Księżycowe spotkanie z zającami

Gdy srebrny glob nieubłagalnie zmierza do perlistej pełni, zbliża się najlepszy czas leśnych obserwacji. Wie o tym każdy wędrowiec i czatownik. I czeka w tęsknocie duszy na tych kilka wyjątkowych nocy. Czasem zabiera z sobą śmiałków odważnych, którym ciemność i szelesty nie straszne. Na ściernisko docieramy po zachodzie słońca. To taki prezent, bonus i dodatek po całym dniu wędrownym z Drzewami Mocy. Forma relaksu i kolejna odsłona mojego świata. Jest jeszcze widno. Idziemy z gromkim szelestem, a ja wiem, że każde większe zwierzę które dziś tutaj wkroczy, usłyszymy tak samo. Niebo dla odmiany przegląda się dziś w złocistej żółci, przyozdobione granatowymi refleksami chmurzastych pasm. Zasiadka na snopkach i znów wesołe próby ulokowania się na szczycie. Zgrzytliwym ćwierkaniem rozpoczynają przedstawienie wszechobecne nietoperze. Szybują ponad nami, dając popisy zwrotności, zwinności, i opętańczego chaosu. Letni balet zmierzchu. Jaki pocieszny dzwięk. Tak jakby wróbla połączyć z myszą. Trochę nie sprzyja wiatr. Dmie od nas w kierunku lasu. Szybko też wychładza. Oznacza to tylko, że kawałek przed nami pozostanie czysty, a po bokach nadal można spodziewać się zwierzaków. Kilka minut i pojawiają się beztroskie sarnie cienie. Miejsce wybrałem dobre, nieco odsunięte od głównego szlaku zwierzęcych podchodów. Możemy obserwować, sami nie będąc wykryci.

P90810-214522

Czarne maleństwa. Pędzą chwilę i znikają jakby zapadały się pod ziemię. Zaczęły urzędować myszy, główni gospodarze słomianej krainy. One dają sygnał do uczty… Ten moment, kiedy zmrok czai się przed ostatecznym skokiem na świat, gdzie kołaczą resztki dziennej widoczności. Księżycowa latarnia czeka ze srebrem w pogotowiu. Na horyzontach sarny. Wtedy towarzysząca mi dziś Aisza, mówi;

– Tam coś się zbliża, z lewej,

Gdzie? Nie widzę! Mija kilka sekund, nim wzrok który przed chwilą podziwiał zorzę zachodu, zacznie wyłapywać szczegóły w szarości. Oo, są! Biegną slalomem, jeden za drugim. Z tej odległości i przy tej widoczności, jedyna wskazówka dla mnie to sposób poruszania. Wielkość trudno oszacować. W pierwszej chwili nie mam pewności czy to młode dziki lub lisy. Ale ich pląsy. Bardzooo znajome…

Tymczasem tajemnica zatrzymuje się na ciemniejszej smudze zboża, gdzie tracimy ją na minuty z oczu. Wreszcie ruszają wprost na nas…

Teraz wszystko zależy od szczęścia. I naszego zachowania. Chwile w pałającej ciekawości, na bezdechu. Bezruch, byle nie zaszeleścić! I gdy pierwszy mija nas parę kroków przed balotem, pełne rozpoznanie. Widać nawet długaśne uszy. To zające! Przybyły spod lasu aż tutaj. Nawet chyba nie po to żeby jeść, a po prostu się wybrykać. O ile jeden z nich mija nasze stanowisko niefrasobliwie, tak drugi powziął podejrzenie. Nie przekracza niewidzialnej linii. Oba usiadły. Wiem. Teraz spryciarze będą nasłuchiwać ‘’potwierdzenia’’ czyli najmniejszego odgłosu, który utwierdzi je w wątpliwościach. Wtedy się oddalą… A my cierpliwi i hardzi. Chwila trwa… Mija 10 minut. One siedzą, my też. I już tak bardzo się cieszę, wyczuwam radość mojego gościa. Bo pokazuję. To są właśnie Szepty Kniei. Tak powstają opowieści. I jest, jest możliwe ciche współistnienie ludzi i zwierząt tuż obok siebie. Bo przecież to dzikie zające, które unikają człowieka. A jednak zostają z nami tak długo.

P90810-213436

🦉 W ostatniej chwili zniecierpliwienia, odwracam głowę za siebie i dostrzegam w księżycu szybującą sowę pójdźkę. Poznaję po wielkości, mniejsza od puszczyka. Ta robi krąg nad nami wszystkimi i gdzieś opada na niewidoczną ofiarę, czyniąc trochę zamieszania. Rozładowała słomiane napięcie. Wtedy ‘’uszaki’’ się ruszają, rozdzielając w swoje strony. Widać jeszcze przez momenty, jak siedzą z daleka. Powoli dociera do mnie boleśnie, że Puszczyki dziś się nie odezwą. Dzienne ‘’prace leśne’’ ( wyrąb młodych zdrowych sosen ) spowodowały, że sowia rodzina przeniosła się gdzieś daleko. Jeszcze przedwczoraj słuchałem ich pod gwiazdami, w błyskach przechodzącej bokiem dalekiej burzy. Cóż o była za magia…

🦇 Księżyc rozrzedził się w powłokach chmur jak meduza, ale za chwilę wypływa w pełnej krasie, zalewając przestrzeń refleksami chłodnej powłoki. W oddali majaczy się czarna ściana, pełnego jeszcze tajemnic lasu. Nasze czuwanie dobiega końca.

223114_moon-hare

A jeśli i w Tobie dojrzewa odwaga, aby podarować sobie Księżycową Wędrówkę, napisz do mnie na mail czeremcha27@wp.pl. Ustalimy termin i razem wymaszerujemy naszą wędrowną przygodę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s