Sylwester pod Drzewami Mocy. Zjazd leśnego plemienia.

Gdy stary rok po miesiącach pędu, za przesileniem zimowym wreszcie spowalnia swoje kroki i spotyka się z nowym… Leśne plemię Księżycowych Wędrowców zjeżdża się spontanicznie. To już drugi raz. Choć w zupełnie innym gronie. Czarodziejska Aga z krainy kwiatów, Radosna Ola i Michał, po prostu Miś. Dla nas to czas podsumowań. Spojrzenia wstecz. Planów i podziękowań. Początków nowej kreacji, zatrzymania z wglądem. Świętować chcemy w ciszy i ciemnościach. I niestety, w ten dzień właśnie odnaleźć jej nie sposób w mrokach leśnych. Huczący świat niejako zmusza nas, do wysłuchiwania chaosu swojego zapomnienia.

Jeszcze ostatni przegląd plecaków, ‘’ekwipunku’’ w postaci dodatkowych warstw odzieży, i ubrani jak bałwany, ruszamy pod Knieję. Tu wita nas hulający wicher i pochmurna aura. Dudniące huki rozbrzmiewają sporadycznymi salwami. Jedyny dzień w roku, kiedy można do lasu nocą wybrać się większą grupą, bo zwierzęta są ‘’wymiecione’’.  Ale są drzewa. Te jak zawsze, trwają, donikąd nie wybierają. Przystajemy na skraju, gdy śpiące zdawałoby się parasolki sosnowych wierzchołków bujają się, skrzypiąc. Tak reagują na nasze nadejście. Zrywa się powiew wiatrowego sztormu. I uczymy postrzegać, słuchać, odbierać. Przystajemy w skupieniu, gdyż w lesie dzieje się ożywiony dialog. Sosny trochę płaczą. Jękliwe piski, zawodzenia, lamenty. W tym dzwiękach zawarte jest uczucie, a z nim informacja. Choć cieszą na nasze przyjście, to i boją się nieco. Z wiatrem przyszły o wieści o gigantycznych pożarach trawiących Australię. Drzewa zawsze wiedzą wcześniej. Wiedzą, co może się zdarzyć, nadejść. Są przecież ‘’w terenie’’. Nie odgrodzone betonem, odgłosami , nie zagłuszane chaosem informacji. Zanurzone istnieniem tutaj – odbierają. U nas mija trzeci suchy rok, ze średnią znacznie poniżej dotychczasowych sum opadów. Nie trzeba być strategiem…

Leśny, szumiąco – skrzypiący koncert zatrzymuje nas w oczarowaniu. Coś się zmieniło. W samych drzewach, albo strukturze świata. Dawniej podczas wichur ‘’odzywały’’ się pojedyncze drzewa, dziś ma się wrażenie, że robią to wszystkie. W miarę jak oddalają się nasze kroki, zawołania nasilają się i grzmią z ciemni puszczy – jakby chciały nas jeszcze zatrzymać. Za moment jesteśmy pod Krzesimirem. Ogrom wzruszenia moich gości, kiedy mogą poznać i przytulić mędrca. Każdy ma swoją chwilę, w której odbier dla siebie błogosławieństwo i wieści. Każdemu inne. Mi dąb – przyjaciel powiada:

– Możesz wybrać dla siebie co zechcesz. My przygotowaliśmy dla Ciebie wyjątkowe. Każde doświadczenie, droga, będą dobre. Nie istotne są aż tak szczegóły. Wybieraj świadomie, kształtuj, ale i płyń bez oporu z tym co przyjdzie. 

Niebo przeciera się nieśmiałymi błyskami gwiazd. Ola mówi, że wyraziła wcześniej taką intencję. I stało się. Niesamowicie. Prowadzę przez las – zmiana planów trasy, podyktowana warunkami. Jak się potem okazało, najlepsza. Tutaj nam nie wieje, mamy wrażenie, że otoczył nas opiekuńczy, bezpieczny tunel. Drzewa pochłaniają siłę żywiołu i przekazują przez pnie jego wibrację w głąb ziemi. Co ta energia dalej robi, gdzie pracuje? Zastanawiam się. Żadne z nas nie boi się oberwanej gałęzi czy lecącego konaru. Przeciwnie. Drzewa są silne, zdrowe. Obłamania zdarzają się rzadko. Potrzeba potężnych wichur. Mijamy tegoroczne pogorzelisko. Sosny tutaj zostały jedynie ‘’liznięte’’ przez ogień, mimo to wycięte. Ciszę i szum drzew przerywają raz po raz nawoływania przepłoszonych petardami gęsi – krążą w powietrzu nie dając o sobie zapomnieć. Mimo gęstej ściany zarośli dobiegają i tutaj pojedyncze okrzyki żurawi. Uśmiecham się gorzko. Od paru dni blog Szeptów przeżywał prawdziwie oblężenie, gdy opisałem sylwestra z perspektywy doświadczających ludzkiego ‘’świętowania’’ zwierząt – ktoś zarzucił, że się nie znam, bo gęsi i żurawie dawno odleciały. Od lat, to tak nie działa. Ciepłe, deszczowe ‘’zimy’’ a w zasadzie ich brak, powoduje, że wiele ptaków nie podejmuje wędrówki. Zostają, próbują przezimować. Dziś jest nas czwórka i słyszymy je wszyscy. Uwaga skierowana na zewnątrz, powoduje, że Aga wpada w błotnistą kałużę. Milimetry dzielą, aby woda wlała się do kalosza. Czujny Michał ratuje sytuację podtrzymaniem. Ja już ją znam… Wygląda niepozornie, lecz kąpiące się tu dziki bardzo pogłębiły niewidoczną pod wodą nieckę. Przenikają mnie fale ciepła i błogiej radości, płynące od moich wędrownych towarzyszy. Gdy wymieniamy te spostrzeżenia, Ola mówi, że jest przeszczęśliwa. Nawiązuje się miedzy nami pewien rodzaj synergii – w mig odbieramy swoje stany i nastroje. W ciemności wyostrza się intuicja. Rozmawiamy o przyszłości i troskach drzew, o tym co możemy dla nich zrobić, jak omijać duchowe pułapki różnych ideologii, które okrężną drogą próbują odwieść człowieka od tego co dla niego najlepsze, i pod płaszczykiem niszczyć. Wypływa skądinąd temat ‘’drewna księżycowego’’. Tłumaczę, że dziś nie musimy ścinać tylu drzew, a jeśli zabijamy żywe drzewo, które podczas pełni emanuje głębią uzdrawiającej energii, to jaki pożytek z tego? Jakiej energii służy? Czy jest możliwa zamiana? Zgadzamy się wszyscy co do alternatywy konopnej, przecież już dziś powstały technologie produkujące bale i deski z surowca konopnego, które w dodatku są 20 razy wytrzymalsze niż dębowe.

plakacikeee

Drugi przystanek robimy pod przyjazną ‘’Akacją’’. To Agnieszki Drzewo Opiekuńcze. Po kilku minutach wspólnego tulenia, Drzewo prosi mnie, abym odszedł i zostawił Agę samą.
Spływa na mnie kojące ciepło.

‘’Posłuchałeś…’’ – Mówi ucieszona Akacja, tym kojącym, aksamitnym głosem. To ta, która naucza zaufania intuicji i podążania za nią. Pamiętam jak razu pewnego poprosiła kogoś, by ta osoba poszła spontaniczne kilkanaście kroków w głąb lasu. Bardzo byłem wtedy zaskoczony, ale ona znalazła pióro. I mnie podobnie Robinia ‘’testowała’’ prosząc o robienie różnych takich rzeczy. Uczyła jak słuchać lasu. Agnieszka wraca podekscytowana i opowiada, co przekazało jej mądre drzewo.

– Mam zostać jasnowidzką. Mam odnajdywać, przewidywać. Ale nie dla ludzi. Mam ‘’jasnowidzieć’’ dla Drzew. O co tu chodzi? Nie rozumiem…

Uśmiecham się szeroko. Choć w pierwszej chwili też zaskoczony. Za moment wiem. Akacje, to przecież drzewa wspierające właśnie dar jasnowidzenia i naturalne umiejętności pozazmysłowego postrzegania człowieka.

– A może masz odnajdywać, przewidywać bezpieczne miejsca, które długo nie zaznają przekształceń i pozwolą drzewom sędziwie wzrosnąć i godnie odejść? Będziesz odnajdywać siedliska dla Drzew Mocy…

Wzruszamy się ogromnie. Za moment jesteśmy pod Dębem Radomirem, tym który z piorunami się bratał. Otaczamy go kręgiem, dziwując się Mocarzowi, co tyle klęsk przetrwał. Odłupane ramię pnia rozkłada się obok, będąc świadectwem krzepy olbrzyma. Przesyłamy mu pokłady uzdrawiającej energii. Łączymy się za ręce bez słów. Tak mnie to cieszy. Moje leśne plemię, które kocha, czuje i postrzega tak jak ja. Odnajdujemy się i jest nas coraz więcej. Na pajęczynach zawisły urzędujące pająki. Mimo przełomu stycznia i grudnia, owady pozostają wciąż aktywne. W tym kleszcze. Jakich czasów doczekaliśmy… Jesień i zima zawsze były dla mnie bezpiecznym okresem wędrówek, teraz trzeba uważać, choć w kilku warstwach ubrania ryzyko jest mniejsze. Pod Radomirem jakoś tak spontanicznie zalegamy na wypoczynek. Choć plan był inny. Płyną rozmowy, przerywane hukiem bliskich petard i błyskami. Chmury odbijają poblask. Jak na froncie. Większość narzuca mniejszości. Zwykle. Chcielibyśmy ciszy, tymczasem pewnie w całej Polsce trudno znaleźć miejsce, gdzie echa nie docierałyby. Godzinę ‘’zero’’ rozpoznajemy po wzmożonym hałasie. Gęsi nawołują rozpaczliwie. Nie mamy ochoty obserwować fajerwerków, choć taki był plan. Mówimy słowa, milczymy. W wyobrazni tworzymy obrazy szczęścia, w jakich chcielibyśmy widzieć siebie nawzajem i przesyłamy w myślach do siebie w przestrzeni. Michał leży na gołej ziemi pod jesionem, nieco pochrapuje. Szybko potrafi zasnąć. Kiedy się budzi po niedługim czasie jest uśmiechnięty i w nastroju, opowiada jak Ziemia pochłonęła jakieś jego troski. Do końca wyprawy pozostaje ożywiony. Ja oddalam się na kilka minut do innego jesionu. Potrzebuję pewne sprawy przemyśleć, podziękować bliskim, ułożyć w samotności. Nikomu to nie przeszkadza. Słyszę, że rozmowy dalej naturalnie się toczą. Żywioły odpowiadają salwami podmuchów, gdy wypowiadam swoje życzenia. Ręce w górę wyciągam dziękując, za wszystko co tutaj przydarzyło się mi i moim gościom. Wierzyć się nie chce, że ogrom tych zdarzeń zmieścił w tak maleńkim roku.

Radomir cieszy się z obecności gości. Rozmawia z Agnieszką. Czasem bardzo się dziwię, bo trochę tak jakby drzewa nasycone były dialogami ze mną, a pałają chęcią poznania nowych osób. Zimno dociera i tutaj. Michał medytuje i posyła nam cieplne fale, które o dziwo działają i otulają nas rozgrzewającym przepływem. Kanapki i termosy. Ciepła generuje się tyle, że za chwilę jesteśmy oblegani przez wszechobecne biedronki, które przyszły się ogrzać. Świecąc spostrzegamy że są wszędzie, na spodniach, plecakach, wokół i na dębie. Ostrożnie ‘’przesadzamy’’ je na korę drzewa, lecz one wcale nie chcą opuszczać ciepłych dłoni. Moje zwierzęta Mocy. Ukazały się licznie, z jakimś przesłaniem. Zbieramy się do marszu. Choć nikt tak naprawdę nie chce stąd ruszać. Aga mówi, że to najlepszy Sylwester w jej życiu. Dokładnie taki – dziki, inny. Przed nami jeszcze długa wędrówka…

Ciche, stłumione kroki szeleszczą w mrokach dębowego szlaku. Tutaj Dąb Gromiec z przepastną dziuplą, kawałek dalej dorodny Klon Ellion, najwspanialszy z tutejszych klonów. Pod nim odczytujemy kolejne przesłanie.

Pochwyciłem ją za dłonie,
Z całych sił wołałem do Niej

Ellion jestem, Imię moje
Dziś przytulę Troski Twoje,

Cieszę, że mnie usłyszałaś,
Kiedy tam nad bagnem stałaś,

Tyle chciałbym Ci powiedzieć,
Czego pragniesz się dowiedzieć,

Stary ród nasz, ten Klonowy,
Wiedzie ciało, do odnowy

Spójrz jak Drzewo dba o siebie,
To też przekaz jest dla Ciebie,

Co pochłania w siebie święcie,
Przed czym broni się zawzięcie,

Z czego czerpie swoją Siłę
I dlaczego, długo żyje

Co najprostsze, to najzdrowsze,
To surowe i zielone,

Cieszy ciało się spełnione,
Wiele dawnych zrzuca bóli
I nie trzeba, więcej tulić,

Bo duch raz już obudzony
Jest w poznaniu nasycony

Tęsknią klony do wspomnienia,
Choć się tyle w świecie zmienia,

Pamiętają pierwszych ludzi,
Gdy nie trzeba było budzić

Stróżowali przy naradzie,
Grach, zabawach, i biesiadzie

Potem przyszedł czas rozstania,
Ducha – ciała, załamania,

Kiedy podniósł człowiek rękę,
Na to dawne, życie święte

Pożegnały się wnet Klony,
I ruszyły, w świata strony,

Dziś odnajdziesz nas i wszędzie,
Kiedy spotkasz, dobrze będzie,

Ważne są dla Ciebie słowa,
Aby podjąć się od nowa,

Trud procesu oczyszczenia,
Choć bolesny, wiele zmienia,

Teraz.

Opowiadam baśń o wędrówce klonów – jak jawor obraził się na ludzi, a klon polny powierzył swoje istnienie żywiołom pustki. Jak sprytny klon jesionolistny znalazł sposób, aby wyprzedzać inne drzewa. Wspominamy i tęsknimy do czasów Pierwszych Ludzi, tych pradawnych mieszkańców Ziemi znających sekret istnienia w harmonii z naturą. Ci, którzy tworzyli rajskie ogrody i rozkwitali w błogosławieństwie życia. Świat zapomniał o Wedrussach. My w opowieściach wskrzeszamy ich przesłanie. Zrobiło się bardzo ciemno. Podążając, ledwo widzimy cokolwiek. Trzeba wytężać wzrok, mrok rozumy rozpanoszył się wszechwładem. Ostrożnie, w skupieniu. W kimś odzywa się strach. Jednak trzeba czasu, aby oswoić i polubić z ciemnościami kniei. Mi niekiedy pomagało wyobrażenie. To znaczy zawsze mam w pamięci jak wygląda tutaj za dnia, i mówię sobie, że to tak samo, tylko bez kolorów. Dalekie żurawie smętnym głosem komentują ludzką zabawę. Wkrótce stajemy nad rzeką. Wody nieco przybyło. W świetle latarek podziwiamy mozaikę glonów, resztki wodnej rzęsy i rozkład olchowych liści. Pospolite ślimaki, zatoczki rogowe, znaczą podwodny szlak powolnym spacerem. Im chyba jest wszystko jedno.
Wskazuję ręką i chcę pokazać gościom jeszcze jednego dorodnego wiąza, aby coś o nim opowiedzieć. Wtedy robi mi się niedobrze. Pod drzewem ktoś ‘’złożył w darze’’ wielki, stary telewizor… Jeszcze parę dni temu go tutaj nie było. Aż mi i wstyd. Jednak – tak się w lasach wyrabia. Ostatnio na wigilijnej wędrówce napotkaliśmy auto stojące w ciemności, po włączeniu latarki pojazd odpalił silnik i odjechał. Na miejscu zostały świeże niedopałki papierosów, puszka po napoju i papierowe ręczniki. Zabraliśmy to wszystko. Wigilia, druga w nocy… co ludzie mają , głowach? Jadąc przez jakąkolwiek wioskę mija się mnóstwo pojemników na śmieci, przy przystankach choćby. Można zostawić, śmieciarka zabierze. Gminy organizują zbiórki zużytego sprzętu elektronicznego i rzeczy wielkogabarytowych. Można oddać darmo lub niewielkim kosztem. A ludzie ryzykują i przywożą do lasu, wcale nie tanimi autami. Lodówki, tapczany, pralki, ubrania… Krąży ponury dowcip, jak to człowiek segreguje śmieci. Na te które do pieca, i te co do lasu… Nasza obecność płoszy takich szkodników. Niech wiedzą, że nie ma przyzwolenia i są obserwowani. Czujni czatownicy ukryci w zaroślach, zauważą i w środku nocy. Każda butelka czy puszka to śmierć dziesiątek owadów, które topią się w takiej pułapce.

Tulimy jeszcze kasztanowce. Przestrzeń zakotwiczyła się w otchłani bezczasu. Kiedy zleciało te pięć godzin? Pora na powrót, żegnany szumiącym trzaskiem parady drzewnych istot. Im dziękujemy w pokłonie. Daleko poza lasem włączamy barwne miecze świetlne. Z osiedli jesteśmy teraz pewnie widoczni. Księżycowi Wędrowcy pokazują, że bawić się można z kolorem i światłem, ale bez huku, dymu i przerażenia. Jednorazowy wydatek, a radości na cały rok. Miecze są łatwo naprawialne i wytrzymałe. Rozgrzać się można pojedynkiem, po długim czasie niemrawego bezwładu. Zakładamy śmieszne maski. Błyskają ostrza ze świstem powietrza, kolory pulsują energią, miecze mruczą przyjemnie wibracją sił kosmosu. W śmiechach pielęgnujemy więzi z wewnętrznym dzieckiem, czyli jak dla mnie, z duszą. Dla równowagi, trochę mniej powagi. I podziwiam, jak każdy pojedynek potrafi być inny. Aga unika kontaktu z ostrzem, manewruje tak, że trudno trafić w jej broń. Robi się taniec sztuczek światła, zasilany salwami migocącego śmiechu uradowanej kobiety. Michał nagrywa na pamiątkę.

20191231_233939

Podczas powrotu do kwatery, spotyka nas przeszkoda. Na jednym z osiedli zamknięto ruch. Pełno straży pożarnej, policji, pogotowia. Ola wycofuje autem. W ostatniej chwili zauważa inny pojazd stojący na poboczu, omal się nie zderzamy. Ale opatrzność leśna czuwa. Nie widział go nikt z nas, jakby coś przykryło. Okazuje się, że płonie gaz. Słup ognia pod niebo. Ktoś wrzucił petardę tam gdzie nie powinien. Ewakuują kilka okolicznych domów, gdyby to wybuchło zmiecie ze trzy domostwa. Jest trzecia w nocy. I myślimy tak sobie. Kolejnego dnia media społecznościowe zostają zalane zdjęciami martwych ptaków zbieranych pod drzewami, wykrwawionych psów nabitych na iglice płotów, które w panice próbowały wydostać się z posesji. W wydaniach wiadomości pojawią się relacje o poparzonych kończynach, urwanych palcach, rękach. Czy każdego roku, to wciąż za mało, jak możliwe że pozwalamy pijanym ludziom na używanie środków pirotechnicznych w atmosferze takiej beztroski?
Z daleka spoglądamy na słup ognia. Pan strażak mówi, że sytuacja opanowana, ale nie przepuszczą nas bo zagrożenie. Dla mnie to wszystko bardzo symboliczne. Od paru tygodni płonie Australia. Wcześniej żywioł strawił rozległe lasy tajgi i przetrzebił amazońską puszczę. Trudny rok dla przyrody. Ogień pożera i trawi świat jaki znamy. Miliony poparzonych, spalonych zwierząt, dziesiątki ofiar ludzkich, nieznana liczba gatunków, które możemy skreślić na zawsze. A tymczasem w Sydney, australijski rząd nie ugiął się pod presją społecznej krytyki, i wśród tych dymów, popiołów, pomarańczowej poświaty zorganizował pokaz fajerwerków… Orkiestra na Tytanicu gra do ostatka.

Pożegnaniom nie było końca. Choć przecież jeszcze w Nowy Rok widzimy się i ruszamy na dzienną wyprawę.
Zasypiam u siebie. Po około dwóch godzinach, budzi mnie łaskotanie na twarzy. Dotykam jakoś zupełnie spokojny – znajomy zapach. Biedronka! Zapalam światło i widzę jak wysypują się z plecaka. Jakimś cudem zdążyły wejść w zakamarki ubrań, a ciepło mieszkania zachęciło je do spaceru. Na dworze zimno, nie chcę teraz wypuszczać. Zamykam plecak, niech tam śpią. Śmieję się, bo moja pościel ma motyw biedronki siedzącej na dmuchawcu, dusza kiedyś zachwyciła się tym wzorem. Teraz budzi mnie nad ranem ‘’moim własnym’’ Zwierzęciem Mocy i coś pragnie przekazać.

Dziękuję wszystkim uczestnikom tego magicznego sylwestra. Druga edycja tradycji świętowania wędrówką zapisuje się pełnią osobistych procesów, wrażeń, wglądów, zachwytów, wzruszeń i przygód. Składam jeszcze raz najlepsze życzenia – niech Wam Knieja w sercach z opowieścią wiecznie szumi. Tym, którzy z różnych przyczyn być z nami nie mogli i nie dotarli – do zobaczenia może następnym razem 

20200101_024106

Jesienny oddech Leśnej Mocy. Wędrowne warsztaty w Naturze.

Jesień wcale nie musi być szara, ponura, i chłodna. Może natomiast być Wędrowna. Powoli milkną odgłosy mocarnych jeleni, płynące porykiwaniami w głębinach Kniei. Lecz w lesie nigdy nie mieszka na dobre cisza. Zanim zaszeleści pod stopami pachnący dywan kolorowych liści, nim nagie drzewa zasną odkryte w swych tajemnicach, wreszcie zanim świat odda się w panowanie wichur, deszczu i słot…

Ruszymy popołudniem, aby skorzystać z ciepłych jeszcze promieni pazdziernikowego słońca, pochwycić resztki dobroci babiego lata, poleniuchować w liściach, a na miejscu być przed zachodem. Za dnia powędrujemy boso po zaoranej miękkiej ziemi, chłonąc w siebie dostatek ciepła ostatnich takich momentów. Wezmiemy z sobą kanapki i coś gorącego do picia w termosach, oraz uważność i szacunek wobec świata natury jaki podziwiać będziemy podczas tej podróży. Przytulimy się do ogromnych klonów i dębów powierzając im swe troski, napięcia, radości, posłuchamy o czym szemrzą i prawią. Będzie to okazja aby skorzystać z kojącej i uzdrawiającej energii zaprzyjaźnionych Drzew Mocy oraz zasięgnąć od nich wieści dla Ciebie. Przekażę Ci w gawędzie swobodnej swoje wieści na temat Dendreoterapii i pracy z energiami lasu. Ciepła jesień to równie bajeczna pora do czuwań pod gwiazdami, jeśli szukasz szelestów…i ciszy. Towarzyszyć nam będą stukoty wszechobecnych żołędzi, kiedy mocarne dęby z ufnością powierzają Matce Ziemi zadanie pomnożenia swego plemienia. Jeśli Twój słuch jest wyostrzony, bez problemu wyłowisz też delikatne tąpnięcia i szmery lądujących listków. Strojni w kolory spadochroniarze, okrywają spracowaną ziemię przytulną kołderką szeptu. Tak właśnie nuci swą pieśń jesień i to jedna z łagodniejszych piosenek. Ma moc ukojenia duszy.. Czasem zaszeleści w nich jakiś gryzoń, albo spóźnialski jeż, także korzystający z ostatków przyjaznych temperatur. Aromat wirującego listowia, miesza się z zapachem rzadkich grzybów, krążąc paletą przy skraju boru… Piaszczysta granica światów na styku pól upraw ludzkich zapisana jest opowieściami w postaci tropów wędrujących saren, lisów, jeleni, dzików, zajęcy. Spróbujemy odczytać je po trochu, oraz inne ślady zwierzęcych zwyczajów. Zajrzymy w arkana ich sekretów, jakich ślady pozostawiają tu i tam na szlaku swego żywota. Dowiesz się ciekawostek o ptakach, ssakach, roślinach, a przy okazji podszkolimy się ze znajomości zasłyszanych ptasich głosów. To już nie czas bogatych śpiewów, ale ptactwo zawsze wydaje dzwięki alarmujące i wabiące. Przy leśnych babrzyskach smęcą i jęczą jak duchy mocarne łosie. Łagodne sarny, powoli zaczynają łączyć się w pierwsze zimowe grupy. Kolorowe bażanty, z donośnym okrzykiem dają znać o swej obecności. Momentami ciszę drą na strzępy ochrypłe wrzaski czupurnych sójek. Wiewiórki z uporem dopieszczają kunszt swych gniazd i czynią ostatnie zapasy przed zimowym lenistwem. Gospodarna Jesień darzy swój lud szczodrze, dbając by nikomu nie brakło na zdrowiu i obfitości. Zabierz torbę lnianą, nazbieramy krocie szkarłatu dzikiej róży, koraliki głogów i garście krasnych jarzębin. A i kobiałkę małą, do której nieco grzybów się zmieści. Gdy wiatr niespodziany odezwie się szumem w koronach, wtedy się zacznie…setki, tysiące iskier czerwieni i żółci pomkną w dół, na swój przedostatni taniec. My rozłożymy wtedy ramiona, wirując w balecie wraz z nimi, dając otoczyć i pochłonąć się magii. Nad bagnami panuje już chłód, a o szarej godzinie zmroku dziki przebudzają się w barłogach chrobocąc, i z trzaskiem ruszają ku sobie tylko znanym żerowiskom.Mgły budzą się wtedy ze snu, snując i przędąc nieprzeniknione woale powłóczystych zasłon. Siedząc wygodnie i bezpiecznie, będziemy mieli możliwość posłuchać gwaru wszelkiego zwierza, oraz zanurzyć się w szurających sekretach bagiennych ostoi. Kiedy ubywający księżyc osrebrzy przestrzeń swą magią, a mgły zatańczą z pląsami wyczuwalnego chłodu, wówczas poznasz w pełni świat z mojej baśni, którego doświadczam i spisuję na kartach mych opowieści. Zapraszam Cię serdecznie na wspólną wędrówkę połączoną z nocnym czuwaniem w świecie przyrody i celebracją jej bogactw, aby naładować akumulatory zachwytem cudów, pięknem, ciszą, najwspanialszą energią jaką wespół z moimi Drzewami postaram Ci się przekazać. Niech otuli Cię wsparciem przed zwiastunem ciemnej Zimy. Pytaj mój Drogi Gościu o swój termin i przybywaj na jedyną taką przygodę, połączoną z osobistą Transformacją Duszy.

Jaką praktyczną wiedzę wyniesiesz z tej wyprawy:

– Tropy zwierząt, i ich rozpoznanie w terenie: Sarna, dzik, jeleń, zając, lis, borsuk etc. Ciekawostki z życia zwierząt.

– Ślady aktywności zwierząt i ich zachowania: Buchtowiska, żerowiska, kąpieliska, gniazda wiewiórcze i ptasie, doskonalenie warsztatu tropiciela. Tu spektrum będzie szerokie.

– Energie lasu i Przesłania Drzew Mocy. Robić będziemy odczyty. Uczyć, przypominać sobie będziemy pracę z prastarymi Istotami Ziemi, kontaktu z ich świadomością, charakterów, sztuki porozumienia. Po prostu – Dendroterapia.

” Uśmiech Czatownika” Wieczorno – nocne czuwanie (możliwe do świtu) w klimatach i szelestach leśnych, mgłach, szmerach. Słuchanie budzących się dzików w szuwarach! Bezpiecznie, na stogu siana.

– Jesienna stołówka zdrowia – zbiory rajskich jabłoni, dzikiej róży, jarzębin, głogów, grzybów, z opowieścią o ich praktycznym zastosowaniu w przetworach, właściwościach i zdrowiu 🙂

– Ptasie Pieśni. Nauka rozpoznawania zawołań, odgłosów wabiących i śpiewów napotkanych gatunków ptaków.

Kiedy?

Wyprawy realizujemy od początku pazdziernika do końca listopada.

Gdzie?

Rokietnica, k Poznania, Wielkopolskie.
Gościnna kwatera noclegowa podejmuje wędrowców z daleka, razem z wyżywieniem.
Przy zamawianiu miejsc, proszę rzec hasło, że do ”Szepty Kniei na Wędrówki” . 

http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Czego możesz potrzebować?

Zabierz buty wędrowne na grunt suchy, kalosze, torby i koszyk. Garść zaufania i kieszenie pełne ciekawości. Szczyptę wytrwałości, ciepłe ubrania na noc i plecak który to wszystko zmieści  🙂 Termos i co lubisz do zjedzenia. Przydać się też może aparat foto lub lornetka.

Plany mogą ulec zmianie, w zależności od pogody.
W razie dodatkowych pytań zapraszam do kontaktu przez e-mail :

czeremcha27@wp.pl

Podziękowanie za wspólny Dzień Wędrowny, przewodnictwo i wieści: 200 zł / osoba.

Do zobaczenia w lesie!

432763_red-lovely-leaves-magic-beautiful-autumn-splendor-water_2560x1920_h

Ptasie wyprawy obserwacyjne. Dzień Wędrowny z Lornetką

Co tam śpiewa, woła, lata? Z czego buduje swoje gniazda i co zjada? Gdzie je spotkać, obserwować? Jakie w życiu ma zwyczaje? Ptaki to grupa zwierząt, które o każdej porze roku w terenie możemy podglądać licznie i najłatwiej. Są w lesie, na polu, miedzy, zakrzaczeniach, nad jeziorem, rozlewiskiem, w ogrodzie, parku, a nawet miastach. Jeśli kiedykolwiek ciekawił Cię świat pierzastych przyjaciół, te wyprawy dedykowane są dla Ciebie. Ponad 450 zanotowanych gatunków w naszym kraju, setki odgłosów, zawołań, kolorów, spraw… czekają na swego odkrywcę.

Szepty Kniei ptasi świat zafascynował i pochłonął już we wczesnym dzieciństwie. To wtedy nauczyłem się rozpoznawać pospolitsze gatunki, a potem kolejne. Wiele śpiewów i wabików. I choć nie jestem wytrawnym ornitologiem, z radością poprowadzę Cię przez to co już wiem. Ponad 200 najbardziej znanych gatunków na początek. Do obserwacji posłuży nam lornetka – to doskonałe narzędzie umożliwia taktowne i bezpieczne podpatrywanie wszelkich szczegółów bez płoszenia i niepokojenia ptaków. Jeśli nie masz jeszcze własnej, nie martw się. Użyczę Ci swoją zapasową. A gdybyś wchłonął się w obserwacje, doradzę w wyborze najlepszej dla Twoich potrzeb. Razem zgłębiać będziemy puchate tajemnice. Pokażę Ci czeredy kolorowego bogactwa jakie kryje się wokół ze świergotem, a którego istnienia mogłeś dotąd nie podejrzewać. Spojrzymy na mazurkowe noclegi i żerowiska szpacze, oraz sikorze psoty. Podziwiać będziemy czujne gęsi na przelotach, żurawie w szarym majestacie dostojeństwa, zasłuchamy w wesołych śpiewach wiosennych. Odległość zachowana dzięki lornetce umożliwi nam spokojne podpatrywanie naturalnych zachowań – budowy gniazd, łowów i żerowania, potyczek z darciem piór, a niekiedy nawet wodzenia czy wychowu piskląt. Te będą duchowym spełnieniem największej bliskości w łagodnym obcowaniu z Przyrodą.

muzhchina-binokl-chemodany

Zerkniemy na gawronie marsze czarnych wędrowców na polach. Gdy wichury zagrają pózną jesienią. Nauczymy rozróżniać od kruka i wrony. Popatrzymy jak pliszka siwa pomyka w pogoni za swoją zdobyczą. Grzywacze na ścierniskach w biesiadzie, a przy okazji dowiesz się czegoś o innych gołębiach w Polsce : turkawce, sierpówce, siniaku. Wodzić wzrokiem zbrojnym w szkło będziemy za rudzikami, wąsatkami, strzyżykami, czajkami, pełzaczami i kukułkami. Podejrzymy dzięcioły ‘’harde’’ i trznadle ‘’słoneczne.’’ Naszą ścieżkę wyścieli w piórkach miękka obfitość. Tyle można się dowiedzieć! Jak dzięcioł radzi sobie z szyszką? Gdzie się gnieździ świstunka? Co wyczynia pisklę kukułki? Jak kwiczoły radzą sobie z lotnym drapieżnikiem? Właśnie kwiczoły, kosy i drozdy też podziwiać będziemy na jagodnych ucztowiskach. Gil, dzwoniec, czyżyk, szczygieł, potrzos, raniuszek, słowik, podróżniczek, kopciuszek, jaskółka ( i to w trzech gatunkach!) pokląskwa, mysikrólik, pokrzewki, dudek, lelek, świergotek, krętogłów… Wymieniać można bez liku. A za każdą nazwą kryje się opowieść o pierzastym życiu, trudach i troskach, barwach i szarości, potrzebach, zagrożeniach dzisiejszych, zwyczajach i charakterach. Chcesz je wszystkie usłyszeć z ust Wędrowca zakochanego w swoim świecie?

🦆 A to tylko wycinek przecież. Pójdziemy nad staw, bagno, jezioro czy rzeczkę skąd powitają nas czaple, mewy, kaczki, łyski, łabędzie, bąki, wodniki, cyranki, rybitwy, perkozy… Ptaki opanowały sztukę istnienia, we wszelkich żywiołach planety.

🦅 Niekiedy po niebie przemknie szary cień, powodując trwogę, popłoch i ucieczkę z krzykiem alarmu. Ptasi drapieżnik. Ale który? Jastrząb, krogulec, kania ( ale która  ) sokół, orlik czy orzełek?  Kobuz, kobczyk, czy pustułka naśladująca helikopter? Pogodne myszołowy i błotniaki szybować będą leniwie, te nie wzbudzają u drobnicy takiego strachu. A jeśli ptaki nie dopiszą ( w co bardzo wątpię ) skupimy się na innych leśnych sekretach. Zwierzęce tropy, roślinność zielna, krzewy, drzewa, ślady żerowania, zagadki. Z tej podróży na pewno wrócisz odmieniony i bogatszy nie tylko o osobiste przeżycia.

🦉 Zabierz swoją lornetkę, weź i przyjaciół, rodzinę, dziewczynę, partnera. Przygotuj plecak, termos z gorącym napojem, komplet przeciwdeszczowy i wygłodniałą ciekawość chłonnego obserwatora, z garścią cierpliwości w kieszeni. A nawet jakiś ptasi atlas jeśli chcesz. Dziś ruszamy na Twoją Wędrówkę. Napisz do mnie w z pytaniem o swój termin, a ustalimy bliżej szczegóły. Przekazywanie przyrodniczych wieści i swoich doświadczeń sprawia mi nieokiełznaną radość, którą dzielę się na łamach tego bloga. Zawsze chętnie podejmę nową wyprawę. Gdyby szczególnie zaciekawił Cię ptasi świat, możemy umówić się na kilkudniowe Turnusy Wędrowne. Bo przecież nie sposób poznać wszystkiego ani na jednej, ani na wielu wyprawach. Gościnna kwatera noclegowa na ten czas, podejmie podróżnych z daleka, wraz z wyżywieniem.

🍎 Podziękowanie za wspólne obserwowanie, wiedzę, ciekawostki i czas w terenie – 100zł / osoba.

🐼 Kiedy?

Sprawa jest aktualna cały rok.

🌎 Gdzie?

Okolice Poznania, woj Wielkopolskie. Mogę też pojawić się dojazdowo gdziekolwiek w Polsce dla większej grupy chętnych, tj 7-10 osób.

 Jak długo?

Szacowany czas wyprawy przewidziany jest od poranka do zmierzchu. Zależne od Twej kondycji, wyboru i poczucia nasycenia przyrodą, o powrocie decydujesz Ty.

💌 Kontakt w sprawie zgłoszeń:

czeremcha27@wp.pl

Do zobaczenia w lesie!

2228673-1366x768-[DesktopNexus.com]

Wróżki nad jeziorem. Za granicą światów.

Przedzieramy się przez letni, dojrzały w zieleni las. Nie przez jakieś tam chaszcze – po prostu zwykle dostępne dróżki zarosły trawami i roślinnością po pas. Choć w lesie pięknie i śpiewa, chcąc nie chcąc przyspieszam kroku. Trzeba się wydostać na przestrzeń, bowiem gzy, strzyżaki i komary wyległy tłumnie aby mnie powitać. Kawalkada. Nic nie jest w stanie ich odstraszyć. Idąca obok mnie Małgosia nie ma w ogóle z tym problemu – dla owadów jest jakby niewidzialna. Pojęcia nie mam od czego to zależy, ale zauważam – zjawiają się takie osoby, które wszelkie małe istnienie darzy mniej wylewnym szacunkiem. Nici ze spaceru w cieniu drzew. Żegnają nas wiotkie łodygi gozdzików. Ale na przestrzeni, też jest cudownie. Kolorami woła tu życie. Skraj polnej dróżki obsiadły miodunki. Te zachwycają oczy przesłaniem dojrzałego chabru z ciemnym błękitem. Obok nich na badylu wiszą ciemnoróżowe szmaragdy wyki ptasiej. Jak krople esencji kwietnego kunsztu. Wojownicze ostrożenie stróżują wytrwale z kolczastym ostrzeżeniem fioletu. Nie podchodz! Uważaj. Kłuję! Delikatnym motylom krzywdy jednak nie robią. Wszędzie wokół rozkwita jeszcze więcej kolorów, póki co nieznanych mi z nazw. Ohh, jaki ten świat jest bogaty. Dzikie rośliny. Tak wytrwałe i dzielne. Podziw i zachwyt. Nawet nic po nich nie widać – mimo tych upałów. Prawdziwe bohaterki. U nich podobnie jak w lesie, tylko takim na mniejszą skalę. Różnorodność gatunków i totalnie pozorny brak miejsca z rywalizacją o przestrzeń, sprzyja im wszystkim. W tym gąszczu same dla siebie obniżają temperaturę i raczą wzajemnym chłodem, a mozaikowy system korzeniowy każdej z nich, pomaga lepiej zatrzymać wodę dla wszystkich zielonych mieszkańców. Świadome, czy przypadkowe braterstwo?

Długi czas pozostajemy w ciszy, a każde z nas rozgląda się podczas bosego i chłonie w duszę, to co na co dzień pomijane i zapomniane. Siostrzane Topole napotkane po drodze obejmują nas radością i zrozumieniem. Dziś to ja nie mogę się od nich odkleić. Pobudzają wnętrze do osobliwego śpiewu. Pieśni zgody i harmonii z wszystkim co jest… Spostrzegam, że podczas tej sesji nie przysiadł na mnie ani jeden komar…

54230831_1071311349727451_6457138954763239424_n

Wieczór spędzamy na skraju sosnowego boru, pogrążeni w cieple zachodzącego słońca. Tu przenikają się ptasie światy. Z wnętrza lasu wielogłos świergotu i gwizdów, a z pustki przestrzeni polnych, monotonne wołania trznadla. Wtóruje mu melancholią ortolan, a podzwania wibrująco ukryty potrzeszcz. I znów mówimy mało. Nie trzeba. Tutaj wszystko rozmawia. Ciekawiej jest posłuchać. I tak przysłuchujemy się dialogowi dwóch kruków, polatujących nad polem. W pierwszym wrażeniu, to tylko ‘’zwykłe krakanie’’. Ciszej. Uważniej. Wyraźniej. I już da się rozróżnić. Jeden coś opowiada, intonuje, moduluje głosem. Drugi potwierdza i wypytuje. Najinteligentniejszy ptak świata w swych przepowiedniach pozostaje jeszcze niezbadany. Kruki to jakby tacy nadzorcy nad całą przyrodą. Widzą, oceniają, zawierają sojusze, kombinują, uczą się, i działają. Fascynują zaradnością na każdym poziomie. Z każdej wyprawy staram się spisywać głównie wrażenia przyrodnicze. A przecież to tylko maleńka cząstka tego, co podczas nich się dzieje. Wędrówka to złożony proces. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Dokąd dotrzemy? A co wypłynie na powierzchnię. Rozmowy. I te milczące dusz, jak i w słowach. Jaki temat, emocja, historia, przeżycia – domagające się wysłuchania i wreszcie uzdrowienia? W jaki sposób sobie pomożemy? A dzieje się tak niemal podczas każdej wyprawy. W cudowny, intuicyjny, i najprostszy zwykle sposób. Wydobyć, zrozumieć, zobaczyć i puścić pomagają bardzo Drzewa. Wszystko to sprawy bardzo zazwyczaj osobiste, i nie każdy chce nimi się dzielić. W pełni to rozumiem, szanuję i akceptuję. To co wybrzmiewa i się zadziewa, pozostaje intymną tajemnicą naszej przestrzeni.

I tak po słonecznej sielance z krainy pachnących sosen, docieramy o zmierzchu nad jezioro. Małgosia rzuciła takie hasło, a ja w pierwszej chwili zaoponowałem. Teraz jestem tu, skaczę boso między szyszkami i nie żałuję. Bo widok i dzwięk przekracza wyczerpaną już na dziś dozę zachwytu. W ciemnościach śpiewają jeszcze rudziki i drozdy. Wita nas miękkie, dudniące pohukiwanie bąka. Tętni zadumą jakąś. Ostro wrzeszczą żaby. Ale… tafla jeziora… niebo zlewa się czerwienią z lustrem, tworząc dojrzałą, harmonijną jednię. Echo zaszłego słońca. Wyczuwam oddech srebrzystych obłoków, blasku na styku atmosfery ziemi z ‘’pustką’’ kosmosu. Na tle tej glorii wirują w chaosie cienie nietoperzy. Przysiadamy z czuwaniem na wędkarskim mostku, słuchając jak żyje woda. Zewsząd obezwładnia jej mokry, z domieszką bagiennej roślinności, ciężki choć rzeźwiący zapach. Tu, w krainie jeziora próżno nasłuchiwać za ciszą. Pluski i pluskoty. Jak wykrzykniki w ciemnościach. Polują ryby. A może skaczą, po prostu dla zabawy? Ochryple zawodzi niewidoczna czapla. W pewnym momencie ‘’coś’’ kusi mnie, aby jednak trochę poświecić na wodę przed sobą. Roje owadów. Ochotki, komary, licho wie co jeszcze. Spoglądam na spokojną taflę, przypatrując się kłębiącym larwom nieznanych mi stworków. One…coś robią. Nie pływają bez celu. Zbliżają się do góry i…nie wierzę w to co widzę. Larwy tuż przy powierzchni ‘’rozwalają się’’ a z ich wnętrza powstaje zupełnie dorosły owad. Obserwujemy przeobrażanie! Niektóre niemal od razu startują, inne siedzą kilka chwil w bezruchu na wodzie. Kolejne mają jakieś ‘’dziwne pejsy’’, witki. Wyglądają tak magicznie! Czar przemiany. Bo to jest naprawdę cud. Przejście przez granicę żywiołów. W ciągłym tańcu ze śmiercią i szczęściem. Widzę jak młode okonie co i raz rzucają się na tą zdobycz. Inne zgarniają z powierzchni nietoperze jeśli nie poderwą się dość prędko, a i w powietrzu nocą nie są bezpieczne. Mimo to, wiele z nich spełni swoje jedynie zadanie, w odwiecznej pieśni życia. Przetrwają. Nieme, ulotne wróżki wody. Wdzięczni, że mogliśmy uczestniczyć w tym niespodzianym widowisku. Bezimienne owady na zawsze pozostaną wspomnieniem przemijania w niewiadomej pieczęci zdarzeń… Szemrzące wokół trzciny, plotą z szemraniem baśń jakąś… Mam wrażenie, że ta chwila mówi do mnie wszystkim, co w tym momencie się dzieje.

Czerwień blaskiem się kładzie, 
Na spokojnej tafli jeziora,

Świat się pogrąża w bezwładzie, 
Nocy nadeszła już pora,

Bąk w szuwarach ukryty, 
Echem dudni w zadumie,

Jak duch, cały jest skryty, 
Odezwać inaczej nie umie

Święto maleńkich owadów, 
Żywota ogłasza przyczyny

Przybyły na ucztę tłumnie, 
Płocie, okonie, i liny

Nietoperze wydobywają z cienia, 
Wróżek istnienia Wspomnienia,

Ostatnim zgasłym łopotem, 
Latarnią są przeznaczenia.

Wypowiadam płynnie te słowa, wtedy jeszcze zachowane w pamięci inaczej.
Ostatni akt nocy spędzamy kilka kroków dalej, pod sosnami. Bynajmniej nie śpiącymi. W życiu nie czułem tak ich energii. Przenieśliśmy się spontanicznie, stąd był dobry widok na zorzę i nietoperze. Muszę… wiem, że powinienem im się poddać. Ciało moje zaczyna kołysać się swobodnie, choć impulsowo. Zupełnie jak drzewo w podmuchach wiatru. Nie wiem jak to się dzieje… czuję jakby chwytały mnie za nogi od spodu i bujały. Dzikie to. I szamańskie. Gość mój stoi oparty plecami o pień kolejnej obok. Bucha gorąca energia. Znów drzewa odprowadzają to, co powinno odejść. Ostatnio podniosły mi poprzeczkę. Powiedziały, że pora na kolejne wydarzenia i spotkania. Że ten etap warsztatów od marca, był tylko wstępem. Do czegoś dużo głębszego. Był taką nauką podstaw. Teraz mam wieścić przesłania ‘’na żywo’’. Już nie spisywać, a mówić na bieżąco podczas spotkań. Szeptać ich szumiące modlitwy. I tak dziś przechodzę ‘’chrzest ognia’’. Bo rzeczywiście mówię tym rymem. I jakoś swobodnie płynie. Przecież to od Drzew…

Gwiazdy srebrzyste, 
Wspomnienia ojczyste,

Mgieł opary, 
Szemrzące szuwary,

Przyjmij Sosnowe Dary….

Wypowiadam do Małgosi. Teraz czuję się nieco jak ten dawny druid. Jedno ze słów okazało się kluczowe… Popłynęło wzruszenie… Ciężko nam odejść od sosen. Gwiazdy migoczą zalotnymi ognikami ze spokojnej tafli jeziora. Przebijają iskrami znad koron igieł. Wracamy. Oczy nasze doskonale orientują się w odcieniach szarości. Marsz skupienia i jedności. Bór milczy odświętnie. Bezbłędnie pokonujemy przeszkodę w postaci powalonych kłód. Na jego skraju jarzy się platyna tych srebrnych, kosmicznych obłoków. Dziś są szczególnie rozległe. Noc wędrowną kończymy wymianą opowieści i wrażeń, podziwiając chwiejne błyski gwiazd na pomarszczonym nieznacznie lustrze tajemnicy.

tapet1

Wakacyjne opowieści. Powitanie lata w szkole.

Bywa, że prosto spod księżyca, z krain zalanych srebrzystą poświatą pól, łąk i lasów, trafiam do szkół i przedszkoli, aby opowiedzieć o swoich kolejnych przygodach. Tak też zdarzyło się tym razem. Buszowałem akurat w najpiękniejszych zakątkach swojej okolicy, celebrując przybierającą już księżycową pełnię, obserwując jelenie, sarny i borsuki, kiedy odezwała się do mnie Ela BUczyńska, utalentowana malarka i dekoratorka mieszkań z Galeria Pozytywna – Piękne obrazy i wnętrza, Elżbieta Buczyńska. Z pytaniem, czy nie odwiedziłbym dzieci z opowieścią w szkole, do której uczęszcza jej córka. Powiem Wam, że w pierwszej chwili nie do końca mi to ‘’pasowało’’ no bo tu księżyc, widoki, mgły, zwierzęta, żal wyrywać się z takiego świata! Ale pojechałem, i jak się okazało, nie żałowałem ani trochę. Mazurska natura ugościła mnie spełnieniem wielu przyrodniczych marzeń, o których nawet już, gdzieś tam zapomniałem, że je posiadam. Pomyślałem też, że początek wakacji i końcówka roku szkolnego, to świetny czas, by o wielu ważnych sprawach opowiedzieć. Za chwilę dzieci ruszą na kolonie, wycieczki, wczasy, może pod namioty i w lasy, a tam na pewno spotkają się z różnymi sytuacjami wkraczając w dojrzewającą lęgowo i rozrodczo przestrzeń zwierząt. Inne będą buszowały po swoich ogrodach i na działkach. Szybko więc ubogaciłem i przystosowałem swoją prezentację o bardziej aktualne na sezon treści. Do szkoły pojechaliśmy rankiem…

64549481_466138347522552_8659450699270062080_n

Tu już wakacyjne pustki. Trochę problemów z zainstalowaniem sprzętu. Więcej niż zwykle. Okazało się, że nie mój laptop nie posiada jakiegoś tam odpowiedniego wejścia, aby połączyć go z tablicą multimedialną. Opcja zastępcza, puścić z drugiego laptopa, ale wtedy nie będzie dzwięku. Improwizacja! Wpadam ostatecznie na taki pomysł – z jednego komputera puszczam prezentację dzięki czemu mamy obraz, a Ela z drugiego klika to samo, i mamy jednocześnie głos.Jakoś udaje się to zgrać.

Pora trafia trochę nie najlepsza. Dzieci są już myślami w domach, bo przecież ostatnia lekcja w tym roku szkolnym. Mimo to, udaje się rozbudzić zainteresowanie. Ale nie to jest aż tak ważne. Zauważyłem jedną ciekawą rzecz. Zawsze, podczas spotkań z ludzmi trafiają się 1-3 osoby, co do których mam wrażenie, że jestem tam specjalnie dla nich. Że tylko do nich przyjechałem. Nie umiem tego wyjaśnić. Tak zdarzyło się podczas Owocowego Festiwalu. Pamiętam jednego pana, który po występie podszedł do mnie i powiedział ‘’Nie wiedziałem po co tu jadę, czułem że muszę. Teraz wiem, że miałem przyjechać do Ciebie’’.
Jedna z dziewczynek zadaje mnóstwo pytań, widać, że bardzo się interesuje wszystkim. Inny chłopak pyta, kiedy znów przyjadę. I wiem, że dla nich głównie tu dziś jestem. Trochę jakby się ‘’spowiadam’’ w tych opowieściach. Dlaczego kiedyś nie przepadałem szczególnie za sarnami? Mówię o swoich ‘’wędrownych zasadach’’ pierwszeństwa dla zwierząt. A z sarnami było tak, że były i trafiają się wszędzie. I często. Nie chcąc im przeszkadzać, musiałem albo czekać w bezruchu, lub mocno nadkładać drogi. Uważałem, że te płochliwe zwierzęta nic ciekawego pokazać nie mogą. Przeczytałem przecież na ich temat wszystko, co można było. Aż pewnego dnia…

64305385_374690860065959_2708286212262592512_n

Byłem świadkiem takiej sceny. Do polnego zagajnika z dwóch stron, zmierzają właśnie sarny. Była to wczesna jesień. Zwierzęta zbliżając się do kępy zadrzewienia, już z daleka się słyszą. Kiedy z szelestem pokonują pas krzaków i trzcin, wreszcie stają naprzeciw siebie. Tu dzieje się… Coś. Co raz na zawsze zmieniło moje podejście do płowych wędrowców. Dwie grupki, z których na przód wychodzą kozioł i koza. Zbliżają się do siebie. Już, już, są ‘’łeb w łeb’’. Chwila wzajemnego wąchania. Ale mam wrażenie, że dobrze się rozpoznają. Wtedy on… Liże jej szyję i przy uchu. Po pyszczku. Ocierają się szyjami, jak dawni przyjaciele, którzy spotkali się po jakimś czasie rozłąki. Zupełnie jak przytulający się na powitanie ludzie! Widzę, jak bardzo oboje się cieszą. Za chwilę krótka gonitwa i kilka bryków w suchej trawie. Radość! Po czym zaczynają wspólnie jeść zielone, razem z resztą stadka. Od tamtej pory zacząłem poświęcać sarnom więcej cichej uwagi, odkrywając jeszcze ciekawsze zachowania. Nie mam wątpliwości, że zwierzęta znają się wzajemnie i potrafią okazywać sobie czułość. Tęsknią, a nawet zakochują się. Są tak podobne do nas…

Odgłosy z kniei, puszczy, pól i łąk. Ptaki i zwierzęta. Przesłuchujemy wiele. Piskliwe zawołania czajek i ”czyrkania” kuropatwy. Dlaczego te niegdyś pospolite ptaki zagrzebują się w śniegu? Zimowe wycia lisów. Pohukiwanie dudka. Przy każdym zwierzęciu jakieś ciekawostki. Czym żywi się piękny dudek i dlaczego lepiej nie próbować szukać jego gniazdka? Wesoło biegająca pliszka siwa – aż taki z niej wyrafinowany i skuteczny łowca owadów? Jakie sztuczki dla własnej obrony stosuje zaskroniec? Kunszt kojącego śpiewu słowika zasiewa ciszę. Wrzaski żurawi nad rozlewiskiem – ożywienie. Co to tak trąbi? Jak najlepiej i gdzie je obserwować? Jakich zasad przestrzegać, by zwierzętom nie przeszkadzać? Dziś kładę nacisk na inne rzeczy. Dlaczego nie należy dotykać i zabierać młodej sarenki, a tylko jak najszybciej się oddalić? Jaką krzywdę zrobiliśmy zwierzętom, gdyby zabrać je ‘’na wychowanie’’? Bo przecież tylko wygląda na porzuconą, a matka jest gdzieś w okolicy i odwiedza ją kilka razy dziennie aby nakarmić, w pierwszych dniach życia. Wkrótce będą przemieszczać się razem. Co to są podloty? Jak ptasi rodzice opiekują się młodymi, które opuszczają gniazdo, nie umiejąc jeszcze w pełni latać? Dlaczego takich ptaków nie wolno zabierać ani ‘’ratować’’? A kiedy pomagać się powinno? Skupiamy się też na specyficznych enklawach natury, jakimi są ogrody, w których też można przecież pomóc różnym zwierzętom na wiele sposobów. Tym samym pomóc sobie, przyrodzie i mieć bardziej kolorowy, brzęczący i ciekawy ogródek. Tak zwane Hotele dla Owadów i ich mieszkańcy rozbudzają zainteresowanie. Czy skorek zwany potocznie szczypawicą może być grozny? Jak zbudować taki domek? Jakich materiałów użyć, aby zapewnić bezpieczne zimowisko konkretnym gatunkom owadów? Komu pomagamy? Kto to jest Złotook? Co będzie najlepsze dla biedronek? W jakich materiałach najlepiej zadomowią się miniaturowe, ‘’udające osę’’ kolibry, czyli bzygi? A gdzie dobrze poczują się pszczoły samotnice i trzmiele? Dlaczego warto pomagać nietoperzom, i zawieszać dla nich budki? Jak one polują, i postrzegają swoje ofiary? Czy prawdziwą jest bzdura, że wplątują się we włosy? Tu mówię, dlaczego tak lubię podczas wędrówek czy czuwania, kiedy nietoperze fruwają wokół mojej głowy. I ile komarów potrafią złowić w ciągu nocy. Jak to możliwe, że włochata ćma ‘’słyszy’’ polującego nietoperza, i jakie stosuje strategie obronne? Upały dają się we znaki nie tylko nam, ssakom i ptakom. Pokazuję jak w bardzo prosty sposób zrobić w ogrodzie poidło dla pszczół, z dowolnej miski i garści keramzytu.

Potem przychodzi czas na moje ulubione bobry. Opowiadam o ich rubasznych zachowaniach, jakie udało mi się podpatrzeć. Ich urok to jedno, lecz ciekawsze jak ten niezwykły architekt pomaga nam oszczędzać wodę i chroni przed skutkami zmian klimatu? Dlaczego nie wolno niszczyć ich tam, które działają jak naturalny filtr? Jak bobry chronią różnorodność biologiczną i pomagają znacznie rzadszym gatunkom zwierząt? Jak ich obecność sprzyja nam wszystkim, a przede wszystkim rolnictwu? Mam mnóstwo zdjęć ze swych okolic, dokumentujących pozytywne działania bobra, które pokazuję.

64988120_471964730217304_4621916729310707712_n
Gawęda o rykowisku jeleni wraz z ich mocarnymi odgłosami, które nagrałem, przenosi w świat pierwotnej puszczy, budzi wspomnienia i dreszcze.

Lisy i wilki. Niespodziana dyskusja o drapieżnikach robi się ciekawa. Wspólnie, po kolei obalamy wiele mitów na temat tych pożytecznych i potrzebnych w naturze zwierząt. Z pomocą przychodzi nauka i jej dane. Bo przecież lis żywi się w głównej mierze gryzoniami. Jest to przewaga w jego diecie, szacowana, zależnie od okresu i dostępności na 70 do 90 kilku %, z wszystkiego pokarmu jaki chwyta. Ciężko oszacować, o ile taka lisia rodzina mieszkająca w stogu, zwiększa rolnikowi wydajność plonów w okolicy. Bo przecież gdyby nie one – dojrzewającym ziarnem zajmą się chętnie myszy i norniki. Zjada też duże ilości padliny oczyszczając lasy i pola, chroniąc nas przed potencjalnymi epidemiami. Złodziej kur? A wilk, który pochwyci owcę z pastwiska? Staram się wyjaśnić motywy działania drapieżników. Jak to jest w świecie przyrody, gdzie od każdego dnia, gdy jesteś wilkiem czy lisem zależy Twoje przetrwanie. A każde zwierzę, gdy tylko może oszczędza siły i zdobywa pożywienie w jak najprostszy sposób. Nie jest świadome, że to czyjaś własność. Posługuję się wtedy takim przykładem. Wyobraz sobie, że idziesz, wędrujesz po lasach, głodny, już nieco zmęczony, niepewny jutra. Nagle – cud. Przed Tobą na ścieżce wyrasta ciepły, parujący, ulubiony posiłek. Pytanie, co robisz jeśli wiesz, że i jutro możesz niczego nie znaleźć – zastanawiasz się czyje to i czy wolno, czy korzystasz z okazji i zjadasz? I wiadomym staje się, że wilk nie czyha na nas ani nasz dobytek – w końcu od blisko 100 lat w europie nie zanotowano przypadku ataku tego zwierzęcia na człowieka. Ma zakodowany paniczny strach przed nami. Wspominam jak to było, kiedy spotkałem je w Kampinosie. Wracam też opowieścią do sprytnego hodowcy drobiu z moich okolic, który za jednym pomysłem rozwiązał problem lisów i jastrzębi łaszących się na jego kury. Postawił drewniany kurnik. Wokół niego, rozpostarł na metalowych prętach jakąś zieloną, gęstą siatkę. W ten sposób jastrząb przestał stanowić problem. Ale co z lisem, który nadal mógł się podkopać? To rozwiązało się jeszcze prościej. Razem z kurkami w tym ogrodzeniu zamieszkał na dzień wiejski piesek, który ptakom nic złego nie robił. A lisa gnał. Pies miał tu sporo przestrzeni dla siebie. Po jednej próbie lis nie odważył się więcej podchodów, wiedząc że stadko cały czas jest pilnowane pod opieką czujnego psa. A człowiek po raz wtóry pokazał, że w pełni zasługuje na miano którym tak ochoczo się tytułuje – Istota Rozumna. I przy odrobinie użycia tych zasobów umysłu, oraz chęci można pokojowo rozwiązać wiele człowieka z przyrodą ‘’spraw spornych’’.

Mazurskie łąki i jeziora przywitały mnie już pierwszego dnia leśną obfitością. Tym więcej jest co opowiadać. Bo przecież to wszystko dzieje się tuż na tyłach domostw moich małych słuchaczy. Ślady łosia na piasku i derkacze skrzypiące w trawach. Jelenie wychodzące na wilgotne łąki. Wystarczy usiąść wieczorem wygodnie na snopku siana… Latające, pocieszne słonki ze swym tajemniczym ‘’chrumkaniem’’. Guniaki czerwczyki, sezonowe chrząszcze brzęczące złowrogo niczym szerszenie. Kormorany i ryby w czystych jeziorach, które można obserwować godzinami. Pójdźki i Puszczyki urągające ciszy po nocach. Oglądamy kilka filmów, użyczonych mi na takie okazje przez znajomego Przyrodnika. Kąpiące się łosie i potyczki jeleni. Baraszkująca kuna. Ptaki pluskające się w sadzawkach. Daniel brykający wiosenną radością życia. Swobodny taniec żurawia, i rodzina dzików mażąca się w błocie. Sójka sadząca dęby. Zwierzęta dobierające się do kamery! Tu znów kolejne wspomnienia letnich i zimowych spotkań z łosiami, dzikami… o tych drugich szczególnie uwielbiam mówić. Bo nie sposób wyrazić jak mądre to zwierzęta, rodzinne i zmienne w charakterach. Swego czasu znałem poszczególne dziki w swojej okolicy, które rozróżniałem po kształcie ciała, zachowaniach i odgłosach. Po dwóch godzinach czas nam kończyć – wreszcie ruszyć i poznawać wszystko to, czego dowiedzieli się na prezentacji. Pożegnanie bardzo miło. Dzieci wręczają mi dyplom z podziękowaniem od nauczycieli i dyrekcji. Ktoś pyta, kiedy znów przyjadę. Jeden z chłopców tak bardzo się zaciekawił. A ja mam nadzieję, że ta ciekawość zakiełkuje i wyda owoce. Może któreś z nich poprosi rodziców o atlas lub przyrodniczą książkę. Może w którymś ogrodzie zawiśnie owadzie schronienie, lub pojawi się najprostsze poidło. A kolejny nieporadny napotkany podlot zostanie z rodzicami, ucząc się pełni ptasiego żywota na wolności.

🐼 Dziękuję bardzo za ten cudowny czas, moim małym cierpliwych słuchaczom, nauczycielom za okazaną pomoc techniczną i możliwość podzielenia się cząstką siebie  A jeśli macie ochotę, abym zajrzał i do Waszej szkoły, śmiało pytać można  Pod koniec września, po rykowisku będę już pełen wrażeń, opowieści i gotów 🐗

64694778_423770964875160_9036887915526881280_n

Dzieci wręczyły mi dyplom z podziękowaniem od nich, Dyrekcji i Nauczycieli. Wyjątkowa pamiątka, już wisi w moim pokoju 🙂

64904222_2443285705902341_3100117349986992128_n

W blasku błyskawicy. Owocowi goście i nocne czuwanie z burzą.

Dziś w mojej leśnej przestrzeni – Witarianie  Przyjeżdżają osoby poznane na Owocowym Festiwalu. Niezwykłe historie kolei żywota. Sławek przez większość życia był zapalonym wędkarzem. Teraz na surowej diecie, z totalną zmianą świadomości, nurkuje i podziwia ryby, które niegdyś łapał. Opowiada mi niestworzone rzeczy, jakie podpatrzył w głębinach! Maleńki ciernik budujący gniazdko ze staraniem w ciemnej toni uruchomił wzruszenie, od tego zaczęło się zrozumienie i osobista przemiana. Że ryby, to istoty, których codzienne życie i sprawy niezbyt odbiegają od naszych spraw. Fascynujące, delikatne, mądre. Mówi mi o ich charakterach i ciekawości. Jak grupa linów podpływała aby przyjrzeć się nurkom. O szczupaku, który podpłynął i którego głaskali z kolegą, a on wyprężał grzbiet pod dłonią, jakby mu się podobało  Wiedzieliście, że karpie na dnie stawu wykopują sobie muliste doły w których lubią wypoczywać, i urządzają sobie takie ‘’łazienki’’ miejsce z wystającą gałęzią, aby się o nią ocierać i drapać? Zupełnie jak dziki  Chłonę tajemnice głębin ze słów mojego gościa. Kosmos zagadek, dostępny w skafandrze na wyciągnięcie ręki. A tymczasem Przyroda nam dopisuje…

Zaraz po wyjściu z auta widzimy w jęczmieniu sarnę. I wszystko dzieje się w ciągu jakichś 10 minut… Na przyleśnej dróżce obok rzepaku wynurza się łania, ta obserwuje nas długo, ani drgniemy. Wreszcie wchodzi spokojnie do lasu. Robimy kilka kroków, kiedy znowuż z rzepaku pojawia się czarny kształt. Młody dzik, wycinek, samotny. On nawet nie ucieka. Rzepak raptem cichnie – jakby zwierz się położył. Boso przechodzimy tuż obok niego. Kolejny szelest. Na ścieżkę wychodzi nam borsuk. I znów pogrążamy się w bezruchu, patrząc jak grubasek kręci się i węszy. Szturmują nas zaciekłe komary. Co tu się dziś dzieje! Pierwsze kroki pod lasem, a pojawia się tyle zwierząt. Pamiętam jak pytałem przed wyprawą drzew gdzie się udać, i usilnie wołały tutejsze brzozy. Widać przygotowały nam niespodzianki. Wdzięczność  Trzeba być naprawdę cicho. Szybko mówimy już tylko szeptem, nie chcąc przeszkadzać świątyni tutejszych mieszkańców.

P90611-043127

Ciepło, cieplutko… Całą noc spędzam boso. Przygląda się nam połówka wzbierającego księżyca. Pełnia za kilka dni. Na łące się rozstajemy. Bo za moment zwierzęta zaczną tutaj buszować własnym rytmem. Każdy do swojej czatowni, gdzie osobno spędzamy krótką nockę, zatopieni w ciszy swoich procesów. Frywolne nietoperze wirują wytrwale podlatując tuż do twarzy, albo przenikając w pędzie między belkami ambony. Pomocni towarzysze, nocni łowcy i żywe środki komarobójcze. Dobrze poddać się ich opiece. Owady dokuczają znacznie mniej. Czas oswajać z bladym mrokiem. Czerwcowe Białe Noce parują zapachem dusznego siana i orzeźwiającej wody, kiedy zaciąga chłodem z nad bagna. Tu ‘’piłują ciszę’’ nocni mistrzowie ptasi. Słowik, rokitniczka, łozówka, i monotonny świerszczak. Tylko bąka jakoś brak… bez niego, to nie to. Niespodziane wabienia sikorze i szczebioty jaskółek, to sprawka naśladowców – rokitniczki i łozówki. Ale one potrafią wpleść w swój repertuar chyba każdy zasłyszany głos. Trochę jak papużki faliste. Rozróżniam jeszcze jeden szeleszczący śpiew. Chwila skojarzenia – tak, to strumieniówka! Kolejny niepozorny maleńki śpiewak bagienny. Zawsze kiedy słyszę takie ptaszki, chce mi się śmiać. No bo jak to tak – otwierać gardziołko przez tyle godzin, żeby wydawać z siebie tak nużący, jednostajny dzwięk? Przysłuchuję się strumieniówce. I dochodzę do wniosku, że jej śpiew wybrzmiewa tutaj w idealnej harmonii z otoczeniem. Jakby ktoś pocierał szorstko suche źdźbła trzcin. Ona w nich mieszka, jest przesiąknięta szuwarami na wskroś. Może w ten sposób składa hołd roślinie, z którą na wieki splotła swe istnienie? Mistyka rozważań.
Coś pluska z gromem rozgłosu. Jakby z nieba spadł kamień na wodę. Aż drgam. Pewnie skoczyła jakaś wielka ryba. Bagno odpowiada niepokojem. Mamrocze sennie żuraw i chrypi czapla. Rozwrzeszczało się kilka kozłów saren ukrytych w okolicy.

Błyska się. Cichutko podzwaniają polne świerszcze. Ta noc naprawdę czaruje… przez kolejne godziny podziwiamy oboje formującą się burzę. Jej pomarańczowe jądro rozświetla się co kilka sekund, w kłębach burych chmur. Wygląda złowieszczo, ale i zachwyca. Na ziemię spływają stroboskopowe fale światła. Pod czatownią rozrabia niezgrabny borsuk. Potrafią nahałasować. Za chwilę przez sianokos drepta jenot. Żadne z większych zwierząt nie odważyło się dziś wyjść na świeży pokos. Zbyt gwałtowna zmiana. Ale szary nocny wędrowiec ma to gdzieś. Węszy i rozkopuje trawę. Kwik niedalekich dzików, chyba się pogryzły. Dziś mgieł nie będzie. Nie ma nawet rosy. Energia błyskającego żywiołu pochłania w siebie całą dostępną wilgoć. Szarzeje świt…

P90611-050811

Nadchodzi w rozbłyskach. Wymija nas bokiem. Ptaki nic sobie z tego nie robią, skowronki zaczynają nucić jakby nigdy nic. Robi się widno. Bure smugi sunące tuż przy ziemi. Lisie rodzeństwo… Widać, że nie są jeszcze wyrośnięte. Bawią się i dokazują na dróżce. Skoki, zaczepki, uniki! Jak to dobrze weselić się w świecie. Wyszły z pobliskiego stogu. Szybko się rozjaśnia. W ptasim zegarze wybijają kolejne pory. Za chwilę słychać już drozda, kosa, szpaki, rudziki – koncertuje cały leśny chór. Dostojne żurawie szybują z majestatem gdzieś na śniadanie wśród łąk. My rozmawiamy pod brzozami. Opowiadam o ich sennych marzeniach i tęsknotach. O czym mi kiedyś wyśpiewały

W pamięci Ziemi, 
Starszej niż czas,

Rósł tutaj niegdyś, 
Wspaniały las.

Pełen był mocy, 
Zachwycał potęgą,

Niemal świat cały,
Otulał wstęgą.

Do niego wracamy,
Jego wspominamy,

Z nim jednoczymy,
I o nim śnimy.

I pracujemy, wciąż razem w pokorze, 
Tęskniąc do tego, co wrócić nie może.

Ujrzyj go teraz, ten bór pradawny, 
Niech Ci ukaże, nasz sen się jawny.”

W jednym z wiszących liści uśpiły się trzy maleńkie muszki. Wyglądają tak słodko. Drzewa co i raz wtrącają się z liśćmi, które lądują bezszelestnie gdzieś obok nas. W pewnym momencie zauważam. Kozła sarny, który żuje, stoi, i gapi się na nas jakby nigdy nic. A przecież cały czas rozmawialiśmy normalnym głosem! Nie wiem jak długo nas słuchał. Odruchowo wskazują nań ręką by pokazać Sławkowi, wtedy zwierz umyka chrypiąc. Czyli – dopóki żeśmy nie zwracali na niego uwagi, i on nie czuł się zagrożony. Darzą nas zwierzęta zaskoczeniem swojej mądrości. Poranek targa ciepłym wiatrem, gdy sunąca burza przemyka obok. I nikt nie ma ochoty wracać…

Bohaterka gawędy: Strumieniówka

⚡️ A jeśli i Ty masz ochotę na podobną leśną przygodę, pisz, pytaj  Razem wymaszerujemy naszą wędrowną opowieść. Szczegóły w całorocznym wydarzeniu:

Księżycowy spacer w magicznym świecie Przyrody 

 

Owocowy Festiwal. Gawędy o Drzewach Mocy.

I stało się, jak Drzewa przepowiedziały. Pamiętam jak obiecaliśmy sobie, że wszędzie pójdę gdzie mnie zawołają, aby opowiadać o ich przesłaniach i głosić zielone światło dla wspólnego rozwoju. To niezwykły również dla mnie proces – wyjście z lasu, gęstwin i krzaków, na scenę, do ludzi. Czas spędzony w gronie Witarian i moja pierwsza w życiu prelekcja na długo zapiszą się w przedziale najpiękniejszych wspomnień, jakie mam. Dużo się zadziało. Ogrom nowych doświadczeń i wrażeń, nie do przekazania w jednej opowieści. Przerosło moje najśmielsze ‘’oczekiwania’’… Owocowy Festiwal to pierwsza tego typu impreza, spotkanie dla ludzi miłujących zdrowe odżywianie, ”zero waste”, ekologię, naturę, i kolorowe płody Ziemi. Atmosfera lekka, łagodna i kojąca. Każdy się uśmiecha, zagada, przytula..  Zbliża się godzina 13:30. Czas mojego występu. Mam tu opowiedzieć o przesłaniach Drzew Mocy, sposobach pracy z ich energiami, nauczyć podstaw duchowego kontaktu z tymi niezwykłymi Istotami. Parę osób przyszło najpierw zapytać co tu się będzie działo. Trochę chaosu z organizacją. Gdzieś brak głośników i kopie prąd, całkiem dosadnie. I choć o czasie siedzi przede mną jedna osoba, zaczynamy rozmawiać. Powoli, schodzą się ludzie. Coraz więcej. Pierwsze moje wystąpienie, przed dorosłą publiką. Jakoś ani przez chwilę, przedtem ani w trakcie, nie miałem tremy, czy stresu. Wiem dlaczego. Zawsze, kiedyś tam chciałem występować na scenie i zostać aktorem. Potem opowiadać o Drzewach i lesie większemu gronu. Dziś te marzenia właśnie się manifestują, a więc to powód tylko do uśmiechu. A i wszelkie obawy okazały się zbędne. Pamiętam jak kilka dni wcześniej poszedłem do Drzew, aby ich dopytać, czy coś może szczególnego powinienem przekazać? O czym mówić?

IMG_1415

– Opowiedz o wszystkim – tak jak to było. Niczego nie pomijaj. A zwłaszcza wierszy…

Powiedział wtedy Krzesimir. Wiersze. No z nimi miałem ‘’ogromny problem’’ w myślach i praktyce. Bowiem ich odczyt powoduje u mnie od razu silny wzrusz, łamanie głosu i płacz. Są to dla mnie bardzo osbiste treści. Więc najpierw stwierdziłem, że je sobie daruję, bo jak to będzie wyglądać podczas występu… Ale Drzewa się uparły… że mają być. I rzeczywiście, gdy przychodzi ten moment i płyną rymy, robię długie przerwy i głos mocno drga, z wielkim ‘’trudem’’ udaje mi się doczytać do końca. Uprzedziłem na początku, że może tak być. I widzę, że nikomu to jakoś nie przeszkadza. Pozamykali oczy i słuchają… Uff! Słowa płyną…

– Przytulasz. I odbierasz, jak wiele się zmienia. Zaczynasz czuć się dobrze, błogo, szczęśliwie, lekko, radośnie. Co takiego się stało? Jako, że drzewa nas widzą w sposób wielowymiarowy. Nie tylko emocje, nastawienie i stany, ale też wszelkie wyrwy w aurze, ubytki, podpięcia, blokady. Zdejmując je i udrażniając przepływ energii, powodują, że wracamy do naturalnego nam stanu czucia i bycia.

IMG_1403

Opowiadam o symbolice i ich znaczeniach. Ludowych wierzeniach związanych z poszczególnymi gatunkami. Które na co pomagają i w jaki sposób wspierają? Osobiste historie. Jak brzozy ostatnio zrobiły mi kawał? Czy Drzewa się gniewają? W jaki sposób nas postrzegają? Jak sam uzdrawiałem swoje emocje z ich pomocą, pozbywając się lęków i traum? Jak się z nami komunikują, na co zwracać uwagę, aby rozpoznać gdy do nas wołają? Dlaczego drzewo czasami nie chce się kontaktować, i jak daje o tym znać? Co możemy rozpoznać za pomocą dłoni? Widzę, że niektórzy mają notesy i zapisują  Czuję, jak ręce mi zdrętwiały i zaczynają mrowieć. Zupełnie jak przy dębach. Płynie energia drzew. I jakoś wtedy, zdarzył się ten moment. Zupełnie straciłem z oczu ludzi którzy byli przede mną, zamiast tego wokół ukazały się Wierzby, Klony, Lipy, Dęby, Topole, Sosny, te które rosły nad pobliską rzeką. Ale takie trzy razy większe niż normalnie. Pochylają się nad nami. Wizja. Kiedy widzenie mi wraca, wokół mnie tłum. Szybko zapełniły się wolne miejsca. Ludzie pojawili się nie wiadomo skąd. A ja wiem co się właśnie zdarzyło – otrzymałem leśne wsparcie. Drzewa zadbały, aby słowa dotarły, tam gdzie miały. I łatwo jest opowiadać, kiedy ma się co. A z każdym Drzewem, tyle więzi i wspomnień. Historia Dęba Radosława i jego słowiańskich wojowników. Lipowe przesłanie zgody i współpracy. Brzozowe tańce i uzdrawianie w świetle. Wierzbowa moc przodków i praktyki szamańskie, zapomniane gusła, zabobony, tajemnice, legendy. Wiązowe wybaczanie, współczucie, zrozumienie. Drzewa Umysłu, orzechy i kasztanowce. Drzewa Kobiece, seksualność, wyrażanie siebie i pragnień, odwaga, samoakceptacja, Moc Ziemi, płodność. Drzewa Ochronne i te od wspierania realizacji marzeń. Olchy przemawiają długo, szumiąc wierszem o sprawach swego codziennego istnienia. Informacji wypływa mnóstwo, a drzewne charaktery odczytuję w rymowanych wierszach, tych jakie podały mi one same…

Opowiada mi lipa o pewnej istocie, 
Co zrozumienia, przynosi krocie

I rzeczowe, przedstawiając dowody,
Podąża drogą, pradawnej zgody.

Gdzie się pojawi, tam spokój ścisły
I wnet kiełkują, 
Już nowe pomysły.

Objawiają się z takim darem, 
Realizowane, pod wspólnym sztandarem

I gdy jasności przypływa tchnienie, 
Pojawia się u niej, wszelkie zrozumienie

Dla innych

Odbieram, że chcą drzewa przekazać maximum co można. Każde woła, aby mówić o tym, o tamtym. A tymczasem zaczynają się pytania. Większości z nich nie pamiętam. Słuchacze pytają o swoje drzewa, jakie przy nich widzę, odczuwam? Choć spodziewałem się, że tak się zdarzy, była obawa. Ale rozpoznanie idzie mi płynnie. Od razu wiem. I odpowiadam, przy Tobie Modrzew i Brzoza, a obok pani sosna z akacją. Gdzie indziej dąb i wiąz. Każdy się dowiedział. A potem, kolejny szok. Ludzie podchodzą i pytają o wspólne warsztaty, wędrówki, o numer telefonu. Kalendarz spotkań niespodzianie się wypełnia po brzegi. Ktoś mnie ściska i mówi, że teraz dopiero wie, po co tu przyjechał. Inna osoba przedstawia się, i że jechała specjalnie aby mnie poznać. Kochani! Tak bardzo mnie zaskoczyliście i ucieszyliście. W gąszczu pytań, dociekań, i opowieści, zupełnie zapomnieliśmy o czasie. Za chwilę słyszę, że znacznie przekroczyliśmy ten nam dany, i od dawna już pora na kolejny wykład, a następny prelegent czeka. Widzieć niepocieszone miny słuchaczy na wieść o końcu spotkania – bezcenne… Ale to nie był jeszcze koniec. Po chwili wędrowaliśmy już sporą grupą przez plac i usiedliśmy w cieniu sosnowego kręgu, gdzie z radością kontynuowałem nasze spotkanie…

IMG_1424

IMG_1425

IMG_1431

IMG_1423

IMG_1422

A gdy już zegnali nas ze sceny 😅

Usiedliśmy z mniejszym gronem, w sosnowym kręgu nieopodal. Tu kolejne porcje pytań i opowieści. Odczytałem kilka przesłań, znowu z niemałym wzruszeniem. Każdy mógł podzielić się swoimi osobistymi doświadczeniami z dendroterapią. Inni opowiadali o swoich przeżyciach z Drzewami. Podzieliłem się wspomnieniami z wielu osobistych procesów, wracając do historii jak to Dąb Radosław robił mi terapię uwalniania lęków. Jeszcze więcej skupienia, intymności dla nas wszystkich. Takie kameralne, nieplanowane spotkania też mają urok. Inni pytali o swoje drzewa, które ‘’na żywioł’’ wskazywałem 🍁

Drzewnych braci czas radości, 
Dawnych powitają gości,

Swych przyjaciół, z innych czasów, 
Którzy zawsze blisko lasów,

Gwar podnoszą z głośnym szumem, 
Aby się uścisnąć z kumem

Jesion, brzoza, wiązy, świerki, 
Dosyć już tej poniewierki,

Wrócił druh nasz zapomniany, 
Z tylu zdarzeń dobrze znany,

Lipa zwraca się do Ciebie, 
Gdybyś w jakiejś był potrzebie,

Z nią odkryjesz znowu siebie 
Bo, choć może o tym nie wiesz,

Właśnie tam prowadzą drogi
Wszystkich istot świata srogich

Z grabem przyjdzie zrozumienie, 
Czym na Ziemi jest Istnienie,

Po co tyle zła i zniszczeń, 
Gdzie ocena, bunt umysłu

Więc gdy w środku Cię zaboli, 
Oddaj pokłon swej Topoli

Życie czasem daje pstryczka, 
Rzecze biała śnieguliczka,

Ty masz z tego czerpać wnioski, 
Aby żegnać, dawne troski,

O to Duszy chodzi przecież, 
By doświadczać, na tym świecie,

Wiedzy nowej wieszczy połów, 
Ptak Twój Mocy – Druh – Rybołów

Umysł uśpij, tam już znane, 
Serce otwórz, będzie dane.

IMG_1438

IMG_1443

IMG_1439

IMG_1433

IMG_1440

Owocowe spotkania i historie z życia

Pamiętam taką dziewczynę z którą jechaliśmy w obie strony. Z tego co zapamiętałem – podczas harców na trampolinie tak uszkodziła sobie nogę, że lekarze nie dawali nadziei. Miała mieć jakieś szanse po przejściu 6 skomplikowanych operacji, z których każda miała kosztować po 30 tysięcy. Ale ona się nie poddała… Kosmos chciał, że do jej rąk trafiła książka ” Potęga Terazniejszości” po której to lekturze postanowiła wyzdrowieć. Doszła do tego surowa dieta i witariańskie soki, no i udało się. Dziś chodzi. Fenomeny.. Na festiwal jechałem z intencją, aby dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co mogę zrobić dla swojego ciała, aby być jeszcze bardziej pełnym energii i harmonii.

Poznałem podczas pobytu wielu niezwykłych ludzi, których historie mogłyby stanowić treść osobnej motywacyjnej książki. A w podróży natrafiłem na niezwykłego człowieka, który zwie się Jacek Borysiewicz  Dlaczego Wam o nim piszę? Nasze żywoty to opowieści i sploty rozmaitych zdarzeń, przenikają się i inspirują. Jacek też wybrał żywot podróżnika – wędrowca, jakże jednak odmienny od mojego. On odwiedza po kolei wszystkie możliwe magiczne festiwale i zloty, gdzie obdarowuje ludzi ozdobnymi czarodziejskimi przedmiotami, sprowadzanymi wprost z Indii. W jego sklepiku znajdziecie torby, egzotyczną biżuterię, notesy, księgi, figurki, kadzidła, mandale, łapacze snów i inne cudactwa, których nawet nazwać nie umiem  Facet zorientowany chyba na wszystkie możliwe tematy, lekki gawędziarz i przemiły towarzysz. Zwykle miewa wolne miejsca w aucie, więc zawsze można się z nim zabrać na któryś z kolorowych zlotów. A jest tego w sezonie, bo i Harmonia Kosmosu, Festiwal Wibracje, Festiwal Kocham Cię, Jedności, itd… Tam go znajdziecie  Poniżej dwa magiczne przedmioty z jego sklepiku, jakie goszczą już w mojej przestrzeni.

P90605-174159

P90605-174348

Jackowi dziękuję za pełną wrażeń podróż, Twoją życiową mądrość, dystans, i wszelką wiedzę.

Na stronie India Silk znajdziecie owe kolorowe cuda 24h.

PS. A ”Wielka księga Drzew Mocy” powstanie  Bo szumią liście, że jednocześnie, swobodnie pracuję już nad drugą książką, w które zawarte zostaną spisane przeze mnie przesłania, oraz Wasze historie, będące świadectwem pomocy Drzew. A w tym oto notesie, będę spisywał w lesie nowe wiersze 

Warsztaty…

Tych było wiele. Nie sposób wymienić wszystkich. Od rodzajów diety i sposobach ich stosowania, po sport, duchowe uzdrawianie, permakulturę, jogę, medytacje, bębny, malarstwo, tantrę, ekologiczne rolnictwo, podróże, i co kto zapragnie. Istota zakochana w teatrze, lekkości i sztuce poprowadziła na Owocowym Festiwalu spotkanie na temat swobody ciała, pokazując nam gimnastyczne ‘’sztuczki’’ o jakich się nie śniło. Były to moje pierwsze warsztaty w życiu w jakich wziąłem udział… I cóż powiem  Nie wiedziałem, że ruch być tak swobodny, zaufany i płynący, naturalny! Oraz, że nasze ciała posiadają takie giętkie możliwości Było wzajemne malowanie, biegi, skoki, wspinaczki, podnoszenia, relaks, otwarcie, swoboda, nowe… I od tego momentu pamiętał będę, że dusza wyraża się w szczęściu również poprzez chwiejne upadki, odważne kroki, nieco wysiłku i zginanie pleców 

IMG_1447

Dziękuję Ci Maria, za tą niezwykłą lekcję. Jesteś świetna w tym co robisz. Udało Ci się wydobyć z nas wszystkich ogrom zaufania, kunszt beztroskiej finezji, oraz odwagę w wyrażaniu swojego piękna. Długo tego nie zapomnę. A profil Marii znajdziecie tutaj:  Maria Wendland

Podziękowania:

🌳 Dziękuję leśnie wszystkim uczestnikom, tego małego spotkania. Za Waszą wyrozumiałość, ciepło i otwartość Serc, wszystkie przytulenia, uśmiechy, wieści i wspomnienia. Wszystkim moim gościom za Waszą obecność, wszelkie niezwykłe pytania, wspólny czas i dar poznania Waszych Dusz – nie zapomnę tego do końca życia, składam serdeczne podziękowania. Gospodarzom i organizatorom. I mam nadzieję, do zobaczenia na kolejnym kolorowym festiwalu 

Specjalne podziękowania kieruję do Zuzi Jóźwik za przytomną i wspierającą mnie obecność, oraz wykonanie niniejszych zdjęć.
A to pamiątkowy plakat z przygotowań. 

https://owocowyfestiwal.pl/sebastian-czeremcha/