Jesion – Ukłon Duszy. Buk – Mistrz Nauk. Wędrowcy pustkowi.

Dla Anny,

Z szumem rozbrzmiewają śpiewy,
Wiec swój zaczynają krzewy,

Wzrosły gęsto, licznie, tłumnie,
W czerwień stroją przestrzeń dumnie

Rozrastają się szeroko,
Chociaż małe, Twą opoką,

Opowiedzieć chcą tak wiele,
Co zakurzył czas w popiele

Szlak Twój biegnie w pracy czasu,
Drzewa patrzą z dali lasu,

Jak wędrujesz podług miedzy,
Stamtąd czerpiąc garstki wiedzy

Przecierają kolcem szlaki,
Róże, głogi, bzy, szakłaki,

Mądrość wieków w siebie chłoną,
Wszelkich istot są osłoną,

A gdy stare dzieje spłoną….

Buki proszą do nauki,
Aby podjąć się tej sztuki

Co potrzeba zrównoważyć
Żeby mogło się wydarzyć,

Uśmiech zgasił smutek wieczny,
Czyn zbrodniczy, choć konieczny,

Przyjdzie we wspomnieniu jeszcze,
Puści ciało wtedy dreszcze,

Gest rozpaczy, darowany,
Odtąd niech jest zapomniany,

Kto do tego był zmuszony,
Dzisiaj będzie uzdrowiony

Nie bój nigdy się Topoli,
Gdy rozgości to co boli,

Ona jedna w tym dostoi
Żadnych wyzwań się nie boi

Jest przy Tobie też wspaniała,
Tak oddana Wierzba Biała,

Tyle Ci opieki dała,

Wolno jeszcze zegar tyka,
Głos rozbrzmiewa rokitnika

Który opowiedzieć pragnie
Czego trzeba Ci dokładnie

Czasu…

W hołdzie Duszy dla Ukłonu,
Słowa płyną od Jesionu,

Duszo moja, Duszo Wielka,
Niech się zbudzi moc Twa wszelka

Wołam Ciebie w tym pragnieniu,
Abym żyła już w spełnieniu

Siebie,

Ze mną bądź w każdej potrzebie,

Stary Jesion składa w darze,
Klucz do Serca, co wymaże

Już uśmiechnąć znów się pora,
Trzeszczy ciepło szorstka kora,

Drzewo chyli się strudzone,
Słowo w czyn Błogosławione

Kocham Cię 

Ojej. Ależ mi w płaczu…Długo mi krążyły wieści dla Ciebie, zaczęło się od jednego zdania z Bukami. One będą Cię ‘’szlifować’’. Czasem w przesłaniu nie chodzi o same informacje czy ciekawostki na Twój temat. Niekiedy mają tylko paść słowa, które przeczytasz, a które wprowadzone brzmieniem głosu w ciało, uruchomią co potrzeba w Duszy. Czuję, że tak jest w Twoim przypadku. Że nawet nie trzeba robić żadnej interpretacji, bo już się zadziało, a Ty wiesz.

Wędrowcy Pustkowi

Są przy Tobie krzewy, i kiedy właśnie wypatrywałem Twoich Drzew, to one ukazały się wokół. Nie ma Cię w lesie – Ty poruszasz się w pustce, odkrywasz nowe przestrzenie i wędrujesz w zapomnieniu niejako. Trudno mi to ująć w słowa. Od krzewów, niezależnie od gatunku można nauczyć się drugie tyle, co od Drzew. Choć zbytnio nie nadają się do tulenia  Traktowane jako element krajobrazu, pełnią rolę doniosłą, której skutki dzieją się w każdej sekundzie. Bowiem porastają one trudne zakątki. Tam gdzie gleba uboga, jałowa, gdzie Drzewa nie mogą jeszcze zdobyć przyczółku, rządzą krzewy. Na miedzach, brzegach rowów, skrajach pól nie jest łatwo przetrwać. Tu nie ma wilgotnej ściółki, ani osłony przed wiatrem, palącym słońcem, sztormami pogody. Pełna ekspozycja na wszystko. A one dają radę, z wytrwałością niezłomną. Tobie jej potrzeba, masz ją zresztą. Bzy, głogi, dzikie róże, tarniny, rokitniki… To one tworzą w pierwotności zaczątek lasu. Długi to proces, długi, ale rozpadając się przekształcają glebę w której wzrosły w bardziej zasobną. Wtedy… jakieś zbłąkane nasionko klonu, lipy, dębowy żołądź czy wierzbowy puch kiełkuje. Drzewo przerasta swą siłą krzewy, i odtąd cieniem zagarnia przestrzeń już dla kolejnych mieszkańców lasu…Zaczyna się nowe. Popiół zwiastuje odrodzenie. Gdy wiatr rozwieje pył, następuje śmierć starych schematów.

Tak więc świat krzewów, to miejsce dla twardzieli i wybrańców. Pełnią one doniosłą rolę w przyrodzie, będąc bazą gniazdową i pokarmową dla licznych gatunków owadów i ptaków. Choć pozornie gęste, kolczaste i niedostępne pełne są świergotliwego i brzęczącego życia. Ich piękno… gdy rozkwitają, malują aleje i szlaki biało różowym aksamitem kwiatów. Oszałamiają zapachami. Goszczą śpiewaków słowiczych i spiżarnie dzierzbowe. Swoją misję pełnią przez cały rok, bo prócz schronienia zimą podejmują w stołówce rozmaite gatunki skrzydlatych wędrowców. Kosy, kwiczoły, jemiołuszki, paszkoty, drozdy… Tu każdy znajdzie coś dla siebie. Jak krzewy potrafią ostać się wobec suszy, słońca, wiatru, zbitej twardej ziemi, i tylu innych przeciwności pozostaje tajemnicą. Może kiedyś ją wyjawią. I mimo tych trudności ich rozmaite owoce ewoluują w skarbnicę zdrowia i dla ludzkich smakoszy…

Chciałabyś dużo naraz, teraz, już, a tu krzewinki mi mówią o hartowaniu w czasie. Trzeba Ci cierpliwości, a Twoje pragnienia wybrzmią, lecz jeszcze nie teraz. Jeśli chodzi o cele zawodowe, coś masz jeszcze do uruchomienia w życiu. I spokojnie, wszystko przyjdzie w postaci osób i zdarzeń które pojawią się na drodze. Będą Cię tak cieszyć, że nawet nie zwrócisz uwagi, jak te lata upływają. Dzieci dorastają i zadziwiają samodzielnością ponad wiek. Ani się obejrzysz, aż nadejdzie. Oczywiście, zawsze i cały czas można kształtować swoją rzeczywistość podług znanych zasad. (Transerfing Rzeczywistości) Drzewa i krzewy też to zresztą robią, choć tu każde przygotowuje miejsce i wygodę dla drugiego. I to bardzo ważny czas dla wszystkich, aby ten wymarzony etap mógł się ziścić.

Buk – Mistrz Nauk

To są Drzewa, które postanowiły wziąć Cię w liściaste obroty. Twoi mistrzowie, którzy będą szlifować w szumie  Do nich możesz odtąd się udawać. Nie wiem jak z nimi w Twych okolicach, wiem że można znaleźć je licznie na pogórzu i Pomorzu, jest taka Puszcza Bukowa. Buki to rodzinne Drzewa, pełne opiekuńczości i trwałe filary lasu. Wspierają się poprzez sieć korzeni, i tworzą więzi w sposób chyba nawet nie spotykany u innych Drzew. Buk wie, że w rodzie siła i dobrze uczyć się jeden od drugiego. Niekiedy, a może i często właśnie rodzina okazuje się ‘’poligonem doświadczalnym’’ dla Duszy, przestrzenią najważniejszych nauk. I teraz przechodzimy do największej zagadki tego przesłania. Słowa padły o czynie, już wiem teraz że z wcielenia, i nie chodzi o to życie. O Morderstwo chodzi, rodzinne właśnie, którego dokonała kobieta na swoich bliskich. Wiem tylko, że została do tego zmuszona przez kogoś / okoliczności a tym ludziom chciała oszczędzić czegoś gorszego. Może Tobie przyjdzie coś więcej? Tyle tego nosimy… Wypłynęło mi nagle, po skończeniu wiersza. Wiem, że zostało już poruszone, i ukojone bo wybrzmiało. Hamowało. Ciekawi mnie, jak Ty się czułaś w ostatnich 2 dniach, a zwłaszcza 2 września o godzinie 3:30. Bo wtedy piszę. Jeśli pojawia się Buk, to zwykle właśnie wieszczy dawne traumy rodowe, bo on jest biegły w ich wyszukiwaniu. Jego specjalnością jest praca właśnie z polem rodu. Ale nie tylko. Uczy buk dystansu do siebie i wzmacnia. Hartuje. Regeneruje psychikę i ducha. Dostojni Bukowie wnoszą pewność siebie i wewnętrzną pogodę. Dawniej… Tereny europy porastały prastare bukowe puszcze. Nie dębowe… Przetrwały wszystko, a pokonała je dopiero era człowieka. I dziś nie mają łatwo, z uwagi na cenne drewno są w Polsce cięte jak zboże i oczywiście nasadzane (znów pod ścięcie) a na zielony szum czekać trzeba będzie kilkadziesiąt lat. Dlatego tak ważne jest publiczne dawanie świadectwa o przyjaznej mocy opiekuńczych Drzew. Aby każdy poczuł lub spróbował. Nie podniesie już ręki… Człowiek, Niszczyciel i tworzyciel zarazem. Buki pomagają pojąć zdarzenia, ujrzeć prawdy drugiego człowieka i otwierają przestrzeń na podjęcie kompromisów. W chwilach, gdy mamy do podjęcia trudne decyzje, miejsce przy jego pniu jest dla nas najodpowiedniejszym zakątkiem.

images

Wierzba Biała – Moc Ocalała

Pojawia się tylko na chwilę i po prostu jest. Wdzięczna za to, że ją wybrałaś wtedy. Do niej pojechać. Pokazała Ci promyk swoich możliwości, dotknęła swym ciepłem i głębią. Darina pamięta. Bardzo kocha ludzi. Bardzo im ufa… Za bardzo… Została ostatnio znów w połowie przycięta. Obawiam się, czy nie ogłowią jej do cna. Jej energetyka trochę przysłabła, ale nadal została silna i otwarta choć… Ja przeżyłem bardzo to jej cięcie. W moim odbiorze zachowywała się jak to piesek, który został skarcony za coś czego nie rozumie, ale nadal się łasi i zabiega o względy i Miłość swojego ‘’pana’’. Nie jest do końca tym zachwycona, choć akceptuje. I choć ogławianie wierzb uważa się za ‘’pielęgnacyjny standard’’ to bardzo skraca im życie. Z przyrodniczego punktu widzenia zabieg ma tworzyć dziuple potrzebne wielu gatunkom ptaków. Ale ona miała już wiele dziupli… Nadal czeka na swą tabliczkę, nad którą się tak waham. Prosi byś złożyła hołd Wierzbom, które odnajdziesz na wałach przeciwpowodziowych przy Wiśle. I możesz odczytać im któryś z wierzbowych wierszy szeptowych. Ucieszą się na pewno i zdziwią A przyjaznie Drzewne, warto nawiązywać. Choć nie znamy dnia ani godziny, kiedy nasi bracia nas opuszczą, kto wie jakie nasiona i wieści o nas poniosą w przestrzeni po drugiej stronie… Wierzę, że stamtąd też w jakiś sposób nam pomagają. Bowiem wszystko jest informacją, która cały czas może ewoluować i osadzać się gdzie indziej.

Rokitnik – Czasu Przemytnik

Ten krzewiasty orędownik zdrowia, przesyła Ci informację jaką już powyżej spisałem. Chodzi o czas  Który Dojrzewa z Tobą. Choć ponoć on nie istnieje, jako ludzie postrzegamy go, określamy, i ułatwia codzienne nawigowanie w rzeczywistości. Twój się dopełnia w każdym zdarzeniu i spotkaniu jakie mieć będzie w najbliższych latach miejsce. A potem wybrzmi Twój zamiar. A może i wcześniej, bo zdarzy się jakiś ‘’skok kwantowy’’ po krawędzi zdarzeń? Wszystko pozostaje możliwe. Rokitnik to kolejny Krzew Mocy można powiedzieć. Jego owoce to bomba zdrowotna bogata w wszelkie witaminy, antocyjany, flawonoidy, fosfolipidy, garbniki, nienasycone kwasy tłuszczowe oraz makro i mikroelementy, m.in. mangan, żelazo, bor. Olej rokitnikowy to następny pogromca dolegliwości układu pokarmowego i działa leczniczo dla skóry. Owoce zawierają rzadko spotykane w przyrodzie niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe:omega-3, omega-6, omega-7, omega-9.Jak krzew, rosnący głównie w piaskach wydm potrafi wyczarować z siebie takie dary? Uczą rośliny pokory i tej wiary, że wszystko można niezależnie od warunków w jakich przychodzi nam żyć. Rokitnika szlifuje czas, wydobywając z niepozornej rośliny perły rozmaitych korzyści. Posiadł on tajemnicę błysku. Jego łacińska nazwa znaczy błyszczeć właśnie  Dojrzewa wytrwale i z cierpliwością piasku.

Jesion – Pokłon Duszy

Drugim zaskoczeniem pojawił się Jesion. Ciepły przewodnik Dusz, właśnie dziś dociera do mnie przewodnia Moc tego Drzewa, za co Ci bardzo dziękuję. Od dawna szumiały mi hasłem o Kluczu Duszy, teraz rozumiem. Już wiem, po co Podróżnicy Wszechświata osiedlają się na planetach. Ich słowa… One potrafią wybudzić Duszę do życia, wyrwać z marazmu i zapomnienia. Choć Twoja jest już świadoma, czująca i bynajmniej nie śpiąca. Potrzebowała tego aktu. Jako aktywacji. Pierwsze słowa jakie skierował do mnie poznany niegdyś Jesion Jaremi zabrzmiały tak…

Przez czas podróżuję w beztroskim istnieniu,
Spajam się z ziemią w radosnym jej brzmieniu,

Zatopiony w błogości wiecznej wzrastam,

W ciszy słonecznej.

Daj drogi wędrowcze raz dotknąć mi swej Duszy.
Niech ta lekkość i szczęście, też Ciebie wzruszy.

Energią swą ukoję zagubienie Twoje.
Niech stanie się moje.

Puszczam.

U jesiona zawsze znajdziesz pociechę. I z tego co mówią, takie ‘’dotykanie głębin duszy’’ jest dla nich rozkoszne, choć nieco wyczerpujące. A u Ciebie zrobiły to na odległość. Warto będzie odwiedzić któregoś, aby jeszcze popracował. Niech dopełni błogosławieństwo kosmosu – a jest ono wielkie. Jako że jesiony pojmowano jako strażników wymiarów, umożliwiających dostęp do wiedzy zaświatów. Wiedzący Jesion dopuszczał tam tylko uznanych przez siebie wybrańców, dając im wgląd w najdalsze zakątki galaktyk. Gdy odwiedzisz przeczytać mu tamte słowa… Opowiedzieć, co po co, i o swoim celu, i zamiarze. Jesion jest tym, który umacnia nas w kontynuowaniu codziennych obowiązków, kiedy upragnionej zmiany jeszcze nie widać na horyzoncie. Ale pozwala również odnaleźć nowe ścieżki, a tych widzi wiele. Jesion to też spec od smutku, a on wybrzmiał w wersie o czynie. Kiedy spoglądałem w Twoje oczy ze zdjęcia, zmęczone się wydały, przygasłe nieco i smutne właśnie. Wtedy przyszło. Mam tylko nadzieję, że odnajdziesz niedaleko swoje Drzewa, które pomogą Ci w podążać w tych wskazówkach. Jesionowe dotykanie Duszy tli smagnięciem błogości. One pokazują jej, dają doświadczyć pierwotnego stanu bycia i czucia w połączeniu ze Źródłem. Dokładnie takiego, jaki czuliśmy ‘’w wieczni’’ przed oddzieleniem i podjęciem decyzji o kształtującej wędrówce przez galaktyki. Jesiony chętnie Ci to jeszcze pokażą i dadzą w nim zatopić. Jest jednak jakiś limit, jeśli chodzi o możliwość doświadczania tego stanu w ciele na Ziemi, przynajmniej mi się nie udawało dłużej, lub i Drzewa nie potrafiły. Ale ta chwilka wystarczy.. Aby wywrócić perspektywę postrzegania. Drzewa pokazując nam takie migawki ukazują, do czego powinniśmy dążyć słuchając kompasu wewnętrznej nawigacji. Za jakimi odczuciami podążać. One pojawiają się subtelnie w trasie drogi życiowej, i wtedy wiesz, że to jest to. I już niewiele trzeba, poza garścią odwagi i zaufania do świata, Boga i Duszy aby w tym swoim solidnie się zakotwiczyć. Jesion przemówił do Ciebie tamtymi słowami, to było Błogosławieństwo Miłości jego gatunku. Wnika już w Twoją wibrację. A dla mnie to kolejna odkrycie ich czystej, uzdrawiającej Mocy.

Duszo moja, Duszo Wielka,
Niech się zbudzi moc Twa wszelka

Wołam Ciebie w tym pragnieniu,
Abym żyła już w spełnieniu

Siebie,

Ze mną bądź w każdej potrzebie,

Stary Jesion składa w darze,
Klucz do Serca, co wymaże

Już uśmiechnąć znów się pora,
Trzeszczy ciepło szorstka kora,

Drzewo chyli się strudzone,
Słowo w czyn Błogosławione

Kocham Cię

🌳 Drzewo Mocy: Buk

🌿 Wspierające: Wierzba Biała, Topola Szara

🌱 Wskazujące: Rokitnik, krzewy polne z Wiersza. Wskazana kontemplacja Krzewów i kontakt wędrowny z ich światem 

🍂 Opiekuńcze: Jesion Wyniosły

🌼 W podziękowaniu Annie za podróż przez świat Krzewów i Drzew. A jeśli i Ty czujesz potrzebę rozpoznania osobistych Drzew Mocy, kontaktu z ich energiami oraz doskonalenia swojej wrażliwości, zapraszam Cię na całoroczną edycję warsztatów i spotkań z Drzewami. Razem odkrywać będziemy ich leśne charaktery, osobowości, wskazówki i przesłania. Informacje w linku poniżej:

Dzień Wędrowny z Drzewami Mocy

TwilightSaturdayPartiesNapa

 

Akacja – Kapłanka Kreacji. Jesion – cień Wcieleń.

Przesłanie dla Katarzyny. 

Drzewa są przy Tobie Wielkie,
Wsparcie Mocy dając wszelkie,

Brzoza, ta co w tańcach psoci,
Światłem pragnie Cię ozłocić

Kora lśni w odcieniach bieli,
Przytul sercem, a odmieni

Delikatny pan przysiada,
Coś o Duszy opowiada,

O jej drodze, i wcieleniach.
Uzdrowieniu, lat w cierpieniach

Muska blizny wdzięk igłami,
Opiekuje się ranami,

Był przy Tobie tak wytrwale,
Objął czule, zrozumiale,

Modrzew

Cień przeszłości znów zagościł,
Wspomnień echo znajomości,

Błogosławię i uzdrawiam,
Odprowadzam, i pozdrawiam,

Żegnam wszystko co nie służy,
Życząc dobrej im Podróży,

Już objawia się Kreacja,
Obok Ciebie też Akacja,

Ona z nowym zawiruje,
Będąc w zgodzie z tym co czujesz,

Bardzo długo opiekuje,

A gdy cień po Twojej stronie,
Zatop głębią się w Jesionie,

Z nim się spoją Twoje dłonie,
Szepta z szumem błogim do Niej

Jesteś…

W błyskach też Wspaniała Cała,
Zjawia się Topola Biała

Ona także Ukochała

Ciebie

Ile przy Tobie jest mocno zakorzenionych Drzew. Jestem szczęśliwie zdumiony. Z takim wsparciem. Tyle opieki. Bardzo mocny, wielowymiarowy wiec, z potencjałem twórczego rozwoju. Może nie byłaś dotąd ich świadoma. Ta ich obecność jest na tyle głęboka i oczywista z dawna, że mało co mówią o jako takiej przyszłości, a po prostu towarzyszą w tym co jest teraz. Z nimi przejawia się przez Ciebie ta Kobieca wieloosobowość.

Brzoza – Figlarna Psotnica

Brzozy. Aby pojąć ich Istotę, trzeba się nią stać. Czasem pozwalają na to. I wtedy zdziwienie. Kiedy uświadomić sobie, że one tak cały czas. Z psotą, uśmiechem, zaczepką i w tańcu. Tak idą przez życie, trząsane wiatrem, który jest im partnerem. Dlatego zagłębiając się w osobowości Drzew, możemy się tyle od nich nauczyć. Brzozy znane są jako Tancerki Światła, uzdrowicielki. Dysponują możliwością przesyłu Boskie Energii, o bardzo wysokiej częstotliwości. Są prezentem Boga dla nas, który przez nie przypomina o tym w jakiej błogości Istnieje, w harmonii z wszystkim co jest. Bo Brzoza po prostu się poddaje. I wiatrom, i deszczom, bierze też na siebie wszelkie zanieczyszczania, uzdrawiając przestrzeń życiową dla innych Istot. Taka jej rola i powołanie, w którym czuje się spełniona. Śmiało wkracza tam gdzie jeszcze nikt nie dotarł, wzglądając co by tu jeszcze można zrobić, aby pomóc. Cywilizacja Drzew, też przechodziła etapy, swoje wzloty i upadki. Trwało to epoki. Mają Drzewa także określone strategie i pomysły na rozwój swych ‘’miast’’ – lasów. Gdy spojrzeć z perspektywy czasu, widać. Jak podzieliły swoje zadania i role, aby budować swój niezależny dobrobyt. Każdy gatunek z inną funkcją. A Brzozy, przypominają nam ludziom jak żyć beztrosko i w szczęściu. Że każdego dnia mamy wpływ na to, w jakim nastroju go spędzimy. A on, utrzymywany i wzniecany wdzięcznością z rubasznym dowcipem pozwala kreować cuda. Naprawdę. Pamiętam historię znajomej, która w prezencie otrzymała 5 tys zł na wymarzony wyjazd, po śmiechu ofiarowanym w Brzozowym Kręgu. Podobnych historii wsparcia energii Drzew jest wiele. Choć ciężko uwierzyć w to, że to co tak ulotne w energii potrafi przejawić się w materii. Drzewa doskonale to potrafią, choć nie budują w sensie takim jak my. One po prostu tworzą – zdrowie, obfitość, i dostatek dla wszystkich istnień wokół. To dla nich naturalne.

Modrzew – Uprzejmy Dżentelmen

Zwracam uwagę, że towarzyszą Ci dwa główne Drzew Dusz, czyli Jesion z Modrzewiem. To tandem tak niezwykły, że sam nie wiem co z tego może wyniknąć  Bo o ile Modrzew to ten ‘’budzący’’ Duszę, to Jesion jest jednym z jej prowadzących i opiekunów. Twoja Dusza już jest wezwana i gotowa, teraz pytanie czy Tobie starczy odwagi i wyczucia by za jej głosem podążyć. Choć w codzienności przeważa u Ciebie dobry nastrój i harmonia, mogą mącić jeszcze cienie z przeszłości i wcieleń. Wybrzmiało to w wierszu. Bo Modrzewie, to Ci uprzejmi panowie, którzy pomagają nam pożegnać stare sprawy, związki, relacje, znajomości. Pytałem Drzew co jest Ci najbardziej potrzebne na teraz. I wybrzmiała taka mantra:

Cień przeszłości znów zagościł,
Wspomnień echo znajomości,

Błogosławię i uzdrawiam,
Odprowadzam, i pozdrawiam,

Żegnam wszystko co nie służy,
Życząc dobrej im Podróży,

Możesz ją sobie powtarzać, kiedy będzie to potrzebne. Delikatny, wrażliwy Modrzew, tak podatny na zranienia, jednocześnie tak ufny i mocny. Opiekun twórców i poetów. Jako jedyny z drzew szpilkowych żółknieje na jesień i traci swe łagodne igły. Wygląda wtedy jakby umarł. Jest on pomostem między tym co trwałe i ulotne. A właśnie przeszłość, którą często zdaje się że pożegnaliśmy, trzyma nas niewidzialnymi nićmi w blokadzie. I cień się kładzie… drepczemy w miejscu. Modrzew jest tym etapem, który u każdego musi się odbyć, aby bez skrępowania ruszyć do przodu. Nie jest łatwo go znaleźć, Modrzewie rosną samotnie zwykle, lub w niewielkich grupach. Często bywają uśpione. Ich czas leśny już nieco przeminął, pozostali nieliczni. Nie jest Modrzew ze swą wrażliwą Istotą tak odporny na brudy tego świata. Twój Modrzew jest przy Tobie z dawna, łagodził i balsamował rany, przytulał i pomagał przetrwać. Zawsze znajdziesz u niego troskliwe wysłuchanie. Bo pasujecie do siebie, jako te trochę zagubione, a trwające w wrażliwym pięknie pośród zgliszcz dawnych cudów.

Robinia Akacjowa – Przestrzeń od Nowa

Kapłanki Kreacji, jakimi są Akacje, wskazują. Że zawsze jest możliwość zmiany. Zawsze. Tego co nam nie odpowiada. Choć może się to wydawać nie do przyjęcia, jako że bywamy uwikłani w różne więzy rodzinne, ‘zobowiązania przyzwoitości’’ robienia tego co wypada, czego ktoś od nas oczekuje, lub co wpoiły nam zorientowane na odciąganie od siebie ‘’normy społeczne. Akacja macha na to gałęziami i żyje po swojemu. Mówi, że nic nie musisz, jeśli tylko cokolwiek powoduje w Tobie wewnętrzny dyskomfort. Kierowanie się nim, oraz odwrotnie poczuciem błogości i szczęścia, jak najprostszą drogą do spełnionego życia. Jakże często jednak zasypujemy uczucia argumentami umysłu. Otacza podobnymi sobie, tworzy zalążek społeczności, na czym buduje swoją siłę. Wspierają się, tworząc unikatowy las. Trochę się izolują nie dopuszczając wtedy innych do siebie. To takie proste. Jeśli tylko odnajdziesz w sobie ten unikalny pierwiastek, który może się wyrażać. Akacja wzmacnia siłę woli do działania. I przejawiania się Duszy w życiu. Ona jakby ‘’wyostrza na jej odbiór’’. Choć nie pracowałem nigdy z Nią na tyle długą, mówią że sprzyja jasnowidzeniu i klarowności postrzegania. Uczy jak łapać dobre okazje w życiu. Sama tak postępuje. Gdy w lesie pojawi się wyłom, akacja potrafi szybko jako pierwsza opanować dostępną przestrzeń. Trochę rozpycha się łokciami, nie dbając o to, czy komuś przeszkadza. Jest Drzewem zagadkowym. Święta przewodniczka Kobiecych Bogiń – Matek, przewodzi im wespół z Lipą. Obie znają sekret Kreacji, w połączeniu Ziemi z Kosmosem, docierają do głębin sedna Kobiecej Mocy, wyrażanej przez łono. Ono jest tym, które stwarza i wydaje na świat życie, i można poprzez pracę z nim także wpływać na swoją materialną rzeczywistość. Jest transformatorem przetwórczej energii. Akacja to odrodzenie przez zmartwychwstanie, jak najbardziej pozytywne. Wspiera i chroni w trudnych sytuacjach. Nawiguje w energiach kosmicznych i odpowiada za tak zwaną ‘’Białą Magię’’ która jest po prostu konsekwencją naszych nastrojów, kierunku i uwagi czemu dajemy w życiu. Zaproś do swego życia Miłość, pełnię, szczęście i rozkwit, posprzątaj mieszkanie i siebie, przygotowując im wygodny zakątek. To słówko akacjowe dla Ciebie.

Jesion – Cień Wcieleń

I Drzewa Kosmosu przy Tobie, i Boskie, i Duszy, co tu się wyrabia  Jesion to daleki podróżnik. Zawieszony w bezczasie. Dla mnie i dla wielu to Drzewo, które potrafi dotknąć rdzenia Duszy, rozbudzając w niej drganie, które już nigdy nie zostanie stłumione. Jesiony jeszcze inaczej niż Brzozy ofiarują nam wspomnienia stanu permanentnego szczęścia. O ile Brzoza kieruje na nas energię z zewnątrz, tak Jesion wydobywa co w środku. To co Dusza od zawsze pamięta. Kiedy odnajdziesz gościnnego Jesiona, poczujesz. One dryfują w zawieszeniu, czasem z tych naszych głębin wydobywając naprawdę trudne emocje. Czy jesteś gotowa na spotkanie z nimi? Ale jeśli Twoje wnętrze jest już ‘’posprzątane’’ nic takiego się nie zdarzy. Jesion czczony był przez Słowian na równi z Dębem, bowiem jest on tym, którego nazwać można ‘’Strażnikiem Bram Wymiarów’’. Wierzono, że Jesion jest Drzewem Świata, tym na którego gałęziach spoczywają portale wglądu do innych światów. I godnym śmiałkom miał jesion odkrywać jedynie arkana tych tajemnic. W przekazach pokazuje się zwykle jako opiekun i przewodnik Duszy, zresztą jesiony jako Istoty wielowymiarowe mają naturalne predyspozycje do czułego kontaktu z nią. Godne Drzewo Mocy, wspierające na poziomach. Niezwykłe do odkrywania. Aż ciężko mi rozróżnić które Drzewo jest u Ciebie opiekuńczym, bo każde przejawia jakąś opiekę. Ważne byś odnalazła każde z nich i próbowała choć kontaktu. Podziękowała za tą obecność. Jesion wzmacnia wolę, oczyszcza i przywraca równowagę. Wraca Duszy pamięć Istnienia w Boskim strumieniu. Sam podróżuje do Źródła dryfując na planetach, w poszukiwaniu innych Drzewnych cywilizacji. Jest jak antena, która wyłapuje sygnały o życiu we Wszechświecie. Ścigający nas czasem ‘’cień wcieleń’’ to historie, sprawy i zdarzenia domagające się spojrzenia, a które rzutują czasem na nasz los. Dopóki nie zostaną odkryte, nazwane, zauważone i ‘’przepracowane’’ targają naszymi wyborami i emocjami a tym samym życiem na poziomie nieświadomym. Ważne, by nie popaść przy tym w pułapkę ‘’wiecznego przepracowywania’’ a znajdywać chwilę na cieszenie się życiem z pełnią akceptacji siebie na dany moment. Życie na Ziemi nie jest po to, aby było w każdym calu idealnym. Nie ma w nim też podziału na ”dobre” i ”złe”. I zawsze znajdzie się coś, co nam może ten idealny ”świetlany” porządek zburzyć. Sztuka akceptacji, to nauczyć się w tym istnieć, wobec chaosu zdarzeń. Może to właśnie oświecenie? Fakt, że im więcej zgody w nas, Miłości i dobrych uczuć, tym przestrzeń wibracyjnie układa się ”pod nas”.

Topola Biała – Jedność Wspaniała

Drugie Boskie Drzewo Światła, pokazało się na samym końcu, znienacka. I nie chodzi tu Topoli tym razem o żadne oczyszczanie, w czym wykiełkowaną jest specjalistką. Jest raczej zwieńczem procesu tego drzewnego korowodu i w takiej kolejności jakiej się pojawiły, powinnaś je poznawać. Ciężko znaleźć słowo, aby opisać szlachetny Białodrzew. Królowa Topól. Jedna z kręgu Wodnych Kapłanek, obok Wierzby i Olchy, choć poradzi sobie też w suszy. Topola będzie ostatnią na ścieżce do marzeń, choć też nie chodzi jej dokładnie o to. Bardziej wskazuje na Twój potencjał w manifestowaniu sprzyjającej rzeczywistości. A jest on zachwycający, co już może odbierasz na co dzień w życiu. Nie znam Drzewa, które potrafiło by przewodzić silniej Boski Promień. Czasem zwala z nóg  Jest Drzewem integracyjnym, wibracyjnie bardzo do nas podobnym. Jakby została stworzona na nasz obraz. Jednoczy przeciwieństwa, a ród topolowy prowadzi do harmonii trzech elementów składowych istnienia człowieka: Ciało – Umysł – Duch. Twój Białodrzew odpowiada za Ducha, duszę, powrót do Boga, Wszechistnienie, uzdrowienie duszy, wzrost duszy, odzyskanie jej utraconych aspektów, osobista moc ducha, przejawienie darów, jedność, Boskość Istoty, pełnia kreacji. Ma Topola połączenie z Kosmosem i Ziemią jednocześnie, a podczas uzdrawiania odprowadza energię wartko w przestrzeń wszechświata. Zupełnie inny proces niż biorąca na siebie brzoza. Daje głębokie wglądy w prawdę o sobie. Jest też totemicznym drzewem szamańskim. Podobny żywot do ludzkiego pędzi, żyjąc krótko, intensywnie choć w szumiącym skupieniu. Pewnym osobom dodaje sił i mądrości, chroniąc osobiste pole przed ingerencją. Ciebie też tak wesprze. Kolejne Drzewo, które pomaga zmierzyć się z cieniami przeszłości i uwolnić je, by odnaleźć prawdziwego siebie. To nie może być przypadek…Przejawia Topole uczucia wyższe, jest wykładnią zdrowej Miłości do siebie i otoczenia. Szlachetność, wdzięczność, szczodrość i odwaga to także jej atuty. Pytanie, czy zawierzysz Drzewom na tyle, by otworzyć się całkowicie, potraktować tak samo jak serdecznych, ludzkich Przyjaciół. Biorąc pod uwagę co dla nas robią, jak dbają o nasze codzienne życie w różnych sferach, uważam, że są kimś znacznie więcej. Razem z Topolą na ostatku przejawicie sprzężony Manifestujący Duet. Zaufaj Drzewom.

🌳 Drzewo Mocy: Topola Biała

🌿 Wspierające: Brzoza, Robinia Akacjowa

🍂 Opiekuńcze i Wskazujące: Modrzew, Jesion

🧡 Dziękuję dziś Kasi, za kolorowy, sierpniowy wgląd. A jeśli i Ty czujesz potrzebę rozpoznania osobistych Drzew Mocy, kontaktu z ich energiami oraz doskonalenia swojej wrażliwości, zapraszam Cię na zimową edycję warsztatów i spotkań z Drzewami. Razem odkrywać będziemy ich leśne charaktery, osobowości, wskazówki i przesłania.  Szczegóły po kliknięciu w link poniżej:

Jesienny oddech leśnej Mocy

42823290_1050940305088096_2165215025344544768_n

Brzozowa pieśń nadziei. Bielik, posłaniec wiatru.

Ostatnio mniej bywałem w lesie, bo i prace nad książką, czasem bywa tak, że chcąc nie chcąc więcej czasu spędza się za biurkiem. A człowiek ‘’gnuśnieje…’’ i tęskni. Im dłużej nie wychodzę, tym ciało zaczyna bardziej słabnąć, aż do objawów chorobowych włącznie. Ciekawe to zjawisko, ale tak mam. Jakby te energie leśne zasilały mnie w zdrowiu.
Pod dębem zastają mnie…ogniska. Resztki popiołów. Drwale palili tu ogień i cięli w plastry sosnowe bele. Tak blisko niego…Słyszał wszystko. Pochłaniał wibrację mechanicznego rzężenia, czuł zapach żywicy sióstr, które jątrzyły ‘’aromatem’’ w odruchu obronnym. W świecie drzew zapach też jest informacją. Patrzę, że kora staruszka pokryła się pajęczynami białej pleśni. Świeże. Krzesimir dziś jest nieobecny. Jakby był bardzo daleko. Nie mamy kontaktu, łączności. Nie dziwię mu się. Gdybym potrafił, też bym uciekł z dala od tego…
Wiem, że dziś nic tu po mnie. Nic na siłę. Wołają natomiast brzozy spod lasu. Te same, które kręgi pokazywały i opowiedziały mi w jakich pozycjach się uziemiać. Jest już dość późno. Słońce zajdzie w ciągu ponad godziny. Przytulam brzozową damę i witam się w przypomnieniu. Nie przeszkadza, że jesień. Ciepło jest jak wiosną. Wokół szybują niemrawe owady. Szybko nawiązujemy wesołą łączność. Najpierw chce mi się śmiać. Czuję jak wzmacnia moje ciało, łechcze, a objawy lekkiego przeziębienia z wczoraj (skąd u licha) znikają. Drzewo leczy. Myślę i opowiadam jej w tych myślach, bo wiesz kochana, ktoś mi ostatnio powiedział, że jesteście gatunkiem borealnym, i dlatego wymrzecie w Polsce. Przez zmiany klimatyczne. Też mnie to zaniepokoiło. A ona…Roześmiała się beztrosko.

– Nie zna potęgi drzew… Łatwo nie będzie, lecz nie, nie odejdziemy. Mamy szerokie zdolności przystosowawcze. Dostrajamy się, powoli, zawsze próbujemy. Widziałeś już przykłady naszej woli życia. Ona zwycięża tam, gdzie zdałoby się nie powinna. Klimat zmieniał się już, wiele razy, a wciąż tu jesteśmy. Były chłody i krótkie dni. Tam skąd pochodzimy rośniemy skarlałe, powykręcane, walcząc z mozołem każdego dnia, a mimo to trwamy. Wiesz, że choćbyście ‘’dali z siebie wszystko’’ w niszczeniu Matki, my przetrwamy. Życie zostanie zachowane. I odrodzi się. Wystarczy jedno nasionko zapomniane, zasuszone w pajęczej sieci. O to nie bój.

I dziwie się brzozie. Jak to jest, że z jednym drzewem, nawet bardzo zaprzyjaźnionym można mieć ‘’ciche dni’’ a inne kawałek dalej okaże Ci pełnię swojego wsparcia. Bo już czuję jak mi się dusza śmieje. Jej białe gałęzie złocą się w zorzy zachodu. Trzy siostry. Brzozowy krąg Mocy. Wokół krząta się ptasie życie. Któryś z dzięciołów pastwi się nad sosną. Głuchot stukotu. Wołanie sikory czubatki niesie się migotem pomiędzy pniami, za nią podążają zawołania wszędobylskich bogatek. W oddali słyszę szelesty sarnich cieni. Te już czają się w głębi lasu, ociągając z wyjściem na oziminę. Pewnie czekają aż sobie pójdę. Dawno mnie nie było, lecz one pamiętają. I gdy tak zatracam się w istnieniu wokół, dostrzegam że na horyzoncie szybuje jakieś wielkie ptaszysko. Szybko podnoszę lornetkę pochłaniając zdumienie w zdziwieniu. Toż to Bielik! Dawniej i orłem zwany. Krótki ogon. Szarobure pióra. Wiosłuje w powietrzu majestatycznie, zagarniając pod skrzydła kolejne połacie przestrzeni. Ptasi król dostojeństwa, bystry, potężny i srogi. I jakie to ja mam szczęście? Widziałem bielika nie tak dawno w innym rejonie okolicy, a za chwilę kojarzę że przecież widzieliśmy go też wiosną, jak atakowały go myszołowy. Wtedy nie miałem lornetki i nie mogłem być pewien. A zatem osiedlił się tutaj. Co za radość i atrakcja! Największy nasz ptak drapieżny, o rozpiętości skrzydeł przekraczającej dwa metry. Olbrzym. I niezły zabijaka, owiany opowieściami, legendami, przesądami… Nielicznie lęgowy. Przez całe życie ich tu nie widziałem. Mijają sekundy, gdy ptasi władca przenika po niebie, zostawiając mnie z otwartą gębą zachwytu.

I wiem, że ten ‘’orzeł’’ to jakiś znak, którego na moment nie potrafię odczytać.
Gdy głowa wraca ‘’ na ziemię’’ zastanawiam się. Czy ona wie. Co tutaj się dzieje, tam kawałek dalej, każdego dnia, gdzie szaleje piła…

– Oczywiście, że wiem. To nie tak daleko. Wszystko słyszę, odbieram, przeżywam…Czuję. Staram się być… w sobie. Tutaj. Spójrz w górę! Co widzisz? Drzewa, ich pnie, korony, gałęzie. Sterczymy osobno, czasem blisko siebie. Z pozoru osobno.

Patrzę w górę i się zaczyna. Widzenie energetyczne. Tak chyba można to nazwać. Wyświetla. Jak drzewa rosną, a z czubka każdego z nich wyłaniają się świetliste, złote więzy, jak liny. Kręcą się jak wiatraki, zahaczając o inne takie sznury, a wtedy napinają się jak postronki i scalają. Tworzą pewną siatkę. Teraz wiele mi się rozjaśnia, bo widziałem te ‘’linki’’ nie raz, nie wiedząc co mogą oznaczać. A ona kontynuuje:

– To jest to, czego nie widzicie. Gdybyście widzieli, czuli! Wczuć potrafili w drugą istotę. Przełamać uprzedzenia. Tak jak odebraliście wszelkie prawa do przeżywania, tak ponownie można nadać. Nikomu nie byłoby krzywd. I te więzy niszczy człowiek. Dziwiłeś się liniom, które nieustannie widziałeś między roślinami wszelkich gatunków – tak powstają. Więzi tworzą się na czas istnienia, wymieniając potrzebną informacją. Spójrz pod nogi. Tam, pod Ziemią w dotyku, przyjazni, braterstwie, ‘’ręka w rękę’’ korzeń w korzeń łańcuchem spleciony kilometrami się niesie. Każdą wieść otrzymam, co dzieje się na drugim końcu lasu. Co u siostry i brata. Czego im trzeba. Dudnienie, które nieraz stamtąd, z dołu odbierasz. To właśnie rozmowa drzew. Tak dobrze się słyszeć z wszystkimi. A człowiek przychodzi, i zrąb robi. Żeby było głucho. Izolacja. Niepewność. Brak informacji, wiedzy, łączności. Trudne dla nas. Ale wiedz, że informacją lepiej się posługujemy. Nie było ludzi, a drzewa były. Formę tylko zmieniły. I w sprzyjających warunkach informacja w nasieniu zmienić się może, wracając do formy pierwotnej. Wszystko zostanie zachowane i zaczeka na swój czas. Przetrwamy.

Odpowiada znienacka. Wszystko tak jakoś mi… poważnie jak na brzozę. Cały czas jesteśmy w utuleniu. Słońce prześwituje ognistą pomarańczą zza odległej ściany lasu, a mi zdaje się, że słyszę… Jak ona coś nuci. Wsłuchuję. Jest w głowie, lecz jakby odbierało serce. Poznaję! To jest to. Tak dawno nie słyszałem ich śpiewu. A to zjawisko tak rozkoszne, że mógłbyś pozostać w tym słuchaniu całe wieki. Tak bliskie źródła… Głos ma łagodniejszy niż sosna czy topola ciepły, przyjazny, dobry, i tęskny…I tylko sylaby słyszę. Mimo to one nimi tak modulują, że masz wrażenie jakby anioł śpiewał. Coś jakby rozwlekłe, rzewne Miiijaaaaaaa diiiiiiiiiii, i zawsze słyszę w ten sposób. Dlaczego nie ma słów? O czym Ty śpiewasz?

– O nadziei…

Słowny odzew.

– Jakiej?

– Naszej… Dla nas wszystkich. To nasze spotkanie natchnęło mnie nią. I chcę aby inni usłyszeli. Tworzę informację, niech płynie… pieśń innym drzewom najłatwiej odebrać. Powtórzą, przekażą kolejnym. Wolniej tylko to trwa. Dziwiłeś jak to możliwe, że ludzie z drugiego końca świata mówili Ci o drzewach, które wskazały na Ciebie i powiodły do spotkania. Tak to się niesie. Mówiłam, potrafimy posługiwać się informacją. Na wiele sposobów. A słów nie potrzeba w pieśni. Dawniej, gdy pierwsi bardowie zachwycali rzesze oczarowanych słuchaczy, dlaczego? Bo uczucia w głosie przekazywali. I Ty wiesz, że to trafia najbardziej. Zaśpiewaj ze mną… O nadziei dla nas wszystkich.

Ale nie potrafię jeszcze tego zrobić. Trzęsę się tylko cały w płaczu i ściskam mocno. Jak one wszystko wiedzą! Jak niewiele pragną… obserwując las i jego mieszkańców tyle czasu, do jednego dochodzę wniosku. Każda żywa, tworząca istota chce tylko cieszyć się spokojem i wzrastać do pełni. Nie musieć się bać, stworzyć jakąś społeczność, oddać Ziemi potomstwo, godnie zestarzeć…Na pewno nie czyha na nasz dobrobyt. A co robi człowiek? Martwi się o potomstwo wszystkich innych gatunków ‘’żeby nie było za dużo’’, tylko nigdy nie stosuje tej miary do siebie, powielając kolejny już miliard. Dzikim zwierzętom, które mogłyby żyć jak np. dzik około 30 czy jeleń, 20 pozwala przeżyć kilka, po czym strzela. Drzewom zaś określił ‘’najlepszy wiek rębny’’, który nie jest nawet 1/3 ich żywotnych możliwości przetrwania.
To wszystko takie pomylone.

P91119-151555

Gdy tuż przed zachodem słońca brzozowa pieśń cichnie, wręcz siłą odklejam się od niej, podążając polem przy skraju lasu. Chcę jeszcze go obejść nim nastaną ciemności. Trójka płowe śliczności leżących na polu rozwiewa moje plany. Sarny w błogim relaksie wieczoru. Kiedy tak polegują, niełatwo je wypatrzeć. Inna nieopodal zajada się smakowicie, wypinając w moim kierunku lustro białej ‘’dupki’’. Przejścia nie ma. I tak to jest w lesie. Zawsze trzeba być gotowym na zmianę scenariusza. Staję lekko za Dobrą Sosną, tą samą od której pierwszy raz w życiu usłyszałem drzewną pieśń. I ona dygocze radośnie w powitaniu, ja pochłaniam swą uwagę w zwierzętach. Drzemią leniwie. Bycie w lesie. Jak na wiele sposobów można. Założyć słuchawki i przebiec główną drogą. Pohałasować na wybojach rowerem, zaryczeć quadem czy terenówką. Ja wolę tak. I takiej obecności nauczać. Udało się nadejść z kunsztem, nie zbudziwszy czujności aż czwórki zwierzaków. Ale ziemia jest miękka po deszczu. I gdy tak rozmyślam, dostrzegam nisko nad polem szybującą potężną sylwetkę. Mknie wprost na sarny. Podnoszę szkła lornetki i co widzę – znowu Bielik! Tylko co on próbuje? Przemyka tuż nad zwierzętami, a te podnoszą się raptownie. Jedna podskoczyła. Nie lekceważą go. Pozorowany atak czy próba? Ale że na sarny? Przecież nie dałby rady. Może sprawdza ich reakcję… Ptak mknie wprost na moje stanowisko zbliżając się błyskawicą, wiem że, musiał chyba mnie dostrzec… Potęga drapieżnego dzioba, chce zbadać wszystko co dzieje się w jego królestwie.
Tak. Niemal przed głową ‘’wywija mi orła’’ wymachując łuk szerokim skrzydłem i wzbija nad las. A ja dygocąc z radości obserwuje wszystkie szczegóły wyglądu i upierzenia władcy w lornetce.Do ostatniej chwili jej nie opuszczam. To musiało być z ciekawości… ‘’nieliczny ptak lęgowy’’ jak o nim piszą. Mam farta. Wieszcz ptasiego przesłania. O czym chcesz mi powiedzieć?

I w tej ekscytacji popełniam błąd, nadeptując na gałązkę która pęka z dość głośnym trzaskiem. O nie! To musiały sarny usłyszeć… Spoglądam w ich kierunku, i widzę jak ze skraju lasu właśnie wynurza się kolejna. Za nią następna. Łącznie trzy. Zupełny spokój. Pojmuję co jest grane – one zbliżając się hałasowały subtelnie po swojemu, co tamta musiała słyszeć, a mój trzask zbiegł się z wyskokiem innej. Wszystko wydarza się idealnie… A one. Patrzą w kierunku tej która skubała samotnie. Przewodniczka pląsa do niej lekko. Swobodne susy i już jest obok. Z nią tamte dwie. Widać radość z jaką dołączają do siebie. Jakby nagle odnalazły przyjaciółkę. I już są razem. Stoją, patrzą, skubią… Widoczność dogasa.

Wdrapuję się na zwyżkę pod parasol sosnowego dachu, skąd mam widok na zasypiający już w tajemnicy majestat pól. Może coś jeszcze zobaczę. Raniuszki sadowiące się w koronie sośniny na nocleg, terkocąc ostro wyprawiają mi słuchowisko. Aż się dziwię – o tej porze? Wszkaże raniuszek… I jak taki mięciutki, puchaty delikatny ptaszek, a odzywa się jak brzytwa. Choć miło. Nie przestają, a nasilają wręcz. Powoli zaczynam myśleć, że to może przeze mnie, jestem prawie na szczycie sosny, może mnie widzą. Gromadka ptasząt wydaje z siebie mało melodyjne siiiiiiii, siiiiiiii po czym odlatują. A mi gdzieś w szczycie macha gałązka. Mignęło wrażenie. Odwracam głowę, dostrzegając jeszcze ciemny smyrg. A to, kuna! To na nią musiały wołać czujne maleństwa. Znika tak szybko jak się pojawiła. One potrafią skakać jak wiewióry i wędrować tylko po drzewach.

– Uiiiiiiii! Ueeeeee! Yuuuuuueee, uuuuiiiiiii!

Wybucha mi wysoki wrzask za plecami. Mało nie zlatuję ze zwyżki. Sowia kobieta straszy. Zmieszała swój jazgot tak, że w pierwszej chwili wziąłem za pójdźkę, po chwili pewnym będąc samicy puszczyka. I czego to krzyczysz, po nocach, czatowników straszysz… Tak. Potrafią wylądować na konarze tuż obok, i jedyne co usłyszysz (jeśli) to skrobnięcie pazura na korze. Tej nie widzę. Odzywa się blisko, lecz poza wzrokiem. Wszystko na mnie dziś wrzeszczy…  Ciekawe czy raniuszki ją widziały, a może to ona była obiektem ich niepokoju? Zagadki. Ciemność mości się wygodnie w zakamarkach gęstwin, rozkładając dywany czerni w powłokach szarych tajemnic. Tu wszelkie nieprzepracowane strachy i duchy karmią się potęgą nicości, urastając do miana paniki niekiedy. Mroki wypływają na swobodny spacer. Mnie wypełnia spokój. Są dwa termosy i chlebak z kanapkami, ciepły koc pod zadkiem. W myślach żegnam się z Dobrą Sosną i jej przyjaciółkami jakimś wierszem. Spomiędzy poczochranych szczotek gałęzi, migotają przebłyski pierwszych gwiazd. W kniei przyczaiły się odległe szelesty. Pora rozpocząć nocne czuwanie.

Noc w listopadowym lesie. Na szlaku Drzew Mocy.

Wyziębione pola okrywają się kołdrą mglistym zasłon, gdy księżycowy czarodziej góruje w potędze kryształowego srebra. Wspina się coraz wyżej, podnosząc białawe kurtyny na jedyny taki spektakl. I jednego na pewno ma widza. Zanim zbliżę się do lasu stoję długo przed połaciami pustki, chłonąc nieśmiałe powiewy zimnego wiatru.

Krok za krokiem. Księżycowa kula podąża wraz ze mną, sunąc po lustrach rozległych kałuż. Niektóre z nich już po brzegach ścinają się zwierciadłem lodu. Lekko mrozi. Niechaj. Najwyższa pora. Czeremchowy las. Tak nazwali go czytelnicy. Dawno mnie tutaj nie było. Ostatnimi czasy wybierałem wędrownie jesionowy szlak wśród pól, z uwagi na jego kojącą ciszę. Tutaj docierają już dzwięki cywilizacji. Ale i tak jest magicznie.

– Cyt, trtrt, szrr, sztt…

Opadające liście szeptają senne modlitwy. Wirują jak nietoperze. Jesienne nietoperze. Ziąb, mróz, zrywy wiaterku i szeleszcząca cisza. Korony gałęzi spowijają girlandy białawego srebra, te roznoszą się rozbłyskami spływając do leśnego dna kaskadami strumieni. Przytulam ogromnego Kasztanowca. Dwaj Kasztanowi Bracia, jedyni i najwięksi w tutejszym lesie. Przyśnili mi się ostatnio obaj, w dość przykrym kontekście. Byli naznaczeni czerwienią wyroku – do ścięcia. Dlatego musiałem dziś tu przyjść. Przekonać się. Przez las przetacza się obecnie kolejna fala ‘’człowieka’’. Przy drogach sterczą hałdy ułożonego w stos drewna. Są ogromne. Nie wiadomo na kogo padnie… Może one już coś wiedzą. A może to tylko sen. Oby.Nerwowo oglądam korę wokół – żadnych znaków nie ma. Są prawdziwą ozdobą, jedynymi takimi olbrzymami na okolicę. Nie wierzę, że ktoś mógłby… Trudno mi to przetrwać. Tyle czasu już. Podobnie jak im. Dlatego zaglądam głównie nocą. W dzień warkot pił, wycie tirów i łoskot padających…
Teraz tak tu cicho. Żadnego zwierzęcia. Tylko te liście… Posłuszne swemu zadaniu, szybują niespiesznie wyściełając szeleszczące dywany. Ochronią Ziemię przed mrozem, ubogacą w próchnicę.

Osiki i Olchy rosnące tu w towarzystwie zrywają się w poryw z każdym moim pytaniem do Kasztana. Są odpowiedzią. Staruszek zrzucił już liście. Ehh, żeby tak rozumieć Was i słyszeć, każde słowo… ciągle się uczę. Jemu opowiadam o ludziach. Żeby się nie bał, wiedział, że są też inni. Pamiętam jak latem z całą rodziną otoczyliśmy go kręgiem trzymając się za ręce, a ja mówiłem wiersz. Taki był wtedy szczęśliwy. Przypominam mu to. Mówię, że Kocham, i nie zrobię krzywdy. Że wielu jest ludzi przyjaznych drzewom, tylko dopiero zaczynają się odnajdywać. I nie ma w nich zgody na to, co się dzieje. Będą pomagać, chronić. Kasztanowiec otwiera się na mnie ciepłem i teraz On zaczyna przytulać. Przywieram czubkiem głowy, by wchłonąć jak najwięcej. Kasztanowa energia bardzo jest cenna, unikatowa, lecznicza. Zwłaszcza podczas pełni księżyca. Delikatne skrobnięcie wyrywa mnie z przyjemnego odrętwienia – to nie mógł być suchy liść. Rozglądam się bezgłośnie. Obracam głowę na drugą stronę pnia i niemal stykam swoją twarz z kuną…

ODDECH… siuuuu

Ułamek myśli, a jak skoczy mi na buzię? Zwierzątko przygląda mi się, nie mniej zdziwione. Czarne paciorki czujnych oczek. Jej białe podgardle błyszczy filuternie, muśnięte srebrem księżycowego refleksu. Taka jest piękna… Poznaję, że to nie tumak (kuna leśna) a ta domowa, spotykana bliżej domostw i wsi. Też zamieszkują lasy. Sekundy pogrążone w puchatym cudzie. Pewnie szuka śpiących ptaków. Smyrg! I już jest gdzieś do góry. Ani trochę zdziwiony, składam podziękowanie. Wiem, że to sprawka czułego Kasztanowca. Od zbliżenia się z Drzewami, podobne sytuacje stały się częste. Wiedząc co w Duszy gra, odwdzięczają się tym, co cieszy najbardziej. Płynie synergia. I ona podąża między nami już do końca wyprawy.
Mam poczucie, że każda roślina i zwierz, wie, że tu dziś jestem.
Mijane drzewa kłaniają się całymi szpalerami, w miarę jak się przemieszczam. Wiele osób pytało mnie o to zjawisko. Mam podobnie. Ale jak to się dzieje? Raz pokazał się obraz – człowiek w kuli energii jak podąża, którą drzewa wychwytują gałęziami. Odczytują ją i reagują, witając się z gościem. Nie na każdego tak postępują. Trzeba być z tym lasem – uczciwie, i w Miłości.

– Trrr, trrrrrr…

Z głębi boru trzeszczy jakaś sosna. Wołają do gawędy. Trrrr, i kolejna. Znajome odgłosy. Wyczuły jak przechodzę. Choć chcę bardzo, nie ma mowy. Nie będę szukał daleko po ciemku. Pełnia Księżyca, niezależnie od pory roku to takie święto drzew – bardzo są wtedy aktywne i pobudzone. Ożywienie da się uchwycić w całym lesie. Emanują wtedy właśnie pełnią swą wspierającej i uzdrawiającej energii. Nocą ściele się zagęszczona, skupia swą formę. Ciebie nie rozpraszają kolory i nadmierne dzwięki, ładujesz się więc lepiej i więcej. Dlatego nocną wędrówkę cenię bardziej od dziennej wyprawy. No i właśnie dlatego, zmuszony jestem dawkować. Minęło pięć godzin mojego pobytu tutaj, a kolejne drzewa w rozmaity sposób próbują przyciągnąć moją uwagę. Nocy nie starczy, by spędzić czasu z wszystkimi, które proszą. A już się przyzwyczaiły że włóczę, wiedzą że rozpoznaję ich sygnały, więc stroszą się niekiedy jak psiaki, byle podejść na chwilę, pogłaskać i coś powiedzieć. Kłaniam się tedy sosnom, wyciągam ręce przed siebie i na głos mówię od razu do wielu:

Siostry moje Ukochane,
Niech najlepsze Wam jest dane,
W pas się kłaniam, do połowy,
Sławiąc piękny Bór Sosnowy
Wytrzymajcie czas człowieka,
Trochę jeszcze Wam zaczekać,

Przyjdzie,

Igieł szpilki, i chojary,
Z serca płyną moje dary

Dla Was

Cisza. Chwilę jakby nasłuchiwały, zdumione. Lecz gdy ruszam dalej, znów kilka rozgaduje się trzeszczeniem. Mam dreszcze. Wolą bym został. Rozumiem… To musi być dla drzewa takie fajne, przyjemne i miłe. Takie nowe. Że ktoś przychodzi, mówi ładnie do nich i dobrze im życzy. Zamiast piły, albo zimnego rachowania ‘’czy już’’ się nadaje… Tak są tego spragnione, stęsknione… Nie myślałem tylko, że moje wędrówki zmienią się tak bardzo. Bo wystartowałem o 17 tej, a dochodzi już 23. Mimo dywanu liści poruszam się cicho, na tyle, że wychodząc na rozległe łąki w lornetce dostrzegam pasące się sarny. Nie usłyszały mego nadejścia. Po krótkiej obserwacji wycofuję się równie z kunsztem. Dziś to sarny wiodą po ścieżkach. To znaczy, szedłem lasem 2 kilometry aby dotrzeć na stanowisko czatowania, lecz obecność saren obok których musiałbym przejść i spłoszyć pozbywa mnie tego pomysłu. Niech się pasą. To właśnie cały ja.

IMG_4233

W drodze powrotnej mijam znanego mi Wiąza, ten jest potężny w swej krasie. Aby raz czy dwa z nim rozmawiałem. Pamiętam, że łagodził iście anielską energią. Wiązy to związani z Ziemią strażnicy pokoju, jedności, pracujący korzeniami na rzecz łagodnej wspólnoty rozwoju. Wszystko chcą związać, połączyć, aby współgrało i rozwijało się. To też robią z człowiekiem. Przyłapuje się na tym, że podczas tego ‘’spaceru’’ nie trapi mnie ani jedna przykra myśl. Nic nie istnieje. Wszystko co dokuczało w głowie przez ostatnie dni. Jestem tylko ja i drzewa, i czujność na delikatne sygnały. Powitany Wiąz otwiera się szybko. Pamięta. Do niego również przykładam czoło, chłonąc wiązowe błogosławieństwa. Pojednanie, akceptacja, lekkość, wybaczenie, zrozumienie… Naprawdę minęło już tyle godzin?

Wreszcie ‘’ląduję’’ u Krzesimira. O ile przy pierwszym dziś powitaniu przyjął mnie dość obojętnie, tak teraz gdy już pochłonąłem się w lesie, muska mnie ciepłem, stroszy się, szumi i grzmi. Mam parę pytań i wątpliwości. Opowiadam, że książka prawie gotowa. Pokazuje w myślach okładkę. Oh, jak dziwnie spoglądać na nią i siedzieć tutaj. Wszystko jest na tym obrazie takie, jak tutaj się działo. On, że jest dumny. Powtarza to wciąż. Noo, kto by pomyślał? A ja pytam. Bo tak sobie myślę, że można by pominąć cały aspekt duchowości, rozmowy z drzewami, energie i takie tam. Zrobić drugą, okrojoną bardziej wersję. Książka wiele nie straci na stronach i uroku, a byłaby bardziej przystępna dla osób które z tym wszystkim nie miały styczności dotąd… łatwiej ‘’strawna’’ jakby. Wiem, że to z jednej strony głupota, ale czeremchowa głowa walczy do ostatka.

Co o tym sądzisz?

ANI MI SIĘ WAŻ COKOLWIEK POMIJAĆ! O, żebyś Ty… Więc po co było to wszystko? Aby poszło w zapomnienie? To jest właśnie całość obrazu, tego co się działo. To będzie pracować w ludziach. Wielu potwierdzi, że nie są sami. Że to, czego doświadczali jest prawdziwe. W Twoich opowieściach znajdą potwierdzenie. A Wy się odnajdziecie, dzięki materialnej książce. Będą korzyści, dla Drzew i Ludzi. Spojrzą na las inaczej. Nie ‘’po Twojemu’’ tylko tak, jak dawniej człowiek spoglądał, co było oczywistością w doświadczaniu. Już pracuj nad kolejną. O nas, o wszystkim czego się dowiedziałeś. Dużo pisania Cię jeszcze czeka. Ta książka, to dopiero początek, wprowadzenie. A jeśli zdaje Ci się, że coś już wiesz, to przygotuj się na prawdziwe zaskoczenia. Dumny jestem, tak. Byli tacy wśród nas, co nie wierzyli. Właśnie Ci, od których miałeś nie do końca przyjazne sygnały w odbiorze. Ja zawsze wierzyłem. Tyle energii w Ciebie wprowadziliśmy, czy dostrzegasz swoje przemiany, kim się stałeś? Na co chciałbyś to zmarnować? Teraz możesz tyle sprawić. Więc pisz, pisz o nas… Potrzebujemy, by świat przeczytał nas w słowie. I to nie jest tak, że Drzewo Mocy wyrośnie i jest. Stać nim się może każde nasiono. Wzrastamy i doskonalimy się przez doświadczenie. Mi kontakt z Tobą dużo wniósł. I z gośćmi którzy przybyli za Twoją sprawą. To jak w relacjach międzyludzkich. Każdy coś ofiarował, otworzył, pokazał, nauczył. Stałem się… Otwarły się nowe przestrzenie dla mnie. Inne Drzewa pragną podobnie, dlatego tak intensywnie wołają.

Mój Kochany mędrcze. Czasem mi głupio, że tak Go drażnię. Ale On wie, że na tym etapie i tak już bym zrobił wszystko. Tylko i ja potrzebowałem ‘’zatwierdzenia’’. Przecież okładkę wymyślił Klon, a treść to w dużej mierze przekazy Drzew. To ich dzieło, nasze procesy. Wspólna pamiątka. I faktycznie. Zauważyłem ich zmiany. Tych do których chodziliśmy wspólnie na warsztatach. Każde z nich doskonaliło się, coraz bardziej w pracy. Nawiązywaniu kontaktu i pomocy. Coraz lepiej im szło. Teraz ich subtelną mowę czytamy jako coś oczywistego. Widać było, że nie mogą doczekać się kolejnych spotkań i wyzwań.

Gdy wychodzę z lasu na skraj rzepakowego pola, chyłkiem umykają z niego w lekkich podskokach sarny. Wyszedłem prosto na nie, nie dało się tutaj przewidzieć, były zbyt blisko. Ale nie spieszą się. No te są stąd, muszą mnie znać. Wiem, że sarny potrafią podkradać się niemal bezgłośnie do siedzącego człowieka, jeśli w porę go zwęszą. Zwłaszcza, jeśli to od lat ten sam człowiek…Co tylko siedzi łagodnie, gębę cieszy i do drzew mamrota. Układam się z czuwaniem na stosie kłód, zajadam kanapki i sączę gorącą herbatę.Gdzieś daleko piszczy samica puszczyka, ciszy urągając w ciemnościach. Skryty upiór. Gderliwie nawołują kaczory z czeluści bagna. Nieśmiało popiskują myszy, nieświadome gryzonie obwieszczają się z bufetem dla nocnych drapieżników. Dreszcz oczekiwania. Po niebie żeglują białe kłęby rozległych baranków. Księżyc nieco przygasa, spowity mleczną zasłoną. Spomiędzy konarów sosen żarzą się jeszcze maleńkie latarnie odległych gwiazd. Nie minęło dziesięć minut, sarny wróciły. Są teraz dużo bliżej. No pewnie Siostry, częstujcie się oziminą.Mimo, że sporo się wiercę, one i tak tylko co jakiś czas podnoszą anteny czujnych głów, spoglądając już uspokojone. Trochę się wtedy czuję, jakbym czuwał nad nimi. Żerujemy sobie. Inaczej zawsze jest, kiedy mogą na mnie popatrzeć, posłuchać i chwilę oswoić się z tym, że jestem. W takich momentach wiem, po co to wszystko. Dlaczego noce z zimnicą pod lasem, czatowania, czuwania, czas… To chyba jest takie żywe świadectwo. Zapomnianej bliskości człowieka z przyrodą, jaka wciąż każdemu zdarzyć się może. I o tym będzie moja książka.

66223959_479909626099685_4980183251667648512_n

Drzewa – Leśni uzdrowiciele. Karmiczne rany i fantomowe operacje.

Czasem chyba nie wiem dokąd prowadzi moja droga. Choć zdaje się, że jakiś kierunek znam i jest on nakreślony, to każda wędrówka, spotkanie, warsztat, otwierają nowe przestrzenie i aż proszą do zmian. Siedzieliśmy tamtej nocy na Jesionowym Szlaku, podziwiając potęgę srebrnego księżyca wiszącego w majestacie nad połaciami bezkresnych pól. Czas to był jesiennej symfonii szelestów, kiedy szeptacze szmerów opadali łagodnie na dywan swoich pobratymców. Groźnie nawoływała sowa pójdźka, a w kukurydzy nieopodal harcował dzik. Rozmawialiśmy półgłosem, zatopieni w tym wszystkim. I wtedy mnie podkusiło.

– A chodźmy może do tego polnego rowku niedaleko. Topole białe rosną tam szpalerem po obu stronach, nie będzie tak wiało. Zacisznie jest.

Miejsce przypomina tunel czasoprzestrzenny. Można tędy wędrować, siedzieć i obserwować, samemu pozostając niewidocznym. Drzewa to strażnicy starożytnej wiedzy, którzy łączą poprzez korzenie to, co ziemskie z tym, co kosmiczne. Doskonale znają tajemnice skryte w niebiańskich światach położonych nad ich koronami.Joasia ma podobnie jak ja – odbiera czym emanują drzewa już z pewnej odległości, bez konieczności tulenia ich. Białodrzewie stworzyły tutaj silnie pracującą przestrzeń. Tunel oczyszczenia. Kilka chwil i robi się błogo. Topolowe Królowe szumią uroczyście. Godzinami można by słuchać… Głos Boga, Ziemi, Świata… Nieustanne wołanie, zaproszeniem się staje. Spoglądam na Joasię, bo i widzę, że drzewa zaczynają brać ją w obroty.

75258551_937908896577260_7389658762262347776_n

🧚‍♀️Joasia: 
– Bardzo silnie czuje, że muszę się położyć na ziemi. Zawsze tak mam, gdy udaję się w medytacyjną podróż między moje wcielenia. Pozycja embrionalna to symboliczny sposób przejścia przez Jezioro Śmierci, czyli to rodzaj wymiaru, gdzie można zajrzeć do wnętrza duszy, do miejsca gdzie każdy człowiek nosi swoje karmiczne rany.
Czy one muszą ‘’grzebać’’ tak dogłębnie, drążyć, dotykać, przenikać?

Pyta mnie, zmęczonym nieco głosem. O tak. Potrafią drzewa wrastać głęboko, w człowieka. Podczas takiego procesu ma się wrażenie, że dotykają Cię energetyczne korzonki, które jakby zapuszczały się głębiej i dalej. Mnie to łaskocze. Nie boli, choć dziwne uczucie i można się wystraszyć, kto niezwyczajny. Ale warto drzewu na to pozwolić. W ten sposób drzewo Cię bada. Poznaje Twoją energetykę, uczy się, a dzięki temu dobiera odpowiedni rodzaj pomocy. Patrzy, sprawdza gdzie i co trzeba poruszyć, zharmonizować. Zwykle nie trwa to długo, jeśli człowiek się nie opiera.

🧚‍♀️ Joanna:
– Drzewa pomagają mi przypomnieć sobie stare rany, aktywują mi pamięć poprzednich wcieleń. Przy magicznym świetle pełni księżyca obrazy mojej przeszłości przepływają mi przez umysł jakbym oglądała film w kinie. Najpierw czuję że przenoszę się w czasie, w jedno z moich zwierzęcych wcieleń, gdy ginę na polu bitwy jako koń. Mam połamane obie nogi i nie mogę się ruszyć. Echo bólu jest duże, ale drzewa pomagają mi ułożyć ciało w taki sposób, aby uwolnić ten wzorzec z podświadomości i uleczyć te rany. Odrętwienie i brak czucia nóg mija po pewnym czasie. Aby rana się w pełni zagoiła, ból i emocje muszą wybrzmieć i się uwolnić inaczej rana wróci ponownie jak bumerang tylko na innym poziomie, piętrze zrozumienia.

– Drzewa przenoszą mnie w kolejne miejsce w innej czasoprzestrzeni. Tym razem jestem rycerzem na polu bitwy i ginę od ciosu szablą. Moje podświadome ciało układa rękę pod specyficznym kątem. Pierwsze uderzenie łamie mi prawą rękę w ramieniu, drugie odcina mi nadgarstek a trzecie przecina bok od łopatki po miednice- to ostatnie jest śmiertelne wręcz czuję jak leje się ze mnie krew i ucieka ze mnie życie. Umieram. Jestem tego świadoma, bo moje ciało przestaje oddychać na parę chwil – wtedy wiem, że jestem w Polu Śmierci i przenoszę się do kolejnego wcielenia.

– Tym razem Topole pokazują mnie jako Szamankę – Wiedźmę – Znachorkę mieszkającą na skraju lasu. Szaman to wojownik walczący z duchami chorób ludzi. Uzdrowiciel potrafi wchłonąć bardzo dużo ludzkiego bólu i cierpienia oraz przetransformować je w duchową miłość i wybaczenie, bo to dwie najsilniejsze siły we wszechświecie, dzięki którym możliwe są cuda. Pomagam ludziom, leczę ich ziołami z różnych chorób, odbieram porody, doradzam w potrzebie i za to ludzie mnie szanują i są mi wdzięczni. Jednakże oprócz osób w wiosce, którym pomogłam są też inni ludzie, którzy nie akceptują tego, że wiem więcej, nie chcą widzieć mojego dobrego serca, ale chcą widzieć we mnie wszystko co najgorsze gdyż jestem też lustrem. Dobry człowiek zobaczy we mnie dobro, zły to co ma do uzdrowienia.
To symboliczna walka, którą prowadzimy sami ze sobą pomiędzy swoją jasną i ciemną stroną. Ciemność to ból, cierpienie, to żal, smutek, złość na niesprawiedliwości tego świata, gniew na ludzi i ich brak empatii, na bezsilność wobec ludzi, którzy bywają okrutni nawet gdy usilnie chcemy w nich zobaczyć dobro. Wizja się zmienia. Widzę grupę ludzi, którzy przychodzą do mojego domu i palą go a mi łamią wszystkie palce u prawej ręki. Z ogromu bólu wydobywam z siebie ryk Pantery, zranionego Zwierzęcia Mocy. Jest mi bardzo przykro, łzy napływają mi do oczu. Zastanawiam się, dlaczego pomimo tego, że pomogłam tak wielu ludziom uwolnić się od bólu i cierpienia, to w nocy przyszła grupa ludzi i w imię inkwizycji po prostu mnie zabili. Dusza jest nieśmiertelna i pamięta wszystko.

Uwalnianie. Każdy ma swoje sposoby. Topole szumią pieśnią Mocy, podają słowa…te wypływają ze mnie niespodzianym śpiewem, zupełnie się zapomniałem.

– Hej Wędrowcy, zagubieni, dziś będziecie uzdrowieni…

Wymsknęło mi się.

– Masz bardzo ładny głos. Idzie Ci w śpiewaniu. Mówi moja towarzyszka. Zmęczona. Leżąc na liściach na ziemi. Topole dokopały się bardzo głęboko, do rdzenia karmicznych ran. Taka ich specjalizacja zresztą. Nie ma drogi na skróty, głaskania, łatania, przykrywania. Widzę, że jej coraz ciężej. Uporczywie przychodzą obrazy, co powinienem teraz zrobić. Drzewa, jakby zawiesiły się na moment. Odbieram czysty przepływ. Wysyłają pytanie, pytają Źródła co robić dalej. A do mnie te obrazy wciąż. Pytam czy mogę. Joanna kiwa głową. W mig jestem przy niej. Mi jakoś łatwiej oddać swoje ciało drzewom pod kontrolę. Nie pytam, robię co pokazały. Już tak bywało. Wiem, że nie ma czasu. Dłonie przykładam do Ziemi obok jej głowy, stamtąd staram się pochwycić ‘’coś’’, aby złapać. Powoli nad ciałem, przeciągam pochwyconą warstwę. Trudna jest, formuje się w kulę, parzy szorstko. Tą wyrzucam w górę, gdzie rozprasza się w topolowym szmerze. I drugi raz, przeciągam. Jest dużo trudniej zerwać. Dotyka mnie smutek, ból, żal, przykrość, ciężkość…znowu kula tego. Pulsuje i chce się wyrwać. Coś mówię do tej kuli trudnych emocji, rymowanie.

– Przestań wreszcie się panoszyć, czas już w nicość Cię rozproszyć…

Tą odrzucam w krzaki. I trzeci raz. Tu już nie mogę. Nie daję rady wyszarpnąć. Chwilę podziwiam energetyczną mapę ciała eterycznego człowieka. Arcydzieło. Dla mnie w odczuwaniu zbiór chłodnych i ciepłych punkcików, o różnej częstotliwości pulsacji. Szkoda, że nie znam o co z nimi chodzi. Dość. Nie na tym mam się skupiać. Próbuję pochwycić. Kula jakby nasycona była tonami ołowiu. Przeraźliwie ciężka. W niej potworna przykrość, strachy i żal. Podnosząc chwieje się na nogach i czuję jak StrongMan dobywający resztek sił, aby wygrać rundę. Ale to nie zawody. Mięśnie mam napięte na postronkach i zdumiony jestem. W tamtym momencie myślę tylko szczerze współczując, ‘’Mój Boże, jak można było coś takiego dźwigać, nosić na co dzień’’? Drzewo obok woła. W jego pień ostatnim ruchem na jaki potrafię się zdobyć, wrzucam kulę z zawartością. Topolą zatrzęsło. Ja osuwam się na ziemię, oddychając wyczerpany, szczęśliwy jestem z tego co się stało. Mijają chwile i wracamy do siebie.

– Mam jeszcze rozległą ranę na boku. Od miecza, cięcia. Z wcieleń. Nie mogę sobie z nią poradzić, nikomu nie udało się niczego z nią zrobić dotąd. Stale wraca. Mówi Joasia.

Spoglądam, i rzeczywiście jest. Wybebeszona, poszarpana, rozpłatana. Krechą idzie przez całe ciało. Gdy przesuwam nad nią dłonie ogniście kłuje i ‘’gryzie’’ sypiąc jakimiś iskrami na boki. No dobrze… Z jednej strony nie wiem co z tym zrobić. Ale dzieje się samo. Przed oczami widzę przepływ małych roślin i kwiatków, które przychodzą mi do rąk i plączą się wokół tej rany. Jeden jest szczególnie piękny, ma białe drobne kwiecie i przewija się najczęściej. Z pewnością rozpoznałbym go gdziekolwiek. Płoży się na ranie, wnika płatkami delikatności… Czego to tutaj chcecie? Myślę… Bo trochę mieszają, rozpraszają.

– Pomożemy Ci…

Odpowiadają łagodnie kwiaty. I poddaję się im. Teraz pojmuję. Uzdrawiająca siła natury – przecież ona cały czas bliźni to, co wyrządzamy Ziemi. Zarasta, koi, przemienia, zasiedla życie, wspiera się nawzajem. Wykop w ziemi jamę i zostaw na sezon. Za jakiś czas, zarośnie… A mnie w tym roku tak interesowały kwiaty przecież. Fotografowałem, podziwiałem, siedziałem z nimi godzinami na łąkach, uczyłem się nazw. Fascynowały przez wiosnę i lato. Czuję, że wszystko co jest wokół stara się w tym momencie mi pomóc. Samo jakby się wizualizuje. A może widzę to, co robią roślinki. Czubkami palców wzdłuż rany i w niej, nasadzam jakieś nasionka. Kiełkują od razu, oplatając brzegi łodygami i korzeniami. Poszarpane brzegi spajają wiążąc, przerastają wszędzie…. Dłońmi pobudzam je do wzrostu w górę, a one wirują prześcigając się w bujności. Miękkie płatki kwiatów wyściełają sączące czerwienią dno. Wnet pochłaniają, zarastają wszystko. Kieruję ich ruchem, starając się aby pochwyciły brzegi blizny w spojeniu. Niektóre wydzielają jakieś kolorowe substancje, te działają osobno, jakby próbowały złagodzić ból. W zapachu wyczuwam miętę.

53212928_401306560446775_6132503267579527168_n

– Co robisz? – Pyta Joasia. Czuję, jakby we mnie kiełkowały jakieś rośliny! Oplatają mnie, koją, porastają całą! Te kwiaty są przepiękne, przypominają rumianek – mają śnieżnobiałe płatki z żółto-pomarańczowym środkiem. To zdanie upewnia mnie, że nasze wizje są wspólne. Widzimy oczami serca i umysłu dokładnie ten sam duchowy wymiar.

Uśmiecham się. Wzywam na pomoc dęby i brzozy, bo tak mi przychodzi. Ich energię kieruję na kwietny bandaż. Niech wzmocnią, zasilą, w symbiozie się łącząc. Jak w przyrodzie. Głowa rymuje. A dusza… chyba jest w swoim żywiole. Kolejnym. Pochylam się obok twarzy Joanny. Jej dłonie są lodowato zimne, moje pulsują ciepłem. Wypowiadam wtedy ‘’coś’’ – może udało się odtworzyć. A drzewa podnoszą mi znów poprzeczkę. Wzywają, abym śpiewał w takich zdarzeniach. Oh, proszę, jeszcze nie dziś…

Koję wszystkie stare rany,
Wcieleń brzemię już żegnamy,

Spajam, scalam i uzdrawiam, 
Do Was skrytych tam przemawiam

Niech wypłynie co w pamięci
Czas to aby Was uświęcić,

Życie nowe już kiełkuje
Za obecność Wam dziękuję,

Teraz poddasz się pływowi, 
By na wieczność, się uzdrowić

Kwiaty, pnącza i rośliny!
Wy pochłońcie już przyczyny,

I w głąb Ziemi wieść ponieście
Że udało się nareszcie…

Zieleń ukwiecona pochłonęła. Tak widzę. Jestem w środku bardzo szczęśliwy. Nie potrafię zrozumieć, po prostu się dzieje. I jak to się dzieje… Natura przychodzi z pomocą, i działa przeze mnie. Chyba tak można to wytłumaczyć. Mimo, że drzewa potrafią zrobić wiele, człowiek jest potrzebny w procesach jako ten katalizator energii. Bo człowiek to sprawca i kreator. Może tworzyć, nadać kierunek, no i po prostu któż jak nie On, zna lepiej i zrozumie drugiego. Z całym szacunkiem dla umiejętności Duchów drzew.

– Jak to zrobiłeś, jak Ci się udało? – Pyta Joasia. Po chwili dodaje.

– Nie znam nikogo, kto w tak krótkim czasie zdjąłby aż tyle. Szybko się regenerujesz w dodatku. Ogrom umiesz przyjąć i puścić… Niesamowitą operację fantomową mi zrobiłeś dzisiaj z pomocą Leśnych Pomocników.

Chyba ją zaskoczyłem. Rzeczywiście, nic mi nie jest. Tak się czuję, jakbym wzrósł znowu. Zastanawiam się nad jej słowami. Mega miło usłyszeć coś takiego od dyplomowanej, certyfikowanej uzdrowicielki. Bo co ja w porównaniu – czasem tylko robię coś, o co poproszą Drzewa. Ale w przyrodzie jestem w swoim żywiole i w pełni Mocy. Tu wszystko mnie zasila, pieści, i wspomaga na każdym poziomie. Tak czułem dziś. Byle pomóc ‘’swojemu’’ miłośnikowi. Mnie też to zdumiewa. Tu szelest liści opadłych, wydaje się być mową Boga. Słucham po prostu szeptów tego Źródła, przez otaczające mnie życie. I działam kiedy poprosi. I wcale się nie dziwię, że tak wyszło. Masażyści chodzą na masaże, lekarze do innych lekarzy, kiedy potrzeba. Uzupełniamy się wymieniamy, składając zagubione puzzle ducha w całość. Odkrywamy je dzięki spotkaniom, kontaktom, zdarzeniom. Do jedni i pełni w sobie dążymy. A ja, co zdążę się oswoić z nowym, ciągle podnoszą mi konar poprzeczki. Bo najpierw spisywanie przesłań, zabieranie ludzi do Drzew, potem wieszczenie rymami ‘’na żywo’’ teraz śpiewanie… Kiedy im się skończą te liściaste pomysły?

Topole proszą, abyśmy odeszli. Odbieramy oboje. Chcą zająć się tym co zostało tu dziś zostawione. Przetransformować. Potrzebują zostać same. Z trudem niejakim, ruszamy. Towarzyszkę muszę wesprzeć w chodzie. Dużo dziś pożegnała. Dwójka uzdrowicieli brnie potykając się przez pole, a ja myślę wtedy, że przecież te leśne dary dostępne są dla każdego podczas i samotnej wyprawy do księżycowego świata… Na wyciagnięcie konaru, z zaufaniem podania ręki. Czekają z tak potężną pomocą. Dla nich to łatwizna, a przez nas codzienność zapomniana.

🍁 Uzdrawiały i wspierały proces Białodrzewie (Topole Białe ) z jesionowego szlaku.

Celtycka Uzdrowicielka…

Moim gościem na tej leśnej sesji była mgr Joanna Szczygłowska, która ukończyła Uniwersytet Medyczny w Poznaniu na kierunku fizjoterapia i Austriacką Szkołę Osteopatii, dzięki którym pomaga ludziom i zwierzętom wrócić do zdrowia. Naturalna medycyna holistyczna, kompleksowa rehabilitacja kręgosłupa i narządów wewnętrznych w połączeniu z szeroko rozumianą duchowością czyli medycyną chińską, tybetańską, indiańską i aborygeńską (metoda Bowena), a także koncerty muzykoterapii, pomagają jej w harmonizacji ciała, emocji, umysłu i duszy wszystkich swoich klientów. Dzięki podyplomowym studiom coachingu życiowego Joanna pomaga ludziom uporać się z wyzwaniami życiowymi i schorzeniami psychosomatycznymi a także prowadzi warsztaty rozwoju osobistego: „Tajemnice Rodu zapisane w ciele”, „Kursy masażu dla par”, „Kursy masażu Shantala dla dzieci”, „Kursy starożytnych metod medycyny holistycznej”, Kurs Bliskości dla par „Rozkwit miłości”, które odbywają się w magicznym SPA&Wellness Anielska Grota w Hotelu BAST*** w Inowrocławiu.

Można zajrzeć do niego tutaj:
http://www.anielskagrotaspa.pl/rehabilitacja.php

P91013-173526

Moje wspomnienia z zabiegu u Joanny: 

Ciało jest jak świadoma mapa, która wie i pamięta… wszystko Ci wypomni. Każde zaniedbanie. Gdy już nie daje rady. Choć przyznać muszę, jak ciała zdumiewająco są odporne, a mechanizmy wszystko robią jak długo się da, by umożliwić Ci funkcjonowanie. W bolących punktach kumulują się kłęby poszarpanych emocji, często trudnych i wypartych. Moje lokowały się głównie w plecach. Sprytnie sobie wybrały miejscówkę, bo tam mogły ‘’zamrozić się’’ w hibernację, zbytnio w codziennym życiu nie przeszkadzając. Odzywały się tylko co jakiś czas, bólem tępym, upartym, gniewnym… Bolało też kolano. Te zrzuciłem na trudy wędrówek, skoki przez rowy, wspinaczki na stogi, i ogólnie przemaszerowane kilometry. Opóźniało mnie to kolano, czasem też ustępowało, gdy optymistycznym akcentem rzekłem z intencją, ‘’a to się w marszu rozejdzie’’. Bo przecież nic takiego. Jednak wracało. I co się okazało…

Wtedy opiekuńczy Brat Wszechświat przysyła do mnie Joasię, fizjoterapeutkę, masażystkę, holistyczną uzdrowicielkę, która takie terapie prowadzi jakich nazw nawet nie umiem wymówić. Osteopatia kraniosacralna i wisceralna, polarity terapia, technika Bowena, to tylko niektóre z nich.Gabinet swój ma w Inowrocławiu, w Anielska Grota Spa dokąd można w potrzebie się udać. Ona potrzebuje relaksu i zapomnienia w przyrodzie i energiach leśnych, ja pomocy…Umawiamy się więc na masowanie za wędrowanie i drzew poznawanie. A u mnie…’’Wątroba niewyspana’’ i inne rewelacje. Przemieszczenie miednicy i noga krótsza o jakieś parę mm. Dlatego bolała. A ja uparcie tak chodziłem. Bo w sumie odporny ze mnie Krasnal Po wstawieniu już drugiego dnia wędrownego mogłem beztrosko maszerować i przewodniczyć. Uzdrowicielka dłonie przykłada, punkty bolesne z mroku nieświadomości na światło dnia wydobywa. W każdym z nich historia trudna drzemie, okopawszy się na swoich pozycjach. Trzymają mocno. ‘’Nie chcę, nie ruszę się stąd, dobrze mi w tym zamrożeniu!’’ Zdają się wołać troski, smutki i przykre życia zdarzenia. Czego tam nie ma… nagromadzone przez lata chyba. Plecy, kark, barki, ramiona… ulżyć chcą człowiekowi, więc dźwigają. Ciało służy i pomaga jak długo może. Chrupną niekiedy kości. Wstawianie. Techniki, metody…starożytne w Mocy. Płoną prosto rzędy aromatycznych świec. Druidka łagodnością emanuje, dłonie nad punktami z opieką wznosi i pieśni pradawne kojąco nuci. Wibracją głosu zastoiny energetyczno – emocjonalne rozbija masując. Modlitwy z Duszy płynące szemra z Miłością w językach zapomnianych, po prostu uzdrawia…Kapłanka w dostojeństwie mistycznym osadzona. Uświęcenie brzmi pieśnią. Rzeki płaczu wypływają ze swoimi opowieściami, strumieniami. Wreszcie zostały uwolnione. Wysłuchane i przyjęte. I czasem tak jest. Ktoś drugi rękę podać musi, aby wspomóc tam gdzie wglądem swym nie sięgasz lub widzieć nie chcesz…
Po wszystkim błogość i ulga rozlana w mięśniach, ścięgnach, stawach i duszy… Reset totalny. Jakbym otrzymał nowe ciało w podarunku. Chwilę od początku jakby uczę się chodzić. Zdziwienie zdumione. O, to tutaj może być tak lekko i nie strzykać? Tak swobodnie? Na słońce wybiegam i ramiona ku niebu rozkładam… 

O czym szumią Drzewa Cmentarne? Uwolnienie dusz.

Cały proces powstania Modlitwy do Przodków dużo był głębszy i złożony, niż byłem w stanie opisać. Dopiero teraz sobie to uświadamiam. Pamiętam miała w drodze pierwszego wyjątku przyjechać do mnie kuzynka na leśne warsztaty (RÓD!), lecz w ostatniej chwili zrezygnowała, by udać się na groby. I przestrzeń się zrobiła, by popłynęło. Pamiętam, 1 listopada miałem totalną blokadę przed pójściem na cmentarz. Wszystko w środku było na NIE. Dziwiłem się dlaczego. Zostałem w domu. I wiecie, co się zadziało. Drugiego dnia, już po spisaniu opowieści ‘’Dziadów’’, zmiana. Wiem, że na cmentarz już udać się mogę. Ruszam pózną nocą po godzinie 23, nie mam daleko. Lubię być tam sam, ten raz w roku…

Po przekroczeniu bram, pierwsze zdziwienie. Drzewa są tu dziś bardzo aktywne. Stroszą się, szumią, drgają, mają zrywy, dotykają energiami… Ignoruję, bo… Mój jedyny kontakt z ‘’drzewem cmentarnym’’ niegdyś zakończył się tak, że usłyszałem ‘’wielogłos bełkotu’’. Urwane strzępki zdań wyjęte z wszelkiego kontekstu, zawodzenia, lamenty, wyzwiska niekiedy, narzekania, no wariatkowo. Szybko zdałem sobie wówczas sprawę, że to nie drzewo ma świra, a po prostu jest wykorzystywane przez zmarłych jako kanał komunikacji ze mną. Ale przecież nie o to mi chodzi. I choć pewnie dałoby się to jakoś odfiltrować i odczyścić by wejść w kontakt z samym drzewem, po co, skoro w lasach i dróżkach polnych czekają gotowe i spragnione łączności, bez takich atrakcji. Od tamtego incydentu dałem sobie szlaban na drzewa z cmentarza. Bo nie masz wtedy pewności, czy z drzewem gawędę prowadzisz, a może jakaś dusza zbłąkana używa jak może. A tu ich przecież dużo, splątanych, uwięzionych żalem ludzkim, niezgodą na swoje odejście, a czasem i nieświadomością własnej śmierci.

peace-night-creepy-grave-tombstone-scary-cemetery-spooky-landscapes-glow-darkhigh-quality-photos-halloween-background-trees-forest-woods-cartoon-wallpapers

Dziś jest jednak inaczej. Drzew nie sposób pominąć. Czegoś chcą. Spoglądam na krzepkie dęby i zdumiewam się ich niezwykłym tutaj pokrojem. Bo do złudzenia przypominają Topole Czarne – Sokory. Tak są strzeliste. Przypominają płomień świecy. Według mitycznych znaczeń Topole Czarne ukazują się jako ‘’Płomień Cienia’’ która rozpala i odprowadza w niebiosa głębiny mroków ziemi. Są pomostem do świata zmarłych. Dlaczego dęby przybrały ich kształt? Naprawdę, gdyby nie liście, to bym się pomylił. Gdy zapuszczam się między nagrobki, dopadają mnie różne bóle. Ogromna senność. Wiem, że przepływają przeze mnie esencje tutejszych dusz. Próbują wszelkiego kontaktu. Dla nich osoba pracująca z energiami, czująca, wrażliwa, jest widziana jako światełko w ciemności wymiaru, w jakim przebywają. Widzą to światło i lecą jak ćmy…Wiedzą, że możesz wejść z nimi w kontakt, a bardzo tego chcą. Mają pytania. Szukają pomocy. Inne chcą Ci po prostu dokopać, bo są złe że nie żyją już w ciele. Zazdrosne. Z wszystkim można się spotkać. Bóle nasilają się, a ja siadam aby odpocząć. No co się dzieje? Dziś miało już być dobrze… A może to okazja, abym się podszlifował jeszcze. Kawałek dalej, przez moją istotę przenika głęboki żal, wlewający się szeroko w piersi. Zawisł tu jakby smugą. Wiem doskonale, że nie jest on mój. Dużo dziś, zostawili tu ludzie… Cmentarz to ‘’fajne’’ doświadczenie, jednak raz na jakiś czas. Emocje są tak głębokie i ciężkie, że czuję iż nie dam rady za moment. Jakoś tak wpadam na pomysł, by ratować się… rymem. Słowem. Jednocześnie zanurzam się w serce, i rozświetlam ten rdzeń jego kryształu.

Wszystkie troski, smutki, żale, 
Co obecne są tu stale…

Niech nie dotykają wcale,

Wszelkie złości, ból, niezgody, 
Niech rozproszą swe powody, 
By stać się światłością w sobie,

Rzesze Dusz, zgubione tłumy, 
Już ucichną do zadumy,

Nad sobą, 
Którą to podążyć drogą…

I tak idę i rymuję, i to natychmiast ciała. ‘’Klejące’’ zastoiny emocji wokół rozpraszają się jak mgły. Nagle dużo lepiej. Mimo to jestem ciekaw. Nocna wizyta na cmentarzu w Dziady, co tu dużo mówić, różne rzeczy usłyszeć i zobaczyć można. W zeszłym roku kryształowy dzwonek się odezwał z nieba, warkot głuchy jakby wilka, koni tętent i śpiewy. A teraz proszę swej duszy, by pokazała. To co ona widzi. Jak postrzega. Wiem, że mam o tyle dobrze, że ona bardzo ładnie mi ‘’filtruje’’ abym widział tylko to co potrzebne. Czyli dewy/duchy drzew, ich pulsy, orbsy, iskry, światełka, fale energii, linie, aury. To wystarcza. Acz pod skórą czuję, że tutaj wiele dziś jest do zobaczenia. Odbieram, że nie za bardzo chce mi pokazywać. Negocjuję. Prosi bym zamknął oczy na ileś minut. A potem powoli otworzył. Tak też robię. Odczuwanie istot i energii wokół wyostrza się dość szybko, lecz nie chcę ich badać. Tak już mam. Ciekawość, bez ostatecznego zgłębiania. Tajemnice są spoko.

Otwieram oczy powoli, klarując niemrawo ostrość wzroku. Przez moment widzę dziwactwa. Poziome warstwy energii a nad nimi postacie, niby ludzkie lecz większe i o 4 rękach / ramionach, którymi wywijają jak ośmiornice coś zagarniając. Gęby dość koszmarne. Co to u licha?

Znika. Widzę już lampiony, nagrobki i znicze. Co to kurna miało być? W zeszłym roku widziałem po prostu pojedyncze zjawy ludzkie stojące w zamyśleniu nad swoimi nagrobkami, a to co dzisiaj… Wtrąca się Dusza, która wyjaśnia.

– ‘’Kosiarze’’. To kosiarze, po prostu. Tak ich ja nazywam. Przechwytują i plączą emocje w kłęby. Aby zatrzymać. Dusze obecne tutaj ich nie widzą, nie są w stanie nawet one spostrzec. To inny, jeszcze głębszy/niższy wymiar. My z naszą świadomością możemy ich zobaczyć. Dużo więcej możemy, ale nie będę Ci pokazywać. Ty możesz pomóc tu w inny sposób. Wiedz, że ich działanie jest dużo bardziej wyrafinowane. Dokonują manipulacji energetycznej już tutaj, od razu po pogrzebie, na tym etapie, coś jakby grzebały w duchowym DNA. Po to aby zatracić w duszach pamięć o sobie, żeby wcielić je ponownie. Albo uwięzić. Ten świat, ma warstwy, jak lalka – matrioszka. I nie proś mnie, byśmy to zgłębiali, odkrywali. To donikąd nie zaprowadzi, a sprowadziłoby na nas ryzyko. Choć możliwości masz ogromne, Twoja rola inna. A zasada jest jedna. To co badasz, poznajesz, kieruje swą uwagę na Ciebie. Wielu Ci opowiada, przychodzi z problemami dręczenia, straszenia, nie radzą sobie. I uwalniają to u Drzew. U wielu wraca, bo nie zmienili swoich nawyków. Na co wciąż kierują swoją uwagę? O czym wiecznie opowiadają? Co eksplorują? Reptalianie, annunanki, archonty, manipulacje, spiski…co jeszcze, dalej, głębiej, kto steruje, pociąga za sznurki? drąż, drąż… Oni widzą, czują, od razu Cię dostrzegają. Nie lubią ciekawskich i potrafią się odpowiednio ‘’odwdzięczyć’’. Na strachu żerują. Ty się nie boisz, dobrze. Lecz zaufaj mi. Powściągnij ciekawość. Energia podąża za uwagą, w obie strony. Spójrz na drzewa. Jak one żyją? Co robią? Przychodzili ludzie z pytaniami do Ciebie i o tą ciemną naturę świata, o manipulatorów i mrok. Drzewa milczały. Cieszyły się słońcem i deszczem. Je zaprząta tu i teraz. Wzrastanie i kształtowanie. Dobrze na tym wychodzą, życie tworząc. Skupienie na swoim zdaniu. Tworzenie tego, czego chciałbyś widzieć, doświadczać. Wszystkim to wychodzi na dobre. A teraz ośmiel się wreszcie, zbadaj te drzewa. Spójrz jak proszą…

Oh, Dusza! Coraz lepiej ostatnio ją słyszę. Coraz więcej. Przełamuję się – dotykam najbliższego dęba, by rozeznać czym emanuje. Ciepło jak z pieca. Moc taka i gorąc z jakim nie spotkałem się przy żadnym leśnym drzewie. Kolego, bracie! A on trzęsie się ucieszony i grzmi. Odbieram, że ma tu jakąś rolę, i jest mocno połączony z duszami ludzkimi, które w żalu tu wegetują. Przytulam go szybko i nie wiedzieć czemu wypowiadam doń takie słowa… W rym się układają, którego już nie pamiętam.

– Wskazuj drogę, prowadz, pokazuj im kierunek, zaopiekuj w potrzebie, rozpraszaj cienie, bądź im światłem….

I tylko tyle. Teraz kolejne drzewo. Wielki już, srebrny świerk o pokroju piramidy. Dłonie na korze. Chłodnawo – ciepły, bez zaskoczenia. I jemu mówię.

– Otwieraj bramy, rozpościeraj drzwi, buduj bezpieczne ścieżki, przeprowadzaj przez wrota…W srebrze gór skalistych strażniku, ciemności rozjaśnij szlaki.
Maszcie horyzontów zamglonych, Ty odtąd bądz dla nich pomostem. Filarem, na którym się oprą w przystanku.

I odchodzę. Kolejne drzewa. Teraz ‘’topolowe’’ dęby. Już pojmuję, dlaczego przybrały taki pokrój. Wzięły na siebie rolę. Ten wygląd. Płomień Cienia. A przecież płomień pali się czerpiąc swoje paliwo od spodu, wierzchołkiem płomyka w dymie rozprowadzając to co już przetrawione. I to one tutaj robią. Chwytam dłońmi ‘’strzępki’’ plączących się wokół lamentów i podpinam je do pni. Do nich też wymawiam… Szeptam.

W płomieniach ziemi, 
Drzewa zaklęte,

Spalcie co trzeba, 
Uczyńcie tym święte,

Mroki ludzkie w głębinach rozpaczy
Ponieście w przestrzenie, do nowych 
Znaczeń

Kierunek im wskażcie, drogi i bramy, 
Wszystkie je godnie, odprowadzamy

Latarnią tu bądźcie, 
W codziennej ich drodze,

By nie zatraciły się one, 
W pustce i trwodze,

Do światła najprościej, do Stwórcy i Boga, 
Niech stąd prowadzi, najkrótsza im droga…

Z poruszenia liści, jakby klaskały, biły mi brawo. Szumią i trzęsą się, reagując na szeptane słowa. Coś dziwnie trzeszczy, i na pewno nie jest to drzewo… Z metra odbieram ich ciepło. Tutejsi dębowie. I tak sobie myślę, że nie ma w tym nic nie zwykłego. Żywych prowadzą drzewa do poznania Boga w sobie właśnie, więc dlaczego nie i zmarłych? I widzę z jaką troską podjęły się tej roli. Jaka tutaj krąży wymiana. Drzewa są krzepkie, zdrowe. Żywią się… no właśnie. I transformują dla siebie w rozwój. Życie tworzą… i tu. Czuwają nad tą przestrzenią, próbują chronić i pomagać zagubionym duszom. Nasi pogańscy – Słowiańscy przodkowie i Wedrussowie często tak swoich chowali kurhany wznosząc lub Drzewa sadząc. A potem dziatwę przyprowadzali, by opowiedzieć o krewnych zaginionych w mrokach dziejów. Przodkowie żyli, istnieli w Drzewach i w ten sposób po pochówku możliwy był kontakt z ”Dziadami”. Choć my zapomnieliśmy, drzewa pamiętają… Przechowują przecież pamięć zdarzeń w cyklu nasion i swoich pokoleniach. Znacznie dłużej. Mam wrażenie, że znów potrzebny był człowiek, aby wzmocnić te zadania, ukierunkować, nadać pływ i scalić w nim. Dobrze Dusza powiedziała. ‘’Ty inaczej możesz tu pomóc’’. To się zadziało jakby bezwiednie. Nie planowałem dotykać tu Drzew i nic z nimi robić. Znów coś poprowadziło ciało, słowa i gesty. Bóle gdzieś minęły. Nie odbieram też tamtych ciężkich emocji. Atmosfera zrobiła się lekka i rześka. Jeśli takowa na cmentarzu zdarzyć się może. Odbieram, że mogę już stąd iść. Każde drzewo otrzymało dotyk i słowo. Wierzę, że w swoim zadaniu się wzmocnią. A dla mnie kolejne zaskoczenie. No bo kto by pomyślał, że mogą nam pomagać nawet… ‘’na końcu’’, za tą zasłoną? A może dopiero wtedy, jesteśmy w stanie poznać je w pełni?

Z niejaką ulgą i swobodą w sobie przekraczam cmentarne bramy w drodze do domu.

199937

Jesienny oddech Leśnej Mocy. Wędrowne warsztaty w Naturze.

Jesień wcale nie musi być szara, ponura, i chłodna. Może natomiast być Wędrowna. Powoli milkną odgłosy mocarnych jeleni, płynące porykiwaniami w głębinach Kniei. Lecz w lesie nigdy nie mieszka na dobre cisza. Zanim zaszeleści pod stopami pachnący dywan kolorowych liści, nim nagie drzewa zasną odkryte w swych tajemnicach, wreszcie zanim świat odda się w panowanie wichur, deszczu i słot…

Ruszymy popołudniem, aby skorzystać z ciepłych jeszcze promieni pazdziernikowego słońca, pochwycić resztki dobroci babiego lata, poleniuchować w liściach, a na miejscu być przed zachodem. Za dnia powędrujemy boso po zaoranej miękkiej ziemi, chłonąc w siebie dostatek ciepła ostatnich takich momentów. Wezmiemy z sobą kanapki i coś gorącego do picia w termosach, oraz uważność i szacunek wobec świata natury jaki podziwiać będziemy podczas tej podróży. Przytulimy się do ogromnych klonów i dębów powierzając im swe troski, napięcia, radości, posłuchamy o czym szemrzą i prawią. Będzie to okazja aby skorzystać z kojącej i uzdrawiającej energii zaprzyjaźnionych Drzew Mocy oraz zasięgnąć od nich wieści dla Ciebie. Przekażę Ci w gawędzie swobodnej swoje wieści na temat Dendreoterapii i pracy z energiami lasu. Ciepła jesień to równie bajeczna pora do czuwań pod gwiazdami, jeśli szukasz szelestów…i ciszy. Towarzyszyć nam będą stukoty wszechobecnych żołędzi, kiedy mocarne dęby z ufnością powierzają Matce Ziemi zadanie pomnożenia swego plemienia. Jeśli Twój słuch jest wyostrzony, bez problemu wyłowisz też delikatne tąpnięcia i szmery lądujących listków. Strojni w kolory spadochroniarze, okrywają spracowaną ziemię przytulną kołderką szeptu. Tak właśnie nuci swą pieśń jesień i to jedna z łagodniejszych piosenek. Ma moc ukojenia duszy.. Czasem zaszeleści w nich jakiś gryzoń, albo spóźnialski jeż, także korzystający z ostatków przyjaznych temperatur. Aromat wirującego listowia, miesza się z zapachem rzadkich grzybów, krążąc paletą przy skraju boru… Piaszczysta granica światów na styku pól upraw ludzkich zapisana jest opowieściami w postaci tropów wędrujących saren, lisów, jeleni, dzików, zajęcy. Spróbujemy odczytać je po trochu, oraz inne ślady zwierzęcych zwyczajów. Zajrzymy w arkana ich sekretów, jakich ślady pozostawiają tu i tam na szlaku swego żywota. Dowiesz się ciekawostek o ptakach, ssakach, roślinach, a przy okazji podszkolimy się ze znajomości zasłyszanych ptasich głosów. To już nie czas bogatych śpiewów, ale ptactwo zawsze wydaje dzwięki alarmujące i wabiące. Przy leśnych babrzyskach smęcą i jęczą jak duchy mocarne łosie. Łagodne sarny, powoli zaczynają łączyć się w pierwsze zimowe grupy. Kolorowe bażanty, z donośnym okrzykiem dają znać o swej obecności. Momentami ciszę drą na strzępy ochrypłe wrzaski czupurnych sójek. Wiewiórki z uporem dopieszczają kunszt swych gniazd i czynią ostatnie zapasy przed zimowym lenistwem. Gospodarna Jesień darzy swój lud szczodrze, dbając by nikomu nie brakło na zdrowiu i obfitości. Zabierz torbę lnianą, nazbieramy krocie szkarłatu dzikiej róży, koraliki głogów i garście krasnych jarzębin. A i kobiałkę małą, do której nieco grzybów się zmieści. Gdy wiatr niespodziany odezwie się szumem w koronach, wtedy się zacznie…setki, tysiące iskier czerwieni i żółci pomkną w dół, na swój przedostatni taniec. My rozłożymy wtedy ramiona, wirując w balecie wraz z nimi, dając otoczyć i pochłonąć się magii. Nad bagnami panuje już chłód, a o szarej godzinie zmroku dziki przebudzają się w barłogach chrobocąc, i z trzaskiem ruszają ku sobie tylko znanym żerowiskom.Mgły budzą się wtedy ze snu, snując i przędąc nieprzeniknione woale powłóczystych zasłon. Siedząc wygodnie i bezpiecznie, będziemy mieli możliwość posłuchać gwaru wszelkiego zwierza, oraz zanurzyć się w szurających sekretach bagiennych ostoi. Kiedy ubywający księżyc osrebrzy przestrzeń swą magią, a mgły zatańczą z pląsami wyczuwalnego chłodu, wówczas poznasz w pełni świat z mojej baśni, którego doświadczam i spisuję na kartach mych opowieści. Zapraszam Cię serdecznie na wspólną wędrówkę połączoną z nocnym czuwaniem w świecie przyrody i celebracją jej bogactw, aby naładować akumulatory zachwytem cudów, pięknem, ciszą, najwspanialszą energią jaką wespół z moimi Drzewami postaram Ci się przekazać. Niech otuli Cię wsparciem przed zwiastunem ciemnej Zimy. Pytaj mój Drogi Gościu o swój termin i przybywaj na jedyną taką przygodę, połączoną z osobistą Transformacją Duszy.

Jaką praktyczną wiedzę wyniesiesz z tej wyprawy:

– Tropy zwierząt, i ich rozpoznanie w terenie: Sarna, dzik, jeleń, zając, lis, borsuk etc. Ciekawostki z życia zwierząt.

– Ślady aktywności zwierząt i ich zachowania: Buchtowiska, żerowiska, kąpieliska, gniazda wiewiórcze i ptasie, doskonalenie warsztatu tropiciela. Tu spektrum będzie szerokie.

– Energie lasu i Przesłania Drzew Mocy. Robić będziemy odczyty. Uczyć, przypominać sobie będziemy pracę z prastarymi Istotami Ziemi, kontaktu z ich świadomością, charakterów, sztuki porozumienia. Po prostu – Dendroterapia.

” Uśmiech Czatownika” Wieczorno – nocne czuwanie (możliwe do świtu) w klimatach i szelestach leśnych, mgłach, szmerach. Słuchanie budzących się dzików w szuwarach! Bezpiecznie, na stogu siana.

– Jesienna stołówka zdrowia – zbiory rajskich jabłoni, dzikiej róży, jarzębin, głogów, grzybów, z opowieścią o ich praktycznym zastosowaniu w przetworach, właściwościach i zdrowiu 🙂

– Ptasie Pieśni. Nauka rozpoznawania zawołań, odgłosów wabiących i śpiewów napotkanych gatunków ptaków.

Kiedy?

Wyprawy realizujemy od początku pazdziernika do końca listopada.

Gdzie?

Rokietnica, k Poznania, Wielkopolskie.
Gościnna kwatera noclegowa podejmuje wędrowców z daleka, razem z wyżywieniem.
Przy zamawianiu miejsc, proszę rzec hasło, że do ”Szepty Kniei na Wędrówki” . 

http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Czego możesz potrzebować?

Zabierz buty wędrowne na grunt suchy, kalosze, torby i koszyk. Garść zaufania i kieszenie pełne ciekawości. Szczyptę wytrwałości, ciepłe ubrania na noc i plecak który to wszystko zmieści  🙂 Termos i co lubisz do zjedzenia. Przydać się też może aparat foto lub lornetka.

Plany mogą ulec zmianie, w zależności od pogody.
W razie dodatkowych pytań zapraszam do kontaktu przez e-mail :

czeremcha27@wp.pl

Podziękowanie za wspólny Dzień Wędrowny, przewodnictwo i wieści: 200 zł / osoba.

Do zobaczenia w lesie!

432763_red-lovely-leaves-magic-beautiful-autumn-splendor-water_2560x1920_h