Pierwsze przesłania na żywo. Topolowe oczyszczanie i mirabelkowa gościna.

Drzewa, Moc Lasu, tajemnice, przesłania… czy kiedykolwiek przestaną mnie zaskakiwać? Każda wędrówka jest inną, mimo że zazwyczaj dzieje się w tej samej okolicy. Goście Szeptów Kniei – palety niezwykłych osobowości, a za nimi zazwyczaj kryje się historia pięknej drogi, zwykle niełatwej, pełnej barwnych i trudnych zdarzeń. Przybywają jedni po to, aby nauczyć się rozpoznawać tropy i ptasie głosy, dowiedzieć jak współistnieć ze zwierzętami bez płoszenia, a w bliskiej obserwacji. Kolejni pragną poczuć sedno jak rodzi się szeptowa opowieść. Inni skorzystać z pomocy i zasięgnąć wieści u zaprzyjaźnionych Drzew Mocy. Jestem za to tak wdzięczny, że mogę to wszystko chłonąć, poznawać, a innym dalej przekazywać. Iwona i Luśka przyjechały z pobliskiego Poznania, nie trzeba więc było wynajmować kwatery na nocleg. Las z początkiem sierpnia milczy jak zaklęty. Nie śpiewają już ptaki. Z rzadka słychać co najwyżej alarmujące zawołania dzięciołów, albo chwilowy harmider, kiedy ptasie rodziny z podlotami uczą się sztuki przetrwania w swoim świecie. Spacer z Drzewami Mocy, łączy w sobie naukowe przyrodnicze ciekawostki, bo przecież nie sposób uniknąć zwierząt. Spaja z duchową, intuicyjną wiedzą. Od Drzewa do Drzewa, z gawędą swobodną, jest podróżą przez dotarcie do osobistej prawdy, i uwolnieniem ducha do przeżywania codziennej magii leśnych zdarzeń. A dziś właśnie magia miała nas poprowadzić nas ścieżką tajemnic i czarów.

W drodze do oczyszczających aurę Topól, na posiłek zawołały nas dojrzałe Mirabelki. Migotały kulkami żółci i czerwieni już z daleka. Aż dziwne, że tutaj się uchowały. Większość drzewek w okolicy zrzuciła owoce z powodu suszy, a one tutaj oblepione. Mówią, że chciały przygotować posiłek dla wychodzących tędy od lat saren i dzików. Tak się wspierają. Rzeczywiście, pod nimi, wydeptane. Niektóre owoce aż bordowe. Częstujemy się soczystością i słodyczą. Aksamitny, łagodny aromat zapachu koi błogością. Zero kwasu. Jakie dobre! Słodsze, niż przejrzały banan. I pomyśleć, jak nie pielęgnowane, nie pryskane, nie wspomagane niczym, zdane na siebie drzewko może rodzić tak pyszne owoce? Leśna stołówka zdrowia. Po drodze skubiemy jeszcze nieco jeżyn i dzikich malin. Rozmawiamy o ziołach, ich zastosowaniu, zdrowotnych właściwościach. Po przekąsce, kłaniamy się polnym Mirabelom i dziękujemy za ich dojrzałe dary. Jakaż bogata to gościna. Odbieram, jak czują się wzruszone. Jesteśmy chyba pierwszymi ludzmi, którzy zachowali się tak uprzejmie. Cieszą, że nam smakowało. Widzimy jak Drzewa odmachują nam niewysokimi przecież koronami swych pełnych skarbów wierzchołków. W powietrzu roznosi się zapach obopólnej wdzięczności.

P90803-152510

P90803-152146

Idziemy powoli, często przystając co kilka kroków. Niby ‘’zwykła polna dróżka’’. A tak bogata w przyrodnicze odkrycia. Na poboczu mienią się w kunszcie rubinowych klejnotów srogie ostrożenie. Te pilnują uwijających się pszczół drapieżnym kolcem. Ogromne łopiany dowodzą tą strażą, lepkim rzepem klejąc przy dotyku. Maleńkie, kuliste nasiona sprytnej przytulii czepnej biorą podwózkę na naszych plecakach. Dokąd trafią? Co za fantastyczna kraina. Rośliny otaczają nas wokół i to one też prowadzą tą podróż mówiąc: tu wejdziecie, tam nie. Gęstwiny łąkowe. Soczystą żółcią wzglądają  spośród traw maleńkie ‘’pigułki’’ wrotyczu, ziela mocy o wielu zastosowaniach. Łany pokrzyw. Zaschnięte, wysuszone kocanki wiosennych kwiatów sterczą słomianym wiechciem, wspomnieniem będąc czasu rozkwitu. Te jakby zatrzymały się w innym wymiarze. W oddali po polu hasają sarny, uparte kozły wytrwale tropią na ściernisku zapachy swoich wybranek. Płowe święto Miłości zapisuje się milionami niestrudzonych kroków.

Topolowe Oczyszczanie

Wreszcie jesteśmy. Oto i one. Siostry Topolanki. Wiedziałem od razu, że dziś to nie ja mam się do nich tulić. Co innego moi Goście – przestrzeń miasta w której żyją na co dzień, łatwą nie jest. Dla wielu osób energie topolowe zdają się być zbyt silne, lub dają wrażenie zmęczenia, wypompowania, uśpienia. Często nie polecaną jest w przekazach topola jako ‘’Drzewo Wampiryczne’’ – biorca. Aby zrozumieć ten proces i nie bać się pracy z topolową energią, wiedzieć trzeba co ona robi. A zabiera wszystko – i dobre i złe. Resetuje w ten sposób naszą aurę do ‘’stanu zero’’ kompleksowo pochłaniając wszystko co nie służy, także podczepy, podpięcia i obce ingerencje w nasze pole. Aura ma wtedy możliwość odbudować się i uzupełnić, korzystając na bieżąco z czystych energii leśnych wokół. Odbudować i wykształcić już bez ‘’zabrudzeń’’. Na jakiś czas to starcza, jeśli nie zmieniamy nawyków myślowych i działań w codzienności. Niejakie zmęczenie jest więc jak najbardziej naturalnym objawem po kontakcie z topolą, zresztą wcale nie musi się objawić. Można i też poczuć się po takiej kuracji jak ‘’nakręcony skowronek’’. Gdy już Topola wyklaruje nam aurę, można z nią zacząć pracę na dużo głębszych poziomach nieświadomych blokad, traum, a nawet dolegliwości fizycznych, drzewo zyskuje tam swobodny dostęp. Ona nie bierze na siebie jak robią to lekkie brzozy, a wartko strugą odprowadza w kosmos co nie sprzyja. Jednocześnie głęboko uziemiając.

Udekorowane jemiołami trzymają się w górze ‘’za ręce’’. Gwałtowny poszum powitania. Tak mi się wydaje, że one uwielbiają to robić. Ustawiam Kobiety pod Drzewami, a sam siedzę pośrodku zaczynając proces słowami,

Żegnam wszystko co nie służy,

Życzę dobrej im Podróży,

Odprowadzam…

‘’Topolanki’’ pracują, choć nie mam dostępu do tego co się dzieje. Przepływ energii tak gęsty przy Ziemi, że aż zdumiony badam tą warstwę dłonią. Mija jakieś 20 minut błogości. I czuję, że jedna z nich mnie wzywa. Po co? Myślę. Mam podejść i ‘’dorzucić coś od siebie’’ słyszę w odpowiedzi. O nie! Pamiętam. Bo Drzewa ‘’umyśliły sobie’’ że mam na tych spotkaniach mówić rymowane przesłania, już ‘’na żywo’’, bez spisywania. Tego bardzo się domagały. Ja w opór. No bo jak to? Co innego pisać na spokojnie w domu, a inne wieszczyć tak ot. Opierałem się długo, choć wiedziałem że nastąpić to musi. A zatem podchodzę, jakoś spokojniej i z zaufaniem. Iwonie mówię o co tu chodzi.

Trzymam dłonie na Topoli. Kilka minut. W głowie chaos słów, choć w sercu spokój. Wreszcie słowa ‘’wskakują’’ na swoje miejsca, układając się w sens… Od Drzewa bucha ciepło. Klękam przy moim gościu i półgłosem wymawiam co mi przychodzi.

W słońcu się nagrzała kora,
Już na Ciebie przyszła pora,

Ta co światłem swym rozjaśni,
Woła do Twej Duszy właśnie,

Niech odejdą wszystkie cienie,
Wszelkie z Tobą jest spełnienie,

Promień daję sercu Twemu
Nie pozwolę dotknąć złemu

Uhh. To się rzeczywiście dzieje! Po prostu się dzieje. Wieszczenie ”online” i pomaganie słowem. Tak jak Drzewa przepowiedziały. Choć jestem wstrząśnięty i wzruszony, teraz płynnie przechodzę do Luśki, siedzącej przy drugiej ‘’Topolance’’. Chwila z dłońmi na korze, tym razem słowa przychodzą jeszcze szybciej. Kucam i wymawiam teraz do Lusi, przekładam chyba Topolowy dar na słowa, bo co innego?

Poczuj przestrzeń Duszy żywą,
Pętlę czasu, pustkę krzywą

Jest przy Tobie tak wspaniała,
Tyle Ci opieki dała,

Dłoń jej daj na powitanie,
A co dobre, wnet się stanie,

Puść już wszystko co Cię boli
Daj, ofiaruj swej Topoli

Chwilę potem nie pamiętam już nawet, co komu powiedziałem. Ponoć świadczy to o rzeczywistym przepływie informacji. Wspólnie, dochodzimy do tych słów przypominając je sobie z trudem. Zjadamy kanapki. Potem klękamy na Ziemi, przysiadając w kręgu. Chcemy odwdzięczyć się leczącym Topolom. Kobiety proszę by dotknęły ziemi, i odczytuję Pieśń Deszczu, jaką ofiarowały mi cierpiące brzozy. Po drodze widzieliśmy, że wiele z nich, zwłaszcza młodych nie przetrwało tego lata. Tego wieczoru na ściernisku miała nas zaskoczyć przelotna burza…

P90803-155334

P90803-155714

Sosnowy wypoczynek wśród suchych traw

Na wędrówce donikąd się nie spieszymy. Zupełnie inna kategoria podróżowania. Bez presji czasu. Pełna swoboda w słuchaniu ciała. Gdy czujesz, że chcesz zanurzyć się w morzu traw, wejść boso do rzeki, wytarzać w piasku, pobiegać po polu… Po to tu jesteśmy. Aby wypoczywać. Nieopodal dzięcioł pstry wystukuje zaklętą w dudnienie martwą melodię. Wokół zleciały się ciekawskie sikory. Plądrują z wesołymi szczebiotami sosnowy młodnik, w którym jak te sarny zalegliśmy i my na spoczynek. Cała paleta gatunków. Jest modraszka, bogatka i sosnówka. Jedna jest szczególnie ruchliwa, nieco wyobcowana, choć pełna wigoru. Nawołuje migotliwie. To czubatka – buńczuczna piękność z czubkiem, o brązowych oczach. Trafiliśmy akurat na sikorze żerowisko. Dziwne tylko, że już połączone są w jesienne grupy. Gdyby nie one, las zatopiony jest w ciszy. Wchodząc na Dębowy Szlak, daję znak stopu, gdy dostrzegam w oddali sarnią mamę z maleństwem, zanim moi goście jeszcze ją spostrzegają. Czekamy w milczeniu aż zwierzęta przejdą. Szacunek dla zwierząt i ich przestrzeni przede wszystkim.

P90803-181416

Ale nie dla wszystkich jest on oczywisty. Sielankę sjesty przerywa zbliżający się warkot. Krzyki, śmiechy, nawoływania, ryk gazującego motoru. Ludzie na quadach. Ależ jazgot i zgiełk. Przejeżdżają w pędzie z wyciem tam, gdzie jeszcze przed 10 minutami staliśmy w zachwyconej ciszy dając przejść sarnom. Jak tak można? Myślę sobie. To ja czasem zostawiam rower pod lasem, aby go nie targać, żeby nie stukał i idę boso. Opowiadam o gniewie dębowym na takie wybryki, o tym jak Drzewa pokazały rozrywanie białej aury leśnej ostrą wibracją silnika. Choć szybko się zasklepia, zdarzenie jest dla lasu nieprzyjemne. Drzew się srożą, szumią niezadowolone.

My ruszamy dalej powolutku, starając się niczego nie przeoczyć. Tu oto brzoza zmurszała piękność, skuta rytem dzięciołów, życie oddała by ubogacić sypiącym się próchnem glebę leśną. Jesion z jamą mrowiska i nornic, na którym przy wierzchołku gospodarują szerszenie. Ślady grzebania saren. Luśka zachwyca się olszami nad rzeką. Siadamy na dróżce w małym kręgu, gdzie z trudem wzruszenia odczytuję olchowe przesłanie ofiarowane przez Drzewa wiosną w podmokłym Olsie. Tam gdzie stary odyniec czuwał. Na moment zanurzamy się w codziennym Istnieniu Drzew, gdzie nie ma śmierci i straty, a Bóbr i Hurmak Olchowiec są wiecznymi w pomocy towarzyszami. A wszystko podlega pieśni dynamicznej równowagi, którą cieszą się olchy, sławiąc swych odchodzących bohaterów.

Witaj w wieczornej gościnie, 
Przybyszu z dalekiej drogi,

Szybko Ci czas z nami minie 
Tajemnic objawią się progi

Tu dzik niespiesznie kłusuje, 
Aż woda fontanną pryska

Bezpiecznie i dobrze się czuje, 
Wilk gdzieś ślepiami rozbłyska,

Olchy wzrastają i chłoną, 
Tajemną sztukę przetrwania,

Dla Ciebie będą osłoną, 
Powiodą do samopoznania

Spójrz elfy złociste w gałęziach,
Budzą i zaczynają snuć pieśni

Opowiedzą o dawnych więziach
O sprawach, jakich się nie śni

Olchy w czas wichur zawodzą,
Bujając wśród połamańców,

Najlepiej tu sobie powodzą
Kołysząc w rytm swoich tańców

Zginają się całe w pokłonie,
Gdy szarpie, targa i wieje,

Usiądz wygodnie, posłuchaj,
Dawne powiedzą Ci dzieje,

A u nas…

Kują dzięcioły zawzięcie, 
Pomagając drzewom w spełnieniu
Mają o swej pracy pojęcie, 
Drążą ku przeznaczeniu

I strzyżyk maleńki, a śpiewny
Plądruje skrzat na wykrotach, 
Swego wszystkiego jest pewny, 
O żadnych nie słyszał kłopotach

Czasem i bóbr pluśnie z hałasem, 
Zawoła: Hej, jak się macie! 
Pomaga być zdrowym lasem,
Nasz stary, dobry przyjaciel

Współistniejemy

Bywa, że zjawia się Hurmak, 
Chrząszcz – Olchowiec tak zwany, 
Cykl życia wypełnia się syty, 
Prowadzi do wielkiej przemiany

I wielu innych co lata, 
Osiada i zjada w topieli, 
Olcha zna już szept świata 
Choć wzbrania, szczodrze podzieli

Widzimy przyczyny tych zdarzeń, 
Rozumiemy dlaczego się dzieje
Zaglądamy czasem w świat marzeń,
Zwiedzając pradawne Knieje

Mijamy z gawędą w Istnieniu 
Kołysząc wśród braci zmurszałej 
Dla nas są oni legendą, 
Świadectwem przygody wspaniałej

Wspomnieniem wołamy ich ducha, 
Gdy w sen się ułożą ostatni 
Niechaj wędrowiec posłucha, 
Żywot tu wiodły dostatni,

Nie żałuj ich

Pamięć ta nigdy nie znika, 
Wśród jaskrów, plątanin chmielu, 
Sedno już serce przenika, 
Przesłaniem będzie dla wielu

Żyjemy Wiecznie 

Iwona zwraca uwagę na zabawną roślinkę, która ‘’wybucha’’ skręcając się, przy dotknięciu jej części. Mały, żółty kwiatek. To niecierpek drobnokwiatowy. Ziele strzela przy najmniejszym poruszeniu, bombardując kulkami czarnych nasion. Ile zabawy przy tym! Długo dokazujemy z niecierpkami, pośród śmiechów i zaskoczenia. Słońce przebija świetlistymi refleksami spod zielonego parasola liści, złotymi promieniami czarując przestrzeń rozlanej magii. Omijamy bobrowe doły. W oddali chrypi kozioł sarny. Planuję zrobić na zakończenie czuwanie pod lasem, aby podejrzeć wychodzące na ściernisko zwierzęta.

Na pola docieramy czerwonym wieczorem. Małe pokrzyżowanie planów. Jezdzi tu jeszcze ciągnik, który ‘’dokłada’’ do krajobrazu kolejne walce balotów. Na nich nie posiedzimy. A zwierzęta? Mimo to postanawiam zaufać, robimy kilka kroków przez ugór, aby zasiąść bezpośrednio pod lasem. I za chwilę okazuje się, że lepiej wybrać nie mogłem… Usadawiamy się pod jedynym w lesie Dębem Czerownym, który kondycją powierzchowną również zdaje się urągać kryzysowi klimatycznemu i tutejszej suszy. Liście ma lśniące, gładkie, bez skazy, pełne wigoru. Jakby nic się nie działo. Tymczasem rodzima roślinność na jego tle wypada blado. Na krzewach bzów żółcą się blade liście, pochodzące z dalekich sawann akacje sypią jak jesienią, a dęby ojczyste całe poskręcane, w dziurach i zaschnięte. Temu nic. Podziwiam kondycję, wytrzymałość, i z niejaką przykrością stwierdzam, że uznawanym dzisiaj za ‘’gatunki’’ inwazyjne może po prostu się udać, a nasze lasy na zawsze zmienią znany nam wygląd. Po drodze mijaliśmy ogrodzony młodnik, w którym wszystko co tam posadzone było już martwe. Najpierw wycięto zupełnie zdrowe i w kwiecie wieku dęby z sosnami. Na długo pozostawiono obraz klęski, który szybko zarosły różne drzewka. Jarzębiny, robinie i dąbki. Te zdążyły wspiać się na wysokość pasa. Były zielone i zdrowe. Mimo to wykarczowano je, i posadzono na tej odkrytej patelni maleństwa, które przetrwać takiej ekspozycji nie mogły. Co ‘’ciekawe’’, samosiejki różnych drzewek nadal pozostają żywe i zielone. Człowiekowi zdaje się, że wie lepiej, co powinno w lesie rosnąć… I będzie tak jak on chce. ‘’Skład gatunkowy dostosowany do siedliska’’. Poprawianie natury. Próba przyspieszania procesów, które trwają setki, tysiące lat. Dla drewna, dla zysku. Przecież tak się nie da. W nieskończoność. ‘’Gospodarka leśna’’, można czasem usłyszeć. Dobrze, że Natura ma to w poważaniu. Zawsze była bezlitosna wobec naszej arogancji. Szkoda, że tak mało się uczymy…

P90803-211337

Niebo. Teraz widzę, dlaczego miejsce jest idealne. Widać cały zachód na pustym horyzoncie. Niebiosa zasnuły się smugami…jakby deszczu? W oddali. Nie dowierzam. Ale tak to wygląda. Czerwień, granat, i mglista łuna pomarańczowej poświaty. Dawno nie było takiego widoku. Zaczarowany, a my nie możemy oderwać zeń wzroku. Mimo pracy traktora nieopodal, sarny wychodzą na ugór beztrosko, bez lęku. Dobrze znają maszyny rolnicze, prace polowe i wiedzą, że nie ma co się ich obawiać. Obserwując, wracają wspomnienia, z samotnych czuwań. Myślę sobie w tamtym momencie, ‘’ale było by pięknie, gdybyś przeszedł tu blisko, na widoku, żeby goście mogli mieć takie wrażenia jak ja miałem’’. Ulotna myśl. Mija 1,5 minuty i kozioł idzie. Prosto na nas. W energiach zrobił się ruch. Zaczęło wiać. Chmury przyspieszyły. Sarniak zatrzymuje się parę metrów przed nami, po czym obraca bokiem i daje popis. To kopytkiem się drapnie, to uszami trząśnie. Zastanawia co robić. Uciekać przed wichurą czy zostać? A my oniemiali. Nawet ja. Bo jak to możliwe? Czy on odebrał moją myśl? Przyciągnęło go pragnienie? Manifestacja natychmiastowa. Przybył, pokazał się. Coś skubie. Nas nie czuje, nie ten kierunek wiatru. On go zresztą ogłusza. Gdy zaczynają sypać gęste krople, wycofuje się w podskokach ku balotom. Jakby burza! A przecież wzywaliśmy dziś pod Topolami Deszcz i Chmury. Czy to wszystko się dzieje naprawdę? Udało się? W głębi wiem, że tak. Moc szczerej intencji. Chcieliśmy po prostu ulżyć Drzewom. W podziękowaniu za ich wsparcie. I choć nie jest przyrodzie łatwo wyczarować deszcz z tej suchoty, zauważam, że za każdym ‘’przywołaniem’’ jest go więcej i trwa dłużej.

Ścigani bluzgami urągających kroplel maszerujemy ugorem, zmierzając do ostatka naszego Dnia Wędrownego. Kończy się on dziś z nastaniem ciemności. Wnet uspokaja się. Tuż nad naszymi głowami zaczynają pląsające tańce zwrotne nietoperze. Horyzont dogasa w glorii czerwieni. Na tle tej poświaty majaczy się czarna już sylwetka sarny. Ta wraca ze ścierniska do lasu. Kroczy powoli, skupiona. Podziwiamy ją długo, odprowadzając szczęśliwym wzrokiem. Nieśmiałe, powolne kroki, i co rusz przystajemy, spoglądając jeszcze na zorzę zachodu w objęciach pieszczoty czarnego zmierzchu. Bo nikt nie chce tej krainy zachwytu opuszczać.

P90803-202514

P90803-174830

P90803-204037

A gdy słońce w pomarańczy poświacie kończy światłą podróż ku przeznaczeniu wieków. Tam gdzie pyłu słomianego unosi się smuga po żniwach dostatku. Na horyzoncie ściernisk dalekich, w żarze niebios tlących płomieniem. Przy skraju lasu, gdzie w gęstwinie już mrok czyha i sarnie cienie chwieją w podchodach szelestów. Kędy nietoperze w łopotach milczenia zaczynają swój chaotyczny balet. I kiedy lis o zmroku na łów sowity wyrusza bezgłośnie. Uśmiechnij się do gasnącej zorzy zachodu, i pobłogosław życie wokół. Wdzięcznością obejmij chwilę w błogości danej Ci teraz.

Ostatnie szczebioty ptactwa polnego, co w sen puchaty się przytulają, w pacierzu leśnym będą Ci odpowiedzią Boga.

_______________________________________________
_______________________________________________

A jeśli i Ty drogi Czytelniku czujesz w sobie chęć by podarować sobie spokojny Dzień Wędrowny ukojenia pośród Natury i Drzew Mocy, napisz do szeptów na podany adres mailowy : czeremcha27@wp.pl. Wybierzmy dogodny termin, i razem wymaszerujemy naszą wędrowną przygodę.

Pozostałe historie wędrowne i pamiątki z naszych spotkań możesz przeczytać klikając TUTAJ