Jesienny oddech Leśnej Mocy. Wędrowne warsztaty w Naturze.

Jesień wcale nie musi być szara, ponura, i chłodna. Może natomiast być Wędrowna. Powoli milkną odgłosy mocarnych jeleni, płynące porykiwaniami w głębinach Kniei. Lecz w lesie nigdy nie mieszka na dobre cisza. Zanim zaszeleści pod stopami pachnący dywan kolorowych liści, nim nagie drzewa zasną odkryte w swych tajemnicach, wreszcie zanim świat odda się w panowanie wichur, deszczu i słot…

Ruszymy popołudniem, aby skorzystać z ciepłych jeszcze promieni pazdziernikowego słońca, pochwycić resztki dobroci babiego lata, poleniuchować w liściach, a na miejscu być przed zachodem. Za dnia powędrujemy boso po zaoranej miękkiej ziemi, chłonąc w siebie dostatek ciepła ostatnich takich momentów. Wezmiemy z sobą kanapki i coś gorącego do picia w termosach, oraz uważność i szacunek wobec świata natury jaki podziwiać będziemy podczas tej podróży. Przytulimy się do ogromnych klonów i dębów powierzając im swe troski, napięcia, radości, posłuchamy o czym szemrzą i prawią. Będzie to okazja aby skorzystać z kojącej i uzdrawiającej energii zaprzyjaźnionych Drzew Mocy oraz zasięgnąć od nich wieści dla Ciebie. Przekażę Ci w gawędzie swobodnej swoje wieści na temat Dendreoterapii i pracy z energiami lasu. Ciepła jesień to równie bajeczna pora do czuwań pod gwiazdami, jeśli szukasz szelestów…i ciszy. Towarzyszyć nam będą stukoty wszechobecnych żołędzi, kiedy mocarne dęby z ufnością powierzają Matce Ziemi zadanie pomnożenia swego plemienia. Jeśli Twój słuch jest wyostrzony, bez problemu wyłowisz też delikatne tąpnięcia i szmery lądujących listków. Strojni w kolory spadochroniarze, okrywają spracowaną ziemię przytulną kołderką szeptu. Tak właśnie nuci swą pieśń jesień i to jedna z łagodniejszych piosenek. Ma moc ukojenia duszy.. Czasem zaszeleści w nich jakiś gryzoń, albo spóźnialski jeż, także korzystający z ostatków przyjaznych temperatur. Aromat wirującego listowia, miesza się z zapachem rzadkich grzybów, krążąc paletą przy skraju boru… Piaszczysta granica światów na styku pól upraw ludzkich zapisana jest opowieściami w postaci tropów wędrujących saren, lisów, jeleni, dzików, zajęcy. Spróbujemy odczytać je po trochu, oraz inne ślady zwierzęcych zwyczajów. Zajrzymy w arkana ich sekretów, jakich ślady pozostawiają tu i tam na szlaku swego żywota. Dowiesz się ciekawostek o ptakach, ssakach, roślinach, a przy okazji podszkolimy się ze znajomości zasłyszanych ptasich głosów. To już nie czas bogatych śpiewów, ale ptactwo zawsze wydaje dzwięki alarmujące i wabiące. Przy leśnych babrzyskach smęcą i jęczą jak duchy mocarne łosie. Łagodne sarny, powoli zaczynają łączyć się w pierwsze zimowe grupy. Kolorowe bażanty, z donośnym okrzykiem dają znać o swej obecności. Momentami ciszę drą na strzępy ochrypłe wrzaski czupurnych sójek. Wiewiórki z uporem dopieszczają kunszt swych gniazd i czynią ostatnie zapasy przed zimowym lenistwem. Gospodarna Jesień darzy swój lud szczodrze, dbając by nikomu nie brakło na zdrowiu i obfitości. Zabierz torbę lnianą, nazbieramy krocie szkarłatu dzikiej róży, koraliki głogów i garście krasnych jarzębin. A i kobiałkę małą, do której nieco grzybów się zmieści. Gdy wiatr niespodziany odezwie się szumem w koronach, wtedy się zacznie…setki, tysiące iskier czerwieni i żółci pomkną w dół, na swój przedostatni taniec. My rozłożymy wtedy ramiona, wirując w balecie wraz z nimi, dając otoczyć i pochłonąć się magii. Nad bagnami panuje już chłód, a o szarej godzinie zmroku dziki przebudzają się w barłogach chrobocąc, i z trzaskiem ruszają ku sobie tylko znanym żerowiskom.Mgły budzą się wtedy ze snu, snując i przędąc nieprzeniknione woale powłóczystych zasłon. Siedząc wygodnie i bezpiecznie, będziemy mieli możliwość posłuchać gwaru wszelkiego zwierza, oraz zanurzyć się w szurających sekretach bagiennych ostoi. Kiedy ubywający księżyc osrebrzy przestrzeń swą magią, a mgły zatańczą z pląsami wyczuwalnego chłodu, wówczas poznasz w pełni świat z mojej baśni, którego doświadczam i spisuję na kartach mych opowieści. Zapraszam Cię serdecznie na wspólną wędrówkę połączoną z nocnym czuwaniem w świecie przyrody i celebracją jej bogactw, aby naładować akumulatory zachwytem cudów, pięknem, ciszą, najwspanialszą energią jaką wespół z moimi Drzewami postaram Ci się przekazać. Niech otuli Cię wsparciem przed zwiastunem ciemnej Zimy. Pytaj mój Drogi Gościu o swój termin i przybywaj na jedyną taką przygodę, połączoną z osobistą Transformacją Duszy.

Jaką praktyczną wiedzę wyniesiesz z tej wyprawy:

– Tropy zwierząt, i ich rozpoznanie w terenie: Sarna, dzik, jeleń, zając, lis, borsuk etc. Ciekawostki z życia zwierząt.

– Ślady aktywności zwierząt i ich zachowania: Buchtowiska, żerowiska, kąpieliska, gniazda wiewiórcze i ptasie, doskonalenie warsztatu tropiciela. Tu spektrum będzie szerokie.

– Energie lasu i Przesłania Drzew Mocy. Robić będziemy odczyty. Uczyć, przypominać sobie będziemy pracę z prastarymi Istotami Ziemi, kontaktu z ich świadomością, charakterów, sztuki porozumienia. Po prostu – Dendroterapia.

” Uśmiech Czatownika” Wieczorno – nocne czuwanie (możliwe do świtu) w klimatach i szelestach leśnych, mgłach, szmerach. Słuchanie budzących się dzików w szuwarach! Bezpiecznie, na stogu siana.

– Jesienna stołówka zdrowia – zbiory rajskich jabłoni, dzikiej róży, jarzębin, głogów, grzybów, z opowieścią o ich praktycznym zastosowaniu w przetworach, właściwościach i zdrowiu 🙂

– Ptasie Pieśni. Nauka rozpoznawania zawołań, odgłosów wabiących i śpiewów napotkanych gatunków ptaków.

Kiedy?

Wyprawy realizujemy od początku pazdziernika do końca listopada.

Gdzie?

Rokietnica, k Poznania, Wielkopolskie.
Gościnna kwatera noclegowa podejmuje wędrowców z daleka, razem z wyżywieniem.
Przy zamawianiu miejsc, proszę rzec hasło, że do ”Szepty Kniei na Wędrówki” . 

http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Czego możesz potrzebować?

Zabierz buty wędrowne na grunt suchy, kalosze, torby i koszyk. Garść zaufania i kieszenie pełne ciekawości. Szczyptę wytrwałości, ciepłe ubrania na noc i plecak który to wszystko zmieści  🙂 Termos i co lubisz do zjedzenia. Przydać się też może aparat foto lub lornetka.

Plany mogą ulec zmianie, w zależności od pogody.
W razie dodatkowych pytań zapraszam do kontaktu przez e-mail :

czeremcha27@wp.pl

Podziękowanie za wspólny Dzień Wędrowny, przewodnictwo i wieści: 200 zł / osoba.

Do zobaczenia w lesie!

432763_red-lovely-leaves-magic-beautiful-autumn-splendor-water_2560x1920_h

Tajemnice Drzew. Duchowe dary lasu.

Siedzieliśmy pod Dębem już dłuższy czas, zatopieni w słuchaniu kniei, przeplatanym świadomymi rozmowami. On co i raz ‘’traktował’’ nas ciekawskimi owadami, które przysiadały i wędrowały po naszych ciałach, żadnej krzywdy nie robiąc. Zupełnie jakbyśmy stali się częścią otoczenia. Pamiętam, że Krzesimir bardzo chciał zapoznać się z Konradem. Choć nigdy nie planuję jakoś szczegółowo trasy, zawsze pytam 1-2 dni zanim przyjadą goście, miejsc i drzew – czy możemy do Was przyjść? Gdzie się udać? I choć jest to dla mnie wskazówką, w trakcie i tak okazuje się, że prowadzi coś jeszcze innego. Nie instynkt, nie intuicja – a mniej, lub bardziej ożywione w materii istoty leśnego środowiska. Dziś, jakże znów jest inaczej. Mężczyzni tulą drzewa. Rozmawiają o stłamszonej wrażliwości, jej okazywaniu, uczuciach, związkach, emocjach. Cieszą się nimi. Przypominają jak to jest – przeżywać i wyrażać wzruszenia, całkowicie zawierzyć odczuwaniu i sobie. My – myślący, analityczni, logiczni, sprawczy, twardzi, chłodni… Bo i tego przez dekady wymagało od nas społeczeństwo. Przyglądamy się temu – kim się staliśmy? A kim chcemy być? Jacy naprawdę jesteśmy? Czego potrzebujemy? Wracamy do osobistych przesłań, które spisałem dla Konrada, a z nimi do nowych wniosków. Pod drzewem rozmawia się lekko. Widzimy się po raz pierwszy w życiu, a panuje całkowita szczerość, z zaufaniem. Żadnych tajemnic, tabu, wstydu. Ja, a może i Dusza promienieje od środka, ciesząc się i widząc jak bardzo jest to potrzebne w rozwoju nam wszystkim. Jeszcze parę miesięcy temu powiedziałbym, że nie pracuje z facetami. A tymczasem w ciągu miesiąca, przybył do mnie już trzeci. Pamiętam dzień, kiedy pojawiła się wewnętrzna zgoda i brak oporu. Wtedy zaczęli się odzywać, pytać o wspólne wędrówki. Otwierając się na tą przestrzeń, składam też i hołd sobie. Zawierzam nowym wymiarom akceptacji. I odkrywam kolejne pokłady swej zdawałoby się znanej, osobowości.

59852509_814757635559054_7604257773869596672_n

Mądry dąb czuwa obok. Słucha naszych rozmów. Przekazuje wiele. Długo gość mój nie może się od niego oderwać. Nie przeszkadzam w procesie, dając potrzebną ciszę, temu co się dzieje. Czas na słowo, będzie potem. Dębowe dary, to przede wszystkim informacja. Ale nie dla rozumu czy świadomości – w pierwszej kolejności dla Duszy. Coś jak pakiet ‘’pełni leśnego odczuwania’’.  On będzie aktywował się z czasem. Towarzysząca nam Maria, pyta mnie, co to za delikatne, choć potężne mruczenie rozlega się cały czas wokół? A więc słyszy i ona. W tak krótkim czasie. Brzmienie dębowej mowy…

W pewnym momencie uwagę naszą przykuwa powtarzający się szmer. Szurało od dłuższej chwili, jednak jakoś umknęło. Między drzewami harcują dwa młode zające. Gonią się bez pośpiechu, robiąc ‘’kółeczka’’ i uniki.  Dziwne, że są tak blisko. Przecież prawie cały czas półgłosem rozmawiamy, a słuch zajęczy należy do najbardziej doskonałych w świecie. Jednak nie przejmują się nami. Cały czas zajęte sobą. Delikatna gonitwa. Lekkość i prostota życia. Jest środek dnia, a one… Zamieramy w zachwycie, kiedy zwierzęta niespiesznie przebiegają tuż obok nas, robiąc parę metrów dalej kilka pięknych okrążeń na pełnym widoku, w pogoni za sobą. Takie są swobodne, radosne i piękne. Dzikie, a zaufane. Chwila święta, magiczna…wzruszona. Wiemy, że dzieje się coś bardzo ważnego. Dębowy podarunek dla naszej wyprawy. Las otworzył szczodrze wrota do swych skarbów. Wiedzieliśmy to od początku – mimo że była sposobność, nikt nie pomyślał aby chwycić za smartfon i nagrywać. Czuliśmy moc chwili, którą każdy chciał przeżyć bez rozpraszania. Przemknęły obok nas, jakbyśmy nie istnieli. To są właśnie cuda. I tylko ciszy trzeba, by zechciały obok nas się pojawić. Coś takiego zdarzało mi się już pod Krzesimirem, gdy byłem sam i głównie o świcie. On jakby przywdziewał na nas ‘’płaszcz niewidzialności’’. I wiemy, że dąb w ten najwłaściwszy mu sposób odwdzięczył się nam, za poświęcony mu czas, z zaufaniem wglądu do swych wnętrz. Że pozwoliliśmy sobie pomóc, a jemu błogosławimy. Żegnamy się z Dębowym Przyjacielem długo, życząc mu jak najwięcej deszczów. ‘’Sprężynuje’’ gałązką w geście rozstania, a nas zalewa fala jego ciepłego uśmiechu. Jest szczęśliwy… Kolejna wskazówka. Bo przecież zając jako Zwierzę Mocy oznacza też nowe odkrycia własnej intuicji i zwiastuje zaufanie sobie. A to intencja tej wyprawy.

60220479_2267371736683181_7802798710210953216_n

P90511-135421

Po drodze, przyglądamy się kwitnącemu życiu. Z bezmiaru świeżej zieleni wołają do nas kolory. W niej ukryły się kwietne skarby. Czuję się jakbym miał obok stóp perły, diamenty, szmaragdy i najdroższe kryształy. Żółto mieni się pierwiosnek wyniosły, kawałek dalej w soczystym błękicie tkwią łany przetacznika ożankowego. Różowym fioletem przystroił się delikatny bodziszek, jak wielu jego braci, roślina lecznicza. Każdy z nich tak kruchy, wątły, a przecież silny, w gąszczu zielonej konkurencji. Każdy ma swój czas kwitnienia i rozwoju, po czym pławi się w błogim spoczynku umiarkowanej wegetacji, ustępując miejsca innym roślinom. Geniusz opiekuńczej natury, która każdemu gatunkowi przewidziała jego czas i przestrzeń. Mijamy osmalone pnie. Tutaj las płonął. Sosny ocalały. Ich pnie są dość odporne na pożary ściółki, o ile ogień nie ‘’wejdzie’’ na korony. Wtedy zawarte w igłach łatwopalne olejki, podsycają płomienie, a one przenoszą się górą. Tym razem jednak skończyło się na strachu. Nad bagnem krążą już błotniaki i terkocze świerszczak. Ilekroć tu jestem, opowiadam o nocy tego świata – bogatej w dzwięki, odgłosy nieznane, stąpania zjaw dawnych, szmery zwierza, i nieodgadnione szelesty. Żółta wilga podnosi alarmujący lament. Jakże inny głos, od znanego, łagodnego jej śpiewu. Przegania jakiegoś mniejszego rabusia. Rajski ptak pojawia się znienacka w pełni lotu niedaleko, zachwycając nasze oczy kunsztem swych barw. Taki latający kwiat.

P90511-152149

P90511-145545

Szlachetny Klon 

Dzięcioł pstry uwija się z okrzykami, przeszukując coraz to nowe zakamarki. Często nie muszę za dużo mówić o sposobach komunikacji z drzewami, przez pobyt w lesie wchodzimy w taką harmonię, że moi goście sami zaczynają dostrzegać ich subtelną mowę. Olbrzymi Klon Zwyczajny porusza się dziwnie. Nie cały, a niektóre jego fragmenty kołyszą się niecierpliwie, gdy ani trochę nie wieje. Zaprasza. Łatwo to przeoczyć. Maria, mówi, że on ją woła. Czy to w ogóle możliwe? – Zastanawia się. Kiwam głową na znak zgody, i polecam żeby do niego podeszła. ‘’Tracimy’’ ją na pół godziny – choć nie oczu. Wraca odmieniona… ledwo jest w stanie cokolwiek mówić. Takie wzruszenie. A klon wydobył na światło. Dawne rany i bolesne chwile. Wysłuchał historii sprzed lat. Przytulił, objął, zaopiekował się. Obiecał więcej pomocy. I potrzeba było przyjechać tak daleko, właśnie do Niego… Zawsze podczas wyprawy coś takiego się zadziewa. Nie umiem do końca wytłumaczyć. Tu prowadzą, wspierają i leczą Drzewa. Wiedzą kiedy, jak, kogo. Zdejmuję Marii coś, co zaplątało się we włosach. Sucha klonowa gałązka… Żywy znak i pamiątka Drzewa z przesłaniem. Jego mowa: ”Tak, nie zwariowałeś! To co przeżywasz, jest prawdziwe. W dowód zostawiam część siebie… ” Spoglądam na jego bujną koronę z podziwem. Jest cudownie rozwinięta w spływającą kopułę, rozłożysta i harmonijna. Właśnie tak rozrasta się drzewo, kiedy nie traktować go ‘’cięciami pielęgnacyjnymi’’. Pełnia bujnego rozwoju. Zaskoczył mnie. Wchodziłem z Nim w kontakt może dwa razy. Z moimi Wędrownymi Gośćmi, odkrywam ten las na nowo, i poznaję kolejne Drzewa. Czasem mijane obojętnie przez lata, wołają obcych przecież dla siebie ludzi, i okazują im pełne wsparcie. Jak mało o nich jeszcze wiemy… Epos tych chwil, zapisze się na długo w mojej pamięci.

P90511-171942

P90511-172022

W sosnowym młodniku siedzimy z większym milczeniem. Tu drzewka – sosenki wysiały się naturalnie. Nieregularnie, rosną jak chcą. Widać jakie są bujne, gęste i zdrowe. Raptem to kilka kroków dalej od poprzedniego miejsca, a przyroda jakże inną gwarzy opowieść. Spomiędzy mchów i porostów prześwituje susza z piaskiem. Osobna wyspa jałowego świata. Jakoś lubię takie miejsca. Osłonięte od wiatru, inne, choć i tutaj tętniące paletą ptasich głosów. Wyśpiewuje lerka, borowy skowronek, a wtóruje drzewny świergotek. Zawodzi daleki trznadel. Z niedalekiego zagajnika, dolatuje pogłos piecuszka. Lekki flet wilgi, zwiastuje krople nieśmiałego deszczu. Oby się porządnie rozpadało…

Wyprawę prowadziły ptaki. Ptaki Duszy.Wiedziały, że zwracam na nie szczególną uwagę. Sikorzy jazgot modraszki, powoduje moją ciekawość. Przystajemy, patrzymy. Ależ się nakręca! Dwa samce konkurują o rewir, urągając sobie ile wlezie. Pewnie zaraz polecą pióra… Jeden daje dyla w las. Koniec widowiska. Parę kroków i Konrad nasz przystaje raptownie. Czuje – jakby oddech życia przeniknął Duszę. Błogość totalna. Przepłynęło przez ciało prądem. I sam już mówi, że oto woła go jesion którego tyle co minęliśmy. Nie jestem zaskoczony. To jego Drzewo Mocy, które wskazałem  niegdyś w przesłaniu. Znów dostrzegam – rozświetlone, gałęziste aury tutejszych drzew. Po raz pierwszy zacząłem je widzieć przy jesionach właśnie. Zostawiamy Konrada kawałek dalej w potrzebnej ciszy. I on wraca do nas podekscytowany, rozanielony i szczęśliwy. Opowiada z przejęciem, oddaje głębię swoich wrażeń. Mówi, że dotąd czegoś takiego nie doświadczył. I nie wiem w tamtym momencie, który z nas cieszy się bardziej. Dzięcioł zwrócił uwagę na Klona, sikory przywiodły do Jesionu. Dziś zawierzamy maleńkim przewodnikom.

P90511-183411

Deszczowy Zmierzch i Mowa Ziemi

Podążamy polami, sycąc oczy zachwytem rozległych łanów rzepaku. Idziemy koleiną – śladem pozostawionym przez ciągniki. Nie deptamy więc upraw. W oddali maszeruje grupka pięciu saren. Te obserwujemy przez lornetkę, patrzymy jak jedzą. Przywdziały już rude, letnie sukienki. Ale w rzepaku dzieje się coś dziwnego. Łodygi kołyszą się niespodzianie i raptownie. Jakieś mniejsze zwierzęta. Buszują. Znajome odgłosy. Miga coś brązowego. Warchlaki! Choć trudno jednoznacznie stwierdzić. Na pewno wyrośnięte nieco dziczki. Wygląda na to, że są same. Oddalają się coraz bardziej. Po chwili łan nieruchomieje, i już nie jesteśmy w stanie ich namierzyć. Rzepakowe duchy. Zupełnie zniknęły. Taktyka i dziczy spryt. Szukaj wiatru w polu…

Przyglądamy się… trawie. Siedząc dłuższych kilka chwil zauważyć można jak źdźbła również ‘’sprężynują’’ drgają same z siebie, zmieniają swoje położenie. Nagle, ot tak. Zauważam to zjawisko od dawna. Pewnie jest jakieś wytłumaczenie. Nie odbiera mu to jednak niezwykłości. Dziękujemy i trawce, za to mikro – widowisko. Dziękujemy Ziemi, za kolejne tajemnice. O zmroku docieramy nad łąkę, która ściele się różnobarwnym kobiercem przepychu. Choć kolory już gasną, jeszcze jesteśmy w stanie dostrzec jej mozaikowe bogactwo. Puszą się miękkie dmuchawce i ostatnie mniszki. W zmierzchu wyglądają jak maleńkie lampiony. Kolejny czas przemiany. Łąkę opanowały jaskry. Ich drobne kwiatki ścielą się gęstą siecią, połączone pajęczyną szarzejącej zieleni. Jak w baśni.  Kolorowy raj. Mam ochotę wrócić tu w słońcu, na boso. Na niebie spoczywają gęste, bure chmury, kiedy siadamy na powalonym dębie pod lasem. Pokonana siłami wiatru brzoza obok, wywrócona i przechylona spoczywa na samej ziemi. Mimo to, widać, że nadal żyje. Wypuściła zielone liście. Choć już się nie podniesie… Rudzik i drozd śpiewak popisują się w pieśniach gęstniejącego mroku, a obok zaczyna krążyć wcale niemały nietoperz. Lata prosto, rzadko nawraca. To pewnie Borowiec Wielki. I znów na chwilę odżywają dawne zabobony… Wyjaśniam, że ‘’gacuch’’ nie ma żadnego interesu ani chęci, by wkręcać się komukolwiek we włosy. A jeśli lata obok głowy, to dobrze. Wyłapuje na bieżąco pojawiające się komary, które zapach człowieka przyciąga. I nimi tylko jest zainteresowany. Nastrojowo podzwania świerszcz, zwiastując czar pierwszych wieczorów letnich. Za chwilę nastaną w przyrodzie ‘’Białe Noce’’ – głośne i gwarne, a ubogie w ciemność, trwające ledwie kilka godzin.

Pojedyncze dotąd krople, wezwały mokre towarzystwo. Modelowanie przestrzeni. Pamiętam jak pomyślałem w tamtym momencie: ‘’Dobrze, że dzień minął nam bez zapowiadanego deszczu’’. I wtedy lunęło. Jakby żywioł wstrzymywał się i czekał, kiedy wreszcie będzie mu wolno.

Powrót przez nocny, ulewny las, czarującym zapisze się wspomnieniem. Kojący szum wlewa  w uszy. Majowy opad. Teraz pragnę tylko, by padało jak najwięcej. Potrzeba drzewom i zwierzętom, tej suchej wiosny. Co chwilę przystajemy słuchając błogiego szmeru deszczowej modlitwy. Odkrywamy las na nowo, który innym objawia się pięknem, w każdej zmianie pogody. Wyciągamy ręce w górę z twarzami do nieba, i siebie dając obmyć lejącym strugom. To jest właśnie życie… i czerpanie radości, z pozornych przeciwności. Cieszymy się ulgą roślin. Nie myślimy wyłącznie o sobie.

– Chrrrrrrmmmm!

Rozbrzmiewa ostrzegawczo kilka kroków dalej. W ciemnościach odezwał się dzik. Tuż obok. Nasłuchujemy odgłosów zwierza. I on na pewno nas usłyszał, a teraz kręci się, nie wiedząc do końca co zrobić. Wędrowcy chyba lekko przestraszeni, ja szczęśliwy. Bo takie chwile nie trafiają się często. Kilka minut w napięciu i wzajemnym słuchaniu. Zwierz przedziera się z łoskotem. Prawdziwe Szepty Kniei, dzieją się właśnie i stają naszym udziałem, Niedługo potem spotykamy następnego. I on chrumka do siebie, wymijając nas gdzieś lasem w ciemnicy. Ale widać przecież. Gdyby wyszedł na drogę, dostrzeglibyśmy sylwetkę. Emocje sięgają radosnego apogeum. A ja dziękuję dziczemu plemieniu za dar wspólnej chwili, życząc im bezpiecznego szlaku z obfitością łakomego żeru.

60179930_665360293889038_4679694416082894848_n

60333024_2107712859346287_6814169514381410304_n

59951411_590114151480835_7200862179002679296_n

Święto Wody

Tej nocy, długo żadne z nas nie może zasnąć. Za dużo wrażeń, w połączeniu z przyjęciem energii leśnych. Ogromna dawka. Wiem, że będą ‘’mielić się’’ z tydzień. Pada z przerwami całą noc, od świtu przechodząc w regularną ulewę. I deszczem wita nas dzień. Ani trochę tym zmartwieni, ruszamy. I taką pogodę można wykorzystać. Śliski, wilgotny świat, obmyty z pyłów i kurzu uśmiecha się do nas bukietami błyszczących liści. Niektóre kwiaty pozamykały się w niemym ‘’buncie’’, jakby chciały chronić swe delikatne wnętrza. Przypominają mi się chwile, takich letnich słot, z dawnych czasów kiedy klimat jeszcze nie wariował. Umiarkowane ulewy potrafiły trwać blisko tydzień, nawadniając ziemię dla potrzeb przyrody. Dziś będziemy czatować. Zasiadka. Moje ulubione. Wdrapujemy się na zapomnianą ambonę, usytuowaną tuż nad bagnem. Czeka nas wielogodzinne czuwanie. Będziemy niewidzialnymi dla przechodnych po łąkach zwierząt. Ptaki śpiewają na potęgę, jakby pierzasta brać cieszyła się z tej ulewy. Co i raz przelatują szpaki, niosąc w dziobach wijące się larwy i dżdżownice. Nie siedzimy długo, gdy z lasu za plecami wybiega królik. Otrząsa się pociesznie z kropel, choć widać, że przemoczył już futro. Zajada zieleń. Smakuje wszystkiego, kicając tu i tam. Przemyka tuż pod czatownią, oglądamy więc na żywo i w pełnej krasie. Na nas nie zwraca uwagi. Deszczowy szum tworzy dźwiękowe tło, które kamufluje dla jego słuchu wszelkie nasze odgłosy. Podziwiamy go więc nie przeszkadzając. Refleksja. Zawsze myślałem, że ‘’jestem sam’’. To znaczy, że tylko mnie takie rzeczy ‘’kręcą’’. Są tymczasem ludzie i potrafią przyjechać z bardzo daleka, aby takie chwile w radości dzielić i przeżywać. Pojawienie się szaraka wywołuje szczęście, podekscytowanie i wdzięczność u naszej trójki. A przecież on tylko, przyszedł jeść. Ciężko wyjaśnić fenomen leśnych ludzi. Dusze, które kochają przyrodę. Kiedy tylko odłożymy na bok ustękiwania umysłu, może ta Miłość przejawić się w pełni. Pieśń słowika w deszczu, nastraja marzeniem, i świeżością. Koncertuje też pokrzewka gajówka, kos, szpaki, kapturka, trzcinniczek i świerszczak. Bagno żyje. Raz po raz ‘’przykrywają’’ je odgłosy zawołań żurawi. Ruch jak na autostradzie. Wzlatują i lądują kaczki. Ogromny Żuraw wystartował z ostoi szuwarów. Przemyka nisko w pełnej okazałości, tuż przed naszymi zachwyconymi oczami. Ptak rusza na żer. W oddali pojawia się sarna – ta wychodzi spod wielkiej wierzby, i wcale nie kwapi się wystawiać na wilgoć rudego futra. Kręci się na samym skraju, znikając co chwilę z pola widzenia. Gdyby nie ruch, nie sposób łatwo ją dostrzec, nawet na tle zieleni. Z tyłu w lesie, przemyka niewidoczny dzik, zostawiając nam echo chrząkającego pogłosu. W dzień deszczowy, bardziej śmiałe i ufne są u siebie zwierzęta. Wiedzą, że człowiek podczas słoty, niczego tutaj nie szuka. I tak mijają ponad trzy godziny. Słuchamy uspokajającego szmeru wody, spływającej po milionach liści. Deszczowa muzyka, okraszona akompaniamentem ptasim. Ziąb dotyka dreszczem, kiedy wiatr sypie na nas w porywie fontannę rozproszonych kropel. Wędrowcy chcą już wracać. Nie oponuję. Wytrzymali długo, jak na pierwszy raz w takiej pogodzie. I bez specjalnego ubioru. Ptaki uciszyły i ukoiły, pogrążone czasem w rozmyślaniach chaosu wnętrza. Czujemy się nasyceni. Dwa Dni Wędrowne. Jeden dla Drzew w poszukiwaniu wieści, drugi ze zwierzętami, dla odkrywania przyrodniczych ciekawostek. Gwarzymy wtedy o ptakach i zwierzu, a ja opowiadam co wiem o ich zwyczajach, życiu codziennym, trudach, pożywieniu, radościach, potrzebach i troskach. Konrad podąża boso, oddając się chłodnej pieszczocie wilgoci traw. Poczuć pełnię… bo my w kurtkach i kaloszach, a zwierzęta nie mają taryfy ulgowej. Zastanawia – ich codzienny byt i przystosowanie. Próbujemy przecież tylko namiastki. Celebrujemy w ciszy Święto Wody, wracając z wolna ku sprawom zawiłym, a ludzkim… Jednak każde z nas odtąd wie, gdzie, kiedy, i jak szukać ukojenia, odskoczni, i prostoty. Żywioły Natury czekają wraz z całym bogactwem każdego dnia na swoich odkrywców. A gdy już po wszystkim, nadchodzi czas wzajemnych podziękowań. Słyszę od moich gości, że jeszcze nie przeżyli czegoś takiego, mimo przebywania częstego w przyrodzie. To chyba najmilsze mi słowa, jakie paść mogą na pożegnanie. Odtąd każda najmniejsza wędrówka będzie dla nich wyjątkowym przeżyciem. A ja cieszę się, że mogli na te kilkanaście godzin przekonać się jak to jest, i poznać jak  w praktyce powstają Szepty Kniei.  Jeszcze się spotkamy…
59788046_388476352008850_7936120211680264192_n

Gościom moim, Marii i Konradowi, jako świadectwo wspaniałych chwil i w podziękowaniu za świadome towarzystwo podczas Dni Wędrownych. W hołdzie Waszym Procesom.

Chmurom, deszczom, i ulewie – za możliwość odkrywania bogactwa tego świata w mokrej tym razem odsłonie, oraz pełnię leśnego odczuwania. W radości kochana Przyrodo, że mogliśmy tyle Twoich sekretów dojrzeć, w doświadczeniu bliskości wodnego żywiołu i codziennego żywota mieszkańców kniei, bagien i pól.

__________________________________________________________

* Wędrówka miała miejsce w ramach naszych warsztatów:

Przytulanie Drzew – Podróż do Źródła Istnienia

Wydarzenie na Facebooku – Kliknij i dołącz do wędrownej społeczności

A jeśli i Ty masz ochotę podarować sobie spokojny Dzień Wędrowny w doświadczeniu intymnego spotkania z Naturą, pisz, pytaj. Kontakt w sprawie zgłoszeń:
czeremcha27@wp.pl

Na blogu możesz też poczytać inne wspomnienia z niektórych minionych warsztatów:

Dendroterapia – Przytulanie Drzew

Możliwe są też wyprawy i czuwania nocne. Szczegóły w Wydarzeniu:

Księżycowy spacer w magicznym świecie Przyrody

_________________________________________________________

P90511-151644

P90511-145539

P90511-172157

 

Majówka z Drzewami Mocy. Sekrety jesionowego szlaku.

Bądź gotów na najbardziej niezwykłe doświadczenie. Daj się zaczarować swojemu światu. Pozostań otwarty na każdą możliwość, a wtedy – stanie się. Choć ja chyba nie byłem do końca przygotowany tego dnia wędrownego, na to co miało mnie czekać. Najpierw pojawiło się zaskoczenie. Potem radość, wdzięczność, zachwyt i … pokora. A zaczęło się…od Drzew oczywiście.

P90501-192203

Wyruszyliśmy dość późno, bo dopiero po godzinie 19. Wieczorny las, w cieple wiosennego słońca, wita rześkością. Małe kosięta kwilą już w gnieździe, samiec nieopodal wytrwale śpiewa. Pełnia rozkwitu życia. Razem z moimi gośćmi na nowo odkrywamy bogactwo tej Planety, ucząc się imion jej mieszkańców. Mam wrażenie, jakby świat pod stopami i do kolan był osobną unikatową rafą koralową, pełną barw i wirującego życia. Tu oto glistnik jaskółcze ziele, orędownik zdrowia spogląda złotym okiem z mroku zieleni. Obok dziwny wilczomlecz. Bluszczyk kurdybanek, i jasnota jarzą się kryształkami fioletu. Drzewa dziś aż trzęsą z radości. Każde zaczepia i coś chce opowiedzieć. Od nowa uczymy się wspólnego życia. Zawieramy przyjaznie z  liściastym ludem Ziemi. Bywają czasem zdziwione, choć wiedzą, że to już się dzieje. Zaczekają na nas – jak zawsze. Aż i reszta ludzi któregoś dnia dołączy do tej przemiany. Tak bardzo cieszą się, kiedy ludzie przychodzą pogadać i przytulić. Kto z nas by się nie cieszył? Niczego od Ciebie nie potrzebuję – po prostu bądź. Krótki pobyt w lesie, a goście moi słyszą i odczuwają więcej niż ja. Ani trochę mnie to nie martwi J Szczególnie cieszy. Dzięki temu nasza wędrówka jeszcze bardziej jest bogata, o kolejne uważne postrzeganie. Nie nadążam za percepcją moich wędrowców, którzy z taką otwartością reagują na wezwania kolejnych drzew. Jarek, drugi już mężczyzna jakiego goszczę na wyprawach słyszy, czuje, postrzega i odbiera je intensywnie. Wołają i zapraszają jego. Żartujemy trochę z brzozami, które przekazują nam na bieżąco, sztukę uziemiania. Znów czegoś nie wiedziałem. Jednak w tamtym momencie, po prostu mówię i robię. Przekazuję. Płynie wiedza przodków. Uczą brzozy wdzięczności, mówią o zdrowiu i sile jaka z tej postawy wzrasta. Znów instruują, jak ustawić ciała, ręce i dłonie, aby przepływ energii był właściwy. Białe, wiecznie wesołe lekarki lasu. Czujemy dogłębnie – każdy inaczej. O zmroku, stary klon jawor zaprasza do gawędy. Grażyna długo pozostaje z nim w objęciach. Po wszystkim czuje się wypełniona, obdarowana, i doładowana. Uderza gorąco. Ciężko opisać. W kniei o ciemności dzwonią jeszcze rudziki i wyśpiewuje drozd. Do snu już ptactwo szepta pacierze. Mijamy olbrzymie kasztanowce, które przyciągają jak potężne magnesy. Płyną wieści osobiste… dla każdego… Mnie proszą abym tu jeszcze wrócił któregoś wieczoru. Drzewa wiedzą, że przychodzimy specjalnie do nich. I jak to w gościach – każde chce obdarować, poplotkować, ale dziś nawet ja zaskoczony jestem tym co się wyrabia. W oddali, głucho chrypi sarni kozioł. Niewielka ich grupa wyszła o zmierzchu na soczystą kolację wśród traw. Szelesty i szmery mysie igrają ze słuchem. Coś się przemieszcza – nie widzimy. Z doświadczenia wiem, że w suchej jak pieprz ściółce, nawet małe zwierzątko potrafi mocno zahałasować. Z ciekawością odkrywać i badać te tajemnicze dzwięki, zgadywać, żeglować wyobraznią – oto cud nocy leśnej.

P90501-205135

A spędzamy ją na zacisznej polance, czekając aż zapalą się żyrandole srebrnych gwiazd. Wieczór rozgonił chmury. Długo żarzy się w pustce horyzontu, łuna zachodniej czerwieni. Gaśnie łagodnie. Nieodległa wieś, pogrążona w lampionach bladych świateł drzemie w ciszy. Nie słychać nawet psów. Nad nami dach wszechświata, w nim my, we właściwym miejscu i czasie… Mija na rozmowach, w każdym możliwym chyba temacie. A czasem cisza i słuchanie skrzypiących, szumiących drzew. Też muszą się wypowiedzieć. Kosmos słucha wszystkich. A my, spisujemy właśnie kolejną wędrowną historię.

Maszerujemy zapadając się w sypkim piasku pól. Chrzęszczą łany zielonego zboża. Pózną nocą docieramy do Krzesimira. Nie planowałem. Trochę tylko ‘’przypadkiem’’ zboczyłem z kierunku i jakoś tak wyszliśmy obok niego. Dębowy olbrzym oddycha sennie przeglądając gwiazdy spomiędzy rozłożystych konarów. Koroną zagarnia niebo. I szczodrze obdarowuje moich Wędrowców. Bucha pulsem wibrującej energii wokół. Grażyna ma wrażenie jakby nią wirował, a jarek mówi o odczuciach ‘’spod ziemi’’ i drganiach – także w kontakcie z innymi drzewami. Osobliwe dudnienie. Odwiedzimy jeszcze staruszka jutro.

Jesionowy Szlak – przez pola, łąki i miedze.

Dzień wita nas burymi chmurami, grozbą deszczu i porywistym wiatrem. Dobra pogoda dla wędrowców. Bo przecież żadna nie jest zła. Każda ma swoje zalety. Podczas takiej aury nie przegrzewamy się, i nie cieszymy wątpliwym dość towarzystwem majowych lotników – komarów i meszek. Taki czas wolą przeczekać ukryte w gąszczach. Jesionowy szlak. Aleja przekroju drzewnych osobowości. Stróżują temu miejscu również klony, lipy, dęby, wierzby, wiąz, głogi, dzikie róże, tarniny, jabłonie. Właśnie w takie dni jak dziś, poczuć można zalety  zakrzaczeń przydrożnych. Dostrzec cenną rolę jaką pełnią w zmienionej działaniem człowieka przyrodzie. Gdy tylko znajdujemy się na dróżce otulonej kępami krzewów, siła podmuchów słabnie. Maszerujemy jakby w tubie wyciszenia – tak działają drzewa rosnące obok. Tak samo zimą hamują nawiew zasp, a latem i wiosną wyłapują unoszoną przez wiatr wyjałowioną już ziemię, opóźniając procesy erozji. Hamują odpływ wilgoci i magazynują ją w sobie. Niby rzeczy oczywiste…  Ktoś kto nie spędza czasu w naturze o każdej pogodzie nie doceni – przyjedzie i wytnie… Pytają nas drzewa, z jakimi zamiarami przychodzimy. Lekko zaniepokojone. Słyszy jarek i ja. Nie dziwię się – w końcu od jakiegoś czasu obserwuję ‘’szał’’ na ogałacanie takich dróżek i polnych rowków z wszystkiego co rośnie. Mimo tylu korzyści… umysł nie pojmuje, serce płacze. A one wiedzą… choć tutaj jest jeszcze spokój, odbierają przecież co dzieje się kilometry dalej. W pamięci Ziemi zapisuje się wszystko. Dlatego szanuj, błogosław, kochaj, dziękuj i opiekuj się Matką która Cię żywi, w zgodzie z Jej rytmem. Otacza nas ocean złotej żółci rzepaku, wśród którego jak ryby zwinnie wiosłują jaskółki dymówki. Muskają kwiaty w locie, wyłapując owadzią drobnicę. Piękno i dramat na jednym obrazku, mimo wszystko w tamtym momencie myślę, że to najpiękniejsze co dotąd zobaczyłem w życiu. Przyglądamy się w zachwycie temu spektaklowi – pokazowi ptasiego drapieżnictwa. Czarne, jaskółcze kreski nawołują – ciiiit, ciiii! Zupełnie jak delfiny polujące na ławicę ryb. Komunikacja i synchronizacja. Awifauna pól i miedz dopisuje gwarem i odgłosami. To wręcz nie do pojęcia – ile te ‘’krzaki’’ kryją w sobie życia. Stały się jakby osobnym, podłużnym lasem. Widzimy żółte trznadle,  biegającą siwą pliszkę i wabienia sikory modraszki. Z niebios spływa urokliwy śpiew skowronka. Ptaki próbują swoich sił, mimo porywów wiatru. Ostro dzwoni niedaleki potrzeszcz – wieszcz bezmiaru pustki. Kolorowe szczygły uwijają się obok z wesołym świergotem. Nad nimi roztacza swój wysoki, melancholijny śpiew Ortolan – jeden z głównych tutejszych solistów. Czupurne mazurki, nieśmiałe polne wróbelki spoglądają na nas zdumione spomiędzy kęp zarośli. Obserwują. W ubiegłym roku gniazdował tutaj nawet gąsiorek – dzierzba. Chwila zadumy, gdy wśród jaskółek na rzepakowym morzu, z dostojeństwem szybuje błotniak zbożowy… Tu od wieków zakotwiczył, wyrósł i ubogacił życie osobny, fascynujący świat. Potomkowie mieszkańców odległych stepów, i suchych łąk osiedlili się tutaj i uznali rolniczą przestrzeń upraw ludzkich za swój dom. Przy okazji nieocenione oddając nam usługi. Czy pamiętamy o tym podczas gospodarowania?

P90501-194054

Jakże pogoda potrafi zmienić odbiór każdego miejsca. Jesionowy Szlak kojarzy mi się z księżycem i ciepłymi, letnimi nocami, kiedy spaceruję tutaj boso po przyjaznym piasku. Pierwszy raz wiodę tędy wędrowców. Ktoś powiedziałby ot, zwykła polna dróżka. Może i tak – gdy minąć ją w ślepym i głuchym pędzie, albo kabinie samochodu, wzniecając tuman duszącego kurzu. My odkrywamy dalej – kolory, zapachy, kształty, ślady. Fotografujemy kwiaty. Jedwabiste płatki dzikiej jabłoni i upstrzone różowymi punkcikami ozdoby głogów. Mijamy piaszczyste niecki po grzebaniu zajęcy i bażantów, królicze nory, a w jednej z maleńkich polnych kęp napotykamy królika właśnie. Trop dzika okrąża zadrzewienie, które jest naprawdę niewielkie. Mimo to – przebogate w rośliny. Brzoza, dąb, topola, jesion, wierzba, tarnina, olcha, wszystko na tak małej powierzchni. Mogłoby być zaczątkiem przyszłego lasu, gdyby zaprzestać uprawiania ziemi wokół. Ale największym zaskoczeniem okazuje się być potężna czeremcha – rozłożysta i wielka niczym ogromny pająk. W życiu takiej nie widziałem. Moje Drzewo Mocy. Mam do niej wrócić. I już wiem, dlaczego od 2 dni towarzyszyło mi poczucie, aby iść właśnie tutaj. Po drugiej stronie kępy czeka na nas ten sam królik. Zwierzak nie opuścił jej, tylko pokicał na drugą stronę. ‘’Pech’’ chciał, że nie wchodziliśmy do środka, a tylko okrążyliśmy wokół. Nie ma co przeszkadzać ptakom. W powietrzu czuć pył. Osiada mi w gardle. Znak, jak wielka jest tutaj susza. Świadczą też o tym młode kiście dopiero co wypuszczonych świeżych listków, które zrzuciły drzewa. Nie są w stanie ich utrzymać i odżywić. A wiatr nie jest aż tak silny, aby je urywał. Widać przy okazji jak różne drzewa potrafią obierać życiowe strategie. Niektóre dęby wypuściły już listki, inne cierpliwie trzymają je w pączkach. Taki Krzesimir, ”tłamsi” je już drugi tydzień, podczas gdy klony rozwinęły pełnię ulistnienia. Mijana dzika róża prosi, aby odsunąć jej pędy na bok. Nie chce być potrącana przez auta i traktory. Spełniamy tą prośbę cennego w przyrodzie krzewu. W pewnym momencie jarek mówi, że mamy przy najbliższej okazji skręcić w prawo – bo tak wołają tutejsze drzewa. Dziś, jak zawsze one prowadzą, choć nie za moim pośrednictwem. Tak docieramy do polnego, wyschniętego na wiór rowku, w którym osiedliły się topole białe. Są wysokie, dostojne, czyste.. To one nas zawołały. Jest ich kilkanaście. Pną się hen pod niebo. Przychodzi taki moment na wędrówkach, że każdy potrzebuje pobyć sam. I tak też dzieje się teraz. Każde z nas wybiera sobie jedną z topól. Czas długiego tulenia i osobistych przesłań. Czuję, że to miejsce mocno nas oczyszcza. Czuję się wspaniale, lekko i błogo. A zakątek okazuje się być spełnieniem wszelkiej tajemnicy. Nie widać było tego z zewnątrz – w środku, na dnie rowku znajdują się odciski dziczych i sarnich śladów. Widać, że sprytne zwierzęta chodzą tędy jak chodnikiem. Skryte i bezpieczne. Pełno pustych ptasich gniazd, i ciekawych roślin. Białe Topole to Drzewa Mocy patronujące na ten rok, i już z jego początkiem wołały ludzi do siebie. Nie myślałem tylko, że taką przybierze to formę. Wspierają one rozwój Duszy,  powrót do Boga, Wszechistnienie, uzdrowienie duszy, wzrost duszy, odzyskanie jej utraconych aspektów, osobistą moc ducha, przejawienie darów, jedność, Boskość Istoty i pełnię mistrzowskiej kreacji. Rzeczywiście – na naszych twarzach uśmiechy i wcale nie mamy ochoty stąd iść. Tu prawie nie wieje. Topole ugościły nas swoim schronieniem. Robimy więc postój z przerwą na jedzenie i gawędę. Maszerujemy kawałek dnem rowku, co rzeczywiście okazuje się być bardzo wygodne. Pora pożegnać się z tym przyjaznym miejscem. W pamięci zapisze się jako niezwykły skarb, skryty pod plątaniną konarów i chaszczy. Choć i tutaj dotarł człowiek z nieubłagalną piłą – gdzieniegdzie widnieją dawne ślady zniszczenia. Wierzyć się nie chce. Bo przecież zarośnięty rów lepiej magazynuje wodę, spowalnia jej odpływ, jest schronieniem dla ptactwa które tępi ‘’szkodniki’’ a czasem i nieocenionych w pożytku bobrów. Wszyscy zaś narzekają na suszę…

P90502-121902

Topole żegnają się z nami gromkim zrywem szelestu swych biało – zielonych liści. Tak samo jak powitały, kiedy tylko wkroczyliśmy w ich przestrzeń. Trudno, o bardziej wymowny znak od Drzew.

Klon

– Ludzie odwiedzający drzewa, powrócą do swojej dawnej Mocy. Rozwiną świadomość. Pozbędą się trosk, smutków, blokad, otworzą na przepływ życia. Uzdrowią aspekty duszy. Czasem ciała. To nie obiecanki, a szczera zapowiedz tego, co jest i było Wam dostępne od zawsze. Mówcie o nas. Opowiadaj o każdej wędrówce. Ty, Jarek i Grażyna. O tym co tu przeżyliście. Ważne by się dzielić, aby stało dostępne dla innych. Wystarczy im przypomnieć. W każdym człowieku drzemie tęsknota za harmonią, spokojem i zrozumieniem. Jest on na wyciągnięcie ręki. Wzrasta latami tuż obok Was. Tyle otrzymujecie – i nie dostrzegacie. Powietrze, woda, gleba, cień, osłona. Podstawy Waszego istnienia. To dają i chronią dla Was Drzewa. Poczuliście to dzisiaj. Zapraszamy do swoich światów. Pokażemy nasze bogactwa. Nauczymy jak je dostrzegać. Dziś wszyscy zobaczyliście co jest możliwe, kiedy pozostajecie w otwarciu na nasze słowa. Jak bogata staje się wtedy podróż. Jak każde z Was czuje. Wołamy, zapraszamy ludzi od dawna. Wreszcie, znów zaczynacie więcej słyszeć. Pora abyście zrozumieli, że szczęśliwi możemy być tylko współistniejąc – nie w zwalczaniu, oskarżaniu, wynajdywaniu przeszkód. Różnimy się. Drzewa nie można zmanipulować, oszukać. Was tak. Dlatego działacie przeciw nam, a tym samym wbrew sobie.

Dawno nie odwiedzany przyjaciel, Polny Klon o imieniu Kostur takim obdarza przesłaniem. Głóg obok prosi o zrobienie fotografii jego kwiatów. Chce być na tytułowym zdjęciu opowieści.

– I staną w Prawdzie Serca! O tym też napisz. Zaufania Kwiat Głogu. Kwiat Serca. Widzisz te maleńkie, różowe punkciki? Taki sam znajduje się w centrum Waszych Serc. Iskra Boga. Dotrzyj do niej, a odnajdziesz wszystko czego szukałeś. 

Woła głogowy krzaczek. Robi się wesoło. Kawałek dalej, jarek brata się z jesionem. Polem kica zając, co i raz przysiadając czujnie – szarak nasłuchuje. Może też wieści od drzewnych przyjaciół? Cieszę się bardzo, kiedy w uważności goście moi sami odkrywają pewien fenomen, podczas tych dwóch dni włóczęg. Dostrzegają gdy drzewo woła – kołysze się lub trzęsie ‘’samo z siebie’’, mimo braku podmuchów wiatru. Są podekscytowani. A ja opowiadam co jeszcze potrafią drzewa wyczynić – bo spowodować im osobny podmuch wiatru, czy zawirowanie powietrza wokół, to dla nich ‘’pikuś’’. Tak też się komunikują. Nasi przodkowie wiedzieli, jak podsłuchać rozmowę żywiołów. Pamięć tych umiejętności, przetrwała jeszcze u Drzew. Żegna nas czuły, niespodziany, śpiew ukrytego słowika. Na sam jego zew, nie mogę doczekać się kolejnego księżyca w upojeniu słowikowej nocy.

P90502-122726

A kiedy las nie pozwala…

Zbliżamy się do znanego już z wielu opowieści olsu, kiedy mam delikatne wrażenie, że możemy tam wkroczyć tylko kawałek. Jarek mówi, że nie chce tam iść – ‘’coś’’ nie pozwala i nie życzy sobie tego. Jeszcze kilka kroków, i dostrzegam kroczącego między drzewami żurawia. Tak. Ta przestrzeń jest dziś zajęta przez zwierzęta. O to chodziło. Czucie ‘’wymusza’’ niejaką elastyczność. Ufasz temu co przychodzi i podążasz. Nie sposób trzymać się sztywnego planu. A nasze wędrówki zawsze są  spontaniczne. On rodzi się w trakcie. Wycofujemy się aby nie płoszyć ptaka. Idąc, podziwiamy w rowku resztki po bobrowych robotach. Siadamy na powalonej topoli, która gościnnie przygarnia całą naszą trójkę. Natura pomalowała ją srebrno – szaro – sino żółtymi porostami. Tu czas nas opuszcza… Otoczeni zielenią traw i kwiatów, słuchamy ptasich mieszkańców bagna. Podczas każdej wyprawy poznaję swój las od nowa – oczami moich gości. Jarek wypatrzył osobliwy młody dąb, który podtrzymuje i oplata dojrzałą sosnę. Jakby trzymał ją do tańca. Tyle lat tędy chodzę i nie zauważyłem. Dlatego spotkania międzyludzkie są ważne. Każdy ubogaca nas swoim postrzeganiem,  nawet jeśli w czymś się nie zgadzamy. Warto widzieć jednak to, co nas rozwija.

59301263_285733642329815_89763278888108032_n

Tulimy brzozy tańczące na wietrze. Czuć, jak zwinne dziewczyny wyginają się i chwieją pod jego naporem. Chwila, i stajemy się jednością w błogim kołysaniu. Poruszają się lekko, bez naprężeń. Przystosowane przetrwać dużo mocniejsze wichry. Brzoza potrafi zgiąć się do samej ziemi i nie złamać. Dopiero teraz pojąć można, co znaczy nazywać brzozę tancerką. One nimi są. Błogosławimy sobie nawzajem. Mija nas dwójka młodych rowerzystów. Dla nich będziemy świadectwem, albo… wariatami J  Kwilące jaskółki uwijają się zwinnie nad morzem rzepaku, czyniąc barwną powtórkę z widowiska. A my dziękujemy życiu, że przyszło nam istnieć na tak wspaniałej planecie. A Mistrzowie Drzew, są wśród nas. Nie zawsze się ujawniają. Nawet nie spędzają dużo czasu w lesie. Niekoniecznie żyją, jakbyśmy sobie wyobrażali. Mimo to słyszą, czują, rozumieją i mają otwarte serca. To wystarczy, aby ich istnienie szumiało na co dzień śpiewem prastarej zieleni.

Gościom moim, Grażynie i Jarkowi w podziękowaniu za świadomą obecność, otwartość, niestrudzone Dni Wędrowne i wszystkie duchowe upominki.

Wierzbom, Kasztanowcom, Brzozom, Topolom, Lipie, Głogom, Róży Dzikiej, Dębom, Klonom, Sosnom, Jabłoni, Kwiatom, Ptakom, Sarnom i Żurawiowi, i każdemu stworzeniu w uhonorowaniu Waszego przewodnictwa, mądrości, bogactwa jakim obdarowujecie nasze zmysły i dusze podczas wypraw.

—————————————————————
—————————————————————

* Wędrówka miała miejsce w ramach naszych Warsztatów Przytulanie Drzew – podróż do Źródła Istnienia

A jeśli i Ty masz ochotę podarować sobie spokojny Dzień Wędrowny w doświadczeniu intymnego spotkania z Naturą, pisz, pytaj. Kontakt w sprawie zgłoszeń:
czeremcha27@wp.pl

Na blogu możesz też poczytać inne wspomnienia z niektórych minionych warsztatów:

Dendroterapia – Przytulanie Drzew 

Możliwe są też wyprawy i czuwania nocne. Szczegóły w Wydarzeniu:

Księżycowy spacer w magicznym świecie Przyrody

————————————————————–
————————————————————–

P90502-131518

P90502-122256

P90502-132355

Wiosna leśnych ludzi. Dębowy spacer Intuicji

Podczas wędrówek z Drzewami Mocy, oddajemy się świadomemu byciu w Przyrodzie. Zanurzamy w istnieniu jakie nas otacza. Donikąd nie spieszymy. Przeglądamy siebie w maleńkim życiu. Tu w rowku płynie do swoich spraw jaszczurka żyworodna, a na polu gna na polowanie błyszczący sprinter – biegacz złocisty. Pochylamy z uśmiechem i nad nim. W mikroświecie wszystko ma swój odpowiednik. Chrząszcze biegacze, to takie jakby miniaturowe pantery, wilki, ścigające swoje ofiary. Znajdziemy tu i padlinożerców oraz roślinożerców, jak i ‘’na górze’’. Krzyczą gęsi. Las śpiewa już po wiosennemu – niedawno przybyły pokrzewki i piecuszki. Odkrywamy bogactwo jego mieszkańców. Kwiaty otwierają i uśmiechają do słońca. Tym nie mogę się oprzeć, każdemu robiąc fotograficzny portret. W domu z atlasem zapoznaję gatunki i dowiaduję czegoś o nich. Postrzegam, jak bardzo się zmieniłem. Dawniej dla mnie niemal niewidoczne, dziś nie potrafię przejść obojętnie obok żadnego kwiatu. Jakby wołały, zobacz jaki jestem śliczny! Spójrz do czego prowadzi Światło… Maleństwa chcą się pokazać i opowiedzieć światu o sobie. Ta wyprawa to takie moje Święto Duszy, bo wreszcie zawitali do mej przestrzeni mężczyzni na wędrówki. Pamiętam, jak długo opierałem się przed tym. Pewnego dnia, przyszło zrozumienie, że na poziomie duszy, nie ma to żadnej różnicy. I zgoda łagodna się pojawiła. Również oni potrzebują odetchnąć sobą, przypatrując się światu okiem kochającego las wędrowca. Mężni, srodzy, nieustępliwi wojownicy. Cudownie ich otwierać, i patrzeć jak zsuwają się sztywne zbroje lat. Jak kiełkuje zachwyt i wrażliwość.

20190413_121706

Las kipi już tętnem wiosny. Drzewa i krzewy okryły delikatnym puchem świeżej zieleni. Inne kwitną. Mroczne, gęste, czarne, tarniny dziś weselą się setkami śnieżnych kwiatuszków. Co za zmiana! Wszystko wokół dzwięczy odwieczną pieśnią życia. Na dębowym szlaku Krystyna zauważa brązową ptaszynę – samiczka kosa w gnieździe. Na wysokości ramion, choć idealnie zakamuflowana. Zastanawiam się, co kierowało ptakiem przy wyborze tego miejsca. Jeżdżą tu przecież rowerzyści, okrążają biegacze, ale fakt – bardzo trudno ją wypatrzyć. Pisklęta będą natomiast doskonale widoczne i głośne… Tak samo, każda kuna może bez problemu dostać się od spodu. Komu się powiedzie? Historie żywota…

Lekcja

 

20190413_143325

Ścieżka nasza wiedzie nad bagnem, choć po drodze mijamy różne przejawy tworzenia siedlisk Przyrody. Suchy młodnik sosnowy zachwyca swoją odmiennością. Spośród ledwie pokrytego mchami piasku wystają srebrne kępy ostrych traw – to szczotlicha siwa. Choć mniej się nimi interesuję, również nie mogę wyjść z podziwu wobec ich talentu przetrwania. Bo trawy opanowały wszelkie możliwe środowiska. Od arktycznej tundry, po zalane i ciągle podmokłe tereny, przez odległe szczyty górskie, mroczne głębiny leśne, a nawet zbocza wulkanów. Wszędzie można je odkryć. Nad nami z majestatem przelatują ogromne żurawie, specjalnie zbaczają nisko, jakby chciały się przyjrzeć dokładniej. W oddali, na zielonych polach gęsi wygrzewają pierzaste kupry, męcząc ciągłym skubaniem dopiero co wzrosłe zboża. Opowiadam o życiu i zwyczajach moich ulubieńców – dzików, ukrytych gdzieś tam w morzu trzcin. Mijane Brzozy uczą nas pracy z emocjami. Pokazuję moim gościom pewne pozycje ciała, jakie wesołe drzewa pokazały mi celem powrotu do harmonii. Lekko poprawiam, wskazuję, ustawiam – i teraz wszyscy troje tkwimy w odczuwaniu kojącego przepływu: Ziemia – Człowiek/Ciało – Drzewa. Na krótką chwilę dane jest stać nam się jednością.
Za chwilę lądujemy w objęciach sędziwej wierzby, Mistrzyni Życia. W podziwie, jak dziuplasta, zmurszała, próchniejąca istota pozostaje wciąż żywa, pełna otwartej gościnności dla najmniejszych, drążących ją istnień… Czasem, mam wrażenie, że wierzby nie umierają nigdy. Przecież i ona będzie wciąż wypuszczać nowe pędy… Ciężko ustalić kres takiej istoty. Pod nią odczytujemy wierzbowe przesłanie Mocy, jakie spisałem już jakiś czas temu. W hołdzie starej mądrości, jaką zgromadziły pokolenia jej sióstr, żyjące tu od wieków. Rozkręca się wtedy i targa podmuchami. Pani bagiennych żywiołów… odpowiada nam echem swej tajemnicy.

20190414_105416

Wypoczywamy na rozległych łąkach. Przysiadamy na polnych kamieniach. Stąd dobrze widać wszelkich innych zwierzęcych wędrowców, podróżujących do swoich spraw. Sarny migrujące między zagajnikami i kępami polnych zarośli przypatrują nam się ciekawsko. Zawsze mnie to dziwi – potrafią paść się kilkadziesiąt metrów od jeżdżącego ciągnika, ale wobec człowieka ‘’luzem’’ zachowują dystans i ostrożność. Choć w głębi siebie wiem, że i to uległoby zmianie, gdybyśmy tylko przestali je prześladować, traktować jak intruzów i ‘’szkodniki’’. Wielkopolska. Nazwa kojarzy mi się z Wielkie – Pola. Bo pola, to istota tutejszego krajobrazu. A zwierzęta, nawet te największe dostosowały się do życia tutaj i radzą nie gorzej niż w prastarych, dzikich puszczach. Krystyna nie może się nadziwić – jak to jest, że wszędzie wokół ślady, odciski, łapy, kopyta, racice, a ich właścicieli nawet w największych gąszczach nie widać? One wiedzą… Znają swoje pory. I nasze. W bliskości człowieka, wybierają na czas aktywności głównie noc. Choć zarośla mogą wydawać się gęste i nieprzebyte, zwierzyna również wie, gdzie trzeba się skryć – tam gdzie nie dotrze człowiek. W głębinach bagien są czasem takie suche wysepki, wyżej położone miejsca. Tam właśnie docierają ‘’moje’’ jelenie i dziki na swój spoczynek. Człowiek, bez specjalnych środków nie jest w stanie tam się przedrzeć. W pewnym momencie na rozwidleniu dróżek mówię ‘’A chodzmy tędy – jeszcze tutaj nie byłem, zobaczymy gdzie zaprowadzi’. I ten głos intuicji okazuje się być wołaniem potężnego dębu. Poznajemy go na jednej z polanek. Stróż tego zagubionego miejsca. Ależ jest rozłożysty. Ogromny i stary. Emanuje wielką dobrocią, co odczuwamy wszyscy troje. I jakoś nie sprawia mu problemu połączyć się z nami wszystkimi. Długo, długo, nie możemy się od niego oderwać… Każdy przeżywa. A ja słyszę, oprócz radości olbrzyma, jak powiada:

– Błogosławię Waszej wyprawie, Waszym krokom. Niech ten czas uświęci Ziemia…

Szlak przeciera się nieznacznie, znaczony tylko odciskami tropów wędrującego nocami zwierza. Błota, łęgi, olsy, bobrowe tamy, urwiste brzegi, piachy, plątaniny gałęzi, zapadliska, borsucze i lisie nory, zostawiamy w tyle. Podążamy wzdłuż rzeki. Mijamy ‘’dzicze doły’’, babrzyska i kąpieliska chrumkających stworzeń. Jenot czatujący pod wykrotem, umyka chyłkiem. Rozmyślam… Gdyby zmierzał tutaj jeleń lub dzik, zwierz na pewno pozostałby na miejscu. Oto, co żeśmy im zrobili… jak bardzo od nich odeszli. Człowiek = wróg, przed którym trzeba zmiatać. I czasu potrzeba, i ciszy, by przekonać konkretne zwierzęta do swej osoby na powrót. Coś o tym wiem. Natura rozśpiewała się tutaj potęgą całej swej dzikości. Wystarczy jej nie przeszkadzać… Nie jest łatwo tędy wędrować. Nie każdy potrafi. Dużo trzeba się schylać, ‘’kłaniać’’, zginać. Drogę przegradzają zawalone pnie ogromnych drzew, i równie wielkie gałęzie. Ja w takim terenie się nie męczę. Pomykam lekko, szybko, i cicho, balansując ciałem w skłonach, tam gdzie potrzeba. Takie już naturalne. Utkwiło w ciele – jak trzeba się tu poruszać. Takie gąszcza zwiedzamy po raz ostatni w tym sezonie. Już ruszyły pokrzywy. Wzrosną wysokie jak człowiek. I na parę miesięcy to roślinność zielna zapanuje tutaj z wszechistnieniem. Ukryje, da spokój… Siadamy z postojem nad rzeką, zasłuchując się w leczniczym pluskocie szumiącego nurtu. W dwóch miejscach, bobry nie dokończyły swych tam.Zostawiły mały przepływ. To celowy zabieg. Wykorzystują naturalną siłę nurtu do pogłębiania zakola, a on podmywa, i podmywa, wżerając się coraz bardziej w las… niejedno bobrowe pokolenie będzie kontynuować dzieło przodków. Strategia długofalowa. Strzyżk, sikory, pierwiosnek i pełzacz urządzają nam bajeczne słuchowisko. I tak mija nam do wieczora, pierwszy Dzień Wędrowny.

P90413-151010

P90413-164215

20190414_094722

Łęgi, łąki, i olszyny

Gdy wychodzę z domu jeszcze delikatnie pada, i trochę zastanawiam się po drodze, co też z naszą wyprawą. Mam jednak w sobie jakąś pewność, że przestanie…
I tak bardzo cieszę się z tego deszczu. Siąpił całą noc, choć nie zapowiadano. Dla drzew to o wiele za mało, ale skorzystają kwiaty. Obmyty nim ols, zatopiony w porannych śpiewach, jak baśń jest cudny. Wyglądają z niego zielone kępy młodych jaskrów. Obecnie to moje najpiękniejsze miejsce. Z niego wychodzimy na rajską łąkę, gdzie nadarza się okazja do postoju. Powodem jest lis myszkujący na krańcu łąki. Nie chcemy mu przeszkadzać. Moje wędrowne zasady pozostają zawsze wyrazem szacunku wobec naszych gospodarzy – tutaj my jesteśmy gośćmi. I gości proszę abyśmy usiedli. W uśmiechach obserwujemy mykitę, który w śmiesznych podskokach pomaga światu i człowiekowi w ‘’walce z gryzoniami’’. To jest właśnie to… czego nauczam. Na wędrówkach poznać można, jak to jest obcować ze zwierzętami, całkiem w bliskości, gdzie nikt nikomu nie przeszkadza. Jak się zachowywać, by odkrywać podobne rzeczy samemu. Czego przestrzegać. Spędzamy na łące jakieś pół godziny, bo i tyle urzędował lis. Przejaśnia się…

Znowu rzeka. Podążamy z jej biegiem, podziwiając spadziste przejścia, gdzie przeprawiają się zwierzęta. Jakie one pozostają… wolne…Człowiek omija pewne niedostępne tereny. Dla nich prawie takich nie ma. Mijamy wielkie, białe, martwe topole. Ciągną się długą linią… wszystkie pokonane. Znów dopadam do kwiatów z aparatem, kiedy wszyscy troje niemal jednocześnie wydajemy okrzyk zachwytu….

Na wzniesieniu fioletowo. Wielką połać opanowały wonne fiołki. Łan koloru i piękna.Widać, że leżały też tutaj sarny… Jak dobrze człowiek czuje się przy kwiatach. Fiołkowy raj. Podziwiam zwłaszcza te maleństwo, które wyrosło we wgłębieniu buchtowiska. Pyszni się cały. Jakby chciał zawołać, a oto i jestem! Nawet dziki nie dały mi rady! Siadamy nieopodal pod kępą polnego zadrzewienia, i dopiero zaczynają się ROZMOWY.

20190414_131320

Zawsze przychodzi ten moment podczas wypraw. Gdy wreszcie wypływa temat, który jest do przerobienia w przestrzeni. Czasem wiele tematów. Nie ma niewłaściwych. Nie ma też tabu. Nikt nikogo nie ocenia, nie potępia, nie nawraca. Wyrażasz pogląd, osąd, przedstawiasz swoją wiedzę… wymieniamy porady, wskazówki, argumenty… każdy wypływa bogatszy o nowe. Inny punkt widzenia. W naturze rozmawia się lekko. Zamilkniesz na pół godziny czy dłużej, a nie zauważysz nawet. Mijają nas sarny, bażanty, żurawie, szpaki, motyle… I wracasz do dialogu, jakby wcale się nie przerwał. Nie uciekam od rozmów. Po to tu jestem. Wszystko łączy się w jedną terapię – dla Duszy. I cieszę się, że dane jest mi doświadczać takiej głębi i szacunku podczas naszych wędrownych gawęd. Z nich powstałaby osobna książka. Szkoda, że nie da się ich powtórzyć. Każda jest unikatem, diamentem, który na te kilka godzin wybrzmiewa głosem własnej Prawdy. Nią się dzielimy.

Parę kilometrów marszu polem, podczas którego okrążamy wielkie bagno. Nas oblatują gęsi i kruki. Krystyna zbiera piórka, które gęsi właśnie pozostawiły po sobie żerując. Na pamiątkę dla wnuków. Z pól schodzimy do łęgu, w którym tworzą kręgi święte Wierzby Mocy. Nieustannie coś opowiadają. Piski, nawoływania… I gdy siedząc w jej objęciach zaczynam mówić o sprawach drzew, ta zrzuca na mnie przekwitniętego ‘’kotka’’. Ich zakątek, to kolejna ostoja dzikości. Tu dopiero jest mozaika! Powywracane olchy obok zdrowych kasztanowców, klony, jesiony i wiązy. Zdradliwe błota, i ‘’płowa woda’’, miejsce kąpieli jelenich. Ogrom tropów. Dzikość i świętość – tymi dwoma słowami najlepiej określić. Słońce grzeje już bardzo mocno. Zrobiło się gorąco. Dzień kończymy biegając boso w słońcu po zalanej łące, w rozbryzgach zdrowia, zapominamy się w przestrzeni wolności… A potem praca energetyczna w brzozowych kręgach. Nieplanowana przeze mnie. Za to przez Brzozy, już tak. Mijając szpaler, Krystyna woła, że one ją wzywają. Tutaj leczą. ‘’Jaka energia od nich bije, no muszę się przytulić!’’. A mi przypomina się migiem wszystko, co dwa dni wcześniej ćwiczyłem sam podczas pracy z brzozami. Ustawiamy się w pozycjach jakich uczą Drzewa, a przepływem energii ziemskiej uzdrawiamy przestrzenie duchowe. Co dokładnie? Brzozy już wiedzą. A Tobie objawi się później w życiu. Drugi dzień wędrowny z Drzewami Mocy, właśnie dobiega końca. A nam – tak trudno pożegnać się z tym światem, i z sobą…

🌍 Gościom moim, w podziękowaniu za świadome Dni Wędrowne.

20190414_115830

pppp.pg

P90414-133847

P90414-134143

20190414_115444

56472476_2000881270206786_5176235821396656128_n

Dzień Wędrowny z Dotykiem Serca. Podróż do Drzew Mocy

Gdzie choć dwóch spotka się, by w Ciszy Serca celebrować Świętość Natury, tam zadzieją się cuda. Tak powiedział mi Dąb Krzesimir, na moje pytania odnośnie wspólnych wiosennych wędrówek z drzewami. I cuda działy się od początku wyprawy. U progu lasu powitał nas kolorowy bażant. Kogut pysznił się barwami, paradując strojny w królewską szatę, wcale się nie bojąc. Słowiański feniks odrodzenia. Dla mnie bardzo ważny znak. Kiedy rok temu poprowadziłem pierwszą wiosenną wyprawę do śpiewu słowików, również naszą grupę powitał i pożegnał bażant. Doskonała okazja, aby na wstępie opowiedzieć coś o pochodzeniu i zwyczajach tych ptaków. Agnieszka przyjechała aż z Gdyni na dwa dni, po to aby odwiedzić Drzewa Mocy, dowiedzieć czegoś więcej o nich, oraz nauczyć księgi czytania lasu, zaznajomić z obyczajami zwierząt. Na co dzień zajmuje się czułym masażem, przywracając ciału pamięć rozkoszy delikatnego dotyku. Miłością rozpuszcza blokady. Ale nade wszystko ukochała żywot wędrowca w podróży. Dziś miała jednak podążyć na szlaku jedynej takiej wędrówki.

P90304-114720
 
Pierwszego odwiedzamy właśnie Krzesimira. Dziś dąb wydaje się być nieco ospały. Oto pierwsza lekcja dendroterapii w praktyce. Nigdy nie nastawiać się na to, jak będzie z drzewem. Uszanować i przyjąć wszystko, jak samo zechce nas przyjąć. Chwila powitania z oddali. Kłaniamy się. Długo tulimy go oboje w ciszy, słuchając nawoływań przelatujących gęsi. Czasem lądują ich tu setki na pobliskim polu. Różne odczucia. Jakie to niezwykłe. Jeszcze przedwczoraj nasz kontakt z dębem był głęboki i bogaty, a dziś jest tak delikatnie. I jak to bywa, w pewnym momencie, nasyceni energią zaczynamy jedną z tych długich rozmów. Trudną do zapamiętania. Coś o osobistym spełnieniu, pracy, przyrodzie, jej niszczeniu, odczuciach drzew, i najdziwniejszych sprawach wszechświata. Mam wtedy wrażenie, że dąb uważnie słucha. Tak, odbieram to. Jeden z moich przyjaciół powiedział kiedyś, że Krzesimir to wcielenie pewnego mędrca, z dawno nie istniejącego już lądu o nazwie Lemuria. Takie wybrał sobie doświadczenie. Gotów zawsze byłem w to uwierzyć, widząc jak poprowadził mnie w życiu. I kiedy wypowiadam te słowa, między nami wirująco osiada ostatni suchy listek. Patrzymy sobie w oczy, głęboko poruszeni. Drzewo odpowiedziało potwierdzeniem. Zapomniana komunikacja. Obok siebie dostrzegam ślad po sarnie, która przychodzi poleżeć tutaj nocą. Nieco dalej, odcisk małego dziczka. Ile on ma tu przyjaciół. Przychodzą tak samo jak my, pewnie po prostu dobrze czując się w jego towarzystwie. I każdy znajdzie swój czas i miejsce. Gdy wczoraj wieczorem kierowały się do niego sarny, on przekazał im, że mają jeszcze nie podchodzić. Zatrzymały się w oddali. Byłem akurat ja. Wycofałem się cicho, zostawiając zwierzętom i drzewom przestrzeń do własnych spraw.

P90304-171453

Po długim pożegnaniu z dębem, ruszamy piaszczystą drogą pod lasem, w kierunku Dębowego Szlaku. Bardzo wieje, choć jest ciepło. Po niebie pędzą tabuny granatowych chmur, co i raz pozwalając wyjrzeć cierpliwemu słońcu. Mijamy tropy jeleni, saren i dzików, odciśnięte w ziemnym pamiętniku. To dobra trasa aby im się przyjrzeć, gdyż tu wychodzą z lasu na pola, żeby skosztować specjałów z ludzkiej stołówki. Oto przed nami. Dębowa droga. Bardzo dobre miejsce do poznawania świata drzew. Są tu jesiony, akacje, i klony. A każde inną opowiada historię. Można dłonią uczyć się odczuwania, gdyż każde promieniuje nieco inaczej. Tu Dąb Radomir, niegdyś największy mocarz tej ostoi. Dziś rozdarty na pół piorunem trwa jeszcze, zieleniąc się każdej wiosny. Minie kilkadziesiąt lat, zanim ostatecznie się podda. Ta rana jest zbyt wielka aby ją zabliźnić. Poświęcone Bogowi Perunowi przez słowian Drzewo, nie do końca potrafi poradzić sobie z jego potęgą w kontakcie. Chropawa kora, pełna głębokich bruzd tworzy przerwy, które nie przewodzą płynnie energii błyskawicy. Drzewo zazwyczaj pęka od środka, gdy zostaje porażone. Co innego takie buki, których gładka kora w ulewie doskonale przekazuje do ziemi moc błysku. One potrafią to przetrzymać. Kiedy go poznałem, pogrążony był w szoku i smutku. Wibrował wezwaniem pomocy jak najdalej i rozpaczliwie pobierał energię od wszystkiego wokół, aby się ratować. Nawet od ludzi. Osłabiał w parę chwil. Odbyłem z nim kilka rozmów i dziś odczuwam zmianę nastroju drzewa. Już jest pogodzony i cieszy się tym, co mu zostało. Przykładając dłoń, nad korą, można poczuć różnicę. Od przodu bucha jeszcze ciepło, z tyłu na ranie, nieprzyjemny chłód. Choć drzewa mogą Ci poprowadzić rozmaitą terapię, same czasem potrzebują pomocy. Chwilę tulę jedną z przyjaznych akacji, choć dziś nie pobędziemy dłużej. Obok, w młodym sosnowym zagajniku sycimy się leśnym zapachem. Uśpione pędy sosen, zerwane i roztarte w palcach, choć kleją żywicą, kojącym pieszczą nos aromatem. Pobudza, ożywia i zachęca do dalszego odkrywania tutejszych specjałów. Nad bagnem krąży jakiś ogromy ptak drapieżny. Jest potężny. Chyba w życiu takiego nie widziałem. Pozostajemy w zachwycie i zdumieniu, wobec majestatu ptasiego pielgrzyma. Choć nie dałbym ręki sobie uciąć, prawdopodobnie to Bielik. Miauczące dotąd w spokoju myszołowy, próbują go atakować bezskutecznie. Naruszył terytorium tej pary. Ale widać, że ma to gdzieś. Wnikamy do małego lasku, będącego cmentarzyskiem pokoleń brzóz. Wiele z nich porastają jakieś narośla, huby, zgrubienia. Brzozy wykonały tu ogromną pracę uzdrawiającą, uzdatniając to miejsce dla życia do innych drzew. Proces jeszcze trwa. Choć ja postrzegam to miejsce jako mozaikę życia, tu Agnieszka nie czuje się najlepiej. Niezwykłe, jak bardzo jesteśmy wszyscy inni. Przemieszczamy się jednak tędy jako skrótem, szybko. Temat śmierci i odrodzenia we wzajemnym przenikaniu pracuje mocno u obojga. Dochodzę do wniosku, że to jest tak splecione, że ciężko na pewnym poziomie rozróżnić co jest czym. Jedno umiera, drugie na tym wzrasta. I wcale nie planowałem tędy iść. Choć utarło się, że jestem przewodnikiem, tutaj prowadzi las i energie natury. Im zawierzam. Niezbadane, czasem ledwo widoczne ścieżki zwierzęcych tropów. A niekiedy wołają najbardziej niezwykłe drzewa, dotąd pomijane przeze mnie podczas spacerów. Kawałek dalej w lasku jest już inaczej. Na tarninach zwieszają się kosmate plątaniny chmielu. Śpiewają ptaki i tętni życie. Jakże inna energia, zmieniająca się w ciągu kilku kroków. Ścieżkę przegradza wnet sterta bażancich piór, ofiara innego ptasiego drapieżcy.

Wierzba

Wynurzamy się obok trzcinowiska naprzeciw wielkiej rozłożystej wierzby. Z daleka przypomina ogromnego pająka lub ośmiornicę. Natychmiast przyciąga nas do siebie. Już ją znam. Ma bardzo wygodne konary, w sam raz do leżenia i siedzenia. A rośnie w idealnym miejscu, tuż nad ścieżkami do dziczych kryjówek. Poprosiłem ją jakiś czas temu o zgodę, aby na niej posiedzieć podczas księżycowej nocy. Teraz w majestacie rozlewa się długo wyczekiwane słońce. Sycimy się nim w radości. Za nami skrzypią wesoło leciwe, powykręcane sosny. Widok rozciąga się na morze trzcin, wśród których sterczą maszty olchowych kikutów. Wiem, że tam jest woda i chyba nigdy nie zbadane przez nikogo tajemnice. Wołają żurawie. Agnieszka bardzo dobrze czuje się z Wierzbą, wprost nie mogą się od siebie oderwać. Obopólne szczęście. Ja odczuwam, że nie do końca mi tu błogo, no ale… Jestem dla gościa, a każdy z nas posiada inną energetykę. To nieustanna nauka i ciągły rozwój. Zaczynam głębiej badać wierzbę, przenikając przez warstwy nieco mrocznych, czarodziejskich energii żywiołów. Studiuję ją całą, zachwycając się jej siłą, potęgą i wolą życia. Wzrasta tuż nad strugą, na granicy miękkiego błota i mułu, w którym żadne inne drzewo nie mogłoby przetrwać. Z iloma rzeczami musi się zmierzyć, poradzić! Część konarów już suchych i utrąconych, gdzieniegdzie huba, dziury i przepastne dziuple. Podziwiam jaka jest wytrwała. Jak można istnieć, z takimi wyrwami we wnętrzu, tyle lat? Pani wodnego żywiołu. Jej nie dotyczy ludzka fizyka. Przykładam usta do kory kierując ku niej fragment dawnego wierzbowego wiersza:

W wierzbowym zakątku…
Tam szukaj wsparcia swych planów

Biegną tu ścieżki wątku,
Na odwiecznym szlaku szamanów,

Pokłoń się wody kapłance, pani bagiennych żywiołów,
Bacz by nie tracić w walce, energii dla psotnych chochołów.

Skrzat w dziupli zmurszałej, ogniste wypuszcza iskry,
Pyta dziewczynki małej, czy duch jej w pełni jest czysty.

Noc się zakrada z szelestem, cieniem okrywając sitowie
Opowiada wraz z mroku chrzęstem, o czym śpiewają skrzatowie.

Sowa w mądrości wcieleniu, na spróchniałym pohukuje konarze,
Straszy tym co przeszkadza w spełnieniu, odwagi trzeba Ci w darze.

Zjawa z mgłami przybywa, szeleści w krainie szuwarów,
Zmysły zaklęciem okrywa, przenosząc do dawnych wymiarów,

Czarownic drzewo przodków swych słucha, zaglądając w arkana czasu,
Chce przygotować Twojego Ducha, byś magię sławiła lasu.

Życie, istnienie, i upór, mieszkają w pozornej śmierci,
Wiedźmy swe czary wskrzeszają, czytając z pradawnej pamięci.

Bóbr chrobocze u pnia, końca już wieszcząc nadejście,
Nowego blask świta dnia, przestrzeni zwiastując przejście.

Z czym do nas przychodzisz wreszcie!
Osobistej dokonaj spowiedzi,

Gdy ziemi i wodzie zawierzysz,
objawią się odpowiedzi.

Świat to nie zawsze piękny, ten w którym chcesz się zanurzyć
Pytaj o radę wierzby, z listowia będziemy Ci wróżyć.

Jesienną słotą i wichrem, tam czarujemy przy szarej strudze,
W deszczu szaleństwa ulewy przykrej,
z wszelkich oczyścisz się złudzeń.

Wypowiadam do niej. Znam na pamięć. Drzewne wiersze to takie klucze, otwierające wrota do wspólnego kontaktu. Zaczyna targać wicher, a ona skrzypi dyndającymi kikutami resztek gałęzi. Dzieje się moc. Wiedzma pokazuje swe czary. I już czuję się dobrze. Wierzbowa babcia okazuje się być bardzo czułą, ciepłą i troskliwą Istotą. Otula nas tak piękną energią, że wcale nie mamy ochoty wędrować dalej. Robimy dłuższy postój na herbatę, zasłuchując się w szemrzącej muzyce szuwarów, zjednoczonych z pluskotem strumienia. Następnie podążamy dalej wzdłuż niego, obserwując jeszcze większe wierzbowe zjawy i urwisty brzeg rowu. Na polu dostrzegają nas dwie pary gęsi. Alarmują krzycząc. Są czujne. I choć opowiadam o ich inteligencji, życiu rodzinnym, przywiązaniu i zwyczajach, odlatują ku niebu. Nic dziwnego. Gatunek określony przez człowieka przykrym mianem jako ‘’łowny’’ zawsze pozostanie w ostrożności.

P90304-124305

20190304_125246_Film1

Jesion

Kolejny etap naszej podróży, to polna ostoja, gdzie zamieszkał Jesion Jaremi. Idziemy po miękkiej ziemi, delikatnie zapadając się na śliskim błocie. Przecinamy wstęgi dziczych tropów. Na skraju swego małego raju, oto i jest. To chyba tak naprawdę ulubione z moich drzew, choć odwiedzam tak rzadko. Kłaniamy mu się oboje, a ja próbuję wybadać, poczuć, co też u Niego. Od razu burza radosnych uczuć. Ciężko mi powstrzymać wzruszenie. Widać drzewa cieszą się, kiedy do nich przybywać razem aby wspólnie pobyć. Tak tego łakną, po wiekach przedmiotowego traktowania., prześladowań. I jemu również wypowiadam jesionowy wiersz, jakim kiedyś mnie obdarował. Tulimy się oboje bardzo długo. Za nami w zagajniku szaleje żywioł. Wicher szumi z mocą, jak ogrom oceanu w sztormie. Zdumienie przechodzi w zdziwienie, jak to możliwie, że kilkanaście niewielkich drzew powoduje tak głośny szum. Orgia wiatru pędzi nie wiadomo dokąd. Odkrywam przy tym, ze każdy gatunek drzewa szumi nieco inaczej. Dla mnie jednak najpiękniej nucą sosny. Proszę jesionu o najlepszy dar dla mojego gościa. Nie mam pojęcia, co mogłoby to być. I wtedy dzieje się następny cud. Z zagajnika na pole wychodzi grupka saren, z rogatym koziołkiem na czele. Były z nami cały czas niedaleko. Są bardzo blisko, Agnieszka szepcze, że jeszcze nie widziała z takiej odległości. Widać wyraznie jak otrząsają łebki, skubią oziminę, patrzą na siebie, to drapną kopytkiem. Jestem bardzo szczęśliwy. Cieszę się, że mojemu gościowi dane jest to zobaczyć. Najbardziej obawiałem się podczas wspólnych wędrówek, możliwego płoszenia zwierząt.  I tak staram się unikać ich ulubionych miejsc, ale tu w okolicy takie sarny potrafią pojawić się nawet na osiedlu. Dąb wtedy powiedział, aby się tym nie martwić. Teraz wiem, że drzewa poprowadzą nasze kroki tak, by wszystko zlało się idealnie i nikt nikomu nie przeszkadzał. Moje marzenie właśnie się dzieje. Człowiek, cisza, natura, żywioł, proces, rozwój, zwierzęta. Wszyscy w jednej harmonii, obok siebie. Współistnienie. To jest możliwe… Jak miało się okazać, to był dopiero początek sarnich niespodzianek. Gdy oddalają się nieco, dzielimy się myślami i odczuciami po kontakcie z Drzewnym Bratem. Oboje usłyszeli o pełnej wierze w siebie, i zaufaniu sobie. Kolejny temat do wspólnej pracy,  przerobienia, dyskusji. Zanim pożegnamy się z jesionem, pora zwiedzić jego zakątek.

P90304-134428
Migawka między topolami. 

Podziwiamy lisie nory. Obok walają się resztki kości, po kaczce lub bażancie, oraz czymś większym. Tu również gawędzę nieco o lisich zwyczajach i sekretach rudego żywota. Kiedy z szuwarów wyłania się sarna, nieruchomiejemy, czekamy. Ona przechodzi dalej. Już wiem, że tędy nie pójdziemy. Chciałem pokazać bobrowe tamy, jednak wiem, że jesteśmy gośćmi w tym pięknym świecie. Wycofujemy się, pozostawiając sarnę w spokoju. Na krzaczastych głogach ulokowały się niecki ptasich gniazd. Obserwujemy kunszt budownictwa pokrzewek i drozdów. Do niektórych zaglądamy, odnajdując w ich wnętrzu utulone w śnie liście. Przetrwają tu dłużej, niż ich znajomi w ściółce. Nagle dzieje się znów. Na wierzbie przed nami dostrzegam sikorę ubogą, ale tuż za nią zawisł…raniuszek! Śliczne puchate maleństwo od razu budzi nasz uśmiech. Mój szczególnie, bo to moje ulubione ptaszki, a nie widuje ich się tak często. Ptasi goście uwijają się chwilę i znikają. Ja wiodę na inną ścieżką, którą odkryłem całkiem niedawno. Jest niesamowicie ukryta za gąszczem tarnin, trzcin i niskich wierzb. Z obu stron jej nie widać, i nie wiedziałem o niej przez lata. Zwierzęta korzystają z niej prawie wyłącznie nocą, co już zdążyłem wybadać. Delikatny wydeptany kopytkami i raciczkami trakt wzdłuż rowku, z którego piją. Dopiero tutaj można uświadomić sobie, jakie bogactwo istnienia wszędzie się kryje. Jesteśmy niemal w połowie tej trasy, gdy nagle cichcem podnoszą się trzy buro – czarne sylwetki. Bezgłośnie. Moje zdumienie wzrasta, kiedy rozpoznaję trzy średniej wielkości psy. I można by pytać, co u licha tu robią, lecz odpowiedz jest oczywista. Pół zdziczałe, wybrały się na łów. Nie zwracają na nas większej uwagi, odchodzą i kładą się na polu. Pewnie uciekinierzy z pobliskiej, widocznej na horyzoncie wsi. Wiedzą, że człowieka lepiej unikać… Przynajmniej podczas kłusowania. I możliwe, że mają na co dzień pełne miski, ale praktyka okolic wiejskich, puszczanie luzem, powoduje budzenie się instynktu i chęć do wędrówek. Nie wyglądają na wygłodzone. Obserwujemy jak leżą leniwie. Dla nas jest bezpiecznie, choć właśnie dostrzegamy zmierzającą w ich kierunku niczego nieświadomą sarnę. Jest tuż. Psy podrywają się zaskoczone i pędzą w jej kierunku. Wtedy mnie rusza. Wiem, co potrafią zrobić. Nie będąc tak sprawne w zabijaniu jak wilki, potrafią tropić i ganiać sarnę, dopóty jej nie zmęczą. Rozrywają po kawałku, często w zabawie. Większości nie zjadają.

Wokół pełno wsi, tu zawsze znajdzie się pełna miska. Choć nie jestem na nie ani trochę zły, reaguję, ruszam przed siebie i gwiżdżę. Znają to. Cała trójka posłusznie zawraca i chyłkiem udają się w kierunku wioski.

Kiedy żegnamy się z Jesionem, wiatr wzmaga się do niemożliwości, wzniecając na polach tumany wirującego pyłu i piasku. Szaleństwo unosi się w powietrzu. Tchnienie szału. Kurzawa. Biegniemy do auta, krzycząc prosto w oddech ziemistej zamieci. Heeeej, iiiihaaaaa! Razem z nami mknie wolność i szczęście.

Sosny

Następny w kolejce do odwiedzin jest Świerk Gabriel, ze swoim jakże urozmaiconym i mało uczęszczanym lasem. Skarb w pobliżu siedzib ludzkich, zapomniany i niemal nie odwiedzany. Drzewa chyba wyczarowały tu jakieś zaklęcie. Przecież i ja, uznałem w myślach wiele razy ten wyjątkowy kawałek leśnego świata za nieciekawy, odkrywając jego uroki po blisko 30 latach… Witają nas tyczkowate sosny, kołyszące się niczym łan zbóż. Trzeszczą i piszczą, w niespokojnej rozmowie z wiatrem. Świetlisty bór sosnowy, promieniuje pełnią swojego uroku, kiedy spogląda słońce. Tutaj wiatru nie czuć. Drzewa bujając się, wytłumiają wszystko. Tak tu pięknie! Zatrzymujemy się. Aż chce zakołysać się razem z nimi. Zrzucając plecak czuję, jak bardzo zgarbiłem się mimowolnie podczas godzin wędrówki. Dzieje się jakoś spontanicznie, że oboje ściągamy kurtki i wyciągamy ręce w górę ku drzewnym siostrom… Pora na odprężający taniec. Agnieszka staje nieco dalej, każdy z nas ma swoją subtelną przestrzeń. Ciało odczuwa ulgę. Staram się wejść w rytm drzewnego kołysania, zespolić z jego przepływem. Jakie to przyjemne, i nieziemskie, gdy wreszcie ciało zaczyna razem z drzewami pracować w rytm jednego oddechu. Wymachy ramion. Wszystko luzno, choć żywiołowo. Miał być brzozowy taniec w Uśmiechu Serca, a jest Sosnowy w pieśni wiatru. One świszczą. Śpiewają po swojemu. W duszy nucę z nimi. Żywioł powietrza okazuje się być i niezwykłym wirtuozem. Omiatają nas deszcze lecącego igliwia. Energia ciała i ducha wnet się zmienia. Kładziemy się na ściółce, pogrążając w dotyku prześwitującego słońca. Pachnie grzybami i żywicą. Podziwiamy tańce drzew i białe kłęby wyobrazni mknące po błękitnym niebie. Teraz nie trzeba słów… Czas zatracił się gdzieś w niemym zapomnieniu. A może po prostu nigdy nie istniał?

P90304-160001
Odpoczynek po tańcu w świetlistym Borze Sosnowym.
P90304-155946

Świerki

Docieramy do Gabriela, kiedy pogoda znów się zmienia. Mijamy półmetrowe doły wyryte przez dziki. Wiatr nabiera mocy. Więcej chłodu i nieco deszczu, zrasza co i raz nasze buzie. W oddali nad bagienkiem stoją sarny. Zawsze można je tu spotkać… My znów w drzewnym tuleniu. Agnieszkę przywołał inny świerk, kompan Gabriela. Okazał się być kompanką… Pozostajemy w ciszy długo. Bukowe liście co i raz zrywają się w pląsach wirującego tańca. Gonią się zadziornie tuż nad ziemią. Wierzba ukazała w Agnieszce wcielenie dawnej czarownicy, i odtąd powietrze zaczęło wirować w takich zjawiskach. Wiem, że to jej procesy. Tak dużo się dzieje. W oddali śpiewa pełzacz, i odzywa się skryty grubodziób. Nawołuje dzięcioł czarny i podzwaniają sikory. Praca ze świerkami, to zazwyczaj głęboki wgląd we własny mrok. Świerki są dostojne, dumne, ale też krnąbrne i niepokorne. Nie owijają niczego w bawełnę. Prowadzą do prawdy, bez względu na to jaką ona jest. Sarny podnoszą się, to przemieszczają nieopodal, a ja jestem szczęśliwy, że dzieje się właśnie tak. Że możemy być tu wspólnie razem, i nie wchodzić wzajemnie w paradę. Tak się obawiałem! Kiedy Gabriel powiedział, że mogę tu przychodzić z kimś innym. Ale przecież, sarny? – Pomyślałem wtedy od razu. Wicher szarpie ciemnozielonymi koronami, i robi się coraz mroczniej. Drzewo buja miarowo, jakby to tylko był delikatny dla niego wietrzyk. Można na moment zjednoczyć się z tą siłą. Wycie wichru miesza się z szumem, osiągając apogeum. My nadal tulimy. Niewzruszeni. Wyłączeni. Niezłomni, jak one. Świerki zaczynają rzucać w szale szyszkami, które z impetem rozpędu wgniatają w dywan bukowych liści. Prysznic igieł. I wtedy słyszę ich wołanie…

-DLACZEGO WIECZNIE SZUKACIE POŚREDNIKÓW?
TAK POTĘŻNE, TWÓRCZE ISTOTY…
– DLACZEGO NIE UFACIE SOBIE?

Zdziwiony, nieco przekorny, jak to ja, pytam:

– Ale przecież świerki też muszą polegać na ziemi, deszczu, owadach, innych? Czy same kształtują swój byt?

Odpowiedz zlatuje w furii kolejnych szyszek. Ale nie są na nas złe. Za chwilę wszystko się ucisza. Przebłyskuje słoneczny pomarańcz, który jeszcze dotyka ciepłem aż do zmierzchu. A świerkowe korony błyszczą się w złocie, już zainteresowane jedynie chwytaniem resztek mijającego blasku. Jakby nic się tu nie zdarzyło…

P90304-170846

Dęby

Wieczór spotyka się z nami w przejrzystym, dębowym zagajniku, nad jednym z oczek wodnych. Ostatnia iskra czerwieni wnet znika za ciemnicą gąszczy konarów. Tutejsze dęby bardzo są przyjazne i odkryłem je przypadkiem. Ilekroć tu jestem, nie mogę się nadziwić. Tak blisko ludzi, tyle wspierającej energii… Wystarczy wyjść z domu, kilkanaście kroków… Nie odwiedza nikt. A one otulają nas ciepłem. Grzeje aż w plecy. Jaka różnica, w porównaniu z zimnymi świerkami. Wibrują radośnie. Są może nie aż tak stare, ale wysokie, strzeliste. Grupa rodzinna. Ich siła w rodzie. Wzmacniają się wzajemnie. Odczuwam między nimi bliską więz. Koncert zmierzchu upływa przy okrzykach alarmujących kosów. Jedyny gwar dogasającego dnia. Jest już szaro, a widoczność ciągle spada. Oswajanie z nocą leśną najlepiej poprowadzić właśnie pozostając w nim do naturalnej ciemności. Wzrok ma szansę się przyzwyczajać, a słuch oswajać z odgłosami szelestów, które zgadujemy na bieżąco. Kochane dęby darzą nas błogością, radością, spokojem i ufnością. Mimo ciemności, wcale nie mamy ochoty wracać. Czujemy się bezpieczni i zaopiekowani. Znów nie planowałem, a jednak wyszło najlepiej. Agnieszka wspominała, że boi się nocy leśnej. Tymczasem z dębowym wsparciem, ma się wrażenie, że można siedzieć tu do rana. Mijają minuty wspólnej ciszy w medytacji tego błogiego świata. Przestrzeń uciszyła się, uspokoiła, jakby wiatr wyczerpał zupełnie całą energię. Agnieszka chwyta mnie za dłoń, wypowiadając to tak proste słowo, które jednak na zawsze wzruszenie zapamiętuje. DZIĘKUJĘ. Zadowoleni dębowie emanują poruszeni radością. Słyszę, jak nisko dudniąc, zaczynają coś mruczeć…

Usiedli wędrowcy, w zaufaniu na Ziemi,
Zawierzyli opiece, pradawnych korzeni,

Las w gościnę przygarnął, i wnętrza odmienił,
Uzdrowił przyczynę, już nie boją cieni.

Witają dęby szczodrze, ludzką część rodziny
Będzie Wam tu dobrze, bardzo tak cieszymy (dudnienie)

Hmmmmm, hummmmmmm,

Czujcie się bezpiecznie, z nami w jednym domu,
Tutaj nic wrogiego, nie zagraża nikomu,

Goście radość niosą, w ciszy się jednocząc,
Dęby tym co wiedzą, podzielą ochoczo

Mhmmmmm, buhhhhhhhh

W Ziemi dudni ruch.
W gwiazdach srebrnych pamięć przeglądamy,
Matkę naszą Świętą, pieśnią sił wspieramy

DĄB. Do siebie wejrzyj w głąb.

Znajdziesz tam moc, która Cię odmieni,
Zaufaj podstawie, swych własnych korzeni
HUMMMMMMMM
SIŁA.

Poczuj jak wypełnia i wzbiera cała w Tobie
Od dawna Tyś jej częścią, w tej jednej osobie

Duch dwojga tańczył dziś z Ziemią,
W boskim zjednoczeniu,
Serca znają już sedno,
Podążą ku przeznaczeniu.

I wdzięczność przyjmijcie głęboką
Agnieszko i Sebastianie,

Wracajcie jeszcze do Dębów
Na kolejne nasze spotkanie.

Nim się spostrzegamy, wokół panuje czarna noc leśna. Jakiś ptak, może przestraszony zrywa się z łopotem nieopodal. Pomruk dębowego echa powoli gaśnie, zostawiając nas z zaufaniem, mocą, i odwagą. Olbrzymy zasypiają. Pora i nas, wraz z ostatnim utuleniem dębowych przyjaciół w podziękowaniu. Choć żadne nie chce wracać. Maszerujemy nad bagnem obok szuwarów, całkiem dobrze widząc w ciemnościach. Gdzieś daleko krzyczy kaczor. Krzesimir jak zwykle miał rację. Tyle wieści, wglądów, niespodzianek. Na te dwa dni, cuda stały się naszą chwilą. To był wspaniały proces ❤

P90304-180622Nocna medytacja pod Dębami. A poniżej cienie wędrowców w świetle dnia.
20190304_145257_Film3

Agnieszka zajmuje się na co dzień masażami. Pomaga ciału przypomnieć sobie, czym jest najdelikatniejsza czułość. Dotyk Serca. Serdecznie polecam jej zajęcia. Można się z nimi zapoznać na stronie:  Dotyk Serca – Aga Wilińska

A jeśli i Ty pragniesz wziąć udział w podobnej wyprawie, skontaktuj się ze mną na e – mail: czeremcha27@wp.pl i koniecznie zerknij do naszego wydarzenia: Przytulanie Drzew -podróż do Źródła Istnienia.
Razem wymaszerujemy naszą wędrowną opowieść 🙂