Wyprawa na Wielką Chojnę. Przesłanie łagodnych Wiązów.

Kawałki poszarpane, a rozsiane… fragmenty ostatnie, wspomnienia tego co pozostało nam z puszcz. Przeglądając mamy googla swej okolicy natrafiłem na ciekawy dość fragment leśny, o malowniczej nazwie zaznaczonej jako Wielka Chojna. Nawet przyciąga. To właśnie tam poznałem Dęba Oriona i Wierzbę Darinę. Mimo, że jest bardzo blisko mnie, miejsca jednak unikałem, gdyż położona niedaleko ekspresowa trasa szybkiego ruchu powoduje słyszalny w całym lesie przykry szum, czego nie znoszę. Nie wypoczywam wtedy. Dziś jednak wieje mocno i pada na zmianę, może nie będzie tak zle? Żywioły zagłuszą. Ostatnie podejście zwiedzenia Chojny zrobiłem latem o świcie, wtedy jednak komary wyprawiły mi taki balet, że musiałem zrezygnować. Opyliłem się wtedy trzema różnymi środkami, a one siadały jakby nic i kłuły… Są tam pozostałości ogromnych bagien, nadal potężne i rozległe. Oceany trzcin i…

P90917-133315

Pierwsze wrażenie. Przeciętnie. Młode sosnowe drągowiny, widać, że sadzone. Wcześniej zręby i młodniki. Idę tak jak prowadzi dość zarośnięta dróżka. Sprawdzanie nowego rejonu, to przeczesanie najpierw dokąd wiodą główne szlaki. Potem chaszcze. Po prawej stronie mam widok na trzcinowiska, cały ten kompleks bagien, który zaciąga aromatem tataraku, sitowia, ‘’ciężkiej’’ wody. No taki charakterystyczny zapach, choć nie przykry. Na każdym kroku widać ślady aktywności dzików. Schodzę z drogi i wkraczam na jedną ze zwierzęcych ścieżek – takie szlaki potrafią zaprowadzić człowieka do najpiękniejszych uroczysk. Grunt po którym stąpam jest błotnisty, raz podmokły, ale da się przejść. Dzicze ścieżki wszędzie. Mijam ich kąpielisko. Ścieżynki takie mają swój urok, ledwo je widać, choć znaczne są, na tyle dyskretne, że postronnemu spacerowiczowi nie rzucą się w oczy. A mi w to graj. Wnet wychodzę na skraj śródleśnego rowku, dziś totalnie wyschniętego, lecz ma to swoje zalety. Właśnie odnalazłem jedną z najwygodniejszych i najbardziej magicznych leśnych dróżek. Puchu kłąb wisi na gałęziach. Śmiga wrażo. Wiewiórka! Nie cmoka nawet na mnie, przygląda się bystro. Żywy ogień w ruchu. Kulka puchu, w zwinności niedościgniona. Zdziwiona bardzo. Chyba rzadko tu ktoś zagląda. Zostawiam ją w tym zdumieniu, nie chcą zaprzątać jej uwagi na przednówku jesieni.

Dnem rowu maszeruje się wygodnie, choć trzeba się schylać i pokonywać przeszkody w postaci powalonych wzdłuż drzew. Z sosen przeniosło mnie do wiązów. Mnóstwo wiązów! Chyba po raz pierwszy widzę ich takie zgrupowanie w swej okolicy. Poruszenie w liściach. Zapraszają. Wiem, że dziś czeka mnie z nimi rozmowa. Jeszcze nie teraz, choć dzisiaj. Obiecuję, że niebawem wrócę. Chcę sprawdzić dokąd zaprowadzi mnie rowek. Z każdym krokiem ostoja coraz bardziej przygrywa na nutach dzikości. Wspaniałe drzewa, powykręcane, ‘’krzywe’’ inne bujne w zdrowiu, kolejne rozpadające się w kawałkach, murszejące, powalone mocą żywiołu. Takie miejsca lubię najbardziej. Bo właśnie tutaj podejrzeć można wspomnienia pamięci pradawnych puszcz, odwieczne chaszcze i plątaniny jakie porastały świat przez wieki. Maleńkie cuda wokół. Spoglądam na ni to drzewka jakby, a może rośliny, które od spodu przystroiły łodygę mchem. Jak w sukienkach zielonych. Takie piramidki. Musiały przebijać się przez jego poduchę od spodu. Zastanawiam się. Czy tak właśnie powstają omszałe drzewa, które podziwiamy? Mijam tamę za tamą. To już chyba siódma. To pokazuję też skalę suszy, że mimo tylu zapór woda nie utrzymała się. Poczciwe bobry zrobiły co mogły. Czasem czynniki globalne, przekraczają siły i możliwości tych pożytecznych stworzeń. Brzegi rowku są urwiste, widać korzenie podmywanych drzew. Pamięć potęgi strugi. Na dnie kamienie. Teraz osypują się tu złote liście. Przystaję w takich momentach i sycę magią, kiedy kolorowe tabuny omiatają mnie z szelestem. Na stromiźnie zbocza wysypały się jakieś mikro – grzybki. Są wielkości łebka szpilki, może ciut większe. Wzrastają setkami… Hordami zastępów. Jak paciorki gwiazd usianych na nieboskłonie. Tyle ich. Ziemia stroi się w kapelusiki. Po drodze znajduję jeszcze kozlarza i muchomora. Niechaj już dno ściółki zaścielą czerwienią muchomory krasne… Będzie widowisko!

P90917-133701

P90917-133204

P90917-161841

P90917-140750

Robi się coraz bardziej błotniście. I gęsto. Zwiększona wilgoć podłoża. Chyba docieram do końca…Tak. Przede mną wyrasta już średnia tama dzielnych bobrów – to ona trzyma ostatni tutaj zasób wody. Odgradza staw. Pomysł genialny, gdyby nie ona, cała woda stąd spłynęła by do bagna. Staw zaś gromadzi nadmiar opadów z pól. Suche drzewa skrzypią upiornie, i gdy wynurzam się na skraj podrywa się jasne objawienie…

Biały Myszołów. Jak on zachwyca! Jest dostojny, majestatyczny i jakoś tak grozny… w tamtym momencie mi się wydaje. Jeszcze takiego nie widziałem. Cudowny ptak drapieżny. Szybko podnoszę lornetkę i ‘’łapię’’ go w szkło. Tu widzę nieliczne brązowe plamki, rozmieszczone nieregularnie, żółtawą linię dzioba, bystre spojrzenie… Ptasi Splendor okrąża mnie raz, dzięki czemu mogę się dobrze przyjrzeć. I trzeba mi było schylać się, skakać, ślizgać, przedzierać przez wykroty, oblepić spodnie nasionami, aby ujrzeć Ciebie…

Odleciał. Ja wnikam z powrotem w las, podążając za prześwitem. Tam widnieje jego skraj. Z widokiem na łąki i osiedla. Luzno rozrzucone sosny. Jedna, gruba i strzelista przyciąga. Piszczy i wzywa. Pod nią robię wypoczynek, popijając wodę. Przy sośnie robi się dobrze. Aż ‘’za bardzo’’. Powstaję i przytulam. Prosi o to. Zrzuca mi suche igły na głowę. Proszę Sośni, by wypełniła mnie swoją mądrością i wiedzą życiową, obdarz mnie kochana informacją swego istnienia..bez słów. To pomaga ‘’ułożyć’’ się w życiu. Przecież drzewa posiadają taki zasób o istnieniu, z pierwszej gałęzi. Muszą poradzić sobie z nie zawsze sprzyjającą glebą, pogodą, zanieczyszczeniami, jak najlepiej rozwinąć i wykorzystać zasoby wokół… Sosny uczą nasze Dusze tej gospodarności i chwytania okazaji. Czuję się tak, jakbym tulił ukochaną kobietę. Tak błogo. Dotyka falą rześkości i wznosi, pobudza, do wzrostu…wydobywa co najlepsze. To pierwsza sosna, z którą mam taką harmonię. Z innymi mimo prób, nigdy nie było tak. Zawsze możesz odnaleźć najlepsze dla siebie drzewo. Robię się wesoły i skoczny. Śpiewam dla niej. Na dawną, słowiańską melodię. A na pożegnanie wykonuję pieszczotę masażem jej aury, jaką pokazały mi kiedyś, że lubią. Przeciągam dłońmi w odległości około 2-5 cm od kory, tak jak czuję otulinę jej energii. Muskam z góry do dołu, kucając do ziemi, to ‘’miziam’’ po bokach. Ona faluje w drżeniu. Popiskuje słyszalnie. Reaguje żywo i wcale nie mam ochoty stąd iść. One chyba mogłyby tak w nieskończoność – poddawać rozkoszy. Przecież w tym samym czasie może jednocześnie jeść, pić i rosnąć. Sosna prosi aby i ją odwiedzić z gośćmi. Chce obdarować więcej osób, pragnie być poznana, otoczona kręgiem splecionych dłoni i ukochana. Następną wędrówkę poprowadzę właśnie tutaj. Obiecuję jej to.

P90917-141447

P90917-142008

Kiedy zbliżam się do wiązów przechodzi fala deszczów i wyje wiatr. Las tańczy w energii. Pochylam się nad wydrążonym pniem martwego drzewa, tworzy swoisty tunel. Porośnięty jest czapką mchu, pyszni się urokiem. Taki jak z obrazka i tapet o lesie. Chcę jeszcze odejść kawałek, zobaczyć drugi kraniec rowku. Coś chwyta mnie za nogawki, przewracam się, potykam… Nie mam dalej iść. One wołają, że już. No dobrze. Wiązowe Zgromadzenie. Badam najpierw ogromną Topolę rosnącą obok. Taki unikat w środku lasu. Wyjątek i skarb. Mimo, że jest potężna, nie kwapi się do kontaktu. Odpycha. Odchodzę. Dostać ‘’kopa’’ od takiej to nic przyjemnego. Dłonią ‘’badam’’ kolejne wiązy. Buchają przyjaznym ciepłem. Od pierwszej chwili koją. To jest wiec. Bardzo zastanawia mnie ich nazwa. Rozmyślam nad nią. WIĄZ. Ale dlaczego? Spoglądam na żłobienia ich pni, tak ostro zarysowane jak kościec, dające wrażenie jakby drzewo wpajało, wpijało się całą siłą w ziemię, jakby rosło najpierw w dół…

‘’ZWIĄZANY Z ZIEMIĄ’’, przychodzi skojarzenie. Tylko przecież wszystkie drzewa są z nią połączone. Czyżby wiązy jakoś szczególnie? Wiec stroszy się.  Mnie rozpiera ciekawość. Powiedzcie, powiedzcie, dlaczego tak! Czuję się jak Anastazja, trochę przekorna, która chciała dowiedzieć się czegoś od Boga. Trzask łoskotu. Odwracam się i widzę olbrzyma. Najpotężniejszy z nich. Umknął mi wcześniej z widoku. Przyciąga…Potęga rosochatej korony.To on splątał mi kroki gałęzią, to on pragnie dziś kontaktu. Reszta mu tylko pomaga zwrócić moją uwagę. Bo mało brakowało, żebym sobie poszedł. Idę ku niemu. Starzec. Dostojnik. Jak kapłan ostoi. Grubizna pnia. Od razu się wzruszam. Jego korona wiruje jak wiatrak, i choć obraca się aż na boki w silnym wietrze, widać, że dla drzewa to fraszka. Pień ani drgnie. Cała energia wartko spływa do Ziemi. To jest właśnie to. Nieustanna wymiana, pływ żywiołów. Dzięki niej wszystko istnieje. Tak płyną informację. Powiedz mi proszę imię swoje, objaw ludziom wieści Twoje! Wołam do Niego, już przytulony. Tu już mnie nie ma. Tracę pamięć. Zaczyna rozmawiać z nim Dusza. Mam na tyle przytomności, że nagrywam wypowiadane kawałki, co pozwala mi później odtworzyć ich pieśń. A ta już grzmi, jak miękko i łagodnie;

Związani z Ziemią,
Od początku czasów

Niesiemy przesłanie,
Pradawnych lasów

Wiążemy mądrość,
Zadanie rozwoju

Wieścimy pieśni,
Wiecznego pokoju

Budować pragniemy, tworzyć, uzdrawiać,
Z tym zawsze będziemy, już do Was przemawiać

Byli stróżowie, Miłości, Łagody,
My rozsiewamy, uśmiechów pogody

Związani z Ziemią, przez stulecia, epoki,
My istnień ku szczęściu, wiedliśmy tam kroki

Słuchali ludzie i mądrość czerpali,
I oni w ukłonie, się z Ziemią Wiązali

Pytają Wiązy ludzi, o dzisiejsze sprawy
Czy to Was nie trudzi, żeśmy tak ciekawi

Żywot pełen pędu, spraw tak zagmatwanych
Dzień pełen zamętu, bardzo ‘’podziwiamy’’…

Wynalazków krocie, błędy, wykluczenia
Czy to Was powiodło, do sedna spełnienia?

Jedno po drugim naprawia, myli, chełpi dziełem
Czy to Was uzdrawia, ile jeszcze wcieleń?

Co pomoże światu, wyścig, konkurencja,
I kolejna jeszcze, w przyrodę ingerencja

Przestaliście słyszeć, zagłuszeni szumem,
Zgiełk wygania ciszę, ludzkość nie rozumie

Nie znają już oni wiatru, wody, słońca mowy
Giną niepamięcią, żywiołów, gwiazd przemowy

Słuchaj!

Woła Matka Twoja, pełna ziaren obfitości,
Pragnie Cię powitać, pocałunkiem radości

Ona wszystko Ci daje, zbiory pełne plonów,
Ty w zamian wylewasz, podłoża z betonu

Zostań tu na chwilę, albo i najdłużej,
Posłuchaj szmeru liści, pozbądź życia złudzeń
 
Pochyl się nad kwiatem, kolorów uchwyć łany
On też jest Ci bratem, tym od Boga danym

Pokłoń i bobrom pracowitym, podziwiaj wszelkie ptactwo
Tu życie w pełni jest sytym, to Twoje wielkie bogactwo

Historie toczą się w dziejach, istot tworzących przesłania
Gniją próchnem w swych kniejach, i mają do przekazania

Czy pamiętasz słońca pieszczotę, na zoranej twarzy,
Ono dotyka Cię złotem, wszystko może wydarzyć,

Deszczu strugi we włosach, chłodem, rześkością krzepiące
Mgły, szron, mżawkę i rosę, delikatnie wilgocią kojące

Ryk burzy w błyskach ślepoty, łoskot kłód padających
Bose gonitwy w kałuży, w promieniach ciepła grzejących

Zerknij, przykucnij i popatrz, w jakiej doskonałości
Działa i dzieje się wszystkim, prowadząc ku obfitości,

Od grzybów najmniejszych, istot nienazwanych,
Po drzewa przeogromne, przez świat podziwiane,

Ziemia mówić będzie, pokazywać znaki,
Widzieć będą wszędzie, kto uważny taki

Wiązy wiązać będą, mądrość z jej przesłaniem,
Staną się legendą, wiecznym podziwianiem,

I gdy Puszcze wyrosną, po wszystkim co się stanie,
Znowu ucieszą się wiosną, zaszumią na powitanie

Życiu

P90917-155258

Osuwam się na kolana pod pniem, spłakany. To jest i ostrzeżenie, przestroga, i nadzieja, i wyrzut trochę, i wezwanie do opieki, z ciągłym przyjaznym zaproszeniem. Że jeszcze można. Że jeszcze nie wszystko stracone. Nie spodziewałem się takich słów po Wiązach. Prędzej od świerków. One łagodnie godzą, harmonizują, zapraszają, wspierają, łączą, budują, tworzą Jednak przecież głupie nie są. Ilu ludzi ich słucha. Ilu jest w stanie usłyszeć, oszczędzić, dostrzec, powiedzieć STOP. Tu nie potrzebujemy urządzania, gospodarowania, rozwoju. Nie potrzebujemy nowej drogi, by pędzić dalej. To miejsce jest piękne – zostawmy je ciszy dla zamieszkujących je stworzeń, i każdemu kto będzie potrzebował tutaj przyjść się zregenerować. Choć nie wybrzmiało w słowach do końca, pojmuję co miały na myśli Wiązy. Wynalazki, ten postęp, choć tak czyniący w poprawie nasz byt, nie zawsze do końca właściwy. Coś nam się wydaje żeśmy geniuszem okiełznali, a po latach okazuje się jakie to było spustoszenie. Czytałem niedawno o pewnym środku ochrony roślin, który powodował, że ptaki nie przybierały na wadze, opóźniając ich migrację. Dla nich to był wyrok śmierci. Jest stosowany masowo do dziś, bo badania są nowe. Minie trochę czasu zanim go wycofają. Miał działać wybiórczo na owady, jednak… i hektolitrami tego przez lata opryskiwano pola. Jaki będzie skutek? Drzewa widzą dalej, więcej… w końcu, te wszystkie nasze zanieczyszczenia i błędy one chłoną i przetrawiają. Od zawsze. Pamiętają pieśni pychy, wzloty i upadki różnych cywilizacji. Dlaczego miałyby nie ostrzegać. Wołają: Zwolnijcie. Chodzcie do lasu. Tu jest całe bogactwo jakie narodziło życie. Człowiek niczego nowego nie wymyślił. Leki i rozwiązania konstrukcyjne czerpie z substancji roślinnych, podgląda i uczy się, a potem okrzykuje wynalazkiem, odkryciem. Które od zawsze było. Drzewa wzywają do prostoty bytu. On ułożyłby życie wielu z nas. Do weryfikacji, tego, co Ci naprawdę potrzeba. Przychodzi mi na myśl ta permakultura i samowystarczalność. Człowiek oderwany od Natury, próbuje wieścić, że ona biedna sobie z niczym nie poradzi. A ziemia pokazuje znaki. Gorączkuje się (ocieplenie) obmywa, (powodzie), zasypuje, wylewa, wybucha, drży… Jak symptomy choroby ludzkiej. Ale jeśli potrafimy ignorować i ‘’zaleczać’’ chemią takie objawy we własnym ciele, to czy umiemy je dostrzec w planecie?

Deszcz się wzmaga. Ja podążam za sarnią ścieżką. Opuszczam już Wiązy… I mam nadzieję, że nieprędko zawita tu człowiek z jakimś planem zagospodarowania / urządzania tego doskonałego lasu. Dukt prowadzi przez gęstwę młodych sosen, jest piaszczysty i lekki. Skryty horyzont wyłania się. Morze traw, pagórki, przestrzeń i pojedyncze sosny, strzeliste z widokiem na bagno. Czuję się jak na wybrzeżu morskim. Niełatwo tu trafić, jeśli z głównej drogi wszystko przesłonięte gęstwą. Deszcz przepływa pulsującymi, rzęsistymi falami, a mnie otacza fala wysokich świstów. Jesienna grupa plądrująca! Rozglądam się po sikorkach. Jest bogatka, modraszka, i uboga. Nic sobie nie robią z ulewy. Między nimi puchate kulki. To raniuszki! Moje ulubione ‘’kłębki waty’’. Podnoszę lornetkę i dopiero dopada mnie utrapienie obserwatora. Jakie to zwinne. Co chwila trzeba za nimi nadążyć i regulować ostrość. Dzięki temu jednak spostrzegam, że te raniuszki są trochę inne od tych, które zazwyczaj widywałem. Mają białe łebki. To raniuszek ‘’białobrewy’’ podgatunek Aegithalos caudatus caudatus. Bez lornety pewnie bym nie zauważył. Ilekroć spoglądam na ptaki przez lornetę, gębę mam ucieszoną. Tak blisko braci. To też te chwile, i te bogactwo, przystanek i szczęście o którym mówiły wiązy. Pierwsi ludzie doceniali. Ptaki przysiadały na nich, przylatywały na zawołanie, jak do drzew. Było to takie oczywiste. Dziś wędrowcy ‘’muszą’’ spisywać opowieści, aby przypomnieć.

Gdy niebo się uspokaja, wychodzę na skraje pól. Tu wita mnie para szarych żurawi, czyszcząca sobie przemoknięte pióra. Wydają się przy tym niezgrabne, karykaturą dowcipu. Chwilami kroczą jak dinozaury. Pustułka wisi w powietrzu wiosłując w bezruchu pozornym, tą poznaję z daleka po charakterystycznym sposobie polowania. Pikuje w dół. Powtarza widowisko. Lodowaty wiatr przenika dziś do kości, wyszarpując spomiędzy otuliny odzieży, resztki ciepła. W lesie było przytulniej. Po kilku godzinach czuję się nasycony. W głowie snuje się plan ‘’dogrywki’’ nocnej, przy tym lodowym wichrze. Za mało księżyca zasmakowałem w tą pełnię. Wielka Chojna. Opuszczam to miejsce totalnie zaskoczony, odwiedzone raz jeden po blisko 30 latach mieszkania w pobliżu. Enklawa, ciut większa niż las świerka Gabriela. A tu mnie dopadło. Echo pierwotnej Puszczy.

17.09.2019 Samotna Wędrówka

P90917-151955

P90917-134117

P90917-140226

Bezwład, rozkład, dzikość, przemiana, taniec życia i śmierci…tu ucztują owady i ptaki. Splot chaszczy, gałęzi i pni. Tutaj tworzy się Ziemia i zaczątek przyszłego piękna w bogactwie rozkwitu. Czy będzie im dane? 

Reklamy

Świerki Serbski – Wehikuł Czasu. Dąb Czerwony – Strażnik Duszy.Przesłania Drzew Mocy.

Przesłanie dla Agnieszki. 

Dawny ród w potędze chwały,
Niezbyt liczny już, lecz trwały,

W świecie on spokoju szuka,
Mówi o tym pamięć Buka,

Gród warowny, błyski szabel
Stary w nim zamieszkał diabeł,

Rozproszeni w miedzach, polach
W noc ucieczki, pomoc woła

Napotkała wnet Anioła,
Co do lasu, ją zawołał

Bór świetlisty, i wspaniały,
Sosny jej schronienie dały

Słonko świetli, w swej potędze,
Ma dla Ciebie, jeszcze więcej..

Koral barwi się wspaniały,
Jarzębiny ukazały,

Nie są ważne, te wspomnienia,
Światła blask wygania cienia,

Wieczór z krzyżodziobem ćwierka,
Mości się w gałęziach świerka,

Szelest ciszy, niezmącony…
Duszy Strażnik,
Dąb Czerwony.

Buk – Wędrówka Rodu

Bardzo u Ciebie ciekawie… Buk to drzewo rodzinne, wspierające nasze relacje z bliskimi, wskazujące na Twoją opiekuńczość, otwartość i dobry kontakt z rodziną. On też pomaga dojść do siebie po ciężkich przejściach, a u Ciebie pokazuje się coś takiego, jak ‘’tułaczka rodu’’. I według wspomnień ukazanych w Pamięci Ziemi, odczytanych przez Drzewa, żyłaś na majątku szlacheckim. Coś tam się stało, związane z napaścią, ale też waśniami wewnątrz rodziny i przejęciem kontroli ‘’ stary w nim zamieszkał diabeł’’. To wieszczyło stopniowy zmierzch rodu i jego upadek w tamtych czasach. Coś się pokazuje z najazdem tatarskim. Starcie zostało przegrane,Ty zdołałaś przetrwać i uciec…Podobnie jak kilku innych. Już się nie odnaleźliście. Od tamtej pory, towarzyszy Ci coś, co można nazwać poczuciem braku swego miejsca na ziemi. Wędrujesz, próbując to znaleźć, lecz nie czujesz tego spełnienia, którego się spodziewasz. Choć nachodzi to Ciebie rzadko. Jesteś osobą świadomą wielu rzeczy, w tym otaczającej Cię przyrody, działalności człowieka i wszelkich konsekwencji. Dlatego właśnie towarzyszy Ci buk, patron i wsparcie osób po trudnych przejściach życiowych. W bukowym lesie znajdziesz tą harmonię. One opiekują się rodziną i nigdy nie porzucają swoich bliskich. Nawet śmiertelnie ranne drzewo własnego gatunku, które nie poradziłoby już sobie samo, potrafią wspierać korzeniami dziesiątki lat i utrzymywać je przy życiu. Potęga Miłości rodziny. Ale buki, podobnie jak lipy wiedzą, że najlepsze przetrwanie przynosi współpraca oraz wsparcie. Wydaje się, że jesteś takim trochę samotnym bukiem, rosnącym przypadkowo gdzieś daleko, pozbawionym zrozumienia osób Ci bliskich…
Buk otwiera jednak na zawarcie kompromisów i wspiera przy podejmowania trudnych decyzji. Jako Drzewo Mocy, buki wspierają transformację i uwolnienie lęków, otulają też zrozumieniem stany takie jak niska samoocena i ułatwiają puścić to w przestrzeń, jako nie nasze. Jego łagodna energia ukoi nerwice… To jako ciekawostki.

53212928_401306560446775_6132503267579527168_n

Sosna – Nowy Dom

Jak wynika z wiersza, w głębinach świetlistego boru, odnalazłaś wsparcie, opiekę i nową przestrzeń. Drzewa zadbały o Anioła, który przygarnął Cię i towarzyszył w tamtych czasach. Tam żyłaś w bliskości natury, nie niepokojona już więcej przez nikogo, choć wracała tęsknota za tym co utracone. Nocna ucieczka przez pola… Nawoływania. Więcej nie widać i nie słychać. Sosny to zwiastuny harmonii i pełni w energii żeńskiej. Prowadzi do wewnętrznego spokoju, w tej nieokiełznanej przecież energii bogiń. Sosny żyją w harmonii z żywiołami, nauczając rozsądnego gospodarowania swoimi zasobami. Kołyszą się miarowo… A potrafią też przecież sprowadzić dla siebie deszcz i regulować klimat w jakim żyją. Być może jesteś świadoma, o jakie miejsce mogło chodzić, w tej bukowej historii. Jeśli chodzi o ‘’grzebanie we wcieleniach’’ to zasadniczo tego nie lubię, bo przecież podobnych historii mogliśmy mieć tysiące. I rzadko ujawniają się one w przesłaniach. Lecz jeśli już się pokazują, nie dzieje się to bez powodu. Tobie potrzeba znaleźć wewnętrzne poczucie odnalezienia domu i swojego miejsca na ziemi. Sosna, jako pionier, wędrowiec, rozumie Cię doskonale. Jeśli się do niej zwrócisz, przyniesie Ci utęskniony stan, a może i wyjaśni, że wszędzie nasz Dom, gdzie Dusza wzrasta.

Jarzębina – Światło Spełnienia

Stwórca Ma Cię w swej opiece, dlatego zasiał obok Ciebie troskliwe jarzębiny. Uśmiechają im się miny  Ten rok jest rokiem jarzębin i brzóz głównie, ale jeśli koralowe panny pokazują się w przesłaniu, to zawsze powód do radości. Podobnie jak inne drzewa mają moc oczyszczania z tego co nie służy, ale najważniejsze, że chronią przed tymi negatywnymi, tak aby cały czas promieniście nawigować w życiu zgodnie ze światłem duszy. Jarzębina mówi o wrażliwych potrzebach ducha, które są czasem pomijane. A dusza lubi zachwycać się chwilami i prostotą. Rzadko jednak jej to ofiarujemy, jeszcze trudniej, aby w toku życia codziennego weszło to w nawyk. Jednak wędrówka z duszą i folgowanie jej czasem ‘’szalonym’’ zachciankom czyni życie wrażliwym i bogatym w najpiękniejsze chwile, jakie mogą nam się przytrafić. Jarzębina jest drzewem kojarzonym z tęsknotami…i Ty przyjrzyj się temu, za czym tęsknisz najbardziej. Może to wezwanie duszy, aby czas już ruszyć? Jarzębina, podobnie jak buk wspiera w podejmowaniu trudnych decyzji, i pomaga znaleźć środek do realizacji tęsknot.

Świerk Serbski – Wehikuł Czasu

Serbskiego świerka nie napotkasz w kraju dziko, lecz jest on sadzony jako drzewo ozdobne. Można powiedzieć, że to taki uwięziony podróżnik w czasie. Dawniej porastał rozległe obszary środkowej europy, ale po epoce lodowcowej przetrwało tylko jedno reliktowe stanowisko dzikich świerków, na terenie dawnej Jugosławii. Wspomnienie dawnej potęgi rodu… Świerk ten wyróżnia się spośród innych pewnymi dziwnymi właściwościami. Jako chyba jedyny, przyspiesza swój wzrost w wieku dorosłym, a kiedy jest maleńki przyrasta bardzo niewiele. Zwariowany wehikuł czasu, mówi o tym, że każdy czas jest dobry na rozwój, a im dalszy tym nawet lepszy, jako że istniejemy wtedy zazwyczaj w bardziej dojrzałej świadomości. I nie ma co żałować lat zastoju czy spowolnienia – one były jak widać potrzebne po to, abyśmy znalezli się w miejscu, jakim jesteśmy teraz. I należy mieć pewność, że to najlepsze miejsce z możliwych, na ten moment. Wieczorem, w koronie wzniosłego świerka przysiadł na nocleg Twój Ptak Duszy… Posłuchajmy, o czym ćwierka.

Krzyżodziób Świerkowy – Opieka Świata

Nie jest łatwo go dostrzec, ani spotkać. Życie prowadzi uwijając się w wierzchołkach sosen, modrzewi i świerków, próbując dobrać się do swego głównego pokarmu – nasion zawartych w szyszkach iglastych drzew. Czerwone samce i szaro żółtawe samiczki, z dzióbkami zakrzywionymi niczym szczypce, w kształt litery X, wspinają się po korze zręcznie jak papugi. Jestem pełen podziwu, wobec geniuszu natury. Przesłanie krzyżodzioba idealnie pokrywa się z przekazem serbskiego świerka. Bowiem te niezwykłe ptaszki jako jedyne z ptaków śpiewających nie kierują się żadną porą roku, jeśli chodzi o prowadzenie lęgów, wysiadywanie jaj, czy wychów piskląt. Nowe ptasie życie przychodzi na świat ufne, nawet w czasie mrozów, kiedy inne pisklęta po prostu zamarzłyby. Tajemnica tkwi w zaufaniu… ale też w pokarmie krzyżodzioba, który jako wysokoenergetyczny zapewnia pisklakom odpowiednią ilość energii, która rozgrzewa je i utrzymuje przy życiu. Krzyżodzioby to również wędrowcy, podróżujący wszędzie tam, gdzie woła je obfitość szyszek drzew szpilkowych. Wlatując do naszego życia jako Ptak Duszy, mówią o tym, że każdy czas jest dobry na wszystko, a ograniczenia istnieją tylko w umyśle. Twój świat troszczy się o Ciebie, i ma w zanadrzu wszystko co najlepsze. Jeśli tylko wyruszysz mu na spotkanie, rozwiniesz skrzydła i wzlecisz…gdzieś tam, czeka na Ciebie już przygotowana świerkowa nasienna obfitość  Jak krzyżodziób, na przekór wszystkiemu doglądający swych piskląt w największy śnieg i mróz. A przecież w górach, które są jego ulubionym środowiskiem, warunki pogodowe są znacznie trudniejsze.

DSC_0029

Dąb Czerwony – Strażnik Duszy

Dąb Czerwony pokazuje się tylko na chwilę, aby powiedzieć, że jest przy
Tobie i abyś pamiętała o wizytach u niego. W Polsce jest gatunkiem inwazyjnym, który radzi sobie lepiej od rodzimych gatunków dębów – tak bardzo jest odporny i trwały. Jego energetykę można określić jako ‘’niższą’’ choć nie w złym jakimś znaczeniu – po prostu on jest bardzo skupiony na sobie i stara się wyciągnąć ze świata wszystko co najlepsze dla siebie. Dzięki czemu prezentuje się często w lepszej kondycji, niż nawet rodzime gatunki drzew. Zwróć też uwagę, że czerwień towarzyszy ci w przesłaniu aż trzykrotnie w przesłaniu (krzyżodziób samiec, korale jarzębiny, czerwony dąb). A kolor ten odpowiada za przepływ w czakrze podstawy, związany z dobrobytem, pomyślnością, przetrwaniem, odwagą. Dąb Czerwony ukazuje się też jako opiekun wędrujących Dusz Anielskich, Ciebie po prostu prowadzi, bo przypadłaś mu do ‘’gustu’’  Ciągnie Was do siebie i zbliża, lecz wydaje się, że będzie Ci lepiej nawiązać kontakt z tym dębem i sprawniej, niż mi to się udawało. Zwróciłbym ku niemu większą uwagę. Jest on zwiastunem życiowej odporności i umiejętności radzenia sobie wszędzie. Twardziel, pomijając że radzi sobie ogólnie lepiej, to i po jego śmierci drewno bardzo długo ulega rozkładowi. Czerwone, ogniste, ostro ząbkowane liście, to jedne z najpiękniejszych jakie można zebrać w jesiennej kolekcji.

Floating Oak Leaf Watercolor

🌳 Drzewo Mocy: Buk Zwyczajny
🍁 Wspierające: Dąb Czerwony
🌲 Wskazujące: Świerk Serbski, Sosna Zwyczajna
💚 Opiekuńcze: Jarzębina

🐣 Ptak pieśni Duszy: Krzyżodziób Świerkowy

🌍 Dziękuję Agnieszce za ten rozwijający czas w procesie jej przesłania  A jeśli i Ty chcesz poznać swoje Drzewa Mocy i osobiste od nich wieści dla Ciebie, pisz, pytaj