Wakacyjne opowieści. Powitanie lata w szkole.

Bywa, że prosto spod księżyca, z krain zalanych srebrzystą poświatą pól, łąk i lasów, trafiam do szkół i przedszkoli, aby opowiedzieć o swoich kolejnych przygodach. Tak też zdarzyło się tym razem. Buszowałem akurat w najpiękniejszych zakątkach swojej okolicy, celebrując przybierającą już księżycową pełnię, obserwując jelenie, sarny i borsuki, kiedy odezwała się do mnie Ela BUczyńska, utalentowana malarka i dekoratorka mieszkań z Galeria Pozytywna – Piękne obrazy i wnętrza, Elżbieta Buczyńska. Z pytaniem, czy nie odwiedziłbym dzieci z opowieścią w szkole, do której uczęszcza jej córka. Powiem Wam, że w pierwszej chwili nie do końca mi to ‘’pasowało’’ no bo tu księżyc, widoki, mgły, zwierzęta, żal wyrywać się z takiego świata! Ale pojechałem, i jak się okazało, nie żałowałem ani trochę. Mazurska natura ugościła mnie spełnieniem wielu przyrodniczych marzeń, o których nawet już, gdzieś tam zapomniałem, że je posiadam. Pomyślałem też, że początek wakacji i końcówka roku szkolnego, to świetny czas, by o wielu ważnych sprawach opowiedzieć. Za chwilę dzieci ruszą na kolonie, wycieczki, wczasy, może pod namioty i w lasy, a tam na pewno spotkają się z różnymi sytuacjami wkraczając w dojrzewającą lęgowo i rozrodczo przestrzeń zwierząt. Inne będą buszowały po swoich ogrodach i na działkach. Szybko więc ubogaciłem i przystosowałem swoją prezentację o bardziej aktualne na sezon treści. Do szkoły pojechaliśmy rankiem…

64549481_466138347522552_8659450699270062080_n

Tu już wakacyjne pustki. Trochę problemów z zainstalowaniem sprzętu. Więcej niż zwykle. Okazało się, że nie mój laptop nie posiada jakiegoś tam odpowiedniego wejścia, aby połączyć go z tablicą multimedialną. Opcja zastępcza, puścić z drugiego laptopa, ale wtedy nie będzie dzwięku. Improwizacja! Wpadam ostatecznie na taki pomysł – z jednego komputera puszczam prezentację dzięki czemu mamy obraz, a Ela z drugiego klika to samo, i mamy jednocześnie głos.Jakoś udaje się to zgrać.

Pora trafia trochę nie najlepsza. Dzieci są już myślami w domach, bo przecież ostatnia lekcja w tym roku szkolnym. Mimo to, udaje się rozbudzić zainteresowanie. Ale nie to jest aż tak ważne. Zauważyłem jedną ciekawą rzecz. Zawsze, podczas spotkań z ludzmi trafiają się 1-3 osoby, co do których mam wrażenie, że jestem tam specjalnie dla nich. Że tylko do nich przyjechałem. Nie umiem tego wyjaśnić. Tak zdarzyło się podczas Owocowego Festiwalu. Pamiętam jednego pana, który po występie podszedł do mnie i powiedział ‘’Nie wiedziałem po co tu jadę, czułem że muszę. Teraz wiem, że miałem przyjechać do Ciebie’’.
Jedna z dziewczynek zadaje mnóstwo pytań, widać, że bardzo się interesuje wszystkim. Inny chłopak pyta, kiedy znów przyjadę. I wiem, że dla nich głównie tu dziś jestem. Trochę jakby się ‘’spowiadam’’ w tych opowieściach. Dlaczego kiedyś nie przepadałem szczególnie za sarnami? Mówię o swoich ‘’wędrownych zasadach’’ pierwszeństwa dla zwierząt. A z sarnami było tak, że były i trafiają się wszędzie. I często. Nie chcąc im przeszkadzać, musiałem albo czekać w bezruchu, lub mocno nadkładać drogi. Uważałem, że te płochliwe zwierzęta nic ciekawego pokazać nie mogą. Przeczytałem przecież na ich temat wszystko, co można było. Aż pewnego dnia…

64305385_374690860065959_2708286212262592512_n

Byłem świadkiem takiej sceny. Do polnego zagajnika z dwóch stron, zmierzają właśnie sarny. Była to wczesna jesień. Zwierzęta zbliżając się do kępy zadrzewienia, już z daleka się słyszą. Kiedy z szelestem pokonują pas krzaków i trzcin, wreszcie stają naprzeciw siebie. Tu dzieje się… Coś. Co raz na zawsze zmieniło moje podejście do płowych wędrowców. Dwie grupki, z których na przód wychodzą kozioł i koza. Zbliżają się do siebie. Już, już, są ‘’łeb w łeb’’. Chwila wzajemnego wąchania. Ale mam wrażenie, że dobrze się rozpoznają. Wtedy on… Liże jej szyję i przy uchu. Po pyszczku. Ocierają się szyjami, jak dawni przyjaciele, którzy spotkali się po jakimś czasie rozłąki. Zupełnie jak przytulający się na powitanie ludzie! Widzę, jak bardzo oboje się cieszą. Za chwilę krótka gonitwa i kilka bryków w suchej trawie. Radość! Po czym zaczynają wspólnie jeść zielone, razem z resztą stadka. Od tamtej pory zacząłem poświęcać sarnom więcej cichej uwagi, odkrywając jeszcze ciekawsze zachowania. Nie mam wątpliwości, że zwierzęta znają się wzajemnie i potrafią okazywać sobie czułość. Tęsknią, a nawet zakochują się. Są tak podobne do nas…

Odgłosy z kniei, puszczy, pól i łąk. Ptaki i zwierzęta. Przesłuchujemy wiele. Piskliwe zawołania czajek i ”czyrkania” kuropatwy. Dlaczego te niegdyś pospolite ptaki zagrzebują się w śniegu? Zimowe wycia lisów. Pohukiwanie dudka. Przy każdym zwierzęciu jakieś ciekawostki. Czym żywi się piękny dudek i dlaczego lepiej nie próbować szukać jego gniazdka? Wesoło biegająca pliszka siwa – aż taki z niej wyrafinowany i skuteczny łowca owadów? Jakie sztuczki dla własnej obrony stosuje zaskroniec? Kunszt kojącego śpiewu słowika zasiewa ciszę. Wrzaski żurawi nad rozlewiskiem – ożywienie. Co to tak trąbi? Jak najlepiej i gdzie je obserwować? Jakich zasad przestrzegać, by zwierzętom nie przeszkadzać? Dziś kładę nacisk na inne rzeczy. Dlaczego nie należy dotykać i zabierać młodej sarenki, a tylko jak najszybciej się oddalić? Jaką krzywdę zrobiliśmy zwierzętom, gdyby zabrać je ‘’na wychowanie’’? Bo przecież tylko wygląda na porzuconą, a matka jest gdzieś w okolicy i odwiedza ją kilka razy dziennie aby nakarmić, w pierwszych dniach życia. Wkrótce będą przemieszczać się razem. Co to są podloty? Jak ptasi rodzice opiekują się młodymi, które opuszczają gniazdo, nie umiejąc jeszcze w pełni latać? Dlaczego takich ptaków nie wolno zabierać ani ‘’ratować’’? A kiedy pomagać się powinno? Skupiamy się też na specyficznych enklawach natury, jakimi są ogrody, w których też można przecież pomóc różnym zwierzętom na wiele sposobów. Tym samym pomóc sobie, przyrodzie i mieć bardziej kolorowy, brzęczący i ciekawy ogródek. Tak zwane Hotele dla Owadów i ich mieszkańcy rozbudzają zainteresowanie. Czy skorek zwany potocznie szczypawicą może być grozny? Jak zbudować taki domek? Jakich materiałów użyć, aby zapewnić bezpieczne zimowisko konkretnym gatunkom owadów? Komu pomagamy? Kto to jest Złotook? Co będzie najlepsze dla biedronek? W jakich materiałach najlepiej zadomowią się miniaturowe, ‘’udające osę’’ kolibry, czyli bzygi? A gdzie dobrze poczują się pszczoły samotnice i trzmiele? Dlaczego warto pomagać nietoperzom, i zawieszać dla nich budki? Jak one polują, i postrzegają swoje ofiary? Czy prawdziwą jest bzdura, że wplątują się we włosy? Tu mówię, dlaczego tak lubię podczas wędrówek czy czuwania, kiedy nietoperze fruwają wokół mojej głowy. I ile komarów potrafią złowić w ciągu nocy. Jak to możliwe, że włochata ćma ‘’słyszy’’ polującego nietoperza, i jakie stosuje strategie obronne? Upały dają się we znaki nie tylko nam, ssakom i ptakom. Pokazuję jak w bardzo prosty sposób zrobić w ogrodzie poidło dla pszczół, z dowolnej miski i garści keramzytu.

Potem przychodzi czas na moje ulubione bobry. Opowiadam o ich rubasznych zachowaniach, jakie udało mi się podpatrzeć. Ich urok to jedno, lecz ciekawsze jak ten niezwykły architekt pomaga nam oszczędzać wodę i chroni przed skutkami zmian klimatu? Dlaczego nie wolno niszczyć ich tam, które działają jak naturalny filtr? Jak bobry chronią różnorodność biologiczną i pomagają znacznie rzadszym gatunkom zwierząt? Jak ich obecność sprzyja nam wszystkim, a przede wszystkim rolnictwu? Mam mnóstwo zdjęć ze swych okolic, dokumentujących pozytywne działania bobra, które pokazuję.

64988120_471964730217304_4621916729310707712_n
Gawęda o rykowisku jeleni wraz z ich mocarnymi odgłosami, które nagrałem, przenosi w świat pierwotnej puszczy, budzi wspomnienia i dreszcze.

Lisy i wilki. Niespodziana dyskusja o drapieżnikach robi się ciekawa. Wspólnie, po kolei obalamy wiele mitów na temat tych pożytecznych i potrzebnych w naturze zwierząt. Z pomocą przychodzi nauka i jej dane. Bo przecież lis żywi się w głównej mierze gryzoniami. Jest to przewaga w jego diecie, szacowana, zależnie od okresu i dostępności na 70 do 90 kilku %, z wszystkiego pokarmu jaki chwyta. Ciężko oszacować, o ile taka lisia rodzina mieszkająca w stogu, zwiększa rolnikowi wydajność plonów w okolicy. Bo przecież gdyby nie one – dojrzewającym ziarnem zajmą się chętnie myszy i norniki. Zjada też duże ilości padliny oczyszczając lasy i pola, chroniąc nas przed potencjalnymi epidemiami. Złodziej kur? A wilk, który pochwyci owcę z pastwiska? Staram się wyjaśnić motywy działania drapieżników. Jak to jest w świecie przyrody, gdzie od każdego dnia, gdy jesteś wilkiem czy lisem zależy Twoje przetrwanie. A każde zwierzę, gdy tylko może oszczędza siły i zdobywa pożywienie w jak najprostszy sposób. Nie jest świadome, że to czyjaś własność. Posługuję się wtedy takim przykładem. Wyobraz sobie, że idziesz, wędrujesz po lasach, głodny, już nieco zmęczony, niepewny jutra. Nagle – cud. Przed Tobą na ścieżce wyrasta ciepły, parujący, ulubiony posiłek. Pytanie, co robisz jeśli wiesz, że i jutro możesz niczego nie znaleźć – zastanawiasz się czyje to i czy wolno, czy korzystasz z okazji i zjadasz? I wiadomym staje się, że wilk nie czyha na nas ani nasz dobytek – w końcu od blisko 100 lat w europie nie zanotowano przypadku ataku tego zwierzęcia na człowieka. Ma zakodowany paniczny strach przed nami. Wspominam jak to było, kiedy spotkałem je w Kampinosie. Wracam też opowieścią do sprytnego hodowcy drobiu z moich okolic, który za jednym pomysłem rozwiązał problem lisów i jastrzębi łaszących się na jego kury. Postawił drewniany kurnik. Wokół niego, rozpostarł na metalowych prętach jakąś zieloną, gęstą siatkę. W ten sposób jastrząb przestał stanowić problem. Ale co z lisem, który nadal mógł się podkopać? To rozwiązało się jeszcze prościej. Razem z kurkami w tym ogrodzeniu zamieszkał na dzień wiejski piesek, który ptakom nic złego nie robił. A lisa gnał. Pies miał tu sporo przestrzeni dla siebie. Po jednej próbie lis nie odważył się więcej podchodów, wiedząc że stadko cały czas jest pilnowane pod opieką czujnego psa. A człowiek po raz wtóry pokazał, że w pełni zasługuje na miano którym tak ochoczo się tytułuje – Istota Rozumna. I przy odrobinie użycia tych zasobów umysłu, oraz chęci można pokojowo rozwiązać wiele człowieka z przyrodą ‘’spraw spornych’’.

Mazurskie łąki i jeziora przywitały mnie już pierwszego dnia leśną obfitością. Tym więcej jest co opowiadać. Bo przecież to wszystko dzieje się tuż na tyłach domostw moich małych słuchaczy. Ślady łosia na piasku i derkacze skrzypiące w trawach. Jelenie wychodzące na wilgotne łąki. Wystarczy usiąść wieczorem wygodnie na snopku siana… Latające, pocieszne słonki ze swym tajemniczym ‘’chrumkaniem’’. Guniaki czerwczyki, sezonowe chrząszcze brzęczące złowrogo niczym szerszenie. Kormorany i ryby w czystych jeziorach, które można obserwować godzinami. Pójdźki i Puszczyki urągające ciszy po nocach. Oglądamy kilka filmów, użyczonych mi na takie okazje przez znajomego Przyrodnika. Kąpiące się łosie i potyczki jeleni. Baraszkująca kuna. Ptaki pluskające się w sadzawkach. Daniel brykający wiosenną radością życia. Swobodny taniec żurawia, i rodzina dzików mażąca się w błocie. Sójka sadząca dęby. Zwierzęta dobierające się do kamery! Tu znów kolejne wspomnienia letnich i zimowych spotkań z łosiami, dzikami… o tych drugich szczególnie uwielbiam mówić. Bo nie sposób wyrazić jak mądre to zwierzęta, rodzinne i zmienne w charakterach. Swego czasu znałem poszczególne dziki w swojej okolicy, które rozróżniałem po kształcie ciała, zachowaniach i odgłosach. Po dwóch godzinach czas nam kończyć – wreszcie ruszyć i poznawać wszystko to, czego dowiedzieli się na prezentacji. Pożegnanie bardzo miło. Dzieci wręczają mi dyplom z podziękowaniem od nauczycieli i dyrekcji. Ktoś pyta, kiedy znów przyjadę. Jeden z chłopców tak bardzo się zaciekawił. A ja mam nadzieję, że ta ciekawość zakiełkuje i wyda owoce. Może któreś z nich poprosi rodziców o atlas lub przyrodniczą książkę. Może w którymś ogrodzie zawiśnie owadzie schronienie, lub pojawi się najprostsze poidło. A kolejny nieporadny napotkany podlot zostanie z rodzicami, ucząc się pełni ptasiego żywota na wolności.

🐼 Dziękuję bardzo za ten cudowny czas, moim małym cierpliwych słuchaczom, nauczycielom za okazaną pomoc techniczną i możliwość podzielenia się cząstką siebie  A jeśli macie ochotę, abym zajrzał i do Waszej szkoły, śmiało pytać można  Pod koniec września, po rykowisku będę już pełen wrażeń, opowieści i gotów 🐗

64694778_423770964875160_9036887915526881280_n

Dzieci wręczyły mi dyplom z podziękowaniem od nich, Dyrekcji i Nauczycieli. Wyjątkowa pamiątka, już wisi w moim pokoju 🙂

64904222_2443285705902341_3100117349986992128_n

W blasku błyskawicy. Owocowi goście i nocne czuwanie z burzą.

Dziś w mojej leśnej przestrzeni – Witarianie  Przyjeżdżają osoby poznane na Owocowym Festiwalu. Niezwykłe historie kolei żywota. Sławek przez większość życia był zapalonym wędkarzem. Teraz na surowej diecie, z totalną zmianą świadomości, nurkuje i podziwia ryby, które niegdyś łapał. Opowiada mi niestworzone rzeczy, jakie podpatrzył w głębinach! Maleńki ciernik budujący gniazdko ze staraniem w ciemnej toni uruchomił wzruszenie, od tego zaczęło się zrozumienie i osobista przemiana. Że ryby, to istoty, których codzienne życie i sprawy niezbyt odbiegają od naszych spraw. Fascynujące, delikatne, mądre. Mówi mi o ich charakterach i ciekawości. Jak grupa linów podpływała aby przyjrzeć się nurkom. O szczupaku, który podpłynął i którego głaskali z kolegą, a on wyprężał grzbiet pod dłonią, jakby mu się podobało  Wiedzieliście, że karpie na dnie stawu wykopują sobie muliste doły w których lubią wypoczywać, i urządzają sobie takie ‘’łazienki’’ miejsce z wystającą gałęzią, aby się o nią ocierać i drapać? Zupełnie jak dziki  Chłonę tajemnice głębin ze słów mojego gościa. Kosmos zagadek, dostępny w skafandrze na wyciągnięcie ręki. A tymczasem Przyroda nam dopisuje…

Zaraz po wyjściu z auta widzimy w jęczmieniu sarnę. I wszystko dzieje się w ciągu jakichś 10 minut… Na przyleśnej dróżce obok rzepaku wynurza się łania, ta obserwuje nas długo, ani drgniemy. Wreszcie wchodzi spokojnie do lasu. Robimy kilka kroków, kiedy znowuż z rzepaku pojawia się czarny kształt. Młody dzik, wycinek, samotny. On nawet nie ucieka. Rzepak raptem cichnie – jakby zwierz się położył. Boso przechodzimy tuż obok niego. Kolejny szelest. Na ścieżkę wychodzi nam borsuk. I znów pogrążamy się w bezruchu, patrząc jak grubasek kręci się i węszy. Szturmują nas zaciekłe komary. Co tu się dziś dzieje! Pierwsze kroki pod lasem, a pojawia się tyle zwierząt. Pamiętam jak pytałem przed wyprawą drzew gdzie się udać, i usilnie wołały tutejsze brzozy. Widać przygotowały nam niespodzianki. Wdzięczność  Trzeba być naprawdę cicho. Szybko mówimy już tylko szeptem, nie chcąc przeszkadzać świątyni tutejszych mieszkańców.

P90611-043127

Ciepło, cieplutko… Całą noc spędzam boso. Przygląda się nam połówka wzbierającego księżyca. Pełnia za kilka dni. Na łące się rozstajemy. Bo za moment zwierzęta zaczną tutaj buszować własnym rytmem. Każdy do swojej czatowni, gdzie osobno spędzamy krótką nockę, zatopieni w ciszy swoich procesów. Frywolne nietoperze wirują wytrwale podlatując tuż do twarzy, albo przenikając w pędzie między belkami ambony. Pomocni towarzysze, nocni łowcy i żywe środki komarobójcze. Dobrze poddać się ich opiece. Owady dokuczają znacznie mniej. Czas oswajać z bladym mrokiem. Czerwcowe Białe Noce parują zapachem dusznego siana i orzeźwiającej wody, kiedy zaciąga chłodem z nad bagna. Tu ‘’piłują ciszę’’ nocni mistrzowie ptasi. Słowik, rokitniczka, łozówka, i monotonny świerszczak. Tylko bąka jakoś brak… bez niego, to nie to. Niespodziane wabienia sikorze i szczebioty jaskółek, to sprawka naśladowców – rokitniczki i łozówki. Ale one potrafią wpleść w swój repertuar chyba każdy zasłyszany głos. Trochę jak papużki faliste. Rozróżniam jeszcze jeden szeleszczący śpiew. Chwila skojarzenia – tak, to strumieniówka! Kolejny niepozorny maleńki śpiewak bagienny. Zawsze kiedy słyszę takie ptaszki, chce mi się śmiać. No bo jak to tak – otwierać gardziołko przez tyle godzin, żeby wydawać z siebie tak nużący, jednostajny dzwięk? Przysłuchuję się strumieniówce. I dochodzę do wniosku, że jej śpiew wybrzmiewa tutaj w idealnej harmonii z otoczeniem. Jakby ktoś pocierał szorstko suche źdźbła trzcin. Ona w nich mieszka, jest przesiąknięta szuwarami na wskroś. Może w ten sposób składa hołd roślinie, z którą na wieki splotła swe istnienie? Mistyka rozważań.
Coś pluska z gromem rozgłosu. Jakby z nieba spadł kamień na wodę. Aż drgam. Pewnie skoczyła jakaś wielka ryba. Bagno odpowiada niepokojem. Mamrocze sennie żuraw i chrypi czapla. Rozwrzeszczało się kilka kozłów saren ukrytych w okolicy.

Błyska się. Cichutko podzwaniają polne świerszcze. Ta noc naprawdę czaruje… przez kolejne godziny podziwiamy oboje formującą się burzę. Jej pomarańczowe jądro rozświetla się co kilka sekund, w kłębach burych chmur. Wygląda złowieszczo, ale i zachwyca. Na ziemię spływają stroboskopowe fale światła. Pod czatownią rozrabia niezgrabny borsuk. Potrafią nahałasować. Za chwilę przez sianokos drepta jenot. Żadne z większych zwierząt nie odważyło się dziś wyjść na świeży pokos. Zbyt gwałtowna zmiana. Ale szary nocny wędrowiec ma to gdzieś. Węszy i rozkopuje trawę. Kwik niedalekich dzików, chyba się pogryzły. Dziś mgieł nie będzie. Nie ma nawet rosy. Energia błyskającego żywiołu pochłania w siebie całą dostępną wilgoć. Szarzeje świt…

P90611-050811

Nadchodzi w rozbłyskach. Wymija nas bokiem. Ptaki nic sobie z tego nie robią, skowronki zaczynają nucić jakby nigdy nic. Robi się widno. Bure smugi sunące tuż przy ziemi. Lisie rodzeństwo… Widać, że nie są jeszcze wyrośnięte. Bawią się i dokazują na dróżce. Skoki, zaczepki, uniki! Jak to dobrze weselić się w świecie. Wyszły z pobliskiego stogu. Szybko się rozjaśnia. W ptasim zegarze wybijają kolejne pory. Za chwilę słychać już drozda, kosa, szpaki, rudziki – koncertuje cały leśny chór. Dostojne żurawie szybują z majestatem gdzieś na śniadanie wśród łąk. My rozmawiamy pod brzozami. Opowiadam o ich sennych marzeniach i tęsknotach. O czym mi kiedyś wyśpiewały

W pamięci Ziemi, 
Starszej niż czas,

Rósł tutaj niegdyś, 
Wspaniały las.

Pełen był mocy, 
Zachwycał potęgą,

Niemal świat cały,
Otulał wstęgą.

Do niego wracamy,
Jego wspominamy,

Z nim jednoczymy,
I o nim śnimy.

I pracujemy, wciąż razem w pokorze, 
Tęskniąc do tego, co wrócić nie może.

Ujrzyj go teraz, ten bór pradawny, 
Niech Ci ukaże, nasz sen się jawny.”

W jednym z wiszących liści uśpiły się trzy maleńkie muszki. Wyglądają tak słodko. Drzewa co i raz wtrącają się z liśćmi, które lądują bezszelestnie gdzieś obok nas. W pewnym momencie zauważam. Kozła sarny, który żuje, stoi, i gapi się na nas jakby nigdy nic. A przecież cały czas rozmawialiśmy normalnym głosem! Nie wiem jak długo nas słuchał. Odruchowo wskazują nań ręką by pokazać Sławkowi, wtedy zwierz umyka chrypiąc. Czyli – dopóki żeśmy nie zwracali na niego uwagi, i on nie czuł się zagrożony. Darzą nas zwierzęta zaskoczeniem swojej mądrości. Poranek targa ciepłym wiatrem, gdy sunąca burza przemyka obok. I nikt nie ma ochoty wracać…

Bohaterka gawędy: Strumieniówka

⚡️ A jeśli i Ty masz ochotę na podobną leśną przygodę, pisz, pytaj  Razem wymaszerujemy naszą wędrowną opowieść. Szczegóły w całorocznym wydarzeniu:

Księżycowy spacer w magicznym świecie Przyrody 

 

Ostatni odpoczynek jenota

Las szepta nieustannie swe najdziwniejsze opowieści, niemym świadkiem będąc najdzikszych zmagań. Nie ocenia, nie żałuje, i nikogo ze swoich mieszkańców nie potępia. Tylko pochłania wszystko w siebie, jedyną taką stając się mogiłą. Życie bez wytchnienia tańczy ze śmiercią, to w jedną, to w drugą stronę przechylając szalę odwiecznej równowagi. Bo i takie historie można wyczytać na szlaku leśnego pamiętnika…

Długo się zastanawiałem co z tym zdjęciem. Czy dodać, opowiedzieć…Bo natura taka piękna i dobra, w moich opowieściach zazwyczaj. A przecież wiem, że bywa różnie. Podczas wędrówek i czuwań widziało się niejedno. Był dzik zamarznięty wpół w lodzie, lis skuty mrozem strumienia, wydra, sarna utopiona, i pustułka zamrożona na gałęzi nad rzeką, na swym ostatnim posterunku. I wiele innych przypadków. Ten jenot śmiałkiem był nie lada, albo tumanem puchatym zgoła… Świadomie lub nie, wtargnął na lisie terytorium. Które oznaczone jest odchodami na kamieniach, co nawet ja zauważam maszerując. A on taki ma węch, o jakim mogę pomarzyć. W tym zagajniku znajduje się kompleks nor tak starych, liczących sobie niemal pół wieku. Ja nazywam to miejsce ‘’Lisim Pałacem’’ każdego roku podziwiając jak powstają nowe kopce żwiru, piętrzące się często na ponad metr. Ile tuneli, wlotów, wyjść awaryjnych, pułapek, labiryntów nie sposób policzyć ani odkryć wszystkich. Lisy mieszkają tu od bardzo dawna, o dziwo uczciwie dzieląc przestrzeń i z bażantami, zającami, sarnami. Czasem przyjmują borsuczego współlokatora, jeśli akurat jakaś z pieczar jest wolna, a borsuk potrafi przeforsować swoją rację. Ale nigdy jenota… Może dlatego, że to gatunek dość nowy w naszej faunie, i jeszcze nie zdążyły się zaprzyjaźnić. Konkurują ze sobą ostro. Jenot rzadko kopie własne nory, zamiast tego woli wprowadzić się do lisiej lub borsuczej. Co, oczywista nie podoba się właścicielom. Z daleka wyglądał jakby spał… Podchodziłem ostrożnie. Jest taki piękny. Zupełnie jak dziecięcy pluszak. Prawda uderzyła szybko. Przegrał. Uwalone ziemią łapki zdradzają, że próbował kopać, może nawet wszedł nieco do nory. Wtedy capnął rudy. Zmierzwiona, przygnieciona, stłamszona tu i tam sierść, świadczy o zacisku wrogiej paszczęki. Czuję się nieco jak Sherlock Holmes, ale więcej tu nie wybadam. Pozostaje zgadywać. Czy nie wyczuł zagrożenia? A może taki z niego był pewny swego bohater? Nie dowiemy się już nigdy. Lisy są bardziej sprawne w walce i zwinniejsze. Zaś puchaty jenotowy grubasek toczy się dość leniwie, kołysząc na boki, choć w potrzebie potrafi być równie szybki. Niejaki padlinożerca, sam stał się padliną… I tak tu właśnie jest. Ciągła zmiana. Jeden przepływ. Szczęście, uśmiech, jazgot, tragedie. I bocian wędrujący po łące, nie pogardzi małym zajączkiem lub pisklęciem. Nieustanna zamiana materii w energię.

P90301-152406

Nie było krwi. Nieco zdartej sierści. Prawdopodobnie, jeden właściwy chwyt i zbyt długa chwila w zwarciu, wystarczyła aby zadusić. Lis podziękuje za taki posiłek. Jest w świecie przyrody taka zasada, że jeden drapieżnik nie zjada drugiego, chyba, że w krytycznej potrzebie. Tak samo lisy nie zjadają swoich rywali, rzadko czasem pokonanych podczas zalotów, a potrafią odciągnąć daleko w krzaki, i nawet wyprawić pogrzeb – zakopać. Byle przy norze rudemu panu nie śmierdziało…

Jenotowy pech, to dobra wiadomość dla myszołowów, może nawet sikor bogatek, a na pewno każdego ptasiego obserwatora, który pierwszy wypatrzy z góry nietypową plamę. Już one wyprawią mu leśny pogrzeb… Krucze święto na przednówku. Za miesiąc zostanie parę kłębów sierści, rozgoni wiatr… Ucieszy się wielu. Co za bal, co za święto! Uśmiech losu, kiedy mrozy jeszcze trzymają.
Tym jaśniejsze staje się hasło ”nie oceniaj”.
Wysoko krąży kruk, kracząc niecierpliwie w oczekiwaniu swojej nagrody.

Patrzę po raz ostatni, jak spoczywa cicho. Żegnam się w hołdzie i pokorze, wobec odwiecznych praw władających tym światem. Nic tu po moim żalu i smutku. Wypada jednak życzyć smacznego nowym biesiadnikom. Oni dziś wygrali swój byt.

Pamięci puchatego wędrowca  🐹

Zimowa pieśń kniei. Lisie Marzenie.

Mróz kąsa zadziornie, jakby chciał wygnać ciekawskiego wędrowca ku domostwu ciepłemu. Pogoda znów rządzi się swoimi kaprysami. Miał być czerwony zachód słońca, gwiezdne niebo i księżycowe srebro czarujące ośnieżone pola wspomnieniem magii pradawnych zim. Tymczasem gapię się na skłębione chmury i siłuję na cierpliwość z lodowatymi podmuchami żywiołu. Nie tak miało być… Drzewa szemrają sennie, im aura obojętna. Mijają dwie godziny młodej nocy w czatowni, przerywane ratunkiem w postaci parującej herbaty z cytryną, kiedy dostrzegam szarą smugę prującą w pędzie białe połacie polnej pustki. No wreszcie jesteś! Tak się przed momentem zastanawiałem, gdzie się podziały lisy. I jeden oto gna. Mimo braku księżyca, widać doskonale. Ich czas, lisi bal godowy. Zwierz raptem przystaje w pędzie, osadzając się na ‘’siad’’. Co u licha leśnego jemu?

– Hauuuuu!! Auuuuuuu…Hauuu….! 

Nadlatuje zew z tęsknym akcentem. Kończy frazę ostrym szczeknięciem. Jakże idealnie to samotne lisie wycie wpasowuje się w biały krajobraz wszechobecnego chłodu. Pieśń rudzielca czaruje duszę, stawiając kropkę baśniowego zakończenia tego czuwania. I nie mogę wyjść ze wzruszenia. Taka niespodzianka! Po tylu latach obserwacji. Bo jeszcze nie zdarzyło się, aby lis odezwał mi się widoku, z tak bliska. Zwykle, słyszałem ich pieśń, gdzieś kołaczącą echem w oddali. Teraz przeniknęła do serca, w pełnym majestacie zwierzęcego sekretu. Mrozny cud. A on biegnie dalej. Może za tropem liszki… Po chwili znika mi z oczu.

9fda4937063395e250d1179a43a394ab

W lesie coś szura po liściach. Rozwiązanie pokazuje się niebawem, w postaci czterech saren wylegających z leśnego skraju na pole. Poruszają się swobodnie, ufnie. Zupełnie, zupełnie inaczej niż większość ludzi zazwyczaj ma okazję oglądać. Jedna jest ciut mniejsza od pozostałych, pewnie tegoroczny koziołek. On wybiega momentami na boki i nie trzyma szyku. Reszta podąża zgodnie. Widać, że maszerowały ‘’na pewniaka’’ i nie zatrzymają się tutaj. Choć schylają co i raz głowy do ziemi, jakby chciały wybadać, czy może jednak jest tu coś do zjedzenia. Rodzinna grupka. Jest bardzo wcześnie – dopiero 17ta. Jeśli zasadzicie się kiedyś na nockę pod lasem, to właśnie sarny wyjdą jako pierwsze. A spora szansa, że będą już na polach przed zmierzchem. Niezbyt dobrze radzą sobie z większym mrozem. Dlatego jako pierwsze ruszają na żerowiska. Dziwię się tylko, że wybierają przedzieranie się przez zaśnieżone pola, mimo pełnych paśników nieopodal. Na jelenie i dziki trzeba trochę zaczekać, a często nie pojawiają się wcale. Kiedy ich czarne sylwetki gasną na dalekim horyzoncie, z lasu wychodzą trzy kolejne. Czyżby aż tak rozproszona grupa? Te obwąchują świeże ślady poprzedniczek, i raznie podążają tą samą ścieżką. Mam przeczucie, że już na oziminie połączą się w jedną grupę. I kiedy ich czarne, nieco ‘’psie’’ sylwetki gasną na dalekim horyzoncie, decyduję się na powrót. Zimno daje w kość, i choć wytrzymałbym jeszcze… Te chmury. Nie będę jednak dziś czekał na dziki. Choć widok brnącej w śniegu watahy to nie lada gratka. Lis jednak bardzo wzruszył i zamyślił. Zastanawiam się, tak naprawdę, jak mało jeszcze widziałem. Bo i łosia w śniegu chciałoby się. I Żubra. I tyle innych, że o rysiu nie wspomnę…
Wracam szczęśliwy, spełniony i wdzięczny, oczarowany ciągle echem lisiego zewu, który rozbrzmiewa ze wspomnieniem mocą, jakby nigdy nie ucichł…

fox-at-night-painting-ericamaxine-price (1)

Lisie Misterium

Ośnieżone pola, otulone białą kołderką delikatnego puchu szepczą swą chłodną pieśń echem dalekiej pustki. Mroźne połacie wabią ku sobie czarem lodowej przestrzeni zaklętej w biel. Wiatr hula, woła, wyje osypując śnieżne drobiny wśród bruzd. Oziębłe psoty dziadka mroza. Pani Zima lodowatą dłonią, odkrywa swe tajemnice i urok, tym, którym aura nie straszna. Jak pradawna wiedźma, stara niczym sam czas, snuje iskrzące baśnie roztaczając wśród gwiaździstej nocy swe bezlitosne ramiona.

673562

Drzewa skrzypią boleśnie smagane kąsającymi powiewami, jakby skarżyły się na porę roku, a oblodzone gałązki trzeszczą im do wtóru kołysząc się chwiejnym rytmem, siejąc wokół niewidoczne lodowe kruszyny.

W takie właśnie noce nie mogę zbytnio zasnąć, tęskniąc za szczypaniem mrozu, nocnym widokiem bieli no i wrażeniami, jakie tylko zima dać może. Pomimo srogiej pogody, postanowiłem wybrać się na nocno – poranny spacer. Mamy przecież końcówkę stycznia, a to czas kiedy lisy harcują po polach i lasach rywalizując ze sobą, i szukając partnerek. Tu i tam, wśród zaprószonych poletek niosą się stłumione poszczekiwania, skolenia, odległe wycia. Lisi bal. To ich czas.
Nie spodziewając się wiele, z uwagi na pogodę (delikatny śnieg, a pod spodem chrupiący lód, hałasujący jak diabli) po spakowaniu i ubraniu ruszam na wędrówkę. Celem moim są rozległe trzcinowiska na zamarzniętych bagnach, otoczone polami, małymi fragmentami lasów, i zadrzewieniami.
Przebijam się przez skute lodem i śniegiem pola. Wiatr się uciszył. Po drodze dostrzegam jeszcze dwa zające siedzące na śniegu. Szaraki już dawno mnie usłyszały, a teraz podnoszą się czujnie oczekując. Omijam je łukiem, a one odskakują nieco ku pobliskiej łące.

1-X9jegzN5B14UdwO9YzrB3A

Dalej idę już ostrożniej, z jednej strony mając las, z drugiej trzciny. Co jakiś czas nasłuchuję. Panuje tu cisza. Jeszcze sporo przed godziną 6:00 docieram na miejsce i siadam na wydeptanej przez dzicze i sarnie przemarsze trawie. Za plecami mam pole, przed sobą rozległe trzcinowiska, za nimi las. Ze zdziwieniem słyszę świst kaczych skrzydeł, których stadko przeleciało gdzieś niedaleko mnie. Trwa oczekiwanie i słuchanie zimowych pieśni kniei… W pewnym momencie dobiega mnie dalekie, stłumione poszczekiwanie. Omamiony rzekomą odległością ignoruję je. Czas jakby spowolnił. Zimno nie kąsa. Rozgrzany po marszu, odpowiednio ubrany mam sporo czasu zanim chłód zacznie się dobierać. Delikatnie prószy śnieg. Nagle do świadomości przebija się pospieszne, acz stanowcze stąpanie. Przed sobą nie widzę nic, za sobą… odwracam głowę i… jest! Poznaję od razu. Lis sznuruje z nosem przy ziemi i to w moim kierunku. W pewnym momencie skręca nieco, podążając za niewidocznym dla mnie tropem. Piszczy przy tym, zupełnie jak mały psiak – pierwsza myśl, ranny, chory? Nie, porusza się normalnie. To godowe podniecenie, podąża tropem liszki. Mija mnie dosłownie w odległości może 10 metrów, nie zauważając i oddala się popiskując rozkosznie. Cóż za radość w sercu! Nie wiem jeszcze, że to nie koniec wrażeń na dzisiaj.

Curled Up Fox

Mijają kolejne minuty. I następne. Coś subtelnie stąpa głęboko w trzcinach, nie chcąc jeszcze się ujawnić. Delikatne trzaski. Tknięty dziwnym uczuciem wstaje bezgłośnie, aby się rozejrzeć. Nic. Mija trochę czasu, stoję nie marznę. W pewnym momencie skupiam wzrok na jednym miejscu, dostrzegając niepozorny ruch. Chwila wyczekiwania, i tak – znowu lis! Widzę wyraznie, że jest większy od poprzednika. Jest też sprytniejszy – używając mniej ośnieżonych fragmentów pola kukurydzy, podszedł mnie całkiem blisko. Ale jeszcze nie rozeznał „kto zacz”. Przypatruję mu się niemal na bezdechu. On węszy, bada, sprawdza. Śnieg opada na powieki i topnieje wolno. Za mną narasta hałas. To dziki, które zdążyły wrócić po nocnym żerowaniu od drugiej strony, układają się w barłogach i gramolą po trzcinach posapując i rechając po swojemu. Nieświadomie odwracają uwagę mojego wdzięcznego obiektu obserwacji, uświetniając mi chwilę i słuchowisko. Odgłosy te zdają się uspokajać mikitę. Zna je chyba dobrze. W pewnym momencie lisiur daje lekki skok w tył, i oddala się kilka susów. Nie ucieka jednak, tylko łukiem obchodzi moje stanowisko. Żegnam się z nim ciepło w duszy, życząc mu w myślach jak najlepiej i dziękując za wspaniałe wrażenia. Lisiak znika mi z pola widzenia gdzieś w rowie, podążając za swoimi sprawami. Siadam ponownie i jakiś czas słucham dziczego koncertu. Łamanie trzcin, trzaski, jakieś skrobanie po lodzie i pękające grudy – oto oprawa tego słuchowiska. Trochę mija zanim się uciszą. Powoli podejmuję jak najcichszy powrót, nie chcąc przeszkadzać mieszkańcom tej ostoi. Przypomina mi się, jak kiedyś w tamtym miejscu podczas srogiej zimy znalazłem dzika wbitego zadem w lód, do połowy ciała. Był oczywiście zamarznięty.Wiosną nie było już po nim śladu, poza kilkoma rozwleczonymi kościami. Podczas drogi powrotnej mijam jeszcze jednego lisa, który „sznuruje” w kierunku lasu. I ten nie jest zbyt płochliwy, po dotarciu na skraj siada chwilę przypatrując mi się. Po czym czmycha w gąszcze. Dalej już bez niespodzianek. Powoli zaczynają majaczyć się światła osiedli i świat do którego nie mam wcale ochoty wracać…

goodwp.com_16592

Zdjęcia, internet.

Wystąpili:

Lisy, zające, dziki   

Scenariusz i reżyseria: Przyroda

Fox-red-fur-co-winter-snow-Wallpaper-Hd-1280x768

Lisen4

Lisen3

Początek lisiej wędrówki.

Miał niesamowite szczęście.

Przyszedł na świat w czasach, gdy na świecie szumiały jeszcze stare, zapomniane Puszcze. Głębiny mglistej zieleni nie znały ognisk podróżnych ani śpiewów wędrownych bardów. Czas był jeszcze młody. Pod wykrotem potężnego świerka wraz z rodzeństwem, uchował się bezpiecznie. Karmiony obfitością Kniei, wychowany przez troskliwą matkę, w końcu dorósł. Obdarowany czujnymi zmysłami gnany młodzieńczą ciekawością i czymś nieokreślonym jeszcze, pewnego dnia, ruszył na swój szlak. Tak rozpoczęła się zmiana.

Lisiak

Las tętnił niezliczoną paletą barw, dźwięków , zapachów i zdarzeń. Koncertowały ptaki, gdzieś w oddali słychać było odgłosy żerowania większych zwierząt. Młody lisiura, choć w swoim domu i żywiole, nie był tu do końca bezpieczny, o czym jeszcze nie wiedział. Był zdany tylko na siebie, swój spryt i cenne nauki jakie odebrał z od matki wraz z rodzeństwem podczas włóczęg dorastania. Najzdolniejszy z całego miotu, zawsze wygrywał potyczki z braćmi i siostrami. Pierwszy w polowaniu. Odważny, ciekawski. Gdyby lisia mama czuła dumę, to z pewnością z niego. Na razie myszkował ufnie pośród ogromnych próchniejących powalonych drzew. Zapamiętale rozdrapywał martwicę, dobierając się do białych tłustych larw. Te starały się jak najszybciej zmykać w głąb swoich tuneli. On był jednak szybszy. Błyskawicznie kłapnięcie śnieżnych zębów i mały kąsek znikał w morzu apetytu. A ten dawał znać, że ma ochotę na coś sytszego. Knieja uczyła jednak, że w jej stołówce nie należało być wybrednym. Przy innej kłodzie uwagę jego zwrócił smakowity zapach. Gniazdo myszy! Młode łapki z furią zaczęły drapać mokre próchno. Zaalarmowane gryzonie z piskiem rozbiegły się we wnętrzu pnia. W ostatniej chwili zdążył pochwycić gapowatego oseska….Nie nasyci tu dziś głodu.

Zielone mchy parowały ulatującą wilgocią. Jakże przyjemnie było lisowi po nich stąpać! Celowo wybierał porośnięte kłody, zatapiając z przyjemnością łapki w miękkim mokrym puchu. Poruszał się bezszelestnie, samemu rejestrując przejawy znanego i bardziej tajemniczego dlań życia w swoim królestwie. Uczył się cały czas. Nabierał doświadczenia. Ruchliwy nosek nieustannie badał przestrzeń wokół siebie. Określone zapachy powodowały już reakcję w zwierzęciu. Szybciej biło tętno i odzywał się apetyt przy żerowisku głuszca, łechtał niepokój na tropie dziczym. Czarny zwierz w swej furii był nieprzewidywalny, choć nie stanowił zagrożenia dla śmigłego małego lisa. Pamiętliwe lochy znały jednak wyczyny rudego drapieżnika, kiedy przez nieuwagę czy zmęczenie pofolgowały w opiece nad malutkimi warchlakami. Oj, nie darzyły sympatią lisiego plemienia. Ten schodził z ich ścieżki, buszując w sobie tylko znanych zakamarkach leśnego runa. Wtem przystanął jak wryty odskakując w bok ze szlaku. Drogę przeciął mu dość świeży trop wilka. Lis nie znał go jeszcze, ale instynkt zadziałał bezbłędnie – lepiej omijać. Dorosłe wilki polowały często na niedoliski lub zabijały dorosłe jako konkurenta. Trzeba było uważać.

12822143_831276153649882_89200573_n

 

Wprawnym truchtem bez zmęczenia połykał kolejne kilometry. Dokąd gnał? Gdzie prowadziła jego droga? Tego z pewnością nie wiedział sam. W życiu młodych zwierząt przychodzi czas wędrówki. Coś gna je przez malownicze połacie, ku wielkiej niewiadomej. Bez wahania, bez pytań, podejmują ryzyko. Kiedy już znajdzie czego szuka, jego potomstwo stworzy w Puszczy własny fragment małej historii, istniejący chwilę w bezmiarze mijającego czasu.

Grunt stawał się coraz bardziej jałowy. Zostały daleko w tyle łosie bagna i bobrowe rozlewiska. Stary Bór ustępował miejsca młodym drzewom. Dominowały sosny i brzozy. Gdzieniegdzie powalone drzewa przypominały o potędze hulającego wiatru. Odsłaniały się piaszczyste łachy, porośnięte wrzosami… Miejsce w którym prężne siły przyrody, walczyły o każdy skrawek suchego siedliska. Taka ostoja była ulubionym miejscem kąpieli piaskowych, kuraków leśnych: cietrzewi, głuszców i jarząbków. Ptaki dbały o swój komfort, pozbywając się dokuczliwych pasożytów. Ciszę piaszczyska mąciły tylko szmery osypujących się w pierzu ziarenek i łopot skrzydeł. W tle brzmiał melancholijny, nieco smutny śpiew poświerki – borowego skowronka. Te odgłosy przykuły uwagę lisa. Przysiadł nasłuchując. Ptaki wydawały gdaknięcia zadowolenia… Zaczął sunąć w kierunku dźwięków.
Rudzielec znał smak ptaków leśnych, choć polowanie nie było to łatwe.Trzeba było unikać widoku, aby nie zostać dostrzeżonym przez pyskate sójki, natrętne sroki, lub ciekawskie orzechówki. Te zawsze podnosiły larum na widok drapieżnika, ofiary stawały bardziej czujne, a niejeden lis, wilk, czy ryś musiał obejść się smakiem. Na razie szczęście mu sprzyjało. Nie dostrzeżony doczołgał się do skraju lasu. Wprawne poduszki łap tłumiły zdradliwe szelesty suchego listowia. Jak na nowicjusza poczynał sobie nieźle.

Przed sobą miał najtrudniejszy moment podchodów – należało jeszcze pokonać kawałek wrzosowiska po odkrytym terenie, aby dotrzeć do celu. Nieco osłony dawały wybujałe żarnowce. Lis z kunsztem zatopił się we wrzosach…

Kuraki pluskały się w najlepsze. Mrugając czujnie oczkami w stronę krępych brzóz, oddawały się piaskowej rozkoszy. Szumiały trzepocące skrzydła w tumanach żółtego pyłu. Czasem trwały przepychanki o lepsze miejsce. Grzało słońce. Rozleniwione głuszyce rozkładały upstrzone mozaiką skrzydła, aby czerpać z życiodajnych promieni.
Skradający się spryciarz, skrzętnie wykorzystywał te momenty rwetesu, aby postąpić nieco naprzód pod osłoną hałasu. Skulił się cały i przywarował do ziemi. Napięcie objęło ciało… Był tuż tuż… Skryty pysk obserwował teraz ptasie poczynania w kąpieli. Tyle jedzenia! Nie mógł powstrzymać oblizania. Żołądek rozegrał się lamentem ze zdwojoną siłą. Jednak, prawo kniei uczy: Bądź cierpliwy! Teraz należało wybrać ofiarę i stosowny moment, choć w każdej chwili mógł zostać dostrzeżony. Ptaki powoli gramoląc przesuwały się w jego kierunku. Wytrwale czekał… Dokuczliwe muchy pchały się do ślepi i pyska.

12825570_831276173649880_814110240_n

Bury cień! Z nieba spada szara błyskawica. Co się dzieje? Zamieszanie, łopot, trwożliwe kwoktanie, i zaskoczone głuszki rozlatują się w popłochu. Jastrząb, zbój!
Wszystko na nic? W tej samej sekundzie niecierpliwy, wściekły lisiura rzuca się rozpaczliwym skokiem próbując pochwycić ostatniego ulatującego ptaka. Kłap! Chybił. Rudy pysk wypluwa kłąb pierza. Niewiele brakowało. Chytry wzrok pada na piaszczysko, gdzie skrzydlaty drapieżnik dobija szamocącą ofiarę… Jastrząb patrzy złowrogo.

– Nie podchodź  ,moje! Zdają się wołać ostre ślepia i dysząca sylwetka.

Lis zbliża się powoli obnażając zęby. Jest już głodny i zmęczony. Ptak rozwiera dziób i syczy…Zwierzęta mierzą się spojrzeniami. Nie, w tym starciu ptak nie będzie zwycięzcą, choć mógłby zranić przeciwnika. Zniechęcony rabuś odlatuje ciężko. Kolejna twarda lekcja prawa kniei dla obojga : ‘’Chcesz żyć, ustąp silniejszemu’’. A zawsze znajdywał się ktoś większy i silniejszy w Puszczy.

Ucieszony lisiak obwąchuje zdobycz.. Podejrzliwie nasłuchuje reakcji Puszczy.Wie, że każdy nietypowy hałas, podobnie jak jego, przyciągnąć może inne zwierzęta. Cisza. Znów grają ptaki. Sprawna paszczęka chwyta bezwładną szyję i ciągnie w głąb lasu. Najeść trzeba się szybko, co zostanie zakopać. Nie ma co kalać resztkami po uczcie bogatego żerowiska i objawiać wszystkim swojej obecności. Sytego lisa powoli morzył sen… Na czujny wypoczynek ułożył się pod okapem szumiących osik. Tu, wśród morza suchych liści i gałązek spiczaste uszka wyłowią w porę każdy szelest. Dzisiaj dopisało lisie szczęście…Więcej mu nie trzeba. A co przyniesie jutro? W ogóle się tym nie martwił. Czujny nosek z lubością zanurzył się w puchu rudej, miękkiej kity. Teraz najważniejszy był błogi sen.

Szepty Kniei – Opowiadania Przyrodnicze

 

Ścierniska.

Nastał czas żniw. Złote łany pszenicy i żyta schylały w pokorze pełne pysznego ziarna kłosy. Wysmagany deszczem, wytargany wiatrem, osuszony mocą sierpniowego prażącego słońca, na polach rozciągał się…dostatek. Obfite pola przyciągały w swoje pielesze pierzastych i czworonożnych biesiadników. Na kłosach próbowały gimnastyki polne mazurki,  niżej w ziarnistym raju urzędowały licznie myszy i norniki. Ociężałe grzywacze czekały wytrwale młócki. Wraz z kośbą na zżętych połaciach dopiero zaczynał się bal…

Kombajny, buczące kolosy sunęły za dnia w smugach kurzu, burząc to krótkotrwałe królestwo przepychu. Pracowały wytrwale, zostawiając za sobą wymiociny zżętego zboża. Tak właśnie powstawały ścierniska – szeleszcząco szemrząca kraina, w której wśród słomianych chrzęstów pisały się nowe zwierzęce opowieści. Pełne sytości, zwycięstw, i… dramatów.
Jakiś chłodny spokój panował już w przyrodzie. Poranki witały jeszcze trąbienia żurawi i pojedyncze śpiewy. Nocami wabiły przepiórki. Chmary komarów brzęczały w wieczornym skwarze, doprowadzając do szału zarówno wędrowców, jak i szukające schronienia sarny.

185783_obraz_wies_pola_sarna_bazant_dom

Ścierniska działały jak magnes, nie tylko dla amatorów dojrzałego ziarna. Wraz za ptactwem i gryzoniami ciągnęły licznie drapieżniki. W ciągu dnia pożywiały się tu gołębie, sierpówki, wróble i inne ziarnojady. Czasem zza miedzy wyłonił się bażant, choć ptaszysko z nieufnością traktowało wszelkie zmiany w swojej przestrzeni. Całe to gwarne towarzystwo biesiadowało z apetytem i pasją wręcz, dopóty uczty nie przerwał jastrząb. Spłoszone, przestraszone ptaki rozpierzchały się pod potęgą szarego zbója, za jakiś czas zlatując się znowu. Czasem szukały innego żerowiska.
Wraz z zachodem słońca, ku polom kroczył mrok. A w nim toczyło się dalej życie. Teraz nastawał czas gryzoni, i…drapieżników. Pośród szmerów i chrobotów do słomianego królestwa wkraczały lisy. Te dopiero miały tu używanie! Można było przejrzeć cały kunszt lisich strategii, kiedy jedne czasem rozkopywały zawzięcie snopki, inne czaiły stosownego momentu wypryskując jak z procy w górę i opadając na nieświadomą mysz. Kłapały sprawne paszczęki gasząc malutkie życie. Inne nieświadome zagrożenia popiskiwały co i raz beztrosko przyciągając z oddali kolejne polujące zwierzęta. Harcowały na potęgę… W ciągu nocy pospiesznie przedreptał borsuk, zaszeleściła kuna, bezszelestnie opadały sowy, szybujące nad szarymi połaciami. Czasem przywędrował jenot. W tym rozległym krajobrazie, dla każdego starczyło miejsca i żeru. W księżycowym blasku zwierzęta przemykały jak zjawy, dając rozległe pole domysłu, kto też jest tu dzisiaj gościem. Kiedy szelesty stawały się regularne, narastające, można się było spodziewać maszerującej sarny lub dzików. Przy odrobinie szczęścia przechodziły nieświadome tuż obok 🙂

Ukryty na snopku wędrowiec, oddawał się nocnemu słuchowisku. Kiedy robiło się cicho, leżał i patrzył w gwiazdy. Wypowiadał szeptem życzenia, snuł marzenia…A one leciały żwawą iskrą przez niebo, niosąc ciche intencje ku bezmiarowi wszechświata. Może pewnego dnia się spełnią…

13606888_1158955260837696_6460862677720587845_n

PS. Spędziłem tego roku kilka takich pięknych nocy w bajkowej szeleszczącej scenerii, tak jak w poprzednich latach. Nie jestem w stanie wszystkiego oddać literacko, gdyż wyszedł by z tego chyba niezły misz – masz.

Sierpniowe pełnie od wieków zbiegają się z czasem żniw. Jeśli mamy odrobinę szczęścia, to właśnie podczas księżyca napotkamy ogołocone pola i zżęte łany. Dotychczas bezpiecznie urzędowały sobie tam myszy, nornice, i badylarki. Teraz cóż… zostały im norki w ziemi, ale też mnóstwo dojrzałego smakowitego ziarna leżącego wszędzie wokół. Harcują więc na potęgę, a w ciszy nocnej niosą się szmery i piski. Ścierniska takie działają jak magnes dla wszelkiego rodzaju drapieżników.

To krótki, ale i bardzo owocny czas dla przyrodniczych obserwacji i przeżyć. Warto wybrać się wieczorem, choć na kilka godzin. Komary w otwartym polu tak nie dokuczają. Widoczność jest doskonała. Jeśli nie ma wiatru, mogą towarzyszyć miejscowe mgły ograniczające widok, ale i to ma swój czar. Jeśli będzie trochę wiało, to pomijając zimno, będziemy mieć kryształową widoczność. Najlepiej usiąść sobie na tak zwanym ”balocie” słomy i otulonym kocem sobie czekać. W ciągu nocy potrafi przewinąć się kilka lisów, jenot, kuna, borsuk, i nie brakuje czasem sów, które w mroku jak cienie szybują nad szarymi połaciami. Nie bójcie się, jeśli czasem będą podlatywać do Was, Niekiedy robią to z ciekawości, gdyż nasze delikatne ruchy prawdopodobnie odbierają jako odgłosy ruszających się gryzoni. Albo i po prostu wiedzą, że coś tutaj jest nie na miejscu i przylatują sprawdzić. Nigdy nie atakują, przynajmniej ja się nie spotkałem. Zawsze kończy się na kilku okrążeniach i zaspokojeniu ciekawości. Wygląda to nieziemsko w księżycowym blasku… Na polach spotkamy głównie sowę pójdźkę i płomykówkę. Czasem zdarzają się i psikusy, kiedy z narastającego szmeru, kiedy oczekujemy w napięciu, pojawi nam się….kot. I one używają sobie w łowach. Gdyby jednak nic się nie działo, na snopku można się też wygodnie położyć i patrzeć w gwiazdy, obserwując wchodzący już rój perseidów, i wypowiadać im swoje życzenia 🙂

Można pobawić się w wabienie lisów, jeśli ktoś potrafi i ”przywołać” sobie rudziaka dla bliższych oględzin.Tegoroczne młode zawsze są bardzo ciekawskie. Zdarzało mi się tak, że taki niedolisek potrafił wspiąć się na ułożony stóg, i obserwować mnie z góry, badając węchem ”kto zacz” – dziwadło polne.

Ścierniska, to nie tylko widoki, ale przede wszystkim słuchowisko. Ciągłe szmery, szelesty, stąpania – nie ma mowy aby zasnąć, cały czas coś daje o sobie znać. A wystarczy jeden zając harcujący gdzieś tam, byśmy przez ileś godzin zastanawiali się ”co też to może być”. Na mniejszych poletkach jest o tyle lepiej, że słychać już z oddali maszerujące sarny, dziki, i narastający dzwięk ich wędrówki. Jeśli dobrze wybierzemy miejsce przejdą tuż obok nas 🙂
Wśród słomianych szmerów i szelestów piszą się nowe opowieści. I Wy możecie usłyszeć własne ❤

234128_kon_ptak_sowa_trawa