Jesienny oddech Leśnej Mocy. Wędrowne warsztaty w Naturze.

Jesień wcale nie musi być szara, ponura, i chłodna. Może natomiast być Wędrowna. Powoli milkną odgłosy mocarnych jeleni, płynące porykiwaniami w głębinach Kniei. Lecz w lesie nigdy nie mieszka na dobre cisza. Zanim zaszeleści pod stopami pachnący dywan kolorowych liści, nim nagie drzewa zasną odkryte w swych tajemnicach, wreszcie zanim świat odda się w panowanie wichur, deszczu i słot…

Ruszymy popołudniem, aby skorzystać z ciepłych jeszcze promieni pazdziernikowego słońca, pochwycić resztki dobroci babiego lata, poleniuchować w liściach, a na miejscu być przed zachodem. Za dnia powędrujemy boso po zaoranej miękkiej ziemi, chłonąc w siebie dostatek ciepła ostatnich takich momentów. Wezmiemy z sobą kanapki i coś gorącego do picia w termosach, oraz uważność i szacunek wobec świata natury jaki podziwiać będziemy podczas tej podróży. Przytulimy się do ogromnych klonów i dębów powierzając im swe troski, napięcia, radości, posłuchamy o czym szemrzą i prawią. Będzie to okazja aby skorzystać z kojącej i uzdrawiającej energii zaprzyjaźnionych Drzew Mocy oraz zasięgnąć od nich wieści dla Ciebie. Przekażę Ci w gawędzie swobodnej swoje wieści na temat Dendreoterapii i pracy z energiami lasu. Ciepła jesień to równie bajeczna pora do czuwań pod gwiazdami, jeśli szukasz szelestów…i ciszy. Towarzyszyć nam będą stukoty wszechobecnych żołędzi, kiedy mocarne dęby z ufnością powierzają Matce Ziemi zadanie pomnożenia swego plemienia. Jeśli Twój słuch jest wyostrzony, bez problemu wyłowisz też delikatne tąpnięcia i szmery lądujących listków. Strojni w kolory spadochroniarze, okrywają spracowaną ziemię przytulną kołderką szeptu. Tak właśnie nuci swą pieśń jesień i to jedna z łagodniejszych piosenek. Ma moc ukojenia duszy.. Czasem zaszeleści w nich jakiś gryzoń, albo spóźnialski jeż, także korzystający z ostatków przyjaznych temperatur. Aromat wirującego listowia, miesza się z zapachem rzadkich grzybów, krążąc paletą przy skraju boru… Piaszczysta granica światów na styku pól upraw ludzkich zapisana jest opowieściami w postaci tropów wędrujących saren, lisów, jeleni, dzików, zajęcy. Spróbujemy odczytać je po trochu, oraz inne ślady zwierzęcych zwyczajów. Zajrzymy w arkana ich sekretów, jakich ślady pozostawiają tu i tam na szlaku swego żywota. Dowiesz się ciekawostek o ptakach, ssakach, roślinach, a przy okazji podszkolimy się ze znajomości zasłyszanych ptasich głosów. To już nie czas bogatych śpiewów, ale ptactwo zawsze wydaje dzwięki alarmujące i wabiące. Przy leśnych babrzyskach smęcą i jęczą jak duchy mocarne łosie. Łagodne sarny, powoli zaczynają łączyć się w pierwsze zimowe grupy. Kolorowe bażanty, z donośnym okrzykiem dają znać o swej obecności. Momentami ciszę drą na strzępy ochrypłe wrzaski czupurnych sójek. Wiewiórki z uporem dopieszczają kunszt swych gniazd i czynią ostatnie zapasy przed zimowym lenistwem. Gospodarna Jesień darzy swój lud szczodrze, dbając by nikomu nie brakło na zdrowiu i obfitości. Zabierz torbę lnianą, nazbieramy krocie szkarłatu dzikiej róży, koraliki głogów i garście krasnych jarzębin. A i kobiałkę małą, do której nieco grzybów się zmieści. Gdy wiatr niespodziany odezwie się szumem w koronach, wtedy się zacznie…setki, tysiące iskier czerwieni i żółci pomkną w dół, na swój przedostatni taniec. My rozłożymy wtedy ramiona, wirując w balecie wraz z nimi, dając otoczyć i pochłonąć się magii. Nad bagnami panuje już chłód, a o szarej godzinie zmroku dziki przebudzają się w barłogach chrobocąc, i z trzaskiem ruszają ku sobie tylko znanym żerowiskom.Mgły budzą się wtedy ze snu, snując i przędąc nieprzeniknione woale powłóczystych zasłon. Siedząc wygodnie i bezpiecznie, będziemy mieli możliwość posłuchać gwaru wszelkiego zwierza, oraz zanurzyć się w szurających sekretach bagiennych ostoi. Kiedy ubywający księżyc osrebrzy przestrzeń swą magią, a mgły zatańczą z pląsami wyczuwalnego chłodu, wówczas poznasz w pełni świat z mojej baśni, którego doświadczam i spisuję na kartach mych opowieści. Zapraszam Cię serdecznie na wspólną wędrówkę połączoną z nocnym czuwaniem w świecie przyrody i celebracją jej bogactw, aby naładować akumulatory zachwytem cudów, pięknem, ciszą, najwspanialszą energią jaką wespół z moimi Drzewami postaram Ci się przekazać. Niech otuli Cię wsparciem przed zwiastunem ciemnej Zimy. Pytaj mój Drogi Gościu o swój termin i przybywaj na jedyną taką przygodę, połączoną z osobistą Transformacją Duszy.

Jaką praktyczną wiedzę wyniesiesz z tej wyprawy:

– Tropy zwierząt, i ich rozpoznanie w terenie: Sarna, dzik, jeleń, zając, lis, borsuk etc. Ciekawostki z życia zwierząt.

– Ślady aktywności zwierząt i ich zachowania: Buchtowiska, żerowiska, kąpieliska, gniazda wiewiórcze i ptasie, doskonalenie warsztatu tropiciela. Tu spektrum będzie szerokie.

– Energie lasu i Przesłania Drzew Mocy. Robić będziemy odczyty. Uczyć, przypominać sobie będziemy pracę z prastarymi Istotami Ziemi, kontaktu z ich świadomością, charakterów, sztuki porozumienia. Po prostu – Dendroterapia.

” Uśmiech Czatownika” Wieczorno – nocne czuwanie (możliwe do świtu) w klimatach i szelestach leśnych, mgłach, szmerach. Słuchanie budzących się dzików w szuwarach! Bezpiecznie, na stogu siana.

– Jesienna stołówka zdrowia – zbiory rajskich jabłoni, dzikiej róży, jarzębin, głogów, grzybów, z opowieścią o ich praktycznym zastosowaniu w przetworach, właściwościach i zdrowiu 🙂

– Ptasie Pieśni. Nauka rozpoznawania zawołań, odgłosów wabiących i śpiewów napotkanych gatunków ptaków.

Kiedy?

Wyprawy realizujemy od początku pazdziernika do końca listopada.

Gdzie?

Rokietnica, k Poznania, Wielkopolskie.
Gościnna kwatera noclegowa podejmuje wędrowców z daleka, razem z wyżywieniem.
Przy zamawianiu miejsc, proszę rzec hasło, że do ”Szepty Kniei na Wędrówki” . 

http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Czego możesz potrzebować?

Zabierz buty wędrowne na grunt suchy, kalosze, torby i koszyk. Garść zaufania i kieszenie pełne ciekawości. Szczyptę wytrwałości, ciepłe ubrania na noc i plecak który to wszystko zmieści  🙂 Termos i co lubisz do zjedzenia. Przydać się też może aparat foto lub lornetka.

Plany mogą ulec zmianie, w zależności od pogody.
W razie dodatkowych pytań zapraszam do kontaktu przez e-mail :

czeremcha27@wp.pl

Podziękowanie za wspólny Dzień Wędrowny, przewodnictwo i wieści: 200 zł / osoba.

Do zobaczenia w lesie!

432763_red-lovely-leaves-magic-beautiful-autumn-splendor-water_2560x1920_h

Dąb Radomir, co z piorunami się bratał. Emocje i uczucia Drzew.

Wędrując po lesie, czytam jego wskazówki. On chwali się w dumie, cieszy radością, syci w strojach, opowiada, pokazuje, czasem żali się, smuci lub i złości. Pragnie i dąży do swej pełni. To znów historia o tym, jak podobne są nam drzewa. Myszkowałem wtedy z otwartymi dłońmi – badając i starając się poczuć drzewne energie otaczające mnie wokół. Uczyłem się -siebie i świata obok. Jeden z tych niewielu spacerów typowo poznawczych. Ileż przypływa, ukazuje się w czuciu… Wzrok uzupełnia te opowieści o pojęcia. Energie zapraszają, wołają, ofiarują, otulają, gdy nagle coś przenika mnie hardym prądem. Brrrr! Ile w tym…lęku? Rozpaczy trochę. Któreś z drzew woła pomocy. Coś mu się stało. To jak sygnał SOS. Ale które, gdzie? Wprawdzie byłem dziś u skruszałej wierzby, co to gnije i się rozpada, lecz ona pogodną była, w akceptacji dla swego losu. Idę tak jak prowadzi, ten sygnał. Trudno go określić, jest solidny, tętni na cały las, ale drzewa wszędzie jakby go ignorowały, oswoiły już z nim. W uczuciu niepokoju, pulsujące i słabnące zawołanie, mówiące jedno: POMÓŻ MI! POTRZEBUJĘ. CO SIĘ STAŁO?

Po kilkunastu krokach, przechodząc pod ogromnym dębem zaciemnia mi w głowie. Plącze nogi i osłabia w parę chwil. Tak pobiera energię moją. To gdzieś tutaj! Ktoś Ty? Okrążam dębowego wojaka i oto ukazuje mi się…potworna wyrwa… Takiej rany drzewo już nie zaleczy. Ona skraca jego żywot o setki. A on…nie chciał chyba. Nie był jeszcze gotów. Dociera do mnie, że musiał oberwać piorunem. Dawno temu. I pozostał w szoku. A drzewny szok potrafi się utrzymywać latami, podobnie jak i ludzi zagnieżdżają się wspomnienia i brak akceptacji, wobec życiowych sytuacji. W takim momencie, srogi, Dębowy Chłop, dawny mocarz tutejszej ostoi, stał się nagle jak małe dziecko. Które lanie dostało, i nie wie za co. Wołał pomocy od innych drzew obok – dały mu co mogły. Ale i one skupione muszą być na sobie, jeśli chcą żyć. Badam dłonią – z wyrwy bije nieprzyjemny ziąb, od drugiej strony dąb jest żywy i cieplutki. Jeszcze się trzyma. Ale… płacze…? Od drzewa rozbrzmiewa mi żal za utraconą potęgą, niezrealizowanym planem na siebie, ból… Jestem w szoku. Nie tego się spodziewałem doświadczyć. Nie o tym czytałem.

Utarło się, że to drzewa są tymi, które obdarowują nas energią, pomocą i wsparciem. Tak przyjmujemy i zakładamy. On pokazał mi, że może być baaardzo inaczej. Przychodziłem do niego, wiele razy. Każda wizyta to był zawrót głowy, osłabienie i ciągnięcie mojej energii, ludzkiej, oh jakże innej i potrzebnej. Mówią, że od takich drzew powinno się uciekać. Wybierać tylko te zdrowe. A ja jestem.Otaczam go współczuciem. Przytulam zrozumieniem. Bo i jest mi jego szkoda. Był tutaj największym dębem, zanim utracił ten odrost. Godzinami rozmawiam i tłumaczę mu co się stało…

– Kochany, potężny, wieczny! Dla mnie jesteś nim nadal. Nic to co Cię spotkało, popatrz wokół! Minie kilkadziesiąt lat, zanim Twój koniec nastanie. Jesteś wspaniały. Jesteś silny. Poradzisz sobie. Ty wiesz, jak przepływa i dzieje się życie. Żyłeś szumnie, piąłeś w górę, może ze swadą, ale spójrz, czy nie pamiętasz podobnych historii ze swego lasu? Pamiętasz, tak działo się od zawsze. Jeszcze tyle przed Tobą. Nie bój się tych owadów, co teraz drążyć zaczynają, i one poniosą Twoją opowieść w próchno dla przyszłych pokoleń żołędzi. ( Nie lubił ich jak diabli ) 
Zaśpiewają Ci ptaki, zabrzęczą chrząszcze, zaszeleści sarna, ryć będzie pod Tobą dzik krzepki. Wszyscy przyjdą podziwiać Mocarza, który cios tragiczny przetrwał…

– RADOMIR… dziękuję.

Przedstawił się tylko, i nic już więcej nigdy nie powiedział. Chodziłem, opowiadałem tuliłem nadal, pokazywałem mu w myślach obrazy jakie życie przy nim teraz rozkwitnie, i jak tu będzie miał wesoło z istnieniem, jakie weń zakołacze. Bo za owadami kręcić się będą ptaki, Ty istniał będziesz jeszcze wiele lat, będąc świadkiem wspaniałego procesu jaki był udziałem Twych przodków, zanim wybrała Cię iskra. To ona zrobiła Cię potężniejszym niż mógłbyś się stać, rosnąć najwyżej. Możesz być nadal… świadectwem wiary, zaufania i odwagi dla innych. Teraz sam dasz życie milionom. Roztocza, pająki, grzyby, larwy wszelkie… A może i sowa z Tobą zamieszka. Z nimi poniesiesz swą opowieść dalej. Nie przepadniesz w cieniu.

lightning-tree-sebastien-del-grosso

Za którąś wizytą odczułem zmianę. Zawsze gdy przychodziłem zaczynało się tak: ‘’pochwycenie’’, a następnie ‘’dojenie’’ mnie z sił. Wtedy mu oczywiście przerywałem zachciankę i rozpoczynałem swoje monologi. Dziś wiedziałem od pierwszych chwil. Udało się  Wreszcie. Zaakceptował. Przyjął swój los, moją wersję, wszystkie wizje i obrazy jakimi go otaczałem. Zrozumiał, coś co wiedział od zawsze, a uciekło daleko dotknięte kalectwem. Poprzedniej wiosny się zazielenił. A miał z tym jakby przerwę, nie wiem jak długą, ani jak to przetrwał. Zazielenił się ocaloną połową i odtąd nigdy już nie próbował naruszyć mojej suwerenności energetycznej, ani niczyjej. Szemra z wiatrem, chłodzi się wilgocią z deszczu, woła ptaki do biesiady, przekomarza z sójkami, po prostu, żyje. Przed nim kilkadziesiąt lat nawet.

Raz ten jeden, to ja pełniłem rolę terapeuty, a drzewo pacjenta. Ileż mi to pokazało, jak wiele przemieniło, otworzyło… Każdemu na wędrówkach opowiadam jego historię, zawsze przystajemy pod nim, a On cieszy się z naszego zainteresowania. Przyjmuje dobre życzenia od ludzi, ukłony podziwu, choć ostatnio mam wrażenie, że chciałby o sprawie zapomnieć, aby nie mówiono już o tym. Odrodził się w nowym. Jest świadectwem potęgi Życia.

🌳 W hołdzie RADOMIROWI, Mocarzowi z Dębowego Szlaku.

IMG_20190921_121645

Leśna medycyna – Dotyk Ziemi. Wiosenna wędrówka Żywiołów.

Są takie momenty, że wzruszenie trzyma tak długo, że nie wiesz co napisać ani powiedzieć. Szczególnie, gdy ktoś pokonuje setki kilometrów specjalnie po to, aby poznać i przytulić dwa drzewa, od których spisałeś dedykowane osobiste przesłanie Drzew Mocy. Ania Chmura przyjechała naprawdę z daleka, bo aż z niemieckiego Hamburga. Tak bardzo chciała je zobaczyć… I choć ma za sobą ponad 550 km jazdy autem przez wiele godzin, mimo późnej nocy, nalega abyśmy jeszcze dziś ruszali do lasu. Stwierdzam, że to dobry pomysł, jeśli po całym dniu hulanki deszczu i wiatrów, niebo wreszcie się rozgwieździło. A jutro znów ma padać. Dobrze wykorzystać taką chwilę. Gdy wychodzimy z kwatery, jest około godziny 23. Noc czarna i cicha. Żadnych zwierząt z bliska ani daleka. Jakby całe istnienie zatraciło, rozpłynęło się w tej ciemności. Podążamy wzdłuż polnego rowku, który objęły we władanie pożyteczne bobry. W nim ścielą się pocięte kłody wierzbowych ofiar. I choć niewiele widać, uczę jak najlepiej rozglądać się w tym świecie o takiej porze, żeby przegapić jak najmniej. Zobacz! Jeśli przykucniesz i spojrzysz bardziej od dołu, jest spora szansa, że na ‘’szczycie horyzontu’’ pola, dostrzeżesz maszerującą sarnę, dzika, lub nawet lisa. Ich czarne sylwetki odcinają się nieznacznie na tle nieba, i można wtedy przeczekać aż zwierzę przejdzie. Tak właśnie trzeba tu zerkać, jeśli nie ma z nami księżyca…

Uszy uspokaja szeleszczący pluskot strumienia. Zostawiamy go za sobą i wreszcie stajemy pod czarną ścianą delikatnie szumiącego lasu. Tutaj zawsze robię krótki postój nocą. Pierwsze, głębsze wejście do leśnej krainy, aby poczuć ją wszelkimi zmysłami. Można długo tutaj stać w ciszy, nie niepokojąc zwierząt. One dalej położonymi ścieżkami wychodzą ze swych ostoi na pola. Nasłuchujemy ich kroków. Jak spokojnie. Pozdrawiamy mieszkańców leśnych w pokłonie, i wyciągamy dłonie przed siebie, aby poczuć energię tego miejsca. Nagle:

Trrrrrrr….

Odezwało się drzewo. Trzeszczy od środka.

– Trrrrrrrrr, kuiiiiiiiiiii, – odpowiada mu drugie z jękliwym piskiem. Dęby omawiają coś z Sosnami.

Brzmi nieziemsko w tych ciemnościach. A to przecież zwyczajne odgłosy tego świata. Przysłuchujemy się tej trzeszcząco – skrzypiącej rozmowie drzew. Ania zadaje im szeptem osobiste pytania. Cichutko nuci pieśń, jaka odezwała się nagle w sercu…Robi się baśniowo. Wzruszenie. A one odpowiadają, potwierdzają… Myślę sobie wtedy, że z nimi jak z nami. Komunikacja werbalna i niewerbalna. Ta energetyczna jest mi już znana. A na tą postrzegalną fizycznymi zmysłami, coraz bardziej i głębiej zaczynam zwracać uwagę. Gadają tak pięknie, że nie mamy ochoty stąd iść. Do marszu rusza nas dopiero zimno. Idziemy więc dalej piaszczystą dróżką, z jednej strony mając sosnowy młodnik, a z drugiej bezkres pól. Tam stoi jakiś wielki dziad… Czai się w mroku. Wygląda rzeczywiście jak olbrzym, witający otwartymi ramionami śmiałków w swoim świecie. Można z daleka się go wystraszyć. Proszalny dziadyga pilnuje tu miedzy, a jego istotą jest pień zamarłej, pokonanej przez wiatry dzikiej gruszy. Kiedy spoglądam na pustkę pól, nie mogę pozbyć się wrażenia, że równo z nami przemieszcza się jakiś duch. Pojawia się w postaci ciemniejszej plamy. Ludzka sylwetka. I można czasem aż zwątpić, czy z horroru rodem to świat, czy może jednak kraina baśni…

P90309-003433

Siadamy z odpoczynkiem nad bagnem, gdzie ma zwyczaj kryć się i zamieszkiwać największe zwierzęce bogactwo. Delikatna rozmowa, przeplatana momentami medytacji. Spontaniczna lekkość. Nie każdy potrafiłby odnaleźć się w bagiennej ciszy. Bóbr chrobocze przy olszy, coś nieśmiało sobie majstruje. Odpowiadają mu sennie żurawie, jakby zza grubej zasłony. Wybudzone na moment, za chwilę gasną w ciszy. Z pól dobiega jękliwe, tęskne zawodzenie jakiegoś zwierza. Mimo, że znam niemal wszystkie, tego głosu uparcie nie udaje się odkryć. Zostaje dreszczyk tajemnicy. Słychać pogłos dalekich kaczek. Ja z głębin bagna odbieram jeszcze niski bulgot kilku dzików, jednak to dźwięk tak subtelny, że nie zawsze da się go wychwycić. Mimo wszystko, jak dla mnie bardzo tu dziś cicho. I pomyśleć, że za 1,5 miesiąca to miejsce zmieni się tak, że nie będzie wiadomo czego nawet słuchać. Nad nami iskrzy w czerni, udekorowana srebrnymi lampionami, bezkresna otchłań kosmosu. Pojedyncze chwiejne obłoczki umykają szybko, nie chcąc mącić świętości nieba. Ania zachwyca się gwiazdami, których w takiej ilości nigdy nie widać w miastach. Doskonale ją rozumiem, bo mimo upływu lat, ten widok również mi nie powszednieje. Doceniam. Choć wiem, że to ‘’pikuś’’ w porównaniu z tym, co można zobaczyć, na przykład w górach. Wzrok zestroił się już z tym światem, nie straszna nam ciemność. Trwa jedna z tych pięknych chwil, bardzo bliskich życiu…

Chmurka.jpg

I tak minęła nam pierwsza Noc Wędrowna.

Krzesimir

Kiedy rankiem przybywamy do dębu, sprzyjająca pogoda kończy się. W oddali pędzą bure, wściekłe kłęby rozjuszonych obłoków. Gradowa burza porywa nas w objęcia znienacka. Nadleciała na skrzydłach granatowych chmur, pędzona pejczami zimnych porywów pogodowego szaleństwa. Z nieba prażyły boleśnie pędzące ku własnej zgubie, miniaturowe lodowe kulki. Dla Ziemi to jak masaż. Woda Życia, w nieco innej formie. Nam w kurtkach też nie szkodzi. Biała kurzawa szarpie wzmagającymi falami, jakby chciała stratować, rozgnieść, zmiażdżyć wszystko na swojej drodze. Szare smugi przelatują w furii nad polami, zderzając się ze ścianą lasu. Tam hamują nieco swój impet. Drzewa szumią jak bezmiar oceanu. Ania jest tak zjednoczona z dębem, że nie zwraca uwagi na to co się dzieje wokół. Olbrzym przekazał brzmienie swojej siły, zaufania, pewności. Jest totalnie wyciszona. Spokojna. Nawet się uśmiecha łagodnie. Nic więcej nie trzeba… U mnie odwrotnie. Jestem bardzo pobudzony. Jednoczę się z huraganem, cały śpiewam w środku i mam ochotę gnać przed siebie polem, oddając się w objęcia żywiołu. Dzikość istnienia, sedno duszy przejawienia.

P90309-140040

P90309-140120

Dąb nas osłania. Opiekuńczy pień przyjmuje na siebie całą siłę sztormu. Co to dla niego… Nie takie rzeczy tu przetrwał. Powszedni chleb życia dębowego. W pewnej chwili dostrzegam jak nad polem, w tej całej zawierusze frunie jakiś maleńki ptaszek. Co kawałek opada i przysiada na Ziemi. Nie daje rady. Grad psuje widoczność tak, że nie sposób rozróżnić gatunku. A on uparcie, podrywa się. Nie leci w krzaki, tylko na przestrzeń. Zgłupiał? Na dalekim horyzoncie przeciera się już na niebiesko. Może i on, w swej małej mądrości ptasiej wie, że to tylko marcowa chwilówka? Trwała 10 minut. Kiedy znów wynurza się słońce, sosny olśniewają czystym złotem, obdarowane wilgocią ulewy. Drzewa przywdziały jedną z szat przedwiośnia, tak rzadko podziwianą przez wytrwałych wędrowców. Zachwycamy się tym długo jak dzieci, chwytając dłońmi resztki ostatnich kropel. Jak cudnie! Świat wymalował gałęzie blaskiem. Żarzą się w glorii, obwieszczając, że przetrwały i są gotowe do wiosny. Z dębu bruzdami kory spływają kaskady maleńkich wodospadów, pojąc drzewo do pysznego syta. Cuda błyszczą w świetle kryształowych diamentów, gdy na koniuszkach gałęzi osadzają się łzy niebios. Być tutaj, w pełni tego co się dzieje. To jest to, czego niektórzy szukają.

Pod niebieskim niebem maszerujemy już dalej, podziwiając ciemne okapy ogromnych świerków. Prężą się dostojnie, niczym maszty niewidzialnych okrętów. Pokrój piramidy. Energetyczna antena. A z nami podąża delikatny szmer. Mówi się, że w lesie pada dwa razy. Ja bym powiedział, że nawet trzy. Z drzew, krzewów, gałęzi, pączków i paproci opadają na mchy i liście resztki ulewy, czarując magiczny pogłos. Echo wdzięczności roślin, za dar wody. Szemrząca modlitwa lasu. Wnet stajemy nad rozległą łąką, mizdrzącą się w pełni słońca. Jak dynamiczna zmiana, przez krótką chwilę… Uroki marcowego klimatu. Tu witają nas powykręcane sosny i zmurszałe brzozy. Odeszły naturalnie. Tak jak powinny odchodzić drzewa. Część złamana przez wiatry, wywrócona odsłania ogromne wykroty. Inne podziurkowane dzięciolim kunsztem, rozsypują się już od własnego próchna. Rozglądam się za gniazdem strzyżyka, które widniało tu zeszłej wiosny, jednak nie przetrwało. Lubię to miejsce i często wysiaduję tutaj przy księżycu. Skraj lasu jest świetlisty i łagodny. A nie poskromiona przez człowieka natura, ukazuje wspomnienia swojej dawnej dzikości, niestałości i bezładu. Uczta dla zmysłów. Nad nami zmagają się z wiatrem czarne kruki. Tutejsza para. Wykorzystują podmuchy do wyprawiania zaskakujących fikołków, w popisach swojej zręczności. Frywolna zabawa z żywiołem. Jakże chciałoby się tak samo… Podziwiamy w uśmiechach. Ciekawska sójka chyłkiem wyziera spomiędzy gałęzi, podglądając nieznajomych. Tak tu błogo… Klękamy na ziemi, dłońmi dotykając mokrej ziemi traw. Ania w ten sposób pobiera energię naszej Ziemskiej Matki, utwierdza w jej polu, pozbywa swych blokad, oraz stara się poczuć wnętrze lasu przed wkroczeniem do jego świętej przestrzeni. Błogosławieństwo Życia. Choć tego akurat nie praktykowałem, pozostaję zachwycony. To jest ten szacunek właśnie, tak mi bliski. I wiem, że sięga dużo głębiej swym sednem.

P90309-143124

P90309-141130

P90309-142856

P90309-143457

Rzeka

Chyba nigdy nie planuję solidnie trasy. Zawsze podążam tam, gdzie ‘’woła’’. Intuicyjnie. Bo i każdemu potrzeba czegoś innego, a las najlepiej wie, gdzie skierować kroki wędrowca. Maszerujemy zapomnianą ścieżką, upajając się kołysaniem i poświstami drzew. I w dole dostrzegam mozaikowy ols, za którym wyczuwam bliskość wody, znając nie od dziś te tereny. Akurat przechodzą tamtędy sarny. Przeczekujemy, aż nieświadome naszej obecności piękności, oddalą się poza słyszalność. Wkraczamy na błotnisty, podmokły szlak w pełnej pokorze. Głowy obracają się w zdumieniu, podziwie, zachwycie… Tu rozegrała się natura, z pełnią głosu swojej kreacji. Rozlała dzikość. Wymyślna, nieujarzmiona macierz Przyrody, posłużyła się cząstką swej mocy, ukazując co potrafi. Nie chce się wierzyć, że parę kroków od głównego szlaku mieści się takie bogactwo. Ścieżynka wydeptana jest przez dziki, sarny i jelenie. Łagodne zejścia do wodopojów i brodów, gdzie zwierzyna przeprawia się na drugi brzeg. Rzeczka nie jest może aż tak szeroka. Dla jelenia na jeden skok z biegu. Pluszcze łagodnie przepływ na bobrowej tamie. Ależ tu się dzieje! Cuda otaczają nas na każdym kroku. Drzewa powalone, przegradzające drogę, owoc pracy ziemi i bobrowych robotników. Wzięły się nawet za wielkiego dęba. Niektóre kłody mokre i śliskie, na innych rozkwita bogactwo grzybów i pleśni, kolejne otulone zielonymi kożuszkami mchów. Zaczarowana kraina obfitości. Tyle organizmów, życia, form. Któż je policzy i nazwie? Choć czytam regularnie przyrodnicze książki i wertuję atlasy, wielu nie poznaję. Powalone drzewa tworzą zdradliwe mosty dla śmiałków, dziś nie będziemy jednak próbować swoich sił w takiej przeprawie. Gdzieniegdzie gęsto ścielą się trzciny wespół z kępami sitowia. Grunt jest grząski, choć stabilny. Kaloszom błoto nie szkodzi. W ziemi znajdują się głębokie dziury, akurat na szerokość nogi, przepastne, zalane wodą. To stare bobrowe tunele bezpieczeństwa, albo odpowietrzniki podziemnych komnat. Bardzo trzeba uważać, by w coś takiego nie wpaść. Nie jest to ani trochę przyjemne, parę razy mi się zdarzyło. Odtąd w bobrowym królestwie poruszam się dużo ostrożniej. Przed nami wyłania się widok, na imperium płynnego błota. To kąpieliska dzików. Niecki są rozległe, widać, że baraszkują tu całe grupy. Widzę te watahy oczami wyobrazni… Ptaki dokazują śpiewem, a spośród nich na czoło wybija się strzyżyk. Drugi brzeg jakże jest odmienny od tego którym podążamy. Łagodny, zasypany liśćmi, wygląda jak kawałek miejskiego parku. Dwa różne światy. Ale olchowa kraina czaruje serca bardziej. Z iloma rzeczami muszą zmagać się tu drzewa. Niestabilność gruntu, osunięcia, bobry, czyhające na większą ranę grzyby i pleśń. Mimo to szumią i rosną. Powalona brzoza z ogromnym wykrotem. Gniazdko zawieszone na krzewie przypomina o bogatym ptasim istnieniu, przegląda się w promieniach słońca. Utkane, wyplecione z suchej trawy cudeńko. Tak kruche. Aż dziwne, że nadal wisi. Puchata kryjówka ptasich skrzatów i pcheł, chłonie do słomianego wnętrza resztki ostatniego ciepła dnia.  Inne krzewinki, tak skarlałe i powykręcane, przystrojone zielenią mchów, pozostają bajeczną zagadką. Są tak odmienne. Jakby wyrosły z innego wymiaru. Te podziwiamy długo. Czas się tu nie policza… Mchowe poduszeczki wiszą na koniuszkach jak bombki. Śmierć tu, czy życie rządzi? Zastanawiam się spoglądając. Jeszcze parę kroków, i dostrzegam rozwleczone, brązowiejące kości większego zwierza. Obok fragment sarniej nóżki. Czyżby urzędowały tu jednak wilki? Podobno są w okolicy, ale nie tutaj. Ani trochę dreszczu czy strachu. Ciekawość badacza. Na samą myśl, radość z wilczej obecności. Na rozwidleniu jednej z olszy, przysiadła paproć. Mam ją na wysokości głowy. Jak ‘’weszła’’ tak wysoko? Niezwykłość. Tu zostajemy na dłużej. Nie wiadomo na co spoglądać, aby nasycić zachwyt. Całe szczęście, że to zwierzęce królestwo spisuje swoją opowieść głównie nocą. Olchy bujają raz sennie, to z ożywieniem. Opowiadają dziejące się tu zagadki. Siedzimy nad wodą w ciszy, upojeni pięknem przebogatego świata. Tak mija nam popołudnie.

P90309-153325

54516582_2537411173000020_8516492197426626560_n

P90309-150839

P90309-152053

P90309-150335

P90309-154428

P90309-150522
Bobrowy dół – uwaga!
P90309-150040

P90309-150942

P90309-151054

P90309-150720

P90309-154345

P90309-152634

Brzozy, łąki, i szuwary – Czas Przesłania

Długo trzyma wzruszenie, gdy wiesz, że ktoś pokonuje setki kilometrów, aby dotknąć i przytulić drzew, od których wzięło początek jego przesłanie osobiste. Taneczne, kochane brzozy. Niejedno pokazały i często ratowały mnie w różnych przypadłościach. Zawsze wesołe lekarki. Osiadły na skraju lasu, tworząc powitalny szpaler. Możliwe, że zostały posadzone. Robi się chłodniej i snują granatowe chmury z niespokojnym wiatrem. Dotykamy, tulimy i staramy się poczuć, co też dziś dzieje się w brzozowych nastrojach. Kiedy Ania dłuższą chwilę łączy się z jedną w uścisku, wiem, że czas nadszedł… Przykładam usta do białej kory, zaczynając wypowiadać tamte słowa:

Dzika radość, śmiech wśród łóz,
Zaczął się tu taniec Brzóz,

Przez las aż się niosą wstrząsy,
Takie wyczyniają pląsy,

Figle, harce, głupie psoty
Wnet znikają już kłopoty.

I weseląc się uśmiechem,
Obdarzają jego echem,

Lekkość taka płynie w nas,
Jakiej nie zna nawet czas,

Hej siostry, stańmy w kręgu miłości swej!

I tak tęskniąc za bliskością,
Obdarzamy się czułością,

Już nie straszna nam pogoda,
Wnet zaczyna się swoboda,

Podaj śmiało mi swe ręce,
A ja z Tobą się zakręcę,

Zawrzyj na pniu obie dłonie,
I tak mocno – tul się do mnie!

Hej! Splećmy gałęzie w księżycowym blasku,
Pora już doczekać brzasku.

Błyska świtem pierwsza zorza,
Taniec swój zaczyna Brzoza

W słońcu koi się z uśmiechem,
Tchnąc radości swej oddechem,

Na mej korze pocałunek złóż…
Dłonie razem mocno przyłóż,

Poczuj tej jedności tchnienie,
Wnet objawi się spełnienie

Zatańcz ze mną w rytm nowego,
Bardzo czuję, że chcesz tego!

Wiruj z tęczy grą kolorów,
Odkryj magię swych wyborów…

…Przybył wiatr,
Tańca brat,

Brzoza już się w tan ochoci
I rozgląda co tu spsocić,

Oddech lasu pochłoń lekko
I jak liście szuraj miękko,

Nie potrzebne tu zaklęcia,
Zaraz znikną Twe napięcia

Teraz ręce, lewo – prawo!
Już cieszymy się zabawą,

Pochył lekko, góra – dół!
Giętko jak ja, ukłon wpół!

Dołącz do nas ludzkie dziecię,
Jesteś wyjątkowa w tym świecie,

Zwracaj do mnie się w potrzebie,
A zatroszczę się o Ciebie ❤

Ledwo kończę wymawiać ostatnie frazy głos grzęźnie w gardle. Mój gość szczerze płacze. Ja również jestem wzruszony i szczęśliwy – że mogłem coś takiego drugiemu człowiekowi podarować. I moim kochanym drzewom. Energia brzóz zmienia się odczuwalnie. Teraz zrobiły się błogie i troskliwe, choć nadal w duchu wesołości. Są zadowolone. Takie chwile kochają wszystkie drzewa, choć wiem, że dla nich to coś bardzo dawno zapomnianego. Mało już na świecie wędrowców i wieszczy, czujących ich istnienie, mówiących wierszem. To niezwykła chwila i piękne spotkanie dusz. Przypominam sobie, że to właśnie Ania pomogła mi w zeszłym roku przekroczyć kolejną granicę wyrażania siebie, i zatańczyć z drzewami. Przełamać własne opory i blokady. Tak powstał Brzozowy taniec w Uśmiechu Serca. I teraz… zaczynamy wirować jak wiatraki, pląsać i skakać aż do zawrotów głowy. Z nami baluje wolność i szczęście. Oh te dusze! Im tak niewiele potrzeba do pełni.

P90309-164836

Warchlaki

Z pola nadlatują chłosty zimnego wiatru, a ja opowiadam o brzozowym życiu i nietoperzach, jakie fruwają tu latem. Jesteśmy niedaleko jednego z większych i bardziej niedostępnych bagien w okolicy. Maszerujemy łąkową dróżką, gdy niespodziane, ostrzegawcze chrummm! wyrywa mnie z zamyślenia, zasiewając zdumienie. Nieruchomieję. W krzakach po lewej zakotłowało się nieco. Dziki! Tchnę szeptem. Przykucamy natychmiast i oto naszym oczom ukazuje się tak rzadko podziwiany, piękny, leśny cud. Bo pod gałęziami wierzb oplątanych ’’zielskiem’’ rozrabiają małe dziczki. Nie widać ile ich jest, ale jeden jest łaciaty, zupełnie jak świński prosiak. Poruszyły się na ostrzeżenie lochy, a teraz uspokojone ciszą gramolą się przez gąszcze, jakby czegoś szukały. Nie boimy się ani trochę. Zachowaliśmy się jak rasowi wędrowcy nieruchomiejąc na ostrzeżenie zwierzęcia, a ona uspokoiła się. Był to raczej odgłos skierowany do małych niż do nas. Podziwiamy w uśmiechach jej dzieci hałasujące na ściółce. Jakie to szczęście! Widzieć dziki za dnia, i jeszcze malutkie.  Nie zdarzyło mi się dotąd z gościem. Dziękujemy jej w duchu za zaufanie i zdarzenie. One wiedzą, przed kim się otworzyć, pokazać, nie bać. Ostrożnie, miękko i na palcach odchodzimy dalej, ciągle nie dowierzając szczęściu tej wyprawy.

A przed nami przejrzysty, podmokły zagajnik, pełen ścieżek i tropów. Widać, że urzędują tu właśnie dziki. Zresztą, gdzie byłoby im lepiej. Okolica pusta, odległa i mało uczęszczana, z morzem zalanych trzcin. To ich raj. Jeszcze parę kroków i oczom naszym ukazuje się… Cmentarzysko Drzew. Takie określenie przychodzi, gdy spoglądam na to co się tu stało. Taniec życia i śmierci. Powywracane olchy, leżące brzozy rozłupane do niemożliwości przez dzięcioły, toną w stosie własnych trocin. Tam obsunięty pochylony jesion, kłody i bele w różnym stopniu rozkładu. Pod korą suchej olszy jakieś larwy zostawiły w drewnie swoją pieczęć. Być może to przyczyna. Ale grunt jest żyzny, luzny i grząski, więc i wiatr musiał dołożyć swojego dzieła. Takie widoki uwielbiam. To właśnie natura w pełnej krasie. Panuje tu dzika świętość…i życie. Dopiero po chwili dociera do mnie, ile odzywa się ptaków! Na suchych olchach przysiadły gwiżdżące szpaki, wszędzie uwijają się sikory. Szpacy w zabawie miauczą, naśladując z uciechy myszołowy, których nigdzie nie widać. Gdzieś dalej śpiewa trznadel, a niedaleko strzyżyk. Słyszę jeszcze pełzacza, jakieś drozdy i ziębę. Niezły gwar, jak na start marca. I widzę, że właśnie to drzewne cmentarzysko tak ja przyciąga. Tutaj w gnijącym drewnie i pulchnej ziemi mają pod dostatkiem różnych larw i nasion. Bo choć miejsce na pierwszy rzut sprawia ponure wrażenie, jest po prostu ptasio zaczarowane. A my oczarowani. Niski przelot żurawi nad trzcinami, które nie spostrzegły nas w pośpiechu. Chrypią. Szassst, prast! Łomoczą szuwary. Tam jest jeszcze jeden dzik! A nawet rozróżniam dwa. Buszują z tęgim łoskotem, a buzia mojego gościa promienieje w uśmiechniętym blasku, gdy szeptem wyjaśniam co się dzieje. Wiem, że nie wyjdą tutaj. Wiedzą o naszej obecności. Ale swoje pohałasują. Dla mnie zwyczajne już odgłosy, dla kogoś kto nie słyszał, moc wrażeń. Kładziemy się na powalonych kłodach i słuchamy dziczego teatru szmerów. Ramionami otacza nas ogromna wierzba – sekret życia. Jak jest stara nie odgadnie nikt, a płoży się jak potworna ośmiornica. Nie wiadomo gdzie przód, początek, tył. Za to pełno dziupli, otworów i pustych jam. Pewnie mieszkają tam bagienne skrzaty. Prawie noc, choć zostało ciut widoczności. Sunie wielka chmura. Marzec znów dokazuje. Pierwszy deszcz przeczekujemy ufni pod gałęziami wierzby, ale wzmaga się tak, że pora stąd zmiatać.

P90309-173502

Szybko wydostajemy się z bagiennego zadrzewienia, i w strugach ulewy gnamy w biegu przez łąkę do najbliższej czatowni. To ostatnia najlepsza chwila. Zaraz się zacznie…

Deszcz nie przeszkadza stadom wędrujących gęsi, które przelatując nisko nad lasem, głaszczą nasze uszy osobnym szumem. Potrąbiają ostatnie żurawie, a powietrze świszczy cięte przelotami kaczych skrzydeł. Zwyczajny ruch, jak to nad bagnem. Kojący szmer deszczu przybiera na sile. I wtedy wybiega czarna plama. Dokładnie z tego miejsca, gdzie spotkaliśmy warchlaki. Locha. Wygląda jak wielki pies. I tak też truchta okręgiem przez darń, jakby czegoś szukała. Wiem. Sprawdza teren. Zatoczywszy koło wnurza się z powrotem w szuwary. Miękkie tło deszczu zupełnie ją zagłusza. Pozostajemy zachwyceni, wdzięczni, że dane nam było podpatrzeć jeden z wielu sekretów tego świata. Mijają minuty w szelestach kropel. Już ledwo co można rozróżnić, choć to jeszcze nie pełnia nocy. Wzrok ludzki i tak posiada zadziwiające właściwości adaptacyjne. Po dłuższym czasie praktyki, można po większości terenów poruszać się bez latarki. Rozróżniamy odcienie szarości, burego, brązowego, czarnego. Zupełnie wystarczy, aby nie połamać sobie nóg. I w tym gasnącym widoku dostrzegam tylko wielką sylwetkę, która w pospiesznych krokach przemierza łąkę, wnikając do lasu. To musiał być jeleń… Ania nie zdążyła zobaczyć.

Kiedy wyziębieni wracamy do auta, nad polem przelatuje jakaś sowa, a na przełaj truchta chyba ten sam jeleń. Na rzepak się wybrał. Pełen wrażeń, minął nam właśnie pierwszy Dzień Wędrowny. A czujemy, jakby rozpoczął się przed chwilą. Jeszcze nienasyceni.

Leśna medycyna. Wiosenna pieśń Buków.

Siedzimy pod jednym z ogromnych świerków, upajając się ptasim gwarem małego zakątka. Wcześniej leżakowaliśmy na zielonym mchu, sycąc się szumem i odgłosami kołyszących sosen. Grzaliśmy w prześwitach słonecznych. Tak można spędzać godziny. Zatracać w raju. Zwłaszcza jeśli co jakiś czas odzywa się sikora czubatka, i wołają kowaliki. Dzięcioły momentami tłuką między sobą z jazgotem o rewir. Dużo się tu dzieje, energetycznie także. Świerki przypominają dziś wielkie Anioły Mroku, jeśli spojrzeć na te wystające w bok ‘’miotlaste’’ gałęzie. Uzdrawiające procesy leśne mają to do siebie, że dzieją się niespodzianie. Pamiętam jak w pewnym momencie powiedziałem do Anki:
– A idz jeszcze, przytul te Buki. Zapoznajcie się .

Po czym wstałem, i krok po kroku, nieznacznie oddaliłem aby obejrzeć dokładnie jeszcze jedno z prześwitujących mi przez krzaki leśnych bajorek. Nie wiem czemu tak zrobiłem. Jakoś tak, ‘’samo się’’ poszło. Krótki obchód wodnego oczka i podgląd małych sekretów, może 7-10 minut. Wracam. I nie poznaję…

Ania jest cała zapłakana, roztrzęsiona, poruszona. I choć domyślam, że musi dziać się z drzewami, pytam…

– One śpiewają! – odpowiada mi ucieszona. Słyszysz jak terkoczą? I naśladuje głos.

Nie słyszę, choć odbieram je energetycznie. Tulę i próbuję. W mig pojmuję co tu się zadziało. Potrzebna była cisza i samotność, choć na chwilę, aby się dopełniło. Drzewa wiedziały. Zawsze wiedzą co robić. Kto i jak pokierował moje kroki? Świerk, buki, a może cały las? To jest cudowne. Tylko poddać się, zaufać temu prowadzeniu. I jak powiedział Krzesimir – cuda dziać się będą. Odtąd rozumiem, że przekazanie wiadomości teoretycznych i pokazanie wszystkich znanym mi wieści ze świata zwierząt, to nie wszystko. Że trzeba będzie, czasem i tak. Cały czas się uczę. Kobiety… Jak ich energia jest cudownie zestrojona z Ziemią. Znacznie lepiej połączona dziś, niż ja. Wystarczyło tak niewiele…
Długo nie może się uspokoić, a ja przestać cieszyć. Pieśni drzew to najpiękniejsze co można usłyszeć, i często żałowałem, że nie jestem w stanie oddać tego w słowach i opisach. To dzwięki, które słyszy serce i dusza. Docierają do sedna jej jazni… Na zawsze zapamiętane, odmieniają człowieka na wieczność. I płacz trwa. Długo Ania nie może ‘’odkleić się’’ od bukowej braci. Dla mnie to najpiękniejszy prezent, jaki mógł zdarzyć się podczas tego spotkania. Chociaż sam nie słyszę.

Połowa dnia mija pod znakiem słońca, a w drugiej czas nam się pożegnać…Nie jest to łatwe. Chciałaby zostać z drzewami, zwierzętami, ptakami. Na wiele dłużej. Tu jest prawdziwe życie… Proste i dostatnie. Prawdziwe jak tylko można. Wolne od iluzji i piękne – jeśli spojrzeć poza umysłem. A dusza z każdą sekundą wzrasta. Kolejny dzień wędrowny za nami. Dziękuję mojemu światu za cudownych gości, radosną naukę i ten kawałek czasu, spędzony najpiękniej jak tylko było można. Wdzięczność drzewom, i wszelkim istnieniom z każdego wymiaru, jakie objawiły się na tej drodze. A gościom moim niezwykłym – wszystkiego leśnego w życiu.

PS. Informacja zwrotna / powrotna z tej wyprawy cieszy niezmiernie. Ania słyszy już inne drzewa i wołają ją kolejne. Duch obudził się do leśnego odczuwania. Chce przyjechać jeszcze na tydzień, lepiej poznać świat bagien i śródpolnych ostoi. Zaskakuje mnie opowieściami, a samotne dotąd parkowe giganty w Hamburgu, zyskały wierną przyjaciółkę 🙂

A jeśli i Ty chciałbyś odbyć podobną wyprawę z Szeptami Kniei, dołącz do któregoś z naszych tegorocznych wydarzeń: 

Księżycowa Wędrówka w magicznym świecie Przyrody

Przytulanie Drzew – Podróż do Źródła Istnienia

Albo śmiało odezwij się na maila: czeremcha27@wp.pl

P90309-171938

Dzień Wędrowny z Dotykiem Serca. Podróż do Drzew Mocy

Gdzie choć dwóch spotka się, by w Ciszy Serca celebrować Świętość Natury, tam zadzieją się cuda. Tak powiedział mi Dąb Krzesimir, na moje pytania odnośnie wspólnych wiosennych wędrówek z drzewami. I cuda działy się od początku wyprawy. U progu lasu powitał nas kolorowy bażant. Kogut pysznił się barwami, paradując strojny w królewską szatę, wcale się nie bojąc. Słowiański feniks odrodzenia. Dla mnie bardzo ważny znak. Kiedy rok temu poprowadziłem pierwszą wiosenną wyprawę do śpiewu słowików, również naszą grupę powitał i pożegnał bażant. Doskonała okazja, aby na wstępie opowiedzieć coś o pochodzeniu i zwyczajach tych ptaków. Agnieszka przyjechała aż z Gdyni na dwa dni, po to aby odwiedzić Drzewa Mocy, dowiedzieć czegoś więcej o nich, oraz nauczyć księgi czytania lasu, zaznajomić z obyczajami zwierząt. Na co dzień zajmuje się czułym masażem, przywracając ciału pamięć rozkoszy delikatnego dotyku. Miłością rozpuszcza blokady. Ale nade wszystko ukochała żywot wędrowca w podróży. Dziś miała jednak podążyć na szlaku jedynej takiej wędrówki.

P90304-114720
 
Pierwszego odwiedzamy właśnie Krzesimira. Dziś dąb wydaje się być nieco ospały. Oto pierwsza lekcja dendroterapii w praktyce. Nigdy nie nastawiać się na to, jak będzie z drzewem. Uszanować i przyjąć wszystko, jak samo zechce nas przyjąć. Chwila powitania z oddali. Kłaniamy się. Długo tulimy go oboje w ciszy, słuchając nawoływań przelatujących gęsi. Czasem lądują ich tu setki na pobliskim polu. Różne odczucia. Jakie to niezwykłe. Jeszcze przedwczoraj nasz kontakt z dębem był głęboki i bogaty, a dziś jest tak delikatnie. I jak to bywa, w pewnym momencie, nasyceni energią zaczynamy jedną z tych długich rozmów. Trudną do zapamiętania. Coś o osobistym spełnieniu, pracy, przyrodzie, jej niszczeniu, odczuciach drzew, i najdziwniejszych sprawach wszechświata. Mam wtedy wrażenie, że dąb uważnie słucha. Tak, odbieram to. Jeden z moich przyjaciół powiedział kiedyś, że Krzesimir to wcielenie pewnego mędrca, z dawno nie istniejącego już lądu o nazwie Lemuria. Takie wybrał sobie doświadczenie. Gotów zawsze byłem w to uwierzyć, widząc jak poprowadził mnie w życiu. I kiedy wypowiadam te słowa, między nami wirująco osiada ostatni suchy listek. Patrzymy sobie w oczy, głęboko poruszeni. Drzewo odpowiedziało potwierdzeniem. Zapomniana komunikacja. Obok siebie dostrzegam ślad po sarnie, która przychodzi poleżeć tutaj nocą. Nieco dalej, odcisk małego dziczka. Ile on ma tu przyjaciół. Przychodzą tak samo jak my, pewnie po prostu dobrze czując się w jego towarzystwie. I każdy znajdzie swój czas i miejsce. Gdy wczoraj wieczorem kierowały się do niego sarny, on przekazał im, że mają jeszcze nie podchodzić. Zatrzymały się w oddali. Byłem akurat ja. Wycofałem się cicho, zostawiając zwierzętom i drzewom przestrzeń do własnych spraw.

P90304-171453

Po długim pożegnaniu z dębem, ruszamy piaszczystą drogą pod lasem, w kierunku Dębowego Szlaku. Bardzo wieje, choć jest ciepło. Po niebie pędzą tabuny granatowych chmur, co i raz pozwalając wyjrzeć cierpliwemu słońcu. Mijamy tropy jeleni, saren i dzików, odciśnięte w ziemnym pamiętniku. To dobra trasa aby im się przyjrzeć, gdyż tu wychodzą z lasu na pola, żeby skosztować specjałów z ludzkiej stołówki. Oto przed nami. Dębowa droga. Bardzo dobre miejsce do poznawania świata drzew. Są tu jesiony, akacje, i klony. A każde inną opowiada historię. Można dłonią uczyć się odczuwania, gdyż każde promieniuje nieco inaczej. Tu Dąb Radomir, niegdyś największy mocarz tej ostoi. Dziś rozdarty na pół piorunem trwa jeszcze, zieleniąc się każdej wiosny. Minie kilkadziesiąt lat, zanim ostatecznie się podda. Ta rana jest zbyt wielka aby ją zabliźnić. Poświęcone Bogowi Perunowi przez słowian Drzewo, nie do końca potrafi poradzić sobie z jego potęgą w kontakcie. Chropawa kora, pełna głębokich bruzd tworzy przerwy, które nie przewodzą płynnie energii błyskawicy. Drzewo zazwyczaj pęka od środka, gdy zostaje porażone. Co innego takie buki, których gładka kora w ulewie doskonale przekazuje do ziemi moc błysku. One potrafią to przetrzymać. Kiedy go poznałem, pogrążony był w szoku i smutku. Wibrował wezwaniem pomocy jak najdalej i rozpaczliwie pobierał energię od wszystkiego wokół, aby się ratować. Nawet od ludzi. Osłabiał w parę chwil. Odbyłem z nim kilka rozmów i dziś odczuwam zmianę nastroju drzewa. Już jest pogodzony i cieszy się tym, co mu zostało. Przykładając dłoń, nad korą, można poczuć różnicę. Od przodu bucha jeszcze ciepło, z tyłu na ranie, nieprzyjemny chłód. Choć drzewa mogą Ci poprowadzić rozmaitą terapię, same czasem potrzebują pomocy. Chwilę tulę jedną z przyjaznych akacji, choć dziś nie pobędziemy dłużej. Obok, w młodym sosnowym zagajniku sycimy się leśnym zapachem. Uśpione pędy sosen, zerwane i roztarte w palcach, choć kleją żywicą, kojącym pieszczą nos aromatem. Pobudza, ożywia i zachęca do dalszego odkrywania tutejszych specjałów. Nad bagnem krąży jakiś ogromy ptak drapieżny. Jest potężny. Chyba w życiu takiego nie widziałem. Pozostajemy w zachwycie i zdumieniu, wobec majestatu ptasiego pielgrzyma. Choć nie dałbym ręki sobie uciąć, prawdopodobnie to Bielik. Miauczące dotąd w spokoju myszołowy, próbują go atakować bezskutecznie. Naruszył terytorium tej pary. Ale widać, że ma to gdzieś. Wnikamy do małego lasku, będącego cmentarzyskiem pokoleń brzóz. Wiele z nich porastają jakieś narośla, huby, zgrubienia. Brzozy wykonały tu ogromną pracę uzdrawiającą, uzdatniając to miejsce dla życia do innych drzew. Proces jeszcze trwa. Choć ja postrzegam to miejsce jako mozaikę życia, tu Agnieszka nie czuje się najlepiej. Niezwykłe, jak bardzo jesteśmy wszyscy inni. Przemieszczamy się jednak tędy jako skrótem, szybko. Temat śmierci i odrodzenia we wzajemnym przenikaniu pracuje mocno u obojga. Dochodzę do wniosku, że to jest tak splecione, że ciężko na pewnym poziomie rozróżnić co jest czym. Jedno umiera, drugie na tym wzrasta. I wcale nie planowałem tędy iść. Choć utarło się, że jestem przewodnikiem, tutaj prowadzi las i energie natury. Im zawierzam. Niezbadane, czasem ledwo widoczne ścieżki zwierzęcych tropów. A niekiedy wołają najbardziej niezwykłe drzewa, dotąd pomijane przeze mnie podczas spacerów. Kawałek dalej w lasku jest już inaczej. Na tarninach zwieszają się kosmate plątaniny chmielu. Śpiewają ptaki i tętni życie. Jakże inna energia, zmieniająca się w ciągu kilku kroków. Ścieżkę przegradza wnet sterta bażancich piór, ofiara innego ptasiego drapieżcy.

Wierzba

Wynurzamy się obok trzcinowiska naprzeciw wielkiej rozłożystej wierzby. Z daleka przypomina ogromnego pająka lub ośmiornicę. Natychmiast przyciąga nas do siebie. Już ją znam. Ma bardzo wygodne konary, w sam raz do leżenia i siedzenia. A rośnie w idealnym miejscu, tuż nad ścieżkami do dziczych kryjówek. Poprosiłem ją jakiś czas temu o zgodę, aby na niej posiedzieć podczas księżycowej nocy. Teraz w majestacie rozlewa się długo wyczekiwane słońce. Sycimy się nim w radości. Za nami skrzypią wesoło leciwe, powykręcane sosny. Widok rozciąga się na morze trzcin, wśród których sterczą maszty olchowych kikutów. Wiem, że tam jest woda i chyba nigdy nie zbadane przez nikogo tajemnice. Wołają żurawie. Agnieszka bardzo dobrze czuje się z Wierzbą, wprost nie mogą się od siebie oderwać. Obopólne szczęście. Ja odczuwam, że nie do końca mi tu błogo, no ale… Jestem dla gościa, a każdy z nas posiada inną energetykę. To nieustanna nauka i ciągły rozwój. Zaczynam głębiej badać wierzbę, przenikając przez warstwy nieco mrocznych, czarodziejskich energii żywiołów. Studiuję ją całą, zachwycając się jej siłą, potęgą i wolą życia. Wzrasta tuż nad strugą, na granicy miękkiego błota i mułu, w którym żadne inne drzewo nie mogłoby przetrwać. Z iloma rzeczami musi się zmierzyć, poradzić! Część konarów już suchych i utrąconych, gdzieniegdzie huba, dziury i przepastne dziuple. Podziwiam jaka jest wytrwała. Jak można istnieć, z takimi wyrwami we wnętrzu, tyle lat? Pani wodnego żywiołu. Jej nie dotyczy ludzka fizyka. Przykładam usta do kory kierując ku niej fragment dawnego wierzbowego wiersza:

W wierzbowym zakątku…
Tam szukaj wsparcia swych planów

Biegną tu ścieżki wątku,
Na odwiecznym szlaku szamanów,

Pokłoń się wody kapłance, pani bagiennych żywiołów,
Bacz by nie tracić w walce, energii dla psotnych chochołów.

Skrzat w dziupli zmurszałej, ogniste wypuszcza iskry,
Pyta dziewczynki małej, czy duch jej w pełni jest czysty.

Noc się zakrada z szelestem, cieniem okrywając sitowie
Opowiada wraz z mroku chrzęstem, o czym śpiewają skrzatowie.

Sowa w mądrości wcieleniu, na spróchniałym pohukuje konarze,
Straszy tym co przeszkadza w spełnieniu, odwagi trzeba Ci w darze.

Zjawa z mgłami przybywa, szeleści w krainie szuwarów,
Zmysły zaklęciem okrywa, przenosząc do dawnych wymiarów,

Czarownic drzewo przodków swych słucha, zaglądając w arkana czasu,
Chce przygotować Twojego Ducha, byś magię sławiła lasu.

Życie, istnienie, i upór, mieszkają w pozornej śmierci,
Wiedźmy swe czary wskrzeszają, czytając z pradawnej pamięci.

Bóbr chrobocze u pnia, końca już wieszcząc nadejście,
Nowego blask świta dnia, przestrzeni zwiastując przejście.

Z czym do nas przychodzisz wreszcie!
Osobistej dokonaj spowiedzi,

Gdy ziemi i wodzie zawierzysz,
objawią się odpowiedzi.

Świat to nie zawsze piękny, ten w którym chcesz się zanurzyć
Pytaj o radę wierzby, z listowia będziemy Ci wróżyć.

Jesienną słotą i wichrem, tam czarujemy przy szarej strudze,
W deszczu szaleństwa ulewy przykrej,
z wszelkich oczyścisz się złudzeń.

Wypowiadam do niej. Znam na pamięć. Drzewne wiersze to takie klucze, otwierające wrota do wspólnego kontaktu. Zaczyna targać wicher, a ona skrzypi dyndającymi kikutami resztek gałęzi. Dzieje się moc. Wiedzma pokazuje swe czary. I już czuję się dobrze. Wierzbowa babcia okazuje się być bardzo czułą, ciepłą i troskliwą Istotą. Otula nas tak piękną energią, że wcale nie mamy ochoty wędrować dalej. Robimy dłuższy postój na herbatę, zasłuchując się w szemrzącej muzyce szuwarów, zjednoczonych z pluskotem strumienia. Następnie podążamy dalej wzdłuż niego, obserwując jeszcze większe wierzbowe zjawy i urwisty brzeg rowu. Na polu dostrzegają nas dwie pary gęsi. Alarmują krzycząc. Są czujne. I choć opowiadam o ich inteligencji, życiu rodzinnym, przywiązaniu i zwyczajach, odlatują ku niebu. Nic dziwnego. Gatunek określony przez człowieka przykrym mianem jako ‘’łowny’’ zawsze pozostanie w ostrożności.

P90304-124305

20190304_125246_Film1

Jesion

Kolejny etap naszej podróży, to polna ostoja, gdzie zamieszkał Jesion Jaremi. Idziemy po miękkiej ziemi, delikatnie zapadając się na śliskim błocie. Przecinamy wstęgi dziczych tropów. Na skraju swego małego raju, oto i jest. To chyba tak naprawdę ulubione z moich drzew, choć odwiedzam tak rzadko. Kłaniamy mu się oboje, a ja próbuję wybadać, poczuć, co też u Niego. Od razu burza radosnych uczuć. Ciężko mi powstrzymać wzruszenie. Widać drzewa cieszą się, kiedy do nich przybywać razem aby wspólnie pobyć. Tak tego łakną, po wiekach przedmiotowego traktowania., prześladowań. I jemu również wypowiadam jesionowy wiersz, jakim kiedyś mnie obdarował. Tulimy się oboje bardzo długo. Za nami w zagajniku szaleje żywioł. Wicher szumi z mocą, jak ogrom oceanu w sztormie. Zdumienie przechodzi w zdziwienie, jak to możliwie, że kilkanaście niewielkich drzew powoduje tak głośny szum. Orgia wiatru pędzi nie wiadomo dokąd. Odkrywam przy tym, ze każdy gatunek drzewa szumi nieco inaczej. Dla mnie jednak najpiękniej nucą sosny. Proszę jesionu o najlepszy dar dla mojego gościa. Nie mam pojęcia, co mogłoby to być. I wtedy dzieje się następny cud. Z zagajnika na pole wychodzi grupka saren, z rogatym koziołkiem na czele. Były z nami cały czas niedaleko. Są bardzo blisko, Agnieszka szepcze, że jeszcze nie widziała z takiej odległości. Widać wyraznie jak otrząsają łebki, skubią oziminę, patrzą na siebie, to drapną kopytkiem. Jestem bardzo szczęśliwy. Cieszę się, że mojemu gościowi dane jest to zobaczyć. Najbardziej obawiałem się podczas wspólnych wędrówek, możliwego płoszenia zwierząt.  I tak staram się unikać ich ulubionych miejsc, ale tu w okolicy takie sarny potrafią pojawić się nawet na osiedlu. Dąb wtedy powiedział, aby się tym nie martwić. Teraz wiem, że drzewa poprowadzą nasze kroki tak, by wszystko zlało się idealnie i nikt nikomu nie przeszkadzał. Moje marzenie właśnie się dzieje. Człowiek, cisza, natura, żywioł, proces, rozwój, zwierzęta. Wszyscy w jednej harmonii, obok siebie. Współistnienie. To jest możliwe… Jak miało się okazać, to był dopiero początek sarnich niespodzianek. Gdy oddalają się nieco, dzielimy się myślami i odczuciami po kontakcie z Drzewnym Bratem. Oboje usłyszeli o pełnej wierze w siebie, i zaufaniu sobie. Kolejny temat do wspólnej pracy,  przerobienia, dyskusji. Zanim pożegnamy się z jesionem, pora zwiedzić jego zakątek.

P90304-134428
Migawka między topolami. 

Podziwiamy lisie nory. Obok walają się resztki kości, po kaczce lub bażancie, oraz czymś większym. Tu również gawędzę nieco o lisich zwyczajach i sekretach rudego żywota. Kiedy z szuwarów wyłania się sarna, nieruchomiejemy, czekamy. Ona przechodzi dalej. Już wiem, że tędy nie pójdziemy. Chciałem pokazać bobrowe tamy, jednak wiem, że jesteśmy gośćmi w tym pięknym świecie. Wycofujemy się, pozostawiając sarnę w spokoju. Na krzaczastych głogach ulokowały się niecki ptasich gniazd. Obserwujemy kunszt budownictwa pokrzewek i drozdów. Do niektórych zaglądamy, odnajdując w ich wnętrzu utulone w śnie liście. Przetrwają tu dłużej, niż ich znajomi w ściółce. Nagle dzieje się znów. Na wierzbie przed nami dostrzegam sikorę ubogą, ale tuż za nią zawisł…raniuszek! Śliczne puchate maleństwo od razu budzi nasz uśmiech. Mój szczególnie, bo to moje ulubione ptaszki, a nie widuje ich się tak często. Ptasi goście uwijają się chwilę i znikają. Ja wiodę na inną ścieżką, którą odkryłem całkiem niedawno. Jest niesamowicie ukryta za gąszczem tarnin, trzcin i niskich wierzb. Z obu stron jej nie widać, i nie wiedziałem o niej przez lata. Zwierzęta korzystają z niej prawie wyłącznie nocą, co już zdążyłem wybadać. Delikatny wydeptany kopytkami i raciczkami trakt wzdłuż rowku, z którego piją. Dopiero tutaj można uświadomić sobie, jakie bogactwo istnienia wszędzie się kryje. Jesteśmy niemal w połowie tej trasy, gdy nagle cichcem podnoszą się trzy buro – czarne sylwetki. Bezgłośnie. Moje zdumienie wzrasta, kiedy rozpoznaję trzy średniej wielkości psy. I można by pytać, co u licha tu robią, lecz odpowiedz jest oczywista. Pół zdziczałe, wybrały się na łów. Nie zwracają na nas większej uwagi, odchodzą i kładą się na polu. Pewnie uciekinierzy z pobliskiej, widocznej na horyzoncie wsi. Wiedzą, że człowieka lepiej unikać… Przynajmniej podczas kłusowania. I możliwe, że mają na co dzień pełne miski, ale praktyka okolic wiejskich, puszczanie luzem, powoduje budzenie się instynktu i chęć do wędrówek. Nie wyglądają na wygłodzone. Obserwujemy jak leżą leniwie. Dla nas jest bezpiecznie, choć właśnie dostrzegamy zmierzającą w ich kierunku niczego nieświadomą sarnę. Jest tuż. Psy podrywają się zaskoczone i pędzą w jej kierunku. Wtedy mnie rusza. Wiem, co potrafią zrobić. Nie będąc tak sprawne w zabijaniu jak wilki, potrafią tropić i ganiać sarnę, dopóty jej nie zmęczą. Rozrywają po kawałku, często w zabawie. Większości nie zjadają.

Wokół pełno wsi, tu zawsze znajdzie się pełna miska. Choć nie jestem na nie ani trochę zły, reaguję, ruszam przed siebie i gwiżdżę. Znają to. Cała trójka posłusznie zawraca i chyłkiem udają się w kierunku wioski.

Kiedy żegnamy się z Jesionem, wiatr wzmaga się do niemożliwości, wzniecając na polach tumany wirującego pyłu i piasku. Szaleństwo unosi się w powietrzu. Tchnienie szału. Kurzawa. Biegniemy do auta, krzycząc prosto w oddech ziemistej zamieci. Heeeej, iiiihaaaaa! Razem z nami mknie wolność i szczęście.

Sosny

Następny w kolejce do odwiedzin jest Świerk Gabriel, ze swoim jakże urozmaiconym i mało uczęszczanym lasem. Skarb w pobliżu siedzib ludzkich, zapomniany i niemal nie odwiedzany. Drzewa chyba wyczarowały tu jakieś zaklęcie. Przecież i ja, uznałem w myślach wiele razy ten wyjątkowy kawałek leśnego świata za nieciekawy, odkrywając jego uroki po blisko 30 latach… Witają nas tyczkowate sosny, kołyszące się niczym łan zbóż. Trzeszczą i piszczą, w niespokojnej rozmowie z wiatrem. Świetlisty bór sosnowy, promieniuje pełnią swojego uroku, kiedy spogląda słońce. Tutaj wiatru nie czuć. Drzewa bujając się, wytłumiają wszystko. Tak tu pięknie! Zatrzymujemy się. Aż chce zakołysać się razem z nimi. Zrzucając plecak czuję, jak bardzo zgarbiłem się mimowolnie podczas godzin wędrówki. Dzieje się jakoś spontanicznie, że oboje ściągamy kurtki i wyciągamy ręce w górę ku drzewnym siostrom… Pora na odprężający taniec. Agnieszka staje nieco dalej, każdy z nas ma swoją subtelną przestrzeń. Ciało odczuwa ulgę. Staram się wejść w rytm drzewnego kołysania, zespolić z jego przepływem. Jakie to przyjemne, i nieziemskie, gdy wreszcie ciało zaczyna razem z drzewami pracować w rytm jednego oddechu. Wymachy ramion. Wszystko luzno, choć żywiołowo. Miał być brzozowy taniec w Uśmiechu Serca, a jest Sosnowy w pieśni wiatru. One świszczą. Śpiewają po swojemu. W duszy nucę z nimi. Żywioł powietrza okazuje się być i niezwykłym wirtuozem. Omiatają nas deszcze lecącego igliwia. Energia ciała i ducha wnet się zmienia. Kładziemy się na ściółce, pogrążając w dotyku prześwitującego słońca. Pachnie grzybami i żywicą. Podziwiamy tańce drzew i białe kłęby wyobrazni mknące po błękitnym niebie. Teraz nie trzeba słów… Czas zatracił się gdzieś w niemym zapomnieniu. A może po prostu nigdy nie istniał?

P90304-160001
Odpoczynek po tańcu w świetlistym Borze Sosnowym.
P90304-155946

Świerki

Docieramy do Gabriela, kiedy pogoda znów się zmienia. Mijamy półmetrowe doły wyryte przez dziki. Wiatr nabiera mocy. Więcej chłodu i nieco deszczu, zrasza co i raz nasze buzie. W oddali nad bagienkiem stoją sarny. Zawsze można je tu spotkać… My znów w drzewnym tuleniu. Agnieszkę przywołał inny świerk, kompan Gabriela. Okazał się być kompanką… Pozostajemy w ciszy długo. Bukowe liście co i raz zrywają się w pląsach wirującego tańca. Gonią się zadziornie tuż nad ziemią. Wierzba ukazała w Agnieszce wcielenie dawnej czarownicy, i odtąd powietrze zaczęło wirować w takich zjawiskach. Wiem, że to jej procesy. Tak dużo się dzieje. W oddali śpiewa pełzacz, i odzywa się skryty grubodziób. Nawołuje dzięcioł czarny i podzwaniają sikory. Praca ze świerkami, to zazwyczaj głęboki wgląd we własny mrok. Świerki są dostojne, dumne, ale też krnąbrne i niepokorne. Nie owijają niczego w bawełnę. Prowadzą do prawdy, bez względu na to jaką ona jest. Sarny podnoszą się, to przemieszczają nieopodal, a ja jestem szczęśliwy, że dzieje się właśnie tak. Że możemy być tu wspólnie razem, i nie wchodzić wzajemnie w paradę. Tak się obawiałem! Kiedy Gabriel powiedział, że mogę tu przychodzić z kimś innym. Ale przecież, sarny? – Pomyślałem wtedy od razu. Wicher szarpie ciemnozielonymi koronami, i robi się coraz mroczniej. Drzewo buja miarowo, jakby to tylko był delikatny dla niego wietrzyk. Można na moment zjednoczyć się z tą siłą. Wycie wichru miesza się z szumem, osiągając apogeum. My nadal tulimy. Niewzruszeni. Wyłączeni. Niezłomni, jak one. Świerki zaczynają rzucać w szale szyszkami, które z impetem rozpędu wgniatają w dywan bukowych liści. Prysznic igieł. I wtedy słyszę ich wołanie…

-DLACZEGO WIECZNIE SZUKACIE POŚREDNIKÓW?
TAK POTĘŻNE, TWÓRCZE ISTOTY…
– DLACZEGO NIE UFACIE SOBIE?

Zdziwiony, nieco przekorny, jak to ja, pytam:

– Ale przecież świerki też muszą polegać na ziemi, deszczu, owadach, innych? Czy same kształtują swój byt?

Odpowiedz zlatuje w furii kolejnych szyszek. Ale nie są na nas złe. Za chwilę wszystko się ucisza. Przebłyskuje słoneczny pomarańcz, który jeszcze dotyka ciepłem aż do zmierzchu. A świerkowe korony błyszczą się w złocie, już zainteresowane jedynie chwytaniem resztek mijającego blasku. Jakby nic się tu nie zdarzyło…

P90304-170846

Dęby

Wieczór spotyka się z nami w przejrzystym, dębowym zagajniku, nad jednym z oczek wodnych. Ostatnia iskra czerwieni wnet znika za ciemnicą gąszczy konarów. Tutejsze dęby bardzo są przyjazne i odkryłem je przypadkiem. Ilekroć tu jestem, nie mogę się nadziwić. Tak blisko ludzi, tyle wspierającej energii… Wystarczy wyjść z domu, kilkanaście kroków… Nie odwiedza nikt. A one otulają nas ciepłem. Grzeje aż w plecy. Jaka różnica, w porównaniu z zimnymi świerkami. Wibrują radośnie. Są może nie aż tak stare, ale wysokie, strzeliste. Grupa rodzinna. Ich siła w rodzie. Wzmacniają się wzajemnie. Odczuwam między nimi bliską więz. Koncert zmierzchu upływa przy okrzykach alarmujących kosów. Jedyny gwar dogasającego dnia. Jest już szaro, a widoczność ciągle spada. Oswajanie z nocą leśną najlepiej poprowadzić właśnie pozostając w nim do naturalnej ciemności. Wzrok ma szansę się przyzwyczajać, a słuch oswajać z odgłosami szelestów, które zgadujemy na bieżąco. Kochane dęby darzą nas błogością, radością, spokojem i ufnością. Mimo ciemności, wcale nie mamy ochoty wracać. Czujemy się bezpieczni i zaopiekowani. Znów nie planowałem, a jednak wyszło najlepiej. Agnieszka wspominała, że boi się nocy leśnej. Tymczasem z dębowym wsparciem, ma się wrażenie, że można siedzieć tu do rana. Mijają minuty wspólnej ciszy w medytacji tego błogiego świata. Przestrzeń uciszyła się, uspokoiła, jakby wiatr wyczerpał zupełnie całą energię. Agnieszka chwyta mnie za dłoń, wypowiadając to tak proste słowo, które jednak na zawsze wzruszenie zapamiętuje. DZIĘKUJĘ. Zadowoleni dębowie emanują poruszeni radością. Słyszę, jak nisko dudniąc, zaczynają coś mruczeć…

Usiedli wędrowcy, w zaufaniu na Ziemi,
Zawierzyli opiece, pradawnych korzeni,

Las w gościnę przygarnął, i wnętrza odmienił,
Uzdrowił przyczynę, już nie boją cieni.

Witają dęby szczodrze, ludzką część rodziny
Będzie Wam tu dobrze, bardzo tak cieszymy (dudnienie)

Hmmmmm, hummmmmmm,

Czujcie się bezpiecznie, z nami w jednym domu,
Tutaj nic wrogiego, nie zagraża nikomu,

Goście radość niosą, w ciszy się jednocząc,
Dęby tym co wiedzą, podzielą ochoczo

Mhmmmmm, buhhhhhhhh

W Ziemi dudni ruch.
W gwiazdach srebrnych pamięć przeglądamy,
Matkę naszą Świętą, pieśnią sił wspieramy

DĄB. Do siebie wejrzyj w głąb.

Znajdziesz tam moc, która Cię odmieni,
Zaufaj podstawie, swych własnych korzeni
HUMMMMMMMM
SIŁA.

Poczuj jak wypełnia i wzbiera cała w Tobie
Od dawna Tyś jej częścią, w tej jednej osobie

Duch dwojga tańczył dziś z Ziemią,
W boskim zjednoczeniu,
Serca znają już sedno,
Podążą ku przeznaczeniu.

I wdzięczność przyjmijcie głęboką
Agnieszko i Sebastianie,

Wracajcie jeszcze do Dębów
Na kolejne nasze spotkanie.

Nim się spostrzegamy, wokół panuje czarna noc leśna. Jakiś ptak, może przestraszony zrywa się z łopotem nieopodal. Pomruk dębowego echa powoli gaśnie, zostawiając nas z zaufaniem, mocą, i odwagą. Olbrzymy zasypiają. Pora i nas, wraz z ostatnim utuleniem dębowych przyjaciół w podziękowaniu. Choć żadne nie chce wracać. Maszerujemy nad bagnem obok szuwarów, całkiem dobrze widząc w ciemnościach. Gdzieś daleko krzyczy kaczor. Krzesimir jak zwykle miał rację. Tyle wieści, wglądów, niespodzianek. Na te dwa dni, cuda stały się naszą chwilą. To był wspaniały proces ❤

P90304-180622Nocna medytacja pod Dębami. A poniżej cienie wędrowców w świetle dnia.
20190304_145257_Film3

Agnieszka zajmuje się na co dzień masażami. Pomaga ciału przypomnieć sobie, czym jest najdelikatniejsza czułość. Dotyk Serca. Serdecznie polecam jej zajęcia. Można się z nimi zapoznać na stronie:  Dotyk Serca – Aga Wilińska

A jeśli i Ty pragniesz wziąć udział w podobnej wyprawie, skontaktuj się ze mną na e – mail: czeremcha27@wp.pl i koniecznie zerknij do naszego wydarzenia: Przytulanie Drzew -podróż do Źródła Istnienia.
Razem wymaszerujemy naszą wędrowną opowieść 🙂

Świetlisty kod uzdrawiania. Przesłanie Topolowe.

Topole wołały już od dawna. Mimo to i tak nie dotarłem do miejsca, z którego nadeszło wezwanie. Zamiast tego przypomniałem sobie o kilku z nich rosnących znacznie bliżej, stróżujących polnej dróżce niedaleko. W końcu, pomyślałem, energia ta sama, a dla niej odległość przesyłu informacji nie ma znaczenia. Skoro wzywały tak intensywnie i tak długo, to muszą być ważne wieści. Coś przeczuwam. Przecież ogłosiły się patronkami na ten rok. Ludzkie Drzewa…
Pierwszą mijam i tulę się na chwilę. Nie wzbrania się. Wiem, że tutaj się nie zatrzymam, jeszcze za blisko osad ludzkich. Chcę im w ten sposób oznajmić tylko swą obecność na szlaku. Choć wydaje się ogromna, wiem, że tylko mały kawałek jej rozmiarowych możliwości. Odkąd pamiętam, zawsze chyba fascynowały mnie najbardziej. Przyciągały potęgą swych olbrzymich pni. I tuliłem. Zapomniane Drzewo Mocy z dzieciństwa…

2cf42ec01952760bf1c3c357f9dd1db5--art-and-illustration-art-illustrations

Kolejna przywołuje mnie już stanowczo. Każda z nich, obwieszona jest jemiołami, niczym wielkimi zielonymi bombkami. W sumie trudno spotkać topolę, która by ich nie miała. Najpierw delikatnie dotykam kory, pytając nieco i starając się wyczuć czym promieniuje. Ale niepotrzebnie. Ona się zgadza. Siadam więc i kieruję lekkie skupienie do wnętrza drzewa. Przede mną widok na zaśnieżone pola, także spisane i przewędrowane. Proszę Drzewo o oczyszczenie aury i odcinam z przestrzeni wszystko co nie służy – ewentualne podpięcia, astrale, wszystkie energie i istoty, które nic dobrego nie mogą przynieść w rozwoju. I nawet ludzi. Większość Drzew zrobi coś takiego z nami bez problemu, a różnicę poczujesz na co dzień i w życiu. Co jakiś czas zabieg powtórzyć, chyba żeś Aniołem, co to nieustannie dryfuje w Energii Źródła. Przyjęty jestem ciepło przez Topolowy Naród i witany z radością. Czuję się jak członek rodziny, który dawno powrócił do bliskich. Jak mogłem na tyle lat o nich zapomnieć? Ręce drętwieją w energetycznym przepływie, tak jak u Dębu. Mimo, że kontaktuję się z nią po raz pierwszy, już tak obdarza. W miarę upływu czasu, zaczyna dziać się więcej. Znów pokazują się te znane złociste linie/aury/ fantomy. W zarysie, w kształcie drzewnych gałęzi i pni. Są jakby energetycznym przedłużeniem drzewa. Dotąd myślałem, że coś takiego pokazuje się jedynie przy jesionach, ale topole obwieszczają widocznie, że to bez znaczenia. Im bardziej ufam temu co widzę, tym dostrzegam więcej. Więzy te biegną w niebo, ale są też obecne cieńsze na trawach i krzewach wokół. Łączą tutejsze rośliny w jeden ład. I choć zachwycam się tymi widokami, ona prosi by przekierować uwagę na nią. Jej głos jest głuchym, kobiecym echem, dobiega jak z pod wody. Majestat. I tym razem recytuję fragment wiersza podany mi niegdyś przez Topole. Bardzo osobisty, który okazał się być wtedy dla mnie swoistym proroctwem, które się sprawdziło. Za wskazówką kieruję wolę do pnia drzewa. Wnikam – duchem, świadomością? I wtedy zauważam natychmiast. Jasno – fioletowa, kula, kręcąca się gdzieś pośrodku pnia. Fioletu blada domieszka. Światło jest mocne i krystaliczne, niczym blask gwiazd. W pewnym momencie jakby drzewo świadomie zaczynało nim ruszać – wspina się nieco w górę, po czym opada w dół. Nagle zjeżdża aż na sam dół, zostawiając we wnętrzu pnia ślad gasnącej smugi. Wybałuszam ze zdumienia oczy, czując co mi się w środku dzieje…

644c88907a39decde36d44d27a6468ea

Nagle jakby dotknął mnie zastrzyk Miłości. Każdy kto zna stan zakochania, wie o czym mówię. Z tą różnicą, że to coś dużo mocniejszego i głębszego. Wypełnia piersi i rozświetla serce, aż tracisz oddech i w głowie lekko się kręci… A ona dalej to robi. Jakby pompowała ‘’to coś’’ do mojego wnętrza. Dziękuję? Przy otwartych ponownie oczach dostrzegam zarysy lekko złotych kopuł przy każdej z nich. To ich osobiste pola, aury. Tak pięknie świecą. Szkoda, że moje postrzeganie jeszcze nie pozwala mi na widzenie kolorów w większej skali.

W rozmowie podaje mi swoje imię, które niemal natychmiast zapominam. Nastrój jest na tyle przyjemny, ja wygłupiam się, żartuję. Bo jest mi tak dobrze. Wstaję i tulę się z wdzięcznością, i coś tam wtrącam o Roku Topoli, z sugestią, o co tu chodzi? Dlaczego tak intensywnie to wszystko? I przypominam sobie sytuację z dnia wcześniej, kiedy po mocno oczyszczającej medytacji smartfon zawiesił mi się na godzinie 03:33 . Działał, czas mijał lecz główny ekran uparcie pokazywał te liczby. A ona rzecze z wyjaśnieniem. Głosem głębokim, stanowczym, wodnym nieco…

– Rok Topoli. Rok Trójki. My jesteśmy trzy. Czarna, Biała, i Szara. Teraz jest ważny czas. My zostałyśmy wybrane do tej pomocy dla ludzi. Dawno temu już. Zobacz ile procesów się dzieje. Sam widzisz po sobie. Po tyle spraw tu przyszedłeś. Uzdrowienie ciała, odzyskanie utraconych dawno aspektów świadomości i duszy. Ciała się nie bój. Ono stara się nadążyć za duchem. Rozmawiaj z nim. Dziękuj. Wnikaj. I przybywaj do Drzew w razie potrzeby. Teraz. W przekazie z wczoraj otrzymałeś znaczenie szarej siostry. Wszystko dąży do unii, do jedności, harmonii. Ciało, umysł, dusza. Drzewo też je posiada. Każda z nas, na ten czas będzie mocno wspierać każdą z tych przejawów, zależnie jak komu będzie potrzeba. O tym mów. To bardzo ważne w tych przemianach. Drzewa są tu po to aby Wam pomóc przez to przejść. Tyle wzrastały, czekały, poza czasem. U nas płynie inaczej. Nie umieramy. Integrujemy się, a nasza świadomość trwa. Dlatego nas słyszysz. Były na to wieki, epoki, jeszcze przed ludzmi. Warunek dla nas: Odejść naturalnie i dać pochłonąć Matce Ziemi. Bez ścięć. To samo dla Was czeka. Taka integracja. Potrzebna jedność. Teraz tak ważne! Trzy siostry, Boża Trójka. Z czym zostały zasiane w tym dawnym planie do pomocy. Dobrze się domyślałeś, naszej łączności ze Źródłem. Jest to mocniejsze niż u innych drzew. Dlaczego? Ponieważ każde z nas zostało w planie stworzenia przejawione z innym zadaniem. Nie tylko ludziom, zwierzętom wszelkim, najmniejszym istotom i nam samym też. Ludzie – ilu rzeczy nie znali, które od zawsze były. Odkrycia prowadziły do rozwoju i wzrostu. Pierwiastki, materia, zastosowanie, wyścig. A teraz nastaje czas odkrywania Drzew i tylu innych rzeczy. Tu jednak nie będzie gonitwy. Każdy w swoim tempie. Zapamiętuj: 

🌳 Biała: Duch, dusza, powrót do Boga, Wszechistnienie, uzdrowienie duszy, wzrost duszy, odzyskanie jej utraconych aspektów, osobista moc ducha, przejawienie darów, jedność, Boskość Istoty, pełnia kreacji.

🌳 Czarna: Ciało, choroby, dysharmonia, dolegliwości, uleczenie, oczyszczanie, wzmocnienie, szkodliwe energie i promieniowania.

🌳 Szara: Świadomość, podświadomość, emocje, te nieuświadomione, nieprzepracowane, zapiekłe, zepchnięte. Bez tego nie pójdzie nikt do przodu. Miłość Zródła. Ją przekaże w odczuciu każda z Nas.

The Tree of Life at DisneyÕs Animal Kingdom -- Nighttime Artist Concept

Informacji sypie się tyle niespodzianie, że obawiam się czy spamiętam.

My prowadzimy do Boskiego Światła. Nie każdemu łatwo je poczuć. Nie od razu można. Tak mocno poblokowani niektórzy. Biegają tu ze sztucznym światłem, przejeżdżają w pędzie zagłuszając się obcym głosem. Głucho, ślepo, bez czucia. Najpierw ta praca dlatego. Ciebie rozpoznajemy. Krzesimir – Ojciec Mędrzec zostawił swój znak. Zostawili inni. Dlatego za każdym razem już Ci łatwiej, głębiej. I dziś otrzymasz coś zupełnie innego. Boski promień. Sycimy się nim od początku wzrostu. Nam powierzono to coś, co nazwałbyś słowem ‘’kody’’. Źródłowe. One uzdrowią wszystko. Dlatego wołamy ludzi. Ziemia też woła, wibruje, dudni, błyska. Coraz mocniej. Odbierasz to czasem. Matka niecierpliwi się już. Potrzebuje Was świadomych. Potrzebuje nas wszystkich. Ten wzrost jest tak prosty, a tak trudny zarazem dla wielu. Sami, sami to na siebie nałożyli. Niech ludzie szukają, pytają, tulą Nas. Wszędzie jesteśmy. My zrobimy co potrzeba u każdego. W ciszy. Widzimy, czujemy, odbieramy każdego z Was na tylu poziomach. Nie trzeba nawet wiedzieć, nazywać. Odejdzie każdy odmieniony, uzdrowiony. Więcej niż każdy ludzki terapeuta dostrzegamy. Zapomniałeś? Niczego nie schowasz. Ale nie trzeba się wstydzić niczego co jest. Człowiekowi trudno pokochać czego nie lubi w sobie, lub co wyparł. My to robimy. Od razu. Bez oceny. Sam już wiesz. Ludzkie Drzewa mówisz. Będziecie wzrastać równie szybko jak my. Dziwili się Topolom. Czas nasz potrwa dłużej niż ten ‘’rok’’. Ty już otrzymałeś kawałek światła do uzdrowienia tego co domagało się od miesięcy. I JAK SIĘ CZUJESZ? 

Rzeczywiście. Ta Miłość ‘’ich’’ rozpiera całość istoty, aż bębni w głowie. I dotarła aż do przedramion – nie miałem pojęcia, że coś takiego można w ciele odbierać. Podobno czucie takich stanów całym ciałem, możliwe jest tylko w śnie. I tak kiedyś miałem. Oddycham głęboko. Ryczę. Myślę. Próbuję pojąć. Tulę i tylko jedna myśl – jak my tak możemy? Wy dla nas tyle, a my z piłą… gdyby każdy mógł usłyszeć ich pieśń, przekaz, słowo, poczuć opiekę i te stany… Przytulaj, nie rań. Nie ścinaj. Żywa ofiaruje tyle więcej. Od jakiegoś czasu przy zamykaniu oczu i wzruszeniach, widzę złocisty pył. Jak rozsypany brokat. Teraz jest szczególnie widoczny. Kiedyś myślałem też, kiedy coś mi nie wychodziło, że one są niezadowolone, gniewają się, oceniają. Nic z tych rzeczy. Nasze ludzkie pomyłki mają sążniście w korzeniach. I życiowe wybory generalnie gdzieś. Zawsze otulą miłością i zrozumieniem. Doskonale pojmują, że wszystko jest doświadczeniem. Jaką drogę wybierzesz, Twoja rzecz, czy najprostszą czy okrężna. Będą Cię wspierać. Po to tu przybyły. Pamiętam jakim zaskoczeniem było, kiedy to pojąłem. Choć uwaga: potrafią też nieco się zezłościć i dać prztyczka, ale to zupełnie inny temat wobec innych sfer. Krzesimir potrafił markocić i dąsać się, kiedy go nie słuchałem. Ale i on ostatecznie zawsze przygarniał z czułym:

– A nie mówiłem?

Z przekory, pytam jeszcze o Osikę, no bo jak to, mówicie, że trzy, a ona też Topola. Choć nieco inna. Umysł lubi się czepiać…

Pokazuje mi obraz kobiety, która wygląda tak świeżo i zdrowo jak wcielenie samej wiosny. Stoi z rozłożonymi rękoma na wprost osikowego zagajnika. Świeci słońce, a ona z uśmiechem poddaje się pieszczocie wiatru. Widać, że bardzo to wszystko czuje. Osikowe listki drgają nieśmiało, a z tej muzyki szelestów wypływają białe pulsy drżącej energii. Nieco chaotyczna. Zachowują się nietypowo. Wypłynięcie spod liścia jest swobodne, po czym następuje skok – przyspieszenie o kawałek, i tak dalej, dalej, kolejny skok na coraz większą odległość i coraz szybciej. Jakby napędzało się samo własnym ruchem. Wnikając w ciało kobiety, wydobywają z jej energii jakieś szarawe kulki. Oczyszczanie. Wiedziałem, że osika ma dar harmonizacji żywiołu powietrza i naszej aury, ale nie że wnika zabierając…

– TO DO KOMPLETU TWOJEJ wiedzy. Cząstka. Będzie Ci potrzebna. Korzystaj. 

Uff… Nie tego się dziś spodziewałem. I pomyśleć, że mijałem je tutaj od tylu, tylu lat.. bez większego zainteresowania. A zdziwiony jestem wszystkim. Mnogością informacji, i Ogromną Miłością, jaką zostałem ukochany. Szok następuje sekundy później, kiedy otrzymuję na telefonie wiadomość od osoby, która z mężem chce przybyć aby poznać ‘’moje’’ Drzewa. Gapię się zdumiony w ekran. A ona… chyba mnie właśnie ochrzania.

– A czego się spodziewasz przychodząc tak rzadko. Raz na tydzień, raz na dwa? Gdzie się podziałeś? W Twojej pracy powinieneś pozostawać w przepływie. Natura wymaga kontaktu i łączności. Nie ma zgody do tak długich przerw, zwłaszcza jeśli jesteś zdrów, a zdrów będziesz jeszcze więcej przychodząc jak najczęściej. Ty tego potrzebujesz bardziej niż czegokolwiek. 

Faktycznie, ostatnio się zaniedbałem mocno z wędrówkami. Uważałem, że trzeba nadrobić zaległości w pisaniu, i czekałem ciągle na lepszą pogodę. Rozleniwiłem się, i sporo rzeczy się zatrzymało. Tymczasem na topolowym ‘’miłosnym paliwie’’ przebywam polami blisko 20 km. Nie czuję znużenia. W drodze powrotnej przysiadam się do jeszcze jednej, gdzie równie prędko otrzymuję kolejny ‘’zastrzyk’’ i szybuję na skrzydłach tego błogiego wzlotu. W brzuchu zaczynam odczuwać kręcące ciepło. Kiedy tam wnikam, obserwuję kłębiące się chmury pomarańczowych oparów. Drzewo rozkręca mi czakrę genitalną. Słusznie! Tam gnieżdżą się emocje, strachy, twórczość, energia seksualna. Oj, było ostatnio poblokowane. Czułem ostatnimi czasy nieokreślony chłód od pasa w dół. Brak przepływu…I wiele rzeczy po prostu… się nie działo. Najlepszy dowód, że po powrocie zaczynam pisać jak szalony. Coś również mówiła. Ale nie pamiętam. Serce rozkręciła. Jedyne co mnie zaskoczyło, to znów bardzo otwarty i przystępny kontakt, od pierwszej przysiadki. To zdarzenie potwierdza mi, że jednak są w pełni gotowe na pomoc. Że to ich rok, ze wsparciem dla nas, gdy rozkładają z zaproszeniem do wspólnej podróży swoje olbrzymie konary. Czas nastał. Grzech nie korzystać. Szukajcie, przytulajcie, świećcie i wzrastajcie zatem!

Wszystkiego leśnego na ścieżce rozwoju 💚

IMG_4233

 

2019 – ROK WSPANIAŁEJ TOPOLI

O ile pierwsza połowa 2018 roku mijała nam w energiach głównie dębowych, a potem od sierpnia, brzozowo – jarzębinowych, tak zamyśliłem się, które też z drzew patronuje i prowadzi leśnie w roku 2019? Natychmiast i zdecydowanie ukazały się Topole. A zatem – oj będzie się działo… proszę państwa zapinać pasy, i szykować się na magiczną wędrówkę po świecie cudów, zmian, manifestacji i osobistych transformacji 

32768351_581201605581326_883316267019141120_n

Drzewne podsumowanie roku 2018 można określić w paru zdaniach. Szlachetni Dębowie wzmocnili nasz osobisty hart i wolę do działania, wydobyli odwagę Duszy, wskazali jej cel. Ofiarowali wszelkie ukojenie, poklepali po plecach, ukazali nowe ścieżki i możliwości. Zasiali nadzieję, wiarę i moc, z pełną siłą dębowego wzrostu. Uzdrowili przestrzenie rodowe, ratowali po ‘’głupotach życiowych’, przepędzali wszelkie objawy obcych ingerencji w osobiste pole. Ale przede wszystkim pomogli wcieleniom osadzić się i odnaleźć w kwestiach męskich. A potem Ziemia zadudniła tak że… Dęby potrzebowały trochę czasu, aby dostosować się do nowej rzeczywistości wibracyjnej Matki Ziemi, nauczyć przyjmować i transformować zalewające nas fale słonecznych rozbłysków. Uśpiły się nieco. Wtedy przybiegły brzozy. Pierwsze do światła. Wnet przestrzeń wypełniła się śmiechem, wesołymi tańcami, psotami, dokazywaniem, wygłupami. A brzozy ważne miały wieści na tamten czas. Dużo śpiewały o radości, oraz jak to one określiły ‘’kreacji z poziomu uśmiechu serca’’. Kto wychwycił, przyswoił i skorzystał, temu radość i szczęście migota aż dotąd. Niemal jednocześnie z brzozami szumiały jarzębinowe krasawice. Brzozowe prysznice i ‘’chłosty’’ energetyczne wymiatały wszystko co nie służy, jeśli ktoś z ufnością poddawał się tym zabiegom. Największy drzewny dar Stwórcy dla ludzi, w którym zawarta jest informacja o tym jak żyć lekko, prosto, i przyjemnie. Oba gatunki dopełniły oczyszczenia osadzając siebie i nas mocno w Energiach Źródłowych. Ten przepływ dzieje się dotąd i silnie wychodzi podczas pracy z Drzewami Mocy – błyskają światłem aż ciepło i błogo. Jeszcze w końcówce roku na czoło wychylił się Buk, znowu działając w polu rodowym, gdy tymczasem z nowym rokiem przyszły Topole…

Siewcy Marzeń 

Zapomniane, pomijane, wyparte… przysiadły sobie cicho na skrajach polnych dróg, w łęgach i dolinach zalewanych okresowo łąk. W swoim świecie – poza czasem. Zupełnie jak nasze marzenia. Moc Topoli ujawnia się dopiero we współpracy z wiatrem. Wtedy to z cichego osadnika przeistacza się w gromko szumiącego Olbrzyma. Siewca marzeń, ogłasza nowy bieg zdarzeń. Czy wiesz, że jedna Topola potrafi wyprodukować nawet do 26 milionów nasion rocznie? Lekkie, ‘’watowane’’ białawe kłębki, żeglują wtedy w powietrzu na skrzydłach wichur z oddechem burzy. One przypominają nam o tym co sami zasiewamy w procesie kreacji. O każdym najmniejszym nasionku – przecież ma ono szansę wykiełkować. Aby to się stało, potrzebuje wylądować w dobrym miejscu – najlepiej nie zarośniętym, względnie wilgotnym i pustym. Marzenia potrzebują również takiej dobrej przestrzeni. I o ile drzewo zdaje się ufnie na ślepy los, my sami możemy wybrać i stworzyć warunki dla zaistnienia naszego marzenia. To duży plus. Żywot Topoli, jakże podobny jest do ludzkiego. Znają one dobrze wszystkie nasze bolączki i to z czym się na co dzień zmagamy. Same nie wzrastają w łatwym środowisku. Zadaniem drzewa pioniera jest przecierać szlaki i przekształcać ubogie siedliska, w coraz bardziej zasobne ostoje. Podobnie jak my doświadczają chorób, pasożytów, i nie żyją zbyt długo – jak na drzewa. Oczywiście nie jest tak, że wszystkie Topole, podobnie jak i nie ludzie. Jednak to właśnie na nich najczęściej dostrzeżemy jemioły – drzewne pasożyty rozsiewane przez ptaki. Można to przyjąć jako nawiązanie do naszych podczepów astralnych na aurze i obcych ingerencji. Topole przypominają o marzeniach, tych zapomnianych i nie zrealizowanych. Mówią o tym, że nawet to co wydaje się tak nierealne i odległe, ma szansę wykiełkować. Oraz o czasie, który ucieka aby je spełnić. Jednak im, w odróżnieniu od nas, zawsze starcza czasu na najważniejsze życiowe cele. Mówią nam o konkretnym działaniu, które uruchomi dla Ciebie nowe energie wspierające i przywieje sprzyjające okoliczności. Nie myśl tylko, nie afirmuj, ale też mów o swym Marzeniu! Użyj swego głosu, niech jego wibracja ogłosi wszechświatu Twój świadomy zamiar. Powiedz o tym drzewom z którymi się zaprzyjaźnisz. Mogą być anteną wzmacniającą Twą intencję – jeśli się na to zgodzą.

Równowaga – Integracja Cienia 

Topola Czarna – ‘’Sokora’’ i Osika to drzewa ‘’dwupienne’’ – dla mnie symbolizują jedność przeciwieństw i te dwa walczące w nas wilki. Ostatecznie i tak oba pochodzą od tego samego źródła – Ono jest Stwórcą wszystkiego co jest. Spokojna medytacja w towarzystwie topól również może zabrać nas wędrówkę po własnych nieodkrytych światach. Jej silne pole zabezpieczy naszą przestrzeń przed wykorzystaniem energetycznym. Topola, dając wgląd w echo własnego cienia pomaga uzdrowić najdawniejsze emocje i tym samym otwiera drogę do najprawdziwszego siebie. Zapomniany to, choć niezawodny przyjaciel. Aby spojrzeć na swój mrok, udaj się do Topoli Czarnej. Nie jest tak, że drzewa i ich właściwości ‘’zrobiły się przypadkiem’’, albo ktoś sobie wymyślił. One także są darem Boga, po to, abyśmy mogli wspólnie wzrastać i rozwijać się w podróży do Wszechmiłości. Rok wsparcia Topoli (Biała, Czarna) jest świetną okazją, aby przyjrzeć się obu stronom w sobie. I do tego oczyszczająca Osika…

topola

Topole mają potężną możliwość przesyłu Boskich Energii Źródłowych – zdecydowanie większą niż inne Drzewa. Dlatego też tak mocno wspierają nasze marzenia. Przecież wszystko, czego istota ludzka sobie zażyczy, jest przejawem jej samopoznania i rozwoju, dlaczego więc Bóg miałby tego nie wesprzeć? On w ten sposób także doświadcza rozwoju i poznaje siebie. Dla tych którzy są gotowi, czas będzie najlepszego się dział, ze zdumiewającą manifestacją wszystkich celów i pragnień. Praca z Topolami nie jest łatwa, a to z uwagi na różnorodność z jaką działają na organizm ludzki. To drzewa nieco krnąbrne, obdarzone dużą dozą indywidualizmu. Oczyszczają mocno i szybko. Czasem mam wrażenie, że nie za bardzo wiedzą co robią – po prostu robią. Brzoza ma znacznie lepsze wyczucie i jest bezpieczniejsza. Z Topoli korzystać powinno się ‘’w skrajnych przypadkach’’ kiedy chcemy uporać się z czymś trudnym, oczyścić dogłębnie po ciężkich energiach. One są z natury przyjazne, ale to wieloletnie zapomnienie i traktowanie ‘’po macoszemu’’ przez człowieka odbiło się na ich nastroju wobec nas. Niejednemu człowiekowi dobrze zrobi takie Topolowe oczyszczenie i będzie się czuł jak nowo narodzony, z szalejącym zapasem energii nawet na dwa tygodnie. Jakiś czas z nimi tak miałem. Inny – nie wytrzyma dziesięciu minut i zaśnie, bo Topola zassie zbyt dużo energii osobistej. Pracować z nimi więc trzeba bardzo ostrożnie, z bacznym zwracaniem uwagi na to, jak się czujemy. Właśnie z uwagi na ten ich indywidualizm, bo działanie jednej Topoli nie jest jednoznaczne z tym, jak zadziała na nas inna kawałek dalej. Bądź uważny na odczucia płynące z ciała i swój komfort. To najlepszy kompas. Topola odpowiada za uczucia wyższe – szlachetność ducha, oraz wspiera nawiązywanie szczerych przyjazni, oraz obdarowywanie miłością. W kraju napotkamy głównie cztery gatunki Topól – Białą, Czarną, Szarą i Osikę (drżącą). Reszta to pośrednie mieszańce z innymi gatunkami, lub przybysze zza granic. I to bardzo ciekawe połączenie… Na ten rok prym wiedzie Biała, reszta w kolejności jak powyżej. Oczywiście, wiodące energie drzew zawsze mogą się zmienić.

Białodrzew, piękny i harmonijny we wzroście uczy nas jak najlepszego wykorzystania dostępnej energii. Jako jedno z niewielu drzew posiada wyjątkową właściwość – potrafi absorbować światło również białą, spodnią stroną liścia. Topola zwana Osiką, niewiele jednak ma wspólnego z przysłowiowym strachem. Jej główną rolą jest zadbanie o oczyszczanie przestrzeni powietrza – dlatego listki nieustannie drgają, przy najmniejszym podmuchu. Te drgania rozpraszają wszystkie męty i zastoje energetyczne, także w organizmach innych istot. Warto stojąc przy osikowym zagajniku rozłożyć do nich ręce, i poddać się tym wibracjom. Zobaczycie różnicę  Jednak ważne, aby też nie za długo. Osika również potrafi zadziałać ‘’osłabiająco’’ (sennie) i podobnie jak Topola Biała, ma zdolność absorpcji światła drugą stroną liścia. Listki osiki nie drgają w rytm lęku, a cieszą się z nowych możliwości. To kolejne – Drzewo / Pionier zdobywające nowe tereny w służbie dla kolejnych drzewnych mieszkańców. A ryzyko terenów otwartych, to zgryzienie przez zwierzęta. Osika, jako jedyna gwiżdże sobie na to zagrożenie, rozrastając się pod ziemią tworzy skomplikowane sieci korzeniowe. Z nich następnie odrasta w sprzyjającej chwili, i tak wychodząc na swoje. Czyli pokrótce, inwestuj w to co dla Ciebie najbardziej istotne. Jest potężnym Drzewem, które choć żyje krótko, pokazuje jak przeżyć je w pełni, i najlepiej wykorzystać wszystko co nam życie daje, dla własnej radości i szczęścia. Osika idzie przez nie jak burza.. Drzewo to potrafi wykorzystać najmniejszy wiatr, i najdelikatniejszy promień słońca dla swojej korzyści, dzięki drganiom wystawia do blasku obie części czerpiących liści. Topole uczą nas, że wszystko czego poszukujemy na zewnątrz nosimy już w sobie, i mamy wszelkie środki oraz siły aby dopiąć swego. Doświadczanie jest tylko dodatkiem, nie głównym sensem życia. Przybywamy tutaj aby coś zrobić, w zgodzie z boskim planem stworzenia. Drzewo żyje, rośnie i wypełnia swym istnieniem różne zadania. Nie wie co je spotka, może opanują i osłabią jemioły, a może stanie się dziuplastym domem wielu ptaków. A może wzrośnie w potędze przez swój czas, rozpadając się ze starości. Wtedy jeszcze przez stulecia posłuży za schron owadom i nietoperzom. Topola ukochała tereny podmokłe, zalewowe, dolin rzecznych i łęgi. Nie przeszkadza jej, że stoi po kolana w wodzie. Przyjmuje się, że Topola jest drzewem idealnym dla osób samotnych, które pragną odnaleźć w życiu prawdziwą przyjaźń i miłość. Topola wzmaga uczucia wyższe, uczy szlachetności i otwiera nowe drogi na różnych płaszczyznach życiowych. Ucz się, dostrzegaj okazje, wykorzystuj sprzyjające wiatry, i czerp z najmniejszych okoliczności – oto jej wieści. Topoli możesz ofiarować swoje najskrytsze, najczulsze pragnienia otrzymując jej zrozumienie i wsparcie, jednak Drzewo poprosi mocno o jedno – Twoje DZIAŁANIE.

Jako Drzewa Mocy, Topole dotychczas pokazują się w takich znaczeniach:

🌳 Strażnik Czasu
🌳 Siewca Marzeń
🌳 Błogosławieństwo Wyobraźni
🌳 Światło Marzenia
🌳 Cud Kreacji
🌳 Obrońca Marzeń
🌳 Oddech Spełnienia
🌳 Boska Droga
👻 Święto Duszy

Główne Żywioły: Powietrze, Woda
Pomocnicze: Próżnia, Ziemia

I niech te znaczenia, dadzą do myślenia 

Wspomnienia…

Jest rok 2000. Mam około 12 lat. Zapuszczając się coraz dalej i dalej od domu, kolejowym szlakiem, wreszcie odkrywam, na tamten czas dla mnie najpiękniejsze miejsce na ziemi. Łąka wielkości połowy boiska piłkarskiego, łagodnym spadem prowadząca wprost pod pień olbrzymiej Topoli. Ona jakby stróżowała temu miejscu. Otoczone olszynkami, polami, i osikowym zagajnikiem, wtedy jeszcze z dala od cywilizacji. U krańca łąki rowek, okresowo wysychający. Nawadnia sąsiednie olszyny, zbierając spływający nadmiar wody stąd. Mnóstwo zwierząt. Sarny wygrzewają się na zboczach nasypu, a dziki urzędują nocą. W rowku znalazłem traszki. Ogromne drzewo od razu przykuwa moją uwagę. Wyłania się zza wzniesień. I choć rośnie w największym obniżeniu terenu w okolicy, jej wierzchołki górują nad pozostałymi drzewami sporo. U pnia znajduje się szczelina, z której okresami na zmianę okazują się korzystać tchórz i …królik 🙂 Gościnna topola z lokum w pakiecie.

Już wtedy, zacząłem ją regularniej odwiedzać. Zupełnie nieświadomie. Teraz to pojmuję. Tęskniłem do niej. Wizyty powtarzały się różnie, zarówno częściej jak i z dłuższym okresem zapomnienia. Według wszelkich prawideł Sylwanoterapii, nie powinienem był się do niej tulić. Gdy nadeszła wiosna, ona okazała się być wpół martwa i porośnięta jemiołami. Mimo to, połowa drzewa zieleniła się co roku, z uporem wzrastając do życia. Ale mnie to fascynowało. Podziwiałem. Energetycznie działała bardzo mocno. ”Wypieki” i rumieńce na twarzy. Być może rosła na skrzyżowaniu cieków wodnych. Mimo to, po kontakcie z nią czułem się jakby na adrenalinie. Pełen zapał do działania i ochota na życie. Jej energetyczny dar potrafił we mnie szumieć tydzień i dwa Na tamten czas takie pobudzenie było ważne, z uwagi na szkołę. Jest ciepły, słoneczny początek kwietnia. Leżę pod nią godzinami obserwując wędrujące stada czajek i gęsi. Cień przesuwa się, dopuszczając do skóry pieszczotę słońca. Sarny pasą się niedaleko. Z korony spadają wielkie kokony jakichś motyli. A może już poczwarki. Zawsze kiedy wynurzałem się ze wzniesienia, mówiłem ”Witaj Topolo”. Choć rozmów jeszcze wtedy nie było. Z niedalekiego lasu przylatywał dzięcioł i przysiadały z gwarem podróżne szpaki.

Pewnego razu, nie było już widać z oddali podczas wędrówki. Na miejscu powitały mnie zdarte kawałki kory, resztki jemioł i gałęzie ułożone stosy. Zabili strażniczkę. Tą dzielną wojowniczkę życia, pamiętającą czasy jeszcze z przed osadnictwa w okolicy. Tutaj nie zagrażała nikomu i niczemu, nawet gdyby wywróciła się cała. Dlaczego? Dotąd nie rozumiem. Nie macie pojęcia, jak wtedy płakałem. To było 2,5 roku temu. Wraz z nią, odeszła część mnie, którą i może staram się odnalezć w innych drzewach? Dotąd nie znalazłem w okolicy drzewa równie potężnego co Ona. To był skarb – cud, niedostrzeżony. Zasługiwała na więcej. Szumiący świadek czasów odległych, dla którego zabrakło zrozumienia i opieki 🌳

A jeśli pragniesz dowiedzieć się o Drzewach Mocy jeszcze więcej, lub umówić na na indywidualną sesję, pisz, pytaj. Więcej szczegółów po kliknięciu w Sylwanoterapia dla Ciebie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Przytulanie Drzew – podróż do Źródła Istnienia

O czym szumią dęby? Jak śpiewają sosny? Z czego śmieją się brzozy? Las to nie tylko zwierzęta, ale przede wszystkim świat Drzew. Mają one swoje charaktery, osobowości, przesłania… Chcę Ci pokazać i dać odczuć wszystko, czego mogą i chcą nas nauczyć. Pracując z nimi niemal każdego dnia, dowiaduję się niespodziewanych rzeczy o sobie, o innych ludziach, pomagając im wydobyć i puścić wszystko to co drzemie zakopane w zakamarkach ducha. Czasem są to zepchnięte i nieuzdrowione emocje z dawnych lat, a czasami światło inspiracji i nowa droga dla Ciebie, które dotąd jeszcze nie miały jeszcze okazji się ujawnić. Ten spacer dedykujemy właśnie drzewom i nam samym. W uważności czytać będziemy znaki, jakimi obdarzy nas las. Może objawi przesłanie dla Ciebie? Pomogę Ci je odkryć. Przytulimy się do starych pni prosząc o ich pradawną leczniczą energię, wsparcie, oczyszczenie aury, albo posłuchamy o czym zechcą nam opowiedzieć.

31718700_573093669725453_5389686148295557120_n

Prawie każdy z nas ma opiekuna w postaci Drzewa, które wspiera, chroni, i może pomóc, jeśli tylko je o to poprosić. Będzie naszym przewodnikiem w rozwoju i chętnie oczyści aurę oraz ciała subtelne z wszelkich zawirowań i blokad. Drzewa Mocy i wieści od nich mogą być dla Ciebie wskazówką w różnych życiowych wyborach. Sosnowe bory skąpane w promieniach prażącego słońca, tchną już balsamicznym aromatem żywicy aż w głowie kręci..

31886623_573093633058790_5730102717850845184_n

Dlatego zapraszam Cię serdecznie na intuicyjny spacer uważności leśnej. Zobaczysz jak wiele z tego co się w nim dzieje, mogło Ci dotąd umykać. Powędrujemy boso po mchu i piasku jak najciszej, aby nie przeszkadzać mieszkańcom tego świata. Posłuchamy o czym szumią drzewa i podszkolimy ze znajomości ptasich głosów. Zwrócimy uwagę na otaczające nas ślady zwierząt. Dowiesz się czy naszą ścieżkę przekroczyła sarna, dzik, łoś, lis, a może jeleń? Ziemia skrzętnie notuje w swym czasowym pamiętniku szlaki zwierzęcych wędrówek. Nauczę Cię jak z niego czytać. Popatrzymy też na znaki poczynań zwierząt w ich królestwie. Resztki piór objawią nam jadłodajnię krogulca lub jastrzębia, a potłuczone skorupki ślimaków na kamieniu osobliwą stołówkę drozda śpiewaka. Rudy, ubłocony pień starego jesionu opowie nam o dzikach, korzystających z jego chropawej kory, niczym ze szczotki…A to dopiero początek leśnych tajemnic i zagadek.

31956986_615618482121442_3419033807179743232_n

Sylwanoterapia z dawna znana jest jako naturalna metoda leczenia różnych dolegliwości. Z jej darów korzystały pokolenia natchnionych poetów i artystów, którzy wypoczywając w cieniu drzewnych mentorów, doznawali nagle olśnień, przypływów twórczości, przekazów. Natura w swej czułej opiece, zadbała o nasz gatunek już dawno temu, zanim ludzka stopa zaczęła wędrować po planecie, wyłaniając się z otchłani czasu. Przez wieki prości ludzie z wszystkich zakątków świata intuicyjnie udawali się do lasu i tam zawierzali przewodnictwu naszych drzewnych braci. Korzystając z energii drzew leczy się różne dolegliwości, nie tylko ciała, ale przede wszystkim umysłu i ducha. Nie bez powodu, nawet lekarze zalecają rekonwalescentom kontakt z przyrodą i przebywanie wśród drzew. Pewne ich właściwości są naukowo znane i udowodnione – jak choćby dobroczynny wpływ sosnowych lasów i olejków eterycznych na górne drogi oddechowe. Ale drzewa potrafią i ofiarują nam znacznie więcej. Oczyszczając przestrzeń naszej aury, przywracają pierwotną harmonię ludzkiej energetyki, prowadząc do radosnych stanów beztroskiego, błogiego istnienia. Wzmacniają wolę, hart ducha, napędzają wigorem do działania. Poszerzają intuicję, ubogacając życie o przebłyski jasnowidzeń, albo prorocze sny. Napawają życiową odwagą, uczą mądrego gospodarowania własnym czasem i zasobami. Energia drzew jest też doskonałym antidotum na różnorodne lęki, pozwala je świadomie przepracować i puścić wszelkie napięcia. Dodają też ogrom sił witalnych. W ich towarzystwie objawiają się genialne pomysły, a czasem, kiedy przyłożysz ucho do kory…mogą popłynąć od drzewa bardzo osobiste wieści dla Ciebie, np. odnośnie tego, jakie kroki podjąć w życiu, lub jak rozwiązać dany problem. Tą mityczną praktykę słuchania drzewnych wieści staram się szczególnie rozwijać, podczas swojej pracy wśród Drzew Mocy. Właściwości drzew jest zatem dużo, a każde z nich wspiera, leczy, i pomaga na co innego, choć ich główna rola w harmonizowaniu naszej energetyki pozostaje spójna. Dla mnie najważniejsze jest to, że one pozwalają dotrzeć nam do tej najprawdziwszej części siebie, oraz wspomóc proces rozwoju duszy na zawiłych ścieżkach ziemskiej drogi. Bywa, że otulają serce czystą, pierwotną, obejmującą czule najprawdziwszą Miłością, i to stan tak cudny, którego nie potrafię nawet opisać.  Podczas spotkania dowiesz się jak samemu pracować i rozmawiać z drzewami, oraz wieści o ich przesłaniach i właściwościach. Posłuchamy płynących z ich świata wskazówek dla Ciebie, oczyścimy przestrzeń aury i zajmiemy przywracaniem dobrego samopoczucia z harmonią energetyki. Ofiaruję Ci swoje wieloletnie doświadczenie w pracy z ich energiami, inspirowane swoimi osobistymi przeżyciami w kontakcie z drzewami, podczas niezliczonych godzin medytacji, czuwań i rozmów z drzewnymi braćmi. Kierując się wskazaniami duszy, albo jak wolisz, intuicją oraz podpowiedziami samych drzew, wybiorę odpowiednie, przyjazne drzewo i czas leczniczej sesji we wszelkich Twoich sprawach. Razem przyjrzymy się temu co Cię blokuje, przysparza trosk, smutków i korzystając ze wsparcia Drzew Mocy, powrócimy do przestrzeni harmonijnego istnienia. Przekażę wszystko co wiem, i odpowiem na Twoje pytania.

Podczas warsztatów w terenie, poruszać i doskonalić będziemy kwestie takie jak: 

– Podstawy pracy uzdrawiającej z Drzewami

– Jak zaprzyjaźnić się z Drzewem?

– Sztuka słuchania i uważności: Mowa Drzew

– Kiedy ciało drzewa mówi: Co pokazują nam kora, kwiaty, liście, gałęzie?

– Pierwszy kontakt: Gdy Drzewo woła do siebie

– Uwalnianie emocji i trudnych doświadczeń przy energetycznym wsparciu Drzewa

– ABC szacunku: Jeśli Drzewo nie chce kontaktu

– Charakter osobisty: Poznaj uczucia Drzewa

– Boskie Światło – Połączenie w Energii Źródła i zjednoczenie z Drzewem

– Praca z Ciałem: Brzozowy taniec w Uśmiechu Serca

– Świat energii: Wrażliwość, jasnoczucie, jasnowidzenie

– Przestrzeń Ducha: Uzdrowienie aury, uzupełnianie ciała subtelnego. Oczyszczenie i harmonizacja przy wsparciu Drzewa oraz Matki Ziemi

– Wieści osobiste: Co Drzewo zechce przekazać Tobie?

– Gdy drzewo odpowiada: Zapomniana komunikacja

Koszt całodniowej sesji w terenie, jako podziękowanie za mój czas, energię i pracę dla Ciebie to 200zł.

Zapisy i zgłoszenia można kierować przez szeptowy  FACEBOOK 
lub e-mail czeremcha27@wp.pl

Gdzie? 

Spotkania odbędą się w miejscowości Rokietnica, k. Poznania. Jest możliwy bezpośredni dojazd pociągiem lub komunikacją miejską. Gościnna kwatera podejmuje na nocleg wędrowców:
http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Nasze wydarzenie na FB – dołącz, zaproś znajomych!
PRZYTULANIE DRZEW

Do zobaczenia w lesie!

32161733_576918666009620_8368945356251070464_n