Piżmak. Wspomnienia duchów Mgieł

Są takie zwierzęta, których nie widuje się zbyt często. Mimo że istnieją wokół i są dość pospolite, znikają w tłumie, na rzecz przykuwających uwagę wszechobecnych saren, czy większych ptaków. Zamieszkują nie zawsze łatwo dostępne środowiska. Siedziałem właśnie nad stawem, obserwując poczynania czujnej czapli, gdy widoczny kątem oka ‘’smyrg’’ oderwał mnie od siwej drapieżniczki. Co to tak migło? Błyskawiczne. Chyba mi się przywidziało…

Czapla tkwi w bezruchu. To taki pozorny bezwład. Wiem, że jej pierzaste ciało napiętej jest w tym momencie jak struna, i wrażliwe okiem na najmniejszy widoczny ruch pod taflą. Tym razem, nie ‘’myrgnięcie’’. Łodyga trzciny kołysze się jakoś podejrzanie, nienaturalnie. Czyżby jakiś ptaszek? Przepatruję wzrokiem góra – dół i znów, akurat właśnie gdy dostrzegam, mig! Zdążyłem zarejestrować tylko buro – rudą sylwetkę, dość małą ze sznurkowatym ogonkiem. Czyżby rzęsorek rzeczek? Myślę. Mógłby tu być. Teraz szkła lornetki kieruję właśnie tam. Trzciny ruszają się podobnie podejrzanie, tym razem bardziej w głębi. Chaotyczne potrząsanie. I wynurza się. Co za stworek! Łapkami dotyka łodygi, jakby badał czy dobre… Jest na powierzchni sekundy, po czym znów nurkuje, i wtedy właśnie trzcinka zaczyna się chybotać. W głowie się rozjaśnia, toż to piżmak! Zwany pogardliwie niekiedy ‘’szczurem wodnym’’. Rzadko widywany gość. I znowu stwierdzić muszę, że bez lornetki nie rozpoznałbym. Nie byłoby pewności. Zmieniam nieco pozycję aby go lepiej widzieć, o czapli zapomniałem…A ona właśnie odlatuje. Ehh…

Piżmak wygląda prawie jak miniaturka bobra. Prawie, bo jego ogonek jest cienki jak powróz, no taki podobny jak u myszy. Wodna mysz. Dobre. Żywi się głównie kłączami roślin wodnych, czasem jakiś lęg ptasi spladruje. Uznawany jest za gatunek inwazyjny i szkodliwy, bo wziął się stąd, że uciekł człowiekowi z hodowli futerkowych. No i się go tępi, podobnie jak jenota. Choć wytępić nie jesteśmy ich w stanie, bo to technicznie niewykonalne. Tak niedostępne ostoje potrafią zamieszkiwać. Rozmyślam – jak też łańcuchem pracuje zło. Futerkowe hodowle, gdzie zwierzęta stłoczone w klatkach nie podziwiają słońca, nie wdychają aromatu rześkiej wody, tak jak natura je stworzyła. Iluś tam udało się z tego piekła uciec. Jak reaguje człowiek? Krzyczy: ‘’Szkodnik, gatunek inwazyjny, zniszczyć, zabić!’’ Widzi ‘’przyczynę’’ wszędzie, byle nie w swoich działaniach. Takie maleństwo…Jedyne co piżmak może napsocić, to rozkopywanie wałów przeciwpowodziowych. To samo robi rodzimy bóbr, i po prostu drzewa czy wrażliwe miejsca obkłada się wtedy siatką, gdzie grubas się nie przegryzie. Być może dlatego nasz cały postęp techniczny, jest tylko pozornym rozwojem. Skoro przynosi tylko cierpienie, zniszczenia i śmierć, a siłą napędową jest wyzysk. Przecież od kilkudziesięciu lat jeździmy nadal kopcącymi samochodami na silnikach spalinowych, mimo technologii Tesli…Więc jaki postęp. Temat na inną opowieść.

Podziwiam piżmaka, z jaką pasją i perfekcją męczy tą jedną trzcinkę. Świata poza tym nie widzi. Błyskają żółte ząbki. I z tej strony jakby nie patrzeć robi coś pożytecznego, bo przecież człowiek okresowo wykasza szuwary, aby mieć dostęp do tafli wody. Płynie do mnie…nauka. Zastanawiam się znów. Dlaczego piżmak wciąż istnieje, mimo tych prześladowań, wrogów naturalnych? Odpowiedz jakby przychodzi w jego robocie.

– Bo jestem skupiony na sobie. Tylko na tym, co mam zrobić i co chcę osiągnąć. Temu poświęcam, z jakim oddaniem swoją energię. Nie rozpraszam się. Wykopuję kłącze, które chcę zjeść…

Takie to niby proste. Ufają i działają. W przyrodzie wiele kryje się odpowiedzi, na odwieczne ludzkości pytania. Wysiedlone suszą bobry przeniosły się tam, gdzie jeszcze jest woda i dalej budują swoje tamy z patyków. Wierzą, że dadzą radę.

Chwilę przed zachodem słońca usadzam się w jednej z otwartych czatowni. Stąd mam widok na świeżo zaorane pole, bagno, szuwary, i lasy. Tu spocznę do ciemności po kilkugodzinnej wędrówce. Spotkałem aż kilka bażantów, a przecież lamentowałem ostatnio, że chciałbym zobaczyć wspaniałego koguta w lornetce, a tak ich coś mało, nie widziałem już parę miesięcy. Manifestacja natychmiastowa. Ciekawskie sójki dziś zaskakują, żerując na skraju pola całą gromadą, zupełnie jak stado kur. Co podnoszą, stąd nie widzę. Staram się podejść. I choć sójka zdawałoby się, łatwy obiekt do obserwacji, cwaniary wiedzą, że coś jest inaczej. Pewnie nigdy nie widziały obserwatora. Niepokoją się całą chmarą i siadają na wierzbach. Latają nade mną, a w lornetce widzę jak odwracają łebki przy okrążaniu, aby mi się przyjrzeć. Zdają się być totalnie zdumione. Że ktoś się zbliża, celowo właśnie do nich. Odchodzę śledzony, całe szczęście nie wrzeszczą, tylko sondują w milczeniu.

muskrat

Zaszło. Jak szybko umyka jesienią. Temperatura leci. Po południu było wręcz upalnie, a teraz trzeba ratować się kurtką. I nawet się cieszę, bo myślę sobie, jeśli tu spadki są takie, to co dopiero w górach, na Podlasiu czy choćby Warmii. Gdybym tam miał wędrować… Wieczór jest cichy, namiętny jakiś taki. Kosy alarmują i szczebioczą w terkocie przed snem, najbliższe miesiące to one będą tutaj Zegarem Zmierzchu. Nad całością bagna unosi się pierwsza mgła, i zaczyna dziać coś, czego się dziś niespodziewałem…

Mgły zaczynają gęstnieć. Podnoszą się zakrywając mi okoliczne światła i osiedle, które wyrosło nieopodal podstępem. Idą w górę, skąd pasmami rozlewaję się na pole. Będzie taniec, będzie sztuka, przedstawienie! Mgliste pląsy wody żywej, to jedno z najpiękniejszych zjawisk, jakie przyroda wyreżyserować może. Zachwycam się – jakaż moc tu, w tych szuwarach i odmętach drzemie? Przetrwała mimo wszystko, i w chłodzie ukazuje nocnym wędrowcom swoją potęgę. Tam człowiek w swych światłach i przed ekranami seriali, tu one, które głucho wypełniają wszystko… wytłumiły mi nawet dzwięki dobiegające z wsi. Film oscarowy, gdyby nagrać to w przyspieszeniu. Tak się cieszę. Oglądam się za plecy – i łąka zanurzona w bieli. Cud chwiejny, żywy. Wokół robi się okrąg mleczny, a wszystko to wypełza właśnie stamtąd, z serca moczarów… Jak pajęczyna wilgotna, porywa w sen swoich macek. Tak oddycha ziemia. Tak pracują żywioły. Nie poddają się. Ile jeszcze przetrwa? Człowiek może zasypać, zasuszyć, i wybudować na tym dom. Bywało już tak. Pamiętam to miejsce jeszcze z czasów, gdy nie były stąd widoczne światła osiedli mieszkaniowych, nie dobiegały poszczekiwania psów i rzężenie pił, kiedy o zmierzchu wychodziły z trzcin watahy dzików po 30 sztuk… Gdy woda płynęła szeroką strugą po kaskadach rowku i chrobotały w nim bobry. Urzędował rzęsorek. Jak jeleń ryczał w kukurydzy, i wąsatki pasły się na szuwarach… Nie było ambon myśliwskich. Ostoja była bezpieczna, dzika i wolna. Nie wiem czasem po co tutaj zaglądam. Może dlatego, że najbliżej, sentyment, i znam każdą darń wraz z zakątkami zwierząt. Mój świat odchodzi każdego dnia, coraz dalej. Krok po kroku, odpływa…subtelnie. Coraz dalej muszę jeździć, by znaleźć kawałek ciszy. Przetrwa w opowieściach… Mało pocieszające. A kiedy się zatrzymamy? Co nam zostanie? Przecież nawet gdyby te historie miały w przyszłości być świadectwem, nikt nie zburzy mieszkań i blokowisk, by wrócić do tego co było. I nie mam wątpliwości, że na zabudowaniu pól i wycięciu zadrzewień się zakończy. Co się dzieje w innych częściach świata – nie można wyciąć, to podpalają. A ja się dziwiłem niekiedy, widząc ludzi biegających w słuchawkach. Cwaniacy. Być może czeka mnie to samo jeszcze za życia. Śpiew ptaków odtwarzany ze smartfona, bo lasy będą ptasio ciche, z szumem biegnących na wiaduktach ponad nimi autostrad…Pęd po iluzję. Zamkniemy się w coraz to nowocześniejszych domach, zagłuszymy duszę relaksacyjnymi dzwiękami, tym samym zatrzaśniemy na świat i siebie nawzajem. Cierpkie rozważania.

Przez siwą zasłonę przebija się piskliwe nawoływanie samicy puszczyka. Zew śmierci dla gromad myszy polnych – coś jak wycie wilka. Sowa obwieszcza wypad na łów. Dla mnie to sygnał, że pora wracać. Mgły podchodzą złowrogo gęstym duchem tuż pod czatownię, nie widać prawie niczego, drzew ani horyzontu. W takim kłębie łatwo zgubić orientację, kto niezwyczajny. Na znanym sobie terenie to zawsze wesoła przygoda. Raz mi się zdarzyło. Zakręciłem się parę razy z zamkniętymi oczami wokół i podjąłem wędrówkę. Przednia zabawa. I mgła lubi dokazywać. Wilgoć osadza się na butach, przemakając je do końca. Dziś nie zabrałem kaloszy. Nie zawsze chcę – ‘’ludzie dziwnie patrzą’’ gdy idziesz w nich przez miejscowość, podczas cudownej pogody. Nie znają realiów wypraw. Dziś buty wstępnie zmoczyłem już po południu, na resztkach rosy która nie obeschła od rana. Sekrety otulają mnie szarym kożuchem wspomnień przesłaniając burą gęstwą wszystko, gdy brnę przez chłodną łąkę – czuję się wtedy dobrze. Zabrały światła, odgłosy, dalekie budynki, utuliła w miękkiej, rześkiej ciszy. Nicość, taka moja, jedyna. Oddaję się jej w zapomnienie. Władaj mi tą krainą kochana jak najdłużej…

26.09.2019 – Bobrowe rozważania nad Stawem.

Muskrat_swimming_Ottawa

Majówka z Drzewami Mocy. Sekrety jesionowego szlaku.

Bądź gotów na najbardziej niezwykłe doświadczenie. Daj się zaczarować swojemu światu. Pozostań otwarty na każdą możliwość, a wtedy – stanie się. Choć ja chyba nie byłem do końca przygotowany tego dnia wędrownego, na to co miało mnie czekać. Najpierw pojawiło się zaskoczenie. Potem radość, wdzięczność, zachwyt i … pokora. A zaczęło się…od Drzew oczywiście.

P90501-192203

Wyruszyliśmy dość późno, bo dopiero po godzinie 19. Wieczorny las, w cieple wiosennego słońca, wita rześkością. Małe kosięta kwilą już w gnieździe, samiec nieopodal wytrwale śpiewa. Pełnia rozkwitu życia. Razem z moimi gośćmi na nowo odkrywamy bogactwo tej Planety, ucząc się imion jej mieszkańców. Mam wrażenie, jakby świat pod stopami i do kolan był osobną unikatową rafą koralową, pełną barw i wirującego życia. Tu oto glistnik jaskółcze ziele, orędownik zdrowia spogląda złotym okiem z mroku zieleni. Obok dziwny wilczomlecz. Bluszczyk kurdybanek, i jasnota jarzą się kryształkami fioletu. Drzewa dziś aż trzęsą z radości. Każde zaczepia i coś chce opowiedzieć. Od nowa uczymy się wspólnego życia. Zawieramy przyjaznie z  liściastym ludem Ziemi. Bywają czasem zdziwione, choć wiedzą, że to już się dzieje. Zaczekają na nas – jak zawsze. Aż i reszta ludzi któregoś dnia dołączy do tej przemiany. Tak bardzo cieszą się, kiedy ludzie przychodzą pogadać i przytulić. Kto z nas by się nie cieszył? Niczego od Ciebie nie potrzebuję – po prostu bądź. Krótki pobyt w lesie, a goście moi słyszą i odczuwają więcej niż ja. Ani trochę mnie to nie martwi J Szczególnie cieszy. Dzięki temu nasza wędrówka jeszcze bardziej jest bogata, o kolejne uważne postrzeganie. Nie nadążam za percepcją moich wędrowców, którzy z taką otwartością reagują na wezwania kolejnych drzew. Jarek, drugi już mężczyzna jakiego goszczę na wyprawach słyszy, czuje, postrzega i odbiera je intensywnie. Wołają i zapraszają jego. Żartujemy trochę z brzozami, które przekazują nam na bieżąco, sztukę uziemiania. Znów czegoś nie wiedziałem. Jednak w tamtym momencie, po prostu mówię i robię. Przekazuję. Płynie wiedza przodków. Uczą brzozy wdzięczności, mówią o zdrowiu i sile jaka z tej postawy wzrasta. Znów instruują, jak ustawić ciała, ręce i dłonie, aby przepływ energii był właściwy. Białe, wiecznie wesołe lekarki lasu. Czujemy dogłębnie – każdy inaczej. O zmroku, stary klon jawor zaprasza do gawędy. Grażyna długo pozostaje z nim w objęciach. Po wszystkim czuje się wypełniona, obdarowana, i doładowana. Uderza gorąco. Ciężko opisać. W kniei o ciemności dzwonią jeszcze rudziki i wyśpiewuje drozd. Do snu już ptactwo szepta pacierze. Mijamy olbrzymie kasztanowce, które przyciągają jak potężne magnesy. Płyną wieści osobiste… dla każdego… Mnie proszą abym tu jeszcze wrócił któregoś wieczoru. Drzewa wiedzą, że przychodzimy specjalnie do nich. I jak to w gościach – każde chce obdarować, poplotkować, ale dziś nawet ja zaskoczony jestem tym co się wyrabia. W oddali, głucho chrypi sarni kozioł. Niewielka ich grupa wyszła o zmierzchu na soczystą kolację wśród traw. Szelesty i szmery mysie igrają ze słuchem. Coś się przemieszcza – nie widzimy. Z doświadczenia wiem, że w suchej jak pieprz ściółce, nawet małe zwierzątko potrafi mocno zahałasować. Z ciekawością odkrywać i badać te tajemnicze dzwięki, zgadywać, żeglować wyobraznią – oto cud nocy leśnej.

P90501-205135

A spędzamy ją na zacisznej polance, czekając aż zapalą się żyrandole srebrnych gwiazd. Wieczór rozgonił chmury. Długo żarzy się w pustce horyzontu, łuna zachodniej czerwieni. Gaśnie łagodnie. Nieodległa wieś, pogrążona w lampionach bladych świateł drzemie w ciszy. Nie słychać nawet psów. Nad nami dach wszechświata, w nim my, we właściwym miejscu i czasie… Mija na rozmowach, w każdym możliwym chyba temacie. A czasem cisza i słuchanie skrzypiących, szumiących drzew. Też muszą się wypowiedzieć. Kosmos słucha wszystkich. A my, spisujemy właśnie kolejną wędrowną historię.

Maszerujemy zapadając się w sypkim piasku pól. Chrzęszczą łany zielonego zboża. Pózną nocą docieramy do Krzesimira. Nie planowałem. Trochę tylko ‘’przypadkiem’’ zboczyłem z kierunku i jakoś tak wyszliśmy obok niego. Dębowy olbrzym oddycha sennie przeglądając gwiazdy spomiędzy rozłożystych konarów. Koroną zagarnia niebo. I szczodrze obdarowuje moich Wędrowców. Bucha pulsem wibrującej energii wokół. Grażyna ma wrażenie jakby nią wirował, a jarek mówi o odczuciach ‘’spod ziemi’’ i drganiach – także w kontakcie z innymi drzewami. Osobliwe dudnienie. Odwiedzimy jeszcze staruszka jutro.

Jesionowy Szlak – przez pola, łąki i miedze.

Dzień wita nas burymi chmurami, grozbą deszczu i porywistym wiatrem. Dobra pogoda dla wędrowców. Bo przecież żadna nie jest zła. Każda ma swoje zalety. Podczas takiej aury nie przegrzewamy się, i nie cieszymy wątpliwym dość towarzystwem majowych lotników – komarów i meszek. Taki czas wolą przeczekać ukryte w gąszczach. Jesionowy szlak. Aleja przekroju drzewnych osobowości. Stróżują temu miejscu również klony, lipy, dęby, wierzby, wiąz, głogi, dzikie róże, tarniny, jabłonie. Właśnie w takie dni jak dziś, poczuć można zalety  zakrzaczeń przydrożnych. Dostrzec cenną rolę jaką pełnią w zmienionej działaniem człowieka przyrodzie. Gdy tylko znajdujemy się na dróżce otulonej kępami krzewów, siła podmuchów słabnie. Maszerujemy jakby w tubie wyciszenia – tak działają drzewa rosnące obok. Tak samo zimą hamują nawiew zasp, a latem i wiosną wyłapują unoszoną przez wiatr wyjałowioną już ziemię, opóźniając procesy erozji. Hamują odpływ wilgoci i magazynują ją w sobie. Niby rzeczy oczywiste…  Ktoś kto nie spędza czasu w naturze o każdej pogodzie nie doceni – przyjedzie i wytnie… Pytają nas drzewa, z jakimi zamiarami przychodzimy. Lekko zaniepokojone. Słyszy jarek i ja. Nie dziwię się – w końcu od jakiegoś czasu obserwuję ‘’szał’’ na ogałacanie takich dróżek i polnych rowków z wszystkiego co rośnie. Mimo tylu korzyści… umysł nie pojmuje, serce płacze. A one wiedzą… choć tutaj jest jeszcze spokój, odbierają przecież co dzieje się kilometry dalej. W pamięci Ziemi zapisuje się wszystko. Dlatego szanuj, błogosław, kochaj, dziękuj i opiekuj się Matką która Cię żywi, w zgodzie z Jej rytmem. Otacza nas ocean złotej żółci rzepaku, wśród którego jak ryby zwinnie wiosłują jaskółki dymówki. Muskają kwiaty w locie, wyłapując owadzią drobnicę. Piękno i dramat na jednym obrazku, mimo wszystko w tamtym momencie myślę, że to najpiękniejsze co dotąd zobaczyłem w życiu. Przyglądamy się w zachwycie temu spektaklowi – pokazowi ptasiego drapieżnictwa. Czarne, jaskółcze kreski nawołują – ciiiit, ciiii! Zupełnie jak delfiny polujące na ławicę ryb. Komunikacja i synchronizacja. Awifauna pól i miedz dopisuje gwarem i odgłosami. To wręcz nie do pojęcia – ile te ‘’krzaki’’ kryją w sobie życia. Stały się jakby osobnym, podłużnym lasem. Widzimy żółte trznadle,  biegającą siwą pliszkę i wabienia sikory modraszki. Z niebios spływa urokliwy śpiew skowronka. Ptaki próbują swoich sił, mimo porywów wiatru. Ostro dzwoni niedaleki potrzeszcz – wieszcz bezmiaru pustki. Kolorowe szczygły uwijają się obok z wesołym świergotem. Nad nimi roztacza swój wysoki, melancholijny śpiew Ortolan – jeden z głównych tutejszych solistów. Czupurne mazurki, nieśmiałe polne wróbelki spoglądają na nas zdumione spomiędzy kęp zarośli. Obserwują. W ubiegłym roku gniazdował tutaj nawet gąsiorek – dzierzba. Chwila zadumy, gdy wśród jaskółek na rzepakowym morzu, z dostojeństwem szybuje błotniak zbożowy… Tu od wieków zakotwiczył, wyrósł i ubogacił życie osobny, fascynujący świat. Potomkowie mieszkańców odległych stepów, i suchych łąk osiedlili się tutaj i uznali rolniczą przestrzeń upraw ludzkich za swój dom. Przy okazji nieocenione oddając nam usługi. Czy pamiętamy o tym podczas gospodarowania?

P90501-194054

Jakże pogoda potrafi zmienić odbiór każdego miejsca. Jesionowy Szlak kojarzy mi się z księżycem i ciepłymi, letnimi nocami, kiedy spaceruję tutaj boso po przyjaznym piasku. Pierwszy raz wiodę tędy wędrowców. Ktoś powiedziałby ot, zwykła polna dróżka. Może i tak – gdy minąć ją w ślepym i głuchym pędzie, albo kabinie samochodu, wzniecając tuman duszącego kurzu. My odkrywamy dalej – kolory, zapachy, kształty, ślady. Fotografujemy kwiaty. Jedwabiste płatki dzikiej jabłoni i upstrzone różowymi punkcikami ozdoby głogów. Mijamy piaszczyste niecki po grzebaniu zajęcy i bażantów, królicze nory, a w jednej z maleńkich polnych kęp napotykamy królika właśnie. Trop dzika okrąża zadrzewienie, które jest naprawdę niewielkie. Mimo to – przebogate w rośliny. Brzoza, dąb, topola, jesion, wierzba, tarnina, olcha, wszystko na tak małej powierzchni. Mogłoby być zaczątkiem przyszłego lasu, gdyby zaprzestać uprawiania ziemi wokół. Ale największym zaskoczeniem okazuje się być potężna czeremcha – rozłożysta i wielka niczym ogromny pająk. W życiu takiej nie widziałem. Moje Drzewo Mocy. Mam do niej wrócić. I już wiem, dlaczego od 2 dni towarzyszyło mi poczucie, aby iść właśnie tutaj. Po drugiej stronie kępy czeka na nas ten sam królik. Zwierzak nie opuścił jej, tylko pokicał na drugą stronę. ‘’Pech’’ chciał, że nie wchodziliśmy do środka, a tylko okrążyliśmy wokół. Nie ma co przeszkadzać ptakom. W powietrzu czuć pył. Osiada mi w gardle. Znak, jak wielka jest tutaj susza. Świadczą też o tym młode kiście dopiero co wypuszczonych świeżych listków, które zrzuciły drzewa. Nie są w stanie ich utrzymać i odżywić. A wiatr nie jest aż tak silny, aby je urywał. Widać przy okazji jak różne drzewa potrafią obierać życiowe strategie. Niektóre dęby wypuściły już listki, inne cierpliwie trzymają je w pączkach. Taki Krzesimir, ”tłamsi” je już drugi tydzień, podczas gdy klony rozwinęły pełnię ulistnienia. Mijana dzika róża prosi, aby odsunąć jej pędy na bok. Nie chce być potrącana przez auta i traktory. Spełniamy tą prośbę cennego w przyrodzie krzewu. W pewnym momencie jarek mówi, że mamy przy najbliższej okazji skręcić w prawo – bo tak wołają tutejsze drzewa. Dziś, jak zawsze one prowadzą, choć nie za moim pośrednictwem. Tak docieramy do polnego, wyschniętego na wiór rowku, w którym osiedliły się topole białe. Są wysokie, dostojne, czyste.. To one nas zawołały. Jest ich kilkanaście. Pną się hen pod niebo. Przychodzi taki moment na wędrówkach, że każdy potrzebuje pobyć sam. I tak też dzieje się teraz. Każde z nas wybiera sobie jedną z topól. Czas długiego tulenia i osobistych przesłań. Czuję, że to miejsce mocno nas oczyszcza. Czuję się wspaniale, lekko i błogo. A zakątek okazuje się być spełnieniem wszelkiej tajemnicy. Nie widać było tego z zewnątrz – w środku, na dnie rowku znajdują się odciski dziczych i sarnich śladów. Widać, że sprytne zwierzęta chodzą tędy jak chodnikiem. Skryte i bezpieczne. Pełno pustych ptasich gniazd, i ciekawych roślin. Białe Topole to Drzewa Mocy patronujące na ten rok, i już z jego początkiem wołały ludzi do siebie. Nie myślałem tylko, że taką przybierze to formę. Wspierają one rozwój Duszy,  powrót do Boga, Wszechistnienie, uzdrowienie duszy, wzrost duszy, odzyskanie jej utraconych aspektów, osobistą moc ducha, przejawienie darów, jedność, Boskość Istoty i pełnię mistrzowskiej kreacji. Rzeczywiście – na naszych twarzach uśmiechy i wcale nie mamy ochoty stąd iść. Tu prawie nie wieje. Topole ugościły nas swoim schronieniem. Robimy więc postój z przerwą na jedzenie i gawędę. Maszerujemy kawałek dnem rowku, co rzeczywiście okazuje się być bardzo wygodne. Pora pożegnać się z tym przyjaznym miejscem. W pamięci zapisze się jako niezwykły skarb, skryty pod plątaniną konarów i chaszczy. Choć i tutaj dotarł człowiek z nieubłagalną piłą – gdzieniegdzie widnieją dawne ślady zniszczenia. Wierzyć się nie chce. Bo przecież zarośnięty rów lepiej magazynuje wodę, spowalnia jej odpływ, jest schronieniem dla ptactwa które tępi ‘’szkodniki’’ a czasem i nieocenionych w pożytku bobrów. Wszyscy zaś narzekają na suszę…

P90502-121902

Topole żegnają się z nami gromkim zrywem szelestu swych biało – zielonych liści. Tak samo jak powitały, kiedy tylko wkroczyliśmy w ich przestrzeń. Trudno, o bardziej wymowny znak od Drzew.

Klon

– Ludzie odwiedzający drzewa, powrócą do swojej dawnej Mocy. Rozwiną świadomość. Pozbędą się trosk, smutków, blokad, otworzą na przepływ życia. Uzdrowią aspekty duszy. Czasem ciała. To nie obiecanki, a szczera zapowiedz tego, co jest i było Wam dostępne od zawsze. Mówcie o nas. Opowiadaj o każdej wędrówce. Ty, Jarek i Grażyna. O tym co tu przeżyliście. Ważne by się dzielić, aby stało dostępne dla innych. Wystarczy im przypomnieć. W każdym człowieku drzemie tęsknota za harmonią, spokojem i zrozumieniem. Jest on na wyciągnięcie ręki. Wzrasta latami tuż obok Was. Tyle otrzymujecie – i nie dostrzegacie. Powietrze, woda, gleba, cień, osłona. Podstawy Waszego istnienia. To dają i chronią dla Was Drzewa. Poczuliście to dzisiaj. Zapraszamy do swoich światów. Pokażemy nasze bogactwa. Nauczymy jak je dostrzegać. Dziś wszyscy zobaczyliście co jest możliwe, kiedy pozostajecie w otwarciu na nasze słowa. Jak bogata staje się wtedy podróż. Jak każde z Was czuje. Wołamy, zapraszamy ludzi od dawna. Wreszcie, znów zaczynacie więcej słyszeć. Pora abyście zrozumieli, że szczęśliwi możemy być tylko współistniejąc – nie w zwalczaniu, oskarżaniu, wynajdywaniu przeszkód. Różnimy się. Drzewa nie można zmanipulować, oszukać. Was tak. Dlatego działacie przeciw nam, a tym samym wbrew sobie.

Dawno nie odwiedzany przyjaciel, Polny Klon o imieniu Kostur takim obdarza przesłaniem. Głóg obok prosi o zrobienie fotografii jego kwiatów. Chce być na tytułowym zdjęciu opowieści.

– I staną w Prawdzie Serca! O tym też napisz. Zaufania Kwiat Głogu. Kwiat Serca. Widzisz te maleńkie, różowe punkciki? Taki sam znajduje się w centrum Waszych Serc. Iskra Boga. Dotrzyj do niej, a odnajdziesz wszystko czego szukałeś. 

Woła głogowy krzaczek. Robi się wesoło. Kawałek dalej, jarek brata się z jesionem. Polem kica zając, co i raz przysiadając czujnie – szarak nasłuchuje. Może też wieści od drzewnych przyjaciół? Cieszę się bardzo, kiedy w uważności goście moi sami odkrywają pewien fenomen, podczas tych dwóch dni włóczęg. Dostrzegają gdy drzewo woła – kołysze się lub trzęsie ‘’samo z siebie’’, mimo braku podmuchów wiatru. Są podekscytowani. A ja opowiadam co jeszcze potrafią drzewa wyczynić – bo spowodować im osobny podmuch wiatru, czy zawirowanie powietrza wokół, to dla nich ‘’pikuś’’. Tak też się komunikują. Nasi przodkowie wiedzieli, jak podsłuchać rozmowę żywiołów. Pamięć tych umiejętności, przetrwała jeszcze u Drzew. Żegna nas czuły, niespodziany, śpiew ukrytego słowika. Na sam jego zew, nie mogę doczekać się kolejnego księżyca w upojeniu słowikowej nocy.

P90502-122726

A kiedy las nie pozwala…

Zbliżamy się do znanego już z wielu opowieści olsu, kiedy mam delikatne wrażenie, że możemy tam wkroczyć tylko kawałek. Jarek mówi, że nie chce tam iść – ‘’coś’’ nie pozwala i nie życzy sobie tego. Jeszcze kilka kroków, i dostrzegam kroczącego między drzewami żurawia. Tak. Ta przestrzeń jest dziś zajęta przez zwierzęta. O to chodziło. Czucie ‘’wymusza’’ niejaką elastyczność. Ufasz temu co przychodzi i podążasz. Nie sposób trzymać się sztywnego planu. A nasze wędrówki zawsze są  spontaniczne. On rodzi się w trakcie. Wycofujemy się aby nie płoszyć ptaka. Idąc, podziwiamy w rowku resztki po bobrowych robotach. Siadamy na powalonej topoli, która gościnnie przygarnia całą naszą trójkę. Natura pomalowała ją srebrno – szaro – sino żółtymi porostami. Tu czas nas opuszcza… Otoczeni zielenią traw i kwiatów, słuchamy ptasich mieszkańców bagna. Podczas każdej wyprawy poznaję swój las od nowa – oczami moich gości. Jarek wypatrzył osobliwy młody dąb, który podtrzymuje i oplata dojrzałą sosnę. Jakby trzymał ją do tańca. Tyle lat tędy chodzę i nie zauważyłem. Dlatego spotkania międzyludzkie są ważne. Każdy ubogaca nas swoim postrzeganiem,  nawet jeśli w czymś się nie zgadzamy. Warto widzieć jednak to, co nas rozwija.

59301263_285733642329815_89763278888108032_n

Tulimy brzozy tańczące na wietrze. Czuć, jak zwinne dziewczyny wyginają się i chwieją pod jego naporem. Chwila, i stajemy się jednością w błogim kołysaniu. Poruszają się lekko, bez naprężeń. Przystosowane przetrwać dużo mocniejsze wichry. Brzoza potrafi zgiąć się do samej ziemi i nie złamać. Dopiero teraz pojąć można, co znaczy nazywać brzozę tancerką. One nimi są. Błogosławimy sobie nawzajem. Mija nas dwójka młodych rowerzystów. Dla nich będziemy świadectwem, albo… wariatami J  Kwilące jaskółki uwijają się zwinnie nad morzem rzepaku, czyniąc barwną powtórkę z widowiska. A my dziękujemy życiu, że przyszło nam istnieć na tak wspaniałej planecie. A Mistrzowie Drzew, są wśród nas. Nie zawsze się ujawniają. Nawet nie spędzają dużo czasu w lesie. Niekoniecznie żyją, jakbyśmy sobie wyobrażali. Mimo to słyszą, czują, rozumieją i mają otwarte serca. To wystarczy, aby ich istnienie szumiało na co dzień śpiewem prastarej zieleni.

Gościom moim, Grażynie i Jarkowi w podziękowaniu za świadomą obecność, otwartość, niestrudzone Dni Wędrowne i wszystkie duchowe upominki.

Wierzbom, Kasztanowcom, Brzozom, Topolom, Lipie, Głogom, Róży Dzikiej, Dębom, Klonom, Sosnom, Jabłoni, Kwiatom, Ptakom, Sarnom i Żurawiowi, i każdemu stworzeniu w uhonorowaniu Waszego przewodnictwa, mądrości, bogactwa jakim obdarowujecie nasze zmysły i dusze podczas wypraw.

—————————————————————
—————————————————————

* Wędrówka miała miejsce w ramach naszych Warsztatów Przytulanie Drzew – podróż do Źródła Istnienia

A jeśli i Ty masz ochotę podarować sobie spokojny Dzień Wędrowny w doświadczeniu intymnego spotkania z Naturą, pisz, pytaj. Kontakt w sprawie zgłoszeń:
czeremcha27@wp.pl

Na blogu możesz też poczytać inne wspomnienia z niektórych minionych warsztatów:

Dendroterapia – Przytulanie Drzew 

Możliwe są też wyprawy i czuwania nocne. Szczegóły w Wydarzeniu:

Księżycowy spacer w magicznym świecie Przyrody

————————————————————–
————————————————————–

P90502-131518

P90502-122256

P90502-132355