Księżycowe dary Drzew Mocy. Sedno leśnej pełni.

Szare, okryte siwą zasłoną pola majaczą się w pustce półzamglonych horyzontów. Bezmiar przestrzeni rozlega się echem dalekim. To przed naszymi oczami. Ukryta w mroku niewielka olszynka drzemie pod kocem szelestów. Za nią widnieje ledwo już dostrzegalna, czarna ściana lasu. W niej czekają jakieś przygody. Ekscytacja i ciekawość. Co też czai się dziś w borze? Zbliżamy się. Podążamy za nurtem polnej strugi, melioracyjnego rowku, arterii wędrownej bobrów. Na spiętrzonej tafli przysiadły z noclegiem kaczki krzyżówki. Te krzyczą ostrzegawczo. Bieleją kikuty ogryzionych wierzb. Prowadzi nas rześki plusk. Co jakiś czas przystaję, lustrując lornetką bezkresy połaci. Nie chcę abyśmy przegapili lub spłoszyli jakieś zwierzęta. Pogoda dopisuje. A może nie. Czas księżycowej pełni. A niebo zasnuło nam się burymi kłębami, z których plecie pierwszy, delikatny śnieżek. Wilgotno. Pola ”cukrują” lekko. Gość mój, z wielkiej Warszawy, matka czwórki dzieci, przybyła do świata Szeptów Kniei na dwie Noce Wędrowne, po szlaku Drzew Mocy. Chce czuć, słyszeć i samej już poznawać ich przesłania. Co znam, staram się najpełniej przekazać. A dziś to drzewa właśnie miały nam ofiarować swój niezwykły popis.

Kiedy patrzę pierwszy raz na Annę, a może jeszcze chwilę zanim przyjechała, wiem – jej Drzewo to Topola, ale potrzebuje głównie wsparcia Dębów. Do Topól, Sióstr – Szamanek wiodę najpierw. I znów się wydarza – szczerość. Widzimy się po raz pierwszy w życiu, a rozmawiamy o najtrudniejszych bolesnych sprawach naszych żywotów. W leśnej przestrzeni pogrążonej w ciemności, na wierzch wychodzą i najczarniejsze tajemnice. O których nie powiedziałbyś nikomu. Czasem to wszystko tak trudne, że nie wiem jak mógłbym pomóc. Wiem tylko, do których drzew trzeba iść. Tam zaś już się dzieje. Mijamy czarne wstęgi dziczych tropów wiodących przez kukurydziska. Biała, nieco przyprószona dróżka wiedzie krokami do baśni, przypomina mi Opowieści z Narni. Cieknące nosy wzniecają gawędy o zdrowiu. Zgadzamy i wiemy oboje – nic szkodliwego to, kto niezwyczajny boi się przeziębienia. Tymczasem wygrzany w cieple mieszkań organizm w ten sposób oczyszcza się z tzw nagromadzonych ‘’zimnych śluzów’’, i krzepą wraca do formy. Wiem po sobie. Regularne zimowo – jesienne wędrówki w najgorszym chłodzie, powodują że praktycznie nie choruję na pospolite przeziębienia czy grypy.

09c749f50ffa54dda86d2febcde5ae70

W ciemności nie widzę reakcji drzew. Zwykle ”Topolanki” nasilają swoje kołysanie, gdy podchodzą do nich Wędrowcy. One wołały mnie i gościa. Mimo zimy. Topole zresztą zdają się być częściej aktywne zimowo, niż inne liściaste drzewa. Przykładam dłoń w odległości 20-30 cm, zanurzając uczucie w znajomym, przyjaznym cieple. Tętnią nim. Polecam Annie na jakiś czas się przytulić, sam odpoczywam pod drugą z Topól. Tak potrzeba. Gdy zbliżam się ponownie, Ania z przejęciem opowiada mi kolejną swoją historię.

– Dar mam pewien. Przekleństwo. Dar języków. To ostatnie, co powinnam zostawić. Od dawna umiałam mówić niezrozumiałe wyrazy w językach których nikt nie zna. Podobno w innym życiu zgodziłam się robić okropne rzeczy, w zamian za taką możliwość. Te słowa… One nie są dobre. Miały za zadanie gasić każdą Miłość która przybędzie na Ziemię. Wiem, że to jest nieustanna furtka do mnie, aby wracało stare… Widzę. Przypomina ośmiornicę czarną na moim sercu. Chcę się tego pozbyć.

Milczę. Nie zaskoczyła mnie, ani nie dziwią najróżniejsze opowieści. Rozmawialiśmy o tym po drodze. W środku pojawia się znajome łaskotanie, obrazy i słowa. Topola prosi abym to zrobił. Nie wiem jak! Krzyczę do niej w myślach. Nie jestem tak silny, nie umiem… Dalej dzieje się intuicyjnie, spontanicznie. Podbiegam do drugiej z Topól, przytulam na kilka minut. Ona daje instrukcje, ofiaruje słowa. Jestem z powrotem przy Ance, która także w ciszy tuli swoje drzewo.

– Czy jesteś gotowa i chcesz to zostawić ?

Pytam. Bo już wiem, że mogę. Drzewa są z nami połączone w procesie. Anka płacze, a jedna ‘’Topolanka’’ zrzuca kawałek kory. One zawsze chcą pokazać w jakiś sposób, że są obecne i pomagają. Chwytamy się za dłonie, zbliżając głowy do pnia. Wypowiadam wers, ofiarowany mi kilka chwil wcześniej przez Topolę.

– Żegnam wszystko co nie służy,
Życzę dobrej im podróży,

Dar, przekleństwo, ten niechciany
Odtąd niech jest pogrzebany,

Za Twój udział dziękujemy,
Wszystko już o Tobie wiemy

Niech pochłoną go głębiny,
A uzdrowią się przyczyny

Ziemi – Matce powierzamy
Pakt ten, węzeł przywiązany

Składam w Niej i zakopuję
Lekkość w sobie odtąd czuję,

W sercu światło się otwiera
Niech najlepsze dzieje teraz

Drży zawsze przeze mnie w takim momencie wzruszenie. Ono wzmacnia moc przekazu w prawdzie, i po prostu czyni. Uśmiechamy się oboje.

– A teraz chodz szybko na pole, zakopiemy to!

Wołam. Biegniemy w podskokach i przypadamy na klęczkach ku ziemi. Staram się wykopać dołek. Gleba jest zmarznięta, twarda, boląco chłodna. Anka natomiast znajduje obok już gotowy wydrążony dołek. Tam wrzucamy ‘’dar – przekleństwo’’ i zasypujemy ziemią z kretowiska. Poznaję, że lej dołka został wydrążony dziczym ryjem. Dla mnie symbol Sił Ziemi. A Topole pokazały nam w myślach i obrazach czynność zakopywania. Nazwaliśmy, podziękowaliśmy, przyjrzeliśmy się, i pożegnaliśmy powierzając żywiołom. Drzewa ukazały, bezbłędnie odczytały prawdę i podały wskazówki. Czysty szamanizm…
W tym momencie między topolowymi bliźniaczkami przeciera się nieśmiały księżyc. Oświetlił nasze postacie. Drzewa w jej aurze wyglądają dostojnie, potężnie i dziko. Nie mogę się nadziwić. Czas zimowy, a one jakby nigdy nic w gotowości do wszelkiej pomocy. A może to właśnie, przyjazn?

Dębowe Ciepło

I znów rozmawiamy. Z jednej strony o ich mocy, a z drugiej o trudnym czasie dla Drzew. Opowiadam jak jesiony prosiły niegdyś rankiem bym został ‘’bo za chwilę się zacznie’’. Trzeszczały, pękały, i zrzucały gałązki, starając się za wszelką cenę zwrócić moją uwagę. ‘’Zostań z nami. Chcemy żebyś tu był, gdy będziemy odchodzić…’’ szumiały. Nie potrafiłem jednak z nimi z nimi zostać, połączyć się w tym bólu. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiał. Uciekłem. Mąż Ani jest leśnikiem i kocha obserwować ptaki, lecz o rozmawiających drzewach zabrania jej mówić. Dlatego nasze spotkanie jest wyjątkowe. I trudne zarazem. Trudniejsze z każdym krokiem. Widzę, że zacięli ciąć też pas przy drodze, na razie tylko krzewy. Zostają na hałdach stert, nikt tego nie zabierze, nawet nie spali ani nie wykorzysta. Jaki sens, tutaj? Odległa leśna dróżka, prawie bez ruchu aut, tyle ptaków się tutaj gnieździ. Jakby amok powodował cięcie dla samej frajdy. Rozpęd żądzy niszczenia. Może nieuświadomionej. Duzi chłopcy lubią pobawić się piłami, pohałasować. Nie ma żadnego uzasadnienia. Te bzy niczemu nie przeszkadzały. Choć na pewno nazwą to ‘’pielęgnacją’’.

Krzesimir ogrzewa nas ciepłem. W bezruchu pod jego pniem spędzamy jakąś godzinę, mimo narastającego mrozu nikomu nie doskwiera. Anna nie może się nadziwić jak to możliwe. Po raz pierwszy odbiera tak fizycznie drzewną energię. Ja śmieję się, i opowiadam dlaczego nocami nie marznę na czuwaniach. Bo dębów tulę, a oni grzeją wędrowca, by jak najdłużej wysiedział i bogate opowieści spisał. Dopiero gdy wstajemy i wychodzimy z tego ciepłego, opiekuńczego kożucha, zaczynamy czuć ziąb. Dużo się zadziało przez tą godzinę, mimo że nie rzekliśmy ani słowa. Krzesimir potrafi wymieniać między ludzmi informacje z pola duszy i silnie połączyć. To są głębokie pokłady. To czego nie da przekazać się słowami, a dusza wie. Nauczył się trudnej sztuki. Taka wymiana jest możliwa, jedynie przy intymnym, miłosnym połączeniu. Tak mi się wydawało. Bo dąb jakoś potrafi to obejść. Przeprowadzić duchowo. Jednak uczucia pozostają nie do opisania. W nurcie pobliskiej rzeki księżyc maluje mozaikę błyskami srebrzystych refleksów. Woda chłodzi rześkością.

Olbrzymi świerk tuż przy drodze tkwi w bezwładzie ponurym, lecz i On woła. Anna podbiega spontanicznie przytulić. Choć powinno się prosić i pytać, sam często tak robię. Trudno się powstrzymać. Mi jednak świerk tulić nie pozwala. Dostaję ‘’kopa’’ przez stopy jakby prąd. A u Ani opowieści. O rodzicach, dość trudnym dzieciństwie, żalu, krzywdzie. Podziwiam jak bardzo drzewa wiedzą, co wydobyć. Kiedy i jak pomóc. Co ukazać. Świerki zwykle nie śpią zimą. Dziś pełnia księżyca. Emanują wtedy sednem swoich najbardziej uzdrawiających energii. Dla mnie to święto widzieć chyba po raz pierwszy jak działa na kimś innym niż ja.

Przez szemrzące szronem łąki i i chłodny las docieramy do kolejnego miejsca postoju. Olbrzymi dąb stróżujący samotnej polanie, potężny i wspaniały. Ramionami konarów jakby niebo trzymał. Inny jest jakże od Krzesimira, strzelisty, wspina się wzwyż. Pień prosty. I on grzeje. Dziś 12.12. Magiczna data. Anna zaczyna coś nucić… Płynie czysta, srebrzysta melodia, delikatna, łagodna, kojąca. Nie potrafię przestać płakać. Może dlatego, że przypomina mi moje dawne wcielenie Kobiety, która tak samo pieśnią uzdrawiała, więzi z naturą pielęgnując. Słowa skądś przychodzą, o miłości do świata, współczuciu, współpracy, więziach, ciszy i nowej epoce Wolnych Lasów. Dąb pomrukiem przesłania głosi. Odczytujemy dębową przemowę, którą niegdyś spisałem właśnie tutaj. Słowa dzieją się żywe. U drzew poruszenie się robi. Dewy wypływają do tańca. Widać zarysy we mgłach. Świerkowy młodzieniaszek naprzeciw kołysze się w takt, trzeszczy i z głębin pnia swoje odgłosy dobywa. Bardzo chce być dostrzeżony. Czujemy ich obecność, jak wśród dobrych, kochanych przyjaciół. Spoglądam w górę, gdzie rozpościerają się złociste sznury dębowych konarów. Jakby świetliste, energetyczne przedłużenia. Dusza widzi po swojemu, czasem dając wgląd do świata energii. Nigdy nie myślałem, że będę potrafił to zobaczyć w towarzystwie innej osoby.
Sosna: Trrr, Trrrr, skrzypi. Dzikość pradawna przysiadła obok. Klękamy i składamy w darze jabłka. Sarnim skrzatom na uciechę. Drzewa cieszą się z ludzmi i celebrują zimowe święto życia. Wdzięczne są, żeśmy przyszli. To dla nich ważne, wiedzieć, że są też inni i złączyć siły pragnień w dążeniu do wspólnej harmonii. Gdzieś w oddali, ledwo słyszalne jelenie, przeprawiają się przez rzekę. Ania mówi, że nigdy nie przeżyła tak intensywnego kontaktu z drzewnymi istotami. Cieszy się i śpiewa, a one wokół trzeszczą, skrzypią i jęczą. Wiec tańczy. Zatacza coraz szerszy krąg. Człowiek Czujący. Współ. Człowiek Błogosławiący, wspierający, czyniący dobro. Bliski Bogu. Cały świat odpowiada mu tym samym. W takich chwilach widać to szczególnie. Drzewa Mówią: Nie wypierajcie się swojej tożsamości. Swej prawdziwej natury. Nie odcinajcie się od korzeni. Nie niszczcie, siebie i nas. Pamięć przetrwa. Waszą pieśń przechowają wieki. Ciężko nam opuścić to święte miejsce. Podążamy nocą wśród młodych sosen jak pradawni elfowie, z pieśnią szczęścia ulatującą w dzwoniących nutach. Głaszczą księżycowe prześwity. Kiedy na powrót wynurzamy się z lasu, na polu biesiaduje chmara jeleni.

Druga Noc Wędrowna. Matka Topola i Księżycowe Łabędzie.

Pełnia zapowiada się pochmurno i deszczowo. Podążamy starym, nieczynnym torowiskiem, które już bierze na powrót we władanie przyroda. Trzeba uważać na kolczaste gałęzie dzikiej róży, schylać pod konarami jabłoni i omijać gęste tarniny. Mam wrażenie, że jeszcze tylko 20 lat, a roślinność pochłonie pamięć po kolejowej linii. Dziś nie podmarza. Schodzimy z nasypu i brniemy zapadając się w miękkiej, wilgotnej ziemi. Za olszynami, na oziminie pasie się grupa saren. Ich zielone oczy pobłyskują w świetle czołowej latarki. Okolica choć mniej odludna, nocą zachowuje polny klimat pustki. Dziś odwiedzamy nietypowe drzewa. Ogromna wierzba, która urosła na…starym wysypisku. Motyw uzdrawiającego działania sił przyrody, dziś pojawia się często. Pochłaniają wszystko. Podziw. Z zewnątrz prawie nie widać, że pod spodem jest metrowa warstwa odpadów… Roślinność przerasta i pochłania wszystko, co człowiek zbrukał. Wierzbie dziękujemy, za tą pracę. Ona mówi, że człowiek tutaj przyjdzie i wytnie znów… aby było miejsce na nowe śmieci. Mimo to… Drzewo ‘’zbadawszy’’ nas swoim wglądem przytula energią i prosi aby właśnie o tych śmieciach opowiedzieć. One i tak zarosną wszystko. Zawsze. Nagły hałas ogłasza wędrówkę dzika. Zwierz prycha i łamie gałązkę. Trwa to chwilę.

Siadamy nad stawem obok, gdzie bieleją sylwetki drzemiących łabędzi. Tafla jest prawie cała zamarznięta. Nie odleciały. Jakaś czujna kaczka zmyka w szuwary. Śnieżni książęta wody jednak nie śpią. Przyglądają się, czujni, zainteresowani. Po chwili zanurzają szyję w lodowatej wodzie, w poszukiwaniu pokarmu. Gęsta ławica chmur rozprasza się. Księżyc rozrzuca swe błyski po zimowym lustrze zapomnianego stawu. Koi poświatą. Ogromne ptaki w jej aurze zdają się być utkane ze snu, nierzeczywiste. A jednak tu są. Podobnie jak ziąb, który podnosi nas do dalszego marszu. Suniemy ścieżką pod lasem, z prawej strony mając porośnięte szuwarami bagnisko. Pozostaję czujny. Tutaj mogą być dziki. Nagły szelest osadza w miejscu. Nasłuchujemy. Kto też czai się w trzcinach? Sekundy. Odgłos powtórzy się?
Znajome skrobanie wieści obecność bobra. Szczęśliwi – słuchamy pracy wodnego inżyniera.
I gdy podążamy potykając się na stożkach buchtowisk, drogę zagradza dość szeroka struga. Nie da się przeskoczyć. Dawno tędy nie szedłem. Ciężko było przewidzieć, jakie będą warunki. Prowadzę wzdłuż strumienia. Doświadczenie uczy, że zawsze natrafi się na jakieś przejście. A to kłoda powalona, węższy przesmyk, albo…bobrowa tama! Jest. Zapora miękka i luzna, jakby nie kontynuowana, ale da się po niej przejść. W kaloszach rzecz jasna. Ja forsuję śmiało, Anna kombinuje i próbuje, aby się nie zanurzyć. Wreszcie oboje na drugim brzegu. Taka przeprawa w ciemności nawet przez mały rowek nie jest oczywista. Czasem mimo płytkiej wody, muł potrafi pochłaniać ponad kolana. I wtedy po wyprawie…
Po wyjściu na przestrzeń, wokół wszędzie domy. Wspominam opowieścią jak to miejsce niegdyś było polem, po którym hasały swobodnie dziki. A wcześniej pewnie lasem. Dziś potomkowie ludzi, którzy wykarczowali, obsiali i uprawiali, Ci którzy teraz mieszkają tutaj. Chcieli blisko lasu. Ale przeszkadzają im dziki pod płotami a i nawet dziwi obecność zwierząt w miejscu gdzie występowały wcześniej. Mnie ani trochę. Nam miejsca do życia ciągle przybywa, a ich świat się kurczy z każdym rokiem. A przecież tylko chcą przetrwać. Rozmyślam. Kolejne dzicze pokolenia które się rodzą, nie pamiętają już tej dzikości, zmuszone są żyć w naszym hałasie, dostosować się. Gdyby tutaj przetrwał jakiś stary dzik, pamiętający ciszę tych okolic, musiałoby mu być bardzo przykro.

Mijamy szpaler młodych, gęstych osik. Stworzyły jakby tunel. Nasz cel – kolejny staw i dębowa oaza w Rodowym Kręgu, gdzie szlachetni dębowie wspierają ciepłem z głębi swych leśnych serc. Pod nimi przysiadamy w wypoczynkiem. Księżyc zawisł nad konarami. To rodzaj takiego piękna, które trzyma w nieustannym zachwycie. Można gapić się w nieskończoność. Czuję dębowe ciepło warstwami, na policzku. Srebrzyste cienie młodych drzewek sterczą tajemniczo. Brzozy lśnią białą aurą. Zewsząd budzi się chłód, ale dęby grzeją, jak to one. Ma się wrażenie, że trzymają barierę temperatury.

– Huuu, huuuu puuuhuuuu!

Puszczyk Dobrodziej nawołuje. Budzi duchy Kniei. Gdy na łów ruszają sowy, jest już rzeczywiście późno. Bobry nieśmiało hałasują w stawie, pilno im do swoich robót. Pod dębami spędziliśmy jakąś godzinę, po prostu wypoczywając. Tym razem każdy pod ‘’swoim.’’ Dobrze pozostać samemu z ciemnością, jednocześnie wiedzą, że ktoś jest obok choć go nie widzimy. Ostatni etap naszej podróży, a w zasadzie powrót – polna, piaszczysta droga, już coraz rzadziej porosła wielkimi topolami. Mijamy ścięte olbrzymy pniaków. A potem kolejne. Ja opowiadam. Jak tańczyć nocą lubiły i gałązki zrzucały na powitanie. O przesłaniach, które dane mi było pod nimi spisać. I kiedy stajemy pod jedną z nich, Ania spontanicznie podbiega aby się przytulić. Długo tak tkwią. W pniu drzewa dostrzegam fioletową kulę, znane mi już ‘’topolowe serce’’, która przesuwa się po linii góra – dół. ‘’Oho, coś mocnego się dzieje’’ – Myślę. Odbieram, że drzewo sporo zabiera. Głęboki pływ. Po kilku minutach zbliżam się i ja… słychać płacz.
Błyskają światła – jakieś auto mija nas zdumione, wraz z pasażerami których dostrzegam oniemiałych kątem oka. Tak. Dwójka wędrowców tuli nocą przy drodze jakieś drzewo. To musi być dla nich dziwne. A u nas po prostu dzieje się… proces.

– Ona pokazuje mi Matkę… Czuję jakby tuliła mnie mama. Taka Miłość.. Jak ona to potrafi? Ale ona prawie mnie nie tuliła w dzieciństwie. Nie była wobec mnie czuła. Nie potrafiła. Nie otrzymałam… Ale ta Topola… Ona to robi jakby Matka. – opowiada Anna.

Słucham, i wiem, że nie takie rzeczy drzewa potrafią. Wiem, że dzieje się coś ważnego. Uzdrowienie w relacji na poziomie – Nieukochane, a łaknące Dziecko – Rodzic. Drzewa wszystko potrafią poruszyć. Wydobyć, ukazać. Myślę i gorzko. Wycinają je po kolei. A one tyle dają, ot tak z siebie. Przechodziliśmy tędy tylko. Nie planowałem tutaj się zatrzymywać. Ale komu dziś jest potrzebny wgląd w swój ból? Konfrontacja z nim? Uzdrawianie, pójście dalej? Kogo obchodzi własne wnętrze? Ważniejsze to drewno, którym napali się w piecu albo sprzeda. Resztę przykryją inne rozpraszacze. A bolesny człowiek pójdzie dalej zadawać swój innym ból, przekładać go na kolejny istoty, rozpraszać w działaniu toporem, piłą… Zaklęty krąg wyparcia.

– Więc teraz otrzymałaś. Abyś poczuła, jak to jest. Jak przytula i Kocha Mama. Drzewa chcą abyśmy byli szczęśliwi. Każdą ludzką energią, uczuciem, emocją, potrafią operować. Ponieważ są nam bliskie. Niemal takie jak my. Starsi bracia w istnieniu. Od zawsze nasi terapeuci i przewodnicy. Chętnie pomogą, gdzie tylko potrafią. One wiedzą. Spełniony, uzdrowiony człowiek, to harmonia wokół. Ten który doświadczy ich Mocy, stanie się Opoką. Będzie chronił i błogosławił Życie. Teraz to Twoje poczucie krzywdy, braku opieki, zawodu, już pochłonęła ona. I przytuli Cię tak samo znów, gdy tylko będziesz potrzebować.

Odpowiadam, wyjaśniam pracę drzewa. Pamiętam gdy zobaczyłem mojego gościa po raz pierwszy, wiedziałem – jej Drzewem Mocy jest Topola, a opiekują się Dęby. I jesteśmy tutaj ‘’przypadkiem’’. Wczoraj przy powrocie zepsuł się jeden z rowerów, poszliśmy więc pieszo w inny rejon, choć mieliśmy zamiar odwiedzić Jesionowy Szlak. Chociaż usterka była prosta, jakoś nie wziąłem się za jej naprawę. Wszystko wydarza się idealnie – tak jak ma być. Zda się leśne skrzaty psocą, a finalnie pomagają w drodze po ukochanie kolejnych aspektów siebie. Bo z tym rowerem ciekawa historia. Dojechaliśmy, zostawiliśmy pod lasem, a po powrocie łańcuch jednego był zupełnie zablokowany. Spędziliśmy z pół godziny próbując go nałożyć, przeszkadzała osłona. W domu z narzędziami naprawa to pstryk, w ciemniej kniei z palcami i samym scyzorykiem, trudniejsze. Ostatecznie wziąłem Anię na hol, przy pomocy… zapasowych spodni z plecaka  I tak jechaliśmy powolutku.
Gdy wkraczamy w świat oświetlonych osiedli, długo jeszcze rozbrzmiewają rozmowy; spoglądamy na telewizory w oknach, świąteczne dekoracje i światła samochodów. Po kilku godzinach w głuszy to wszystko wydaje się takie nierealne, nie nasze, odległe, jak huczny, brzęczący rozhoworem ułudy sen.

P91212-212625

A jeśli i Ty masz ochotę przemaszerować podobną Noc Wędrowną i zatopić się w świadomym odczuwaniu energii lasu, pytaj o swój termin. Wyprawy są możliwe w ciągu całego roku, nie tylko podczas pełni księżyca. Kontakt:

czeremcha27@wp.pl

 

Jesion – Ukłon Duszy. Buk – Mistrz Nauk. Wędrowcy pustkowi.

Dla Anny,

Z szumem rozbrzmiewają śpiewy,
Wiec swój zaczynają krzewy,

Wzrosły gęsto, licznie, tłumnie,
W czerwień stroją przestrzeń dumnie

Rozrastają się szeroko,
Chociaż małe, Twą opoką,

Opowiedzieć chcą tak wiele,
Co zakurzył czas w popiele

Szlak Twój biegnie w pracy czasu,
Drzewa patrzą z dali lasu,

Jak wędrujesz podług miedzy,
Stamtąd czerpiąc garstki wiedzy

Przecierają kolcem szlaki,
Róże, głogi, bzy, szakłaki,

Mądrość wieków w siebie chłoną,
Wszelkich istot są osłoną,

A gdy stare dzieje spłoną….

Buki proszą do nauki,
Aby podjąć się tej sztuki

Co potrzeba zrównoważyć
Żeby mogło się wydarzyć,

Uśmiech zgasił smutek wieczny,
Czyn zbrodniczy, choć konieczny,

Przyjdzie we wspomnieniu jeszcze,
Puści ciało wtedy dreszcze,

Gest rozpaczy, darowany,
Odtąd niech jest zapomniany,

Kto do tego był zmuszony,
Dzisiaj będzie uzdrowiony

Nie bój nigdy się Topoli,
Gdy rozgości to co boli,

Ona jedna w tym dostoi
Żadnych wyzwań się nie boi

Jest przy Tobie też wspaniała,
Tak oddana Wierzba Biała,

Tyle Ci opieki dała,

Wolno jeszcze zegar tyka,
Głos rozbrzmiewa rokitnika

Który opowiedzieć pragnie
Czego trzeba Ci dokładnie

Czasu…

W hołdzie Duszy dla Ukłonu,
Słowa płyną od Jesionu,

Duszo moja, Duszo Wielka,
Niech się zbudzi moc Twa wszelka

Wołam Ciebie w tym pragnieniu,
Abym żyła już w spełnieniu

Siebie,

Ze mną bądź w każdej potrzebie,

Stary Jesion składa w darze,
Klucz do Serca, co wymaże

Już uśmiechnąć znów się pora,
Trzeszczy ciepło szorstka kora,

Drzewo chyli się strudzone,
Słowo w czyn Błogosławione

Kocham Cię 

Ojej. Ależ mi w płaczu…Długo mi krążyły wieści dla Ciebie, zaczęło się od jednego zdania z Bukami. One będą Cię ‘’szlifować’’. Czasem w przesłaniu nie chodzi o same informacje czy ciekawostki na Twój temat. Niekiedy mają tylko paść słowa, które przeczytasz, a które wprowadzone brzmieniem głosu w ciało, uruchomią co potrzeba w Duszy. Czuję, że tak jest w Twoim przypadku. Że nawet nie trzeba robić żadnej interpretacji, bo już się zadziało, a Ty wiesz.

Wędrowcy Pustkowi

Są przy Tobie krzewy, i kiedy właśnie wypatrywałem Twoich Drzew, to one ukazały się wokół. Nie ma Cię w lesie – Ty poruszasz się w pustce, odkrywasz nowe przestrzenie i wędrujesz w zapomnieniu niejako. Trudno mi to ująć w słowa. Od krzewów, niezależnie od gatunku można nauczyć się drugie tyle, co od Drzew. Choć zbytnio nie nadają się do tulenia  Traktowane jako element krajobrazu, pełnią rolę doniosłą, której skutki dzieją się w każdej sekundzie. Bowiem porastają one trudne zakątki. Tam gdzie gleba uboga, jałowa, gdzie Drzewa nie mogą jeszcze zdobyć przyczółku, rządzą krzewy. Na miedzach, brzegach rowów, skrajach pól nie jest łatwo przetrwać. Tu nie ma wilgotnej ściółki, ani osłony przed wiatrem, palącym słońcem, sztormami pogody. Pełna ekspozycja na wszystko. A one dają radę, z wytrwałością niezłomną. Tobie jej potrzeba, masz ją zresztą. Bzy, głogi, dzikie róże, tarniny, rokitniki… To one tworzą w pierwotności zaczątek lasu. Długi to proces, długi, ale rozpadając się przekształcają glebę w której wzrosły w bardziej zasobną. Wtedy… jakieś zbłąkane nasionko klonu, lipy, dębowy żołądź czy wierzbowy puch kiełkuje. Drzewo przerasta swą siłą krzewy, i odtąd cieniem zagarnia przestrzeń już dla kolejnych mieszkańców lasu…Zaczyna się nowe. Popiół zwiastuje odrodzenie. Gdy wiatr rozwieje pył, następuje śmierć starych schematów.

Tak więc świat krzewów, to miejsce dla twardzieli i wybrańców. Pełnią one doniosłą rolę w przyrodzie, będąc bazą gniazdową i pokarmową dla licznych gatunków owadów i ptaków. Choć pozornie gęste, kolczaste i niedostępne pełne są świergotliwego i brzęczącego życia. Ich piękno… gdy rozkwitają, malują aleje i szlaki biało różowym aksamitem kwiatów. Oszałamiają zapachami. Goszczą śpiewaków słowiczych i spiżarnie dzierzbowe. Swoją misję pełnią przez cały rok, bo prócz schronienia zimą podejmują w stołówce rozmaite gatunki skrzydlatych wędrowców. Kosy, kwiczoły, jemiołuszki, paszkoty, drozdy… Tu każdy znajdzie coś dla siebie. Jak krzewy potrafią ostać się wobec suszy, słońca, wiatru, zbitej twardej ziemi, i tylu innych przeciwności pozostaje tajemnicą. Może kiedyś ją wyjawią. I mimo tych trudności ich rozmaite owoce ewoluują w skarbnicę zdrowia i dla ludzkich smakoszy…

Chciałabyś dużo naraz, teraz, już, a tu krzewinki mi mówią o hartowaniu w czasie. Trzeba Ci cierpliwości, a Twoje pragnienia wybrzmią, lecz jeszcze nie teraz. Jeśli chodzi o cele zawodowe, coś masz jeszcze do uruchomienia w życiu. I spokojnie, wszystko przyjdzie w postaci osób i zdarzeń które pojawią się na drodze. Będą Cię tak cieszyć, że nawet nie zwrócisz uwagi, jak te lata upływają. Dzieci dorastają i zadziwiają samodzielnością ponad wiek. Ani się obejrzysz, aż nadejdzie. Oczywiście, zawsze i cały czas można kształtować swoją rzeczywistość podług znanych zasad. (Transerfing Rzeczywistości) Drzewa i krzewy też to zresztą robią, choć tu każde przygotowuje miejsce i wygodę dla drugiego. I to bardzo ważny czas dla wszystkich, aby ten wymarzony etap mógł się ziścić.

Buk – Mistrz Nauk

To są Drzewa, które postanowiły wziąć Cię w liściaste obroty. Twoi mistrzowie, którzy będą szlifować w szumie  Do nich możesz odtąd się udawać. Nie wiem jak z nimi w Twych okolicach, wiem że można znaleźć je licznie na pogórzu i Pomorzu, jest taka Puszcza Bukowa. Buki to rodzinne Drzewa, pełne opiekuńczości i trwałe filary lasu. Wspierają się poprzez sieć korzeni, i tworzą więzi w sposób chyba nawet nie spotykany u innych Drzew. Buk wie, że w rodzie siła i dobrze uczyć się jeden od drugiego. Niekiedy, a może i często właśnie rodzina okazuje się ‘’poligonem doświadczalnym’’ dla Duszy, przestrzenią najważniejszych nauk. I teraz przechodzimy do największej zagadki tego przesłania. Słowa padły o czynie, już wiem teraz że z wcielenia, i nie chodzi o to życie. O Morderstwo chodzi, rodzinne właśnie, którego dokonała kobieta na swoich bliskich. Wiem tylko, że została do tego zmuszona przez kogoś / okoliczności a tym ludziom chciała oszczędzić czegoś gorszego. Może Tobie przyjdzie coś więcej? Tyle tego nosimy… Wypłynęło mi nagle, po skończeniu wiersza. Wiem, że zostało już poruszone, i ukojone bo wybrzmiało. Hamowało. Ciekawi mnie, jak Ty się czułaś w ostatnich 2 dniach, a zwłaszcza 2 września o godzinie 3:30. Bo wtedy piszę. Jeśli pojawia się Buk, to zwykle właśnie wieszczy dawne traumy rodowe, bo on jest biegły w ich wyszukiwaniu. Jego specjalnością jest praca właśnie z polem rodu. Ale nie tylko. Uczy buk dystansu do siebie i wzmacnia. Hartuje. Regeneruje psychikę i ducha. Dostojni Bukowie wnoszą pewność siebie i wewnętrzną pogodę. Dawniej… Tereny europy porastały prastare bukowe puszcze. Nie dębowe… Przetrwały wszystko, a pokonała je dopiero era człowieka. I dziś nie mają łatwo, z uwagi na cenne drewno są w Polsce cięte jak zboże i oczywiście nasadzane (znów pod ścięcie) a na zielony szum czekać trzeba będzie kilkadziesiąt lat. Dlatego tak ważne jest publiczne dawanie świadectwa o przyjaznej mocy opiekuńczych Drzew. Aby każdy poczuł lub spróbował. Nie podniesie już ręki… Człowiek, Niszczyciel i tworzyciel zarazem. Buki pomagają pojąć zdarzenia, ujrzeć prawdy drugiego człowieka i otwierają przestrzeń na podjęcie kompromisów. W chwilach, gdy mamy do podjęcia trudne decyzje, miejsce przy jego pniu jest dla nas najodpowiedniejszym zakątkiem.

images

Wierzba Biała – Moc Ocalała

Pojawia się tylko na chwilę i po prostu jest. Wdzięczna za to, że ją wybrałaś wtedy. Do niej pojechać. Pokazała Ci promyk swoich możliwości, dotknęła swym ciepłem i głębią. Darina pamięta. Bardzo kocha ludzi. Bardzo im ufa… Za bardzo… Została ostatnio znów w połowie przycięta. Obawiam się, czy nie ogłowią jej do cna. Jej energetyka trochę przysłabła, ale nadal została silna i otwarta choć… Ja przeżyłem bardzo to jej cięcie. W moim odbiorze zachowywała się jak to piesek, który został skarcony za coś czego nie rozumie, ale nadal się łasi i zabiega o względy i Miłość swojego ‘’pana’’. Nie jest do końca tym zachwycona, choć akceptuje. I choć ogławianie wierzb uważa się za ‘’pielęgnacyjny standard’’ to bardzo skraca im życie. Z przyrodniczego punktu widzenia zabieg ma tworzyć dziuple potrzebne wielu gatunkom ptaków. Ale ona miała już wiele dziupli… Nadal czeka na swą tabliczkę, nad którą się tak waham. Prosi byś złożyła hołd Wierzbom, które odnajdziesz na wałach przeciwpowodziowych przy Wiśle. I możesz odczytać im któryś z wierzbowych wierszy szeptowych. Ucieszą się na pewno i zdziwią A przyjaznie Drzewne, warto nawiązywać. Choć nie znamy dnia ani godziny, kiedy nasi bracia nas opuszczą, kto wie jakie nasiona i wieści o nas poniosą w przestrzeni po drugiej stronie… Wierzę, że stamtąd też w jakiś sposób nam pomagają. Bowiem wszystko jest informacją, która cały czas może ewoluować i osadzać się gdzie indziej.

Rokitnik – Czasu Przemytnik

Ten krzewiasty orędownik zdrowia, przesyła Ci informację jaką już powyżej spisałem. Chodzi o czas  Który Dojrzewa z Tobą. Choć ponoć on nie istnieje, jako ludzie postrzegamy go, określamy, i ułatwia codzienne nawigowanie w rzeczywistości. Twój się dopełnia w każdym zdarzeniu i spotkaniu jakie mieć będzie w najbliższych latach miejsce. A potem wybrzmi Twój zamiar. A może i wcześniej, bo zdarzy się jakiś ‘’skok kwantowy’’ po krawędzi zdarzeń? Wszystko pozostaje możliwe. Rokitnik to kolejny Krzew Mocy można powiedzieć. Jego owoce to bomba zdrowotna bogata w wszelkie witaminy, antocyjany, flawonoidy, fosfolipidy, garbniki, nienasycone kwasy tłuszczowe oraz makro i mikroelementy, m.in. mangan, żelazo, bor. Olej rokitnikowy to następny pogromca dolegliwości układu pokarmowego i działa leczniczo dla skóry. Owoce zawierają rzadko spotykane w przyrodzie niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe:omega-3, omega-6, omega-7, omega-9.Jak krzew, rosnący głównie w piaskach wydm potrafi wyczarować z siebie takie dary? Uczą rośliny pokory i tej wiary, że wszystko można niezależnie od warunków w jakich przychodzi nam żyć. Rokitnika szlifuje czas, wydobywając z niepozornej rośliny perły rozmaitych korzyści. Posiadł on tajemnicę błysku. Jego łacińska nazwa znaczy błyszczeć właśnie  Dojrzewa wytrwale i z cierpliwością piasku.

Jesion – Pokłon Duszy

Drugim zaskoczeniem pojawił się Jesion. Ciepły przewodnik Dusz, właśnie dziś dociera do mnie przewodnia Moc tego Drzewa, za co Ci bardzo dziękuję. Od dawna szumiały mi hasłem o Kluczu Duszy, teraz rozumiem. Już wiem, po co Podróżnicy Wszechświata osiedlają się na planetach. Ich słowa… One potrafią wybudzić Duszę do życia, wyrwać z marazmu i zapomnienia. Choć Twoja jest już świadoma, czująca i bynajmniej nie śpiąca. Potrzebowała tego aktu. Jako aktywacji. Pierwsze słowa jakie skierował do mnie poznany niegdyś Jesion Jaremi zabrzmiały tak…

Przez czas podróżuję w beztroskim istnieniu,
Spajam się z ziemią w radosnym jej brzmieniu,

Zatopiony w błogości wiecznej wzrastam,

W ciszy słonecznej.

Daj drogi wędrowcze raz dotknąć mi swej Duszy.
Niech ta lekkość i szczęście, też Ciebie wzruszy.

Energią swą ukoję zagubienie Twoje.
Niech stanie się moje.

Puszczam.

U jesiona zawsze znajdziesz pociechę. I z tego co mówią, takie ‘’dotykanie głębin duszy’’ jest dla nich rozkoszne, choć nieco wyczerpujące. A u Ciebie zrobiły to na odległość. Warto będzie odwiedzić któregoś, aby jeszcze popracował. Niech dopełni błogosławieństwo kosmosu – a jest ono wielkie. Jako że jesiony pojmowano jako strażników wymiarów, umożliwiających dostęp do wiedzy zaświatów. Wiedzący Jesion dopuszczał tam tylko uznanych przez siebie wybrańców, dając im wgląd w najdalsze zakątki galaktyk. Gdy odwiedzisz przeczytać mu tamte słowa… Opowiedzieć, co po co, i o swoim celu, i zamiarze. Jesion jest tym, który umacnia nas w kontynuowaniu codziennych obowiązków, kiedy upragnionej zmiany jeszcze nie widać na horyzoncie. Ale pozwala również odnaleźć nowe ścieżki, a tych widzi wiele. Jesion to też spec od smutku, a on wybrzmiał w wersie o czynie. Kiedy spoglądałem w Twoje oczy ze zdjęcia, zmęczone się wydały, przygasłe nieco i smutne właśnie. Wtedy przyszło. Mam tylko nadzieję, że odnajdziesz niedaleko swoje Drzewa, które pomogą Ci w podążać w tych wskazówkach. Jesionowe dotykanie Duszy tli smagnięciem błogości. One pokazują jej, dają doświadczyć pierwotnego stanu bycia i czucia w połączeniu ze Źródłem. Dokładnie takiego, jaki czuliśmy ‘’w wieczni’’ przed oddzieleniem i podjęciem decyzji o kształtującej wędrówce przez galaktyki. Jesiony chętnie Ci to jeszcze pokażą i dadzą w nim zatopić. Jest jednak jakiś limit, jeśli chodzi o możliwość doświadczania tego stanu w ciele na Ziemi, przynajmniej mi się nie udawało dłużej, lub i Drzewa nie potrafiły. Ale ta chwilka wystarczy.. Aby wywrócić perspektywę postrzegania. Drzewa pokazując nam takie migawki ukazują, do czego powinniśmy dążyć słuchając kompasu wewnętrznej nawigacji. Za jakimi odczuciami podążać. One pojawiają się subtelnie w trasie drogi życiowej, i wtedy wiesz, że to jest to. I już niewiele trzeba, poza garścią odwagi i zaufania do świata, Boga i Duszy aby w tym swoim solidnie się zakotwiczyć. Jesion przemówił do Ciebie tamtymi słowami, to było Błogosławieństwo Miłości jego gatunku. Wnika już w Twoją wibrację. A dla mnie to kolejna odkrycie ich czystej, uzdrawiającej Mocy.

Duszo moja, Duszo Wielka,
Niech się zbudzi moc Twa wszelka

Wołam Ciebie w tym pragnieniu,
Abym żyła już w spełnieniu

Siebie,

Ze mną bądź w każdej potrzebie,

Stary Jesion składa w darze,
Klucz do Serca, co wymaże

Już uśmiechnąć znów się pora,
Trzeszczy ciepło szorstka kora,

Drzewo chyli się strudzone,
Słowo w czyn Błogosławione

Kocham Cię

🌳 Drzewo Mocy: Buk

🌿 Wspierające: Wierzba Biała, Topola Szara

🌱 Wskazujące: Rokitnik, krzewy polne z Wiersza. Wskazana kontemplacja Krzewów i kontakt wędrowny z ich światem 

🍂 Opiekuńcze: Jesion Wyniosły

🌼 W podziękowaniu Annie za podróż przez świat Krzewów i Drzew. A jeśli i Ty czujesz potrzebę rozpoznania osobistych Drzew Mocy, kontaktu z ich energiami oraz doskonalenia swojej wrażliwości, zapraszam Cię na całoroczną edycję warsztatów i spotkań z Drzewami. Razem odkrywać będziemy ich leśne charaktery, osobowości, wskazówki i przesłania. Informacje w linku poniżej:

Dzień Wędrowny z Drzewami Mocy

TwilightSaturdayPartiesNapa

 

W blasku błyskawicy. Owocowi goście i nocne czuwanie z burzą.

Dziś w mojej leśnej przestrzeni – Witarianie  Przyjeżdżają osoby poznane na Owocowym Festiwalu. Niezwykłe historie kolei żywota. Sławek przez większość życia był zapalonym wędkarzem. Teraz na surowej diecie, z totalną zmianą świadomości, nurkuje i podziwia ryby, które niegdyś łapał. Opowiada mi niestworzone rzeczy, jakie podpatrzył w głębinach! Maleńki ciernik budujący gniazdko ze staraniem w ciemnej toni uruchomił wzruszenie, od tego zaczęło się zrozumienie i osobista przemiana. Że ryby, to istoty, których codzienne życie i sprawy niezbyt odbiegają od naszych spraw. Fascynujące, delikatne, mądre. Mówi mi o ich charakterach i ciekawości. Jak grupa linów podpływała aby przyjrzeć się nurkom. O szczupaku, który podpłynął i którego głaskali z kolegą, a on wyprężał grzbiet pod dłonią, jakby mu się podobało  Wiedzieliście, że karpie na dnie stawu wykopują sobie muliste doły w których lubią wypoczywać, i urządzają sobie takie ‘’łazienki’’ miejsce z wystającą gałęzią, aby się o nią ocierać i drapać? Zupełnie jak dziki  Chłonę tajemnice głębin ze słów mojego gościa. Kosmos zagadek, dostępny w skafandrze na wyciągnięcie ręki. A tymczasem Przyroda nam dopisuje…

Zaraz po wyjściu z auta widzimy w jęczmieniu sarnę. I wszystko dzieje się w ciągu jakichś 10 minut… Na przyleśnej dróżce obok rzepaku wynurza się łania, ta obserwuje nas długo, ani drgniemy. Wreszcie wchodzi spokojnie do lasu. Robimy kilka kroków, kiedy znowuż z rzepaku pojawia się czarny kształt. Młody dzik, wycinek, samotny. On nawet nie ucieka. Rzepak raptem cichnie – jakby zwierz się położył. Boso przechodzimy tuż obok niego. Kolejny szelest. Na ścieżkę wychodzi nam borsuk. I znów pogrążamy się w bezruchu, patrząc jak grubasek kręci się i węszy. Szturmują nas zaciekłe komary. Co tu się dziś dzieje! Pierwsze kroki pod lasem, a pojawia się tyle zwierząt. Pamiętam jak pytałem przed wyprawą drzew gdzie się udać, i usilnie wołały tutejsze brzozy. Widać przygotowały nam niespodzianki. Wdzięczność  Trzeba być naprawdę cicho. Szybko mówimy już tylko szeptem, nie chcąc przeszkadzać świątyni tutejszych mieszkańców.

P90611-043127

Ciepło, cieplutko… Całą noc spędzam boso. Przygląda się nam połówka wzbierającego księżyca. Pełnia za kilka dni. Na łące się rozstajemy. Bo za moment zwierzęta zaczną tutaj buszować własnym rytmem. Każdy do swojej czatowni, gdzie osobno spędzamy krótką nockę, zatopieni w ciszy swoich procesów. Frywolne nietoperze wirują wytrwale podlatując tuż do twarzy, albo przenikając w pędzie między belkami ambony. Pomocni towarzysze, nocni łowcy i żywe środki komarobójcze. Dobrze poddać się ich opiece. Owady dokuczają znacznie mniej. Czas oswajać z bladym mrokiem. Czerwcowe Białe Noce parują zapachem dusznego siana i orzeźwiającej wody, kiedy zaciąga chłodem z nad bagna. Tu ‘’piłują ciszę’’ nocni mistrzowie ptasi. Słowik, rokitniczka, łozówka, i monotonny świerszczak. Tylko bąka jakoś brak… bez niego, to nie to. Niespodziane wabienia sikorze i szczebioty jaskółek, to sprawka naśladowców – rokitniczki i łozówki. Ale one potrafią wpleść w swój repertuar chyba każdy zasłyszany głos. Trochę jak papużki faliste. Rozróżniam jeszcze jeden szeleszczący śpiew. Chwila skojarzenia – tak, to strumieniówka! Kolejny niepozorny maleńki śpiewak bagienny. Zawsze kiedy słyszę takie ptaszki, chce mi się śmiać. No bo jak to tak – otwierać gardziołko przez tyle godzin, żeby wydawać z siebie tak nużący, jednostajny dzwięk? Przysłuchuję się strumieniówce. I dochodzę do wniosku, że jej śpiew wybrzmiewa tutaj w idealnej harmonii z otoczeniem. Jakby ktoś pocierał szorstko suche źdźbła trzcin. Ona w nich mieszka, jest przesiąknięta szuwarami na wskroś. Może w ten sposób składa hołd roślinie, z którą na wieki splotła swe istnienie? Mistyka rozważań.
Coś pluska z gromem rozgłosu. Jakby z nieba spadł kamień na wodę. Aż drgam. Pewnie skoczyła jakaś wielka ryba. Bagno odpowiada niepokojem. Mamrocze sennie żuraw i chrypi czapla. Rozwrzeszczało się kilka kozłów saren ukrytych w okolicy.

Błyska się. Cichutko podzwaniają polne świerszcze. Ta noc naprawdę czaruje… przez kolejne godziny podziwiamy oboje formującą się burzę. Jej pomarańczowe jądro rozświetla się co kilka sekund, w kłębach burych chmur. Wygląda złowieszczo, ale i zachwyca. Na ziemię spływają stroboskopowe fale światła. Pod czatownią rozrabia niezgrabny borsuk. Potrafią nahałasować. Za chwilę przez sianokos drepta jenot. Żadne z większych zwierząt nie odważyło się dziś wyjść na świeży pokos. Zbyt gwałtowna zmiana. Ale szary nocny wędrowiec ma to gdzieś. Węszy i rozkopuje trawę. Kwik niedalekich dzików, chyba się pogryzły. Dziś mgieł nie będzie. Nie ma nawet rosy. Energia błyskającego żywiołu pochłania w siebie całą dostępną wilgoć. Szarzeje świt…

P90611-050811

Nadchodzi w rozbłyskach. Wymija nas bokiem. Ptaki nic sobie z tego nie robią, skowronki zaczynają nucić jakby nigdy nic. Robi się widno. Bure smugi sunące tuż przy ziemi. Lisie rodzeństwo… Widać, że nie są jeszcze wyrośnięte. Bawią się i dokazują na dróżce. Skoki, zaczepki, uniki! Jak to dobrze weselić się w świecie. Wyszły z pobliskiego stogu. Szybko się rozjaśnia. W ptasim zegarze wybijają kolejne pory. Za chwilę słychać już drozda, kosa, szpaki, rudziki – koncertuje cały leśny chór. Dostojne żurawie szybują z majestatem gdzieś na śniadanie wśród łąk. My rozmawiamy pod brzozami. Opowiadam o ich sennych marzeniach i tęsknotach. O czym mi kiedyś wyśpiewały

W pamięci Ziemi, 
Starszej niż czas,

Rósł tutaj niegdyś, 
Wspaniały las.

Pełen był mocy, 
Zachwycał potęgą,

Niemal świat cały,
Otulał wstęgą.

Do niego wracamy,
Jego wspominamy,

Z nim jednoczymy,
I o nim śnimy.

I pracujemy, wciąż razem w pokorze, 
Tęskniąc do tego, co wrócić nie może.

Ujrzyj go teraz, ten bór pradawny, 
Niech Ci ukaże, nasz sen się jawny.”

W jednym z wiszących liści uśpiły się trzy maleńkie muszki. Wyglądają tak słodko. Drzewa co i raz wtrącają się z liśćmi, które lądują bezszelestnie gdzieś obok nas. W pewnym momencie zauważam. Kozła sarny, który żuje, stoi, i gapi się na nas jakby nigdy nic. A przecież cały czas rozmawialiśmy normalnym głosem! Nie wiem jak długo nas słuchał. Odruchowo wskazują nań ręką by pokazać Sławkowi, wtedy zwierz umyka chrypiąc. Czyli – dopóki żeśmy nie zwracali na niego uwagi, i on nie czuł się zagrożony. Darzą nas zwierzęta zaskoczeniem swojej mądrości. Poranek targa ciepłym wiatrem, gdy sunąca burza przemyka obok. I nikt nie ma ochoty wracać…

Bohaterka gawędy: Strumieniówka

⚡️ A jeśli i Ty masz ochotę na podobną leśną przygodę, pisz, pytaj  Indywidualne wyprawy możliwe są cały rok. Razem wymaszerujemy naszą wędrowną opowieść. Kontakt i zapisy: czeremcha27@wp.pl

Dziękuję za odwiedziny w Krainie Szeptów! Po więcej wędrownych gawęd i opowieści zapraszam Cię do papierowego wydania naszej książki, którą można zamówić w księgarni RIDERO. Zamówienia można składać całodobowo, a kurier dostarcza księgę pod wskazany adres, na terenie wszystkich krajów wspólnoty UE. LINK do sklepu:

https://ridero.eu/pl/books/szepty_kniei/

Przytulanie Drzew – podróż do Źródła Istnienia

O czym szumią dęby? Jak śpiewają sosny? Z czego śmieją się brzozy? Las to nie tylko zwierzęta, ale przede wszystkim świat Drzew. Mają one swoje charaktery, osobowości, przesłania… Chcę Ci pokazać i dać odczuć wszystko, czego mogą i chcą nas nauczyć. Pracując z nimi niemal każdego dnia, dowiaduję się niespodziewanych rzeczy o sobie, o innych ludziach, pomagając im wydobyć i puścić wszystko to co drzemie zakopane w zakamarkach ducha. Czasem są to zepchnięte i nieuzdrowione emocje z dawnych lat, a czasami światło inspiracji i nowa droga dla Ciebie, które dotąd jeszcze nie miały jeszcze okazji się ujawnić. Ten spacer dedykujemy właśnie drzewom i nam samym. W uważności czytać będziemy znaki, jakimi obdarzy nas las. Może objawi przesłanie dla Ciebie? Pomogę Ci je odkryć. Przytulimy się do starych pni prosząc o ich pradawną leczniczą energię, wsparcie, oczyszczenie aury, albo posłuchamy o czym zechcą nam opowiedzieć.

31718700_573093669725453_5389686148295557120_n

Prawie każdy z nas ma opiekuna w postaci Drzewa, które wspiera, chroni, i może pomóc, jeśli tylko je o to poprosić. Będzie naszym przewodnikiem w rozwoju i chętnie oczyści aurę oraz ciała subtelne z wszelkich zawirowań i blokad. Drzewa Mocy i wieści od nich mogą być dla Ciebie wskazówką w różnych życiowych wyborach. Sosnowe bory skąpane w promieniach prażącego słońca, tchną już balsamicznym aromatem żywicy aż w głowie kręci..

31886623_573093633058790_5730102717850845184_n

Dlatego zapraszam Cię serdecznie na intuicyjny spacer uważności leśnej. Zobaczysz jak wiele z tego co się w nim dzieje, mogło Ci dotąd umykać. Powędrujemy boso po mchu i piasku jak najciszej, aby nie przeszkadzać mieszkańcom tego świata. Posłuchamy o czym szumią drzewa i podszkolimy ze znajomości ptasich głosów. Zwrócimy uwagę na otaczające nas ślady zwierząt. Dowiesz się czy naszą ścieżkę przekroczyła sarna, dzik, łoś, lis, a może jeleń? Ziemia skrzętnie notuje w swym czasowym pamiętniku szlaki zwierzęcych wędrówek. Nauczę Cię jak z niego czytać. Popatrzymy też na znaki poczynań zwierząt w ich królestwie. Resztki piór objawią nam jadłodajnię krogulca lub jastrzębia, a potłuczone skorupki ślimaków na kamieniu osobliwą stołówkę drozda śpiewaka. Rudy, ubłocony pień starego jesionu opowie nam o dzikach, korzystających z jego chropawej kory, niczym ze szczotki…A to dopiero początek leśnych tajemnic i zagadek.

31956986_615618482121442_3419033807179743232_n

Sylwanoterapia z dawna znana jest jako naturalna metoda leczenia różnych dolegliwości. Z jej darów korzystały pokolenia natchnionych poetów i artystów, którzy wypoczywając w cieniu drzewnych mentorów, doznawali nagle olśnień, przypływów twórczości, przekazów. Natura w swej czułej opiece, zadbała o nasz gatunek już dawno temu, zanim ludzka stopa zaczęła wędrować po planecie, wyłaniając się z otchłani czasu. Przez wieki prości ludzie z wszystkich zakątków świata intuicyjnie udawali się do lasu i tam zawierzali przewodnictwu naszych drzewnych braci. Korzystając z energii drzew leczy się różne dolegliwości, nie tylko ciała, ale przede wszystkim umysłu i ducha. Nie bez powodu, nawet lekarze zalecają rekonwalescentom kontakt z przyrodą i przebywanie wśród drzew. Pewne ich właściwości są naukowo znane i udowodnione – jak choćby dobroczynny wpływ sosnowych lasów i olejków eterycznych na górne drogi oddechowe. Ale drzewa potrafią i ofiarują nam znacznie więcej. Oczyszczając przestrzeń naszej aury, przywracają pierwotną harmonię ludzkiej energetyki, prowadząc do radosnych stanów beztroskiego, błogiego istnienia. Wzmacniają wolę, hart ducha, napędzają wigorem do działania. Poszerzają intuicję, ubogacając życie o przebłyski jasnowidzeń, albo prorocze sny. Napawają życiową odwagą, uczą mądrego gospodarowania własnym czasem i zasobami. Energia drzew jest też doskonałym antidotum na różnorodne lęki, pozwala je świadomie przepracować i puścić wszelkie napięcia. Dodają też ogrom sił witalnych. W ich towarzystwie objawiają się genialne pomysły, a czasem, kiedy przyłożysz ucho do kory…mogą popłynąć od drzewa bardzo osobiste wieści dla Ciebie, np. odnośnie tego, jakie kroki podjąć w życiu, lub jak rozwiązać dany problem. Tą mityczną praktykę słuchania drzewnych wieści staram się szczególnie rozwijać, podczas swojej pracy wśród Drzew Mocy. Właściwości drzew jest zatem dużo, a każde z nich wspiera, leczy, i pomaga na co innego, choć ich główna rola w harmonizowaniu naszej energetyki pozostaje spójna. Dla mnie najważniejsze jest to, że one pozwalają dotrzeć nam do tej najprawdziwszej części siebie, oraz wspomóc proces rozwoju duszy na zawiłych ścieżkach ziemskiej drogi. Bywa, że otulają serce czystą, pierwotną, obejmującą czule najprawdziwszą Miłością, i to stan tak cudny, którego nie potrafię nawet opisać.  Podczas spotkania dowiesz się jak samemu pracować i rozmawiać z drzewami, oraz wieści o ich przesłaniach i właściwościach. Posłuchamy płynących z ich świata wskazówek dla Ciebie, oczyścimy przestrzeń aury i zajmiemy przywracaniem dobrego samopoczucia z harmonią energetyki. Ofiaruję Ci swoje wieloletnie doświadczenie w pracy z ich energiami, inspirowane swoimi osobistymi przeżyciami w kontakcie z drzewami, podczas niezliczonych godzin medytacji, czuwań i rozmów z drzewnymi braćmi. Kierując się wskazaniami duszy, albo jak wolisz, intuicją oraz podpowiedziami samych drzew, wybiorę odpowiednie, przyjazne drzewo i czas leczniczej sesji we wszelkich Twoich sprawach. Razem przyjrzymy się temu co Cię blokuje, przysparza trosk, smutków i korzystając ze wsparcia Drzew Mocy, powrócimy do przestrzeni harmonijnego istnienia. Przekażę wszystko co wiem, i odpowiem na Twoje pytania.

Podczas warsztatów w terenie, poruszać i doskonalić będziemy kwestie takie jak: 

– Podstawy pracy uzdrawiającej z Drzewami

– Jak zaprzyjaźnić się z Drzewem?

– Sztuka słuchania i uważności: Mowa Drzew

– Kiedy ciało drzewa mówi: Co pokazują nam kora, kwiaty, liście, gałęzie?

– Pierwszy kontakt: Gdy Drzewo woła do siebie

– Uwalnianie emocji i trudnych doświadczeń przy energetycznym wsparciu Drzewa

– ABC szacunku: Jeśli Drzewo nie chce kontaktu

– Charakter osobisty: Poznaj uczucia Drzewa

– Boskie Światło – Połączenie w Energii Źródła i zjednoczenie z Drzewem

– Praca z Ciałem: Brzozowy taniec w Uśmiechu Serca

– Świat energii: Wrażliwość, jasnoczucie, jasnowidzenie

– Przestrzeń Ducha: Uzdrowienie aury, uzupełnianie ciała subtelnego. Oczyszczenie i harmonizacja przy wsparciu Drzewa oraz Matki Ziemi

– Wieści osobiste: Co Drzewo zechce przekazać Tobie?

– Gdy drzewo odpowiada: Zapomniana komunikacja

Koszt całodniowej sesji w terenie, jako podziękowanie za mój czas, energię i pracę dla Ciebie to 200zł.

Zapisy i zgłoszenia można kierować przez szeptowy  FACEBOOK 
lub e-mail czeremcha27@wp.pl

Gdzie? 

Spotkania odbędą się w miejscowości Rokietnica, k. Poznania. Jest możliwy bezpośredni dojazd pociągiem lub komunikacją miejską. Gościnna kwatera podejmuje na nocleg wędrowców:
http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Na blogu można poczytać relacje z minionych warsztatów, zobaczyć zdjęcia, opowieści i wspomnienia uczestników. Wystarczy kliknąć TUTAJ. 

Do zobaczenia w lesie!

32161733_576918666009620_8368945356251070464_n

Leśny Sylwester z Szeptami Kniei

Czasem czujesz, że to co robią wszyscy nie odpowiada do końca Tobie samemu. Wśród huku, hałasu, okrzyków, rozmów o niczym, i przy całym szaleństwie ‘’bo tak trzeba’’ – Ciebie ciągnie zupełnie gdzie indziej. Może ku większemu szaleństwu jeszcze? A może – do jedynej takiej podróży, która bywa udziałem nielicznych podczas przygody zwanej umownie życiem. Dwójka śmiałych wędrowców, postanowiła spędzić ten dzień inaczej. W chłodzie i ciszy czeremchowego lasu, na dębowym szlaku, wśród pól i bagien, i przelotnych olszynek rozsianych tu i ówdzie. Na własne oczy i uszy, mieli okazję się przekonać jak ludzkie święto przeżywają w trwodze dzikie zwierzęta. Nie zabrakło i chwil pięknych, wzniosłych, wzruszających, i co najważniejsze – na zawsze odciskających piętno gdzieś w zakamarkach ducha…

49117467_2282502978700690_3943349915593211904_n

Pierwsze wyjście robimy jeszcze za dnia. Podążamy trasą nieczynnej już linii kolejowej, dawniej łączącej Poznań z Międzychodem. Mimo upływu czasu, szlak nadal zachowuje swój urok, a miejscami nabiera go jeszcze więcej. Tam gdzie, nieokiełznane kępy ciemnych tarnin, zagarniają pod chaotyczne panowanie coraz to nowe połacie dostępnej przestrzeni. Pełnia kryjówki do noclegu, miejsca gniazd dla wielu ptasząt. Wiosną zaś doskonałe miejsce owadzich łowów dla pokrzewek i muchołówek. Dzikie róże zaczepiają kolcami, jakby chciały zwrócić Ci uwagę, byś przystanął i po prostu dostrzegł co wokół. Towarzyszą nam sikory bogatki i kosy, przelatujące coraz dalej i dalej, wraz z naszym przesuwaniem się. W krzakach przyczaiła się sroczka.Wygląda nieco smętnie. Taka zastraszona jakby. Pewnie pierwszy sylwester w życiu tego ptaka. Oswaja się z odgłosami eksplozji. Normalnie sroki nie dopuszczają do siebie tak blisko… Mijamy ją. Danuta przyjechała aż z Warszawy, aby tej wyjątkowej nocy, podziwiać uroki wielkopolskich pól. Poznajemy się w rozmowie, choć od początku panuje swoboda. Opowiadam o miejscach które mijamy…A pamiętam czasy, gdy na słonecznych nasypach wygrzewały się tutaj śpiące sarny, i można je było podejść , balansując cicho po szynach. Latem oczy zachwycają wcale nie tak pospolite, wyjątkowe motyle – kraśniki sześcioplamki. Rosną tu też dzikie poziomki. Nie brak i widoków przykrych. Tu oto szara plama w ziemi, pozostałość po niewielkim śródpolnym zadrzewieniu, opanowanym przez ogromne dziuplaste wierzby. Miejsce lęgowe słowików, kryjówka dla zbłąkanych saren, jeśli zdarzyło im się tu zapędzić. Hamulec dla wiatru, w dole gromadziła się woda. Mała ostoja bioróżnorodności. I jeszcze można by pojąć to spustoszenie, gdyby potrzebą ludzką w czyjejś biedzie, było się ogrzać. Tak się jednak nie stało. Pocięte na kloce drzewo, spalono na miejscu, męcząc się z tym przez parę dni. Do dziś pozostały ogromne kupy popiołu. Wierzbowe pniaki mimo to, wypuściły długie, sterczące pędy. Drzewo Czarownic nie poddaje się tak łatwo. Wierzby to tacy życiowi twardziele, o miękkim drewnie. I po co, dlaczego? … Tym razem odpowiedz nie kołacze gdzieś wśród drzew…

49717409_2179704755583032_5299077873246666752_n

Kiedy wynurzamy się z nasypów, dostrzegamy umykające polem sarny. O dziwo, w oddali po drugiej stronie stoi kolejna grupka płowych zwierzaków. Te są dużo spokojniejsze. Pochylają się na oziminie, co chwilę nasłuchując czujnie i obserwując ludzkich podróżników z psami, poruszających się na oddalonej drodze. My zmierzamy prosto nad bagno, do dziczego królestwa szelestów i szuwarów. Tu jest co zobaczyć. Błotniste ścieżki, babrzyska, buchtowiska, a nawet dawne barłogi. Zimujące łabędzie i gęsi. Udaje się zdążyć jeszcze przed zmrokiem. Wita nas martwa cisza – mimo, że ostoja normalnie tętni odgłosami ptasich mieszkańców, o każdej porze roku. Dziki i sarny, zawsze można napotkać, jeśli wiesz o jakich porach się pojawić. Nagle dostrzegam czarny zarys jakiegoś zwierzęcia, które wynurza się z trzcin na ścieżkę. Są dwa. Jednak dziki? Trwamy w szepczącym oczekiwaniu. Ja się cieszę – bo w życiu nie spodziewałbym się dzika w taki dzień tutaj. Czar pryska… kiedy zwierz ustawia się bokiem. Rozpoznajemy dwa psy. Co tu robią? Ruszam w ich kierunku. Jeden szczeka z przestrachem. Oddalają się. W ruchach znać niepewność. Tak…to pierwsze ofiary petardowego szaleństwa. Część psów w przerażeniu ucieka z posesji albo wyrywa się na spacerach, i tak trafiają w dzicz. Niektórym udaje się samodzielnie wrócić. Inne nie odnajdują się nigdy. Okazuje się, że dalej jest trzeci pies. Ten jest najostrożniejszy. Trzyma się z dala. Wszystkie wyglądają na rasowe. Zadbane. Zwłaszcza ten najmniejszy, w typie sznaucera, ma na sobie obrożę z medalionem. Podbiega najbliżej. Jednak przy każdej próbie przywabienia słowem, rzucają się do ucieczki w tył. Nie sposób ich zachęcić… Znikają nam z oczu, podążając swoją drogą… Ciekawe, czy właściciele w ogóle spostrzegli zgubę. Zapadamy się w miękkiej, zaoranej ziemi, kiedy dopada nas zmierzch. I pierwsze zdziwienie mojego gościa, że jednak coś widać. Tak… Spoglądając z okien oświetlonego domu, ma się wrażenie, że wszędzie panuje czerń. Jeśli jednak wędruje się razem z zachodem słońca, a wzrok ma szansę stopniowo się przyzwyczajać, okazuje się, że wcale tak straszno nie jest. Ludzkie oko rozróżnia odcienie szarości, czerni, burego, i widać całkiem niezle. Żyjąc wśród cywilizacji, łatwo zapomnieć o umiejętnościach jakimi obdarzyła nas natura. Kontakt z nią pozwala sobie przypomnieć… Wreszcie wydostajemy się na piaszczystą polną drogę, obsiadłą przez wielkie Topole, porośnięte jemiołami. Tędy odprowadzam mojego gościa do kwatery, po tym krótkim, rozpoznawczym wypadzie. Umawiamy się na później, aby ruszyć na ‘’prawdziwy las’’ i pozostać tam już przez noc sylwestrową. 2-3 godziny oddechu, odpoczynku, po rozmowach i wrażeniach. Akurat żebym przygotował rowery i jakiś podstawowy ekwipunek.

21:30

Wreszcie spotykamy się ponownie. Rowery potrzebne są tylko na chwilę – aby podjechać na pola, skąd będziemy mieć blisko do lasów. Dla roweru to niecałe 10 minut, dla pieszego, dużo więcej. A chcemy mieć trochę czasu, zanim rozpocznie się kanonada. Gdy mijamy ostatnie osiedle, pola witają się szarą pustką i ciszą. Rowery zostają. Droga nie nadaje się do jazdy, ani wędrówki pieszej. Potęga pierwotnego błota strzeże swojego szlaku. Za to polem idzie się zupełnie wygodnie. Pod butami szeleści wyrośnięta ozimina. Odlegle zawodzi z jękiem jakiś zwierz. Nie mam pojęcia co to… Zagadka nierozwikłana od lat. Ale tego odgłosu nie ma w żadnych nagraniach znanych gatunków, z jakimi się zapoznałem. Podejrzewam młodego kozła sarny – taki który jeszcze nie potrafi ‘’chrypić’’, ale nie jest już malutki. Albo jakiś ptak… Po drodze kombinujemy z ubraniami. Wziąłem w plecak dodatkowe. Realia jesienno – zimowych wędrówek pozostają niezmienne – albo ubierzesz się tak, że zanim dotrzesz do celu totalnie się spocisz, albo przemarzniesz dość szybko. Sztuką jest tak dobrać ubiór do potrzeb swego ciała, aby wiedzieć co sprawdzi się na marsz, a co na dłuższe siedzenie w miejscu lub rower. Ja już mam to ‘’obcykane’’, ale i tym razem przesadziłem zakładając polar na kurtkę. Nie należy dopuszczać do spocenia się. A każdy ma inny organizm i wewnętrzną ‘’termikę’’. Mógłbym ubrać kogoś w to samo co siebie, i byłoby mu za ciepło lub za zimno, podczas gdy ja czułbym się dobrze. Inaczej jeszcze odbiera się chłód podczas marszu polem, a jeszcze inaczej w samym lesie. Dlatego zawsze staram się poinformować moich gości o takich możliwych niespodziankach. Przed nami majaczy się czarna ściana lasu. Widać ją doskonale już z daleka, mimo pełnej nocy. Olszynka którą mijamy po prawej, również tkwi cicho. Tak jak się spodziewałem, ani śladu zwierząt. A przecież właśnie tutaj obserwowałem dokazujące jelenie i lisa. Roiło się od śladów. Ma się wrażenie, że całe istnienie pierzchło jak najdalej, tam gdzie już nikt nigdy nikogo nie przestraszy… A do mnie dociera, jakże nudny i ubogi byłby ten świat, bez tego zwierzęcego bogactwa przemierzającego w mroku swoje zakątki. Dziś napotykamy tylko dziury, wyryte dziczym ryjem. Można się niezle o nie potknąć, zwłaszcza, że nie tak łatwo je widać. Docieramy do burej ściany mrocznego boru. Tu tkwimy długo w ciszy, nasłuchując co się dzieje. Zanim wejdę do lasu, zawsze tak robię. Sprawdzam, czy kręcą się jakieś zwierzęta. Jeśli są, nie wstępuję w las. Droga upstrzona łatkami świecących kałuż. Biało – blade lustra, wyróżniają się dla wzroku mimo ciemności. Od razu wyłapujemy co się tu dzieje….

49205932_269819023684286_4581656796799696896_n

Panika. Zewsząd dobiegają alarmujące, przeraźliwe głosy żurawi. Mimo, że do godziny zero zostało jeszcze sporo, wybuchy wstrząsają co kilka minut. Żurawie krążą nad lasem po ciemku – są zbyt przerażone by wylądować. Powinny teraz w spokoju spać nad bagnem. Wtórują im gęsi, też kręcące się w powietrzu. Ptaki latają bezładnie, chaotycznie, ich odgłosy zbliżają się i oddalają. Wiem, że dla gęsi to dużo większy stres, ponieważ zostały przez człowieka mianowane ‘’gatunkiem łownym’’. Im palba i huki kojarzy się z tym co najgorsze. Mam wrażenie, że będą tak krążyć do wyczerpania… Ale to nie jedyny ptasi horror. Bo z perspektywy lecącego ptaka wygląda to dużo gorzej. Oprócz słyszalnego huku, widzi kolorowe rozbłyski na horyzoncie, gdziekolwiek się dziobem nie zwróci. Chciałby uciekać – nie ma dokąd. Wszędzie błyski, odbijane dodatkowo przez chmury. A przecież nie wiedzą, że to tylko człowiek, tak to radośnie ‘’wita nowy rok’’. Ptactwo krąży więc nad obszarem, gdzie jest względnie ciemno, zderzając się w chaosie i nawołując rozpaczliwie. Wiele z nich nie przetrwa tej nocy. Ale nie tylko gęsi i żurawie – z lasu dobiegają nas piski i ćwierknięcia mniejszych ptaków, będące trwożliwą odpowiedzią na kanonadę. I nie sposób odróżnić gatunku. Jak długo obserwuję i słucham ptactwa, tak tu się gubię. Muszą wydawać takie odgłosy tylko w największym przerażeniu… Drzewa wibrują coś potężnie. Ale to nie gniew. Danuta mówi, że starają się uspokoić przestraszone ptaszęta. Jak tylko mogą, otulają spokojem, starając się ukoić swoich ulubionych ptasich mieszkańców.

49203579_2045869062196615_3535009585007951872_n

Przepraszamy w myślach, za ten chaos spowodowany bezmyślnością człowieka. Gościnne drzewa dębowego szlaku wiedzą. Że jesteśmy inni. Sosny – Strażniczki kołyszą coraz mocniej szczotkami iglastych gałęzi, kiedy zbliżamy się powoli do wrót lasu. Zapraszają do wejścia. Witają się. Danutę woła jeden z jesionów, rosnący na samym skraju. Dotykamy go dłońmi. Jest taki cieplutki, mimo wszechobecnego chłodu. Nigdy z nim nie rozmawiałem. Ale dla mnie takie ciepło drzewa, oznacza, ze jest aktywny i przyjazny. Tak jak Krzesimir. Do niego pójdziemy potem.Tulimy się do Kosmicznego Podróżnika, a ja opowiadam o tym co mi jesiony objawiły, ze swej podróży przez Wszechświat. Kolejny jesion kawałek dalej, jest już chłodny i zimny, wręcz mokry nawet. Co za różnorodność! Las reaguje żywo na nasze wejście. Szum, ze zmienną intensywnością zdaje się być odpowiedzią na nasze ciche rozmowy. Mówię o emocjach drzew i ich uczuciach. Tu Dąb Radomir, ten rozpłatany wichurą i piorunem. Dziś jest dużo spokojniejszy, pogodzony już z losem. Mimo, że zostało mu tylko pół pnia, latem był nawet cały w zieleni. To jest dopiero Moc… Mijamy Akację, pod którą lis mnie podszedł. Wcześniej miejsce bliskiego spotkania z dzikiem. A kawałek dalej, Dąb Gromiec, ze szczeliną wąskiej dziupli. Ten sam, który przywołał mnie do siebie, i pokazał swój sikorzy skarb w postaci piskląt. Tyle wspomnień, opowieści…
Tutaj jest dużo cieplej. Wreszcie jesteśmy na miejscu – bagno w krainie torfowisk i trzcin, dolina odległej bobrowej rzeki. Stąd także docierają do nas odgłosy strachu, pojedynczych gęsi i żurawi, które pozostały w szuwarach nie wzbijając się do lotu. Normalnie można tutaj posłuchać budzących się na żer dzików, obserwować sarny na łące, zaczaić się na borsuka lub lisa. Teraz zapomnij… Mimo to, pozostajemy w ciszy, starając się wyłowić nieśmiałe szelesty. Nie sposób odróżnić czy to wiatr, a może skulone, wbite w gęstwinę zwierzę. Miejsce Mocy działa tak, że czujemy się dobrze. Siedzimy na plecakach. Jest owocowa herbata w termosie i domowe pierniki. Wtedy padają słowa, które zapisały się we mnie z tej wyprawy najbardziej…

– Sebastian, dziękuję Ci, że mogę tu być. To wszystko poznać, doświadczyć. Naprawdę…

Serce się uśmiecha. Bo przecież to dopiero początek… I tak mało widzieliśmy, jeszcze mniej słyszeliśmy. Ale i tak wystarcza, aby zachwycić inną Duszę. Wtedy jeszcze bardziej wiem, że to co robię jest tak ważne, potrzebne i z wszelkim sensem. Narastający hałas kanonady informuje nas o zbliżającej się godzinie zero. Stąd widok jest doskonały – wszędzie wokół ciemność, z panoramą na jedną wioskę. Stamtąd wzlatują w niebo kolorowe race. Obserwujemy z mieszanymi uczuciami, mając świadomość jaki jest tego efekt. Podnoszę ręcę w górę. Bo tak się cieszę za ten rok! Wszystko o czym marzyłem, czego pragnąłem, spełniło się i trwa. Czy to drogą lekkiego wewnętrznego uporu, pewnej determinacji, działania, odwagi, zaufania? Ja mam wrażenie, że stało się lekko i bez wielkiego wysiłku. Znów płyną słowa…

– Dziękujemy Ci Stwórco Najwyższy, za ten dobry rok, za wszystkie radosne chwile, za obfite dary, podróże, ludzi, lekcje, nauki, wiedzę, doświadczenia…W świadomości, że wszystko przyczyniło się do naszego wzrostu i coraz lepszego poznania samych siebie. Dziękujemy za rozwój, jaki dzięki temu wszystkiemu stał się naszym udziałem i Twoją codzienną opiekę…

Więcej nic nie mówię, a w sercu płyną osobne podziękowania dla wszystkich cudownych ludzi poznanych przez ten czas, z uhonorowaniem wartości i wiedzy jakie wnieśli. Dziękuję ciału które mi służyło, niosło, i Duszy, która prowadzi. Ale! Tu obracam się do lasu i kłaniam głęboko. Drzewa Mocy i całe leśne wsparcie. Moje ukochane zwierzęta i wszelkie nasze przygody. Za to bogactwo i mój duchowy pokarm dziękuję szczególnie.

Kiedy po 15 minutach salwy cichną, z wtórem alarmu dalekich syren, ruszamy w drogę powrotną. Chcemy jeszcze odwiedzić Krzesimira. Nauczony przezornością, pytam Dębu w myślach, czy możemy dziś tam podejść. Od dawna wie, że już tu jesteśmy. Duże TAK! Domyślam się dlaczego. Dziś staruszek jest sam. Nie ma jego zwierzęcych przyjaciół, którzy normalnie plączą się tam i ‘’medytują’’ nie gorzej niż ja. Śmiało możemy iść. Na piaszczystej dróżce, przez całą trasę napotykamy tylko dwa świeże tropy. Bardzo malutko. Gdy stajemy przed nim z pokłonem, odbieram wielką radość starego drzewa. Witaj Kochany! Tulimy się, a ja od razu odczuwam znajome ‘’prądy’’ – mrowienie w łapkach. Nasze energetyczne powitanie. I z każdym drzewem może być ono inne. Czasem będzie to uczucie miłości w piersiach, radości w sercu, albo kołysanie. Wszystko zależy od energii drzewa, naszej relacji z nim, jego osobistego nastroju i również naszej własnej formy. Dąb jest dziś wyjątkowo szczodry w darach. Widzę po Danucie, że równie jej błogo jak mnie. Nie rozmawiamy dużo z drzewem, choć czuję, że nazbierało się osobistych dla obojga tematów. Ale to nie na teraz. Jest mocno ożywiony. Kiedy szliśmy polem, szalał wiatr, a gdy połączyliśmy się Drzewem, nastała nagle długa cisza. Ani podmuchu. Dąb też chyba wie, co ma dokładnie robić, a ja, jak się temu poddać. Cieszy się z nami, z tego co się zadziało, naszego wyboru i pewnie tego co w obojgu wyczuwa. Dla niego to znak czasów. Doczekał się. Doczekaliśmy my wszyscy. Wzajemnego porozumienia i wspólnej zmiany świadomości. Wiem i wierzę, że gdy mnie już nie będzie, inni będą kontynuować drzewne przyjaznie szerzej. To niesamowite, ile one nam ofiarują. Poza tym czego sami nie potrafimy na wielką skalę stworzyć, tlenem i czystym powietrzem, płynie również uzdrowienie ciał i dusz. Dzieje się oczyszczenie aury i niekorzystnych energetycznych zawiesin. Objawiają się osobiste wieści, a drzewa są na tym etapie pomostem, umożliwiającym dostęp do wiedzy i wymiarów, z których pradawni szamani korzystali bez wysiłku. I tacy mędrcy jak Krzesimir, doskonale wiedzą jak nam pomagać. Czasem mam wrażenie, że jest swoistym ‘’rentgenem’’ widzącym moje ciało i ducha jak na dłoni. Pamiętam jak razu pewnego, przybyłem na jego wezwanie z gorączką 38. Jechałem parę kilometrów na mrozie, potem 40 minut czekania, aby ustąpić miejsca ‘’medytującym’’ pod nim sarnom, ale ostatecznie…Po ponad godzinie spędzonej u pnia przyjaciela, wróciłem do domu zdrów. Wszelkie objawy grypopodobne ustąpiły. Danuta nie chce mi od dębu się odkleić ani ruszyć. Mówi, że w życiu czegoś takiego nie przeżyła. Otulił nas leśną cudownością. Podzielił się szczodrze. Ja w tym momencie wiem, że to co przeżywa teraz mój gość, to dopiero początek drzewnej przygody. Nastąpiło pewne otwarcie. A on ofiarował swą energetyczną ‘’pieczęć’’ – swoistą ‘’przepustkę’’ do magicznego świata drzew. Siadamy jeszcze na chwilę pod nim, bo i taką prośbę odbieram. Horyzont odcina się szarą linią, a ja wspominam nasze wspólne obserwacje zwierząt, jakie były udziałem godzin czuwania u dębowego pnia.

644c88907a39decde36d44d27a6468ea

Zimno podnosi nas do powrotu. Żegnam się z dębem czule i wylewnie, obiecując niebawem wrócić na dłużej samemu. Dziękuję szczerze za szczodrość i obfitość z jaką nas powitał. Tulę i całuję korę. Gdy tak stoimy przed nim w pożegnalnym pokłonie, Danuta nagle wzdryga, dotykając się za głowę. Poczuła tam dotyk.

‘’Co to było’’ ? – pada pytanie.

Ja odbieram błogi ciepły dotyk rozchodzący się linią na sercu i miękkie energetyczne, stłumione ‘’puhhhhhhh!’’ , rozchodzące się w puls biało – szarej fali wokół pnia. Już dobrze to znam.

– Jego pożegnanie, – odpowiadam z uśmiechem. Wiem, że to była bardzo udana wizyta. A Krzesimir zaskoczył nieco swoją otwartością i bogactwem, po okresie pewnego ‘’zastoju’’.

Maszerujemy przez wieś, gdzie zdumiony znów jestem ciszą. Normalnie biega tu mnóstwo piesków, obszczekujących przechodnych o każdej porze. Teraz ani jednego. Sylwester… Pewnie nadal tkwią skulone w budach, albo pouciekały. Czasem się tak zastanawiam nad istotą zjawiska. Może im głośniej, huczniej, tym dalej od siebie? A pod przykrywką gromkiej zabawy kryje się po prostu tłumienie i wyparcie, tego co dla świadomości niewygodne. Nie mnie oceniać. Wokół unosi się swąd prochu, odczuwalny był nawet w lesie. Znowu wkraczamy do świata szarych pól, bezkresnych i pustych dzisiaj jak nigdy. Zrywa się wiatr i siąpi mżawka, zacina w twarz. Ale przyjemnie i miękko. Zwierciadła kałuż polśniewają jak ozdobne cekiny najpiękniejszej biżuterii. Kiedy obracam się w stronę lasu, tym razem go nie widać. Horyzont spowił się czarnym mrokiem. Jak to możliwe? Przecież startując z tego samego miejsca, jawił się przed nami wyraznie. A może tam pozostał nasz mrok własny… Danuta mówi, że przekroczyła wiele swoich granic i osobistej strefy komfortu. Że sama, nigdy by się nie odważyła. Oboje wiemy, że zdarzyło się coś wyjątkowego. Choć jeszcze nie potrafimy ubrać w słowa. Dlatego milczymy.

Drugi dzień wędrowny.

Żywioły rozpętały się do noworocznego tańca. Mam wrażenie, że próbują spłukać wszystko to, co człowiek wczoraj zbrukał, a szumem furii drzew, tą kojącą muzyką uspokoić ptasich i zwierzęcych mieszkańców. Chmury pędzą w amoku po niebie, chłosta zimy wiatr, a co kilka minut ziemię omywają potoki strug lodowatego deszczu, który zdaje się być razem z wichurą jednym biczem bożym. Chwilami pokazuje się słońce, po to tylko, by za moment schować się za groznym granatem pędzących cumulusów. Tego dnia pozostajemy w kwaterze.

Oficjalnie, tradycja leśnego, szeptowego sylwestra została zapoczątkowana  Dziękuje mojemu gościowi, za świadome, ubogacające towarzystwo  A jeśli i Ty masz ochotę na podobną przygodę, pisz, pytaj śmiało o każdej porze dnia i roku. Księżycowe Wędrówki to projekt, który powstał z myślą o Tobie, nieśmiały wędrowcze. Z nowym rokiem zapraszam tych, którzy odważą się odkrywać magiczne życie lasu, pól i łąk, z procesem osobistej transformacji, który i tak zawsze się zadziewa. Ale nie tylko podczas pełni. Aktualne każdego dnia i nocy, do dogadania się. Jestem i wędruję dla Ciebie, aby z radością podzielić się przyrodniczym bogactwem i tajemnym światem natury, aby to co przeżywam i opisuję mogło również stać się Twoją osobistą przygodą i udziałem Duszy  Wolne terminy są cały czas. Zapraszam do wspólnego odkrywania przyrody i siebie w jej doświadczeniu  🌳🐗  Z radością zawiadamiam też, że można już śmiało korzystać z oferty gospodarstwa gościnnego w Rokietnicy, jeśli ktoś przybywał będzie do mnie z daleka 🙂 Pokoiki są schludne i zadbane, w rozsądnej cenie. Stąd mamy blisko na bagna, pola i w lasy. Ale najważniejsze, że gospodarze są uczynni, uprzejmi i wyrozumiali z zainteresowaniem dopytujący choćby o preferencje żywieniowe gościa, zatem dla wegan to również przyjazne środowisko 🙂 Zawsze jest alternatywa regionalnej kuchni wielkopolskiej (pyry z gzikiem 😛 ) czy jakie tam mamy rarytasy 😀 Chodzi o to, żebyście się już naprawdę nie martwili o nocleg. Kwatera znajduje się 300-400m od mego miejsca zamieszkania, wiec równie szybciutko przybywam, witam i zapoznaję się. Link do kwatery podaję poniżej:
http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

36937371_621880931513393_4205162368814022656_n