Tajemnice Drzew. Duchowe dary lasu.

Siedzieliśmy pod Dębem już dłuższy czas, zatopieni w słuchaniu kniei, przeplatanym świadomymi rozmowami. On co i raz ‘’traktował’’ nas ciekawskimi owadami, które przysiadały i wędrowały po naszych ciałach, żadnej krzywdy nie robiąc. Zupełnie jakbyśmy stali się częścią otoczenia. Pamiętam, że Krzesimir bardzo chciał zapoznać się z Konradem. Choć nigdy nie planuję jakoś szczegółowo trasy, zawsze pytam 1-2 dni zanim przyjadą goście, miejsc i drzew – czy możemy do Was przyjść? Gdzie się udać? I choć jest to dla mnie wskazówką, w trakcie i tak okazuje się, że prowadzi coś jeszcze innego. Nie instynkt, nie intuicja – a mniej, lub bardziej ożywione w materii istoty leśnego środowiska. Dziś, jakże znów jest inaczej. Mężczyzni tulą drzewa. Rozmawiają o stłamszonej wrażliwości, jej okazywaniu, uczuciach, związkach, emocjach. Cieszą się nimi. Przypominają jak to jest – przeżywać i wyrażać wzruszenia, całkowicie zawierzyć odczuwaniu i sobie. My – myślący, analityczni, logiczni, sprawczy, twardzi, chłodni… Bo i tego przez dekady wymagało od nas społeczeństwo. Przyglądamy się temu – kim się staliśmy? A kim chcemy być? Jacy naprawdę jesteśmy? Czego potrzebujemy? Wracamy do osobistych przesłań, które spisałem dla Konrada, a z nimi do nowych wniosków. Pod drzewem rozmawia się lekko. Widzimy się po raz pierwszy w życiu, a panuje całkowita szczerość, z zaufaniem. Żadnych tajemnic, tabu, wstydu. Ja, a może i Dusza promienieje od środka, ciesząc się i widząc jak bardzo jest to potrzebne w rozwoju nam wszystkim. Jeszcze parę miesięcy temu powiedziałbym, że nie pracuje z facetami. A tymczasem w ciągu miesiąca, przybył do mnie już trzeci. Pamiętam dzień, kiedy pojawiła się wewnętrzna zgoda i brak oporu. Wtedy zaczęli się odzywać, pytać o wspólne wędrówki. Otwierając się na tą przestrzeń, składam też i hołd sobie. Zawierzam nowym wymiarom akceptacji. I odkrywam kolejne pokłady swej zdawałoby się znanej, osobowości.

59852509_814757635559054_7604257773869596672_n

Mądry dąb czuwa obok. Słucha naszych rozmów. Przekazuje wiele. Długo gość mój nie może się od niego oderwać. Nie przeszkadzam w procesie, dając potrzebną ciszę, temu co się dzieje. Czas na słowo, będzie potem. Dębowe dary, to przede wszystkim informacja. Ale nie dla rozumu czy świadomości – w pierwszej kolejności dla Duszy. Coś jak pakiet ‘’pełni leśnego odczuwania’’.  On będzie aktywował się z czasem. Towarzysząca nam Maria, pyta mnie, co to za delikatne, choć potężne mruczenie rozlega się cały czas wokół? A więc słyszy i ona. W tak krótkim czasie. Brzmienie dębowej mowy…

W pewnym momencie uwagę naszą przykuwa powtarzający się szmer. Szurało od dłuższej chwili, jednak jakoś umknęło. Między drzewami harcują dwa młode zające. Gonią się bez pośpiechu, robiąc ‘’kółeczka’’ i uniki.  Dziwne, że są tak blisko. Przecież prawie cały czas półgłosem rozmawiamy, a słuch zajęczy należy do najbardziej doskonałych w świecie. Jednak nie przejmują się nami. Cały czas zajęte sobą. Delikatna gonitwa. Lekkość i prostota życia. Jest środek dnia, a one… Zamieramy w zachwycie, kiedy zwierzęta niespiesznie przebiegają tuż obok nas, robiąc parę metrów dalej kilka pięknych okrążeń na pełnym widoku, w pogoni za sobą. Takie są swobodne, radosne i piękne. Dzikie, a zaufane. Chwila święta, magiczna…wzruszona. Wiemy, że dzieje się coś bardzo ważnego. Dębowy podarunek dla naszej wyprawy. Las otworzył szczodrze wrota do swych skarbów. Wiedzieliśmy to od początku – mimo że była sposobność, nikt nie pomyślał aby chwycić za smartfon i nagrywać. Czuliśmy moc chwili, którą każdy chciał przeżyć bez rozpraszania. Przemknęły obok nas, jakbyśmy nie istnieli. To są właśnie cuda. I tylko ciszy trzeba, by zechciały obok nas się pojawić. Coś takiego zdarzało mi się już pod Krzesimirem, gdy byłem sam i głównie o świcie. On jakby przywdziewał na nas ‘’płaszcz niewidzialności’’. I wiemy, że dąb w ten najwłaściwszy mu sposób odwdzięczył się nam, za poświęcony mu czas, z zaufaniem wglądu do swych wnętrz. Że pozwoliliśmy sobie pomóc, a jemu błogosławimy. Żegnamy się z Dębowym Przyjacielem długo, życząc mu jak najwięcej deszczów. ‘’Sprężynuje’’ gałązką w geście rozstania, a nas zalewa fala jego ciepłego uśmiechu. Jest szczęśliwy… Kolejna wskazówka. Bo przecież zając jako Zwierzę Mocy oznacza też nowe odkrycia własnej intuicji i zwiastuje zaufanie sobie. A to intencja tej wyprawy.

60220479_2267371736683181_7802798710210953216_n

P90511-135421

Po drodze, przyglądamy się kwitnącemu życiu. Z bezmiaru świeżej zieleni wołają do nas kolory. W niej ukryły się kwietne skarby. Czuję się jakbym miał obok stóp perły, diamenty, szmaragdy i najdroższe kryształy. Żółto mieni się pierwiosnek wyniosły, kawałek dalej w soczystym błękicie tkwią łany przetacznika ożankowego. Różowym fioletem przystroił się delikatny bodziszek, jak wielu jego braci, roślina lecznicza. Każdy z nich tak kruchy, wątły, a przecież silny, w gąszczu zielonej konkurencji. Każdy ma swój czas kwitnienia i rozwoju, po czym pławi się w błogim spoczynku umiarkowanej wegetacji, ustępując miejsca innym roślinom. Geniusz opiekuńczej natury, która każdemu gatunkowi przewidziała jego czas i przestrzeń. Mijamy osmalone pnie. Tutaj las płonął. Sosny ocalały. Ich pnie są dość odporne na pożary ściółki, o ile ogień nie ‘’wejdzie’’ na korony. Wtedy zawarte w igłach łatwopalne olejki, podsycają płomienie, a one przenoszą się górą. Tym razem jednak skończyło się na strachu. Nad bagnem krążą już błotniaki i terkocze świerszczak. Ilekroć tu jestem, opowiadam o nocy tego świata – bogatej w dzwięki, odgłosy nieznane, stąpania zjaw dawnych, szmery zwierza, i nieodgadnione szelesty. Żółta wilga podnosi alarmujący lament. Jakże inny głos, od znanego, łagodnego jej śpiewu. Przegania jakiegoś mniejszego rabusia. Rajski ptak pojawia się znienacka w pełni lotu niedaleko, zachwycając nasze oczy kunsztem swych barw. Taki latający kwiat.

P90511-152149

P90511-145545

Szlachetny Klon 

Dzięcioł pstry uwija się z okrzykami, przeszukując coraz to nowe zakamarki. Często nie muszę za dużo mówić o sposobach komunikacji z drzewami, przez pobyt w lesie wchodzimy w taką harmonię, że moi goście sami zaczynają dostrzegać ich subtelną mowę. Olbrzymi Klon Zwyczajny porusza się dziwnie. Nie cały, a niektóre jego fragmenty kołyszą się niecierpliwie, gdy ani trochę nie wieje. Zaprasza. Łatwo to przeoczyć. Maria, mówi, że on ją woła. Czy to w ogóle możliwe? – Zastanawia się. Kiwam głową na znak zgody, i polecam żeby do niego podeszła. ‘’Tracimy’’ ją na pół godziny – choć nie oczu. Wraca odmieniona… ledwo jest w stanie cokolwiek mówić. Takie wzruszenie. A klon wydobył na światło. Dawne rany i bolesne chwile. Wysłuchał historii sprzed lat. Przytulił, objął, zaopiekował się. Obiecał więcej pomocy. I potrzeba było przyjechać tak daleko, właśnie do Niego… Zawsze podczas wyprawy coś takiego się zadziewa. Nie umiem do końca wytłumaczyć. Tu prowadzą, wspierają i leczą Drzewa. Wiedzą kiedy, jak, kogo. Zdejmuję Marii coś, co zaplątało się we włosach. Sucha klonowa gałązka… Żywy znak i pamiątka Drzewa z przesłaniem. Jego mowa: ”Tak, nie zwariowałeś! To co przeżywasz, jest prawdziwe. W dowód zostawiam część siebie… ” Spoglądam na jego bujną koronę z podziwem. Jest cudownie rozwinięta w spływającą kopułę, rozłożysta i harmonijna. Właśnie tak rozrasta się drzewo, kiedy nie traktować go ‘’cięciami pielęgnacyjnymi’’. Pełnia bujnego rozwoju. Zaskoczył mnie. Wchodziłem z Nim w kontakt może dwa razy. Z moimi Wędrownymi Gośćmi, odkrywam ten las na nowo, i poznaję kolejne Drzewa. Czasem mijane obojętnie przez lata, wołają obcych przecież dla siebie ludzi, i okazują im pełne wsparcie. Jak mało o nich jeszcze wiemy… Epos tych chwil, zapisze się na długo w mojej pamięci.

P90511-171942

P90511-172022

W sosnowym młodniku siedzimy z większym milczeniem. Tu drzewka – sosenki wysiały się naturalnie. Nieregularnie, rosną jak chcą. Widać jakie są bujne, gęste i zdrowe. Raptem to kilka kroków dalej od poprzedniego miejsca, a przyroda jakże inną gwarzy opowieść. Spomiędzy mchów i porostów prześwituje susza z piaskiem. Osobna wyspa jałowego świata. Jakoś lubię takie miejsca. Osłonięte od wiatru, inne, choć i tutaj tętniące paletą ptasich głosów. Wyśpiewuje lerka, borowy skowronek, a wtóruje drzewny świergotek. Zawodzi daleki trznadel. Z niedalekiego zagajnika, dolatuje pogłos piecuszka. Lekki flet wilgi, zwiastuje krople nieśmiałego deszczu. Oby się porządnie rozpadało…

Wyprawę prowadziły ptaki. Ptaki Duszy.Wiedziały, że zwracam na nie szczególną uwagę. Sikorzy jazgot modraszki, powoduje moją ciekawość. Przystajemy, patrzymy. Ależ się nakręca! Dwa samce konkurują o rewir, urągając sobie ile wlezie. Pewnie zaraz polecą pióra… Jeden daje dyla w las. Koniec widowiska. Parę kroków i Konrad nasz przystaje raptownie. Czuje – jakby oddech życia przeniknął Duszę. Błogość totalna. Przepłynęło przez ciało prądem. I sam już mówi, że oto woła go jesion którego tyle co minęliśmy. Nie jestem zaskoczony. To jego Drzewo Mocy, które wskazałem  niegdyś w przesłaniu. Znów dostrzegam – rozświetlone, gałęziste aury tutejszych drzew. Po raz pierwszy zacząłem je widzieć przy jesionach właśnie. Zostawiamy Konrada kawałek dalej w potrzebnej ciszy. I on wraca do nas podekscytowany, rozanielony i szczęśliwy. Opowiada z przejęciem, oddaje głębię swoich wrażeń. Mówi, że dotąd czegoś takiego nie doświadczył. I nie wiem w tamtym momencie, który z nas cieszy się bardziej. Dzięcioł zwrócił uwagę na Klona, sikory przywiodły do Jesionu. Dziś zawierzamy maleńkim przewodnikom.

P90511-183411

Deszczowy Zmierzch i Mowa Ziemi

Podążamy polami, sycąc oczy zachwytem rozległych łanów rzepaku. Idziemy koleiną – śladem pozostawionym przez ciągniki. Nie deptamy więc upraw. W oddali maszeruje grupka pięciu saren. Te obserwujemy przez lornetkę, patrzymy jak jedzą. Przywdziały już rude, letnie sukienki. Ale w rzepaku dzieje się coś dziwnego. Łodygi kołyszą się niespodzianie i raptownie. Jakieś mniejsze zwierzęta. Buszują. Znajome odgłosy. Miga coś brązowego. Warchlaki! Choć trudno jednoznacznie stwierdzić. Na pewno wyrośnięte nieco dziczki. Wygląda na to, że są same. Oddalają się coraz bardziej. Po chwili łan nieruchomieje, i już nie jesteśmy w stanie ich namierzyć. Rzepakowe duchy. Zupełnie zniknęły. Taktyka i dziczy spryt. Szukaj wiatru w polu…

Przyglądamy się… trawie. Siedząc dłuższych kilka chwil zauważyć można jak źdźbła również ‘’sprężynują’’ drgają same z siebie, zmieniają swoje położenie. Nagle, ot tak. Zauważam to zjawisko od dawna. Pewnie jest jakieś wytłumaczenie. Nie odbiera mu to jednak niezwykłości. Dziękujemy i trawce, za to mikro – widowisko. Dziękujemy Ziemi, za kolejne tajemnice. O zmroku docieramy nad łąkę, która ściele się różnobarwnym kobiercem przepychu. Choć kolory już gasną, jeszcze jesteśmy w stanie dostrzec jej mozaikowe bogactwo. Puszą się miękkie dmuchawce i ostatnie mniszki. W zmierzchu wyglądają jak maleńkie lampiony. Kolejny czas przemiany. Łąkę opanowały jaskry. Ich drobne kwiatki ścielą się gęstą siecią, połączone pajęczyną szarzejącej zieleni. Jak w baśni.  Kolorowy raj. Mam ochotę wrócić tu w słońcu, na boso. Na niebie spoczywają gęste, bure chmury, kiedy siadamy na powalonym dębie pod lasem. Pokonana siłami wiatru brzoza obok, wywrócona i przechylona spoczywa na samej ziemi. Mimo to, widać, że nadal żyje. Wypuściła zielone liście. Choć już się nie podniesie… Rudzik i drozd śpiewak popisują się w pieśniach gęstniejącego mroku, a obok zaczyna krążyć wcale niemały nietoperz. Lata prosto, rzadko nawraca. To pewnie Borowiec Wielki. I znów na chwilę odżywają dawne zabobony… Wyjaśniam, że ‘’gacuch’’ nie ma żadnego interesu ani chęci, by wkręcać się komukolwiek we włosy. A jeśli lata obok głowy, to dobrze. Wyłapuje na bieżąco pojawiające się komary, które zapach człowieka przyciąga. I nimi tylko jest zainteresowany. Nastrojowo podzwania świerszcz, zwiastując czar pierwszych wieczorów letnich. Za chwilę nastaną w przyrodzie ‘’Białe Noce’’ – głośne i gwarne, a ubogie w ciemność, trwające ledwie kilka godzin.

Pojedyncze dotąd krople, wezwały mokre towarzystwo. Modelowanie przestrzeni. Pamiętam jak pomyślałem w tamtym momencie: ‘’Dobrze, że dzień minął nam bez zapowiadanego deszczu’’. I wtedy lunęło. Jakby żywioł wstrzymywał się i czekał, kiedy wreszcie będzie mu wolno.

Powrót przez nocny, ulewny las, czarującym zapisze się wspomnieniem. Kojący szum wlewa  w uszy. Majowy opad. Teraz pragnę tylko, by padało jak najwięcej. Potrzeba drzewom i zwierzętom, tej suchej wiosny. Co chwilę przystajemy słuchając błogiego szmeru deszczowej modlitwy. Odkrywamy las na nowo, który innym objawia się pięknem, w każdej zmianie pogody. Wyciągamy ręce w górę z twarzami do nieba, i siebie dając obmyć lejącym strugom. To jest właśnie życie… i czerpanie radości, z pozornych przeciwności. Cieszymy się ulgą roślin. Nie myślimy wyłącznie o sobie.

– Chrrrrrrmmmm!

Rozbrzmiewa ostrzegawczo kilka kroków dalej. W ciemnościach odezwał się dzik. Tuż obok. Nasłuchujemy odgłosów zwierza. I on na pewno nas usłyszał, a teraz kręci się, nie wiedząc do końca co zrobić. Wędrowcy chyba lekko przestraszeni, ja szczęśliwy. Bo takie chwile nie trafiają się często. Kilka minut w napięciu i wzajemnym słuchaniu. Zwierz przedziera się z łoskotem. Prawdziwe Szepty Kniei, dzieją się właśnie i stają naszym udziałem, Niedługo potem spotykamy następnego. I on chrumka do siebie, wymijając nas gdzieś lasem w ciemnicy. Ale widać przecież. Gdyby wyszedł na drogę, dostrzeglibyśmy sylwetkę. Emocje sięgają radosnego apogeum. A ja dziękuję dziczemu plemieniu za dar wspólnej chwili, życząc im bezpiecznego szlaku z obfitością łakomego żeru.

60179930_665360293889038_4679694416082894848_n

60333024_2107712859346287_6814169514381410304_n

59951411_590114151480835_7200862179002679296_n

Święto Wody

Tej nocy, długo żadne z nas nie może zasnąć. Za dużo wrażeń, w połączeniu z przyjęciem energii leśnych. Ogromna dawka. Wiem, że będą ‘’mielić się’’ z tydzień. Pada z przerwami całą noc, od świtu przechodząc w regularną ulewę. I deszczem wita nas dzień. Ani trochę tym zmartwieni, ruszamy. I taką pogodę można wykorzystać. Śliski, wilgotny świat, obmyty z pyłów i kurzu uśmiecha się do nas bukietami błyszczących liści. Niektóre kwiaty pozamykały się w niemym ‘’buncie’’, jakby chciały chronić swe delikatne wnętrza. Przypominają mi się chwile, takich letnich słot, z dawnych czasów kiedy klimat jeszcze nie wariował. Umiarkowane ulewy potrafiły trwać blisko tydzień, nawadniając ziemię dla potrzeb przyrody. Dziś będziemy czatować. Zasiadka. Moje ulubione. Wdrapujemy się na zapomnianą ambonę, usytuowaną tuż nad bagnem. Czeka nas wielogodzinne czuwanie. Będziemy niewidzialnymi dla przechodnych po łąkach zwierząt. Ptaki śpiewają na potęgę, jakby pierzasta brać cieszyła się z tej ulewy. Co i raz przelatują szpaki, niosąc w dziobach wijące się larwy i dżdżownice. Nie siedzimy długo, gdy z lasu za plecami wybiega królik. Otrząsa się pociesznie z kropel, choć widać, że przemoczył już futro. Zajada zieleń. Smakuje wszystkiego, kicając tu i tam. Przemyka tuż pod czatownią, oglądamy więc na żywo i w pełnej krasie. Na nas nie zwraca uwagi. Deszczowy szum tworzy dźwiękowe tło, które kamufluje dla jego słuchu wszelkie nasze odgłosy. Podziwiamy go więc nie przeszkadzając. Refleksja. Zawsze myślałem, że ‘’jestem sam’’. To znaczy, że tylko mnie takie rzeczy ‘’kręcą’’. Są tymczasem ludzie i potrafią przyjechać z bardzo daleka, aby takie chwile w radości dzielić i przeżywać. Pojawienie się szaraka wywołuje szczęście, podekscytowanie i wdzięczność u naszej trójki. A przecież on tylko, przyszedł jeść. Ciężko wyjaśnić fenomen leśnych ludzi. Dusze, które kochają przyrodę. Kiedy tylko odłożymy na bok ustękiwania umysłu, może ta Miłość przejawić się w pełni. Pieśń słowika w deszczu, nastraja marzeniem, i świeżością. Koncertuje też pokrzewka gajówka, kos, szpaki, kapturka, trzcinniczek i świerszczak. Bagno żyje. Raz po raz ‘’przykrywają’’ je odgłosy zawołań żurawi. Ruch jak na autostradzie. Wzlatują i lądują kaczki. Ogromny Żuraw wystartował z ostoi szuwarów. Przemyka nisko w pełnej okazałości, tuż przed naszymi zachwyconymi oczami. Ptak rusza na żer. W oddali pojawia się sarna – ta wychodzi spod wielkiej wierzby, i wcale nie kwapi się wystawiać na wilgoć rudego futra. Kręci się na samym skraju, znikając co chwilę z pola widzenia. Gdyby nie ruch, nie sposób łatwo ją dostrzec, nawet na tle zieleni. Z tyłu w lesie, przemyka niewidoczny dzik, zostawiając nam echo chrząkającego pogłosu. W dzień deszczowy, bardziej śmiałe i ufne są u siebie zwierzęta. Wiedzą, że człowiek podczas słoty, niczego tutaj nie szuka. I tak mijają ponad trzy godziny. Słuchamy uspokajającego szmeru wody, spływającej po milionach liści. Deszczowa muzyka, okraszona akompaniamentem ptasim. Ziąb dotyka dreszczem, kiedy wiatr sypie na nas w porywie fontannę rozproszonych kropel. Wędrowcy chcą już wracać. Nie oponuję. Wytrzymali długo, jak na pierwszy raz w takiej pogodzie. I bez specjalnego ubioru. Ptaki uciszyły i ukoiły, pogrążone czasem w rozmyślaniach chaosu wnętrza. Czujemy się nasyceni. Dwa Dni Wędrowne. Jeden dla Drzew w poszukiwaniu wieści, drugi ze zwierzętami, dla odkrywania przyrodniczych ciekawostek. Gwarzymy wtedy o ptakach i zwierzu, a ja opowiadam co wiem o ich zwyczajach, życiu codziennym, trudach, pożywieniu, radościach, potrzebach i troskach. Konrad podąża boso, oddając się chłodnej pieszczocie wilgoci traw. Poczuć pełnię… bo my w kurtkach i kaloszach, a zwierzęta nie mają taryfy ulgowej. Zastanawia – ich codzienny byt i przystosowanie. Próbujemy przecież tylko namiastki. Celebrujemy w ciszy Święto Wody, wracając z wolna ku sprawom zawiłym, a ludzkim… Jednak każde z nas odtąd wie, gdzie, kiedy, i jak szukać ukojenia, odskoczni, i prostoty. Żywioły Natury czekają wraz z całym bogactwem każdego dnia na swoich odkrywców. A gdy już po wszystkim, nadchodzi czas wzajemnych podziękowań. Słyszę od moich gości, że jeszcze nie przeżyli czegoś takiego, mimo przebywania częstego w przyrodzie. To chyba najmilsze mi słowa, jakie paść mogą na pożegnanie. Odtąd każda najmniejsza wędrówka będzie dla nich wyjątkowym przeżyciem. A ja cieszę się, że mogli na te kilkanaście godzin przekonać się jak to jest, i poznać jak  w praktyce powstają Szepty Kniei.  Jeszcze się spotkamy…
59788046_388476352008850_7936120211680264192_n

Gościom moim, Marii i Konradowi, jako świadectwo wspaniałych chwil i w podziękowaniu za świadome towarzystwo podczas Dni Wędrownych. W hołdzie Waszym Procesom.

Chmurom, deszczom, i ulewie – za możliwość odkrywania bogactwa tego świata w mokrej tym razem odsłonie, oraz pełnię leśnego odczuwania. W radości kochana Przyrodo, że mogliśmy tyle Twoich sekretów dojrzeć, w doświadczeniu bliskości wodnego żywiołu i codziennego żywota mieszkańców kniei, bagien i pól.

__________________________________________________________

* Wędrówka miała miejsce w ramach naszych warsztatów:

Przytulanie Drzew – Podróż do Źródła Istnienia

Wydarzenie na Facebooku – Kliknij i dołącz do wędrownej społeczności

A jeśli i Ty masz ochotę podarować sobie spokojny Dzień Wędrowny w doświadczeniu intymnego spotkania z Naturą, pisz, pytaj. Kontakt w sprawie zgłoszeń:
czeremcha27@wp.pl

Na blogu możesz też poczytać inne wspomnienia z niektórych minionych warsztatów:

Dendroterapia – Przytulanie Drzew

Możliwe są też wyprawy i czuwania nocne. Szczegóły w Wydarzeniu:

Księżycowy spacer w magicznym świecie Przyrody

_________________________________________________________

P90511-151644

P90511-145539

P90511-172157

 

Reklamy

Leśna medycyna – Dotyk Ziemi. Wiosenna wędrówka Żywiołów.

Są takie momenty, że wzruszenie trzyma tak długo, że nie wiesz co napisać ani powiedzieć. Szczególnie, gdy ktoś pokonuje setki kilometrów specjalnie po to, aby poznać i przytulić dwa drzewa, od których spisałeś dedykowane osobiste przesłanie Drzew Mocy. Ania Chmura przyjechała naprawdę z daleka, bo aż z niemieckiego Hamburga. Tak bardzo chciała je zobaczyć… I choć ma za sobą ponad 550 km jazdy autem przez wiele godzin, mimo późnej nocy, nalega abyśmy jeszcze dziś ruszali do lasu. Stwierdzam, że to dobry pomysł, jeśli po całym dniu hulanki deszczu i wiatrów, niebo wreszcie się rozgwieździło. A jutro znów ma padać. Dobrze wykorzystać taką chwilę. Gdy wychodzimy z kwatery, jest około godziny 23. Noc czarna i cicha. Żadnych zwierząt z bliska ani daleka. Jakby całe istnienie zatraciło, rozpłynęło się w tej ciemności. Podążamy wzdłuż polnego rowku, który objęły we władanie pożyteczne bobry. W nim ścielą się pocięte kłody wierzbowych ofiar. I choć niewiele widać, uczę jak najlepiej rozglądać się w tym świecie o takiej porze, żeby przegapić jak najmniej. Zobacz! Jeśli przykucniesz i spojrzysz bardziej od dołu, jest spora szansa, że na ‘’szczycie horyzontu’’ pola, dostrzeżesz maszerującą sarnę, dzika, lub nawet lisa. Ich czarne sylwetki odcinają się nieznacznie na tle nieba, i można wtedy przeczekać aż zwierzę przejdzie. Tak właśnie trzeba tu zerkać, jeśli nie ma z nami księżyca…

Uszy uspokaja szeleszczący pluskot strumienia. Zostawiamy go za sobą i wreszcie stajemy pod czarną ścianą delikatnie szumiącego lasu. Tutaj zawsze robię krótki postój nocą. Pierwsze, głębsze wejście do leśnej krainy, aby poczuć ją wszelkimi zmysłami. Można długo tutaj stać w ciszy, nie niepokojąc zwierząt. One dalej położonymi ścieżkami wychodzą ze swych ostoi na pola. Nasłuchujemy ich kroków. Jak spokojnie. Pozdrawiamy mieszkańców leśnych w pokłonie, i wyciągamy dłonie przed siebie, aby poczuć energię tego miejsca. Nagle:

Trrrrrrr….

Odezwało się drzewo. Trzeszczy od środka.

– Trrrrrrrrr, kuiiiiiiiiiii, – odpowiada mu drugie z jękliwym piskiem. Dęby omawiają coś z Sosnami.

Brzmi nieziemsko w tych ciemnościach. A to przecież zwyczajne odgłosy tego świata. Przysłuchujemy się tej trzeszcząco – skrzypiącej rozmowie drzew. Ania zadaje im szeptem osobiste pytania. Cichutko nuci pieśń, jaka odezwała się nagle w sercu…Robi się baśniowo. Wzruszenie. A one odpowiadają, potwierdzają… Myślę sobie wtedy, że z nimi jak z nami. Komunikacja werbalna i niewerbalna. Ta energetyczna jest mi już znana. A na tą postrzegalną fizycznymi zmysłami, coraz bardziej i głębiej zaczynam zwracać uwagę. Gadają tak pięknie, że nie mamy ochoty stąd iść. Do marszu rusza nas dopiero zimno. Idziemy więc dalej piaszczystą dróżką, z jednej strony mając sosnowy młodnik, a z drugiej bezkres pól. Tam stoi jakiś wielki dziad… Czai się w mroku. Wygląda rzeczywiście jak olbrzym, witający otwartymi ramionami śmiałków w swoim świecie. Można z daleka się go wystraszyć. Proszalny dziadyga pilnuje tu miedzy, a jego istotą jest pień zamarłej, pokonanej przez wiatry dzikiej gruszy. Kiedy spoglądam na pustkę pól, nie mogę pozbyć się wrażenia, że równo z nami przemieszcza się jakiś duch. Pojawia się w postaci ciemniejszej plamy. Ludzka sylwetka. I można czasem aż zwątpić, czy z horroru rodem to świat, czy może jednak kraina baśni…

P90309-003433

Siadamy z odpoczynkiem nad bagnem, gdzie ma zwyczaj kryć się i zamieszkiwać największe zwierzęce bogactwo. Delikatna rozmowa, przeplatana momentami medytacji. Spontaniczna lekkość. Nie każdy potrafiłby odnaleźć się w bagiennej ciszy. Bóbr chrobocze przy olszy, coś nieśmiało sobie majstruje. Odpowiadają mu sennie żurawie, jakby zza grubej zasłony. Wybudzone na moment, za chwilę gasną w ciszy. Z pól dobiega jękliwe, tęskne zawodzenie jakiegoś zwierza. Mimo, że znam niemal wszystkie, tego głosu uparcie nie udaje się odkryć. Zostaje dreszczyk tajemnicy. Słychać pogłos dalekich kaczek. Ja z głębin bagna odbieram jeszcze niski bulgot kilku dzików, jednak to dźwięk tak subtelny, że nie zawsze da się go wychwycić. Mimo wszystko, jak dla mnie bardzo tu dziś cicho. I pomyśleć, że za 1,5 miesiąca to miejsce zmieni się tak, że nie będzie wiadomo czego nawet słuchać. Nad nami iskrzy w czerni, udekorowana srebrnymi lampionami, bezkresna otchłań kosmosu. Pojedyncze chwiejne obłoczki umykają szybko, nie chcąc mącić świętości nieba. Ania zachwyca się gwiazdami, których w takiej ilości nigdy nie widać w miastach. Doskonale ją rozumiem, bo mimo upływu lat, ten widok również mi nie powszednieje. Doceniam. Choć wiem, że to ‘’pikuś’’ w porównaniu z tym, co można zobaczyć, na przykład w górach. Wzrok zestroił się już z tym światem, nie straszna nam ciemność. Trwa jedna z tych pięknych chwil, bardzo bliskich życiu…

Chmurka.jpg

I tak minęła nam pierwsza Noc Wędrowna.

Krzesimir

Kiedy rankiem przybywamy do dębu, sprzyjająca pogoda kończy się. W oddali pędzą bure, wściekłe kłęby rozjuszonych obłoków. Gradowa burza porywa nas w objęcia znienacka. Nadleciała na skrzydłach granatowych chmur, pędzona pejczami zimnych porywów pogodowego szaleństwa. Z nieba prażyły boleśnie pędzące ku własnej zgubie, miniaturowe lodowe kulki. Dla Ziemi to jak masaż. Woda Życia, w nieco innej formie. Nam w kurtkach też nie szkodzi. Biała kurzawa szarpie wzmagającymi falami, jakby chciała stratować, rozgnieść, zmiażdżyć wszystko na swojej drodze. Szare smugi przelatują w furii nad polami, zderzając się ze ścianą lasu. Tam hamują nieco swój impet. Drzewa szumią jak bezmiar oceanu. Ania jest tak zjednoczona z dębem, że nie zwraca uwagi na to co się dzieje wokół. Olbrzym przekazał brzmienie swojej siły, zaufania, pewności. Jest totalnie wyciszona. Spokojna. Nawet się uśmiecha łagodnie. Nic więcej nie trzeba… U mnie odwrotnie. Jestem bardzo pobudzony. Jednoczę się z huraganem, cały śpiewam w środku i mam ochotę gnać przed siebie polem, oddając się w objęcia żywiołu. Dzikość istnienia, sedno duszy przejawienia.

P90309-140040

P90309-140120

Dąb nas osłania. Opiekuńczy pień przyjmuje na siebie całą siłę sztormu. Co to dla niego… Nie takie rzeczy tu przetrwał. Powszedni chleb życia dębowego. W pewnej chwili dostrzegam jak nad polem, w tej całej zawierusze frunie jakiś maleńki ptaszek. Co kawałek opada i przysiada na Ziemi. Nie daje rady. Grad psuje widoczność tak, że nie sposób rozróżnić gatunku. A on uparcie, podrywa się. Nie leci w krzaki, tylko na przestrzeń. Zgłupiał? Na dalekim horyzoncie przeciera się już na niebiesko. Może i on, w swej małej mądrości ptasiej wie, że to tylko marcowa chwilówka? Trwała 10 minut. Kiedy znów wynurza się słońce, sosny olśniewają czystym złotem, obdarowane wilgocią ulewy. Drzewa przywdziały jedną z szat przedwiośnia, tak rzadko podziwianą przez wytrwałych wędrowców. Zachwycamy się tym długo jak dzieci, chwytając dłońmi resztki ostatnich kropel. Jak cudnie! Świat wymalował gałęzie blaskiem. Żarzą się w glorii, obwieszczając, że przetrwały i są gotowe do wiosny. Z dębu bruzdami kory spływają kaskady maleńkich wodospadów, pojąc drzewo do pysznego syta. Cuda błyszczą w świetle kryształowych diamentów, gdy na koniuszkach gałęzi osadzają się łzy niebios. Być tutaj, w pełni tego co się dzieje. To jest to, czego niektórzy szukają.

Pod niebieskim niebem maszerujemy już dalej, podziwiając ciemne okapy ogromnych świerków. Prężą się dostojnie, niczym maszty niewidzialnych okrętów. Pokrój piramidy. Energetyczna antena. A z nami podąża delikatny szmer. Mówi się, że w lesie pada dwa razy. Ja bym powiedział, że nawet trzy. Z drzew, krzewów, gałęzi, pączków i paproci opadają na mchy i liście resztki ulewy, czarując magiczny pogłos. Echo wdzięczności roślin, za dar wody. Szemrząca modlitwa lasu. Wnet stajemy nad rozległą łąką, mizdrzącą się w pełni słońca. Jak dynamiczna zmiana, przez krótką chwilę… Uroki marcowego klimatu. Tu witają nas powykręcane sosny i zmurszałe brzozy. Odeszły naturalnie. Tak jak powinny odchodzić drzewa. Część złamana przez wiatry, wywrócona odsłania ogromne wykroty. Inne podziurkowane dzięciolim kunsztem, rozsypują się już od własnego próchna. Rozglądam się za gniazdem strzyżyka, które widniało tu zeszłej wiosny, jednak nie przetrwało. Lubię to miejsce i często wysiaduję tutaj przy księżycu. Skraj lasu jest świetlisty i łagodny. A nie poskromiona przez człowieka natura, ukazuje wspomnienia swojej dawnej dzikości, niestałości i bezładu. Uczta dla zmysłów. Nad nami zmagają się z wiatrem czarne kruki. Tutejsza para. Wykorzystują podmuchy do wyprawiania zaskakujących fikołków, w popisach swojej zręczności. Frywolna zabawa z żywiołem. Jakże chciałoby się tak samo… Podziwiamy w uśmiechach. Ciekawska sójka chyłkiem wyziera spomiędzy gałęzi, podglądając nieznajomych. Tak tu błogo… Klękamy na ziemi, dłońmi dotykając mokrej ziemi traw. Ania w ten sposób pobiera energię naszej Ziemskiej Matki, utwierdza w jej polu, pozbywa swych blokad, oraz stara się poczuć wnętrze lasu przed wkroczeniem do jego świętej przestrzeni. Błogosławieństwo Życia. Choć tego akurat nie praktykowałem, pozostaję zachwycony. To jest ten szacunek właśnie, tak mi bliski. I wiem, że sięga dużo głębiej swym sednem.

P90309-143124

P90309-141130

P90309-142856

P90309-143457

Rzeka

Chyba nigdy nie planuję solidnie trasy. Zawsze podążam tam, gdzie ‘’woła’’. Intuicyjnie. Bo i każdemu potrzeba czegoś innego, a las najlepiej wie, gdzie skierować kroki wędrowca. Maszerujemy zapomnianą ścieżką, upajając się kołysaniem i poświstami drzew. I w dole dostrzegam mozaikowy ols, za którym wyczuwam bliskość wody, znając nie od dziś te tereny. Akurat przechodzą tamtędy sarny. Przeczekujemy, aż nieświadome naszej obecności piękności, oddalą się poza słyszalność. Wkraczamy na błotnisty, podmokły szlak w pełnej pokorze. Głowy obracają się w zdumieniu, podziwie, zachwycie… Tu rozegrała się natura, z pełnią głosu swojej kreacji. Rozlała dzikość. Wymyślna, nieujarzmiona macierz Przyrody, posłużyła się cząstką swej mocy, ukazując co potrafi. Nie chce się wierzyć, że parę kroków od głównego szlaku mieści się takie bogactwo. Ścieżynka wydeptana jest przez dziki, sarny i jelenie. Łagodne zejścia do wodopojów i brodów, gdzie zwierzyna przeprawia się na drugi brzeg. Rzeczka nie jest może aż tak szeroka. Dla jelenia na jeden skok z biegu. Pluszcze łagodnie przepływ na bobrowej tamie. Ależ tu się dzieje! Cuda otaczają nas na każdym kroku. Drzewa powalone, przegradzające drogę, owoc pracy ziemi i bobrowych robotników. Wzięły się nawet za wielkiego dęba. Niektóre kłody mokre i śliskie, na innych rozkwita bogactwo grzybów i pleśni, kolejne otulone zielonymi kożuszkami mchów. Zaczarowana kraina obfitości. Tyle organizmów, życia, form. Któż je policzy i nazwie? Choć czytam regularnie przyrodnicze książki i wertuję atlasy, wielu nie poznaję. Powalone drzewa tworzą zdradliwe mosty dla śmiałków, dziś nie będziemy jednak próbować swoich sił w takiej przeprawie. Gdzieniegdzie gęsto ścielą się trzciny wespół z kępami sitowia. Grunt jest grząski, choć stabilny. Kaloszom błoto nie szkodzi. W ziemi znajdują się głębokie dziury, akurat na szerokość nogi, przepastne, zalane wodą. To stare bobrowe tunele bezpieczeństwa, albo odpowietrzniki podziemnych komnat. Bardzo trzeba uważać, by w coś takiego nie wpaść. Nie jest to ani trochę przyjemne, parę razy mi się zdarzyło. Odtąd w bobrowym królestwie poruszam się dużo ostrożniej. Przed nami wyłania się widok, na imperium płynnego błota. To kąpieliska dzików. Niecki są rozległe, widać, że baraszkują tu całe grupy. Widzę te watahy oczami wyobrazni… Ptaki dokazują śpiewem, a spośród nich na czoło wybija się strzyżyk. Drugi brzeg jakże jest odmienny od tego którym podążamy. Łagodny, zasypany liśćmi, wygląda jak kawałek miejskiego parku. Dwa różne światy. Ale olchowa kraina czaruje serca bardziej. Z iloma rzeczami muszą zmagać się tu drzewa. Niestabilność gruntu, osunięcia, bobry, czyhające na większą ranę grzyby i pleśń. Mimo to szumią i rosną. Powalona brzoza z ogromnym wykrotem. Gniazdko zawieszone na krzewie przypomina o bogatym ptasim istnieniu, przegląda się w promieniach słońca. Utkane, wyplecione z suchej trawy cudeńko. Tak kruche. Aż dziwne, że nadal wisi. Puchata kryjówka ptasich skrzatów i pcheł, chłonie do słomianego wnętrza resztki ostatniego ciepła dnia.  Inne krzewinki, tak skarlałe i powykręcane, przystrojone zielenią mchów, pozostają bajeczną zagadką. Są tak odmienne. Jakby wyrosły z innego wymiaru. Te podziwiamy długo. Czas się tu nie policza… Mchowe poduszeczki wiszą na koniuszkach jak bombki. Śmierć tu, czy życie rządzi? Zastanawiam się spoglądając. Jeszcze parę kroków, i dostrzegam rozwleczone, brązowiejące kości większego zwierza. Obok fragment sarniej nóżki. Czyżby urzędowały tu jednak wilki? Podobno są w okolicy, ale nie tutaj. Ani trochę dreszczu czy strachu. Ciekawość badacza. Na samą myśl, radość z wilczej obecności. Na rozwidleniu jednej z olszy, przysiadła paproć. Mam ją na wysokości głowy. Jak ‘’weszła’’ tak wysoko? Niezwykłość. Tu zostajemy na dłużej. Nie wiadomo na co spoglądać, aby nasycić zachwyt. Całe szczęście, że to zwierzęce królestwo spisuje swoją opowieść głównie nocą. Olchy bujają raz sennie, to z ożywieniem. Opowiadają dziejące się tu zagadki. Siedzimy nad wodą w ciszy, upojeni pięknem przebogatego świata. Tak mija nam popołudnie.

P90309-153325

54516582_2537411173000020_8516492197426626560_n

P90309-150839

P90309-152053

P90309-150335

P90309-154428

P90309-150522
Bobrowy dół – uwaga!
P90309-150040

P90309-150942

P90309-151054

P90309-150720

P90309-154345

P90309-152634

Brzozy, łąki, i szuwary – Czas Przesłania

Długo trzyma wzruszenie, gdy wiesz, że ktoś pokonuje setki kilometrów, aby dotknąć i przytulić drzew, od których wzięło początek jego przesłanie osobiste. Taneczne, kochane brzozy. Niejedno pokazały i często ratowały mnie w różnych przypadłościach. Zawsze wesołe lekarki. Osiadły na skraju lasu, tworząc powitalny szpaler. Możliwe, że zostały posadzone. Robi się chłodniej i snują granatowe chmury z niespokojnym wiatrem. Dotykamy, tulimy i staramy się poczuć, co też dziś dzieje się w brzozowych nastrojach. Kiedy Ania dłuższą chwilę łączy się z jedną w uścisku, wiem, że czas nadszedł… Przykładam usta do białej kory, zaczynając wypowiadać tamte słowa:

Dzika radość, śmiech wśród łóz,
Zaczął się tu taniec Brzóz,

Przez las aż się niosą wstrząsy,
Takie wyczyniają pląsy,

Figle, harce, głupie psoty
Wnet znikają już kłopoty.

I weseląc się uśmiechem,
Obdarzają jego echem,

Lekkość taka płynie w nas,
Jakiej nie zna nawet czas,

Hej siostry, stańmy w kręgu miłości swej!

I tak tęskniąc za bliskością,
Obdarzamy się czułością,

Już nie straszna nam pogoda,
Wnet zaczyna się swoboda,

Podaj śmiało mi swe ręce,
A ja z Tobą się zakręcę,

Zawrzyj na pniu obie dłonie,
I tak mocno – tul się do mnie!

Hej! Splećmy gałęzie w księżycowym blasku,
Pora już doczekać brzasku.

Błyska świtem pierwsza zorza,
Taniec swój zaczyna Brzoza

W słońcu koi się z uśmiechem,
Tchnąc radości swej oddechem,

Na mej korze pocałunek złóż…
Dłonie razem mocno przyłóż,

Poczuj tej jedności tchnienie,
Wnet objawi się spełnienie

Zatańcz ze mną w rytm nowego,
Bardzo czuję, że chcesz tego!

Wiruj z tęczy grą kolorów,
Odkryj magię swych wyborów…

…Przybył wiatr,
Tańca brat,

Brzoza już się w tan ochoci
I rozgląda co tu spsocić,

Oddech lasu pochłoń lekko
I jak liście szuraj miękko,

Nie potrzebne tu zaklęcia,
Zaraz znikną Twe napięcia

Teraz ręce, lewo – prawo!
Już cieszymy się zabawą,

Pochył lekko, góra – dół!
Giętko jak ja, ukłon wpół!

Dołącz do nas ludzkie dziecię,
Jesteś wyjątkowa w tym świecie,

Zwracaj do mnie się w potrzebie,
A zatroszczę się o Ciebie ❤

Ledwo kończę wymawiać ostatnie frazy głos grzęźnie w gardle. Mój gość szczerze płacze. Ja również jestem wzruszony i szczęśliwy – że mogłem coś takiego drugiemu człowiekowi podarować. I moim kochanym drzewom. Energia brzóz zmienia się odczuwalnie. Teraz zrobiły się błogie i troskliwe, choć nadal w duchu wesołości. Są zadowolone. Takie chwile kochają wszystkie drzewa, choć wiem, że dla nich to coś bardzo dawno zapomnianego. Mało już na świecie wędrowców i wieszczy, czujących ich istnienie, mówiących wierszem. To niezwykła chwila i piękne spotkanie dusz. Przypominam sobie, że to właśnie Ania pomogła mi w zeszłym roku przekroczyć kolejną granicę wyrażania siebie, i zatańczyć z drzewami. Przełamać własne opory i blokady. Tak powstał Brzozowy taniec w Uśmiechu Serca. I teraz… zaczynamy wirować jak wiatraki, pląsać i skakać aż do zawrotów głowy. Z nami baluje wolność i szczęście. Oh te dusze! Im tak niewiele potrzeba do pełni.

P90309-164836

Warchlaki

Z pola nadlatują chłosty zimnego wiatru, a ja opowiadam o brzozowym życiu i nietoperzach, jakie fruwają tu latem. Jesteśmy niedaleko jednego z większych i bardziej niedostępnych bagien w okolicy. Maszerujemy łąkową dróżką, gdy niespodziane, ostrzegawcze chrummm! wyrywa mnie z zamyślenia, zasiewając zdumienie. Nieruchomieję. W krzakach po lewej zakotłowało się nieco. Dziki! Tchnę szeptem. Przykucamy natychmiast i oto naszym oczom ukazuje się tak rzadko podziwiany, piękny, leśny cud. Bo pod gałęziami wierzb oplątanych ’’zielskiem’’ rozrabiają małe dziczki. Nie widać ile ich jest, ale jeden jest łaciaty, zupełnie jak świński prosiak. Poruszyły się na ostrzeżenie lochy, a teraz uspokojone ciszą gramolą się przez gąszcze, jakby czegoś szukały. Nie boimy się ani trochę. Zachowaliśmy się jak rasowi wędrowcy nieruchomiejąc na ostrzeżenie zwierzęcia, a ona uspokoiła się. Był to raczej odgłos skierowany do małych niż do nas. Podziwiamy w uśmiechach jej dzieci hałasujące na ściółce. Jakie to szczęście! Widzieć dziki za dnia, i jeszcze malutkie.  Nie zdarzyło mi się dotąd z gościem. Dziękujemy jej w duchu za zaufanie i zdarzenie. One wiedzą, przed kim się otworzyć, pokazać, nie bać. Ostrożnie, miękko i na palcach odchodzimy dalej, ciągle nie dowierzając szczęściu tej wyprawy.

A przed nami przejrzysty, podmokły zagajnik, pełen ścieżek i tropów. Widać, że urzędują tu właśnie dziki. Zresztą, gdzie byłoby im lepiej. Okolica pusta, odległa i mało uczęszczana, z morzem zalanych trzcin. To ich raj. Jeszcze parę kroków i oczom naszym ukazuje się… Cmentarzysko Drzew. Takie określenie przychodzi, gdy spoglądam na to co się tu stało. Taniec życia i śmierci. Powywracane olchy, leżące brzozy rozłupane do niemożliwości przez dzięcioły, toną w stosie własnych trocin. Tam obsunięty pochylony jesion, kłody i bele w różnym stopniu rozkładu. Pod korą suchej olszy jakieś larwy zostawiły w drewnie swoją pieczęć. Być może to przyczyna. Ale grunt jest żyzny, luzny i grząski, więc i wiatr musiał dołożyć swojego dzieła. Takie widoki uwielbiam. To właśnie natura w pełnej krasie. Panuje tu dzika świętość…i życie. Dopiero po chwili dociera do mnie, ile odzywa się ptaków! Na suchych olchach przysiadły gwiżdżące szpaki, wszędzie uwijają się sikory. Szpacy w zabawie miauczą, naśladując z uciechy myszołowy, których nigdzie nie widać. Gdzieś dalej śpiewa trznadel, a niedaleko strzyżyk. Słyszę jeszcze pełzacza, jakieś drozdy i ziębę. Niezły gwar, jak na start marca. I widzę, że właśnie to drzewne cmentarzysko tak ja przyciąga. Tutaj w gnijącym drewnie i pulchnej ziemi mają pod dostatkiem różnych larw i nasion. Bo choć miejsce na pierwszy rzut sprawia ponure wrażenie, jest po prostu ptasio zaczarowane. A my oczarowani. Niski przelot żurawi nad trzcinami, które nie spostrzegły nas w pośpiechu. Chrypią. Szassst, prast! Łomoczą szuwary. Tam jest jeszcze jeden dzik! A nawet rozróżniam dwa. Buszują z tęgim łoskotem, a buzia mojego gościa promienieje w uśmiechniętym blasku, gdy szeptem wyjaśniam co się dzieje. Wiem, że nie wyjdą tutaj. Wiedzą o naszej obecności. Ale swoje pohałasują. Dla mnie zwyczajne już odgłosy, dla kogoś kto nie słyszał, moc wrażeń. Kładziemy się na powalonych kłodach i słuchamy dziczego teatru szmerów. Ramionami otacza nas ogromna wierzba – sekret życia. Jak jest stara nie odgadnie nikt, a płoży się jak potworna ośmiornica. Nie wiadomo gdzie przód, początek, tył. Za to pełno dziupli, otworów i pustych jam. Pewnie mieszkają tam bagienne skrzaty. Prawie noc, choć zostało ciut widoczności. Sunie wielka chmura. Marzec znów dokazuje. Pierwszy deszcz przeczekujemy ufni pod gałęziami wierzby, ale wzmaga się tak, że pora stąd zmiatać.

P90309-173502

Szybko wydostajemy się z bagiennego zadrzewienia, i w strugach ulewy gnamy w biegu przez łąkę do najbliższej czatowni. To ostatnia najlepsza chwila. Zaraz się zacznie…

Deszcz nie przeszkadza stadom wędrujących gęsi, które przelatując nisko nad lasem, głaszczą nasze uszy osobnym szumem. Potrąbiają ostatnie żurawie, a powietrze świszczy cięte przelotami kaczych skrzydeł. Zwyczajny ruch, jak to nad bagnem. Kojący szmer deszczu przybiera na sile. I wtedy wybiega czarna plama. Dokładnie z tego miejsca, gdzie spotkaliśmy warchlaki. Locha. Wygląda jak wielki pies. I tak też truchta okręgiem przez darń, jakby czegoś szukała. Wiem. Sprawdza teren. Zatoczywszy koło wnurza się z powrotem w szuwary. Miękkie tło deszczu zupełnie ją zagłusza. Pozostajemy zachwyceni, wdzięczni, że dane nam było podpatrzeć jeden z wielu sekretów tego świata. Mijają minuty w szelestach kropel. Już ledwo co można rozróżnić, choć to jeszcze nie pełnia nocy. Wzrok ludzki i tak posiada zadziwiające właściwości adaptacyjne. Po dłuższym czasie praktyki, można po większości terenów poruszać się bez latarki. Rozróżniamy odcienie szarości, burego, brązowego, czarnego. Zupełnie wystarczy, aby nie połamać sobie nóg. I w tym gasnącym widoku dostrzegam tylko wielką sylwetkę, która w pospiesznych krokach przemierza łąkę, wnikając do lasu. To musiał być jeleń… Ania nie zdążyła zobaczyć.

Kiedy wyziębieni wracamy do auta, nad polem przelatuje jakaś sowa, a na przełaj truchta chyba ten sam jeleń. Na rzepak się wybrał. Pełen wrażeń, minął nam właśnie pierwszy Dzień Wędrowny. A czujemy, jakby rozpoczął się przed chwilą. Jeszcze nienasyceni.

Leśna medycyna. Wiosenna pieśń Buków.

Siedzimy pod jednym z ogromnych świerków, upajając się ptasim gwarem małego zakątka. Wcześniej leżakowaliśmy na zielonym mchu, sycąc się szumem i odgłosami kołyszących sosen. Grzaliśmy w prześwitach słonecznych. Tak można spędzać godziny. Zatracać w raju. Zwłaszcza jeśli co jakiś czas odzywa się sikora czubatka, i wołają kowaliki. Dzięcioły momentami tłuką między sobą z jazgotem o rewir. Dużo się tu dzieje, energetycznie także. Świerki przypominają dziś wielkie Anioły Mroku, jeśli spojrzeć na te wystające w bok ‘’miotlaste’’ gałęzie. Uzdrawiające procesy leśne mają to do siebie, że dzieją się niespodzianie. Pamiętam jak w pewnym momencie powiedziałem do Anki:
– A idz jeszcze, przytul te Buki. Zapoznajcie się .

Po czym wstałem, i krok po kroku, nieznacznie oddaliłem aby obejrzeć dokładnie jeszcze jedno z prześwitujących mi przez krzaki leśnych bajorek. Nie wiem czemu tak zrobiłem. Jakoś tak, ‘’samo się’’ poszło. Krótki obchód wodnego oczka i podgląd małych sekretów, może 7-10 minut. Wracam. I nie poznaję…

Ania jest cała zapłakana, roztrzęsiona, poruszona. I choć domyślam, że musi dziać się z drzewami, pytam…

– One śpiewają! – odpowiada mi ucieszona. Słyszysz jak terkoczą? I naśladuje głos.

Nie słyszę, choć odbieram je energetycznie. Tulę i próbuję. W mig pojmuję co tu się zadziało. Potrzebna była cisza i samotność, choć na chwilę, aby się dopełniło. Drzewa wiedziały. Zawsze wiedzą co robić. Kto i jak pokierował moje kroki? Świerk, buki, a może cały las? To jest cudowne. Tylko poddać się, zaufać temu prowadzeniu. I jak powiedział Krzesimir – cuda dziać się będą. Odtąd rozumiem, że przekazanie wiadomości teoretycznych i pokazanie wszystkich znanym mi wieści ze świata zwierząt, to nie wszystko. Że trzeba będzie, czasem i tak. Cały czas się uczę. Kobiety… Jak ich energia jest cudownie zestrojona z Ziemią. Znacznie lepiej połączona dziś, niż ja. Wystarczyło tak niewiele…
Długo nie może się uspokoić, a ja przestać cieszyć. Pieśni drzew to najpiękniejsze co można usłyszeć, i często żałowałem, że nie jestem w stanie oddać tego w słowach i opisach. To dzwięki, które słyszy serce i dusza. Docierają do sedna jej jazni… Na zawsze zapamiętane, odmieniają człowieka na wieczność. I płacz trwa. Długo Ania nie może ‘’odkleić się’’ od bukowej braci. Dla mnie to najpiękniejszy prezent, jaki mógł zdarzyć się podczas tego spotkania. Chociaż sam nie słyszę.

Połowa dnia mija pod znakiem słońca, a w drugiej czas nam się pożegnać…Nie jest to łatwe. Chciałaby zostać z drzewami, zwierzętami, ptakami. Na wiele dłużej. Tu jest prawdziwe życie… Proste i dostatnie. Prawdziwe jak tylko można. Wolne od iluzji i piękne – jeśli spojrzeć poza umysłem. A dusza z każdą sekundą wzrasta. Kolejny dzień wędrowny za nami. Dziękuję mojemu światu za cudownych gości, radosną naukę i ten kawałek czasu, spędzony najpiękniej jak tylko było można. Wdzięczność drzewom, i wszelkim istnieniom z każdego wymiaru, jakie objawiły się na tej drodze. A gościom moim niezwykłym – wszystkiego leśnego w życiu.

PS. Informacja zwrotna / powrotna z tej wyprawy cieszy niezmiernie. Ania słyszy już inne drzewa i wołają ją kolejne. Duch obudził się do leśnego odczuwania. Chce przyjechać jeszcze na tydzień, lepiej poznać świat bagien i śródpolnych ostoi. Zaskakuje mnie opowieściami, a samotne dotąd parkowe giganty w Hamburgu, zyskały wierną przyjaciółkę 🙂

A jeśli i Ty chciałbyś odbyć podobną wyprawę z Szeptami Kniei, dołącz do któregoś z naszych tegorocznych wydarzeń: 

Księżycowa Wędrówka w magicznym świecie Przyrody

Przytulanie Drzew – Podróż do Źródła Istnienia

Albo śmiało odezwij się na maila: czeremcha27@wp.pl

P90309-171938

Kiedy hobbit i elfy ruszają tam i z powrotem

Oczywiście, poszli do lasu  To główny punkt każdego spotkania. A KAŻDE z nich jest dla mnie wyjątkowe. I niesamowicie jest poznać osobę, dla której już dwa razy spisywało się przesłanie Drzew Mocy. W spokojnej, szumiącej przestrzeni leśnej wszelkie sprawy stają się prostsze, a od drzewnych przyjaciół napływają wieści, wskazówki, podpowiedzi. Ich energia łagodzi, otula i wypełnia harmonią bieg zdarzeń. Ze ‘’zdumieniem’’ podziwiamy wspaniałe energetyczne widowisko, kiedy drzewa, na każdą wzmiankę o nich reagują gromkim szumem, witając wędrowców swojego świata. Jakby wyczuwały, kiedy opowiada się o ich życiu z miłością i wzruszeniem. Wiatr wyczynia dziś niesamowite pląsy, a korony bujają w rytm oddechu żywiołu. Nozdrza atakowane paletą sosnowych aromatów, grzybowych zapachów wraz z lekką nutą zgnilizny. Początek jesiennego misterium. Opowiadam o tym co widzę, słyszę odczuwam, o tym co jeszcze się tu może zdarzy na przestrzeni lat. Księga lasu dziś zapisana jest wspomnieniami kilku ostatnich dni. Zaczynam nieśmiało ją odczytywać…

42549017_162727584662438_6079878764173459456_n

Tu, na piaszczystej polance łoś gawędzi o swej wycieczce w czasie minionych dwóch dni. Jego ślady są jeszcze odciśnięte wyraznie, choć brzegi zdążyły się już osypać, a kontur lekko rozmyć. Poprzedniej nocy padało. A nie było ich jeszcze przed dwoma dniami, zatem starsze być nie mogą. Gdyby panowała sucha, bezwietrzna pogoda, odczytanie tej wskazówki z określeniem czasu, nie byłoby takie łatwe. Kawałek dalej napotykamy na pojedynczy trop sarny, a jeszcze dalej młodego dzika. Wreszcie zwierzęta zaczęły tędy chodzić. Na pniakach wysyp grzybków, nieznanej mi nazwy. Na pewno to nie opieńki.

Pierwsza to taka dla mnie wyprawa. Bardzo odmienna. Bo towarzyszy mi Mama z Dzieckiem. W pewnym momencie już milknę i podziwiam w duszy, jak małe elfowe dziecię uśmiecha się do drzew, coś do nich woła, macha rączkami, pokazuje nam palcami jakieś magiczne rzeczy, które tylko ona widzi. Amelka to niesamowity nauczyciel. Na co dzień egzystuję z dala od dzieci, więc z tym bardziej radosnym zdumieniem chłonę jej beztroski uśmiech i błogie szczęście wymalowane na rumianej buzi. Każde spotkanie jest wyjątkowe, i nie przestanę żartować z tego, że ‘’kto tu komu bardziej pomaga’’  Dziś jestem zdumiony i wzruszony, mogąc podziwiać zauroczony dziecięcy wszechświat. A w nim wszystko może być powodem do uśmiechu i zabawy. Patyk, czy gałązka, lecący listek, kawałek kory, ptasi pisk, czy rozszumiane radością drzewa. Oj, widzę, jak wiele jeszcze ‘’muszę’’ przyswoić wieści, jeśli chodzi o odczuwanie szczęścia jako takiego. Długo będę pamięcią wracał do tej lekcji 

Gdzieś w głębi tego boru, wzrosły nie wiadomo skąd dzikie jabłonie. Ta imieniem Joanna, objawia moją ulubioną dzięciołową tajemnicę. Kiedy stajemy przed nią, Amelka odnajduje nowe szczęście w podnoszeniu malutkich żółtych jabłuszek. Ja, z miną przechery pytam, a co tu jeszcze jest ciekawego do odkrycia? O czym opowiada nam ta jabłonka?

Pod samym pniem, nagromadziła się hałda rozprutych szyszek. Za pierwszym razem od razu przykuły moją uwagę. Skąd się wzięły i co tu robią z dala od sosnowych rodzicielek? Odpowiedz sfruwa na skrzydłach dzięcioła pstrego – wielkiego. Ten ma zwyczaj wtykania szyszkowej zdobyczy w chropawą korę niektórych drzew, i tak zimą zdobywa pokarm, wydobywając kaloryczne nasiona. Wyżej na jabłonnym pniu, widać drobne szczeliny i dziury, powstałe podczas dzięciolich biesiad. Chciałbym go kiedyś zobaczyć przy takiej robocie.

42624686_232480660953334_982347419612086272_n

Na sosnowym uroczysku, drzewa piszczałkami suchotu nucą rzewną piosenkę jesieni. Zawodzą jękami, tęskniąc chyba za dawną chwałą dzikich ostoi. Tu robimy postój. Na szczycie kopca nadal widnieją ślady łosia – zwierz zagląda tu niestrudzenie odkąd odkryłem to miejsce.Dziecię cieszy się i zjada owocowe coś tam. W drodze powrotnej zasypia bezwładnie kamieniem, otulone szeptami drzewnych braci i kołysanką sikorzych zawołań. Co jakiś czas błogo uśmiecha się i coś sobie mruczy. Widać, że mała dusza również jest ”u siebie”. Do końca na zmianę niesiemy ją. Patrolujący kruk, ochryple zwiastuje zbliżające się pożegnanie. I dopiero po dotarciu do domu zaczyna na dobre padać. Zamówiona u wszechświata pogoda, zaopiekowała się nami, dbając o swobodną przestrzeń dla tego zielonego procesu 

42619673_733081173710950_8117199898350190592_n

Szepty Wszechświata.Wędrówka sosnowym wiatrołomem.

Kiedy Ptasie Dusze ze światów odległych, tajemniczych i mglistych odnajdują się nagle na planecie ziemia…  Radość obojga kosmicznie wzrasta, a przestrzeń manifestuje szczęśliwe niespodzianki światła 🐤 🦉

Już na początku wyprawy ukazał się łoś, wypoczywający nieopodal ścieżki. Klępa z maluszkiem podrośniętym. Wnet błogi zachwyt wypełnił oba ptasie serca. Tam skąd pochodzą, przyroda objawia się w całej potędze wszelkich dziwactw, a istoty żyją w harmonii z bogactwem natury planety, jednością będąc z siłami tam płynącymi.

42730800_2280960535453004_3323529144859361280_n

Las jest dziś wyjątkowo cichy. Nie zaszemra nawet najmniejszy podmuch. Czas ukołysał się w sennym oczekiwaniu na to, co zadziać się miało. Rozmawiamy dużo, chyba o wszystkim co możliwe. Towarzyszą nam wysokie, czyste nawoływania sikor modraszek. W krystalicznym powietrzu, ich głosy brzmią dziś szczególnie pięknie. Pamiętnik kniei, zapisany odciskami w żywiole ziemi, opowiada nam o wędrujących tu dziś łosiach i sarnach. Dziwaczne sosny sterczące czupiradłami zwichrzonych igieł, żalą się opowieścią o napadach łosiego głodu, jakiego doświadczyły w zimowym czasie dawno temu. Tropy, porosty, mchy, drzewa, zwierzęta, zachowania, zwyczaje… Wszystko co wiem na ich temat, staram się przekazać mojemu gościowi podczas wyprawy.

Docieramy wreszcie do kopców na sosnowym uroczysku. I tu zaskakuje mnie nietypowy bezruch tego zakątka. Oddech powietrza zgasł i tutaj. Jest… bardzo inaczej. Zimno dziś i narasta chłód. Rozkładamy się na kocu, u szczytu kurhanu. Gawęda płynie wartko, swobodnie. Wiem, że niczego nie muszę się wstydzić, i o wszystkim mogę opowiedzieć. Dzieje się to w obie strony. Ale tak to już jest, kiedy wymienia się wieści, po nieznanym czasie rozłąki w pustce wszechświata. Podziwiamy słońce sunące ku odwiecznemu przeznaczeniu zachodu. Szczyty sosen zalśniły czystym złotem. Niektóre pozostają w cieniu. Stworzył się taki niemal równy półkrąg – cienia i światła. Drzewa nie dają o sobie zapomnieć. Gdy o nich rozmawiamy, gałązki sosen sprężynują zupełnie tak, jakby coś z nich zeskoczyło nagle. Tak, jakby odleciał niewidzialny, spłoszony ptak… Ale żadnego przecież nie ma. I w ogóle nie wieje. To kołysanie powtarza się co jakiś czas, i pozostajemy już wobec niego uważni.

42859863_354553635282079_7664676891298627584_n

Ile razy zbieramy się do powrotu, tak nic z tego nie wychodzi. Nikt tak naprawdę nie ma ochoty się stąd ruszyć. No może poza psem – ten odnalazł chwilowe szczęście w ogryzaniu leżących wokół suchych gałęzi. Więc siedzimy nadal, mimo wzbierającego na sile chłodu. Dusze zaczynają wymieniać informacje osobno, gawędząc na poziomie energii. Czuję jak ręce, nogi i część ciała drętwieje, jednocząc się w wibrującym przepływie. O czym sobie plotkują? Tego nie wie nikt. Sny dni kolejnych potwierdzą, że coś tu się zadziało. Tymczasem las pogrąża się we wzbierającym mroku, a kolory ustępują miejsca narastającej szarości. Nad wiatrołomem ukazuje się delikatna zasłona lekkiej mgły. Cisza leśna wyraża się w niemym tchnieniu białawych oparów. W oddali z trzaskiem pęka gałązka. Nadchodzi jakiś zwierz. Dzwięk nie powtarza się już ani razu…Może to jednak złudzenie.
Kiedy popatrzeć swobodnie na drzewa, ich pnie rozmywają kontur, zlewając się z tłem chwiejnych cieni. I mimo, że panuje niemal grobowa cisza, wiemy, że dzieje się tu dużo. Wśród pni przeskakuje złocisty skrzat / elf. Widzimy oboje. Właśnie w ciszy nieruchomej las objawia tajemnice nigdzie nie spisane…

Widać już tylko na szaro. I choć na polu byłby jeszcze jakiś lepszy widok, w głębi gąszczy jest inaczej. Pora się zbierać… I wtedy wypełza nagle mój chyba największy lęk… Mimo, że wracamy w poprawnym kierunku, nie wychodzimy w miejsce którego bym się spodziewał. Zamiast tego jakaś droga. Czuję się niepewnie, ale nie dlatego, że obawiam się zagubienia. Tutaj zgubić się nie można – po około kilometrze, dwóch wyjdzie się na oświetloną wioskę, obojętnie w jakim kierunku się udać. Zawsze jednak obawiałem się ‘’zagubić’’ z kimś kogo będę oprowadzał. Może i wstyd się odzywa? Samemu to luz – dla mnie kolejna przygoda, wielce radosna. Ale nie dla każdego, zwłaszcza, jeśli nie wzięło się odpowiedniego ubrania. Do ranka trzeba by wyczekać blisko ponad 10 godzin… Idziemy drogą, której w mroku nie znam. Tu intuicja krzyczy, aby zawrócić, co też robię i wuala! Docieramy do właściwej ścieżki już za chwilę. Zauważyłem, że przestrzeń w tym miejscu lubi mieszać. Okolice kopców i polanki, skąd mógłbym wracać z zamkniętymi oczami. Mimo to, ostatnio nawet w dzień nie wyszedłem w miejscu w którym się spodziewałem. Droga oczywiście właściwa, ale utrafienie niedokładne. Leśne skrzaty czasem lubią się powygłupiać. Władają magią wznoszenia zasłon, i wtedy miejsce wydaje Ci się innym, niż jest w istocie. Ważne, aby nie spanikować. Co mnie ratuje, to poczucie kierunku. W dzieciństwie wczesnym, bo już w wieku 5,6, 7 lat rodzice zabierali mnie na grzyby. Kazali buszować, myszkować tam, dokąd im nie chciało się chodzić, a ja musiałem sam następnie do nich trafić z powrotem, nie wiedząc gdzie są dokładnie. I już wtedy się nie gubiłem. Ta sytuacja pokazuje mi, że powinienem nabrać większego zaufania do siebie.

42724866_685824251799124_8683033879361093632_n

Dwa razy mijamy dziś miejsce mego spotkania wilków. Wierzyć się nie chce, że były właśnie tutaj. Puszcza nocą, odziewa swój sekret zachwytem. Maszerujemy powoli, podziwiając srebrzyste gwiazdy migające do nas z nad koron śpiących drzew.
Dziękuję Ilonie, za transformującą, oczyszczającą i w pełni radosną obecność oraz magiczną wędrówkę ❤

A jeśli i Ty masz ochotę zostać częścią wspólnej opowieści, śmiało zgłoś się do Szeptów na wyprawę 🙂

Leśne gawędy dla najmłodszych

Zdarzyło się coś wyjątkowego. Zostałem zaproszony do jednej ze szkół, aby opowiedzieć dzieciom o swoich Wędrówkach Księżycowych, obserwacjach, spotkaniach ze zwierzętami, słowem abym podzielił się wszystkim co zapisało się w żywocie podczas lat moich wypraw. Co za radość i wyróżnienie ❤ Tak oto zapisała się w słowach nasza opowieść z tego spotkania.

DSCN4429

Tremy nie było! Jakoś. Mimo, że to moje pierwsze wystąpienie przed dziećmi. Udało się dotrzeć na czas i po ciepłym powitaniu przez dyrekcję, pora nam było zaczynać…

Przybywam do Was ze świata pól, łąk, bagien, lasów…miejsc które tyle kryją cudów na co dzień. Zaczynam bajdurzyć o księżycu, mgłach, czuwaniach w ciemności, gwiazdach, drzewach mocy i tym czym na co dzień się zajmuję. Czyli włóczęgami w naturze, obserwacjami zwierząt, i spędzaniem z nimi czasu w dziczy tej bliższej i dalszej. Opowiadam o sarnich radościach, lisich podchodach, dziczych wybrykach, jelenich psotach, zajęczych strachach, ptasich harcach. Przenosimy się w świat szuwarów, bagien, szelestów, szmerów i tajemnic zwierzęcych spraw. Przygotowałem prezentację z sylwetkami i głosami zwierząt, ciekawostki z ich życia, oraz nieco filmów dzięki uprzejmości pana Marcina Kostrzynskiego – znakomitego filmowca natury i wielkiego przyjaciela dzikiej przyrody.

DSCN4446

Dzieci słuchają z ożywieniem, choć miny miewają różne. Bo i odgłosy z tego lasu – takie dziwaczne i nieznane. Skolenie lisa, ochrypłe szczekanie kozła sarny, potężne ryki jeleni, jęki mocarnych łosi, śpiew słowika, krzyki żurawi…Jakież to niesamowite! Czasem komentują ze śmiechem, to co je bawi. Opowiadam historie swoich spotkań z łosiami, żubrami, sarnami, wilkami, dzikami, te najbardziej zapamiętane, wesołe, czasem grozne. Dzieciaki poznają też świat zwierzęcych uczuć, kiedy mówię o bobrowych figlach i sarnich zaczepkach jakie udało mi się podpatrzeć podczas niepoliczonych już godzin wędrówek o świcie. Atmosfera robi się zupełnie swobodna. Mają mnóstwo pytań, na które powoli nie nadążam odpowiadać. Proooszę panaaaa….!

Jak duży może być dzik?
– Jak długo żyje?
– Czy jeleń gubi ‘’rogi’’? 
– Czy uciekałem kiedyś przed zwierzęciem? 
– Ile jest w Polsce wilków?
– Czy dzik zje kamienie, skoro jest wszystkożerny? xD
– A borsuk może zaatakować człowieka? 
– Czy spotkałem kiedyś rysia?
– Czy boję się dzików nocą?
– Ale jak to jest, że dzikie zwierzęta też bawią się z sobą i cieszą jak nasze domowe pieski?

I wiele innych, które umknęły pamięci w natłoku radości. Mówią mi i o swoich przygodach. Ktoś widział lisa, inny znalazł parostki kozła, kolejnych miał pogonić borsuk gdy wspinali się na stóg  😅 Już wiem, że buszują po swym wiejskim terenie i odkrywają coś na własną rękę. Bardzo cieszy  A ja staram się przekazać do pamięci kilka ważnych zagadnień, aby pozostało nie tylko w sercu, ale i w duszy – zrozumieniu i empatii wobec żyjących wokół nas zwierzęcych istot. Po tym spotkaniu wiedzą już, że sarna to nie żona jelenia, że borsuki mieszkają czasem w jednych norach razem z lisami, że sarny można obserwować najłatwiej, a dziki to wesołe i pocieszne zwierzaki, bardzo rodzinne oraz inteligentne. Dlaczego bobry są podobne do ludzi, i jak pomagają nam uporać się z suszą? W jaki sposób pracowite zwierzątka tworzą nowe, pełne obfitości światy? Przygotowałem sobie kartkę z jakimiś notatkami, ale ani razu do niej nie zerkam. Nie ma potrzeby. Jestem bombardowany pytaniami. Ale dalej opowiadam. Jak to możliwe, że sójka pomaga w sadzeniu lasu?

DSCN4462 (1)

Ptaki się kąpią w sadzawce leśnej? Oooo…! Dlaczego NIE WOLNO głaskać ani zabierać do domu napotkanego koźlęcia sarny? Bo przecież mama wcale go nie porzuciła – pasie się gdzieś niedaleko i przychodzi o pewnych porach aby maleństwo nakarmić. Taka strategia sprawdza się jako ochrona przed drapieżnikami, zanim młode wzmocni się na tyle aby podążać za matką bez trudu. To też już odtąd wiedzą.
I nie ma tabu. Doskonale intuicyjnie czują świat przyrody i jego prawa – w pewnym momencie już opowiadam o tym jak polują wilki, a chłopcy z ciekawością dopytują o film z niedźwiedziem i rysiem.

DSCN4427

Pokazuję zdjęcia tropów sarnich i dziczych, jakie udało mi się sfotografować na polu. Czuję, że wkrótce spróbują ich poszukać same Skupiam się tylko na większych zwierzętach, takich jakie mogą najłatwiej zobaczyć i spotkać podczas spaceru. Głównie ssaki, nieco ptaków. Ale przygotowałem też przegląd mniej znanych powszechnie gatunków, jakie można czasem napotkać, a które mniej licznie i bardziej skrycie pędzą swój cichy żywot w niedostępnych ostojach. Odtąd dzieci już wiedzą jak wygląda Orzesznica Leszczynowa, że istnieją takie stworzonka jak Koszatka i Popielica. A taki śmieszny ‘’gamoń z ryjkiem’’, Rzęsorek Rzeczek, kto on za jeden i co zawdzięcza bobrom? Co porabia tchórz, łasica, albo gronostaj? Skąd się wziął jenot? Które gatunki zwierząt dzikich możemy uznać za swojskie, a które przywędrowały do nas z daleka i zadomowiły się na stałe? Jak nie pomylić piżmaka z bobrem? Czemu ten Gacek Wielkouch taki śmieszny? Dlaczego wilk i lis, to tak potrzebne w przyrodzie zwierzęta? Jak wołają czajki, a jak odzywa się puszczyk? Jak to było, kiedy borsuk zjadł mi kanapkę? Kolejne wspomnienia… Informacji płynie tak wiele, a ja mam wrażenie, że powiedziałem tak mało, malutko… Nawet nie wiadomo, kiedy upływa nasz czas. Rozbrzmiewa dzwonek. Dzieci nie chcą iść na przerwę. Nie chcą mnie też wypuścić  Proszą o nowe filmy i opowieści. Wiem, że mógłbym tak cały dzień. Aż się wygadam, i wypłynie wszystko, co zapisało się w duszy do przekazania – z tych wszystkich lat. Jednak tyle czasu nie mamy  Żegnamy się wesoło, choć niechętnie. Nikt nie chce przerywać. Zobaczymy się jednak jeszcze. Ofiarowane zostały kolejne zaproszenia. Na następnym spotkaniu powiem już o energiach drzew, a może zabiorę na niedługi spacer polem pod opieką wychowawczyń. Tam przyjrzymy śladom wędrujących saren i dzików, zerkniemy na puste już gniazda ptasie wiszące na krzakach obok rowu, sprawdzimy czy dziki się w nim kąpały, albo czy w pobliżu jest jakaś królicza nora  Przyroda zawsze ofiaruje coś ciekawego do podejrzenia, a kiedy zabierzemy z sobą uważność, czujność i szacunek dla niej, kto wie jakimi cudami nas obdarzy.

Z całego serca i ducha jestem wdzięczny za dar tego spotkania. Że mogłem z tak miłymi słuchaczami podzielić się tym, co ukochałem najbardziej. I z radością otwieram się na kolejne  Zatem jeśli ktokolwiek czytając ten wpis zapragnie, abym pojawił się z gawędą w szkole Twojej pociechy i opowiedział o swych leśnych wyprawach, jestem do dyspozycji 🙂

DSCN4455

Zimowe harce wśród pól i lasów – wędrówka dębowym szlakiem.

Dotarli…

Powitał ich poszum uroczysty, szczerze radosny. Zmierzwiona korona mocarnego dębu kołysała się miarowo, jakby ten wiatr wiał tylko dla niego i dla niej.Tak stare drzewo zwykło wyrażać radość. Wołał, wyczuł ich obecność już z daleka. Przywitał się!

31960989_615618425454781_2778147205406523392_n

– W końcu jesteście tu, moje dzieci…

Zaczęły się w duchu rozmowy, szeptania i opowieści. Długo wyczekiwane i wytęsknione. Mówił do obu – to co każde miało usłyszeć. Listowie zagrało orgią szmerów uschniętych zimowych liści. Złożyli swe Dusze pod opieką Krzesimira i pogrążyli się w ciszy. Mróz co i raz szczypał uśmiechnięte buzie, ale od Dębu biło błogie ciepło. Wyczuwali je wokół. Kojąca energia spływała od korony po korzenie, będąc zespoloną z odwiecznym oddechem Matki Ziemi, od czasów wykiełkowania maleńkiego żołędzia. Z zamkniętymi oczami, zatopieni w mchu okalającym pękatą korę chłonęli w siebie moc, ufność, odwagę i wiarę Sędziwego Drzewa.

Teraz niczym się nie martw… Usłyszało któreś.

Znaleźli się Tu i Teraz. Odpływająca świadomość rejestrowała jeszcze gwar sikorzy i dalekie postukiwania dzięciołów. Las wokół gwarzył cichutko, odkrywając toczące się w tajemnych uroczyskach zwierzęce życie. Otwarte serca wędrowców wypełniła wdzięczność. Pogrążyli się w zachwycie. Czas wokół spowolnił jakby chcąc, by ten cud trwał… jak najdłużej.

31950098_615618538788103_7770627914810261504_n

Zuzia bardzo interesuje się lasem. Jest ciekawa, uważna i radosna. Oprowadzając nas, czułem się jakbym miał obok siebie własną Duszę… Pełna harmonia w porozumieniu bez słów i zachwycie nad otaczającym nas pięknem. Z daleka obserwujemy wylegujące się sarny, korzystające z chłodnych jeszcze promieni półzimowego słońca. Patrzymy dość długo. Wtem, jedna podnosi się. Potem druga. Czyżby nas usłyszały, wyczuły? Nie, to nie możliwe. Kątem oka widzę inną sarnę zmierzającą polem ku wylegującemu się stadu. To ją usłyszały. Za nią z młodnika wyłania się jeszcze kilka. Jesteśmy świadkami rzadkiego widowiska, kiedy dwa obce stada napotykają się naturze i wymienią swoje sarnie znaki…Nic takiego jednak się nie dzieje. Biegnące z tyłu zwierzęta nawet się nie zatrzymują, tylko mijają w pędzie wypoczywające koleżanki. Te, również spłoszone ruchem podnoszą się, i leniwymi podskokami podążają niemrawo za nimi. Delektujemy się tym widokiem. Bure sylwetki majaczą jeszcze, zlewając się z kolorytem zaoranej ziemi…Oddalają się jak echo.

Las pogrążony jest jeszcze jakby w półśnie. Nie zima to sroga, ale też nie wiosna. Odzywają się sikory i kowaliki. Czasem zastuka dzięcioł. Ciszę przerywa alarmujący szczebiot kosa. Krzyczą żurawie. Jakoś mało tych odgłosów. Mimo mrozu, siedzimy obok siebie na dębowym szlaku, zatopieni, zasłuchani w otaczającej nas leśnej pieśni. Wytrwaliśmy do samego wieczora  I mimo, że chciałbym napisać więcej, to są takie opowieści w których ciężko dobrać właściwe słowa, aby oddać przeżycia z serca i ducha. I to właśnie jedna z takich historii 

31956986_615618482121442_3419033807179743232_n

Wędrówka miała miejsce w lutym, w ramach ”Lisiego Misterium”, wydarzenia organizowanego przez Szepty Kniei. I choć lisów nie napotkaliśmy, i tak było super 😀 

Modrzew – Światło Duszy. Moje Drzewa Mocy.

Gdybyście zapytali mnie o to kilka dni wcześniej, nie wiedziałbym, przysięgam. Niezła wtopa co? Wskazuje innym drzewa, a sam nie wie jakie ma. Ale jakoś nie skupiałem się na tym, i nie czułem potrzeby ‘’mieć swoje’’ , bo ‘’korzystam’’ z różnych, poznaję je, cały czas dowiaduję się czegoś nowego o ich świecie, charakterach, znaczeniach, i bardzo mnie to wciąga. Dopiero kiedy sobie uświadomiłem, że tak jest, zaciekawiła mnie ta kwestia. I raczej nie mam ulubionego drzewa. Są te z większą sympatią i mniejszą, te przy których jestem częściej, jak i takie, z którymi jeszcze nie wchodziłem w kontakt. Pobyłem sobie parę dni w ciszy z tym tematem. I przemówił Modrzew. Istota jakże doskonale mnie oddająca i kojąca wszystko z czym się zmagam. Ten przekaz będzie więc niejako spowiedzią osobistą.

the-sacred-oaks-tv

Pyta mnie ten, który innym wskazuje drogę,
Ja mu chętnie pomogę.

Delikatności i wrażliwości zew się rozkrzewia,
Pod opieką, smukłego modrzewia.

Nie wstydz się swego ducha, wydobądź go dla świata.
A zobaczysz jak radośnie, upłyną kolejne lata.

Dobywa się blask światła zielonej duszy,
Jednych pocieszy, a innych wzruszy.

I tak przejawia się w kreacji,
Promień leśnej inspiracji.

Niech inicjacji będzie ścieżką.
Dla innych. W poszukiwaniu więzi intymnych,

Z naturą.

Towarzyszyć Ci będę przez kolejne wcielenia,
Byś wędrował już lekko, bez zbędnego cierpienia.

I dlatego, że płakałeś szczerze widząc klęskę zrębu,
Otrzymałeś dożywotnio, wsparcie wszystkich dębów.

Korzystaj z ich Mocy z wdzięcznością i śmiało,
A zobaczysz jak wiele, będzie się wkrótce działo.

Dęby święte, dęby prastare, otaczają dawnej odwagi,
Sędziwym konarem.

Już nie zrezygnujesz z lasu, zaglądaj tutaj w ciszy,
A kiedy tylko zapragniesz, zawsze nas usłyszysz.

Czuwamy.

🌲 Modrzew – Światło Duszy.

Jesteś delikatny, wrażliwy, i uczuciowy. W bliższej relacji łatwo Cię zranić. Zupełnie jak modrzew… Już łatwo i lekko, przechodzisz przez zmiany, choć lęki potrafią czasem się przytrzymać. Dlatego towarzyszy Ci Modrzew. Abyś puszczał to łagodnie i lekko przechodził przez to, co życie falą przyniesie. Jak Modrzew, zrzucający swe delikatne igły na zimę. On zwiastuje to, że czasem lubisz jeszcze potrzymać się kurczowo czegoś starego. Po co? Światło Duszy wyrażające się przez naturę którą opisujesz, jest inspiracją dla innych. Pcha ich do poszukiwania tych doznań. Prowadzisz nie tylko do wzruszeń, ale i wskazujesz innym drogę do siebie. Sam też często się wzruszasz, i nie wstydzisz swojego płaczu. Modrzew to opiekun twórczości, tak i Ciebie obdarzał cały czas natchnieniem z daleka, choć jeszcze o tym nie wiedziałeś. Koniecznie poznaj się bliżej ze swym Drzewem Mocy.

🌳 Dąb – Przewodnik w męskości.

Często targały Tobą wątpliwości, nieufność, brak pewności siebie, brak wiary, a nawet męskości. Kobiecą częścią ducha zaopiekował się już Modrzew. Ją pokochałeś, zaakceptowałeś, polubiłeś. Przejawiła się w pełni. Męską poprowadzą Dęby. Bo przecież przybyłeś tu w męskim ciele, po to, żeby doświadczać jako mężczyzna. Mimo potwierdzeń, które nieustannie otrzymujesz, ‘’lubisz’’ czasem do tego starego lękolandu jeszcze wracać. Choć już o wiele rzadziej. Jest ogromna zmiana. Dęby dobrze wiedziały komu i jak pomóc. Jesteś teraz konkretny i zdecydowany, po prostu działasz, oraz stawiasz własne granice. Już nie boisz się tego co dawniej, po prostu ufasz. Pamiętaj, co Ci rzekły…

Energią męską otulamy Sebastiana,
Stanowczość – surowość, taką jest nam znana,

Gniewem łagodnym i Duchem pogodnym obdarzamy Ciebie.
Bądź odtąd wojownikiem godnym.

Srogim napomnieniem, roztaczaj sprawiedliwość.
Niech pierzcha przed Tobą, wszelka niegodziwość.

Nie znaj odtąd strachu, nie lękaj się ciężaru.
Roztoczymy nad Tobą, opiekę swych konarów.

Wybudziłeś nas, my budzimy Ciebie.
Szumi o tym las, i ptasie echo w niebie.

Bliskim bądz wsparciem. My będziemy Twym oparciem.

Czuwamy.

I choć na co dzień jesteś radosną, szczęśliwą i pogodną osobą, to przed Tobą jeszcze wiele pracy…nad sobą

tree-756308_960_720

🌳 Czeremcha – Pamiętnik Miłości.

Długo jej szukałeś… wiele wycierpiałeś… jeszcze więcej przeszedłeś. Po co to było? Do tej pory masz wątpliwości, czy nie dało się prościej, bez tego bólu…Ale Czeremcha 3 lata temu pokazała Ci drogę do tej prawdziwej. Nie musi być nikogo, ani niczego – po prostu ją czujesz i w niej płyniesz. Ależ byłeś zdziwiony, kiedy to odkryłeś! No bo jak tak można? Otoczenie tym bardziej Cię nie rozumiało. Z czego się głupio cieszysz? Nie masz przecież nic. Jak możesz, jak śmiesz być szczęśliwy? O nie! Nie możemy mu na to pozwolić… A Ty każdego dnia witałeś wszechświat z uśmiechem, czując się jak w najlepszych chwilach zakochania. Choć obok nie było nikogo…Intuicyjnie wybrana Czeremcha, pokazała Ci drogę do prawdziwej miłości. Czeremcha wsparła Cię, zanim usłyszałeś jakiekolwiek drzewo. Pomogła odkryć, otrzeć się o zmysłowość, czułość, i bliskość. Które nigdy nie miały okazji się przejawić. Kiedy je odkryłeś, sam zapłakałeś poruszony ich delikatną potęgą. Jak to mogło zostać pominięte? Las ukoił i przytulił. Zawsze. Czeremcha to Twoja przewodniczka w wrażliwości na piękno, które przejawia się każdym zachwytem nad najmniejszą istotą żyjącą i cudami lasu.

💚 A jeśli i Ty pragniesz poznać swoje Drzewo Mocy, Drzewa Wspierające, oraz to co chciałyby Ci przekazać, pisz śmiało przez Facebook 🙂

jungle-1920x1080-forest-horns-fantasy-girl-neon-colors-hd-2255