Pełnia zbożowego księżyca. Wędrowne warsztaty w przyrodzie.

To my, Wędrowcy!

Na suchej murawie postój robimy, przed ostatnim podejściem do lasu. Wieś ospała, ze zdziwieniem nieco spogląda, na korowód kolorowych ludzi, co pobrzękują sobie na kalimbach w marszu. Dziś trochę kilometrów na nogach. Już wieczór kroczy. Uparte chrząszcze podlatują co i raz do włosów, nikomu krzywdy nie robią. Startują z traw, aby popaść trochę na pobliskich lipach. Jeszcze odzywają się dzierlatki. Na siwym kolorycie drogi, zupełnie ich nie widać. Niebo zaroiło się od nietoperzy. Na horyzoncie ciemny pas chmur tęgich sunie z nieubłagalną zapowiedzią, ale my pewni jesteśmy, że tej nocy uda się zobaczyć Zbożowy Księżyc. Dalszy marsz pod lasem, to już subtelne ćwierknięcia i piski wszędobylskich nietoperzy, które zamieszkały w zmurszałych brzozach. Najstarszego w kniei Kasztanowca, otaczamy łańcuchem splecionych dłoni, słuchając przesłania wieści minionych. Wypowiadam wtedy drzewu słowa…

Ty zaś kręgiem otoczony,
Każdy z nas wnet uzdrowiony,
Nie ma między nami granic,
Zacznij swój radosny taniec
Wszystkie nasze, ludzkie dary,
Przyjmij prosto, w swe konary

Ostatnia sarna schodzi z popasu, szukając bardziej soczystych krain w okolicy… Jej czujny cień, obserwujemy w odchodzących zwidach lornetek. Złoty księżyc wypływa w majestacie nad lasem, karmiąc ucieszone dusze widokiem swej pełni.

107330666_1141972016170946_7444994849681440246_n

107405154_1141972066170941_7533354964025732698_n

PÓŁNOC

Doczekaliśmy księżycowej gościny. Złoty gospodarz wędrówki, ze snu wśród chmur, odkryć się wreszcie raczył. Jak pan na włościach, sunie powoli, doglądając dojrzałości swych łanów przed żniwem. Srebrzyste promienie rozlewają się smugami po polach. To nasz dzisiejszy przewodnik. Podążamy za jego blaskiem. Zatopieni w trawach świerszczowie, wygrywają nieustające nuty swoich serenad, my próbujemy z nimi… Cisza spaceruje w przestrzeni. Szurają gdzieś w oddali sarnie kopytka. Spokój. Maleńkie, puchate przepiórki zasnęły w oceanie zbóż. Nie słychać ani jednej.

A potem Kobiety zdejmują buty, i idą boso potańczyć na łąkę. Ja przejmuję bęben i gram, jak potrafię. Ruchy chwiejne, intuicyjne, rozpływające się w szarej nicości, kołyszą wśród drzemiących kwiatów na murawie… Ziemia Matka, wdzięczna swym Córkom oddycha głęboko, błogosławiąc z każdym szumem pogrążonej w ciemnościach puszczy. Dla takich chwil jedynych, warto żyć.

Jedna z uczestniczek warsztatów, Karolina, na swoim FB opublikowała własną opowieść, zawierając swoje wrażenia i przeżycia z wyprawy. Po prostu ją poniżej przytoczę 🙂

112849671_718432245648227_2463882846373922794_n

”Codziennie spotykam się z ludzkimi historiami. Pięknymi, sentymentalnymi, ale też trudnymi i tragicznymi. Wysłuchuję, pokazuję drogę, wyposażam w niezbędne narzędzia idącego przez życie wędrowca. I choć historie są różne, przytrafiają się czasami i takie takie, których nigdy się nie zapomina i które będą nas w żywe do końca naszych dni. Pozwalają podejmować właściwe decyzje oraz utwierdzają w dokonanych wyborach. Czasami pozwalają uporać się z własnymi strachami, choć myśleliśmy, że dawno ich w nas nie ma, a one tylko się ukryły pod dawnym kurzem zapomnienia.

Tak właśnie było w ten niezapomniany weekend imieninowy, w dzień pełni zbożowej. Spotkanie z autorem „Szeptów Knei” to nie tylko wędrówka i rozmowa z drzewami, to także intuicyjny taniec na miękkiej trawie, gra na kalimbach (tak, zrobiłam to!  oraz rozmowy o życiu, podróżach duszy, odkrywaniu swojej drogi i podążaniu za głosem serca. Wiele się zadziało na każdym poziomie u każdego z nas, wędrowców. Spotkałam też zioła, których nie znałam, a być może będą mi potrzebne. Nazbierałam trochę lipy i chabra bławatka, ukoiłam wzrok „makowym rumiankiem” wyjętym spod pędzla impresjonistów.

Wiedziałam, że nie znalazłam się tu przez przypadek… czasami dwie osoby szukają się we wszechświecie, aby obdarować się wzajemnie. Dziś jestem bogatsza o doświadczenie spotkania Sebastiana. Niczym druid zaznajomił nas z tajnikami lasu i odgłosami jego mieszkańców (dębem Krzesimirem, dębem Radosławem, Kasztanowcem „w żeńskiej postaci”, sarnami, lisami i ptakami oraz z wartkim nurtem wymownie brzmiącej rzeki „Samicy”).

Nie tylko poszerzyłam swoje horyzonty terapeutyczne, ale po powrocie czekała na mnie propozycja wydawnicza! Cudownie jest czerpać z obfitości tego, co oferuje nam wszechświat, z mądrości zwykłych-niezwykłych ludzi, fenomenu przyrody i źródeł energetycznych, które nam oferują. Ale trzeba umieć nauczyć się dostrzegać i przyjmować ten niesamowity prezent.

Dziękuję Sebastianowi oraz pozostałym uczestnikom wyprawy za pięknie spędzony czas. Za nasze rozmowy, nieprzespane noce, bieganie po stogach siana, siedzenie na ambonie i wiele innych rzeczy, które się zadziały.

Polecam odwiedzić Sebastiana i udać się z nim na wędrówkę. Wiem, że to, co robi jest jego całym życiem, dlatego do niego przyjechałam. A także dlatego, że wzywał mnie jego dąb, ponieważ jego imię ciągle wracało do mnie w myślach.. A gdy już dotrzecie do Sebastiana zatrzymajcie się proszę w „Pokojach gościnnych Joanna” przy ul. Koszycy 52 w miejscowości Rokietnica. Gościnność właścicieli pozostanie Wam na pewno na długo w pamięci (oraz przepyszne ciasta, które piecze pani Iwona oraz warzywa z przydomowego ogrodu uprawiane przez pana Tadeusza). Ich pensjonat był pełen gości, ponieważ ich naturalna, niewymuszona życzliwość jest po prostu zaraźliwa.

Ach, rozmarzyłam się. Było mi tam tak dobrze i spokojnie. Przywołam wspomnienia czytając fragment książki, którą otrzymałam w prezencie od Sebastiana… i pomyślę chwilę o moim wolnym, dzikim lesie niczym o niezależnej, dojrzałej i mądrej kobiecie-lisicy – już na zawsze..

DZIĘKUJĘ ZA DRZEWNE PRZESŁANIE. Teraz pozostaje mi tylko iść drogą przeznaczenia. ”

Julia

Cóż mogę powiedzieć jako skromny wędrowiec – takie słowa są dla mnie najpiękniejszą nagrodą, za serce jakie wkładam w przygotowanie i ”plan” każdej wyprawy. Bardzo dziękuję gościom lipcowej wędrówki w czasie Księżyca Zbóż: Marcie, Karolinie i Martynie za wspaniały czas, niestrudzone kroki, gawędy pod gwiazdami, słuchanie mowy drzew i księżycowe pogrywanki, których w formie filmu nie mogę niestety dodać na bloga. I za wszystkie piękne słowa, które w tej historii mogły się pojawić.

A to pamiątkowy plakat z tego zdarzenia, wraz z atrakcjami jakimi knieja obdarowała swych gości.

Plakat1 Lato

Pamiętajcie, że wyprawy są organizowane każdej pełni księżyca, a także poza nią, jako indywidualne wędrówki leśne. Wystarczy odezwać się na email, i zawsze znajdziemy jakiś czas do wspólnego wypadu. 

KONTAKT:

czeremcha27@wp.pl

Do zobaczenia w lesie, na kolejnej wyprawie po żniwach i w jesienne rykowisko!

 

Topolowa transformacja. Drzewa usuwają emocjonalne blokady, i pomagają usłyszeć głos duszy.

Historia z tej wyprawy jest o tyle wyjątkowa, że napisana w dużej mierze przez mojego gościa. Pogrubione i pochyłe przerywniki pokażą, gdzie zaczynają słowa Marysi. Maria sama zgodziła się szczerze wszystkim podzielić, ja nigdy nie nalegam – o tym czy pojawi się historia, zdjęcia i relacja na blogu zawsze decydują goście. Tym bardziej jest to świadectwo niezwykłe, bo ja sam opisuję i zapamiętuję zwykle przyrodnicze sprawy, za to tym razem będzie pełny obraz tego, jak wędrówkę przeżywa ”druga strona” i co się na niej zadziewa. Choć gdzieś moja skromność burzy się na pewne wypowiedziane tu słowa, postanowiłem w tekście niczego nie zmieniać, aby zatrzymać w pamięci całe dobro, jakie zrodziło się w naszych sercach. A zatem… 

Gdy ruszamy do lasu, jest już dość późno, a pogoda krnąbrnie psoci. Cały dzień popadywało. Maria chciała przyjechać na wyprawę ze swoją córeczką, jednak z uwagi na brak odpowiednich rowerów, zdecydowaliśmy się podążyć sami. Trawy mokre. Trochę ludzi korzystając z prześwitu wyszło na spacer, jednak niektórzy próbują traktować las, jak rajdowy tor przeszkód. Osobniki na quadach, w terenówkach. Gnają tak, że komuś urywa zawieszenie. Wychodzą, biadolą, ojej – no jakie to dziwne i trudne do przewidzenia. Las swoimi siłami zmusza do zatrzymania. Dla nich to czas na kolejną naprawę, przed następnym dzikim rajdem… Nie na refleksje. Zachód słońca jest dziś piękny, kula przebija mlecznie przez cienką warstwę chmur, rozsiewając aurę pomarańczowej poświaty. Pnie sosen ‘’zapaliły się’’ ognistym blaskiem. Gorzeją. Ten krótki moment kiedy słońce wisi nisko tuż przed odejściem, wydobywa się cały kunszt Drzew Ognia. Jakby wołały: Jesteśmy pożogą. Wielbimy ogień. Bo i sosna to gatunek, który doskonale odnawia się na pogorzeliskach, choć łatwopalna, jej smukły pień doskonale opiera się pożarom ściółki. Nie zajmuje tak łatwo. Po wizycie u Dęba Krzesimira zmierzamy do Topól, kiedy na horyzoncie zaczyna robić się szaro. Siwo. Tam już pada. I nawet błyska. Pierwsza letnia burza. W oddali, na ambonie dostrzegam zdziwiony siedzącego myśliwego. I on nas obserwuje swoją lornetką, a przynajmniej tak mi się zdaje. Chmura pędzi. Jakoś zawsze boję się burzy. Jeśli nie jestem akurat w domu. Jest dla mnie potężną manifestacją nieokiełznanych sił natury, tańcem kapryśnych żywiołaków. Proponuję powrót, ale Maria nie boi się. W jej twarzy maluje się indiański, stoicki spokój, a nawet radość wobec sunącego ‘’potwora’’. Myślę logicznie. Nie widziałem jeszcze nigdy ambony spalonej przez piorun, a samo drewno prądu nie przewodzi. Myśliwy nadal siedzi na swojej, jest na otwartym polu. Poza tym… Burze w mojej okolicy od 3 lat straciły na mocy, są naprawdę symboliczne, a często nie ma ich cały sezon. W ostatniej chwili wdrapujemy się na jedną z ambon mijanych na skraju lasu, wtedy deszcz zaczyna. Zacina z boku. Wyciągam komplet przeciwdeszczowy w postaci szerokiej peleryny, wystarcza dla nas obojga. Pokrowiec nasuwam na czapkę i jesteśmy niemal nieprzemakalni. Przed nami horyzont rozległych pól, szalejąca szara ulewa i sporadyczne błyski. Marii bardzo się podoba. Ja drgam przy każdym mocniejszym grzmocie. Ale wiem, że jesteśmy zaopiekowani. Że nic nikomu nie grozi. Burza nie okazuje się jakaś ‘’straszna’’, za to dość ‘’symboliczna’’. Z pola zbiega przemoknięty jeleń, gna pod opiekę kniei. Przecież w takich przypadkach, wszystko chroni się właśnie w niej, pod drzewami, w zaroślach…

Kiedy ‘’na widoku’’ już nie pada, cały czas słyszymy szmer. Trwa długo… Las ocieka sączącymi się strużkami, kroplami, które niosą jeszcze pamięć echa minionego szału. Ostatnie ptaki umilkły. Maszerujemy. Bezbłędnie omijamy lśniące lustra świeżych kałuż. Jesteśmy tylko my i szara, przyjazna ciemność. W niej widać odcinającą się ostro na horyzoncie, czarną sylwetkę sarny. Pasie się ‘’na szczycie’’ okolicy, niczym jedyna królowa.

🌸 MARIA (jej słowa): Krzesimir i leśna burza.

Najpierw pojawiliśmy się u Krzesimira. Usiadłam pod pniem, oparłam plecy i skupiłam się na odczuciach. Od razu zaczął mi pokazywać rzeczy, które widzi we mnie. Wyciągnął najpierw głęboki smutek, z którym przyszłam, a który związany był z moim Ukochanym i ja próbowałam go zepchnąć, jakoś schować czy coś. Powiedział mi, żebym po prostu powiedziała o nim Ukochanemu, żebym go nie ukrywała. Poczułam ogromną ulgę, że mogę to zrobić, że nie muszę już być z tym sama. Potem wyczuł we mnie oczekiwania odnośnie spotkań z Drzewami, że chcę (wstyd się przyznać), żeby do mnie mówiły, żeby komunikowały się obrazami, chcę słyszeć ich śpiew, a nie „tylko” czuć energię w ciele i emocje. W ogóle mnie nie oceniał i to było bardzo kojące. Nie mówił, że to źle, że tak myślę i czuję. Tylko pokazywał to takie, jakie jest. Poprosiłam, żeby zdjął ze mnie tę energię oczekiwań, że wiem, że to mi przeszkadza w pełnej otwartości na prawdziwy, głęboki kontakt, że sprawia mi to cierpienie, bo oczekiwania blokują zdarzanie się magii, a gdy nie są spełnione, powodują rozczarowanie. Ściągnął to ze mnie z łatwością, za moją zgodą, w mgnieniu oka. Zszedł głębiej we mnie i mówi; nadużywasz marihuany. Wiem- odpowiadam. Najpierw w pierwszym odruchu chciałam powiedzieć, że nie, przecież nie mam z tym problemu, że mogę nie palić. Ale On nie powiedział: przestań to robić, albo że to źle, że to robię, tylko, że widzi, że to robię i pozwolił samemu się przyjrzeć temu, jak tak naprawdę w głębi siebie się z tym czuję. No czuję, że nie do końca i nie zawsze mi to służy, a czasem nawet czuję się z tym bardzo niedobrze i wolałabym nie palić. Podziękowałam za głębokie wglądy i za bezwarunkową akceptację i za to, że tak od razu wszedł ze mną w kontakt, się otworzył. Pojechaliśmy dalej. Piękny zachód Słońca, różowo- pomarańczowy. „Płonące” sosny, magia. Słyszę grzmoty, zaczyna się burza. Sebastian mówi, że w takim razie wracajmy, no dobra mówię, Ty wiesz lepiej co robić, ufam Tobie. Ale chwila zastanowienia- ja się nie boję zimna, ani zmoknąć, ani burzy. Ja się boję burzy- odpowiada Sebastian, to będziesz mnie wspierać. Poszliśmy schować się przed deszczem na ambonę i oglądaliśmy olśniewające rozbłyski piorunów na niebie. Rozmawialiśmy o tym, że burza to przejaw siły Boga i że jest wspaniała. O mnie i mojej relacji z moim Ukochanym i z moją przyjaciółką Brzozą. Deszcz przestał padać i ruszyliśmy do Sióstr Topolanek. Pełnia Księżyca, a ja mam dodatkowo okres- to razem to maksymalizacja doznań i wrażliwości.

POD TOPOLAMI (Sebastian) 

Od razu wiem, która z Topolowych Sióstr dzisiaj woła, lecz pytam jeszcze Marysi – do której Cię ciągnie? Wybiera tą samą. Oddalam się do drugiej, nie chcąc przeszkadzać, bo i widzę, że dzieje się dużo. Maria dużo słyszy od Drzew, dużo więcej niż ja. Trochę nie jestem do niczego potrzebny. Dziś pełnia. A zatem i drzewa są bardzo pobudzone, i emitują promienie swojej najmocniejszej energii. Chodzę bezgłośnie po dróżce aby się rozgrzać, i staram się nie przeszkadzać. Druga topola wezwała mnie tylko na chwilę, poprosiła przyłożyć dłoń, powiedziała parę osobistych rzeczy. Przechadzam się pod nimi w podziwie, z zachwytem obserwując jak księżycowe srebro osadza się na korze, malując pnie i gałęzie metalicznym blaskiem. Są wspaniałe, nieziemskie. I nie mam chyba pojęcia, co też u Marii się dzieje… Przywarła do drzewa bokiem, przytulona, nieruchoma. Chyba śpi. W koronach na moment przemyka cień pędzącej sowy. W którymś momencie jedna z Topól podpowiada, abym jednak podszedł do Marii. Robię to bezgłośnie. Wygląda na śpiącą. Przytuliła się cała w pień. Od razu wyczuwam radość. Znalazłem się jakby w aurze jej i drzewa. To swoisty kokon, otoczka w którą można się zanurzyć. Topole chcą mi w ten sposób pokazać, że z moim czuciem wszystko dobrze. I w ogóle – abym się teraz nie martwił. Jakiś ogromny zwierz zaczyna z trzaskiem tratować gąszcze, wszystko wokół łamie się, trzęsie i dudni. To chyba jeleń. Musiał usłyszeć jak spaceruję. Podszedł tak cicho, blisko, i bezgłośnie…

🌺 MARIA ( jej opowieść) : Spotkanie z Topolami

Od razu poczułam Moc. Która Cię bardziej woła? Spytał Sebastian. Ta- wskazałam ręką na tę, przy której stałam. Ja nie zdążyłam nawet zobaczyć jakiejś innej, dla mnie była tylko ta, w ogóle nie zauważyłam tej drugiej. Jaka ona potężna! Przytuliłam się do pnia i zamknęłam oczy i… zdarzyło mi się coś takiego po raz pierwszy w Życiu! Zobaczyłam pogodną, miłą, starszą panią, uśmiechniętą w niebiesko-szarym berecie i bordowym polarze, przechadzającą się po leśnej drodze. Potem zobaczyłam małego jelonka, który radośnie skakał i brykał i wywijał koziołki. Następnie zobaczyłam dorosłą sarnę zastrzeloną przez myśliwych, mężczyznę w zimowej, futrzanej czapce, który ją rozcinał, jakieś ostre narzędzia. Nie chciałam na to patrzeć i poprosiłam, żeby przestała, bo to było zbyt drastyczne dla mnie. Wtedy powiedziała: a teraz Ty powiedz coś o sobie. Usiadłam blisko pnia i przytuliłam się do niej policzkiem. Ogarnęła mnie senność. I pomyślałam: czy to dobrze? Może zapytam Sebastiana czy dobrze jest temu ulegać? Kurcze chce mi się teraz spać, a przecież miało być nocne czuwanie. I Ona powiedziała: po co chcesz pytać Sebastiana? Ja tu jestem z Tobą, wszystko dobrze, nie martw się, możesz się rozluźnić, ja dla Ciebie zrobię to, co mogę, nawet jeśli zaśniesz. Poprosiłam, żeby mnie trochę ogrzała, zrobiła to i ogarnęła mnie błogość. Zaczęłam widzieć obrazy z mojej niedalekiej przeszłości, jakby śnić na jawie, a ona o chłonęła z ciekawością. Widziałam dom i ogród, w którym ostatnio mieszkam, mojego Ukochanego, innych ludzi. Niespodziewanie pojawiły się także inne obrazy z dalszej przeszłości, dawno nie wspominane. Przysypiałam i budziłam się, obrazy zaczęły się stawać coraz bardziej surrealistyczne, oniryczne, magiczne. Skuliłam się, przytuliłam jeszcze mocniej i dawałam jej czytać ze mnie, oglądać filmy. Im bardziej obrazy stawały się nierealistyczne, tym bardziej czułam, że one więcej mówią jej o mnie, o mojej emocjonalności. Zrobiła mi czyszczenie podświadomości świetnie się przy tym bawiąc. Odczułam Radość, lekkość. Przypomniało mi się jak mój Ukochany gra na gitarze i że ja to bardzo lubię. Wtedy Ona poprosiła, żebym przypomniała sobie jeszcze więcej chwil, w których było nam razem lekko, beztrosko i radośnie. I zaczęłam sobie przypominać jak się całowaliśmy, jak grał na gitarze, jak tańczyliśmy nago, jak chodziliśmy za ręce po Lesie, jak spacerowaliśmy w ciszy, jak medytowaliśmy razem, morze, Ocean przyjemności! I ona mówi: a widzisz, ile tego jest? Pamiętaj, to nieprawda, że zawsze jest ciężko. Pamiętaj o tych chwilach zawsze- Wam jest ze sobą lekko, przyjemnie i beztrosko. To jest prawda. Przebudziłam się zupełnie. Zadziała się magia. Dziękowałam jej. Czułam się szczodrze obdarowana. Odeszłam w Radości, Miłości i z lekkością w Sercu. Co Ci zrobiła? Zapytał Seba. Opowiedziałam szczerze i to było wspaniałe, że mogłam przy nim być sobą, mówić swoją prawdę i on rozumiał, a ja się z nim widziałam dopiero drugi raz w życiu. Trochę się bałam, że go nie ma i jest tak ciemno a ja nie wiem przecież gdzie jestem tak naprawdę. Okazało się, że on przechodził obok mnie kilkakrotnie, ale był tak bezszelestny, a ja tak bardzo w innym stanie świadomości z Topolą, że nie zarejestrowałam tego. Ale był blisko i czuwał, czułam się bezpiecznie.

DZIEŃ BRZOZOWY I ZASIADKA NA ŁĄKACH (Sebastian) 

Do ostatniej chwili nie wiem do końca gdzie dziś ruszyć. Pogoda znów niestabilna. Myślę nad Jesionowym Szlakiem, ale ostatecznie decyduję się ruszyć pod brzozy, tam dużo zwierząt, a w razie deszczu będziemy mieć w pobliżu ambony – ewentualne schronienie. Pod brzozami incydent. Gdy rozsiadamy się pod brzozami, dzieje się…dziwnie. Bo tu nieopodal są ule. Pszczoły zajęte swoimi sprawami, nic sobie z wędrowców nie robią. Zwykle. Tym razem jakoś jedna brzęknęła mi koło ucha, po czym widzę jak Maria odskakuje. Ukłuła ją. Lekko. Siedzi na bluzie. Odrzucam ją w dal, jednak owad wraca i tym razem wplątuje się we włosy, jakby uparcie chciała dokończyć żądliwego dzieła. Nie sposób było jej wyplątać… Trudna decyzja… Prowadzę Marię do dwóch innych brzóz kawałek dalej, a ona zatapia się na długi czas w medytacji. Kiedy wraca do mnie ponownie, wiele staje się jasne. Brzozy wyjaśniły zdarzenie.

– ‘’Przypadłaś do mnie tak nagle, bez powitania, nie zapytawszy nawet czy chcę abyś wchodziła w moją przestrzeń. Ja rozumiem, entuzjazm, radość, ale my drzewa też mamy swoje sprawy, i nie zawsze każde będzie gotowe czy miało ochotę spędzić z Tobą czas. Zapomniałaś o szacunku i uważności. Dlatego zawołałam pszczołę, która skutecznie odpędziła Cię od mojego pnia. ‘’

Zdumiony byłem słysząc te wyjaśnienia, i zdziwiony, że i mi się nie oberwało. Być może akurat tamte dwie, pod którymi siadłem, nie miały nic przeciw. Przyjaźniąc się z drzewami, bywając u nich często, popada człowiek w taką rutynę, że o pewnych sprawach grzecznościowych zapomina. Inaczej też traktują drzewa ‘’swojego’’ człowieka którego znają, a różnie mogą zareagować na kogoś obcego, jeśli nie mają ochoty. Przywykłem postrzegać brzozy jako z natury już przyjazne i chętne do pomocy, co by się nie działo. Tymczasem cenna lekcja dla nas obu. Kto pamięta Dęba Radosława, który szerszeniami straszył i muchami końskimi poganiał?

Na łąkach rozkładamy się na kocu. Ziemia po deszczach, bije chłodną wilgocią, trzeba podłożyć jeszcze bluzy. Ptaki dopisują. Na skoszonej przestrzeni popasają szpaki, śpiewa potrzeszcz na szczycie zaschniętego krzewu. Topolowy szpaler za plecami szumi jak ocean, wiatr jest dość mocny. Ale nam nie wieje. Osłania nas roślinność. Zwinne jaskółki popisują się w swobodnych pląsach, polują grupowo, trzymając stale jednego miejsca. Z nad olsu wypływa powietrzny majestat – czapla siwa, w podróży pewnie ku kolejnemu zbiornikowi. Jakiś zawzięty, a odważny ptaszek goni za mniejszym ptakiem drapieżnym – ten umyka, może nie ze strachu, a raczej z obawą przed byciem wykrytym i ‘’okrzyczanym’’. Kontakt z ziemią daje uczucie łagodności, ukojenia. W chwilach rozmów uczymy się rozpoznawać ptasie śpiewy. Czas biegnie jakoś szybko. Nie wiadomo kiedy, słońce przysiada pod horyzontem. Żaden zwierz się nie pokazał. Póki jasno, przemieszczamy się do innej łąki na ambonę. Tutaj powinno coś się dziać. Nie pomyliłem się. Nie siedzimy długo, gdy oto skrajem łąki przekrada się lis. Jednocześnie z innej strony wychodzi sarna. Nie wiadomo na co teraz patrzeć. Jest ciepło, miło, lekko. Mimo, że grubo po godzinie 22, widoczność nadal przyzwoita. Białe noce. Wiatr się uciszył. Chwilami słychać żaby, to wreszcie do moich uszu dociera terkotanie trzcinniczka, i psotne naśladowania rokitniczki. Na te ptaki liczyłem. Ale i tak jest jakoś mniej, niż w poprzednich latach. Pamiętam czasy, gdy te bagna wręcz grzmiały całą nockę nawoływaniami różnych mieszkańców. Pas olch rosnących na rowie odcina się ciemnym rytem, na tle nie chcącej przygasnąć łuny zachodu. Tworzą osobne widowisko. Drozdy śpiewają na potęgę, jakby chciały zatrzymać w pieśni poblask minionego dnia. Wokół wirują nietoperze. I wtedy dostrzegamy kolejnego lisa. Łąka dopisuje. Maszeruje tak samo wzdłuż pasu zarośli przy rowie, a za nim… Po drugiej stronie rowu, gramoli się spory dzik! Jest łaciato – pstrokaty, z różowym, cielistym akcentem. Ciekawa sztuka. I pewnie gdyby nie lis, w ogóle byśmy go nie zauważyli. ‘’I tak powinny wyglądać lekcje przyrody’’ – mówi oczarowana Maria, słuchając moich szeptanych opowieści o sprawach bagiennych ptaków. Bardzo chętnie – tylko które dziecko wytrzymałoby tak długo w ciszy i bezruchu? Wypijamy gorący rumianek z termosu.

Wygląda na to, że księżyc już nie pokaże. Podejmujemy powolny powrót, maszerując cicho przez ciemny las. I on jest cichy. Drzewa jakby przepuszczały nas łagodnie. Na ugorze podzwaniają świerszcze. Mijamy brzozy. Jedna z nich szeleści, zaczepia. Przystajemy.

🌼 MARIA: Brzoza pod srebrzystym obłokiem

Idziemy, idziemy- Brzoza coś do nas szeleści, kiwa nam, stoimy chwilę przy niej. Czuję intensywne mrowienie w dłoniach. Idziemy dalej i mówię o tym Sebastianowi. A, to nas zaczepia- odpowiada. To zostańmy chwilę przy niej- proszę. Podchodzę do niej i ogarnia mnie Radość- że mnie zawołała, że chciała za mną kontaktu. Dziękuję jej za to. Wypełnia mnie strumień Radości, Miłości. Jak jej się odwdzięczyć? Zaśpiewam- śpiewam jej piosenkę o Matce Ziemi, piosenkę wdzięczności za Życie. Mówię, że ją kocham, na głos. Dziękuję. Chwilę tak trwamy przytulone i odchodzę. I przychodzi do mnie, że Miłość jest prosta, jest łatwa, po prostu kochać i przyjmować siebie i innych takimi, jakimi są w danym momencie, w całości, w każdej formie ekspresji. Widzieć to, co jest w nich, w sobie. Widzieć i akceptować, przyjmować, czuć. Nic więcej. Tylko tyle. I że wszystko, co mi się przydarzyło z moim Ukochanym było wspaniałe. Wszystko. Więc nie ma się czego bać. Wszystko, co będzie też może być tylko wspaniałe lub jeszcze wspanialsze, bo cały czas się rozwijamy. Radość i Miłość są proste i są zawsze w Teraz. Zawsze są. Dziękuję, dziękuję, dziękuję 

Odnośnie Topoli – myślałam, że ta pani starsza to jakaś kobieta, którą ona lubi, a to była ona sama w tej postaci, tak mi się pokazała! Cudowna! Seba mi powiedział, że one tak robią, pokazują się czasem w ludzkiej postaci. A obrazy były z pola, z przeszłości.
W ogóle Sebastian jest niesamowicie wrażliwy i otwarty. Wystarczyło jedno spojrzenie na mnie i już wiedział: „ooo, co taki smutek?” A przecież my się nie znamy teoretycznie. Nie raz ludzie mnie znają dłużej i udaje mi się ukryć przed nimi smutek, czy inne trudne emocje, przed Sebastianem nie było nic do ukrycia. On jest jak Drzewo, wszystko czuje, wszystko widzi, jest empatyczny, nie ocenia, nie stara się odwrócić uwagi od trudnych emocji. Przy nim można być sobą. Po spotkaniu z Brzozą jeszcze widzieliśmy kozła sarny blisko i świetlika. Takie to było pełne i magiczne. Potem niełatwo było się rozstać, spojrzał mi w oczy i Boże, mogłam po prostu stać i patrzeć i zanurzać się w tej głębi i pozwalać, by on wnikał we mnie. W zaufaniu. „Teraz przeszywasz”- powiedział do mnie. Taaak, czułam to, że odzyskałam swoją Moc i odwagę, znowu mogłam patrzeć głęboko w oczy nic nie ukrywając, z pewnością i siłą, a jednocześnie z delikatnością, szacunkiem i czułą Miłością. Cudowne spotkanie. Bycie z nim było dla mnie tak samo magiczne, jak spotkania z Drzewami. Człowiek- Drzewo, szaman Drzew, Leśny Druid, Quality Man, Diament wśród mężczyzn, nigdy mu tego nie zapomnę, ile od niego dostałam i ile się nauczyłam. I te oczy- widać w nich cały Wszechświat, nieskończoność… Moja Dusza się raduje, jestem na ścieżce do Wniebowstąpienia.

P00606-190455
Maria pod brzozami. 

—————————————————
—————————————————

Mimo, że jest już dobrze po północy, niebo rozświetla blask srebrzystych obłoków. Sezonowe, letnie zjawisko. Na ich złocisto – chłodnym tle, polśniewają sylwetki śpiących topól w alei. Decyduję się na powrót przez las. Inna drogą którą mogliśmy wracać, pełna jest kamieni, dziur i fal od ciągnikowych opon. Kto jechał po czymś takim, wie jaka to tragedia dla tyłka. W lesie nierówności są łagodne, rower pokonuje je lekko, jakby płynął po morzu. Na głowie oświetla nam moja latarka czołowa. Odkąd zacząłem jeździć z czołówką, zacząłem zauważać, ile nocami na polach włóczy się kotów. Nie są to zdziczałe osobniki, a włóczęgi z pobliskich wsi. Spoglądając w bok i przeczesując pola latarką, można namierzyć ich sporo co kawałek. Chodzą i plądrują – naziemne lęgi ptasie, pisklęta, gryzonie, w tym rzadkie gatunki. Zabijają blisko 650 mln małych zwierząt rocznie, głównie dla zabawy, bo przecież w domostwie czeka na nie pełna miska. Zabierają pokarm rodzimym drapieżnikom takim jak sowy, kuny, lisy, myszołowy, tchórze, łasice, tym samym zmniejszając ich sukces rozrodczy. Szacuje się się, że kot DOMOWY, który nie jest elementem dzikiej przyrody, zawleczony z ludzmi na różne kontynenty przyczynił się do wytępienia wielu gatunków, zanim zdążyliśmy je w ogóle poznać. A i u nas chronione, rzadkie maleństwa mieszkają na polach i w lasach. Wpisane na listę zagrożonych gatunków. Ziębełki, ryjówki, koszatki, popielice, smużki – giną bezimiennie, bo kto tam o nich słyszał. Dawniej istniał na wsiach zwyczaj, wypuszczać psy na noc w pola, żeby złapały sobie coś do jedzenia. Dziś podobne postępowanie wywołałoby oburzenie, a niepilnującym psów grożą surowe kary. Nie wypuszczamy też domowych królików i chomików żeby sobie pobuszowały po łące, ani nie wpuszczamy rybek z akwarium do jezior, mówiąc ‘’no taka natura tego zwierzątka’’, jak zazwyczaj opowiadają właściciele kotów. Kanarka, żeby sobie polatał po dworze. Jesteśmy odpowiedzialni. Rocznie w samym koty USA zabijają między 1,3 do 4 miliardów ptaków i między 6,3 a 22,3 miliardów małych ssaków. Dodatkowo zabijają 650 milionów gadów i płazów – też rocznie. Według australijskich badaczy koty przyczyniły się do wymarcia przyjemniej 27 gatunków ssaków i zagrażają kolejnym 127. Brytyjskie badania wskazują z kolei, że koty odpowiadają za śmierć 30% populacji wróbli w tym kraju. Jakaś ‘’pociecha’’ w tym, że włóczące się koty są dość sprawnie wyłapywane przez lisy, a i często rozjeżdżane przez samochody. Oh, jakże lamentują wtedy ich właściciele. ‘’Zaginął kot’’ – ogłoszenie tej treści można spotkać w sezonie na co drugim przystanku. Wielu tych tragedii ludzkich i zwierzęcych można by uniknąć, gdyby odpowiedzialność. Ot, tematy wędrowne, bywają różnorodne. Co do kotów, pozostajemy zgodni.

Rowery suną płynnie. Co jakiś czas oglądam się za siebie spojrzeć czy Maria nadąża, zawsze jest blisko. Mnie pochłaniają aksamitne aromaty kwitnących bzów, przeplatane soczystymi, mocnymi nutami kwitnących robinii. Las nocą, po deszczach zmysły dopieszcza. Kozły saren pochrapują ostrzegawczo. Prowadzimy teraz rowery, żeby ciszej. W ciemnościach śpiewa lerka, skowronek borowy. Jej melodyjny gwizd przenika między drzewami, jakby szukał ścieżki przez labirynt. Co za urok. Niebo już majaczy się delikatnym, choć odległym jeszcze świtem. Pogrążone jeszcze w blasku srebrzystych obłoków. I wtedy go widzimy. Jeden z kozłów saren ustawia się dokładnie na tle tej magii, stamtąd nasłuchuje i obserwuje naszego przemarszu. Myśli pewnie, że jest niewidoczny w ciemnicy, tymczasem podziwiamy go w całej krasie lornetką. Podążamy dalej. Na ziemi pobłyskuje zielonkawe światełko. Jest tak subtelne, delikatne. To świetlik! Przystajemy zachwyceni i przyglądamy się robaczkowi. Pełznie wytrwale, przypomina larwę. Mruga. Jest okazja, by owadowi dokładnie się przyjrzeć. A wszystko to pod Krzesimirem. Znów pojmuję, dlaczego ‘’impuls’’ zawołał aby jednak wracać przez las, choć to dłuższa trasa. Knieja na sam ostatek, chciała zapisać się w naszych sercach czarami.

P00603-160818
Lornetkowe obserwacje ptaków nad bagnami. W obiektywie moich gości.

A jeśli i Ty masz ochotę na jedno, dwu, lub trzy dniową, albo i nocną wędrówkę pośród Drzew Mocy, pisz i pytaj śmiało. Razem wymaszerujemy naszą… Transformację, przygodę, czy opowieść. Na wyprawę możesz zabrać kogoś bliskiego, rodzinę, partnera, dziecko. Do zobaczenia na szlaku ^^

KONTAKT:

czeremcha27@wp.pl

Drzewa pomagają uwolnić lęki i traumy. Dębowy rytuał uwolnienia doświadczeń.

To długa historia. I nieco szalona, jak te wszystkie z ‘’moimi’’ Drzewami. Przyśnił mi się dzisiaj Radosław z kręgu starców rad. Pod postacią drzewoluda wręczył mi do rąk dwa żelazne topory i rzekł srogo:

– Idz z nimi przez życie, a w razie potrzeby wyrąb sobie drogę.

Jako, że sen był już półświadomy, przekornie zapytałem;

– A co jeśli na mojej drodze wyrośnie Drzewo? 😂

– To je omiń!! Zagrzmiał i zniknął.

Pamiętam kiedy pierwszy raz pokazał się pod postacią tego wojownika trzaskającego toporami, ja napisałem o tym, że były to drewniane. Bo niby skąd drzewo ma mieć żelazo? Umysł… A on powiedział tylko:

– Pamięć ziemi. Jest w niej metal. Znamy go. Czemu się dziwisz?

I już wiedziałem kogo mam dzisiaj odwiedzić. Jadąc do lasu zastanawiałem się o co może mu tak do końca chodzić, bo zauważyłem, że lubi posługiwać się człowiekiem, do jakichś swoich planów. Modrzewie, brzozy, i klony wokół coś szemrają…

– On się uparł na Twoje przewodnictwo. Chce zrobić z Ciebie swojego wojownika. My się z tym nie zgadzamy. Bo lepiej żebyś korzystał z wszystkich drzew, odkrywał je, i przekazywał co chcą powiedzieć. Ma też główny cel…

I już wiedziałem, o co mu chodzi w zamyśle. Ciekawe czy się wkurzy, że go przejrzałem.
Szybka myśl do niego i tłumaczę;

– Rado, nie ocalę Twojego lasu ani naznaczonych braci. Tego nie da się tak szybko, łatwo zrobić. I nie pomogą tutaj wirtualne topory w śnie…

Co ja mu gadam. Zaraz się wkurzy i mi nie pomoże.

Skręcam w dróżkę obok Dębu Gromca – Strażnika Jedności, i kawałek dalej się zaczyna. Dopadają mnie roje jakichś much. Nie takich ‘’zwykłych’’ te są jakby bardziej podłużne. Jest ich z 30, włażą pod ubranie, we włosy, nie mogę się ich pozbyć. A jestem już spryskany środkiem na komary i kleszcze. Próbuję je zgubić rowerem. Gdzie tam! Dolatują kolejne, i opętują mnie aż docieram do dębu – wojownika. Tam szalone machanie i pryskam się dodatkowym badziewiem na meszki. Wtedy odpuszczają.I nagle nie ma ani jednej. Gniew Radosława….

Mimo to, witam go z szacunkiem, bo to lubi. Mam wrażenie, że drzemie. Wypowiadam więc jego imię na głos i proszę aby się obudził. To był bardzo dobry ruch! Bo pokazuje mi wibrującą jasną falę mojego głosu, która wnika w jego pień i powoduje reakcję. To ciekawe doświadczenie, bo od tego momentu nie mam wątpliwości, że lepiej mówić do nich na głos. Odpowiada mi gromkie;

– Buuuuchhh! Po coś tu przylazł… Mało ci much?

– Wezwałeś to jestem. A kto mi się śnił? Żywopłot? 😅

Potem staram się wytłumaczyć, że lepiej aby ludzie korzystali z Drzew Mocy, czytali szepty i przekonywali się do ich leczniczej energii. Że w ten sposób zdziałamy więcej dla wielu. Opornie daje się przekonać. Dochodzimy do jakiegoś porozumienia. Do dębu jechałem, aby uwolnić pewne dawne i bardzo mocne lęki. Czemu nie do Krzesimira na przykład? O tym potem. Proszę go, aby z swoją pomocą pomógł mi wywalić te strachy. To był chyba najmocniejszy proces jaki przeszedłem dotąd wśród Drzew…
Rad, chce działać od razu, bo ‘haha, co to dla niego’’. Wtrącają się Jesiony. Delikatnie, u góry dotykają w koronie dębowych liści; trwa rozmowa. Narada. Przekonują go do swego sposobu i oferują pomoc. Chcą wziąć w tym udział wszystkie, że tak będzie dla mnie lepiej. Wokół odpowiada szum kręgu. Drzewa zaczynają śpiewać! Lecą piękne rymy, których nie zapamiętałem. Cieszą się, że jestem już świadomy swej blokady, i że obdarzą mnie wszelkim wsparciem, kiedy tylko będę potrzebował. Pomogą w przekazach.. Mam pytać, jeśli bym czegoś nie wiedział. Dogadali.

Powoli odczuwam jego mocne pole. To taki stan, w którym masz wrażenie, że nie zatrzyma Cię żadna przeszkoda, i pokonasz każdego, kto stanąłby na Twojej drodze. Ale, po co walczyć? Jednak bardzo to lubię. Stan mi bliżej nieznany, Siła, potęga i kosmiczna pewność, że się uda. I taka zaczepna siła, prowokująca do wyzwania. Masz ochotę komuś przyłożyć…albo czemuś.

Przykładam obie dłonie do Radosława. Tulić się nie sposób, za dużo pajączków i mrówek. Za chwilę ręce cierpną i płoną jakby ogniem. Ale ma Moc…. Mówię czego chcę się pozbyć i czego dotyczy.

– Powiedz to na głos. Powiedz czego się się boisz. Śmiało! Niech las usłyszy. – pada instrukcja.

Okej.

Boję się tego że, (…..)
Lękam się, że nie poradzę sobie z (…….)
Odczuwam strach z powodu tego, że mogę zostać (……)

Czuję jakby Dąb chwytał mnie korzeniami od spodu i wciągał w ziemię. Z zamyślenia, wyrywa mnie krążenie szerszenia, który właśnie upodobał sobie pofruwać obok mojej głowy. A panicznie się ich bałem zawsze. Drętwieje cały. Strach jest, ale nie wpadam w panikę. Oswojony z nim. Szerszeń buja się przed twarzą, po czym podlatuje w górę. Ja w napięciu odskakuje parę kroków w tył. Nie wytrzymałem. Wiem, że Rad zrobił to celowo. Jestem dość wściekły.

– I jak mam się skupić ?? Jak mamy pracować? Co, szerszeniem będziesz mnie szczuł jeszcze? Dobrze się k…. bawisz? Zauważyłem, że gdy rozmawiać z nim bardziej arogancko, i reagować sążniście rozmowa staje się jak równy z równym. Męska. Nie próbuje wtedy szydzić i wjeżdżać na ambicję.

Chwila i wszystko staje się jasne. Po co to. Przecież to mój strach…przyleciał. Przez dłonie przebiegają fale ciepła, mimo oddalenia od Drzewa, a on mówi.

– No i jak się zachowałeś? Twój lęk przybył. Ja mogę coś zrobić, ale pokonać go możesz tylko Ty sam. Na tym właśnie to polega. Zrobić coś, czego się boisz. Wejść z ufnością w gniazdo szerszeni. A przekonasz się, że najbardziej są zajęte swoimi sprawami niż szkodzeniem Tobie.

Uwielbiam to, jak one uczą przez kontakt ze zwierzaczkami. Podobnie robi Krzesimir, tylko on ‘’używa’’ mrówek, larw, gąsienic…Na spokojnie. Razu pewnego pokazał mi wędrującą po nim zieloną gąsienicę. Powiedział wtedy:

– Widzisz? Ona nie ma wątpliwości i idzie sobie przed siebie. Choć nie wie jak daleka przed nią droga, i co ją spotka u kresu. Robi swoje.

Wtedy to gąsienica raczyła skręcić w bok, a po chwili spadła na ziemię.

– O, zwątpiła  Śmiał się wtedy Krzesimir. I tak się właśnie dzieje za każdym razem kiedy i Ty zwątpisz. Wracasz do punktu wyjścia.

Ponownie przykładam dłonie. Powraca gorąco i uczucie płonięcia. Mrowienie.
Teraz coś się dzieje. Boli mnie…aura… Coś wokół, eteryczne. A on szarpie tym. Wnika głębiej. Robi mi się słabo. Ledwo stoję na nogach. Ależ to boli. Jęczę jak zarzynany wół. Dobrze, że to daleko od ludzi. Zaraz się przewrócę…

– POWIEDZ TO NA GŁOS, JUŻ !!!

Grzmi nagle. Obraca mnie plecami do siebie. Opieram się o pień, słaniając. I wymawiam znów:

-Boję się tego że, (…..)
-Lękam się, że nie poradzę sobie z (…….)
-Odczuwam strach z powodu tego, że mogę zostać (……)

UWALNIAM! Krzyczę, z wyrzutem rąk w górę. Nie wiem czemu, po prostu tak się wydarza. Puszczam…

Tulę się i proszę aby na Mocy Stwórcy wszystkiego co jest, resztki tego co nie służyło, Drzewo rozproszyło w Żywiole Powietrza, pochłonęło w Żywiole Ziemi, i utopiło w Żywiole Wody.

Przypływa płacz. Przed oczami stają wszelkie sytuacje, które spowodowały nagromadzenie się tego. Osoby. Oparty o pień, oddaję się szlochom. Osuwam się. Za chwileczkę przybywa pewna lekkość.

– JESZCZE RAZ. Mówi olbrzym.

Powtarzamy cały proces znów. Targają bóle – nie fizyczne. I znowu wraca płacz. Z żalem. Ale jest dużo lepiej. Ulga. Czuję płynącą miłość, już bez piekących znamion, jak dawniej. Powraca siła.

TERAZ TO ZASTĄPIMY. CZEGO POTRZEBUJESZ?

To ważne, aby miejsce po uwolnieniu szybko zastąpić czymś innym, co pragniemy aby zagościło w jego miejsce. Proszę o ufność, wiarę, spokój ducha, pewność. Wspinamy się razem do światła, chłonąc boski blask Stwórcy. Radosław jest bardzo mocnym przekaźnikiem. Ryczę ‘’powalony’’ miłością… Czy też otulony raczej. Nagle spada z niego kropla. Potem druga. Lądują na liściu. Płaczesz ze mną? Ty? Raczej miałem wrażenie, że masz niezły ubaw z tego wszystkiego.
Usta wyschły i spierzchły, jakbym przeczołgał się przez pustynię w skwarze. Wypijam pół butelki wody. Dobrze, że wziąłem. Dostrzegam obok ślady jelenia. Wydeptane, jakby stał. Czyżby też przychodził po Moc?

Teraz rozumiem wezwanie Radosława, i dlaczego nie miał to być Krzesimir. On jest może łagodniejszy, ale nie ma tego ognia. Rozłożyłby to na kilka wizyt. I bym zapomniał. Choć za pewne ostrzegłby przed bólem. A ja potrzebowałem się tego pozbyć właśnie od razu i w całości. I cud jesionowy, że odbyło się to oględnie, bo klony pokazują, że Rado chciał to zrobić jednym szarpnięciem, żeby zobaczyć czy zemdleję. !!!

Na Dąb sfruwa Drozd i zaczyna popisywać się śpiewami. Jest późny wieczór. Teraz zaczynają się osobiste gawędy. Wypytują o moje sprawy i obdarzają dobrymi wieściami. Ale ja najpierw im dziękuję. Mówię jak bardzo je kocham, i że są cudami wszechświata. Że jestem wdzięczny za to co robią i co się tu dzisiaj stało. W tym momencie wokół, dokładnie kręgiem leci ruch liści. Dają mi odpowiedz. Dalsze cuda. Telefon jak nie miał zasięgu tak nagle chwyta, i dostaję wiadomość od bliskiej mi osoby, o której właśnie myślałem. Tym razem cały czas mówię do nich na głos, a one żywo reagują na każde dobre słowo. Śmiechy. Dlaczego one zawsze tu szumią w krąg? To miejsce naszej jedności. Chcę jeszcze zrobić sobie zdjęcie. Proszę o to młodego klonika, który mnie fotografował ostatnio. Jednak tym razem, nijak nie mogę umieścić telefonu.

– Urosłem! – Woła przepraszająco.

Pora wracać. Ale najpierw trzeba podziękować osobno srogiemu kapłanowi tego zdarzenia. Nigdy nie okazałem mu szacunku aż tak, ale teraz czuję, że powinienem. Klękam pod dębem w pokłonie..

– Dziękuję Ci potężny wojowniku, wspaniały mocarzu, za Twą pomoc i radę! Podziwiam Cię.
Szanuję Cię i jestem wdzięczny… Bądź pozdrowiony i niech Ci się dzieje najlepiej.

Korona starego wojownika szumi pomrukiem zadowolenia. Oj uparł się żeby zrobić ze mnie ‘’swego’’ faceta. Wiem to.

Długo towarzyszą mi ‘’mrówki’’ i żar w dłoniach. Nie wiem co jeszcze zrobił. Tej nocy nie zasypiam. Nie da się… Chciałoby się robić cokolwiek. Tyle energii. To są Drzewa Mocy i Wsparcia. Tylko pozwolić się prowadzić, i wiedzieć co nas boli.

34446827_588710671497086_4274287204563419136_n

Witaj! Dziękuję za odwiedziny w Krainie Szeptów. Mam dla Ciebie jeszcze więcej przesłań, przygód i opowieści, które są dostępne w mojej najnowszej książce ”Szepty Kniei”. Po dokonaniu zamówienia, kurier dostarczy ją pod wskazany adres. Można zdobyć ją tutaj: 
https://ridero.eu/pl/books/szepty_kniei/

”Mistrz” – Dębowy stróż z polnej kępy

W polnej kępie stał na straży,
Opiekował bramą zdarzeń,

Chroni miedzę od chaosu
Aby nie podzielił razem losu

Inny nikt

Wiatr pochylił pień olbrzyma
Wytrwał jednak, i się trzyma

Mocarz każdy sztorm przestoi
W swej potędze się nie boi,

Żywioł bierze w swe ramiona,
Bo nikt jego nie pokona

Dziadek już, On wiedzy strzeże
I legendy dawnych wierzeń

Szepta

Drży listowie w pieśń, szelestem
Kiedy gestem swym się drzewo wita

W polnej kępie na skraju,
Do raju otwierają się wrota:

Zięby, szczygły, trznadle, szpaki
Koncert robią jemu taki

Że odpłynąć w zasłuchaniu
I pogrążyć czas w czuwaniu

można

Przysłuchuje się z ochotą,
Moszczę miękko pod kapotą

Pytam i o imię jego,
Poznać pragnę, go całego

Otwórz proszę się człowiecze
I posłuchaj co Dąb rzecze:

Ojciec jestem, trwam głęboko
By dla innych być opoką

Rosnę, słucham, piję, sięgam
Tak się tworzy ma potęga

Z wiatrem lubię pogawędzić,
I zapytać, gdzie tak pędzi

Sarnom w sen piosenkę mruczę,
Uczę latać dziecię krucze

Deszcze, mrozy, grad, wichura,
Kiedy chmura pędzi bura,

Czekam

Me konary i korzenie,
One są tu dopełnieniem

Kocham słońce, chłód i jesień,
Kiedy liście me poniesie

W dal

Ptaki goszczę w swej koronie
A Ty przyłóż swoje dłonie

Zapamiętaj:

Gdy myśli zaplączą się Twoje,
Ja wytrwały od wieków tu stoję

I trwogę pomogę pożegnać

A imię moje – Mistrz

Tamtego dnia miałem dziś odwiedzić Jesiona Jaremę i tam też się udałem, lecz jeżdżący po polu traktor nie zapowiadał ciszy. Wobec tego ruszyłem do innej kępy i trafiłem na pochylonego siłacza, co w ostoi bezpieczeństwo na konarach dźwiga. Widać to po nim. Rósł tutaj pierwszy, zanim młode jesiony i jawory wystartowały ku życiu. Teraz je osłania i chroni. Zobaczcie jaki jest wspaniały! Tak właśnie wygląda drzewo, które zostawione w spokoju może się swobodnie rozwijać. Wszędzie gałęzie, konary, wyrosty – studiować, poznawać i zgadywać jego historię. Byłby jeszcze gęstszy, gdyby nie parę dawnych cięć. Zapytany o imię ‘’Mistrzem’’ się przedstawił – wow, taki z niego dostojnik. Energia krzepiąca, błoga, wzmacniająca ale i spokój, z toną wzruszeń, bo gdy zięby podzwaniały swoje serenady, a szpaki przysiadły w konarach popisując się gwizdami i jeszcze zając wyszedł wygrzewać się w słońcu nieopodal – zrozumiałem że otacza mnie najprawdziwsze piękno.

91204810_1064531767248305_2008286798773485568_o

Brzozowe ze słońcem rozmowy

I tak trwamy w wymianie myśli i uczuć, aż słońce wydłuża nasze cienie. Gromko dziś grzeje. Chłonę twarzą życiodajne promienie, tak wytęsknione po zimie. Czuję się jak wyleniały borsuk, co wygrzewa stare kościska. Na skraju lasu już podbiał żółty kwitnie. Brzoza białym korzeniem przy sercu łaskota i błogo człowiekowi robi. Do śpiewu nastraja. Do tańców wzywa, choć wiem, że to akurat zgryw. Znowu chcą się ze mnie pośmiać. Już długo się znamy. Parę lat. Cała aleja, szpaler ‘’mocne zawodniczki’’. Ratowały, leczyły i pomagały w trudach wielu. Lubię bardzo to miejsce, bo tutaj one przewracają się same ze starości lub od wichur, i rozpadają, a pełne dziupli sztorce kikutów zasiedlają nietoperze. Gdy otwieram oczy co jakiś czas, przestrzeń ‘’pulsuje’’ fioletowym światłem. Jak stroboskop. Dostojny żuraw szybuje i z gracją ląduje na oziminie. Od paru dni zaskakują mnie tutaj swoją akceptacją. Przylatują, tańczą a dziś jedno na moment ukłoniło się drugiemu, przysiadając. Z pola nadchodzą sarny. Pląsają beztrosko. Odludna okolica. Szare moro zlewa się odcieniem z brzozowym pniem, nie dostrzegają mnie.

Czołem dotykam kory i jednocześnie opieram na niej dłonie. Od jakiegoś czasu zauważyłem, że taka pozycja jest mi najlepszą do skupienia i przepływu. Drzewo przegląda mnie sobie, czyta moją duszę jakby przewracała kartka po kartce. Tak to czuję. Bardzo połączonym się wtedy staję z…? Od przyjaciół ludzkich będących daleko napływają myśli i emocje, jak się potem okazuje, aktualne na dziś. Brzoza ‘’kartki’’ sobie wyciąga, przypatruje uważnie, wzdycha… Trzy piętra w nastroju niżej. Ot tak, nagle. Do głębokiego strachu. Znowu? Czego tym razem się boję? Kiedy tego koniec? Brzozy się powtarzają, ale rację mają. Z tym tańcem, ruchem i wytrząsaniem. Powinno się na bieżąco, ale przecież nie będziesz się za każdym razem otrząsać jak piesek. Dlatego z drzewami jest zawsze tak… zaskakująco… Nigdy nie wiesz co Ci pokażą, co zobaczysz o sobie. Na miłe szczęście, im nic w człowieku nie przeszkadza. Robią co potrafią, abyś i Ty poczuł się jak one. Słońce rozlewa się w plecach błogością, a w lesie urzęduje chór ptaków. Są czyżyki, kosy, lerka, szczygły i kruki. Ptasi gwar przybiera na sile wraz z kołysaniem pękających sosen w tle. Gdy zerkam na czas i chcę już ruszać, brzozy nie puszczają… Niewidzialna nić, nie pozwala jeszcze mi stąd odejść.

Będziemy czekały na Ciebie tu zawsze,
Pod wiatrem, pod niebem z gwiazdami

Gdzie zdarzenia dzieją się najciekawsze
Cieszymy, gdy jesteś tu z nami

I jeszcze ostatnie minuty,
Niech nuty popłyną przekazu,

Nim pyłem w pośpiechu zakurzą się buty,
Nie odchodz tak prędko, od razu

Słowa raz jeszcze rozdźwięczą,
Ziemi Ty dotknij w pokłonie,

W kolorach aury pomaluj się tęczą,
Do Matki zbliż swoje dłonie

I mów:

‘’A wszystko opuszcza me ciało,
Co bolało przez długie miesiące

Co się miało wydarzyć już stało,
I zdrowiem oddycham dziś w końcu

W głębiny macierzy oddaję,
Każdą przyczynę bezSiły

Odtąd w swej mocy powstaję
Wigorem już tętnią me żyły’’

Słońce w promieniach roztopi
Zalśni potęgą jasności,

Deszczyk wieczorem pokropi
Byś istnieć mógł w tej radości

Ciepło wypełni niech ciało,
Światło rozleje kaskadą

Obserwuj co będzie się działo,
I wspieraj tą brzozy poradą:

Ugłaskaj trawy w czułości,
Miękko, łagodnie z pieszczotą,

Zobacz jak dobrze już łożą się sprawy
I życie podejmuj z Ochotą

Powtarzam – mamrotam za brzozami ten rozświetlający wiersz. Dużo płaczę. Jak to zawsze wtedy. I zostaję jeszcze. Siadam pod kolejną. Ciepło z nagrzanego pnia jakby przechodziło we mnie, rozkładam jeszcze szeroko ramiona do słońca, aby złapać go jak najwięcej. Ależ się zmieniłem. Księżycowy, nocny, zimowy włóczęga, teraz tylko by się grzał i spoglądał w błękit. Gdy patrzę w bok, widzę w marszu dwie sarny, te same które przyszły z pola, ruszają nań znów. Zerkają zza pni. Pewnie były pić. Drzewa ślą do nich uspokajające wiadomości. Tym razem ‘’gapcie’’ omijają mnie po zapachu, małym łukiem. Lerka – skowronek borowy, z uporem melancholii podtrzymuje swą jednostajną zwrotkę gdzieś nieopodal. Jutro będzie deszcz.

P00308-153010

Noc Sów. Wędrowna gawęda z opowieścią i marcowe wyprawy.

Gdy srebro marcowego księżyca rozświetla noce na pierwiośniu, lub kiedy czerń kosmosu iskrzy gwiazdami w czas głębokiego nowiu…wtedy…Dzieje się mroczne ptasie święto. Gatunki liczne, małe, duże, krwiożercze i ‘’straszne’’ w ciemnościach zaczynają tajemnicze nawoływania. Poszukiwania partnerów, obrona rewirów, potyczki i przepychanki… Czas największej widocznej dla ludzi sowiej aktywności, na marzec przypada właśnie. Echem niosą w ciemnicy pohukujące pieśni, ptasiego ludu nocy. A my, leśni wędrowcy z uciechą bierzemy udział w kolejnym Misterium, aby podglądać nieznane sekrety i nasycić rdzeń naszych dusz, zawołaniem pradawnej dzikości. Oswajamy strachy. Fascynujące, odwieczne słuchowisko.
Zapraszam na Noce Sów. Jako, że ptasim życiem pasjonuję się od dzieciństwa i zgłębiam informacje o nich, z radością podzielę się leśną wiedzą na temat tych tajemniczych stworzeń.

5R984-1986

Tego roku mam ambicję buszując nieco samemu odkryć jakiś nowy gatunek w okolicy, jeśli Bóbr zdarzy. Chętnie zabiorę ze sobą innych wędrowców na słuchanie. Okazja się nadarza, zasmakować nocnej kniei, w opiekuńczym kroku i towarzystwie  W terenie będziemy zależnie od pogody, myślę około 6 godzin. Powrót do kwatery najpóźniej o 2 w nocy. Do dyspozycji mamy jedną nocną lornetkę do takich obserwacji którą podzielimy w razie potrzeby, dlatego polecam zaopatrzyć się we własną. Posłuży Ci i potem także do obserwacji dziennych. Ale sowy to przede wszystkim słuchowisko. W rejonie są puszczyki, pójdzki, uszatki i płomykówka, lecz obiecać nie mogę co też się w ciemni odezwie. Raz i latem spotkałem sowę błotną. Panteon gatunków… Siądziemy na łąkach pod kocami lub wygodnie w czatowni. Gdy ziąb dokuczy lub mgły pochłoną, marszem i herbatą rozgrzejemy w podchodzie na zmianę stanowiska. Po drodze i Drzewa Mocy będą do przytulania, gotowe wesprzeć w zamiarach podróżników. W trakcie wędrówki gawęda będzie o gatunkach, sowich zwyczajach, ciekawostkach, żywocie. Wspomnienia i historie z przygód moich i obserwacji. I jak to na czatowaniu, zwierz też pewnie jakiś zaszczyci nas swoim hałasem przemarszu, albo i gdy dochowamy nieruchomej ciszy, ucieszy na widoku.
Podziękowanie za tą wymianę, jak za ptasi Dzień Obserwacyjny, czyli 100zł osoba. Ruszyć możemy indywidualnie, lub w grupach 2-3 i więcej os.

🌎 Gdzie?

Rokietnica, k. Poznania, woj. Wielkopolskie.

 Kiedy?

Wyprawy będą możliwe przez cały marzec. Zaczynamy już po zapadnięciu ciemności, w godzinach 18-20.

📌 Ekwipunek?

Łyżeczka odwagi, szczypta cierpliwości i ziarno ciekawości. Garść ciszy. Buty ocieplane, odporne na wilgoć, rosę, wodę i błoto, polecam ocieplane kaloszki. Ciepłe ubrania, nieszeleszcząca kurtka lub większa bluza, którą na kurtkę założysz aby się wyciszyć. Plecak, termos i ulubione jedzonko. Ewentualnie coś pod siebie do siedzenia, ja do tego używam plecaka. Własna nocna lornetka, będzie dużym ułatwieniem.

🏡 Gościnna kwatera noclegowa, podejmie i przenocuje wędrowców z daleka, razem z wyżywieniem. Przy zamawianiu miejsc, zawsze proszę rzec, że ”do Szepty Kniei na Wędrówki” Na to hasło miejsca powinny być 
http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Kontakt i zgłoszenia: czeremcha27@wp.pl 

Do zobaczenia w lesie!

AP5I3795-bewerkt

Śnieżny księżyc żywiołów. Noc w lesie podczas wichury.

Dzień kończy się zapowiedzią sztormu i zmian w pogodzie. Wzmaga wiatr. Pojawiają się ostrzeżenia o pędzącym orkanie, leczy my świadomą decyzją, ruszamy na wędrówkę. Wyznajemy zasadę, że każda pogoda wędrowna jest dobra. Tak to bywa. Czasem wiatr w oczy. Jakoś cieszymy się na ten wicher. Dawniej przychodziły regularnie jesienią i zimą, szalejąc nieraz przez tydzień. Teraz media podnoszą alarm, jak dwa dni powieje. Do głowy nawet nam nie przyjdzie, że możemy doznać jakiejś krzywdy. W lesie, pełnym rozkołysanych mocą drzew. Zanurzamy się w oceanie głębokiego szumu. Błogo brzmi. Wokół nas szara ciemność, stukoty, pęknięcia, trzaski, gwizdy i piski. Dziś drzewa emanują całą paletą możliwości swoich odgłosów. Mroczne słuchowisko. Być tutaj, właśnie w taki cień. Z ufnością dać otulić się ciemności i zatracić się całym sobą w tym słuchowisku. Misterium leśnej Mocy. Po kanapkach i herbacie wstajemy tuląc najbliższe sośniny. Tu dopiero i nawet ja mam zaskoczenie. Odczuwam kołysanie i ruch ziemi, – w pierwszej chwili zdaje mi się, że to wrażenie energetyczne, jednak ziemia pod moimi stopami naprawdę się rusza! Mech faluje, unoszony przepływem drgających korzeni. Gleba grzmi po swojemu. Ależ to fascynujące! Ruchomy dywan. Co za siła. A one się trzymają. Przyciskając ciało i ucho do pnia przychodzi jeszcze więcej. Gdy porywy targają, wnętrze drzewa trzeszczy, dudni, i stuka jakby chciała się stamtąd wydostać jakaś istota. Pracują naprężenia. Drgania i wibracje tych zmagań przechodzą, wnikają w moje ciało. Sosenki są dość cienkie, giętkie i młode, można je całkiem uścisnąć. Ależ one dzielne. Tyle siły, porywu, zaborczości, i te kruche trzeszczące istotki przetrwały już niejedną burzę. Podbiegam do kolejnych drzewek w zasięgu, okazuje się że każde z nich drga w środku i dudni na swój jedyny, unikalny sposób. Nie ma dwóch jednakich. Nieopodal wierzby ‘’wyją’’ już niżej, w zupełnie innym tonie. Oktawy leśnej harmonii. Każde niesie swoje przesłanie dalej. Po kilku minutach tulenia takiej drgającej drzewiny, czuję się jakby naładowano mnie prądem. Skok energii. Bo i przecież korona drzewa przechwytuje ją z powietrza, a przez pień odprowadza w głąb Macierzy. Rozmowa żywiołów. Rozmyślam nad sowami. W takie noce jak ta, nie polują, lub jest im bardzo ciężko. Nieustanny hałas i galopujące liście uniemożliwiają namierzenie ofiary. A co, gdy taka pogoda przedłuża się? Robią jakieś zapasy, czy przymierają? Korony sosen niekiedy poćwierkują. Podmuchy budzą co i raz, jakieś śpiące ptaszki. Odpowiadają lamentem dzwoniących pisków.

84711644_1028272450874237_8056447981085261824_o

Bór dyszy potęgą, mimo orgii dzięków ma się wrażenie, że dlań te zmagania to fraszka. Do nas nie docierają powiewy. Kurtyna pni pochłania i rozprasza wszystko, zanim doleci w głąb lasu. Jest ciepło, przytulnie, bezpiecznie. Zwierza nie sposób usłyszeć – wśród mnogości chrzęstów, pozostają niewykrywalne. Tętnimy wigorem oddechu mocy, w objęciach sosnowych tancerek spajamy z jednią sosnowego żywiołu.
Na polach dmie aż tamuje kroki, te zdobywamy z trudem, zapadając w sypkich piaskach.

A jeśli i Ty masz ochotę na swoją nocną przeprawę w Kniei, pisz, pytaj. Te wyprawy są po to, aby każdy mógł wiedzieć jak to jest, i stać się częścią własnej opowieści. Do zobaczenia na szlaku, 

Kontakt i zapisy:  czeremcha27@wp.pl

Jawor – leśny Mędrzęc. Dębowy krąg starców.

Przesłanie dla Basi:

Cały wszechświat śpiewa do Niej,
Kiedy bierze pędzel w dłonie,

Kolor, zachwyt, kunszt, zwierzęta,
O przesłaniach niech pamięta

Dusza wzrasta, i rozkwita,
Kiedy słowa od Niej czyta,

Ogień też w czerwieni płonie,
Gdy pracują leśne dłonie,

Pędzlem,

Proszą ją o coraz więcej,
Pora ludziom służyć częściej

Wspierać, dawać i pomagać,
Słowem od nich wciąż uzdrawiać,

A więc maluj, spisuj, działaj,
Przybądź do nas i się kłaniaj

Siły kłąb otrzymasz woli,
Kiedy staniesz przy Topoli,

Pragną Drzewa – Matki One,
Byście były Wy spełnione

Kobiety,

Kasztan tu z opieką szumi
Wspiera ciepłem tak jak umie

Olcha i za gawędą wita,
Co u Ciebie? – trzeszczy, spyta

Ona wielbi Cię ochroną,
Nie da w głębiach złych utonąć

Są i starzy też Dębowie,
Pieśnią wieszczą o odnowie

Mruczą z Mocą w tej naradzie,
O dla Ciebie swej poradzie

Bo potrzeba ogrom wiary,
Oto są dębowe dary

Zbliż policzek też przy korze,
Gdy się znajdziesz przy Jaworze

Łez i skarg Twoich wysłucha
Tak oddana Wierzba Krucha

Wiedzmę w Tobie las pamięta
I dlatego wciąż zwierzęta

Wszystko dobrze się powiedzie,
Czas Ci święto zapowiedzieć

Drzewa wesprą, poprowadzą,
Gdy się zjawisz, to doradzą.

Swą energią poczęstują,
Bardzo dobrze Ciebie czują,

Od dawna

Z wszystkim Basia jest nam jawna,
Bardzo Ciebie podziwiamy,
Tętnem naszych sił wspieramy,
W przytuleniu ukochamy…

Wiec Drzew Mocy

I zaskoczyły mnie Basiu Twoje Drzewa, i nie z jednej strony. Wierzba dawniej przewodziła w tym kręgu, teraz ustąpiła miejsca Topoli. Wespół z Olchą tworzy się trójca Drzew żywiołu Wody. Jest i ukazuje się tu także sporo zwierząt i ptaków, lecz nie ja mam dokonywać ich interpretacji, mówią  Zajęłoby to zresztą strony.
Mimo uśmiechu jaki widzę w zdjęciu i ogniu w oczach, jest tam jeszcze coś ciężkiego, trudnego, czego nie umiem nazwać i nie chce mi się pokazać. Może bardzo nie chce zostać zauważone. Może Ty masz to odkryć. Na pewno pomogą w tym Topole. Gdy będą działy się procesy, uważnie wsłuchaj się w to co wybrzmi, może w płaczu. Jakoś dla Ciebie ważne jest, aby zostało świadomie dostrzeżone. ‘’To ostatnia główna blokada na drodze do pełni’’, mówią. I jest to związane z jakimś strachem. Tylko przed czym?

36

 

Dębowy krąg Starców – Opieka Świata

Dębowie, to filary zdrowego, dostatniego lasu. Darzą życie żołędziami, dziuplami, osłaniają przed wichurami. Siłacze wiele przestoją i dźwigają na sobie ciężary innych. Są opoką puszczy. Chętnie tak robią. Przyjrzyj, czy i Ty tak nie postępujesz? Wspierasz, lecz bierzesz za dużo na swoje siły. Druga kwestia dębowa. Mówią oni, że potrzeba Ci aby budować swoją siłę, niezależność, bogactwo, samodzielność, i chyba tego trochę się boisz. Szumią o odpowiedzialności, i choć brzmi to może srogo mówią też, że wybrańcy i posłańcy jaką Ty jesteś, nie mają się czego obawiać, bo świat będzie się nimi opiekował, jeśli tylko odważą się w pełni podążyć za sobą. A Twój potencjał jest przeogromny. Ze swym darem wglądów, widzeniem i słuchaniem zwierząt mogłabyś pomagać potrzebującym w ich życiowej drodze, spisywać wskazówki od Zwierząt Mocy, przekazywać przesłania indywidualne. Dołączać je do obrazów. Twoje przesłania pomagają wielu.Czasem jest trudno, kiedy w głowie szumi ogrom informacji, a my tutaj musimy pranie i obiad zrobić, zająć się domem, ‘’ogarnąć rzeczywistość’’. A one się pokazują, i wołają by spisywać. Wiem coś o tym, i chyba nie ma tu złotego środka. Pytanie jak w tym płynąć? Dbać o swój stan, co też nie zawsze jest łatwe, jeśli wciąż dają nam w kość czynniki zewnętrzne. Ty trochę się odgradzasz, zamykasz w skorupie dla bezpieczeństwa, aby czegoś nie czuć, ale to nie jest droga. Objawiać się będzie chorobami, gdy zepchnięte energie tworzą swoje stany zapalne, aby wybrzmieć. Życie to wielowymiar. Trudny do przyswojenia, bo i męczy czasami nieustanne przyglądanie się, ‘’przerabianie’’ czy lekcje. Popadamy wtedy w marazm i tracimy czujność. Drzewo ma dobrze. Zawsze jest wszystkiego świadome i obecne w teraz. Mało u nich jako takiego planowania, rzadko zapętlają się w przeszłości, choć lubią ją wspominać. Brak, bardzo nie lubię tego słowa bo wszystko w sobie mamy, ale tak wychodzi, że na ten moment ‘’brak’’ trwałego osadzenia w pewności, co do działania i swojej drogi, co do jej rozwijania. Dębowie Cię w tym umocnią. Sam miałem podobnie, bardzo. Do dębów chodziłem i prosiłem, aż ofiarowały tyle, że teraz starcza na miesiące. Tej wiary, zaufania i pewności co do tego co się robi. Drzewa zresztą, choć w naszym odczuciu ‘’coś na ofiarują’’ i można mieć wrażenie, że to od nich, to tak naprawdę ‘’miksują’’ w energiach uzdrawiając przepływ i wydobywając nasze własne zasoby. Udrażniają przepływ i łączność z Energią Ziemi, w synergii z kosmicznymi. Dąb jest symbolem nieśmiertelności, co dziś wybrzmiewa u Ciebie w wielu Drzewach. Jest u Ciebie do przyjrzenia Czerwień i praca z czakrą podstawy. Jej swobodny wir wyraża odwagę, przebojowść, i niezależność materialną. Czasem trzeba… Iść za subtelnym zapachem pomimo wszystko, ryć za nim jak dzik i tratować z furią krzaki, aby dotrzeć do celu. Czasem.

Olcha Czarna – Ochrona AntyAstralna

Podziwiam zawsze, jak te drzewa się dobierają, przejawiają i uzupełniają w nas. Olsza to jedno z Drzew Szamanek, prowadzi przez wodę, czyli głębiny nieświadomości. Swojej lub innych. Jednocześnie kieruje tak bezpiecznie, aby nie dać się pochłonąć przez czyhające tam pułapki astralne. Z jej obecnością można zajrzeć w matrix naprawdę głęboko i wyjść bez szwanku, a jeszcze zaopiekuje się nami, nie dając dostępu. Z Olchą udać się można uwolnić porwaną Duszę, na niskie poziomy astralne. Olszyny w swym przekroju, są odwzorowaniem tego co tam jest. I bronią człowieka jak lwy, sprawnie odbijając lub pochłaniając wszystko co próbowałoby ‘’nieautoryzowanego’’ dostępu. To pradawne Drzewa Ochronne, z nich Słowianie sporządzali niepozorne tarcze, które wytrzymywały w swej miękkości ciosy żelaznych toporów. Olsze wzrastają w miejscach podmokłych, zalanych i wilgotnych, jako jedyne drzewa znosząc długotrwałe zalanie. Mistrzynie Przetrwania poradziły sobie z tym tworząc zwisające wypustki korzeniowe z pni ponad lustrem wody, dzięki czemu są w stanie czerpać azot z powietrza i nie ulegają ‘’uduszeniu. ‘’ Twoja olcha jest przy Tobie w ochronie właśnie, i jak wilczyca bronić Cię będzie i oczyszczać. Drzewa chcą byśmy pozostawali w dobrej kondycji energetycznej i fizycznej. Nie przerażą ich żadne nasze stany, gdy umysł i ego wyśpiewują z tryumfem pieśń zguby duszy, one nie odwrócą się od nas. Olchy ubogacają przestrzeń senną, właśnie poprzez ‘’odświeżenie’’ głębin podświadomości, a płynąc z nurtem życia sprzyjają realizacji marzeń. Ich intencję niosą wpływie, roznosząc jej brzmienie do coraz nowych odgałęzień rzek energii. A dotrzeć potrafią głęboko, zasiedlając cały pokrój wodnych środowisk. Warto powierzyć im swoje plany.

Kasztanowiec – Troskliwy Partner

Czułość, intymność, głębokie duchowe zbliżenie, zaufanie, opieka, wrażliwość, z tym odzywa się Kasztanowiec. Nie wiem, dlaczego, rozważ sobie  W odróżnieniu od dębów subtelny i delikatny, pokazuje jak bardzo jesteśmy inni. Że pewne rzeczy są jednak stałe i nie możemy ich zmienić. Że czasem trzeba wybrać. Spójrz, kruchy kasztanowiec nie stanie się wiotką brzozą i odwrotnie. Nie będzie srogim dębem, choć z czasem i on nabierze swojej krzepy. Ale w swym rdzeniu – pozostanie unikatowym sobą. I o to drzewom chodzi, aby tą ‘’unikatowość’’ jedyność i wyjątkowość w drugim człowieku dostrzec, pielęgnować, docenić i kochać. Nie żądać wszystkiego, nie oczekiwać cech z gruntu sprzecznych dla czyjejś natury. Pozwolić rozwijać się w zgodzie z jego rytmem, i wspierać ten zasób, który on najbardziej przejawia. Bo to jego skarb i sedno. Czy będzie to siła, wrażliwość, a może po prostu umysł, brawura, odwaga, spryt, a może cichość, dzikość, albo namiętność. Komplikacje cech człowieka mogą się przeplatać, dominować, kryć, wydobywać, jednak czasem przez jedno życie nie sposób przejawić ich wszystkich. A niektórzy pozostaną w charakterze zawsze jacy są, niezależnie od tego co przejawi się w życiu…

P1210090

 

Wierzba Krucha – Szept do Ucha

Ona jest z Tobą od dawna, prowadząc Cię w tej szamańskiej, wiedźmowej podróży. Swoje zrobiła – osadziła Cię w zadaniu. Drzewo o rozłożystej koronie, dumne, niekiedy grozne, ale zawsze pełne tajemnic i sekretów. Lancetowate liście dają opływać się wiatrom, iskrzą srebrno w świetle księżyca. Wierzba to opiekunka osób magicznych, w dawnych wcieleniach zgłębiających wiedzę, uważanych za parających się czarami. Ty i ja, tak byśmy byli ongiś postrzegani  Wierzby to kolejne Mistrzynie Życia, i Boginie Wieczności można powiedzieć. Zda się nie odchodzą nigdy, a ich przesłanie na wieki zostaje pogrążone w odmętach bagien, szeleszcząc w krainie szuwarów. Tak też jest z Tobą… Wszystko co tworzysz teraz, to niekończąca się mądrość, która w pamięci Dusz nie gaśnie nigdy. Doskonale spajają w jeden rytm przepływ dwóch sił działających w Przyrodzie – rozkładu i rozkwitu. Zda się stąd człowiek zaczerpnął trochę w pomyłce ideę rozdzielenia, nazywając dobro i zło. W wierzbie jest wszystko. Potrafi gnić i próchnieć do cna, żyjąc jednocześnie. Karmi istoty świata żywego i martwego. Oba te nurty w wierzbowych dziuplach znajdują swoje schronienie, i porozumienie… Tu mogą wytchnąć, nie zwalczając się wzajemnie. Zjednoczyć i żyć obok siebie, bo i nawet ścięta przez bobra wierzba będzie odrastać i wypuszczać młode pędy. I tej sztuki można od Wierzb się uczyć. Miękkie są i delikatne w drewnie, a jednak nie ma chyba drzewa, które przewyższałoby wierzbę żywotnością. Ona daje się wszystkiemu pochłonąć, nie opiera, a przez to, zawsze wychodzi na swoje, zielone.
Wierzba jest teraz z Tobą jako pocieszycielka. Bowiem mają one moc głębokiego ukojenia, uciszenia trosk i smutków. I nie chowają ich w cień – najpierw wydobywają i pozwalają przeżyć, a następnie topią w odmętach żywiołów. Inspirują też twórczo, ofiarując natchnienie. Babcine, czułe istoty, jednocześnie potężne, twórcze i gromkie, a zarazem łagodne. Można w nieskończoność je odkrywać. Wydaje mi się, że Tobie kontakt z wierzbami nie zależnie od gatunku, przyniesie dobre owoce inspiracji do swoich dzieł.

P1030857afads

Jawor – Leśny Mędrzec

Starzy Jaworowie, to zapomniane już Drzewa Błogosławieństw. W swej prostocie i dobroduszności, znajdują się bardzo blisko Boga, będąc jednym z innych jego przejawów. Ciepłych bardzo i łagodnych. A te błogosławieństwa nieustannie spływają na Ciebie, i o tym klon przypomina, by tak różne nawet niechciane na chwilę obecną zdarzenia, tak postrzegać. Zmiana postrzegania, a tym samym swojego nastawienia, stosunku do zdarzeń, potrafi już sprawić, że obejdą się one z nami bardziej łaskawie. A to zaczątek sprzyjającej kreacji. Jawor to Ojciec wszystkich klonów, darzony szacunkiem przez Drzewa. Mają wobec niego respekt, okazują mu cześć. Jest kimś wyjątkowym. W łupinach siwej, sędziwej, pomarszczonej kory skryły się przesłania. Ta kora jest unikatowa w swej formie. Żadne inne Drzew w Polsce, nie posiada takiej. Razem z dębami i jesionami, Jawor stanowi męski filar Drzew Żywiołu Ziemi. Jego natura jest wiecznie zadumana, kontemplująca.

Klon się zjawia niespodzianie,
Kładzie swe konary na Niej,

Opowiedzieć chce w tej porze,
Że odnajdziesz przy Jaworze,

Blask boskiego zjednoczenia,
Który sednem jest spełnienia,

Ciepły Jawor Błogosławi,
Pomóc pragnie i naprawić

Wieściom jego Ty zaufaj,
Przytul korę i posłuchaj

Już wiatr lekko, w górze wieje,
Z nim odchodzą dawne dzieje,

Drzewo szemrze, a w podróży,
Odprowadza co nie służy,

Teraz tylko podziękować,
Nowy świt uhonorować

Wzrastaj

Poprosił Jawor, bym te słowa przeczytał na głos do Ciebie, przy świecy. Przyszły nagle. Tak też zrobiłem. Coś dobrego właśnie się wydarzyło.

Topola Szara – Moc Podświadomości

Drzewo które zaskoczyło mnie tutaj najbardziej i Ciebie pewnie też. Topola bardzo napierała aby być Twoją główną wiodącą opiekunką. I aby opisać ją na końcu. Potężne drzewa – pionierki, które rozwijają się pod panowaniem żywiołu wiatru i wody. Drzewa Biorca. Bo tak naprawdę Topola swoim działaniem najlepiej oddaje o co chodzi w rozwoju siebie – nie zdobywanie kolejnej wiedzy i nauczanie następnych metod ‘’ulepszających nas’’, a zdjęcie kolejnej warstwy. Aby docierać do rdzenia siebie. I topole dużo przed nami odkrywają, zrywają te sztuczne, plastry i bandaże, rozdrapują jątrzące rany, pokazują… Są to niekiedy bardzo trudne dla ciała procesy, zwłaszcza dla kogoś, kto topolowej terapii jeszcze się nie poddawał. Główne przesłanie Topoli jako jej esencji to pełnia życia i kreacja marzeń, aby czynić to śmiało, każdego dnia, i po prostu próbować. Nie zapominać o nich, gdyż to właśnie marzenia, te szczere, do których dusza tańczy są manifestacją naszego spełnienia. Topola rośnie szybko, rozwija się prędko. Po prostu, gna przez życie. Staje się potężna. I mówi o tym, że niezależnie od tego jacy jesteśmy warto czasem spróbować różnej strategii na życie, jeśli dotychczasowa nie przyniosła spodziewanych efektów. Topole to wspaniałe Szamanki, które nawigują po bezdrożach nie odwiedzanych kątów podświadomości, wymiatając stamtąd wszelkie śmieci. Uzdrawiają inaczej niż np. brzozy. One sporo biorą na siebie, ale nie ‘’trzymają w sobie’’ lecz wartko odprowadzają w kosmos. Jednocześnie głęboko uziemiają. Muszę tu oddać hołd, że podczas wszystkich leśnych spotkań z ludzmi, to właśnie Topole okazały się tymi, które poradziły sobie z najtrudniejszymi sprawami. Wielka jest ich moc Oczyszczania, która udrażnia nasze kanały na swobodny przepływ manifestacji. Po takim procesie czuć, jakbyśmy dostali zastrzyk witalności w plecy. Topola szara odpowiada za świadomość, podświadomość, emocje, te nieuświadomione, nieprzepracowane, zapiekłe, zepchnięte. I to nic strasznego, te zawsze są w nas jako bagaż rodowy i wcieleń. Pytanie, czy dajemy im i pozwalamy blokować nasz potencjał, czy przyglądamy, wglądamy i dostrzegamy. Topole to wierne wyrozumiałe przyjaciółki, które dobywają z człowieka głębię szlachetnych uczuć. Uczą sztuki zawierzenia. Mówi Twoja Topola, że trochę otaczasz się kokonem bezpieczeństwa, który z jednej strony izoluje od nieprzyjemnych spraw, a z drugiej blokuje pełnię manifestacji Twojej ekspresji. Pełen przepływ czucia Basiu. Pokazuje mi się Topolowy pączek w łupince, tak właśnie na przedwiośniu, który mróz czuje i boi jeszcze rozwinąć.

🌳 Drzewo Mocy: Topola Szara
🍁 Opiekuńcze: Kasztanowiec, Klon Jawor
🌱 Wskazujące: Dąb
🍂 Wspierające / Ochronne: Olcha Czarna, Wierzba Krucha

Przesłanie to zostało spisane dla Basi Glombik (zgoda imienna), która prowadzi bloga o Zwierzętach Mocy i dokonuje czegoś ciut innego niż ja – zgłębienie energii zwierząt, ich wskazówek dla nas, sporządza odczyty duchowych informacji. Maluje też wspaniałe obrazy (również na zamówienie), których kilka znalazło się w tym tekście. Serdecznie polecam jej bardzo ciekawego bloga, dostępnego pod tym linkiem:

http://bafka.ovh/

A jeśli i Ty czujesz, że potrzeba Ci podobnych wieści ze świata natury, odezwij się do mnie na mail czeremcha27@wp.pl spróbuję podsłuchać dla Ciebie wieści i sporządzić Twoje osobiste przesłanie Drzew Mocy.

1bc

Jawor – Opiekun Wieczności. Topola Czarna – Płomień Cienia.

przesłanie dla Ani:

Mruczy miękko ciepły Dąb,
Gdy do siebie wglądasz w głąb

On pomrukiem tym wyzwala
Swą wibracją mocy spala

Jest tu do ofiarowania,
To poczucie zmarnowania

Uroczystość to ofiarna
Zajmie się tym Olcha Czarna

Po tym czas jest na Topolę,
Objaw tylko jej swą wolę

Czego pragniesz, o czym marzysz,
A w czystości nuż się zdarzy

Wzrosły w niebo tak strzeliście
W sobie trwają już wieczyście

A gdy zmierzchu przyjdzie pora,
Przytul nocą do Jawora,

Drzewo święte, Drzewo – Starzec,
On obejmie, Tobie wskaże

Blizny wcieleń w Tym wymiarze

Znowu mąci się niezgoda,
Drzewo wparcia gałąz poda

Wstrząśnie Tobą i Poruszy
Bo bunt drzemie w śpiącej Duszy,

Kasztanowiec lekko wita,
Wpół pochwyci, i zapyta

Czemu dziecko cicho stoisz,
Czemu wątpisz, i się boisz

Dobrze zajmie małą Anią,
Tyle może zrobić dla Niej

Jedno słowo tylko powiedz,
Z Tobą będzie Kasztanowiec

Odwagi

Witaj Aniu. Aż mi trochę nie pasują te słowa do Twej poznanej osoby, ale z drugiej strony, bez powodu nic nie wybrzmiewa. Są przy Tobie Drzewa, licznie. Raz już ten gąszcz uległ zmianie i przetasowaniu, bo dawniej wiodła tu Brzoza z Sosną i Jodłą, które jednak opuściły ten wiec. Teraz rozrasta się wokół bardzo przyjemna, łagodna i ciepła brać. Cudowni przyjaciele. Po kolei, tak jak się pojawili do nich powinnaś się udawać.

Dąb – Oczyszczający Pomruk

Dębowie to ten z Drzewnych narodów, plemię Stróży, opiekunów i Wojowników. Gdzie indziej mają ‘’Dzwoniące Cedry Rosji’’ my mamy Mruczące Dęby Polski. O wcale nie mniejszej sile, o czym można przekonać się choćby na moim przykładzie. Tyle pomogły. Dęby w zdrowiu i humorze mruczą. Buczą jak transformatory. Zwłaszcza podczas mokrej wiosny. To prastara pieśń Sił Ziemi, dęby śpiewając ją pomagają przetrwać planecie epokę dewastacji człowieka. Niekiedy i one cichną i słabną już. Dęby zapraszają Cię do Dąbrowy, do kręgów gdzie wzrastają od wieków. To ich mruczenie przenika tkanki ciała i struny Duszy, wydobywając z nieświadomości Człowieka siły, jakich istnienia nie podejrzewał. Kuracja dębowa pozwala scalić je w sobie, aby wiodły już w codzienności. Bo przyglądając się Dębom trudno oprzeć się wrażeniu, że to tacy Mocarze, co przestoją wszystko. Tym też nas obdarzają, to jest zaufaniem do życia, wiarą w siebie, odwagą, pewnością, niezłomnością. Pokazują mi Dęby Ciebie pośród kręgów w takiej Dąbrowie, tam masz się znaleźć i udać. Możesz napotkać Drzewa już wybudzone, albo uśpione i nie znające jeszcze swych zadań. Wtedy trzeba im będzie przypomnieć. Opowiedz, porozmawiajcie. Stań pośród nich, wyciągnij w górę ramiona i śmiało poproś o te dary. Wnet powinno otulić ciepło. Mruczenia fizycznie słyszeć nie musisz, poczujesz za to w ciele jak przenika. Bo mimo różnych spotkań w których bierzesz udział, tak mi pokazuje się, że sporo u Ciebie historii pragnie wybrzmieć w uzdrowieniu. I rodowych, i z wcieleń i bieżących. Może też dlatego, że wiele z warsztatów znów jest poszukiwaniem po zewnętrzu? A Drzewa osadzone, zanurzone w Duszy Matki Ziemi i nas prowadzą jedynie przez głębiny własne.

78787387_1699024606900007_5812362388225130496_n

Olsza Czarna – Głębina Ofiarna

Od początku pokazuje się, towarzyszy coś co układa się w słowa ‘’poczucie zmarnowania’’. Czego dotyczy, już musisz sobie odpowiedzieć. Jeśli jest zakotwiczone, pociąga za sobą nuty żalu w codzienności, za tym co utracone, niezgodę że coś nie potoczyło się tak jak miało. Czarne Olchy, Kapłanki Bagienne, wzrastają na tym co drzemie w głębinach, niewidoczne dla nikogo. Tym zasilają swój żywot. Olchy to Drzewa Ochronne, które w dawnych wierzeniach miały zabezpieczać przed szkodliwymi energiami, promieniowaniem i siłami nieczystymi. I kolejne słowo ‘’ofiarność’’. Mówią coś o Mszy, rytuale, który mogą dla Ciebie odprawić. Nie do końca jestem pewien, czy nie chodzi też o dawne Twoje ofiarowanie czegoś, jeszcze w innym życiu co przekłada się na to co jest teraz. Ale fakt, że Olsy emanują zupełnie inną energią niż pozostałe kręgi Drzew. Nie jest przebywanie z nimi tak wyczerpujące jak wśród Topól, ani przesadnie wznoszące jak u Brzóz. Jest właśnie głębia i tajemnica, z nieznanym. Być może dotąd nie było Ci dane zatopić się w olchowym królestwie na dłużej, ja odbieram że jest potrzebne Tobie. Czyli dwa różne kręgi Drzewne odbyć. Różnica niż przy pracy z jednym Drzewem jest taka, że zwykle są to procesy mocniejsze. Wsłuchaj się w szum olch, kiedy w czas wichur zawodzą bujając wśród jasnych połamańców. Opowiedzą Ci Twoją historię. Każdy z Drzewnych narodów żyje w swoim środowisku przez dany okres czasu. Choć trwa on niekiedy długo, całe wieki, splecione w istnieniu drzewa i zwierzęta zawsze dążą do dynamicznej równowagi. I tak na miejscu podmokłego olsu, może kiedyś zagościć step. Te dwa czarne Drzewa które Ci towarzyszą sprzyja również realizacji szczerych marzeń, do czego jednak potrzebne jest zrozumienie, czego tak naprawdę chcesz i potrzebujesz. Bo otrzymać możemy wszystko. Jako ludzie, Istoty z cząstką Boga zawartą w Duszy możemy wszystko i mamy Moc Kreacji niespotykaną u innych istot w naturze. Czasem jednak kiedy otrzymujemy już to, czego tak bardzo pragnęliśmy, okazuje się, nie być tym czego rzeczywiście dla siebie chcieliśmy. Przychodzi rozczarowanie i …poczucie zmarnowania może? 

Topola Czarna – Płomień Cienia

‘’Czczono w czasach pogańskich drzewa jako przybytek bóstw, siedziby duchów opiekuńczych oraz ołtarze, pod którymi składano ofiary. Drzewo stało się zarazem jednym z pierwszych wyobrażeń struktury świata; postrzegane było jako oś świata – korzenie sięgają w głąb ziemi, czerpiąc wodę, pień jest filarem świata ludzkiego, a na rozłożystych gałęziach opiera się niebo. Korona drzewa stała się domeną sił boskich, pień należy do świata ziemskiego, ludzkiego, a zapuszczające się w głąb ziemi korzenie przynależą do krainy zmarłych. Łączy więc ono trzy najważniejsze sfery.’’

Kiedy spoglądam na Czarną Topolę już bez liści, pnącą się strzeliście w niebo, wygląda ona jak płomień świecy, z głębin ziemi wyrosłwszy. Jak maszt. Rodzina Topól obejmuje kilka gatunków, które nazwaliśmy podług kolorów, jest Białodrzew, Szara i Sokora Czarna. Ta ostatnia różni się pokrojem wyjątkowym, a mówi ona, że istota z Ciebie ‘’mediumiczna’’ . To oznacza już jawną lub ukrytą jeszcze łatwość w nawiązywaniu kontaktów z zaświatami. Liście czarnej Topoli rozwijają się dość późno, bo dopiero na początku maja. Tak i w Twoim życiu gości esencja takiej dojrzałości, w której pewne sprawy rozkwitają w stosownym czasie. Specjalizacją Topolową jest dogłębne oczyszczanie, a czarna została przez Stwórcę nam ofiarowana do uzdrawiania zapisów energetycznych na poziomie komórkowym, tych emocjonalnych blokad które tworzą choroby i dolegliwości. Jak więc widzisz, nie trzeba niekiedy podróżować ciągle w poszukiwaniu, gdyż Drzewa, Zioła i Rośliny dają nam wszystko. Jako że wszystko jest informacją, korzystając z ich energii lub surowców, taką samą informacje wprowadzamy do ciała. Jeśli więc spożywasz przetwory z roślin, które wyrosły dziko w zdrowiu i bujności takie samo będzie mieć przełożenie na Twoją kondycję. Czarna Topola dodaje sił i wspiera w działaniu. Pomaga nam zmierzyć się z cieniami przeszłości i uwolnić je, by odnaleźć prawdziwego siebie. Wyrywa nas z objęć samotności i natłoku negatywnych myśli. Daje silną ochronę aury wobec nadużyć energetycznych co też przejawia się w działaniu, kiedy reagujesz stosownie do sytuacji nieprzyjemnej.

Klon Jawor – Opiekun Wieczności

Mówiłem, że łagodna ekipa przy Tobie wzrasta  Jawor to ojcowskie ciepło, ale takie prawdziwe. Prowadzące, przesadnie nie wymagające, akceptujące wybory i drogę swojej pociechy. Nie jest łatwo już je napotkać, choć dawniej były pospolite. I również nie jest łatwo z nimi się zaprzyjaźnić, bowiem i one mają do ludzi pewien żal. Znowu ‘’poczucie krzywdy’’? Jawory to przewodnicy narodu Klonów, ich protoplaści i dziadkowie z siwą pomarszczoną korą. Dawniej Jawor uchodził za Drzewo Boskie. Jego biopole silnie odziałowuje na sferę emocjonalną. Oj, potrafi On przytulić. A same klony, cóż… Od zawsze były dla ludzi pierwszą pomocą w dysharmonii. Wychodzi na to, że z Jaworem czekać Cię może wspaniała przyjazn i on prosi aby wpisać jego jako główne Drzewo Mocy. Przenikający mądrością chropawy starzec znów wspomniał o niezgodzie duszy na niektóre Twoje wybory i działania w życiu, co przekłada się na stany emocjonalne oraz jakieś niepowodzenia w innych sferach. Tak się ona na tym polu okopała, że w drzemkę zapadła, bez nadziei już, że uda jej się do Ciebie z tym dotrzeć. Może z Jaworem dojdziecie co to? Pytam jego,

Hej sędziwy nasz Jaworze,
Ty opowiedz o czym możesz,

Dusza Ani się nie zgadza,
Co wybrała, że prowadza ją

W życiu.

Być może chodzi o jakiś autorytet, a może o nurt sam. I to niech będzie dla Ciebie wskazówka.

Kasztanowiec – Bezpieczeństwo Umysłu

Nawet i zdziwiło mnie pojawienie się Drzewa Umysłu przy Tobie, bo i ukazują się dość rzadko. Ale nikt tak jak Kasztanowiec czy Orzech nie potrafi zapanować nad sztuczkami naszej mózgowej nawigacji. Zobacz o co pytają Drzewa. Zwracają się bezpośrednio do wewnętrznego dziecka, które się boi. Czy jeszcze boi, że z czymś sobie nie poradzi. Mówią Drzewa o strachu umysłu, który ciężko jest nieraz uspokoić i wygasić. Mówią, że nie zajmowany, wychowywany, przysposabiany do pomocy a nie blokowania umysł, potrafi odnaleźć powód do niepokoju w każdej najlepszej sytuacji życia. I trzeba odróżnić umieć podszepty intuicji które nas ostrzegają, (mowa ciała, uczucia) od galopującego umysłu który czasem nawet boi się tego… że jest lub może dobrze. Oporny na zmiany, zaszywa się w swojej strefie komfortu i ani myśli z niej wyjrzeć, dostrzec coś poza. Padło i słowo o cichości, co dla mnie oznacza, że może nie nazywasz po imieniu swoich pragnień, marzeń, celów, może nie stawiasz granic kiedy potrzeba. A umysł nasz, z potęgą wyobrazni i fantazji może a nawet powinien przede wszystkim działać jak wiatr w żagiel, snując coraz to nowe pomysły, wizje, podsuwając rozwiązania. Dopiero gdy w nim powstanie obraz, a Ty to poczujesz marzenie ma moc aby zaistnieć w przestrzeni. Tak stwarzamy. Umysł jak i nasze małe dziecko oboje potrzebują niekiedy uspokojenia, że wszystko jest dobrze, a Ty wybierasz świadomie i wiesz czego chcesz. Kasztanowiec pomaga w otwarciu na uczucia i właśnie doskonale koi różnorodne lęki. Opiekuje się Małą Anią, która czasem jeszcze zabłądzi i wątpi. Przynosi On ulgę po rozstaniach, skleja nasze rozdarte kawałeczki na powrót w brzmiącą całość. Jest Drzewem najłagodniejszej Miłości, która jest. Sprzyja nowym naukom i przyswajaniu wiedzy. Tym ciepłem słabości przekuwa i rozpala w siłę, albo niekiedy roztapia je w swoim żarze opieki. Jest Wam pisane Braterstwo.

🌳 Drzewo Mocy: Klon Jawor
🍁 Opiekuńcze: Kasztanowiec
🍂 Wspierające: Dąb Szypułkowy
🌿 Wskazujące: Topola Czarna
🍃 Ochronne: Olcha Czarna

70224023-northern-lights-wallpapers

Akacja – Kapłanka Kreacji. Jesion – cień Wcieleń.

Przesłanie dla Katarzyny. 

Drzewa są przy Tobie Wielkie,
Wsparcie Mocy dając wszelkie,

Brzoza, ta co w tańcach psoci,
Światłem pragnie Cię ozłocić

Kora lśni w odcieniach bieli,
Przytul sercem, a odmieni

Delikatny pan przysiada,
Coś o Duszy opowiada,

O jej drodze, i wcieleniach.
Uzdrowieniu, lat w cierpieniach

Muska blizny wdzięk igłami,
Opiekuje się ranami,

Był przy Tobie tak wytrwale,
Objął czule, zrozumiale,

Modrzew

Cień przeszłości znów zagościł,
Wspomnień echo znajomości,

Błogosławię i uzdrawiam,
Odprowadzam, i pozdrawiam,

Żegnam wszystko co nie służy,
Życząc dobrej im Podróży,

Już objawia się Kreacja,
Obok Ciebie też Akacja,

Ona z nowym zawiruje,
Będąc w zgodzie z tym co czujesz,

Bardzo długo opiekuje,

A gdy cień po Twojej stronie,
Zatop głębią się w Jesionie,

Z nim się spoją Twoje dłonie,
Szepta z szumem błogim do Niej

Jesteś…

W błyskach też Wspaniała Cała,
Zjawia się Topola Biała

Ona także Ukochała

Ciebie

Ile przy Tobie jest mocno zakorzenionych Drzew. Jestem szczęśliwie zdumiony. Z takim wsparciem. Tyle opieki. Bardzo mocny, wielowymiarowy wiec, z potencjałem twórczego rozwoju. Może nie byłaś dotąd ich świadoma. Ta ich obecność jest na tyle głęboka i oczywista z dawna, że mało co mówią o jako takiej przyszłości, a po prostu towarzyszą w tym co jest teraz. Z nimi przejawia się przez Ciebie ta Kobieca wieloosobowość.

Brzoza – Figlarna Psotnica

Brzozy. Aby pojąć ich Istotę, trzeba się nią stać. Czasem pozwalają na to. I wtedy zdziwienie. Kiedy uświadomić sobie, że one tak cały czas. Z psotą, uśmiechem, zaczepką i w tańcu. Tak idą przez życie, trząsane wiatrem, który jest im partnerem. Dlatego zagłębiając się w osobowości Drzew, możemy się tyle od nich nauczyć. Brzozy znane są jako Tancerki Światła, uzdrowicielki. Dysponują możliwością przesyłu Boskie Energii, o bardzo wysokiej częstotliwości. Są prezentem Boga dla nas, który przez nie przypomina o tym w jakiej błogości Istnieje, w harmonii z wszystkim co jest. Bo Brzoza po prostu się poddaje. I wiatrom, i deszczom, bierze też na siebie wszelkie zanieczyszczania, uzdrawiając przestrzeń życiową dla innych Istot. Taka jej rola i powołanie, w którym czuje się spełniona. Śmiało wkracza tam gdzie jeszcze nikt nie dotarł, wzglądając co by tu jeszcze można zrobić, aby pomóc. Cywilizacja Drzew, też przechodziła etapy, swoje wzloty i upadki. Trwało to epoki. Mają Drzewa także określone strategie i pomysły na rozwój swych ‘’miast’’ – lasów. Gdy spojrzeć z perspektywy czasu, widać. Jak podzieliły swoje zadania i role, aby budować swój niezależny dobrobyt. Każdy gatunek z inną funkcją. A Brzozy, przypominają nam ludziom jak żyć beztrosko i w szczęściu. Że każdego dnia mamy wpływ na to, w jakim nastroju go spędzimy. A on, utrzymywany i wzniecany wdzięcznością z rubasznym dowcipem pozwala kreować cuda. Naprawdę. Pamiętam historię znajomej, która w prezencie otrzymała 5 tys zł na wymarzony wyjazd, po śmiechu ofiarowanym w Brzozowym Kręgu. Podobnych historii wsparcia energii Drzew jest wiele. Choć ciężko uwierzyć w to, że to co tak ulotne w energii potrafi przejawić się w materii. Drzewa doskonale to potrafią, choć nie budują w sensie takim jak my. One po prostu tworzą – zdrowie, obfitość, i dostatek dla wszystkich istnień wokół. To dla nich naturalne.

Modrzew – Uprzejmy Dżentelmen

Zwracam uwagę, że towarzyszą Ci dwa główne Drzew Dusz, czyli Jesion z Modrzewiem. To tandem tak niezwykły, że sam nie wiem co z tego może wyniknąć  Bo o ile Modrzew to ten ‘’budzący’’ Duszę, to Jesion jest jednym z jej prowadzących i opiekunów. Twoja Dusza już jest wezwana i gotowa, teraz pytanie czy Tobie starczy odwagi i wyczucia by za jej głosem podążyć. Choć w codzienności przeważa u Ciebie dobry nastrój i harmonia, mogą mącić jeszcze cienie z przeszłości i wcieleń. Wybrzmiało to w wierszu. Bo Modrzewie, to Ci uprzejmi panowie, którzy pomagają nam pożegnać stare sprawy, związki, relacje, znajomości. Pytałem Drzew co jest Ci najbardziej potrzebne na teraz. I wybrzmiała taka mantra:

Cień przeszłości znów zagościł,
Wspomnień echo znajomości,

Błogosławię i uzdrawiam,
Odprowadzam, i pozdrawiam,

Żegnam wszystko co nie służy,
Życząc dobrej im Podróży,

Możesz ją sobie powtarzać, kiedy będzie to potrzebne. Delikatny, wrażliwy Modrzew, tak podatny na zranienia, jednocześnie tak ufny i mocny. Opiekun twórców i poetów. Jako jedyny z drzew szpilkowych żółknieje na jesień i traci swe łagodne igły. Wygląda wtedy jakby umarł. Jest on pomostem między tym co trwałe i ulotne. A właśnie przeszłość, którą często zdaje się że pożegnaliśmy, trzyma nas niewidzialnymi nićmi w blokadzie. I cień się kładzie… drepczemy w miejscu. Modrzew jest tym etapem, który u każdego musi się odbyć, aby bez skrępowania ruszyć do przodu. Nie jest łatwo go znaleźć, Modrzewie rosną samotnie zwykle, lub w niewielkich grupach. Często bywają uśpione. Ich czas leśny już nieco przeminął, pozostali nieliczni. Nie jest Modrzew ze swą wrażliwą Istotą tak odporny na brudy tego świata. Twój Modrzew jest przy Tobie z dawna, łagodził i balsamował rany, przytulał i pomagał przetrwać. Zawsze znajdziesz u niego troskliwe wysłuchanie. Bo pasujecie do siebie, jako te trochę zagubione, a trwające w wrażliwym pięknie pośród zgliszcz dawnych cudów.

Robinia Akacjowa – Przestrzeń od Nowa

Kapłanki Kreacji, jakimi są Akacje, wskazują. Że zawsze jest możliwość zmiany. Zawsze. Tego co nam nie odpowiada. Choć może się to wydawać nie do przyjęcia, jako że bywamy uwikłani w różne więzy rodzinne, ‘zobowiązania przyzwoitości’’ robienia tego co wypada, czego ktoś od nas oczekuje, lub co wpoiły nam zorientowane na odciąganie od siebie ‘’normy społeczne. Akacja macha na to gałęziami i żyje po swojemu. Mówi, że nic nie musisz, jeśli tylko cokolwiek powoduje w Tobie wewnętrzny dyskomfort. Kierowanie się nim, oraz odwrotnie poczuciem błogości i szczęścia, jak najprostszą drogą do spełnionego życia. Jakże często jednak zasypujemy uczucia argumentami umysłu. Otacza podobnymi sobie, tworzy zalążek społeczności, na czym buduje swoją siłę. Wspierają się, tworząc unikatowy las. Trochę się izolują nie dopuszczając wtedy innych do siebie. To takie proste. Jeśli tylko odnajdziesz w sobie ten unikalny pierwiastek, który może się wyrażać. Akacja wzmacnia siłę woli do działania. I przejawiania się Duszy w życiu. Ona jakby ‘’wyostrza na jej odbiór’’. Choć nie pracowałem nigdy z Nią na tyle długą, mówią że sprzyja jasnowidzeniu i klarowności postrzegania. Uczy jak łapać dobre okazje w życiu. Sama tak postępuje. Gdy w lesie pojawi się wyłom, akacja potrafi szybko jako pierwsza opanować dostępną przestrzeń. Trochę rozpycha się łokciami, nie dbając o to, czy komuś przeszkadza. Jest Drzewem zagadkowym. Święta przewodniczka Kobiecych Bogiń – Matek, przewodzi im wespół z Lipą. Obie znają sekret Kreacji, w połączeniu Ziemi z Kosmosem, docierają do głębin sedna Kobiecej Mocy, wyrażanej przez łono. Ono jest tym, które stwarza i wydaje na świat życie, i można poprzez pracę z nim także wpływać na swoją materialną rzeczywistość. Jest transformatorem przetwórczej energii. Akacja to odrodzenie przez zmartwychwstanie, jak najbardziej pozytywne. Wspiera i chroni w trudnych sytuacjach. Nawiguje w energiach kosmicznych i odpowiada za tak zwaną ‘’Białą Magię’’ która jest po prostu konsekwencją naszych nastrojów, kierunku i uwagi czemu dajemy w życiu. Zaproś do swego życia Miłość, pełnię, szczęście i rozkwit, posprzątaj mieszkanie i siebie, przygotowując im wygodny zakątek. To słówko akacjowe dla Ciebie.

Jesion – Cień Wcieleń

I Drzewa Kosmosu przy Tobie, i Boskie, i Duszy, co tu się wyrabia  Jesion to daleki podróżnik. Zawieszony w bezczasie. Dla mnie i dla wielu to Drzewo, które potrafi dotknąć rdzenia Duszy, rozbudzając w niej drganie, które już nigdy nie zostanie stłumione. Jesiony jeszcze inaczej niż Brzozy ofiarują nam wspomnienia stanu permanentnego szczęścia. O ile Brzoza kieruje na nas energię z zewnątrz, tak Jesion wydobywa co w środku. To co Dusza od zawsze pamięta. Kiedy odnajdziesz gościnnego Jesiona, poczujesz. One dryfują w zawieszeniu, czasem z tych naszych głębin wydobywając naprawdę trudne emocje. Czy jesteś gotowa na spotkanie z nimi? Ale jeśli Twoje wnętrze jest już ‘’posprzątane’’ nic takiego się nie zdarzy. Jesion czczony był przez Słowian na równi z Dębem, bowiem jest on tym, którego nazwać można ‘’Strażnikiem Bram Wymiarów’’. Wierzono, że Jesion jest Drzewem Świata, tym na którego gałęziach spoczywają portale wglądu do innych światów. I godnym śmiałkom miał jesion odkrywać jedynie arkana tych tajemnic. W przekazach pokazuje się zwykle jako opiekun i przewodnik Duszy, zresztą jesiony jako Istoty wielowymiarowe mają naturalne predyspozycje do czułego kontaktu z nią. Godne Drzewo Mocy, wspierające na poziomach. Niezwykłe do odkrywania. Aż ciężko mi rozróżnić które Drzewo jest u Ciebie opiekuńczym, bo każde przejawia jakąś opiekę. Ważne byś odnalazła każde z nich i próbowała choć kontaktu. Podziękowała za tą obecność. Jesion wzmacnia wolę, oczyszcza i przywraca równowagę. Wraca Duszy pamięć Istnienia w Boskim strumieniu. Sam podróżuje do Źródła dryfując na planetach, w poszukiwaniu innych Drzewnych cywilizacji. Jest jak antena, która wyłapuje sygnały o życiu we Wszechświecie. Ścigający nas czasem ‘’cień wcieleń’’ to historie, sprawy i zdarzenia domagające się spojrzenia, a które rzutują czasem na nasz los. Dopóki nie zostaną odkryte, nazwane, zauważone i ‘’przepracowane’’ targają naszymi wyborami i emocjami a tym samym życiem na poziomie nieświadomym. Ważne, by nie popaść przy tym w pułapkę ‘’wiecznego przepracowywania’’ a znajdywać chwilę na cieszenie się życiem z pełnią akceptacji siebie na dany moment. Życie na Ziemi nie jest po to, aby było w każdym calu idealnym. Nie ma w nim też podziału na ”dobre” i ”złe”. I zawsze znajdzie się coś, co nam może ten idealny ”świetlany” porządek zburzyć. Sztuka akceptacji, to nauczyć się w tym istnieć, wobec chaosu zdarzeń. Może to właśnie oświecenie? Fakt, że im więcej zgody w nas, Miłości i dobrych uczuć, tym przestrzeń wibracyjnie układa się ”pod nas”.

Topola Biała – Jedność Wspaniała

Drugie Boskie Drzewo Światła, pokazało się na samym końcu, znienacka. I nie chodzi tu Topoli tym razem o żadne oczyszczanie, w czym wykiełkowaną jest specjalistką. Jest raczej zwieńczem procesu tego drzewnego korowodu i w takiej kolejności jakiej się pojawiły, powinnaś je poznawać. Ciężko znaleźć słowo, aby opisać szlachetny Białodrzew. Królowa Topól. Jedna z kręgu Wodnych Kapłanek, obok Wierzby i Olchy, choć poradzi sobie też w suszy. Topola będzie ostatnią na ścieżce do marzeń, choć też nie chodzi jej dokładnie o to. Bardziej wskazuje na Twój potencjał w manifestowaniu sprzyjającej rzeczywistości. A jest on zachwycający, co już może odbierasz na co dzień w życiu. Nie znam Drzewa, które potrafiło by przewodzić silniej Boski Promień. Czasem zwala z nóg  Jest Drzewem integracyjnym, wibracyjnie bardzo do nas podobnym. Jakby została stworzona na nasz obraz. Jednoczy przeciwieństwa, a ród topolowy prowadzi do harmonii trzech elementów składowych istnienia człowieka: Ciało – Umysł – Duch. Twój Białodrzew odpowiada za Ducha, duszę, powrót do Boga, Wszechistnienie, uzdrowienie duszy, wzrost duszy, odzyskanie jej utraconych aspektów, osobista moc ducha, przejawienie darów, jedność, Boskość Istoty, pełnia kreacji. Ma Topola połączenie z Kosmosem i Ziemią jednocześnie, a podczas uzdrawiania odprowadza energię wartko w przestrzeń wszechświata. Zupełnie inny proces niż biorąca na siebie brzoza. Daje głębokie wglądy w prawdę o sobie. Jest też totemicznym drzewem szamańskim. Podobny żywot do ludzkiego pędzi, żyjąc krótko, intensywnie choć w szumiącym skupieniu. Pewnym osobom dodaje sił i mądrości, chroniąc osobiste pole przed ingerencją. Ciebie też tak wesprze. Kolejne Drzewo, które pomaga zmierzyć się z cieniami przeszłości i uwolnić je, by odnaleźć prawdziwego siebie. To nie może być przypadek…Przejawia Topole uczucia wyższe, jest wykładnią zdrowej Miłości do siebie i otoczenia. Szlachetność, wdzięczność, szczodrość i odwaga to także jej atuty. Pytanie, czy zawierzysz Drzewom na tyle, by otworzyć się całkowicie, potraktować tak samo jak serdecznych, ludzkich Przyjaciół. Biorąc pod uwagę co dla nas robią, jak dbają o nasze codzienne życie w różnych sferach, uważam, że są kimś znacznie więcej. Razem z Topolą na ostatku przejawicie sprzężony Manifestujący Duet. Zaufaj Drzewom.

🌳 Drzewo Mocy: Topola Biała

🌿 Wspierające: Brzoza, Robinia Akacjowa

🍂 Opiekuńcze i Wskazujące: Modrzew, Jesion

🧡 Dziękuję dziś Kasi, za kolorowy, sierpniowy wgląd. A jeśli i Ty czujesz potrzebę rozpoznania osobistych Drzew Mocy, kontaktu z ich energiami oraz doskonalenia swojej wrażliwości, zapraszam Cię na zimową edycję warsztatów i spotkań z Drzewami. Razem odkrywać będziemy ich leśne charaktery, osobowości, wskazówki i przesłania.  Szczegóły po kliknięciu w link poniżej:

Jesienny oddech leśnej Mocy

42823290_1050940305088096_2165215025344544768_n