Płowe święto Miłości. Misterium życia jeleni. Zaproszenie na Rykowisko

Noce nastały chłodne, gwiaździste, umalowane czerwienią wcześnie już gasnącej zorzy. Zimno dotyka ‘’sprawdzająco’’ skóry wędrowca, jakby zapytać chciało, czyś już gotów na jesień? W lesie widać zakończenie pewnej epoki. Wiewiórki są niespokojne, coś nad wyraz aktywne. Rozglądają się za miejscem na zimowe gniazdo. Myszy w szelestach podrygów skocznych spisują testament, puszczykom puchatym powierzając swoją ostatnią wolę. Ptasia młodzież barw nieokreślonych psikusy płata niewprawnym obserwatorom. Z kęp krzewów rozrzuconych tu i ówdzie czerwieni dostatek głogów, róży dzikiej i jarzębin. Opatula zapach jątrzącej zgnilizny, kiedy owoce porzuconych jabłonek pracują na rzecz zjednoczenia z macierzą, z której powstały. Nieśmiałe mgły próbują pląsy pierwszych baletów. Od początku września siedzę w chłodzie i nasłuchuję. Jestem niemal pewien. Tego księżyca, zaryczą! I kiedy jedni szykują się do zimowego przetrwania, u innych odwieczny zew daje sygnał płowego święta Miłości… Najpiękniejsze przyrodnicze misterium naszych lasów wybrzmiewa rykiem samczej mocy, gdy byki jelenia szlachetnego ogłaszają ciemności rozgwieżdżonej, swoje na miesiąc panowanie. Rykowisko! W jakichż słowach Ciebie opisać, o Misterium Święte? Czar Twój opiewają z dawien poeci. Spieszą na ten spektakl wszyscy z przyrodą ludzie związani, miłośnicy, odkrywcy, ornitolodzy, przyrodnicy, fotografowie, pisarze, gawędziarze… Nieznana siła jak magnes przyciąga ku sobie rzesze obserwatorów i słuchaczy. Może to ciekawość zwykła ich gna, a może intuicyjne pragnienie zapisania w sercu najpiękniejszych leśnych wspomnień…

I Ciebie podróżniku – czytelniku, wędrowcze na to święto zapraszam. Raz jeden w roku. Usiądziemy w którejś z opuszczonych czatowni, albo skryci w łodygach dojrzałej kukurydzy. Zabierzemy koc, ciepłe ubrania, gorącą herbatę w termosie, szacunek i pokorę wobec naszej Natury – Matki. W podziękowaniu uczestniczyć będziemy, celebrując gromkie słuchowisko. Wokół nas, a może z dala rozbrzmieją prastare ryki, kipiących testosteronem mocarzy lasu. Wibracja srogiego dzwięku przenika tkanki w drganiu, na strunach serca grając, rzewnośći za tęsknotą cichą układając melodie. Nie sposób się oderwać, przestać zachwycać. Im chłodniej tym lepiej. Spadek temperatury zagrzewa byki do odzewu. Szatańsko kotłują się gąszcze w łoskotach donośnych, gdy samce napotykają się w pojedynku. W krysztale nocnej ciszy, masz wrażenie jakby to ziemia zatrzęsła się z hukiem pod racicami olbrzymów.

41948606_679313385770147_8079134616818024448_n

Wytrwaj tu do świtu, a kolejne cuda ujrzysz. Byk zmęczony, a powłóczący z wyczerpania walką, wracający do haremu łań, co we mgłach anteny czujnych głów na niego podnoszą. Stadnik, władca, zwycięzca, ten niepokonany co z dumą w koronie stado żeńskie zagania, niepodzielne prawo ogłaszając do swej na dzisiaj władzy. Korona rosochatego poroża pruje fale mgliste, odcinając się na tle złota pierwszych słonecznych promieni…

Czy jesteś gotów doświadczyć Misterium?

 Kiedy?

Jelenie ogłaszają swoje panowanie na dni od 14 września do 10 pazdziernika. W tych terminach od – do można zgłosić swoją wędrówkę.

🦌 Gdzie?

Rokietnica, k. Poznania w woj, Wielkopolskim. Stąd ruszamy autem (Twoim ) pod las. Gościnna kwatera noclegowa podejmuje Wędrowców z daleka razem z wyżywieniem. Link poniżej.

http://gosciniecnoclegirokietnica.pl/

Ekwipunek?

Zabierz plecak, ciepłe ubrania, komplet przeciwdeszczowy, latarkę, termos, co lubisz do jedzenia, pokorę i dziękczynienie w sercu wobec ducha przyrody. Garść cierpliwości w kieszeni 

🌳 Program?

To wyprawa na słuchowisko z czuwaniem, choć gdyby jelenie ”NieDajBóbr” nie dopisały ruszymy w księżycu do Drzew Mocy lub odwiedzimy najbliższe tajenka sekretów lasu. Podziękowanie finansowe za przewodnictwo, wiedzę i wspólny czas, jak za zwykły Dzień Wędrowny, 200zł / osoba. W terenie możemy być od popołudnia do świtu.

Kontakt w sprawie zgłoszeń: 

czeremcha27@wp.pl

Do zobaczenia w lesie 

40244711_669839700050849_5236044696987369472_n

Reklamy

Sylwester u dzikich zwierząt.

Zeszłorocznego Sylwestra spędziłem nietypowo, nawet jak na mnie. Bo zdarzało mi się w ten dzień kiedyś tam wyjść w naturę, ale tylko na pobliskie pola. Długo nie wiedziałem co z sobą zrobić, aż kiedy z chmur wyłonił się przybierający do pełni księżyc, postanowiłem zaszaleć. A może by tak sprawdzić rzeczywiście, jak to nasze ‘’witanie nowego roku’’ wygląda z perspektywy zwierząt? Co się wtedy dzieje w ich świecie? Znałem to dotychczas jedynie ze smutnych opisów i domniemań. Ten impuls wystarczył, abym zapragnął znaleźć się nad strumieniem w bobrowym królestwie, nieopodal dziczego bagna.

Już wkraczając na pola, znać było, że tu nie jest jak zawsze. Żadnych większych ani mniejszych zwierząt, nie napotkałem sarny, dzika, lisa, zająca. Wszystko gdzieś przywarowało – wyparowało, wyniosło się. Na rozlewisku siedział tylko jeden kaczor, choć normalnie nocuje ich tam kilkanaście. Siadam na kamienisku i słucham huków….jest 22:30.

Najgorzej chyba znoszą to ptaki…Z zamyślenia wyrywa mnie powtarzający się okrzyk bażanta. Nocujący na drzewie kogut odpowiada z przestrachem na każdą salwę. W końcu słyszę jak spłoszony odlatuje…ten charakterystyczny trzepot skrzydeł. W międzyczasie cały czas, z przerwami skrzeczą sroki. W ich głosach znać poirytowanie. Te przynajmniej nie odlatują. Czasem na huk odpowiadają kaczki, ale ich dziś mało. Bobrów nie słychać, choć normalnie majstrują stale przy swojej tamie. Chyba zaległy w norkach. Pluszcze woda. Słyszę jakieś nieznane, nieokreślone kwilenie. Też chyba jakiś ptak. Dobiega z grupy niskich krzewów. W pewnym momencie, mimo pojedynczych wystrzałów okrążą mnie ciekawski Puszczyk. Chyba on jeden tu nie zwariował. Zbliża się TA godzina. Kanonada przybiera na sile. Podziwiam fajerwerki rozbłyskujące tuż nad linią lasu, mam doskonały widok z każdej strony. Wyrażam wdzięczność wobec wszystkich bliskich osób, za ten udany rok. Wypowiadam życzenia na kolejny. Przepraszam zwierzęta…Huki przycichają nieco. Słyszę piskliwe nawoływanie gęsi. Leci jedna. Wiem co się stało. Za chwilę podlatują kolejne, po dwie, po trzy, ale nie więcej. Krążą nawołując rozpaczliwie, oddalają się i zbliżają. Gdzieś się rozproszyły, ale ich okrzyki nie cichną. Przecież teraz powinny latać kluczem…Ten nadlatuje za kilka chwil. Jest całkiem liczny. Wszystkie gęsi wrzeszczą i krążą, próbując zebrać rozproszonych członków stada. Obierają jakiś kierunek, a tu salwa…Ludzie nadal strzelają. Zawracają i znów… gdzie się nie zwrócą, tam rozpryskują iskry. Widzę, że każdy huk powoduje drgnięcie ptaków i zmianę kierunku. Klucz znów miesza się, kotluje. Krążą nie mając dokąd odlecieć. Skąd mają wiedzieć, że najbardziej powalony gatunek na ziemi robi COŚ?

maxresdefault (12)

Mimo, że jestem daleko od domów, czuję opary prochu. Skoro czuję ja, to co dopiero zwierzęta? A dla nich to tak nietypowy, i grozny, bo skojarzony z polowaniami zapach. Tym razem czuć go wszędzie. Nie ma gdzie się skryć.

Około 1 wszystko przycicha. Choć co chwilę powtarzają się pojedyncze strzały. Ruszam w drogę powrotną. Po drodze mijam zagajnik, zawsze kryje się w nim mnóstwo saren. Tak się zastanawiałem, bo przecież kozły saren reagują ochrypłym szczekaniem na wszystko co nietypowe. Tym razem się nie odzywały, ale po prostu ich nie było… Jednak, słyszę jak jeden chrypi. Ale to takie nietypowe. Głos mu się łamie, przerywa, a on nie przestaje. Jest w tym zawarta jakaś przerażająca rozpacz i bezsilność. Tak jakby, ‘’chcę uciec, nie chcę tego słyszeć, ale nie ma dokąd’’. Zdaję sobie sprawę, że musiał tak poszczekiwać od początku, ale z uwagi na odległość i hałas nie mogłem tego słyszeć. Jeden został. Głos mu się trzęsie, przerywa, gaśnie, a on dalej chrypi…w życiu czegoś takiego nie słyszałem. Napisałbym w tym miejscu coś wulgarnego, ale się powstrzymam.  Jedynie o co proszę, to o opuszczenie szeptowego bloga lubiących sobie postrzelać czytelników.

Zaskoczeniem to nie jest. Ale po prostu zobaczyć ten popłoch, usłyszeć te wrzaski, uczestniczyć w tym całym sobą, zmienia już na zawsze. Kiedy zaczniemy z pełną odpowiedzialnością, szacunkiem i uwagą traktować inne zamieszkujące z nami świat istoty, wtedy może zasłużmy na dumne miano ”człowieka rozumnego”.

106198

Zaproszenie do Księżycowych Wędrówek.

To już czas 🙂

Wraz z nowym rokiem przychodzą nowe wglądy i pomysły. A w tym roku chcę być dla Was bardziej dyspozycyjny podczas swoich pełni. Długo się zastanawiałem jak miałyby wyglądać nasze wspólne księżycowe wędrówki, jak to rozwinąć, przeprowadzić i co miałoby się w tym zawrzeć. No i stwierdziłem, że odbywać się to będzie najprościej jak się da. A zatem od teraz już nie tylko dzielenie się pisaniem i przeżyciami, ale chcę każdego z Was zaprosić do swej rodzimej Wielkopolski na wspólne wędrowanie. Chcę żebyście mogli przynajmniej spróbować przeżyć, poczuć i doświadczyć tego samego co ja. Nie tylko podczas pełni, bo rozumiem, ze czas i obowiązki, co ciężko zgrać. Ja mam zasadniczo wolne czwartki i niektóre weekendy.

Trochę szczegółów.

Miejscowość moja rozwinęła się. Nie ma co do tego wątpliwości. Dlatego bezproblemowe będzie wynajęcie sobie tutaj czegoś na nocleg. A wszystkie wspaniałe dla mnie miejsca znajdują się promieniu 5 km +/- od niej. Poruszamy się rowerami które mam, lub pieszo, dla zdrowia
Pierwsze tego typu spotkania chcę przeprowadzić w swoich okolicach, i już mówię dlaczego. Dlatego, że tutaj po prostu przez te wszystkie lata poznałem na tyle zwyczaje ‘’swoich’’ zwierząt, że wiem gdzie, kiedy, o jakiej porze dnia, nocy czy roku można coś spotkać. I mogę coś zaplanować w takiej formie, abyśmy tym zwierzakom niepotrzebnie nie przeszkadzali. Przez lata wypracowałem sobie taki w mojej opinii najlepszy system; wybór dobrego do siedzenia miejsca, przyjście odpowiednio wcześniej no i czekanie

pobrane

Dzięki temu zwierzaki mijają nas w bezpiecznej odległości, nie płoszone, zajęte swoimi sprawami, a my możemy je podziwiać lub słuchać jak buszują. W przyszłości chciałbym i nie wykluczam prowadzenia takich wypraw w innych ciekawych miejscach Polski. Co możemy u mnie zobaczyć? Raczej pospolicie, mogę obiecać sarny, lisy, zające, bażanty, bobry rzadko jelenie no i moje ukochane dziki – jedynie drogą nocnej obserwacji. I ich nie mogę obiecać, są nieprzewidywalne  Za dnia możemy obejrzeć sobie ich ślady ucztowania, buchtowiska, tropy, i ścieżki prowadzące do barłogów. No i mnóstwo drobnego ptactwa, zależnie od pory roku trafiają się i rzadsze gatunki. Rozumiem, że dla Was takie nocne czuwanie wśród natury może być obarczone ogromnym ładunkiem emocji – czy to nawet strachu lub adrenaliny, kiedy wokół zaczną chrumkać dziki 🐗 Od takich obserwacji mam z dawna bezpieczne miejsca, więc spokojnie. A jeśli chodzi o mnie, jedyne co wtedy przeżywam to radość i pełne szczęście. Całość okraszona moim gawędzeniem, opowieściami, podzieleniem się tym co wiem lub co przeżyłem w danym miejscu, jeśli ktoś będzie chciał tego słuchać
Ja ciągle o obserwacjach i zwierzętach, ale przecież nie wszystkim o to chodzi. Jeśli ktoś chciałby po prostu spędzić czas w naturze o jakiejś porze nocy, zobaczyć jak wygląda ten świat w bezpiecznym towarzystwie, pomedytować, posłuchać, to przecież również jak najbardziej

Ekwipunek

Ja niemal zawsze mam z sobą nieco dodatkowego ubrania, które nakładam na siebie w miarę jak wychładzam się po marszu. Czasami pogoda jest na tyle stała, że można ubrać się raz jeden i iść. Ale taką wiosną czy latem różnice w spadku temperatury nocą potrafią być znaczne. Dlatego warto mieć to na uwadze. Przyda się też jakiś lekki ciepły koc.
– Termos. Picie gorącej herbaty, zupy czy kawy na mrozie to przyjemność sama w sobie
– Latarka (opcjonalnie, ja zasadniczo nie korzystam, ale może ktoś boi się ciemności  )
– Lornetka, aparat foto? Na pewno trafią się okazje do zrobienia pięknych zdjęć.
– Nieprzemakalne buty. Bardzo ważne. Tej zimy mamy bardzo mokrą wiosnę… Gdyby nie kaloszki, nie byłbym w stanie nigdzie wejść, np. przy bobrowym królestwie mogę się poruszać tylko tak, na polach wszędzie woda lub błoto. Trawa tak samo bywa mokra, a rano i wieczorem jest rosa. Natomiast kiedy aura bardziej się osuszy, wystarczą wygodne buty do marszu.

10681608_831416700302494_1904006860_n

Zasady.

W lesie i królestwie zwierząt zachowujemy się ‘’po mojemu’’. Czyli nie chodzimy za nimi i nie straszymy. Wybieramy szlaki takie, aby również nie płoszyć ich w miejscu bytowania. Może zobaczymy przez to czasem mniej, trudno.
– Zwierzę ma pierwszeństwo. W ich świecie jesteśmy gośćmi. Czasem możemy im przeszkadzać, nie chcąc. Dlatego ja od jakiegoś czasu praktykuję ‘’pierwszeństwo’’. Jeżeli np. wypatrzę żerujące sarny zanim one zobaczą mnie, czekam aż skończą i oddalą się same, lub wymijam je w takiej odległości aby nie zostać dostrzeżonym. Tak samo gdy widzę polującego lisa – daje mu czas na oddalenie się. I w każdej innej podobnej sytuacji. Po prostu szanujmy ich dom i czas, w drodze wdzięczności choćby wobec cudownych chwil jakimi nas obdarzają.

A zatem, już teraz można powiedzieć, zaiste naprawdę… 

Witaj mój drogi gościu! Pragnę porwać Cię z sobą na magiczną wędrówkę, pośród puszcz, jezior, i łąk. Chcę podzielić się z Tobą całym zachwytem oraz pięknem, wszystkimi myślami i przeżyciami jakich doświadczam podczas swoich wypraw. Niech to miejsce będzie oazą relaksu dla strudzonej duszy, i umęczonego umysłu. Odkryjesz tu tajemnice lasu, usłyszysz gwar łąk i tchnienie pól. Czuj się swobodnie i witaj w moim świecie – teraz już naszym 🙂

Jeśli trafiłaś / eś aż do tego miejsca, to na Twojej twarzy powinien już zagościć serdeczny uśmiech 🙂 Cóż Cię tu przywiodło kochany wędrowcze? Może nie wiesz sam, a może właśnie tego tak długo z tęsknotą szukałeś? I oto jest.  Szepty Kniei – Opowiadania Przyrodnicze  zapraszają do wspólnej podróży w głębinach puszcz, borów, lasów, albo w rozległej przestrzeni pól i łąk, pod srebrzystą otuliną księżycowej poświaty. Nie obiecuję Ci co możesz spotkać na swej drodze ani czego dowiesz się podczas tej wędrówki. 

Może spojrzysz w bystre ślepia lisa? Spotkasz żubra, łosia, wilka, usłyszysz chrapliwe, przejmujące szczekanie sarniego kozła lub niesamowite głosy sów? Poczujesz przenikający dreszcz, żegnając zachodzące słońce wraz z gromkim larum żurawich wieszczy…A może siedząc na zatopionej w snujących się mgłach leśnej łące ujrzysz buchtującą watahę dziczą niknącą w szarych oparach zagadki…  Księżycowy szlak pełen jest nieodkrytych tajemnic i zmysłowych cudów. Właśnie teraz roziskrzona noc w potędze pełniowego księżyca wyciąga ku Tobie przyjazną dłoń z zaproszeniem do wspólnego doświadczania. Już szemrzą trzciny wraz z dotknięciem niewidzialnego wiatru. Z bagien wstają mgliste opary. Trzeszczy łamana gałązka pod niewidoczną łapą podążającego w mroku zwierza. Majestat wiosny grzmi pełną piersią, wydobywany z maleńkich gardełek słowiczych. W kępach otulonych mrokiem niskich wierzb, w podmokłych zaroślach rozlegają się namiętne szepty, miłosne zwierzenia, czułe wyznania, tęsknoty wołania – rozbrzmiewają echem najpiękniejsze ptasie pieśni. Tętni w uszach żabi rechot. Czujesz to już?

22228398_1434489783265580_8417856860157228695_n

Kiedy indziej ośnieżone pola, otulone białą kołderką delikatnego puchu szepczą swą chłodną pieśń echem dalekiej pustki. Mroźne połacie wabią ku sobie czarem lodowej przestrzeni zaklętej w biel. Wiatr hula, woła, wyje osypując śnieżne drobiny wśród bruzd. Oziębłe psoty dziadka mroza. Pani Zima lodowatą dłonią, odkrywa swe tajemnice i urok, tym, którym aura nie straszna. Jak pradawna wiedźma, stara niczym sam czas, snuje iskrzące baśnie roztaczając wśród gwiaździstej nocy swe bezlitosne ramiona.

Drzewa skrzypią boleśnie smagane kąsającymi powiewami wichru, jakby skarżyły się na porę roku, a oblodzone gałązki trzeszczą im do wtóru kołysząc się chwiejnym rytmem, siejąc wokół furią niewidoczne lodowe kruszyny. A może… wśród ciszy dostatniej jesieni, i oszałamiającego zapachu kolorowych liści, oddany kojącej medytacji doświadczysz błogiego ciepła w sercu i subtelnego szeptu swojej Duszy, z którą w zgodzie i harmonii podążysz już aż po kres? Odnajdziesz drogę do samego siebie? Tego z całego serca Ci życzę.

dziki

Zatem, zapraszam do kontaktu, jakby ktoś chciał więcej wieści i szczegółów. Mam wiarę, że to co robię jest teraz ważne i potrzebne, a dzięki temu Wasze Dusze ubogacone będą o wspaniałe doświadczenia i pełnię obfitości przyrodniczych wrażeń

Ja księżyc

Ścierniska.

Nastał czas żniw. Złote łany pszenicy i żyta schylały w pokorze pełne pysznego ziarna kłosy. Wysmagany deszczem, wytargany wiatrem, osuszony mocą sierpniowego prażącego słońca, na polach rozciągał się…dostatek. Obfite pola przyciągały w swoje pielesze pierzastych i czworonożnych biesiadników. Na kłosach próbowały gimnastyki polne mazurki,  niżej w ziarnistym raju urzędowały licznie myszy i norniki. Ociężałe grzywacze czekały wytrwale młócki. Wraz z kośbą na zżętych połaciach dopiero zaczynał się bal…

Kombajny, buczące kolosy sunęły za dnia w smugach kurzu, burząc to krótkotrwałe królestwo przepychu. Pracowały wytrwale, zostawiając za sobą wymiociny zżętego zboża. Tak właśnie powstawały ścierniska – szeleszcząco szemrząca kraina, w której wśród słomianych chrzęstów pisały się nowe zwierzęce opowieści. Pełne sytości, zwycięstw, i… dramatów.
Jakiś chłodny spokój panował już w przyrodzie. Poranki witały jeszcze trąbienia żurawi i pojedyncze śpiewy. Nocami wabiły przepiórki. Chmary komarów brzęczały w wieczornym skwarze, doprowadzając do szału zarówno wędrowców, jak i szukające schronienia sarny.

185783_obraz_wies_pola_sarna_bazant_dom

Ścierniska działały jak magnes, nie tylko dla amatorów dojrzałego ziarna. Wraz za ptactwem i gryzoniami ciągnęły licznie drapieżniki. W ciągu dnia pożywiały się tu gołębie, sierpówki, wróble i inne ziarnojady. Czasem zza miedzy wyłonił się bażant, choć ptaszysko z nieufnością traktowało wszelkie zmiany w swojej przestrzeni. Całe to gwarne towarzystwo biesiadowało z apetytem i pasją wręcz, dopóty uczty nie przerwał jastrząb. Spłoszone, przestraszone ptaki rozpierzchały się pod potęgą szarego zbója, za jakiś czas zlatując się znowu. Czasem szukały innego żerowiska.
Wraz z zachodem słońca, ku polom kroczył mrok. A w nim toczyło się dalej życie. Teraz nastawał czas gryzoni, i…drapieżników. Pośród szmerów i chrobotów do słomianego królestwa wkraczały lisy. Te dopiero miały tu używanie! Można było przejrzeć cały kunszt lisich strategii, kiedy jedne czasem rozkopywały zawzięcie snopki, inne czaiły stosownego momentu wypryskując jak z procy w górę i opadając na nieświadomą mysz. Kłapały sprawne paszczęki gasząc malutkie życie. Inne nieświadome zagrożenia popiskiwały co i raz beztrosko przyciągając z oddali kolejne polujące zwierzęta. Harcowały na potęgę… W ciągu nocy pospiesznie przedreptał borsuk, zaszeleściła kuna, bezszelestnie opadały sowy, szybujące nad szarymi połaciami. Czasem przywędrował jenot. W tym rozległym krajobrazie, dla każdego starczyło miejsca i żeru. W księżycowym blasku zwierzęta przemykały jak zjawy, dając rozległe pole domysłu, kto też jest tu dzisiaj gościem. Kiedy szelesty stawały się regularne, narastające, można się było spodziewać maszerującej sarny lub dzików. Przy odrobinie szczęścia przechodziły nieświadome tuż obok 🙂

Ukryty na snopku wędrowiec, oddawał się nocnemu słuchowisku. Kiedy robiło się cicho, leżał i patrzył w gwiazdy. Wypowiadał szeptem życzenia, snuł marzenia…A one leciały żwawą iskrą przez niebo, niosąc ciche intencje ku bezmiarowi wszechświata. Może pewnego dnia się spełnią…

13606888_1158955260837696_6460862677720587845_n

PS. Spędziłem tego roku kilka takich pięknych nocy w bajkowej szeleszczącej scenerii, tak jak w poprzednich latach. Nie jestem w stanie wszystkiego oddać literacko, gdyż wyszedł by z tego chyba niezły misz – masz.

Sierpniowe pełnie od wieków zbiegają się z czasem żniw. Jeśli mamy odrobinę szczęścia, to właśnie podczas księżyca napotkamy ogołocone pola i zżęte łany. Dotychczas bezpiecznie urzędowały sobie tam myszy, nornice, i badylarki. Teraz cóż… zostały im norki w ziemi, ale też mnóstwo dojrzałego smakowitego ziarna leżącego wszędzie wokół. Harcują więc na potęgę, a w ciszy nocnej niosą się szmery i piski. Ścierniska takie działają jak magnes dla wszelkiego rodzaju drapieżników.

To krótki, ale i bardzo owocny czas dla przyrodniczych obserwacji i przeżyć. Warto wybrać się wieczorem, choć na kilka godzin. Komary w otwartym polu tak nie dokuczają. Widoczność jest doskonała. Jeśli nie ma wiatru, mogą towarzyszyć miejscowe mgły ograniczające widok, ale i to ma swój czar. Jeśli będzie trochę wiało, to pomijając zimno, będziemy mieć kryształową widoczność. Najlepiej usiąść sobie na tak zwanym ”balocie” słomy i otulonym kocem sobie czekać. W ciągu nocy potrafi przewinąć się kilka lisów, jenot, kuna, borsuk, i nie brakuje czasem sów, które w mroku jak cienie szybują nad szarymi połaciami. Nie bójcie się, jeśli czasem będą podlatywać do Was, Niekiedy robią to z ciekawości, gdyż nasze delikatne ruchy prawdopodobnie odbierają jako odgłosy ruszających się gryzoni. Albo i po prostu wiedzą, że coś tutaj jest nie na miejscu i przylatują sprawdzić. Nigdy nie atakują, przynajmniej ja się nie spotkałem. Zawsze kończy się na kilku okrążeniach i zaspokojeniu ciekawości. Wygląda to nieziemsko w księżycowym blasku… Na polach spotkamy głównie sowę pójdźkę i płomykówkę. Czasem zdarzają się i psikusy, kiedy z narastającego szmeru, kiedy oczekujemy w napięciu, pojawi nam się….kot. I one używają sobie w łowach. Gdyby jednak nic się nie działo, na snopku można się też wygodnie położyć i patrzeć w gwiazdy, obserwując wchodzący już rój perseidów, i wypowiadać im swoje życzenia 🙂

Można pobawić się w wabienie lisów, jeśli ktoś potrafi i ”przywołać” sobie rudziaka dla bliższych oględzin.Tegoroczne młode zawsze są bardzo ciekawskie. Zdarzało mi się tak, że taki niedolisek potrafił wspiąć się na ułożony stóg, i obserwować mnie z góry, badając węchem ”kto zacz” – dziwadło polne.

Ścierniska, to nie tylko widoki, ale przede wszystkim słuchowisko. Ciągłe szmery, szelesty, stąpania – nie ma mowy aby zasnąć, cały czas coś daje o sobie znać. A wystarczy jeden zając harcujący gdzieś tam, byśmy przez ileś godzin zastanawiali się ”co też to może być”. Na mniejszych poletkach jest o tyle lepiej, że słychać już z oddali maszerujące sarny, dziki, i narastający dzwięk ich wędrówki. Jeśli dobrze wybierzemy miejsce przejdą tuż obok nas 🙂
Wśród słomianych szmerów i szelestów piszą się nowe opowieści. I Wy możecie usłyszeć własne ❤

234128_kon_ptak_sowa_trawa

W polnym zakątku.

Zdjęcie2826

Po niebie żeglowały roje chmur. Drobne obłoczki umykały żwawo przed burymi tabunami deszczowych kolosów. Kłębiasty majestat sunął z wolna, poprzebijany igiełkami świetlistych promieni. Słońce zdawało igrać sobie z aurą, zajęte swoimi sprawami. Mimo wiosennej pory, na ziemi panował ziąb. Leśni i polni mieszkańcy nie poświęcali chmurzastym cudom żadnej uwagi, chyba, że coś z nich leciało na sierść lub pióra. A kapryśny Pan Kwiecień raczył już poczęstować smagającymi niespodziankami ze swego arsenału. To szalały ulewne deszcze przeplatane wichrami, to prażył boleśnie po zwierzęcych ciałach grad. Bywało, że atakowały ostatnie zrywy śniegu, przeplatane zimnymi kroplami. W rzadkich chwilach, na umęczony padół spoglądało smętnie słońce. Nie dawało zbyt wiele ciepła. W chwilach takich zawieruch sarny wbijały się w najgłębsze zagajniki lub polegiwały w trzcinach, przeczekując nie sprzyjającą aurę. Inni zapadali twardo w norach i pod wykrotami. Zmoknięte ptaki wysiadywały dzielnie jaja z pierwszych lęgów, ukryte przed oczami ciekawskich, pod rzadkimi parasolkami młodych liści. Dla pierzastej drobnicy był to już czas gorączkowej budowy gniazd, wysiadywania, czy nawet wychowu piskląt. Deszcze i ziąb bywały jednak tragiczne i nie sprzyjały lęgom.

Zdjęcie2827

 

Przy śródpolnym zadrzewieniu o skąpym podszycie, za dnia niewiele było życia. Otwarty dostęp z każdej strony, i mało krzewów sprzyjały widoczności, prześwitowi, zmniejszając poczucie bezpieczeństwa. Za ostoję wybrał je jednak sobie sarni kozioł, stary wyga leżał większość dnia przeżuwając, samemu pozostając niewidocznym. Jeszcze trochę i polną oazę otoczą łany gęstych upraw, czyniąc kryjówkę bezpieczniejszą. Wokół ostoi widnieje mnóstwo śladów – dziki i sarny zapisały w ulotnym piaszczystym pamiętniku wspomnienia swych nocnych wędrówek za żerem.

Zdjęcie2834

Monotonnie podzwaniają trznadle. Po kilku minutach do wtóru dołącza samiec zięby. Z innego zagajnika dobiega miękki flet kosiej arii. Ptaki grają dziś jakby smutniej. Chłód narasta. Jeszcze ileś dni, zanim w podobne wieczory zachwycą duszę kląskania słowicze. Czas nieubłagalnie wędruje ku zmrokowi. Milkną powoli ptasie grania. Surowe powietrze nasycone zimnem, coraz śmielej otula uroczysko tego zakątka. Za chwilę dopełni się wieczorne misterium. Sarny i dziki opuszczą swoje pielesze, tropami znacząc szlaki swoich nocnych marszów, w miękkiej ziemi. Zakurzy pylisty tuman, za spłoszonym zającem. Rozegrają się szmery, szelesty, trzaski, stąpania. Na zalanej czernią połaci, wśród czyhających cieni, rozpocznie się panowanie nocy. A gdzieś tam, w kosmosu otchłani mocarne słońce czeka swej chwili, by rozbłysnąć na nowo, obdarowując śpiące pola ciepłem, i życiem.

Zdjęcie2849

Zdjęcie2846

Szepty Mgieł

W posrebrzystym blasku, zaległo tchnienie kryształowej ciszy.

Zwiewna Dusza Mgieł, jak co wieczoru rozpostarła majaczące ramiona nad lustrem szarej strugi.

Wiatr i poszepty zwiewne dawno zgasły. A ona…gęstniała, nabierała w bezwładzie ulotnej mocy. Jej to czas był.
W pomrocznej ciszy otchłani rozpoczęła subtelne panowanie.

Niesforne igliki szuwarów, co i raz rozdzierały falujące ciało. Otoczyła miękko samotną sosnę. Na szpilkach zamigotały zwierciadła kropel.

Sunęła i czyniła świat głuchym, stłumionym , bladym ,niewidocznym. Już nie krzywdziły jej gałęzie. Otulone mlecznym kożuchem, spały cicho.

Mokre cienie, gwarzyły rytmem kropel. Dusza mgieł skryła gwiazdy. Zniknęły migocące ich białe iskry.

Dumna, spiesznie urządzała swe delikatne królestwo zaklętym w powłóczysty opar.

Senny wiatr uśmiechnął się. Leniwym tchnieniem, porwał Duszę w pląsy taneczne.
Ona nie chciała…

Wnet rozwiało się marzenie. Misternie utkany złudzeniem świat, odszedł w
zapomnienie.

Ja księżyc

Gawędy Żubrze

Zimowe słońce pieściło delikatnie zmarznięte grzbiety, przebijając się przez plątaninę ogołoconych koron drzew. Żubrze stado maszerowało z wolna, potężnie cielska łamały bezlitośnie ustępujące gąszcze, trzaski niosły się daleko echem, w mroznej ciszy dnia Puszczy. W tych srogich odgłosach, znać było bijące tętno pradawnej kniei, szepczącej tu przez wieki. Co jakiś czas powietrze przeszywały ostre wabienia sikor, i alarmujące głosy dzięciołów. Barwne czeredy drobnych ptaszyn, czyniły spustoszenie wśród zimujących owadów. Zwinne dzioby podważały ostającą korę, wciskały się w drzewne szczeliny, rozgarniały próchno, przegarniały zmarznięte pączki. Uśmiechem losu, a tragedią innych, darzyła knieja czasem resztkami po biesiadzie wilczej. Przez wiele dni taka ofiara służyła pożywieniem gromadom ptaków, myszy, i pomniejszych padlinożerców.

Trwał pogodny, krótki puszczański dzień. Opanowane mrozem powietrze, dziś jakby trwało nieruchomo. Na niebie królował radosny błękit. Chłód potężniał z każdą godziną. Nie dokuczał jednak ogromnym zwierzętom, które natura wyposażyła w grube zimowe futro.

Bieszczadzkie_zubry_pkol25

Żubry docierały do celu wędrówki. Śnieg skrzypiał tęgo, pod potężnymi racicami olbrzymów. Na skraju lasu zwierzęta przystanęły krótką chwilę, ocząc i węsząc dookoła. Z nozdrzy buchała para. Zlepki śnieżnej zmarzliny, wisiały na futrzanych brodach. Nie było powodu do niepokoju. One zresztą, nie musiały obawiać się niczego. Wokół stogów siana, panowała pustka. Ciszę przerywały tylko szmery nornic i leśnych myszy, harcujących w czeluściach brogu. Znać było już ślady ucztowania innych pobratymców. Zwierzęta w majestacie wystąpiły na polanę, gromadą otaczając stopniowo życiodajny stóg. Te bardziej strudzone, ułożyły się wypoczywając, reszta z apetytem dobrała się do suchej trawy. Z lubością przeżuwały pokarm, powoli napełniając przepastne kałduny. Rozległy się mlaskania i posapywania. Zgrzane marszem cielska, miarowo ogarniało rozkoszne lenistwo. Zostaną tu dłużej…

Wprawne ucho, nadal wyłapało, by kolejne trzaski, odgłosy, stuknięcia, szmery co jakiś czas dobiegające głucho z głębin lasu. Puszcza tętniła życiem, a każdy dzik, jeleń czy sarna trudziły się zaprzątając tylko jednym – najeść się i przetrwać! Nie dać się zaskoczyć drapieżnikom.

Stogi dawały schronienie, ciepło, i jedzenie nie tylko roślinożercom. Za mysim plemieniem ciągnęły lisy, kuny, tchórze czy sowy. Zimową
nocą, pod całunem gwiazd, w sercu czaru tego zapomnianego w chłodzie zakątka, działy się małe i duże sukcesy, tragedie i dramaty leśnych mieszkańców. Jeśliś cierpliwy i uważny, chichy i opanowany, tutaj Puszcza obdaruje Cię spełnieniem kolejnej tajemnicy…

1z