Drzewa – Leśni uzdrowiciele. Karmiczne rany i fantomowe operacje.

Czasem chyba nie wiem dokąd prowadzi moja droga. Choć zdaje się, że jakiś kierunek znam i jest on nakreślony, to każda wędrówka, spotkanie, warsztat, otwierają nowe przestrzenie i aż proszą do zmian. Siedzieliśmy tamtej nocy na Jesionowym Szlaku, podziwiając potęgę srebrnego księżyca wiszącego w majestacie nad połaciami bezkresnych pól. Czas to był jesiennej symfonii szelestów, kiedy szeptacze szmerów opadali łagodnie na dywan swoich pobratymców. Groźnie nawoływała sowa pójdźka, a w kukurydzy nieopodal harcował dzik. Rozmawialiśmy półgłosem, zatopieni w tym wszystkim. I wtedy mnie podkusiło.

– A chodźmy może do tego polnego rowku niedaleko. Topole białe rosną tam szpalerem po obu stronach, nie będzie tak wiało. Zacisznie jest.

Miejsce przypomina tunel czasoprzestrzenny. Można tędy wędrować, siedzieć i obserwować, samemu pozostając niewidocznym. Drzewa to strażnicy starożytnej wiedzy, którzy łączą poprzez korzenie to, co ziemskie z tym, co kosmiczne. Doskonale znają tajemnice skryte w niebiańskich światach położonych nad ich koronami.Joasia ma podobnie jak ja – odbiera czym emanują drzewa już z pewnej odległości, bez konieczności tulenia ich. Białodrzewie stworzyły tutaj silnie pracującą przestrzeń. Tunel oczyszczenia. Kilka chwil i robi się błogo. Topolowe Królowe szumią uroczyście. Godzinami można by słuchać… Głos Boga, Ziemi, Świata… Nieustanne wołanie, zaproszeniem się staje. Spoglądam na Joasię, bo i widzę, że drzewa zaczynają brać ją w obroty.

75258551_937908896577260_7389658762262347776_n

🧚‍♀️Joasia: 
– Bardzo silnie czuje, że muszę się położyć na ziemi. Zawsze tak mam, gdy udaję się w medytacyjną podróż między moje wcielenia. Pozycja embrionalna to symboliczny sposób przejścia przez Jezioro Śmierci, czyli to rodzaj wymiaru, gdzie można zajrzeć do wnętrza duszy, do miejsca gdzie każdy człowiek nosi swoje karmiczne rany.
Czy one muszą ‘’grzebać’’ tak dogłębnie, drążyć, dotykać, przenikać?

Pyta mnie, zmęczonym nieco głosem. O tak. Potrafią drzewa wrastać głęboko, w człowieka. Podczas takiego procesu ma się wrażenie, że dotykają Cię energetyczne korzonki, które jakby zapuszczały się głębiej i dalej. Mnie to łaskocze. Nie boli, choć dziwne uczucie i można się wystraszyć, kto niezwyczajny. Ale warto drzewu na to pozwolić. W ten sposób drzewo Cię bada. Poznaje Twoją energetykę, uczy się, a dzięki temu dobiera odpowiedni rodzaj pomocy. Patrzy, sprawdza gdzie i co trzeba poruszyć, zharmonizować. Zwykle nie trwa to długo, jeśli człowiek się nie opiera.

🧚‍♀️ Joanna:
– Drzewa pomagają mi przypomnieć sobie stare rany, aktywują mi pamięć poprzednich wcieleń. Przy magicznym świetle pełni księżyca obrazy mojej przeszłości przepływają mi przez umysł jakbym oglądała film w kinie. Najpierw czuję że przenoszę się w czasie, w jedno z moich zwierzęcych wcieleń, gdy ginę na polu bitwy jako koń. Mam połamane obie nogi i nie mogę się ruszyć. Echo bólu jest duże, ale drzewa pomagają mi ułożyć ciało w taki sposób, aby uwolnić ten wzorzec z podświadomości i uleczyć te rany. Odrętwienie i brak czucia nóg mija po pewnym czasie. Aby rana się w pełni zagoiła, ból i emocje muszą wybrzmieć i się uwolnić inaczej rana wróci ponownie jak bumerang tylko na innym poziomie, piętrze zrozumienia.

– Drzewa przenoszą mnie w kolejne miejsce w innej czasoprzestrzeni. Tym razem jestem rycerzem na polu bitwy i ginę od ciosu szablą. Moje podświadome ciało układa rękę pod specyficznym kątem. Pierwsze uderzenie łamie mi prawą rękę w ramieniu, drugie odcina mi nadgarstek a trzecie przecina bok od łopatki po miednice- to ostatnie jest śmiertelne wręcz czuję jak leje się ze mnie krew i ucieka ze mnie życie. Umieram. Jestem tego świadoma, bo moje ciało przestaje oddychać na parę chwil – wtedy wiem, że jestem w Polu Śmierci i przenoszę się do kolejnego wcielenia.

– Tym razem Topole pokazują mnie jako Szamankę – Wiedźmę – Znachorkę mieszkającą na skraju lasu. Szaman to wojownik walczący z duchami chorób ludzi. Uzdrowiciel potrafi wchłonąć bardzo dużo ludzkiego bólu i cierpienia oraz przetransformować je w duchową miłość i wybaczenie, bo to dwie najsilniejsze siły we wszechświecie, dzięki którym możliwe są cuda. Pomagam ludziom, leczę ich ziołami z różnych chorób, odbieram porody, doradzam w potrzebie i za to ludzie mnie szanują i są mi wdzięczni. Jednakże oprócz osób w wiosce, którym pomogłam są też inni ludzie, którzy nie akceptują tego, że wiem więcej, nie chcą widzieć mojego dobrego serca, ale chcą widzieć we mnie wszystko co najgorsze gdyż jestem też lustrem. Dobry człowiek zobaczy we mnie dobro, zły to co ma do uzdrowienia.
To symboliczna walka, którą prowadzimy sami ze sobą pomiędzy swoją jasną i ciemną stroną. Ciemność to ból, cierpienie, to żal, smutek, złość na niesprawiedliwości tego świata, gniew na ludzi i ich brak empatii, na bezsilność wobec ludzi, którzy bywają okrutni nawet gdy usilnie chcemy w nich zobaczyć dobro. Wizja się zmienia. Widzę grupę ludzi, którzy przychodzą do mojego domu i palą go a mi łamią wszystkie palce u prawej ręki. Z ogromu bólu wydobywam z siebie ryk Pantery, zranionego Zwierzęcia Mocy. Jest mi bardzo przykro, łzy napływają mi do oczu. Zastanawiam się, dlaczego pomimo tego, że pomogłam tak wielu ludziom uwolnić się od bólu i cierpienia, to w nocy przyszła grupa ludzi i w imię inkwizycji po prostu mnie zabili. Dusza jest nieśmiertelna i pamięta wszystko.

Uwalnianie. Każdy ma swoje sposoby. Topole szumią pieśnią Mocy, podają słowa…te wypływają ze mnie niespodzianym śpiewem, zupełnie się zapomniałem.

– Hej Wędrowcy, zagubieni, dziś będziecie uzdrowieni…

Wymsknęło mi się.

– Masz bardzo ładny głos. Idzie Ci w śpiewaniu. Mówi moja towarzyszka. Zmęczona. Leżąc na liściach na ziemi. Topole dokopały się bardzo głęboko, do rdzenia karmicznych ran. Taka ich specjalizacja zresztą. Nie ma drogi na skróty, głaskania, łatania, przykrywania. Widzę, że jej coraz ciężej. Uporczywie przychodzą obrazy, co powinienem teraz zrobić. Drzewa, jakby zawiesiły się na moment. Odbieram czysty przepływ. Wysyłają pytanie, pytają Źródła co robić dalej. A do mnie te obrazy wciąż. Pytam czy mogę. Joanna kiwa głową. W mig jestem przy niej. Mi jakoś łatwiej oddać swoje ciało drzewom pod kontrolę. Nie pytam, robię co pokazały. Już tak bywało. Wiem, że nie ma czasu. Dłonie przykładam do Ziemi obok jej głowy, stamtąd staram się pochwycić ‘’coś’’, aby złapać. Powoli nad ciałem, przeciągam pochwyconą warstwę. Trudna jest, formuje się w kulę, parzy szorstko. Tą wyrzucam w górę, gdzie rozprasza się w topolowym szmerze. I drugi raz, przeciągam. Jest dużo trudniej zerwać. Dotyka mnie smutek, ból, żal, przykrość, ciężkość…znowu kula tego. Pulsuje i chce się wyrwać. Coś mówię do tej kuli trudnych emocji, rymowanie.

– Przestań wreszcie się panoszyć, czas już w nicość Cię rozproszyć…

Tą odrzucam w krzaki. I trzeci raz. Tu już nie mogę. Nie daję rady wyszarpnąć. Chwilę podziwiam energetyczną mapę ciała eterycznego człowieka. Arcydzieło. Dla mnie w odczuwaniu zbiór chłodnych i ciepłych punkcików, o różnej częstotliwości pulsacji. Szkoda, że nie znam o co z nimi chodzi. Dość. Nie na tym mam się skupiać. Próbuję pochwycić. Kula jakby nasycona była tonami ołowiu. Przeraźliwie ciężka. W niej potworna przykrość, strachy i żal. Podnosząc chwieje się na nogach i czuję jak StrongMan dobywający resztek sił, aby wygrać rundę. Ale to nie zawody. Mięśnie mam napięte na postronkach i zdumiony jestem. W tamtym momencie myślę tylko szczerze współczując, ‘’Mój Boże, jak można było coś takiego dźwigać, nosić na co dzień’’? Drzewo obok woła. W jego pień ostatnim ruchem na jaki potrafię się zdobyć, wrzucam kulę z zawartością. Topolą zatrzęsło. Ja osuwam się na ziemię, oddychając wyczerpany, szczęśliwy jestem z tego co się stało. Mijają chwile i wracamy do siebie.

– Mam jeszcze rozległą ranę na boku. Od miecza, cięcia. Z wcieleń. Nie mogę sobie z nią poradzić, nikomu nie udało się niczego z nią zrobić dotąd. Stale wraca. Mówi Joasia.

Spoglądam, i rzeczywiście jest. Wybebeszona, poszarpana, rozpłatana. Krechą idzie przez całe ciało. Gdy przesuwam nad nią dłonie ogniście kłuje i ‘’gryzie’’ sypiąc jakimiś iskrami na boki. No dobrze… Z jednej strony nie wiem co z tym zrobić. Ale dzieje się samo. Przed oczami widzę przepływ małych roślin i kwiatków, które przychodzą mi do rąk i plączą się wokół tej rany. Jeden jest szczególnie piękny, ma białe drobne kwiecie i przewija się najczęściej. Z pewnością rozpoznałbym go gdziekolwiek. Płoży się na ranie, wnika płatkami delikatności… Czego to tutaj chcecie? Myślę… Bo trochę mieszają, rozpraszają.

– Pomożemy Ci…

Odpowiadają łagodnie kwiaty. I poddaję się im. Teraz pojmuję. Uzdrawiająca siła natury – przecież ona cały czas bliźni to, co wyrządzamy Ziemi. Zarasta, koi, przemienia, zasiedla życie, wspiera się nawzajem. Wykop w ziemi jamę i zostaw na sezon. Za jakiś czas, zarośnie… A mnie w tym roku tak interesowały kwiaty przecież. Fotografowałem, podziwiałem, siedziałem z nimi godzinami na łąkach, uczyłem się nazw. Fascynowały przez wiosnę i lato. Czuję, że wszystko co jest wokół stara się w tym momencie mi pomóc. Samo jakby się wizualizuje. A może widzę to, co robią roślinki. Czubkami palców wzdłuż rany i w niej, nasadzam jakieś nasionka. Kiełkują od razu, oplatając brzegi łodygami i korzeniami. Poszarpane brzegi spajają wiążąc, przerastają wszędzie…. Dłońmi pobudzam je do wzrostu w górę, a one wirują prześcigając się w bujności. Miękkie płatki kwiatów wyściełają sączące czerwienią dno. Wnet pochłaniają, zarastają wszystko. Kieruję ich ruchem, starając się aby pochwyciły brzegi blizny w spojeniu. Niektóre wydzielają jakieś kolorowe substancje, te działają osobno, jakby próbowały złagodzić ból. W zapachu wyczuwam miętę.

53212928_401306560446775_6132503267579527168_n

– Co robisz? – Pyta Joasia. Czuję, jakby we mnie kiełkowały jakieś rośliny! Oplatają mnie, koją, porastają całą! Te kwiaty są przepiękne, przypominają rumianek – mają śnieżnobiałe płatki z żółto-pomarańczowym środkiem. To zdanie upewnia mnie, że nasze wizje są wspólne. Widzimy oczami serca i umysłu dokładnie ten sam duchowy wymiar.

Uśmiecham się. Wzywam na pomoc dęby i brzozy, bo tak mi przychodzi. Ich energię kieruję na kwietny bandaż. Niech wzmocnią, zasilą, w symbiozie się łącząc. Jak w przyrodzie. Głowa rymuje. A dusza… chyba jest w swoim żywiole. Kolejnym. Pochylam się obok twarzy Joanny. Jej dłonie są lodowato zimne, moje pulsują ciepłem. Wypowiadam wtedy ‘’coś’’ – może udało się odtworzyć. A drzewa podnoszą mi znów poprzeczkę. Wzywają, abym śpiewał w takich zdarzeniach. Oh, proszę, jeszcze nie dziś…

Koję wszystkie stare rany,
Wcieleń brzemię już żegnamy,

Spajam, scalam i uzdrawiam, 
Do Was skrytych tam przemawiam

Niech wypłynie co w pamięci
Czas to aby Was uświęcić,

Życie nowe już kiełkuje
Za obecność Wam dziękuję,

Teraz poddasz się pływowi, 
By na wieczność, się uzdrowić

Kwiaty, pnącza i rośliny!
Wy pochłońcie już przyczyny,

I w głąb Ziemi wieść ponieście
Że udało się nareszcie…

Zieleń ukwiecona pochłonęła. Tak widzę. Jestem w środku bardzo szczęśliwy. Nie potrafię zrozumieć, po prostu się dzieje. I jak to się dzieje… Natura przychodzi z pomocą, i działa przeze mnie. Chyba tak można to wytłumaczyć. Mimo, że drzewa potrafią zrobić wiele, człowiek jest potrzebny w procesach jako ten katalizator energii. Bo człowiek to sprawca i kreator. Może tworzyć, nadać kierunek, no i po prostu któż jak nie On, zna lepiej i zrozumie drugiego. Z całym szacunkiem dla umiejętności Duchów drzew.

– Jak to zrobiłeś, jak Ci się udało? – Pyta Joasia. Po chwili dodaje.

– Nie znam nikogo, kto w tak krótkim czasie zdjąłby aż tyle. Szybko się regenerujesz w dodatku. Ogrom umiesz przyjąć i puścić… Niesamowitą operację fantomową mi zrobiłeś dzisiaj z pomocą Leśnych Pomocników.

Chyba ją zaskoczyłem. Rzeczywiście, nic mi nie jest. Tak się czuję, jakbym wzrósł znowu. Zastanawiam się nad jej słowami. Mega miło usłyszeć coś takiego od dyplomowanej, certyfikowanej uzdrowicielki. Bo co ja w porównaniu – czasem tylko robię coś, o co poproszą Drzewa. Ale w przyrodzie jestem w swoim żywiole i w pełni Mocy. Tu wszystko mnie zasila, pieści, i wspomaga na każdym poziomie. Tak czułem dziś. Byle pomóc ‘’swojemu’’ miłośnikowi. Mnie też to zdumiewa. Tu szelest liści opadłych, wydaje się być mową Boga. Słucham po prostu szeptów tego Źródła, przez otaczające mnie życie. I działam kiedy poprosi. I wcale się nie dziwię, że tak wyszło. Masażyści chodzą na masaże, lekarze do innych lekarzy, kiedy potrzeba. Uzupełniamy się wymieniamy, składając zagubione puzzle ducha w całość. Odkrywamy je dzięki spotkaniom, kontaktom, zdarzeniom. Do jedni i pełni w sobie dążymy. A ja, co zdążę się oswoić z nowym, ciągle podnoszą mi konar poprzeczki. Bo najpierw spisywanie przesłań, zabieranie ludzi do Drzew, potem wieszczenie rymami ‘’na żywo’’ teraz śpiewanie… Kiedy im się skończą te liściaste pomysły?

Topole proszą, abyśmy odeszli. Odbieramy oboje. Chcą zająć się tym co zostało tu dziś zostawione. Przetransformować. Potrzebują zostać same. Z trudem niejakim, ruszamy. Towarzyszkę muszę wesprzeć w chodzie. Dużo dziś pożegnała. Dwójka uzdrowicieli brnie potykając się przez pole, a ja myślę wtedy, że przecież te leśne dary dostępne są dla każdego podczas i samotnej wyprawy do księżycowego świata… Na wyciagnięcie konaru, z zaufaniem podania ręki. Czekają z tak potężną pomocą. Dla nich to łatwizna, a przez nas codzienność zapomniana.

🍁 Uzdrawiały i wspierały proces Białodrzewie (Topole Białe ) z jesionowego szlaku.

Celtycka Uzdrowicielka…

Moim gościem na tej leśnej sesji była mgr Joanna Szczygłowska, która ukończyła Uniwersytet Medyczny w Poznaniu na kierunku fizjoterapia i Austriacką Szkołę Osteopatii, dzięki którym pomaga ludziom i zwierzętom wrócić do zdrowia. Naturalna medycyna holistyczna, kompleksowa rehabilitacja kręgosłupa i narządów wewnętrznych w połączeniu z szeroko rozumianą duchowością czyli medycyną chińską, tybetańską, indiańską i aborygeńską (metoda Bowena), a także koncerty muzykoterapii, pomagają jej w harmonizacji ciała, emocji, umysłu i duszy wszystkich swoich klientów. Dzięki podyplomowym studiom coachingu życiowego Joanna pomaga ludziom uporać się z wyzwaniami życiowymi i schorzeniami psychosomatycznymi a także prowadzi warsztaty rozwoju osobistego: „Tajemnice Rodu zapisane w ciele”, „Kursy masażu dla par”, „Kursy masażu Shantala dla dzieci”, „Kursy starożytnych metod medycyny holistycznej”, Kurs Bliskości dla par „Rozkwit miłości”, które odbywają się w magicznym SPA&Wellness Anielska Grota w Hotelu BAST*** w Inowrocławiu.

Można zajrzeć do niego tutaj:
http://www.anielskagrotaspa.pl/rehabilitacja.php

P91013-173526

Moje wspomnienia z zabiegu u Joanny: 

Ciało jest jak świadoma mapa, która wie i pamięta… wszystko Ci wypomni. Każde zaniedbanie. Gdy już nie daje rady. Choć przyznać muszę, jak ciała zdumiewająco są odporne, a mechanizmy wszystko robią jak długo się da, by umożliwić Ci funkcjonowanie. W bolących punktach kumulują się kłęby poszarpanych emocji, często trudnych i wypartych. Moje lokowały się głównie w plecach. Sprytnie sobie wybrały miejscówkę, bo tam mogły ‘’zamrozić się’’ w hibernację, zbytnio w codziennym życiu nie przeszkadzając. Odzywały się tylko co jakiś czas, bólem tępym, upartym, gniewnym… Bolało też kolano. Te zrzuciłem na trudy wędrówek, skoki przez rowy, wspinaczki na stogi, i ogólnie przemaszerowane kilometry. Opóźniało mnie to kolano, czasem też ustępowało, gdy optymistycznym akcentem rzekłem z intencją, ‘’a to się w marszu rozejdzie’’. Bo przecież nic takiego. Jednak wracało. I co się okazało…

Wtedy opiekuńczy Brat Wszechświat przysyła do mnie Joasię, fizjoterapeutkę, masażystkę, holistyczną uzdrowicielkę, która takie terapie prowadzi jakich nazw nawet nie umiem wymówić. Osteopatia kraniosacralna i wisceralna, polarity terapia, technika Bowena, to tylko niektóre z nich.Gabinet swój ma w Inowrocławiu, w Anielska Grota Spa dokąd można w potrzebie się udać. Ona potrzebuje relaksu i zapomnienia w przyrodzie i energiach leśnych, ja pomocy…Umawiamy się więc na masowanie za wędrowanie i drzew poznawanie. A u mnie…’’Wątroba niewyspana’’ i inne rewelacje. Przemieszczenie miednicy i noga krótsza o jakieś parę mm. Dlatego bolała. A ja uparcie tak chodziłem. Bo w sumie odporny ze mnie Krasnal Po wstawieniu już drugiego dnia wędrownego mogłem beztrosko maszerować i przewodniczyć. Uzdrowicielka dłonie przykłada, punkty bolesne z mroku nieświadomości na światło dnia wydobywa. W każdym z nich historia trudna drzemie, okopawszy się na swoich pozycjach. Trzymają mocno. ‘’Nie chcę, nie ruszę się stąd, dobrze mi w tym zamrożeniu!’’ Zdają się wołać troski, smutki i przykre życia zdarzenia. Czego tam nie ma… nagromadzone przez lata chyba. Plecy, kark, barki, ramiona… ulżyć chcą człowiekowi, więc dźwigają. Ciało służy i pomaga jak długo może. Chrupną niekiedy kości. Wstawianie. Techniki, metody…starożytne w Mocy. Płoną prosto rzędy aromatycznych świec. Druidka łagodnością emanuje, dłonie nad punktami z opieką wznosi i pieśni pradawne kojąco nuci. Wibracją głosu zastoiny energetyczno – emocjonalne rozbija masując. Modlitwy z Duszy płynące szemra z Miłością w językach zapomnianych, po prostu uzdrawia…Kapłanka w dostojeństwie mistycznym osadzona. Uświęcenie brzmi pieśnią. Rzeki płaczu wypływają ze swoimi opowieściami, strumieniami. Wreszcie zostały uwolnione. Wysłuchane i przyjęte. I czasem tak jest. Ktoś drugi rękę podać musi, aby wspomóc tam gdzie wglądem swym nie sięgasz lub widzieć nie chcesz…
Po wszystkim błogość i ulga rozlana w mięśniach, ścięgnach, stawach i duszy… Reset totalny. Jakbym otrzymał nowe ciało w podarunku. Chwilę od początku jakby uczę się chodzić. Zdziwienie zdumione. O, to tutaj może być tak lekko i nie strzykać? Tak swobodnie? Na słońce wybiegam i ramiona ku niebu rozkładam… 

Dąb Radomir, co z piorunami się bratał. Emocje i uczucia Drzew.

Wędrując po lesie, czytam jego wskazówki. On chwali się w dumie, cieszy radością, syci w strojach, opowiada, pokazuje, czasem żali się, smuci lub i złości. Pragnie i dąży do swej pełni. To znów historia o tym, jak podobne są nam drzewa. Myszkowałem wtedy z otwartymi dłońmi – badając i starając się poczuć drzewne energie otaczające mnie wokół. Uczyłem się -siebie i świata obok. Jeden z tych niewielu spacerów typowo poznawczych. Ileż przypływa, ukazuje się w czuciu… Wzrok uzupełnia te opowieści o pojęcia. Energie zapraszają, wołają, ofiarują, otulają, gdy nagle coś przenika mnie hardym prądem. Brrrr! Ile w tym…lęku? Rozpaczy trochę. Któreś z drzew woła pomocy. Coś mu się stało. To jak sygnał SOS. Ale które, gdzie? Wprawdzie byłem dziś u skruszałej wierzby, co to gnije i się rozpada, lecz ona pogodną była, w akceptacji dla swego losu. Idę tak jak prowadzi, ten sygnał. Trudno go określić, jest solidny, tętni na cały las, ale drzewa wszędzie jakby go ignorowały, oswoiły już z nim. W uczuciu niepokoju, pulsujące i słabnące zawołanie, mówiące jedno: POMÓŻ MI! POTRZEBUJĘ. CO SIĘ STAŁO?

Po kilkunastu krokach, przechodząc pod ogromnym dębem zaciemnia mi w głowie. Plącze nogi i osłabia w parę chwil. Tak pobiera energię moją. To gdzieś tutaj! Ktoś Ty? Okrążam dębowego wojaka i oto ukazuje mi się…potworna wyrwa… Takiej rany drzewo już nie zaleczy. Ona skraca jego żywot o setki. A on…nie chciał chyba. Nie był jeszcze gotów. Dociera do mnie, że musiał oberwać piorunem. Dawno temu. I pozostał w szoku. A drzewny szok potrafi się utrzymywać latami, podobnie jak i ludzi zagnieżdżają się wspomnienia i brak akceptacji, wobec życiowych sytuacji. W takim momencie, srogi, Dębowy Chłop, dawny mocarz tutejszej ostoi, stał się nagle jak małe dziecko. Które lanie dostało, i nie wie za co. Wołał pomocy od innych drzew obok – dały mu co mogły. Ale i one skupione muszą być na sobie, jeśli chcą żyć. Badam dłonią – z wyrwy bije nieprzyjemny ziąb, od drugiej strony dąb jest żywy i cieplutki. Jeszcze się trzyma. Ale… płacze…? Od drzewa rozbrzmiewa mi żal za utraconą potęgą, niezrealizowanym planem na siebie, ból… Jestem w szoku. Nie tego się spodziewałem doświadczyć. Nie o tym czytałem.

Utarło się, że to drzewa są tymi, które obdarowują nas energią, pomocą i wsparciem. Tak przyjmujemy i zakładamy. On pokazał mi, że może być baaardzo inaczej. Przychodziłem do niego, wiele razy. Każda wizyta to był zawrót głowy, osłabienie i ciągnięcie mojej energii, ludzkiej, oh jakże innej i potrzebnej. Mówią, że od takich drzew powinno się uciekać. Wybierać tylko te zdrowe. A ja jestem.Otaczam go współczuciem. Przytulam zrozumieniem. Bo i jest mi jego szkoda. Był tutaj największym dębem, zanim utracił ten odrost. Godzinami rozmawiam i tłumaczę mu co się stało…

– Kochany, potężny, wieczny! Dla mnie jesteś nim nadal. Nic to co Cię spotkało, popatrz wokół! Minie kilkadziesiąt lat, zanim Twój koniec nastanie. Jesteś wspaniały. Jesteś silny. Poradzisz sobie. Ty wiesz, jak przepływa i dzieje się życie. Żyłeś szumnie, piąłeś w górę, może ze swadą, ale spójrz, czy nie pamiętasz podobnych historii ze swego lasu? Pamiętasz, tak działo się od zawsze. Jeszcze tyle przed Tobą. Nie bój się tych owadów, co teraz drążyć zaczynają, i one poniosą Twoją opowieść w próchno dla przyszłych pokoleń żołędzi. ( Nie lubił ich jak diabli ) 
Zaśpiewają Ci ptaki, zabrzęczą chrząszcze, zaszeleści sarna, ryć będzie pod Tobą dzik krzepki. Wszyscy przyjdą podziwiać Mocarza, który cios tragiczny przetrwał…

– RADOMIR… dziękuję.

Przedstawił się tylko, i nic już więcej nigdy nie powiedział. Chodziłem, opowiadałem tuliłem nadal, pokazywałem mu w myślach obrazy jakie życie przy nim teraz rozkwitnie, i jak tu będzie miał wesoło z istnieniem, jakie weń zakołacze. Bo za owadami kręcić się będą ptaki, Ty istniał będziesz jeszcze wiele lat, będąc świadkiem wspaniałego procesu jaki był udziałem Twych przodków, zanim wybrała Cię iskra. To ona zrobiła Cię potężniejszym niż mógłbyś się stać, rosnąć najwyżej. Możesz być nadal… świadectwem wiary, zaufania i odwagi dla innych. Teraz sam dasz życie milionom. Roztocza, pająki, grzyby, larwy wszelkie… A może i sowa z Tobą zamieszka. Z nimi poniesiesz swą opowieść dalej. Nie przepadniesz w cieniu.

lightning-tree-sebastien-del-grosso

Za którąś wizytą odczułem zmianę. Zawsze gdy przychodziłem zaczynało się tak: ‘’pochwycenie’’, a następnie ‘’dojenie’’ mnie z sił. Wtedy mu oczywiście przerywałem zachciankę i rozpoczynałem swoje monologi. Dziś wiedziałem od pierwszych chwil. Udało się  Wreszcie. Zaakceptował. Przyjął swój los, moją wersję, wszystkie wizje i obrazy jakimi go otaczałem. Zrozumiał, coś co wiedział od zawsze, a uciekło daleko dotknięte kalectwem. Poprzedniej wiosny się zazielenił. A miał z tym jakby przerwę, nie wiem jak długą, ani jak to przetrwał. Zazielenił się ocaloną połową i odtąd nigdy już nie próbował naruszyć mojej suwerenności energetycznej, ani niczyjej. Szemra z wiatrem, chłodzi się wilgocią z deszczu, woła ptaki do biesiady, przekomarza z sójkami, po prostu, żyje. Przed nim kilkadziesiąt lat nawet.

Raz ten jeden, to ja pełniłem rolę terapeuty, a drzewo pacjenta. Ileż mi to pokazało, jak wiele przemieniło, otworzyło… Każdemu na wędrówkach opowiadam jego historię, zawsze przystajemy pod nim, a On cieszy się z naszego zainteresowania. Przyjmuje dobre życzenia od ludzi, ukłony podziwu, choć ostatnio mam wrażenie, że chciałby o sprawie zapomnieć, aby nie mówiono już o tym. Odrodził się w nowym. Jest świadectwem potęgi Życia.

🌳 W hołdzie RADOMIROWI, Mocarzowi z Dębowego Szlaku.

IMG_20190921_121645

Pierwsze wezwanie Deszczu. Leśna modlitwa dla Drzew.

Ależ dostałem ostatnio lekcję wiary leśnej. I zaufania. Wybrałem się w czwartek ‘’na pełnię’’ w teren aby skorzystać z blasku przybierającego już księżyca w czuwaniu. Po drodze odwiedziłem moje uzdrawiające Brzozy. Tym razem… ścisnęło aż z żalu na ich widok. Przyklapnięte. Niemrawe. Liście pożółkłe, wyschnięte, z brązowymi śladami po brzegach jakby od przypalenia… zwijają się. O, jakże brakuje im do tej normalnej kondycji zdrowego listowia. Nawet humor ten ich wieczny, gdzieś wyparował. Widać jakby goniły resztkami sił… w życiu nie widziałem ich w tak fatalnym stanie. Targa mną współczucie. Tak bardzo chciałbym im ulżyć! Tyle dla mnie zrobiły… Moje uzdrowicielki. A przede mną obraz…potrzeby. Bezsilność i rozpacz przejmują ster, a ja padam do nich w objęcia współodczuwania, płacząc… Jak mogę Wam pomóc?

Reagują. Zaczynają poruszać gałązkami. Cieszą się, że zauważam i nie jestem obojętny. Że nie przychodzę prosić o swoje, w takiej chwili. Całuję te suche jak papier listki. Przychodzą różne myśli. I słowa.

– Wytrzymajcie chwilę jeszcze, nim nadejdą Wasze Deszcze…

A może by tak… Gdyby zawierzyć Mocy Słowa wieszczonego, wespół z nimi poprosić o opady? Nie… Przecież jest susza. Nie będzie jeszcze padać przez tygodnie. To się nie uda. Co Ty sobie myślisz – ? Blabla wątpiący umysł.

One szumią. O połączeniu. I wzajemnej mocy. Proszą o te wsparcie.

– Dlaczego wiecznie się dziwisz? Mówią Ci znajomi o truciznach z nieba, wyjałowieniu, sterowaniu pogodą, a co w tym dziwnego? Nawet Drzewa potrafią nią kierować. Matka zawsze słucha swych dzieci. Fale 5G…One zagłuszą to jeszcze bardziej. Obecnie za dużo tego. Tracimy obszary, gdzie możemy działać. Zbyt wiele czynników, przeciw. Pamiętasz pogodę dawniej? Chłody, słoty, wichury, burze, ulewy? Oh, jakże bosko szalały z nami żywioły. Radziłyśmy jeszcze sobie. Pomóż Nam… Drzewa utraciły cząstkę swej sprawczej Mocy, ale razem ciągle możemy jeszcze. Człowiek – Kreator, w połączeniu z Przyrodą wielką ma siłę wezwania. Niech będzie Was wielu! Nie pozostaniemy dłużne… Nigdy nie jesteśmy.

Ryczę. Co ja mogę zrobić? Tylko pokazać, że rozumiem, wiem, nie jestem obojętny, współodczuwam. Mimo to, we łzach płyną słowa, które jakoś wypowiadam. W głowie echo brzozowych dziewczyn dzwięczy prośbą. Mówią przeze mnie. Płynie. Leśna modlitwa Deszczu.

Życzę Wam Kochane Drzewa, 
Aby przyszła tu ulewa,

Wytrzymajcie trochę jeszcze, 
Nim nadejdą rześkie Deszcze

Jestem tu w ofiarowaniu, 
By zwierzyć, odczuwaniu

Błogosławię tej przestrzeni, 
Aby mogła się odmienić

Wodne święto to nadchodzi, 
Bieg odmieni, i ochłodzi

Człowiek ramię wespół z Drzewem 
Krople życia wzywa Śpiewem

Wołam rosę, mgły i burze,
Niech na szlaku lśnią kałuże

Deszczu, deszczu, ukochany,
Tyś nadzieją, naszej zmiany

Przybądź szybko, tu na Ziemię,
Gdzie już czeka Twoje plemię

Spragnione,

Wszystkie Cię wzywają One

Już zrywają się wichury
A po niebie pędzą Chmury,

Burza,

Woda wartko płynie Duża

Napełniają się korzenie, 
Obmywają pył kamienie,

Już wypełnia przeznaczenie, 
Las pochłania ukojenie

Swoje,

Uczyniło słowo moje,

Działa dawny ten czar który, 
Tchnie harmonią rytm Natury

Wyciągamy w górę dłonie, 
Z serca sił wołamy do Niej

Matko nasza, Ziemio Święta, 
O swych dzieciach tu pamiętaj

Uczyń co potrzeba w niebie, 
Aby ulżyć nam w potrzebie,

Wielkie w potok płyną strugi,
Nagradzają czas ten długi,

Suszy,

Oh, jak mokro, 
Oddajemy Tobie pokłon

Wodo

Tu olbrzymy Dębów stoją, 
Popatrz jak się błogo poją,

W równowadze żywioł wzbiera, 
Wszystko to się dzieje Teraz

Dziękujemy

Wypłakany, podbiegam jeszcze do każdej wokół na chwilę się przytulić. I choć wiem, że to co się stało bardzo jest ważne, szybko o sprawie zapominam. Czwartkowy wieczór spędzam pod księżycem obserwując łanię z dwoma pociesznymi maluchami. Kiedy wracam, brzozy wydają się być wyobcowane, skupione, twardo śpiące…

Piątek po południu. Wywalam pościel do wietrzenia na balkon i zaczynam sprzątać. Jakież moje zdziwienie, gdy za parę minut na słupkach dostrzegam ślady kropel. Czyżby?? Myślę o wczorajszym. Eee, nie, poprószy kropelką i rozejdzie się jak to od tygodni. Za chwilę kołdrę jednak muszę schować, bo… rozpaduje się! Cały czas ‘’modlę się’’ aby rozkręciło. Bo sączy tak, jakby ktoś u góry przykręcał kurek albo podkładał szmatę. Wiem, że takie ‘’podchody’’ rozdrażniają tylko Drzewa. Bo to trochę tak jakbyś tydzień nie pił, a ktoś Ci w gardło spryskiwaczem raz chlasnął. Delikatnie, ale pada. Nocą nieco przybiera. Jakaś krótka przerwa. O świcie gęstnieje i leje aż do 9 tej. Co za ulga! Tyle to już coś. Bo przez pierwsze kilka godzin wchłania roślinność zielna, i drzewa nie dostają z tego prawie nic. Im dłużej pada, i gleba nasiąka tym mogą one skorzystać. Jestem z nimi – i tak się cieszę! Śmieję się, jak bardzo bliskie stały mi się ich sprawy. Pamiętam jak w zeszłym roku jesienią tańczyłem z nimi w deszczu. Teraz mamy nawet wspólne upodobania pogodowe. Myślę, czy to w ogóle możliwe? Czy aż taką wspólnie dysponujemy Mocą? A może to tylko przypadek? Spoglądam na brzozy przed domem. Wydają się być dużo bardziej rześkie i pobudzone. Choć to za mało na ich potrzeby, zawsze jakieś wsparcie.

Kiedy znajdziecie się pośród swoich ulubionych Drzew w potrzebie podczas suszy, proszę przeczytajcie im fragmenty tej leśnej modlitwy którą mi ofiarowały. Możecie też ułożyć własną, lub dodać co przyjdzie od serca. One nam pomagają – zawsze, kiedy mogą. Tworzą mikroklimat, zatrzymują wilgoć, wspierają powstawanie gleby, użyźniają. Zróbmy coś dla nich. One poprosiły, tak wyraznie. Zaproście znajomych do wydarzenia, spotkajcie pod Drzewami i po prostu poślijcie do Matki Natury intencję wodnej pomocy dla naszych liściastych Przyjaciół. Podziękują Wam w każdej sekundzie produkcji rześkiego tlenu, pobłogosławią w problemach i – sami zresztą wiecie, co potrafią 

Mija niecała doba, od momentu zamieszczenia tego tekstu. Wieczorem zaczyna padać. Najpierw nieśmiało, jakby coś z uporem wstrzymywało pełen rozlew. Słucham w oknie brzęczącego po dachu i w rynnie deszczu. Trwał do 9 rano. Drzewa dostały kapkę swojej ulgi. Choć to ciągle za mało…

Lekcja. Nie wątp w cuda. A zwłaszcza w opiekę Natury.

maxresdefault

Wróżki nad jeziorem. Za granicą światów.

Przedzieramy się przez letni, dojrzały w zieleni las. Nie przez jakieś tam chaszcze – po prostu zwykle dostępne dróżki zarosły trawami i roślinnością po pas. Choć w lesie pięknie i śpiewa, chcąc nie chcąc przyspieszam kroku. Trzeba się wydostać na przestrzeń, bowiem gzy, strzyżaki i komary wyległy tłumnie aby mnie powitać. Kawalkada. Nic nie jest w stanie ich odstraszyć. Idąca obok mnie Małgosia nie ma w ogóle z tym problemu – dla owadów jest jakby niewidzialna. Pojęcia nie mam od czego to zależy, ale zauważam – zjawiają się takie osoby, które wszelkie małe istnienie darzy mniej wylewnym szacunkiem. Nici ze spaceru w cieniu drzew. Żegnają nas wiotkie łodygi gozdzików. Ale na przestrzeni, też jest cudownie. Kolorami woła tu życie. Skraj polnej dróżki obsiadły miodunki. Te zachwycają oczy przesłaniem dojrzałego chabru z ciemnym błękitem. Obok nich na badylu wiszą ciemnoróżowe szmaragdy wyki ptasiej. Jak krople esencji kwietnego kunsztu. Wojownicze ostrożenie stróżują wytrwale z kolczastym ostrzeżeniem fioletu. Nie podchodz! Uważaj. Kłuję! Delikatnym motylom krzywdy jednak nie robią. Wszędzie wokół rozkwita jeszcze więcej kolorów, póki co nieznanych mi z nazw. Ohh, jaki ten świat jest bogaty. Dzikie rośliny. Tak wytrwałe i dzielne. Podziw i zachwyt. Nawet nic po nich nie widać – mimo tych upałów. Prawdziwe bohaterki. U nich podobnie jak w lesie, tylko takim na mniejszą skalę. Różnorodność gatunków i totalnie pozorny brak miejsca z rywalizacją o przestrzeń, sprzyja im wszystkim. W tym gąszczu same dla siebie obniżają temperaturę i raczą wzajemnym chłodem, a mozaikowy system korzeniowy każdej z nich, pomaga lepiej zatrzymać wodę dla wszystkich zielonych mieszkańców. Świadome, czy przypadkowe braterstwo?

Długi czas pozostajemy w ciszy, a każde z nas rozgląda się podczas bosego i chłonie w duszę, to co na co dzień pomijane i zapomniane. Siostrzane Topole napotkane po drodze obejmują nas radością i zrozumieniem. Dziś to ja nie mogę się od nich odkleić. Pobudzają wnętrze do osobliwego śpiewu. Pieśni zgody i harmonii z wszystkim co jest… Spostrzegam, że podczas tej sesji nie przysiadł na mnie ani jeden komar…

54230831_1071311349727451_6457138954763239424_n

Wieczór spędzamy na skraju sosnowego boru, pogrążeni w cieple zachodzącego słońca. Tu przenikają się ptasie światy. Z wnętrza lasu wielogłos świergotu i gwizdów, a z pustki przestrzeni polnych, monotonne wołania trznadla. Wtóruje mu melancholią ortolan, a podzwania wibrująco ukryty potrzeszcz. I znów mówimy mało. Nie trzeba. Tutaj wszystko rozmawia. Ciekawiej jest posłuchać. I tak przysłuchujemy się dialogowi dwóch kruków, polatujących nad polem. W pierwszym wrażeniu, to tylko ‘’zwykłe krakanie’’. Ciszej. Uważniej. Wyraźniej. I już da się rozróżnić. Jeden coś opowiada, intonuje, moduluje głosem. Drugi potwierdza i wypytuje. Najinteligentniejszy ptak świata w swych przepowiedniach pozostaje jeszcze niezbadany. Kruki to jakby tacy nadzorcy nad całą przyrodą. Widzą, oceniają, zawierają sojusze, kombinują, uczą się, i działają. Fascynują zaradnością na każdym poziomie. Z każdej wyprawy staram się spisywać głównie wrażenia przyrodnicze. A przecież to tylko maleńka cząstka tego, co podczas nich się dzieje. Wędrówka to złożony proces. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Dokąd dotrzemy? A co wypłynie na powierzchnię. Rozmowy. I te milczące dusz, jak i w słowach. Jaki temat, emocja, historia, przeżycia – domagające się wysłuchania i wreszcie uzdrowienia? W jaki sposób sobie pomożemy? A dzieje się tak niemal podczas każdej wyprawy. W cudowny, intuicyjny, i najprostszy zwykle sposób. Wydobyć, zrozumieć, zobaczyć i puścić pomagają bardzo Drzewa. Wszystko to sprawy bardzo zazwyczaj osobiste, i nie każdy chce nimi się dzielić. W pełni to rozumiem, szanuję i akceptuję. To co wybrzmiewa i się zadziewa, pozostaje intymną tajemnicą naszej przestrzeni.

I tak po słonecznej sielance z krainy pachnących sosen, docieramy o zmierzchu nad jezioro. Małgosia rzuciła takie hasło, a ja w pierwszej chwili zaoponowałem. Teraz jestem tu, skaczę boso między szyszkami i nie żałuję. Bo widok i dzwięk przekracza wyczerpaną już na dziś dozę zachwytu. W ciemnościach śpiewają jeszcze rudziki i drozdy. Wita nas miękkie, dudniące pohukiwanie bąka. Tętni zadumą jakąś. Ostro wrzeszczą żaby. Ale… tafla jeziora… niebo zlewa się czerwienią z lustrem, tworząc dojrzałą, harmonijną jednię. Echo zaszłego słońca. Wyczuwam oddech srebrzystych obłoków, blasku na styku atmosfery ziemi z ‘’pustką’’ kosmosu. Na tle tej glorii wirują w chaosie cienie nietoperzy. Przysiadamy z czuwaniem na wędkarskim mostku, słuchając jak żyje woda. Zewsząd obezwładnia jej mokry, z domieszką bagiennej roślinności, ciężki choć rzeźwiący zapach. Tu, w krainie jeziora próżno nasłuchiwać za ciszą. Pluski i pluskoty. Jak wykrzykniki w ciemnościach. Polują ryby. A może skaczą, po prostu dla zabawy? Ochryple zawodzi niewidoczna czapla. W pewnym momencie ‘’coś’’ kusi mnie, aby jednak trochę poświecić na wodę przed sobą. Roje owadów. Ochotki, komary, licho wie co jeszcze. Spoglądam na spokojną taflę, przypatrując się kłębiącym larwom nieznanych mi stworków. One…coś robią. Nie pływają bez celu. Zbliżają się do góry i…nie wierzę w to co widzę. Larwy tuż przy powierzchni ‘’rozwalają się’’ a z ich wnętrza powstaje zupełnie dorosły owad. Obserwujemy przeobrażanie! Niektóre niemal od razu startują, inne siedzą kilka chwil w bezruchu na wodzie. Kolejne mają jakieś ‘’dziwne pejsy’’, witki. Wyglądają tak magicznie! Czar przemiany. Bo to jest naprawdę cud. Przejście przez granicę żywiołów. W ciągłym tańcu ze śmiercią i szczęściem. Widzę jak młode okonie co i raz rzucają się na tą zdobycz. Inne zgarniają z powierzchni nietoperze jeśli nie poderwą się dość prędko, a i w powietrzu nocą nie są bezpieczne. Mimo to, wiele z nich spełni swoje jedynie zadanie, w odwiecznej pieśni życia. Przetrwają. Nieme, ulotne wróżki wody. Wdzięczni, że mogliśmy uczestniczyć w tym niespodzianym widowisku. Bezimienne owady na zawsze pozostaną wspomnieniem przemijania w niewiadomej pieczęci zdarzeń… Szemrzące wokół trzciny, plotą z szemraniem baśń jakąś… Mam wrażenie, że ta chwila mówi do mnie wszystkim, co w tym momencie się dzieje.

Czerwień blaskiem się kładzie, 
Na spokojnej tafli jeziora,

Świat się pogrąża w bezwładzie, 
Nocy nadeszła już pora,

Bąk w szuwarach ukryty, 
Echem dudni w zadumie,

Jak duch, cały jest skryty, 
Odezwać inaczej nie umie

Święto maleńkich owadów, 
Żywota ogłasza przyczyny

Przybyły na ucztę tłumnie, 
Płocie, okonie, i liny

Nietoperze wydobywają z cienia, 
Wróżek istnienia Wspomnienia,

Ostatnim zgasłym łopotem, 
Latarnią są przeznaczenia.

Wypowiadam płynnie te słowa, wtedy jeszcze zachowane w pamięci inaczej.
Ostatni akt nocy spędzamy kilka kroków dalej, pod sosnami. Bynajmniej nie śpiącymi. W życiu nie czułem tak ich energii. Przenieśliśmy się spontanicznie, stąd był dobry widok na zorzę i nietoperze. Muszę… wiem, że powinienem im się poddać. Ciało moje zaczyna kołysać się swobodnie, choć impulsowo. Zupełnie jak drzewo w podmuchach wiatru. Nie wiem jak to się dzieje… czuję jakby chwytały mnie za nogi od spodu i bujały. Dzikie to. I szamańskie. Gość mój stoi oparty plecami o pień kolejnej obok. Bucha gorąca energia. Znów drzewa odprowadzają to, co powinno odejść. Ostatnio podniosły mi poprzeczkę. Powiedziały, że pora na kolejne wydarzenia i spotkania. Że ten etap warsztatów od marca, był tylko wstępem. Do czegoś dużo głębszego. Był taką nauką podstaw. Teraz mam wieścić przesłania ‘’na żywo’’. Już nie spisywać, a mówić na bieżąco podczas spotkań. Szeptać ich szumiące modlitwy. I tak dziś przechodzę ‘’chrzest ognia’’. Bo rzeczywiście mówię tym rymem. I jakoś swobodnie płynie. Przecież to od Drzew…

Gwiazdy srebrzyste, 
Wspomnienia ojczyste,

Mgieł opary, 
Szemrzące szuwary,

Przyjmij Sosnowe Dary….

Wypowiadam do Małgosi. Teraz czuję się nieco jak ten dawny druid. Jedno ze słów okazało się kluczowe… Popłynęło wzruszenie… Ciężko nam odejść od sosen. Gwiazdy migoczą zalotnymi ognikami ze spokojnej tafli jeziora. Przebijają iskrami znad koron igieł. Wracamy. Oczy nasze doskonale orientują się w odcieniach szarości. Marsz skupienia i jedności. Bór milczy odświętnie. Bezbłędnie pokonujemy przeszkodę w postaci powalonych kłód. Na jego skraju jarzy się platyna tych srebrnych, kosmicznych obłoków. Dziś są szczególnie rozległe. Noc wędrowną kończymy wymianą opowieści i wrażeń, podziwiając chwiejne błyski gwiazd na pomarszczonym nieznacznie lustrze tajemnicy.

tapet1

Ile lat ma Drzewo? Dojrzewanie nasiennych dzieci.

Jedne z najczęstszych pytań, kiedy stajemy wspólnie pod Drzewami, jakie się pojawia. ‘’Ile może mieć lat’’? – pytają moi goście.Czasami ma to jakieś znaczenie… I choć są różne ku temu metody aby sprawdzić, zwykle mam z takim pytaniem jakiś problem. Bo przecież nie zetniemy go i nie policzymy nagle słojów. A i ten sposób nie jest do końca dokładny, bo przecież drzewo różnie może przyrastać i nakładać słoje, w zależności od wielu czynników. Ostatnio coraz częściej przekonuję się, że nie wiek i ‘’sędziwość’’ Drzewa mają aż takie znaczenie, jeśli chodzi o możliwy kontakt z nimi. Podczas niedawnego wyjazdu udało się mi bardzo łatwo porozumieć z młodymi brzózkami i dębem, odczuć ich nastroje i pragnienia nawet. Dąbek wibrował pociesznie przy zbliżaniu dłoni, jakby z ekscytacji na kontakt, a brzózki wygłupiały i reagowały na szeptane słowa. Z każdym udało zamienić się kilka rymów. I nawet aż tak mnie to nie zdziwiło. Siedziałem właśnie pod Krzesimirem pogrążony w tych rozmyślaniach o leciech, kiedy Dąb odezwał się nagle…

– Pytasz o wiek Drzew? A po co w ogóle go liczyć? Uważasz, że ludzie są w stanie poznać nasz dokładny wiek używając swoich sposobów?

No jak to po co? Ludzie są ciekawi. Uważa się, że im starsze Drzewo, tym bardziej doświadczone, świadome, pomocne. Choć już wiem, że nie zawsze tak jest. Poza tym
Wy wiecie ile mamy lat, więc co to za sekret?

Zamruczał. Zdziwił się. Poszumiał…

– Nie chodzi o tajemnicę, nie. Ale o życie Drzewa. Pomyślałeś, od kiedy właściwie je liczyć? Od momentu kiedy wykiełkuje i pokaże nad ziemią – tak uważacie. A co wcześniej? Czy nasionko jest martwe? Przecież drzemie i czeka. Czasem się wybudza – tu dojdzie je trochę wilgoci, z drugiej nieco ciepła. Już wtedy – żyje i bada otoczenie. Sprawdza, kiedy najlepiej zacząć się rozwijać. Zupełnie jak dorosłe Drzewo. A dorosłe pomaga mu w tym procesie. Z setek lat przekazało całą swoją dostępną wiedzę z pokoleń, do tego małego nasionka. O świecie jaki je otacza. O zagrożeniach, opadach, glebie, owadach, sprzymierzeńcach, wrogach. O szczęściu i pełni oraz o niedostatku, i jak sobie z nim poradzić. Cały czas to się dzieje. Choć usilnie nie dostrzegacie. Życie – pełne spraw, trosk, radości, zmagań. Zupełnie jak Wasze. Wróćmy do nasiona. Jeśli ono żyje i pracuje już będąc w Ziemi – od kiedy powinno się według Ciebie liczyć wiek Drzewa? A może jeszcze wcześniej – kiedy żołędzie wiszą na gałęzi w szypułkach, uczą się życia, zbierają informacje, pytają, niekiedy boją, i nie mogą doczekać kiedy wreszcie opadną ku Ziemi? Może odtąd powinniście rachować?

Ale jak to?

– Mówię Ci, że tak jest. Czemu Cię to dziwi? A dziecko ludzkie, w łonie matki? Też słyszy, przeżywa jej emocje, uczy się, czasem nabiera i traum. Tak ja i każde Drzewo rozmawiam ze swoimi dziećmi. I nie ważne, że ich dużo, że wiele zostanie tylko pokarmem dla zwierząt – wiedzą, że tak być musi. Nie umierają, nie odchodzą. JA ponownie je wskrzeszam. Wracają do mnie z Ziemią. A u Was, jeszcze przed poczęciem – Dusze umawiają się na jakieś doświadczenia, wzajemne poznanie. Dzięki temu wzrastacie, rozwijacie się, uczycie. U nas tak samo…Prawie tak samo. Ponieważ duchy Drzew są niemal od początku w stałej łączności ze swoim drzewnym ciałem – tak łatwo przychodzi im akceptacja. Wiedza. Z tylu rzeczy nie robią tragedii. Rośniemy, rozwijamy się, pracujemy dla Matki Planety, doświadczamy, uczymy, usychamy, cierpimy, śpiewamy pieśni, tańczymy, pijemy, przewracamy, rozkładamy, ale – nie umieramy. Wracamy wciąż. Coraz bardziej świadome, przystosowane, mądre, ufniejsze i bogatsze. Zawsze wracamy. Wy też wracaliście, i odchodziliście. Wiele już razy. A Drzewa zawsze były. Ostatni ‘’czas’’ był trudny dla nas. Zasady naszego wspólnego istnienia – zszargane i zdeptane. Braterstwo, opieka, pomoc, równość, rozwój, współczucie i szacunek należne wszystkim. Dla Drzew było naturalne aby się opiekować, wspierać. Robimy to dotąd. Wiemy, że różnorodność szczęśliwych jednostek zapewnia dobrobyt większości. To działanie silniejsze i starsze niż wszystko co dotąd poznałeś. Nie złość się teraz – na ludzi. Będzie stopniowo wszystko wracać. Zobacz, spójrz! Tyle się zmieniło. Przychodzicie już po kilka osób. Docieracie i poznajecie kolejne Drzewa. Jednoczycie się w ich energiach, a one dają siebie poznać. Chcą być poznane przez Was! Otwierają się ufnie, będąc przekonane o zmianie Waszej, jaką spowodują te odczucia. Podjęto decyzję w radzie Wiecu – działać na wszelkie sposoby. Inni – czytają i praktykują sami. A to tylko wierzchołek, bo takich ludzi jest i już zbiera się wielu…

65395413_341162893445501_4959807042052161536_n

…Czasem nawet ewoluujemy, kompletnie się zmieniamy. W coś innego. Skały tak zwane, przechowują opowieść o tych gatunkach, które odeszły. I gdybym pokazał Ci obrazy ze wspomnień Pamięci epok Ziemi, nie uwierzyłbyś. Coś Ci powiem Przyjacielu, choćbyś bardzo chciał, nie poznasz wieku Drzewa. Odkąd właściwie powinieneś liczyć? Bo istniejemy Wiecznie. Teraz.

Serce bije mi łagodnie szczęściem. Po policzkach płyną łzy. Dąb kołysze leciutko liśćmi w koronie, aż w głowie wiruje. Wiem, że to już wszystko. Znam Go dość dobrze, tak mi się wydaje. On zawsze tak z zaskoczenia. Nie musi już mówić. Choć w głowie kołacze jeszcze:
‘’ wiesz, że to co opowiadasz jest totalnie odjechane’’ ? I jednocześnie takie oczywiste. Wiem, że On nie dba o to. Ostatnie czym przejmowałoby się Drzewo to ‘’co ktoś sobie o Nim pomyśli’’. Ochoczo biorę przykład. Spisuję. A kto wie, co to słowo komu podaruje 

25. 06. 2019 – Krzesimir 🍁

54412571_10217475620469709_4584872047972188160_n

Majówka z Drzewami Mocy. Sekrety jesionowego szlaku.

Bądź gotów na najbardziej niezwykłe doświadczenie. Daj się zaczarować swojemu światu. Pozostań otwarty na każdą możliwość, a wtedy – stanie się. Choć ja chyba nie byłem do końca przygotowany tego dnia wędrownego, na to co miało mnie czekać. Najpierw pojawiło się zaskoczenie. Potem radość, wdzięczność, zachwyt i … pokora. A zaczęło się…od Drzew oczywiście.

P90501-192203

Wyruszyliśmy dość późno, bo dopiero po godzinie 19. Wieczorny las, w cieple wiosennego słońca, wita rześkością. Małe kosięta kwilą już w gnieździe, samiec nieopodal wytrwale śpiewa. Pełnia rozkwitu życia. Razem z moimi gośćmi na nowo odkrywamy bogactwo tej Planety, ucząc się imion jej mieszkańców. Mam wrażenie, jakby świat pod stopami i do kolan był osobną unikatową rafą koralową, pełną barw i wirującego życia. Tu oto glistnik jaskółcze ziele, orędownik zdrowia spogląda złotym okiem z mroku zieleni. Obok dziwny wilczomlecz. Bluszczyk kurdybanek, i jasnota jarzą się kryształkami fioletu. Drzewa dziś aż trzęsą z radości. Każde zaczepia i coś chce opowiedzieć. Od nowa uczymy się wspólnego życia. Zawieramy przyjaznie z  liściastym ludem Ziemi. Bywają czasem zdziwione, choć wiedzą, że to już się dzieje. Zaczekają na nas – jak zawsze. Aż i reszta ludzi któregoś dnia dołączy do tej przemiany. Tak bardzo cieszą się, kiedy ludzie przychodzą pogadać i przytulić. Kto z nas by się nie cieszył? Niczego od Ciebie nie potrzebuję – po prostu bądź. Krótki pobyt w lesie, a goście moi słyszą i odczuwają więcej niż ja. Ani trochę mnie to nie martwi J Szczególnie cieszy. Dzięki temu nasza wędrówka jeszcze bardziej jest bogata, o kolejne uważne postrzeganie. Nie nadążam za percepcją moich wędrowców, którzy z taką otwartością reagują na wezwania kolejnych drzew. Jarek, drugi już mężczyzna jakiego goszczę na wyprawach słyszy, czuje, postrzega i odbiera je intensywnie. Wołają i zapraszają jego. Żartujemy trochę z brzozami, które przekazują nam na bieżąco, sztukę uziemiania. Znów czegoś nie wiedziałem. Jednak w tamtym momencie, po prostu mówię i robię. Przekazuję. Płynie wiedza przodków. Uczą brzozy wdzięczności, mówią o zdrowiu i sile jaka z tej postawy wzrasta. Znów instruują, jak ustawić ciała, ręce i dłonie, aby przepływ energii był właściwy. Białe, wiecznie wesołe lekarki lasu. Czujemy dogłębnie – każdy inaczej. O zmroku, stary klon jawor zaprasza do gawędy. Grażyna długo pozostaje z nim w objęciach. Po wszystkim czuje się wypełniona, obdarowana, i doładowana. Uderza gorąco. Ciężko opisać. W kniei o ciemności dzwonią jeszcze rudziki i wyśpiewuje drozd. Do snu już ptactwo szepta pacierze. Mijamy olbrzymie kasztanowce, które przyciągają jak potężne magnesy. Płyną wieści osobiste… dla każdego… Mnie proszą abym tu jeszcze wrócił któregoś wieczoru. Drzewa wiedzą, że przychodzimy specjalnie do nich. I jak to w gościach – każde chce obdarować, poplotkować, ale dziś nawet ja zaskoczony jestem tym co się wyrabia. W oddali, głucho chrypi sarni kozioł. Niewielka ich grupa wyszła o zmierzchu na soczystą kolację wśród traw. Szelesty i szmery mysie igrają ze słuchem. Coś się przemieszcza – nie widzimy. Z doświadczenia wiem, że w suchej jak pieprz ściółce, nawet małe zwierzątko potrafi mocno zahałasować. Z ciekawością odkrywać i badać te tajemnicze dzwięki, zgadywać, żeglować wyobraznią – oto cud nocy leśnej.

P90501-205135

A spędzamy ją na zacisznej polance, czekając aż zapalą się żyrandole srebrnych gwiazd. Wieczór rozgonił chmury. Długo żarzy się w pustce horyzontu, łuna zachodniej czerwieni. Gaśnie łagodnie. Nieodległa wieś, pogrążona w lampionach bladych świateł drzemie w ciszy. Nie słychać nawet psów. Nad nami dach wszechświata, w nim my, we właściwym miejscu i czasie… Mija na rozmowach, w każdym możliwym chyba temacie. A czasem cisza i słuchanie skrzypiących, szumiących drzew. Też muszą się wypowiedzieć. Kosmos słucha wszystkich. A my, spisujemy właśnie kolejną wędrowną historię.

Maszerujemy zapadając się w sypkim piasku pól. Chrzęszczą łany zielonego zboża. Pózną nocą docieramy do Krzesimira. Nie planowałem. Trochę tylko ‘’przypadkiem’’ zboczyłem z kierunku i jakoś tak wyszliśmy obok niego. Dębowy olbrzym oddycha sennie przeglądając gwiazdy spomiędzy rozłożystych konarów. Koroną zagarnia niebo. I szczodrze obdarowuje moich Wędrowców. Bucha pulsem wibrującej energii wokół. Grażyna ma wrażenie jakby nią wirował, a jarek mówi o odczuciach ‘’spod ziemi’’ i drganiach – także w kontakcie z innymi drzewami. Osobliwe dudnienie. Odwiedzimy jeszcze staruszka jutro.

Jesionowy Szlak – przez pola, łąki i miedze.

Dzień wita nas burymi chmurami, grozbą deszczu i porywistym wiatrem. Dobra pogoda dla wędrowców. Bo przecież żadna nie jest zła. Każda ma swoje zalety. Podczas takiej aury nie przegrzewamy się, i nie cieszymy wątpliwym dość towarzystwem majowych lotników – komarów i meszek. Taki czas wolą przeczekać ukryte w gąszczach. Jesionowy szlak. Aleja przekroju drzewnych osobowości. Stróżują temu miejscu również klony, lipy, dęby, wierzby, wiąz, głogi, dzikie róże, tarniny, jabłonie. Właśnie w takie dni jak dziś, poczuć można zalety  zakrzaczeń przydrożnych. Dostrzec cenną rolę jaką pełnią w zmienionej działaniem człowieka przyrodzie. Gdy tylko znajdujemy się na dróżce otulonej kępami krzewów, siła podmuchów słabnie. Maszerujemy jakby w tubie wyciszenia – tak działają drzewa rosnące obok. Tak samo zimą hamują nawiew zasp, a latem i wiosną wyłapują unoszoną przez wiatr wyjałowioną już ziemię, opóźniając procesy erozji. Hamują odpływ wilgoci i magazynują ją w sobie. Niby rzeczy oczywiste…  Ktoś kto nie spędza czasu w naturze o każdej pogodzie nie doceni – przyjedzie i wytnie… Pytają nas drzewa, z jakimi zamiarami przychodzimy. Lekko zaniepokojone. Słyszy jarek i ja. Nie dziwię się – w końcu od jakiegoś czasu obserwuję ‘’szał’’ na ogałacanie takich dróżek i polnych rowków z wszystkiego co rośnie. Mimo tylu korzyści… umysł nie pojmuje, serce płacze. A one wiedzą… choć tutaj jest jeszcze spokój, odbierają przecież co dzieje się kilometry dalej. W pamięci Ziemi zapisuje się wszystko. Dlatego szanuj, błogosław, kochaj, dziękuj i opiekuj się Matką która Cię żywi, w zgodzie z Jej rytmem. Otacza nas ocean złotej żółci rzepaku, wśród którego jak ryby zwinnie wiosłują jaskółki dymówki. Muskają kwiaty w locie, wyłapując owadzią drobnicę. Piękno i dramat na jednym obrazku, mimo wszystko w tamtym momencie myślę, że to najpiękniejsze co dotąd zobaczyłem w życiu. Przyglądamy się w zachwycie temu spektaklowi – pokazowi ptasiego drapieżnictwa. Czarne, jaskółcze kreski nawołują – ciiiit, ciiii! Zupełnie jak delfiny polujące na ławicę ryb. Komunikacja i synchronizacja. Awifauna pól i miedz dopisuje gwarem i odgłosami. To wręcz nie do pojęcia – ile te ‘’krzaki’’ kryją w sobie życia. Stały się jakby osobnym, podłużnym lasem. Widzimy żółte trznadle,  biegającą siwą pliszkę i wabienia sikory modraszki. Z niebios spływa urokliwy śpiew skowronka. Ptaki próbują swoich sił, mimo porywów wiatru. Ostro dzwoni niedaleki potrzeszcz – wieszcz bezmiaru pustki. Kolorowe szczygły uwijają się obok z wesołym świergotem. Nad nimi roztacza swój wysoki, melancholijny śpiew Ortolan – jeden z głównych tutejszych solistów. Czupurne mazurki, nieśmiałe polne wróbelki spoglądają na nas zdumione spomiędzy kęp zarośli. Obserwują. W ubiegłym roku gniazdował tutaj nawet gąsiorek – dzierzba. Chwila zadumy, gdy wśród jaskółek na rzepakowym morzu, z dostojeństwem szybuje błotniak zbożowy… Tu od wieków zakotwiczył, wyrósł i ubogacił życie osobny, fascynujący świat. Potomkowie mieszkańców odległych stepów, i suchych łąk osiedlili się tutaj i uznali rolniczą przestrzeń upraw ludzkich za swój dom. Przy okazji nieocenione oddając nam usługi. Czy pamiętamy o tym podczas gospodarowania?

P90501-194054

Jakże pogoda potrafi zmienić odbiór każdego miejsca. Jesionowy Szlak kojarzy mi się z księżycem i ciepłymi, letnimi nocami, kiedy spaceruję tutaj boso po przyjaznym piasku. Pierwszy raz wiodę tędy wędrowców. Ktoś powiedziałby ot, zwykła polna dróżka. Może i tak – gdy minąć ją w ślepym i głuchym pędzie, albo kabinie samochodu, wzniecając tuman duszącego kurzu. My odkrywamy dalej – kolory, zapachy, kształty, ślady. Fotografujemy kwiaty. Jedwabiste płatki dzikiej jabłoni i upstrzone różowymi punkcikami ozdoby głogów. Mijamy piaszczyste niecki po grzebaniu zajęcy i bażantów, królicze nory, a w jednej z maleńkich polnych kęp napotykamy królika właśnie. Trop dzika okrąża zadrzewienie, które jest naprawdę niewielkie. Mimo to – przebogate w rośliny. Brzoza, dąb, topola, jesion, wierzba, tarnina, olcha, wszystko na tak małej powierzchni. Mogłoby być zaczątkiem przyszłego lasu, gdyby zaprzestać uprawiania ziemi wokół. Ale największym zaskoczeniem okazuje się być potężna czeremcha – rozłożysta i wielka niczym ogromny pająk. W życiu takiej nie widziałem. Moje Drzewo Mocy. Mam do niej wrócić. I już wiem, dlaczego od 2 dni towarzyszyło mi poczucie, aby iść właśnie tutaj. Po drugiej stronie kępy czeka na nas ten sam królik. Zwierzak nie opuścił jej, tylko pokicał na drugą stronę. ‘’Pech’’ chciał, że nie wchodziliśmy do środka, a tylko okrążyliśmy wokół. Nie ma co przeszkadzać ptakom. W powietrzu czuć pył. Osiada mi w gardle. Znak, jak wielka jest tutaj susza. Świadczą też o tym młode kiście dopiero co wypuszczonych świeżych listków, które zrzuciły drzewa. Nie są w stanie ich utrzymać i odżywić. A wiatr nie jest aż tak silny, aby je urywał. Widać przy okazji jak różne drzewa potrafią obierać życiowe strategie. Niektóre dęby wypuściły już listki, inne cierpliwie trzymają je w pączkach. Taki Krzesimir, ”tłamsi” je już drugi tydzień, podczas gdy klony rozwinęły pełnię ulistnienia. Mijana dzika róża prosi, aby odsunąć jej pędy na bok. Nie chce być potrącana przez auta i traktory. Spełniamy tą prośbę cennego w przyrodzie krzewu. W pewnym momencie jarek mówi, że mamy przy najbliższej okazji skręcić w prawo – bo tak wołają tutejsze drzewa. Dziś, jak zawsze one prowadzą, choć nie za moim pośrednictwem. Tak docieramy do polnego, wyschniętego na wiór rowku, w którym osiedliły się topole białe. Są wysokie, dostojne, czyste.. To one nas zawołały. Jest ich kilkanaście. Pną się hen pod niebo. Przychodzi taki moment na wędrówkach, że każdy potrzebuje pobyć sam. I tak też dzieje się teraz. Każde z nas wybiera sobie jedną z topól. Czas długiego tulenia i osobistych przesłań. Czuję, że to miejsce mocno nas oczyszcza. Czuję się wspaniale, lekko i błogo. A zakątek okazuje się być spełnieniem wszelkiej tajemnicy. Nie widać było tego z zewnątrz – w środku, na dnie rowku znajdują się odciski dziczych i sarnich śladów. Widać, że sprytne zwierzęta chodzą tędy jak chodnikiem. Skryte i bezpieczne. Pełno pustych ptasich gniazd, i ciekawych roślin. Białe Topole to Drzewa Mocy patronujące na ten rok, i już z jego początkiem wołały ludzi do siebie. Nie myślałem tylko, że taką przybierze to formę. Wspierają one rozwój Duszy,  powrót do Boga, Wszechistnienie, uzdrowienie duszy, wzrost duszy, odzyskanie jej utraconych aspektów, osobistą moc ducha, przejawienie darów, jedność, Boskość Istoty i pełnię mistrzowskiej kreacji. Rzeczywiście – na naszych twarzach uśmiechy i wcale nie mamy ochoty stąd iść. Tu prawie nie wieje. Topole ugościły nas swoim schronieniem. Robimy więc postój z przerwą na jedzenie i gawędę. Maszerujemy kawałek dnem rowku, co rzeczywiście okazuje się być bardzo wygodne. Pora pożegnać się z tym przyjaznym miejscem. W pamięci zapisze się jako niezwykły skarb, skryty pod plątaniną konarów i chaszczy. Choć i tutaj dotarł człowiek z nieubłagalną piłą – gdzieniegdzie widnieją dawne ślady zniszczenia. Wierzyć się nie chce. Bo przecież zarośnięty rów lepiej magazynuje wodę, spowalnia jej odpływ, jest schronieniem dla ptactwa które tępi ‘’szkodniki’’ a czasem i nieocenionych w pożytku bobrów. Wszyscy zaś narzekają na suszę…

P90502-121902

Topole żegnają się z nami gromkim zrywem szelestu swych biało – zielonych liści. Tak samo jak powitały, kiedy tylko wkroczyliśmy w ich przestrzeń. Trudno, o bardziej wymowny znak od Drzew.

Klon

– Ludzie odwiedzający drzewa, powrócą do swojej dawnej Mocy. Rozwiną świadomość. Pozbędą się trosk, smutków, blokad, otworzą na przepływ życia. Uzdrowią aspekty duszy. Czasem ciała. To nie obiecanki, a szczera zapowiedz tego, co jest i było Wam dostępne od zawsze. Mówcie o nas. Opowiadaj o każdej wędrówce. Ty, Jarek i Grażyna. O tym co tu przeżyliście. Ważne by się dzielić, aby stało dostępne dla innych. Wystarczy im przypomnieć. W każdym człowieku drzemie tęsknota za harmonią, spokojem i zrozumieniem. Jest on na wyciągnięcie ręki. Wzrasta latami tuż obok Was. Tyle otrzymujecie – i nie dostrzegacie. Powietrze, woda, gleba, cień, osłona. Podstawy Waszego istnienia. To dają i chronią dla Was Drzewa. Poczuliście to dzisiaj. Zapraszamy do swoich światów. Pokażemy nasze bogactwa. Nauczymy jak je dostrzegać. Dziś wszyscy zobaczyliście co jest możliwe, kiedy pozostajecie w otwarciu na nasze słowa. Jak bogata staje się wtedy podróż. Jak każde z Was czuje. Wołamy, zapraszamy ludzi od dawna. Wreszcie, znów zaczynacie więcej słyszeć. Pora abyście zrozumieli, że szczęśliwi możemy być tylko współistniejąc – nie w zwalczaniu, oskarżaniu, wynajdywaniu przeszkód. Różnimy się. Drzewa nie można zmanipulować, oszukać. Was tak. Dlatego działacie przeciw nam, a tym samym wbrew sobie.

Dawno nie odwiedzany przyjaciel, Polny Klon o imieniu Kostur takim obdarza przesłaniem. Głóg obok prosi o zrobienie fotografii jego kwiatów. Chce być na tytułowym zdjęciu opowieści.

– I staną w Prawdzie Serca! O tym też napisz. Zaufania Kwiat Głogu. Kwiat Serca. Widzisz te maleńkie, różowe punkciki? Taki sam znajduje się w centrum Waszych Serc. Iskra Boga. Dotrzyj do niej, a odnajdziesz wszystko czego szukałeś. 

Woła głogowy krzaczek. Robi się wesoło. Kawałek dalej, jarek brata się z jesionem. Polem kica zając, co i raz przysiadając czujnie – szarak nasłuchuje. Może też wieści od drzewnych przyjaciół? Cieszę się bardzo, kiedy w uważności goście moi sami odkrywają pewien fenomen, podczas tych dwóch dni włóczęg. Dostrzegają gdy drzewo woła – kołysze się lub trzęsie ‘’samo z siebie’’, mimo braku podmuchów wiatru. Są podekscytowani. A ja opowiadam co jeszcze potrafią drzewa wyczynić – bo spowodować im osobny podmuch wiatru, czy zawirowanie powietrza wokół, to dla nich ‘’pikuś’’. Tak też się komunikują. Nasi przodkowie wiedzieli, jak podsłuchać rozmowę żywiołów. Pamięć tych umiejętności, przetrwała jeszcze u Drzew. Żegna nas czuły, niespodziany, śpiew ukrytego słowika. Na sam jego zew, nie mogę doczekać się kolejnego księżyca w upojeniu słowikowej nocy.

P90502-122726

A kiedy las nie pozwala…

Zbliżamy się do znanego już z wielu opowieści olsu, kiedy mam delikatne wrażenie, że możemy tam wkroczyć tylko kawałek. Jarek mówi, że nie chce tam iść – ‘’coś’’ nie pozwala i nie życzy sobie tego. Jeszcze kilka kroków, i dostrzegam kroczącego między drzewami żurawia. Tak. Ta przestrzeń jest dziś zajęta przez zwierzęta. O to chodziło. Czucie ‘’wymusza’’ niejaką elastyczność. Ufasz temu co przychodzi i podążasz. Nie sposób trzymać się sztywnego planu. A nasze wędrówki zawsze są  spontaniczne. On rodzi się w trakcie. Wycofujemy się aby nie płoszyć ptaka. Idąc, podziwiamy w rowku resztki po bobrowych robotach. Siadamy na powalonej topoli, która gościnnie przygarnia całą naszą trójkę. Natura pomalowała ją srebrno – szaro – sino żółtymi porostami. Tu czas nas opuszcza… Otoczeni zielenią traw i kwiatów, słuchamy ptasich mieszkańców bagna. Podczas każdej wyprawy poznaję swój las od nowa – oczami moich gości. Jarek wypatrzył osobliwy młody dąb, który podtrzymuje i oplata dojrzałą sosnę. Jakby trzymał ją do tańca. Tyle lat tędy chodzę i nie zauważyłem. Dlatego spotkania międzyludzkie są ważne. Każdy ubogaca nas swoim postrzeganiem,  nawet jeśli w czymś się nie zgadzamy. Warto widzieć jednak to, co nas rozwija.

59301263_285733642329815_89763278888108032_n

Tulimy brzozy tańczące na wietrze. Czuć, jak zwinne dziewczyny wyginają się i chwieją pod jego naporem. Chwila, i stajemy się jednością w błogim kołysaniu. Poruszają się lekko, bez naprężeń. Przystosowane przetrwać dużo mocniejsze wichry. Brzoza potrafi zgiąć się do samej ziemi i nie złamać. Dopiero teraz pojąć można, co znaczy nazywać brzozę tancerką. One nimi są. Błogosławimy sobie nawzajem. Mija nas dwójka młodych rowerzystów. Dla nich będziemy świadectwem, albo… wariatami J  Kwilące jaskółki uwijają się zwinnie nad morzem rzepaku, czyniąc barwną powtórkę z widowiska. A my dziękujemy życiu, że przyszło nam istnieć na tak wspaniałej planecie. A Mistrzowie Drzew, są wśród nas. Nie zawsze się ujawniają. Nawet nie spędzają dużo czasu w lesie. Niekoniecznie żyją, jakbyśmy sobie wyobrażali. Mimo to słyszą, czują, rozumieją i mają otwarte serca. To wystarczy, aby ich istnienie szumiało na co dzień śpiewem prastarej zieleni.

Gościom moim, Grażynie i Jarkowi w podziękowaniu za świadomą obecność, otwartość, niestrudzone Dni Wędrowne i wszystkie duchowe upominki.

Wierzbom, Kasztanowcom, Brzozom, Topolom, Lipie, Głogom, Róży Dzikiej, Dębom, Klonom, Sosnom, Jabłoni, Kwiatom, Ptakom, Sarnom i Żurawiowi, i każdemu stworzeniu w uhonorowaniu Waszego przewodnictwa, mądrości, bogactwa jakim obdarowujecie nasze zmysły i dusze podczas wypraw.

—————————————————————
—————————————————————

* Wędrówka miała miejsce w ramach naszych Warsztatów Przytulanie Drzew – podróż do Źródła Istnienia

A jeśli i Ty masz ochotę podarować sobie spokojny Dzień Wędrowny w doświadczeniu intymnego spotkania z Naturą, pisz, pytaj. Kontakt w sprawie zgłoszeń:
czeremcha27@wp.pl

Na blogu możesz też poczytać inne wspomnienia z niektórych minionych warsztatów:

Dendroterapia – Przytulanie Drzew 

Możliwe są też wyprawy i czuwania nocne. Szczegóły w Wydarzeniu:

Księżycowy spacer w magicznym świecie Przyrody

————————————————————–
————————————————————–

P90502-131518

P90502-122256

P90502-132355

Jak postrzegają nas Drzewa?

Choć nie mają uszu, słyszą. Choć trudno sobie to wyobrazić, czują zapachy, dzwieki, energie, oraz ‘’wiedzą’’ zdarzenia. A nawet, czytać potrafią z tego wszystkiego i wyciągać wnioski. Dla Drzew Ziemska szkoła też nie jest łatwa. Nauka ogromnej cierpliwości, pokory i wiary, zwłaszcza wobec tego co obecnie człowiek z nimi wyrabia. Wiedz, jednak, że one widzą. Kim na ten moment jesteś.

Kiedy było mi zle, nie rozumiałem siebie, udawałem się do Dębu. Zawsze wtedy Krzesimir mówił coś takiego;

– Hmmm, hummmm, no i co dziś z sobą przynosisz? Ale ciekawie. Taaaak? Pokaż no się tu….

Po czym następowało ‘’badanie’’. Różnie jest ono odbierane przez człowieka, ja najczęściej czułem dotyk ‘’korzeni’’ na aurze, dotyki na ciele, łaskocące, muskające. Bywa, że drzewo ‘’wpuszcza do siebie’’ i moi wędrowni goście opisywali zjawisko pochłaniania, pogrążania się w pniu – odczucie. To już świadczy o wielkim zaufaniu drzewa. Tylko one potrzebują aż tyle czasu, żeby się otworzyć, przekonać. A to dlatego, że widzą kim / czym na dany moment jesteśmy. Energetycznie i w emocjach. Z tego rysuje się im jakby ‘’mapa’’ naszego charakteru i osobowości. Z tych energii i zastoin emocjonalnych wyczytają wszystko, także to co działo się z nami przeszłości, jak i możliwe warianty przyszłości. Przychodząc do drzewa, można uprościć, że tak jesteś odebrany: jesteś dziś strachem, miłością, smutkiem, radością, spokojem, złością, nienawiścią, a może wybuchową mieszanką wszystkiego na raz? Uwielbiają to odczytywać, a potem biorą się do roboty. Czasem same, delikatnie, nieśmiało, bo i potrafią odczuć Twą zgodę lub intencję z jaką przybywasz. Zaczyna się proces leczenia.

32768351_581201605581326_883316267019141120_n

Przytulasz. I odbierasz, jak wiele się zmienia. Zaczynasz czuć się dobrze, błogo, szczęśliwie, lekko, radośnie. Co takiego się stało? Jako, że drzewa nas widzą w sposób wielowymiarowy. Nie tylko emocje, nastawienie i stany, ale też wszelkie wyrwy w aurze, ubytki, podpięcia, blokady. Zdejmując je i udrażniając przepływ energii, powodują, że wracamy do naturalnego nam stanu czucia i bycia. I tak byśmy się czuli cały czas, gdyby nie konstrukt tego świata – matriksa. Lecz aby poznać kim jesteś, trzeba Ci było doświadczyć czym nie jesteś, abyś miał wybór, czego chcesz doznawać. I potrafił to rozróżnić. Oprócz oczyszczania aury, udrażniania emocjonalnych blokad, często zdarzało się, że Krzesimir mówił mi ‘’To nie jest Twoje’’. Po czym następował proces zdejmowania.W sensie, że emocje, czy stan z którym przybyłem, nie były konsekwencją mojego jestestwa, a podłapane z czegoś, co nazwalibyśmy ‘’polem nieświadomości zbiorowej’’. Tam upchnięte są wszystkie myślokształty, strachy, wojny, porównywanie się, ‘’problemy świata’’ słowem wszystkie dziwactwa, mające odciągać naszą uwagę od siebie. To też drzewa dostrzegają od razu. Choć mają swoje cele, większość spraw świata mało je obchodzi, dopóki nie dotyczy bytu ich samych. Wchodząc w szczegóły, uważa się, że drzewo posiada 3 centra energetyczne, człowiek zaś podają różne źródła, że od 7 do 12. Człowiek Dawnej Ziemi też posiadał 3 – więcej nie potrzebował. Chodzą teorie, że czakry, które mamy obecnie, to pamiątka po różnych kosmicznych manipulacjach wędrownych istot, ale w to nie będę wnikał  Boscy Sprawcy żyjąc w harmonii z Wszechświatem, tworzyli i przejawiali posługując się jednością trzech pierwiastków; ciała, umysłu i duszy. Dlatego też po kontakcie z drzewem, jest ‘’właśnie tak’’. Często odchodzą tęsknoty fizyczne i pragnienia cielesne. Troski znikają. Człowiek może całkowicie wówczas podążyć w kierunkach duchowych. Jest jeden haczyk…

Energia Drzew bywa bardzo silna, zwłaszcza, jeśli pozwolisz im pracować w sobie. I choć zmieniają w nas dużo i trwale, pomagając stać się bardziej spełnioną wersją siebie, czasem proces leczniczy nie do końca spełnia swoje zadanie. Bywa tak, jakbyś nakleił plaster na otwartą krwawiącą ranę. Na chwilę pomoże. Bo gdy świadomie nie wnikasz w to, co się w Tobie dzieje, zdając absolutnie wszystko na Drzewo, możesz coś przeoczyć. Bo dla świadomych, dobrze zakorzenionych w swoim jestestwie i jedności z Ziemią, nasze ludzkie bolączki i smutki wydają się nieistotne. Wtedy po prostu jego energią ‘’przykrywasz problem’’ i będziesz czuć się dobrze, dopóty energia drzewa w Tobie działa. I stare wróci. Był moment, że wydawało mi się, aby dobrze się czuć, musiałbym cały czas przebywać w lesie. Nie tędy droga. Można wtedy przychodzić do nich w nieskończoność… Nic nie zastąpi świadomego przyjrzenia się swojej trosce, a drzewo jest po prostu tym pomostem, który wycisza, daje klarowny wgląd, a czasem podszepnie, pokaże coś olśniewającego. Energetyczna praca z Drzewem to proces obopólny, gdzie oboje sobie pomagacie, wspieracie, uczycie. Trzeba pamiętać, że dla wielu które poznajemy, to pierwszy świadomy kontakt z człowiekiem, i muszą sobie nieco przypomnieć, z tego co potrafią. Poznać nas, zaufać. Co nie znaczy, że mogą nam przypadkiem zaszkodzić, nie. Najwyżej efekt jest słabszy. Samo przebywanie w ich polu, działa wspierająco.

Bywają drzewni lekarze różni. Jedni rozkładają wizyty na ileś długich sesji, inni rwą się do gruntownego zabiegu, ciekawscy, zmotywowani. Jeszcze inne pytają o radę towarzyszy, i działają grupowo, tworząc uzdrawiające kręgi. Procesy bywają różne, zazwyczaj są przyjemne, łagodne, we wzruszeniu. Ale zależy, czego się pozbywasz, co integrujesz…

Kiedy znów, znajdziesz się pod drzewem, pamiętaj, że ono Cię widzi. Całego, kim jesteś, czym byłeś, co czyniłeś. Jak filmie Awatar. Nie wstydz się tego. Pokaż mu się cały, odsłoń. Z całym szczęściem, bólem, śmiechem, wszystkim co składa się na Twoją Istotę. Ono nie ocenia tego. Nie potępia. Cieszy się, że się odnaleźliście i po prostu Kocha zagubionego przyjaciela. W Pamięci Ziemi Stwórca zapisał wzajemną Miłość ludzi i Drzew. One od dawna znają to przesłanie, Ty zapomniałeś i odkrywasz na nowo. Po wsze czasy, spleceni w istnieniu żyć będą, pomagając sobie na ścieżce poznania. Nie przyszedłeś do niego przypadkiem. Z przyjaznym szumem wyciąga rozłożyste konary, zapraszając Cię do jedynej takiej podróży 

53740592_164128277796490_3742815328447496192_n