piękna. Długo tego nie zapomnę. A profil Marii znajdziecie tutaj:  Maria Wendland

Podziękowania:

🌳 Dziękuję leśnie wszystkim uczestnikom, tego małego spotkania. Za Waszą wyrozumiałość, ciepło i otwartość Serc, wszystkie przytulenia, uśmiechy, wieści i wspomnienia. Wszystkim moim gościom za Waszą obecność, wszelkie niezwykłe pytania, wspólny czas i dar poznania Waszych Dusz – nie zapomnę tego do końca życia, składam serdeczne podziękowania. Gospodarzom i organizatorom. I mam nadzieję, do zobaczenia na kolejnym kolorowym festiwalu 

Specjalne podziękowania kieruję do Zuzi Jóźwik za przytomną i wspierającą mnie obecność, oraz wykonanie niniejszych zdjęć.
A to pamiątkowy plakat z przygotowań. 

https://owocowyfestiwal.pl/sebastian-czeremcha/

 

 

Majowa wyprawa po zioła. W brzozowej krainie uśmiechu.

Majowe zagajniki, a w nich słowiki, pokrzywa i jaskółcze ziele. Będą herbatki i detox. Pomaga mi dziś mały, kolorowy elfik. Rozmawia z zielenią i pieśni sobie tylko znane nam śpiewa. Na patyku melodie leśne stuka. Zabrałem maleństwo do pobliskiego dębu i baśnią pogawędziłem o Kniei Szeptach. Podglądamy śpiącą biedronkę 🐞 na kiju zatykamy żołędziowe czapeczki. Zakopujemy kilka w ziemi, brudząc się jak świnki 🐷 Obok mrówka okruch niesie. Podsadzam do głogu kwitnącego, poznajemy zapachy świata. A kolorowe porosty na gałęzi starego bzu, budzą uśmiechy, na wieść, jak drzewko się ubrało 😅 Elfik ciekawy życia, biega, drzewa piosenką wesołą pozdrawia, łapkami macha.

60345186_816676132033871_7597015453986193408_n

Dzisiaj pierwsza nauka tulenia drzewa, słuchanie wiatru szumiącego w koronach i ptaków. Na buzi szerokie zdziwienie wymalowane. Podsycać ciekawość, która niezgłębioną zdaje się być do nieskończoności. Kijaszek sobie wzięła, i podąża elfik wśród traw. Dostojnie, śmiało, i pewnie sobie kroczy jakby od zawsze tak wędrowała. A jak śpiewa! Nuci na bieżąco melodię dobierając. A może i magię zapomnianą wzywa. Przypomina Druidów. Cieszy się dusza. I nie płacze mi nawet od pokrzywy przypadkiem tkniętej, choć to przecież pierwszy parzący raz. Bardziej ożywienie i zaskoczenie. Szczególną ciekawość budzą różnokolorowe porosty. Ale się drzewko ubrało! I wszystko – takie oczywiste. Jakbym nie mówił niczego nowego. Tak, drzewo się kołysze, macha do nas, tańczy, to i my z nim  Dida duuuu  Łapuszki w ziemi utytłane, bo jaka to frajda, szukanie żołędziowych czapeczek w ściółce. I puszczanie liści suchych na wietrze! Suche zgliszcza krzewów okazują się być perkusją dla małej patyczkowej bębniarki. Szybująca nad polami zwinna jaskółka, wywołuje podskoki radości. Kółka!

60227992_2246535025609832_6437400887093624832_n

Ziemia szczególnie przez maleństwo ukochana. Pada na kolanka, i przysypuje delikatnie chwasty, uklepując nieco, żeby rosły  Po polu tupta i kukurydzę głaska 

Był taki moment pod Drzewem, że nasze Dusze się spotkały. ‘’ Za dużo mówisz – ja to wszystko wiem’’ – przyszło do mnie od dziecka. I pozostaliśmy w ciszy. Przez 10 minut ani słowa, głębokiego patrzenia sobie w oczy, a u niej na przemian jaśniał uśmiech z powagą, zamyśloną. Poznawała mnie. I pozwoliłem się poznać. Przyszły z jej przestrzeni obrazy, o życiu wojownika w dawnej Persji, wspomnienia… Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Zupełnie inny wymiar komunikacji. Nie zapomnę do końca życia…

A potem, na gałęzi dębowej huśtanie wesołe było, za drzewa łagodnym pozwoleniem. Ucieszyli się dębowie tą ludzką radością. Pobujali dla zabawy, wyrozumiale opieką konarów sękatych przytulając.

60337814_1306148059541690_229264684245581824_n

W brzozowej krainie Uśmiechu

Promienie rozgrzewającego ciepła, mieszają się dziś z chłodnymi powiewami rześkiego wiatru. Przyleciały już wilgi. Ostatni przybysze wiosny, stroją i ćwiczą od rana swoje delikatne, fletowe wołania. Wiele Drzew w tym czasie wycisza się, skupiając na swoich sprawach przetrwania. Trzeba rozwinąć w pełni liście i pączki. Odwiedzamy, dęby, sosny strzeliste, a ciepłem uśmiechu obdarowuje nas Robinia Akacjowa. Popołudniem słońce przypieka. Podziwiamy puchate trzmiele, brzęczące w pogoni za kwiatami. Grubaśne misie. Pisklęta kosów nie przetrwały…Dziś gniazdo było puste i ciche. Coś sprawnie wyłowiło doskonale widoczne maluchy. Los dzikości. I ptaki się uczą na błędach. Na drugi raz staranniej wybierze miejsce na gniazdo. Wszędzie rozkwitają kolory. Kwiatowy zachwyt tej wiosny nadal trzyma mnie w objęciach każdego muszę obejrzeć, uwiecznić, czasem pocałować  Śliczności. Zielone łąki okryły się kożuszkiem puszystej miękkości. Przekwitły już mniszki. Dmuchawce! Ile radości, w jednym podmuchu  Otaczają nas miliony maleńkich leciutkich spadochronów, kiedy Pan Wiatr raczy odetchnąć głębiej. Srebrna magia wiruje wokół. Czar przemiany dotyka subtelnością, kiedy spomiędzy traw przytulają siebie białe bombki lekkości. Zupełnie, jak zimowe śnieżynki. Pierwsza taka zmiana. Tu, gdzie nieopodal kołdry złotego rzepaku otulają żyjącą Ziemię łanem przepychu, popisują się słowiki, mistrzowie księżycowego śpiewu. Niepozorna pliszka siwa ugania się pociesznie na pobliskim polu, kiwając ogonem na ostatnie pożegnanie – owadzim ofiarom ptasiego polowania.

59438726_2262867553781240_5167239853481394176_n

Roześmiane brzozy łączą się z nami w Świątyni Serca. Śpiewają, dowcipkują, szumią, co i raz dotykając nas liśćmi. Długo pozostajemy w ich towarzystwie. Efekt świetlistej terapii, na załączonym obrazku rozkwita oto 🙂

P90505-133818

P90505-172407

Dziękuję dziś Kamili za radosną wyprawę w wesołym towarzystwie jej pociechy. A historia ta niech będzie odpowiedzią na pojawiające się czasem pytanie, ”czy można przyjechać z dziećmi” 🙂

Tajemnice Drzew. Duchowe dary lasu.

Siedzieliśmy pod Dębem już dłuższy czas, zatopieni w słuchaniu kniei, przeplatanym świadomymi rozmowami. On co i raz ‘’traktował’’ nas ciekawskimi owadami, które przysiadały i wędrowały po naszych ciałach, żadnej krzywdy nie robiąc. Zupełnie jakbyśmy stali się częścią otoczenia. Pamiętam, że Krzesimir bardzo chciał zapoznać się z Konradem. Choć nigdy nie planuję jakoś szczegółowo trasy, zawsze pytam 1-2 dni zanim przyjadą goście, miejsc i drzew – czy możemy do Was przyjść? Gdzie się udać? I choć jest to dla mnie wskazówką, w trakcie i tak okazuje się, że prowadzi coś jeszcze innego. Nie instynkt, nie intuicja – a mniej, lub bardziej ożywione w materii istoty leśnego środowiska. Dziś, jakże znów jest inaczej. Mężczyzni tulą drzewa. Rozmawiają o stłamszonej wrażliwości, jej okazywaniu, uczuciach, związkach, emocjach. Cieszą się nimi. Przypominają jak to jest – przeżywać i wyrażać wzruszenia, całkowicie zawierzyć odczuwaniu i sobie. My – myślący, analityczni, logiczni, sprawczy, twardzi, chłodni… Bo i tego przez dekady wymagało od nas społeczeństwo. Przyglądamy się temu – kim się staliśmy? A kim chcemy być? Jacy naprawdę jesteśmy? Czego potrzebujemy? Wracamy do osobistych przesłań, które spisałem dla Konrada, a z nimi do nowych wniosków. Pod drzewem rozmawia się lekko. Widzimy się po raz pierwszy w życiu, a panuje całkowita szczerość, z zaufaniem. Żadnych tajemnic, tabu, wstydu. Ja, a może i Dusza promienieje od środka, ciesząc się i widząc jak bardzo jest to potrzebne w rozwoju nam wszystkim. Jeszcze parę miesięcy temu powiedziałbym, że nie pracuje z facetami. A tymczasem w ciągu miesiąca, przybył do mnie już trzeci. Pamiętam dzień, kiedy pojawiła się wewnętrzna zgoda i brak oporu. Wtedy zaczęli się odzywać, pytać o wspólne wędrówki. Otwierając się na tą przestrzeń, składam też i hołd sobie. Zawierzam nowym wymiarom akceptacji. I odkrywam kolejne pokłady swej zdawałoby się znanej, osobowości.

59852509_814757635559054_7604257773869596672_n

Mądry dąb czuwa obok. Słucha naszych rozmów. Przekazuje wiele. Długo gość mój nie może się od niego oderwać. Nie przeszkadzam w procesie, dając potrzebną ciszę, temu co się dzieje. Czas na słowo, będzie potem. Dębowe dary, to przede wszystkim informacja. Ale nie dla rozumu czy świadomości – w pierwszej kolejności dla Duszy. Coś jak pakiet ‘’pełni leśnego odczuwania’’.  On będzie aktywował się z czasem. Towarzysząca nam Maria, pyta mnie, co to za delikatne, choć potężne mruczenie rozlega się cały czas wokół? A więc słyszy i ona. W tak krótkim czasie. Brzmienie dębowej mowy…

W pewnym momencie uwagę naszą przykuwa powtarzający się szmer. Szurało od dłuższej chwili, jednak jakoś umknęło. Między drzewami harcują dwa młode zające. Gonią się bez pośpiechu, robiąc ‘’kółeczka’’ i uniki.  Dziwne, że są tak blisko. Przecież prawie cały czas półgłosem rozmawiamy, a słuch zajęczy należy do najbardziej doskonałych w świecie. Jednak nie przejmują się nami. Cały czas zajęte sobą. Delikatna gonitwa. Lekkość i prostota życia. Jest środek dnia, a one… Zamieramy w zachwycie, kiedy zwierzęta niespiesznie przebiegają tuż obok nas, robiąc parę metrów dalej kilka pięknych okrążeń na pełnym widoku, w pogoni za sobą. Takie są swobodne, radosne i piękne. Dzikie, a zaufane. Chwila święta, magiczna…wzruszona. Wiemy, że dzieje się coś bardzo ważnego. Dębowy podarunek dla naszej wyprawy. Las otworzył szczodrze wrota do swych skarbów. Wiedzieliśmy to od początku – mimo że była sposobność, nikt nie pomyślał aby chwycić za smartfon i nagrywać. Czuliśmy moc chwili, którą każdy chciał przeżyć bez rozpraszania. Przemknęły obok nas, jakbyśmy nie istnieli. To są właśnie cuda. I tylko ciszy trzeba, by zechciały obok nas się pojawić. Coś takiego zdarzało mi się już pod Krzesimirem, gdy byłem sam i głównie o świcie. On jakby przywdziewał na nas ‘’płaszcz niewidzialności’’. I wiemy, że dąb w ten najwłaściwszy mu sposób odwdzięczył się nam, za poświęcony mu czas, z zaufaniem wglądu do swych wnętrz. Że pozwoliliśmy sobie pomóc, a jemu błogosławimy. Żegnamy się z Dębowym Przyjacielem długo, życząc mu jak najwięcej deszczów. ‘’Sprężynuje’’ gałązką w geście rozstania, a nas zalewa fala jego ciepłego uśmiechu. Jest szczęśliwy… Kolejna wskazówka. Bo przecież zając jako Zwierzę Mocy oznacza też nowe odkrycia własnej intuicji i zwiastuje zaufanie sobie. A to intencja tej wyprawy.

60220479_2267371736683181_7802798710210953216_n

P90511-135421

Po drodze, przyglądamy się kwitnącemu życiu. Z bezmiaru świeżej zieleni wołają do nas kolory. W niej ukryły się kwietne skarby. Czuję się jakbym miał obok stóp perły, diamenty, szmaragdy i najdroższe kryształy. Żółto mieni się pierwiosnek wyniosły, kawałek dalej w soczystym błękicie tkwią łany przetacznika ożankowego. Różowym fioletem przystroił się delikatny bodziszek, jak wielu jego braci, roślina lecznicza. Każdy z nich tak kruchy, wątły, a przecież silny, w gąszczu zielonej konkurencji. Każdy ma swój czas kwitnienia i rozwoju, po czym pławi się w błogim spoczynku umiarkowanej wegetacji, ustępując miejsca innym roślinom. Geniusz opiekuńczej natury, która każdemu gatunkowi przewidziała jego czas i przestrzeń. Mijamy osmalone pnie. Tutaj las płonął. Sosny ocalały. Ich pnie są dość odporne na pożary ściółki, o ile ogień nie ‘’wejdzie’’ na korony. Wtedy zawarte w igłach łatwopalne olejki, podsycają płomienie, a one przenoszą się górą. Tym razem jednak skończyło się na strachu. Nad bagnem krążą już błotniaki i terkocze świerszczak. Ilekroć tu jestem, opowiadam o nocy tego świata – bogatej w dzwięki, odgłosy nieznane, stąpania zjaw dawnych, szmery zwierza, i nieodgadnione szelesty. Żółta wilga podnosi alarmujący lament. Jakże inny głos, od znanego, łagodnego jej śpiewu. Przegania jakiegoś mniejszego rabusia. Rajski ptak pojawia się znienacka w pełni lotu niedaleko, zachwycając nasze oczy kunsztem swych barw. Taki latający kwiat.

P90511-152149

P90511-145545

Szlachetny Klon 

Dzięcioł pstry uwija się z okrzykami, przeszukując coraz to nowe zakamarki. Często nie muszę za dużo mówić o sposobach komunikacji z drzewami, przez pobyt w lesie wchodzimy w taką harmonię, że moi goście sami zaczynają dostrzegać ich subtelną mowę. Olbrzymi Klon Zwyczajny porusza się dziwnie. Nie cały, a niektóre jego fragmenty kołyszą się niecierpliwie, gdy ani trochę nie wieje. Zaprasza. Łatwo to przeoczyć. Maria, mówi, że on ją woła. Czy to w ogóle możliwe? – Zastanawia się. Kiwam głową na znak zgody, i polecam żeby do niego podeszła. ‘’Tracimy’’ ją na pół godziny – choć nie oczu. Wraca odmieniona… ledwo jest w stanie cokolwiek mówić. Takie wzruszenie. A klon wydobył na światło. Dawne rany i bolesne chwile. Wysłuchał historii sprzed lat. Przytulił, objął, zaopiekował się. Obiecał więcej pomocy. I potrzeba było przyjechać tak daleko, właśnie do Niego… Zawsze podczas wyprawy coś takiego się zadziewa. Nie umiem do końca wytłumaczyć. Tu prowadzą, wspierają i leczą Drzewa. Wiedzą kiedy, jak, kogo. Zdejmuję Marii coś, co zaplątało się we włosach. Sucha klonowa gałązka… Żywy znak i pamiątka Drzewa z przesłaniem. Jego mowa: ”Tak, nie zwariowałeś! To co przeżywasz, jest prawdziwe. W dowód zostawiam część siebie… ” Spoglądam na jego bujną koronę z podziwem. Jest cudownie rozwinięta w spływającą kopułę, rozłożysta i harmonijna. Właśnie tak rozrasta się drzewo, kiedy nie traktować go ‘’cięciami pielęgnacyjnymi’’. Pełnia bujnego rozwoju. Zaskoczył mnie. Wchodziłem z Nim w kontakt może dwa razy. Z moimi Wędrownymi Gośćmi, odkrywam ten las na nowo, i poznaję kolejne Drzewa. Czasem mijane obojętnie przez lata, wołają obcych przecież dla siebie ludzi, i okazują im pełne wsparcie. Jak mało o nich jeszcze wiemy… Epos tych chwil, zapisze się na długo w mojej pamięci.

P90511-171942

P90511-172022

W sosnowym młodniku siedzimy z większym milczeniem. Tu drzewka – sosenki wysiały się naturalnie. Nieregularnie, rosną jak chcą. Widać jakie są bujne, gęste i zdrowe. Raptem to kilka kroków dalej od poprzedniego miejsca, a przyroda jakże inną gwarzy opowieść. Spomiędzy mchów i porostów prześwituje susza z piaskiem. Osobna wyspa jałowego świata. Jakoś lubię takie miejsca. Osłonięte od wiatru, inne, choć i tutaj tętniące paletą ptasich głosów. Wyśpiewuje lerka, borowy skowronek, a wtóruje drzewny świergotek. Zawodzi daleki trznadel. Z niedalekiego zagajnika, dolatuje pogłos piecuszka. Lekki flet wilgi, zwiastuje krople nieśmiałego deszczu. Oby się porządnie rozpadało…

Wyprawę prowadziły ptaki. Ptaki Duszy.Wiedziały, że zwracam na nie szczególną uwagę. Sikorzy jazgot modraszki, powoduje moją ciekawość. Przystajemy, patrzymy. Ależ się nakręca! Dwa samce konkurują o rewir, urągając sobie ile wlezie. Pewnie zaraz polecą pióra… Jeden daje dyla w las. Koniec widowiska. Parę kroków i Konrad nasz przystaje raptownie. Czuje – jakby oddech życia przeniknął Duszę. Błogość totalna. Przepłynęło przez ciało prądem. I sam już mówi, że oto woła go jesion którego tyle co minęliśmy. Nie jestem zaskoczony. To jego Drzewo Mocy, które wskazałem  niegdyś w przesłaniu. Znów dostrzegam – rozświetlone, gałęziste aury tutejszych drzew. Po raz pierwszy zacząłem je widzieć przy jesionach właśnie. Zostawiamy Konrada kawałek dalej w potrzebnej ciszy. I on wraca do nas podekscytowany, rozanielony i szczęśliwy. Opowiada z przejęciem, oddaje głębię swoich wrażeń. Mówi, że dotąd czegoś takiego nie doświadczył. I nie wiem w tamtym momencie, który z nas cieszy się bardziej. Dzięcioł zwrócił uwagę na Klona, sikory przywiodły do Jesionu. Dziś zawierzamy maleńkim przewodnikom.

P90511-183411

Deszczowy Zmierzch i Mowa Ziemi

Podążamy polami, sycąc oczy zachwytem rozległych łanów rzepaku. Idziemy koleiną – śladem pozostawionym przez ciągniki. Nie deptamy więc upraw. W oddali maszeruje grupka pięciu saren. Te obserwujemy przez lornetkę, patrzymy jak jedzą. Przywdziały już rude, letnie sukienki. Ale w rzepaku dzieje się coś dziwnego. Łodygi kołyszą się niespodzianie i raptownie. Jakieś mniejsze zwierzęta. Buszują. Znajome odgłosy. Miga coś brązowego. Warchlaki! Choć trudno jednoznacznie stwierdzić. Na pewno wyrośnięte nieco dziczki. Wygląda na to, że są same. Oddalają się coraz bardziej. Po chwili łan nieruchomieje, i już nie jesteśmy w stanie ich namierzyć. Rzepakowe duchy. Zupełnie zniknęły. Taktyka i dziczy spryt. Szukaj wiatru w polu…

Przyglądamy się… trawie. Siedząc dłuższych kilka chwil zauważyć można jak źdźbła również ‘’sprężynują’’ drgają same z siebie, zmieniają swoje położenie. Nagle, ot tak. Zauważam to zjawisko od dawna. Pewnie jest jakieś wytłumaczenie. Nie odbiera mu to jednak niezwykłości. Dziękujemy i trawce, za to mikro – widowisko. Dziękujemy Ziemi, za kolejne tajemnice. O zmroku docieramy nad łąkę, która ściele się różnobarwnym kobiercem przepychu. Choć kolory już gasną, jeszcze jesteśmy w stanie dostrzec jej mozaikowe bogactwo. Puszą się miękkie dmuchawce i ostatnie mniszki. W zmierzchu wyglądają jak maleńkie lampiony. Kolejny czas przemiany. Łąkę opanowały jaskry. Ich drobne kwiatki ścielą się gęstą siecią, połączone pajęczyną szarzejącej zieleni. Jak w baśni.  Kolorowy raj. Mam ochotę wrócić tu w słońcu, na boso. Na niebie spoczywają gęste, bure chmury, kiedy siadamy na powalonym dębie pod lasem. Pokonana siłami wiatru brzoza obok, wywrócona i przechylona spoczywa na samej ziemi. Mimo to, widać, że nadal żyje. Wypuściła zielone liście. Choć już się nie podniesie… Rudzik i drozd śpiewak popisują się w pieśniach gęstniejącego mroku, a obok zaczyna krążyć wcale niemały nietoperz. Lata prosto, rzadko nawraca. To pewnie Borowiec Wielki. I znów na chwilę odżywają dawne zabobony… Wyjaśniam, że ‘’gacuch’’ nie ma żadnego interesu ani chęci, by wkręcać się komukolwiek we włosy. A jeśli lata obok głowy, to dobrze. Wyłapuje na bieżąco pojawiające się komary, które zapach człowieka przyciąga. I nimi tylko jest zainteresowany. Nastrojowo podzwania świerszcz, zwiastując czar pierwszych wieczorów letnich. Za chwilę nastaną w przyrodzie ‘’Białe Noce’’ – głośne i gwarne, a ubogie w ciemność, trwające ledwie kilka godzin.

Pojedyncze dotąd krople, wezwały mokre towarzystwo. Modelowanie przestrzeni. Pamiętam jak pomyślałem w tamtym momencie: ‘’Dobrze, że dzień minął nam bez zapowiadanego deszczu’’. I wtedy lunęło. Jakby żywioł wstrzymywał się i czekał, kiedy wreszcie będzie mu wolno.

Powrót przez nocny, ulewny las, czarującym zapisze się wspomnieniem. Kojący szum wlewa  w uszy. Majowy opad. Teraz pragnę tylko, by padało jak najwięcej. Potrzeba drzewom i zwierzętom, tej suchej wiosny. Co chwilę przystajemy słuchając błogiego szmeru deszczowej modlitwy. Odkrywamy las na nowo, który innym objawia się pięknem, w każdej zmianie pogody. Wyciągamy ręce w górę z twarzami do nieba, i siebie dając obmyć lejącym strugom. To jest właśnie życie… i czerpanie radości, z pozornych przeciwności. Cieszymy się ulgą roślin. Nie myślimy wyłącznie o sobie.

– Chrrrrrrmmmm!

Rozbrzmiewa ostrzegawczo kilka kroków dalej. W ciemnościach odezwał się dzik. Tuż obok. Nasłuchujemy odgłosów zwierza. I on na pewno nas usłyszał, a teraz kręci się, nie wiedząc do końca co zrobić. Wędrowcy chyba lekko przestraszeni, ja szczęśliwy. Bo takie chwile nie trafiają się często. Kilka minut w napięciu i wzajemnym słuchaniu. Zwierz przedziera się z łoskotem. Prawdziwe Szepty Kniei, dzieją się właśnie i stają naszym udziałem, Niedługo potem spotykamy następnego. I on chrumka do siebie, wymijając nas gdzieś lasem w ciemnicy. Ale widać przecież. Gdyby wyszedł na drogę, dostrzeglibyśmy sylwetkę. Emocje sięgają radosnego apogeum. A ja dziękuję dziczemu plemieniu za dar wspólnej chwili, życząc im bezpiecznego szlaku z obfitością łakomego żeru.

60179930_665360293889038_4679694416082894848_n

60333024_2107712859346287_6814169514381410304_n

59951411_590114151480835_7200862179002679296_n

Święto Wody

Tej nocy, długo żadne z nas nie może zasnąć. Za dużo wrażeń, w połączeniu z przyjęciem energii leśnych. Ogromna dawka. Wiem, że będą ‘’mielić się’’ z tydzień. Pada z przerwami całą noc, od świtu przechodząc w regularną ulewę. I deszczem wita nas dzień. Ani trochę tym zmartwieni, ruszamy. I taką pogodę można wykorzystać. Śliski, wilgotny świat, obmyty z pyłów i kurzu uśmiecha się do nas bukietami błyszczących liści. Niektóre kwiaty pozamykały się w niemym ‘’buncie’’, jakby chciały chronić swe delikatne wnętrza. Przypominają mi się chwile, takich letnich słot, z dawnych czasów kiedy klimat jeszcze nie wariował. Umiarkowane ulewy potrafiły trwać blisko tydzień, nawadniając ziemię dla potrzeb przyrody. Dziś będziemy czatować. Zasiadka. Moje ulubione. Wdrapujemy się na zapomnianą ambonę, usytuowaną tuż nad bagnem. Czeka nas wielogodzinne czuwanie. Będziemy niewidzialnymi dla przechodnych po łąkach zwierząt. Ptaki śpiewają na potęgę, jakby pierzasta brać cieszyła się z tej ulewy. Co i raz przelatują szpaki, niosąc w dziobach wijące się larwy i dżdżownice. Nie siedzimy długo, gdy z lasu za plecami wybiega królik. Otrząsa się pociesznie z kropel, choć widać, że przemoczył już futro. Zajada zieleń. Smakuje wszystkiego, kicając tu i tam. Przemyka tuż pod czatownią, oglądamy więc na żywo i w pełnej krasie. Na nas nie zwraca uwagi. Deszczowy szum tworzy dźwiękowe tło, które kamufluje dla jego słuchu wszelkie nasze odgłosy. Podziwiamy go więc nie przeszkadzając. Refleksja. Zawsze myślałem, że ‘’jestem sam’’. To znaczy, że tylko mnie takie rzeczy ‘’kręcą’’. Są tymczasem ludzie i potrafią przyjechać z bardzo daleka, aby takie chwile w radości dzielić i przeżywać. Pojawienie się szaraka wywołuje szczęście, podekscytowanie i wdzięczność u naszej trójki. A przecież on tylko, przyszedł jeść. Ciężko wyjaśnić fenomen leśnych ludzi. Dusze, które kochają przyrodę. Kiedy tylko odłożymy na bok ustękiwania umysłu, może ta Miłość przejawić się w pełni. Pieśń słowika w deszczu, nastraja marzeniem, i świeżością. Koncertuje też pokrzewka gajówka, kos, szpaki, kapturka, trzcinniczek i świerszczak. Bagno żyje. Raz po raz ‘’przykrywają’’ je odgłosy zawołań żurawi. Ruch jak na autostradzie. Wzlatują i lądują kaczki. Ogromny Żuraw wystartował z ostoi szuwarów. Przemyka nisko w pełnej okazałości, tuż przed naszymi zachwyconymi oczami. Ptak rusza na żer. W oddali pojawia się sarna – ta wychodzi spod wielkiej wierzby, i wcale nie kwapi się wystawiać na wilgoć rudego futra. Kręci się na samym skraju, znikając co chwilę z pola widzenia. Gdyby nie ruch, nie sposób łatwo ją dostrzec, nawet na tle zieleni. Z tyłu w lesie, przemyka niewidoczny dzik, zostawiając nam echo chrząkającego pogłosu. W dzień deszczowy, bardziej śmiałe i ufne są u siebie zwierzęta. Wiedzą, że człowiek podczas słoty, niczego tutaj nie szuka. I tak mijają ponad trzy godziny. Słuchamy uspokajającego szmeru wody, spływającej po milionach liści. Deszczowa muzyka, okraszona akompaniamentem ptasim. Ziąb dotyka dreszczem, kiedy wiatr sypie na nas w porywie fontannę rozproszonych kropel. Wędrowcy chcą już wracać. Nie oponuję. Wytrzymali długo, jak na pierwszy raz w takiej pogodzie. I bez specjalnego ubioru. Ptaki uciszyły i ukoiły, pogrążone czasem w rozmyślaniach chaosu wnętrza. Czujemy się nasyceni. Dwa Dni Wędrowne. Jeden dla Drzew w poszukiwaniu wieści, drugi ze zwierzętami, dla odkrywania przyrodniczych ciekawostek. Gwarzymy wtedy o ptakach i zwierzu, a ja opowiadam co wiem o ich zwyczajach, życiu codziennym, trudach, pożywieniu, radościach, potrzebach i troskach. Konrad podąża boso, oddając się chłodnej pieszczocie wilgoci traw. Poczuć pełnię… bo my w kurtkach i kaloszach, a zwierzęta nie mają taryfy ulgowej. Zastanawia – ich codzienny byt i przystosowanie. Próbujemy przecież tylko namiastki. Celebrujemy w ciszy Święto Wody, wracając z wolna ku sprawom zawiłym, a ludzkim… Jednak każde z nas odtąd wie, gdzie, kiedy, i jak szukać ukojenia, odskoczni, i prostoty. Żywioły Natury czekają wraz z całym bogactwem każdego dnia na swoich odkrywców. A gdy już po wszystkim, nadchodzi czas wzajemnych podziękowań. Słyszę od moich gości, że jeszcze nie przeżyli czegoś takiego, mimo przebywania częstego w przyrodzie. To chyba najmilsze mi słowa, jakie paść mogą na pożegnanie. Odtąd każda najmniejsza wędrówka będzie dla nich wyjątkowym przeżyciem. A ja cieszę się, że mogli na te kilkanaście godzin przekonać się jak to jest, i poznać jak  w praktyce powstają Szepty Kniei.  Jeszcze się spotkamy…
59788046_388476352008850_7936120211680264192_n

Gościom moim, Marii i Konradowi, jako świadectwo wspaniałych chwil i w podziękowaniu za świadome towarzystwo podczas Dni Wędrownych. W hołdzie Waszym Procesom.

Chmurom, deszczom, i ulewie – za możliwość odkrywania bogactwa tego świata w mokrej tym razem odsłonie, oraz pełnię leśnego odczuwania. W radości kochana Przyrodo, że mogliśmy tyle Twoich sekretów dojrzeć, w doświadczeniu bliskości wodnego żywiołu i codziennego żywota mieszkańców kniei, bagien i pól.

__________________________________________________________

* Wędrówka miała miejsce w ramach naszych warsztatów:

Przytulanie Drzew – Podróż do Źródła Istnienia

Wydarzenie na Facebooku – Kliknij i dołącz do wędrownej społeczności

A jeśli i Ty masz ochotę podarować sobie spokojny Dzień Wędrowny w doświadczeniu intymnego spotkania z Naturą, pisz, pytaj. Kontakt w sprawie zgłoszeń:
czeremcha27@wp.pl

Na blogu możesz też poczytać inne wspomnienia z niektórych minionych warsztatów:

Dendroterapia – Przytulanie Drzew

Możliwe są też wyprawy i czuwania nocne. Szczegóły w Wydarzeniu:

Księżycowy spacer w magicznym świecie Przyrody

_________________________________________________________

P90511-151644

P90511-145539

P90511-172157

 

Wiosna leśnych ludzi. Dębowy spacer Intuicji

Podczas wędrówek z Drzewami Mocy, oddajemy się świadomemu byciu w Przyrodzie. Zanurzamy w istnieniu jakie nas otacza. Donikąd nie spieszymy. Przeglądamy siebie w maleńkim życiu. Tu w rowku płynie do swoich spraw jaszczurka żyworodna, a na polu gna na polowanie błyszczący sprinter – biegacz złocisty. Pochylamy z uśmiechem i nad nim. W mikroświecie wszystko ma swój odpowiednik. Chrząszcze biegacze, to takie jakby miniaturowe pantery, wilki, ścigające swoje ofiary. Znajdziemy tu i padlinożerców oraz roślinożerców, jak i ‘’na górze’’. Krzyczą gęsi. Las śpiewa już po wiosennemu – niedawno przybyły pokrzewki i piecuszki. Odkrywamy bogactwo jego mieszkańców. Kwiaty otwierają i uśmiechają do słońca. Tym nie mogę się oprzeć, każdemu robiąc fotograficzny portret. W domu z atlasem zapoznaję gatunki i dowiaduję czegoś o nich. Postrzegam, jak bardzo się zmieniłem. Dawniej dla mnie niemal niewidoczne, dziś nie potrafię przejść obojętnie obok żadnego kwiatu. Jakby wołały, zobacz jaki jestem śliczny! Spójrz do czego prowadzi Światło… Maleństwa chcą się pokazać i opowiedzieć światu o sobie. Ta wyprawa to takie moje Święto Duszy, bo wreszcie zawitali do mej przestrzeni mężczyzni na wędrówki. Pamiętam, jak długo opierałem się przed tym. Pewnego dnia, przyszło zrozumienie, że na poziomie duszy, nie ma to żadnej różnicy. I zgoda łagodna się pojawiła. Również oni potrzebują odetchnąć sobą, przypatrując się światu okiem kochającego las wędrowca. Mężni, srodzy, nieustępliwi wojownicy. Cudownie ich otwierać, i patrzeć jak zsuwają się sztywne zbroje lat. Jak kiełkuje zachwyt i wrażliwość.

20190413_121706

Las kipi już tętnem wiosny. Drzewa i krzewy okryły delikatnym puchem świeżej zieleni. Inne kwitną. Mroczne, gęste, czarne, tarniny dziś weselą się setkami śnieżnych kwiatuszków. Co za zmiana! Wszystko wokół dzwięczy odwieczną pieśnią życia. Na dębowym szlaku Krystyna zauważa brązową ptaszynę – samiczka kosa w gnieździe. Na wysokości ramion, choć idealnie zakamuflowana. Zastanawiam się, co kierowało ptakiem przy wyborze tego miejsca. Jeżdżą tu przecież rowerzyści, okrążają biegacze, ale fakt – bardzo trudno ją wypatrzyć. Pisklęta będą natomiast doskonale widoczne i głośne… Tak samo, każda kuna może bez problemu dostać się od spodu. Komu się powiedzie? Historie żywota…

Lekcja

 

20190413_143325

Ścieżka nasza wiedzie nad bagnem, choć po drodze mijamy różne przejawy tworzenia siedlisk Przyrody. Suchy młodnik sosnowy zachwyca swoją odmiennością. Spośród ledwie pokrytego mchami piasku wystają srebrne kępy ostrych traw – to szczotlicha siwa. Choć mniej się nimi interesuję, również nie mogę wyjść z podziwu wobec ich talentu przetrwania. Bo trawy opanowały wszelkie możliwe środowiska. Od arktycznej tundry, po zalane i ciągle podmokłe tereny, przez odległe szczyty górskie, mroczne głębiny leśne, a nawet zbocza wulkanów. Wszędzie można je odkryć. Nad nami z majestatem przelatują ogromne żurawie, specjalnie zbaczają nisko, jakby chciały się przyjrzeć dokładniej. W oddali, na zielonych polach gęsi wygrzewają pierzaste kupry, męcząc ciągłym skubaniem dopiero co wzrosłe zboża. Opowiadam o życiu i zwyczajach moich ulubieńców – dzików, ukrytych gdzieś tam w morzu trzcin. Mijane Brzozy uczą nas pracy z emocjami. Pokazuję moim gościom pewne pozycje ciała, jakie wesołe drzewa pokazały mi celem powrotu do harmonii. Lekko poprawiam, wskazuję, ustawiam – i teraz wszyscy troje tkwimy w odczuwaniu kojącego przepływu: Ziemia – Człowiek/Ciało – Drzewa. Na krótką chwilę dane jest stać nam się jednością.
Za chwilę lądujemy w objęciach sędziwej wierzby, Mistrzyni Życia. W podziwie, jak dziuplasta, zmurszała, próchniejąca istota pozostaje wciąż żywa, pełna otwartej gościnności dla najmniejszych, drążących ją istnień… Czasem, mam wrażenie, że wierzby nie umierają nigdy. Przecież i ona będzie wciąż wypuszczać nowe pędy… Ciężko ustalić kres takiej istoty. Pod nią odczytujemy wierzbowe przesłanie Mocy, jakie spisałem już jakiś czas temu. W hołdzie starej mądrości, jaką zgromadziły pokolenia jej sióstr, żyjące tu od wieków. Rozkręca się wtedy i targa podmuchami. Pani bagiennych żywiołów… odpowiada nam echem swej tajemnicy.

20190414_105416

Wypoczywamy na rozległych łąkach. Przysiadamy na polnych kamieniach. Stąd dobrze widać wszelkich innych zwierzęcych wędrowców, podróżujących do swoich spraw. Sarny migrujące między zagajnikami i kępami polnych zarośli przypatrują nam się ciekawsko. Zawsze mnie to dziwi – potrafią paść się kilkadziesiąt metrów od jeżdżącego ciągnika, ale wobec człowieka ‘’luzem’’ zachowują dystans i ostrożność. Choć w głębi siebie wiem, że i to uległoby zmianie, gdybyśmy tylko przestali je prześladować, traktować jak intruzów i ‘’szkodniki’’. Wielkopolska. Nazwa kojarzy mi się z Wielkie – Pola. Bo pola, to istota tutejszego krajobrazu. A zwierzęta, nawet te największe dostosowały się do życia tutaj i radzą nie gorzej niż w prastarych, dzikich puszczach. Krystyna nie może się nadziwić – jak to jest, że wszędzie wokół ślady, odciski, łapy, kopyta, racice, a ich właścicieli nawet w największych gąszczach nie widać? One wiedzą… Znają swoje pory. I nasze. W bliskości człowieka, wybierają na czas aktywności głównie noc. Choć zarośla mogą wydawać się gęste i nieprzebyte, zwierzyna również wie, gdzie trzeba się skryć – tam gdzie nie dotrze człowiek. W głębinach bagien są czasem takie suche wysepki, wyżej położone miejsca. Tam właśnie docierają ‘’moje’’ jelenie i dziki na swój spoczynek. Człowiek, bez specjalnych środków nie jest w stanie tam się przedrzeć. W pewnym momencie na rozwidleniu dróżek mówię ‘’A chodzmy tędy – jeszcze tutaj nie byłem, zobaczymy gdzie zaprowadzi’. I ten głos intuicji okazuje się być wołaniem potężnego dębu. Poznajemy go na jednej z polanek. Stróż tego zagubionego miejsca. Ależ jest rozłożysty. Ogromny i stary. Emanuje wielką dobrocią, co odczuwamy wszyscy troje. I jakoś nie sprawia mu problemu połączyć się z nami wszystkimi. Długo, długo, nie możemy się od niego oderwać… Każdy przeżywa. A ja słyszę, oprócz radości olbrzyma, jak powiada:

– Błogosławię Waszej wyprawie, Waszym krokom. Niech ten czas uświęci Ziemia…

Szlak przeciera się nieznacznie, znaczony tylko odciskami tropów wędrującego nocami zwierza. Błota, łęgi, olsy, bobrowe tamy, urwiste brzegi, piachy, plątaniny gałęzi, zapadliska, borsucze i lisie nory, zostawiamy w tyle. Podążamy wzdłuż rzeki. Mijamy ‘’dzicze doły’’, babrzyska i kąpieliska chrumkających stworzeń. Jenot czatujący pod wykrotem, umyka chyłkiem. Rozmyślam… Gdyby zmierzał tutaj jeleń lub dzik, zwierz na pewno pozostałby na miejscu. Oto, co żeśmy im zrobili… jak bardzo od nich odeszli. Człowiek = wróg, przed którym trzeba zmiatać. I czasu potrzeba, i ciszy, by przekonać konkretne zwierzęta do swej osoby na powrót. Coś o tym wiem. Natura rozśpiewała się tutaj potęgą całej swej dzikości. Wystarczy jej nie przeszkadzać… Nie jest łatwo tędy wędrować. Nie każdy potrafi. Dużo trzeba się schylać, ‘’kłaniać’’, zginać. Drogę przegradzają zawalone pnie ogromnych drzew, i równie wielkie gałęzie. Ja w takim terenie się nie męczę. Pomykam lekko, szybko, i cicho, balansując ciałem w skłonach, tam gdzie potrzeba. Takie już naturalne. Utkwiło w ciele – jak trzeba się tu poruszać. Takie gąszcza zwiedzamy po raz ostatni w tym sezonie. Już ruszyły pokrzywy. Wzrosną wysokie jak człowiek. I na parę miesięcy to roślinność zielna zapanuje tutaj z wszechistnieniem. Ukryje, da spokój… Siadamy z postojem nad rzeką, zasłuchując się w leczniczym pluskocie szumiącego nurtu. W dwóch miejscach, bobry nie dokończyły swych tam.Zostawiły mały przepływ. To celowy zabieg. Wykorzystują naturalną siłę nurtu do pogłębiania zakola, a on podmywa, i podmywa, wżerając się coraz bardziej w las… niejedno bobrowe pokolenie będzie kontynuować dzieło przodków. Strategia długofalowa. Strzyżk, sikory, pierwiosnek i pełzacz urządzają nam bajeczne słuchowisko. I tak mija nam do wieczora, pierwszy Dzień Wędrowny.

P90413-151010

P90413-164215

20190414_094722

Łęgi, łąki, i olszyny

Gdy wychodzę z domu jeszcze delikatnie pada, i trochę zastanawiam się po drodze, co też z naszą wyprawą. Mam jednak w sobie jakąś pewność, że przestanie…
I tak bardzo cieszę się z tego deszczu. Siąpił całą noc, choć nie zapowiadano. Dla drzew to o wiele za mało, ale skorzystają kwiaty. Obmyty nim ols, zatopiony w porannych śpiewach, jak baśń jest cudny. Wyglądają z niego zielone kępy młodych jaskrów. Obecnie to moje najpiękniejsze miejsce. Z niego wychodzimy na rajską łąkę, gdzie nadarza się okazja do postoju. Powodem jest lis myszkujący na krańcu łąki. Nie chcemy mu przeszkadzać. Moje wędrowne zasady pozostają zawsze wyrazem szacunku wobec naszych gospodarzy – tutaj my jesteśmy gośćmi. I gości proszę abyśmy usiedli. W uśmiechach obserwujemy mykitę, który w śmiesznych podskokach pomaga światu i człowiekowi w ‘’walce z gryzoniami’’. To jest właśnie to… czego nauczam. Na wędrówkach poznać można, jak to jest obcować ze zwierzętami, całkiem w bliskości, gdzie nikt nikomu nie przeszkadza. Jak się zachowywać, by odkrywać podobne rzeczy samemu. Czego przestrzegać. Spędzamy na łące jakieś pół godziny, bo i tyle urzędował lis. Przejaśnia się…

Znowu rzeka. Podążamy z jej biegiem, podziwiając spadziste przejścia, gdzie przeprawiają się zwierzęta. Jakie one pozostają… wolne…Człowiek omija pewne niedostępne tereny. Dla nich prawie takich nie ma. Mijamy wielkie, białe, martwe topole. Ciągną się długą linią… wszystkie pokonane. Znów dopadam do kwiatów z aparatem, kiedy wszyscy troje niemal jednocześnie wydajemy okrzyk zachwytu….

Na wzniesieniu fioletowo. Wielką połać opanowały wonne fiołki. Łan koloru i piękna.Widać, że leżały też tutaj sarny… Jak dobrze człowiek czuje się przy kwiatach. Fiołkowy raj. Podziwiam zwłaszcza te maleństwo, które wyrosło we wgłębieniu buchtowiska. Pyszni się cały. Jakby chciał zawołać, a oto i jestem! Nawet dziki nie dały mi rady! Siadamy nieopodal pod kępą polnego zadrzewienia, i dopiero zaczynają się ROZMOWY.

20190414_131320

Zawsze przychodzi ten moment podczas wypraw. Gdy wreszcie wypływa temat, który jest do przerobienia w przestrzeni. Czasem wiele tematów. Nie ma niewłaściwych. Nie ma też tabu. Nikt nikogo nie ocenia, nie potępia, nie nawraca. Wyrażasz pogląd, osąd, przedstawiasz swoją wiedzę… wymieniamy porady, wskazówki, argumenty… każdy wypływa bogatszy o nowe. Inny punkt widzenia. W naturze rozmawia się lekko. Zamilkniesz na pół godziny czy dłużej, a nie zauważysz nawet. Mijają nas sarny, bażanty, żurawie, szpaki, motyle… I wracasz do dialogu, jakby wcale się nie przerwał. Nie uciekam od rozmów. Po to tu jestem. Wszystko łączy się w jedną terapię – dla Duszy. I cieszę się, że dane jest mi doświadczać takiej głębi i szacunku podczas naszych wędrownych gawęd. Z nich powstałaby osobna książka. Szkoda, że nie da się ich powtórzyć. Każda jest unikatem, diamentem, który na te kilka godzin wybrzmiewa głosem własnej Prawdy. Nią się dzielimy.

Parę kilometrów marszu polem, podczas którego okrążamy wielkie bagno. Nas oblatują gęsi i kruki. Krystyna zbiera piórka, które gęsi właśnie pozostawiły po sobie żerując. Na pamiątkę dla wnuków. Z pól schodzimy do łęgu, w którym tworzą kręgi święte Wierzby Mocy. Nieustannie coś opowiadają. Piski, nawoływania… I gdy siedząc w jej objęciach zaczynam mówić o sprawach drzew, ta zrzuca na mnie przekwitniętego ‘’kotka’’. Ich zakątek, to kolejna ostoja dzikości. Tu dopiero jest mozaika! Powywracane olchy obok zdrowych kasztanowców, klony, jesiony i wiązy. Zdradliwe błota, i ‘’płowa woda’’, miejsce kąpieli jelenich. Ogrom tropów. Dzikość i świętość – tymi dwoma słowami najlepiej określić. Słońce grzeje już bardzo mocno. Zrobiło się gorąco. Dzień kończymy biegając boso w słońcu po zalanej łące, w rozbryzgach zdrowia, zapominamy się w przestrzeni wolności… A potem praca energetyczna w brzozowych kręgach. Nieplanowana przeze mnie. Za to przez Brzozy, już tak. Mijając szpaler, Krystyna woła, że one ją wzywają. Tutaj leczą. ‘’Jaka energia od nich bije, no muszę się przytulić!’’. A mi przypomina się migiem wszystko, co dwa dni wcześniej ćwiczyłem sam podczas pracy z brzozami. Ustawiamy się w pozycjach jakich uczą Drzewa, a przepływem energii ziemskiej uzdrawiamy przestrzenie duchowe. Co dokładnie? Brzozy już wiedzą. A Tobie objawi się później w życiu. Drugi dzień wędrowny z Drzewami Mocy, właśnie dobiega końca. A nam – tak trudno pożegnać się z tym światem, i z sobą…

🌍 Gościom moim, w podziękowaniu za świadome Dni Wędrowne.

20190414_115830

pppp.pg

P90414-133847

P90414-134143

20190414_115444

56472476_2000881270206786_5176235821396656128_n