Leśne przedszkole. Przyrodnicze wędrówki edukacyjne dla dzieci i rodzin.

Smutno było wędrowcom, gdyśmy dowiedzieli się, że nie można zachodzić już do przedszkoli i szkół, aby z gawędą i prezentacją poopowiadać o sprawach lasu. Dlatego tego roku zapraszamy do Krainy Szeptów, prosto do Czeremchowej Puszczy, na lekkie i przyjazne wędrówki rodziny z dziećmi, dostosowane wesołym programem pod edukacyjne potrzeby najmłodszych. Żywa lekcja przyrody w terenie, ze śpiewem ptasim, owadami, śladami, gniazdami, norami – wszystkim co podczas marszu napotkać można, a co będzie wołało o wyjaśnienie. Dzieci to wyjątkowi, ciekawi, i zaangażowani słuchacze, pełni pytań i żądne wiedzy, dlatego uwielbiam przekazywać im swoje opowieści, a potem cieszyć, kiedy same opowiadają, co udało im się odkryć w kniei. Takie wyprawy już się odbywały w minionym i bieżącym roku, co można zobaczyć na załączonych zdjęciach.

P90807-132136

P90807-115046

P90807-123746

Celem warsztatów jest przekazanie najmłodszym podstawowej wiedzy o sprawach lasu, zaznajomienie z gatunkami roślin zwierząt, oraz podlanie ziarenka wrażliwości i troski, wobec dzikich mieszkańców pól i kniei.

CO W PROGRAMIE?

– Wędrówka z lornetkami i przyrodnicze opowieści

– Skakanie po sianie i zjeżdżanie na słomie

– Sztuka uważności: Co żyje wokół nas? Zapoznanie z gatunkami ptaków, owadów i ssaków.

– Miecze świetlne

– Opowieści wędrowca: Czytanie leśnych baśni i wspominki
prawdziwych przygód przewodnika podczas gawędy

– Księga Kniei: Odczytywanie znaków, tropów, i śladów, sztuka tropiciela

– Gry, zabawy, gonitwy, tańce i skakańce

– Muzykowanie i rysowanie

– Pamiątkowe pióra

– Szukanie krasnoludków, elfów i driad 🙂

Podziękowanie to 200 zł od uczestnika. Kwota nie obejmuje noclegu w kwaterze. Gościniec posiada kuchnie dla gości, jest też możliwość zamówienia śniadań, obiadów, kolacji.

Wędrówkę i zajęcia poprowadzi Sebastian Czeremcha – pisarz, wędrowiec, tropiciel i obserwator przyrody. Autor bloga ‘’Szepty Kniei’’, gawęd, wierszy, ballad, opowiadań i książek. Więcej o mnie w zakładce TUTAJ. 

60337814_1306148059541690_229264684245581824_n

60345186_816676132033871_7597015453986193408_n

P00215-154831

LINK do kwatery gościnnej:
http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Przegląd innych wędrówek, warsztatów, zajęć i spotkań:
https://szeptykniei.wordpress.com/warsztaty-wydarzenia/

Kontakt i zgłoszenia:

czeremcha27@wp.pl

P00314-161350

P90807-124621

P00215-163451

Leśny koncert pod Drzewami Mocy. Noc Ballady z Bardem

Dni Wędrowne jeszcze długie, a Szepty Kniei znów z odwagą siebie wychodzą do świata, aby tym razem… Zagrać! Moja dusza ukochała sztukę, i wyrażanie się przez nią. Nie tylko pisanie czy opowieści, ale też taniec, śpiew, no i muzykę. Z tym nigdy nie było jakiegoś problemu, pamiętam gdy w dzieciństwie dostałem jakiś instrument, to po prostu na nim grałem. Nie potrzeba było znajomości nut, odtwarzałem melodie ze słuchu. Dziś gram intuicyjne. Pozwalam duszy przejąć moje dłonie, instrument, tworzyć własne melodie i się prowadzić. Kiedy trafił do mnie pierwszy tank drum, ‘’bęben druidów’’, a potem dębowa kalimba, w pełni poczułem uzdrawiającą potęgę dzwięku. Wszystko jest przecież wibracją. Instrumenty nastrojone są na częstotliwość 432hz, co odpowiada wibracji naszego wszechświata i Przestrzeni Serca. Jest to naturalny, subtelny ton przyrody. Przekonałem się o tym podczas grania w lesie, kiedy sarny, zające, lisy, czy jenoty podchodziły do mnie bardzo blisko, z ciekawości zasłuchując się w płynących odgłosach. Niekiedy beztrosko wypoczywały nieopodal, mimo mojej energicznej gry. Dla zwierząt, pozostają tłem, zupełnie jak ptasie głosy. Dzieje się wtedy jakaś magia, a towarzyszy jej poczucie głębokiego zestrojenia z istnieniem wokół, czego nie było mi dane doświadczyć podczas cichego czuwania pod drzewami. Tutaj gra kształtuje COŚ.
Nieuchwytne zmiany w przestrzeni, a odczuwalne przez kontakt ze zwierzętami i całą dziejącą się w zdarzeniach harmonię.

34b78f603cdbf9e6600bb6ec633a0679

Siądziemy wieczorem, przed zmierzchem gdzieś na łąkach, w zbożowym łanie na polu, miedzy, albo i w samej głębinie kniei, pod którymś z moich Drzew Mocy. Posłuchamy zawołań żurawi, czajek, sennych poćwierkiwań trznadli albo i szumu wiatru tańczącego w koronach. Zestroimy najpierw ze szmerami, pogłosami, szelestami wędrujących w puszczy zwierząt. Będziemy mieć ze sobą lornetki – może uda się zobaczyć jakiegoś ptasiego unikata? A gdy pierwsze promienie wchodzącego księżyca zatopią polany i połacie srebrem swego blasku, wtedy dla Ciebie zagram. Popłynie żywiołowo, lub subtelnie i delikatnie. Postaram się dostroić do Twej energii, aby subtelnie muzyką dotknąć spraw, które domagają się wysłuchania. Nuty kalimby są krystaliczne, źródłowe, przypominają pluskot wartkiego strumienia, lub padający deszcz. Będziesz też sam mógł spróbować gry na obu instrumentach, aby wykreować jedyną pieśń swojej Duszy. Razem z odgłosami żyjącej wokół natury, przeniesiesz się w świat relaksu, ukojenia, harmonii i dobrego nastroju. Popracujemy nad wyrażaniem głosu, czego narzędziem będzie śpiew, ze znanych już piosenek oraz tych, które sam napisałem. A gdy już otworzysz oczy, po wszystkim czeka Cię swobodna, leśna gawęda, płynąca ze wspomnień dawnego barda i dzisiejszego wędrowca. Będzie opowieść o ścieżkach zaginionych, o zjawach nad bagnem, dalekich gwiazdach, chłodnych mgłach i rześkiej rosie. Pajęczym okruchu, ptasich żeglugach i lisich psotach. O chochole prawdziwym co chował się w stogu, i czatowniku, który buty pogubił w marszu. O wiedzy przodków zapomnianej, co drzewom się kłaniali i rozmawiali jak z braćmi. Zasiadaj druhu z nami w kręgu, a potem ruszymy na szlak ku przygodzie.

6b5028ef8227e086d139c3e1aabedd61

Koncerty w terenie możliwe dla większych grup 5-7 osób, o każdej porze dnia, nocy, i niezależnie od pory roku. Proszę o wcześniejszy kontakt przez email:

czeremcha27@wp.pl

Czas trwania sesji z leśnym dzwiękiem: 1-2 godz.

Symboliczne podziękowanie dla Barda 50zł / osoba.
Opcja z całodzienną lub nocną przyrodniczą wędrówką, dodatek 200zł.

Instrumenty: Kalimby, tank drum, charango, ukulele. 

Filmów z gry nie mogę dodać na bloga, ale można zobaczyć je na facebooku – wystarczy kliknąć poniżej:

TUTAJ ( gra z zającami, bęben)

Tutaj

TAM (Kalimba)

TU ( Kalimba dębowa)

Gra gościa na warsztatach (Tank drum)

Dla gości z daleka, jest zawsze możliwość noclegu i dłuższego wypoczynku w połączeniu z leśnymi wędrówkami, w tutejszej kwaterze. Pokoje z łazienkami, parking, w pełni wyposażone kuchenki, oraz możliwość zamówienia już gotowych, domowych i wege posiłków. LINK do kwatery:

http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Zapraszam na spotkanie z Bardem – Wędrowcem 🙂

P00508-184632

P00628-144050

P00731-194749

 

Pełnia zbożowego księżyca. Wędrowne warsztaty w przyrodzie.

To my, Wędrowcy!

Na suchej murawie postój robimy, przed ostatnim podejściem do lasu. Wieś ospała, ze zdziwieniem nieco spogląda, na korowód kolorowych ludzi, co pobrzękują sobie na kalimbach w marszu. Dziś trochę kilometrów na nogach. Już wieczór kroczy. Uparte chrząszcze podlatują co i raz do włosów, nikomu krzywdy nie robią. Startują z traw, aby popaść trochę na pobliskich lipach. Jeszcze odzywają się dzierlatki. Na siwym kolorycie drogi, zupełnie ich nie widać. Niebo zaroiło się od nietoperzy. Na horyzoncie ciemny pas chmur tęgich sunie z nieubłagalną zapowiedzią, ale my pewni jesteśmy, że tej nocy uda się zobaczyć Zbożowy Księżyc. Dalszy marsz pod lasem, to już subtelne ćwierknięcia i piski wszędobylskich nietoperzy, które zamieszkały w zmurszałych brzozach. Najstarszego w kniei Kasztanowca, otaczamy łańcuchem splecionych dłoni, słuchając przesłania wieści minionych. Wypowiadam wtedy drzewu słowa…

Ty zaś kręgiem otoczony,
Każdy z nas wnet uzdrowiony,
Nie ma między nami granic,
Zacznij swój radosny taniec
Wszystkie nasze, ludzkie dary,
Przyjmij prosto, w swe konary

Ostatnia sarna schodzi z popasu, szukając bardziej soczystych krain w okolicy… Jej czujny cień, obserwujemy w odchodzących zwidach lornetek. Złoty księżyc wypływa w majestacie nad lasem, karmiąc ucieszone dusze widokiem swej pełni.

107330666_1141972016170946_7444994849681440246_n

107405154_1141972066170941_7533354964025732698_n

PÓŁNOC

Doczekaliśmy księżycowej gościny. Złoty gospodarz wędrówki, ze snu wśród chmur, odkryć się wreszcie raczył. Jak pan na włościach, sunie powoli, doglądając dojrzałości swych łanów przed żniwem. Srebrzyste promienie rozlewają się smugami po polach. To nasz dzisiejszy przewodnik. Podążamy za jego blaskiem. Zatopieni w trawach świerszczowie, wygrywają nieustające nuty swoich serenad, my próbujemy z nimi… Cisza spaceruje w przestrzeni. Szurają gdzieś w oddali sarnie kopytka. Spokój. Maleńkie, puchate przepiórki zasnęły w oceanie zbóż. Nie słychać ani jednej.

A potem Kobiety zdejmują buty, i idą boso potańczyć na łąkę. Ja przejmuję bęben i gram, jak potrafię. Ruchy chwiejne, intuicyjne, rozpływające się w szarej nicości, kołyszą wśród drzemiących kwiatów na murawie… Ziemia Matka, wdzięczna swym Córkom oddycha głęboko, błogosławiąc z każdym szumem pogrążonej w ciemnościach puszczy. Dla takich chwil jedynych, warto żyć.

Jedna z uczestniczek warsztatów, Karolina, na swoim FB opublikowała własną opowieść, zawierając swoje wrażenia i przeżycia z wyprawy. Po prostu ją poniżej przytoczę 🙂

112849671_718432245648227_2463882846373922794_n

”Codziennie spotykam się z ludzkimi historiami. Pięknymi, sentymentalnymi, ale też trudnymi i tragicznymi. Wysłuchuję, pokazuję drogę, wyposażam w niezbędne narzędzia idącego przez życie wędrowca. I choć historie są różne, przytrafiają się czasami i takie takie, których nigdy się nie zapomina i które będą nas w żywe do końca naszych dni. Pozwalają podejmować właściwe decyzje oraz utwierdzają w dokonanych wyborach. Czasami pozwalają uporać się z własnymi strachami, choć myśleliśmy, że dawno ich w nas nie ma, a one tylko się ukryły pod dawnym kurzem zapomnienia.

Tak właśnie było w ten niezapomniany weekend imieninowy, w dzień pełni zbożowej. Spotkanie z autorem „Szeptów Knei” to nie tylko wędrówka i rozmowa z drzewami, to także intuicyjny taniec na miękkiej trawie, gra na kalimbach (tak, zrobiłam to!  oraz rozmowy o życiu, podróżach duszy, odkrywaniu swojej drogi i podążaniu za głosem serca. Wiele się zadziało na każdym poziomie u każdego z nas, wędrowców. Spotkałam też zioła, których nie znałam, a być może będą mi potrzebne. Nazbierałam trochę lipy i chabra bławatka, ukoiłam wzrok „makowym rumiankiem” wyjętym spod pędzla impresjonistów.

Wiedziałam, że nie znalazłam się tu przez przypadek… czasami dwie osoby szukają się we wszechświecie, aby obdarować się wzajemnie. Dziś jestem bogatsza o doświadczenie spotkania Sebastiana. Niczym druid zaznajomił nas z tajnikami lasu i odgłosami jego mieszkańców (dębem Krzesimirem, dębem Radosławem, Kasztanowcem „w żeńskiej postaci”, sarnami, lisami i ptakami oraz z wartkim nurtem wymownie brzmiącej rzeki „Samicy”).

Nie tylko poszerzyłam swoje horyzonty terapeutyczne, ale po powrocie czekała na mnie propozycja wydawnicza! Cudownie jest czerpać z obfitości tego, co oferuje nam wszechświat, z mądrości zwykłych-niezwykłych ludzi, fenomenu przyrody i źródeł energetycznych, które nam oferują. Ale trzeba umieć nauczyć się dostrzegać i przyjmować ten niesamowity prezent.

Dziękuję Sebastianowi oraz pozostałym uczestnikom wyprawy za pięknie spędzony czas. Za nasze rozmowy, nieprzespane noce, bieganie po stogach siana, siedzenie na ambonie i wiele innych rzeczy, które się zadziały.

Polecam odwiedzić Sebastiana i udać się z nim na wędrówkę. Wiem, że to, co robi jest jego całym życiem, dlatego do niego przyjechałam. A także dlatego, że wzywał mnie jego dąb, ponieważ jego imię ciągle wracało do mnie w myślach.. A gdy już dotrzecie do Sebastiana zatrzymajcie się proszę w „Pokojach gościnnych Joanna” przy ul. Koszycy 52 w miejscowości Rokietnica. Gościnność właścicieli pozostanie Wam na pewno na długo w pamięci (oraz przepyszne ciasta, które piecze pani Iwona oraz warzywa z przydomowego ogrodu uprawiane przez pana Tadeusza). Ich pensjonat był pełen gości, ponieważ ich naturalna, niewymuszona życzliwość jest po prostu zaraźliwa.

Ach, rozmarzyłam się. Było mi tam tak dobrze i spokojnie. Przywołam wspomnienia czytając fragment książki, którą otrzymałam w prezencie od Sebastiana… i pomyślę chwilę o moim wolnym, dzikim lesie niczym o niezależnej, dojrzałej i mądrej kobiecie-lisicy – już na zawsze..

DZIĘKUJĘ ZA DRZEWNE PRZESŁANIE. Teraz pozostaje mi tylko iść drogą przeznaczenia. ”

Julia

Cóż mogę powiedzieć jako skromny wędrowiec – takie słowa są dla mnie najpiękniejszą nagrodą, za serce jakie wkładam w przygotowanie i ”plan” każdej wyprawy. Bardzo dziękuję gościom lipcowej wędrówki w czasie Księżyca Zbóż: Marcie, Karolinie i Martynie za wspaniały czas, niestrudzone kroki, gawędy pod gwiazdami, słuchanie mowy drzew i księżycowe pogrywanki, których w formie filmu nie mogę niestety dodać na bloga. I za wszystkie piękne słowa, które w tej historii mogły się pojawić.

A to pamiątkowy plakat z tego zdarzenia, wraz z atrakcjami jakimi knieja obdarowała swych gości.

Plakat1 Lato

Pamiętajcie, że wyprawy są organizowane każdej pełni księżyca, a także poza nią, jako indywidualne wędrówki leśne. Wystarczy odezwać się na email, i zawsze znajdziemy jakiś czas do wspólnego wypadu. 

KONTAKT:

czeremcha27@wp.pl

Do zobaczenia w lesie, na kolejnej wyprawie po żniwach i w jesienne rykowisko!

 

Rower dla Wędrowca, czyli dlaczego wybrałem składaka?

Gdyby ktoś parę lat temu powiedział mi, że będę jeździł na składaku z własnej nieprzymuszonej woli, i jeszcze go sobie kupię, pewnie bardzo bym się śmiał i przeczył. Ja, fan ‘’górali’’ i ‘’damek’’. Ale tak to jest, kiedy pojazd wybiera Ci Dusza  Wybrała, nakierowała, pokazała i trafiła w samo leśne sedno potrzeb. Rowerów w swoim życiu przerobiłem i zajeździłem wiele. Mimo to, ten oto czarny składaczek to jest pierwszy, na którym jezdzi mi się naprawdę dobrze. Ganiam nim wszędzie – w dłuższe asfaltowe trasy, powolne zwiedzanie polnych dróg, no i oczywiście lasy. Ktoś zawoła – ale taki rower się nie nadaje! Nie ma amortyzatorów, odpowiedniej konstrukcji, opon, etc. Powiem tak – ja już z pewnych rzeczy dawno wyrosłem. Ze ścigania, skoków na korzeniach, wyczynów, itd. Jazda jest dla mnie uważną kontemplacją świata przyrody, i zawsze czujną, aby zatrzymać się do obserwacji, kiedy wyjdzie niespodzianie jakieś zwierzę. I tutaj składak dopiero pokazuję całą pełnię swoich zalet, których zaiste bym się po nim nie spodziewał. Dawniej żaden rower nie był przeznaczony typowo ‘’pod coś’’, a trzeba było dojechać nim wszędzie, gdzie zaszła potrzeba. Zdecydowanie za duża damka babci, czerwony Romet wujka, i jechało się ojj, i nie zastanawiał człowiek czy tu jest cokolwiek dopasowane. Docierał wszędzie. Ale za co jestem wdzięczny składakowi?

P00220-094035

 

Bezpieczeństwo lornetki. Tak, to dziwne ale szalenie ważne się okazało. Rower górski, na którym przybieramy sylwetkę pochyloną, ma też wystający w kierunku jeźdźca mostek kierownicy, przez który wisząca na ramieniu lornetka może się stuknąć, no i stukała nie raz. Uszkodziłem w ten sposób dwie. Okazało się, że na rowerze składanym można zapomnieć o problemie i jechać z ulgą – tutaj rowerzysta przyjmuje wygodną pozycję wyprostowaną, a sztyca kierownicy jest prosta bez mostka, dzięki czemu lornetka nie obija się i pozostaje bezpieczna, zawsze gotowa do użycia.

– No właśnie. Skoro już o używaniu lornetki mówimy. Jaki byłem zaskoczony, kiedy jadąc po polnej drodze gdy ze zboża wyszły mi sarny – zatrzymałem się w moment od razu zeskakując miękko na obie nogi, i byłem gotów do obserwacji. Nisko poprowadzona rama pozwala na taki manewr, i nie obijamy pewnej wrażliwej części ciała. Na ‘’góralu’’ zawsze to zatrzymanie było bardziej hałaśliwe, trudniejsze i chwiejne. Sposób działa dobrze, i tą metodą cichego zeskoku z osadzeniem się w miejscu, obserwowałem już wiele zwierząt ‘’prosto z jazdy’’, nie płosząc. Punkt dla składaka!

Niska awaryjność wytrzymałość. Prostota konstrukcji wyklucza wiele usterek. To chyba pierwszy rower, który jestem stanie rozłożyć na części, zrobić przy nim cokolwiek, wyregulować, poprawić. Rzadziej potrzebuję pomocy serwisu, a jestem antytechniczym beztalenciem. Ogromna zaleta.

– No i to, że składa się w kostkę! Kilka prostych ruchów i rower składa się do rozmiarów walizki, można wziąć go do autobusu czy pociągu w dłuższej podróży, zajmuje niewiele miejsca. Wrzucić luzem na tył siedzenia auta lub do bagażnika. Normalnie wszystkie rowery wymagają do tego montażu specjalnych półek i uchwytów. Zmieści się też w szafie lub pod łóżkiem. Punkt!

Uniwersalność. Jeżdżę nim wszędzie, i mało przy tym męczę. Nie bolą kolana, nadgarstki, ramiona, ani plecy, co tak trapiło mnie przy użytkowaniu poprzedniego roweru miejskiego marki rayon, który z ulgą sprzedałem. Rower można dopasować zarówno dla osoby o 1,45 wzrostu jak i dla każdego dryblasa 1,95. Nie trzeba znać i wybierać rozmiaru ramy, mierzyć się, dopasowywać. Szalenie ważnie, kiedy przyjeżdżają do Ciebie osoby na wędrówki, i możesz w siodełko posadzić każdego i każdemu będzie na nim dobrze

Przerzutka ukryta w piaście! Jaki to jest świetny wynalazek, zwłaszcza do kniei. Bardzo brałem pod uwagę przy wyborze ‘’leśnego roweru’’ ponieważ zewnętrzne przerzutki mają to do siebie, że można je uszkodzić na wystającym korzeniu, gałęzi, trawie poza tym zbierają w siebie brud i zużywają. Przerzutka z gatunku ‘’nexus’’ jest całkowicie zabudowana, tam nie dostaje się pył, błoto, ani woda. W zasadzie nie wymaga konserwacji i regulacji, nie zużywa tak często jak przerzutka klasyczna. Na forach piszą, że są długowieczne i pancerne. Jest doskonale chroniona przed uszkodzeniem, choć cięższa. Oczywiście jak ktoś jezdzi tylko po ścieżkach rowerowych czy ładnych drogach, śmiało polecam tradycyjny napęd. Jest jeszcze jedna rzecz warta wzmianki: Biegi w tym wynalazku można zmieniać też na postoju! Od razu wskakują, co pozwala szybko i zwinnie, bez siłowego i długiego rozpędzania poruszać się w miejskim gąszczu. Po spróbowaniu tego rozwiązania, nie wyobrażam już sobie powrotu do klasycznych przerzutek. A napęd, to serce roweru. Niechaj pracuje zdrowo i długo.

P00220-102312

– Dynamika jazdy i zwrotność. Mniejsze koła o średnicy 20 cali dają większe przyspieszenie, i jakoś ‘’uwielbiam’’ te momenty gdy stojąc na przejezdzcie kolejowym czy światłach obok rasowego kolarza na jakiejś ‘’kozie’’, ja ruszam jak torpeda i zostawiam go daleko w tyle. Możliwość zmiany biegów na miejscu i te mniejsze koła, dają jeźdźcowi ‘’tryb rakiety’’. Dzięki mnijeszym kołom zwinnie skręca, sprawnie wymijając w ostatniej chwili dołki, korzenie, kamienie i dziury.

– Możliwość modyfikacji i adaptacji pod potrzeby. W swoim rowerze zmieniłem opony na terenowe, dzięki czemu jazda po lesie stała się dużo bardziej przyjemna, dodałem tylny koszyk do którego załaduję nieraz 2 pełne plecaki, koc i bęben i namiot wejdzie, a jedzie się nadal szybko i płynnie, nie odczuwając ciężaru bagażu. Każdy mechanizm działa na wygodne klipsy i zatrzaski, co bardzo ułatwia obsługę serwisową. Można dokupić też amortyzowaną sztycę pod siodełko, co bardzo podnosi komfort jazdy, choć wiadomo nie zastąpi pełnej amortyzacji. Są też kosze na przód, specjalne do przewożenia laptopa i cala masa dostępnych akcesoriów.

Dzisiejsze składaki to już nie klekocące wehikuły, ale uznane ekskluzywne marki takie jak Dahon, Tern czy Brompton. Jazda na nich jest bardzo komfortowa, bez większego wysiłku, ma się wrażenie jakbyśmy płynęli na rowerze, niczym delfin. W podobnej co góral cenie, są już w pełni wyposażone do jazdy: mają błotniki, oświetlenie, bagażnik, niczego nie trzeba kompletować. Można zaadaptować go także do długodystansowej turystyki, i serio są ludzie, którzy na dahonach jeżdżą po całej europie i świecie, przemierzając kontynenty  Też byłem w szoku. A jazda na składaku jest jakże inna… Zaprasza i zachęca. Umiarkowana, kontemplacyjna, tutaj nie pędzisz, choć możesz, za to podziwiasz, delektujesz się, widzisz, czujesz… Ile razy jadę szosą i zatrzymuję się obserwując polne ptaszki, które kołyszą się na łanach. To nie wyścigi, a turystyczna rozkosz. Chociaż rowerki te bywają bardzo szybkie, posiadają po kilkanaście biegów, są też modele sportowe, typowo szosowe. Funkcjonalnością nie ustępują rowerom na większych kołach, a ich małe gabaryty to podróżna zaleta.

P00612-204007

ALE DLACZEGO ZAWRACAM GŁOWĘ I PISZĘ TYLE O ROWERZE, na blogu przyrodniczym? 

Chcę sprawić taki drugi nie tyle sobie, co nam wszystkim. Rowerek, który będzie stał w naszym garażu i zawsze będzie do dyspozycji dla każdego Gościa, który do krainy Szeptów na wyprawę przyjedzie pociągiem lub autobusem, a takich podróżnych bywa sporo. Nie każdy przemieszcza się własnym autem. Oczywiście kwatera zapewnia swoje rowery, ale one są wielkie i hałasują, jest to też zawsze jakieś dodatkowe zajęcie dla gospodarzy, aby wyszykować. Lepiej abyśmy mieli własne. Gdybym się przeprowadzał, też bez problemu złożę je i zabiorę z sobą. Główna zaleta takiego wyboru, to możliwość dopasowania pod osobę o każdym wzroście i wygoda jazdy. Będziemy też wtedy poruszać się w jednym tempie i mogli spokojnie rozmawiać jadąc obok siebie. Będzie na Was czekał zawsze sprawny i gotów zawieźć na szlak dzikiej przygody  Dlatego jeśli czujecie, że pomóc sprawie chcecie, wołam do wsparcia zbiórki Wędrowców – Jest ona ogólna, a zebrane środki przeznaczam właśnie na wyekwipowanie potrzebnego sprzętu. Rower jest tu głównym z nich. Wybrałem już bliźniaczy do mojego model, ale bardzo śliczny, czerwony! Jest nas tutaj 5 tys czytelników, gdyby połowa choć przekazała po 2 złote, raptem mielibyśmy sprawę z głowy. Pamiętajcie, że to rower dla Was, nie dla mnie! Ja już swój mam ^^ LINK do rowerowej i ogólnej zbiórki podaję tutaj ⤵️⤵️⤵️⤵️⤵️

https://pomagam.pl/rowerdlagosci

P00702-185527

A to dwa modele, które wstępnie wybrałem dla Was na Wędrówki. Rozważam jeszcze Terna, ale i Dahonowi warto zaufać – firma produkuje składaki od 1984, słynie na świecie z jakości i ma miliony zadowolonych użytkowników. Pierwsze dahony wyprodukowane w latach 80tych, są sprawne i jeżdżą do dziś. Żeby było zabawniej, projektantem jest były fizyk laserowy, który pracował dla NASA. Jakkolwiek rowery jeszcze nie potrafią latać 😀 Mam nadzieję, że wspomożecie zbiórkę solidarnie, i już niedługo będziemy cieszyć się przyjemną jazdą i wspólnym czasem podczas wędrówek na naszych leśnych warsztatach!

linkd7i-g4-unfold-dr-matteshale-grey

cce1567343f0be9a2d99ca9d4a89

Wiosna na jesionowym szlaku i wędrowne warsztaty pod Drzewami Mocy. Bęben druidów.

Na szlaku witają nas śpiewy polnych ptaków. ‘’Dowodzi’’ ortolan, którego wibracja jest jakby manifestacją mantry: ‘’Tutaj króluje Przestrzeń’’. Rzepak powoli przekwita. Szlak jesionów wybieram do wędrówek z uwagi na jego spokój i przyrodnicze bogactwo. W weekend, znacznie więcej ludzi w lesie. My wybieramy ciszę i samotność, kluczymy polami, miedzami, ugorami, niczym zające. Mijamy połacie uprawnej pustki. Tylko pozornie. Bo oto podzwania samiec zięby, szczebioczą sikory, terkota siedzący na słupie potrzeszcz i przelatują szpaki. Szybuje myszołów. Pokrzewka kapturka pogrywa czystą, przemiłą nutą. W tarninach dokazują mazurki. Lornetki bardzo pomagają ubogacić wrażenia, zapamiętać wygląd gatunków. Wyprawy stały się jeszcze bardziej odkrywcze. Bo i podszkoliłem się ‘’w kwiatach’’. Tym więcej mogę opowiedzieć o mijanych krokami roślinach; ‘’chwastach’’ i ziołach. Rozkwitają pierwsze bzy, zwiastuny młodego lata. Strojnie puszą się dostojne głogi. A na tarninie – cmentarzysko. ‘’Ktoś’’ powbijał na kolce grube trzmiele. Sterczą martwe, zasuszone. Zdumione miny gości. Wyjaśniam, że to spiżarnia tutejszego małego rozbójnika – Dzierzby Gąsiorka. Niekiedy wiesza on gorsze rzeczy, jak myszy, jaszczurki, ćmy, czy żaby. Wtedy to dopiero wygląda upiornie. Ptaka udaje się potem zobaczyć w całej okazałości lornetką, jak poluje na łące. Łany bajkowych kwiatów, zdobią przydroże odcieniami szafiru. Są chabry, ptasia wyka i miodunka. Pod nimi plączą się żółtawe wilczomlecze. Każdy ma inny zasób wiedzy na temat przyrody, dlatego dzisiaj uczymy się głównie rozpoznawania ptaków i mijanych drzew. Mają już liście i kwiaty, wdrażamy więc znaki charakterystyczne. Z niebios śpiewają skowronki. Te rozlewają płynny kryształ.

P00530-150344

Klon Kostur, nasz pierwszy przystanek, to główny bohater tego miejsca. Ten sam, który ‘’opowiedział’’ wygląd okładki do książki ‘’Szepty Kniei’’. To Drzewo Wiary. Bardzo aktywne, chętne i zawsze gotowe do pomocy, współpracy. Możnaby przyprowadzać pod niego wszystkich niedowiarków. Nie mija dużo czasu, gdy zaczynamy czuć się dobrze, pogodnie. Klon nie zawodzi – zaczyna zrzucać z siebie jakieś okruchy i patyki. Jak to on. Uwielbia dawać takie popisy. Rozmawiamy o świadomościach drzew, ich celach, zadaniach, o tym do czego dążą jako las, ze swoją cywilizacją. Opowiadam o tym jak można odczuwać drzewa. Na jakie sposoby. Że moje doświadczenie nie jest regułą, i każdy może mieć inaczej. Zwracam uwagę na co warto się wyczulić. Odczytujemy dawne przesłania. Goście dowiadują się o swoich osobistych Drzewach Mocy, mówię jakie przy nich dostrzegam i czuję. Chwilkę jakby trwa ‘’narada’’. Drzewa wahają się, spierają nieco, jakby potrzebowały zdecydować, które ostatecznie podejmą się opieki. O ile przy Mariuszu tkwi dąb, świerk, i klon, tak wokół Zuzanny nie jest to takie oczywiste. Wreszcie objawia się Biała Topola i również Klon. Reszta póki co nie chce się pokazać. Ma je odkryć sama. W tym czasie kostur szumi liśćmi gromko, zupełnie jakby się śmiał. Wtrąca do rozmowy, jakby chciał wzmocnić i potwierdzić wszystko to co mówię. Między nami ląduje z hałasem kolejny okruch z jego korony.

Pobocza pełne ziół. Żałuję niekiedy, że nie mam aż takiej wiedzy, ale i ‘’chwastów’’ się uczymy, przystajemy, dotykamy, badamy : tu oto rumianek dziarski, bylica, babka, rajgras zwany życicą, przytulia czepna, wszystko cenne zioła. I w ich małych gąszczach tętni życie. Wymijam stopą małego czerwono – plamistego wędrowca. To kowal bezskrzydły, pluskwiak, częsty gość pod lipami. Obok błyszczący żuk wiosenny przepycha gałązkę. Chce pokazać, jaki jest silny. Przypomina upartego dzika. Błyszczy się, woła niesłyszalnie – zobaczcie jaki ze mnie mocarz! Małe motylki nieznanych mi nazwy przelatują w upojeniu nad kwiatuszkami. Mariusz niespodzianie odkrywa w sobie powołanie zielarza. Przystaje nad wieloma roślinami, wypytuje o nazwy i właściwości, sam też sporo wie. Jakby go ujęły czymś bardzo osobistym. Poświęcamy im więcej uwagi niż samym drzewom…

MAGIA LASU

Kiedy wracamy ze szlaku, dokładnie tuż przy naszym przejściu zaczyna śpiewać słowik. Jest blisko, bliziutko. W gęstwinie. Kryształowa pieśń gasi kunsztem pozostałą śpiewaczą ‘’mizerię’’. A mnie aż podnosi, gdy pomyślę sobie, że – no halo, przecież to samo stało się 2 dni temu, kiedy wędrowałem tutaj z kimś innym. Podchodzimy, a on zaczyna… Zupełnie jakby celowo chciał zaśpiewać dla nas. Dla ludzi. Słowicza pieśń wznosi duszę na wyżyny Miłości. Przystajemy jak zahipnotyzowani, nie możemy się ruszyć, uśmiechamy. I tego nigdy nie zrozumie pan z pędzącego na warkocie quada, który minął nas rozchlapując błotnistą kałużę. Nie pozna, nie doświadczy. Szkoda.

Z Jesionowego Szlaku trafiamy na skraj lasu pod moje fikuśne brzozy. Jakiś impuls był, aby tam właśnie ruszyć, choć nie planowałem. Moje miejsce Mocy i Zdrowia, w trudnych przypadkach. Niektóre rosną obok siebie tak blisko, że można stanąć pomiędzy i połączyć dwa pnie dłońmi, a wtedy… Ciało dostaje ozdrowieńczego kopa. Mi wszystko zaczynało drgać, pamiętam. Jednak nie każdy potrafi przepuścić przez siebie taką dawkę świetlistej energii. Goście moi z miasta – do natury mają dość daleko, nie korzystają co dzień. Zuza mówi, że czuje w takim połączeniu, jakby z dwóch stron napierał na nią bolesny ścisk w głowie, jakiś ogromny mur. Trzeba przerwać. Ale wiem, że brzozy nie zrobiły nic złego. To nie w ich stylu. Tu musi chodzić o coś innego. I faktycznie, przypominam sobie jak podchodząc do niektórych drzew, odzywały mi się w ciele boleści. Odbierałem to zwykle jako niechęć do kontaktu, że trzeba odejść. Potem okazało się, że mam schorzenie, i te bóle wynikały raczej z tego, że drzewo ruszało te energie zastojone do pracy. Wydobywało na wierzch co ukryte. Więc nie zawsze ból oznacza wypraszanie. Zuza próbuje, jeszcze raz, na boso. Ja szukam w smartfonie brzozowe przesłanie z tego miejsca do odczytania, jednak po chwili odkładam go zdecydowanie – brzoza prosi bym się podłączył do procesu. Dotykam pnia ręką. Czuję wtedy z czym zmaga się Zuza. Mówię w myślach, błogosławię. Płyną słowa. I wiem, że za tą próbą jest już inaczej, dobrze. Wstaję i szeptam:

Niechaj wszystko się rozproszy,
To co złe, tam gdzie panoszy
A energia ta brzozowa,
Niech narodzi Cię od nowa
Oto słowo jest dla Ciebie,
Brzoza wesprze Cię w potrzebie

– Ale mnie podniosły! – Mówi Zuzanna, gdy już patrzymy sobie w oczy. Teraz nie bolało. Ten mur, okazał się bardzo malutki. Podniosły mnie do góry i pokazały jak bardzo jest nieistotny. Powiedziały, że trzeba kochać, śmiać, cieszyć się życiem. Samemu wzniecać energię w jakiej chcemy się znaleźć…

Powiedziała coś więcej, ale już nie pamiętam. Uśmiecham się pod nosem i tulę białą przyjaciółkę. Tak, to jest właśnie w ich stylu. Pamiętam jak Zuzanna pisała w mailu do mnie, że nie czują żadnych drzewnych energii, mają z tym problem i chciałaby to zmienić. A teraz ot tak usłyszała drzewo i zobaczyła obrazy.

A potem wyciągam zza pazuchy bęben. Od jakiegoś czasu, instrument gości na moich wyprawach, i każdy może spróbować kreacji pieśni duszy. Gram nieco, i razem z ptasim śpiewem pogrążamy się w relaksacyjnych dzwiękach. Nie wyróżniają się ani trochę z panującego gwaru leśnego. Bęben jest nastrojony na 432hz, co odpowiada częstotliwości naszego wszechświata i przyrody. Zwierzęta się go nie boją. Często podchodzą słuchać zaciekawione, przylatują doń ptaki i motyle.  Każdy próbuje, po swojemu. Zuza prowadzi dzwiękoterapię dla niepełnosprawnych dzieci. Odgłosy druma prędko otwierają gdzieś skostniałą w codzienności czakrę serca, natychmiast robię się wzruszony. Potem już siedzimy w milczeniu. Nagle, leżący bęben sam z siebie wydaje odgłos. Podskakujemy. Brzoza upuściła centralnie na niego jakiś patyczek, i to w miejsce wcięcia, dobywając nutę. A to psotnica. Cud numer trzy.

P00530-175425

Lawendowe pola malują horyzonty oczarowaniem modrego zachwytu. Wszędzie pszczoły. Dziś często nam towarzyszą. Pod brzozami były ule, blisko. Chcieliśmy iść przez ścieżkę w rzepaku do Dęba Radosława z wizytą, lecz brzęczące pracownice podrywały się z niesmakiem oderwane od robót, zarządziłem więc odwrót. Nie będziemy im przeszkadzać. Zamiast tego napawamy się szczęściem aromatu kwitnącej dzikiej róży – ta w moment przenosi zmysły do krainy raju. Pszczoły niecierpliwią się marzycielami, czekają na swoją kolejkę do kwiatu. Zastanawiam się, czy dla nich to już jest takie zwyczajne, czy może też cieszą się zapachami?

Dzień jest uporczywie wietrzny, przez co chłodnawy. Choć można znaleźć miejsca, gdzie nie wieje. Las obsiadły krępe, przysadziste, a silne dęby te przyjmują na skraju ciosy i pęd wichur. Są strażnikami. Jest i jedna taka brzoza, tak ogromna, rozłożysta i wspaniała, że ciężko to oddać. Koroną przypomina bardziej dąb. Na wyprawie toczą się tematy: rozmawiamy o gatunkach inwazyjnych jenotach, nutriach, rakach amerykańskich i sygnałowych, obcych pszczołach i biedronkach. Wspólnie dochodzimy szybko do wniosku o winie człowieka, i takiemu, że poczciwego jenota nie da się wytępić. Zbyt dzikie ostoje zasiedlił. Podążamy ścieżką wśród szpaleru dorodnych wierzb, wtedy jedna z nich zaczyna mocno skrzypieć. Dokładnie, gdy naprzeciw niej. Dla mnie to oczywisty sygnał, że dają znać o chęci do kontaktu, lub zwracają na siebie uwagę. O, jakże często to się dzieje. Drzewa jakby wyczuwały, że ludzie przychodzą do nich, i próbują czasem ‘’wyjść z siebie’’ aby tylko człowiek do nich podszedł, przytulił, lub choćby zatrzymał się na chwilę. Odczytują z naszych aur – oto są przyjaciele, którzy zachwycają się lasem. Można próbować swoich sił. Obok na gałęzi ufny kos popisuje się śpiewem, ptaszek nie płoszy się, spogląda bystro, jakby i ten śpiewał specjalnie dla nas. Monotonny świerszczak pobrzękuje miarowym tłem. Gdy wracamy tą samą dróżką, wierzba potrzaskuje znów. Kiedy się zbliżaliśmy nie zrobiła tego, a dokładnie w momencie jak zrównaliśmy się z nią. Chce powiedzieć: ‘’Miejcie pewność, że to jest prawda i to się dzieje. Możemy się porozumieć. Ufajcie temu co postrzegacie, co się wydarza. To nie przypadek. Jesteśmy tutaj, obok. Czujemy, słyszymy Was, rozumiemy, możemy pomóc. Świat jest pełen przyjaznych leśnych Istot. Pragną odbudować zapomniane więzi, nawiązać kontakt. To szansa nie tylko na uzdrowienie, ale i zbudowanie świata w jakim pragniemy wszyscy żyć. Wyciągnij rękę do konaru, przysiądz, przytul posłuchaj… To tak niewiele, a dla nas tak dużo. Już czas.’’

Gdy wracamy już autem, na różowym, baśniowym horyzoncie tkwi ‘’wymalowany’’ kozioł sarny. Jego ciemna sylwetka odcina się rytem z różkami na gasnącym niebie. Widok tak bajeczny, że zatrzymujemy się wgapieni z nosami do szyb. Cud chwili. I ja nie wiem wątpliwości. To podziękowanie lasu. Magiczna pocztówka, która zapieczętowała w naszych sercach wieczne wspomnienie prawdziwego dobra.

Część II. Wędrowcy zasiadają na łąkach – Obserwacje.

Wyprawy dzielą się na etapy. Jest czas na kontemplację drzew, poznawanie roślin i kto wie czy nie ‘’najlepsze’’ – obserwacje zwierząt z zasiadki. Dziś mieliśmy ogromne szczęście. Łąki są świeżo po kośbie. A to magnes życiosiły dla ptaków i zwierzaków.

Zbliżając się do królestwa traw, jakaś dziwna plama mąci uwagę. Tam jest jakiś zwierz. Z tej odległości nawet przez lornetkę trudno określić co to. Lis, zając, a może sarna? W miarę zmniejszania odległości, okazuje się, że zwierzątko leży. Okazuje się być wypoczywającym lisem. Kula się w trawie. Igra. Nasłuchuje. Co za widok – lis za dnia, poddający się relaksowi. Aż dziwne. Rudzielec okazuje się czujny i wypatruje nas z dużo większej odległości niż powinno się to zdarzyć. Odchodzi chyłkiem. Ale na łące dzieje się. Przyleciał potrzeszcz. Ptaszek przegarnia kopce podsychającej trawy – wybiera owady i nasiona. A ja rozmyślam. No bo tak, łąki ‘’trzeba kosić’’ żeby istniały, ale jakie to straszne zjawisko dla milionów żyjątek, których świat runął razem z pokosem. I dzięki temu potrzeszcz może je znaleźć i zjeść. Przed nami przestrzeń rozległa, jak scena teatru, na którą po kolei wkraczają aktorzy. Jest kolejny. Oto Dzierzba Gąsiorek, kolorowy samiec, i właśnie widzimy winowajcę, co ponabijał trzmiele na kolce tarnin. Jest piękny. On poluje inaczej. Niby też przeszukuje leżącą trawę, ale bardziej rzuca się na owady z lotu. Potrzeszcz sunie ku niemu. Zbliża. Ewidentnie widać, że między ptakami jest jakaś sprzeczka. Potrzeszcz próbuje odstraszyć dzierzbę, szarżuje, stopniowo podlatuje i o dziwo – przepędza! Gąsiorek mu ustępuje. Chaotyczny, podstępny taniec ptaków trwa jakiś czas. Z lornetkami możemy łatwo teraz zapamiętać śpiewaków z Jesionowego Szlaku. Taką naukę lubię najbardziej. Mój czujny wzrok przeczesuje. I znajduje. O tam oto w zieleni siedzi zając! Skurczył się pociesznie, położył uszy po sobie. Musiał nas słyszeć. Ale teraz jasnym się staje, co tak długo robił tu lis. Podchody. Z daleka szarak przypomina kamień lub grudę, ale w lornetkach widzimy jego oczy, uszy. I teraz ciekawe. Jak długo pozostanie w bezruchu? Co się wydarzy? Siedzimy już bez rozmów, podziwiając po prostu. Nie mija dużo czasu, gdy na łąkę wkracza drugi zając. Ten nie wie o naszej obecności. Kica, podjada i skacze, defiluje blisko przed nami. Zbliża ku temu drugiemu. Sytuacja rozwiązuje się łagodnie. Obecność beztroskiego towarzysza ośmiela tego co zastygł w kamień, teraz harcują oba na pełnym widoku, sycąc nasze dusze okruchami szczęścia. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś w takim momencie miał wjechać do tego królestwa quadem i szaleć… Z zarośniętej części łąki wynurza się sarna i skacze przez łany. Szuka sobie miejsca. Nie wiadomo teraz, co obserwować. Zające, czy ją. To teatr. Leśni aktorzy pędzący swoje spektakle, i my, widzowie. Kurtyną jest niebo, i odległe ściany ciemnozielonych lasów. Dziwimy się. Jak niewiele trzeba, aby być blisko z przyrodą. Przecież nie mamy szczególnego maskowania, kamuflażu, rozmawiamy kiedy potrzeba, a mimo to zwierzaki odkrywają się przed nami, ze swoimi sprawami. Po prostu – cicho i łagodnie być. Przestrzeń ‘’wyczuwa’’ zamiary obserwatorów, i odpowiada pięknem. Ja odchodzę na moment przebrać się trochę i założyć więcej spodni, bo cokolwiek zimno wieje, wtedy udaje się popełnić foto…

P00530-185538

Zuzannie i Mariuszowi, gościom wędrownych majowych warsztatów pod Drzewami Mocy, w podziękowaniu za wszystkie wzruszone chwile, i wspaniałą wyprawę.

A jeśli i Ty masz ochotę podarować sobie lub bliskim Dzień Wędrowny pod opieką Szeptów Kniei gdzieś w pustce i głuszy, pisz, pytaj. Jestem do dyspozycji i z pełnią leśnej radości pokażę Ci świat z tutejszych opowieści.

KONTAKT i zgłoszenia:

czeremcha27@wp.pl

Do zobaczenia w lesie! 

Noc Sów. Wędrowna gawęda z opowieścią i marcowe wyprawy.

Gdy srebro marcowego księżyca rozświetla noce na pierwiośniu, lub kiedy czerń kosmosu iskrzy gwiazdami w czas głębokiego nowiu…wtedy…Dzieje się mroczne ptasie święto. Gatunki liczne, małe, duże, krwiożercze i ‘’straszne’’ w ciemnościach zaczynają tajemnicze nawoływania. Poszukiwania partnerów, obrona rewirów, potyczki i przepychanki… Czas największej widocznej dla ludzi sowiej aktywności, na marzec przypada właśnie. Echem niosą w ciemnicy pohukujące pieśni, ptasiego ludu nocy. A my, leśni wędrowcy z uciechą bierzemy udział w kolejnym Misterium, aby podglądać nieznane sekrety i nasycić rdzeń naszych dusz, zawołaniem pradawnej dzikości. Oswajamy strachy. Fascynujące, odwieczne słuchowisko.
Zapraszam na Noce Sów. Jako, że ptasim życiem pasjonuję się od dzieciństwa i zgłębiam informacje o nich, z radością podzielę się leśną wiedzą na temat tych tajemniczych stworzeń.

5R984-1986

Tego roku mam ambicję buszując nieco samemu odkryć jakiś nowy gatunek w okolicy, jeśli Bóbr zdarzy. Chętnie zabiorę ze sobą innych wędrowców na słuchanie. Okazja się nadarza, zasmakować nocnej kniei, w opiekuńczym kroku i towarzystwie  W terenie będziemy zależnie od pogody, myślę około 6 godzin. Powrót do kwatery najpóźniej o 2 w nocy. Do dyspozycji mamy jedną nocną lornetkę do takich obserwacji którą podzielimy w razie potrzeby, dlatego polecam zaopatrzyć się we własną. Posłuży Ci i potem także do obserwacji dziennych. Ale sowy to przede wszystkim słuchowisko. W rejonie są puszczyki, pójdzki, uszatki i płomykówka, lecz obiecać nie mogę co też się w ciemni odezwie. Raz i latem spotkałem sowę błotną. Panteon gatunków… Siądziemy na łąkach pod kocami lub wygodnie w czatowni. Gdy ziąb dokuczy lub mgły pochłoną, marszem i herbatą rozgrzejemy w podchodzie na zmianę stanowiska. Po drodze i Drzewa Mocy będą do przytulania, gotowe wesprzeć w zamiarach podróżników. W trakcie wędrówki gawęda będzie o gatunkach, sowich zwyczajach, ciekawostkach, żywocie. Wspomnienia i historie z przygód moich i obserwacji. I jak to na czatowaniu, zwierz też pewnie jakiś zaszczyci nas swoim hałasem przemarszu, albo i gdy dochowamy nieruchomej ciszy, ucieszy na widoku.
Podziękowanie za tą wymianę, jak za ptasi Dzień Obserwacyjny, czyli 100zł osoba. Ruszyć możemy indywidualnie, lub w grupach 2-3 i więcej os.

🌎 Gdzie?

Rokietnica, k. Poznania, woj. Wielkopolskie.

 Kiedy?

Wyprawy będą możliwe przez cały marzec. Zaczynamy już po zapadnięciu ciemności, w godzinach 18-20.

📌 Ekwipunek?

Łyżeczka odwagi, szczypta cierpliwości i ziarno ciekawości. Garść ciszy. Buty ocieplane, odporne na wilgoć, rosę, wodę i błoto, polecam ocieplane kaloszki. Ciepłe ubrania, nieszeleszcząca kurtka lub większa bluza, którą na kurtkę założysz aby się wyciszyć. Plecak, termos i ulubione jedzonko. Ewentualnie coś pod siebie do siedzenia, ja do tego używam plecaka. Własna nocna lornetka, będzie dużym ułatwieniem.

🏡 Gościnna kwatera noclegowa, podejmie i przenocuje wędrowców z daleka, razem z wyżywieniem. Przy zamawianiu miejsc, zawsze proszę rzec, że ”do Szepty Kniei na Wędrówki” Na to hasło miejsca powinny być 
http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Kontakt i zgłoszenia: czeremcha27@wp.pl 

Do zobaczenia w lesie!

AP5I3795-bewerkt

Wiosenne tchnienie leśnej Mocy – kojący śpiew słowików.

Dochodzi północ. Srebrna poświata pełnego księżyca już dawno opanowała połacie magicznego zakątka. Nad bagnami snują swe opowieści chłodne opary mgieł. Dziś jednak nie zasypia tu cisza. Majestat wiosny grzmi pełną piersią, wydobywany z maleńkich gardełek słowiczych. W kępach otulonych mrokiem niskich wierzb, w podmokłych zaroślach rozlegają się namiętne szepty, miłosne zwierzenia, czułe wyznania, tęsknoty wołania – rozbrzmiewają echem najpiękniejsze ptasie pieśni. Niepozorne ptaszyny często zaczynają już wczesnym wieczorem, zapraszając do nocnego słuchowiska. W miarę postępującej ciemności, pod parasolem iskrzących gwiazd, śpiewy nabierają mocy i uroku. Tak samce, ukryte w gęstwinach cieni, dają znać wędrującym samiczkom o swojej obecności. Najwytrwalsi koncertują jeszcze rankiem. Większość jednak milknie przed świtem, ustępując kunsztu dziennym śpiewakom.

Majowa pełnia księżyca i szepty słowicze to jedno z najpiękniejszych wiosennych przeżyć. Zachwycam się tym zjawiskiem każdego roku od nowa. To czas kiedy nasza przyroda znajduje się w najpełniejszej formie wybudzenia i rozkwitu. Nie można tego przegapić! Pózną nocą Duszę ukoi tkliwy śpiew słowików… I Ciebie zapraszam do wspólnej podróży pod otuliną srebrzystej poświaty. Powędrujemy boso po mchu, jak najciszej, aby nie przeszkadzać mieszkańcom leśnego świata. Spróbujemy jak duchy, niewidoczni podpatrzeć jego tajemnice…Może ujrzymy zatopione we mgłach sylwetki saren lub jeleni żerujących na łące? Może dostrzeżemy udającego się na łowy lisa… A może z hałasem nieopodal minie nas wataha dzicza, również wędrująca w poszukiwaniu strawy… Tyle dzwięków, tyle zdarzeń, tyle magii i tajemnicy… Znam ten świat na wskroś. Umiem się w nim poruszać. I chcę Ci go pokazać. Bosy spacer połączy nas z kojącą energią naszej wspólnej Matki Ziemi. Zostawimy w niej trapiące Cię blokady, troski, i zastąpimy chłodnym muśnięciem kropel rosy. Przypomnisz sobie własną moc i pierwotny rytm życia.

Pokażę Ci swoje ścieżki i ukochane miejsca, w których wzrastała moja miłość do Natury i opowiem co przeżyłem podczas niezliczonych godzin nocnego czuwania w leśnym świecie. Las wołał mnie od dziecka – spędzałem w jego okolicach niemal każdą wolną chwilę, podpatrując zarówno sekretne życie różnych gatunków zwierząt, jak i delektując się wszystkimi cudami objawianymi przez Przyrodę. Nie policzę już ile dni i nocy dane było mi tak spędzić. Obcowanie z naturą i pośród niej stało się pasją, którą właśnie pragnę z Tobą się podzielić. Może urzeknie i Ciebie? Dzięki temu mogę właśnie pokazać Ci to wszystko o czym piszę, a czego być może nie znasz.
Usiądziemy pod drzewami i skorzystamy z ich leczniczej pradawnej energii. Może uda się doświadczyć owego radosnego Śmiechu Duszy, po oczyszczeniu aury? Ten cudowny błogi stan, rozlewający się w kojące ciepło, wypełniony błogą radością kiedy wolny od trosk znajdujesz się w Tu i Teraz… Pomogę Ci rozpocząć ten proces. Korzystając z mądrości i pomocy potężnych Drzew, poszukamy odpowiedzi na Twoje pytania. Pomogą Ci znaleźć je w sobie. Powiem co przekażą mi dęby, sosny, brzozy czy jesiony. Ukoisz umysł, wyciszysz myśli, i zaczerpniesz życiowej energii. Zanurzysz się w prostym istnieniu jakiego nasz gatunek doświadczał od zarania dziejów. W uważności, będziemy czytać znaki, jakimi obdarzy nas las.

A potem zaczekamy razem na świt. Ten wspaniały spektakl wschodu życia ukaże się z blaskiem różu rysując się pastelą na bladym niebie. Szarość ustąpi kolorom. Wsłuchamy się w ‘’ptasi zegar’’, a ja powiem Ci kto też ze skrzydlatych mieszkańców właśnie zachwyca nas swoją pieśnią. Rudzik, kos, pierwiosnek, drozd śpiewak, skowronek, szpak, wilga a może rokitniczka? W mozaikowym gąszczu trzcin nad bagnami i torfiskami, splecionych w harmonii lasów i pól ptasie światy przenikają się niezliczoną paletą głosów. Nie sposób wymienić wszystkich. W narastającej widoczności może uda się zaobserwować zwierzęta udające się do swych ostoi po nocnej biesiadzie, albo właśnie udające się na śniadanie pod chmurką. Tyle się dzieje! Wraz ze wschodem słońca radosnym tańcem powitamy nowy dzień, sławiąc życie i dziękując za wszystkie przeżyte doświadczenia.

Kiedy?

Wyprawy realizujemy od 20 kwietnia przez cały maj.

Gdzie?

Rokietnica k. Poznania, ale zahaczymy i o inne przylegające miejscowości. Tuż obok znajduje się Park Krajobrazowy objęty siecią Natura2000. Całość składa się z kompleksów leśnych, zadrzewień, olszyn, bagien, jezior, i wszechobecnych pól. Link do przyjaznej kwatery noclegowej:
http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Czego możesz potrzebować?

Lekki koc, latarka, wygodne buty, termos, coś do picia, jedzenia. Przyda się też aparat foto, lornetka. Wyposażenie to nie jest obowiązkowe.
Plany ustalone wcześniej zawsze mogą ulec zmianie w zależności od pogody, choć nią staramy się nie przejmować.

Kontakt i zapisy: czeremcha27@wp.pl

The+Nightingale+Sings

Pełnia księżyca jeleni. Płowe święto Miłości

Noce nastały chłodne, gwiaździste, umalowane czerwienią wcześnie już gasnącej zorzy. Zimno dotyka ‘’sprawdzająco’’ skóry wędrowca, jakby zapytać chciało, czyś już gotów na jesień? W lesie widać zakończenie pewnej epoki. Wiewiórki są niespokojne, coś nad wyraz aktywne. Rozglądają się za miejscem na zimowe gniazdo. Myszy w szelestach podrygów skocznych spisują testament, puszczykom puchatym powierzając swoją ostatnią wolę. Ptasia młodzież barw nieokreślonych psikusy płata niewprawnym obserwatorom. Z kęp krzewów rozrzuconych tu i ówdzie czerwieni dostatek głogów, róży dzikiej i jarzębin. Opatula zapach jątrzącej zgnilizny, kiedy owoce porzuconych jabłonek pracują na rzecz zjednoczenia z macierzą, z której powstały. Nieśmiałe mgły próbują pląsy pierwszych baletów. Od początku września siedzę w chłodzie i nasłuchuję. Jestem niemal pewien. Tego księżyca, zaryczą! I kiedy jedni szykują się do zimowego przetrwania, u innych odwieczny zew daje sygnał płowego święta Miłości… Najpiękniejsze przyrodnicze misterium naszych lasów wybrzmiewa rykiem samczej mocy, gdy byki jelenia szlachetnego ogłaszają ciemności rozgwieżdżonej swoje na miesiąc panowanie. Rykowisko! W jakichż słowach Ciebie opisać, o Misterium Święte? Czar Twój opiewają z dawien wieszczowie. Spieszą na ten spektakl wszyscy z przyrodą ludzie związani, miłośnicy, odkrywcy, ornitolodzy, przyrodnicy, gawędziarze… Nieznana siła jak magnes przyciąga ku sobie rzesze obserwatorów i słuchaczy. Może to ciekawość zwykła ich gna, a może intuicyjne pragnienie zapisania w sercu najpiękniejszych leśnych wspomnień…

I Ciebie podróżniku – czytelniku, wędrowcze na to święto zapraszam. Raz jeden w roku. Usiądziemy w którejś z opuszczonych czatowni, albo skryci w łodygach dojrzałej kukurydzy. Zabierzemy koc, ciepłe ubrania, gorącą herbatę w termosie, szacunek i pokorę wobec naszej Natury – Matki. W podziękowaniu uczestniczyć będziemy, celebrując gromkie słuchowisko. Wokół nas, a może z dala rozbrzmieją prastare ryki, kipiących testosteronem mocarzy lasu. Wibracja srogiego dzwięku przenika tkanki w drganiu, na strunach serca grając, rzewności za tęsknotą cichą układając melodie. Nie sposób się oderwać, przestać zachwycać. Im chłodniej tym lepiej. Spadek temperatury zagrzewa byki do odzewu. Szatańsko kotłują się gąszcze w łoskotach donośnych, gdy samce napotykają się w pojedynku. W krysztale nocnej ciszy, masz wrażenie jakby to ziemia zatrzęsła się z hukiem pod racicami olbrzymów.

Wytrwaj tu do świtu, a kolejne cuda ujrzysz. Byk zmęczony, a powłóczący z wyczerpania walką, wracający do haremu łań, co we mgłach anteny czujnych głów na niego podnoszą. Stadnik, władca, zwycięzca, ten niepokonany co z dumą w koronie stado żeńskie zagania, niepodzielne prawo ogłaszając do swej na dzisiaj władzy. Korona rosochatego poroża pruje fale mgliste, odcinając się na tle złota pierwszych słonecznych promieni…

Czy jesteś gotów doświadczyć Misterium?

 Kiedy?

Jelenie ogłaszają swoje panowanie na dni od 14 września do 10 pazdziernika. W tych terminach od – do można zgłosić swoją wędrówkę.

🦌 Gdzie?

Rokietnica, k. Poznania w woj, Wielkopolskim. Stąd ruszamy autem (Twoim ) pod las. Gościnna kwatera noclegowa podejmuje Wędrowców z daleka razem z wyżywieniem.

🧰 Ekwipunek?

Zabierz plecak, ciepłe ubrania, komplet przeciwdeszczowy, latarkę, termos, pokorę i dziękczynienie w sercu wobec ducha przyrody. Garść cierpliwości w kieszeni 

Kontakt i zapisy: czeremcha27@wp.pl

40244711_669839700050849_5236044696987369472_n

Lisie Misterium – zimowe harce wśród pól i lasów.

Ośnieżone pola otulone białą kołderką delikatnego puchu szepczą swą chłodną pieśń echem dalekiej pustki. Mroźne połacie wabią ku sobie czarem lodowej przestrzeni zaklętej w biel. Wiatr hula, woła, wyje osypując śnieżne drobiny wśród bruzd. Oziębłe psoty dziadka mroza. Pani Zima lodowatą dłonią odkrywa swe tajemnice i urok tym, którym aura nie straszna. Jak pradawna wiedźma, stara niczym sam czas, snuje iskrzące baśnie roztaczając wśród gwiaździstej nocy swe bezlitosne ramiona. Drzewa skrzypią boleśnie smagane kąsającymi powiewami, jakby skarżyły się na porę roku, a oblodzone gałązki trzeszczą im do wtóru kołysząc się chwiejnym rytmem i siejąc wokół niewidoczne lodowe kruszyny. Wśród pól przyczaiły się jakieś głuche skomlenia…

Na przełomie stycznia i lutego, tu i tam, wśród zaprószonych połaci niosą się stłumione poszczekiwania, skolenia, odległe wycia, stąpania, podchody. Lisi bal. To ich czas. Rudzielce harcują z sobą rywalizując, pośród zawziętych gonitw, a czasem i sprzeczek oddają swą energię lisiej miłości. Są wtedy bardzo zaabsorbowane i łatwo je podpatrzeć. Czatownicy i wędrowcy z tęsknotą oczekują na ten niezwykły czas, aby w tych sprzyjających okolicznościach obserwować i podsłuchiwać misterium zwierzęcego święta.

Czego możesz potrzebować?

Wygodnego, ciepłego, jeśli to możliwe nie szeleszczącego ubioru. Lekkiego koca. Nieprzemakalnych butów. Coś do zjedzenia, cierpliwość, pokora, szacunek i wdzięczność – tego właśnie nauczyła mnie natura. Przydać się może też aparat foto no i lornetka.

Kiedy?

Lisie wyprawy realizujemy od końcówki stycznia przez luty, szczególnie podczas nocy księżycowych. Pilnuj kalendarza.

Gdzie?

Tu gdzie obecnie mieszkam, czyli Rokietnica nieopodal Poznania.

Kontakt i zapisy: czeremcha27@wp.pl

Liseł

Śnieżny księżyc żywiołów. Noc w lesie podczas wichury.

Dzień kończy się zapowiedzią sztormu i zmian w pogodzie. Wzmaga wiatr. Pojawiają się ostrzeżenia o pędzącym orkanie, leczy my świadomą decyzją, ruszamy na wędrówkę. Wyznajemy zasadę, że każda pogoda wędrowna jest dobra. Tak to bywa. Czasem wiatr w oczy. Jakoś cieszymy się na ten wicher. Dawniej przychodziły regularnie jesienią i zimą, szalejąc nieraz przez tydzień. Teraz media podnoszą alarm, jak dwa dni powieje. Do głowy nawet nam nie przyjdzie, że możemy doznać jakiejś krzywdy. W lesie, pełnym rozkołysanych mocą drzew. Zanurzamy się w oceanie głębokiego szumu. Błogo brzmi. Wokół nas szara ciemność, stukoty, pęknięcia, trzaski, gwizdy i piski. Dziś drzewa emanują całą paletą możliwości swoich odgłosów. Mroczne słuchowisko. Być tutaj, właśnie w taki cień. Z ufnością dać otulić się ciemności i zatracić się całym sobą w tym słuchowisku. Misterium leśnej Mocy. Po kanapkach i herbacie wstajemy tuląc najbliższe sośniny. Tu dopiero i nawet ja mam zaskoczenie. Odczuwam kołysanie i ruch ziemi, – w pierwszej chwili zdaje mi się, że to wrażenie energetyczne, jednak ziemia pod moimi stopami naprawdę się rusza! Mech faluje, unoszony przepływem drgających korzeni. Gleba grzmi po swojemu. Ależ to fascynujące! Ruchomy dywan. Co za siła. A one się trzymają. Przyciskając ciało i ucho do pnia przychodzi jeszcze więcej. Gdy porywy targają, wnętrze drzewa trzeszczy, dudni, i stuka jakby chciała się stamtąd wydostać jakaś istota. Pracują naprężenia. Drgania i wibracje tych zmagań przechodzą, wnikają w moje ciało. Sosenki są dość cienkie, giętkie i młode, można je całkiem uścisnąć. Ależ one dzielne. Tyle siły, porywu, zaborczości, i te kruche trzeszczące istotki przetrwały już niejedną burzę. Podbiegam do kolejnych drzewek w zasięgu, okazuje się że każde z nich drga w środku i dudni na swój jedyny, unikalny sposób. Nie ma dwóch jednakich. Nieopodal wierzby ‘’wyją’’ już niżej, w zupełnie innym tonie. Oktawy leśnej harmonii. Każde niesie swoje przesłanie dalej. Po kilku minutach tulenia takiej drgającej drzewiny, czuję się jakby naładowano mnie prądem. Skok energii. Bo i przecież korona drzewa przechwytuje ją z powietrza, a przez pień odprowadza w głąb Macierzy. Rozmowa żywiołów. Rozmyślam nad sowami. W takie noce jak ta, nie polują, lub jest im bardzo ciężko. Nieustanny hałas i galopujące liście uniemożliwiają namierzenie ofiary. A co, gdy taka pogoda przedłuża się? Robią jakieś zapasy, czy przymierają? Korony sosen niekiedy poćwierkują. Podmuchy budzą co i raz, jakieś śpiące ptaszki. Odpowiadają lamentem dzwoniących pisków.

84711644_1028272450874237_8056447981085261824_o

Bór dyszy potęgą, mimo orgii dzięków ma się wrażenie, że dlań te zmagania to fraszka. Do nas nie docierają powiewy. Kurtyna pni pochłania i rozprasza wszystko, zanim doleci w głąb lasu. Jest ciepło, przytulnie, bezpiecznie. Zwierza nie sposób usłyszeć – wśród mnogości chrzęstów, pozostają niewykrywalne. Tętnimy wigorem oddechu mocy, w objęciach sosnowych tancerek spajamy z jednią sosnowego żywiołu.
Na polach dmie aż tamuje kroki, te zdobywamy z trudem, zapadając w sypkich piaskach.

A jeśli i Ty masz ochotę na swoją nocną przeprawę w Kniei, pisz, pytaj. Te wyprawy są po to, aby każdy mógł wiedzieć jak to jest, i stać się częścią własnej opowieści. Do zobaczenia na szlaku, 

Kontakt i zapisy:  czeremcha27@wp.pl