Brzozowa pieśń nadziei. Bielik, posłaniec wiatru.

Ostatnio mniej bywałem w lesie, bo i prace nad książką, czasem bywa tak, że chcąc nie chcąc więcej czasu spędza się za biurkiem. A człowiek ‘’gnuśnieje…’’ i tęskni. Im dłużej nie wychodzę, tym ciało zaczyna bardziej słabnąć, aż do objawów chorobowych włącznie. Ciekawe to zjawisko, ale tak mam. Jakby te energie leśne zasilały mnie w zdrowiu.
Pod dębem zastają mnie…ogniska. Resztki popiołów. Drwale palili tu ogień i cięli w plastry sosnowe bele. Tak blisko niego…Słyszał wszystko. Pochłaniał wibrację mechanicznego rzężenia, czuł zapach żywicy sióstr, które jątrzyły ‘’aromatem’’ w odruchu obronnym. W świecie drzew zapach też jest informacją. Patrzę, że kora staruszka pokryła się pajęczynami białej pleśni. Świeże. Krzesimir dziś jest nieobecny. Jakby był bardzo daleko. Nie mamy kontaktu, łączności. Nie dziwię mu się. Gdybym potrafił, też bym uciekł z dala od tego…
Wiem, że dziś nic tu po mnie. Nic na siłę. Wołają natomiast brzozy spod lasu. Te same, które kręgi pokazywały i opowiedziały mi w jakich pozycjach się uziemiać. Jest już dość późno. Słońce zajdzie w ciągu ponad godziny. Przytulam brzozową damę i witam się w przypomnieniu. Nie przeszkadza, że jesień. Ciepło jest jak wiosną. Wokół szybują niemrawe owady. Szybko nawiązujemy wesołą łączność. Najpierw chce mi się śmiać. Czuję jak wzmacnia moje ciało, łechcze, a objawy lekkiego przeziębienia z wczoraj (skąd u licha) znikają. Drzewo leczy. Myślę i opowiadam jej w tych myślach, bo wiesz kochana, ktoś mi ostatnio powiedział, że jesteście gatunkiem borealnym, i dlatego wymrzecie w Polsce. Przez zmiany klimatyczne. Też mnie to zaniepokoiło. A ona…Roześmiała się beztrosko.

– Nie zna potęgi drzew… Łatwo nie będzie, lecz nie, nie odejdziemy. Mamy szerokie zdolności przystosowawcze. Dostrajamy się, powoli, zawsze próbujemy. Widziałeś już przykłady naszej woli życia. Ona zwycięża tam, gdzie zdałoby się nie powinna. Klimat zmieniał się już, wiele razy, a wciąż tu jesteśmy. Były chłody i krótkie dni. Tam skąd pochodzimy rośniemy skarlałe, powykręcane, walcząc z mozołem każdego dnia, a mimo to trwamy. Wiesz, że choćbyście ‘’dali z siebie wszystko’’ w niszczeniu Matki, my przetrwamy. Życie zostanie zachowane. I odrodzi się. Wystarczy jedno nasionko zapomniane, zasuszone w pajęczej sieci. O to nie bój.

I dziwie się brzozie. Jak to jest, że z jednym drzewem, nawet bardzo zaprzyjaźnionym można mieć ‘’ciche dni’’ a inne kawałek dalej okaże Ci pełnię swojego wsparcia. Bo już czuję jak mi się dusza śmieje. Jej białe gałęzie złocą się w zorzy zachodu. Trzy siostry. Brzozowy krąg Mocy. Wokół krząta się ptasie życie. Któryś z dzięciołów pastwi się nad sosną. Głuchot stukotu. Wołanie sikory czubatki niesie się migotem pomiędzy pniami, za nią podążają zawołania wszędobylskich bogatek. W oddali słyszę szelesty sarnich cieni. Te już czają się w głębi lasu, ociągając z wyjściem na oziminę. Pewnie czekają aż sobie pójdę. Dawno mnie nie było, lecz one pamiętają. I gdy tak zatracam się w istnieniu wokół, dostrzegam że na horyzoncie szybuje jakieś wielkie ptaszysko. Szybko podnoszę lornetkę pochłaniając zdumienie w zdziwieniu. Toż to Bielik! Dawniej i orłem zwany. Krótki ogon. Szarobure pióra. Wiosłuje w powietrzu majestatycznie, zagarniając pod skrzydła kolejne połacie przestrzeni. Ptasi król dostojeństwa, bystry, potężny i srogi. I jakie to ja mam szczęście? Widziałem bielika nie tak dawno w innym rejonie okolicy, a za chwilę kojarzę że przecież widzieliśmy go też wiosną, jak atakowały go myszołowy. Wtedy nie miałem lornetki i nie mogłem być pewien. A zatem osiedlił się tutaj. Co za radość i atrakcja! Największy nasz ptak drapieżny, o rozpiętości skrzydeł przekraczającej dwa metry. Olbrzym. I niezły zabijaka, owiany opowieściami, legendami, przesądami… Nielicznie lęgowy. Przez całe życie ich tu nie widziałem. Mijają sekundy, gdy ptasi władca przenika po niebie, zostawiając mnie z otwartą gębą zachwytu.

I wiem, że ten ‘’orzeł’’ to jakiś znak, którego na moment nie potrafię odczytać.
Gdy głowa wraca ‘’ na ziemię’’ zastanawiam się. Czy ona wie. Co tutaj się dzieje, tam kawałek dalej, każdego dnia, gdzie szaleje piła…

– Oczywiście, że wiem. To nie tak daleko. Wszystko słyszę, odbieram, przeżywam…Czuję. Staram się być… w sobie. Tutaj. Spójrz w górę! Co widzisz? Drzewa, ich pnie, korony, gałęzie. Sterczymy osobno, czasem blisko siebie. Z pozoru osobno.

Patrzę w górę i się zaczyna. Widzenie energetyczne. Tak chyba można to nazwać. Wyświetla. Jak drzewa rosną, a z czubka każdego z nich wyłaniają się świetliste, złote więzy, jak liny. Kręcą się jak wiatraki, zahaczając o inne takie sznury, a wtedy napinają się jak postronki i scalają. Tworzą pewną siatkę. Teraz wiele mi się rozjaśnia, bo widziałem te ‘’linki’’ nie raz, nie wiedząc co mogą oznaczać. A ona kontynuuje:

– To jest to, czego nie widzicie. Gdybyście widzieli, czuli! Wczuć potrafili w drugą istotę. Przełamać uprzedzenia. Tak jak odebraliście wszelkie prawa do przeżywania, tak ponownie można nadać. Nikomu nie byłoby krzywd. I te więzy niszczy człowiek. Dziwiłeś się liniom, które nieustannie widziałeś między roślinami wszelkich gatunków – tak powstają. Więzi tworzą się na czas istnienia, wymieniając potrzebną informacją. Spójrz pod nogi. Tam, pod Ziemią w dotyku, przyjazni, braterstwie, ‘’ręka w rękę’’ korzeń w korzeń łańcuchem spleciony kilometrami się niesie. Każdą wieść otrzymam, co dzieje się na drugim końcu lasu. Co u siostry i brata. Czego im trzeba. Dudnienie, które nieraz stamtąd, z dołu odbierasz. To właśnie rozmowa drzew. Tak dobrze się słyszeć z wszystkimi. A człowiek przychodzi, i zrąb robi. Żeby było głucho. Izolacja. Niepewność. Brak informacji, wiedzy, łączności. Trudne dla nas. Ale wiedz, że informacją lepiej się posługujemy. Nie było ludzi, a drzewa były. Formę tylko zmieniły. I w sprzyjających warunkach informacja w nasieniu zmienić się może, wracając do formy pierwotnej. Wszystko zostanie zachowane i zaczeka na swój czas. Przetrwamy.

Odpowiada znienacka. Wszystko tak jakoś mi… poważnie jak na brzozę. Cały czas jesteśmy w utuleniu. Słońce prześwituje ognistą pomarańczą zza odległej ściany lasu, a mi zdaje się, że słyszę… Jak ona coś nuci. Wsłuchuję. Jest w głowie, lecz jakby odbierało serce. Poznaję! To jest to. Tak dawno nie słyszałem ich śpiewu. A to zjawisko tak rozkoszne, że mógłbyś pozostać w tym słuchaniu całe wieki. Tak bliskie źródła… Głos ma łagodniejszy niż sosna czy topola ciepły, przyjazny, dobry, i tęskny…I tylko sylaby słyszę. Mimo to one nimi tak modulują, że masz wrażenie jakby anioł śpiewał. Coś jakby rozwlekłe, rzewne Miiijaaaaaaa diiiiiiiiiii, i zawsze słyszę w ten sposób. Dlaczego nie ma słów? O czym Ty śpiewasz?

– O nadziei…

Słowny odzew.

– Jakiej?

– Naszej… Dla nas wszystkich. To nasze spotkanie natchnęło mnie nią. I chcę aby inni usłyszeli. Tworzę informację, niech płynie… pieśń innym drzewom najłatwiej odebrać. Powtórzą, przekażą kolejnym. Wolniej tylko to trwa. Dziwiłeś jak to możliwe, że ludzie z drugiego końca świata mówili Ci o drzewach, które wskazały na Ciebie i powiodły do spotkania. Tak to się niesie. Mówiłam, potrafimy posługiwać się informacją. Na wiele sposobów. A słów nie potrzeba w pieśni. Dawniej, gdy pierwsi bardowie zachwycali rzesze oczarowanych słuchaczy, dlaczego? Bo uczucia w głosie przekazywali. I Ty wiesz, że to trafia najbardziej. Zaśpiewaj ze mną… O nadziei dla nas wszystkich.

Ale nie potrafię jeszcze tego zrobić. Trzęsę się tylko cały w płaczu i ściskam mocno. Jak one wszystko wiedzą! Jak niewiele pragną… obserwując las i jego mieszkańców tyle czasu, do jednego dochodzę wniosku. Każda żywa, tworząca istota chce tylko cieszyć się spokojem i wzrastać do pełni. Nie musieć się bać, stworzyć jakąś społeczność, oddać Ziemi potomstwo, godnie zestarzeć…Na pewno nie czyha na nasz dobrobyt. A co robi człowiek? Martwi się o potomstwo wszystkich innych gatunków ‘’żeby nie było za dużo’’, tylko nigdy nie stosuje tej miary do siebie, powielając kolejny już miliard. Dzikim zwierzętom, które mogłyby żyć jak np. dzik około 30 czy jeleń, 20 pozwala przeżyć kilka, po czym strzela. Drzewom zaś określił ‘’najlepszy wiek rębny’’, który nie jest nawet 1/3 ich żywotnych możliwości przetrwania.
To wszystko takie pomylone.

P91119-151555

Gdy tuż przed zachodem słońca brzozowa pieśń cichnie, wręcz siłą odklejam się od niej, podążając polem przy skraju lasu. Chcę jeszcze go obejść nim nastaną ciemności. Trójka płowe śliczności leżących na polu rozwiewa moje plany. Sarny w błogim relaksie wieczoru. Kiedy tak polegują, niełatwo je wypatrzeć. Inna nieopodal zajada się smakowicie, wypinając w moim kierunku lustro białej ‘’dupki’’. Przejścia nie ma. I tak to jest w lesie. Zawsze trzeba być gotowym na zmianę scenariusza. Staję lekko za Dobrą Sosną, tą samą od której pierwszy raz w życiu usłyszałem drzewną pieśń. I ona dygocze radośnie w powitaniu, ja pochłaniam swą uwagę w zwierzętach. Drzemią leniwie. Bycie w lesie. Jak na wiele sposobów można. Założyć słuchawki i przebiec główną drogą. Pohałasować na wybojach rowerem, zaryczeć quadem czy terenówką. Ja wolę tak. I takiej obecności nauczać. Udało się nadejść z kunsztem, nie zbudziwszy czujności aż czwórki zwierzaków. Ale ziemia jest miękka po deszczu. I gdy tak rozmyślam, dostrzegam nisko nad polem szybującą potężną sylwetkę. Mknie wprost na sarny. Podnoszę szkła lornetki i co widzę – znowu Bielik! Tylko co on próbuje? Przemyka tuż nad zwierzętami, a te podnoszą się raptownie. Jedna podskoczyła. Nie lekceważą go. Pozorowany atak czy próba? Ale że na sarny? Przecież nie dałby rady. Może sprawdza ich reakcję… Ptak mknie wprost na moje stanowisko zbliżając się błyskawicą, wiem że, musiał chyba mnie dostrzec… Potęga drapieżnego dzioba, chce zbadać wszystko co dzieje się w jego królestwie.
Tak. Niemal przed głową ‘’wywija mi orła’’ wymachując łuk szerokim skrzydłem i wzbija nad las. A ja dygocąc z radości obserwuje wszystkie szczegóły wyglądu i upierzenia władcy w lornetce.Do ostatniej chwili jej nie opuszczam. To musiało być z ciekawości… ‘’nieliczny ptak lęgowy’’ jak o nim piszą. Mam farta. Wieszcz ptasiego przesłania. O czym chcesz mi powiedzieć?

I w tej ekscytacji popełniam błąd, nadeptując na gałązkę która pęka z dość głośnym trzaskiem. O nie! To musiały sarny usłyszeć… Spoglądam w ich kierunku, i widzę jak ze skraju lasu właśnie wynurza się kolejna. Za nią następna. Łącznie trzy. Zupełny spokój. Pojmuję co jest grane – one zbliżając się hałasowały subtelnie po swojemu, co tamta musiała słyszeć, a mój trzask zbiegł się z wyskokiem innej. Wszystko wydarza się idealnie… A one. Patrzą w kierunku tej która skubała samotnie. Przewodniczka pląsa do niej lekko. Swobodne susy i już jest obok. Z nią tamte dwie. Widać radość z jaką dołączają do siebie. Jakby nagle odnalazły przyjaciółkę. I już są razem. Stoją, patrzą, skubią… Widoczność dogasa.

Wdrapuję się na zwyżkę pod parasol sosnowego dachu, skąd mam widok na zasypiający już w tajemnicy majestat pól. Może coś jeszcze zobaczę. Raniuszki sadowiące się w koronie sośniny na nocleg, terkocąc ostro wyprawiają mi słuchowisko. Aż się dziwię – o tej porze? Wszkaże raniuszek… I jak taki mięciutki, puchaty delikatny ptaszek, a odzywa się jak brzytwa. Choć miło. Nie przestają, a nasilają wręcz. Powoli zaczynam myśleć, że to może przeze mnie, jestem prawie na szczycie sosny, może mnie widzą. Gromadka ptasząt wydaje z siebie mało melodyjne siiiiiiii, siiiiiiii po czym odlatują. A mi gdzieś w szczycie macha gałązka. Mignęło wrażenie. Odwracam głowę, dostrzegając jeszcze ciemny smyrg. A to, kuna! To na nią musiały wołać czujne maleństwa. Znika tak szybko jak się pojawiła. One potrafią skakać jak wiewióry i wędrować tylko po drzewach.

– Uiiiiiiii! Ueeeeee! Yuuuuuueee, uuuuiiiiiii!

Wybucha mi wysoki wrzask za plecami. Mało nie zlatuję ze zwyżki. Sowia kobieta straszy. Zmieszała swój jazgot tak, że w pierwszej chwili wziąłem za pójdźkę, po chwili pewnym będąc samicy puszczyka. I czego to krzyczysz, po nocach, czatowników straszysz… Tak. Potrafią wylądować na konarze tuż obok, i jedyne co usłyszysz (jeśli) to skrobnięcie pazura na korze. Tej nie widzę. Odzywa się blisko, lecz poza wzrokiem. Wszystko na mnie dziś wrzeszczy…  Ciekawe czy raniuszki ją widziały, a może to ona była obiektem ich niepokoju? Zagadki. Ciemność mości się wygodnie w zakamarkach gęstwin, rozkładając dywany czerni w powłokach szarych tajemnic. Tu wszelkie nieprzepracowane strachy i duchy karmią się potęgą nicości, urastając do miana paniki niekiedy. Mroki wypływają na swobodny spacer. Mnie wypełnia spokój. Są dwa termosy i chlebak z kanapkami, ciepły koc pod zadkiem. W myślach żegnam się z Dobrą Sosną i jej przyjaciółkami jakimś wierszem. Spomiędzy poczochranych szczotek gałęzi, migotają przebłyski pierwszych gwiazd. W kniei przyczaiły się odległe szelesty. Pora rozpocząć nocne czuwanie.

Ile lat ma Drzewo? Dojrzewanie nasiennych dzieci.

Jedne z najczęstszych pytań, kiedy stajemy wspólnie pod Drzewami, jakie się pojawia. ‘’Ile może mieć lat’’? – pytają moi goście.Czasami ma to jakieś znaczenie… I choć są różne ku temu metody aby sprawdzić, zwykle mam z takim pytaniem jakiś problem. Bo przecież nie zetniemy go i nie policzymy nagle słojów. A i ten sposób nie jest do końca dokładny, bo przecież drzewo różnie może przyrastać i nakładać słoje, w zależności od wielu czynników. Ostatnio coraz częściej przekonuję się, że nie wiek i ‘’sędziwość’’ Drzewa mają aż takie znaczenie, jeśli chodzi o możliwy kontakt z nimi. Podczas niedawnego wyjazdu udało się mi bardzo łatwo porozumieć z młodymi brzózkami i dębem, odczuć ich nastroje i pragnienia nawet. Dąbek wibrował pociesznie przy zbliżaniu dłoni, jakby z ekscytacji na kontakt, a brzózki wygłupiały i reagowały na szeptane słowa. Z każdym udało zamienić się kilka rymów. I nawet aż tak mnie to nie zdziwiło. Siedziałem właśnie pod Krzesimirem pogrążony w tych rozmyślaniach o leciech, kiedy Dąb odezwał się nagle…

– Pytasz o wiek Drzew? A po co w ogóle go liczyć? Uważasz, że ludzie są w stanie poznać nasz dokładny wiek używając swoich sposobów?

No jak to po co? Ludzie są ciekawi. Uważa się, że im starsze Drzewo, tym bardziej doświadczone, świadome, pomocne. Choć już wiem, że nie zawsze tak jest. Poza tym
Wy wiecie ile mamy lat, więc co to za sekret?

Zamruczał. Zdziwił się. Poszumiał…

– Nie chodzi o tajemnicę, nie. Ale o życie Drzewa. Pomyślałeś, od kiedy właściwie je liczyć? Od momentu kiedy wykiełkuje i pokaże nad ziemią – tak uważacie. A co wcześniej? Czy nasionko jest martwe? Przecież drzemie i czeka. Czasem się wybudza – tu dojdzie je trochę wilgoci, z drugiej nieco ciepła. Już wtedy – żyje i bada otoczenie. Sprawdza, kiedy najlepiej zacząć się rozwijać. Zupełnie jak dorosłe Drzewo. A dorosłe pomaga mu w tym procesie. Z setek lat przekazało całą swoją dostępną wiedzę z pokoleń, do tego małego nasionka. O świecie jaki je otacza. O zagrożeniach, opadach, glebie, owadach, sprzymierzeńcach, wrogach. O szczęściu i pełni oraz o niedostatku, i jak sobie z nim poradzić. Cały czas to się dzieje. Choć usilnie nie dostrzegacie. Życie – pełne spraw, trosk, radości, zmagań. Zupełnie jak Wasze. Wróćmy do nasiona. Jeśli ono żyje i pracuje już będąc w Ziemi – od kiedy powinno się według Ciebie liczyć wiek Drzewa? A może jeszcze wcześniej – kiedy żołędzie wiszą na gałęzi w szypułkach, uczą się życia, zbierają informacje, pytają, niekiedy boją, i nie mogą doczekać kiedy wreszcie opadną ku Ziemi? Może odtąd powinniście rachować?

Ale jak to?

– Mówię Ci, że tak jest. Czemu Cię to dziwi? A dziecko ludzkie, w łonie matki? Też słyszy, przeżywa jej emocje, uczy się, czasem nabiera i traum. Tak ja i każde Drzewo rozmawiam ze swoimi dziećmi. I nie ważne, że ich dużo, że wiele zostanie tylko pokarmem dla zwierząt – wiedzą, że tak być musi. Nie umierają, nie odchodzą. JA ponownie je wskrzeszam. Wracają do mnie z Ziemią. A u Was, jeszcze przed poczęciem – Dusze umawiają się na jakieś doświadczenia, wzajemne poznanie. Dzięki temu wzrastacie, rozwijacie się, uczycie. U nas tak samo…Prawie tak samo. Ponieważ duchy Drzew są niemal od początku w stałej łączności ze swoim drzewnym ciałem – tak łatwo przychodzi im akceptacja. Wiedza. Z tylu rzeczy nie robią tragedii. Rośniemy, rozwijamy się, pracujemy dla Matki Planety, doświadczamy, uczymy, usychamy, cierpimy, śpiewamy pieśni, tańczymy, pijemy, przewracamy, rozkładamy, ale – nie umieramy. Wracamy wciąż. Coraz bardziej świadome, przystosowane, mądre, ufniejsze i bogatsze. Zawsze wracamy. Wy też wracaliście, i odchodziliście. Wiele już razy. A Drzewa zawsze były. Ostatni ‘’czas’’ był trudny dla nas. Zasady naszego wspólnego istnienia – zszargane i zdeptane. Braterstwo, opieka, pomoc, równość, rozwój, współczucie i szacunek należne wszystkim. Dla Drzew było naturalne aby się opiekować, wspierać. Robimy to dotąd. Wiemy, że różnorodność szczęśliwych jednostek zapewnia dobrobyt większości. To działanie silniejsze i starsze niż wszystko co dotąd poznałeś. Nie złość się teraz – na ludzi. Będzie stopniowo wszystko wracać. Zobacz, spójrz! Tyle się zmieniło. Przychodzicie już po kilka osób. Docieracie i poznajecie kolejne Drzewa. Jednoczycie się w ich energiach, a one dają siebie poznać. Chcą być poznane przez Was! Otwierają się ufnie, będąc przekonane o zmianie Waszej, jaką spowodują te odczucia. Podjęto decyzję w radzie Wiecu – działać na wszelkie sposoby. Inni – czytają i praktykują sami. A to tylko wierzchołek, bo takich ludzi jest i już zbiera się wielu…

65395413_341162893445501_4959807042052161536_n

…Czasem nawet ewoluujemy, kompletnie się zmieniamy. W coś innego. Skały tak zwane, przechowują opowieść o tych gatunkach, które odeszły. I gdybym pokazał Ci obrazy ze wspomnień Pamięci epok Ziemi, nie uwierzyłbyś. Coś Ci powiem Przyjacielu, choćbyś bardzo chciał, nie poznasz wieku Drzewa. Odkąd właściwie powinieneś liczyć? Bo istniejemy Wiecznie. Teraz.

Serce bije mi łagodnie szczęściem. Po policzkach płyną łzy. Dąb kołysze leciutko liśćmi w koronie, aż w głowie wiruje. Wiem, że to już wszystko. Znam Go dość dobrze, tak mi się wydaje. On zawsze tak z zaskoczenia. Nie musi już mówić. Choć w głowie kołacze jeszcze:
‘’ wiesz, że to co opowiadasz jest totalnie odjechane’’ ? I jednocześnie takie oczywiste. Wiem, że On nie dba o to. Ostatnie czym przejmowałoby się Drzewo to ‘’co ktoś sobie o Nim pomyśli’’. Ochoczo biorę przykład. Spisuję. A kto wie, co to słowo komu podaruje 

25. 06. 2019 – Krzesimir 🍁

54412571_10217475620469709_4584872047972188160_n

Jak postrzegają nas Drzewa?

Choć nie mają uszu, słyszą. Choć trudno sobie to wyobrazić, czują zapachy, dzwieki, energie, oraz ‘’wiedzą’’ zdarzenia. A nawet, czytać potrafią z tego wszystkiego i wyciągać wnioski. Dla Drzew Ziemska szkoła też nie jest łatwa. Nauka ogromnej cierpliwości, pokory i wiary, zwłaszcza wobec tego co obecnie człowiek z nimi wyrabia. Wiedz, jednak, że one widzą. Kim na ten moment jesteś.

Kiedy było mi zle, nie rozumiałem siebie, udawałem się do Dębu. Zawsze wtedy Krzesimir mówił coś takiego;

– Hmmm, hummmm, no i co dziś z sobą przynosisz? Ale ciekawie. Taaaak? Pokaż no się tu….

Po czym następowało ‘’badanie’’. Różnie jest ono odbierane przez człowieka, ja najczęściej czułem dotyk ‘’korzeni’’ na aurze, dotyki na ciele, łaskocące, muskające. Bywa, że drzewo ‘’wpuszcza do siebie’’ i moi wędrowni goście opisywali zjawisko pochłaniania, pogrążania się w pniu – odczucie. To już świadczy o wielkim zaufaniu drzewa. Tylko one potrzebują aż tyle czasu, żeby się otworzyć, przekonać. A to dlatego, że widzą kim / czym na dany moment jesteśmy. Energetycznie i w emocjach. Z tego rysuje się im jakby ‘’mapa’’ naszego charakteru i osobowości. Z tych energii i zastoin emocjonalnych wyczytają wszystko, także to co działo się z nami przeszłości, jak i możliwe warianty przyszłości. Przychodząc do drzewa, można uprościć, że tak jesteś odebrany: jesteś dziś strachem, miłością, smutkiem, radością, spokojem, złością, nienawiścią, a może wybuchową mieszanką wszystkiego na raz? Uwielbiają to odczytywać, a potem biorą się do roboty. Czasem same, delikatnie, nieśmiało, bo i potrafią odczuć Twą zgodę lub intencję z jaką przybywasz. Zaczyna się proces leczenia.

32768351_581201605581326_883316267019141120_n

Przytulasz. I odbierasz, jak wiele się zmienia. Zaczynasz czuć się dobrze, błogo, szczęśliwie, lekko, radośnie. Co takiego się stało? Jako, że drzewa nas widzą w sposób wielowymiarowy. Nie tylko emocje, nastawienie i stany, ale też wszelkie wyrwy w aurze, ubytki, podpięcia, blokady. Zdejmując je i udrażniając przepływ energii, powodują, że wracamy do naturalnego nam stanu czucia i bycia. I tak byśmy się czuli cały czas, gdyby nie konstrukt tego świata – matriksa. Lecz aby poznać kim jesteś, trzeba Ci było doświadczyć czym nie jesteś, abyś miał wybór, czego chcesz doznawać. I potrafił to rozróżnić. Oprócz oczyszczania aury, udrażniania emocjonalnych blokad, często zdarzało się, że Krzesimir mówił mi ‘’To nie jest Twoje’’. Po czym następował proces zdejmowania.W sensie, że emocje, czy stan z którym przybyłem, nie były konsekwencją mojego jestestwa, a podłapane z czegoś, co nazwalibyśmy ‘’polem nieświadomości zbiorowej’’. Tam upchnięte są wszystkie myślokształty, strachy, wojny, porównywanie się, ‘’problemy świata’’ słowem wszystkie dziwactwa, mające odciągać naszą uwagę od siebie. To też drzewa dostrzegają od razu. Choć mają swoje cele, większość spraw świata mało je obchodzi, dopóki nie dotyczy bytu ich samych. Wchodząc w szczegóły, uważa się, że drzewo posiada 3 centra energetyczne, człowiek zaś podają różne źródła, że od 7 do 12. Człowiek Dawnej Ziemi też posiadał 3 – więcej nie potrzebował. Chodzą teorie, że czakry, które mamy obecnie, to pamiątka po różnych kosmicznych manipulacjach wędrownych istot, ale w to nie będę wnikał  Boscy Sprawcy żyjąc w harmonii z Wszechświatem, tworzyli i przejawiali posługując się jednością trzech pierwiastków; ciała, umysłu i duszy. Dlatego też po kontakcie z drzewem, jest ‘’właśnie tak’’. Często odchodzą tęsknoty fizyczne i pragnienia cielesne. Troski znikają. Człowiek może całkowicie wówczas podążyć w kierunkach duchowych. Jest jeden haczyk…

Energia Drzew bywa bardzo silna, zwłaszcza, jeśli pozwolisz im pracować w sobie. I choć zmieniają w nas dużo i trwale, pomagając stać się bardziej spełnioną wersją siebie, czasem proces leczniczy nie do końca spełnia swoje zadanie. Bywa tak, jakbyś nakleił plaster na otwartą krwawiącą ranę. Na chwilę pomoże. Bo gdy świadomie nie wnikasz w to, co się w Tobie dzieje, zdając absolutnie wszystko na Drzewo, możesz coś przeoczyć. Bo dla świadomych, dobrze zakorzenionych w swoim jestestwie i jedności z Ziemią, nasze ludzkie bolączki i smutki wydają się nieistotne. Wtedy po prostu jego energią ‘’przykrywasz problem’’ i będziesz czuć się dobrze, dopóty energia drzewa w Tobie działa. I stare wróci. Był moment, że wydawało mi się, aby dobrze się czuć, musiałbym cały czas przebywać w lesie. Nie tędy droga. Można wtedy przychodzić do nich w nieskończoność… Nic nie zastąpi świadomego przyjrzenia się swojej trosce, a drzewo jest po prostu tym pomostem, który wycisza, daje klarowny wgląd, a czasem podszepnie, pokaże coś olśniewającego. Energetyczna praca z Drzewem to proces obopólny, gdzie oboje sobie pomagacie, wspieracie, uczycie. Trzeba pamiętać, że dla wielu które poznajemy, to pierwszy świadomy kontakt z człowiekiem, i muszą sobie nieco przypomnieć, z tego co potrafią. Poznać nas, zaufać. Co nie znaczy, że mogą nam przypadkiem zaszkodzić, nie. Najwyżej efekt jest słabszy. Samo przebywanie w ich polu, działa wspierająco.

Bywają drzewni lekarze różni. Jedni rozkładają wizyty na ileś długich sesji, inni rwą się do gruntownego zabiegu, ciekawscy, zmotywowani. Jeszcze inne pytają o radę towarzyszy, i działają grupowo, tworząc uzdrawiające kręgi. Procesy bywają różne, zazwyczaj są przyjemne, łagodne, we wzruszeniu. Ale zależy, czego się pozbywasz, co integrujesz…

Kiedy znów, znajdziesz się pod drzewem, pamiętaj, że ono Cię widzi. Całego, kim jesteś, czym byłeś, co czyniłeś. Jak filmie Awatar. Nie wstydz się tego. Pokaż mu się cały, odsłoń. Z całym szczęściem, bólem, śmiechem, wszystkim co składa się na Twoją Istotę. Ono nie ocenia tego. Nie potępia. Cieszy się, że się odnaleźliście i po prostu Kocha zagubionego przyjaciela. W Pamięci Ziemi Stwórca zapisał wzajemną Miłość ludzi i Drzew. One od dawna znają to przesłanie, Ty zapomniałeś i odkrywasz na nowo. Po wsze czasy, spleceni w istnieniu żyć będą, pomagając sobie na ścieżce poznania. Nie przyszedłeś do niego przypadkiem. Z przyjaznym szumem wyciąga rozłożyste konary, zapraszając Cię do jedynej takiej podróży 

53740592_164128277796490_3742815328447496192_n

Moje serce do Twojego serca. Świerk – Zielony Przyjaciel

Świerk prowadzi przez Mrok 🌲

Wszystko dzieje się po coś. Tak jak i zachwyt nad świerkowym lasem z wędrówką i noclegiem pod jego gościnnym okapem. O świcie ruszam dalej by oto już po kilkunastu krokach dostrzec JEGO… Ogromny, dostojny, wspaniały świerk, pręży się strzeliście niczym leśna antena do nieba. Pomost łączności. Odbieram lekkie zawirowanie przechodząc obok niego, połączone z drętwiejącym kłuciem w dłoniach. Ze zdziwieniem. Czyżby wołał? Przecież ze świerkami, bądź co bądź, nigdy mi nie szło. Zawsze ten kontakt nie wchodził w pełnię. Jakoś nie rezonowałem z ich energią, i tym samym przestałem do nich podchodzić, próbować…
Szybki rzut oka, na roztańczoną u góry w wichrze koronę, która obraca się na boki niczym karuzela, potwierdza mi świerkowe wołanie. Tak mało czasu. Tyle do przejścia…

– Zaraz, za moment do Ciebie podejdę Kochany, zajrzę tylko na to małe bagienko przede mną…

Zaskoczył mnie ten las. Z góry na mapie wydawał się niewielki. Oceniłem dawno temu, uznałem za nieciekawy… Najbliższy mojemu domostwu, sam zagubiony wycinek, otoczony osiedlami, polami, rozlewiskiem… Okazał się być ostoją przyrodniczego bogactwa, i wcale nie widać aby kręcili się tu ludzie. Łącznie cztery oczka wodne, bardzo urozmaicony stan gatunkowy drzew, w tym buki. Ich u mnie jak na lekarstwo. Przez 20 lat myślałem, że wcale nie ma. Jednak były i to całkiem blisko. Obecność buka tutaj, oznacza dla mnie wspomnienie bardzo dawnych lasów, kiedy buk dominował w rozległych puszczach. Po śladach widać, że kręci się sporo dzików, co najmniej jeden jeleń i mnóstwo saren. Przesypiają tu dzień i taką śpiącą wypatrzyłem właśnie z daleka podczas przeprawy przez świerkowe chojary. Na świecie jest już jasno. Spoglądam na zaklęte w lód bagienko, podziwiając jak w zwierciadle zimy odbijają się pomarańczowe promienie wschodzącego słońca. Zerka na mnie spomiędzy dwóch rosłych dębów bliźniaków – strażników i świadków tego magicznego miejsca. Kula słoneczna nie ogrzewa tu ani trochę, a mnie drapie nieco w gardle, po nocy spędzonej w czarnym mroznym lesie. Mimo to, dostrzegam piękno tej chwili . Pradawny słoneczny Bóg wznosi się w złotej chwale, prześwietlając dębowe konary iskrami wiecznego splendoru. Mały człowiek, Wielki Bór, i Słoneczne Bóstwo spoglądające sprawiedliwie z nad dębów. We wnętrzu dotyka mnie duch naszego dziedzictwa… Wyciągam dłonie przed siebie i spoglądam w blask. Kłaniam się Dębowym Mędrcom i Słonecznemu Dawcy Życia. Nie zamykam oczu. Karmię, nasycam się jego energią…Powietrze wibruje wysokimi nawoływaniami raniuszków i mysikrólików. Dzwięczy jak krystaliczne srebro. I pomyśleć, że pod świerkami jest jeszcze tak ciemno…

P90208-155510

Zlustrowawszy najbliższy teren, szybko wracam do świerkowego druha. Z tej perspektywy dostrzegam, że rośnie ich tu kilka takich olbrzymów, w rozwleczonej przestrzeni, świetlistej. Jest miejsce do wzrostu. Świerkowy krąg Mocy. Jeszcze badam korę dłonią i upewniam się, czy On na pewno tego chce? Dlaczego zawołał? ‘’Przecież od zawsze nie szło Ci ze świerkami’’ – spieszy umysł z odpowiedzią. A może po prostu wezwały, kiedy przyszedł na to najlepszy czas? Uznały, że ten Czeremcha nie taki zły. Mimo, że z dęby i brzozy głównie przytula. Tyle czasu dziś wśród nich spędziłem. Może się przekonały. I wyznaczyły największego spośród siebie…

Tulę się do zielonego pnia, ze zdumieniem przyjmując w dłoniach kłujące mrowienie. Silne jak przy Krzesimirze i Radosławie. Tak, energię świerków można określić jako ‘’chłodną i kłującą’’. Takie są. Potrafią też dać mocnego kopa, jeśli nie życzą sobie kontaktu. Tym razem nie jest odpychający. Oswajam się z myślą, że dziś właśnie Świerk. Zastanawiam się, czy ma jakieś imię? Podasz mi swe imię? Zupełnie nie wiem od czego zacząć… A czuję, że w sercu robi się mniej więcej tak, jak przy Dębowym Przyjacielu. Zdumiewające.

– Garion…Imię moje Garion.

Jednak mówi! Głos jego jest jednak dość odległy, bezbarwny, słabo słyszalny. Wbrew pozorom drzewa wolą się skupiać na komunikacji energetycznej, polegającej na odczuciach. Słowa mogą przyjść potem. Lub wcale. Rzadko które, porozumiewa się płynnie. Ale to… nieważne. Fascynujące jest samo to, że można doświadczać takich kontaktów na tylu płaszczyznach poznania. W myślach szybko przezywam go ‘’Gabrielem’’ – aby imienia nie zapomnieć.

Zdziwiony bardzo jesteś… A nie śpimy tutaj… Nie dosłownie. Nie głęboko. Świerk korzysta, gdy tylko cieplej. Rośnie. Trzeba być w gotowości. Czemu jesteś tak zdumiony?

Odpowiadam mu w myślach. Bo nie spodziewałem się dzisiaj jego. Że zawsze mnie odtrącały, kłuły, nie chciały. Że nigdy prawie nic nie wyszło. Co się zmieniło?

– Moje serce, do Twojego serca… Mówię mu na głos, ustami w korę.

Spoglądam w górę na roztańczony, bujający się wierzchołek. Kołyszą się inaczej niż sosny. Bardziej wykręca je na boki. Widok jest piękny, majestatyczny. Olbrzym jakby amortyzował i wygaszał całym sobą siłę wiatru. Miękkie szczotki gałązek chwytają chwilowe porywy, pniem przekazując cały ten ruch w dół do ziemi… ciągła wymiana energii… Żadnego oporu. Całkowite poddanie się przepływowi. Dlatego wzrastają tak potężne. Dlatego żyją tak długo…

P90208-154831

– Byłeś tu z nami… Tyle ‘’czasu’’. Tyle drogi. Wieczór, noc. I wtedy poczuliśmy Inne. Ty je przyniosłeś z sobą. Przyszedłeś do Nas… To miałeś poznać. Przybyłeś, zachwyciłeś się, wzruszyłeś. Podziwiałeś, dziękowałeś, mówiłeś… Dostrzegłeś aurę naszego Boru. Tyle myśli… Tyle… strachów. Nie spodziewałeś się również ich wszystkich. Tak oswojony z lasem? A gdyby nie odwracanie uwagi… czy wytrzymałbyś? Sam z sobą, tutaj? Tej nocy zmierzyłeś się nie z naszym, a z własnym mrokiem. Dogłębnie. Poczyniłeś wnioski. Zaakceptowałeś, że jest. Poznałeś się. Lepiej. Ważny krok. Tak pomaga Świerk. Teraz to ukochaj… ze mną…

Ma rację. Ta noc nie była łatwa. Wiele myśli popłynęło, i pewnie wiele jeszcze więcej by się ujawniło, gdyby nie smartfon… Zwątpienia, smutki, żale, złości… Choć było też całkiem cudownie. Ta ciemność zadziałała mi trochę na nerwy. Była niepokojąca. O ile w ‘’zwykłym lesie’’ nocą cokolwiek widać, tak tutaj… I nawet nie było gwiazd między gałęziami. Tylko My i ciemna pustka ciszy. Czasem ‘niepokojący’ szelest maszerującego zwierza. Paradoksalnie, przynosił wtedy ulgę. Czuję jak On ukochuje… Choć kłębi w całych piersiach, a nie dokładnie na sercu jak z Dębem. To jest bardziej rozległe. Poddaję się temu. Dziękuję mu w myślach, chłonąc iglaste wsparcie, z pełnym otwarciem.

– Unikałeś, nawet i w przesłaniach wchodzenia głębiej na to, co odtrącało. A cień ludzki… jest obecny. Teraz znasz i swój. Nie bądź iluzją. Bądź prawdziwym sobą. Gdy drzewo zostaje rozdarte, czy próbuje to ukryć? Gdy się przewróci? Jest jakie jest. Widziałeś naszego brata w borze. I my go akceptujemy kim się stał, i on – swój los. Mimo tej rany, nadal pozostał sobą. Jednym z nas. Jest wspierany. Przynosisz nam Inne. Dawno tu tego nie było. Nigdy. Nikt nie rozmawiał, nie cieszył się, nie tulił. Nocą, pozwoliłeś sobie być sobą w pełni. I dlatego dziś jesteśmy z Tobą. Przecież czujemy i widzimy, pamiętasz. Nawet jak nie odpowiadamy. Moi młodzi druhowie radzili się równie zdumieni. Poza Twoją percepcją. Potrafimy się uciszyć, dla Ciebie i innych. Ja Cię odbierałem w borze nocą. Że tam jesteś. Postanowili jednego wyznaczyć, aby przekazał. Tak najlepiej. I często tak jest, że społeczność Drzew wyznacza jednego dla porozumienia. Strumieniem, zasilają jego jednego. W ten sposób łatwiej dotrzeć do Człowieka. Dlatego czasem słyszałeś więcej niż jedno. Wyczułeś mnie idąc, zatrzymałeś się. Dobrze. A praca z ludzmi i drzewami nie będzie łatwa. Powinieneś znać jak najwięcej. Topole zaprowadzą do Światła, Świerki pomogą przejść przez Cień. Takie jak zawsze było Twoje nas odczucie, taką prawda jest. Cieszy nas, Twoje postrzeganie, widzenie. Piękna w tym co tu jest. Bez oceny. Oceny przydatności. Popatrz, gdyby więcej wielu z Was odczuwało podobnie. Ile wspólnego wzrostu, rozwoju, uzdrowienia, spokoju dla Ludzi i Drzew. Harmonia, Istnienie, wzajemna nauka. Wy o sobie, przez Nas. Tak doskonale. Tak dogłębnie. Przyjemnie, zdrowo. Czy to mało?

Nie potrafię mu odpowiedzieć. Zamiast tego proszę, aby zajrzał do mojego wnętrza. Zobacz, że ja nie z tych… Nie z tych którzy krzywdzą, wycinają. Chociaż On wie. Jakoś mi się przykro zrobiło z tym jego pytaniem. Trochę, za nasz gatunek. I dzięki temu już wiem, że Świerki nie unikają tematów trudnych. Można by powiedzieć, że to ‘’nieokrzesanie’’ trochę. Nie… to po prostu… Prawda.

Przed zamkniętymi oczami ”dostrzegam” znów to bagienko, jednak trochę inne. Nieco większe. On pokazuje. Zewsząd otaczają je sarny. Chyba z trzydzieści. I piją. Jedna przy drugiej, niemal z precyzją odstępu otaczają cały zbiornik. Czy mogło być tu ich kiedykolwiek aż tyle? Dlaczego mi to pokazujesz?

– Bo…Kochasz je…I cieszy Cię to. Drzewo widzi w energiach. Twój umysł człowieka, potrafi z niej przekazanej stworzyć obraz jaki był. Aby był dostępny dla zmysłów. Pamięć Przestrzeni. Nie tylko Ziemi. Wszystko można zobaczyć. Co było najpierw, i co być może. I dużo więcej. Są Drzewa lepiej czytające z tej, inne z drugiej. Dla Ciebie, prezent nasz. Podziękowanie, za to co przyniosłeś. Wspieramy. Kochamy. Las cały, chce się rozwijać, żyć, zmieniać, poznawać przez doświadczenie. Jak Wy. Tego nam trzeba. Najbardziej.

Wzruszenie wypełnia moje Istnienie, a ja wiem, że to nie jedyny podarunek otrzymany dzisiaj. Na mnie powoli czas. Reszta herbaty w termosie, straciła po nocy swą gorącą moc. Mimo naładowania lasem, trzeba wypocząć i się ocieplić. Choć nie jest mi łatwo się z Nim pożegnać. Tyle niespodzianych wieści. Tyle wymiany. Znów, uzdrowienia jakiegoś – czegoś. Wędruję ponownie przez świerkowy zagajnik zielonych młodzianów. Jakże inaczej się czuję niż dnia poprzedniego. W jedności, ugoszczony, zrozumiany, wreszcie przyjęty do iglastego grona…Kłujący Druhowie. Od teraz również jesteśmy Braćmi. Rozglądam się wokół, a oni wszyscy kołyszą się delikatnie, szemrząc coś z zadowoleniem…

🌎 Pamięci Gabriela, Świerkowego przyjaciela z Mrocznego Boru

P90208-154852

Krzesimir – czas się dokonał

Był to czas rykowiska. Tamta noc upłynęła mi w pogoni za słuchaniem ryczących, wyjących, charczących i bekających byków. Ależ grały! Ma się wrażenie, że mocarna wibracja tych dzwięków przywraca wszelkim zakątkom ducha dawnej pierwotności. Ostatecznie, po objechaniu niemal całego lasu, wylądowałem u swego dębowego przyjaciela. I…dokonało się.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gaszę czołówkę szybko, bo zlatują się do niej ciekawskie nietoperze.Drzewo wita się spontanicznie, żywiołowo. Nie spodziewał się mnie tu chyba dziś, tak samo jak ja nie planowałem go odwiedzić. Rzuca mi w dłonie drętwiejącym ciepłem, to znak dla mnie jego świadomości, kontaktu i radości. Płynie energia. Po paru godzinach włóczenia się w ciemnicy, nie ma już we mnie niepokoju. To szczególne, bo kiedy nie ma księżyca, bywało że lekki strach trapił, powodując czujną uwagę. Kiedy widzieliśmy się ostatnio, nie potrafiłem siedzieć naprzeciw niego pogrążony w zupełnej ciemności, i czas ten spędziliśmy przy diodzie. Bardzo nie lubi, kiedy na niego świecić nocą, i upomina aby zgasić, sypiąc na głowę żołędziami, których zda się mieć nieskończoność. Dziś siadam ufnie w ciemnicy i razem słuchamy byka nisko mruczącego w zagajniku. Ileż dąb musi na ich temat wiedzieć! Gdzie chodzą, i w których miejscach ryczą, o jakich porach. Przecież jest tu ciągle i słucha, i obserwuje. Obdarowuję go ciepłymi słowami, wyrażając swą radość i płynące…uczucie. On milczał nieco przez ostatnie wizyty. A dzisiaj bardzo pobudzony. Tak przyjacielu, będzie w końcu deszcz! Śpiewały o tym i Topole na szlaku. Ale Ty już o tym wiesz, bez konieczności znania prognoz. Cieszę się razem z nimi. Bo to powód ich przedłużającej się ciszy. Trudno radośnie śpiewać, gdy gardło wyschnięte na wiór. Poprosiłem ostatnio wszechświat o ulgę dla moich drzew, i na drugi dzień popadało umiarkowanie dobę. Ale to stanowczo za mało. Jak na tyle suszy, i potrzeby spragnionych olbrzymów. Delikatnie kłuje punkt w plecach. Ej, dlaczego mi to robisz? Wszystko w porządku?

– Rozkrzyżuj nogi… Słyszę cichą prośbę. Spełniam ją w mig. I kłucie raptem znika.

Opowiadam dębowi o wszystkim co się zdarzyło ostatnio, coś o ludziach jakich poznaję. O tak, ‘’lubi weryfikować’’ moje znajomości. I nigdy się nie myli… Ja z umysłu nie dowierzam często, i o dębowej racji przekonuję się zazwyczaj boleśnie po czasie. Zaczynam opowiadać o książce, i o moich wątpliwościach znów, pytam co Ty na ten temat uważasz? I dlaczego od pewnego czasu jest między nami tak, określiłbym, inaczej? Dlaczego miałem wrażenie, że wręcz pchasz mnie do innych drzew…

Kropka seledynowego światełka miga obok. Raz, drugi. Nie, musiało mi się przywidzieć. Dąb szumi…Błyska drugie z prawej! Co to ?? Wygląda jak znane świętojańskie robaczki. Ale 20 września? Albo przyroda nadal w szaleństwie, albo to inny gatunek, lub po prostu czegoś nie wiem. Nie świeci ciągle, tylko błyska i znika w ciemni. Dopadam tam z latarką i… niczego nie znajduję. Spadają na raz chyba trzy żołędzie. No tak… Przecież często porozumiewał się przez zwierzątka. Dzisiaj błyska zielonkawą magią.

– Czas nasz się dokonał. Dobrze czułeś to od dawna. Tylko nie chciałeś uwierzyć, przyjąć. A…to takie trudne? Mówiłem Ci i pokazałem. Wszystko jest zmianą. 

Głos jego jest dziś taki wyrazny, czysty. Inny niż bywał wcześniej, choć ton podobny. Zupełnie się zmienił…Nie poznaję. Taki męsko – anielski. I trochę buntuję się przeciw temu co powiedział. Nie rozumiem chwilowo. Daje mi wgląd…i pojmuję.

23659549_321574431652345_8997142696899530726_n

– Wszystko, czego Ci było trzeba na tamten czas otrzymałeś i przyswoiłeś. Co trzeba uleczyłeś…Sam przecież widzisz… Nie jesteś już tym zapłakanym, smutnym, bezsilnym chłopczykiem, jakiego zawołałem do siebie tamtego dnia. Z początku nawet i to starałeś się wtedy ukryć. Choć wiedziałeś, że jak i tak wiem. Jak mogłoby być inaczej? Zobacz, że nawet energię dębową przepuszczasz już inaczej. Nie upajasz się urojoną siłą. Zmieniły się odczucia. W polu duszy pieczęć nasza odcisnęła się i zrobiła swoje. Gdzie się podziały Twoje wątpliwości i brak wiary? Wracasz już do nich tylko z nawyku umysłu. On też z czasem przestanie. Ufnie działasz. I ja Ci więcej dać nie mogę… Dlatego inne drzewa, poznawanie ich energii, znaczeń, tego co chcą przekazać. Przed brzozami bardzo się opierałeś… A spójrz ile Ci dały radości. Potem Klony, Wierzby, Jesion. Następne odkrycia przed Tobą. Zdecydowania nabrałeś, zaufania, odwagi. Bólów przykrych ducha i umysłu nie ma… A jako, że życie jest podróżą i zmianą tak je traktuj. Nawet dla nas drzew jest takim, choć pozornie – widzisz. Jeszcze nie raz się zaskoczysz. Dlatego już, nie musisz tracić na mnie czasu. Nie poczuwaj się przychodzić i siedzieć. Odwiedzaj kiedy zapragniesz. A po innej przyjazni, będzie kolejna. Nasza się nie kończy. Każde z nas już na zawsze zostanie przy Tobie.Nawet jak nie będzie odwiedzin. Bo kiedy z nami się szczerze porozumiewasz, tak w duszy zapisuje się pieczęć. Dlatego kolejne drzewa już wiedzą. One to rozpoznają. Czytają, jak z książki. Dlatego, jak zauważyłeś od jakiegoś czasu nie musiałeś każdemu opowiadać całej swej historii. Wystarczyło dać wgląd do siebie, pokazać i one wiedziały. Dlatego to tak płynie. Po tym wszystkim, pora na brzozową lekkość, taniec i uśmiech. Tego Ci brak. Tego dusza pragnie. Wyzwalaj je. Śpiewaj, wiruj, skacz! I płacz radośnie też przy nas. Zobaczysz co się dziać będzie z Twoim nastrojem i energią. 

Ma rację…długo opierałem się przed tą prawdą. I to nie jest kwestia czyjejś decyzji, wyboru, tylko tego co się dzieje. Mojej i jego zmiany. Stają mi przed oczami wszystkie nasze chwile. Wszelkie emocje, stany, słowa, znaki, opowieści, które były nam dane. Obserwacje, wieści, zwierzęta jakie nam towarzyszyły, wskazówki, znaki. Uśmiech, smutek, miłość, radość, gorycz, przygnębienie, żal, wzruszenia, beztroska, tęsknota, bunt, opór, lekkość, czułość, bliskość.. Czego to nie było.Ta cała podróż…To już? Wdzięczność. I płaczę. Ale jak to koniec z tym? Krzesimir, ja tak nie mam jak Wy! Że bum i zmiana, ja się bardzo ‘’przyzwyczajam’’, kocham, tak, kocham szczególnie mocno i długo. Przecież rozmawiamy na luzie. I tak będę Cię odwiedzał. Myślę w łzach… Że to za mało. Takie poczucie, że za mało dla nich robię. Jeden mały człowiek, kilkadziesiąt czytelników, zasięg też niewielki… Opowiadam mu o książce. Pytam, czy na pewno powinienem ją spisać. Ohh..! Posypały się żołędzie z trzech dębów wokół. Krześ się rozszumiał. Wystarczy zamiast słów. Zadaję pytanie, które mnie trapiło od czasu najbardziej:

Krzesimir, a jak Ty uważasz, czujesz? Powinienem zawrzeć w książce nasze opowieści, rozdział z Tobą, przesłania od innych Drzew? 

Zielonkawe miga. Z jednej strony, z drugiej. Stukot żołędzia lecącego po konarze. Dinks! Uderzył w rower. I drugi i trzeci, naprzeciw mnie. Szum korony. Na dłoni ląduje półprzyschnięty liść.

52105025_2346292698738939_2805369476927717376_n

Dobrze… Wszystko w niej będzie. Tak jak to było. Nikogo nie pominę. I niczego. Nawet Świerka – Zbójnika. Dąb wibruję mi ciepło przy sercu. Odbieram, że mam już wstać. I się przytulić…jak dawniej. Tak było z początku, podczas naszych sesji. Komendy; wstań, siadaj, połóż się, przyłóż czoło, stopy, przytul się plecami. Jest 3 w nocy. Jesteśmy tu sami, my, gwiazdy, i jelenie. I robaczkowi błyskający dziś magią towarzysze. Tulę się szczególnie mocno, obdarowując jego korę wdzięcznym pocałunkiem. I coś mi świta…Jak mogłem?? Dlaczego TOBIE akurat, nigdy prawie tego nie mówię?

– Kocham Cię Krzesimir. Jesteś cudem wszechświata. Dziękuję Ci za wszystko… 

Ciepłe tchnienie miękkiego ‘’puuchhhh’’ spływa nagle jak walnięcie obuchem. Puchem bardziej. Kręci mi się w głowie, i ledwo stoję. Ale to wszystko przyjemne i lekkie. Dębowy odzew wdzięczności. Chcę go poczuć jak najpełniej. Teraz trzymam dłonie centymetr od kory i odbieram jego otulinę. Jest cieplutka i spływa w dół. Ręce zlewają się z tym przepływem, i powoli przestaję je czuć. Jakby się rozpłynęły… Przesuwam nimi tuż nad korą, robiąc coś w rodzaju ‘’ głaskania energetycznego’’ . Nie wiem co robię, ale czuje, że właśnie teraz tak trzeba. Jemu się podoba. Spoglądam w górę i patrzę na biało – ciepłe światło wirujące na styku pnia i korony. Kula.To jego centrum energetyczne… Duchowe jego serce, i główna czakra. Jedna z trzech podobno. Znika mi i pojawia się. Moje dłonie cały czas przesuwają się wokół pnia, stopione w płynącym ciepełku. Teraz podnoszę ręce wyżej. Zaczynam kołysać się tak, jak robią to drzewa. Bujamy. A on zaczyna ze mną. Jak mocno! Szczytowe gałęzie zdają się machać w rytm moich dłoni. Mam wrażenie, że robimy coś pradawnego, i ten drzewny, kołyszący taniec, to coś, co znali dobrze nasi szamańscy przodkowie. Przed oczami stają obrazy – kobiety dziko tańczące na polanie, w szum drzewnej potęgi razem z nimi. Salwa kilku żołędzi. W takich momentach przekonany jestem głęboko o tym, jak bardzo żywe i świadome są to istoty. Kiedy raz choć tego doświadczysz…Już nigdy nie będziesz potrafił ich skrzywdzić. I kiedy piszę te słowa, brzozy za oknem zdają się doznawać szumiącej euforii. Nagły łoskot w zagajniku. Czujność. Chwilowy sztorm myśli.

– Hej, powiedz, że nie prowadzisz mi tu jelenia? 

Już nie raz i nie dwa, obdarzył mnie pięknymi widokami zwierząt zachowujących się niefrasobliwie w naszym pobliżu. Jakby wiedział, że kocham takie momenty i zacieszam z nich szczególnie. Co też tam się skrada?

– Beeeeuuuuuuuuuuu buueeeeeee …. !

Niskie, nieco koźlęce buczenie jeleniowego byczka. Jednak mnie obdarował. Kochany Dąb! Z tak bliska nie słyszałem podczas dwóch ostatnich nocy zasiadki. Ale on nie zamierza tu koncertować. Jest już czwarta. Z chrzęstem toczy się gdzieś dalej. Plan był taki, że miałem siedzieć w czatowni do świtu, z nadzieją, że rankiem zobaczę jelenie świętujące czas swojej miłości na przyleśnej łące. Buczały jednak na tyle daleko, że odpuściłem sobie ten pomysł. Pora nam się pożegnać Dębowy Bracie…Choć gdybym kiedyś mógł, zostałbym tu pewnie z Tobą na zawsze, w gwiezdnej ciszy jedności, z wiatrem, deszczem, słońcem i wszystkimi wędrującymi zjawami lasu…

– Patrz na nas jak na istoty wielowymiarowe…

To rzuca mi jeszcze na pożegnanie.

43951573_2106068622990437_5274859888399351808_n

Krzesimir i jego leśni przyjaciele. Wizyta jeleni.

Wreszcie pokazał się księżyc! Przez cały czas pełni, schowany przewrotnie w szarych kłębach nocnych chmur, dziś raczył spojrzeć i posrebrzyć czarem uśpione pola. Magii dopełnił szron, będący pokłosiem narastającego mrozu. Widząc za oknem takie warunki, wiecej nie było mi trzeba. Pora ruszać, by powędrować z chrzęstem marznących grud, w pustce ocukrzonych bielą połaci.

Nad polami unosi się lekka mgiełka. To nieco dziwne, biorąc po uwagę nieznaczny wiatr. Przyćmiewa perspektywę bardziej na horyzoncie, z bliska widać wszystko normalnie. Za dużo uwalniającej się z gleby wilgoci, przy znacznej różnicy temperatur. Po paru kilometrach rowerowej jazdy, nadal mi chłodno. Pora sięgnąć po zapasy z plecaka, jeśli mam tu wysiedzieć ciut dłużej. ‘’Góra’’ ubioru przedstawia się tak: koszulka długa + krótka + długa + lekka ocieplana bluza, i tak samo lekka puchata kurtka. Po około 10 minutach zimno zaczyna przedzierać się przez tą zbroję. Wkładam więc na całość większą kurtkę ‘’miękką’’, która ma za zadanie zaizolować poprzednie warstwy, zatrzymać ciepło i wytłumić szelesty. Sprawdza się to. ‘’Dół’’ to kolejne 4 warstwy, 2x kalesony i 2x spodnie dresowe, na które wsuwam właśnie następne ocieplane. Kto nie siedział przynajmniej godziny nocą na mrozie w bezruchu, nie zrozumie… I dlatego, jeśli zabieram gościa z sobą, zawsze informuję o potrzebnym ubiorze, co czasem przyjmowane jest ze zdziwieniem. ‘’Coo, aż tyle?’’ Zdziwienie ustępuje zazwyczaj po pierwszej godzinie wspólnego czuwania, kiedy ktoś pyta, czy jednak nie mam plecaku jeszcze czegoś do ubrania 

Czas mija mi zasłuchany w kryształowej ciszy, przerywanej delikatnymi trzaśnięciami chodzących w oddali zwierząt i chrypieniem kozłów sarnich. Można sobie wtedy gdybać – na co alarmują? Czasem zwierzaki reagują tak na siebie samych – kozły podnoszą wrzask, słysząc innego idącego kozła, albo hałasujące stado dzików. Trochę to śmieszne. Kostnieją palce u rąk, mimo rękawiczek. Korpus i nogi nadal ciepłe. Ratuje się gorącą herbatą z termosu, i wtedy zastanawiam się, czy jest większa rozkosz niż siorbanie takiej mikstury z cytryną na mrozie. Jest. Raz wziąłem zupę. To dopiero był smak! Zwariowane myśli z dnia wreszcie się uciszają, a ja powoli odczuwam więz z lasem i kieruję uwagę ku drzewom. Gdy zamykam oczy, dokładnie pośrodku ukazuje się znów jasnożółta plama, przybierająca wirujące, energetyczne kształty. Chwilami układa się w formę Kwiatu Życia. Dawniej widywałem to tylko przy medytacjach, teraz wystarczy zamknąć oczy. Obok tego klaruje się zarys jakiejś wierzby, która zdaje się wołać o kontakt. Nie potrafię wychwycić gdzie jest. Pytam las o różne rzeczy… Przecież nie zaszkodzi. Przypominam sobie o jeszcze jednym przesłaniu jakie mam do napisania dla kogoś, i znów pytam…Bez konkretu, tylko, co powinienem przekazać? Pojawia się zimorodek. Trzeba będzie zagłębić się w jego znaczenia…

46801054_10155559535066082_1321531110215122944_n

Kiedy otwieram ponownie oczy, majaczą się przed nimi sylwetki ogromnych topól. Drzewne fantomy, i wspomnienia pamięci przestrzeni. Mrugam szybko kilka razy, znikają. Zastanawiam się, czy mogły tu kiedykolwiek rosnąć. I po chwili zdaję sobie sprawę z głupoty tego rozważania. Las natychmiast odpowiada:

-Znasz już rolę poszczególnych drzew. Wiesz jak wygląda proces zmiany. Co w tym dziwnego?

Tak… bo każdy gatunek inną otrzymał rolę w procesie rozwoju lasu. Geniusz tylko mógł to wymyślić. Jedne drzewa żyją szybko i krótko na siedliskach ubogich, jałowych, a odchodząc swoim próchnem poprawiają warunki glebowe dla innych, bardziej wymagających, nawet zmieniają środowisko w którym żyją. Robią to tylko dużo dłużej niż my. Finalnie, każde z drzew otrzymuje niszę, w której może się rozwijać. I nie w konkurencji, a wsparciu i świadomości wszelkiego przemijania oraz zmian. Najtrudniej pojąć to człowiekowi – ‘’koronie stworzenia’’ uznającej siebie za wcielenie wszelkiego zrozumienia.

Odległe smugi przemieszczają się polem na granicy widoczności. Nie sposób rozróżnić co to. Chyba dziki. Odprowadzam je wzrokiem, póki nie znikną w mgiełce zaświatów… Dwa ostre czarne cienie pojawiają się nagle znikąd. Po sposobie poruszania rozpoznaję sarny. Nie są w stanie mnie tutaj zobaczyć. I tak to właśnie jest z tym zwierzęcym światem – cały czas w ruchu. Dlatego, paradoksalnie najlepiej przybliżyć się do niego tkwiąc…w bezruchu 
Miałem jeszcze odwiedzić Dąb. Jednak dziś odbieram od niego jakby jasny sygnał, żeby nie przychodzić. A może tylko mi się zdaje? Dlaczego miałby tego nie chcieć? Jestem przecież tak blisko. Przejdę się, rozgrzeję…

Zbliżam się ostrożnie, podążając zamarzniętą koleiną po traktorze, aby było wygodniej i nie robić hałasu. Jest. Potężny. Za nim wisi ubywający złoty księżyc. We wnętrzu zaczyna kołatać mi radość. Przyjacielu Kochany! I gdy robię parę kroków ku niemu, dwa cienie odrywają ze skraju lasu i pędzą w susach obok mnie. Dwie sarny. Byłem przekonany, że przez ten czas poszły dużo dalej. Po chwili wybiega jeszcze z hałasem locha, z grupką młodych. To dlatego miałem się nie zbliżać! Aby ich nie straszyć. Jego zwierzęcych przyjaciół, z którymi przebywa sobie w harmonii nocą. Teraz jest mi naprawdę szkoda…Gdybym tylko wiedział, nie podszedłbym i dąb o tym wie. Przecież wiedziałem. Tylko zignorowałem odczucie. Kolejna ważna lekcja. Cieszy się, że to pojmuję. We mnie szczery żal za sytuację. Przepraszam go, bardzo, bardzo… Szumi uspokajająco. I chyba ten mój prawdziwy żal, powoduje wszystko to, co dzieje się dalej. Tulę Go i opowiadam co u mnie. Uwielbiam przychodzić ‘’bez problemów’’ – kiedy możemy po prostu pogadać, wymienić się wieściami, i po prostu sobie pobyć razem. Choć u mnie dużo zmian, nie pokazuję zbyt wiele. I tak wszystko wie. Chyba one wszystkie chciały, abym wreszcie był w takim stanie, w jakim jestem dzisiaj – w pełni szczęścia, spełnienia, bez odczucia braku czegokolwiek. Mam nadzieję, to odczucie pozostanie już długo ze mną. Dąb nie spał. Przywitał się dość szybko. Opowiadam mu znów o planowanej książce, i proszę je wszystkie o wsparcie, aby się to udało. Książkach. Właśnie… Krzesimir, a co uważasz o osobnej, z przesłaniami Drzew Mocy, i wszystkich naszych historiach, oraz innych? Byłyby one świadectwem, jak Drzewa pomogły ludziom. Ponad 60 przesłań.
Jak na komendę odzywają się gromko kozły saren, a one wszystkie zaczynają się kołysać. Dla mnie to mocna i jasna odpowiedz. Te moje pytania muszą je nawet irytować pewnie. Ale ja już tak mam.

a09dfba6046b70c6efc4af142f1e8b31

Stoję pod nim wtulony lekko, oparty bokiem. Jak dawniej. Proszę aby oczyścił aurę, i zabrał wszystko co nie służy na ten moment, choć już z dawien nie miałem zamiaru kierować takich próśb. Bo czasem się zastanawiam, jak one do tego podchodzą. Może też nie chce, i nie ma akurat nastroju? Jednak zaczyna dziać się szybko. Nagle zaczynam płakać, a przez ciało przelatuje drżenie. Nie z zimna. Dygot idzie z góry, i kończy się na lewej nodze. W niej się zatrzymuje i nie chce przestać. Coś z tym trzeba zrobić. Potrząsam nogą ileś razy, jakbym kopał. Przychodzi…to z czym trzeba się dziś pożegnać. Wsłuchuję się w odczucia nazywam czego dotyczy i odsyłam do Światła. Drżenie ogarnia całe ciało, tym razem przemieszczając się pod górę. Głęboki wydech. Poszło. Uspokojenie. Dąb pulsuje falami ciepła. Nie przestaje mnie to zaskakiwać za każdym razem. Wyczuwam na policzku. Wtem dostrzegam ciemne sylwetki zmierzające do skraju na którym stoję. Szybko się zbliżają. Czyżby dziki? Są cztery. Gdy są wystarczająco blisko, poznaję jelenie. Łania z dwójką mniejszych i z tyłu jeden duży, chyba samiec. Poznaję po łyżkowatych uszach i większej niż u sarny sylwetce. Dziwne stadko. Zatrzymują się nieopodal pod innym dębem i tam nachylają raz po raz. Znowu zdziwienie. Przyszły ‘’na żołędzie’’? Rzadkie zjawisko obecnie, kiedy na polach zalega w bród wszelkiej żywności, począwszy od resztek kukurydzy, przez różne oziminy, na stertach buraków kończąc. Tymczasem zaczynają się zbliżać do nas. Ogarnia mnie jeszcze większy bezruch – wiem jak doskonałe są zmysły jelenia. Łania idzie tą samą koleiną co ja, i węszy w dół co i raz. W końcu szedłem tamtędy przed dziesięcioma minutami. Musiała powziąć podejrzenie. Za nią dwa mniejsze. Przystaje i świdruje ciemność ślepiami, w moim kierunku. Twarzy tak łatwo nie rozróżni – rozmywa się w srebrnych refleksach księżycowych promieni. Tkwię cicho, ledwo oddycham. Wiem, że w takiej odległości usłyszy nawet moje przełknięcie śliny. Pozwalam by wypełniała mi usta. Ogarnia mnie znów nieco żal i strach, bo jeśli mnie wyczuje, uciekną wszystkie. Bardzo tego nie chcę. Posyłam do niej jak najcieplejsze uczucia, jakie w tym lekko napiętym spokoju jestem w stanie wzbudzić.

– Kocham Cię. Jesteś bezpieczna. Jesteście bezpieczne. Nic wam nie grozi.

Mówię im to w duchu. Czas upływa w nieufnym sondowaniu podejrzanego pnia – mnie. Jestem ubrany tak, że zlewam się z dębem. Ona się nie rusza. Ale napięcie zelżało. Widzę, że obraca już głowę w drugą stronę. Przypominam sobie różne sytuacje jakie tutaj już z Dębem, zwierzętami i mną się działy, i błyska szybka myśl, Krzesimir! Ty jej powiedz, że nie ma się czego bać. Że są bezpieczne. Od Ciebie przyjmą najprędzej. Tkwimy tak wszyscy znów z dziesięć minut. Nie jest mi łatwo, w świadomości, że najmniejszy ruch czy szelest skończy się katastrofą sytuacji. Ale odbieram od zwierząt niejakie uspokojenie. Sam już taki się stałem. Ciało zlało się w głaz. Przestałem je czuć, jakbym całkowicie zatracił się z istnieniem w drzewnym pniu, o który się opieram. I nagle dzieje się cud. Łania zamiast ruszyć dalej polem, kieruje się ukosem do dębu i lezie na skraju lasu. Jest jakieś 7 metrów ode mnie. Kiedy znajduje się na mojej wysokości, zamieram jeszcze bardziej na ile to możliwe. Cielaki po chwili podążają za nią. I nie widzę ich, choć wiem, że stoją na drodze. Po chwili słyszę jak cała trójka z szelestem zmarzniętych liści, zanurza się w księżycowy las. Tamten większy gdzieś zniknął. Odchodzą powoli i w spokoju. Jakże dziękuję! Ogarnia mnie niewypowiedziane wzruszenie. Choć jak najciszej, wylewa się ze mnie i zaczynam ryczeć z wdzięczności. Wiem, że to dar dębu. On wie jak kocham. I nie raz ‘’przyprowadzał’’ mi wprost pod siebie różne zwierzęta bliziutko. Nie potrafię się uspokoić. Jest mi głupio – zarówno, że czasem wątpię, a dwa, że czasem po prostu nieco wstydzę się to wszystko opisywać. On rozumie. Szumi resztkami liści, i gdy spoglądam w górę mam wrażenie że jego korona wiruje na tle gwiazd. Patrzę w nie, gapię w księżycowe prześwity z nad gałęzi i tak się cieszę, że jesteśmy tu wszyscy razem. Nagły dudniący chrzęst wyrywa mnie z beztroski. Obracam się gwałtownie twarzą do pól i dostrzegam tylko szare smugi czegoś niedużego biegnącego wprost na mnie. Bum! Jeden przemknął jak rakieta tuż pod dębem, drugie uderza mi w kalosz, po czym galopem gna dalej. Sekunda i nic nie widać, szura tylko echo liści. Co to u licha było ?? Nie mam pojęcia. Nie zdążyłem się przyjrzeć. Obstawiam zające lub lisy. Sytuacja wyglądała tak, jakby leciały z pól nieświadome mojej obecności, goniąc się. Coś takiego pierwszy raz. A może to lis goniący zająca? Krzesimir… To znowu Ty i Twoje drzewne czary. Moje potwierdzenia. Moje lekcje. Że to wszystko co się dzieje, nie jest snem, ani wymysłem. Zdecydowałem się wejść w las głębiej – i po prostu z Wami doświadczam tej głębi. Teraz nie można się już wycofać. Pokażą tylko więcej.

Znów płaczę wtulony w Niego, nie wiem jak długo. Bo i czasem nie pojmuję tego czym jestem obdarzany, ani zaufania, wszystkich leśnych darów naszych spotkań. Odchodzę kilka metrów w pole, aby przyjrzeć mu się w całości. Ogromna istoto. Jego księżycowy cień, pokłada się wzorem na skostniałej ziemi. Teraz się widzimy. Kochany Brat. I choć chcę wracać, nie potrafię się pożegnać. Podbiegam raz jeszcze i tulę najmocniej, jakbyś żegnali się na nie wiem jak długo. Chcę wyrazić mu moją wdzięczność. Choć przecież wiem, że odczuwa mnie bardziej niż ja jego, i mogę tu przyjść każdego dnia. Dziś za wiele nie opowiadał. Odpowiedział na pytania osobiste, które mnie nurtowały. Głos dobiegał bardziej z oddali, jakby on sam przebywał jeszcze gdzieś indziej. W takich chwilach mam wielką ochotę…po prostu stać się drzewem. Pytam go, nie wiem czemu…

– Krzesimir, a Ty mnie Kochasz?

Ledwo kończę pytanie, drżenie liści i ruch pozornie ciężkiej korony, stają się ciepłą odpowiedzią.
Potęga wzruszenia. Ciągle czasem nie mogę się przyzwyczaić, że one tak, i że to wszystko tak się wydarza. Kiedy wracam, sowa pójdzka zalatuje z ciekawością. Okrąża mnie dwa razy, niemal muskając głowę skrzydłem. Nawet jeśli to wszystko sen, to i tak najpiękniejszy jaki mógł mi się przytrafić ❤

42189882_1105488736291938_8742205214301356032_n

Wierzba – Szelest bagiennych zjaw.

Przesłanie to spisane zostało dla pewnej szamanki, która dopiero wkracza na swą ścieżkę. Ileż radości mi sprawiło, nie sposób wyrazić. Energie wierzbowe zawsze objawiają się w pierwotnej potędze, zaglądając w sekrety pradawnej magii, zabobonów i legend. Przekaz ten jest o tyle wyjątkowy, że po raz pierwszy zamiast Drzew Wskazujących, pojawiło się coś niespodzianego.

W wierzbowym zakątku…
Tam szukaj wsparcia swych planów

Biegną tu ścieżki wątku, 
Na odwiecznym szlaku szamanów,

Pokłoń się wody kapłance, pani bagiennych żywiołów,
Bacz by nie tracić w walce, energii dla psotnych chochołów.

Skrzat w dziupli zmurszałej, ogniste wypuszcza iskry,
Pyta dziewczynki małej, czy duch jej w pełni jest czysty.

Noc się zakrada z szelestem, cieniem okrywając sitowie
Opowiada wraz z mroku chrzęstem, o czym śpiewają skrzatowie.

Sowa w mądrości wcieleniu, na spróchniałym pohukuje konarze,
Straszy tym co przeszkadza w spełnieniu, odwagi trzeba Ci w darze.

Zjawa z mgłami przybywa, szeleści w krainie szuwarów, 
Zmysły zaklęciem okrywa, przenosząc do dawnych wymiarów,

Czarownic drzewo przodków swych słucha, zaglądając w arkana czasu,
Chce przygotować Twojego Ducha, byś magię sławiła lasu.

Życie, istnienie, i upór, mieszkają w pozornej śmierci,
Wiedźmy swe czary wskrzeszają, czytając z pradawnej pamięci.

Bóbr chrobocze u pnia, końca już wieszcząc nadejście, 
Nowego blask świta dnia, przestrzeni zwiastując przejście.

Z czym do nas przychodzisz wreszcie,
Osobistej dokonaj spowiedzi,

Gdy ziemi i wodzie zawierzysz, objawią się odpowiedzi.

Świat to nie zawsze piękny, ten w którym chcesz się zanurzyć
Pytaj o radę wierzby, z listowia będziemy Ci wróżyć.

Jesienną słotą i wichrem, tam czarujemy przy szarej strudze,
W deszczu szaleństwa ulewy przykrej, z wszelkich oczyścisz się złudzeń.

Baśnią świat się zasnuwa, w gawędzie istot wszelakich
W oparach mokradeł mglistych, snem się kładą majaki.

anypics.ru-64672

 Wierzba – Kapłanka dawnej magii i Wiedźma żywiołów.

Wiedziałem, że z wierzbą będzie ‘’grubo’’. Zwłaszcza w Twoim przypadku Trzęsło mną tak delikatnie, podczas płynięcia tego wiersza, i wiem gdzieś tam, że on nie jest jeszcze kompletny. Aby odnaleźć Twoje Drzewo, udałem się na kilkugodzinną wyprawę. Trafiłem nad bagno przy którym jeszcze nie byłem, okolica dzika, piękna, pradawna. Tam napotkałem wierzbowe cuda, nie wiem, jedno to drzewo, a może kilka? Poskręcane, płożące, powalone, żywe, martwe, wypróchniałe, dziuplaste, wreszcie rosnące ku górze. Nadgryziona przez bobra, połamana, zdrowa – tu wierzbowa czarownica pokazała mi cały swój możliwy przekrój. Zapytałem o Ciebie i Twe sprawy. Przyszedł początek wiersza, obrazy, jakieś ostrzeżenie, pytania… I wiele z tego, co w Tobie zdaje się kryć. Wierzba to drzewo magii, żywiołów, czarownic i wiedzm. Od dawna darzona szacunkiem, zabobonami, i lękiem. Przyjęło się kojarzyć ją i z siedliskiem sił nieczystych. Ale wierzba… Ona tylko koi się w swoim istnieniu, opieką otaczając istoty wokół żyjące. Jest wyrozumiała i stateczna. Śmiałkom zaś, którym obcy jest strach i sięgną oni po swoje prawo sprawcy, otwiera bramę do świata dusz, zaświatów, ułatwia dostęp do tajemnic wiedzy ziemi, naucza kontaktu z duchami przodków i zjawami przyrody. Choć wierzba nie obdarza uczuciem wibrującej mocy jak dęby, ani wesołą lekkością jak brzoza, to lepiej jej nie lekceważyć ani nie zapominać. To niesamowity patron. Podobnie jak akacja, ma ona dostęp do wszystkich żywiołów, choć dysponuje nimi w sposób bardziej chaotyczny. Jej ukochane to woda, ziemia, oraz powietrze. Ogień przynoszą skrzaty…cokolwiek to znaczy  Wierzba obdarzy Cię ukojeniem, wyciszeniem emocji, wzniesie Cię do szaro-białej przestrzeni skąd spojrzysz niezmącona na ludzi i ich sprawy z którymi przyjdzie Ci pracować. To bardzo ważne i potrzebne dla Ciebie. Wierzba pomaga zrozumieć prawa rządzące wszechświatem. A one mówią, że czasu nie ma. Dla Ciebie to o tyle ważna wieść, że dzięki temu pomożesz innym ludziom uwolnić to z czym do Ciebie przyjdą. Darz szacunkiem swoją Patronkę, a ona obdarzy Cię wglądami w sprawy, w których będziesz potrzebować wieści. Nie zapomnij okazywać i wypowiadać jej Miłości  Wróćmy do wiersza…

drawn-scenic-rising-sun-11

Mówi on o tym, abyś dbała o swą energię. Słowem, nie dawaj uwagi tam, gdzie mogłaby ona zasilać jakieś konflikty. I zwracaj uwagę na ludzi, którzy wywołując pewne sytuacje mogą ją od Ciebie pobierać, aby karmić byty jakie przy sobie noszą. Wychodzi na to, że boisz się, że Ci się nie powiedzie. Oraz trochę też ludzi. Tego, że komuś nie pomożesz, lub, że ten ktoś oceni Ciebie, czy sposób w jaki działasz. O potrzebną odwagę i zaufanie w razie potrzeb poproś dąb.’’Mgła okrywa zmysły’’ – to zdanie mówi o tym, co jest ważne w tym czym pragniesz się zająć. Wiesz o co chodzi. Tutaj nie analizujemy, umysł ma działać jak najmniej. Ty masz słuchać swej duszy, innej duszy która chce coś przekazać jakiemuś wcieleniu, albo i pytać swego Drzewa Mocy  Duchy przodków – też wiesz o czym mowa. To będzie na ten czas ważne, u ludzi, którzy niebawem się pojawią. Pytaj, zaglądaj w przestrzeń aby dowiedzieć się co ci przodkowie chcą przekazać. Kolejna osoba jaka się do Ciebie zwróci, będzie potrzebowała już pożegnać się z rodem, puścić te więzy aby zyskać wolność duszy, niezależnie od tego, co tamci będą mówić.

Patrząc na wierzbę którą dziś odnalazłem, nie mogłem się nadziwić. Tu powalona, pień tuż nad ziemią, niby zmurszały i martwy, a jednak sterczą z niego zielone gałęzie z liśćmi. Mimo pozornej, zewnętrznej martwoty. To jest siła żywotności…zasilanej esencją żywiołów. Fenomen wierzbowy ciężko jest rozsądnie wyjaśnić. Nie jest to drzewo które łatwo się poddaje, ani swobodnie odchodzi. Jest przy tym wyrozumiała i uśmiechnięta wobec swoich mieszkańców, którzy chcąc nie chcąc poszerzając powstające dziuple, przyspieszają jej ostateczny koniec. Ona rozumie… jaka jest jej rola. I tak tkwi sikorom, dzięciołom, remizom, gągołom, oraz bobrom na uciechę. Każdy ma z niej pożytek.

Dalej mamy wątek, taki, wierzba pyta, dlaczego? Dlaczego chcesz tam podążać? Dręczy Cię jakiś wyrzut, zupełnie niepotrzebnie. Bo wierzba go nie ocenia ani nie potępia, chciałaby tylko, aby zanim przystąpicie do przyjazni, szczerze jej o tym opowiedziała. Zdaje się chodzić o jakąś szczerość intencji, wobec jakiejś sprawy. Mówi też o tym, że dopóki strach będzie obecny, tam dokąd wglądasz, z nim możesz powrócić. Twoja siła, to świadomość, że nic Ci się stać nie może. Jesteś przekaźnikiem. Jesteś wodą, ziemią, powietrzem. Wierzbą…

  Bóbr – Budowniczy Zmian

Bóbr, skryty Kreator Zmian chroboce o nich właśnie. Je tworzy. Budując tamy, ścinając i powalając drzewa przeobraża krajobraz w krainę mokradeł, zasobną i dostatnią. Bo woda to życie właśnie, a on swoją pracą przyczynia się do jej zachowania w swym królestwie. Choć robi to w swoim interesie, z jego dobrodziejstwa korzysta tyle istot. Dziki taplające się w coraz to nowych rozlewiskach, jelenie, łosie, ryby, ptactwo, o owadziej podwodnej drobnicy nie wspominając. A nawet ludzie, choć rzadko kiedy to dostrzegają. Zwróć uwagę, że bóbr jest przy tym zupełnie niefrasobliwy, i nie przypisuje sobie żadnych zasług, nawet nie pomyśli, że komuś faktycznie pomógł. Tym samym zazwyczaj żyje nie niepokojony przez nikogo, bo nie narusza równowagi mocy. W razie co, chroni go żywioł któremu dał swą energią taką przestrzeń. Piękna to bobrowa symbolika, pokazująca przemądry cykl przemijania, odrodzenia, życia i śmierci w świecie przyrody. Drzewa zaś wcale nie gniewają się na bobra, w swym zrozumieniu wiedząc, że działa on dla wyższego dobra wszystkich i pomaga całej naturze. Pogodny bóbr, z pluskotem przemierza toń, ufny, że jego kreacja zapewni mu wszystko, czego w życiu trzeba. Dlatego nie traci czasu, tylko działa. Zna też balans i równowagę dla swego czasu – pocieszny grubasek nie stroni od zabawy w gronie pobratymców.

 Sowa Uszatka – Cień lęku

Sowy to wielorakie stworzenia, bynajmniej nie aż tak mądre jak im się przypisuje. Wielu niepokoi odgłos nocy, głucho niosący się przez mrok. Tak się odzywa właśnie uszatka, a Twoja wieści o braku zaufania ze strachem odnośnie tego, co powyżej. Ona jednak nie boi się cienia, jest z nim zestrojona… w nim żyje, karmi się, rozwija i to on jest jej gwarantem przetrwania. Sowa ufa swemu cieniowi, który się nią opiekuje. Ufa mu w pełni, i wie, że on nie może jej skrzywdzić. Twoja uszatka pohukuje o tym, że o cień będziesz musiała się otrzeć, pracując szamańsko na głębokich poziomach. Pamiętaj wtedy o zwierzętach, które ufnie z mroku czerpią co najlepsze, skrywając w nim swoje tajemnice. Obrona własnych granic w potrzebie, i skrycie się kiedy trzeba – tak postępują bóbr z sową. Zjawa sowy rozpływa się w cieniu żywiołu powietrza, a bobrowy duch z ostatnim hałasem nurkuje w odmętach, zostawiając z niczym zaskoczonego wędrowca 

Ostatni wers mówi o tym, że Twoja świadomość będzie wzrastać tylko. Nauczysz się patrzeć całkowicie na ludzi i zdarzenia z perspektywy drzewa. A więc, z odległego wierzchołka obserwatora. Dojrzysz wtedy może nici i połączenia, jakie oplatają całe istnienie, zlewając się tak naprawdę w jedno połączenie. Dystans ten, bardzo będzie konieczny na ścieżce jaką chcesz się udać.

Jałowiec – Pamięć Magii

Towarzyszy Ci też jałowiec, jako drzewko wspierające. Chce on tylko wskazać na rozmaite dawne praktyki magiczne, wierzenia, rytuały, które mogą okazać się pomocne. Jest też Twoim strażnikiem oczyszczenia. Dym z suchych gałęzi i owoców jałowca rozprasza niesprzyjające energie nawet lepiej niż biała szałwia.

Dąb – Ojciec Wiary

Kiedy dusza i umysł zlewają się w jedno w swym pragnieniu, nic nie może ich powstrzymać, a cały wszechświat z gościnnością otwiera podwoje wszelkiej obfitości. Masz jeszcze inne talenty. A sposoby na dodatkowe wsparcie finansowe objawią się, kiedy zagości w Tobie pełne zdecydowanie. Możesz się tym nie martwić. Dąb obdarzy Cię zaufaniem, i stabilnością w wierze, nawet jeśli teraz jej brak. On tak naprawdę Ci jej nie ofiaruje, tylko po prostu wydobywa z Ciebie udrażniając kanały energetyczne. No, może troszkę daje odczuć jak to jest być nim 

 Drzewa Mocy: Wierzba Iwa, Wierzba Płacząca
 Wspierające: Dąb, jarzębina, jałowiec.
Gościnnie wystąpili: Bóbr, sowa, skrzat, chochoły  (zamiast drzew wskazujących  )

 Dziękuję bardzo Agacie, za magiczną wyprawę z jej Drzewami, istotami, po świecie dawnych czarów. Proces to cudowny…jeśli są jakieś słowa mogące oddać. A jeśli i Ty szukasz dla siebie odpowiedzi w przesłaniu płynącym ze świata natury, napisz po prostu 

CatherineMJames_Within the Willow

 Czy byłeś kiedyś nocą nad bagnem, w krainie szuwarów i mokradeł z dawna zapomnianych?
Siedziałeś może w kręgu Wierzbowych Wiedźm, słuchając o czym szemra wiatr w koronach próchniejących czarownic? Możesz tu szukać wszystkiego, lecz jednej rzeczy nie znajdziesz nigdy. Ciszy.

Ta umyka żwawo z królestwa moczarów, poganiana szelestami gwarzących trzcin. Nie ma ochoty tu mieszkać. W odległych gawędach ludu, nieposkromione bagna i ostoja dzikości złą sławą się zapisały, skrywając swe sekrety przed śmiałkami odkrywców mglistych tajemnic. Podania mówiły o topielicach, strzygach, zjawach wołających wędrowca ku czeluściom topieli, zaś w wierzbie miał zamieszkać sam Diabeł Rokita, błyskający ogarkami cudacznych lampionów, strasząc w obronie swych niedostępnych pieleszy. Sprawcami tych legend stały się głównie zwierzęta, w tak skrytych zakamarkach znajdujące swe ostoje. Niewidoczne, bezpieczne. Ale nie ciche. Kto lękliwy, odnajdzie tu sumę wszystkich swoich strachów. Pogodny i uważny, cudów zachwyt i wieczny urok. Można też duchom bagien zadać pytania, i posłuchać odpowiedzi 

Tu dzik szlak błotnisty przemierza, w pełni się czując bezpieczny, 
Jeleń do kąpieli też zmierza, odwieczny zwiedzając matecznik.

Głucho dudni bąk w mroku, ptasi duch trzcinowiska, 
Wierzba w szelestach swych kroków, tam diabeł ogarem błyska.

Szpacy zapadają z łoskotem, oddając się w senne mary, 
Czapla ochryple łopoce, skrzydlate wzywając już czary.

Żurawie trąbią ku słońcu, zachodu zwiastując wieszcze
Nadzieję mają, że w końcu, cisza zagości tu jeszcze.

Gęsi paplają z trwogą, gwarem wypełniając pielesze, 
Nadziwić się temu nie mogą, lis zaś się skrada w uciesze.

Bóbr w pluskach chroboce srogo, świat swój budując misterny
Podąży zawsze swą drogą, żywiołu posłaniec wierny.

Wydra śwista z uśmiechem, rybom na utrapienie
Topieli stając się echem, cieszy się swoim spełnieniem.

Łabędzi rycerz na toni, czułość okazuje partnerce
Kogo potrzeba przegoni, i pragną się jeszcze więcej.

Olchy w czas wichur zawodzą, bujając wśród połamańców,
Najlepiej tu sobie powodzą, kołysząc w rytm swoich tańców.

Szuwary z pomrukiem gaworzą, 
Gdy locha prowadzi swe plemię

Nigdy do snu się nie łożą…
Mgieł zjawa w oparach drzemie.

Kopia MY327