Księżycowe spotkanie z zającami

Gdy srebrny glob nieubłagalnie zmierza do perlistej pełni, zbliża się najlepszy czas leśnych obserwacji. Wie o tym każdy wędrowiec i czatownik. I czeka w tęsknocie duszy na tych kilka wyjątkowych nocy. Czasem zabiera z sobą śmiałków odważnych, którym ciemność i szelesty nie straszne. Na ściernisko docieramy po zachodzie słońca. To taki prezent, bonus i dodatek po całym dniu wędrownym z Drzewami Mocy. Forma relaksu i kolejna odsłona mojego świata. Jest jeszcze widno. Idziemy z gromkim szelestem, a ja wiem, że każde większe zwierzę które dziś tutaj wkroczy, usłyszymy tak samo. Niebo dla odmiany przegląda się dziś w złocistej żółci, przyozdobione granatowymi refleksami chmurzastych pasm. Zasiadka na snopkach i znów wesołe próby ulokowania się na szczycie. Zgrzytliwym ćwierkaniem rozpoczynają przedstawienie wszechobecne nietoperze. Szybują ponad nami, dając popisy zwrotności, zwinności, i opętańczego chaosu. Letni balet zmierzchu. Jaki pocieszny dzwięk. Tak jakby wróbla połączyć z myszą. Trochę nie sprzyja wiatr. Dmie od nas w kierunku lasu. Szybko też wychładza. Oznacza to tylko, że kawałek przed nami pozostanie czysty, a po bokach nadal można spodziewać się zwierzaków. Kilka minut i pojawiają się beztroskie sarnie cienie. Miejsce wybrałem dobre, nieco odsunięte od głównego szlaku zwierzęcych podchodów. Możemy obserwować, sami nie będąc wykryci.

P90810-214522

Czarne maleństwa. Pędzą chwilę i znikają jakby zapadały się pod ziemię. Zaczęły urzędować myszy, główni gospodarze słomianej krainy. One dają sygnał do uczty… Ten moment, kiedy zmrok czai się przed ostatecznym skokiem na świat, gdzie kołaczą resztki dziennej widoczności. Księżycowa latarnia czeka ze srebrem w pogotowiu. Na horyzontach sarny. Wtedy towarzysząca mi dziś Aisza, mówi;

– Tam coś się zbliża, z lewej,

Gdzie? Nie widzę! Mija kilka sekund, nim wzrok który przed chwilą podziwiał zorzę zachodu, zacznie wyłapywać szczegóły w szarości. Oo, są! Biegną slalomem, jeden za drugim. Z tej odległości i przy tej widoczności, jedyna wskazówka dla mnie to sposób poruszania. Wielkość trudno oszacować. W pierwszej chwili nie mam pewności czy to młode dziki lub lisy. Ale ich pląsy. Bardzooo znajome…

Tymczasem tajemnica zatrzymuje się na ciemniejszej smudze zboża, gdzie tracimy ją na minuty z oczu. Wreszcie ruszają wprost na nas…

Teraz wszystko zależy od szczęścia. I naszego zachowania. Chwile w pałającej ciekawości, na bezdechu. Bezruch, byle nie zaszeleścić! I gdy pierwszy mija nas parę kroków przed balotem, pełne rozpoznanie. Widać nawet długaśne uszy. To zające! Przybyły spod lasu aż tutaj. Nawet chyba nie po to żeby jeść, a po prostu się wybrykać. O ile jeden z nich mija nasze stanowisko niefrasobliwie, tak drugi powziął podejrzenie. Nie przekracza niewidzialnej linii. Oba usiadły. Wiem. Teraz spryciarze będą nasłuchiwać ‘’potwierdzenia’’ czyli najmniejszego odgłosu, który utwierdzi je w wątpliwościach. Wtedy się oddalą… A my cierpliwi i hardzi. Chwila trwa… Mija 10 minut. One siedzą, my też. I już tak bardzo się cieszę, wyczuwam radość mojego gościa. Bo pokazuję. To są właśnie Szepty Kniei. Tak powstają opowieści. I jest, jest możliwe ciche współistnienie ludzi i zwierząt tuż obok siebie. Bo przecież to dzikie zające, które unikają człowieka. A jednak zostają z nami tak długo.

P90810-213436

🦉 W ostatniej chwili zniecierpliwienia, odwracam głowę za siebie i dostrzegam w księżycu szybującą sowę pójdźkę. Poznaję po wielkości, mniejsza od puszczyka. Ta robi krąg nad nami wszystkimi i gdzieś opada na niewidoczną ofiarę, czyniąc trochę zamieszania. Rozładowała słomiane napięcie. Wtedy ‘’uszaki’’ się ruszają, rozdzielając w swoje strony. Widać jeszcze przez momenty, jak siedzą z daleka. Powoli dociera do mnie boleśnie, że Puszczyki dziś się nie odezwą. Dzienne ‘’prace leśne’’ ( wyrąb młodych zdrowych sosen ) spowodowały, że sowia rodzina przeniosła się gdzieś daleko. Jeszcze przedwczoraj słuchałem ich pod gwiazdami, w błyskach przechodzącej bokiem dalekiej burzy. Cóż o była za magia…

🦇 Księżyc rozrzedził się w powłokach chmur jak meduza, ale za chwilę wypływa w pełnej krasie, zalewając przestrzeń refleksami chłodnej powłoki. W oddali majaczy się czarna ściana, pełnego jeszcze tajemnic lasu. Nasze czuwanie dobiega końca.

223114_moon-hare

A jeśli i w Tobie dojrzewa odwaga, aby podarować sobie Księżycową Wędrówkę, napisz do mnie na mail czeremcha27@wp.pl. Ustalimy termin i razem wymaszerujemy naszą wędrowną przygodę 🙂

Pierwsze wezwanie Deszczu. Leśna modlitwa dla Drzew.

Ależ dostałem ostatnio lekcję wiary leśnej. I zaufania. Wybrałem się w czwartek ‘’na pełnię’’ w teren aby skorzystać z blasku przybierającego już księżyca w czuwaniu. Po drodze odwiedziłem moje uzdrawiające Brzozy. Tym razem… ścisnęło aż z żalu na ich widok. Przyklapnięte. Niemrawe. Liście pożółkłe, wyschnięte, z brązowymi śladami po brzegach jakby od przypalenia… zwijają się. O, jakże brakuje im do tej normalnej kondycji zdrowego listowia. Nawet humor ten ich wieczny, gdzieś wyparował. Widać jakby goniły resztkami sił… w życiu nie widziałem ich w tak fatalnym stanie. Targa mną współczucie. Tak bardzo chciałbym im ulżyć! Tyle dla mnie zrobiły… Moje uzdrowicielki. A przede mną obraz…potrzeby. Bezsilność i rozpacz przejmują ster, a ja padam do nich w objęcia współodczuwania, płacząc… Jak mogę Wam pomóc?

Reagują. Zaczynają poruszać gałązkami. Cieszą się, że zauważam i nie jestem obojętny. Że nie przychodzę prosić o swoje, w takiej chwili. Całuję te suche jak papier listki. Przychodzą różne myśli. I słowa.

– Wytrzymajcie chwilę jeszcze, nim nadejdą Wasze Deszcze…

A może by tak… Gdyby zawierzyć Mocy Słowa wieszczonego, wespół z nimi poprosić o opady? Nie… Przecież jest susza. Nie będzie jeszcze padać przez tygodnie. To się nie uda. Co Ty sobie myślisz – ? Blabla wątpiący umysł.

One szumią. O połączeniu. I wzajemnej mocy. Proszą o te wsparcie.

– Dlaczego wiecznie się dziwisz? Mówią Ci znajomi o truciznach z nieba, wyjałowieniu, sterowaniu pogodą, a co w tym dziwnego? Nawet Drzewa potrafią nią kierować. Matka zawsze słucha swych dzieci. Fale 5G…One zagłuszą to jeszcze bardziej. Obecnie za dużo tego. Tracimy obszary, gdzie możemy działać. Zbyt wiele czynników, przeciw. Pamiętasz pogodę dawniej? Chłody, słoty, wichury, burze, ulewy? Oh, jakże bosko szalały z nami żywioły. Radziłyśmy jeszcze sobie. Pomóż Nam… Drzewa utraciły cząstkę swej sprawczej Mocy, ale razem ciągle możemy jeszcze. Człowiek – Kreator, w połączeniu z Przyrodą wielką ma siłę wezwania. Niech będzie Was wielu! Nie pozostaniemy dłużne… Nigdy nie jesteśmy.

Ryczę. Co ja mogę zrobić? Tylko pokazać, że rozumiem, wiem, nie jestem obojętny, współodczuwam. Mimo to, we łzach płyną słowa, które jakoś wypowiadam. W głowie echo brzozowych dziewczyn dzwięczy prośbą. Mówią przeze mnie. Płynie. Leśna modlitwa Deszczu.

Życzę Wam Kochane Drzewa, 
Aby przyszła tu ulewa,

Wytrzymajcie trochę jeszcze, 
Nim nadejdą rześkie Deszcze

Jestem tu w ofiarowaniu, 
By zwierzyć, odczuwaniu

Błogosławię tej przestrzeni, 
Aby mogła się odmienić

Wodne święto to nadchodzi, 
Bieg odmieni, i ochłodzi

Człowiek ramię wespół z Drzewem 
Krople życia wzywa Śpiewem

Wołam rosę, mgły i burze,
Niech na szlaku lśnią kałuże

Deszczu, deszczu, ukochany,
Tyś nadzieją, naszej zmiany

Przybądź szybko, tu na Ziemię,
Gdzie już czeka Twoje plemię

Spragnione,

Wszystkie Cię wzywają One

Już zrywają się wichury
A po niebie pędzą Chmury,

Burza,

Woda wartko płynie Duża

Napełniają się korzenie, 
Obmywają pył kamienie,

Już wypełnia przeznaczenie, 
Las pochłania ukojenie

Swoje,

Uczyniło słowo moje,

Działa dawny ten czar który, 
Tchnie harmonią rytm Natury

Wyciągamy w górę dłonie, 
Z serca sił wołamy do Niej

Matko nasza, Ziemio Święta, 
O swych dzieciach tu pamiętaj

Uczyń co potrzeba w niebie, 
Aby ulżyć nam w potrzebie,

Wielkie w potok płyną strugi,
Nagradzają czas ten długi,

Suszy,

Oh, jak mokro, 
Oddajemy Tobie pokłon

Wodo

Tu olbrzymy Dębów stoją, 
Popatrz jak się błogo poją,

W równowadze żywioł wzbiera, 
Wszystko to się dzieje Teraz

Dziękujemy

Wypłakany, podbiegam jeszcze do każdej wokół na chwilę się przytulić. I choć wiem, że to co się stało bardzo jest ważne, szybko o sprawie zapominam. Czwartkowy wieczór spędzam pod księżycem obserwując łanię z dwoma pociesznymi maluchami. Kiedy wracam, brzozy wydają się być wyobcowane, skupione, twardo śpiące…

Piątek po południu. Wywalam pościel do wietrzenia na balkon i zaczynam sprzątać. Jakież moje zdziwienie, gdy za parę minut na słupkach dostrzegam ślady kropel. Czyżby?? Myślę o wczorajszym. Eee, nie, poprószy kropelką i rozejdzie się jak to od tygodni. Za chwilę kołdrę jednak muszę schować, bo… rozpaduje się! Cały czas ‘’modlę się’’ aby rozkręciło. Bo sączy tak, jakby ktoś u góry przykręcał kurek albo podkładał szmatę. Wiem, że takie ‘’podchody’’ rozdrażniają tylko Drzewa. Bo to trochę tak jakbyś tydzień nie pił, a ktoś Ci w gardło spryskiwaczem raz chlasnął. Delikatnie, ale pada. Nocą nieco przybiera. Jakaś krótka przerwa. O świcie gęstnieje i leje aż do 9 tej. Co za ulga! Tyle to już coś. Bo przez pierwsze kilka godzin wchłania roślinność zielna, i drzewa nie dostają z tego prawie nic. Im dłużej pada, i gleba nasiąka tym mogą one skorzystać. Jestem z nimi – i tak się cieszę! Śmieję się, jak bardzo bliskie stały mi się ich sprawy. Pamiętam jak w zeszłym roku jesienią tańczyłem z nimi w deszczu. Teraz mamy nawet wspólne upodobania pogodowe. Myślę, czy to w ogóle możliwe? Czy aż taką wspólnie dysponujemy Mocą? A może to tylko przypadek? Spoglądam na brzozy przed domem. Wydają się być dużo bardziej rześkie i pobudzone. Choć to za mało na ich potrzeby, zawsze jakieś wsparcie.

Kiedy znajdziecie się pośród swoich ulubionych Drzew w potrzebie podczas suszy, proszę przeczytajcie im fragmenty tej leśnej modlitwy którą mi ofiarowały. Możecie też ułożyć własną, lub dodać co przyjdzie od serca. One nam pomagają – zawsze, kiedy mogą. Tworzą mikroklimat, zatrzymują wilgoć, wspierają powstawanie gleby, użyźniają. Zróbmy coś dla nich. One poprosiły, tak wyraznie. Zaproście znajomych do wydarzenia, spotkajcie pod Drzewami i po prostu poślijcie do Matki Natury intencję wodnej pomocy dla naszych liściastych Przyjaciół. Podziękują Wam w każdej sekundzie produkcji rześkiego tlenu, pobłogosławią w problemach i – sami zresztą wiecie, co potrafią 

Mija niecała doba, od momentu zamieszczenia tego tekstu. Wieczorem zaczyna padać. Najpierw nieśmiało, jakby coś z uporem wstrzymywało pełen rozlew. Słucham w oknie brzęczącego po dachu i w rynnie deszczu. Trwał do 9 rano. Drzewa dostały kapkę swojej ulgi. Choć to ciągle za mało…

Lekcja. Nie wątp w cuda. A zwłaszcza w opiekę Natury.

maxresdefault

Susza w Przyrodzie. Jakiej nie było jeszcze

W zeszłym roku napisałem takiego posta odnośnie zaobserwowanego w naturze zjawiska – było o tym, jak wszystko przyspieszyło. Jarzębiny dojrzałe już w lipcu, wrzosy kwitnące z początkiem sierpnia, wreszcie dostatek owoców dojrzałych również o wiele wcześniej niż zazwyczaj. Mirabelki z końcem lipca? Taki był 2018. Pod koniec listopada ubiegłego roku, na części krzewów i drzew wisiały jeszcze zielone liście, ze zdumieniem obserwowałem też kwitnące krwawniki, starce i kwiaty łąkowe. Któregoś dnia minionej jesieni temperatura wyniosła około + 20 stopni, pamiętam jak wtedy czuwałem jeszcze w letnim ubraniu nocą. To subtelne zmiany, niezauważalne dla większości osób żyjących w harmonii dom – praca – powrót. A więc ignorowane. I o ile rok poprzedni po prostu zaciekawił, tak 2019 przestraszył już od wczesnej wiosny. Już wtedy było sucho. Zaintrygowała natomiast ‘’cisza ptasia’’. Owszem coś tam śpiewało jak to wiosną, i pozornie wszystko w normie. Pozornie. Bo usilnie towarzyszyło mi poczucie, że jakoś jest ciszej. W porównaniu z innymi latami. I to nie tak troszkę, ale jakoś o 1/3. Pamiętam kwietniowe świty i majowe poranki – harmider czynił się taki, aż dzwoniło w bębenkach. Kilka osób bliskich jak ja naturze, potwierdziło mi, że mają podobne wrażenie tego roku. Nie wchodząc w szczegóły, przyczyny… Wielki brak owadów. Gdzieniegdzie plączą się pojedyncze pszczoły i trzmiele. Ale cóż to, wobec huczących zastępów, wesołych i pracujących wraz z rozkwitem kwiatów, jakich buczenie witało mnie co roku? Za ciszą ptasią idzie owadzia. Bo w przyrodzie wszystko jest połączone i od siebie zależne, łącznie z człowiekiem. Nie zmieni tego ignorancja, usilne wypieranie faktów, beton, ‘’rozwój, postęp, i nowoczesność’’. W tym czasie docierają do mnie informacje o płazach wyschniętych ‘’na wiór’’, które przytomni ludzie zbierają i ratują poprzez wizytę w wiadrze z wodą. Tam żabie ‘’skwarki’’ spędzają długi czas powoli nasiąkając wodą i wracając do życia.

Maj przemija szybko, i równie prędko milkną słowiki. Zwykle można było je usłyszeć jeszcze urywkami przez czerwiec. Mimo czerwca, czuję się jakby był co najmniej późny sierpień. Ptaki nad bagnami milkną. Niektórych w ogóle brak. Po raz pierwszy tej wiosny nie słyszę bąka. Mieszkał tu odkąd pamiętam. Każdego roku ptasi duch trzcinowisk przylatywał, obwieszczając się światu szuwarów miarowym dudnieniem. Ok, stwierdziłem, okolica staje się coraz bardziej zaludniona, może to mu przeszkadza. W poszukiwaniu bąka odwiedzam wieczorami wszystkie bagna, trzcinowiska i rozlewiska dostępne w okolicy. Łącznie pięć. I tutaj bąków nie słychać, choć zawsze były… Kto to w ogóle, poza takim obserwatorem jak ja, zauważa? Martwię się o świat…Z końcem czerwca w Wielkopolsce zaczynają żniwa. Zboża przeschły i dojrzały w skwarze prędko. Zwykle miały one miejsce w lipcu. Są dni, że hektary pól płoną, zapalając się od rozgrzanych w słońcu maszyn rolniczych. Ogromne straty. W lasach już obowiązuje najwyższy stopień zagrożenia pożarowego, który z przerwami i tak utrzymywał się od wczesnej wiosny. Jak mało w tym roku zaskrońców… widziałem dopiero jednego. Niski stan wód odbija się piętnem na lęgach ptaków wodnych – dostęp do zalanych i bezpiecznych zwykle gniazd zyskują lisy, jenoty, borsuki i dziki. Przegrywają z nimi żurawie, łabędzie, kaczki i gęsi…

Nadal czerwiec. Niektóre liście brzóz wybarwiają się na żółto. Opadają. Nawet odporne, rodzime drzewa, nie radzą już sobie z brakiem wody. Już w kwietniu i marcu niektóre gatunki zrzuciły dopiero co wypuszczone, młodziutkie zielone listeczki. Pamiętam. Powód? Brak wody, tym samy możliwości aby listki utrzymać i odżywić. Długa, powolna śmierć… Cośmy im zgotowali? Widząc to, nie mam czasem śmiałości prosić je o cokolwiek… Liście dębów pokrywają się białym nalotem – wtórny objaw skrajnych warunków. Gdzie bym nie był, u dębów to wszędzie. Z ubiegłym roku byłem w szoku, kiedy dęby właśnie zrzucały masowo, lawinowo niedojrzałe, zielone żołędzie podczas wakacji. Już wtedy miały ciężko. Pozbywały się balastu, którego nie były w stanie wykarmić. Przez który uciekała cenna wilgoć. Tego roku wiele z nich nie zawiązało szypułek widzę. Żołędzi nie będzie. Ale jeszcze trwają…

10437622_1144214705592122_1487552262295029528_n

Roślinność zielna, dzika, ta na brzegach pól i miedzach. Wydawałoby się niezniszczalna. Patrzę na zasuszone, pokrzywy, ostrożenie, maki… Życica trwała, jedna z odporniejszych traw, przybrała złoty, słomiany kolor. Zupełnie jak jesienią. Wyglądają jakby ktoś je spreparował. Jeśli padają tak odporne gatunki, co z innymi, co dalej? Pamiętam upały z dzieciństwa. 31 -33 stopnie, to bywał max. Nie trwały też długo. I zwykle po nich następowały ulewne burze, pogoda jakoś ‘’kręciła się normalnie’’. Bywały też letnie słoty, podczas których np. tydzień umiarkowanie padało. Ten deszcz bardzo był przyrodzie potrzebny. Ale jak czytam jeszcze wczoraj ‘’urlopowicze rozczarowani pogodą nad bałtykiem’’ bo trochę chłodniej się zrobiło… Cały czas jesteśmy jeszcze w czerwcu… Pojawiają się doniesienia, że znów padły historyczne rekordy temperatur. Od początku epoki przemysłowej, wpompowaliśmy do atmosfery ponoć 300 mld ton dwutlenku węgla. I choć zmiany są cykliczne, nieuniknione jako Ludzie Rozumni możemy zrobić jeszcze tyle aby je spowolnić i uprzyjemnić chłodem zmierzch swojej epoki. Ale co można zrobić w kraju, gdzie ogólnie neguje się globalne ocieplenie i zmiany klimatu, a ‘’rewitalizacją’’ nazywa wybetonowanie placu miasta? Gdzie ‘’cięciami pielęgnacyjnymi’’ nazywa się totalne okaleczenie drzewa, po którym czeka je już tylko powolna śmierć? Gdzie drzewa postrzega się jako ‘’zagrożenie’’ ( oh te nieobliczalne drzewa wyskakujące pod pojazdy na szosy i autostrady) a argumentem do wycięcia bywa czasem pyłek, alergia, czy ‘’śmiecenie liśćmi’’?

Wielkopolska. Moja rodzima. Tu rzeka Noteć wyschła na odcinku kilkudziesięciu kilometrów. Była rzeka, nie ma. Cofają się jeziora gnieźnieńskie. Wycieczkowy statek ‘’Łokietek’’ ugrzązł w rzecznym mule, gdzie prawdopodobnie zostanie już do jesieni. Przyczyną jest nie tylko susza, ale i kopalnie odkrywkowe. Sprawy lokalne. Region traci na zanikającej turystyce. Co ‘’najśmeiszniejsze’’ ekolodzy ostrzegali, próbowali zablokować powstanie odkrywek. Lata temu. No ale rozwój, postęp, nowoczesność! INWESTYCJE! Rzeka Noteć była siódmą co do wielkości rzeką w kraju. W TV mówią coś o szumnych planach, budowie tras wodnych, i transporcie rzecznym, co wiąże się z kolejnym betonowaniem, pogłębianiem i przegradzaniem rzek. Co = szybszemu spływowi wody, której i tak już jest mało. Powodzenia. Czasem nie dziwię się rządzącym, serio wcale. Zupełnie rozumiem ich zaparte. To wszystko o czym piszę doświadcza się i widzi będąc w terenie. Jestem każdego dnia.Uderza w oczy. Woła, krzyczy! Zobaczcie, coście uczynili… Widzę ledwo trzymające się drzewa goniące resztkami sił, schnącą roślinność zielną, niepowodzenie lęgów ptasich, klęskę ryb, zwierzęta, które najchętniej nie wychodziłyby z wody. I mam świadomość, że każdy z tych gatunków tworzy cegiełki piramidy dzięki której żyjemy. Ktoś kto życie spędza na przesiadce z klimatyzowanej limuzyny do klimatyzowanego biura, a w międzyczasie ‘’ważne sprawy’’ posiedzenia, konferencje, spotkania, troska o wyborcze słupki… nie zrozumie. Ktoś taki nie odczuje podwyżki pęczka pietruszki z 2 zł do 20. To dla niego nic.

Z troski o Drzewa, śledzę zapowiedzi pogodowe. Ile to razy już miało padać! Jeszcze 3 lata temu, podawane informacje zwykle były trafne. Teraz na wykresach od miesięcy powtarza się sytuacja ‘’w internecie’’ pada, w terenie nie. Komputerowe modele przestały się sprawdzać. Są i ‘’korzyści’’. Zwykle minusem wędrówek o świcie było to, że buty i spodnie szybko przesiąkały rosą, która jak to zawsze osadzała się wilgocią na trawach. Teraz nie ma, zakładam normalne buty i wracam suchy. Nie ma też mgieł. Liście kukurydzy na polach zaczynają się zwijać. W grupach na facebooku piszą rolnicy, że to z powodu suszy, i padają nawet odmiany na nią odporne. Patrzę na pola w swej miejscowości – rzeczywiście. Jednocześnie spoglądam na wykarczowany z wierzb rowek, z resztkami zniszczonej koparką tamy bobrowej. Ile one mogły zatrzymać, zgromadzić tu wody… Czy naprawdę musimy zacząć płacić 100 zł za ziemniaka, aby pojąć najprostsze zależności w środowisku, które rozumie już sześciolatek?

Skierniewice – 50 tysięczne miasto, gdzie zabrakło wody. Jeśli ktoś był zdania, że co go obchodzą jakieś rzeki, bo przecież woda w kranie jest, bardzo się zawiódł. Tu miejskie studnie głębinowe nie poradziły sobie ze sprostaniem ignorancji ludzkiej – najpierw wystosowano apele do działkowiczów, w pocie czoła niestrudzenie hektolitrami nawadniających swe zasuszone trawniki. To jest dopiero ciekawe. Ludzie pytają jak ‘’wytępić chwasty’’ na trawie, którą chcą utrzymać w martwej monokulturze ‘’bo ładnie wygląda’’. Katują tenże trawnik cotygodniową przycinką do ziemi, a potem dziwią się że schnie… Gdy tymczasem wiadomo, że obecność ‘’chwastów’’ i rzadsze koszenie sprzyja odporności takiego trawnika. Rośliny zatrzymują dla siebie więcej wody, zmniejszają parowanie, pochłaniają spaliny, stają się siedliskiem dla owadów i zapylaczy… Tym razem żniwa ignorancji zebrali wszyscy, bo odcięto dostęp do wody najpierw działkowiczom, a potem całemu miastu. Śledząc temat okazało się, że takich przypadków w kraju jest znacznie więcej, w mniejszych gminach, nie tak szumnych i nie tak głośnych. A to przedsmak tego, co może nas czekać. Podobno podczas tych kilku dni skwaru już musieliśmy importować energię elektryczną z zagranicy. Pamiętam jeden komentarz, gdzie ktoś z oburzeniem krzyczał, że co innych obchodzi co on podlewa, płaci za wodę to ma być. I chyba dlatego nie ma dla naszego gatunku, ratunku… W mojej miejscowości, jeśli latem chcesz wziąć prysznic lub wieczorną kąpiel polecam godziny między 14 a 16 tą. Od popołudnia ciśnienie bywa tak niskie, że woda sączy się ciurkiem. Wyglądam przez okno i patrzę na uśmiechniętych ludzi, lejących wężami na przeschnięte trawniki, które najpierw zabili koszeniem. Ile to przy tym bezsensownej pracy, hałasu dla sąsiadów, spalin? Kiedy można chodzić po wyższej trawie, i w niczym to nie przeszkadza. Człowiek to mistrz w wymyślaniu bezsensownych zajęć. Plus hałdy po skoszeniu, wyrzucane i gnijące po lasach. Inni podłączają specjalne natryski na całą noc, a i na dzień zostawiają. Jest tak pięknie…

Wczesna wiosna zafundowała w Polsce malownicze widowiska. Ziemia na polach była tak przesuszona, że każdego dnia przy większym wietrze wirowały tabuny i trąby pyłu. Podziwialiśmy na wędrówkach i pozostałem wtedy jedynie przy pozytywnie wizualnej interpretacji tego zjawiska. To już jest objaw dewastacji gleby. W mediach mówili coś o ‘’pyle saharyjskim’’. Nie. To był nasz pył, uniesiony z zasuszonych i wyeksploatowanych pól. Unosił się smugami, zwłaszcza po orce ciągników. Już ciężko się oddychało. Nie żyję na świecie od dzisiaj. Pamiętam inne wiosny. Grząska, wilgotna ziemia, po której szło się w kaloszach zapadając w błocie czasem po kolana. Zamiast pierwszych wiosennych grzmotów, doczekaliśmy burz piaskowych. ‘’Brawo my’’. Ktoś zwrócił mi też uwagę na zjawisko chłodnic samochodowych i szyb, dawniej po jezdzie oblepionych masą muszek, pszczół, motyli itd… Dziś pozostają czyste. Wyglądam przez okno i spoglądam w blask ulicznej latarni. Dawniej… Kłębił się wokół niej rój komarów, ciem, chrabąszczy i różnego latającego żyjątka. ”Przypadkiem” dotarło do mnie, że mimo lata wokół nich każdej nocy pusto…

Koniec czerwca. Białe Noce dziwią niespotykaną dotąd ciszą. Nie słychać czyrykania kuropatw, ani wabienia przepiórek. Jakby już był koniec sierpnia. Żaby i ropuchy milczały, z nielicznymi wyjątkami od początku wiosny. Mało świerszczy .W tym roku nie zaobserwowałem żadnego świetlika. Z polnych gruszy i jabłoni opadają niedojrzałe zielone owoce, znów drzewa nie są w stanie ich odżywić. Jarzębina już się czerwieni. Chwilę byłem w biedronce, gdzie otulił mnie głuchy bezwład i miła, lekka muzyka. Wyładowane kosze, pełne półki, tu niczego nie brak. Jest ryba o nazwie ‘’filet’’, której ławice wydają nieprzebrane w sklepowych zamrażarkach. Kiełbasa na grilla, piwo, i chipsy. I tym ‘’optymistycznym’’ akcentem… Pozostaję w stanie obserwacji co dalej. I choć chciałoby skupić się tylko na Przyrodzie – wszystko jest powiązane.I tylko kaktusowe rodzeństwo na moim parapecie. One wydają się być bardzo szczęśliwe. Znów powiększyły się o połowę.

58895089_2267767226796496_2389973713371004928_n

Wróżki nad jeziorem. Za granicą światów.

Przedzieramy się przez letni, dojrzały w zieleni las. Nie przez jakieś tam chaszcze – po prostu zwykle dostępne dróżki zarosły trawami i roślinnością po pas. Choć w lesie pięknie i śpiewa, chcąc nie chcąc przyspieszam kroku. Trzeba się wydostać na przestrzeń, bowiem gzy, strzyżaki i komary wyległy tłumnie aby mnie powitać. Kawalkada. Nic nie jest w stanie ich odstraszyć. Idąca obok mnie Małgosia nie ma w ogóle z tym problemu – dla owadów jest jakby niewidzialna. Pojęcia nie mam od czego to zależy, ale zauważam – zjawiają się takie osoby, które wszelkie małe istnienie darzy mniej wylewnym szacunkiem. Nici ze spaceru w cieniu drzew. Żegnają nas wiotkie łodygi gozdzików. Ale na przestrzeni, też jest cudownie. Kolorami woła tu życie. Skraj polnej dróżki obsiadły miodunki. Te zachwycają oczy przesłaniem dojrzałego chabru z ciemnym błękitem. Obok nich na badylu wiszą ciemnoróżowe szmaragdy wyki ptasiej. Jak krople esencji kwietnego kunsztu. Wojownicze ostrożenie stróżują wytrwale z kolczastym ostrzeżeniem fioletu. Nie podchodz! Uważaj. Kłuję! Delikatnym motylom krzywdy jednak nie robią. Wszędzie wokół rozkwita jeszcze więcej kolorów, póki co nieznanych mi z nazw. Ohh, jaki ten świat jest bogaty. Dzikie rośliny. Tak wytrwałe i dzielne. Podziw i zachwyt. Nawet nic po nich nie widać – mimo tych upałów. Prawdziwe bohaterki. U nich podobnie jak w lesie, tylko takim na mniejszą skalę. Różnorodność gatunków i totalnie pozorny brak miejsca z rywalizacją o przestrzeń, sprzyja im wszystkim. W tym gąszczu same dla siebie obniżają temperaturę i raczą wzajemnym chłodem, a mozaikowy system korzeniowy każdej z nich, pomaga lepiej zatrzymać wodę dla wszystkich zielonych mieszkańców. Świadome, czy przypadkowe braterstwo?

Długi czas pozostajemy w ciszy, a każde z nas rozgląda się podczas bosego i chłonie w duszę, to co na co dzień pomijane i zapomniane. Siostrzane Topole napotkane po drodze obejmują nas radością i zrozumieniem. Dziś to ja nie mogę się od nich odkleić. Pobudzają wnętrze do osobliwego śpiewu. Pieśni zgody i harmonii z wszystkim co jest… Spostrzegam, że podczas tej sesji nie przysiadł na mnie ani jeden komar…

54230831_1071311349727451_6457138954763239424_n

Wieczór spędzamy na skraju sosnowego boru, pogrążeni w cieple zachodzącego słońca. Tu przenikają się ptasie światy. Z wnętrza lasu wielogłos świergotu i gwizdów, a z pustki przestrzeni polnych, monotonne wołania trznadla. Wtóruje mu melancholią ortolan, a podzwania wibrująco ukryty potrzeszcz. I znów mówimy mało. Nie trzeba. Tutaj wszystko rozmawia. Ciekawiej jest posłuchać. I tak przysłuchujemy się dialogowi dwóch kruków, polatujących nad polem. W pierwszym wrażeniu, to tylko ‘’zwykłe krakanie’’. Ciszej. Uważniej. Wyraźniej. I już da się rozróżnić. Jeden coś opowiada, intonuje, moduluje głosem. Drugi potwierdza i wypytuje. Najinteligentniejszy ptak świata w swych przepowiedniach pozostaje jeszcze niezbadany. Kruki to jakby tacy nadzorcy nad całą przyrodą. Widzą, oceniają, zawierają sojusze, kombinują, uczą się, i działają. Fascynują zaradnością na każdym poziomie. Z każdej wyprawy staram się spisywać głównie wrażenia przyrodnicze. A przecież to tylko maleńka cząstka tego, co podczas nich się dzieje. Wędrówka to złożony proces. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Dokąd dotrzemy? A co wypłynie na powierzchnię. Rozmowy. I te milczące dusz, jak i w słowach. Jaki temat, emocja, historia, przeżycia – domagające się wysłuchania i wreszcie uzdrowienia? W jaki sposób sobie pomożemy? A dzieje się tak niemal podczas każdej wyprawy. W cudowny, intuicyjny, i najprostszy zwykle sposób. Wydobyć, zrozumieć, zobaczyć i puścić pomagają bardzo Drzewa. Wszystko to sprawy bardzo zazwyczaj osobiste, i nie każdy chce nimi się dzielić. W pełni to rozumiem, szanuję i akceptuję. To co wybrzmiewa i się zadziewa, pozostaje intymną tajemnicą naszej przestrzeni.

I tak po słonecznej sielance z krainy pachnących sosen, docieramy o zmierzchu nad jezioro. Małgosia rzuciła takie hasło, a ja w pierwszej chwili zaoponowałem. Teraz jestem tu, skaczę boso między szyszkami i nie żałuję. Bo widok i dzwięk przekracza wyczerpaną już na dziś dozę zachwytu. W ciemnościach śpiewają jeszcze rudziki i drozdy. Wita nas miękkie, dudniące pohukiwanie bąka. Tętni zadumą jakąś. Ostro wrzeszczą żaby. Ale… tafla jeziora… niebo zlewa się czerwienią z lustrem, tworząc dojrzałą, harmonijną jednię. Echo zaszłego słońca. Wyczuwam oddech srebrzystych obłoków, blasku na styku atmosfery ziemi z ‘’pustką’’ kosmosu. Na tle tej glorii wirują w chaosie cienie nietoperzy. Przysiadamy z czuwaniem na wędkarskim mostku, słuchając jak żyje woda. Zewsząd obezwładnia jej mokry, z domieszką bagiennej roślinności, ciężki choć rzeźwiący zapach. Tu, w krainie jeziora próżno nasłuchiwać za ciszą. Pluski i pluskoty. Jak wykrzykniki w ciemnościach. Polują ryby. A może skaczą, po prostu dla zabawy? Ochryple zawodzi niewidoczna czapla. W pewnym momencie ‘’coś’’ kusi mnie, aby jednak trochę poświecić na wodę przed sobą. Roje owadów. Ochotki, komary, licho wie co jeszcze. Spoglądam na spokojną taflę, przypatrując się kłębiącym larwom nieznanych mi stworków. One…coś robią. Nie pływają bez celu. Zbliżają się do góry i…nie wierzę w to co widzę. Larwy tuż przy powierzchni ‘’rozwalają się’’ a z ich wnętrza powstaje zupełnie dorosły owad. Obserwujemy przeobrażanie! Niektóre niemal od razu startują, inne siedzą kilka chwil w bezruchu na wodzie. Kolejne mają jakieś ‘’dziwne pejsy’’, witki. Wyglądają tak magicznie! Czar przemiany. Bo to jest naprawdę cud. Przejście przez granicę żywiołów. W ciągłym tańcu ze śmiercią i szczęściem. Widzę jak młode okonie co i raz rzucają się na tą zdobycz. Inne zgarniają z powierzchni nietoperze jeśli nie poderwą się dość prędko, a i w powietrzu nocą nie są bezpieczne. Mimo to, wiele z nich spełni swoje jedynie zadanie, w odwiecznej pieśni życia. Przetrwają. Nieme, ulotne wróżki wody. Wdzięczni, że mogliśmy uczestniczyć w tym niespodzianym widowisku. Bezimienne owady na zawsze pozostaną wspomnieniem przemijania w niewiadomej pieczęci zdarzeń… Szemrzące wokół trzciny, plotą z szemraniem baśń jakąś… Mam wrażenie, że ta chwila mówi do mnie wszystkim, co w tym momencie się dzieje.

Czerwień blaskiem się kładzie, 
Na spokojnej tafli jeziora,

Świat się pogrąża w bezwładzie, 
Nocy nadeszła już pora,

Bąk w szuwarach ukryty, 
Echem dudni w zadumie,

Jak duch, cały jest skryty, 
Odezwać inaczej nie umie

Święto maleńkich owadów, 
Żywota ogłasza przyczyny

Przybyły na ucztę tłumnie, 
Płocie, okonie, i liny

Nietoperze wydobywają z cienia, 
Wróżek istnienia Wspomnienia,

Ostatnim zgasłym łopotem, 
Latarnią są przeznaczenia.

Wypowiadam płynnie te słowa, wtedy jeszcze zachowane w pamięci inaczej.
Ostatni akt nocy spędzamy kilka kroków dalej, pod sosnami. Bynajmniej nie śpiącymi. W życiu nie czułem tak ich energii. Przenieśliśmy się spontanicznie, stąd był dobry widok na zorzę i nietoperze. Muszę… wiem, że powinienem im się poddać. Ciało moje zaczyna kołysać się swobodnie, choć impulsowo. Zupełnie jak drzewo w podmuchach wiatru. Nie wiem jak to się dzieje… czuję jakby chwytały mnie za nogi od spodu i bujały. Dzikie to. I szamańskie. Gość mój stoi oparty plecami o pień kolejnej obok. Bucha gorąca energia. Znów drzewa odprowadzają to, co powinno odejść. Ostatnio podniosły mi poprzeczkę. Powiedziały, że pora na kolejne wydarzenia i spotkania. Że ten etap warsztatów od marca, był tylko wstępem. Do czegoś dużo głębszego. Był taką nauką podstaw. Teraz mam wieścić przesłania ‘’na żywo’’. Już nie spisywać, a mówić na bieżąco podczas spotkań. Szeptać ich szumiące modlitwy. I tak dziś przechodzę ‘’chrzest ognia’’. Bo rzeczywiście mówię tym rymem. I jakoś swobodnie płynie. Przecież to od Drzew…

Gwiazdy srebrzyste, 
Wspomnienia ojczyste,

Mgieł opary, 
Szemrzące szuwary,

Przyjmij Sosnowe Dary….

Wypowiadam do Małgosi. Teraz czuję się nieco jak ten dawny druid. Jedno ze słów okazało się kluczowe… Popłynęło wzruszenie… Ciężko nam odejść od sosen. Gwiazdy migoczą zalotnymi ognikami ze spokojnej tafli jeziora. Przebijają iskrami znad koron igieł. Wracamy. Oczy nasze doskonale orientują się w odcieniach szarości. Marsz skupienia i jedności. Bór milczy odświętnie. Bezbłędnie pokonujemy przeszkodę w postaci powalonych kłód. Na jego skraju jarzy się platyna tych srebrnych, kosmicznych obłoków. Dziś są szczególnie rozległe. Noc wędrowną kończymy wymianą opowieści i wrażeń, podziwiając chwiejne błyski gwiazd na pomarszczonym nieznacznie lustrze tajemnicy.

tapet1

Ile lat ma Drzewo? Dojrzewanie nasiennych dzieci.

Jedne z najczęstszych pytań, kiedy stajemy wspólnie pod Drzewami, jakie się pojawia. ‘’Ile może mieć lat’’? – pytają moi goście.Czasami ma to jakieś znaczenie… I choć są różne ku temu metody aby sprawdzić, zwykle mam z takim pytaniem jakiś problem. Bo przecież nie zetniemy go i nie policzymy nagle słojów. A i ten sposób nie jest do końca dokładny, bo przecież drzewo różnie może przyrastać i nakładać słoje, w zależności od wielu czynników. Ostatnio coraz częściej przekonuję się, że nie wiek i ‘’sędziwość’’ Drzewa mają aż takie znaczenie, jeśli chodzi o możliwy kontakt z nimi. Podczas niedawnego wyjazdu udało się mi bardzo łatwo porozumieć z młodymi brzózkami i dębem, odczuć ich nastroje i pragnienia nawet. Dąbek wibrował pociesznie przy zbliżaniu dłoni, jakby z ekscytacji na kontakt, a brzózki wygłupiały i reagowały na szeptane słowa. Z każdym udało zamienić się kilka rymów. I nawet aż tak mnie to nie zdziwiło. Siedziałem właśnie pod Krzesimirem pogrążony w tych rozmyślaniach o leciech, kiedy Dąb odezwał się nagle…

– Pytasz o wiek Drzew? A po co w ogóle go liczyć? Uważasz, że ludzie są w stanie poznać nasz dokładny wiek używając swoich sposobów?

No jak to po co? Ludzie są ciekawi. Uważa się, że im starsze Drzewo, tym bardziej doświadczone, świadome, pomocne. Choć już wiem, że nie zawsze tak jest. Poza tym
Wy wiecie ile mamy lat, więc co to za sekret?

Zamruczał. Zdziwił się. Poszumiał…

– Nie chodzi o tajemnicę, nie. Ale o życie Drzewa. Pomyślałeś, od kiedy właściwie je liczyć? Od momentu kiedy wykiełkuje i pokaże nad ziemią – tak uważacie. A co wcześniej? Czy nasionko jest martwe? Przecież drzemie i czeka. Czasem się wybudza – tu dojdzie je trochę wilgoci, z drugiej nieco ciepła. Już wtedy – żyje i bada otoczenie. Sprawdza, kiedy najlepiej zacząć się rozwijać. Zupełnie jak dorosłe Drzewo. A dorosłe pomaga mu w tym procesie. Z setek lat przekazało całą swoją dostępną wiedzę z pokoleń, do tego małego nasionka. O świecie jaki je otacza. O zagrożeniach, opadach, glebie, owadach, sprzymierzeńcach, wrogach. O szczęściu i pełni oraz o niedostatku, i jak sobie z nim poradzić. Cały czas to się dzieje. Choć usilnie nie dostrzegacie. Życie – pełne spraw, trosk, radości, zmagań. Zupełnie jak Wasze. Wróćmy do nasiona. Jeśli ono żyje i pracuje już będąc w Ziemi – od kiedy powinno się według Ciebie liczyć wiek Drzewa? A może jeszcze wcześniej – kiedy żołędzie wiszą na gałęzi w szypułkach, uczą się życia, zbierają informacje, pytają, niekiedy boją, i nie mogą doczekać kiedy wreszcie opadną ku Ziemi? Może odtąd powinniście rachować?

Ale jak to?

– Mówię Ci, że tak jest. Czemu Cię to dziwi? A dziecko ludzkie, w łonie matki? Też słyszy, przeżywa jej emocje, uczy się, czasem nabiera i traum. Tak ja i każde Drzewo rozmawiam ze swoimi dziećmi. I nie ważne, że ich dużo, że wiele zostanie tylko pokarmem dla zwierząt – wiedzą, że tak być musi. Nie umierają, nie odchodzą. JA ponownie je wskrzeszam. Wracają do mnie z Ziemią. A u Was, jeszcze przed poczęciem – Dusze umawiają się na jakieś doświadczenia, wzajemne poznanie. Dzięki temu wzrastacie, rozwijacie się, uczycie. U nas tak samo…Prawie tak samo. Ponieważ duchy Drzew są niemal od początku w stałej łączności ze swoim drzewnym ciałem – tak łatwo przychodzi im akceptacja. Wiedza. Z tylu rzeczy nie robią tragedii. Rośniemy, rozwijamy się, pracujemy dla Matki Planety, doświadczamy, uczymy, usychamy, cierpimy, śpiewamy pieśni, tańczymy, pijemy, przewracamy, rozkładamy, ale – nie umieramy. Wracamy wciąż. Coraz bardziej świadome, przystosowane, mądre, ufniejsze i bogatsze. Zawsze wracamy. Wy też wracaliście, i odchodziliście. Wiele już razy. A Drzewa zawsze były. Ostatni ‘’czas’’ był trudny dla nas. Zasady naszego wspólnego istnienia – zszargane i zdeptane. Braterstwo, opieka, pomoc, równość, rozwój, współczucie i szacunek należne wszystkim. Dla Drzew było naturalne aby się opiekować, wspierać. Robimy to dotąd. Wiemy, że różnorodność szczęśliwych jednostek zapewnia dobrobyt większości. To działanie silniejsze i starsze niż wszystko co dotąd poznałeś. Nie złość się teraz – na ludzi. Będzie stopniowo wszystko wracać. Zobacz, spójrz! Tyle się zmieniło. Przychodzicie już po kilka osób. Docieracie i poznajecie kolejne Drzewa. Jednoczycie się w ich energiach, a one dają siebie poznać. Chcą być poznane przez Was! Otwierają się ufnie, będąc przekonane o zmianie Waszej, jaką spowodują te odczucia. Podjęto decyzję w radzie Wiecu – działać na wszelkie sposoby. Inni – czytają i praktykują sami. A to tylko wierzchołek, bo takich ludzi jest i już zbiera się wielu…

65395413_341162893445501_4959807042052161536_n

…Czasem nawet ewoluujemy, kompletnie się zmieniamy. W coś innego. Skały tak zwane, przechowują opowieść o tych gatunkach, które odeszły. I gdybym pokazał Ci obrazy ze wspomnień Pamięci epok Ziemi, nie uwierzyłbyś. Coś Ci powiem Przyjacielu, choćbyś bardzo chciał, nie poznasz wieku Drzewa. Odkąd właściwie powinieneś liczyć? Bo istniejemy Wiecznie. Teraz.

Serce bije mi łagodnie szczęściem. Po policzkach płyną łzy. Dąb kołysze leciutko liśćmi w koronie, aż w głowie wiruje. Wiem, że to już wszystko. Znam Go dość dobrze, tak mi się wydaje. On zawsze tak z zaskoczenia. Nie musi już mówić. Choć w głowie kołacze jeszcze:
‘’ wiesz, że to co opowiadasz jest totalnie odjechane’’ ? I jednocześnie takie oczywiste. Wiem, że On nie dba o to. Ostatnie czym przejmowałoby się Drzewo to ‘’co ktoś sobie o Nim pomyśli’’. Ochoczo biorę przykład. Spisuję. A kto wie, co to słowo komu podaruje 

25. 06. 2019 – Krzesimir 🍁

54412571_10217475620469709_4584872047972188160_n

W blasku błyskawicy. Owocowi goście i nocne czuwanie z burzą.

Dziś w mojej leśnej przestrzeni – Witarianie  Przyjeżdżają osoby poznane na Owocowym Festiwalu. Niezwykłe historie kolei żywota. Sławek przez większość życia był zapalonym wędkarzem. Teraz na surowej diecie, z totalną zmianą świadomości, nurkuje i podziwia ryby, które niegdyś łapał. Opowiada mi niestworzone rzeczy, jakie podpatrzył w głębinach! Maleńki ciernik budujący gniazdko ze staraniem w ciemnej toni uruchomił wzruszenie, od tego zaczęło się zrozumienie i osobista przemiana. Że ryby, to istoty, których codzienne życie i sprawy niezbyt odbiegają od naszych spraw. Fascynujące, delikatne, mądre. Mówi mi o ich charakterach i ciekawości. Jak grupa linów podpływała aby przyjrzeć się nurkom. O szczupaku, który podpłynął i którego głaskali z kolegą, a on wyprężał grzbiet pod dłonią, jakby mu się podobało  Wiedzieliście, że karpie na dnie stawu wykopują sobie muliste doły w których lubią wypoczywać, i urządzają sobie takie ‘’łazienki’’ miejsce z wystającą gałęzią, aby się o nią ocierać i drapać? Zupełnie jak dziki  Chłonę tajemnice głębin ze słów mojego gościa. Kosmos zagadek, dostępny w skafandrze na wyciągnięcie ręki. A tymczasem Przyroda nam dopisuje…

Zaraz po wyjściu z auta widzimy w jęczmieniu sarnę. I wszystko dzieje się w ciągu jakichś 10 minut… Na przyleśnej dróżce obok rzepaku wynurza się łania, ta obserwuje nas długo, ani drgniemy. Wreszcie wchodzi spokojnie do lasu. Robimy kilka kroków, kiedy znowuż z rzepaku pojawia się czarny kształt. Młody dzik, wycinek, samotny. On nawet nie ucieka. Rzepak raptem cichnie – jakby zwierz się położył. Boso przechodzimy tuż obok niego. Kolejny szelest. Na ścieżkę wychodzi nam borsuk. I znów pogrążamy się w bezruchu, patrząc jak grubasek kręci się i węszy. Szturmują nas zaciekłe komary. Co tu się dziś dzieje! Pierwsze kroki pod lasem, a pojawia się tyle zwierząt. Pamiętam jak pytałem przed wyprawą drzew gdzie się udać, i usilnie wołały tutejsze brzozy. Widać przygotowały nam niespodzianki. Wdzięczność  Trzeba być naprawdę cicho. Szybko mówimy już tylko szeptem, nie chcąc przeszkadzać świątyni tutejszych mieszkańców.

P90611-043127

Ciepło, cieplutko… Całą noc spędzam boso. Przygląda się nam połówka wzbierającego księżyca. Pełnia za kilka dni. Na łące się rozstajemy. Bo za moment zwierzęta zaczną tutaj buszować własnym rytmem. Każdy do swojej czatowni, gdzie osobno spędzamy krótką nockę, zatopieni w ciszy swoich procesów. Frywolne nietoperze wirują wytrwale podlatując tuż do twarzy, albo przenikając w pędzie między belkami ambony. Pomocni towarzysze, nocni łowcy i żywe środki komarobójcze. Dobrze poddać się ich opiece. Owady dokuczają znacznie mniej. Czas oswajać z bladym mrokiem. Czerwcowe Białe Noce parują zapachem dusznego siana i orzeźwiającej wody, kiedy zaciąga chłodem z nad bagna. Tu ‘’piłują ciszę’’ nocni mistrzowie ptasi. Słowik, rokitniczka, łozówka, i monotonny świerszczak. Tylko bąka jakoś brak… bez niego, to nie to. Niespodziane wabienia sikorze i szczebioty jaskółek, to sprawka naśladowców – rokitniczki i łozówki. Ale one potrafią wpleść w swój repertuar chyba każdy zasłyszany głos. Trochę jak papużki faliste. Rozróżniam jeszcze jeden szeleszczący śpiew. Chwila skojarzenia – tak, to strumieniówka! Kolejny niepozorny maleńki śpiewak bagienny. Zawsze kiedy słyszę takie ptaszki, chce mi się śmiać. No bo jak to tak – otwierać gardziołko przez tyle godzin, żeby wydawać z siebie tak nużący, jednostajny dzwięk? Przysłuchuję się strumieniówce. I dochodzę do wniosku, że jej śpiew wybrzmiewa tutaj w idealnej harmonii z otoczeniem. Jakby ktoś pocierał szorstko suche źdźbła trzcin. Ona w nich mieszka, jest przesiąknięta szuwarami na wskroś. Może w ten sposób składa hołd roślinie, z którą na wieki splotła swe istnienie? Mistyka rozważań.
Coś pluska z gromem rozgłosu. Jakby z nieba spadł kamień na wodę. Aż drgam. Pewnie skoczyła jakaś wielka ryba. Bagno odpowiada niepokojem. Mamrocze sennie żuraw i chrypi czapla. Rozwrzeszczało się kilka kozłów saren ukrytych w okolicy.

Błyska się. Cichutko podzwaniają polne świerszcze. Ta noc naprawdę czaruje… przez kolejne godziny podziwiamy oboje formującą się burzę. Jej pomarańczowe jądro rozświetla się co kilka sekund, w kłębach burych chmur. Wygląda złowieszczo, ale i zachwyca. Na ziemię spływają stroboskopowe fale światła. Pod czatownią rozrabia niezgrabny borsuk. Potrafią nahałasować. Za chwilę przez sianokos drepta jenot. Żadne z większych zwierząt nie odważyło się dziś wyjść na świeży pokos. Zbyt gwałtowna zmiana. Ale szary nocny wędrowiec ma to gdzieś. Węszy i rozkopuje trawę. Kwik niedalekich dzików, chyba się pogryzły. Dziś mgieł nie będzie. Nie ma nawet rosy. Energia błyskającego żywiołu pochłania w siebie całą dostępną wilgoć. Szarzeje świt…

P90611-050811

Nadchodzi w rozbłyskach. Wymija nas bokiem. Ptaki nic sobie z tego nie robią, skowronki zaczynają nucić jakby nigdy nic. Robi się widno. Bure smugi sunące tuż przy ziemi. Lisie rodzeństwo… Widać, że nie są jeszcze wyrośnięte. Bawią się i dokazują na dróżce. Skoki, zaczepki, uniki! Jak to dobrze weselić się w świecie. Wyszły z pobliskiego stogu. Szybko się rozjaśnia. W ptasim zegarze wybijają kolejne pory. Za chwilę słychać już drozda, kosa, szpaki, rudziki – koncertuje cały leśny chór. Dostojne żurawie szybują z majestatem gdzieś na śniadanie wśród łąk. My rozmawiamy pod brzozami. Opowiadam o ich sennych marzeniach i tęsknotach. O czym mi kiedyś wyśpiewały

W pamięci Ziemi, 
Starszej niż czas,

Rósł tutaj niegdyś, 
Wspaniały las.

Pełen był mocy, 
Zachwycał potęgą,

Niemal świat cały,
Otulał wstęgą.

Do niego wracamy,
Jego wspominamy,

Z nim jednoczymy,
I o nim śnimy.

I pracujemy, wciąż razem w pokorze, 
Tęskniąc do tego, co wrócić nie może.

Ujrzyj go teraz, ten bór pradawny, 
Niech Ci ukaże, nasz sen się jawny.”

W jednym z wiszących liści uśpiły się trzy maleńkie muszki. Wyglądają tak słodko. Drzewa co i raz wtrącają się z liśćmi, które lądują bezszelestnie gdzieś obok nas. W pewnym momencie zauważam. Kozła sarny, który żuje, stoi, i gapi się na nas jakby nigdy nic. A przecież cały czas rozmawialiśmy normalnym głosem! Nie wiem jak długo nas słuchał. Odruchowo wskazują nań ręką by pokazać Sławkowi, wtedy zwierz umyka chrypiąc. Czyli – dopóki żeśmy nie zwracali na niego uwagi, i on nie czuł się zagrożony. Darzą nas zwierzęta zaskoczeniem swojej mądrości. Poranek targa ciepłym wiatrem, gdy sunąca burza przemyka obok. I nikt nie ma ochoty wracać…

Bohaterka gawędy: Strumieniówka

⚡️ A jeśli i Ty masz ochotę na podobną leśną przygodę, pisz, pytaj  Razem wymaszerujemy naszą wędrowną opowieść. Szczegóły w całorocznym wydarzeniu:

Księżycowy spacer w magicznym świecie Przyrody 

 

Owocowy Festiwal. Gawędy o Drzewach Mocy.

I stało się, jak Drzewa przepowiedziały. Pamiętam jak obiecaliśmy sobie, że wszędzie pójdę gdzie mnie zawołają, aby opowiadać o ich przesłaniach i głosić zielone światło dla wspólnego rozwoju. To niezwykły również dla mnie proces – wyjście z lasu, gęstwin i krzaków, na scenę, do ludzi. Czas spędzony w gronie Witarian i moja pierwsza w życiu prelekcja na długo zapiszą się w przedziale najpiękniejszych wspomnień, jakie mam. Dużo się zadziało. Ogrom nowych doświadczeń i wrażeń, nie do przekazania w jednej opowieści. Przerosło moje najśmielsze ‘’oczekiwania’’… Owocowy Festiwal to pierwsza tego typu impreza, spotkanie dla ludzi miłujących zdrowe odżywianie, ”zero waste”, ekologię, naturę, i kolorowe płody Ziemi. Atmosfera lekka, łagodna i kojąca. Każdy się uśmiecha, zagada, przytula..  Zbliża się godzina 13:30. Czas mojego występu. Mam tu opowiedzieć o przesłaniach Drzew Mocy, sposobach pracy z ich energiami, nauczyć podstaw duchowego kontaktu z tymi niezwykłymi Istotami. Parę osób przyszło najpierw zapytać co tu się będzie działo. Trochę chaosu z organizacją. Gdzieś brak głośników i kopie prąd, całkiem dosadnie. I choć o czasie siedzi przede mną jedna osoba, zaczynamy rozmawiać. Powoli, schodzą się ludzie. Coraz więcej. Pierwsze moje wystąpienie, przed dorosłą publiką. Jakoś ani przez chwilę, przedtem ani w trakcie, nie miałem tremy, czy stresu. Wiem dlaczego. Zawsze, kiedyś tam chciałem występować na scenie i zostać aktorem. Potem opowiadać o Drzewach i lesie większemu gronu. Dziś te marzenia właśnie się manifestują, a więc to powód tylko do uśmiechu. A i wszelkie obawy okazały się zbędne. Pamiętam jak kilka dni wcześniej poszedłem do Drzew, aby ich dopytać, czy coś może szczególnego powinienem przekazać? O czym mówić?

IMG_1415

– Opowiedz o wszystkim – tak jak to było. Niczego nie pomijaj. A zwłaszcza wierszy…

Powiedział wtedy Krzesimir. Wiersze. No z nimi miałem ‘’ogromny problem’’ w myślach i praktyce. Bowiem ich odczyt powoduje u mnie od razu silny wzrusz, łamanie głosu i płacz. Są to dla mnie bardzo osbiste treści. Więc najpierw stwierdziłem, że je sobie daruję, bo jak to będzie wyglądać podczas występu… Ale Drzewa się uparły… że mają być. I rzeczywiście, gdy przychodzi ten moment i płyną rymy, robię długie przerwy i głos mocno drga, z wielkim ‘’trudem’’ udaje mi się doczytać do końca. Uprzedziłem na początku, że może tak być. I widzę, że nikomu to jakoś nie przeszkadza. Pozamykali oczy i słuchają… Uff! Słowa płyną…

– Przytulasz. I odbierasz, jak wiele się zmienia. Zaczynasz czuć się dobrze, błogo, szczęśliwie, lekko, radośnie. Co takiego się stało? Jako, że drzewa nas widzą w sposób wielowymiarowy. Nie tylko emocje, nastawienie i stany, ale też wszelkie wyrwy w aurze, ubytki, podpięcia, blokady. Zdejmując je i udrażniając przepływ energii, powodują, że wracamy do naturalnego nam stanu czucia i bycia.

IMG_1403

Opowiadam o symbolice i ich znaczeniach. Ludowych wierzeniach związanych z poszczególnymi gatunkami. Które na co pomagają i w jaki sposób wspierają? Osobiste historie. Jak brzozy ostatnio zrobiły mi kawał? Czy Drzewa się gniewają? W jaki sposób nas postrzegają? Jak sam uzdrawiałem swoje emocje z ich pomocą, pozbywając się lęków i traum? Jak się z nami komunikują, na co zwracać uwagę, aby rozpoznać gdy do nas wołają? Dlaczego drzewo czasami nie chce się kontaktować, i jak daje o tym znać? Co możemy rozpoznać za pomocą dłoni? Widzę, że niektórzy mają notesy i zapisują  Czuję, jak ręce mi zdrętwiały i zaczynają mrowieć. Zupełnie jak przy dębach. Płynie energia drzew. I jakoś wtedy, zdarzył się ten moment. Zupełnie straciłem z oczu ludzi którzy byli przede mną, zamiast tego wokół ukazały się Wierzby, Klony, Lipy, Dęby, Topole, Sosny, te które rosły nad pobliską rzeką. Ale takie trzy razy większe niż normalnie. Pochylają się nad nami. Wizja. Kiedy widzenie mi wraca, wokół mnie tłum. Szybko zapełniły się wolne miejsca. Ludzie pojawili się nie wiadomo skąd. A ja wiem co się właśnie zdarzyło – otrzymałem leśne wsparcie. Drzewa zadbały, aby słowa dotarły, tam gdzie miały. I łatwo jest opowiadać, kiedy ma się co. A z każdym Drzewem, tyle więzi i wspomnień. Historia Dęba Radosława i jego słowiańskich wojowników. Lipowe przesłanie zgody i współpracy. Brzozowe tańce i uzdrawianie w świetle. Wierzbowa moc przodków i praktyki szamańskie, zapomniane gusła, zabobony, tajemnice, legendy. Wiązowe wybaczanie, współczucie, zrozumienie. Drzewa Umysłu, orzechy i kasztanowce. Drzewa Kobiece, seksualność, wyrażanie siebie i pragnień, odwaga, samoakceptacja, Moc Ziemi, płodność. Drzewa Ochronne i te od wspierania realizacji marzeń. Olchy przemawiają długo, szumiąc wierszem o sprawach swego codziennego istnienia. Informacji wypływa mnóstwo, a drzewne charaktery odczytuję w rymowanych wierszach, tych jakie podały mi one same…

Opowiada mi lipa o pewnej istocie, 
Co zrozumienia, przynosi krocie

I rzeczowe, przedstawiając dowody,
Podąża drogą, pradawnej zgody.

Gdzie się pojawi, tam spokój ścisły
I wnet kiełkują, 
Już nowe pomysły.

Objawiają się z takim darem, 
Realizowane, pod wspólnym sztandarem

I gdy jasności przypływa tchnienie, 
Pojawia się u niej, wszelkie zrozumienie

Dla innych

Odbieram, że chcą drzewa przekazać maximum co można. Każde woła, aby mówić o tym, o tamtym. A tymczasem zaczynają się pytania. Większości z nich nie pamiętam. Słuchacze pytają o swoje drzewa, jakie przy nich widzę, odczuwam? Choć spodziewałem się, że tak się zdarzy, była obawa. Ale rozpoznanie idzie mi płynnie. Od razu wiem. I odpowiadam, przy Tobie Modrzew i Brzoza, a obok pani sosna z akacją. Gdzie indziej dąb i wiąz. Każdy się dowiedział. A potem, kolejny szok. Ludzie podchodzą i pytają o wspólne warsztaty, wędrówki, o numer telefonu. Kalendarz spotkań niespodzianie się wypełnia po brzegi. Ktoś mnie ściska i mówi, że teraz dopiero wie, po co tu przyjechał. Inna osoba przedstawia się, i że jechała specjalnie aby mnie poznać. Kochani! Tak bardzo mnie zaskoczyliście i ucieszyliście. W gąszczu pytań, dociekań, i opowieści, zupełnie zapomnieliśmy o czasie. Za chwilę słyszę, że znacznie przekroczyliśmy ten nam dany, i od dawna już pora na kolejny wykład, a następny prelegent czeka. Widzieć niepocieszone miny słuchaczy na wieść o końcu spotkania – bezcenne… Ale to nie był jeszcze koniec. Po chwili wędrowaliśmy już sporą grupą przez plac i usiedliśmy w cieniu sosnowego kręgu, gdzie z radością kontynuowałem nasze spotkanie…

IMG_1424

IMG_1425

IMG_1431

IMG_1423

IMG_1422

A gdy już zegnali nas ze sceny 😅

Usiedliśmy z mniejszym gronem, w sosnowym kręgu nieopodal. Tu kolejne porcje pytań i opowieści. Odczytałem kilka przesłań, znowu z niemałym wzruszeniem. Każdy mógł podzielić się swoimi osobistymi doświadczeniami z dendroterapią. Inni opowiadali o swoich przeżyciach z Drzewami. Podzieliłem się wspomnieniami z wielu osobistych procesów, wracając do historii jak to Dąb Radosław robił mi terapię uwalniania lęków. Jeszcze więcej skupienia, intymności dla nas wszystkich. Takie kameralne, nieplanowane spotkania też mają urok. Inni pytali o swoje drzewa, które ‘’na żywioł’’ wskazywałem 🍁

Drzewnych braci czas radości, 
Dawnych powitają gości,

Swych przyjaciół, z innych czasów, 
Którzy zawsze blisko lasów,

Gwar podnoszą z głośnym szumem, 
Aby się uścisnąć z kumem

Jesion, brzoza, wiązy, świerki, 
Dosyć już tej poniewierki,

Wrócił druh nasz zapomniany, 
Z tylu zdarzeń dobrze znany,

Lipa zwraca się do Ciebie, 
Gdybyś w jakiejś był potrzebie,

Z nią odkryjesz znowu siebie 
Bo, choć może o tym nie wiesz,

Właśnie tam prowadzą drogi
Wszystkich istot świata srogich

Z grabem przyjdzie zrozumienie, 
Czym na Ziemi jest Istnienie,

Po co tyle zła i zniszczeń, 
Gdzie ocena, bunt umysłu

Więc gdy w środku Cię zaboli, 
Oddaj pokłon swej Topoli

Życie czasem daje pstryczka, 
Rzecze biała śnieguliczka,

Ty masz z tego czerpać wnioski, 
Aby żegnać, dawne troski,

O to Duszy chodzi przecież, 
By doświadczać, na tym świecie,

Wiedzy nowej wieszczy połów, 
Ptak Twój Mocy – Druh – Rybołów

Umysł uśpij, tam już znane, 
Serce otwórz, będzie dane.

IMG_1438

IMG_1443

IMG_1439

IMG_1433

IMG_1440

Owocowe spotkania i historie z życia

Pamiętam taką dziewczynę z którą jechaliśmy w obie strony. Z tego co zapamiętałem – podczas harców na trampolinie tak uszkodziła sobie nogę, że lekarze nie dawali nadziei. Miała mieć jakieś szanse po przejściu 6 skomplikowanych operacji, z których każda miała kosztować po 30 tysięcy. Ale ona się nie poddała… Kosmos chciał, że do jej rąk trafiła książka ” Potęga Terazniejszości” po której to lekturze postanowiła wyzdrowieć. Doszła do tego surowa dieta i witariańskie soki, no i udało się. Dziś chodzi. Fenomeny.. Na festiwal jechałem z intencją, aby dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co mogę zrobić dla swojego ciała, aby być jeszcze bardziej pełnym energii i harmonii.

Poznałem podczas pobytu wielu niezwykłych ludzi, których historie mogłyby stanowić treść osobnej motywacyjnej książki. A w podróży natrafiłem na niezwykłego człowieka, który zwie się Jacek Borysiewicz  Dlaczego Wam o nim piszę? Nasze żywoty to opowieści i sploty rozmaitych zdarzeń, przenikają się i inspirują. Jacek też wybrał żywot podróżnika – wędrowca, jakże jednak odmienny od mojego. On odwiedza po kolei wszystkie możliwe magiczne festiwale i zloty, gdzie obdarowuje ludzi ozdobnymi czarodziejskimi przedmiotami, sprowadzanymi wprost z Indii. W jego sklepiku znajdziecie torby, egzotyczną biżuterię, notesy, księgi, figurki, kadzidła, mandale, łapacze snów i inne cudactwa, których nawet nazwać nie umiem  Facet zorientowany chyba na wszystkie możliwe tematy, lekki gawędziarz i przemiły towarzysz. Zwykle miewa wolne miejsca w aucie, więc zawsze można się z nim zabrać na któryś z kolorowych zlotów. A jest tego w sezonie, bo i Harmonia Kosmosu, Festiwal Wibracje, Festiwal Kocham Cię, Jedności, itd… Tam go znajdziecie  Poniżej dwa magiczne przedmioty z jego sklepiku, jakie goszczą już w mojej przestrzeni.

P90605-174159

P90605-174348

Jackowi dziękuję za pełną wrażeń podróż, Twoją życiową mądrość, dystans, i wszelką wiedzę.

Na stronie India Silk znajdziecie owe kolorowe cuda 24h.

PS. A ”Wielka księga Drzew Mocy” powstanie  Bo szumią liście, że jednocześnie, swobodnie pracuję już nad drugą książką, w które zawarte zostaną spisane przeze mnie przesłania, oraz Wasze historie, będące świadectwem pomocy Drzew. A w tym oto notesie, będę spisywał w lesie nowe wiersze 

Warsztaty…

Tych było wiele. Nie sposób wymienić wszystkich. Od rodzajów diety i sposobach ich stosowania, po sport, duchowe uzdrawianie, permakulturę, jogę, medytacje, bębny, malarstwo, tantrę, ekologiczne rolnictwo, podróże, i co kto zapragnie. Istota zakochana w teatrze, lekkości i sztuce poprowadziła na Owocowym Festiwalu spotkanie na temat swobody ciała, pokazując nam gimnastyczne ‘’sztuczki’’ o jakich się nie śniło. Były to moje pierwsze warsztaty w życiu w jakich wziąłem udział… I cóż powiem  Nie wiedziałem, że ruch być tak swobodny, zaufany i płynący, naturalny! Oraz, że nasze ciała posiadają takie giętkie możliwości Było wzajemne malowanie, biegi, skoki, wspinaczki, podnoszenia, relaks, otwarcie, swoboda, nowe… I od tego momentu pamiętał będę, że dusza wyraża się w szczęściu również poprzez chwiejne upadki, odważne kroki, nieco wysiłku i zginanie pleców 

IMG_1447

Dziękuję Ci Maria, za tą niezwykłą lekcję. Jesteś świetna w tym co robisz. Udało Ci się wydobyć z nas wszystkich ogrom zaufania, kunszt beztroskiej finezji, oraz odwagę w wyrażaniu swojego piękna. Długo tego nie zapomnę. A profil Marii znajdziecie tutaj:  Maria Wendland

Podziękowania:

🌳 Dziękuję leśnie wszystkim uczestnikom, tego małego spotkania. Za Waszą wyrozumiałość, ciepło i otwartość Serc, wszystkie przytulenia, uśmiechy, wieści i wspomnienia. Wszystkim moim gościom za Waszą obecność, wszelkie niezwykłe pytania, wspólny czas i dar poznania Waszych Dusz – nie zapomnę tego do końca życia, składam serdeczne podziękowania. Gospodarzom i organizatorom. I mam nadzieję, do zobaczenia na kolejnym kolorowym festiwalu 

Specjalne podziękowania kieruję do Zuzi Jóźwik za przytomną i wspierającą mnie obecność, oraz wykonanie niniejszych zdjęć.
A to pamiątkowy plakat z przygotowań. 

https://owocowyfestiwal.pl/sebastian-czeremcha/