Majówka z Drzewami Mocy. Sekrety jesionowego szlaku.

Bądź gotów na najbardziej niezwykłe doświadczenie. Daj się zaczarować swojemu światu. Pozostań otwarty na każdą możliwość, a wtedy – stanie się. Choć ja chyba nie byłem do końca przygotowany tego dnia wędrownego, na to co miało mnie czekać. Najpierw pojawiło się zaskoczenie. Potem radość, wdzięczność, zachwyt i … pokora. A zaczęło się…od Drzew oczywiście.

P90501-192203

Wyruszyliśmy dość późno, bo dopiero po godzinie 19. Wieczorny las, w cieple wiosennego słońca, wita rześkością. Małe kosięta kwilą już w gnieździe, samiec nieopodal wytrwale śpiewa. Pełnia rozkwitu życia. Razem z moimi gośćmi na nowo odkrywamy bogactwo tej Planety, ucząc się imion jej mieszkańców. Mam wrażenie, jakby świat pod stopami i do kolan był osobną unikatową rafą koralową, pełną barw i wirującego życia. Tu oto glistnik jaskółcze ziele, orędownik zdrowia spogląda złotym okiem z mroku zieleni. Obok dziwny wilczomlecz. Bluszczyk kurdybanek, i jasnota jarzą się kryształkami fioletu. Drzewa dziś aż trzęsą z radości. Każde zaczepia i coś chce opowiedzieć. Od nowa uczymy się wspólnego życia. Zawieramy przyjaznie z  liściastym ludem Ziemi. Bywają czasem zdziwione, choć wiedzą, że to już się dzieje. Zaczekają na nas – jak zawsze. Aż i reszta ludzi któregoś dnia dołączy do tej przemiany. Tak bardzo cieszą się, kiedy ludzie przychodzą pogadać i przytulić. Kto z nas by się nie cieszył? Niczego od Ciebie nie potrzebuję – po prostu bądź. Krótki pobyt w lesie, a goście moi słyszą i odczuwają więcej niż ja. Ani trochę mnie to nie martwi J Szczególnie cieszy. Dzięki temu nasza wędrówka jeszcze bardziej jest bogata, o kolejne uważne postrzeganie. Nie nadążam za percepcją moich wędrowców, którzy z taką otwartością reagują na wezwania kolejnych drzew. Jarek, drugi już mężczyzna jakiego goszczę na wyprawach słyszy, czuje, postrzega i odbiera je intensywnie. Wołają i zapraszają jego. Żartujemy trochę z brzozami, które przekazują nam na bieżąco, sztukę uziemiania. Znów czegoś nie wiedziałem. Jednak w tamtym momencie, po prostu mówię i robię. Przekazuję. Płynie wiedza przodków. Uczą brzozy wdzięczności, mówią o zdrowiu i sile jaka z tej postawy wzrasta. Znów instruują, jak ustawić ciała, ręce i dłonie, aby przepływ energii był właściwy. Białe, wiecznie wesołe lekarki lasu. Czujemy dogłębnie – każdy inaczej. O zmroku, stary klon jawor zaprasza do gawędy. Grażyna długo pozostaje z nim w objęciach. Po wszystkim czuje się wypełniona, obdarowana, i doładowana. Uderza gorąco. Ciężko opisać. W kniei o ciemności dzwonią jeszcze rudziki i wyśpiewuje drozd. Do snu już ptactwo szepta pacierze. Mijamy olbrzymie kasztanowce, które przyciągają jak potężne magnesy. Płyną wieści osobiste… dla każdego… Mnie proszą abym tu jeszcze wrócił któregoś wieczoru. Drzewa wiedzą, że przychodzimy specjalnie do nich. I jak to w gościach – każde chce obdarować, poplotkować, ale dziś nawet ja zaskoczony jestem tym co się wyrabia. W oddali, głucho chrypi sarni kozioł. Niewielka ich grupa wyszła o zmierzchu na soczystą kolację wśród traw. Szelesty i szmery mysie igrają ze słuchem. Coś się przemieszcza – nie widzimy. Z doświadczenia wiem, że w suchej jak pieprz ściółce, nawet małe zwierzątko potrafi mocno zahałasować. Z ciekawością odkrywać i badać te tajemnicze dzwięki, zgadywać, żeglować wyobraznią – oto cud nocy leśnej.

P90501-205135

A spędzamy ją na zacisznej polance, czekając aż zapalą się żyrandole srebrnych gwiazd. Wieczór rozgonił chmury. Długo żarzy się w pustce horyzontu, łuna zachodniej czerwieni. Gaśnie łagodnie. Nieodległa wieś, pogrążona w lampionach bladych świateł drzemie w ciszy. Nie słychać nawet psów. Nad nami dach wszechświata, w nim my, we właściwym miejscu i czasie… Mija na rozmowach, w każdym możliwym chyba temacie. A czasem cisza i słuchanie skrzypiących, szumiących drzew. Też muszą się wypowiedzieć. Kosmos słucha wszystkich. A my, spisujemy właśnie kolejną wędrowną historię.

Maszerujemy zapadając się w sypkim piasku pól. Chrzęszczą łany zielonego zboża. Pózną nocą docieramy do Krzesimira. Nie planowałem. Trochę tylko ‘’przypadkiem’’ zboczyłem z kierunku i jakoś tak wyszliśmy obok niego. Dębowy olbrzym oddycha sennie przeglądając gwiazdy spomiędzy rozłożystych konarów. Koroną zagarnia niebo. I szczodrze obdarowuje moich Wędrowców. Bucha pulsem wibrującej energii wokół. Grażyna ma wrażenie jakby nią wirował, a jarek mówi o odczuciach ‘’spod ziemi’’ i drganiach – także w kontakcie z innymi drzewami. Osobliwe dudnienie. Odwiedzimy jeszcze staruszka jutro.

Jesionowy Szlak – przez pola, łąki i miedze.

Dzień wita nas burymi chmurami, grozbą deszczu i porywistym wiatrem. Dobra pogoda dla wędrowców. Bo przecież żadna nie jest zła. Każda ma swoje zalety. Podczas takiej aury nie przegrzewamy się, i nie cieszymy wątpliwym dość towarzystwem majowych lotników – komarów i meszek. Taki czas wolą przeczekać ukryte w gąszczach. Jesionowy szlak. Aleja przekroju drzewnych osobowości. Stróżują temu miejscu również klony, lipy, dęby, wierzby, wiąz, głogi, dzikie róże, tarniny, jabłonie. Właśnie w takie dni jak dziś, poczuć można zalety  zakrzaczeń przydrożnych. Dostrzec cenną rolę jaką pełnią w zmienionej działaniem człowieka przyrodzie. Gdy tylko znajdujemy się na dróżce otulonej kępami krzewów, siła podmuchów słabnie. Maszerujemy jakby w tubie wyciszenia – tak działają drzewa rosnące obok. Tak samo zimą hamują nawiew zasp, a latem i wiosną wyłapują unoszoną przez wiatr wyjałowioną już ziemię, opóźniając procesy erozji. Hamują odpływ wilgoci i magazynują ją w sobie. Niby rzeczy oczywiste…  Ktoś kto nie spędza czasu w naturze o każdej pogodzie nie doceni – przyjedzie i wytnie… Pytają nas drzewa, z jakimi zamiarami przychodzimy. Lekko zaniepokojone. Słyszy jarek i ja. Nie dziwię się – w końcu od jakiegoś czasu obserwuję ‘’szał’’ na ogałacanie takich dróżek i polnych rowków z wszystkiego co rośnie. Mimo tylu korzyści… umysł nie pojmuje, serce płacze. A one wiedzą… choć tutaj jest jeszcze spokój, odbierają przecież co dzieje się kilometry dalej. W pamięci Ziemi zapisuje się wszystko. Dlatego szanuj, błogosław, kochaj, dziękuj i opiekuj się Matką która Cię żywi, w zgodzie z Jej rytmem. Otacza nas ocean złotej żółci rzepaku, wśród którego jak ryby zwinnie wiosłują jaskółki dymówki. Muskają kwiaty w locie, wyłapując owadzią drobnicę. Piękno i dramat na jednym obrazku, mimo wszystko w tamtym momencie myślę, że to najpiękniejsze co dotąd zobaczyłem w życiu. Przyglądamy się w zachwycie temu spektaklowi – pokazowi ptasiego drapieżnictwa. Czarne, jaskółcze kreski nawołują – ciiiit, ciiii! Zupełnie jak delfiny polujące na ławicę ryb. Komunikacja i synchronizacja. Awifauna pól i miedz dopisuje gwarem i odgłosami. To wręcz nie do pojęcia – ile te ‘’krzaki’’ kryją w sobie życia. Stały się jakby osobnym, podłużnym lasem. Widzimy żółte trznadle,  biegającą siwą pliszkę i wabienia sikory modraszki. Z niebios spływa urokliwy śpiew skowronka. Ptaki próbują swoich sił, mimo porywów wiatru. Ostro dzwoni niedaleki potrzeszcz – wieszcz bezmiaru pustki. Kolorowe szczygły uwijają się obok z wesołym świergotem. Nad nimi roztacza swój wysoki, melancholijny śpiew Ortolan – jeden z głównych tutejszych solistów. Czupurne mazurki, nieśmiałe polne wróbelki spoglądają na nas zdumione spomiędzy kęp zarośli. Obserwują. W ubiegłym roku gniazdował tutaj nawet gąsiorek – dzierzba. Chwila zadumy, gdy wśród jaskółek na rzepakowym morzu, z dostojeństwem szybuje błotniak zbożowy… Tu od wieków zakotwiczył, wyrósł i ubogacił życie osobny, fascynujący świat. Potomkowie mieszkańców odległych stepów, i suchych łąk osiedlili się tutaj i uznali rolniczą przestrzeń upraw ludzkich za swój dom. Przy okazji nieocenione oddając nam usługi. Czy pamiętamy o tym podczas gospodarowania?

P90501-194054

Jakże pogoda potrafi zmienić odbiór każdego miejsca. Jesionowy Szlak kojarzy mi się z księżycem i ciepłymi, letnimi nocami, kiedy spaceruję tutaj boso po przyjaznym piasku. Pierwszy raz wiodę tędy wędrowców. Ktoś powiedziałby ot, zwykła polna dróżka. Może i tak – gdy minąć ją w ślepym i głuchym pędzie, albo kabinie samochodu, wzniecając tuman duszącego kurzu. My odkrywamy dalej – kolory, zapachy, kształty, ślady. Fotografujemy kwiaty. Jedwabiste płatki dzikiej jabłoni i upstrzone różowymi punkcikami ozdoby głogów. Mijamy piaszczyste niecki po grzebaniu zajęcy i bażantów, królicze nory, a w jednej z maleńkich polnych kęp napotykamy królika właśnie. Trop dzika okrąża zadrzewienie, które jest naprawdę niewielkie. Mimo to – przebogate w rośliny. Brzoza, dąb, topola, jesion, wierzba, tarnina, olcha, wszystko na tak małej powierzchni. Mogłoby być zaczątkiem przyszłego lasu, gdyby zaprzestać uprawiania ziemi wokół. Ale największym zaskoczeniem okazuje się być potężna czeremcha – rozłożysta i wielka niczym ogromny pająk. W życiu takiej nie widziałem. Moje Drzewo Mocy. Mam do niej wrócić. I już wiem, dlaczego od 2 dni towarzyszyło mi poczucie, aby iść właśnie tutaj. Po drugiej stronie kępy czeka na nas ten sam królik. Zwierzak nie opuścił jej, tylko pokicał na drugą stronę. ‘’Pech’’ chciał, że nie wchodziliśmy do środka, a tylko okrążyliśmy wokół. Nie ma co przeszkadzać ptakom. W powietrzu czuć pył. Osiada mi w gardle. Znak, jak wielka jest tutaj susza. Świadczą też o tym młode kiście dopiero co wypuszczonych świeżych listków, które zrzuciły drzewa. Nie są w stanie ich utrzymać i odżywić. A wiatr nie jest aż tak silny, aby je urywał. Widać przy okazji jak różne drzewa potrafią obierać życiowe strategie. Niektóre dęby wypuściły już listki, inne cierpliwie trzymają je w pączkach. Taki Krzesimir, ”tłamsi” je już drugi tydzień, podczas gdy klony rozwinęły pełnię ulistnienia. Mijana dzika róża prosi, aby odsunąć jej pędy na bok. Nie chce być potrącana przez auta i traktory. Spełniamy tą prośbę cennego w przyrodzie krzewu. W pewnym momencie jarek mówi, że mamy przy najbliższej okazji skręcić w prawo – bo tak wołają tutejsze drzewa. Dziś, jak zawsze one prowadzą, choć nie za moim pośrednictwem. Tak docieramy do polnego, wyschniętego na wiór rowku, w którym osiedliły się topole białe. Są wysokie, dostojne, czyste.. To one nas zawołały. Jest ich kilkanaście. Pną się hen pod niebo. Przychodzi taki moment na wędrówkach, że każdy potrzebuje pobyć sam. I tak też dzieje się teraz. Każde z nas wybiera sobie jedną z topól. Czas długiego tulenia i osobistych przesłań. Czuję, że to miejsce mocno nas oczyszcza. Czuję się wspaniale, lekko i błogo. A zakątek okazuje się być spełnieniem wszelkiej tajemnicy. Nie widać było tego z zewnątrz – w środku, na dnie rowku znajdują się odciski dziczych i sarnich śladów. Widać, że sprytne zwierzęta chodzą tędy jak chodnikiem. Skryte i bezpieczne. Pełno pustych ptasich gniazd, i ciekawych roślin. Białe Topole to Drzewa Mocy patronujące na ten rok, i już z jego początkiem wołały ludzi do siebie. Nie myślałem tylko, że taką przybierze to formę. Wspierają one rozwój Duszy,  powrót do Boga, Wszechistnienie, uzdrowienie duszy, wzrost duszy, odzyskanie jej utraconych aspektów, osobistą moc ducha, przejawienie darów, jedność, Boskość Istoty i pełnię mistrzowskiej kreacji. Rzeczywiście – na naszych twarzach uśmiechy i wcale nie mamy ochoty stąd iść. Tu prawie nie wieje. Topole ugościły nas swoim schronieniem. Robimy więc postój z przerwą na jedzenie i gawędę. Maszerujemy kawałek dnem rowku, co rzeczywiście okazuje się być bardzo wygodne. Pora pożegnać się z tym przyjaznym miejscem. W pamięci zapisze się jako niezwykły skarb, skryty pod plątaniną konarów i chaszczy. Choć i tutaj dotarł człowiek z nieubłagalną piłą – gdzieniegdzie widnieją dawne ślady zniszczenia. Wierzyć się nie chce. Bo przecież zarośnięty rów lepiej magazynuje wodę, spowalnia jej odpływ, jest schronieniem dla ptactwa które tępi ‘’szkodniki’’ a czasem i nieocenionych w pożytku bobrów. Wszyscy zaś narzekają na suszę…

P90502-121902

Topole żegnają się z nami gromkim zrywem szelestu swych biało – zielonych liści. Tak samo jak powitały, kiedy tylko wkroczyliśmy w ich przestrzeń. Trudno, o bardziej wymowny znak od Drzew.

Klon

– Ludzie odwiedzający drzewa, powrócą do swojej dawnej Mocy. Rozwiną świadomość. Pozbędą się trosk, smutków, blokad, otworzą na przepływ życia. Uzdrowią aspekty duszy. Czasem ciała. To nie obiecanki, a szczera zapowiedz tego, co jest i było Wam dostępne od zawsze. Mówcie o nas. Opowiadaj o każdej wędrówce. Ty, Jarek i Grażyna. O tym co tu przeżyliście. Ważne by się dzielić, aby stało dostępne dla innych. Wystarczy im przypomnieć. W każdym człowieku drzemie tęsknota za harmonią, spokojem i zrozumieniem. Jest on na wyciągnięcie ręki. Wzrasta latami tuż obok Was. Tyle otrzymujecie – i nie dostrzegacie. Powietrze, woda, gleba, cień, osłona. Podstawy Waszego istnienia. To dają i chronią dla Was Drzewa. Poczuliście to dzisiaj. Zapraszamy do swoich światów. Pokażemy nasze bogactwa. Nauczymy jak je dostrzegać. Dziś wszyscy zobaczyliście co jest możliwe, kiedy pozostajecie w otwarciu na nasze słowa. Jak bogata staje się wtedy podróż. Jak każde z Was czuje. Wołamy, zapraszamy ludzi od dawna. Wreszcie, znów zaczynacie więcej słyszeć. Pora abyście zrozumieli, że szczęśliwi możemy być tylko współistniejąc – nie w zwalczaniu, oskarżaniu, wynajdywaniu przeszkód. Różnimy się. Drzewa nie można zmanipulować, oszukać. Was tak. Dlatego działacie przeciw nam, a tym samym wbrew sobie.

Dawno nie odwiedzany przyjaciel, Polny Klon o imieniu Kostur takim obdarza przesłaniem. Głóg obok prosi o zrobienie fotografii jego kwiatów. Chce być na tytułowym zdjęciu opowieści.

– I staną w Prawdzie Serca! O tym też napisz. Zaufania Kwiat Głogu. Kwiat Serca. Widzisz te maleńkie, różowe punkciki? Taki sam znajduje się w centrum Waszych Serc. Iskra Boga. Dotrzyj do niej, a odnajdziesz wszystko czego szukałeś. 

Woła głogowy krzaczek. Robi się wesoło. Kawałek dalej, jarek brata się z jesionem. Polem kica zając, co i raz przysiadając czujnie – szarak nasłuchuje. Może też wieści od drzewnych przyjaciół? Cieszę się bardzo, kiedy w uważności goście moi sami odkrywają pewien fenomen, podczas tych dwóch dni włóczęg. Dostrzegają gdy drzewo woła – kołysze się lub trzęsie ‘’samo z siebie’’, mimo braku podmuchów wiatru. Są podekscytowani. A ja opowiadam co jeszcze potrafią drzewa wyczynić – bo spowodować im osobny podmuch wiatru, czy zawirowanie powietrza wokół, to dla nich ‘’pikuś’’. Tak też się komunikują. Nasi przodkowie wiedzieli, jak podsłuchać rozmowę żywiołów. Pamięć tych umiejętności, przetrwała jeszcze u Drzew. Żegna nas czuły, niespodziany, śpiew ukrytego słowika. Na sam jego zew, nie mogę doczekać się kolejnego księżyca w upojeniu słowikowej nocy.

P90502-122726

A kiedy las nie pozwala…

Zbliżamy się do znanego już z wielu opowieści olsu, kiedy mam delikatne wrażenie, że możemy tam wkroczyć tylko kawałek. Jarek mówi, że nie chce tam iść – ‘’coś’’ nie pozwala i nie życzy sobie tego. Jeszcze kilka kroków, i dostrzegam kroczącego między drzewami żurawia. Tak. Ta przestrzeń jest dziś zajęta przez zwierzęta. O to chodziło. Czucie ‘’wymusza’’ niejaką elastyczność. Ufasz temu co przychodzi i podążasz. Nie sposób trzymać się sztywnego planu. A nasze wędrówki zawsze są  spontaniczne. On rodzi się w trakcie. Wycofujemy się aby nie płoszyć ptaka. Idąc, podziwiamy w rowku resztki po bobrowych robotach. Siadamy na powalonej topoli, która gościnnie przygarnia całą naszą trójkę. Natura pomalowała ją srebrno – szaro – sino żółtymi porostami. Tu czas nas opuszcza… Otoczeni zielenią traw i kwiatów, słuchamy ptasich mieszkańców bagna. Podczas każdej wyprawy poznaję swój las od nowa – oczami moich gości. Jarek wypatrzył osobliwy młody dąb, który podtrzymuje i oplata dojrzałą sosnę. Jakby trzymał ją do tańca. Tyle lat tędy chodzę i nie zauważyłem. Dlatego spotkania międzyludzkie są ważne. Każdy ubogaca nas swoim postrzeganiem,  nawet jeśli w czymś się nie zgadzamy. Warto widzieć jednak to, co nas rozwija.

59301263_285733642329815_89763278888108032_n

Tulimy brzozy tańczące na wietrze. Czuć, jak zwinne dziewczyny wyginają się i chwieją pod jego naporem. Chwila, i stajemy się jednością w błogim kołysaniu. Poruszają się lekko, bez naprężeń. Przystosowane przetrwać dużo mocniejsze wichry. Brzoza potrafi zgiąć się do samej ziemi i nie złamać. Dopiero teraz pojąć można, co znaczy nazywać brzozę tancerką. One nimi są. Błogosławimy sobie nawzajem. Mija nas dwójka młodych rowerzystów. Dla nich będziemy świadectwem, albo… wariatami J  Kwilące jaskółki uwijają się zwinnie nad morzem rzepaku, czyniąc barwną powtórkę z widowiska. A my dziękujemy życiu, że przyszło nam istnieć na tak wspaniałej planecie. A Mistrzowie Drzew, są wśród nas. Nie zawsze się ujawniają. Nawet nie spędzają dużo czasu w lesie. Niekoniecznie żyją, jakbyśmy sobie wyobrażali. Mimo to słyszą, czują, rozumieją i mają otwarte serca. To wystarczy, aby ich istnienie szumiało na co dzień śpiewem prastarej zieleni.

Gościom moim, Grażynie i Jarkowi w podziękowaniu za świadomą obecność, otwartość, niestrudzone Dni Wędrowne i wszystkie duchowe upominki.

Wierzbom, Kasztanowcom, Brzozom, Topolom, Lipie, Głogom, Róży Dzikiej, Dębom, Klonom, Sosnom, Jabłoni, Kwiatom, Ptakom, Sarnom i Żurawiowi, i każdemu stworzeniu w uhonorowaniu Waszego przewodnictwa, mądrości, bogactwa jakim obdarowujecie nasze zmysły i dusze podczas wypraw.

—————————————————————
—————————————————————

* Wędrówka miała miejsce w ramach naszych Warsztatów Przytulanie Drzew – podróż do Źródła Istnienia

A jeśli i Ty masz ochotę podarować sobie spokojny Dzień Wędrowny w doświadczeniu intymnego spotkania z Naturą, pisz, pytaj. Kontakt w sprawie zgłoszeń:
czeremcha27@wp.pl

Na blogu możesz też poczytać inne wspomnienia z niektórych minionych warsztatów:

Dendroterapia – Przytulanie Drzew 

Możliwe są też wyprawy i czuwania nocne. Szczegóły w Wydarzeniu:

Księżycowy spacer w magicznym świecie Przyrody

————————————————————–
————————————————————–

P90502-131518

P90502-122256

P90502-132355

Baśnie drzewnych ludów: Świerkowy Duch opowiada o Ziemi

Było to dawno, dawno temu….W czas tak odległy, gdzie nie sięgają wspomnieniem najstarsze drzewa. Gdy Stwórca przygotowywał ziemski raj do zamieszkania przez ludzi, zawarł w pamięci Ziemi najdoskonalszą cząstkę siebie. Dobrze wiedział co robi. Wszystko było już niemal gotowe. Uśmiechnięta Matka Natura – wcielenie Ziemi, żeglowała w chmurach po całym świecie doglądając troskliwie najmniejszych spraw. Bóg powierzył jej przecież tak ważne zadanie. Miała opiekować się ludzmi, zwierzętami, roślinami, grzybami, całym najmniejszym stworzeniem, jakie chciało zamieszkać w tym szczęśliwym domu, dryfującym w otchłani kosmosu. Podróżowała w postaci liściastego ptaka, w mgnieniu oka przybywając tam, gdzie były potrzebne jej starania. Zakasywała liściastą spódnicę i brała się za sprzątanie. Gdzieniegdzie nawet pranie było potrzebne. Wtedy roztańczone żywioły z ufnością poddawały się woli Matki, niosąc ją na skrzydłach swej mocy, a z chęcią słuchając jej poleceń. Prawie wszyscy byli już na miejscu. Brakowało tylko człowieka. Drzewne rody otrzymały wystarczająco dużo czasu, aby zakorzenić się w wiedzy i służyć każdemu świadomemu stworzeniu, pragnącemu doświadczać boskiej pamięci siebie. Zwierzęta, rośliny, woda, ogień, i ich przejawione duchy – wszyscy czekali z radością na przybycie pierwszych ludzkich mieszkańców. Zwłaszcza Drzewa były bardzo tym poruszone. Jak wyglądają? – Zastanawiały się. Jacy będą? Czy niczego im nie braknie? Czy będziemy potrafili się porozumieć? Usłyszą nas? Pokochają? Czy będziemy umiały dobrze się nimi zaopiekować?

51760987_117894352619654_4000298811116224512_n

Drzewa również wspierały Boga w przygotowaniach wspólnego dla wszystkich domu. Bardzo chciały, aby ludzie w ich świecie czuli się jak najlepiej. A On uśmiechał się razem z Nimi, współtworząc dzieło, i zawierzając leśnej pomocy. Drzewa posiadały z Nim szczególną więz, mając głębokimi korzeniami dostęp do tego, co zawarł w głębinach Ziemi-Matki. Ale przecież ludzie nie mają takich korzeni. Nie mają liści, które rozumiałyby muzykę wiatru. Czuły oddech Wszechświata. Jak my wszyscy się porozumiemy? – pytały szczerze stroskane.

– Ludzie otrzymają głos swych wiecznych serc. Tam zawsze mnie znajdą. Ich ciała będą różniły się od Waszych, tylko pozornie. Będziecie razem się żywić, oddychać, zmieniać, rosnąć, rozmnażać. W nich zamieszka duch, będący także moją częścią. Porozumiecie się. I razem zawsze odnajdziecie drogę do mnie. Gdy oni zapomną, Wy będziecie kluczem.

Ucieszyły się bardzo drzewa, rozumiejąc, jak mądry był Bóg, i odtąd z ufnością czekały kolejne epoki na przybycie swoich ludzkich przyjaciół. W tym czasie drzewne narody dzieliły między siebie zadania, aby jak najlepiej podjąć w gościnę odległych przybyszy. W Rajskim Ogrodzie Matka Natura krzątała się z ptasim śpiewem, przygotowując bezpieczne schronienia, nakrywała do stołu słońcem głaszcząc kiście i grona dojrzewających owoców. Każdy dwoił się troił dając z siebie co najlepsze, aby w pełni obfitości, powitać nowych gości. Posłańcy duchów drzew fruwali po zielonych ogromnych puszczach, wymieniając wieści z najdalszych zakątków Ziemi. W dżunglach wędrowały zwierzęta, i te wsłuchując się w szmery liści już wiedziały, że oto zbliża się ważne święto. Wszystko trzeba było dopiąć na ostatni guzik. A Drzewa już były gotowe. Rozprawiały ze sobą, opowiadając co kto przygotował w powitalnym darze.

Śpiewne Brzozy, wyczarowały kroki tańców, jakie tchną ludziom w nogi, by tym nigdy nie zabrakło pląsów i uciechy. Dogadały, że zadbają o najlepszy nastrój, i świecić będą pamięcią Uśmiechu Boga, aby przypominać człowiekowi, gdzie podziewa się jego szczęście. Siostry ustaliły między sobą, że zawsze pomogą ludzkiej istocie w każdej sprawie, czule wysłuchując jego zwierzeń. I tak jak dbały o każde istnienie, tak troszczyć się będą o jego zdrowie, gdyby pojawiła taka potrzeba.

Sędziwe Dęby uzgodniły, że otoczą ludzi ochroną, i przypomną o poczuciu osobistej Mocy. Gdyby Ci, zagubieni i przestraszeni w nowym świecie, nie czuli się dość pewnie. Troska Drzew szumiała zewsząd, a każde chciało wystąpić z najpiękniejszym podarunkiem, jakie mogło wydobyć z głębi siebie. A wszystkie zgodnie dbały o jedno – czyste powietrze, aby człowiek mógł z rozkoszą nasączać się zdrowym oddechem.

Łąki

– Będzie ich tak dużo… Pomyślała przewidująca Lipa. Czasem mogą się poróżnić się miedzy sobą. Ja zadbam o wiekuistą zgodę i harmonię między nimi, gdy tylko mnie poproszą. Przytulę i ukocham Twoją Miłością wszystkich.

I ja, i ja coś mam! – Odezwała się jarzębina. A może będą chcieli się przyozdobić na święto? Korali starczy nie tylko dla ptaków. Już dojrzewam w słońcu! – szumiała radośnie.

A jeśli pokochają i wszelkie leśne duchy tego świata, ja poprowadzę wśród nich. Objawię największe tajemnice – rzekła odległa Wierzba, mocząc rozkosznie stopy w nurcie chłodnej rzeki.

– Damy im co najlepsze – uradziły owocowe krzewy i drzewka. Nasz dar zrodzony z Ziemi, dojrzały w słońcu, ugłaskany wiatrami południa. Będą syci i zdrowi!

– A kiedy będą Cię szukać i wspominać, my zawołamy razem z Nimi. Tak głośno abyś nas usłyszał. Upodobnimy się do Nich tak bardzo, jak to możliwe. Przypomnimy jak tworzyć. – Zaszemrały sennie Topole.

– Zaprowadzimy w najdalsze zakątki poznania… Powiedziemy Ducha do Wiedzy. Obudzimy. Z podróżą przez czas i przestrzeń – Do Ciebie, zawsze gdy zapragną, – zamruczały Jesiony.

– A co, jeśli zagubią się w mroku? Zamyśliła się na moment Matka. Gdy stracą więz? Tyle się tu dzieje…

– Nie martw się tym… – Powiedział Stwórca. I wtedy także będziecie wzrastać. Wszyscy. Będziecie się uczyć od siebie. Czasem, będziecie się ranić. Zagubicie się. Odnajdziecie. I w każdej chwili będziecie mogli razem mnie odnaleźć. Wrócić do raju. Wspierajcie się. Kochajcie. Dzielcie. Jesteście jedną moją rodziną. Zostanie z Wami ten Inny. Ten który pomoże zmierzyć się z cieniem… On przypomni o jedności.

I z głosu Boga wyłonił się świerk. Pierwszy. Ogromny był, ubrany w iglasty płaszcz ciemnozielonych igieł, które okrywały chropawy pień do samego dołu. Osiadł na skalistym zboczu, trudniejszym czyniąc sobie wzrost już na początku. Matka Natura pochwyciła go zdziwiona otuliwszy wpół, chcąc przenieść w bardziej przyjazne miejsce. Ale on już zdążył się zakorzenić.

– Ufam Ci Matko…- zaszumiał. Wiem, że wszędzie czeka na mnie wszystko co najlepsze. Przygotowałaś już. Nie martw się o mnie. Podołam. Zostanę. To moja nauka. Tak być musi, abym i ja mógł pomóc, gdy nadejdzie czas.

Żywioły zerwały się do wietrznej burzy, aby raz jeszcze ostatni wydmuchać kurze z wszelkich zakątków Rajskiego Ogrodu. A potem popadał deszcz. Świat zalśnił świeżością i zawirował zapachami. Dom był gotów. Matka Natura z trudem uciszała wesoły zwierzęcy i drzewny gwar mieszkańców raju, choć sama tętniła cała Miłością, wiedząc, że przygotowała dla nowych dzieci wszystko co mogła najpiękniejsze. Wystąpiła hojnie z całą obfitością jaką mogła wyczarować z głębin swojej czułości. Czego tu nie było! Góry wysokie, jeziora ciepłe, kolorowe pachnące kwiaty, zielone łąki, stada ufnych zwierząt, wesoło grające ptaki, niebieskie plaże, i drzewne narody rosnące wszędzie gdzie okiem sięgnąć. Zaczęły się wesołe śpiewy, tańce, brykania, bo i radość ogarnęła mieszkańców Ziemi, że Stworzyciel tak wyjątkowych podarował im przyjaciół.

48404705_2185340711732140_2957094655562350592_n

– Ciiiii, cichoooooooo, szaaaa! Zawołał Mysikrólik, czujny wieszcz ptasi. Nadchodzą!

Uciszyła się Puszcza, a każdy kto żył wyciągał głowy, łodygi i gałęzie, wyglądając ciekawie na wsze strony. Nad polaną dojrzewała Jasność. Było tak zawsze, ilekroć Stwórca pojawiał się odwiedzić swój raj. Matka Natura wyszła naprzeciw strojna w kobierce kwiatów, z ptasimi braćmi na ramionach, otulona szalikiem z liści. Wokół głowy wirowały jej kaskady kolorowych motyli. Gdzie krok uczyniła, tam Ziemia rozkwitała barwnym zaczątkiem święta. Pachniała… Życiem… A z jasności już, już wyłaniał się Człowiek. Otworzyła szeroko, w czułym geście zielone ramiona. Otuliła światłość. Ostatni gość. Przyjmowała i witała wszystkich. Światłość rozbłysła, a przez Ciało Ziemi przeniknął kojący, wdzięczny, wzruszony Zew Stwórcy. Rzeki wezbrały łzami szczęścia. Matka płakała.

– Zaopiekuj się Nimi, najlepiej jak potrafisz, – usłyszała jeszcze.

Ależ była szczęśliwa! Jej wyjątkowe dzieci. Prezent samego Boga. Dla Niej! Kołysała je delikatnie, ogrzewając pieczołowicie całą czułością swego wnętrza. Ptaki nuciły do snu, a największe z Drzew zaglądały ciekawie przez ramię, oglądając nowych przybyszy. Odczuwała w człowieku Bożą Miłość. Wiedziała, że nigdy nie poskąpi im niczego ze swego łona. Byli tak cudownie połączeni. ‘’Już na zawsze pozostaniemy razem’’ – pomyślała.

A potem zaczął się raj. Matka igrała z Dziećmi, dokazując pośród wysokich traw. W chowanego się bawili. Czasem biegali w pogoni za wielkimi motylami, które uwijały się beztrosko pośród tęczowego świata kwiatów. Kąpali w strumieniach, poddając pieszczocie szemrającemu nurtowi uciszonego żywiołu. Popołudniami, zmęczeni harcami, wygrzewali się w słońcu, przytulając do spoczywających zwierząt. Wieczorami przychodziły w odwiedziny Drzewa. Wszyscy siadali w wielkim przeplatanym kręgu, a Mama Natura rozświetlała wielki różowy kryształ, znak, że pora zaczynać. Świecił delikatnie promieniując na zjednoczone twarze echem radości dnia. Czas gawędy. I nie trzeba było słów. Patrzyli w gwiazdy, i dzielili wdzięcznością ze Stwórcą. Drzewa szumiały, dzieląc się mądrością i wiedzą, z którą wzrastały od prawieków. Szczere pomruki zadowolonych dębów, niosły się daleko w noc, dudniąc echem życiowej siły. Człowiek słuchał, uczył się cudów świata. Brzozy tańczyły pod lasem z kobietami, w rytm zjednoczenia radosnych serc. Nad rajską polaną do pózna rozbrzmiewały śmiechy i śpiewy płynące z głębi szczęśliwego wnętrza spełnionych Istot. Dojrzałą nocą Mama – Natura układała wszystkich do snu; tu pogłaskała oddechem wiatru, tam otuliła zielenią, a każdego ukoiła jedynym takim pocałunkiem.

44843830_710565579342716_2456214336847216640_n

Harmonia

👻 A Świerkowy Duch nadal wędruje gdzieś po świecie, po prostu dobro czyniąc. Pamięta przesłanie Boga. Wygląda jak ogromny, zielony Włóczykij, przystrojony w płaszcz z igliwia, którym powłóczy z szelestem po ściółce. Iglasta broda zwiesza się pod ciemnymi pradawnymi oczyma, zdradzając pra-wiek olbrzyma. Pomaga wzrosnąć małym świerczkom i rozsiewa maleńkie nasionka. Szuka dla nich najlepszych miejsc. Opiekuje się swoim narodem. Czasem się ukazuje na szlaku wędrowcom i baśnie opowiada. Słyszą i rozumieją go tylko drzewa. Dba by, Pamięć Ziemi przetrwała… Zatarł się i we wspomnieniach Drzew. Tyle mogę o Nim powiedzieć.

🌎 Jednak przestali ją słyszeć, choć nadal są w połączeniu. Chociaż, nie chcą tego dostrzegać. Ona, jak obiecała, tak przytula i jest. Matka. Mówi tylko coraz głośniej. Czasem zapłacze. Już nie panuje nad sobą. Roztrzęsiona jakaś ostatnio. Poci się. Dyszy. Kaszle. Ale wytrzyma jeszcze. Obiecała. Kocha. Cierpliwie czeka, aż znów ją usłyszą. Wierzy. On zawarł w niej najlepszą cząstkę siebie. Z daleka woła, że jeszcze trochę. Dotrą do niej. Któregoś zapomnianego dnia.

25551967_334589620350826_730826731587448256_n