Wiosenne tchnienie leśnej mocy – wspomnienia z wędrówki.

Szeptowe wydarzenie Wiosenne tchnienie leśnej mocy – kojący śpiew słowików przyniosło zarówno gości, jak i moc radości. Odbyliśmy wspólnie Księżycową Wędrówkę podczas której porozmawialiśmy z Drzewami, i zatopiliśmy się we wszechobecnym spokojnym istnieniu wśród otaczającej nas przyrody. A potem słuchaliśmy natury. Pod otuliną srebrzystej poświaty spędziliśmy noc nad malowniczym bagnem wśród trzcinowisk. Po powrocie do domu i do wspomnień, tak oto zapisała się w słowach nasza magiczna podróż…

The+Nightingale+Sings

…To jedna z takich nocy, które zapamiętuje się na całe życie. Trzy osoby widzące się po raz pierwszy w tym wcieleniu. A jakbyśmy znali się od wieków.

W potyczce z chmurami zwyciężył księżyc. Złocista poświata rozproszyła wszechobecny mrok. Widzieliśmy nawet własne cienie, chwiejące się nieśmiało w ulotnej aurze. Nad bagnem jest w miarę cicho. Żaden zwierz nie chodzi. Dziewczyny, Monika i Iwona dużo się śmieją. To chyba taki uboczny efekt ‘’przedawkowania’’ lasu. Radość Duszy, wśród leśnej głuszy. Jak już dobrze ją znam… Nigdy nie wiadomo kiedy się objawi, w jakiej chwili, ani ilości. Doświadczamy jej, ciesząc się swoją obecnością. I chwilą. I gwiazdami. I tym księżycem. Przyjechały ze śpiworami, i oświadczyły, że chcą nocować w lesie. Dzielne  Bo nie jest łatwo mi zaimponować  Wcześniej wylegiwaliśmy się pod dębem, kiedy jeszcze było słońce. Zajęty swoimi sprawami olbrzym, obdarzył nas jednak wieściami, radą, pokazał obrazy. Napełnił spokojem i ufnością. Podczas marszu intuicja kierowała nas do zdrowia, ktoś skubnął sobie brzozowego liścia, inny młodego pędu sosny. Teraz siedzimy tutaj. Świerszczak rozpoczyna monotonne terkotanie. To taki ptaszek, którego śpiew ciężko określić tym mianem. Czasem odpowiadają mu inne ptaki, głównie łozówki i rokitniczki. Świerk – Zbójnik za naszymi plecami próbuje przeszkadzać. Trzeszczy i stuka jak wszyscy diabli, choć tu wcale nie wieje. To ten sam, który na ‘’dzień dobry’’ obdarza bólem głowy, a na ‘’dobranoc’’ zrzuca każdego, kto próbuje się wspiąć. Historia tego drzewiszcza jest szczególnie ciekawa. Pokazał się jako rozbójnik grasujący niegdyś w tych okolicach, dziś uczący się czegoś pod postacią tego drzewa. Nie jest zainteresowany żadnym dawaniem pomocy ani rozmową. To obwieścił. Najlepiej go ignorować.

31886623_573093633058790_5730102717850845184_n
Sesja – relaks pod dębem. Bosy spacer nie tylko pomaga połączyć się z energią naszej Matki Ziemi, ale i jest świetnym masażem dla stóp. Akupresura podczas wędrówki

Idąc wzdłuż polnej dróżki, mimo ciemności dostrzegamy sylwetki krążących po polu saren. Następnie podążamy dębowym szlakiem drzewnych starców. Dęby niskim tonem coś mruczą i mamroczą jakby nuciły jakąś starą żołnierską pieśń. Słyszy Monika i ja. Ona pierwsza. Iwona dostrzega jasne aury drzew, albo i czegoś jeszcze… Na otwartej przestrzeni majaczą się srebrne sylwetki ogromnych pni oraz gałęzi – drzewnych widm. Ktoś opowiada, że one nocą wędrują wychodząc ze swych ciał, i w ten sposób porozumiewają z sobą. Jak niegdyś entowie. Ja tam nie wiem… Spod pradawnych konarów, przebija równie prastary księżyc, roztaczając promienie ulotnego srebra. Zadziały się czary – w ogóle nie atakują nas komary. I to podczas całej wyprawy. Jest moc. Docieramy do sosnowego młodnika, po drugiej stronie bagna. Nasze miejsce na nocleg. Tu wita nas ochrypłe szczekanie kozła sarny. Nie widać go nigdzie. Układamy się pod opieką młodej, rozkrzewionej Sosny. Otaczają nas sosnowe dzieci, które uparcie obejmują we władanie ten suchy kawałek jałowego piachu. Przed nami rozpościera się widok na bagno i trzcinowiska, wśród których już snują swe opowieści chłodne opary mgieł… Białe kłęby co i raz zbliżają się do nas kąsając chłodem. Iwona zasypia. Chyba tak ukołysała ją delikatna muzyka kniei. My zasłuchujemy się w naturze. O tej porze nad mokradłem nie ma solistów wiodących prym. Za to są mistrzowie od robienia tła, gwaru i…klimatu. Znów brzęczy świerszczak. A może to brzęczka? Ciężko je rozróżnić. I pogubić się można w samych nazwach. Im dalej w noc, tym pogłos narasta. Chwilami pohukują ropuchy, ale przeważa gęstniejący rechot żab. Do koncertu dołączają rokitniczki, łozówki, gdzieś tam kwili odległy słowik. Głucho buczy bąk, jakby zjawa ukryta w korowodach dalekich mgieł. Ptasi duch niemal każdego większego trzcinowiska. Mgły tańczą, wirują, wędrują, jakby były osobną Duszą. Przyglądamy się tym pląsom w zachwycie. Wtem… trzaski łamanych łodyg. Fuknięcie zwiastuje przemarsz dzika. Zwierz trochę hałasuje. Szybko cichnie. Jakby zupełnie znikł.


31718700_573093669725453_5389686148295557120_n
Drzewom powierzamy swe troski, problemy i zmartwienia, oraz prosimy aby napełniły nas swoją beztroską radością pogodnego istnienia. Albo odwagą, mocą, ufnością i siłą. Tulimy i słuchamy co mają do powiedzenia. Stosujemy Sylwanoterapię.

Patrzymy w gwiazdy. Co jakiś czas niebo przecina meteor, zostawiając na ułamki sekund szarą smugę. Każdy wypowiada w sercu swoje życzenie, intencję zasiloną Magią Lasu. Rozmawiamy i milczymy na przemian. O kosmosie. O życiu, sytuacjach. Otwieramy się. Gawędzimy o tutejszej przyrodzie, zwierzętach, zmianach na planecie, ideałach, wyborach, przeszłości, miłości. Nie ma tabu. I jest tak cudownie i lekko. W ogóle nie chce się spać. Wokół nas płynie swobodnie energia ziemi, drzew, wody, zwierząt, zasilając Nasze Dusze harmonią pierwotnego istnienia. Czuje, że moja tańczy, śpiewa, i weseli się szybując na wyżynach tej błogości, jaką zazwyczaj trudno odnaleźć. Monice odechciało się zupełnie snu, a przecież jechała tu aż z Wrocławia, po kilku dniach innych warsztatów. Chcemy wytrwać do świtu, posłuchać jak budzi się Las. Jak ptaki witają się pieśnią ze słońcem. Czekamy. Mijają godziny przeplatane rozmową i ciszą.Niebo lekko przeciera się. I wtedy je słyszę. Sosnowe Dzieci rosnące naprzeciw nas, pełne beztroskiego śmiechu coś sobie śpiewnie wierszują ;

Już nie możemy Ciebie doczekać świcie,
Przybądź, rozbłyśnij, daj się zjednoczyć w zachwycie.

Blady księżyc nudzi już nawet ludzi,
Ptasi świat się budzi.


Wzejdź ogrzej, otul ciepłem wszystkie małe drzewa,
Świta już, a drozd na Twój powrót śpiewa.

Ukaż się wreszcie kochane nasze Słońce,
W Sosnowym Kręgu, na tej oto łące.

Wdzięczne i tęskne, promieni Twych czekamy.
Po to wzrastamy. 

Czyste, dziecięce głosiki. Jakby w przedszkolu. A podobno, tylko duże, stare drzewa są odpowiednie do kontaktu. Podobno…

31662241_1464022223699874_8103193455947153408_n
Czytamy znaki, jakimi obdarza nas Las  Nie tylko tropy zwierząt i ślady ich życia, ale także choćby dziwnie spleciony dąb obejmujący sosnę. Taniec drzew? Kiedy zwracamy uwagę na otaczające nas cuda, zwykły spacer może się stać niezapomnianą wędrówką po krainie baśni.

Świt obwołała kukułka. To ją pierwszą odróżniliśmy z dogasającego tła nocnych śpiewaków. W oddali pokrzykuje jeszcze bażant. Nie ranek to jeszcze i nie noc już, ot chwilowe zawieszenie między dwoma światami. Ale ptaki zdają się wiedzieć lepiej. Tuż obok nas gdzieś w sośnie ląduje drozd i urywaną sonatą sprawia radość uszom. Powoli rozkręca się chyba tysięczny chór. Tu gwiżdże szpak, tam terkocze paszkot. Dołącza do nich trznadel. Jakieś pokrzewki…dużo tego. Coraz trudniej się połapać. Z pól dobiegają skowronki. Ostrzegawczy jazgot kosa. Nie słychać sikor. Te śpiąc po dziuplach, zawsze odzywają się nieco później. W Ptasim Zegarze prym zaczynają wieść soliści. W narastającym gwarze niknie monotonne tło wodniczek, brzęczek, łozówek, i strumieniówek. Mgły jakby ożyły, kotłują się przesłaniając kikuty martwych drzew, to oblepiają nieprzeniknionym woalem całe bagno. Czasem podchodzą aż pod nas, przynosząc dotyk zimnej wilgoci. Brrr… Snują się w swoim świecie. Zachwycamy się tym spektaklem. Chwilę potem na tle księżyca majestatycznie z poświstem przefruwa para kaczek…

Gromki, srogi, ostry alarm zwiastuje nadejście słońca. Nieomylne Żurawie, tak od wieków witają się ze światłem. Od tego momentu w zwierzęcym świecie, dzień jest już ‘’oficjalnie otrąbiony’’. Odzywają się gęsi. Przestrzeń kwili, śpiewa, woła, terlika, bębni, podzwania i szczebiocze. Ale nie jest to hałas. Ten, w odróżnieniu od miejskiego zgiełku, po prostu koi zmysły. Poranek wybrzmiewa w pełnym majestacie, jaki tylko w maju usłyszeć można. Przestajemy zgadywać ptaki. Pora powoli wracać dębowym szlakiem… A ten już się mieni, paletą zieleni, w każdej chyba odcieni. Monika mówi, że to bardzo energetyczne miejsce. Dobrze się tu czuje. Zachwyca się każdym z drzew. Oto ogromny Radomir, Dąb, co po ciosie piorunowym jeszcze walczy. Stracił połowę ciała, ale nie poddaje się. Czasem można usłyszeć, jak woła o pomoc… Tu Klon ‘’Czerstwy’’, któremu się udało, mimo rozdartego pnia, rozkwitł cały zielenią, jakby draśnięty był tylko. Pień zalany sokami klei się. Wesołe i czujne akacje, jakimś echem beztroskiej piosenki dopełniają gwaru tego zakątka. Zimą i jesienią, pewne fragmenty gruntu tutaj nie zamarzają. Bije od nich nieokreślone ciepło… Znajdują się u stóp Dębów. Klony tutejsze, jakby miały nastrój na psoty niekiedy. Zaczepiają czasem sypiąc suszem prosto pod nogi. Na piaszczystej leśnej drodze graniczącej z polami, napotykamy co kawałek na tropy jeleni. Tutaj dopiero mielibyśmy widowisko! Chodziły kilkaset metrów od miejsca naszego wypoczynku. Ale nikt nie żałuje, cieszymy się, że mogły sobie pobuszować w spokoju. Kiedy zwracamy uwagę na otaczające nas cuda, zwykły spacer może się stać niezapomnianą wędrówką po krainie baśni.

31720654_1464009340367829_7369673888592035840_n
Nocne czuwanie nad bagnem i słuchanie natury  W tle złoty księżyc. Zdjęcie nie odda wszystkich ptasich treli i gwarów jakie towarzyszyły nam przez całą noc.

…W sklepie czujemy się dziwnie. Jakby wyrwani i wklejeni do innego świata. Mimo, że wszystko tu znamy, wydaje się być obco i inaczej… Tak, nienaturalnie jakoś. Rozgrzewamy się gorącą czekoladą. Pora się pożegnać. Każdy wniósł coś wyjątkowego do tej wyprawy. Obdarowaliśmy się wzajemnie mądrością, wiedzą, rozwojem, radością, szczęściem i obecnością. I wiemy, że odtąd na pewne rzeczy nigdy nie spojrzymy w ten sam sposób. Ktoś całe życie uciekał przed prawdą o sobie. Teraz ją odkrył. Inny coś zobaczył. Trzeci otrzymał ważne lekcje oraz przesłanie. Objawiło się Zwierzę Mocy. Jakby powitało i pożegnało naszą wycieczkę. Już w drodze do lasu miła niespodzianka – parę metrów od drogi, z auta widzieliśmy bliziutko bażanta. Nie bał się samochodu, patrzył. Monika powiedziała wtedy, że to jej ulubiony ptak. Wracając Dębową Drogą, także bażant kroczył na polnej dróżce. I on widząc naszą trójkę, nie kwapił się do ucieczki. Ptak ten w pozytywnym znaczeniu jest symbolem dostatku, dobrobytu i pewności siebie. Obdarowani, wdzięczni i szczęśliwi wzrastamy w tym doświadczeniu. To było wyjątkowe niemal 12 godzin w Przyrodzie. Aż do kolejnej wędrówki… Kto wie, co przyniesie?

31841583_573093426392144_7053943343650177024_n
Po czuwaniu, na dębowym szlaku  Majowy świt w lesie to coś, co powinien przeżyć każdy miłośnik natury.

PS. Szeptowa wyprawa, to super sprawa 🙂 Iwona, Monika, oraz parę innych osób już się o tym przekonały.

Jeśli dotąd z jakichś powodów baliście się łazić nocą sami ”po krzakach” i odkrywać tajemne życie naszych lasów, pól, łąk i bagien, to jest okazja aby to zmienić. Szepty Kniei – Opowiadania Przyrodnicze co miesiąc i w każdą pełnię organizują wydarzenia, zgodne z rytmem tego, co aktualnie dzieje się w przyrodzie. Można podpatrzeć, posłuchać, dowiedzieć się czegoś o otaczającej nas Naturze, albo po prostu odbyć wspólny długi przyrodniczy spacer, pod srebrzystą otuliną księżycowej poświaty. Nawet, gdyby na jakiś miesiąc nie było tworzone wydarzenie, wystarczy zapytać, czy jest możliwość i czas na wspólną wędrówkę, a coś wymyślimy

Co robimy podczas takich wypraw?

Możliwości jest wiele. Zależnie od preferencji, chęci i upodobań. Jeśli pogoda i temperatura pozwala, wędrujemy boso, czerpiąc z harmonizującej energii naszej kochanej Matki Ziemi. Korzystamy z mądrości i mocy starych drzew drogą medytacji. Tulimy się do nich i powierzamy im swe troski, prosząc aby napełniły nas czystą radością beztroskiego istnienia. Słuchamy co próbują nam przekazać. Możemy też umówić się na obserwację konkretnych zwierząt. Wsłuchujemy się w dzwięki Natury i trenujemy cierpliwość podczas godzin oczekiwań. W uważności czytamy znaki, jakimi obdarzy nas las, starając się odgadnąć przesłanie dla Ciebie. Wędrujemy bezszelestnie jak duchy do konkretnych miejsc z których w ciszy obserwujemy zwierzęta, tak aby im nie przeszkadzać w istnieniu.

A potem… gdy już wrócę do domu i zjednoczę się ponownie z wszystkimi wspomnieniami, napiszę dla nas opowieść, która będzie pamiątką tego wspólnego czasu. Dla Ciebie i dla mnie.

Szczegółów wydarzeń szukajcie na facebooku.
Zapraszam serdecznie. Do zobaczenia w pełnię!

31740073_1464007060368057_6752037138792972288_n

 

Jeden komentarz na temat “Wiosenne tchnienie leśnej mocy – wspomnienia z wędrówki.”

  1. Majowy weekend to już wspomnienie a ja wciąż tu i teraz czuję jego moc…
    Dlatego śmiem twierdzić, że czas w nie istnieje … To tak jak z gwiazdami które świecą teraz a ich samych już ich nie ma ☺…
    Obfitował on w wiele wydarzeń przeze mnie zaplanowanych wcześniej, a może to one zaplanowały mnie tam?
    Tak… Przede wszystkim doświadczyłam wszechobecności i wszechrzeczy, jedni …
    Dostałam od wszechświata tyle darów, że wzruszenie nie opuszcza mnie ani na chwilę … Świadomość, że jestem tym wszystkim bardzo mnie onieśmiela i uświadamia jak jestem ważna, piękna i kochana… Słowa nie są w stanie tego wyrazić, stąd może mój opór przed jakimkolwiek podsumowaniem tego … Z drugiej strony zaś nazwanie , choć próba daję świadomość i skupia jeszcze raz uważność , może jeszcze coś zauważę, może coś przegapiłam ?
    Las, cudna kraina, którą można połykać aż do zachłyśnięcia… Lecz tak naprawdę to wszystko jest wszędzie gdzie jesteśmy … Jeśli Dusza piękna nawet w największej brzydocie piękno znajdzie i pięknie opowie, jeśli zepsuty owoc śmierdzieć będzie wszędzie i smród będzie ściągać…
    Dzięki ciału naszemu kochanemu, możemy być tu i teraz , doświadczać. Nie ważne czy mamy ciało pięknej kobiety, szczupłego chłopca, drzewa, kamienia, gwiazdy … Forma płata nam niezłe psikusy i daje taka formę abyśmy właśnie dzięki niej doświadczyli tego co nam pisane … tego czego chcemy … i widzieli to tak jak mamy zobaczyć, poczuć … To niesamowite …
    Wielu ludzi widzi więcej , wie różne rzeczy, coś potrafi , to wszystko nie jest ważne … jesteśmy jacy jesteśmy. Zbędna bufonada, i strojne pióra… najważniejsze jest to co w sercu – tam cała nasza wszechmoc , nieskazitelny kryształ, niewinność … A las pomógł mi to zrozumieć ,tu nie ma dobra, nie ma zła – nów i pełnia to ten sam księżyc – wszystko zależy od tego jak to chcemy widzieć, wszystko jest w sercu , jednia …
    Las to przestrzeń jakby wyizolowana od zgiełku cywilizacji , od ego – tu łatwiej się odnaleźć , uziemić , tu wszystkie istoty Ci sprzyjają , z naciskiem na wszystkie ☺
    Poczułam to wszystko dzięki czystemu sercu Sebastiana a Iwonka była mi ukochanym towarzyszem …
    To jest takie proste …
    Wyprawa do Czeremchowego lasu to jakby przejście na drugą stronę 😉 , sprawdźcie sami …
    Dziękuję

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s