Pierwszy cień Szarugi. Brzoza gromem trafiona. Błogosławieństwa dla Drzew

Jesień na dobre porywa w swoje objęcia wtedy, gdy w deszczowy, ponury i chmurny dzień ciemność zapada o godzinę szybciej, niż przewidzieli to w prognozie. Szara zasłona zasnuwa niebiosa gęstwą mrocznego panowania, a z tej burej kołdry sączy za kołnierz wilgoć. I taka pora dobra jest do wędrówki. Kto wie, czy nie najlepsza? Ludzi brak, a zwierzęta czują się pewniej, swobodniej i tak też zachowują. Chodzmy w strugi, w dzień deszczowy, hen na leśne ruszyć łowy…wrażeń.

Najwięcej kłopotu sprawia dobór ubioru. Gdy pada jest chłodno, ale wystarczy że przestanie na moment, już robi się parno i można się spocić. Dlatego do pełni szczęścia brakuje mi dziś damskiego towarzystwa, w osobie pani ZIMNICY. Z nią chociaż wiadomo jak się zachować, na co przygotować. Ufam, że niedługo już mnie odwiedzi. Dziś ruszam w ogóle w inny rejon leśny, tam gdzie jeszcze nie tną i mam nadzieję nie będą. Ze wszystkiego w lesie, tak samo jak zwierzętom i mi potrzeba spokoju. Może nawet nic się nie zdarzyć. Choć czy tam to w ogóle możliwe? Pierwsza ścieżkę przecina mi sarna, i wygląda na nieco zagubioną. Albo ona, lub druga gdzieś ukryta wydaje z siebie pocieszny pisk, jak dziecięca trąbka, za którą ta jedna podąża nasłuchując. Podąża prosto na mnie, choć to nie ja piszczę. Cześć malutka! Tak się cieszę, że ją widzę. Znowu to się dzieje. Każda sarna która ostatnio się pokaże, idzie prościutko do mnie. Miłość. Bezinteresowna wdzięczność zwierzęciu, z uciechą że przyszło, pokazało się, zaufało, obdarzyło swoim cudownym widokiem. Dawniej wstydliwe skrywana, dziś eksponowana i wyrażana w słowach, gestach, opiece, uśmiechu. To ona przyciąga jak magnes swoim promieniem zwierzęta do człowieka. Choć pewnie same do końca nie wiedzą co kieruje ich kopytkami, ale jakoś tak zawsze zbaczają do mnie. Niemal na każdej wyprawie. Wiem całym sobą, że to nie przypadek.

P90909-180732

Ten fragment lasu jest naprawdę magiczny. Niewielkie pagórki, drzewa porośnięte pnączami, chmielem i powojnikiem, strojne niczym w kożuchu. Drzewostan mocno zmieszany, różnorodny. Zabłąkały się nawet topole. Przechodzę przez porośniętą turzycą i tatarakiem dawniej zalewaną łąkę i staje nad rzeką. Rzucony niedbale, przewrócony, zdezelowany, zardzewiały mostek przypomina o tym co było tu kiedyś. Przeprawa nie jest łatwą. Śliski metal i cienki pasek ‘’przechodny’’ dla nóg, trzeba się cały czas trzymać aby nie spaść. Pada w sumie niewiele. Przerywa kropelkami. I wtedy go poznaję. Ogromny Dąb, rosochaty i strzelisty pyszni się na skraju polany. Mocarny jest. Choć podobnego wzrostu co Krzesimir, zupełnie inaczej zbudowany. Krześ ma równą rozłożystą koronę, harmonijnie kopułowo rozbudowaną, a ten jakby ramionami niebo podtrzymywał… podobne dębiszcza widziałem w Puszczy Białowieskiej, tam gdzie rozwój na wysokości w pierwszej kolejności stanowi o przetrwaniu. Okaz zdrowia i krzepy. Byłem u niego jeden jedyny raz z grupą Wędrowną i w ogóle nie wiem jak się zachować. Zapamiętałem go dobrze. To taki jegomość, co potrafi pracować z trzema osobami na raz, i to od pierwszego kontaktu. Rzadkie u Drzew. Może okazać przesadny szacunek? Pokłonić się, schlebiać? Bo dęby różne potrafią mieć osobowości. Bywają ciepli jak opiekuńczy ojcowie, srodzy dyrygujący dowódcy, lub równi bracia. Potrafią dominować. Od niego nie odbieram niczego ‘’ponad’’. Jest przytulnie i łagodnie. Jakby znał swoją siłę, słabości, nas. Świadoma Dojrzałość.

– Dzień Dobry, Kochany!

Lekki zryw korony. On mówi, że czekał. Aż przyjdę ponownie. Tyle czasu…Dlatego Krzesimir ciągle wygania do innych drzew. Tyleż osobowości. Jak określać, nazywać, te charaktery tak ulotne jak szum ich listowia na wietrze? Od razu chwyta mnie swoim ciepłem, a ja nie opieram, poddaję. Moje ciało wypełnia dudniący pomruk. Płynie od jego korzeni. Niby wibracja niższa zdaje się, ale to nie tak. Jest swojska, znana, luba…Tym razem jest ze mną zestrojony. Ciało nie drży, a rozświetla z Duszą. W pewnym momencie dzieje się… coś..

P90909-160440

P90909-175806

Tam w centrum splotu słonecznego drży poczucie. Siły i Mocy, które natychmiast gaśnie. Przytłumione… moim strachem. I czego się boję? Wiem. Tej siły, która wiąże się z odpowiedzialnością. Za swoje życie, wybory i jego kształt. Rozbłyska znów cudownie w sprawczości i gaśnie jak przy rozruchu starego samochodu. Dąb próbuje mnie ‘’odpalić’’. Rzeczywiście, pomimo wszystkiego co zrobił Krzesimir dla mnie, z tym tematem jeszcze nie pracowałem. Przenika… Mówi,

– Korzenie, Liście, Konary… Wszystko biorę co mi potrzeba. Postanowiłem. Wiem, że tu jest, bo tak być powinno od zawsze. Woda, pokarm… Jeśli nie ma, będzie. Tego jestem pewien. Planuję, działam, powoli a skutecznie. Zamysły w czyn wprowadzam głęboko wszystkimi sposobami, wtedy się dzieją. Sprawdzam, badam, lecz ufam, bo wiem. Nie ma żadnego zaskoczenia w mym życiu. Wszystko co może się wydarzyć już było i miało miejsce. Jeśli nie w moim istnieniu, to w innych. Stąd znam. Podziemne opowieści grzybów i korzeni. Nie muszę sam uschnąć, by wiedzieć jak to jest. Bo w moim życiu już było. Od żołędzia przez siewkę, i Drzewo, po rozpad, i tak wciąż od nowa. Czy nie brzmi Ci to znajomo? Tu zdecydowałem rosnąć. Tutaj mnie posiało. Nie mogę zmienić miejsca, ale mogę dać z siebie wszystko całą mądrością mych przodków, by zaistniał rozkwit. Ty możesz, dużo więcej. Możesz znaleźć się w dowolnym miejscu na Ziemi. Ponieść wiedzę szybciej. Wy ludzie fascynujecie nas, z wielu powodów. Dlatego Drzewa szukają kontaktu i dają o sobie znać. Chcą tworzyć razem przyjazny w doświadczaniu świat, dla wszystkich stworzeń. Drzewa dają podwaliny bytu, którego nie jesteście w stanie zastąpić niczym. A wy poruszacie się w sferze, i kreujecie cuda z marzeń. Popatrz, ile idei zaistniało. Stało się rzeczywistością. Tylko dlatego, że ktoś ufał, wiedział, bo widział jak bardzo jego marzenie jest prawdziwe. Poczuł je całą Duszą. Ty już znasz to uczucie. Tylko dlaczego…je gubisz? Dlaczego boisz się odpowiedzialności za siebie? Zapewniam Cię, to jedno z najpiękniejszych uczuć. Pełne Mocy i Szczęścia. Gdy decydujesz i stanowisz, i otrzymujesz coraz więcej, rozrastasz się… Tak jestem, jako Drzewo. Dostaję i biorę co mi potrzeba, a potem obdarzam innych. Ty bardzo się zmieniłeś. Zacząłeś tworzyć i teraz nas obdarowujesz. Najpierw przychodziłeś do nas po pomoc, wsparcie, radę. Zawsze je otrzymałeś. Dziwiłeś czemu Drzewa rozpękają się w środku, trzeszczą, piszczą, żywo reagują szumem i zrzucaniem różnych kawałków, kiedy je mijasz? Bo teraz też dajesz. Przychodzisz do nas, kochasz, błogosławisz, śpiewasz, wieszczysz rymy, przytulasz. Już nie pytasz, nie prosisz, nie oczekujesz, tylko jesteś. Każde z mych braci i sióstr wyłapuje Twą wibrację błyskawicznie. Przypominają sobie. Przecież w Ziemi pamięć jest. O dawnych ludziach i pierwszych, czystych relacjach człowieka z Naturą. Zanim przyszło zapomnienie. Chcą to poczuć, znaleźć się w tym! I choć zdaje Ci się, że już jesteś tak daleko, znów Ci powiem – to dopiero początek…

Dudniące Dęby Polski. Mruczące. Ogrzewa mnie i drga tym ciepłem jak wielki kocur. Ale przecież nawet nie znam Twego Imienia! A Ty tyle do mnie… Zaczyna mi się rymować. Teraz ja do niego mówię. Pamiętam jak bardzo opierałem się przed tym, zaprzeczałem że to niemożliwe, nie da się bez przygotowania. Dzieje się TO. Kim ja jestem?

I Kobieta, i Mężczyzna, 
W lesie Twoja jest tężyzna,

Przychodz bywaj coraz częściej, 
I zaglądaj tam gdzie gęściej

To słyszę w odpowiedzi. Już chociaż wiem jak to działa. W przestrzeni zaczynają krążyć słowa, a duszka układa je w sens. Chcę odwdzięczyć się Drzewu.

A Ty Dębie mój wspaniały 
Rośnij w miejscu swojej chwały,

Przyjmij co Żywioły dały…

Panie wielki, o Mocarzu, 
Lasu tutaj Ty Włodarzu,

Ukochuję Cię z czułością, 
Całą swoją namiętnością

Miłość ludzką Ci przelewam
I na wszystkie wokół Drzewa

Niechaj jak najdłużej płynie, 
Przestrzeń Wasza nie przeminie

To co mogę, ofiaruję, 
Niech najlepsze nam zwiastuje

Uśmiech jeden co posiadam
W Twe konary ufnie składam,

Niechaj świeci, promieniuje, 
Naszą przyszłość, byt buduje,

Ludzi rzesze wraz z Drzewami, 
Stają ponad podziałami

Ty – My – Oni, nie ma, jedność, 
Oto wzrasta nasze sedno

Tak się żegnamy. Ciepło drzewa bucha mi w policzek. Wyczuwalne z kilku kroków. Przypominam sobie, że za pierwszym razem naszego spotkania planowałem wrócić tutaj i spenetrować pobliskie krzaki. Wyglądało wszystko obiecująco. A co on mi dzisiaj mruczał? Aby lezc, tam gdzie gęściej. Kilka kroków i znów się rozświetlam. Jak tu pięknie! Jaka mozaika! Dzikość zagrała na skrzypcach chaosu. Urwisty brzeg rzeki z osypującym się piaskiem, który tutaj szczególnie pokazuje, co dla drzewa oznacza brak możliwości zmiany miejsca… Niektórym dosłownie grunt osunął się pod nogami. Część wywróciła się i zawaliła dno potoku, gdzie rozkłada i gnije do dziś. Inne, ‘’rozciapierzone’’ chwytają się resztek skarp i trwają na przekór fizyce. Tu życie rozmawia ze śmiercią, tu widzę miejsce przeprawy jeleni z głęboką ścieżką. Wreszcie tu, wśród zamarłych modrzewi, wywróconych dębów i pokiereszowanych klonów tętni ptasie życie. Jak to dobrze, że zabrałem lornetkę! Ale myliłby się ten, kto rzekł że z takim udogodnieniem obserwacje to fraszka. Ptaki są szybkie i zwinne. Kryją się w liściach, migiem zmieniają miejsce. Są w stałym przepływie. Dąb z oddali huczy mi, że one mają niezakłócony wewnętrzny kompas intuicji i zawsze przylatują do Drzew, które je wołają. W zamian za pokarm, rozsiewają w dal nasiona. Dlatego pokazywały się w przesłaniach. Tak są połączone.

Mysz skacze po korze. Hola, jaka mysz! W szkłach lornetki rozpoznaję – to pełzacz leśny. Wspinając się okrążą pień sosny, w międzyczasie szukając pod korą ukrytych smakołyków w postaci owadów. Dopiero przy 8 krotnym powiększeniu widać, jaki on skupiony na swej pracy, niepozorny, puchaty, a słodki. Mina ciekawego kombinatora, który zna tu wszystkie zakamarki. Nagle, kolor. Podążam za nim. Ojej! Widzę, że dopiero teraz będę prawdziwie poznawał swoje ukochane ptaki. Na drzewie obok psoci kowalik. Ptasi szmaragd, z pomarańczowym brzuszkiem, choć w kolorze nie tak intensywny jak zimorodek. Ten jakby był przystosowany do ‘’ślizgania się’’ po korze drzew, co też zwinnie czyni zjeżdżając głową w dół. Czyni go to ewenementem wśród ptaków. Dzięki lornetce uśmiecham się w lesie jeszcze częściej, widząc puchate maleństwa w takiej bliskości. Mały świerk pod nogami powoduje drugą turę czułego uśmiechu. Jest uroczy. W ogóle małe drzewa dla mnie, to jak dla innych pieski czy kotki. Takie wzbudzają mi uczucia. Kucam i głaszczę. Mówię…

A Ty świerczku, mały zuchu, 
Rośnij tutaj w leśnym puchu,

Chodz, podniosę Cię na Duchu,

Choć ześ mały i w półcieniu, 
Życie czeka Cię w spełnieniu

Wzniesiesz bujnie się w przestworza, 
Igieł mrok rozświetli zorza,

Przejdzie gdzieś Wędrowiec tędy, 
I zaprosisz, do gawędy…

P90909-173525

Wrycie. Za plecami leci łoskot. Odwracam się błyskawicznie i co widzę;

Gruby, suchy konar brzozowy spada zahaczając o gałęzie, i osypuje wianuszek złocistych liści, które strącił. Gruchnięcie o mech, pęknięcie. Listki lądują wirując wokół. Patrzę oczarowany. Ależ magia, ależ moc! Jak on mógł się złamać? Nie wieje przecież, a on solidny… Spoglądam na właścicielkę zguby. Smukła, z pozoru zwyczajna brzoza, i zdrowa, choć pewnie bywało lepiej. Ale… Coś z nią inaczej. Od nasady pnia po koronę biegnie ciemna pręga, aż po czubek. Ona chyba… Oberwała piorunem. Na to wygląda. Bo skąd taka smuga? Pierwsze widzę. Im wyżej tym bardziej czarna i przypalona. Ale żywa. Oż Ty! Przeżyłaś kuksaniec od żywiołu. Taka pobudka. Dziś sama rzucasz gromami. Wiem, że w ten sposób mnie wzywa. Jaśniej się nie da. Podbiegam do niej, a brzózka drga we wstrząsie, zrzucając mi kilka listków. Ogromna, przeogromna radość. Dlatego, że zareagowałem. Przytulam czołem omszoną korę. Jest miło, dobrze. Po kilku minutach tej euforii wszystko jakby we mnie osiada. Znika. Głowa zaczyna pobolewać lekko, choć wypieram, to już wiem…

Hej, hej… Ty sobie tylko bierzesz, prawda? Pompujesz ile wlezie. Uleciał gdzieś cały nastrój od dębu. Stop!

Zaskoczyła mnie, choć nie zdziwiła. Na moment osłabiła. Czasem Drzewa po tragediach życiowych chłoną jak leci bez pytania o pozwolenie, miałem tak raz z dębem. Taka ludzka energia, jest dla nich niczym zastrzyk morfiny dla cierpiącego. Ale tu lecznicza brzoza, dawczyni, pięlegniarka… Musiało ją mocno oszołomić. Przerywam proces taktownie, wrócę tu kiedyś wytłumaczyć jej co się stało i spróbować przywrócić ją do harmonii. Drzewny szok potrafi trwać latami. Tak samo po przycięciu. Z dębem mi się wtedy udało. Przestał ściągać, wibrować zawołaniem pomocy, a zaczął zielenić zdrową stroną i cieszyć dniami które mu pozostały. Też po piorunie pacjent. Tylko on się rozpękł. Ona miała szczęście. Musiało być bardzo mokro. Mozaikowy zakątek wabi wieloma obietnicami, tu świerki obdarte z kory porożem ćwiczone i zalane żywicą, tam świetliste miejsca na podsiadówki, no i chór sikorek z bębnami dzięciołów, do tego pełzacze, kowalik. Ptasie uroczysko. Gdzie śmierć, tam one… I jakby nie patrzeć, to ptaki są głównie tymi, które rozsiewają drzewa i przenoszą w swym ciele ich nasiona nieraz na wiele kilometrów.

Gzy i strzyżaki. Choćbyś zabezpieczył się przed każdym możliwym robactwem, wobec nich pozostają bezsilne wszelkie środki. Moja metoda, to WIEM i ZNAM miejsca w lesie z których następuje atak, i każdego zgniatam od razu w palcach. Jeśli tego nie zrobić, siada ponownie. Namolne są. To działa jeśli nie ma ich dużo i masz wrażliwą skórę, że wyczujesz. Trzeba uważać. Wchodzą do uszu, nosa, w oczy, we włosy, wszędzie… I choć rzadko ‘’gryzą’’ jeśli już się zdarzy, opuchlizna utrzymać się potrafi miesiące. Podobno coś tam przenoszą. Tu zawsze wszelkie teorie o jedności, miłości i współistnieniu stają mi pod znakiem zapytania. Ale przecież Drzewa też nasączają się toksynami w liściach, aby walczyć z tym co podgryza. Ustanawianie granic i obrona własnej przestrzeni J

Szaruga. Jedno z najpiękniejszych wcieleń jesieni. Wieczór długi, a ponury ze zmierzchem kroczącym powoli, rozwlekle, choć zdecydowanie. Spędzam go w uwielbieniu. Długo wyczekiwany, tęskniony. Ciemność wypełza znienacka, choć w zapowiedzi wcześniejszej. W takiej scenerii obserwuję kolejne zdziwienia. Zmierzchowa lornetka wskazuję porę, że na polach rozpoczyna się towarzyskie życie saren. Dociera do mnie ile bez niej musiało mnie dotąd omijać, kiedy przeczesując teren dostrzegam tu i tam rozrzucone zwierzęta. I one ufają szarudze. Z kukurydzy wynurza się dziwna para. Jest sarna – ruda, jeszcze w letniej szacie (podobnie jak wszystkie dziś widziane) ale druga nieco większa i brązowa, zupełnie jak sarna w futerku zimowym. Ale że już teraz? O co tu chodzi…Trzymają się razem, spoglądaja na siebie, widać że to duet. Wgapiam się w to brązowe. Wychodzi na to, że to jeleń. To przecież dwa różne gatunki. Wtem one zaczynają biec przez pole. Jakby coś je wypłoszyło. Może ktoś idzie? Niczego nie widać. Spoglądam dalej na horyzont a tam pod kukurydzą raz, dwa, trzy, cztery! Tu już wielkie łanie jelenia z jednym młodym szpiczakiem stąpają ostrożnie. Czyżby one spłoszyły sarny? Na to wygląda. Z przeciwnej strony pod lasem, luzno pasie się saren dziewięć. Gołym okiem w ogóle ich nie widać, tak się zlewają. Oh, ilu niepotrzebnych płoszeń teraz mogę unikać. Dawniej pewnie puściłbym się tamtędy na powrót i wypatrzył je za późno aby mnie nie spostrzegły. Teraz lustrując teren, mogę go opuścić nikomu nie przeszkadzając. Lornetka Kochani. Sprawcie sobie na wyprawy koniecznie.

Pole przypomina autostradę. To znaczy – z jednej strony sarny idą do kukurydzy, z drugiej inne wracają, w kolejnym krańcu jelenie zmierzają na wodopój. Musiały tam przesiedzieć cały dzień. Biegną truchtem, co jakiś czas zatrzymują. Sarny też. To takie śmieszne. Każde z tych zwierząt słyszy drugie z daleka i przystaje na chwilę aby posłuchać. Uspokojone mknie dalej w kierunku obranym. A ja pogrążam się w rozkoszy obserwacji. Dopiero po chwili zwracam uwagę na dwie sarenki, mniejszą i większą, które zatrzymały się równo z linią mojej czatowni. Niedaleko. Stoją i stoją. Jakby otępiałe. Dwadzieścia minut… Totalna ‘’zawiecha’’. Czyżby i tam doleciał je mój uśmiech? Odebrały? Bo przecież zapachu czuć nie mogą. Chłodny wiatr szarpie mnie od ich strony, tak… Dziś jestem w rozkoszy obserwacji. Wcielenie Czatownika ma swoje błogie używanie. Gdybyż było widać dokładnie, siedziałbym tu całą noc. To pewne. Na każde zimno można się ubrać, każde można przetrzymać. Sprawdzone w praktyce. I sam siebie pytam wtedy, czy ja jestem >Normalny< ? Myślę o ludziach siedzących teraz w ciepłych domach przed telewizorami, z tostem na kolację, czy co tam lubią. Stąd widzę światła w oknach. Nie oceniam, ale czasem sobie myślę. Po swojemu. Tu rzut kamieniem od osiedla kukurydzisko i takie widoki. Zaraz dziki wyjdą. Młodociane puszczyki gonią w pomyłce za liśćmi. Śmigła kuna na łów wyrusza.Świat, choć oddaje się w otulinę mroku, jeszcze tyle ma do opowiedzenia w gawędzie. Kilometr dalej huczy rykowisko. Deszczyk kropi pięknie.Wiatr w szuwarach melodie wygrywa. Myli mi się. Gdzie jest to ‘’prawdziwe życie.’’ Które przyjęliśmy za własne, choć nigdy nim nie było. A które było od zawsze, choć w wygodzie i natłoku wyparliśmy z pamięci. Czy tam, w sztucznym świetle, przed wyreżyserowanym pod oczekiwania publiki programem jest ono, czy tutaj, gdzie choć i ślad człowieka przekształceń widać jeszcze, pędzi skrycie swe tajemnice gros futrzastych i kopytnych istnień?

9.09.2019

1

Reklamy

Jak postrzegają nas Drzewa?

Choć nie mają uszu, słyszą. Choć trudno sobie to wyobrazić, czują zapachy, dzwieki, energie, oraz ‘’wiedzą’’ zdarzenia. A nawet, czytać potrafią z tego wszystkiego i wyciągać wnioski. Dla Drzew Ziemska szkoła też nie jest łatwa. Nauka ogromnej cierpliwości, pokory i wiary, zwłaszcza wobec tego co obecnie człowiek z nimi wyrabia. Wiedz, jednak, że one widzą. Kim na ten moment jesteś.

Kiedy było mi zle, nie rozumiałem siebie, udawałem się do Dębu. Zawsze wtedy Krzesimir mówił coś takiego;

– Hmmm, hummmm, no i co dziś z sobą przynosisz? Ale ciekawie. Taaaak? Pokaż no się tu….

Po czym następowało ‘’badanie’’. Różnie jest ono odbierane przez człowieka, ja najczęściej czułem dotyk ‘’korzeni’’ na aurze, dotyki na ciele, łaskocące, muskające. Bywa, że drzewo ‘’wpuszcza do siebie’’ i moi wędrowni goście opisywali zjawisko pochłaniania, pogrążania się w pniu – odczucie. To już świadczy o wielkim zaufaniu drzewa. Tylko one potrzebują aż tyle czasu, żeby się otworzyć, przekonać. A to dlatego, że widzą kim / czym na dany moment jesteśmy. Energetycznie i w emocjach. Z tego rysuje się im jakby ‘’mapa’’ naszego charakteru i osobowości. Z tych energii i zastoin emocjonalnych wyczytają wszystko, także to co działo się z nami przeszłości, jak i możliwe warianty przyszłości. Przychodząc do drzewa, można uprościć, że tak jesteś odebrany: jesteś dziś strachem, miłością, smutkiem, radością, spokojem, złością, nienawiścią, a może wybuchową mieszanką wszystkiego na raz? Uwielbiają to odczytywać, a potem biorą się do roboty. Czasem same, delikatnie, nieśmiało, bo i potrafią odczuć Twą zgodę lub intencję z jaką przybywasz. Zaczyna się proces leczenia.

32768351_581201605581326_883316267019141120_n

Przytulasz. I odbierasz, jak wiele się zmienia. Zaczynasz czuć się dobrze, błogo, szczęśliwie, lekko, radośnie. Co takiego się stało? Jako, że drzewa nas widzą w sposób wielowymiarowy. Nie tylko emocje, nastawienie i stany, ale też wszelkie wyrwy w aurze, ubytki, podpięcia, blokady. Zdejmując je i udrażniając przepływ energii, powodują, że wracamy do naturalnego nam stanu czucia i bycia. I tak byśmy się czuli cały czas, gdyby nie konstrukt tego świata – matriksa. Lecz aby poznać kim jesteś, trzeba Ci było doświadczyć czym nie jesteś, abyś miał wybór, czego chcesz doznawać. I potrafił to rozróżnić. Oprócz oczyszczania aury, udrażniania emocjonalnych blokad, często zdarzało się, że Krzesimir mówił mi ‘’To nie jest Twoje’’. Po czym następował proces zdejmowania.W sensie, że emocje, czy stan z którym przybyłem, nie były konsekwencją mojego jestestwa, a podłapane z czegoś, co nazwalibyśmy ‘’polem nieświadomości zbiorowej’’. Tam upchnięte są wszystkie myślokształty, strachy, wojny, porównywanie się, ‘’problemy świata’’ słowem wszystkie dziwactwa, mające odciągać naszą uwagę od siebie. To też drzewa dostrzegają od razu. Choć mają swoje cele, większość spraw świata mało je obchodzi, dopóki nie dotyczy bytu ich samych. Wchodząc w szczegóły, uważa się, że drzewo posiada 3 centra energetyczne, człowiek zaś podają różne źródła, że od 7 do 12. Człowiek Dawnej Ziemi też posiadał 3 – więcej nie potrzebował. Chodzą teorie, że czakry, które mamy obecnie, to pamiątka po różnych kosmicznych manipulacjach wędrownych istot, ale w to nie będę wnikał  Boscy Sprawcy żyjąc w harmonii z Wszechświatem, tworzyli i przejawiali posługując się jednością trzech pierwiastków; ciała, umysłu i duszy. Dlatego też po kontakcie z drzewem, jest ‘’właśnie tak’’. Często odchodzą tęsknoty fizyczne i pragnienia cielesne. Troski znikają. Człowiek może całkowicie wówczas podążyć w kierunkach duchowych. Jest jeden haczyk…

Energia Drzew bywa bardzo silna, zwłaszcza, jeśli pozwolisz im pracować w sobie. I choć zmieniają w nas dużo i trwale, pomagając stać się bardziej spełnioną wersją siebie, czasem proces leczniczy nie do końca spełnia swoje zadanie. Bywa tak, jakbyś nakleił plaster na otwartą krwawiącą ranę. Na chwilę pomoże. Bo gdy świadomie nie wnikasz w to, co się w Tobie dzieje, zdając absolutnie wszystko na Drzewo, możesz coś przeoczyć. Bo dla świadomych, dobrze zakorzenionych w swoim jestestwie i jedności z Ziemią, nasze ludzkie bolączki i smutki wydają się nieistotne. Wtedy po prostu jego energią ‘’przykrywasz problem’’ i będziesz czuć się dobrze, dopóty energia drzewa w Tobie działa. I stare wróci. Był moment, że wydawało mi się, aby dobrze się czuć, musiałbym cały czas przebywać w lesie. Nie tędy droga. Można wtedy przychodzić do nich w nieskończoność… Nic nie zastąpi świadomego przyjrzenia się swojej trosce, a drzewo jest po prostu tym pomostem, który wycisza, daje klarowny wgląd, a czasem podszepnie, pokaże coś olśniewającego. Energetyczna praca z Drzewem to proces obopólny, gdzie oboje sobie pomagacie, wspieracie, uczycie. Trzeba pamiętać, że dla wielu które poznajemy, to pierwszy świadomy kontakt z człowiekiem, i muszą sobie nieco przypomnieć, z tego co potrafią. Poznać nas, zaufać. Co nie znaczy, że mogą nam przypadkiem zaszkodzić, nie. Najwyżej efekt jest słabszy. Samo przebywanie w ich polu, działa wspierająco.

Bywają drzewni lekarze różni. Jedni rozkładają wizyty na ileś długich sesji, inni rwą się do gruntownego zabiegu, ciekawscy, zmotywowani. Jeszcze inne pytają o radę towarzyszy, i działają grupowo, tworząc uzdrawiające kręgi. Procesy bywają różne, zazwyczaj są przyjemne, łagodne, we wzruszeniu. Ale zależy, czego się pozbywasz, co integrujesz…

Kiedy znów, znajdziesz się pod drzewem, pamiętaj, że ono Cię widzi. Całego, kim jesteś, czym byłeś, co czyniłeś. Jak filmie Awatar. Nie wstydz się tego. Pokaż mu się cały, odsłoń. Z całym szczęściem, bólem, śmiechem, wszystkim co składa się na Twoją Istotę. Ono nie ocenia tego. Nie potępia. Cieszy się, że się odnaleźliście i po prostu Kocha zagubionego przyjaciela. W Pamięci Ziemi Stwórca zapisał wzajemną Miłość ludzi i Drzew. One od dawna znają to przesłanie, Ty zapomniałeś i odkrywasz na nowo. Po wsze czasy, spleceni w istnieniu żyć będą, pomagając sobie na ścieżce poznania. Nie przyszedłeś do niego przypadkiem. Z przyjaznym szumem wyciąga rozłożyste konary, zapraszając Cię do jedynej takiej podróży 

53740592_164128277796490_3742815328447496192_n

Baśnie drzewnych ludów: Świerkowy Duch opowiada o Ziemi

Było to dawno, dawno temu….W czas tak odległy, gdzie nie sięgają wspomnieniem najstarsze drzewa. Gdy Stwórca przygotowywał ziemski raj do zamieszkania przez ludzi, zawarł w pamięci Ziemi najdoskonalszą cząstkę siebie. Dobrze wiedział co robi. Wszystko było już niemal gotowe. Uśmiechnięta Matka Natura – wcielenie Ziemi, żeglowała w chmurach po całym świecie doglądając troskliwie najmniejszych spraw. Bóg powierzył jej przecież tak ważne zadanie. Miała opiekować się ludzmi, zwierzętami, roślinami, grzybami, całym najmniejszym stworzeniem, jakie chciało zamieszkać w tym szczęśliwym domu, dryfującym w otchłani kosmosu. Podróżowała w postaci liściastego ptaka, w mgnieniu oka przybywając tam, gdzie były potrzebne jej starania. Zakasywała liściastą spódnicę i brała się za sprzątanie. Gdzieniegdzie nawet pranie było potrzebne. Wtedy roztańczone żywioły z ufnością poddawały się woli Matki, niosąc ją na skrzydłach swej mocy, a z chęcią słuchając jej poleceń. Prawie wszyscy byli już na miejscu. Brakowało tylko człowieka. Drzewne rody otrzymały wystarczająco dużo czasu, aby zakorzenić się w wiedzy i służyć każdemu świadomemu stworzeniu, pragnącemu doświadczać boskiej pamięci siebie. Zwierzęta, rośliny, woda, ogień, i ich przejawione duchy – wszyscy czekali z radością na przybycie pierwszych ludzkich mieszkańców. Zwłaszcza Drzewa były bardzo tym poruszone. Jak wyglądają? – Zastanawiały się. Jacy będą? Czy niczego im nie braknie? Czy będziemy potrafili się porozumieć? Usłyszą nas? Pokochają? Czy będziemy umiały dobrze się nimi zaopiekować?

51760987_117894352619654_4000298811116224512_n

Drzewa również wspierały Boga w przygotowaniach wspólnego dla wszystkich domu. Bardzo chciały, aby ludzie w ich świecie czuli się jak najlepiej. A On uśmiechał się razem z Nimi, współtworząc dzieło, i zawierzając leśnej pomocy. Drzewa posiadały z Nim szczególną więz, mając głębokimi korzeniami dostęp do tego, co zawarł w głębinach Ziemi-Matki. Ale przecież ludzie nie mają takich korzeni. Nie mają liści, które rozumiałyby muzykę wiatru. Czuły oddech Wszechświata. Jak my wszyscy się porozumiemy? – pytały szczerze stroskane.

– Ludzie otrzymają głos swych wiecznych serc. Tam zawsze mnie znajdą. Ich ciała będą różniły się od Waszych, tylko pozornie. Będziecie razem się żywić, oddychać, zmieniać, rosnąć, rozmnażać. W nich zamieszka duch, będący także moją częścią. Porozumiecie się. I razem zawsze odnajdziecie drogę do mnie. Gdy oni zapomną, Wy będziecie kluczem.

Ucieszyły się bardzo drzewa, rozumiejąc, jak mądry był Bóg, i odtąd z ufnością czekały kolejne epoki na przybycie swoich ludzkich przyjaciół. W tym czasie drzewne narody dzieliły między siebie zadania, aby jak najlepiej podjąć w gościnę odległych przybyszy. W Rajskim Ogrodzie Matka Natura krzątała się z ptasim śpiewem, przygotowując bezpieczne schronienia, nakrywała do stołu słońcem głaszcząc kiście i grona dojrzewających owoców. Każdy dwoił się troił dając z siebie co najlepsze, aby w pełni obfitości, powitać nowych gości. Posłańcy duchów drzew fruwali po zielonych ogromnych puszczach, wymieniając wieści z najdalszych zakątków Ziemi. W dżunglach wędrowały zwierzęta, i te wsłuchując się w szmery liści już wiedziały, że oto zbliża się ważne święto. Wszystko trzeba było dopiąć na ostatni guzik. A Drzewa już były gotowe. Rozprawiały ze sobą, opowiadając co kto przygotował w powitalnym darze.

Śpiewne Brzozy, wyczarowały kroki tańców, jakie tchną ludziom w nogi, by tym nigdy nie zabrakło pląsów i uciechy. Dogadały, że zadbają o najlepszy nastrój, i świecić będą pamięcią Uśmiechu Boga, aby przypominać człowiekowi, gdzie podziewa się jego szczęście. Siostry ustaliły między sobą, że zawsze pomogą ludzkiej istocie w każdej sprawie, czule wysłuchując jego zwierzeń. I tak jak dbały o każde istnienie, tak troszczyć się będą o jego zdrowie, gdyby pojawiła taka potrzeba.

Sędziwe Dęby uzgodniły, że otoczą ludzi ochroną, i przypomną o poczuciu osobistej Mocy. Gdyby Ci, zagubieni i przestraszeni w nowym świecie, nie czuli się dość pewnie. Troska Drzew szumiała zewsząd, a każde chciało wystąpić z najpiękniejszym podarunkiem, jakie mogło wydobyć z głębi siebie. A wszystkie zgodnie dbały o jedno – czyste powietrze, aby człowiek mógł z rozkoszą nasączać się zdrowym oddechem.

Łąki

– Będzie ich tak dużo… Pomyślała przewidująca Lipa. Czasem mogą się poróżnić się miedzy sobą. Ja zadbam o wiekuistą zgodę i harmonię między nimi, gdy tylko mnie poproszą. Przytulę i ukocham Twoją Miłością wszystkich.

I ja, i ja coś mam! – Odezwała się jarzębina. A może będą chcieli się przyozdobić na święto? Korali starczy nie tylko dla ptaków. Już dojrzewam w słońcu! – szumiała radośnie.

A jeśli pokochają i wszelkie leśne duchy tego świata, ja poprowadzę wśród nich. Objawię największe tajemnice – rzekła odległa Wierzba, mocząc rozkosznie stopy w nurcie chłodnej rzeki.

– Damy im co najlepsze – uradziły owocowe krzewy i drzewka. Nasz dar zrodzony z Ziemi, dojrzały w słońcu, ugłaskany wiatrami południa. Będą syci i zdrowi!

– A kiedy będą Cię szukać i wspominać, my zawołamy razem z Nimi. Tak głośno abyś nas usłyszał. Upodobnimy się do Nich tak bardzo, jak to możliwe. Przypomnimy jak tworzyć. – Zaszemrały sennie Topole.

– Zaprowadzimy w najdalsze zakątki poznania… Powiedziemy Ducha do Wiedzy. Obudzimy. Z podróżą przez czas i przestrzeń – Do Ciebie, zawsze gdy zapragną, – zamruczały Jesiony.

– A co, jeśli zagubią się w mroku? Zamyśliła się na moment Matka. Gdy stracą więz? Tyle się tu dzieje…

– Nie martw się tym… – Powiedział Stwórca. I wtedy także będziecie wzrastać. Wszyscy. Będziecie się uczyć od siebie. Czasem, będziecie się ranić. Zagubicie się. Odnajdziecie. I w każdej chwili będziecie mogli razem mnie odnaleźć. Wrócić do raju. Wspierajcie się. Kochajcie. Dzielcie. Jesteście jedną moją rodziną. Zostanie z Wami ten Inny. Ten który pomoże zmierzyć się z cieniem… On przypomni o jedności.

I z głosu Boga wyłonił się świerk. Pierwszy. Ogromny był, ubrany w iglasty płaszcz ciemnozielonych igieł, które okrywały chropawy pień do samego dołu. Osiadł na skalistym zboczu, trudniejszym czyniąc sobie wzrost już na początku. Matka Natura pochwyciła go zdziwiona otuliwszy wpół, chcąc przenieść w bardziej przyjazne miejsce. Ale on już zdążył się zakorzenić.

– Ufam Ci Matko…- zaszumiał. Wiem, że wszędzie czeka na mnie wszystko co najlepsze. Przygotowałaś już. Nie martw się o mnie. Podołam. Zostanę. To moja nauka. Tak być musi, abym i ja mógł pomóc, gdy nadejdzie czas.

Żywioły zerwały się do wietrznej burzy, aby raz jeszcze ostatni wydmuchać kurze z wszelkich zakątków Rajskiego Ogrodu. A potem popadał deszcz. Świat zalśnił świeżością i zawirował zapachami. Dom był gotów. Matka Natura z trudem uciszała wesoły zwierzęcy i drzewny gwar mieszkańców raju, choć sama tętniła cała Miłością, wiedząc, że przygotowała dla nowych dzieci wszystko co mogła najpiękniejsze. Wystąpiła hojnie z całą obfitością jaką mogła wyczarować z głębin swojej czułości. Czego tu nie było! Góry wysokie, jeziora ciepłe, kolorowe pachnące kwiaty, zielone łąki, stada ufnych zwierząt, wesoło grające ptaki, niebieskie plaże, i drzewne narody rosnące wszędzie gdzie okiem sięgnąć. Zaczęły się wesołe śpiewy, tańce, brykania, bo i radość ogarnęła mieszkańców Ziemi, że Stworzyciel tak wyjątkowych podarował im przyjaciół.

48404705_2185340711732140_2957094655562350592_n

– Ciiiii, cichoooooooo, szaaaa! Zawołał Mysikrólik, czujny wieszcz ptasi. Nadchodzą!

Uciszyła się Puszcza, a każdy kto żył wyciągał głowy, łodygi i gałęzie, wyglądając ciekawie na wsze strony. Nad polaną dojrzewała Jasność. Było tak zawsze, ilekroć Stwórca pojawiał się odwiedzić swój raj. Matka Natura wyszła naprzeciw strojna w kobierce kwiatów, z ptasimi braćmi na ramionach, otulona szalikiem z liści. Wokół głowy wirowały jej kaskady kolorowych motyli. Gdzie krok uczyniła, tam Ziemia rozkwitała barwnym zaczątkiem święta. Pachniała… Życiem… A z jasności już, już wyłaniał się Człowiek. Otworzyła szeroko, w czułym geście zielone ramiona. Otuliła światłość. Ostatni gość. Przyjmowała i witała wszystkich. Światłość rozbłysła, a przez Ciało Ziemi przeniknął kojący, wdzięczny, wzruszony Zew Stwórcy. Rzeki wezbrały łzami szczęścia. Matka płakała.

– Zaopiekuj się Nimi, najlepiej jak potrafisz, – usłyszała jeszcze.

Ależ była szczęśliwa! Jej wyjątkowe dzieci. Prezent samego Boga. Dla Niej! Kołysała je delikatnie, ogrzewając pieczołowicie całą czułością swego wnętrza. Ptaki nuciły do snu, a największe z Drzew zaglądały ciekawie przez ramię, oglądając nowych przybyszy. Odczuwała w człowieku Bożą Miłość. Wiedziała, że nigdy nie poskąpi im niczego ze swego łona. Byli tak cudownie połączeni. ‘’Już na zawsze pozostaniemy razem’’ – pomyślała.

A potem zaczął się raj. Matka igrała z Dziećmi, dokazując pośród wysokich traw. W chowanego się bawili. Czasem biegali w pogoni za wielkimi motylami, które uwijały się beztrosko pośród tęczowego świata kwiatów. Kąpali w strumieniach, poddając pieszczocie szemrającemu nurtowi uciszonego żywiołu. Popołudniami, zmęczeni harcami, wygrzewali się w słońcu, przytulając do spoczywających zwierząt. Wieczorami przychodziły w odwiedziny Drzewa. Wszyscy siadali w wielkim przeplatanym kręgu, a Mama Natura rozświetlała wielki różowy kryształ, znak, że pora zaczynać. Świecił delikatnie promieniując na zjednoczone twarze echem radości dnia. Czas gawędy. I nie trzeba było słów. Patrzyli w gwiazdy, i dzielili wdzięcznością ze Stwórcą. Drzewa szumiały, dzieląc się mądrością i wiedzą, z którą wzrastały od prawieków. Szczere pomruki zadowolonych dębów, niosły się daleko w noc, dudniąc echem życiowej siły. Człowiek słuchał, uczył się cudów świata. Brzozy tańczyły pod lasem z kobietami, w rytm zjednoczenia radosnych serc. Nad rajską polaną do pózna rozbrzmiewały śmiechy i śpiewy płynące z głębi szczęśliwego wnętrza spełnionych Istot. Dojrzałą nocą Mama – Natura układała wszystkich do snu; tu pogłaskała oddechem wiatru, tam otuliła zielenią, a każdego ukoiła jedynym takim pocałunkiem.

44843830_710565579342716_2456214336847216640_n

Harmonia

👻 A Świerkowy Duch nadal wędruje gdzieś po świecie, po prostu dobro czyniąc. Pamięta przesłanie Boga. Wygląda jak ogromny, zielony Włóczykij, przystrojony w płaszcz z igliwia, którym powłóczy z szelestem po ściółce. Iglasta broda zwiesza się pod ciemnymi pradawnymi oczyma, zdradzając pra-wiek olbrzyma. Pomaga wzrosnąć małym świerczkom i rozsiewa maleńkie nasionka. Szuka dla nich najlepszych miejsc. Opiekuje się swoim narodem. Czasem się ukazuje na szlaku wędrowcom i baśnie opowiada. Słyszą i rozumieją go tylko drzewa. Dba by, Pamięć Ziemi przetrwała… Zatarł się i we wspomnieniach Drzew. Tyle mogę o Nim powiedzieć.

🌎 Jednak przestali ją słyszeć, choć nadal są w połączeniu. Chociaż, nie chcą tego dostrzegać. Ona, jak obiecała, tak przytula i jest. Matka. Mówi tylko coraz głośniej. Czasem zapłacze. Już nie panuje nad sobą. Roztrzęsiona jakaś ostatnio. Poci się. Dyszy. Kaszle. Ale wytrzyma jeszcze. Obiecała. Kocha. Cierpliwie czeka, aż znów ją usłyszą. Wierzy. On zawarł w niej najlepszą cząstkę siebie. Z daleka woła, że jeszcze trochę. Dotrą do niej. Któregoś zapomnianego dnia.

25551967_334589620350826_730826731587448256_n